Stanisław Barszczak, Czarnej Madonnie w dniu jej święta


Stanisław Barszczak, Marian Raptular

I write a love Petter on the fogged pane and your initials refuse to fade.

The city still sleeps in rags of fog, and I steal the first rays of light, running my fingers along the walls as if they were something to explore, like a secret. Strangers walk beneath my feet, laughing to themselves, and I feel something nameless, a lightness that lingers in my chest. The air smells of sleep and coffee, each footstep echoes in the empty streets and leaves a trace of warmth, and I laugh to myself, because anything is possible. The silence suddenly takes shape and color. In this light, someone I know appears, a gaze that plays with my eyes, and the world becomes a place I long to stay forever.

An ocean of feelings dwells in my soul. I love with all my being, I long with every fiber of my being. Sometimes I scream because my heart bursts with everything I feel—and then I withdraw into myself, retreat under the covers, shedding tears that cleanse and give me strength. I desire with my whole body, my mind, and my soul. I give everything, I don’t fragment. In this silence, in this cry, I am full of life, love, and longing. I am myself and I feel everything… until my last breath.

You came into my life like a surprise I didn’t know I needed. One day you were just someone I knew…And now you’re the person I never want to go a day without. You became my comfort, my peace, my safe place. You matter to me in ways I never expected. And I love you morze deeply than I ever planned.

If I could promise you one thing, it would be this: no matter how life shifts, my life for you won’t. Not today, not tomorrow, not years from now. You’re my favorite hello, my hardest goodbye, and my forever. I’ll always fight for us, because you’re worth every single fight.

I don’t wants just a relationship. I want a life. A life where we’re partnera, best friends, and teammates. A life where we lift each other up, push each other to grow, and never let go  of the little things – late – night talks, random kisses, shared dreams. I want you not for now, I want you forever.

Mother of God, Immaculate Mary, my live, you don’t ever need to worry. My heart is yours, every piece of it. I don’t look at anyone else the way I look that you, and I don’t want anyone else the way I want you. It’s always you. Above everyone. Beyond everything. You’re the only one I choose today, tomorrow, always.

Stanisław Barszczak, Raptularz maryjny

Piszę list miłosny na zaparowanej szybie, a twoje inicjały nie chcą wyblaknąć.

Miasto śpi jeszcze w łachmanach mgły, a ja wykradam pierwsze promienie światła, przesuwam je palcami po ścianach, jakby były czymś do zbadania, jak tajemnicę. Pod moimi stopami chodzą ciebie nieznajomych, śmieją się same do siebie a ja czuję coś, co nie ma nazwy, lekkość która zostaje w piersi. Powietrze pachnie snem i kawą, każdy krok odbija się w pustych ulicach i zostawia ślad ciepła, a ja śmieję się w myślach, bo wszystko jest możliwe. Cisza nagle nabiera kształtu i koloru, w tym świetle pojawia się ktoś, kogo znam w spojrzeniu, które igra z moimi oczami i świat staje się miejscem, w którym pragnę zostać na zawsze.

W moje duszy mieszka ocean uczuć, kocham całym sobą, tęsknię każdą cząstką siebie. Czasem krzyczę, bo serce pęka od wszystkiego, co czuję – a potem zamykam się w sobie, schodzę pod kołdrę, wylewam łzy, które oczyszczają i dają siłę. Pragnę całym ciałem, myślami i duszą. Oddaję wszystko, nie dzielę się na kawałki. W tej ciszy, w tym krzyku jestem pełen życia, miłości i tęsknoty. Jestem sobą i czuję wszystko… aż po ostatni oddech.

Pojawiłaś się w moim życiu jak niespodzianka, której nie wiedziałem, że potrzebuję. Pewnego dnia byłaś po prostu kimś, kogo znałem… A teraz jesteś osobą, bez której nie chcę się obejść ani jednego dnia. Stałaś się moim ukojeniem, moim spokojem, moim bezpiecznym miejscem. Jesteś dla mnie ważna w sposób, którego się nie spodziewałem. I kocham cię głębiej, niż kiedykolwiek planowałem.

Gdybym mógł ci coś obiecać, to byłoby to: bez względu na to, jak potoczy się życie, moje życie dla ciebie się nie zmieni. Ani dziś, ani jutro, ani za lata. Jesteś moim ukochanym „cześć”, moim najtrudniejszym „żegnaj” i moim „na zawsze”. Zawsze będę o nas walczyć, bo jesteś warta każdej walki.

Nie chcę tylko związku. Chcę życia. Życia, w którym będziemy sobie wzajemnie pomagać, najlepszymi przyjaciółmi i kolegami z drużyny. Życia, w którym będziemy się nawzajem wspierać, motywować do rozwoju i nigdy nie zapomnimy o drobiazgach – nocnych rozmowach, przypadkowych pocałunkach, wspólnych marzeniach. Chcę cię nie teraz, ale na zawsze.

Matko Boża, Niepokalana Maryjo, moje życie, nie musisz się nigdy martwić. Moje serce należy do Ciebie, każdy jego fragment. Nie patrzę na nikogo innego tak, jak na Ciebie, i nie chcę nikogo innego tak, jak Ciebie. Zawsze jesteś Ty. Ponad wszystkimi. Ponad wszystkim. Jesteś jedyną osobą, którą wybieram dziś, jutro, zawsze.

Stanisław Barszczak, Rzymskie wakacje

Antrakt

Wyrusz w urzekającą podróż przez serce starożytnego świata i zanurz się w majestacie Wiecznego Miasta, zwiedzając jego kultowe zabytki, tętniące życiem ulice i monumentalną architekturę. Od majestatycznego Koloseum po szanowane Forum Romanum, każdy zakątek miasta ożywa dzięki misternym detalom i historycznej dokładności. Czytaj, aby odkryć architektoniczne cuda Rzymu, od imponujących budowli Kapitolu po majestatyczny Panteon. Poznaj zawiłości prywatnych rezydencji, łaźni publicznych i tętniących życiem targowisk, poznając codzienne życie starożytnych Rzymian. Niezależnie od tego, czy pociąga Cię polityczne centrum Senatu, czy sanktuaria religijne miasta, tekst stanowi dynamiczny przewodnik po archeologicznych cudach Rzymu. Ta wędrówka wykracza poza tradycyjne wizualizacje; jest dynamicznym narzędziem do eksploracji historycznej. Zdobądź głębsze zrozumienie dziedzictwa kulturowego Rzymu, urbanistyki i trwałego dziedzictwa jednej z najwspanialszych cywilizacji w historii. Zanurz się w świecie starożytnego Rzymu, gdzie echa triumfów, szepty Senatu i duch ludu ożywają dzięki naszej epickiej pracy. Zanurz się w fascynującej historii tego wiecznego miasta i doświadcz splendoru Rzymu u szczytu jego chwały.

_______

Rzym już sam w sobie zapiera dech w piersiach, z góry powala na kolana. Rzym jest czymś pięknym niemal pod każdym kątem. Byłem już kilkadziesiąt razy i nadal nie mam dość! Bo Rzym to miasto, które kochasz. Jednak, jak to często bywa, najlepszy widok na miasto jest z lotu ptaka i jak zawsze najlepiej przy zachodzie słońca. Rzym z góry z wieżami i kopułami, rzeką Tybru, parkami i ulicami pełnymi ruchu napełnia moje serce. Ale jak  podziwiać z góry wieczne miasto? Tym razem wybrałem moją subiektywną listę miejsc, by podziwiać wieczne miasto z góry. Lista może kiedyś zostanie uaktualniona.

Zdążam ku miejscu na Forum Romanum, które nazywane było pępkiem starożytnego Rzymu i świata całego. Milliarium Aureum (Złoty Kamień Milowy) to historyczny pomnik w Forum Romanum w Rzymie, wzniesiony przez cesarza Augusta około 20 r. p.n.e., stanowiący symboliczny punkt odniesienia dla wszystkich głównych dróg Imperium Rzymskiego, z którego mierzono odległości do ważnych miast, symbolizując jego centralne znaczenie i powiedzenie „Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu”. Jeszcze nie doszedłem do niego, bo akurat przyglądam się Kolumnie zorientowanej tak, by witać ludzi wchodzących z Argiletum – ulicy w starożytnym Rzymie, która przecinała popularną dzielnicę Suburra aż do Forum Romanum , wzdłuż trasy obecnej Via Leonina i Via della Madonna dei Monti. Następnie schodzę ku Palatynowi: wzgórzu, które zaczęło całe to rzymskie zamieszanie.

Są takie miejsca w Rzymie, gdzie historia nie tyle leży pod nogami, co wyciąga do ciebie ręce i domaga się uwagi. Jednym z nich jest Palatyn, wzgórze, które wygląda niepozornie, ale w praktyce trzyma w garści całą rzymską historię. To tutaj, drodzy Zagubieni, zaczęło się całe to rzymskie zamieszanie: od pastucha, przez wilczycę, aż po cesarzy, którzy uważali, że „dom jednorodzinny” to minimum 12000 m², trzy ogrody i prywatna biblioteka.

Na samym początku Palatyn nie był żadnym „biletowanym punktem widokowym”. Był za to idealnym miejscem do życia: wysoki na około 50 metrów, blisko Tybru, ale nie na tyle blisko, żeby woda ci się wdzierała do salonu przy każdej burzy. Wzgórze miało dwie kulminacje: eleganckie „Palatium” w centrum i „Germalus”: skarpę spoglądającą w stronę Forum Boarium, gdzie pachniało bydłem i handlem, również niewolnikami. Dla równowagi aromatów, coś dla ducha, coś dla nosa. To właśnie tutaj powstała Roma Quadrata, pierwsza, najstarsza i najbardziej pierwotna osada, której plan przypominał „pochylony kwadrat”, jakby architekt wziął linijkę, ale zapomniał okularów. W IX–VIII wieku p.n.e. nie istniały jeszcze geodezyjne mapy, więc nie oceniajmy chłopaków zbyt surowo.

Legenda głosi, że dwóch pewnie najpopularniejszych bliźniaków starożytności, Romulus i Remus, trafiło w okolice Palatynu w koszyku, który radośnie porzucił ich w nurtach Tybru. Koszyk szybko dał nogę (a właściwie zabrały go fale), ale mieszkająca tam wilczyca postanowiła zająć się maluchami.

I tak właśnie w okolicach Lupercale, gdzie później odprawiano dość osobliwe rytuały płodności, rozpoczęła się cała historia Rzymu.

Zanim Romulus wziął się za zakładanie miasta, Palatyn odwiedzili Grecy z Arkadii: ekipa Evandra i Pallantego. Przywieźli ze sobą: kult Pana (którego Rzymianie grzecznie przemianowali na Faunusa), kilka legend oraz gotowość do opowiadania historii przy winie. Później przewinęli się jeszcze Herakles (w Rzymie przemianowany na Herkulesa) oraz Eneasz. Z tej mieszanki mitów, przybyszów i lokalnych pastuszków powstała historia, którą dziś archeolodzy odkrywają kawałek po kawałku.

W epoce republiki (czas przed Chrystusem) Palatyn stał się modną dzielnicą. Tutejsze parcele kosztowały majątek, a lista mieszkańców jest bogata: Cyceron, Marek Antoniusz, Grakchowie, Milon oraz Hortensjusz, którego dom odkupił później sam August. To właśnie August, urodzony na Palatynie, stwierdził, że nic tak nie buduje autorytetu jak mieszkanie obok mitycznej chatki założyciela Rzymu. Kupił więc teren, rozbudował, dobudował i jeszcze postawił świątynię Apollina z bibliotekami.

Od Augusta poszło już szybko: Tiberiusz dorzucił swoje piętro, Kaligula przeciągnął pałac… aż do Kapitolu, Neron stwierdził, że to za mało i ruszył z budową Domus Aurea, czyli najwspanialszej rezydencji, jaką starożytność widziała. Flawiusze, a potem Sewerowie, budowali dalej: jedni po drugich, warstwa po warstwie. Każdy cesarz chciał mieć coś swojego, a że przestrzeń była ograniczona… cóż, zawsze można było coś wyburzyć.

Słowo „palatium”, od którego mamy dzisiejsze „pałac”, nie wzięło się przecież z powietrza.

Po upadku Cesarstwa Zachodniego Palatyn nie tyle podupadł, co runął z hukiem. Goci i Wandale doszli do wniosku, że marmury można ukraść, złoto stopić, a ogrody… cóż, ogrodów nie da się zabrać, ale można je przynajmniej zadeptać. W średniowieczu po pałacach cesarskich hasały kozy, a w ruinach mieszkali biedacy, rolnicy, zakonnicy i momentami ambitne rody, które próbowały z ruin zrobić twierdzę. Później przyszli Farnese, sprowadzili ogrodników, rzeźbiarzy i służbę i na Palatynie znów zrobiło się elegancko. Potem wszystko sprzedano Napoleonowi III, potem odkupiono, potem znów wykopano… i tak do dziś, gdy na Palatynie co roku archeolodzy wynajdują coś nowego, a turyści próbują rozgryźć, „czy to już jest Domus Flavia, czy jeszcze Domus Augustana”.

Spacer po Palatynie to jak wejście do ogromnego, starożytnego labiryntu luksusu: monumentalne sale audiencyjne, ogrody z fontannami,

prywatne świątynie, oraz stadion cesarski, w którym nie uprawiano sportu (chyba że sportem nazwiemy przechadzanie się po ogrodzie w towarzystwie filozofa i wachlarzy).

Wszystko to dziś w stanie lekkiej „romantycznej ruiny”. Wejść na Palatyn możemy od strony via di San Gregorio, czyli klasyczna droga pod górkę, albo przez Forum Romanum, wchodząc na Palatyn Clivo Palatino, tuż przy Arco di Tito. Oba wejścia prowadzą prosto w serce starożytności, a potem już tylko ruiny, ogrody, pałace, widoki na Circo Massimo i… mnóstwo osób robiących zdjęcia.

Tu zaczęła się historia. Tu mieszkali bogaci i wpływowi. Tu cesarze budowali swoje małe i duże prywatne imperia. A dziś to jeden z najbardziej magicznych zakątków Wiecznego Miasta. Jeśli chcesz poczuć starożytność tak prawdziwie, to tutaj trzeba iść. Wejść, usiąść na trawie, spojrzeć na Forum, potem na Circo Massimo i powiedzieć sobie: „No dobra… rozumiem, czemu akurat tu zaczęła się Roma”.

_______

Co Tyberiusz robił z chłopcami na Capri było bardziej niepokojące niż sobie wyobrażasz. W podręcznikach historii Tyberiusz, imperator Rzymu zm. 37 po Chrystusie, jest często przedstawiany jako sprawdzony dowódca wojskowy. Ale co kryje się za klifami i willami Capri, wyspie na Morzu Tyrreńskim w sąsiedztwie Neapolu? Lucius Aelius Seianus (Sejanus) prefekt Gwardii Pretorianskiej i przyjaciel cesarza, przewoził chłopców w wieku 12 lat z całego Imperium, nie tylko z Galii, także z Grecji, z Wschodu Cesarstwa. Młode raby na tej wyspie stali się narzędziami cesarskich perwersyjnych pragnień. Warto by przeanalizować całą młodość, wyzysk, starzenie się, choroby i piętno społeczne w systemie, który czerpał zyski z pracy męskich prostytutek w Cesarstwie Rzymskim, jednocześnie pozbawiając ich godności. Cichy, historyczny wgląd w ukrytą stronę rzymskiego życia miejskiego. Zarazem pokazać, jak prawo, ekonomia i poglądy społeczne kształtowały ich codzienne życie. Ale wpierw jeszcze raz w życiu chciałbym wspomnieć o zabytkach wiecznego miasta.

Koloseum to najbardziej reprezentacyjny zabytek Rzymu. Składa się z osiemdziesięciu łuków i czterech rzędów architektonicznych, po jednym na każdym piętrze. Wewnątrz, wielki owal, w którym mieściła się Arena, miał drewnianą podstawę pokrytą warstwą piasku, kryjącą serię podziemnych tuneli, w których żyły dzikie zwierzęta i narzędzia. Zwiedzając Koloseum, można poczuć dreszczyk emocji związany z przebywaniem w miejscu, które przez dwa tysiące lat było symbolem Wiecznego Miasta i obecnie jest celem większości turystów odwiedzających stolicę. Rzymskie Koloseum znajduje się w bardzo reprezentacyjnej części miasta ze względu na swoje historyczne znaleziska i ruiny. Niedaleko znajdują się niezliczone zabytki, które pozwolą Ci na nowo przeżyć i zrozumieć chwałę starożytnego Rzymu.

Za panowania cesarza Wespazjana w 72 roku n.e. rozpoczęła się budowa dla ludzi rzymskiego Koloseum. Budynek ten stał się później pierwszym wielkim rzymskim amfiteatrem. Za panowania Wespazjana wzniesiono pierwsze dwa piętra budynku, a prace kontynuowali później inni cesarze, Tytus i Domicjan. Ten amfiteatr jest sławny na całym świecie i na przestrzeni wieków przechodził liczne renowacje, zmiany i zniszczenia. W 217 roku n.e. pożar zniszczył górną część, a budynek został ponownie otwarty dopiero w 222 roku n.e. Kolejne pożary dotknęły Koloseum, co wymagało dalszych napraw i renowacji. Trzęsienia ziemi w latach 1231 i 1349 dodatkowo uszkodziły konstrukcję Koloseum, które zostało opuszczone w stanie ruiny. Na początku XIX wieku rozpoczęły się pierwsze renowacje, które trwały przez cały wiek. Podziemne struktury Koloseum zostały całkowicie odkopane, a ostatnie prace rozbiórkowe miały miejsce w latach 1933–1939. W starożytności Koloseum było miejscem krwawych walk gladiatorów. Oprócz prawdziwych, zawodowych gladiatorów, w tych starciach uczestniczyli więźniowie, a nawet wolni ludzie, a także publiczność. Pierwotnie nazywane Amfiteatrem Flawiuszów, przyjęło nazwę Koloseum nie tylko ze względu na imponujące rozmiary, ale także ze względu na bliskość kolosalnego posągu Nerona.

Koloseum zostało wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO w 1980 roku, a ten imponujący amfiteatr został również wpisany na listę siedmiu cudów nowożytnego świata, będąc niekwestionowanym symbolem Rzymu na świecie. Obecnie monumentalne rzymskie Koloseum przyciąga rzesze zwiedzających, którzy mogą je zwiedzać na dwóch poziomach, podziwiając panoramiczne widoki i sugestywne wnętrza.

W Koloseum toczyły się walki murzynów z lwami, jednakże najczęściej były to zawodowe walki gladiatorów czyli specjalnie do tej roli przygotowanych osób. Odbywały się tam również „naumachie”. Były to przedstawienia symulujące najsłynniejsze historyczne bitwy morskie. Aby to osiągnąć, amfiteatr wypełniano wodą za pomocą skomplikowanych przewodów hydraulicznych, autentycznych statków i aktorów bojowych (naumacharii). Wiązało się to z bardzo wysokimi kosztami, na które rzadko mogły sobie pozwolić amfiteatry innych miast, aby zaprezentować podobne widowiska.

Czy wiesz, że w okresie, gdy Koloseum było wielką, opuszczoną ruiną, znaczna część materiału, z którego zostało zbudowane, została przetransportowana w inne miejsca i wykorzystana do budowy innych budowli, w tym tak ważnych, jak słynna Bazylika św. Piotra? Szacuje się, że z całkowitej ilości materiału użytego do budowy Koloseum pozostała tylko jedna trzecia.

Pamiętaj, że wstęp do Koloseum obejmuje wstęp na Palatyn i Forum Romanum, również ważny przez 2 dni, wejścia gratis odbywają się w pierwszą niedzielę miesiąca. 

Niezwykle wyjątkowym sposobem zwiedzania Koloseum jest bez wątpienia zwiedzanie nocne: w określonych porach roku Dyrekcja Koloseum organizuje wycieczki z przewodnikiem po godzinach zamknięcia – to niezapomniane przeżycie! Wśród różnych wycieczek z przewodnikiem znajduje się również zwiedzanie miejsc zazwyczaj niedostępnych dla zwiedzających, takich jak 3. i 4. Krąg Koloseum oraz podziemia. 

Słynne rzymskie Koloseum znajduje się w bardzo charakterystycznej części miasta pod względem historyczno-artystycznym, gdzie można odwiedzić inne ważne Miejsca takie jak Palatyn, Forum Romanum i Domus Aurea (Złoty Dom). Jeśli fascynują Cię ruiny starożytnego Rzymu, nie przegap innych ważnych miejsc, takich jak Termy Karakalli, Katakumby, Grób Cecylii Metelli, Panteon i Ara Pacis (Ołtarz Pokoju). Skorzystaj z Mapy Rzymu, która poprowadzi Cię i ułatwi odkrywanie tych fascynujących miejsc.

Jeśli jesteś w Rzymie, koniecznie odwiedź Watykan. Wewnątrz możesz zatracić się w ogromnym dziedzictwie artystycznym Muzeów Watykańskich, gdzie podziwiasz Bazylikę Świętego Piotra i Kaplicę Sykstyńską z freskami i słynnym Sądem Ostatecznym Michała Anioła, a także Ogrody Watykańskie.

We wnętrzu Willi Borghese (i ja tam byłem) kolejnego pięknego miejsca w Rzymie, można odwiedzić Galerię Borghese, w której znajdują się dzieła sztuki z XV-XVII wieku, autorstwa takich artystów jak Caravaggio i Bernini. Inne muzea, które warto odwiedzić, to na przykład Muzea Kapitolińskie i Rzymskie Muzeum Narodowe. Na starożytnej Via Appia (Drodze Appijskiej) można odwiedzić kompleks Villa dei Quintili, a w Lungotevere nie można pominąć muzeum Castel Sant’Angelo. Jeśli wolisz uciec od centrum miasta, możesz odwiedzić Willę d’Este w Tivoli lub wybrać się na spacer po pięknej wiosce Castel Gandolfo nad jeziorem Albano.

_______

Chciałbym opisać wam życie, w którym człowiek był towarem. Od narodzin w kajdanach po śmierć w zapomnieniu. Zobacz, jak naprawdę wyglądało życie niewolnika w starożytnym Rzymie. To nie podręcznikowa opowieść, tylko brutalna prawda o Imperium zbudowanym na cudzej krwi. Wyjątkowo tylko niewolnicy mogli być wolni? Moja opowieść to tekst o codzienności, bólu, nadziei i iskrach człowieczeństwa w świecie, gdzie nawet miłość była zakazana. Zobacz, jak wyglądało życie, praca i śmierć w łańcuchach – bez mitów, bez filtrów, tylko fakty, emocje i historia człowieka. 

Ktoś powiedział, że prostytucja świątynna, czyli seks dla chwały bogów przekształciła się ze świętego rytuału w haniebne rzemiosło, ale czy na pewno. W rzeczywistości prostytucja religijna istnieje nadal. Współcześni historycy wciąż debatują, czy prostytucja świątynna rzeczywiście istniała w starożytności a najbardziej szanowani starożytni historycy potwierdzają ten fakt. Rzecz w tym, że wszyscy pisali o „dzikich tradycjach” innych krajów, „barbarzyńskich zwyczajach” dzikusów, „haniebnych obyczajach” cudzoziemców. Przesłanie było takie, że cudzoziemców należy natychmiast podbić i nauczyć ich rozsądku, życzliwości i wieczności. Oznacza to, że ci starożytni historycy mogli z łatwością przesadzić i zmyślić fakty, aby usprawiedliwić koszty kolejnej kampanii wojskowej. Jednak wszystkie te dowody opierały się na czymś, więc prawda prawdopodobnie leży gdzieś pośrodku. Wiemy, że starożytne cywilizacje miały znacznie bardziej swobodne podejście do seksu i kobiecego ciała. Jednocześnie zdolność kobiecego ciała do rodzenia dzieci była postrzegana jako cud, także akt zapłodnienia również uznawano za cud, a  stąd już niedaleko do religii. 

We wszystkich cywilizacjach rolniczych kobiety porównywano do żyznej gleby. W związku z tym mężczyźni pełnili rolę oracza i siewcy. Nawet wśród naszych słowiańskich przodków nadzieje na urodzajność gleby były często wzmacniane rytualnym rozpieszczaniem pól, w którym uczestniczyli zarówno kobiety, jak i mężczyźni. Jednak ten moment trudno nazwać prostytucją; to raczej rytualny seks. Podobne praktyki obserwowano już wcześniej, wśród starożytnych Greków z ich Dionizjami. Kulminacją tego święta płodności była procesja z gigantycznymi drewnianymi fallusami. A także wśród Rzymian ze słynnymi orgiami na cześć dojrzewających winogron, Bachanaliami. Wszystkie te czynności odbywały się jednak poza świątyniami. Seks w starożytności nie był wcale intymny ani nieprzyzwoity i mógł zatem z łatwością służyć jako ofiara dla bogów. Tak właśnie postępowali na przykład starożytni Sumerowie, którzy mieli dwa rodzaje prostytutek. Niektóre były zwykłymi handlarzami miłości, podczas gdy inne, naditu, uważano za sługi bogów. Naditu były najczęściej kobietami szlachetnie urodzonymi, których temperament nie pasował do ścisłych ram macierzyństwa i gospodyń domowych. Mieszkały we własnych komnatach na terenie świątyni. Umiały czytać i pisać, pisały na glinianych tabliczkach i zajmowały się sztuką, filozofią i polityką. Same naditu wybierały wpływowych patronów, z którymi oddawały się „świętym rytuałom” ku chwale Boga.

Można przypuszczać, że takie nabożeństwa religijne znacząco wzmacniały autorytet Kościoła i chęć bogatych i wpływowych Sumerów do hojnego wspierania jego sprawy. A zatem, nie było to takie głupie przedsięwzięcie. Naditu pod wieloma względami przypominały greckie hetery. A babilońska nierządnica opisana w Księdze Objawienia to niegodziwa kobieta w pięknej sukni, jadąca na szkarłatnej bestii, trzymająca kielich pełen obrzydliwości i cudzołóstwa. Typowe dziecko występku. Historycy uważają zatem, że autor Apokalipsy zaczerpnął myśl o tym, że najokrutniejsze piekło znajduje się w Babilonie, z dość znanego tekstu historyka Herodota, który opisuje miejscową prostytucję świątynną w następujący sposób: „Najbardziej haniebny zwyczaj Babilończyków jest taki: Każda babilońska kobieta musi przynajmniej raz w życiu zasiąść w świątyni Afrodyty i oddać się za pieniądze nieznajomemu. W świętym miejscu Afrodyty wiele kobiet siedzi z linami zawiązanymi wokół głowy. Kobieta siedząca w tym miejscu nie może wrócić do domu, dopóki nieznajomy nie rzuci jej pieniędzy na kolana i nie odda się jej poza świętym miejscem. Po rzuceniu pieniędzy kobiecie musi jedynie powiedzieć: »Wzywam cię do służby bogini Mylitcie”. 

Zapłata może być tak mała, jak tylko zechcesz, zaś odmowa przyjęcia pieniędzy jest niedozwolona, ponieważ są one święte. Dziewczyna musi bez wahania podążać za pierwszym mężczyzną, który rzuci jej pieniądze a po stosunku, spełniwszy swój święty obowiązek wobec bogini, wraca do domu i żadne pieniądze nie pozwolą jej ponownie posiąść. Piękne i dostojne dziewczęta szybko odchodzą, podczas gdy brzydkie muszą długo czekać, zanim będą mogły odprawić rytuał. Niektóre muszą pozostać w sanktuarium nawet przez trzy lub cztery lata”. Herodot. Historia, I, 199. Nie wiemy, jak bardzo starożytny historyk kłamał na ten temat, ale rytualna defloracja jest nam znana w wielu kulturach, więc być może właśnie tak to wyglądało w Babilonie. W Rzymie, według św. Augustyna, nowożeńcy byli często zabierani do świątyni bóstwa płodności Mutuny, gdzie pozbawiano ich dziewictwa kamiennym fallusem. Uważano to za piękną ofiarę dla bóstwa, zapewniającą przyszłą płodność w rodzinie. Nawiasem mówiąc, wzmianka Herodota o wpuszczaniu cudzoziemców na ten niezwykły dziewiczy jarmark przypomina o innym starożytnym zwyczaju: „gościnnym seksie”. 

W niektórych odległych wioskach wzdłuż Jedwabnego Szlaku podróżnym zapewniano nie tylko schronienie, ale także żonę gospodarza, aby zróżnicować pulę genów mieszkańców wioski. Chociaż starożytni Grecy potępiali sumeryjskie i babilońskie tradycje prostytucji świątynnej, były one również praktykowane wśród samych Greków. Na przykład grecki pisarz Ateneusz opisuje święto Afrodyty w Koryncie gdzie stała główna świątynia bogini miłości): „Miasto przyciągało jak najwięcej heter do udziału w procesjach; później zaczęto je składać w ofierze świątyni bogini”. Dla jasności, heter nie zabijano, wręcz przeciwnie dawano im możliwość praktykowania swojego rzemiosła dla dobra świątyni, co więcej, zarówno mężczyźni, jak i kobiety mogli ofiarować heterę świątyni. Oprócz daru heter, świątynia w Koryncie miała także własne kapłanki, hierodules, których obowiązki obejmowały nie tylko pracę na terenie świątyni i niższe posługi, ale także stosunki seksualne ze szczególnie szanowanymi parafianami, którzy ofiarowywali świątyni hojne dary. Jeszcze dalej na wschód prostytucja religijna nadal istnieje, a wszystko zaczęło ok. III wieku n.e. kiedy w niektórych indyjskich świątyniach zaczęły pojawiać się kobiety służebnice. W młodym wieku były one „wydawane za mąż za boga”, aby móc studiować specjalistyczne tańce świątynne, filozofię i religię. Jest to bardzo podobne do zakonu monastycznego, z tą różnicą, że średniowieczne mniszki oczywiście nie tańczyły w krótkich bluzkach i przezroczystych spodniach. Jednak przez długi czas dewadasi, czyli boskie oblubienice, były uważane za wysoce szanowane członkinie społeczeństwa i zapraszane na festiwale i wesela. Wierzono, że przezwyciężyły swoją namiętną naturę. Trudno powiedzieć, kiedy sytuacja przybrała zupełnie inny obrót. Jednak brytyjscy koloniści już wcześniej potępiali praktykę dewadasi jako świątynną prostytucję. Być może byli zszokowani widokiem tańczących w przezroczystych pantalonach, a może dewadasi były już wówczas prawdziwymi pannami młodymi nie tylko dla boga, ale także dla lokalnych księży i szanowanych parafian. 

Pomimo intensywnych wysiłków Brytyjczyków, tradycja inicjacji dewadasi istniała legalnie do 1988 roku i nadal istnieje, choć nielegalnie. Jest to popularny sposób na uwolnienie się od ciężaru posiadania córki przez ubogie rodziny, praca dla dziewcząt w Indiach jest nadal trudniejsza niż dla mężczyzn. Doświadczone dewadasi odbierają dziewczęta od rodziców, gdy tylko osiągną dojrzałość płciową, i przywożą je do dużych miast, gdzie pracują w specjalnych kwaterach. Naturalnie, „poświęcenie bogu” jest teraz jedynie formalnością. Jednak dla dziewcząt odprawia się specjalny rytuał pudży, podczas którego są one wprowadzane w tajniki zawodu.


Czasami dewadasi utrzymują całą rodzinę mieszkającą w wiosce. W czasach współczesnych Kult Dzieci Boga narodził się w kalifornijskiej kawiarni na Huntington Beach w 1968 r. i do nowego ruchu przyłączyły się wszelkiego rodzaju porzucone „dzieci miłości”, których w tamtym czasie w Kalifornii było mnóstwo. Przywódca sekty David Berg natychmiast wpadł na pomysł, jak wykorzystać hipisów i ich propagandę wolnej miłości na swoją korzyść. Członkinie nowej sekty zostały ogłoszone „rybakami”. Ich zadaniem było „łowienie” nowych wyznawców poprzez „łowienie flirtów”. W zasadzie dziewczęta po prostu sypiały z mężczyznami na prawo i lewo, jednocześnie, jak to ujął Berg, „okazując miłość Boga”. Jeśli nowicjuszka odmawiała wstąpienia do sekty, oczekiwano od niej przynajmniej darowizny na rzecz „Dzieci Boga”. 

Praktyka okazała się niezwykle skuteczna, kult szybko zyskał rzesze zwolenników i pokaźne zyski a kobiety działały nawet za pośrednictwem agencji towarzyskich. Jednak w 1987 roku praktyka ta została porzucona z powodu epidemii HIV, która spustoszyła społeczność. W rzeczywistości pojawienie się i rozprzestrzenienie niebezpiecznych chorób wenerycznych było wydarzeniem historycznym, które przekształciło prostytucję z szanowanej i często religijnej praktyki w „brudny interes”. To właśnie choroby weneryczne sprawiły, że prostytucja świątynna stała się niemożliwa.

______

A jak przebiegał Dzień z życia Senatu Cesarskiego? W czasach Cesarstwa Rzymskiego Senat Rzymski nadal zbierał się regularnie, ale jego rola uległa drastycznej zmianie w porównaniu z republikańską przeszłością. Senatorowie zbierali się w Kurii Julii, zazwyczaj rano, ubrani w białe togi, oznaczone szerokim, fioletowym pasem rangi senatorskiej. Sesje rozpoczynały się formalnie: sprawdzano obecność, zajmowane miejsca były ściśle hierarchiczne, a porządek obrad zdominowały sprawy cesarskie. Debaty dotyczyły zarówno administracji prowincjonalnej i finansów publicznych, jak i honorów, spraw religijnych i decyzji prawnych – jednak ostateczna władza należała do cesarza. Senatorowie zabierali głos, doradzali i głosowali, ale rzadko otwarcie sprzeciwiali się woli cesarskiej. Większa część pracy Senatu polegała na ratyfikowaniu decyzji już podjętych przez cesarza, wydawaniu dekretów (senatus consulta) i zarządzaniu elitarnymi karierami. Członkostwo w Senacie nadal cieszyło się ogromnym prestiżem, zapewniając bogactwo, przywileje prawne i dominację społeczną – nawet gdy realna władza polityczna przeniosła się gdzie indziej. Poza izbą senatorską życie senatorskie toczyło się poprzez sieci patronackie, prywatne spotkania, bankiety i korespondencję, gdzie wpływy były często wywierane w sposób bardziej subtelny niż w debatach publicznych. Wciąż dostojny, wciąż potężny z wyglądu – ale w epoce cesarstwa Senat rządził bardziej tradycją niż rozkazami.

________

Jeśli myślicie, że Rzymianie w grudniu zajmowali się wyłącznie polityką, spiskami i wzajemnym podtruwaniem, to musimy odpowiedzieć: „Nie”. Grudzień w starożytnym Rzymie był jednym wielkim festiwalem chaosu, luzu, śmiechu i prezentów. Saturnalia rozsadzały miasto od środka, a jednym z ich najbardziej uroczych, a zarazem niedocenianych elementów było święto Sigillaria. To rzymskie święto, w którym bogowie dawali prezenty, dzieci jadły boginie, a dorośli udawali, że to wszystko jest bardzo poważnym rytuałem. Był to rzymski odpowiednik przedświątecznego szału zakupowego, połączony z kultem przodków, mitologią, dziećmi, ciasteczkami i całkiem poważnymi pytaniami o… sens ofiar z ludzi.

Sigillaria brały nazwę od sigilla, małych figurek, najczęściej z gliny lub terakoty, którymi Rzymianie obdarowywali się w okolicach przesilenia zimowego, zwykle około 20 grudnia. W teorii były to niewinne drobiazgi. W praktyce: cały kosmos znaczeń. Jedni twierdzili, że te figurki przedstawiały zmarłych członków rodziny z ostatniego roku. Inni, że bogów. Jeszcze inni, że bohaterów mitologicznych, postacie fantastyczne albo po prostu coś, co akurat wyszło spod ręki rzemieślnika i nie pękło w piecu. Były tanie wersje dla ludu (glina, gips, wosk), były drogie dla bogaczy (brąz, marmur, srebro, złoto). Czyli jak dziś: jedni kupują bombkę w supermarkecie, inni ręcznie malowaną kulę za pół pensji.

Najlepsze jest to, że przed samą uroczystością dzieci miały swoje bardzo ważne zadanie. Musiały wypolerować figurki i ustawić je w małym, symbolicznym „zagrodzonym świecie”, czymś w rodzaju miniaturowego krajobrazu, pełnego pasterzy, zwierząt i bóstw opiekuńczych. Podczas Sigillaria dzieci dostawały prezenty, ale też jadły swoje prezenty. W formie słodkich ciastek, często uformowanych na kształt figurek.

W wielu miejscach Italii (także niedaleko Rzymu) znane były wypieki przedstawiające boginie obfitości, z wieloma piersiami, symbolizującymi naturę, która karmi wszystko, co żyje. Nie była to tania prowokacja, tylko bardzo stara symbolika: natura rodzi, karmi i zabiera. Dziecko jedzące takie ciastko nie robiło niczego bluźnierczego. Wręcz przeciwnie: uczestniczyło w cyklu życia. Słodkie, bo matczyne. Odżywcze, bo boskie. I zdecydowanie lepsze niż dzisiejsze plastikowe zabawki z jajka-niespodzianki.

W czasie Saturnaliów i święta Sigillaria Rzymianie obdarowywali się także świecami z wosku. Symbol był czytelny: światło wiedzy, światło cywilizacji, światło złotego wieku.

Świeca mówiła: „pamiętamy, skąd przyszliśmy”. I nieprzypadkowo dokładnie ten motyw przetrwał do dziś w formie świeczek, lampek i iluminacji, które w grudniu pochłaniają połowę energii elektrycznej kontynentu. Jak to w Rzymie, wszystko prowadzi do Herkulesa. Również to święto troszkę się z nim łączy. Według tradycji to on miał nauczyć Italów, żeby zamiast ludzi ofiarowywać bogom figurki. Lepsze dla wszystkich, mniej sprzątania, mniej krzyku. Problem w tym, że ten sam Herkules nie miał absolutnie żadnych skrupułów, żeby ukraść cudze woły, a potem zabić każdego, kto próbował je odzyskać. Moralność selektywna? Oczywiście. Ale mitologia nigdy nie obiecywała spójności. W każdym razie: figurki zamiast ludzi. Światła zamiast krwi. I tak narodził się rytuał, który jedni traktowali śmiertelnie poważnie, a inni trochę mniej poważnie.

Najpiękniejszy moment Sigillariów rozgrywał się jednak w domu. Wieczorem rodzina zbierała się przy lararium, domowym ołtarzyku i zostawiała jedzenie oraz wino dla duchów przodków. Rano… niespodzianka. Dary znikały, a na ich miejscu pojawiały się zabawki i słodycze dla dzieci. Prezenty od zmarłych dziadków. Taka antyczna wersja Befany albo Mikołaja,

W czasie Sigillariów w Rzymie wyrastały całe miasteczka straganów. Na Polu Marsowym, w Saepta Iulia, później przy Termach Trajana. Sprzedawcy figurek, sigillarii, rozkładali swoje towary tak skutecznie, że podobno zasłaniali widok na słynne mozaiki z makietą Rzymu i malowidła z Argonautami. Rzymianie byli oburzeni. Ale kupowali. Jak zawsze.

Istniała Via Sigillaria, ulica specjalizująca się w sprzedaży glinianych przedmiotów: naczyń, lamp, figurek bóstw. Archeolodzy do dziś wydobywają z ziemi te małe, kruche świadectwa wielkiego świata, który wierzył, że bogowie mieszkają na półce w kuchni.

Chrześcijaństwo nie zniszczyło tych zwyczajów. Zrobiło coś znacznie bardziej rzymskiego: przemianowało je, lekko poprawiło i wpuściło do nowego systemu. Daty zostały. Światło zostało. Prezenty zostały. Dzieci zostały. Miniaturowy świat też. Zmieniły się tylko imiona bohaterów. Jeśli takie historie sprawiają, że Rzym przestaje być martwą mapą, a zaczyna pachnieć woskiem, gliną i świeżym ciastem, wesprzyj moją „Zagubieni w Rzymie”:

Dzięki temu będziemy dalej grzebać w przeszłości, wyciągać z niej dziwne, piękne i zabawne rzeczy i opowiadać je tak, jak robili to starzy Rzymianie: bez przesadnej powagi, ale z pełnym szacunkiem do tradycji.

________

Wielka historia starożytnego Rzymu nanizana została wieloma legendami. Czy wy wiecie, jak mieszkał geniusz malarstwa? Jeśli myślisz, że Caravaggio w Rzymie mieszkał w pałacu z loggią, fontanną i widokiem na bazylikę św. Piotra, to… niestety nie. Prawda jest znacznie lepsza. Caravaggio mieszkał w zaułku. W ciasnym, krzywym, wiecznie zacienionym vicolo, który dziś nazywa się Vicolo del Divino Amore, a w jego czasach nosił mniej romantyczną nazwę: Vicolo di San Biagio (Vicolo del Divino Amore, numer 19). Budynek stoi do dzisiaj. Caravaggio naprawdę tu mieszkał! Nie „bywał”, nie „przypuszczalnie nocował”. Zapiski mówią jasno: podpisał umowę najmu 8 maja 1604 roku.

Jak wyglądał dom Caravaggia? Mówimy o całkiem sporym jak na ówczesne warunki budynku, który składał się z sali głównej, kilku izb, schodów, piwnic, dziedzińca, ogródka i studni. Całkiem nieźle. Caravaggio wynajmował tylko połowę domu. Drugą połowę kontrolowała właścicielka, Prudenzia Bruni. Wdowa, ponownie zamężna, wcześniej aptekarka, potem żona szewca, następnie żona handlarza drobiem. Idealna przeciwwaga dla malarza, który uważał, że czynsz to pojęcie bardzo umowne. Caravaggio, podpisując umowę, zażyczył sobie czegoś absolutnie kluczowego: odsłonięcia połowy sali. Chodziło mu o światło. On potrzebował wysokiego pomieszczenia, lepszego doświetlenia i miejsca na ogromne płótna. I dlatego w domu pojawiło się coś, co można zobaczyć do dziś. To małe okienko wysoko pod dachem, otwarte specjalnie po to, by światło wpadało jak z reflektora teatralnego.

Jeśli zastanawiacie się, skąd wzięły się te dramatyczne snopy światła u Caravaggia, to nie była tylko metafizyka. To była architektura wymuszona umową najmu.

Przez kilka miesięcy wszystko szło gładko. Caravaggio płacił czynsz. Malował. Miał pomocnika o imieniu Francesco. A potem… przestał płacić. Dlaczego? Nie wiemy. Może zapomniał. Może uznał, że sława jest lepszą walutą. A może, jak to Caravaggio, miał po prostu ważniejsze rzeczy na głowie (procesy, bójki, obrazy). Po pół roku uzbierało się 22,5 skuda długu. Prudenzia Bruni poszła do sądu.

I sąd nakazał zająć ruchomości artysty. Ten zaułek ma długą historię. Dziś jest to spokojna uliczka między Piazza Borghese a Via de’ Prefetti. Wiele osób przechodzi obok i nawet nie wie, że tu wielki mistrz kombinował ze światłem, nie płacił czynszu i tworzył Madonny do których pozowała „cortigiana”.

Caravaggio nie był romantycznym artystą. Był człowiekiem, który potrzebował światła, przestrzeni i spokoju, a mieszkał w zaułku. I właśnie dlatego jego sztuka jest tak prawdziwa. Bo powstawała nie w idealnych warunkach, tylko w realnym Rzymie: brudnym, ciasnym, głośnym i bezlitosnym.

______

Gęsi, zdrajcy i Jowisz, czyli krótka historia Kapitolu. Kapitol, najmniejsze z siedmiu legendarnych wzgórz wiecznego miasta, było jednocześnie najważniejszym. Było centrum dowodzenia Rzymem. Tu bogowie mieli swoje biura, senatorowie swoje archiwa, a zdrajcy szybko lecieli w dół.

Według rzymskiej tradycji pierwszym lokatorem Kapitolu był sam Saturn. Miał tu swoją siedzibę i jak twierdzili Rzymianie, przyjął nawet greckich przybyszów prowadzonych przez Herkulesa. Archeologia dorzuca swoje trzy denary: ceramika z epoki brązu, warsztaty metalurgiczne, ślady osadnictwa sprzed założenia Rzymu. Czyli zanim wilczyca odnalazła braci, Kapitol już miał solidny staż. Składał się z dwóch wierzchołków: Capitolium (siedziba bogów i wielkiej władzy) oraz Arx (cytadela, bastion obronny).

Między nimi była dolinka zwana Asylum, gdzie Romulus przyjmował każdego, kto akurat miał problem z prawem, rodziną albo życiem. Dziś w tym miejscu mamy Piazza del Campidoglio. Kiedyś azyl, dziś magistrat. Nie ma Kapitolu bez Tarpei. To ona otworzyła bramy Sabinom w zamian za „to, co noszą na lewym ramieniu”. Myślała o złocie. Oni pomyśleli o tarczach.

Od tej pory Skała Tarpejska stała się miejscem, z którego zrzucano zdrajców. Kapitol uczył jasno:„Zdradzić można tylko raz.” Rok 390 p.n.e. (albo 387, historycy do dziś się kłócą). Gallowie pod wodzą Brennusa plądrują Rzym. Ostatni obrońcy barykadują się na Kapitolu.

Gdy Rzymianie zasypiają, Gallowie wspinając się po skale wchodzą na mury. Święte gęsi Junony zaczynają wrzeszczeć jak sprzedawcy na targu rybnym, budząc obrońców i ratując Kapitol przed nocnym szturmem. Od tej pory Junona dostaje przydomek Moneta (Ostrzegająca), a obok jej świątyni powstaje mennica.

Jak widać pieniądze zawdzięczamy gęsiom.

Na Kapitolu wzniesiono świątynię dla Rzymu najważniejszą: Jowisza Najlepszego Największego. Budowana przez królów, ukończona przez Republikę. Podczas wykopów znaleziono ludzką głowę. Wróżbici uznali to za znak, że Rzym będzie caput mundi: głową świata. Dziś wiemy, że historia przyznała im rację.

Tu kończyły się triumfy. Tu składano ofiary. Tu przechowywano Księgi Sybillińskie, czyli starożytny odpowiednik „instrukcji obsługi w kryzysie”. Rzymianie kochali porządek. Dlatego u stóp Kapitolu powstało Tabularium, archiwum państwa. Brązowe tablice z prawami, traktatami, dekretami. Wszystko zapisane, skatalogowane, podpisane. Dziś na tym fundamencie stoi Palazzo Senatorio, czyli najstarszy działający ratusz świata.

Kapitol płonął bardzo często.

83 p.n.e., 69 n.e., 80 n.e., ogień wracał jak bumerang. Każdy nowy cesarz odbudowywał świątynie, stawiał swoje pomniki, dokładał coś od siebie. A potem przyszedł Konstantyn i Kapitol zaczął powoli tracić znaczenie. W średniowieczu Kapitol był pastwiskiem. Nazywano go Monte Caprino, Góra Kóz. Bogowie zeszli ze sceny, weszli senatorowie, papieże i buntownicy w stylu Cola di Rienzo. XVI wiek. Papież Paweł III chce zrobić wrażenie na cesarzu Karolu V. Kapitol wygląda jak zapomniany parking. Michał Anioł projektuje Piazza del Campidoglio, plac teatralny, harmonijny, odwrócony plecami do ruin Forum, a twarzą ku nowemu Rzymowi. Wstawia Marka Aureliusza (bo wszyscy myślą, że to Konstantyn). I nagle Kapitol znów jest centrum świata. Tylko w renesansowym wydaniu.

Dziś Kapitol to siedziba władz Rzymu. Mieszczą się tu również Muzea Kapitolińskie, jedne z najstarszych na świecie. I to tu, w Palazzo dei Conservatori, podpisano Traktaty Rzymskie. A pod brukiem nadal leżą fundamenty świątyń, warsztaty z epoki brązu i ślady pierwszych mieszkańców miasta.

Kapitol pokazuje, że Rzym nigdy nie był tylko ruiną. Tu ciągle zaczynano od nowa. Od Saturna, przez gęsi, cesarzy, papieży, aż po dzisiejszych urzędników. Mały wzgórek, wielka historia.

______

Miasto na końcu Tybru, czyli Ostia Antica. Rzym mógł się poszczycić Emporium czyli miejscem nad Tybrem z spichlerzami i wiecznym targiem. Tu przypływały towary z Ostii. Witajcie w Ostia Antica przy ujściu Tybru do morza Tyrreńskiego, czyli w miejscu, które udowadnia, że Rzym nie kończy się na Koloseum. Ba, żeby naprawdę zrozumieć, jak wyglądało życie przeciętnego (i nieprzeciętnego) mieszkańca Imperium, trzeba sobie odpuścić błyszczący Kapitol, machnąć ręką na turystyczny zgiełk Forum Romanum i wejść w uliczki Ostii. Kto naprawdę chce zrozumieć architekturę Rzymu, niech idzie do Ostii, a nie gapi się na marmury i triumfalne arkady. No i miał rację.

Ale zanim zrobimy spacer po mieście, które wygląda, jakby mieszkańcy wyszli tylko na chwilę, powiedzmy to od razu, wyraźnie i z lekkim westchnieniem: dużo się z Ostii zachowało, ale znacznie więcej zostało zniszczone. I to nie przez barbarzyńców, tylko przez ludzi z inicjatywą. Ostia, od „ostium”, czyli „usta rzeki”, narodziła się na końcu Tybru, dokładnie tam, gdzie woda kończy bieg i wpływa do morza. Według tradycji założył ją król Ankus Marcjusz w VII wieku p.n.e., ale archeologia rozkłada ręce: po królu ani śladu. Za to mamy znaleziska z epoki brązu. Czyli legenda swoje, archeologia swoje, a prawda stoi pośrodku.

Prawdziwa Ostia, ta którą widzimy dziś, to dziecko IV wieku p.n.e.: rzymski castrum, fort zbudowany z tufowych bloków, ustawiony jak prostokątna deska do krojenia, z dwoma głównymi ulicami przecinającymi się pod kątem 90 stopni. Żadnych krzywizn, żadnych fanaberii, porządek jak w podręczniku do geometrii. Miasto szybko zaczęło odgrywać rolę portu Rzymu. Jeśli chcieliście w antyku zjeść chleb, to ziarno płynęło najpierw do Ostii. Jeśli chcieliście zobaczyć słonia na igrzyskach, też przypływał do Ostii. A jak chcieliście handlować, pracować, zakładać rodzinę i jednocześnie narzekać na podatki, Ostia była dla Was.

W II wieku n.e. Ostia miała około 100 tysięcy mieszkańców. Rzym w miniaturze: wielokulturowa, gwarna, bogata. Tu czczono zarówno Jowisza, jak i Izydę, Mitrę czy Wielką Macierz. Tu żyli Grecy, Egipcjanie, Żydzi, Syryjczycy, Afrykanie. Tu cesarze stawiali świątynie, a zwykli ludzie „tavernae”, w których można było dostać coś ciepłego, mocnego albo podejrzanie fermentującego.

Kto by pomyślał, że największym wrogiem Ostii okażą się… ludzie kochający marmur. Dużo marmuru. Zbyt dużo. W XV wieku robotnicy papiescy zapuszczali się tu jak do supermarketu z darmową sekcją „weź, co chcesz”: marmury, kolumny, fragmenty rzeźb, wszystko ładowano na wozy i barki, transportowano do Rzymu i przerabiano na kazalnice, pulpity, pałace, ołtarze i inne cuda.

Mało tego: odnajdujemy rachunki za „bufały do wyciągania marmuru z portu”, zapisy o robotnikach opłacanych „za rozbijanie marmurów łomem”, i opisy barki Nardo Ferazolo, która dniami i nocami transportowała to kamienne dobro do Rzymu, gdzie zamieniało się w dekoracje bazylik.

Ostia prosperowała w czasach Augusta, Trajana i Hadriana. Później, gdy powstały nowe porty, Ostia powoli traciła znaczenie. W IV wieku była jeszcze luksusową dzielnicą „na lato”, ale w V wszyscy zaczęli się stąd ewakuować. Zadziałał ten sam duet, który niszczył pół Italii: zmiana koryta rzeki a przy tym choroba – malaria. Te dwa potwory nie znały litości. W VIII wieku Saraceni zadali Ostii ostateczny cios. W IX wieku powstało nowe miasteczko:  Gregoriopoli. Antyczna Ostia została w tyle, tonąc w zieleni, ciszy i błocie. I tak tkwiła, aż XVIII i XIX-wieczni archeolodzy zaczęli ją odkopywać.

Ostia ma coś, czego Pompejom brakuje: ciągłość życia codziennego w skali 1:1. Tutaj nie oglądasz wielkich ruin Imperium. Tu oglądasz miasto, które żyło, oddychało i myślało o rachunkach za wodę.

Spacerując decumanus maximus, oglądasz: ogromne insulae, czyli rzymskie bloki mieszkalne, tavernae, sklepy i bary z ladą przy wejściu,

horrea, magazyny pełne zapasów, głównie zboża, termy, świątynie, domy bogaczy i zwykłych obywateli, latryny publiczne, które do dziś potrafią zaszokować rozmachem,

mozaiki, tyle mozaik, że oczy proszą o przerwę. Można przejść się do Teatru, zajrzeć na Piazzale delle Corporazioni, zobaczyć Casa di Diana, Termy Neptuna, Capitolium, Świątynię Romy i Augusta…Ale to dopiero początek. Ostia to skarbnica wiedzy o Rzymskim Cesarstwie.

_______

Rzymianie wierzyli, że rodzina jest podstawową komórkę społeczeństwa, ale dzieci stanowiły ich niekłamaną obsesję. To dlatego wspomniałem przedtem o zainteresowaniach Tyberiusza dziećmi. Inna kwestia teraz. W Rzymie były wspólne latryny, ale także inne urzędy użyteczności publicznej: termy, biblioteki, cyrki, teatry, łaźnie. Masaż obywateli był częścią codzienności. 

W starożytnym Rzymie stosowano beton , który był trwalszy od dzisiejszych mieszanek. Rzymski beton potrafił przetrwać dzięki reakcji wulkanicznego popiołu z wodą morską, co z czasem wzmacniało strukturę.

Wzmiankowane przeze mnie 

Saturnalia odbywały się na cześć boga Saturna. Bardzo ważnym elementem tych świąt było zacieranie barier społecznych – niewolnicy mogli obrażać ich mistrzów. Uczty składały z pieczywa formowanego wtedy w kształt zwierząt, ludzi i bogów, z wieprzowiny i zimowych warzyw: por, rzepa, cebula, buraki, ogórki kiszone. Na deser savillum- sernik i sezonowe owoce, pili spore ilości wina, który przygotowywali w firmie grzańca.

Świętym grzechem Rzymu jest historia maritozzo. Jeśli byliście w Rzymie i nie zjedliście maritozzo, to przykro nam, ale Wasza wycieczka była niepełna. To grzech cięższy niż kradzież papieskiego kubka z kawą z Watykanu. Maritozzo to na pierwszy rzut oka niewinne ciastko: słodka bułeczka, przecięta na pół i wypchana po brzegi bitą śmietaną tak obficie, że wygląda jak Etna w erupcji. Ale pod tą niepozorną postacią kryje się deser z długą, wręcz małżeńską historią.

Już starożytni Rzymianie jedli słodkie bochenki z miodem i rodzynkami i to właśnie z tych prostych „pagnottelle” miał się narodzić nasz bohater. Przez wieki bułeczki te wkładano do sakw robotników, żeby mieli coś słodkiego na pocieszenie podczas harówki. A potem przyszła miłość. Młodzi rzymianie w średniowieczu wręczali ukochanym maritozzo jako coś w rodzaju walentynki. Ale nie takiej zwykłej, często w środku ukrywali biżuterię, inny drobiazg, a czasem i małą niespodziankę. Stąd nazwa: maritozzo to zdrobnienie od marito, czyli mąż. Bo jak panna dostała taką bułkę, to wiadomo, kandydat do ożenku już stoi w kolejce. W czasach, gdy Kościół miał surowsze przepisy żywieniowe niż dzisiejsze siłownie, maritozzo był jedynym deserem, na który można było sobie pozwolić w Wielkim Poście. Nic dziwnego, że dorobił się przydomku „Er Santo Maritozzo”, Święty Maritozzo. A że każdy post musi mieć swoje wyjątki, to i tutaj bywało różnie: w bogatszych domach dodawano orzeszki piniowe, kandyzowaną skórkę pomarańczową, a nawet… słone wersje z dorszem, anchois czy cykorią. Czyli tak zwany fit-maritozzo, coś dla tych, co twierdzą, że jedzą zdrowo.

Klasyczne rzymskie maritozzo to puchata bułka przekrojona i wypchana po brzegi bitą śmietaną (panna montata). I tu nie chodzi o delikatne smarowanie. Tu krem ma wyciekać, kapać, zostawać na nosie i czole, a najlepiej jeszcze na ubraniu. To deser, którego nie da się zjeść elegancko i właśnie w tym tkwi jego magia. W innych regionach Włoch też go znajdziecie, ale w nieco innych wersjach: w Marche i Abruzji maritozzo przypomina mini-bagietkę,

w Apulii i na Sycylii jest w formie plecionki, bez rodzynek i pinioli,

a w wersji nowoczesnej znajdziecie go nawet z lodami w środku. No i są jeszcze maritozzi wytrawne: z burratą, łososiem albo karczochami. To już wyższa szkoła kulinarnej jazdy. Niby bułka, a można poczuć się jak na bankiecie u papieża.

Każdego roku, w pierwszą sobotę grudnia, Rzym obchodzi Maritozzo Day. To taki dzień, w którym całe miasto stoi w kolejce po bułkę z kremem i nikt nie ma z tego powodu wyrzutów sumienia. Możesz zjeść trzy, pięć, siedem i dalej mówisz, że to „dla tradycji”. Bo to nie tylko deser, to doświadczenie życiowe. To trochę jak pierwszy pocałunek, nie da się tego przeżyć „na sucho”. Zawsze jest lekko niezdarnie, coś się rozleje, a i tak zostaje Ci ogromny uśmiech na twarzy. Czy jedliście już maritozzo? Udało Wam się zjeść bez umazania całej twarzy, czy też wyglądaliście jak dzieci po pierwszych lodach? Dajcie znać w komentarzach!

_____

Na czym polegał Rzymski patriarchat? Ustrój społeczno-prawny np. w starożytnym Rzymie, gdzie ojciec (pater familaris) rządził rodziną w sposób absolutny (nawet życiem lub śmiercią członków rodziny). Mitologia posiada swoiste spojrzenie historiozoficzne, w którym złote czasy matriarchatu (por. Eden) zostały przerwane patriarchatem, który odpowiedzialny jest za wszystkie negatywne historyczne zjawiska, łącznie z różnicami biologicznymi między płciami, a także za choroby, walki o zasoby itd… 

Patriarchat nie posiada wyraźnego wyglądu ani cech pozwalających go wyraźnie zdefiniować, dzięki czemu w mitycznej narracji można dostosować je do danego kontekstu. I tak na przykład patriarchatem mogą być wszystkie uznawane tymczasowo przez bajarkę męskie cechy takie jak np. ambicja albo chęć wyróżnienia się. Jednocześnie te same męskie cechy nie są negatywne i nie są częścią patriarchatu, jeśli przejawiają je kobiety. Dzięki temu twierdzenia o patriarchacie są zupełnie niefalsyfikowalne, komunikacja utrudniona (patrz dewocja).

Ponieważ pomimo ciągłych zmian społeczno-prawnych na rzecz zlikwidowania na gruncie prawnym wszelkich korzyści wynikających z bycia mężczyzną, wciąż występują negatywne zjawiska na świecie, takie jak na przykład samotność (por. problem teodycei), koncepcja jest obecnie rozszerzana o wierzenia o tzw. zinternalizowanym patriarchacie. Zgodnie z nimi osoba pozornie nie deklarująca patriarchalnych cech w rzeczywistości je ukrywa (por. czarownica, polowanie na czarownice), względnie nie jest ich świadoma (por. , opętanie przez diabła). Można p. wyleczyć za pomocą publicznego napomnienia ikoną śmiechu (por. kozioł ofiarny, palenie Judasza), lub publicznego udzielenia porady, żeby poszedł na terapię (por. spowiedź).

_______

Jeszcze nie ustalono, czy spadek umiejętności rozumienia ironii i sarkazmu jest powiązany z globalnym spadkiem IQ, kulturą internetu, czy wzrostem ilości osób autystycznych. Może wszystko na raz. W tym miejscu chciałbym opowiedzieć o innych jeszcze świętach w Cesarstwie Rzymskim.

Supercalia, które miały miejsce 15 lutego to święto, które miało na celu oczyszczenie i płodność. Idy Marcowe, w połowie marca były świętem ku czci Anny Perenny. Kiedy pretorianie rzucili się na Juliusza Cezara, Rzymianie wtedy schodzili do doliny otoczonej świętym gajem dla praktykowania magii. 31 marca było święto ku czci bogini księżyca Luny. Świątynia Luny stała na Aventynie. 1 kwietnia były Cerialia, ku czci bogini Ceres – „żeby nie dać zrobić w konia”. Święto ku czci bogini Cibele miało miejsce w dniu przesilenia letniego. W dniach 4-10 kwietnia były święta ku czci bogini Magna Mater w starożytnym Rzymie.

21 kwietnia święto powstania Rzymu. Po żniwach w dniu przesilenia zimowego czczono Jowisza, na Kapitolu odbywało się święto ku czci Jowisza.

______

O tym, jak Rzym myli świętych, czyli o papieżu Feliksie Pierwszym. Rzym w III wieku to nie było miasto dla mięczaków. Cesarze zmieniali się szybciej niż dziś witryny sklepów na via dei Condotti, herezje wyskakiwały jak grzyby po deszczu, a chrześcijanie raz byli tolerowani, raz prześladowani, zależnie od humoru władcy i układu planet. I właśnie w ten piękny chaos wszedł Feliks I, papież numer 26, Rzymianin z krwi i kości, który przez całe stulecia będzie nieustannie mylony z kimś innym.

Źródła są zgodne co do minimum: Feliks został papieżem 5 stycznia 269 roku, po śmierci Dionizego i rządził Kościołem rzymskim do 30 grudnia 274 roku. I na tym kończy się pewność, a zaczyna domniemanie.

Liber Pontificalis, czyli kronika, która czasem trafia w punkt, a czasem strzela z biodra twierdzi, że Feliks był synem jakiegoś Konstancjusza (albo Konstantyna), był męczennikiem, zbudował bazylikę przy Via Aurelia, został tam pochowany i jeszcze ustanowił ważne dekrety liturgiczne. Problem w tym, że prawie nic z tego nie da się obronić.

Feliks jest czczony jako święty, ale nie jako męczennik. To ważne rozróżnienie, które w starożytnym Rzymie miało znaczenie większe niż dzisiaj. Gdyby zginął śmiercią męczeńską, jego imię znalazłoby się w Depositio martyrum, oficjalnym spisie męczenników. Tymczasem figuruje w Depositio episcoporum, czyli wśród biskupów Rzymu, którzy po prostu… umarli. Krótko mówiąc: Feliks nie zginął od miecza, ognia ani rozwścieczonego tłumu. Umarł jako papież-administrator, a nie papież-bohater z fresku.

Według późniejszych opowieści Feliks miał spocząć przy Via Aurelia, w bazylice, którą sam sobie zbudował (ambitny plan jak na III wiek). Tyle że Depositio episcoporum mówi jasno: papież Feliks został pochowany w katakumbach św. Kaliksta przy Via Appia. Skąd więc Aurelia? Otóż na Via Aurelia faktycznie spoczywał… inny Feliks. Męczennik. Imię popularne, papiestwo młode, archiwiści zmęczeni, pomyłka gotowa. I tak przez wieki papież Feliks spoczywał na niewłaściwej ulicy.

Feliksowi przypisuje się dekret nakazujący odprawianie Mszy Świętej na grobach męczenników. Brzmi uroczyście i bardzo papiesko. Tyle że chrześcijanie robili to już wcześniej. W katakumbach, po cichu, często prywatnie. Eucharystia „ad corpus”, przy ciele męczennika, była czymś zupełnie naturalnym. Jeśli więc Feliks coś tu zrobił, to raczej nie wymyślił nowej praktyki, tylko ją zachował i usankcjonował. A to, w tradycyjnym Kościele, również jest zasługą. Feliks nie burzył, Feliks pilnował, żeby nikt nie popsuł.

Za pontyfikatu Feliksa do Rzymu dotarła sprawa Pawła z Samosaty, biskupa Antiochii, który miał bardzo oryginalne poglądy na Trójcę Świętą. Sprawa była na tyle poważna, że ostatecznie sam cesarz Aurelian zdecydował, komu przyznać dobra kościelne w Antiochii: tym, którzy pozostawali w jedności z Rzymem. Punkt dla Feliksa. Zachowała się „jego” (Feliksa) słynna listowna wypowiedź o naturze Chrystusa, cytowana na Soborze Efeskim w 431 roku. Problem w tym, że najprawdopodobniej Feliks jej nigdy nie napisał. To dzieło apolinarystów, czyli starożytnych mistrzów teologicznego fałszerstwa. W skrócie: Feliks był tak ortodoksyjny, że nawet herezjarchowie chcieli go mieć po swojej stronie, choćby na papierze.

W czasie, gdy Feliks był papieżem, cesarz Aurelian postawił na kult Sol Invictus: Słońca Niezwyciężonego. Jedno bóstwo ponad innymi, świątynie, igrzyska, kapłańskie kolegia. To był pogański monoteizm, który miał skleić Imperium. Feliks obserwował to wszystko z Rzymu, wiedząc jedno: chrześcijaństwo nie potrzebuje cesarskich dekretów, żeby przetrwać. I miał rację. Słońce Aureliana zgasło, a pamięć o Feliksie przetrwała.

Kościół wspomina Feliksa 30 grudnia. I tej daty trzymajmy się uparcie, bo majowe wspomnienie to kolejna starożytna pomyłka. Feliks I był cichym strażnikiem tradycji, porządku i jedności w czasach, gdy wszystko było płynne. Bez takich papieży Kościół by się po prostu rozpadł. Chęć zastąpienia rzymskiego święta Niezwyciężonego słońca – Sol Invictus w dniu 25 grudnia, na Boże Narodzenie stała się faktem. Następowała w Rzymie zamiana nazw… aby kult pozostał ten sam.

Czy wy wiecie, że w starożytnym Rzymie mocz był towarem. Imperator Wespazjan wprowadził nawet podatek od moczu w toaletach „vectigal urinae”. Zapytany przez syna dlaczego, cesarz odpowiedział synowi: Pecunia non olet, co znaczy „pieniądz nie śmierdzi”. W Rzymie perfumy były symbolem luksusu, w łaźniach publicznych także. Od żywicznych kadzideł przez olejki różane aż po dzisiejszej kompozycje syntetyczne  kompozycje zapach miał moc przyciągania, uwodzenia… i podkreślania statusu społecznego. 

______

Kiedyś Polska noblistka Wisława Szymborska napisała wiersz pt.

„Wielka liczba”:

Cztery miliardy ludzi na tej ziemi,

a moja wyobraźnia jest jak była.

Źle sobie radzi z wielkimi liczbami.

Ciągle ją jeszcze wzrusza poszczególność. Fruwa w ciemnościach jak światło latarki, wyjawia tylko pierwsze z brzegu twarze, tymczasem reszta w prześlepienie idzie, w niepomyślenie, w nieodżałowanie. Ale tego sam Dante nie zatrzymałby. A cóż dopiero kiedy nie jest się. I choćby nawet wszystkie muzy do mnie.

Non omnis moriar – przedwczesne strapienie. Czy jednak cała żyję i czy to wystarcza. Nie wystarczało nigdy, a tym bardziej teraz. Wybieram odrzucając, bo nie ma innego sposobu, ale to, co odrzucam, liczebniejsze jest, gęstsze jest, natarczywsze jest niż kiedykolwiek.

Kosztem nieopisanych strat – wierszyk, westchnienie. Na gromkie powołanie odzywam się szeptem.

Ile przemilczam, tego nie wypowiem.

Mysz u podnóża macierzystej góry.

Życie trwa kilka znaków pazurkiem na piasku.”(koniec wiersza)

Dlaczego planety krążą w jednej płaszczyźnie? – Geometria układów planetarnych. Planety krążą wokół Słońca niemal w jednej płaszczyźnie – jakby ktoś rozłożył cały Układ Słoneczny na cienkim dysku. Ale dlaczego? Czy to przypadek, czy efekt kosmicznej geometrii?

W tym miejscu cofniemy się 4,5 miliarda lat w przeszłość, do momentu, gdy z obłoku gazu i pyłu rodził się nasz Układ Słoneczny. Przez ten okres grawitacja, ruch obrotowy i czas uformowały z chaosu płaski dysk, z którego powstały planety. To historia o porządku, który wyłonił się z wirującego bałaganu — i o tym, dlaczego cały kosmos lubi myśleć „po płasku”.

Nauka znalazła nazwę na ten bałagan. Akrecja to proces przyrastania, polegający na gromadzeniu się materii na powierzchni ciała lub w jego wnętrzu, najczęściej pod wpływem grawitacji, występujący w astronomii (np. na czarne dziury), geologii (obrastanie kontynentów), meteorologii (łączenie się kropel w chmurach) oraz biologii (wzrost tkanki przez zwiększanie macierzy pozakomórkowej). W astronomii materia tworzy wirujący dysk akrecyjny, a proces często emituje promieniowanie. Następuje 

opadanie rozproszonej materii (gazu, pyłu) na gwiazdy, czarne dziury, gwiazdy neutronowe czy planety. Materia tworzy dysk akrecyjny i stopniowo spada na obiekt centralny, uwalniając ogromną energię. Przykład: Aktywne jądra galaktyk (AGN) są napędzane akrecją na supermasywne czarne dziury. 

Kochani. Co nam zostało w kraju Smętka, w Europejskiej Arktyce:

„Mrok na schodach. Pustka w domu

Nie pomoże nikt nikomu.

Ślady twoje śnieg zaprószył,

Żal się w śniegu zawieruszył.

Trzeba teraz w śnieg uwierzyć

I tym śniegiem się ośnieżyć –

I ocienić się tym cieniem

I pomilczeć tym milczeniem.”

To Bolesław Leśmian. A Tadeusz Różewicz w wierszu pt. „Pragnienie” zapisał:

„Chciałbym dziś mówić tak barwnie i jasno, by dzieci biegły do mnie jak do parku, co w słońcu stoi i światło ma w sobie Chciałbym dziś mówić tak ciepło i prosto, by starzy ludzie czuli się potrzebni Chciałbym tak mówić aby moje słowa, przez łzy dotarły do blasku uśmiechów Chciałbym dziś mówić spokojnie i cicho, by ludzie mogli ze mną odpoczywać, śmiać się i płakać i milczeć i śpiewać Chciałbym dziś mówić gniewnie i surowo, by odnaleźli zgubione marzenia, Skrzydło co kiedyś wytrysło z ramienia Chciałbym nie mówić, lecz czynić słowami

aby słów moich dotknęli rękami

ludzie” („Wiersze i obrazy” 1952)

„Głupotą jest dać się przekonać

bez dowodów, ale równie głupio jest

odmówić przekonania prawdziwymi dowodami”, notował Upton Sinclair.

I ostatnia rzecz. Podczas misji Apollo 11 Michael Collins pozostawał na orbicie wokół Księżyca, podczas gdy Armstrong i Aldrin spacerowali po jego powierzchni. Kiedy Collins uchwycił to zdjęcie, wszyscy żyjący ludzie stali albo na Ziemi, albo na Księżycu. Wszyscy, którzy żyli wcześniej, już odeszli, a wszyscy, którzy mieli przyjść po nich, jeszcze się nie narodzili. Collins był jedynym człowiekiem oddzielonym od reszty naszego gatunku, cicho obserwującym cały świat zawieszony w przestrzeni. Pozostaje to najpełniejszy portret ludzkości, jaki kiedykolwiek powstał, nie ze względu na to, co przedstawia, ale ze względu na to, kogo brakuje.


Epilog

#Dobrywieczór. Byliście grzeczni? Przyniosła Wam Befana prezenty? 

Befana przynosi włoskim dzieciom podarki nocą z 5 na 6 stycznia. Oczywiście tym grzecznym. Nieposłuszne dostają od niej bryłki węgla. Befana wygląda jak zła czarownica, ale w rzeczywistości jest dobra, choć podobno bywa złośliwa.

Co roku w Rzymie odbywa się tradycyjne i spektakularne wydarzenie, podczas którego nad Piazza Navona przelatuje tzw “Befana”. Sprawiając  wszystkim dzieciom ogromną frajdę bo “Befana” w tym dniu grzecznym  maluchom rozdaje prezenty. O Befanie powstało mnóstwo baśni, piosenek,  rymowanek i wierszyków.  Znają je wszystkie włoskie dzieci i potrafią zanucić, La Befana vien di notte con le scarpe tutte rotte” – Befana przychodzi  nocą w zniszczonych butach. Na początku stycznia nikt we Włoszech nie wierzy w św. Mikołaja i jego prezenty. Rządzi Befana! Postać staruszki z miotłą pojawia się wszędzie, pełno jej w sklepach i w reklamach. Można też sobie zafundować maskę lub strój Befany.   

Befana według pogańskiej tradycji symbolizuje stary, odchodzący rok. Pochodzi w prostej linii od bogini Brechty, zwanej też Prechtą, która to była związana ze świętem Yule, przypadającym na przełomie grudnia i stycznia. Bogini przynosiła światło w prezencie zmęczonej chłodem Ziemi. Wierzono też, że opiekuje się dziećmi. Gdy pojawiała się zimą, nagradzała tych, którzy byli dobrzy, i karała złych. W starożytnym Rzymie podobną funkcję pełniła bogini Strenia (Strenua). Imię Befana pochodzi od greckiego słowa „epifania”.  Legenda o Befanie związana jest ze Świętem Trzech Króli. Otóż magowie podążający, by złożyć dary narodzonemu właśnie Jezusowi, zabłądzili. Spotkali staruszkę, wyjaśnili cel podróży  i poprosili, by poszła z nimi i wskazała im drogę. Kobieta nie chciała. Po pewnym czasie namyśliła się jednak, ale nie mogła już odnaleźć czcigodnych wędrowców. Od tamtej pory nocą przed Epifanią odwiedza wszystkie domy i zostawia prezenty, głównie słodycze.  Chce wynagrodzić swoje lenistwo.  Zostawia też prezenty dzieciom, licząc, że trafi na Dzieciątko Jezus. 

Dlaczego Befana rozdaje także węgiel? W wielu regionach Włoch stary rok żegnano, paląc jej kukłę; pozostawała po niej kupka popiołu i zwęglone kawałki węgla.

Jeśli lubisz takie historie z katakumb, archiwów, pełne starożytnych pomyłek i chcesz, żebyśmy dalej błądzili po Rzymie w Twoim imieniu, wesprzyj moją opowieść pt. „Zagubieni w Rzymie”. Dzięki Twojej kawie możemy kopać głębiej, pisać dłużej i opowiadać jeszcze więcej o tych, którzy kryli się w cieniu, ale robili dobrą robotę.

wasz ksiądz Stanisław 

________

Stanisław Barszczak, Roman Holidays

Intermission

Embark on a captivating journey through the heart of the ancient world and immerse yourself in the majesty of the Eternal City, exploring its iconic monuments, bustling streets, and monumental architecture. From the majestic Colosseum to the revered Roman Forum, every corner of the city comes alive with intricate detail and historical accuracy. Read on to discover Rome’s architectural wonders, from the imposing structures of the Capitoline Hill to the majestic Pantheon. Explore the intricacies of private residences, public baths, and bustling marketplaces, learning about the daily lives of the ancient Romans. Whether you’re drawn to the political center of the Senate or the city’s religious sanctuaries, this text provides a dynamic guide to Rome’s archaeological wonders. This journey goes beyond traditional visualizations; it’s a dynamic tool for historical exploration. Gain a deeper understanding of Rome’s cultural heritage, urban planning, and the enduring legacy of one of history’s greatest civilizations. Immerse yourself in the world of ancient Rome, where the echoes of triumph, the whispers of the Senate, and the spirit of the people come alive thanks to our epic work. Immerse yourself in the fascinating history of this eternal city and experience the splendor of Rome at the height of its glory.

_______

Rome itself is breathtaking, jaw-dropping from above. Rome is beautiful from almost every angle. I’ve been dozens of times, and I still can’t get enough! Because Rome is a city you love. However, as is often the case, the best view of the city is from a bird’s eye view, and as always, it’s best at sunset. Rome from above, with its towers and domes, the Tiber River, parks, and bustling streets, fills my heart. But how can you admire the eternal city from above? This time, I’ve selected my subjective list of places to admire the eternal city from above. The list may be updated someday.

I’m heading towards the Roman Forum, which was called the navel of ancient Rome and the entire world. The Milliarium Aureum (Golden Milestone) is a historic monument in the Roman Forum in Rome, erected by Emperor Augustus around 20 BCE. It served as a symbolic reference point for all the main roads of the Roman Empire, from which distances to important cities were measured, symbolizing its central importance and the saying „All roads lead to Rome.” I haven’t reached it yet, as I’m currently observing the Column, oriented to welcome people entering from the Argiletum—a street in ancient Rome that cut through the popular Suburra district to the Roman Forum, along the route of the present-day Via Leonina and Via della Madonna dei Monti. Then I descend toward Palatine Hill: the hill that started all this Roman commotion.

There are places in Rome where history doesn’t so much lie beneath your feet as reach out and demand your attention. One of these is Palatine Hill, a hill that looks unassuming but in reality holds all of Roman history in its grasp. This, my dear Lost Ones, is where all the Roman commotion began: from the shepherd, to the she-wolf, to the emperors, who considered a „single-family home” to be a minimum of 12,000 square meters, three gardens, and a private library.

In its early days, the Palatine Hill wasn’t a „ticketed viewpoint.” Instead, it was an ideal place to live: about 50 meters high, close to the Tiber, but not so close that water rushed into your living room with every storm. The hill had two culminating points: the elegant „Palatium” in the center, and the „Germalus”: a slope overlooking the Forum Boarium, which smelled of cattle and trade, including slaves. To balance the aromas, something for the spirit, something for the nose. It was here that Roma Quadrata arose, the first, oldest, and most original settlement, whose plan resembled a „leaning square,” as if the architect had taken a ruler but forgotten his glasses. In the 9th–8th centuries BCE, surveying maps didn’t yet exist, so let’s not judge the boys too harshly.

Legend has it that two of arguably the most popular twins of antiquity, Romulus and Remus, arrived near the Palatine Hill in a basket, which joyfully abandoned them in the Tiber River. The basket quickly fled (or rather, the waves carried it away), but the she-wolf that lived there decided to take care of the little ones.

And so, in the vicinity of the Lupercale, where rather peculiar fertility rituals were later performed, the entire history of Rome began.

Before Romulus began founding the city, the Palatine Hill was visited by Greeks from Arcadia: the team of Evander and Pallante. They brought with them: the cult of Pan (whom the Romans politely renamed Faunus), several legends, and a willingness to tell stories over wine. Later, Heracles (renamed Hercules in Rome) and Aeneas also appeared. From this mixture of myths, newcomers, and local shepherds, a story emerged, which archaeologists are now uncovering piece by piece.

During the Republican era (before Christ), the Palatine became a fashionable district. Plots of land here cost a fortune, and the list of residents is long: Cicero, Mark Antony, Gracchus brothers, , Milo, and Hortensius, whose house was later purchased by Augustus himself. It was Augustus, born on the Palatine Hill, who concluded that nothing builds authority like living next to the mythical cottage of the founder of Rome. So he bought the land, expanded it, added to it, and even built a temple of Apollo with libraries.

After Augustus, things moved quickly: Tiberius added his own floor, Caligula extended the palace… all the way to the Capitoline Hill. Nero decided that wasn’t enough and began building the Domus Aurea, the most magnificent residence that antiquity had ever seen. The Flavians, and then the Severans, continued building, one after the other, layer after layer. Each emperor wanted something of their own, and since space was limited… well, something could always be demolished. The word „palatium,” from which we get „palace” today, didn’t just come out of thin air.

After the fall of the Western Empire, the Palatine didn’t so much decline as collapse with a bang. The Goths and Vandals concluded that marble could be stolen, gold could be melted down, and gardens… well, gardens couldn’t be taken, but they could at least be trampled. In the Middle Ages, goats roamed the imperial palaces, and the ruins were inhabited by the poor, farmers, monks, and occasionally ambitious families who tried to turn the ruins into fortresses. Then the Farnese came, bringing in gardeners, sculptors, and servants, and the Palatine Hill became elegant again. Then everything was sold to Napoleon III, then bought back, then excavated again… and so it is to this day, when archaeologists discover something new on the Palatine Hill every year, and tourists try to figure out „whether this is the Domus Flavia or the Domus Augustana.” Walking through the Palatine Hill is like entering a vast, ancient labyrinth of luxury: monumental audience halls, gardens with fountains, private temples, and an imperial stadium where no sport was played (unless you call strolling through the garden accompanied by a philosopher and fans sport).

All of this today lies in a state of slight „romantic ruin.” You can enter the Palatine Hill from Via di San Gregorio, the classic uphill route, or through the Roman Forum, ascending the Palatine Clivo Palatino, right next to the Arco di Tito. Both entrances lead straight into the heart of antiquity, and then there are only ruins, gardens, palaces, views of the Circo Massimo, and… tons of people taking photos.

This is where history began. This is where the rich and powerful lived. This is where emperors built their small and large private empires. And today, it’s one of the most magical corners of the Eternal City. If you want to truly experience antiquity, this is the place to be. Enter, sit on the grass, look at the Forum, then at the Circo Massimo, and say to yourself, „Okay… I understand why Rome began here.”

_______

What Tiberius did with the boys on Capri was more disturbing than you might imagine. In history books, Tiberius, the Roman emperor who died in 37 AD, is often portrayed as a proven military leader. But what lurks behind the cliffs and villas of Capri, an island in the Tyrrhenian Sea near Naples? Lucius Aelius Seianus (Sejanus), prefect of the Praetorian Guard and friend of the emperor, transported boys as young as 12 from all over the Empire, not just from Gaul, but also from Greece and the East. The young slaves on this island became tools of the emperor’s perverse desires. It would be worthwhile to analyze the entirety of youth, exploitation, aging, illness, and social stigma within a system that profited from the work of male prostitutes in the Roman Empire while simultaneously stripping them of their dignity. A quiet, historical glimpse into the hidden side of Roman urban life, revealing how law, economics, and social views shaped their daily lives. But first, I would like to mention the monuments of the Eternal City once again.

The Colosseum is Rome’s most representative monument. It consists of eighty arches and four architectural rows, one on each floor. Inside, the large oval that housed the Arena had a wooden base covered with a layer of sand, concealing a series of underground tunnels in which wild animals and tools lived. Visiting the Colosseum offers the thrill of being in a place that for two thousand years was a symbol of the Eternal City and is now the destination of most tourists visiting the capital. The Roman Colosseum is located in a very prestigious part of the city due to its historical finds and ruins. Nearby are countless monuments that will allow you to relive and understand the glory of ancient Rome.

During the reign of Emperor Vespasian in 72 AD, construction began on the Roman Colosseum for the people. This building later became the first great Roman amphitheater. During Vespasian’s reign, the first two floors of the building were constructed, and work was continued by other emperors, Titus and Domitian. This amphitheater is world-famous and has undergone numerous renovations, alterations, and destruction over the centuries. In 217 AD, a fire destroyed the upper part, and the building was not reopened until In 222 AD, further fires ravaged the Colosseum, requiring further repairs and renovations. Earthquakes in 1231 and 1349 further damaged the Colosseum’s structure, leaving it abandoned in ruins. The first renovations began in the early 19th century and continued throughout the century. The Colosseum’s underground structures were completely excavated, with the final demolition works taking place between 1933 and 1939. In ancient times, the Colosseum was the site of bloody gladiatorial combats. In addition to professional gladiators, prisoners, even free citizens, and the public participated in these fights. Originally called the Flavian Amphitheater, it took the name Colosseum not only for its impressive size but also because of its proximity to the colossal statue of Nero. The Colosseum was designated a UNESCO World Heritage Site in 1980, and this impressive amphitheater was also included among the Seven Wonders of the Modern World, becoming the undisputed symbol of Rome worldwide. Today, Rome’s monumental Colosseum attracts crowds of visitors who can explore it on two levels, admiring panoramic views and evocative interiors.

The Colosseum hosted fights between black men and lions, but these were mostly professional gladiator fights, specifically those between men trained specifically for this role. Naumachias were also held there, performances simulating the most famous historical naval battles. To achieve this, the amphitheater was filled with water using complex hydraulic pipes, authentic ships, and combat actors (naumacharia). This entailed very high costs, which amphitheaters in other cities could rarely afford to present similar spectacles. Did you know that during the period when the Colosseum was a vast, abandoned ruin, much of the material from which it was built was transported elsewhere and used to build other structures, including such important ones as the famous St. Peter’s Basilica? It is estimated that only one-third of the total amount of material used to build the Colosseum remains. Remember that admission to the Colosseum includes access to the Palatine Hill and the Roman Forum, also valid for two days; free admission is available on the first Sunday of the month.

A truly unique way to visit the Colosseum is undoubtedly the night tour: at certain times of the year, the Colosseum Management organizes guided tours after closing time – an unforgettable experience! The various guided tours also include visits to areas usually closed to the public, such as the 3rd and 4th Circles of the Colosseum and the underground.

The famous Colosseum in Rome is located in a very distinctive part of the city from a historical and artistic perspective, where you can visit other important sites such as the Palatine Hill, the Roman Forum, and the Domus Aurea (Golden House). If you are fascinated by the ruins of ancient Rome, don’t miss other important sites such as the Baths of Caracalla, the Catacombs, the Tomb of Cecilia Metella, the Pantheon, and the Ara Pacis (Altar of Peace). Use the Rome Map to guide you and help you discover these fascinating sites.

If you’re in Rome, be sure to visit the Vatican. Inside, you can lose yourself in the immense artistic heritage of the Vatican Museums, where you can admire St. Peter’s Basilica and the Sistine Chapel with its frescoes and Michelangelo’s famous Last Judgment, as well as the Vatican Gardens. Inside the Villa Borghese (and I’ve been there), another beautiful place in Rome, you can visit the Borghese Gallery, which houses works of art from the 15th to 17th centuries by artists such as Caravaggio and Bernini. Other museums worth visiting include the Capitoline Museums and the National Museum of Rome. On the ancient Via Appia (Appian Way), you can visit the Villa dei Quintili complex, and in the Lungotevere, you can’t miss the Castel Sant’Angelo museum. If you prefer to escape the city center, you can visit Villa d’Este in Tivoli or take a stroll through the beautiful village of Castel Gandolfo on Lake Albano.

_______

I’d like to describe to you a life where humanity was a commodity. From birth in chains to death in oblivion. See what life was really like for a slave in ancient Rome. This isn’t a textbook story, but the brutal truth about an Empire built on the blood of others. Were slaves exceptionally free? My story is a text about everyday life, pain, hope, and the sparks of humanity in a world where even love was forbidden. See what life, work, and death looked like in chains—no myths, no filters, just facts, emotions, and human history.

Someone has said that temple prostitution, or sex for the glory of the gods, transformed from a sacred ritual into a shameful craft, but was it really so? In reality, religious prostitution still exists. Modern historians still debate whether temple prostitution actually existed in ancient times, and the most respected ancient historians confirm this. This is a fact. The point is that everyone wrote about the „savage traditions” of other countries, the „barbaric customs” of savages, the „shameful customs” of foreigners. The message was that foreigners must be immediately conquered and taught reason, kindness, and eternity. This means that these ancient historians could easily exaggerate and fabricate facts to justify the expense of another military campaign. However, all this evidence was based on something, so the truth probably lies somewhere in between. We know that ancient civilizations had a much more relaxed approach to sex and the female body. At the same time, the female body’s ability to bear children was seen as a miracle, and the act of fertilization was also considered a miracle, and from there it’s not far from religion.

In all agricultural civilizations, women were compared to fertile soil. Consequently, men fulfilled the role of plowman and sower. Even among our Slavic ancestors, hopes for soil fertility were often reinforced by ritual pampering of the fields, in which both women and men participated. However, this moment can hardly be called prostitution; it is rather ritual sex. Similar practices had been observed earlier, among the ancient Greeks with their Dionysia. This fertility festival culminated in a procession with gigantic wooden phalluses. And also among the Romans with their famous orgies in honor of ripening grapes, the Bacchanalia. However, all these activities took place outside temples. Sex in ancient times was not at all intimate or indecent and could therefore easily serve as a sacrifice to the gods. This was the practice of the ancient Sumerians, for example, who had two types of prostitutes. Some were simple love merchants, while others, the naditu, were considered servants of the gods. Naditu were most often women of noble birth, whose temperament did not fit the strict confines of motherhood and housewifery. They lived in their own chambers within the temple grounds. They were literate, wrote on clay tablets, and engaged in art, philosophy, and politics. The naditu themselves chose influential patrons with whom they engaged in „sacred rituals” to the glory of God.

It can be assumed that such religious services significantly strengthened the authority of the Church and the willingness of the wealthy and influential Sumerians to generously support its cause. Therefore, it was not such a foolish undertaking. The naditu resembled Greek hetaerae in many respects. And the Babylonian prostitute described in the Book of Revelation is a wicked woman in a beautiful dress, riding a scarlet beast, holding a cup full of abominations and adultery. A typical child of vice. Historians therefore believe that the author of the Apocalypse drew the idea that the cruelest hell is located in Babylon from a well-known text by the historian Herodotus, who describes local temple prostitution as follows: „The most shameful custom of the Babylonians is this: Every Babylonian woman must sit at least once in her life in the temple of Aphrodite and offer herself to a stranger for money. In Aphrodite’s sacred place, many women sit with ropes tied around their heads. A woman sitting in this place cannot return home until the stranger throws money into her lap and offers himself to her outside the sacred place. After throwing the money to the woman, she must only say: ‚I summon you to the service of the goddess Mylitha’.”

The payment can be as small as you like, and refusing the money is forbidden because it is sacred. The girl must follow the first man who offers her money without hesitation. After intercourse, having fulfilled her sacred duty to the goddess, she returns home, never to be possessed again by any amount of money. Beautiful and dignified girls depart quickly, while ugly ones must wait a long time before they can perform the ritual. Some must remain in the sanctuary for up to three or four years.” Herodotus. Historia, I, 199. We don’t know how much the ancient historian lied about this, but ritual defloration is known to us in many cultures, so perhaps this is how it was in Babylon. In Rome, according to St. Augustine, newlyweds were often taken to the temple of the fertility god Mutuna, where they were deflowered with a stone phallus. This was considered a beautiful offering to the deity, ensuring future fertility in the family. Incidentally, Herodotus’s mention of foreigners being allowed into this extraordinary virgin fair recalls another ancient custom: „hospitable sex.”

In some remote villages along the Silk Road, travelers were provided not only with shelter but also with the host’s wife, to diversify the villagers’ gene pool. Although the ancient Greeks condemned the Sumerian and Babylonian traditions of temple prostitution, it was also practiced among the Greeks themselves. For example, the Greek writer Athenaeus describes the festival of Aphrodite in Corinth (where the main temple of the goddess of love stood): „The city attracted as many Hetaerae were used to participate in processions; later, they began to be sacrificed to the temple of the goddess. To be clear, hetaerae were not killed; on the contrary, they were given the opportunity to practice their craft for the good of the temple. Moreover, both men and women could offer hetaerae to the temple. In addition to the gift of hetaerae, the temple in Corinth also had its own priestesses, the hierodules, whose duties included not only work on the temple grounds and minor services but also sexual relations with particularly respected parishioners, who offered generous gifts to the temple. Even further east, religious prostitution still exists, and it all began around the 3rd century CE, when female servants began appearing in some Indian temples. At a young age, they were „married to the god” so they could study specialized temple dances, philosophy, and religion. This is very similar to the monastic order, with the difference that medieval nuns, of course, did not dance in short blouses and transparent trousers. However, for a long time, devadasis, or divine brides, were considered highly respected members of society and invited to festivals and weddings. They were believed to have overcome their passionate natures. It’s difficult to say when the situation took a completely different turn. However, British colonists had already condemned the practice of devadasis as temple prostitution. Perhaps they were shocked by the sight of them dancing in transparent pantaloons, or perhaps devadasis were already true brides not only to the god but also to local priests and respected parishioners.

Despite intensive British efforts, the tradition of devadasi initiation existed legally until 1988 and continues, albeit illegally. It is a popular way for poor families to free themselves from the burden of having a daughter, as work for girls in India is still more difficult than for men. Experienced devadasis take the girls away from their parents as soon as they reach puberty and bring them to large cities, where they work in special quarters. Naturally, the „dedication to God” is now merely a formality. However, a special puja ritual is performed for the girls, during which they are initiated into the secrets of the profession.

Sometimes devadasis support an entire family living in the village. In modern times, the Children of God cult was born in a Californian coffee shop in Huntington Beach in 1968, and all sorts of abandoned „love children,” of which California was abundant at the time, joined the new movement. Sect leader David Berg immediately came up with a way to use the hippies and their free love propaganda to his advantage. Members of the new sect were declared „fishermen.” Their task was to „catch” new followers by „catching flirts.” In essence, girls simply slept with men left and right, while, as Berg put it, „demonstrating the love of God.” If a novice refused to join the cult, she was expected to at least make a donation to the „Children of God.”

The practice proved extremely successful; the cult quickly gained a large following and substantial profits, and women even operated through escort agencies. However, in 1987, the practice was abandoned due to the HIV epidemic that devastated the community. In fact, the emergence and spread of dangerous sexually transmitted diseases was a historical event that transformed prostitution from a respected and often religious practice into a „dirty business.” It was sexually transmitted diseases that made temple prostitution impossible.

______

What was a day in the life of the Imperial Senate like? During the Roman Empire, the Roman Senate continued to meet regularly, but its role had changed drastically compared to its Republican past. Senators gathered in the Curia Julia, usually in the morning, dressed in white togas, marked by a broad purple stripe of senatorial rank. Sessions began formally: attendance was taken, seating was strictly hierarchical, and imperial matters dominated the agenda. Debates ranged from provincial administration and public finances to honors, religious matters, and legal decisions—but ultimate authority rested with the emperor. Senators spoke, advised, and voted, but rarely openly opposed the imperial will. Most of the Senate’s work consisted of ratifying decisions already made by the emperor, issuing decrees (senatus consulta), and managing elite careers. Membership in the Senate continued to enjoy enormous prestige, providing wealth, legal privileges, and social dominance—even as real political power shifted elsewhere. Outside the Senate chamber, senatorial life unfolded through patronage networks, private meetings, banquets, and correspondence, where influence was often exerted more subtly than in public debates. Still dignified, still powerful It might look like it—but in the Imperial era, the Senate ruled more by tradition than by command.

________

If you think the Romans in December were solely concerned with politics, conspiracies, and mutual poisoning, we have to answer: „No.” December in ancient Rome was one giant festival of chaos, looseness, laughter, and gifts. Saturnalia rocked the city from within, and one of its most charming, yet underappreciated elements was the Sigillaria. This Roman holiday, during which gods gave gifts, children ate goddesses, and adults pretended it was all a very serious ritual. It was the Roman equivalent of a pre-Christmas shopping spree, combined with ancestor worship, mythology, children, cookies, and quite serious questions about… the meaning of human sacrifice.

Sigillaria took their name from sigilla, small figurines, most often made of clay or terracotta, which Romans gave each other around the winter solstice, usually around December 20th. In theory, these were innocent trinkets. In practice, they carried a whole universe of meaning. Some claimed that these figurines represented deceased family members from the previous year. Others, gods. Still others, mythological heroes, fantasy figures, or simply something that happened to be handcrafted by a craftsman and didn’t crack in the kiln. There were cheap versions for the common folk (clay, plaster, wax), and expensive ones for the wealthy (bronze, marble, silver, gold). Just like today: some buy a bauble from the supermarket, others a hand-painted sphere for half their salary.

The best part is that before the ceremony, the children had their own very important task. They had to polish the figurines and place them in a small, symbolic „enclosed world,” a kind of miniature landscape filled with shepherds, animals, and guardian deities. During the Sigillaria, children received gifts, but they also ate their gifts. In the form of sweet cakes, often shaped like the figurines.

In many parts of Italy (including near Rome), baked goods depicting goddesses of abundance, with multiple breasts, symbolizing nature, which nourishes all living things, were known. This wasn’t a cheap provocation, but a very old symbolism: nature gives birth, nourishes, and takes. A child eating such a cake was not doing anything blasphemous. Quite the opposite: it participated in the cycle of life. Sweet because maternal. Nourishing because divine. And definitely better than today’s plastic surprise egg toys.

During Saturnalia and the Sigillaria festival, Romans also gave each other wax candles. The symbol was clear: the light of knowledge, the light of civilization, the light of a golden age. The candle said, „We remember where we came from.” And it’s no coincidence that this very motif has survived to this day in the form of candles, lamps, and illuminations, which consume half the continent’s electricity in December. As is typical in Rome, everything leads to Hercules. This holiday also shares some connection with him. According to tradition, he taught the Italians to offer figurines to the gods instead of people. Better for everyone, less cleaning, less shouting. The problem is that this same Hercules had absolutely no qualms about stealing other people’s oxen and then killing anyone who tried to retrieve them. Selective morality? Of course. But mythology never promised consistency. In any case: figurines instead of people. Light instead of blood. And thus was born a ritual that some took deadly seriously, others a little less seriously.

The most beautiful moment of the Sigillaria, however, took place at home. In the evening, the family gathered at the lararium, the home altar, and left food and wine for the spirits of their ancestors. In the morning… surprise! The gifts disappeared, and in their place appeared toys and sweets for the children. Gifts from deceased grandparents. An ancient version of Befana or St. Nicholas.

During the Sigillaria, entire towns of stalls sprang up in Rome. On the Campus Martius, in Saepta Iulia, and later at the Baths of Trajan. Figurine sellers, or sigillaria, spread out their wares so effectively that they reportedly blocked the view of the famous mosaics with a model of Rome and the paintings of the Argonauts. The Romans were outraged. But they bought. As always.

There was Via Sigillaria, a street specializing in the sale of clay objects: vessels, lamps, figurines of deities. Archaeologists to this day unearth these small, fragile testaments to a world that believed the gods lived on kitchen shelves.

Christianity didn’t destroy these customs. It did something much more Roman: renamed them, slightly improved them, and incorporated them into the new system. The dates stayed. The light stayed. The gifts stayed. The children stayed. The miniature world stayed too. Only the characters’ names changed. If stories like these make Rome stop being a dead map and start smelling of wax, clay, and freshly baked dough, support my „Lost in Rome”:

Thanks to this, we will continue to dig into the past, extract strange, beautiful, and funny things from it, and tell them the way the old Romans did: without excessive solemnity, but with full respect for tradition. 

________

The great history of ancient Rome is woven with many legends. Do you know how the painting genius lived? If you think Caravaggio lived in Rome in a palace with a loggia, a fountain, and a view of St. Peter’s Basilica, then… unfortunately not. The truth is much better. Caravaggio lived in an alley. In a narrow, crooked, perpetually shadowy vicolo, which today is called the Vicolo del Divino Amore, but in his time had a less romantic name: Vicolo di San Biagio (Vicolo del Divino Amore, number 19). The building still stands today. Caravaggio really lived here! He didn’t „stay here” or „presumably stay overnight.” The records are clear: he signed a lease on May 8, 1604.

What did Caravaggio’s house look like? We’re talking about a building quite large for the time, consisting of a main hall, several rooms, stairs, cellars, a courtyard, a garden, and a well. Quite a feat. Caravaggio rented only half the house. The other half was controlled by the owner, Prudenzia Bruni. A widow, remarried, formerly a pharmacist, then a shoemaker’s wife, and then a poultry merchant. A perfect counterbalance for the painter, who believed that rent was a highly arbitrary concept. When signing the contract, Caravaggio requested something absolutely crucial: the uncovering of half the hall. He was concerned about the light. He needed a high ceiling, better lighting, and space for his enormous canvases. And so, something appeared in the house that can still be seen today: a small window high up in the roof, opened specifically to allow light to enter as if from a theater spotlight. If you’re wondering where Caravaggio’s dramatic shafts of light came from, it wasn’t just metaphysics. This was architecture forced by a lease agreement.

For a few months, everything went smoothly. Caravaggio paid his rent. He painted. He had an assistant named Francesco. And then… he stopped paying. Why? We don’t know. Maybe he forgot. Maybe he decided that fame was a better currency. Or maybe, like Caravaggio, he simply had more important things to worry about (lawsuits, fights, paintings). After six months, a debt of 22.5 scudos had accumulated. Prudenzia Bruni went to court.

And the court ordered the seizure of the artist’s property. This alley has a long history. Today, it’s a quiet street between Piazza Borghese and Via de’ Prefetti. Many people pass by and don’t even know that this is where the great master played with light, didn’t pay rent, and created Madonnas for whom the „cortigiana” posed. Caravaggio was not a romantic artist. He was a man who needed light, space, and peace, yet he lived in an alley. And that’s precisely why his art is so authentic. Because it wasn’t built in ideal conditions, but in the real Rome: dirty, cramped, loud, and merciless.

______

Geese, traitors, and Jupiter, or a brief history of the Capitol. The Capitol, the smallest of the seven legendary hills of the eternal city, was also the most important. It was the command center of Rome. Here the gods had their offices, senators their archives, and traitors quickly descended.

According to Roman tradition, the first occupant of the Capitol was Saturn himself. He had his headquarters here, and, as the Romans claimed, he even welcomed Greek visitors led by Hercules. Archaeology adds its three denarii: Bronze Age pottery, metallurgical workshops, and traces of settlements predating the founding of Rome. Therefore, before the she-wolf found the brothers, the Capitol already had a solid history. It consisted of two peaks: the Capitolium (the seat of the gods and great power) and the Arx (the citadel, defensive bastion).

Between them was a valley called the Asylum, where Romulus took in anyone who happened to be having problems with the law, family, or life. Today, this place is Piazza del Campidoglio. Once an asylum, now a magistrate’s office. There is no Capitol without Tarpeia. It was she who opened the gates to the Sabines in exchange for „what they wear on their left arm.” She was thinking of gold. They were thinking of shields.

From then on, the Tarpeian Rock became the place from which traitors were thrown. The Capitol clearly taught: „You can betray only once.” 390 BCE (or 387, historians still disagree). The Gauls, led by Brennus, sack Rome. The last defenders barricade themselves on the Capitol.

As the Romans fall asleep, the Gauls climb the rock and ascend the walls. Juno’s sacred geese begin to scream like fish market vendors, waking the defenders and saving the Capitol from a nighttime assault. From then on, Juno is nicknamed Moneta (Warning), and a mint is built next to her temple. As you can see, we owe money to geese.

The most important temple for Rome was built on the Capitol: to Jupiter the Most Excellent. Built by kings, completed by the Republic. During excavations, a human head was found. Fortune-tellers took this as a sign that Rome would become caput mundi: head of the world. Today we know that history proved them right.

Here triumphs ended. Sacrifices were offered. Here the Sibylline Books were kept, the ancient equivalent of a „crisis manual.” The Romans loved order. That’s why the Tabularium, the state archive, was built at the foot of the Capitol. Bronze tablets with laws, Treaties, decrees. Everything was recorded, cataloged, and signed. Today, on this foundation stands the Palazzo Senatorio, the oldest functioning city hall in the world.

The Capitol burned frequently. 83 BCE, 69 CE, 80 CE, the fire returned like a boomerang. Each new emperor rebuilt temples, erected his own monuments, and added his own touch. And then Constantine came, and the Capitol slowly began to lose its significance. In the Middle Ages, the Capitol was a pasture. It was called Monte Caprino, the Goat Mountain. The gods left the stage, and in came senators, popes, and rebels in the style of Cola di Rienzo. 16th century. Pope Paul III wants to impress Emperor Charles V. The Capitol looks like a forgotten parking lot. Michelangelo designs the Piazza del Campidoglio, a theater-like, harmonious square, turning its back on the ruins of the Forum and facing the new Rome. He inserts Marcus Aurelius (because everyone thinks it’s Constantine). And suddenly, the Capitol is the center of the world again. Only in a Renaissance version.

Today, the Capitol is the seat of Roman government. It also houses the Capitoline Museums, among the oldest in the world. And it was here, in the Palazzo dei Conservatori, that the Treaties of Rome were signed. And beneath the cobblestones lie the foundations of temples, Bronze Age workshops, and traces of the city’s first inhabitants. The Capitol shows that Rome was never just a ruin. It was here that new beginnings were constantly being made. From Saturn, through geese, emperors, popes, to today’s officials. A small hill, a great history.

______

The city at the end of the Tiber, Ostia Antica. Rome boasted an Emporium, a place on the Tiber with granaries and a perpetual market. Goods from Ostia arrived here. Welcome to Ostia Antica, at the mouth of the Tiber River into the Tyrrhenian Sea, a place that proves that Rome doesn’t end with the Colosseum. Indeed, to truly understand what life was like for the average (and extraordinary) citizen of the Empire, you have to skip the glittering Capitoline Hill, dismiss the tourist bustle of the Roman Forum, and delve into the streets of Ostia. Anyone who truly wants to understand Roman architecture should go to Ostia, not gawk at marble and triumphal arcades. And he was right.

But before we stroll through a city that looks as if its inhabitants had only stepped out for a moment, let’s say this right away, clearly and with a sigh: much of Ostia has been preserved, but much more has been destroyed. And not by barbarians, but by people with initiative. Ostia, from „ostium,” meaning „mouth of the river,” was born at the end of the Tiber, precisely where the water ends its course and flows into the sea. According to tradition, it was founded by King Ancus Marcius in the 7th century BC, but archaeology is baffled: there’s no trace of the king. Instead, we have finds from the Bronze Age. So, legend has its place, archaeology its place, and the truth lies somewhere in between.

The real Ostia, the one we see today, is a child of the 4th century BC: a Roman castrum, a fort built of tufa blocks, arranged like a rectangular cutting board, with two main streets intersecting at 90-degree angles. No curves, no frills, the order of a geometry textbook. The city quickly began to play the role of Rome’s port. If you wanted to eat bread in antiquity, the grain first sailed to Ostia. If you wanted to see an elephant at the games, it also sailed to Ostia. And if you wanted to trade, work, raise a family, and complain about taxes at the same time, Ostia was for you.

In the 2nd century AD, Ostia had around 100,000 inhabitants. Rome in miniature: multicultural, bustling, and rich. Here, Jupiter, Isis, Mithras, and the Great Mother were worshipped. Here lived Greeks, Egyptians, Jews, Syrians, and Africans. Here, emperors built temples, and ordinary people built „tavernae,” where one could get something warm, strong, or suspiciously fermenting.

Who would have thought that Ostia’s greatest enemy would turn out to be… people who loved marble? Lots of marble. Too much. In the 15th century, papal workers would visit it like a supermarket with a free „take what you want” section: marble, columns, fragments of sculpture, all loaded onto carts and barges, transported to Rome, and transformed into pulpits, lecterns, palaces, altars, and other marvels. Moreover, we find bills for „boats for hauling marble from the port,” records of workers paid „for breaking marble with a crowbar,” and descriptions of the barge Nardo Ferazolo, which transported this stone treasure day and night to Rome, where it was turned into basilica decorations.

Ostia prospered during the times of Augustus, Trajan, and Hadrian. Later, as new ports were built, Ostia slowly lost its importance. In the 4th century, it was still a luxurious „summer” district, but in the 5th, everyone began to evacuate. The same combination that devastated half of Italy came into play: a change in the riverbed and, in turn, malaria. These two monsters knew no mercy. In the 8th century, the Saracens dealt Ostia the final blow. In the 9th century, a new town was founded: Gregoriopoli. Ancient Ostia was left behind, drowning in greenery, silence, and mud. And so it remained until 18th- and 19th-century archaeologists began excavating it. Ostia has something that Pompeii lacks: The continuity of everyday life on a 1:1 scale. Here, you’re not viewing the vast ruins of the Empire. Here, you’re viewing a city that lived, breathed, and thought about water bills. Walking through the Decumanus Maximus, you see: enormous insulae, or Roman apartment blocks; tavernae; shops and bars with counters at the entrances;

horrea; warehouses full of supplies, mainly grain; thermal baths; temples; the homes of the wealthy and ordinary citizens; public latrines that still manage to shock with their grandeur; mosaics, so many mosaics that the eyes beg for a break. You can stroll to the Theater, peek into the Piazzale delle Corporazioni, see the Casa di Diana, the Baths of Neptune, the Capitolium, the Temple of Roma and Augustus… But that’s just the beginning. Ostia is a treasure trove of knowledge about the Roman Empire.

_______

The Romans believed that the family was the basic unit of society, but children were their true obsession. That’s why I mentioned Tiberius’s interest in children earlier. Now, a different matter. Rome had communal latrines, but also other public utilities: thermal baths, libraries, circuses, theaters, and baths. Citizen massage was part of everyday life.

In ancient Rome, concrete was used, which was more durable than today’s mixtures. Roman concrete survived thanks to the reaction of volcanic ash with seawater, which strengthened the structure over time.

The Saturnalia I mentioned was held in honor of the god Saturn. A crucial element of these holidays was the blurring of social barriers – slaves could offend their masters. Feasts consisted of bread molded into the shapes of animals, people, and gods, pork, and winter vegetables: leeks, turnips, onions, beets, and pickled cucumbers. For dessert, savillum – cheesecake and seasonal fruit – drank copious amounts of wine, which they prepared in a mulled wine factory.

The holy sin of Rome is the history of maritozzo. If you were in Rome and didn’t try a maritozzo, we’re sorry, but your trip was incomplete. It’s a sin worse than stealing the Pope’s coffee mug from the Vatican. At first glance, a maritozzo is an innocent-looking pastry: a sweet roll, cut in half and stuffed to the brim with so much whipped cream that it looks like Mount Etna in eruption. But beneath this inconspicuous appearance lies a dessert with a long, even marital, history.

The ancient Romans ate sweet loaves with honey and raisins, and it was from these simple „pagnottelle” that our hero is said to have been born. For centuries, these rolls were placed in workers’ bags so they had something sweet to comfort them during their toil. And then came love. Young Romans in the Middle Ages gave their loved ones maritozzo as a kind of Valentine’s Day gift. But not the usual kind; they often hid jewelry, other trinkets, and sometimes even a small surprise inside. Hence the name: maritozzo is a diminutive of marito, meaning husband. Because when a young lady received such a roll, it was obvious that a marriage candidate was already in line. In the days when the Church had stricter dietary regulations than today’s gyms, maritozzo was the only dessert one could afford during Lent. No wonder it earned the nickname „Er Santo Maritozzo,” Saint Maritozzo. And since every Lent must have its exceptions, there were variations here too: in wealthier homes, pine nuts, candied orange peel, and even… salty versions with cod, anchovies, or chicory were added. In other words, the so-called fit-maritozzo, something for those who claim to eat healthily.

The classic Roman maritozzo is a fluffy roll cut in half and stuffed to the brim with whipped cream (panna montata). And it’s not about spreading it delicately. Here, the cream is supposed to ooze, drip, and linger on your nose and forehead, and ideally, your clothes. It’s a dessert you can’t eat elegantly, and that’s precisely where its magic lies. You’ll find it in other regions of Italy too, but in slightly different versions: in Marche and Abruzzo, the maritozzo resembles a mini-baguette, in Puglia and Sicily, it’s braided, without raisins or pine nuts,

and in a modern version, you’ll even find it with ice cream inside. And then there are savory maritozzi: with burrata, salmon, or artichokes. This is a culinary masterpiece. It might seem like a roll, but you’ll feel like you’re at a papal banquet.

Every year, on the first Saturday in December, Rome celebrates Maritozzo Day. It’s the kind of day when the entire city queues for a cream bun, and no one feels guilty about it. You can eat three, five, seven, and still call it „tradition.” Because it’s not just a dessert, it’s a life experience. It’s a bit like a first kiss; you can’t go through it dry. It’s always a bit clumsy, something spills, but you’re still left with a huge smile. Have you ever had maritozzo? Did you manage to eat it without getting your whole face dirty, or did you look like a child after your first ice cream? Let us know in the comments!

_____

What was Roman patriarchy? The socio-legal system, for example, in ancient Rome, where the father (pater familaris) ruled the family absolutely (even over the life or death of family members). Mythology has a unique perspective on history. A historiosophical and a fictional world in which the golden age of matriarchy (cf. Eden) was interrupted by patriarchy, which is responsible for all negative historical phenomena, including biological differences between the sexes, as well as diseases, resource struggles, etc.

Patriarchy has no clear appearance or characteristics that allow it to be clearly defined, allowing mythical narratives to adapt them to a given context. For example, patriarchy can encompass all masculine traits temporarily recognized by the story, such as ambition or the desire to stand out. At the same time, these same masculine traits are not negative and are not part of patriarchy if they are exhibited by women. This makes claims about patriarchy completely unfalsifiable, and communication is difficult (see devotion). Because despite constant socio-legal changes aimed at legally eliminating all benefits of being a man, negative phenomena in the world, such as loneliness (cf. the problem of theodicy), continue to occur in the world. The concept is currently being expanded to include beliefs about so-called internalized patriarchy. According to them, a person who seemingly does not declare patriarchal traits is actually hiding them (cf. witch, witch hunt), or is unaware of them (cf. demonic possession). This can be cured by a public admonition with an icon of laughter (cf. scapegoat, burning Judas), or by publicly advising someone to seek therapy (cf. confession).

_______

It has not yet been determined whether the decline in the ability to understand irony and sarcasm is related to the global decline in IQ, internet culture, or the increase in the number of autistic people. Perhaps all three. At this point, I would like to mention other holidays in the Roman Empire.

Supercalia, which took place on February 15th, was a holiday intended to celebrate purification and fertility. The Ides of March, in mid-March, was a festival honoring Anna Perenna. When the praetorians attacked Julius Caesar, the Romans would descend into a valley surrounded by a sacred grove to practice magic. March 31st was the festival in honor of the moon goddess Luna. The temple of Luna stood on the Aventine Hill. April 1st was the Cerialia, in honor of the goddess Ceres—”so as not to be fooled.” The festival in honor of the goddess Cibele took place on the summer solstice. April 4th-10th were festivals in honor of the goddess Magna Mater in ancient Rome.

April 21st marked the founding of Rome. After the harvest on the winter solstice, Jupiter was worshiped, and a festival in honor of Jupiter was held on the Capitoline Hill.

______

On how Rome confuses the saints, or Pope Felix the First. Rome in the 3rd century was no city for wimps. Emperors changed faster than shop windows on the Via dei Condotti today, heresies sprang up like mushrooms after the rain, and Christians were sometimes tolerated, sometimes persecuted, depending on the ruler’s mood and the alignment of the planets. And it was into this beautiful chaos that Felix I, Pope number 26, a Roman through and through, stepped, a man who would be constantly mistaken for someone else for centuries to come.

The sources agree on a bare minimum: Felix became pope on January 5, 269, after the death of Dionysius, and ruled the Roman Church until December 30, 274. And that’s where certainty ends and conjecture begins. The Liber Pontificalis, a chronicle that sometimes hits the mark and sometimes shoots from the hip, claims that Felix was the son of a Constantius (or Constantine), was a martyr, built a basilica on the Via Aurelia, was buried there, and even established important liturgical decrees. The problem is that almost none of this is defensible.

Felix is ​​venerated as a saint, but not as a martyr. This is an important distinction, one that carried more weight in ancient Rome than it does today. If he had died a martyr’s death, his name would have been included in the Depositio martyrum, the official list of martyrs. Instead, he is listed in the Depositio episcoporum, among the bishops of Rome who simply… died. In short: Felix did not die by sword, fire, or an angry mob. He died as a pope-administrator, not a pope-hero from a fresco.

According to later stories, Felix was to be buried on the Via Aurelia, in a basilica he himself built (an ambitious plan for the 3rd century). However, the Depositio episcoporum is clear: Pope Felix was buried in the Catacombs of St. Callixtus on the Via Appia. So where did Aurelia come from? Well, on the Via Aurelia lay… another Felix. A martyr. A popular name, a young papacy, tired archivists, a mistake made. And so, for centuries, Pope Felix rested on the wrong street.

Felix is ​​credited with issuing a decree ordering Holy Mass to be celebrated at the graves of martyrs. It sounds solemn and very papal. Except that Christians had already been doing this before. In the catacombs, quietly, often privately. The Eucharist „ad corpus,” at the body of a martyr, was completely natural. So if Felix did anything here, he probably didn’t invent a new practice, but preserved and sanctioned it. And this, in the traditional Church , is also a merit. Felix didn’t destroy it; Felix made sure no one spoiled it.

During Felix’s pontificate, the case of Paul of Samosata, Bishop of Antioch, who held very original views on the Holy Trinity, reached Rome. The matter was so serious that Emperor Aurelian himself ultimately decided who should be granted church property in Antioch: those in communion with Rome. A point for Felix. „His” (Felix’s) famous epistolary statement on the nature of Christ, quoted at the Council of Ephesus in 431, has survived. The problem is that Felix most likely never wrote it. It is the work of the Apollinarians, ancient masters of theological forgery. In short: Felix was so orthodox that even the heresiarchs wanted him on their side, if only on paper.

While Felix was pope, Emperor Aurelian established the cult of Sol Invictus, the Unconquered Sun. One deity above all others, temples, games, priestly colleges. This was pagan monotheism, meant to hold the Empire together. Felix observed all this from Rome, knowing one thing: Christianity did not need imperial decrees to survive. And he was right. Aurelian’s sun faded, but Felix’s memory endured.

The Church commemorates Felix on December 30th. And let us cling stubbornly to this date, for commemorating him in May is another ancient mistake. Felix I was a silent guardian of tradition, order, and unity in a time when everything was fluid. Without such popes, the Church would simply fall apart. The desire to replace the Roman feast of the Unconquered Sun, Sol Invictus, on December 25th, with Christmas became a reality. A name change was taking place in Rome… so that the cult would remain the same.

Did you know that in ancient Rome, urine was a commodity? Emperor Vespasian even introduced a tax on urine in toilets, „vectigal urinae.” When asked why, the emperor replied: Pecunia non olet, which means „money doesn’t stink.” In Rome, perfume was a symbol of luxury, and in public baths as well. From resinous incense and rose oils to today’s synthetic compositions, scent had the power to attract, seduce… and emphasize social status.

______

Polish Nobel Prize winner Wisława Szymborska once wrote a poem titled „The Great Number”:

Four billion people on this earth,

and my imagination remains as it was. It doesn’t handle large numbers well. She is still moved by individuality. It flits through the darkness like a flashlight, revealing only the first faces at random, while the rest fade into blindness, into unthinkability, into unforgettability. But Dante himself couldn’t stop this. And what more so when one isn’t. And even if all the muses are with me. Non omnis moriar – premature distress. Am I still completely alive, and is it enough? It never was enough, and even less so now. I choose by rejecting, because there is no other way, but what I reject is more numerous, denser, more insistent than ever. At the cost of indescribable losses – a poem, a sigh. At the thunderous calling, I speak in a whisper. How much I remain silent, I cannot express. A mouse at the foot of its mother mountain. Life lasts a few claw marks in the sand.” (end of poem)

Why do planets orbit in a single plane? – The geometry of planetary systems. Planets orbit the Sun almost in a single plane—as if someone had spread the entire Solar System on a thin disk. But why? Is it a coincidence, or the result of cosmic geometry?

Here we go back 4.5 billion years into the past, to the moment when our Solar System was born from a cloud of gas and dust. During this period, gravity, rotation, and time formed a flat disk out of chaos, from which the planets arose. This is a story about order emerging from swirling chaos—and why the entire cosmos likes to think „flat.”

Science has found a name for this mess. Accretion is the process of accretion, involving the accumulation of matter on the surface or within a body, most often under the influence of gravity. It occurs in astronomy (e.g., black holes), geology (the growth of continents), meteorology (the merging of droplets in clouds), and biology (the growth of tissue by expanding the extracellular matrix). In astronomy, matter forms a rotating accretion disk, and the process often emits radiation. Diffuse matter (gas, dust) falls onto stars, black holes, neutron stars, or planets. The matter forms an accretion disk and gradually falls onto the central object, releasing enormous energy. Example: Active galactic nuclei (AGN) are driven by accretion onto supermassive black holes.

My dears. What is left for us in the land of Smętek, in the European Arctic:

„Darkness on the stairs. Emptiness in the house. No one will help anyone.

Snow has covered your tracks,

Sorrow has disappeared in the snow.

Now we must believe in snow.

And cover ourselves with this snow –

And shade ourselves with this shadow. And be silent with this silence.”

This is Bolesław Leśmian. And Tadeusz Różewicz wrote in his poem „Desire”:

„I would like to speak so colorfully today and Brightly, so that children would run to me as if to a park that stands in the sun and has light within it. I would like to speak so warmly and simply today that old people would feel needed. I would like to speak so that my words, through tears, would reach the glow of smiles. I would like to speak calmly and quietly today, so that people could rest with me, laugh and cry, be silent and sing. I would like to speak angrily and sternly today, so that they would find their lost dreams, the wing that once sprang from my shoulder. I would like not to speak, but to act with words,

so that my words could be touched by people’s hands. („Poems and Pictures” 1952)

„It is foolish to be convinced

without evidence, but equally foolish

to refuse to be convinced by real evidence,” Upton Sinclair noted.

And one last thing. During the Apollo 11 mission, Michael Collins remained in orbit around the Moon while Armstrong and Aldrin walked on its surface. When Collins captured this photograph, every living person was standing either on Earth or on the Moon. All who came before are gone, and all who would come after them are yet to be born. Collins was the only human separated from the rest of our species, silently observing the entire world suspended in space. It remains the most complete portrait of humanity ever created, not because of what it depicts, but because of who is missing.

Epilogue

#Goodnight. Have you been good? Did Befana bring you gifts?

Befana brings gifts to Italian children on the night of January 5th to 6th. To the good ones, of course. Those who are disobedient receive lumps of coal from her. Befana looks like an evil witch, but she is actually good, though she is said to be malicious.

Every year in Rome, a traditional and spectacular event takes place during which the so-called „Befana” flies over Piazza Navona. It brings great joy to all the children, as the „Befana” distributes gifts to well-behaved children on this day. Many fairy tales, songs, rhymes and poems have been written about Befana. All Italian children know it and can hum, „La Befana vien di notte con le scarpe tutte rotte” – „Befana comes at night in worn-out shoes.” At the beginning of January, no one in Italy believes in St. Nicholas and his gifts. Befana rules! The figure of an old woman with a broom appears everywhere, abundant in shops and advertisements. You can also treat yourself to a Befana mask or costume.

According to pagan tradition, Befana symbolizes the old, departing year. She comes directly from the goddess Brechta, also known as Prechta, who was associated with the Yule festival, which falls at the turn of December and January. The goddess brought light as a gift to the cold-weary Earth. It was also believed that she protected children. When she appeared in winter, she rewarded those who were good and punished the bad. In ancient Rome, the goddess Strenia (Strenua) fulfilled a similar role. The name Befana comes from the Greek The legend of Befana is associated with the Feast of the Epiphany. Magi, traveling to bring gifts to the newly born Jesus, got lost. They met an old woman, explained the purpose of their journey, and asked her to accompany them and show them the way. The woman refused. After some time, she changed her mind, but she could no longer find the venerable travelers. Since then, on the night before Epiphany, she visits every house and leaves gifts, mainly sweets. She wants to make up for her laziness. She also leaves gifts for children, hoping to find the Baby Jesus.

Why does Befana also give away coal? In many regions of Italy, the old year was said goodbye by burning her effigy; what remained was a pile of ash and charred pieces of coal.

If you enjoy stories like these from the catacombs and archives, full of ancient mistakes, and you want us to continue wandering around Rome on your behalf, support my story, „Lost in Rome.” Thanks to your coffee, we can dig deeper, write longer, and tell even more about those who hid in the shadows but did good work.

Your Father Stanisław

___________

Stanisław Barszczak, Święto Chrztu Pańskiego!
Drodzy siostry i bracia
11 stycznia przypada Święto Chrztu Pańskiego. Święto Chrztu Pańskiego oznacza decydujący punkt zwrotny w życiu Jezusa i w historii zbawienia. Obchodzone na zakończenie okresu Bożego Narodzenia, święto to objawia, kim naprawdę jest Jezus i inauguruje Jego publiczną działalność.
Kiedy Jezus wchodzi do wód Jordanu, nie czyni tego dlatego, że potrzebuje pokuty. Wchodzi do wody, aby ją uświęcić. Pozwalając się ochrzcić Janowi, Jezus w pełni utożsamia się z grzeszną ludzkością, mimo że sam jest bez grzechu. Ten akt pokory zapowiada Krzyż – Boga, który postanowił zstąpić w ludzką słabość, aby wywyższyć ludzkość. Podczas Chrztu Pańskiego tajemnica Trójcy Świętej objawia się wyraźnie i dramatycznie. Syn stoi w rzece, Duch Święty zstępuje w postaci gołębicy, a głos Ojca oznajmia: „To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie”. Ta chwila nie jest symboliczną poezją – to teologiczne objawienie. Bóg ukazuje nam, kim jest.

Chrzest jest fundamentem życia chrześcijańskiego, bramą do sakramentów i początkiem życia pod Boskim autorytetem.
Chrzest Pański nie jest przeszłym rytuałem, o którym należy zapomnieć; to tożsamość, którą należy przeżywać. Jesteśmy powołani przez Boga, opieczętowani Duchem Świętym i posłani na świat. Dziś, w Święto Chrztu Pańskiego, Jezus wciąż Cię kocha i chce w tej chwili dotknąć Twojego życia. Powody chrztu Chrystusa: Uroczystość kościelna oznacza zakończenie obchodów Bożego Narodzenia i początek Okresu Zwykłego Roku Liturgicznego Kościoła. Nasz Pan Jezus nie miał grzechu, który wymagałby obmycia, ale przyjął chrzest. Dlaczego? Po pierwsze, Chrystus przyjął chrzest, aby wypełnić wszelką sprawiedliwość i dać nam przykład. Jak ważny jest ten sakrament. Drugim powodem, dla którego Chrystus przyjął chrzest, było utożsamienie się z nami, grzeszną ludzkością. Jezus nie przyszedł, aby zmiażdżyć słabych. On okazuje im miłosierdzie. Współczuje grzesznikom. My również musimy przyoblec się we współczucie i łagodność Jezusa. Co więcej, fakt, że Jezus nalegał na chrzest od Jana, tak jak wszyscy inni grzeszni śmiertelnicy, był dowodem Jego miłości do człowieka i gotowości do znoszenia wszelkich upokorzeń dla jego dobra.

Podczas naszego chrztu Bóg powiedział do każdego z nas: „Jesteś moim umiłowanym synem” lub „Jesteś moją umiłowaną córką”. I Duch Święty zstąpił na nas, aby pomóc nam żyć życiem chrześcijanina i uczestniczyć w misji Chrystusa. Podobnie, w chrzcie chrześcijanin uczestniczy w potrójnej funkcji Chrystusa: kapłańskiej, prorockiej i królewskiej. Na mocy chrztu wszyscy jesteśmy kapłanami powszechnymi. Mamy obowiązek być pomocnikami w dziele Chrystusa, jakim jest zbawienie świata. Jesteśmy powołani, aby być partnerami w misji Chrystusa w naszej własnej sferze życia i czynić świat lepszym miejscem do życia. Zadajmy sobie pytanie: Czy jesteśmy wierni kierunkowi, w jakim nasze życie zostało wyznaczone w momencie chrztu? Jak wierni jesteśmy naszym przyrzeczeniom chrzcielnym? Czy naprawdę odrzuciliśmy grzech? Czy naprawdę wierzymy w Boga, uznając Jezusa za Jego umiłowanego Syna? Jeśli wierzymy, to jesteśmy zobowiązani do naśladowania Jezusa całym sercem, który jest Drogą, Prawdą i Życiem. Ponieważ nasz chrzest upodabnia nas do Chrystusa, jesteśmy dziś wezwani do życia zgodnego z Jego życiem.

Najmilsi. Chciałbym wam dziś powiedzieć o Jacku Malczewskim, malarzu i artyście z Polski. Nie będę moralizować. Zauważamy bynajmniej, iż czysta kreatywność — oderwana od zarządzania narzędziami i decyzjami — jest dziś wyceniana niżej niż
„kreatywna synteza”, inaczej mówiąc umiejętność nadania sensu temu, co generują systemy. Jakkolwiek praca umysłowa coraz częściej polega na selekcji, interpretacji i odpowiedzialności za decyzję, a nie na samym wytwarzaniu treści. Rynek pracy zaczyna premiować role decyzyjne i kuratorskie, jednocześnie „pogłębiając” lukę kompetencyjną na poziomie juniorskim. Odchodzę osobiście od tematu tzw. biernej aborcji. Kategorycznie odrzucamy wszelkie praktyki, które zaprzeczają lub wykorzystują początek życia i jego rozwój. Wśród nich znajduje się aborcja, która przerywa rozwijające się życie i odrzuca przyjęcie daru życia. Inny bolesny temat współczesny: Pornografia zabija dyscyplinę. Uczy mózg, by pożądał nagrody bez wysiłku. Następnie pojawiają się słabe nawyki. Marihuana zabija popęd. Sprawia, że ​​komfort wydaje się produktywny,
a ambicja opcjonalna. Przewijanie w kółko zabija koncentrację. Rozprasza uwagę.
Rozproszony mężczyzna nie zbuduje niczego sensownego. Śmieciowe jedzenie zabija energię. Nie można oczekiwać mocy
od paliwa niskiej jakości. Korzeń: To nie są po prostu „złe nawyki” – to grzechy główne (pożądanie, lenistwo i obżarstwo) maskujące się pod nowoczesną wygodę.
Rozwiązaniem na te problemy będzie zawsze Eucharystia, by wzmocnić wolę.
Stań się mężczyzną, którego cnotliwa kobieta może naprawdę szanować.
Pokieruj swoje życie ku Stwórcy, a stworzenie przestanie cię kontrolować.

Przywołuję tutaj Jacka Malczewskiego.
Dom był patriotyczny. Ojciec czytał romantyków, matka miała w sobie ducha dawnych wojen napoleońskich, a młody Jacek nasiąkał tym wszystkim jak gąbka. Do tego doszedł pobyt na wsi, ludowość, Dygasiński, bajki, podania, śmierć, wiara w Polskę i gotowe, artysta był ugotowany.
Malczewski wybierał, pytał siebie: „Dobrze, ale gdzie w tym wszystkim dusza? Gdzie lęk? Gdzie nadzieja? Gdzie chimera, co Ci siedzi na ramieniu i szepcze głupoty?”
Brzozowa ławka i ciężar powołania, czyli „Malarczyk” Jacka Malczewskiego
„No pięknie. Kolejny młody, co zamiast iść do porządnej roboty, siedzi na ławce i marzy”. Oto „Malarczyk”, zwany też „Introdukcją”, czyli obraz Jacka Malczewskiego z roku 1890, który dziś możecie oglądać w Sukiennicach.
Na obrazie widzimy chłopaka. Czeladnika malarskiego. Nie mistrza. Nie profesora ASP. Czeladnika. Czyli kogoś kto już wie, że chce być artystą, ale jeszcze nie wie, jak bardzo będzie tego żałował. Siedzi w zielonym parku, na brzozowej ławce (brzoza to drzewo delikatne, liryczne, absolutnie niepraktyczne, czyli idealne dla artysty). Ma na sobie ubranie, które prosi o pranie, buty, które wołają o litość i kapelusz w typie „nie stać mnie na porządny, ale bez kapelusza artysta nie myśli”. Obok stoi wiadro z farbami i pędzlami, cały jego majątek. Na ławce leży zwój szablonów, czyli warsztat, rzemiosło, ta nudna część sztuki, którą trzeba opanować, zanim zacznie się cierpieć metafizycznie. A on się gapi w przestrzeń. To jest spojrzenie człowieka, który właśnie odkrył, że sztuka jest piękna, natchnienie bywa kapryśne, a rachunki płacić trzeba.

Drugi tytuł obrazu, „Introdukcja”, to jedno z najbardziej eleganckich określeń życiowego dramatyzmu, jakie wymyślili artyści. Bo introdukcja to niby „wstęp”, „początek”, „otwarcie”. Ale u Malczewskiego to raczej broszura informacyjna pod tytułem:
„Drogi adepcie sztuki, oto co cię czeka: brak zrozumienia, samotność, bieda, zwątpienie
i ewentualnie muzeum, ale dopiero po śmierci”. I właśnie to widzimy w oczach Malarczyka. On już coś przeczuwa. Jeszcze nie wie dokładnie co, ale intuicja artysty podpowiada mu, że łatwo nie będzie.
Malczewski nie maluje tu słodkiej scenki rodzajowej. To nie jest „chłopiec w parku”. To autoportret duszy artysty, tylko w wersji młodzieżowej. Malczewski, choć miał już wtedy swoje lata i doświadczenie, sam zmagał się z pytaniami typu:„Czy to wszystko ma sens?” „Czy warto?”„Czy sztuka mnie uratuje, czy raczej dobije?”
Ten Malarczyk to zapowiedź późniejszych bohaterów Malczewskiego: tych wszystkich artystów targanych wątpliwościami, kręcących się w błędnych kołach, pogrążonych w melancholii, czekających na natchnienie, które czasem przychodzi, a czasem nie. To ona mówi: „Zrób coś wielkiego”, a potem zostawia artystę samego z rachunkiem za farby. „Malarczyk” to obraz o początku drogi, która prowadzi przez zachwyt, biedę, samotność i jeśli się uda, nieśmiertelność na ścianie muzeum.
To opowieść o tym momencie, gdy człowiek jeszcze może zawrócić, ale już nie chce.

Malczewski malował zesłańców nie jak bohaterów z pomnika, tylko jak ludzi: zmęczonych, zziębniętych, milczących. „Wigilia na Syberii” boli. I właśnie dlatego działa do dziś. To było rozdrapywanie rany, o której nikt nie chciał mówić.
Jego inne Dzieło to „Melancholia”. To zbiorowa terapia narodowa. Artysta siedzi przy sztalugach, a z jego płótna wylewa się korowód Polaków: dzieci, starcy, powstańcy, zesłańcy, marzenia i rozczarowania. Wszyscy krążą, krążą… i nie mogą wyjść przez okno. Bo wolność niby widać, ale nogi jak z ołowiu. Za swoje dzieła zapłacił życiem, rodziną, spokojem. Jacek Malczewski to artysta konieczny. Bez niego polska sztuka byłaby uboższa, grzeczniejsza i znacznie mniej prawdziwa. On pokazał, że Polskę można malować nie tylko z mieczem i koroną, ale też ze snem, lękiem, erotyzmem i śmiercią.

To życie artysty, jakie wam opisałem, jest jak zdobycie Montepulciano we Włoszech. To jedno z najwyżej położonych miast w Toskanii. Jego średniowieczne mury wznoszą się ponad sześćset metrów nad poziomem morza. W Montepulciano urodził się św. Robert Bellarmin biskup i doktor Kościoła. Z tej wysokości rozciągają się widoki, które trudno opisać słowami: złote pola, cyprysy jak pędzle na płótnie, a także winnice ciągnące się aż po horyzont.

W kościołach w dniu 11 stycznia 2026 roku byliśmy świadkami Chrztu Chrystusa, Naszego Pana i słyszeliśmy: „Otworzyły się niebiosa i zagrzmiał głos Ojca: To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie”. Mk 9,7
Panie Jezu Chryste, nasz Ojcze, Boże, w tym fragmencie daj nam i światu poznać, że jesteś Jego Jednorodzonym Synem. Jesteś Bogiem współistotnym Bogu Ojcu. Nie zostałeś stworzony, lecz zrodzony przez Ojca. Duch Święty, Bóg, ocienił Najświętszą Maryję Pannę, a Ty narodziłeś się w 100% Bogiem i w 100% człowiekiem. Nie ma nikogo w niebie ani na ziemi, kto miałby zarówno naturę Bożą, jak i ludzką.
Ty, Panie Jezu, jesteś zarówno Synem Bożym, jak i Synem Człowieczym. To Ty cierpiałeś, umarłeś i zmartwychwstałeś trzeciego dnia. Przyniosłeś nasze zbawienie, zbawienie świata i wszechświata. Przyniosłeś życie wieczne wszystkim ludziom i dziękujemy Ci za nasze zbawienie.
________
Stanisław Barszczak, Feast of the Baptism of the Lord!
Dear sisters and brothers
January 11th is the Feast of the Baptism of the Lord. The Feast of the Baptism of the Lord marks a decisive turning point in the life of Jesus and in the history of salvation. Celebrated at the end of the Christmas season, this feast reveals who Jesus truly is and inaugurates His public ministry.
When Jesus enters the waters of the Jordan, He does not do so because He needs repentance. He enters the water to sanctify it. By allowing Himself to be baptized by John, Jesus fully identifies with sinful humanity, even though He Himself is without sin. This act of humility foreshadows the Cross—God who chose to descend into human weakness to elevate humanity. At the Baptism of the Lord, the mystery of the Holy Trinity is revealed clearly and dramatically. The Son stands in the river, the Holy Spirit descends in the form of a dove, and the Father’s voice declares: „This is my beloved Son, with whom I am well pleased.” This moment is not symbolic poetry—it is a theological revelation. God reveals to us who He is.

Baptism is the foundation of the Christian life, the gateway to the sacraments, and the beginning of life under divine authority.
The Lord’s Baptism is not a past ritual to be forgotten; it is an identity to be lived. We are called by God, sealed by the Holy Spirit, and sent into the world. Today, on the Feast of the Lord’s Baptism, Jesus still loves you and wants to touch your life in this moment. Reasons for Christ’s Baptism: The Church celebration marks the end of the Christmas celebration and the beginning of the Ordinary Time of the Church’s liturgical year. Our Lord Jesus had no sin to cleanse, yet he accepted baptism. Why? First, Christ accepted baptism to fulfill all righteousness and to set an example for us. How important is this sacrament? The second reason Christ accepted baptism was to identify with us, sinful humanity. Jesus did not come to crush the weak. He shows them mercy. He has compassion for sinners. We, too, must clothe ourselves with the compassion and gentleness of Jesus. Moreover, the fact that Jesus insisted on being baptized by John, like all other sinful mortals, was proof of His love for humanity and His willingness to endure any humiliation for their good.

At our baptism, God said to each of us, „You are my beloved son” or „You are my beloved daughter.” And the Holy Spirit descended upon us to help us live the Christian life and participate in Christ’s mission. Similarly, in baptism, the Christian participates in Christ’s threefold office: priestly, prophetic, and kingly. By virtue of baptism, we are all common priests. We have the duty to be helpers in Christ’s work of saving the world. We are called to be partners in Christ’s mission in our own sphere of life and to make the world a better place. Let us ask ourselves: Are we faithful to the direction in which our lives were set at the moment of baptism? How faithful are we to our baptismal promises? Have we truly rejected sin? Do we truly believe in God, recognizing Jesus as His beloved Son? If we believe, then we are obligated to follow Jesus wholeheartedly, who is the Way, the Truth, and the Life. Because our baptism conforms us to Christ, we are called today to live in accordance with His life.

My dearest friends, I would like to tell you today about Jacek Malczewski, a painter and artist from Poland. I will not moralize. We notice that pure creativity—detached from the management of tools and decisions—is currently valued less than „creative synthesis,” in other words, the ability to give meaning to what systems generate. However, intellectual work increasingly involves selection, interpretation, and responsibility for decisions, rather than the mere production of content. The job market is beginning to reward decision-making and curatorial roles, while simultaneously widening the skills gap at the junior level. I personally veer away from the topic of so-called passive abortion. We categorically reject all practices that deny or exploit the beginning of life and its development. Among them is abortion, which interrupts a developing life and rejects the gift of life. Another painful contemporary issue: Pornography kills discipline. It trains the brain to desire rewards without effort. Then weak habits emerge. Marijuana kills drive. It makes comfort seem productive,
and ambition optional. Scrolling endlessly kills concentration. It distracts.

A distracted man can’t build anything meaningful. Junk food kills energy. You can’t expect power
from low-quality fuel. The Root: These aren’t simply „bad habits”—they are deadly sins (lust, laziness, and gluttony) masked as modern convenience.

The solution to these problems will always be the Eucharist to strengthen the will. Become a man whom a virtuous woman can truly respect.
Orient your life toward the Creator, and creation will cease to control you.

I invoke Jacek Malczewski here. The household was patriotic. His father read the Romantics, his mother had the spirit of the old Napoleonic Wars, and young Jacek soaked it all up like a sponge. Added to this was his time in the countryside, folklore, Dygasiński, fairy tales, legends, death, faith in Poland, and voila, the artist was ready.
Malczewski chose, asking himself: „Okay, but where’s the soul in all this? Where’s the fear? Where’s the hope? Where’s the chimera that sits on your shoulder and whispers nonsense?”
The Birch Bench and the Burden of a Vocation, or „The Painter” by Jacek Malczewski
„Oh, well. Another young man who, instead of going to a proper job, sits on a bench and dreams.” Here’s „The Painter,” also known as „Introduction,” a painting by Jacek Malczewski from 1890, which you can see today in the Sukiennice.
In the painting, we see a boy. A journeyman painter. Not a master. Not a professor at the Academy of Fine Arts. A journeyman. Someone who already knows he wants to be an artist, but doesn’t yet know how much he’ll regret it. He’s sitting in a green park, on a birch bench (birch is a delicate, lyrical, and utterly impractical tree—perfect for an artist). He’s wearing clothes that need cleaning, shoes that cry out for mercy, and a hat like „I can’t afford a decent one, but without a hat, an artist doesn’t think.” Beside him stands a bucket of paints and brushes, his entire fortune. On the bench lies a roll of stencils—the workshop, the craft, that boring part of art that must be mastered before metaphysical suffering begins. And he’s staring into space. This is the look of someone who has just discovered that art is beautiful, inspiration can be fickle, and bills must be paid.

The painting’s second title, „Introduction,” is one of the most elegant expressions of life’s drama that artists have ever invented. Because the introduction is supposedly an „introduction,” a „beginning,” an „opening.” But in Malczewski’s work, it’s more of an informational brochure titled:
„Dear art student, this is what awaits you: lack of understanding, loneliness, poverty, doubt
and possibly a museum, but only after death.” And that’s precisely what we see in Malarczyk’s eyes. He already senses something. He doesn’t know exactly what yet, but the artist’s intuition tells him it won’t be easy.
Malczewski isn’t painting a sweet genre scene here. This isn’t „a boy in the park.” It’s a self-portrait of the artist’s soul, but in a youthful version. Although Malczewski was already quite old and experienced, he himself grappled with questions like: „Does it all make sense?” „Is it worth it?” „Will art save me or kill me?” This Malarczyk is a precursor to Malczewski’s later heroes: all those artists torn by doubt, spinning in vicious circles, immersed in melancholy, waiting for inspiration, which sometimes comes, sometimes doesn’t. It’s this inspiration that says, „Do something great,” and then leaves the artist alone with the paint bill. „Malarczyk” is a painting about the beginning of a journey that leads through delight, poverty, loneliness, and, if successful, immortality on a museum wall.

It’s a story about that moment when one can still turn back, but no longer wants to.

Malczewski painted exiles not as heroes from a monument, but as people: tired, cold, silent. „Christmas Eve in Siberia” hurts. And that’s precisely why it resonates to this day. It was a reopening of a wound no one wanted to talk about.

His other work is „Melancholia.” It’s a collective national therapy. The artist sits at his easel, and a procession of Poles pours from his canvas: children, the elderly, insurgents, exiles, dreams and disappointments. Everyone wanders, wanders… and cannot escape through the window. Because freedom seems to be in sight, but their legs feel like lead. He paid for his works with his life, his family, and his peace. Jacek Malczewski is an indispensable artist. Without him, Polish art would be poorer, more polite, and much less true. He showed that Poland can be painted not only with a sword and a crown, but also with dreams, fear, eroticism, and death.

This artist’s life, as I have described it, is like the conquest of Montepulciano in Italy. It is one of the highest cities in Tuscany. Its medieval walls rise over six hundred meters above sea level. St. Robert Bellarmine, bishop and doctor of the Church, was born in Montepulciano. From this height, views unfold that are difficult to describe in words: golden fields, cypresses like brushes on a canvas, and vineyards stretching to the horizon.

In churches on January 11, 2026, we witnessed the Baptism of Christ, Our Lord, and heard: „The heavens were opened, and the Father’s voice thundered: This is my beloved Son; listen to him.” (Mark 9:7) Lord Jesus Christ, our Father, God, in this passage, let us and the world know that you are His Only-Begotten Son. You are God, consubstantial with God the Father. You were not created, but begotten by the Father. The Holy Spirit, God, overshadowed the Blessed Virgin Mary, and you were born 100% God and 100% human. There is no one in heaven or on earth who has both divine and human nature. You, Lord Jesus, are both the Son of God and the Son of Man. You suffered, died, and rose again on the third day. You brought our salvation, the salvation of the world and the universe. You brought eternal life to all people, and we thank You for our salvation.

_______

A video with holiday wishes from Father Stanisław Barszczak for all Poles.

It’s hard to imagine the Holy Nativity scene without a nativity scene. It’s widely believed that the custom of depicting the birth of Christ was introduced and popularized by St. Francis of Assisi. However, this isn’t entirely true. Contrary to appearances, it was Empress Helena who, as early as 330 AD, ordered the construction of a marble manger in a Bethlehem grotto to commemorate the birth of the Child. A few years later, the grotto was rebuilt into a stable, housing sculptures of the Holy Family and shepherds. Because real animals grazed nearby, the nativity scene gained popularity and was visited by pilgrims. This idea was quickly copied in Rome, where a nativity scene was erected near the Basilica of Saint Mary Major. The Pope also celebrated Midnight Mass there. In the Bethlehem nativity scene, according to tradition, there were Jesus, Mary, and Joseph, as well as shepherds and the Three Kings who paid homage. Animals also accompanied them. In later traditions and depictions, angels and saints also appeared. Key figures in the nativity scene: Holy Family: Baby Jesus, Mary, Saint Joseph. Shepherds: The first to come to pay homage to Jesus. Three Kings (Wise Men): They arrived later, guided by the Star of Bethlehem. Animals, Angels: They announced the birth of the Child. Among the symbols in the nativity scene, the presence of the Star of Bethlehem in the Bethlehem sky is emphasized: It showed the way. Modern nativity scenes: Saints, figures from local tradition, and even exotic animals are often added. The first live nativity scene was created by Saint Francis of Assisi in 1223 in Greccio, including live animals (an ox and a donkey) and people to bring the mystery of Christmas closer to the faithful. What animals were with Jesus in the manger? Not donkeys at all, and… In traditional Christmas nativity scenes, although the Gospels are silent about the animals in the manger, the ox and the donkey (symbolizing humility, patience, but also warmth) are commonly depicted, as are sheep and lambs, associated with shepherds and the symbolism of the Lamb of God. Depending on the tradition, camels (with the Magi) also appear, and sometimes horses, goats, a dog, and even birds (e.g., a dove). In traditional Christmas nativity scenes, although the Gospels are silent about the animals in the manger, the ox and the donkey (symbolizing humility, patience, but also warmth) are commonly depicted, as are sheep and lambs, associated with shepherds and the symbolism of the Lamb of God. Depending on tradition, camels also appear (with the Magi), and sometimes horses, goats, and even birds (e.g., a dove). Common animals in the nativity scene: Ox: Symbolizes strength, but also sacrifice, reminding us of the importance of the Eucharist and work, and according to some interpretations, it was supposed to keep the Child warm. Donkey: Accompanied Mary and Joseph on their journey, symbolizing patience, humility, and perseverance. Sheep and lambs: Shepherds came with them, symbolizing gentleness, innocence, and sacrifice (the Lamb of God). Other animals and symbolism: Camels: They arrive with the Three Kings, symbolizing perseverance on the journey. Horse: Humility, obedience, sometimes angelic powers. Goat: Sometimes appears alongside sheep. Dove: Holy Spirit, peace. The Gospels do not mention any animals; The presence of these animals in nativity scenes is a tradition dating back centuries, with symbolic, not historical, significance, although a donkey may have accompanied the journey. Which animal is the oldest on Earth? There is no single, definitive answer, but recent research indicates that the first animals may have been sponges (Porifera) or the mysterious comb jellyfish (Ctenophora), which may have appeared as much as 640-700 million years ago, long before sponges and fossils of organisms like Dickinsonia from 540 million years ago. The oldest sponge fossils are 890 million years old, indicating their very early evolution.

Just when the time came for Mary to give birth, a caravan of magi from the East passed through Bethlehem. Who were the Three Wise Men from the East? In ancient times, they were considered three Persians, and from the 6th century onward, their names—Casper, Melchior, and Balthazar—have been given. However, only from the 9th century onward have these names been widely recognized. One Christian writer, the Venerable Bede, considered them representatives of three continents (Europe, Asia, and Africa). There were three wise men. Matthew never states how many wise men came to worship Jesus. We know there was more than one because of the plural form of the word „men.” Most people assume there were three because of the three gifts they brought, as recorded in Matthew’s Gospel (gold, frankincense, and myrrh). They were kings. There is an Armenian tradition that identifies the „Wise Men of Bethlehem” with golden Balthazar from Arabia, green Melchior from Persia, and robust Caspar from India. We know that Jesus was born in a stable in Bethlehem, where he was visited by the Three Kings, after which the Holy Family fled from Herod’s henchmen to Egypt. What if it were otherwise? Wise men from the East arrived in Bethlehem when Jesus was just a few years old. Members of The Church of Jesus Christ of Latter-day Saints say this scene is told when Jesus was two years old. Most often, we see an older man depicted with a white beard, offering gold—Casper. Melchior is seen as a middle-aged man who gives Jesus frankincense, while Balthazar, usually black, is a young man who offers myrrh. The three kings, the three wise men, or the magi—these are the most common descriptions of the monarchs who, guided by the Star of Bethlehem, came to Bethlehem and paid homage to the newborn Jesus. The three wise men are an important part of Christian tradition, although we don’t even know exactly who they were or where they came from. The Bible doesn’t give their names or exact number, but tradition has perpetuated these names and images since the Middle Ages, often depicting them as representatives of three continents (Europe, Asia, Africa). They are central figures of the Epiphany, celebrated on January 6th, and the symbol C+M+B (Christus Mansionem Benedicat) on house doors signifies a blessing for the home, not just the initials of the Magi. Who were they? Magi (Wise Men): In biblical times, they were scholars, astrologers, or priests from the East who interpreted the stars. The Bible does not specify their number or names. Christian tradition established their names (Casper, Melchior, Balthazar) and number (three) in the 6th-9th centuries. They are often symbolically depicted as representatives of Europe, Asia, and Africa, symbolizing the universality of the message. Gifts and Their Symbolism: Gold: Symbol of royal power and dignity. Frankincense: Symbol of divinity and priesthood. Myrrh: Symbol of patience, death, and future salvation (announcing the Passion).

Meaning in Tradition and Culture Epiphany: This holiday celebrates the revelation of Christ to the world through the adoration of the Magi. Balthazar: In later tradition, most often depicted as a black African king who brought gifts of myrrh. Caspar (Kasper): Sometimes also depicted as a young man with a darker complexion or of African descent, symbolizing the universality of faith. Melchior: Usually depicted as an old man, symbolizing Europe. It is important that the Bible does not provide the names or number of the wise men, and their names (Casper, Melchior, Balthazar) and characteristics (age, origin) are later traditions that developed in art and legend to symbolize the unification of all nations in the worship of Christ. Beloved. What are middle and third names for? Giving a child a middle name can be a great way to show respect to relatives. During confirmation, many people in my class chose the names of their grandparents or great-grandparents as their middle names. Nothing stops us from honoring another family member by naming our child after them.

In the 13th century, St. Francis, obtaining permission from the Pope, prepared a reenactment of Christmas events. Calling together the inhabitants of the surrounding villages, he set up candles, torches, a manger, and live animals on the hermitage grounds. Mass was celebrated over the manger, during which Francis sang the Gospel. St. Francis of Assisi decided to depict the Nativity scene in Greccio in 1223. Was it simply Christmas? There is also a hypothesis that on Christmas Eve 1223, St. Francis was inspired by the manger chapel in the Basilica of Saint Mary Major in Rome. In November, he visited Pope Honorius III, from whom he received approval of the Rule for the Friars Minor on November 29, 1223. St. Francis’s biographer records his journey to the Holy Land in 1219-1220. It is difficult to find irrefutable documentation of this journey. This journey undoubtedly had a profound impact on the artistic soul of the Poor Man of Assisi and inspired his heart, which was enamored with Jesus. This is one hypothesis as to what prompted Francis to build the first nativity scene. The first mention of a nativity scene created by St. Francis is mentioned by his first biographer, Thomas of Celano. The same author emphasizes the great love of Christmas in St. Francis’s charism. In 1223, with the permission of Pope Honorius III, St. Francis organized and presented a Christmas scene on Christmas Eve in Greccio – a picturesque village located halfway between Rome and Assisi. Fifteen days before the feast of the Nativity of Our Lord, he summoned Giovanni Velito, a resident of Greccio, to his home and asked for his assistance in carrying out a project. Many religious brothers and local residents came to Greccio from various parts, eager to participate in the announced event. The faithful likely brought flowers as gifts for the Infant Jesus and torches to illuminate this extraordinary night. The reenactment took place in a shallow grotto in the middle of the forest. The niche in the rock housed the manger, animals, and perhaps a dozen or so people. After this performance, the priest solemnly celebrated the Eucharist on the manger, with Francis serving as deacon and reading the Gospel about this event. The originality of St. Francis. This tradition stemmed from the ability to translate the mystery of Jesus’ historical birth into the sacramental mystery of the Eucharist, in the simplest possible form, whose realism is understandable to all. The very celebration of the Eucharist over a manger had a profound meaning. In the manger, food is given to the ox and the donkey. On the Eucharistic altar, we receive food for humanity.

From that time on, Nativity scenes began to appear in various corners of Europe, particularly popularized by the Franciscan and Dominican orders. Of course, in the following centuries, the nativity scenes changed their appearance somewhat, but the figures depicted were not altered. The peak of nativity scenes occurred in the 18th century. The tradition of erecting the Bethlehem nativity scene reached Poland around the 13th century. Initially, only monks had the custom of building them, but over time, more and more lay people began to create them. The custom of building Christmas nativity scenes became particularly popular in Krakow, where you can still admire the beautiful, colorful Krakow nativity scenes. The tradition of building nativity scenes in Krakow is considered to have originated with local masons, who created both small nativity scenes for sale and beautiful, large Christmas Eve nativity scenes with puppets, which took on the character of a traveling theater. The tradition of building nativity scenes in Polish churches is firmly established. Living nativity scenes are also increasingly being built in front of churches, featuring actors portraying biblical characters and live animals, adding to the charm of the entire performance. Nevertheless, we shouldn’t forget about nativity scenes at home. Their presence will remind us of the events of over 2,000 years ago. The selection of nativity scenes is vast, and everyone is sure to find one they like, perfect for display on a dresser, cabinet, or under the Christmas tree. Who are the Angels of the Nativity?

LET’S TAKE A CLOSER LOOK AT THEM: SHEPHERDS, ANGELS, GUARDIANS OF THE CREB

In Christian tradition, angels are inextricably linked with the birth of Jesus in Bethlehem. And it’s not just about traditional nativity scenes or Christmas shop windows. The tradition dates back to apostolic times. St. Luke emphasizes the angels’ mission in announcing the news to shepherds who, near Bethlehem, were keeping watch over their flock by night (Luke 2:8).

In Jesus’ time, shepherds were neglected. They were at the lowest rung of the social and religious ladder. Along with farmers and fishermen, they formed a „people ignorant of the law.” Shepherds could not scrupulously observe all the applicable legal regulations, as caring for the flocks consumed their entire time. For this reason, Orthodox Jews treated them with contempt, almost as if they were unclean. On the other hand, in the history of Israel, shepherds enjoyed respect and esteem. They were bearers of Tradition and religion. King David and the prophet Amos were shepherds, for example. The title of shepherd was also given to God – Yahweh (Ezekiel 34:11ff). Jesus also calls himself the Good Shepherd (John 10:1ff).

Shepherds are simple, poor people. They represent the poor of Israel, the poor in general, and the privileged recipients of God’s love (Benedict XVI). The Church Fathers emphasize that shepherds are the only people who are awake, vigilant, caring for the flock, and serving it. They fulfill their duties, unlike the inhabitants of Bethlehem. The inhabitants of Bethlehem „slept through their humanity,” missed the time of God’s grace (cf. Titus 2:11), and did not see the glory of the Messiah’s birth. The shepherds were faithful, so God himself took care of them: the glory of the Lord shone around them (Luke 2:9). The word „glory of the Lord” („shekinah”) signifies God’s care for people who are faithful to their calling, their mission. However, the Greek word „doxa” can also refer to a luminous phenomenon. The shepherds’ reaction to experiencing God’s power and light was terror, fear. The shepherds don’t know what is happening. They perceive the light because they are awake—but they don’t understand it. Yet they allow the light to touch them, to penetrate their hearts. What’s more, they allow fear to penetrate them to the marrow of their bones. They respond to this completely new experience with their whole bodies (A. Grün).

The light that illuminated and terrified the shepherds was a prefiguration of the eternal light: „The true light that enlightens every man, coming into the world, was there” (John 1:9). True light is a reflection, a reflection of God’s beauty, goodness, holiness, and love. God „implanted it permanently” in human hearts. And although our daily lives are difficult, marked by the cross, suffering, and worries, yet within Him is God-Love, the true Light that illuminates them. Darkness, evil, and sin can blur and obscure them, but they can never destroy them.

Questions for reflection:

• What is my favorite image of an angel? What does it remind me of?

• How do I perceive the fact that Jesus first appeared to the shepherds?

• What is my relationship with the poor?

• What is my vigilance? And what is my sluggishness? Am I „sleeping through”? A time of grace, of God’s revelation?

• How do I understand God’s glory?

• What does living in the light mean to me personally?

• Do I remember daily the image of God „engraved in my heart”? Am I „erasing” or destroying God’s attributes and beauty within myself?

2. ANGELS

The angels announcing the mystery of God’s birth to the shepherds appear in two versions in St. Luke. In the first, one of them appears accompanying the glory of God. His mission is to reveal the Newborn. Faced with the angel’s vision, the shepherds react with fear. Fear, fear, is a reaction to encountering the mystery. Fear testifies that the shepherds have been touched by the angel’s appearance. They are not merely spectators or observers. They are drawn into sacred events… This fear opens them to the unknown and unforeseen (A. Grün). The angel reassures the shepherds. Do not be afraid! (Luke 2:10). „Do not be afraid, do not be dismayed” – this is one of the most frequent calls God addresses to humanity in the Bible. The angel does not come from heaven to cause fear, but rather to bring peace and joy: „Behold, I bring you good news of great joy, which will be for all the people: to you is born this day in the city of David a Savior, who is the Messiah, the Lord” (Luke 2:10-11).

The birth of the Messiah, the Savior, and the Lord, is a source of true joy for the entire world. This is not cheap joy, but a joy that profoundly transforms our lives. Joy – as psychology teaches us – is a sublime feeling. It moves our hearts, lifts them up. It makes them beat faster and larger (A. Grün).

The angel gives the shepherds a distinctive sign. It is a Baby wrapped in swaddling clothes and lying in a manger (Luke 2:12). God’s sign contrasts with the expectations and visions of the prophets. Jesus does not come in power, does not terrify, does not inspire fear. He comes in weakness, in a very human way, inviting and open to everyone. In Bethlehem, God speaks in what is most beautiful on earth—in the innocence, helplessness, and defenselessness of a child.

The angel announcing the good news was suddenly joined by a multitude of the heavenly host, praising God with the words: „Glory to God in the highest, and on earth peace to those on whom he is pleased” (cf. Lk 2:13-14). The evangelist says that angels „speak.” However, for Christians from the very beginning, it was clear that the speech of angels is a song, in which the full splendor of the great joy they proclaim is felt as present. And thus, from that moment on, the angelic hymn never ceases. It resounds through the centuries in ever new ways and resounds ever anew on the feast of Jesus’ birth (Benedict XVI). The song of angels connects heaven with earth and the entire cosmos, divine reality with human reality, God’s glory with earthly peace. When it comes to „Glory in the highest,” the word „is” is, of course, decisive. God is glorious, He is undeniable Truth, eternal Beauty. This is the fundamental, comforting certainty of our faith. However, in accordance with the first three commandments of the Ten Commandments, here too there is a corresponding task for us: to contribute to ensuring that God’s great glory in the world is not stained or disfigured, that His greatness and His holy will be honored (Benedict XVI).

In turn, the peace that the angel announces to humanity signifies not only harmony but also peace, peace of soul. By becoming man, God brings peace to the restless heart of man, healing its inner division. The peace that comes to earth with Jesus is peace within people, not only among them, but within themselves. Such peace leads to harmony between the various forces inherent in man, between his good and dark sides, between his mind and his impulses, and finally between his spiritual and worldly preferences (A. Grün). God’s peace surpasses the peace of Emperor Augustus (Pax Augusti), because it is not based on military force but on love. Ultimately, the newborn Jesus himself is peace (cf. Eph 2:14-16).

The angels’ message contains another joyful message: God delights in human hearts. It is His merciful, tender, and compassionate heart that brings him to be born on earth and becomes one of us. Opening His heart to us, He invites us to immerse ourselves in Him and imitate Him: „Come to me, all you who labor and are heavy laden, and I will give you rest. Take my yoke upon you and learn from me, for I am gentle and humble in heart, and you will find rest for your souls. For my yoke is sweet, and my burden light” (Mt 11:28-30).

Questions for reflection:

• What am I afraid of?

• Do I see the difference between fear and the fear of God?

• What kind of joy accompanies my life?

• Does the sign of God from Bethlehem speak to me today?

• How do I care for God’s glory?

• Do I have peace in my heart? Do I bring it into the lives of my neighbors?

• Is Jesus’ yoke sweet to me, and His burden light (Mt 11:30)?

3. ADORATION IN THE NATIVITY STAGE

After announcing the good news to the shepherds, the angels departed from them into heaven (Luke 2:15) However, in traditional nativity scenes (perhaps with good reason), they are placed adoring, playing music, and singing to the newborn Child. Shepherds, who have arrived in haste, join in their adoration.

Shepherds are not only among the first to adore the Newborn, but also the first witnesses and messengers. They are entrusted with the good news, which they will share with others. Their witness is simple, yet full of dynamism and faith. It stems from experience, as does John’s later testimony: „[This we declare to you] what was from the beginning, what we have heard, what we have seen with our eyes, what we have looked upon and our hands have touched—for life has been made manifest. We have seen it and testify to it and proclaim it to you” (1 John 1:1-2). The shepherds’ experience, their joy, thanksgiving, and praise will gradually spread and „infect others,” causing amazement among the people. According to the ancient maxim: Bonum est diffusivum sui. „It is the property of goodness that it spreads itself.”

Mary and Joseph participate in adoration differently. Painters usually depict them kneeling, in humility, silence, recollection, and prayer. St. Luke noted that Mary kept all the things she witnessed and pondered them in her heart (Lk 2:19). The verb „custodire” – to keep, guard, watch over – does not merely express „remembering” but emphasizes the care and attention one exercises when holding something extremely precious in one’s hands (B. Maggioni). Mary not only guarded her treasure but also meditated on it, combining in her heart the paradox of mystery: on the one hand, the greatness and glory of God (cf. Jn 1:14), and on the other, the simplicity, poverty, and ordinariness of His birth on earth. The tradition of adoring Jesus in the manger has also been extended to include the ox and the donkey. They are featured in almost every nativity scene and accompany most Polish pastoral carols. Their biblical source dates back to the prophet Isaiah: „The ox knows its owner, and the donkey its owner’s manger” (Isaiah 1:3). The attitude of the chosen people toward them is dismal: „Israel knows nothing, my people understands nothing” (Isaiah 1:3). Benedict XVI sees them as representatives of both Jews and pagans: The manger becomes a kind of Ark of the Covenant, in which God is secretly guarded among people, and before which the hour of knowing God has come for „the ox and the donkey,” for humanity composed of Jews and pagans.

The Bethlehem grotto is the place of the first adoration of God on earth. Heaven (angels) and earth (Mary and Joseph, the shepherds, animals, and later the Three Wise Men) participate in it. Adoration of the Nativity scene teaches love and humility, as well as acceptance of mystery. It does not explain everything, nor does it automatically solve problems. Nor does it fully reveal the mystery of God and human existence. Rather, we take away many creative questions and doubts from adoration. Nevertheless, it brings profound inner peace and joy, and generates trust in God, others, and our own lives. Therefore, it is the pinnacle of prayer. In it, we connect with the divine source, so that we can then love others. The Curé d’Ars used to say: If the inhabitants of heaven were to one day cease to adore God, heaven would no longer be heaven. And if the unfortunate damned in hell could, despite their suffering, adore the Lord even for a moment, hell would cease to be hell.

Questions for reflection:

• Which Nativity scene do I remember with the greatest fondness? Why?

• How do I imagine the Bethlehem grotto?

• What do I „infect” others with?

• Am I a witness to the Newborn today?

• Can I keep important events in my life in my heart and contemplate them like Mary?

• What do I think about the ox and the donkey?

• What significance does adoration of the Blessed Sacrament have for my spiritual development?

On the holiday that celebrates the revelation of Christ to the world through the worship of the Magi, I would like to extend my warmest wishes to all Poles:

those who celebrate Christmas and the beginning of the new year 2026 with their families,

those who celebrate it at work,

those who feel peace,

those who carry worries in their hearts,

those who celebrate AT THIS TIME, and

those who simply seek a moment of respite.

And I would like to do so once again before the symbol that, more than any other, reminds us of what the days of the Holy Nativity of God are.

The Feast of the Epiphany can be interpreted as a true „school of holiness”: God’s life, entering history, cannot remain hidden, but reveals itself to all, excluding no one.

However, we must know how to grasp it. And this is the fullest meaning of Christian revelation: God shares humanity’s path so that all humanity can draw from the source of true life.

Participating in this „revelation” means being holy, that is, belonging to God, but at the same time living one’s time to the full.

The Christian faith is not a denial of human experience, but its fulfillment.

This is a powerful and revolutionary message that „reveals itself” in a child born among the marginalized, on the peripheries, The farthest arrive first.

The Feast of the Epiphany, which celebrates the triple manifestation of the great God and our Lord Jesus Christ: in Bethlehem, the Child Jesus was honored by the Magi; in the Jordan, our Lord was baptized by John, anointed by the Holy Spirit, and called the Son of God the Father; and in Cana of Galilee, at a wedding feast, transforming water into new wine, he revealed his glory.

Many years ago, I told you: let’s take a shepherd boy, also a puppy, and revolutionize the Nativity scene. I still believe this. The Nativity scene imposes nothing on anyone. The Nativity scene tells a story, preserves values, and deepens its roots.

And a nation that knows its roots is a nation that is not afraid of confrontation or the future. Believe it or not, this symbol speaks of dignity, responsibility, respect for life, and care for the most vulnerable.

These are the values ​​that have shaped our community; these are values ​​that deserve to be cherished, not discarded out of fashion or fear.

Be proud of your identity, of the universal message of love and peace it carries. May this Christmas bring everyone a little light, peace, and strength. May it be a time to unite, to look to the future with confidence, without forgetting, of course, those in need, and above all, who we are. Happy New Year 2026 and Merry Christmas to all!

—— Wiadomość oryginalna ——
Temat: See my website father Stanisław
Data: 2026-01-05 12:05
Nadawca: „stanislaw barszczak” <cassiacum@poczt

Wideo z życzeniami świątecznymi od Księdza Stanisława Barszczaka dla wszystkich Polaków.

Trudno sobie wyobrazić świętego Narodzonego Boga bez bożonarodzeniowej szopki.  Powszechnie uważa się, iż zwyczaj przedstawiania sceny Narodzin Chrystusa wprowadził i rozpowszechnił św. Franciszek z Asyżu. Nie jest to jednak do końca prawdą. Wbrew pozorom to cesarzowa Helena, już w 330 r. n. e. nakazała wybudować w betlejemskiej grocie żłóbek z marmuru, który miał upamiętnić narodziny Dzieciątka. Kilka lat później, grotę przebudowano na stajenkę, w której umieszczono rzeźby Świętej Rodziny czy pastuszków. Ponieważ w pobliżu wypasane były prawdziwe zwierzęta – szopka zyskała na popularności i była odwiedzana przez pielgrzymów. Ów pomysł szybko został skopiowany w Rzymie, gdzie postawiono szopką przy Bazylice Matki Bożej Większej. Tam też papież odprawił pasterkę. W szopce betlejemskiej, według tradycji, byli Jezus, Maryja i Józef, a także pasterze i Trzej Królowie, którzy złożyli hołd. Towarzyszyły im również zwierzęta. W późniejszych tradycjach i przedstawieniach pojawiali się też aniołowie i święci. Kluczowe postacie w szopce: Święta Rodzina: Dzieciątko Jezus, Maryja, Święty Józef. Pasterze: Pierwsi, którzy przyszli pokłonić się Jezusowi. Trzej Królowie (Mędrcy): Przybyli później, kierując się Gwiazdą Betlejemską. Zwierzęta, Aniołowie: Ogłaszali narodziny Dzieciątka. Pośród symboli w szopce akcentuje się obecność na betlejemskim niebie Gwiazdy Betlejemskiej: Wskazywała drogę. Współczesne szopki: Często dodaje się świętych, postacie z lokalnej tradycji, a nawet zwierzęta egzotyczne. Pierwszą żywą szopkę stworzył św. Franciszek z Asyżu w 1223 roku w Greccio, włączając w nią żywe zwierzęta (woła i osła) oraz ludzi, by przybliżyć wiernym tajemnicę Bożego Narodzenia. Jakie zwierzęta były z Jezusem w stajence? Wcale nie osły i … W tradycyjnych szopkach bożonarodzeniowych, choć Ewangelie milczą na temat zwierząt w stajence, powszechnie przedstawia się wołu i osła (symbolizujących pokorę, cierpliwość, ale i ciepło) oraz owce i baranki, związane z pasterzami i symboliką Baranka Bożego. W zależności od tradycji, pojawiają się też wielbłądy (z Mędrcami), a czasem i konie, kozy, pies a nawet ptaki (np. gołębica).  W tradycyjnych szopkach bożonarodzeniowych, choć Ewangelie milczą na temat zwierząt w stajence, powszechnie przedstawia się wołu i osła (symbolizujących pokorę, cierpliwość, ale i ciepło) oraz owce i baranki, związane z pasterzami i symboliką Baranka Bożego. W zależności od tradycji, pojawiają się też wielbłądy (z Mędrcami), a czasem i konie, kozy, a nawet ptaki (np. gołębica).  Powszechne zwierzęta w szopce: Wół: Symbolizuje siłę, ale i ofiarę, przypominając o znaczeniu Eucharystii i pracy, a według niektórych interpretacji miał ogrzewać Dzieciątko.  Osioł: Towarzyszył Maryi i Józefowi w podróży, symbolizuje cierpliwość, pokorę i wytrwałość. Owce i baranki: Pasterze przybyli z nimi, symbolizują łagodność, niewinność i ofiarę (Baranek Boży). Inne zwierzęta i symbolika:  Wielbłądy: Przybywają wraz z Trzema Królami, symbolizują wytrwałość w drodze. Koń: Pokora, posłuszeństwo, czasem moce anielskie. Koza: Czasem pojawia się obok owiec. Gołębica: Duch Święty, pokój. Ewangelie nie wspominają żadnych zwierząt; obecność tych zwierząt w szopkach to tradycja sięgająca późniejszych wieków, mająca znaczenie symboliczne, a nie historyczne, chociaż osioł mógł towarzyszyć w drodze. Które zwierzę jest najstarsze na ziemi? Nie ma jednej, ostatecznej odpowiedzi, ale najnowsze badania wskazują, że pierwszymi zwierzętami mogły być gąbki (Porifera) lub tajemnicze żebropławy (Ctenophora), które mogły pojawić się nawet 640-700 milionów lat temu, długo przed gąbkami i skamieniałościami organizmów takich jak Dickinsonia sprzed 540 mln lat. Najstarsze skamieniałości gąbek mają 890 milionów lat, co wskazuje na ich bardzo wczesną ewolucję.

Właśnie wtedy kiedy nastał dla Maryi czas rozwiązania, przez Betlejem przechodziła karawana z magami Wschodu

Kim byli trzej mędrcy ze Wschodu? W starożytności uważano ich za 3 Persów, a od VI w. podaje się ich imiona: Kacper, Melchior, Baltazar, dopiero jednak od IX w. są one powszechnie uznane. Jeden z pisarzy chrześcijańskich Beda Czcigodny uznał ich za przedstawicieli 3 kontynentów (Europy, Azji i Afryki). Było trzech mędrców. Mateusz nigdy nie podaje, ilu mędrców przybyło, aby oddać cześć Jezusowi . Wiemy, że było ich więcej niż jeden, ze względu na liczbę mnogą słowa „mężczyźni”. Większość ludzi zakłada, że ​​było ich trzech, ze względu na trzy dary, które złożyli, jak zapisano w Ewangelii Mateusza (złoto, kadzidło i mirra). Byli królami. Istnieje ormiańska tradycja utożsamiająca „Mędrców z Betlejem” z Baltazarem złocistym z Arabii, Melchiorem opromienionym zielenią z Persji i czerstwym Kacprem z Indii . Wiemy, że Jezus urodził się w stajni w Betlejem, gdzie odwiedzili Go Trzej Królowie, po czym Święta Rodzina uciekła przed siepaczami Heroda do Egiptu. A jeśli było inaczej? Mędrcy ze Wschodu przybyli do Betlejem, gdy Jezus miał już kilka lat. Wyznawcy kościoła Jezusa Chrystusa świętych w dniach ostatnich mówią o tej scenie, gdy Jezus miał dwa lata. Najczęściej możemy zauważyć starszego człowieka przedstawianego z białą brodą, który ofiarowuje złoto – Kacpra. Melchiora widzimy jako człowieka w średnim wieku, który przekazuje Jezusowi kadzidło, natomiast Baltazar, najczęściej czarnoskóry, to młody człowiek, który składa w darze mirrę. Trzej królowie, trzej mędrcy, magowie – tak najczęściej określa się monarchów, którzy wiedzeni przez Gwiazdę Betlejemską przybyli do Betlejem i oddali pokłon nowonarodzonemu Jezusowi. Trzej mędrcy są ważną częścią chrześcijańskiej tradycji, choć… nie wiemy nawet dokładnie kim byli i skąd pochodzili. Biblia nie podaje ich imion ani dokładnej liczby, ale tradycja od średniowiecza utrwaliła te imiona oraz wizerunki, często przedstawiając ich jako przedstawicieli trzech kontynentów (Europy, Azji, Afryki). Są centralnymi postaciami święta Objawienia Pańskiego (Trzech Króli), obchodzonego 6 stycznia, a symbol C+M+B (Christus Mansionem Benedicat) na drzwiach domów oznacza błogosławieństwo dla domu, a nie tylko inicjały Mędrców. Kim byli? Mędrcy (Magowie): W czasach biblijnych byli to uczeni, astrologowie lub kapłani ze Wschodu, interpretujący gwiazdy. Biblia nie określa ich liczby ani imion. Tradycja chrześcijańska ustaliła ich imiona (Kacper, Melchior, Baltazar) i liczbę (trzech) w VI-IX wieku. Często symbolicznie przedstawiani jako reprezentanci Europy, Azji i Afryki, co symbolizuje uniwersalność przesłania. Dary i ich symbolika Złoto: Symbol władzy królewskiej i godności. Kadzidło: Symbol boskości i kapłaństwa. Mirra: Symbol cierpliwości, śmierci i przyszłego Zbawienia (zapowiedź męki). 

Znaczenie w tradycji i kulturze. Objawienie Pańskie (Trzech Króli): Święto celebruje objawienie się Chrystusa światu poprzez pokłon Mędrców. Baltazar: W późniejszej tradycji najczęściej przedstawiany jako czarnoskóry król Afryki, który przyniósł dary – mirrę. Kacper (Kasper): Czasem też ukazywany jako młody człowiek o ciemniejszej karnacji lub pochodzenia afrykańskiego, symbolizujący uniwersalność wiary. Melchior: Zwykle przedstawiany jako starzec, symbolizujący Europę. Ważne jest, że Biblia nie podaje imion ani liczby mędrców, a ich imiona (Kacper, Melchior, Baltazar) oraz cechy (wiek, pochodzenie) to późniejsze tradycje, które rozwijały się w sztuce i legendach, aby symbolizować zjednoczenie wszystkich narodów w oddawaniu czci Chrystusowi. Najmilsi. Po co jest drugie i trzecie imię? Nadanie drugiego imienia dziecku może być świetnym sposobem okazania szacunku krewnym. W czasie bierzmowania wiele osób w mojej klasie wybierało na trzecie imię imiona swoich dziadków lub pradziadków. Nic nie stoi na przeszkodzie, by nie uhonorować innego członka rodziny, dając naszemu dziecku jego imię.

W XIII w., św. Franciszek, uzyskując pozwolenie od papieża, przygotował inscenizację wydarzeń bożonarodzeniowych. Zwołując mieszkańców okolicznych wiosek, ustawił na terenie pustelni świece, pochodnie, żłóbek a także żywe zwierzęta. Nad żłobkiem została odprawiona msza św., podczas której Franciszek odśpiewał Ewangelię. św. Franciszek z Asyżu postanowił zobrazować scenę Bożego Narodzenia w Greccio w 1223 r.. Czy chodziło tylko o Boże Narodzenie? Istnieje również hipoteza, że św. Franciszek w wigilię 1223 roku inspirował się kaplicą żłóbka w bazylice Matki Bożej Większej w Rzymie. Był przecież w listopadzie u Ojca Świętego Honoriusza III, od którego otrzymał 29 listopada 1223 r. zatwierdzenie reguły dla braci mniejszych. Biograf świętego Franciszka odnotowuje jego podróż do Ziemi Świętej w latach 1219-1220. Trudno znaleźć niepodważalną dokumentację dotyczącą tej wyprawy. Podróż ta wywarła niewątpliwie ogromny wpływ na artystyczną duszę Biedaczyny z Asyżu i natchnęła jego rozmiłowane w Jezusie serce. To jest jedna z hipotez, mówiąca o tym, co skłoniło Franciszka do zbudowania pierwszej szopki. Pierwszą informację o szopce stworzonej przez św. Franciszka przywołuje jego pierwszy biograf – Tomasz z Celano. Ten sam autor podkreśla wielkie umiłowanie świąt Bożego Narodzenia w charyzmacie świętego Franciszka. W 1223 roku za zgodą papieża Honoriusza III św. Franciszek zorganizował i przedstawił scenę Bożego Narodzenia w wigilijną noc w Greccio – malowniczej wiosce położonej w połowie drogi między Rzymem a Asyżem. Piętnaście dni przed uroczystością Narodzenia Pańskiego wezwał do siebie mieszkańca Greccio, Jana Velito. Poprosił go o pomoc w realizacji pewnego przedsięwzięcia. Do Greccio z różnych stron przybyło wielu braci zakonnych oraz okoliczni mieszkańcy, pragnący uczestniczyć w zapowiadanym wydarzeniu. Wierni prawdopodobnie przynieśli kwiaty, jako dary dla Dzieciątka Jezus oraz pochodnie, aby rozświetlić tę niezwykłą noc. Inscenizacja ta miała miejsce w płytkiej grocie, pośród lasu. Nisza w skale mieściła żłóbek i zwierzęta oraz najwyżej kilkanaście osób. Po tym przedstawieniu kapłan uroczyście odprawił na żłobie Eucharystię, a Franciszek służył jako diakon i odczytał Ewangelię o tym wydarzeniu. Oryginalność świętego Franciszka wynikała z umiejętności przełożenia tajemnicy historycznych narodzin Jezusa na sakramentalną tajemnicę Eucharystii, w jak najprostszej formie, której realizm jest zrozumiały dla wszystkich. Już samo sprawowanie Eucharystii nad żłobem miało swoją wielką wymowę. W żłobie daje się pokarm wołu i osłu. Na ołtarzu eucharystycznym dostajemy pokarm dla człowieka. 

Od tego czasu w różnych zakątkach Europy zaczęły pojawiać się szopki bożonarodzeniowe, które szczególnie rozpowszechniane były przez zakon franciszkanów oraz dominikanów. Oczywiście w kolejnych stuleciach szopki zmieniały nieco swój wygląd, nie ingerowano jednak w przedstawiane tam postaci. Największy rozkwit szopek przypadł na w. XVIII. Tradycja ustawiana szopki betlejemskiej dotarła do Polski ok. XIII w. Początkowo zwyczaj ich budowania mieli tylko zakonnicy, z czasem jednak coraz więcej świeckich osób zaczęło je tworzyć. Zwyczaj budowania bożonarodzeniowych szopek stał się szczególnie popularny w Krakowie, gdzie do tej pory można podziwiać piękne kolorowe szopki krakowskie. Za twórców tradycji budowania krakowskich szopek uznaje się tamtejszych murarzy, którzy tworzyli zarówno niewielki szopki na sprzedaż, jak i piękne duże szopki wigilijne z kukiełkami, które nabierały charakteru obnośnego teatrzyku. Tradycja budowania szopek bożonarodzeniowych w kościołach polskich jest silnie utrwalona. Coraz częściej przed kościołami budowane są również tzw. żywe szopki, w których znajdziemy aktorów ogrywających postaci biblijne oraz żywe zwierzęta, nadające uroku całej inscenizacji. Niemniej jednak nie powinniśmy zapominać o szopkach bożonarodzeniowych w domu. Ich obecność będzie przypominać nam o wydarzeniach sprzed ponad 2000 lat. Wybór szopek bożonarodzeniowych jest ogromny i na pewno każdy znajdzie taką, która przypadnie mu do gustu i będzie mieściła się na komodzie, szafce czy pod choinką.

Kim są Aniołowie Narodzenia. PRZYJRZYJMY SIĘ IM Z BLISKA: PASTERZE, ANIOŁOWIE, STRÓŻE ŻŁÓBKA

Aniołowie w chrześcijańskiej tradycji są nierozdzielnie złączeni z narodzeniem Jezusa w Betlejem. I nie chodzi tylko o tradycyjne szopki ani świąteczne wystawy sklepowe. Tradycja sięga czasów apostolskich. Św. Łukasz podkreśla misję aniołów w zwiastowaniu pasterzom, którzy w okolicach Betlejem trzymali straż nocną nad swoją trzodą (Łk 2, 8).

W czasach Jezusa pasterze byli ludźmi, których lekceważono. Znajdowali się na najniższym szczeblu drabiny społecznej i religijnej. Wraz z rolnikami i rybakami tworzyli „lud nie znający prawa”. Pasterze nie mogli skrupulatnie przestrzegać wszystkich obowiązujących przepisów prawnych, gdyż troska o stada zajmowała im cały czas. Z tego powodu ortodoksyjni Żydzi traktowali ich z pogardą, niemal jak nieczystych. Z drugiej strony, w historii Izraela pasterze cieszyli się szacunkiem i poważaniem. Byli nośnikami Tradycji i religii. Pasterzem był np. król Dawid czy prorok Amos. Tytuł pasterza nadawano również Bogu – Jahwe (Ez 34, 11n). Także Jezus nazywa siebie Dobrym Pasterzem (J 10, 1nn).

Pasterze są ludźmi prostymi ubogimi. Są przedstawicielami ubogich Izraela, ubogich w ogólności, uprzywilejowanych adresatów miłości Boga (Benedykt XVI). Ojcowie Kościoła podkreślają, że pasterze są jedynymi ludźmi, którzy nie śpią, czuwają, troszczą się o stado, służą mu. Wywiązują się ze swych obowiązków, w przeciwieństwie do mieszkańców Betlejem. Mieszkańcy Betlejem „przespali swoje człowieczeństwo”, przegapili czas łaski Boga (por. Tyt 2, 11) i nie zobaczyli chwały narodzin Mesjasza.

Pasterze byli wierni, dlatego Bóg sam zatroszczył się o nich: chwała Pańska zewsząd ich oświeciła (Łk 2, 9). Słowo „chwała Pańska” („szekinah”) oznacza opiekę Boga nad ludźmi, którzy są wierni swojemu powołaniu, swojej misji. Natomiast w greckie słowo „doxa” może oznaczać również zjawisko świetlne. Reakcją pasterzy na doświadczenie mocy i światła Boga było przerażenie, lęk. Pasterze nie wiedzą, co się dzieje. Dostrzegają światło, ponieważ nie śpią – ale nie rozumieją go. Jednak pozwalają, aby światło ich dotknęło, aby dotarło aż do ich serc. Co więcej, pozwalają, aby strach przeniknął ich aż do szpiku kości. Całym ciałem odpowiadają na zupełnie nowe doświadczenie (A. Grün).

Światło, które oświeciło i przeraziło pasterzy było zapowiedzią odwiecznego światła: Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi (J 1, 9). Światłość prawdziwa jest odbiciem, odblaskiem piękna, dobroci, świętości, miłości Boga. Bóg „wszczepił ją na trwałe” w ludzkie serca. I chociaż nasze codzienne życie jest trudne, naznaczone krzyżem, cierpieniem, troskami, to jednak jest w Nim Bóg-Miłość, prawdziwa Światłość, która je oświetla. Ciemności, zło, grzech mogą je zamazać, zaćmić, ale nigdy nie mogą zniszczyć.

Pytania do refleksji:

• Jakie jest moje ulubione wyobrażenie anioła? Z czym mi się kojarzy?

• Jak odbieram fakt, że Jezus objawił się najpierw pasterzom?

• Jaki jest mój stosunek do ludzi ubogich?

• Na czym polega moje czuwanie? A na czym ospałość? Czy nie „przesypiam” czasu łaski, objawienia Boga?

• Jak rozumiem chwałę Bożą?

• Co dla mnie osobiście oznacza życie w światłości?

• Czy pamiętam na co dzień o obrazie Boga „wyrytym w moim sercu”? Czy nie „zamazuję”, niszczę w sobie przymiotów i piękna Boga?

2. ANIOŁOWIE

Aniołowie zwiastujący pasterzom tajemnicę narodzin Boga występują u św. Łukasza w dwóch odsłonach. W pierwszej pojawia się jeden z nich towarzyszący chwale Bożej. Jego misją jest objawienie Nowonarodzonego. Wobec wizji anioła pasterze reagują lękiem. Trwoga, lęk jest reakcją na spotkanie tajemnicy. Trwoga świadczy o tym, że pasterze zostali dotknięci ukazaniem się anioła. Nie pozostają wyłącznie zwykłymi widzami lub obserwatorami. Zostają wciągnięci w święte wydarzenia… Trwoga ta otwiera na to, co nieznane i nieprzewidzialne (A. Grün). Anioł uspokaja pasterzy. Nie bójcie się! (Łk 2, 10). Nie bój się, nie lękaj się – ¬to jedno z najczęstszych wezwań, jakie Bóg kieruje do człowieka w Biblii. Anioł nie przychodzi z nieba, by trwożyć, ale przeciwnie, wnieść pokój i radość: Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu: dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan (Łk 2, 10-11).

Narodzenie Mesjasza, Zbawiciela i Pana jest źródłem prawdziwej radości dla całego świata. Nie jest to tania radość, lecz radość, która gruntownie przemienia nasze życie. Radość – jak uczy nas psychologia – jest wzniosłym uczuciem. Porusza nasze serce, unosi je ku górze. Sprawia, ze bije ono szybciej i staje się większe (A. Grün).

Anioł przekazuje pasterzom znak rozpoznawczy. Jest nim Niemowlę, owinięte w pieluszki i leżące w żłobie (Łk 2, 12). Znak Boga kontrastuje z oczekiwaniami i wizjami proroków. Jezus nie przychodzi w mocy, nie zatrważa, nie budzi grozy. Przychodzi w słabości, w sposób bardzo ludzki, zachęcający i otwarty dla każdego. W Betlejem Bóg przemawia w tym, co na ziemi jest najpiękniejsze, w niewinności, bezradności i bezbronności dziecka.

Do anioła zwiastującego dobrą nowinę nagle przyłączyło się mnóstwo zastępów niebieskich, które wielbiły Boga słowami: Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom Jego upodobania (por. Łk 2, 13-14). Ewangelista powiada, że aniołowie „mówią”. Dla chrześcijan od samego początku było jednak jasne, że mowa aniołów jest śpiewaniem, w którym cały blask rozgłaszanej przez nich wielkiej radości jest odczuwany jako teraźniejszość. I w ten sposób, od tego momentu, hymn aniołów nigdy nie milknie. Rozlega się przez wieki na coraz nowe sposoby i rozbrzmiewa ciągle na nowo w święto narodzin Jezusa (Benedykt XVI).

Śpiew aniołów łączy niebo z ziemią i całym kosmosem, rzeczywistość boską z ludzką, chwałę Bożą z ziemskim pokojem. Co się tyczy „Chwała na wysokościach” decydujące znaczenie ma, rzecz jasna, słowo „jest”. Bóg jest chwalebny, jest niezaprzeczalną Prawdą, odwiecznym Pięknem. Jest to podstawowa, pocieszająca pewność naszej wiary. Jednakże – zgodnie z trzema pierwszymi przykazaniami Dekalogu – również tutaj istnieje idące za tym zadanie dla nas: przyczyniać się do tego, żeby wielka chwała Boża na świecie nie była plamiona i zniekształcona, żeby jego wielkość i Jego święta wola były otaczane czcią (Benedykt XVI).

Z kolei pokój, który zwiastuje ludziom anioł, oznacza nie tylko harmonię, lecz także spokój, pokój duszy. Bóg, stając się człowiekiem, sprawia, że w niespokojnym sercu człowieka zaczyna gościć pokój, który uzdrawia jego wewnętrzne rozdarcie… Pokój, który przychodzi na ziemię wraz z Jezusem, to pokój w ludziach, nie tylko pośród nich, lecz w nich samych. Taki pokój prowadzi do harmonii między różnymi siłami tkwiącymi w człowieku, między jego dobrymi i ciemnymi stronami, między umysłem i popędem, a wreszcie między jego upodobaniami duchowymi i światowymi (A. Grün). Pokój Boga góruje nad pokojem cesarza Augusta (Pax Augusti), gdyż nie opiera się na sile zbrojnej, lecz na miłości. Ostatecznie to sam nowonarodzony Jezus jest pokojem (por. Ef 2, 14-16).

Orędzie aniołów zawiera jeszcze jeden radosny przekaz. Bóg ma upodobanie w ludzkich sercach. To Jego miłosierne, czułe, współczujące serce sprawia, że rodzi się na ziemi i staje się jednym z nas. Otwierając przed nami swe serce, zaprasza do zanurzenia się w Nim i naśladowania Go: Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie (Mt 11, 28-30).

Pytania do refleksji:

• Czego się lękam?

• Czy widzę różnicę między lękiem a bojaźnią Bożą?

• Jaki rodzaj radości towarzyszy mojemu życiu?

• Czy znak Boga z Betlejem przemawia dziś do mnie?

• W jaki sposób troszczę się o chwałę Bożą?

• Czy mam pokój w sercu? Czy wnoszę go w życie moich bliźnich?

• Czy jarzmo Jezusa jest dla mnie słodkie, a Jego brzemię lekkie (Mt 11, 30)?

3. ADORACJA W SZOPCE

Po ogłoszeniu radosnej nowiny pasterzom aniołowie odeszli od nich do nieba (Łk 2, 15). Jednak w tradycyjnych szopkach (chyba nie bez przyczyny) umieszcza się ich, gdy adorują, muzykują i śpiewają nowonarodzonemu Dziecku. Do ich adoracji dołączają się przybyli z pośpiechem pasterze.

Pasterze są nie tylko jednymi z pierwszych adorujących Nowonarodzonego, ale również pierwszymi świadkami i wysłannikami. Zostaje im powierzona radosna nowina, którą będą dzielić się z innymi. Ich świadectwo jest proste, a zarazem pełne dynamizmu i wiary. Wynika z doświadczenia, podobnie jak później świadectwo Jana: [To wam oznajmiamy], co było od początku, cośmy usłyszeli o Słowie życia, co ujrzeliśmy własnymi oczami, na co patrzyliśmy i czego dotykały nasze ręce – bo życie objawiło się. Myśmy je widzieli, o nim świadczymy i głosimy wam (1 J 1, 1-2). Doświadczenie pasterzy, ich radość, dziękczynienie, uwielbienie będą się stopniowo rozprzestrzeniać i „zarażać innych”, wywołując zadziwienie wśród ludu. Zgodnie ze starożytną maksymą: Bonum est diffusivum sui. „Właściwością dobra jest to, że samo się rozprzestrzenia”.

Inaczej w adoracji uczestniczy Maryja i Józef. Malarze przedstawiają ich zwykle na klęczkach, w pokorze, milczeniu, skupieniu, na modlitwie. Św. Łukasz zanotował, że Maryja zachowywała wszystkie te sprawy, których była świadkiem i rozważała je w swoim sercu (Łk 2, 19). Czasownik „custodire” – zachować, strzec, pilnować” nie wyraża jedynie „pamiętania”, ale podkreśla troskę i uwagę, jaką zachowuje się wówczas, gdy trzyma się w dłoniach coś niezwykle drogocennego (B. Maggioni). Maryja nie tylko strzegła swego skarbu, ale również medytowała nad nim, łącząc w sercu paradoks tajemnicy: z jednej strony wielkość, chwałę Boga (por. J 1, 14), a z drugiej prostotę, ubóstwo, zwyczajność Jego narodzin na ziemi.

Do adoracji Jezusa w żłobie tradycja dołączyła jeszcze woła i osła. Są oni umieszczani niemal w każdej szopce i towarzyszą większości polskich kolęd pasterskich. Ich biblijne źródło sięga proroka Izajasza: Wół rozpoznaje swego pana i osioł żłób swego właściciela (Iz 1, 3). W stosunku do nich marnie prezentuje się postawa ludu wybranego: Izrael na niczym się nie zna, lud mój niczego nie rozumie (Iz 1, 3). Benedykt XVI widzi w nich przedstawicieli Żydów i pogan: Żłób staje się jakby Arką Przymierza, w której tajemnie strzeżony Bóg jest między ludźmi i przed którą dla „wołu i osła”, dla ludzkości złożonej z Żydów i pogan, nadeszła godzina poznania Boga.

Betlejemska grota jest miejscem pierwszej adoracji Boga na ziemi. Uczestniczy w nim niebo (aniołowie) i ziemia (Maryja i Józef, pasterze, zwierzęta, a później Trzej Mędrcy). Adoracja szopki uczy miłości i pokory, a także zgody na tajemnicę. Nie wyjaśnia wszystkiego, nie rozwiązuje w automatyczny sposób problemów. Nie odsłania również do końca tajemnicy Boga i ludzkiego istnienia. Z adoracji wynosimy raczej wiele twórczych pytań i wątpliwości. Mimo to wprowadza głęboki wewnętrzny pokój, radość, rodzi zaufanie do Boga, innych ludzi i własnego życia. Dlatego jest szczytem modlitwy. W niej łączymy się z boskim źródłem, aby później kochać innych. Proboszcz z Ars mawiał: Gdyby mieszkańcy nieba któregoś dnia przestali adorować Boga, niebo nie byłoby już niebem. A gdyby nieszczęśni potępieńcy w piekle mogli, mimo swoich cierpień, choć przez chwilę adorować Pana, piekło przestałoby być piekłem.

Pytania do refleksji:

• Którą szopkę wspominam z największym sentymentem? Dlaczego?

• Jak wyobrażam sobie grotę betlejemską?

• Czym „zarażam” innych?

• Czy jestem świadkiem Nowonarodzonego dziś?

• Czy potrafię ważne wydarzenia mojego życia zachowywać w sercu i rozważać jak Maryja?

• Co sądzę o wołu i ośle?

• Jakie znaczenie ma dla mojego rozwoju duchowego adoracja Najświętszego Sakramentu?

W Święto, które celebruje objawienie się Chrystusa światu poprzez pokłon Mędrców chciałbym złożyć najserdeczniejsze życzenia wszystkim Polakom:

tym, którzy obchodzą Boże Narodzenie i rozpoczęcie nowego 2026 roku w gronie rodzinnym, 

tym, którzy obchodzą je w pracy, 

tym, którzy odczuwają spokój, 

tym, którzy noszą w sercu troski, 

tym, którzy świętują W TYM CZASIE, i 

tym, którzy po prostu szukają chwili wytchnienia.

I chciałbym to uczynić po raz kolejny przed symbolem, który bardziej niż jakikolwiek inny przypomina nam, czym są dni Świętego Narodzonego Boga.

Uroczystość Objawienia Pańskiego można interpretować jako prawdziwą „szkołę świętości”: życie Boże, wkraczając w historię, nie może pozostać ukryte, lecz objawia się wszystkim, nie wykluczając nikogo. 

Musimy jednak wiedzieć, jak je uchwycić. I to jest najpełniejszy sens chrześcijańskiego objawienia: Bóg dzieli drogę ludzkości, aby cała ludzkość mogła czerpać ze źródła prawdziwego życia.

Udział w tym „objawieniu” oznacza bycie świętym, czyli przynależność do Boga, ale jednocześnie przeżywanie swojego czasu w pełni. 

Wiara chrześcijańska nie jest bowiem zaprzeczeniem ludzkiego doświadczenia, lecz jego spełnieniem. 

To potężne i rewolucyjne przesłanie, które „objawia się” w dziecku narodzonym wśród marginalizowanych, na peryferiach, gdzie najdalsi docierają pierwsi.

Uroczystość Objawienia Pańskiego, w której czczone jest potrójne objawienie się wielkiego Boga i naszego Pana Jezusa Chrystusa: w Betlejem dziecię Jezus zostało uczczone przez Mędrców; w Jordanie nasz Pan przyjął chrzest z rąk Jana, został namaszczony Duchem Świętym i nazwany Synem Boga Ojca; w Kanie Galilejskiej, na uczcie weselnej, przemieniając wodę w nowe wino, objawił swoją chwałę.

Wiele lat temu mówiłem wam: weźmy pastuszka, również szczenię i zrewolucjonizujmy szopkę. Nadal w to wierzę. Szopka niczego nikomu nie narzuca. Szopka opowiada historię, zachowuje wartości i pogłębia korzenie.

A naród, który zna swoje korzenie, to naród, który nie boi się konfrontacji ani przyszłości. Wierzcie lub nie, ale ten symbol mówi o godności, odpowiedzialności, szacunku dla życia i trosce o najsłabszych.

To wartości, które ukształtowały naszą społeczność; to wartości, które zasługują na pielęgnowanie, a nie odrzucanie z powodu mody czy strachu.

Bądźcie dumni ze swojej tożsamości, z uniwersalnego przesłania miłości i pokoju, które ona niesie. Niech te Święta Bożego Narodzenia przyniosą wszystkim odrobinę światła, spokoju i siły. Niech będą czasem, by się zjednoczyć, by patrzeć w przyszłość z ufnością, nie zapominając oczywiście o potrzebujących, a przede wszystkim o tym, kim jesteśmy. Wesołego nowego roku 2026 i wesołych świąt Bożego Narodzenia wszystkim!

__________

Stanisław Barszczak, FATIMA, 13 OTTOBRE 1917, IL GIORNO IN CUI IL SOLE DANZAVA NEL CIELO

Sono all’estero e vorrei fare terapia in italiano.

La Polonia occupa un posto speciale nella storia italiana e nei cuori degli italiani. Il più delle volte le nostre nazioni si incontrano a Roma, presso il successore di San Pietro. Ho in mente la vista di Cracovia da dietro le torri della Chiesa di Santa Maria.

L’iconica Torre di Santa Maria che si erge sulla Piazza del Mercato, con il Mercato dei Tessuti più in basso e il cuore pulsante della città tutt’intorno. In lontananza, le verdi colline che conducono al Tumulo di Kościuszko.L’amore cristiano è profetico, opera miracoli, non conosce limiti, è impossibile. (see, Papa Leone XIV, Dilexi te)

Nella notte tra il 12 e il 13 ottobre, una pioggia torrenziale, continua e intensa cadde su Fatima, ma questo non scoraggiò i settantamila pellegrini. Tutti si aspettavano un miracolo. Verso le undici, Lucia, Francesco e Giacinta arrivarono sotto la pioggia; ciononostante, Lucia chiese alla folla, che acconsentì, di abbassare gli ombrelli per poter recitare il rosario. A mezzogiorno, la Madonna apparve su un piccolo leccio, la pioggia cessò completamente e il cielo si schiarì improvvisamente. Al termine dell’apparizione, Lucia gridò: „Guardate il sole!”.

Il sole assunse diversi colori: giallo, blu, bianco; e tremò, tremò così violentemente che sembrò una ruota di fuoco che si abbatteva sulla gente! Tutti gridarono di paura: „Stiamo morendo!”. Tutti recitarono l’atto di contrizione e immediatamente il sole tornò al suo posto; Tutti si sono subito asciugati e hanno creduto. Quella è stata l’ultima volta che la bella Signora è apparsa a Fatima.

È stato un giorno storico oggi. Hamas ha rilasciato gli ostaggi israeliani e Donald Trump ha dichiarato la fine del conflitto. Ma nella Striscia di Gaza non tutti sono convinti. „La gente ha molta paura che la guerra ritorni”, dice Ahmed Alsaifi, un giornalista che vive a Gaza. È stato firmato un piano di pace per la Striscia di Gaza.

In un giorno come questo, si è verificato il „miracolo del sole” della Vergine di Fatima. Il 13 ottobre 1917, mentre migliaia di pellegrini si trovavano a Fatima, in Portogallo, si è verificato il cosiddetto „miracolo del sole”, in cui si è potuto vedere il sole muoversi, eseguendo una sorta di „danza”.

“Il mio Cuore immacolato trionferà”.

Oh Madre Maria è il tuo tempo!

Non cerco segni, signore: tu się il segno. Nel silenzio del cuore, tu dischendi come Giona

nel profondo – e li nell’ombra fiorische La Luce.

Una volta passava dalle nostre parti un lupo che divorava tutto. Avendo trovato sul suo cammino un bambino di due anni, lo prese tra i suoi denti e lo stava portando via; ma due uomini che potavano la vigna gli corsero addosso e gli strapparono la preda.

È così che il sacramento della

È così che il sacramento della Penitenza ci strappa dalle grinfie del demonio.

Santo Curato d”Ars 

O glorioso padre pio on ogni luogo e in ogni via faceci sempre compagnia con gesu e maria proteggete l’anima mia. Amen.

_____

Stanisław Barszczak, FATIMA, OCTOBER 13, 1917, THE DAY THE SUN DANCED IN THE SKY
Poland holds a special place in Italian history and in the hearts of Italians. I am in Italy now. Most often, our nations meet in Rome, at the seat of the successor to St. Peter. I picture to myself the view of Krakow from behind the towers of St. Mary’s Church. 

The iconic St. Mary’s Tower rising over the Market Square, with the Cloth Hall below and the pulsating heart of the city all around. In the distance, the green hills leading to the Kościuszko Mound.
Christian love is prophetic, it works miracles, it knows no bounds, it is impossible. Pope Leo XIV, Dilexi te.
On the night between October 12th and 13th, torrential, continuous, and intense rain fell on Fatima, but this did not discourage the seventy thousand pilgrims. Everyone expected a miracle. Around eleven o’clock, Lucia, Francisco, and Jacinta arrived in the rain; nevertheless, Lucia asked the crowd, who agreed, to lower their umbrellas so she could recite the rosary. At noon, Our Lady appeared on a small holm oak tree; the rain stopped completely, and the sky suddenly cleared. At the end of the apparition, Lucia cried out, „Look at the sun!”
The sun took on different colors: yellow, blue, white; and it trembled, trembled so violently that it seemed like a wheel of fire crashing down on the people! Everyone cried out in fear, „We are dying!” Everyone recited the act of contrition, and immediately the sun returned to its place; everyone immediately dried themselves and believed. That was the last time the beautiful Lady appeared in Fatima.
Today was a historic day. Hamas released the Israeli hostages and Donald Trump declared the end of the conflict. But not everyone in the Gaza Strip is convinced. „People are very afraid that the war will return,” says Ahmed Alsaifi, a journalist living in Gaza. A peace plan for the Gaza Strip has been signed.
On a day like this, the „miracle of the sun” of the Virgin of Fatima occurred. On October 13, 1917, while thousands of pilgrims were in Fatima, Portugal, the so-called „miracle of the sun” occurred, in which the sun could be seen moving, performing a kind of „dance.”
„My Immaculate Heart will triumph.”
Oh Mother Mary, it is your time!
I do not seek signs, Lord: you are the sign. In the silence of the heart, you speak like Jonahin the depths – and there in the shadows, the Light blossoms.
Once upon a time, a wolf passed through our area, devouring everything. Finding a two-year-old child in its path, it seized him in its teeth and was about to carry him away; but two men pruning the vineyard ran up to it and snatched the prey. This is how the sacrament of Penance saves us from the clutches of the devil. Saint

 Curé of Ars
O glorious, pious Father, in every place and on every path, always keep us company with Jesus and Mary, protect my soul. Amen.

ci strappa dalle grinfie del demonio.

_____

Stanisław Barszczak, FATIMA, OCTOBER 13, 1917, THE DAY THE SUN DANCED IN THE SKY
Poland holds a special place in Italian history and in the hearts of Italians. I am in Italy now. Most often, our nations meet in Rome, at the seat of the successor to St. Peter. I picture to myself the view of Krakow from behind the towers of St. Mary’s Church. 

The iconic St. Mary’s Tower rising over the Market Square, with the Cloth Hall below and the pulsating heart of the city all around. In the distance, the green hills leading to the Kościuszko Mound.
Christian love is prophetic, it works miracles, it knows no bounds, it is impossible. Pope Leo XIV, Dilexi te.
On the night between October 12th and 13th, torrential, continuous, and intense rain fell on Fatima, but this did not discourage the seventy thousand pilgrims. Everyone expected a miracle. Around eleven o’clock, Lucia, Francisco, and Jacinta arrived in the rain; nevertheless, Lucia asked the crowd, who agreed, to lower their umbrellas so she could recite the rosary. At noon, Our Lady appeared on a small holm oak tree; the rain stopped completely, and the sky suddenly cleared. At the end of the apparition, Lucia cried out, „Look at the sun!”
The sun took on different colors: yellow, blue, white; and it trembled, trembled so violently that it seemed like a wheel of fire crashing down on the people! Everyone cried out in fear, „We are dying!” Everyone recited the act of contrition, and immediately the sun returned to its place; everyone immediately dried themselves and believed. That was the last time the beautiful Lady appeared in Fatima.
Today was a historic day. Hamas released the Israeli hostages and Donald Trump declared the end of the conflict. But not everyone in the Gaza Strip is convinced. „People are very afraid that the war will return,” says Ahmed Alsaifi, a journalist living in Gaza. A peace plan for the Gaza Strip has been signed.
On a day like this, the „miracle of the sun” of the Virgin of Fatima occurred. On October 13, 1917, while thousands of pilgrims were in Fatima, Portugal, the so-called „miracle of the sun” occurred, in which the sun could be seen moving, performing a kind of „dance.”
„My Immaculate Heart will triumph.”
Oh Mother Mary, it is your time.
I do not seek signs, Lord: you are the sign. In the silence of the heart, you speak like Jonah in the depths – and there in the shadows, the Light blossoms.
Once upon a time, a wolf passed through our area, devouring everything. Finding a two-year-old child in its path, it seized him in its teeth and was about to carry him away; but two men pruning the vineyard ran up to it and snatched the prey. This is how the sacrament of Penance saves us from the clutches of the devil. Saint Curé of Ars
O glorious, pious Father, in every place and on every path, always keep us company with Jesus and Mary, protect my soul. Amen.

_______

Stanisław Barszczak, Świadkowie wiary 

Nie jesteśmy panami naszego życia ani dóbr, z których korzystamy; wszystko zostało nam dane jako dar od Pana, który powierzył to naszej opiece, naszej wolności i naszej odpowiedzialności, mówią papieże.

Kiedy mnie już nie będzie, nie chcę, żeby ludzie mówili o moim sukcesie; chcę, żeby pamiętali spokój, jaki zostawili w moim towarzystwie. Chcę być znany z wdzięku, z jakim znosiłem burze, z łagodności, której nigdy nie utraciłem, nawet gdy świat był niełaskawy, i z dobroci, którą hojnie obdarowywałem. Mam nadzieję, że moje dziedzictwo będzie świadectwem uważnego życia – przypomnieniem, że miłość w swojej najłagodniejszej postaci może przetrwać wszystko.

Wypoczywam tam, gdzie Polska jest najpiękniejsza. Stolico, stworzona z czystych kryształów krzemu, synów swoich sław, Gałczyńskiego i jego zaczarowaną dorożkę masz. A teraz jeszcze XIX Konkurs Chopinowski. Oglądam i słucham, świat mi się zatrzymał na muzyce. Uwielbiam Chopina i tych wszystkich utalentowanych młodych pianistów.

Jeśli macie siłę, czas i cierpliwość, stójcie po wejściówki: naprawdę warto po stokroć! Nie muszę tutaj pisać, że Muzyka na Żywo ma moc, ale okazja zobaczyć Igrzyska Muzyczne zdarza się nie co dzień. Dzisiaj melomanom udało się zobaczyć Arise Onoda, Piotra Pawlaka i Yehude Prokopowicza i wzruszenie, wrażenie jest nie do opisania. Próbujcie! Naprawdę sporo tych wejściówek się sprzedaje! Powodzenia!

Jesień w Warszawie z wysokości wygląda inaczej. Złoto liści, miękkie światło i miasto, które zwalnia na moment. To dobry czas, by spojrzeć na stolicę z góry, spokojnie, bez pośpiechu. Z filiżanką w dłoni, wśród chmur i jesiennych kolorów. Jesień Warszawa widok z góry, złota godzina, taras widokowy, chmury, spokój, panorama miasta. 

Moje serce ma siłę, by uwalniać i otwierać się na nowe. Każdy mój oddech przynosi mi spokój i odwagę. Jestem gotowy zostawić to, co już mi nie służy. W moim wnętrzu rodzi się przestrzeń dla światła i wolności.

Dzisiaj Wspomnienie Matki Bożej Różańcowej. Św. Ludwik Maria powiedział, że nabożeństwo do Maryi jest wielkim znakiem przeznaczenia do nieba. Ale św. Maksymilian Kolbe posunął się nawet do stwierdzenia, że ​​gdyby Duch Święty miał twarz, byłaby ona jak twarz Maryi, ponieważ Maryja jest całkowicie zjednoczona z wolą Boga i nigdy Go nie obraziła. Wyobraźcie sobie, moi drodzy, gdyby istniał mąż i żona, którzy nigdy się nie obrazili, ale nieustannie szukają tego, co ich zadowoli, służąc sobie nawzajem aż do śmierci całą swoją uwagą, sercem i oddaniem. Wyobraźcie sobie, jak piękne byłoby takie małżeństwo. Ale tak właśnie wygląda relacja Boga z Maryją – Maryja nigdy nie obraziła Boga, nawet w najmniejszym stopniu.

Bóg nigdy nie zwleka; to my musimy nauczyć się ufać, nawet jeśli wymaga to cierpliwości i wytrwałości. Boży czas jest zawsze idealny. Bóg zawsze przychodzi, aby nas zbawić i wyzwolić.

W związku z tym usłyszeliśmy w Piśmie Świętym fragment św. Pawła: „Gdy nadeszła pora, Bóg posłał swojego Syna, aby wykupił tych, którzy podlegali Prawu”.

7 października, właśnie tego dnia, w 1918 roku, Polska faktycznie odzyskała niepodległość. Choć oficjalnie świętujemy to wydarzenie 11 listopada, to już 7 października Rada Regencyjna — z inicjatywy Księcia Regenta Zdzisława Lubomirskiego — ogłosiła w Monitorze Polskim manifest znany jako Polska Deklaracja Niepodległości. Dokument ten, podpisany przez wszystkich członków Rady, był pierwszym oficjalnym aktem o rzeczywistym znaczeniu politycznym, w którym ogłoszono odrodzenie niepodległego państwa polskiego. Deklaracja rozpoczynała się słowami: „Wielka godzina, na którą cały naród polski czekał z upragnieniem, już wybija.”Tydzień później polscy żołnierze składali przysięgę wierności Polsce, a przyjmował ją sam Książę Zdzisław Lubomirski. Rada Regencyjna, odwołując się do słynnych „14 punktów Wilsona”

ogłaszała powstanie państwa polskiego obejmującego wszystkie ziemie ojczyste z dostępem do morza, wzywając jednocześnie obywateli do jedności i wspólnej pracy nad odbudową kraju.

W to lato mogłeś obejrzeć ślady pradawnych rytuałów i nieznanych cywilizacji, choćby na Kaszubach. A teraz wybrałeś weekend w Londynie. To zawsze dobry pomysł! Odkryj ikoniczne miejsca, poczuj energię metropolii i zrealizuj własny pomysł na city break. Od Big Bena po Notting Hill, od zakupów na Oxford Street po wieczory w Soho – wybierz, co chcesz zobaczyć i kiedy chcesz to zrobić. Z Getaway masz wszystko pod kontrolą. Twój Londyn, Twoje zasady.   


Każde wyzwanie, z którym się mierzysz, kształtuje cię w osobę, którą masz być. Bóg cię nie karze; On przygotowuje cię do czegoś większego. Utrzymuj silną wiarę i determinację serca, bo to, co cię czeka, jest warte każdego wysiłku. Trzymaj się mocno i stale zjednoczony z Bogiem, poświęć Mu wszystkie swoje uczucia, wszystkie swoje troski, całego siebie, cierpliwie oczekując powrotu pięknego słońca, kiedy Oblubieniec zechce cię nawiedzić, wystawiając na próbę oschłości, spustoszenia i ciemności ducha. Wybór jest twój.

______

Stanisław Barszczak, Witnesses of Faith

We are not the masters of our lives or the goods we enjoy; everything has been given to us as a gift from the Lord, who entrusted it to our care, our freedom, and our responsibility, say the popes.

When I am gone, I don’t want people to talk about my success; I want them to remember the peace they left in my company. I want to be known for the grace with which I endured storms, for the gentleness I never lost, even when the world was unkind, and for the kindness I generously bestowed. I hope my legacy will be a testament to a mindful life – a reminder that love in its gentlest form can endure anything.

I rest where Poland is most beautiful. Capital, created from pure silicon crystals, sons of its celebrities, you have Gałczyński and his enchanted carriage. And now, the 19th Chopin Competition. I watch and listen; my world has stopped for music. I adore Chopin and all these talented young pianists.

If you have the strength, time, and patience, get your tickets: it’s truly worth it! I don’t have to say that Live Music is powerful, but the opportunity to see the Musical Games doesn’t come around every day. Today, music lovers managed to see Arise Onoda, Piotr Pawlak, and Yehuda Prokopowicz, and the emotion, the feeling, is indescribable. Try it! A lot of these tickets are selling! Good luck!

Autumn in Warsaw looks different from above. The gold of leaves, the soft light, and the city slowing down for a moment. It’s a good time to look at the capital from above, calmly, without rushing. With a cup in hand, amidst the clouds and autumn colors. Autumn Warsaw, a view from above, the golden hour, the observation deck, clouds, peace, the city panorama.

My heart has the strength to release and open to new things. Every breath I take brings me peace and courage. I am ready to let go of what no longer serves me. Within me, a space for light and freedom is being born.

Today is the Feast of Our Lady of the Rosary. St. Louis Mary said that devotion to Mary is a great sign of destiny for heaven. But St. Maximilian Kolbe went so far as to say that if the Holy Spirit had a face, it would be like Mary’s, because Mary is completely united with God’s will and has never offended Him. Imagine, my dear friends, if there were a husband and wife who never offended each other but constantly sought what would satisfy them, serving each other until death with all their attention, heart, and devotion. Imagine how beautiful such a marriage would be. But this is precisely what God’s relationship with Mary is like—Mary never offended God, not even in the slightest.

God never delays; it is we who must learn to trust, even if it requires patience and perseverance. God’s timing is always perfect. God always comes to save and liberate us.

In this regard, we heard in Sacred Scripture a passage from St. Paul: „When the time had come, God sent his Son to redeem those who were under the Law.”

On October 7, on this very day in 1918, Poland effectively regained its independence. Although we officially celebrate this event on November 11, on October 7, the Regency Council—at the initiative of Prince Regent Zdzisław Lubomirski—published a manifesto in the Monitor Polski (Polish Monitor) known as the Polish Declaration of Independence. This document, signed by all members of the Council, was the first official act of real political significance, declaring the rebirth of an independent Polish state. The declaration began with the words: „The great hour, for which the entire Polish nation has eagerly awaited, has already struck.” A week later, Polish soldiers swore an oath of allegiance to Poland, and Prince Zdzisław Lubomirski himself accepted the oath. The Regency Council, citing Wilson’s famous „14 Points,” announced the creation of a Polish state encompassing all of the homeland with access to the sea, while calling on citizens to unite and work together to rebuild the country.

This summer, you could see traces of ancient rituals and unknown civilizations, for example in Kashubia. And now you’ve chosen a weekend in London. That’s always a good idea! Discover iconic sites, feel the energy of the metropolis, and create your own city break. From Big Ben to Notting Hill, from shopping on Oxford Street to evenings in Soho—choose what you want to see and when you want to do it. With Getaway, you have everything under control. Your London, your rules.

Every challenge you face shapes you into the person you were meant to be. God doesn’t punish you; He prepares you for something greater. Keep your faith strong and your heart determined, because what lies ahead is worth every effort. Hold fast and constantly united with God, consecrate to Him all your feelings, all your worries, your whole self, patiently awaiting the return of the beautiful sun when the Bridegroom will visit you, testing you with aridity, desolation, and spiritual darkness. The choice is yours.

Stanisław Barszczak, Partykuły niewidzialnego świata


Umiłowane dzieci Boże 

Życie, to nie tylko podróże, to emocje, które zostają na zawsze. Żyj. Bardziej. Mieszkam na Podhalu całe życie, ale nadal mnie to zachwyca, opowiada zakochana w górach  góralka. Ja mam szczęście do wszystkiego mówiła Agnieszka Osiecka

„Ja nie jestem jakaś taka nadzwyczajna,

taka ładna, taka mądra ani nic.

Nie mam pleców, protektorów, konta w bankach,

ale tak mi jakoś łatwo żyć.

Ja mam szczęście do wszystkiego,

do dobrego i do złego…

A dlaczego? Bo ja wiem…

Tak ni z tego, ni z owego

ja mam szczęście do wszystkiego,

bez chodzenia , bez proszenia, bez niczego,

ja mam szczęście dzień za dniem!

Inne płaczą, że ich nie chcą kochać chłopcy,

chociaż ładne, chociaż modne, taki pech.

A ja nie wiem, to jest dla mnie problem obcy,

bo mnie kocha na raz chłopców trzech!

Aż tu nagle ktoś mnie spotkał bez uśmiechu,

i nie spojrzał w moją stronę, jak na złość.

Jakby myślał o czym innym, jakby nie czuł,

że to dla mnie bardzo ważny ktoś.

Nie mam szczęścia do jednego,

do jednego, jedynego…

A dlaczego? Bo ja wiem…

Tak ni z tego, ni z owego

Nie mam szczęścia do jednego,

nie mam szczęścia do miłego, najmilszego,

chociaż bardzo, bardzo chcę..”

Najmilsi. W tej erze pluralizmu ocen i przekonań trwały pokój i pomoc są niezbędne dla życia dzieci w Gazie. Osobiście jedynie modlitwą mogę wesprzeć dzieci. To okropne piekło na ziemi musi się skończyć. A każdy koniec może stać się początkiem czegoś pięknego.

Dlaczego Kościół katolicki nie uznaje objawień w Medjugorie? Papież Franciszek w 2015 roku zapowiedział, że podejmie decyzję w sprawie objawień z Medjugorie, jednak do dzisiaj nie zapadła decyzja. Przeciwnicy uznania objawień z Medjugorie za autentyczne zauważają, że rzekoma Matka Boska z Medjugorie zachowuje się zupełnie inaczej niż podczas objawień w Lourdes czy Fatimie. Medjugorie – kilkutysięczna miejscowość w Bośni i Hercegowinie jest miejscem domniemanych objawień Maryi od 1981 r. Ukazuje się ona sześciu osobom świeckim od ich dzieciństwa do teraz – choć w przypadku niektórych objawienia miały się już zakończyć. Polacy wiernie tam się udają z licznymi pielgrzymkami parafialnymi i nie tylko.

Co Maryja powiedziała o Polsce?

„Ja jestem Królową Polski. Jestem Matką tego narodu, który jest Mi bardzo drogi, więc wstawiaj się do Mnie za nim i o pomyślność tej ziemi błagaj nieustannie, a Ja będę ci zawsze, tak jak teraz, miłościwą” – zwróciła się Maryja do jezuity.

Siostra Faustyna opisuje w swoim Dzienniczku, Maryję tak: „Kiedy Ją zobaczyłam, ubrana była w biała sukienkę. Na ramionach miała przezroczysty niebieski welon z odkrytą głową, jasne rozpuszczone blond włosy. Śliczna i niepojęcie piękna.

A oto najlepsze cytaty Matki Boskiej:

„I rzekła Maryja: Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według twego słowa”. I odszedł od Niej anioł. „Jego Matka rzekła do sług: Cokolwiek wam powie, zróbcie”. „I rzekła Maryja: Wielbi dusza moja Pana.

Najmilsi. Wieczorem 27 czerwca 1877 roku rozpoczęły się trwające do 16 września tego roku objawienia Matki Bożej w Gietrzwałdzie. Głównymi wizjonerkami były trzynastoletnia Justyna Szafryńska i dwunastoletnia Barbara Samulowska. Są to jedyne w Polsce objawienia, które uznał Kościół katolicki. Co mówiła Maryja w Gietrzwałdzie? Na pytania dziewczynek, Maryja w Gietrzwałdzie odpowiadała niezmiennie – wskazując na różaniec. 

W sumie Matka Boża w Gietrzwałdzie objawiła się 160 razy. Prosiła, by wierni odmawiali gorliwie różaniec, nie pili alkoholu, poświęciła też źródełko znajdujące się na łące opodal kościoła, by chorzy mogli czerpać z niego wodę.

Jan Paweł II, jeszcze jako kard. Karol Wojtyła 10 września 1967 r. był w Gietrzwałdzie i wraz z kard. Stefanem Wyszyńskim koronowali cudowny wizerunek Pani Gietrzwałdzkiej. 

Opatrznościowo, uważam, po ośmiu latach od tej koronacji znalazłem się  w mych latach chłopięcych na placu zabaw w Dąbrowie Górniczej – Ząbkowicach. Byliśmy razem, mama już wróciła z pracy do siebie. Po posiłku wyszliśmy z kolegą na podwórko, ku zdziwieniu Adama skoczyłem z huśtawki bardzo daleko, ale upadłem nieszczęśliwie, łamiąc dwie kości prawego przedramienia. To był znak podarowany mi od Boga, jak mocno wierzę. Z portierni bliskiej Huty Szkła Gospodarczego zaraz był telefon po karetkę… ale nie w te pędy zawieźli mnie do szpitala w Zagórzu. Jednak skończyło się zupełnie dobrze. Po udanych operacjach odwiedziła mnie tam klasa VIIIa, a ja chciałem być dla moich kolegów i koleżanek bardzo serdeczny i gościnny. 10 września 1975 roku bardzo oczekiwałem na ważny mecz Polski z Holandią. Dziś czytam przez internet współczesny komentarz do tamtej chwili. „Futbol totalny na Stadionie Śląskim. 10 września 1975 roku niesiona dopingiem 85 tysięcy kibiców Polska rozbiła kosmiczną Holandię 4:1. Kazimierz Deyna zepchnął w cień giganta światowego futbolu Johana Cruyffa.” To nie był futbol totalny, lecz szczęście w nieszczęściu. Holandia nie była kosmiczna, bo wtedy jeszcze nie było europejskiego kosmosu. 
Pozwólcie, że na tym zakończę tutaj to wspomnienie. Abp Hoser o Medjugorje mówił: to prorockie miejsce modlitwy o pokój na świecie. „Jestem osobiście bardziej cyniczny. Wolę Madonnę, która jest Matką Bożą, a nie kierowniczką urzędu telegraficznego, wysyłającą komunikaty każdego dnia o określonej godzinie. To nie jest Matka Jezusa” – oświadczył papież.

Papież Leon XIV zachęcał uczestników festiwalu młodzieży w Medjugorju, aby zjednoczyli płomienie swoich serc , aby ogień ten oświecał ich drogę i pielgrzymkę do Boga, który ich wzywa, a w niektórych przypadkach wzbudził w nich pragnienie służenia sobie poprzez kapłaństwo lub życie konsekrowane.

Co stało się z księdzem (jednym z Kustoszy) w Medziugorju? Jak informuje internet kilka lat po rzekomym cudzie opuścił Medjugorje, po tym jak ujawniono mu romans z zakonnicą i spłodzenie z nią dziecka . We Włoszech założył nową wspólnotę „Królowej Pokoju”.

Naród Polski od zarania dziejów wyczuwał, że wszelkie dobro pochodzi od Boga i Bogu należy je składać w ofierze przez Maryję. Matka Boża wybrała sobie Polaków i obdarzyła ich wyjątkową łaskawością. Osobiście wyraziła życzenie, aby polskie królestwo oddać Jej w opiekę.

Kochani. W tym miejscu chciałbym wprowadzić drugą notatkę od siebie i mówić o kulcie Matki Bożej w sanktuarium w Nowej Osuchowej, bo uważam również za opatrznościowe to zrządzenie losu. Pierwsza historyczna wzmianka o Osuchowej pochodzi z 1203 roku, kiedy to książę mazowiecki Konrad potwierdził specjalnym dokumentem wcześniejsze nadania posiadłości biskupa płockiego. Od 1943 roku Osuchowa posiada własny kościół a od 1952 roku własnego kapłana i w ten sposób staje się pod względem duszpasterskim samodzielną placówką. Jako oddzielna parafia zostaje kanonicznie erygowana dopiero w 1976 roku. W skład parafii wchodzą obecnie dwie wioski Stara Osuchowa i Nowa Osuchowa a liczba parafian sięga niespełna 500 osób.

Kult Matki Bożej w parafii Osuchowa jest ściśle związane z objawieniami które miały miejsce w życiu mieszkańców tej wioski. Na początku XX wieku niezwykłe objawienia zainspirowały zbudowanie kapliczki i namalowanie wizerunku Matki Bożej Osuchowskiej. Początek objawień Matki Najświętszej w Nowej Osuchowej związany jest z datą 2 czerwca 1910 roku.

Trzy dziewczynki z Nowej Osuchowej wracały z nauki katechizmu z Poręby do domu, nagle dwie z nich Józefa i Rozalia ujrzały złote promienie spływające z nieba zdobione kolorami tęczy, z nich wyłoniła się postać niewiasty ubranej w białą suknię przepasaną błękitną szarfą. Jej ramiona okrywał biały płaszcz spięty pod szyją złotą klamrą, z każdego palca z opuszczonych ku dołowi rąk spływał złoty promień, wokół głowy postaci znajdowało się piętnaście kwiatów białej róży. Wylęknione dziewczynki uklękły w przekonaniu że widzą Matkę Bożą. Zatrwożone niezwykłym zjawiskiem złożyły ręce do modlitwy i odmawiały „Anioł Pański”. Widzenie to powtórzyło się nazajutrz, gdy Rozalia i Józefa zachęcone przez swoje matki, odmawiały cząstkę różańca na miejscu pierwszego widzenia. W następne dni dziewczynkom towarzyszyło wielu ludzi odmawiających wspólnie różaniec. Wieść o cudzie zaczęła ściągać na polanę w lesie koło strumyka rzesze ludzi z okolicznych wiosek. Ukazywaniu się Matki Bożej towarzyszyła jasność widziana przez wszystkich obecnych na miejscu objawienia.


Od 5 czerwca 1910 roku Matkę Bożą zaczyna widzieć również Marianna Andryszczyk, urodzona w 1877 roku mieszkanka Nowej Osuchowej. Od tego czasu dziewczynki oraz Marianna miały widzenia codziennie w czasie modlitwy. Matka najświętsza ukazywała się raz jako Niepokalana innym razem w jasnogórskim wizerunku na błękitnym tle nieba. Charakterystyczne były rozjaśnione oblicza Maryi i Jezusa z widocznymi na nich łzami. Matka Boża powiedziała Mariannie Andryszczyk że przybywa z Częstochowy i prosi o odmawianie różańca. Zwróciła się do niej w tych słowach „córko moja! słuchaj co mówię i opowiedz to ludowi: miejsce na którym klęczysz przed wiekami zostało przez Boga przeznaczone i dla Mnie wybrane, ja sobie to miejsce bardzo ulubiłam i przybywam do was z Częstochowy. Przychodźcie tu licznie codziennie, pozdrawiajcie Mnie świętym różańcem, który jest mi bardzo miłą modlitwą. Wielkich łask bożych doznawać będzie każdy ktokolwiek tu przybędzie z wiarą i miłością i pozdrowi mnie modlitwą różańcową.”

Początek objawień w Osuchowej zbiega się w czasie z ponowną koronacją obrazu Matki Bożej Częstochowskiej na Jasnej Górze w niedzielę Trójcy Przenajświętszej w 1910 roku. Po tym jak rok wcześniej ten cudowny obraz został sprofanowany, a korony i wota skradzione. W roku poprzedzającym pierwszą wojnę światową (1914-1918), objawienia Matki Bożej w Osuchowej przybierają charakter ostrzeżeń i napomnień. Maryja mówiąc do Marianny Andryszczyk zwraca się do wszystkich ludzi ze skargą i smutkiem: „Cały świat sponiewierał prawa Boże i poprzekręcano kościelne ustawy. Pycha tak dalece zawładnęła ludzkością że chwałę jaka należy się Bogu ludzie przywłaszczają sobie. Wszelka umiejętność i wynalazki nowoczesnej techniki są przyznawane ludziom. Pobożność jest rzadko spotykaną cnotą, a ci, którzy ją praktykują są wyśmiewani i wyszydzani.” Oblicze Maryi było przejęte smutkiem, a ogarniając czule wzrokiem modlących się powiedziała „Jezus, mój Syn ukochany, jest srodze zagniewany na cały świat, wymierzona jest kara dla ludzkości. Miecz sprawiedliwości dosięgnie grzeszący świat, bo miara Bożej sprawiedliwości już się przebrała, kara Boża dosięgnie ludzkość. Ludzie z głodu lizać będą kamienie, a ludzkie trupy porozrzucane będą jak snopy w żniwa. ”I tu Matka Boża podniosła miecz do góry, a następnie zwracając się kolejno na cztery strony świata wskazała mieczem na południe, wschód, północ i zachód, potem oczom Marianny Andryszczyk ukazał się obraz bitwy i wielkiego rozlewu krwi, oraz leżących trupów. Jednocześnie Maryja przemówiła do niej: „powiedz wszystkim to co ci teraz mówię: jeżeli czci należnej nie będziecie Mi oddawać biada wam, kara Boża was dosięgnie, a bez mojej opieki zginiecie. Wszyscy którzy na to miejsce przyjdą i będą polecać się mojej opiece nie zginą. Ja jestem z wami i po wszystkie wieki tu pozostanę” Ostatnie zdanie Maryja powtarzała często, prawie każdego dnia widzeń.

Swoim wiernym czcicielom objawiająca się Matka Boża wskazała poprzez Mariannę Andryszczyk na cudowne znaki, z którymi związała swoją macierzyńską opiekę i Boże Błogosławieństwo. Były to: woda ze strumyka oraz płótno lniane. Wskazując na strugę Maryja mówiła: „Błogosławię ten strumień wody, który w pobliżu przepływa”, powiedziała także „Pragnę aby lniane płótno słano pod moje stopy, a ja będę je błogosławiła. Płótno i woda mają moc leczniczą, aby wszyscy którzy będą ich używać, otrzymali pomoc dla duszy i ciała.” Jednocześnie Matka Boża poleciła nabierać wodę w naczynia i zostawiać na czas modlitwy różańcowej obok ustawionego w 1910 roku Krzyża lub ołtarza. Podobnie poleciła czynić z płótnem. Maryja obiecała też dać cudowne źródło wody: „Z miłości ku wam dzieci moje, dam wam źródło wody, a ktokolwiek z wiarą napije się jej lub dotknie – chociaż rąk, nóg lub oczu nie ma – otrzyma zaraz nowe członki i wszelkie choroby znikną bez śladu. Nawet zmarły skropiony tą wodą, z woli mojego Syna powróci do życia. A każdy, kto będzie prosił o łaski, odbierać je będzie w obfitości.” Marianna Andryszczyk o jednej z proroczych wizji opowiadała w ten sposób: „Widziałam źródło cudowne, z którego płynęła czysta woda, przy nim stała Matka Boża, a wokół źródła mnóstwo przeróżnych kalek i chorych. Matka Boża wzięła w rękę wody z tego źródła i pokropiła nią złożonych niemocą i kaleki. Boże, co za widok! Wszyscy wstali zdrowi i weseli, pełni szczęścia i wdzięczności. Tym, co rąk i nóg nie mieli, odrosły momentalnie. Ci, co byli złożeni paraliżem, odrzucili kule, aby chodzić o własnej sile. Innym, ranami i wrzodami okrytym, pod działaniem tej cudownej wody zagoiły się te bolesne rany, i tak wszyscy zostali uzdrowieni. Ci zaś, których diabeł trzymał w swojej władzy, a nawet ci, którzy byli opętani, zostali w jednej chwili uwolnieni. Grzesznicy bili się w piersi a wszyscy razem chwalili Boga, że tak wielkie rzeczy uczynił przez Maryję.” Matka Boża zachęcała często do poprawy życia i odwiedzania miejsca objawienia: „Czyńcie pokutę i nawróćcie się szczerze do Stwórcy Pana, bo inaczej zginiecie. Trwajcie silnie przy świętej wierze katolickiej, bo tylko ona jest święta i prawdziwa. Wy, którzy na to miejsce przychodzicie, znajdziecie łaskę u mojego Syna. Przychodźcie tu licznie. Oczekuję was z utęsknieniem dzieci moje.”

Potrzebujemy wierzyć Matce Bożej więcej.

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.

______

Stanisław Barszczak, Particles of the Invisible World

God’s Beloved Children

Life isn’t just about journeys, it’s about emotions that last forever. Live. Live more. I’ve lived in Podhale my whole life, but it still delights me, says a highlander in love with the mountains. „I’m lucky with everything,” Agnieszka Osiecka said.

„I’m not that extraordinary,

so pretty, so smart, or anything.

I have no back, no protectors, no bank accounts,

but somehow life is so easy for me.

I’m lucky with everything,

without going anywhere, without asking, without anything,

I’m lucky with everything,

without going anywhere, without asking, without anything,

I’m lucky day after day!

Others cry that boys don’t want to love them,

even though they’re pretty, even though they’re fashionable, such bad luck.

And I don’t know, this is a foreign problem to me,

because three boys love me at once!

And then suddenly someone met me without a smile,

and didn’t look my way, as if out of spite.

As if they were thinking about something else, as if they didn’t feel

that they were someone very important to me.

I’m not lucky with one,

with one, unique…

And why? Because I know…

Yes Out of this, out of this, out of that

I’m not lucky with one,

I’m not lucky with the nicest, the nicest,

although I really, really want to…

My dearest. In this era of pluralism of opinions and beliefs, lasting peace and help are essential for the lives of the children in Gaza. Personally, I can only support the children with prayer. This terrible hell on earth must end. And every end can become the beginning of something beautiful.

Why doesn’t the Catholic Church recognize the apparitions in Medjugorje? Pope Francis announced in 2015 that he would make a decision regarding the Medjugorje apparitions, but a decision has not been made to date. Opponents of recognizing the Medjugorje apparitions as authentic note that the alleged Our Lady of Medjugorje behaves completely differently than during the apparitions in Lourdes or Fatima. Medjugorje – a town of several thousand inhabitants in Bosnia and Herzegovina – has been the site of alleged apparitions of Mary since 1981. She has appeared to six lay people from their childhood to the present – although for some, the apparitions were supposedly over. Poles faithfully go there on numerous parish pilgrimages and beyond.

What did Mary say about Poland? „I am the Queen of Poland. I am the Mother of this nation, which is very dear to Me, so intercede for it and pray to Me constantly for the prosperity of this land, and I will always be merciful to you, as I am now,” Mary told the Jesuit.

Sister Faustina describes Mary in her Diary as follows: „When I saw her, she was dressed in a white dress. She had a transparent blue veil on her shoulders, her head uncovered, and her light blond hair flowing freely. Lovely and incomprehensibly beautiful.

Here are the best quotes from the Mother of God: „And Mary said, ‚Behold, I am the servant of the Lord; let it be done to me according to your word.'” And the angel left her. „His Mother said to the servants, ‚Do whatever he tells you.'” „And Mary said: My soul magnifies the Lord.”

On the evening of June 27, 1877, the apparitions of Our Lady in Gietrzwałd began, lasting until September 16 of that year. The main visionaries were thirteen-year-old Justyna Szafryńska and twelve-year-old Barbara Samulowska. These are the only apparitions in Poland recognized by the Catholic Church. What did Mary say in Gietrzwałd? In Gietrzwałd, Mary consistently responded to the girls’ questions by pointing to the rosary.

In total, Our Lady appeared in Gietrzwałd 160 times. She asked the faithful to pray the rosary fervently and not to drink alcohol. She also blessed a spring located in a meadow near the church so that the sick could draw water from it.

John Paul II, still Cardinal Karol Wojtyła, visited Gietrzwałd on September 10, 1967, and together with Cardinal Stefan Wyszyński crowned the miraculous image of Mrs. Gietrzwałdzka.

Providentially, I believe, eight years after that coronation, I found myself back in my boyhood, at a playground in Dąbrowa Górnicza-Ząbkowice. We were together; my mother had already returned from work. After dinner, a friend and I went out into the yard. To Adam’s surprise, I jumped very far from the swing, but I fell unluckily, breaking two bones in my right forearm. It was a sign given to me by God, as I firmly believe. An ambulance was immediately called from the reception desk near the Glassworks in Zagórze… but they didn’t rush me to the hospital in Zagórze. However, it ended quite well. After successful surgeries, my 8th-grade class visited me there, and I wanted to be very warm and hospitable to my classmates. On September 10, 1975, I was eagerly awaiting the important match between Poland and the Netherlands. Today, I’m reading a contemporary commentary on that moment online. „Total football at the Silesian Stadium. On September 10, 1975, Poland, cheered on by 85,000 fans, defeated the cosmic Netherlands 4-1. Kazimierz Deyna overshadowed the giant of world football, Johan Cruyff.” It wasn’t total football, but a blessing in disguise. The Netherlands weren’t cosmic, because there was no European cosmos back then.

Let me end this with this testimony here. Archbishop Hoser spoke of Medjugorje as a prophetic place of prayer for peace in the world. „Personally, I’m more cynical. I prefer a Madonna who is the Mother of God, not a telegraph director who sends messages every day at a specific time. She is not the Mother of Jesus,” the Pope declared.

Pope Leo XIV encouraged participants of the youth festival in Medjugorje to unite the flames of their hearts, so that this fire would illuminate their path and pilgrimage to God, who calls them, and in some cases, awaken in them the desire to serve Himself through the priesthood or consecrated life.

What happened to the priest (one of the Custodes) in Medjugorje? According to the internet, he left Medjugorje a few years after the alleged miracle, after it was revealed that he had an affair with a nun and fathered a child with her. He founded a new community in Italy, the „Queen of Peace.”

From the dawn of time, the Polish nation has sensed that all good comes from God and should be offered to God through Mary. The Mother of God chose Poles and bestowed upon them exceptional grace. She personally expressed the wish to entrust the Polish kingdom to her care.

My dears, I would like to add a second note here and speak about the cult of Our Lady at the sanctuary in Nowa Osuchowa, as I also consider this act of fate providential. The first historical mention of Osuchowa dates back to 1203, when the Mazovian Duke Konrad confirmed the earlier grants of land to the Bishop of Płock with a special document. Since 1943, Osuchowa has had its own church and, since 1952, its own priest, thus becoming a pastorally independent institution. It was not canonically established as a separate parish until 1976. The parish currently comprises two villages, Stara Osuchowa and Nowa Osuchowa, and the number of parishioners is just under 500.

The devotion to Our Lady in the Osuchowa parish is closely linked to the apparitions that occurred in the lives of the village’s inhabitants. In the early 20th century, extraordinary revelations inspired the construction of a chapel and the painting of an image of Our Lady of Osuchowa. The beginning of the apparitions of Our Lady in Nowa Osuchowa is associated with June 2, 1910.

Three girls from Nowa Osuchowa were returning home from catechism classes in Poręba. Suddenly, two of them, Józefa and Rozalia, saw golden rays streaming down from the sky, adorned with the colors of the rainbow. From these rays emerged the figure of a woman dressed in a white dress, girded with a blue sash. A white cloak, fastened at the neck with a gold clasp, covered her shoulders. A golden ray flowed from each finger of her downward-stretched hands. Fifteen white roses were around the figure’s head. The terrified girls knelt, convinced they were seeing the Mother of God. Terrified by the unusual phenomenon, they joined their hands in prayer and recited the Angelus. The vision repeated the next day, when Rozalia and Józefa, encouraged by their mothers, prayed a portion of the rosary at the site of the first apparition. In the following days, the girls were accompanied by many people praying the rosary together. News of the miracle began to draw crowds of people from nearby villages to the clearing in the forest near the stream. The apparitions of the Mother of God were accompanied by a radiance seen by all present at the apparition site.

From June 5, 1910, Marianna Andryszczyk, a resident of Nowa Osuchowa born in 1877, also began to see the Mother of God. From then on, the girls and Marianna had daily visions during prayer. The Blessed Mother appeared sometimes as the Immaculate Virgin, other times in the image of Jasna Góra against the blue sky. The radiant faces of Mary and Jesus, with tears visible on them, were characteristic. Our Lady told Marianna Andryszczyk that she was coming from Częstochowa and asking her to pray the rosary. She addressed her with these words: „My daughter! Listen to what I am saying and tell the people: the place where you kneel was destined and chosen by God centuries ago. I have become very fond of this place, and I come to you from Częstochowa. Come here in large numbers every day, greet me with the holy rosary, which is a prayer that is very pleasing to me. Great divine graces will be experienced by everyone who comes here with faith and love and greets me with the rosary.”

The beginning of the apparitions in Osuchowa coincided with the re-coronation of the image of Our Lady of Częstochowa at Jasna Góra on Trinity Sunday in 1910, after the miraculous image had been desecrated a year earlier, and the crowns and votive offerings stolen. In the year preceding World War I (1914-1918), the apparitions of Our Lady in Osuchowa take on the character of warnings and admonitions. Mary, speaking to Marianna Andryszczyk, addresses all people with complaint and sadness: „The whole world has desecrated God’s laws and perverted church statutes. Pride has so completely taken over humanity that people appropriate for themselves the glory that belongs to God. All modern skills and inventions modern techniques are granted to people. Piety is a rare virtue, and those who practice it are ridiculed and mocked.” Mary’s face was filled with sadness, and tenderly gazing at those praying, she said, „Jesus, my beloved Son, is fiercely angry with the entire world; punishment is being meted out to humanity. The sword of justice will reach the sinning world, because the measure of God’s justice has already been exhausted; God’s punishment will reach humanity. People will lick stones from hunger, and human corpses will be scattered like sheaves in the harvest.” And here the Mother of God raised her sword, and then, turning successively to the four cardinal directions, she pointed with her sword to the south, east, north, and west. Then Marianna Andryszczyk saw an image of a battle and great bloodshed, and lying corpses. At the same time, Mary spoke to her: „Tell everyone what I am telling you now: if you do not pay me the honor due, woe to you! God’s punishment will overtake you, and without my protection, you will perish. All who come to this place and entrust themselves to my care will not perish. I am with you and will remain here forever.” Mary repeated this last sentence often, almost every day of her visitation.

Through Marianna Andryszczyk, the apparition of Our Lady indicated to her faithful devotees miraculous signs, with which she associated her maternal protection and God’s blessing. These were: water from a stream and a linen cloth. Pointing to the stream, Mary said, „I bless this stream of water that flows nearby.” She also said, „I desire that linen cloth be placed under my feet, and I will bless it. The cloth and water have healing power, so that all who use them will receive help for their soul and body.” At the same time, Our Lady instructed that water be filled into vessels and left there for the duration of the rosary prayer next to the Cross or altar, erected in 1910. She instructed the same with the cloth. Mary also promised to give a miraculous spring of water: „Out of love for you, my children, I will give you a spring of water, and whoever drinks from it or touches it with faith—even if they have no hands, feet, or eyes—will immediately receive new limbs, and all illnesses will disappear without a trace. Even the dead sprinkled with this water will return to life, by the will of my Son. And everyone who asks for graces will receive them in abundance.” Marianna Andryszczyk spoke of one of her prophetic visions this way: „I saw a miraculous spring from which pure water flowed. The Mother of God stood beside it, and around the spring were multitudes of various cripples and sick people. The Mother of God took water from the spring in her hand and sprinkled it on the helpless and disabled. God, what a sight! Everyone arose healthy and joyful, full of happiness and gratitude. Those who had no arms and legs grew back instantly. Those who were paralyzed threw away their crutches to walk on their own. Others, covered with wounds and ulcers, had their painful wounds healed under the action of this miraculous water, and so all were healed. Those whom the devil held in his power, and even those who were possessed, were instantly freed. Sinners beat their breasts, and everyone praised God for having done such great things through Mary.” Our Lady often encouraged people to improve their lives and visit the apparition site: „Do penance and convert sincerely to the Lord, the Creator, or you will perish. Stand firm in the holy Catholic faith, for only it is holy and true. You who come to this place will find grace in my Son. Come here in large numbers. I await you with longing, my children.”

We need to believe in the mother of god more and more. Praised be Jesus Christ.

_______

„Jestem waszą matką” 


Najmilsi. Od czasu do czasu trzeba się wyciszyć, poukładać swoje sprawy, poświęcić czas dla siebie i na swoje pasje. Pobyć że sobą sam na sam. Z dala od toksycznych ludzi, którzy wiedzą o Tobie więcej niż ty i ciągle mówią Ci, jak powinno wyglądać twoje życie.

Człowiek jest jedynym stworzeniem, które odmawia bycia tym, kim jest. A przede mną ocean ludzi. Ale nierzadko nie mogę znaleźć ani kropli człowieczeństwa. Wybitna prozatorska zauważyła: jestem niewinna jak nienarodzone dziecko. „Nie zawarłam żadnego paktu z diabłem. Nigdy w życiu go nie widziałam”. „Mówię prawdę. Nigdy w życiu nie skrzywdziłam tych osób. Nigdy wcześniej ich nie widziałam”. „Nie przyszłam tu, żeby powiedzieć, że jestem czarownicą i odebrać sobie życie”. „Jestem niewinna bycia czarownicą”.

Jest nam tutaj wesoło, fajnie i miło. Mam wrażenie, że wszyscy jednak czujemy troszeczkę, że jesteśmy na Titanicu. Albowiem światem zaczęły na dobre rządzić potwory, zarówno zewnętrzne i wewnętrzne. Obawiam się, że rzeczywiście coś takiego się dzieje. I pojawia się pytanie, czy poradzimy dziś sobie z tymi potworami.

Jezus Chrystus jest Wielkim Uzdrowicielem. Zwracając się do Niego, znajdziesz ulgę, siłę i pocieszenie, które pomogą Ci przezwyciężyć trudności. Misjonarze z Rzymsko-katolickiego Kościoła pomogą Ci zbliżyć się do Zbawiciela i będą Cię wspierać w podążaniu za Nim. Zarejestruj się, aby porozmawiać z nimi tutaj.

Ufam, że życie prowadzi mnie tam, gdzie mam być. Każdy dzień przynosi mi nowe szanse i światło. Noszę w sercu siłę i spokój, które wspierają mnie w każdej chwili. Otwieram się na dobro, które czeka na mnie tu i teraz. Z ufnością przyjmuję to, co przychodzi, wiedząc, że wszystko ma swój sens. Sekret geniuszu polega na tym, by zachować ducha dziecka aż do starości, co oznacza, że ​​nigdy nie tracić entuzjazmu.

Główną przyczyną dryfowania jednostek jest brak celu lub sensu w życiu. Ten, kto nie ma celu, nie jest tak skłonny do strzelania z łuku. Zapałki, które nie mają nic, co mogłoby zapalić, nie są długo noszone. Umysł niezaangażowany to umysł dryfujący – unosi się z prądem wraz z opinią publiczną. „Mówią”, „w tym roku noszą zielone” albo „o matko, wszystkie dzieci je noszą”. Straszliwy anonimowy autorytet „oni” niesie ze sobą martwe umysły, zbyt leniwe, by myśleć samodzielnie. Umysł zaangażowany, z celem i wiarą, ogranicza wszystkie możliwości, które odciągają go od osiągnięcia celu. Nic, co dryfuje, nie może się odwrócić inaczej niż za sprawą siły zewnętrznej. Piłka rzucona przez pokój nie zmieni kierunku inaczej niż za sprawą siły większej niż ona sama. Podobnie, Boska Moc zwana „łaską” jest niezbędna, aby powstrzymać rozkład. Nikt nie musi pozostać tym, kim jest. Święty zapytał Boga, dlaczego nie przebaczył diabłu. Bóg odpowiedział: ”poniewaz nigdy mnie nie prosił”.

Każdy nowy dzień niesie mi szansę na wewnętrzną przemianę. Moje serce jest otwarte na dobro i światło, które spotykamy na swej drodze. Nawet w trudnościach oo odnajduję siłę, która prowadzi mnie dalej. Zasługuję na spokój, miłość i harmonię w moim życiu. Każdy dzień przynosi mi nowe powody do wdzięczności. Uczyń każdą sekundę swego życia wartościową.W dniu Świętego Hieronima przypomniałbym, że współczesny wyznawca Chrystusa powinien przede wszystkim nauczyć się od świętego Hieronima, miłości do Słowa Bożego w Piśmie Świętym!

Choroba nie jest wynikiem naszych osobistych grzechów. Choroba nie jest wynikiem naszych osobistych grzechów. Ponieważ Pan nie zsyła cierpienia i bólu według zasług i przewinień człowieka. Wszystko, co dotyczy cierpienia, jest tajemnicą, która nas przewyższa i wykracza poza nas.

Matka Boża mówiła o sobie, że jest naszą matką. Obyśmy otrzymali od Maryi Bolesnej siłę, by uznać, że życie nie jest definiowane jedynie przez cierpienie, ale przez miłość Boga, która nigdy nas nie opuszcza i prowadzi cały Kościół.

Pomnij o najłaskawsza Panno Maryjo,

że nigdy nie słyszano,

aby ktokolwiek uciekający się do Ciebie,

błagający Twojej pomocy,

lub proszący o Twoje wstawiennictwo,

został opuszczony.

Natchniony tą ufnością,

uciekam się do Ciebie,

o Dziewico nad dziewicami, moja Matko.

Do Ciebie przychodzę,

przed Tobą stoję,

grzeszny i zbolały.

O Matko Słowa Wcielonego,

nie gardź moimi prośbami,

ale w swoim miłosierdziu wysłuchaj mnie i odpowiedz. Amen.

Bracie, siostro. Niech miłosierdzie Boże nadal płynie w Twoim życiu.


______

„I am your mother”

My dearest ones. From time to time, you need to calm down, sort out your affairs, dedicate time to yourself and your passions. Be alone with yourself. Away from toxic people who know more about you than you do and constantly tell you how your life should be.

Humans are the only creatures that refuse to be who they are. And before me lies an ocean of people. But often I cannot find a single drop of humanity. A distinguished prose writer observed: I am as innocent as an unborn child. „I have never made a pact with the devil. I have never seen him in my life.” „I am telling the truth. I have never hurt these people in my life. I have never seen them before.” „I did not come here to say I am a witch and take my life.” „I am innocent of being a witch.”

We’re happy, cool, and pleasant here. I have the impression that we all feel a little like we’re on the Titanic. Because the world has begun to be ruled by monsters, both external and internal. I fear that something like this is actually happening. And the question arises: will we be able to cope with these monsters today?


Jesus Christ is the Great Healer. By turning to Him, you will find relief, strength, and comfort that will help you overcome your difficulties. Missionaries of the Roman Catholic Church will help you draw closer to the Savior and support you in following Him. Register to speak with them here.

I trust that life is leading me to where I am meant to be. Each day brings me new opportunities and light. I carry in my heart the strength and peace that sustain me in every moment. I open myself to the good that awaits me here and now. I accept with confidence what comes, knowing that everything has its purpose. The secret of genius is to retain the spirit of a child into old age, which means never losing enthusiasm.

The main cause of individual drift is a lack of purpose or meaning in life. One who lacks purpose is not as inclined to shoot a bow. Matches with nothing to ignite do not last long. A disengaged mind is a drifting mind—it drifts with the current of public opinion. „They say,” „They’re wearing green this year,” or „Oh my, all the kids are wearing them.” The terrifying, anonymous authority of „they” carries with it dead minds, too lazy to think for themselves. A mind engaged with purpose and faith limits all possibilities that distract it from achieving its goal. Nothing that drifts can turn except by an external force. A ball thrown across the room will not change direction except by a force greater than itself. Similarly, the Divine Power called „grace” is essential to halt decay. No one has to remain as they are. A saint asked God why he didn’t forgive the devil. God replied, „because he never asked me.”

Each new day brings me a chance for inner transformation. My heart is open to the good and light we encounter along the way. Even in difficulties, I find the strength that guides me forward. I deserve peace, love, and harmony in my life. Each day brings me new reasons to be grateful. Make every second of your life worthwhile.On Saint Jerome’s Day, I would like to remind you that the modern follower of Christ should, above all, learn from Saint Jerome to love the Word of God in the Holy Scriptures!

Illness is not the result of our personal sins. Illness is not the result of our personal sins. For the Lord does not send suffering and pain according to a person’s merits and sins. Everything about suffering is a mystery that surpasses and transcends us.

Our Lady said that she was our mother. May we receive from Mary of Sorrows the strength to recognize that life is not defined solely by suffering, but by the love of God, which never abandons us and guides the entire Church.

Remember, O most gracious Virgin Mary, that never was it heard that anyone who turned to you,

implored your help,

or asked for your intercession,

was abandoned.

Inspired by this trust,

I turn to you,

O Virgin of virgins, my Mother.

To you I come,

before you I stand,

a sinner and in pain.

O Mother of the Incarnate Word, do not despise my prayers, but in your mercy hear me and answer me. Amen.

May the mercy of God continue to flow in your life.

______

stanisław Barszczak, Per confortare il cuore

Quel giorno, il 20 settembre 1889, Vincent scrisse al fratello: „Sai a cosa penso spesso, a ciò che ti ho detto una volta: che anche se fallisco, credo ancora che ciò su cui ho lavorato continuerà. Non direttamente, ma non solo l’uomo crede in ciò che è vero”.

Van Gogh esprime una silenziosa speranza che, anche se non raggiungerà il successo personale, le idee e le convinzioni che ha coltivato sopravviveranno negli altri.

Alcuni dei nostri sforzi non portano risultati immediati, ma questo non significa che siano vani. E ho sempre davanti a me la notte di Betlemme in cui nacque l’uomo-Dio, „affinché giungesse la salvezza”, come scrisse Padre Jan Twardowski.

Le stelle sarebbero più scure, la tristezza barcollerebbe costantemente, gli occhi semplicemente per amare, anche a occhi chiusi, la fede per non credere a volte, la disperazione per sapere di più e il dolore per non pensare, solo per sopravvivere con gli altri, la fine per non finire mai, il tempo per perdere i propri cari, le lacrime per volare in coppia, la morte per far accadere tutto, tra il mondo e noi, e io porto ancora con me i sogni! Mi è sempre sembrato strano… le qualità che ammiriamo nelle persone – gentilezza e generosità, apertura mentale, onestà, comprensione e sentimenti – sono elementi intrinseci del fallimento nel nostro sistema. E le qualità che odiamo – intelligenza, avidità, avarizia, meschinità, egoismo ed egocentrismo – sono i tratti distintivi del successo. Le persone ammirano la qualità delle prime, ma amano i frutti delle seconde.

Quelle che ammiriamo: gentilezza, generosità, apertura mentale, onestà, comprensione e sentimenti. Quelle che odiamo: intelligenza, avidità, avidità, meschinità, egoismo, egocentrismo.

È paradossale che negli attuali sistemi sociali, economici e di potere, i tratti che ammiriamo siano spesso associati al fallimento, mentre quelli che generalmente detestiamo siano più strettamente associati al successo.

È ancora vero in politica, nelle aziende, nel management e nei media che le persone spietate, egoiste, avide ed eccessivamente ambiziose a volte raggiungono un successo più visibile, mentre gli individui altruisti, gentili ed etici possono essere emarginati. Questo paradosso deriva da diversi fattori complessi legati alle strutture organizzative, agli stimoli mediatici e alla psicologia umana. Gli individui con grandi ambizioni e una mentalità egocentrica sono spesso più abili a destreggiarsi tra le strutture di potere e a promuovere i propri interessi. Sebbene il comportamento etico sia generalmente elogiato, è spesso percepito come un peso.

Quindi mi dico…

Cammini nella vita tra tempeste e dubbi,

La croce nelle tue mani: un segno di redenzione.

Spesso cadi sul sentiero della sofferenza,

Ma ti rialzi: il Signore ti concede il perdono.

Cammini quando l’oscurità non ha fine né fine,

Un raggio del sole di Dio splende nel tuo cuore.

Cadi e le lacrime scorrono nella notte,

Ti rialzi perché il Signore ti concede la Sua forza.

Cammini verso la luce che non tramonterà mai,

Porti fedelmente la croce finché il cammino non diventa luminoso.

Cadi: la tua fatica ha il suo significato,

Ti rialzi e sai: l’amore porta salvezza.

Nel cristianesimo, tutto questo è troppo meraviglioso, eppure, allo stesso tempo, per me e per il mio prossimo, spesso si rivela privo di significato. E il mio cammino di vita mi ha portato più lontano! In quest’era tecnologica, abbiamo scelto uno stato d’animo non comune, ma essenziale per un pensiero corretto. Questo porta bene solo a pochi. Tuttavia, avendo Gesù con me, ho ancora un amico che non conosci, oserei dire, che ha accettato di essere una „gabbia” per me. Io sono solo una gabbia, e tu eri un uccello che non stava mai fermo, osservò una volta Franz Kafka. Infine, ho sentito l’ultimo bisogno di aprire le mie ali alla comunità fraterna da solo.

Preghiera alla Madonna di Częstochowa.

Atto di Consacrazione alla Madre di Dio

Madre di Dio, Maria Immacolata!

A te consacro il mio corpo e la mia anima, tutte le mie preghiere e le mie opere, le mie gioie e le mie sofferenze, tutto ciò che sono e possiedo. Con cuore volenteroso mi abbandono a te nella schiavitù dell’amore.

Ti lascio la piena libertà di servirti di me per la salvezza degli uomini e per aiutare la Santa Chiesa, di cui sei Madre.

D’ora in poi, voglio fare tutto con te, attraverso di te e per te. So che non posso realizzare nulla con le mie forze. Tu puoi fare tutto ciò che è volontà di Tuo Figlio, e Tu trionfi sempre.

Quindi, Aiuto dei Cristiani, fa’ che la mia famiglia, la mia parrocchia e tutta la mia patria siano il vero Regno di Tuo Figlio e Tuo. Amen.

L’autore di questa preghiera è il Primate del Millennio, il Cardinale Stefan Wyszyński.

Stanisław Barszczak, Ku pokrzepieniu serc

Tego dnia, 20 września 1889 roku, Vincent napisał do brata:„Wiesz, o czym często myślę – o tym, co ci kiedyś mówiłem, że nawet jeśli mi się nie uda, to i tak wierzę, że to, nad czym pracowałem, będzie kontynuowane. Nie bezpośrednio, ale nie tylko człowiek wierzy w to, co prawdziwe”.

Van Gogh wyraża cichą nadzieję, że nawet jeśli nie odniesie osobistego sukcesu, idee i przekonania, które pielęgnował, przetrwają w innych.

Niektóre nasze wysiłki nie przynoszą natychmiastowych efektów, ale to nie znaczy, że są daremne. A ja zawsze jeszcze przed sobą mam Betlejemską noc, w której narodził się Bóg człowiek, „aby się stało” zbawienie, jak pisał ksiądz Jan Twardowski.

Gwiazdy by ciemniej było

smutek by stale dreptał

oczy po prostu by kochać

choć z zamkniętymi oczami

wiara by czasem nie wierzyć

rozpacz by więcej wiedzieć

i jeszcze ból by nie myśleć

tylko z innymi przetrwać

koniec by nigdy nie kończyć

czas by utracić bliskich

łzy by chodziły parami

śmierć aby wszystko się stało

pomiędzy światem a nami

I niosę marzenia wciąż! Zawsze wydawało mi się to dziwne… cechy, które podziwiamy u ludzi – dobroć i hojność, otwartość, uczciwość, zrozumienie i uczucia – są w naszym systemie nieodłącznymi elementami porażki. A cechy, których nienawidzimy – bystrość, chciwość, zachłanność, podłość, egoizm i egoizm – są cechami sukcesu. Ludzie podziwiają jakość tych pierwszych, ale kochają owoce tych drugich.

Te, które podziwiamy: życzliwość, hojność, otwartość, uczciwość, zrozumienie, uczucia.

Te, których nienawidzimy: bystrość, chciwość, zachłanność, podłość, egoizm, egoizm.

Paradoksalne jest to, że w istniejących systemach społecznych, ekonomicznych i władzy cechy, które podziwiamy, często kojarzą się z porażką, podczas gdy cechy, których generalnie nienawidzimy, są bardziej związane z sukcesem.

Bywa nadal aktualne w polityce, korporacjach, zarządzaniu i mediach to, że ludzie bezwzględni, egoistyczni, chciwi i nadmiernie ambitni czasami odnoszą bardziej widoczne sukcesy, podczas gdy osoby altruistyczne, życzliwe i etyczne mogą być marginalizowane. Ten paradoks wynika z kilku złożonych czynników związanych ze strukturami organizacyjnymi, bodźcami medialnymi i psychologią człowieka. Osoby o wysokich ambicjach i egocentrycznym nastawieniu często lepiej radzą sobie z nawigowaniem w strukturach władzy i promowaniem własnych interesów. Choć etyczne zachowanie jest z zasady chwalone, często postrzegane jest jako obciążenie.

Mówię sobie tedy…

Idziesz przez życie wśród burz i zwątpienia,

Krzyż w twoich dłoniach — znak odkupienia.

Upadasz często na ścieżce cierpienia,

Lecz wstajesz — Pan ci udziela przebaczenia.

Idziesz, gdy mrok nie ma kresu ni końca,

W sercu rozbłyska promień Bożego słońca.

Upadasz, a łzy spływają po nocy,

Wstajesz, bo Pan ci udziela swej mocy.

Idziesz ku światłu, co nigdy nie zgaśnie,

Krzyż wiernie niesiesz, aż droga rozjaśnie.

Upadasz — trud twój ma swoje znaczenie,

Wstajesz i wiesz: miłość daje zbawienie.

W chrześcijaństwie to wszystko jest zbyt cudowne, zarazem dla mnie i mego bliźniego okazuje się nierzadko bez sensu. A moja droga życia zaprowadziła mnie dalej! W tej erze technicznej postawiliśmy na stan umysłu, który nie jest powszechny, ale jest niezbędny do prawidłowego myślenia. To, dobrze czyni tylko nielicznym. Natomiast ja mając przy sobie Jezusa, mam jeszcze przyjaciela, jakiego wy nie znacie, odważę się wam powiedzieć, a który zgodził się być dla mnie „klatką”. Jestem tylko klatką, a ty byłeś ptakiem, który nigdy nie został na miejscu, kiedyś zauważył Franz Kafka. W końcu odczułem ostatnią potrzebę, by otworzyć me skrzydła ku braterskiej wspólnocie samemu.

modlitwa  do Pani Jasnej z Częstochowy. 

Akt oddania Matce Bożej

Matko Boża, Niepokalana Maryjo!

Tobie poświęcam ciało i duszę moją, wszystkie modlitwy i prace, radości i cierpienia, wszystko czym jestem i co posiadam. Ochotnym sercem oddaję się Tobie w niewolę miłości.

Pozostawiam Ci zupełną swobodę posługiwania się mną dla zbawienia ludzi i ku pomocy Kościołowi świętemu, którego jesteś Matką.

Chcę odtąd wszystko czynić z Tobą, przez Ciebie i dla Ciebie. Wiem, że własnymi siłami niczego nie dokonam. Ty zaś wszystko możesz, co jest wolą Twojego Syna i zawsze zwyciężasz.

Spraw więc, Wspomożycielko wiernych, by moja rodzina, parafia i cała Ojczyzna były rzeczywistym Królestwem Twego Syna i Twoim. Amen.

Autorem słów tej modlitwy jest Prymas Tysiąclecia – ksiądz kardynał Stefan Wyszyński.

______


Stanisław Barszczak, To comfort hearts

On that day, September 20, 1889, Vincent wrote to his brother: „You know what I often think about – what I once told you, that even if I fail, I still believe that what I have worked on will continue. Not directly, but not only man believes in what is true.”

Van Gogh expresses a quiet hope that even if he does not achieve personal success, the ideas and beliefs he cultivated will survive in others.

Some of our efforts do not bring immediate results, but that does not mean they are in vain. And I always have before me the Bethlehem night when God-man was born, „so that salvation might come,” as Father Jan Twardowski wrote.

The stars would be darker, sadness would constantly toddle, eyes simply to love, even with closed eyes, faith to sometimes not believe, despair to know more, and pain to not think, only to survive with others, the end to never end, time to lose loved ones, tears to fly in pairs, death to make everything happen, between the world and us, and I still carry dreams! It always seemed strange to me… the qualities we admire in people—kindness and generosity, openness, honesty, understanding, and feelings—are inherent elements of failure in our system. And the qualities we hate—smartness, greed, avarice, meanness, selfishness, and egoism—are the hallmarks of success. People admire the quality of the former, but love the fruits of the latter.

The ones we admire: kindness, generosity, openness, honesty, understanding, and feelings. The ones we hate: cleverness, greed, acquisitiveness, meanness, selfishness, egotism.

It is paradoxical that in existing social, economic, and power systems, the traits we admire are often associated with failure, while the traits we generally hate are more closely associated with success.

It is still true in politics, corporations, management, and the media that ruthless, selfish, greedy, and overly ambitious people sometimes achieve more visible success, while altruistic, kind, and ethical individuals may be marginalized. This paradox stems from several complex factors related to organizational structures, media stimuli, and human psychology. Individuals with high ambitions and a self-centered mindset are often better at navigating power structures and promoting their own interests. Although ethical behavior is generally praised, it is often perceived as a burden.

So I say to myself…

You walk through life amidst storms and doubt,

The cross in your hands—a sign of redemption.

You often fall on the path of suffering,

But you rise—the Lord grants you forgiveness.

You walk when the darkness has no end or finish,

A ray of God’s sun shines in your heart.

You fall, and tears flow through the night,

You rise because the Lord grants you His strength.

You walk toward the light that will never fade,

You faithfully carry the cross until the path becomes bright.

You fall—your labor has its meaning,

You rise and know: love brings salvation.

In Christianity, all this is too wonderful, yet at the same time, for me and my neighbor, it often turns out to be meaningless. And my path of life has led me further! In this technological era, we have chosen a state of mind that is not common, but is essential for proper thinking. This only does good to a few. But with Jesus by my side, I still have a friend you don’t know, I dare say, who agreed to be my „cage.” I am only a cage, and you were a bird that never stayed put, Franz Kafka once observed. Finally, I felt the final need to open my wings to brotherly fellowship myself.

Prayer to Our Lady of Częstochowa.

Act of Consecration to the Mother of God

Mother of God, Immaculate Mary!

To you I consecrate my body and soul, all my prayers and works, joys and sufferings, all that I am and possess. With a willing heart, I surrender myself to you in the slavery of love.

I leave you complete freedom to use me for the salvation of people and to help the Holy Church, of which you are the Mother.

From now on, I want to do everything with you, through you, and for you. I know that I can accomplish nothing by my own strength. You, however, can do everything that is the will of your Son, and you always triumph.

Therefore, Help of Christians, grant that my family, parish, and entire homeland may be the true Kingdom of your Son and yours. Amen.

The author of this prayer is the Primate of the Millennium, Cardinal Stefan Wyszyński.

_______

Stanisław Barszczak, Wybór, przed którym wszyscy stoimy

Najsmutniejszym aspektem obecnego życia jest to, że nauka gromadzi wiedzę szybciej, niż społeczeństwo gromadzi mądrość.

Polacy, moi ziomkowie, choć w toczącej się wojnie są za Ukrainą, to nierzadko przychylają się ku Rosji. Moskwa wydała im się jakąś księżną, która przybyła z niezmierzonych rubieży swego państwa, strojona w całe bogactwo Azji, by poślubić Napoleona.„Każdy musi wybrać jeden z dwóch bólów: ból dyscypliny albo ból żalu”.

Dyscyplina nigdy nie jest łatwa. Wymaga konsekwencji, poświęcenia i wysiłku, podczas gdy większość wolałaby wybrać wygodną ścieżkę. Wczesne wstawanie, trzymanie się celu, odmawianie pokusom i dążenie do celu często wydaje się ciężarem w danej chwili. Piękno dyscypliny polega jednak na tym, że jej ból jest tymczasowy – pozostawia po sobie rozwój, siłę i spełnienie.

Żal natomiast jest cichy, ale ciężki. Pozostaje w sercu długo po tym, jak przeminą możliwości. To ból żalu, że nie zacząłeś wcześniej, nie starałeś się bardziej lub nie byłeś konsekwentny. W przeciwieństwie do dyscypliny, żal cię nie buduje – on cię obciąża.

Każdego dnia stajemy przed tym wyborem. I choć obie ścieżki niosą ze sobą wyzwania, jedna prowadzi do wolności, a druga do smutku. 

Wybierz dyscyplinę już dziś – Twoje przyszłe „ja” będzie Ci wdzięczne.

W tych dniach towarzyszą naszej pamięci także niekłamane rocznice. Na zawsze będziemy czcić bohaterów z 11 września 2001 roku. Ich niezłomna odwaga i poświęcenie górują nad nami, niczym latarnia wolności, odbita w każdej fladze i sercu. Choć mijają dekady, ich dziedzictwo góruje nad nami wszystkimi.

„Życie jest Golgotą; ale wypada wspinać się na nią z radością. Krzyże są klejnotami Oblubieńca i jestem o nie zazdrosny. Moje cierpienia są przyjemne”. Pomóż nam, Ojcze Pio, przyjąć i nieść nasze krzyże.

Nie będzie narodów, bo nie ma człowieczeństwa, niektórzy mówią. Były prezydent Polski Lech Wałęsa niedawno mówił o zrobieniu pospolitego zamieszania w sprawach polskiej lewicy i prawicy – dzisiaj nie jesteśmy w stanie powiedzieć kto jest na lewicy, kto na prawicy – mówił wręcz o uczynieniu nowej „wolnej elekcji” w Rzeczpospolitej, i w ten sposób na powrót o „wybraniu dwóch polskich skrzydeł”, albowiem zaledwie wtedy orzeł będzie mógł latać, a Polska będzie Polską. Jestem za prawdą, niezależnie od tego, kto ją głosi. Jestem za sprawiedliwością, niezależnie od tego, kto jest za, a kto przeciw. Jestem przede wszystkim człowiekiem i dlatego popieram każdego, kto i cokolwiek służy ludzkości jako całości. 

_____

Stanisław Barszczak, The choice we all face

The saddest aspect of life today is that science accumulates knowledge faster than society accumulates wisdom. Poles, my fellow countrymen, although they support Ukraine in the ongoing war, often lean towards Russia. Moscow seemed to them like some princess who came from the vast frontiers of her country, decked out in all the riches of Asia, to marry Napoleon.

„Everyone must choose one of two pains: the pain of discipline or the pain of regret.”

Discipline is never easy. It requires consistency, sacrifice, and effort, while most would prefer to choose the easy path. Rising early, sticking to your goal, refusing temptation, and striving for it often feels like a burden in the moment. The beauty of discipline, however, is that its pain is temporary – it leaves behind growth, strength, and fulfillment.

Regret, on the other hand, is silent but heavy. It lingers in the heart long after the opportunities have passed. It is the pain of regret for not having started sooner, for not having tried harder, or for not being consistent. Unlike discipline, regret doesn’t build you up – it weighs you down.

Every day we face this choice. And although both paths bring challenges, one leads to freedom, the other to sadness. Choose discipline today – your future self will be grateful.

In these days, we are also accompanied by genuine anniversaries. We will forever honor the heroes of September 11, 2001. Their unwavering courage and sacrifice tower over us, like a beacon of freedom, reflected in every flag and heart. Though decades pass, their legacy towers over us all.

„Life is a Golgotha; but it is fitting to climb it with joy. Crosses are the jewels of the Bridegroom, and I am jealous of them. My sufferings are pleasant.” Help us, Padre Pio, to accept and carry our crosses.

There will be no nations because there is no humanity, some say. Former Polish President Lech Wałęsa recently spoke of creating widespread confusion regarding the Polish left and right—today we can’t tell who is on the left and who is on the right—he even spoke of holding a new „free election” in the Republic of Poland, and thus returning to „choosing two Polish wings,” because only then will the eagle be able to fly and Poland will be Poland. I am for truth, regardless of who proclaims it. I am for justice, regardless of who is for or against it. I am, above all, a human being, and therefore I support anyone who, in any way, serves humanity as a whole.

______


Stanisław Barszczak, Witaj, o Najczystsze Źródło życiodajnej fali


(Buon pranzo accùssì)

W życiu bywałem w wielu miejscach, najczęściej we Włoszech, potem we Francji, u pierwszej córy Kościoła, natomiast dwa lata temu odwiedziłem po raz trzeci Gruzję, tym razem nie Kutaisi ani nawet nie Batumi, a stolicę Tbilisi. Gruzja – miejsce, gdzie Wschód spotyka się z Zachodem. Mało jest miejsc na świecie, które w tak magiczny sposób łączą w sobie dziką naturę, niepowtarzalną kuchnię i serdeczność ludzi. W jeden dzień możesz podziwiać ośnieżone szczyty Kaukazu, a kilka godzin później kąpać się w Morzu Czarnym. A wiecie, że w Gruzji narodziło się wino? Qvevri – gliniane amfory zakopane w ziemi – to tradycja mająca już 8000 lat! Jeśli szukacie miejsca, które na długo zostanie w pamięci – Gruzja jest właśnie tym krajem.

Nie spacerowałem po wzgórzu Narikala, nie byłem przy pomniku Matki Gruzji, za to najwięcej czasu spędziłem nad rwącą stołeczną rzeką o nie tak egzotycznie brzmiącej nazwie, mianowicie Kura. Poprzednimi laty nawiedziłem bardzo dużo miejsc na ludzkim globie, także dwa razy Sanktuarium -Bazylikę Naszej Pani Różańcowej w Lourdes. Tam zawsze byłem pod przemożnym wpływem Maryi, jakkolwiek moim oczom objawił się również przedziwny urok rwącej rzeki. Lourdes, to miasto w południowo-zachodniej Francji, u podnóża Pirenejów, nad rzeką Gave de Pau w regionie Oksytania, w departamencie Pireneje Wysokie. Największy we Francji i jeden z największych na świecie ośrodków kultu maryjnego i cel pielgrzymek, odwiedzany rocznie przez 6 mln osób z całego świata. Wody Gave de Pau od czasu do czasu rozlewają i czynią spustoszenia w tamtejszym krajobrazie. Nie ma bowiem wysokiego brzegu, takiego jak ma Kura.

Zaledwie niedawno odczytałem fragment książki kard. Giafranco Ravasiego pt. ‚Miesiąc z Maryją’, w której uderzył mnie następujące fragmenty:

Postanowiliśmy przyjąć symboliczny schemat nawigacji jako model dla tej eksploracji horyzontu duszy. Podróż ta ma różne etapy. Zanim jednak wyruszymy, musimy zbadać rzekę poprzez prymitywne kultury, starożytne i wspaniałe cywilizacje Egiptu, Mezopotamii, Indii i Arabii, odwiedzając również odległe miejsca, niemal jak ciemne jaskinie, takie jak metempsychoza, spirytualizm i metapsychika.

Wielka rzeka duszy, którą musimy żeglować, otoczona tymi krainami, odsłania dwa konkretne źródła, które obficie ją karmiły. Z jednej strony istnieje „Święte Źródło” Pism Biblijnych, z ich oryginalnym i różnorodnym przesłaniem, którego kulminacją jest Księga Rodzaju oraz słowa Chrystusa i świętego Pawła. Z drugiej strony istnieje „Inne Źródło”, źródło kultury greckiej, gdzie pojawiają się fascynujące mity Psyche i Orfeusza, ale także gdzie wyróżniają się wielcy myśliciele, tacy jak Platon, Arystoteles i Plotyn.

Od źródła podróż wiedzie następnie krętym biegiem rzeki: trzeba przemierzyć wieki historii. W grę wchodzą trzy profile duszy. Po pierwsze, ten, który nakreśla teologia chrześcijańska.. przez rozdział Duszy filozoficznej…Na koniec mamy profil „Duszy poetyckiej”: jest to wgląd w tajemnicę ducha rzucaną przez intuicję literacką…
Kiedy zakończymy naszą podróż wzdłuż rzeki historii duszy, możemy odnieść wrażenie przeciwne do głosu rdzennej Amazonii: dusza jest znacznie szybsza i żywsza niż współczesna cywilizacja. Tak właśnie stwierdził w V wieku pisarz duchowy Jan Kasjan: „Z pewnością cofamy się, gdy uświadamiamy sobie, że nie posunęliśmy się naprzód: dusza nie może pozostać w miejscu”.

Doświadczenie Boga, którego Mojżesz doświadczył u stóp góry Horeb, przed płonącym krzewem, który nie spłonął i z którego usłyszał głos Pana przemawiającego do niego, prowadzi nas z powrotem do klasycznej symboliki objawień Boga: ognia, symbolu boskiej bliskości i transcendencji. Płomienia, którego nie można uchwycić ani utrzymać, a jednak przenika nas swoim żarem i blaskiem. Jego „nieugaszona” natura przywołuje doskonałą wieczność i najwyższą niezmienność Boga. To Objawienie JHWH następuje w miejscu świętym, do którego Mojżesz wszedł nieświadomie. Ujawnia nam to gest przyjęcia i oczyszczenia, do którego jest zaproszony: zdjęcie sandałów, jako znak upokorzenia i odarcia z rytualnych nieczystości. Związek między sceną na Horebie a Maryją z Nazaretu jest oczywiście alegoryczny, metaforyczny, swobodny i twórczy.

Użycie krzewu na Horebie wskazuje na symboliczny wymiar maryjny związany z tytułem Theotókos: Bóg objawia się w pełni w Maryi, tak jak w krzewie objawił się Mojżeszowi. Efrem Syryjczyk, który zmarł w 373 roku, podkreśla dziewictwo Maryi jako miejsce objawienia się Boga. Łono Maryi jest jak krzew, do którego zstępuje ogień teofaniczny i w którym Jahwe uobecnia się i staje się doświadczalny dla Mojżesza.

Sewer, patriarcha Antiochii, który zmarł w 538 roku, również podążał tą samą drogą. W homilii nr 67 stwierdza: „Kiedy kieruję wzrok ku Dziewicy Matce Bożej i próbuję naszkicować prostą myśl o Niej, od samego początku wydaje mi się, że słyszę głos Boga wołający mi do ucha: »Nie zbliżaj się! Zdejmij sandały z nóg, bo miejsce, na którym stoisz, jest ziemią świętą!«… Zbliżanie się do Niej jest jak zbliżanie się do ziemi świętej i dosięganie nieba”. Oczywiście, jak powiedziałby Ambroży, „Maryja nie jest Bogiem świątyni, lecz świątynią Boga”. Dlatego, jak Mojżesz, musimy zbliżać się do Niej boso, ponieważ w Jej łonie objawia się Bóg i czyni to w sposób najbliższy i najbardziej przejrzysty, przyjmując ludzkie ciało.

Jej obecność i działanie objawiają aktywną obecność Boga w często dramatycznym splocie ludzkich wydarzeń. Jej misją jest ukazanie, że historia, którą przeżywamy, jest historią zbawienia; Pod płaszczykiem ludzkich czynów i czasu działa inny wielki protagonista: wyzwalający Bóg. Pan świętuje swoje zwycięstwa ze słabymi i właśnie na tej drodze może nabrać kształtu zastosowanie w historii Maryi.

„Bóg wybrał to, co nieszlachetne i wzgardzone w oczach świata, i to, co nie jest, aby to, co jest, unicestwić”. Świadomość własnego ubóstwa, pokory i prostoty nie oznacza fatalizmu, bezwładu ani kwietyzmu. Podobnie jak Debora (Stary Testament) która wiedziała, że ​​ma do wypełnienia misję o historycznym znaczeniu, Maryja również zdaje sobie sprawę, że Bóg prowadzi ją wyjątkową i zaskakującą ścieżką. Nie jest to pokora, która zapada się w sobie, pogrążając się w melancholii, nostalgii czy frustracji. Bycie „sługą Pańskim” to w istocie świadomość własnych ograniczeń jako stworzenia, ale bycie zjednoczonym z boskim działaniem i niezwykłym powołaniem, do którego jest się powołanym. (por. Gianfranco Ravasi, Miesiąc z Maryją. 31 obrazów biblijnych)

Dusza jest znacznie szybsza i żywsza niż współczesna cywilizacja, nie może pozostać w miejscu. „Zbliżanie się do Niej jest jak zbliżanie się do ziemi świętej i dosięganie nieba”. Odkrywam w obrazie rwącej rzeki najpierw w sobie – łaskę dziecka Bożego, że wkroczyłem w kościele katolickim niezasłużenie w życie Boże, które na miarę moich zdolności i talentów powinienem w życiu rozwinąć. Odkrywam wreszcie – odwieczną prawdę nie tylko o boskości miejsc uświęconych obecnością Maryi, ale także prawdę o powszechnej boskości Natury, której człowiek pozostaje częścią szczególną i której Jasną Jutrzenką zawsze będzie Maryja. Witaj, o upragniona radości. Witaj, o uniesieniu kościołów. Witaj, o Imię, które inspirujesz słodyczą. Witaj, Twarzy, która promienieje boskością i łaską. Witaj, o Zbawienne i duchowe runo. Witaj, Matko wiecznego blasku, otulona światłem. Witaj, o Najczystsza Matko świętości. Witaj, o Najczystsze Źródło życiodajnej fali. Witaj, o Nowa Matko, Domu nowego pokolenia. Witaj, o Niewysłowiona Matko nieuchwytnej tajemnicy. Witaj, o Stworzenie, które pojęło swego Stwórcę. Witaj, o Małe mieszkanie, które zawierało Niepojęte!

______

Stanisław Barszczak, Hail, O Purest Source of the Life-Giving Wave

(Buon pranzo accùssì)

I have been to many places in my life, most often in Italy, then in France, to the first daughter of the Church. Two years ago, I visited Georgia for the third time, this time not Kutaisi or even Batumi, but the capital Tbilisi. Georgia – a place where East meets West. There are few places in the world that so magically combine wild nature, unique cuisine, and warm people. In one day, you can admire the snow-capped peaks of the Caucasus, and a few hours later, be swimming in the Black Sea. Did you know that wine was born in Georgia? Qvevri – clay amphoras buried in the ground – is an 8,000-year-old tradition! If you’re looking for a place that will stay in your memory for a long time, Georgia is the place to be.

I haven’t been to the Mother Georgia monument, I didn’t walk on Narikala Hill, but I spent most of my time by the capital’s rushing river, with a not-so-exotic-sounding name: the Kura. In previous years, I have visited many places on the human globe, including twice the Sanctuary-Basilica of Our Lady of the Rosary in Lourdes. There, I have always been under the overwhelming influence of Mary, although I also witnessed the strange charm of the rushing river. Lourdes is a city in southwestern France, at the foot of the Pyrenees, on the Gave de Pau river in the Occitanie region, in the Hautes-Pyrénées department. It is the largest Marian devotional center in France and one of the world’s largest, and a pilgrimage destination, visited annually by 6 million people from around the world. The waters of the Gave de Pau occasionally overflow, wreaking havoc on the local landscape. It lacks a high bank like the Kura River.

whose waters occasio

Just recently, I read a fragment of Cardinal Giafranco Ravasi’s book, ‚A Month with Mary,’ in which I was struck by the following passages:

We have decided to adopt a symbolic navigational scheme as a model for this exploration of the horizon of the soul. This journey has various stages. Before we set out, however, we must explore the river through primitive cultures, the ancient and magnificent civilizations of Egypt, Mesopotamia, India, and Arabia, visiting also distant places, almost like dark caves, such as metempsychosis, spiritualism, and metapsychism.

The great river of the soul we must navigate, surrounded by these lands, reveals two specific sources that have abundantly nourished it. On the one hand, there is the „Holy Source” of the Biblical Scriptures, with their original and diverse message, culminating in the Book of Genesis and the words of Christ and Saint Paul. On the other hand, there is the „Other Source,” the source of Greek culture, where the fascinating myths of Psyche and Orpheus emerge, but also where great thinkers such as Plato, Aristotle, and Plotinus stand out.

From the source, the journey then follows a winding course: one must traverse the centuries of history. Three profiles of the soul come into play. First, that outlined by Christian theology… through the chapter on „The Philosophical Soul.” Finally, there is the profile of the „Poetic Soul”: an insight into the mystery of the spirit, revealed by literary intuition.

When we complete our journey along the river of the history of the soul, we might feel the opposite of the indigenous Amazonian voice: the soul is much faster and more vibrant than modern civilization. This is precisely what the 5th-century spiritual writer John Cassian stated: „We certainly regress when we realize we have not progressed: the soul cannot remain still.”

The experience of God that Moses experienced at the foot of Mount Horeb, before the burning bush that was not consumed and from which he heard the voice of the Lord speaking to him, leads us back to the classic symbolism of God’s revelations: fire, a symbol of divine closeness and transcendence. A flame that cannot be captured or contained, yet permeates us with its heat and radiance. Its „unquenchable” nature evokes the perfect eternity and supreme immutability of God. This Revelation of YHWH takes place in the holy place, to which Moses has entered unknowingly. This reveals the gesture of acceptance and purification to which he is invited: the removal of his sandals, as a sign of humiliation and stripping of ritual impurities. The connection between the scene on Horeb and Mary of Nazareth is, of course, allegorical, metaphorical, free, and creative.

The use of the bush on Horeb indicates the symbolic Marian dimension associated with the title Theotókos: God reveals himself fully in Mary, just as he revealed himself to Moses in the bush. Ephrem the Syrian, who died in 373, emphasizes Mary’s virginity as the place of God’s revelation. Mary’s womb is like a bush into which the theophanic fire descends and in which Yahweh becomes present and experienced by Moses.

Severus, Patriarch of Antioch, who died in 538, also followed the same path. In Homily No. 67, he states: „When I turn my gaze to the Virgin Mother of God and try to sketch a simple thought about her, from the very beginning it seems to me that I hear the voice of God calling in my ear: ‚Do not approach! Remove your sandals from your feet, for the place on which you are standing is holy ground!’… Approaching her is like approaching holy ground and reaching heaven.” Of course, as Ambrose would say, „Mary is not the God of the temple, but the temple of God.” Therefore, like Moses, we must approach her barefoot, for in her womb God reveals himself and does so most intimately and transparently, taking on human flesh.

Her presence and action reveal God’s active presence in the often dramatic interplay of human events. Her mission is to show that the history we live is the history of salvation. Beneath the guise of human actions and time, another great protagonist is at work: the liberating God. The Lord celebrates his victories with the weak, and it is precisely on this path that the application of Mary’s story can take shape.

„God chose what is ignoble and despised in the eyes of the world, and what is not, to annihilate what is.” Awareness of one’s own poverty, humility, and simplicity do not mean fatalism, inertia, or quietism. Like Deborah (Old Testament), who knew she had a mission of historical significance to fulfill, Mary also realizes that God is leading her along a unique and surprising path. This is not a humility that collapses in on itself, sinking into melancholy, nostalgia, or frustration. Being a „servant of the Lord” is essentially an awareness of one’s own limitations as a creature, but being united with the divine action and the extraordinary vocation to which one is called. (cf. Gianfranco Ravasi, A Month with Mary. 31 Biblical Images)

The soul is much faster and more vibrant than modern civilization; it cannot remain still. „Approaching Her is like approaching the Holy Land and reaching heaven.” In the image of the rushing river, I discover first within myself the grace of a child of God, that I have undeservedly entered into the divine life in the Catholic Church, which, according to my abilities and talents, I should develop in life. Finally, I discover the eternal truth not only about the divinity of places sanctified by Mary’s presence, but also the truth about the universal divinity of Nature, of which man remains a special part and of which Mary will always be the Bright Dawn. Hail, O longed-for joy. Hail, O rapture of churches. Hail, O Name that inspires with sweetness. Hail, Face that radiates divinity and grace. Hail, O saving and spiritual fleece. Hail, Mother of eternal radiance, enveloped in light. Hail, O Most Pure Mother of holiness. Hail, O Most Pure Source of the life-giving wave. Hail, O New Mother, Home of the new generation. Hail, O Ineffable Mother of the elusive mystery. Hail, O Creation that comprehended its Creator. Hail, O Little Dwelling that contained the Incomprehensible!

______

(dedykuję młodym)

Stanisław Barszczak, Nie byłoby już lądu.

Ktoś powiedział: „Kobietą się nie rodzi, kobietą się staje”. Życie nie jest czymś podanym na srebrnej tacy; to coś, co trzeba stworzyć. Moim celem zawsze było inspirowanie pokolenia do kwestionowania, stawiania oporu i wybierania własnych dróg. Namawiałem również kobiety do zerwania z tradycją, kształtowania własnej przyszłości i życia w autentyczności. Nie akceptujcie życia, które narzuca wam społeczeństwo; stwórzcie je sami.

Latem 1902 roku Jack London przebrał się za rozbitka na morzu i wkroczył do londyńskiego East Endu, zdeterminowany, by zobaczyć świat, którego większość nie chciała zaakceptować. To, co zastał, stało się podstawą jego książki z 1903 roku pt. „Ludzie otchłani”.

Pisał o ulicach pełnych śpiących ciał. Starzy mężczyźni, młodzi mężczyźni, a nawet ledwo ogoleni chłopcy, tłoczyli się na progach domów, zwinięci na kamiennych schodach, przemoczeni nocnym deszczem. Niektórzy stali, śpiąc na stojąco. Inni rozciągali się w „bolesnych pozach”, a ich czerwona skóra prześwitywała przez postrzępione dziury w ubraniach. Każde drzwi stały się schronieniem dla niechcianych. Głowy opadały na kolana. Żadnych koców. Żadnego pocieszenia. Żadnego dźwięku, tylko cisza zaniedbania. I to, jak podkreślał Londyn, nie był czas wojny ani załamania gospodarczego. „To nie są ciężkie czasy w Anglii” – napisał. „Wszystko toczy się normalnie”.

To była najbardziej przerażająca część. Nieszczęście stało się tak powszechne, że wydawało się czymś normalnym. Ponad wiek później jego słowa wciąż bolą. Wciąż mijamy ludzi śpiących na ulicach. Wciąż to tłumaczymy. Wciąż żyjemy w świecie, w którym cierpienie jest tolerowane, o ile nie dotyka nas bezpośrednio.

„Czy może być coś bardziej absurdalnego niż to, że człowiek ma prawo mnie zabić, bo mieszka za wodą i bo jego pan ma z moim spór, chociaż ja z nim nie mam żadnego?” – powiedział Blaise Pascal.

Chciałbym kiedyś zakończyć moją ziemską pielgrzymkę uzasadnionym żalem. Nie mamy prawa żyć bezczynnie. Jednocześnie chciałbym otworzyć wszystkich na nieskończony potencjał kosmosu. Nauka już wystarczająco dużo stworzyła dla naszej przyszłości, opierając się na najpiękniejszym ludzkim uczuciu, jakim jest miłość. Oczywiście, nie wszystko przyniesie owoce. Ale to w porządku, ale warto służyć pokojowi.

Miłość jest najsłodszą formą okrucieństwa, jaką stworzyła natura. Jednak to ostatnie, niezwykle piękne uczucie, które łączy nas na dobre i na złe, to delikatne gesty, codzienne wybory, by znosić, słuchać, rozumieć. Nigdy nie zostałem zniszczony przez wrogów, tylko przez czułość, którą wziąłem za miłość, zauważył nowatorski myśliciel. Bo nie mogę sprawić, by ktokolwiek zrozumiał, co dzieje się we mnie. Nie potrafię tego nawet wytłumaczyć sobie.

Gdyby moja miłość była oceanem, nie byłoby już lądu. Gdyby moja miłość była pustynią, widziałbyś tylko piasek. Gdyby moja miłość była gwiazdą – późną nocą, tylko światło. A gdyby moja miłość mogła wyhodować skrzydła, szybowałbym w powietrzu. Może w życiu nie chodzi o to, by mieć u boku kogoś, kto daje ci światło… ale kogoś, kto uczy cię, jak wyłączyć ciemność w twoim sercu. Samotność to nie pustka. To twoja dusza, która na ciebie czeka.

_____

(I dedicate it to the young people)

Stanisław Barszczak, There would be no more land.

Somebody said, „One is not born a woman, one becomes one.” Life is not something handed to you on a silver platter; it is something you must create. My goal has always been to inspire a generation to question, resist, and choose their own paths. I also urged women to break with tradition, shape their own future, and live authentically. Don’t accept the life society imposes on you; create it for yourself.

In the summer of 1902, Jack London disguised himself as a stranded American sailor and entered London’s East End, determined to see a world most refused to acknowledge. What he found became the basis for his 1903 book, „The People of the Abyss.”

He wrote of streets filled with sleeping bodies. Old men, young men, even barely shaven boys, huddled on doorsteps, curled up on stone steps, soaked by the night rain. Some stood, sleeping standing up. Others stretched in „painful poses,” their red skin visible through the frayed holes in their clothes. Every doorway became a haven for the unwanted. Heads fell to their knees. No blankets. No comfort. No sound, only the silence of neglect. And this, as London emphasized, was not a time of war or economic collapse. „These are not hard times in England,” he wrote. „Things go on as usual.”

That was the most terrifying part. Misery had become so widespread that it seemed normal. More than a century later, his words still sting. We still pass people sleeping in the streets. We still explain it. We still live in a world where suffering is tolerated as long as it doesn’t directly affect us.

„Could anything be more absurd than that a man has the right to kill me because he lives across the water and because his master has a quarrel with mine, though I have none with him?” Blaise Pascal said.

I would like to end my earthly pilgrimage with justifiable regrets. We have no right to live idly. At the same time, I would like to open everyone to the infinite potential of the cosmos. Science has already devised enough for our future, based on the most beautiful human emotion, which is love. Certainly, not everything will bear fruit. But that’s okay, but it’s worth serving peace.

Love is the sweetest form od cruelty nature has devised. However, the last one incredibly beautiful feeling that binds us together for better or for worse, is about delicate gestures, daily choices to endure, to listen, to understand. I was never destroyed by enemies, only by the tenderness I mistook for love. For I cannot mąkę anyone understand what od happening inside me. I cannot even explain it to myself.

If my love were an ocean, there would be no more land. If my love were a desert, you would see only sand. If my love were a star – late at night, only light. And if my love could grow wings, I’d be soaring in flight. Maybe life isn’t about having someone by your side who gives you light… but someone who teaches you to turn off the darkness in your heart. Loneliness is not emptiness. It is your soul waiting for you.

______

Stanisław Barszczak, Życie, Nadzieja i Prawda

Nie śpiewam o zwycięstwach. Zaledwie o Kampanii Wrześniowej 1939 roku – z Polskim Głosem. Od pierwszych bomb nad Wieluniem, przez salwy w portach Gdańska, Tczewa i Mokrej, po Bzurę, oblężenie Warszawy i 17 września, kiedy Armia Radziecka zajęła wschodnie rubieże Rzeczypospolitej Obojga Narodów, przypieczętowując czwarty rozbiór Polski. Bez mitów, z naciskiem na decyzje, które rzeczywiście zmieniły bieg wydarzeń. Mógłbym szczegółowo opowiedzieć pierwszą godzinę wojny, to, co przyniosła Bzura i postawę generałów Kutrzeby i Kleberga wobec agresora. Wycofujące się armie „Poznań” i „Pomorze” zadały Niemcom straty w bitwie nad Bzurą. To była największa bitwa kampanii wrześniowej, w której wojska polskie, mimo oskrzydlenia, stawiały bohaterski opór i zadawały zaskakująco wysokie straty niemieckiej 8. Armii, choć ostatecznie uległy przewadze wroga. Mógłbym opowiedzieć, jak wyglądała obrona stolicy, dlaczego alianci nie odciążyli frontu i jak zmieniła się polska walka po 5 października. Powstały oddziały podziemne do walki z okupantem. Mogliśmy wygrać, ale Bóg zdecydował inaczej.

Problem, który dostrzegam, jest teraz głębszy. Dziś ludzie znają cenę wszystkiego i wartość niczego. Po śmierci matki starałem się stłumić ból, ale grób był we mnie. Kochałem tak mocno, że się zatraciłem, a kiedy w końcu spojrzałem wstecz – nie było już nikogo, kogo mógłbym odnaleźć. Na szczęście czas mnie uleczył.

Przebaczyłem modlitwą, ale nic mi nie pozostało. Więc to niosłem – dobroć bez domu, miłosierdzie bez miejsca do spania… Wybaczyłem wszystkim, ale nikt nie został, by wybaczyć mi. I tak niosłem przebaczenie, które nie miało gdzie spocząć. Sięgnąłem po Biblię. W sercu Ziemi Świętej, Jezioro Galilejskie szepcze historie wiary, nadziei i starożytnych podróży.

Izrael Wieczna Stolica Jerozolima, gdzie Niebo spotyka Ziemię: Królestwo Boże w Jerozolimie, święta tkanka wiary, historii i boskich obietnic. Najdroższy. Niezależnie od tego, czy jesteś ponad chmurami, czy na poziomie morza, możesz również zwiedzać Wyspy Kanaryjskie pieszo.

W najtrudniejszych chwilach nie potrzebujemy rad ani rozwiązań, lecz prostego ludzkiego ciepła – cichej obecności i delikatnego dotyku. Prawdziwym bogactwem człowieka jest dobro, które czyni na świecie. Spisałem dla was moje życie, a zwłaszcza moje podróże. Są historie, o których nigdy nie należy zapominać, dlatego stworzyłem tę historię. Kilkanaście lat temu byłem w Norwegii i spotkałem mężczyznę, który pracował na Morzu Północnym. Norwegia buduje morskie centra energetyczne – pływające platformy, które zastępują turbiny gazowe na platformach wiertniczych energią wiatrową, magazynują nadmiar wodoru i redukują emisję CO₂ na morzu nawet o 50 procent.

Jakie piękne krajobrazy internet wnosi do naszych domów! Od największej metropolii świata po małą wioskę – oto historia starożytnego Babilonu. Innym razem te zapierające dech w piersiach krajobrazy rozciągają się tak daleko, jak okiem sięgnąć. Poświęć chwilę, aby docenić ten piękny widok.

Mam przed sobą fantastyczne zdjęcie z bliska jednej z kariatyd od tyłu, górującej nad Atenami niczym ponadczasowy strażnik w Erectheum na Akropolu, z widokiem na sąsiednie wzgórze Lykabetus.

W życiu zawsze będą próby i udręki, Bóg przeprowadzi cię przez każdą burzę. I da ci siłę, byś dał radę, nawet gdy czujesz, że nie dasz rady. Pozwól innym prowadzić skromne życie, ale nie tobie. Pozwól innym kłócić się o drobiazgi, ale nie tobie. Pozwól innym płakać nad drobnymi krzywdami, ale nie tobie. Pozwól innym powierzyć swoją przyszłość w czyjeś ręce, ale nie tobie.

Dziś nie mamy czasu, jutro nie będziemy mieli sił, pojutrze nas nie będzie, nie odkładaj niczego, żyj tu i teraz. Jestem z tobą, chcę o tobie pamiętać i czuwać nad tobą. Oddaj swoje serce Bogu, świadomie, z własnej inicjatywy i z własnej woli. Należy ono do Niego. Te drobne gesty pomagają nam utrzymać się na powierzchni, gdy życie wydaje się przytłaczające. O Panie, Twoje ciche wsparcie mówi głośniej niż słowa. To miłość przywraca mi wiarę w siebie, nawet w najciemniejszych chwilach. Kiedy zagubię się w ciemnościach, czy zostaniesz przy mnie? Nie jako bohater, ale jako przyjaciel. Trzymając mnie za rękę, przypominając, że świt jest bliski.

W tej erze technologicznej patrzymy jeszcze dalej. Mosty Einsteina-Rozena – argumentowali, że czasoprzestrzeń można zakrzywić tak, aby skrócić drogę z jednego punktu w przestrzeni do drugiego. Ale ujemna materia musiałaby istnieć, aby zrównoważyć zamieszanie wprowadzone w czasoprzestrzeń. Czy można sobie wyobrazić cały ten Worm? Terraformacja Marsa poprzez nuklearne bombardowanie, poddanie go atakowi nuklearnemu, mogłaby się wydarzyć? Czy przepływy lodu azotowego na Plutonie świadczą o geologicznej witalności tej planety karłowatej?

Poglądy polityczne i religijne są prawie zawsze namiętnie podtrzymywane. Prawdziwa miłość jest rzadka. Ponieważ jest wypróbowana – przez odległość, nieporozumienia, czas, życie. A jednak to dwie dusze wciąż wybierają siebie nawzajem, raz po raz, pomimo chaosu – to nie tylko miłość. To jest niezniszczalne. W tych dniach tym bardziej i z większą ufnością ofiarowuję moją modlitwę do Boga

Boże wiecznej mocy,

Wzywam Twojej pomocy;

Pospiesz mi na ratunek,

Nie wydawaj mnie w ręce niegodziwych!

Zniszcz ich zamysły,

Odkryj ich fałsz i zdradę;

Niech się zawstydzą, niech uciekną,

Którzy szukają mojej niewinnej duszy.

A mężowie cnotliwi,

Mężowie sprawiedliwi,

Niech się radują, niech czynią Twoją najświętszą

Uczciwość wobec Twojego imienia. Panie, zewsząd

jestem udręczony;

Lecz nie dopuść, abym został całkowicie zniszczony,

I nie zwlekaj, o mój wieczny obrońco!

Wszystko na tym świecie jest przemijające; Życie się zmienia, ludzie przychodzą i odchodzą.

A pory roku nigdy nie trwają wiecznie. Dlatego w każdej chwili, którą przeżywasz, pamiętaj, że twoja obecna sytuacja nie jest twoim ostatecznym przeznaczeniem. Zawsze myśl dobrze i traktuj ludzi dobrze, a twoje życie będzie łatwiejsze. Jeśli się z tym zgadzasz, polub mnie.

____

Stanisław Barszczak, Life, Hope and Truth

Beloved children of God 

I don’t sing because of victories. This is only the September Campaign of 1939 – with a Polish Voice. From the first bombs over Wieluń, through the salvos in the ports of Gdańsk, Tczew, and Mokra, to the Bzura River, the siege of Warsaw, and on September 17th, when the Soviet Army occupied the eastern frontiers of the Polish-Lithuanian Commonwealth, sealing the fourth partition of Poland. Without myths, with an emphasis on the decisions that truly changed the course of events. I could recount in detail the first hour of the war, what the Bzura River brought, and the stance General Kutrzeba and General Kleberg took against the aggressor. The retreating „Poznań” and „Pomorze” Armies inflicted losses on the Germans during the Battle of the Bzura (September 9-22, 1939). This was the largest battle of the September Campaign, in which Polish forces, despite being outflanked, put up a valiant resistance and inflicted surprisingly high losses on the German 8th Army, although they ultimately succumbed to the enemy’s superiority. I could tell you what the defense of the capital looked like, why the allies didn’t relieve the front, and how the Polish struggle changed after October 5th. Underground units were formed to fight the occupiers. We could have won, but God decided otherwise.

The problem I notice is deeper now. Nowadays people know the price od everything and the value of nothing. Alter my mother’s death I tried to  buty the pain, but the grave was inside me. I loved so deeply I lost myself, and when I finally looked back- there was no one left to find.

Luckily time has healed me.

I gave forgiveness like a prayer, but none was left for me. So I carried it – a kindness without a home, a mercy with nowhere to sleep… I forgave everyone but no one stayed to forgive me. And so I carried a forgiveness that had nowhere to rest. I reached for the Bible. In the heart of the Holy Land, the Sea of ​​Galilee whispers stories of faith, Hope and ancient journeys. Israel Eternal Capital Jerusalem, where Heaven Meets Earth: The Kingdom of God in Jerusalem, the sacred fabric of faith, history, and divine promises.

Dearest. Whether you’re above the clouds or at sea level, you can also explore the Canary Islands on foot.

In the most difficult moments, we need not advice or solutions, but simple human warmth – a quiet presence and a gentle touch. The true wealth of man is the good he does in the world. I have written down my life for you, especially my journeys. There are stories that should never be forgotten, which is why I created this story. A dozen or so years ago I was in Norway and met a man who worked on the North Sea. Norway is building Offshore Energy Hubs – floating platforms that replace gas turbines on oil rigs with wind energy, store excess hydrogen, and reduce CO₂ emissions at sea by up to 50 percent.

What beautiful landscapes the Internet brings to our homes. From the worlds largest cięty to a small village, this is the story of ancient Babilon. Another time this breathtaking landscapes stretch as far as the eye can see. Take a moment to appreciate the beautiful sight. I have before me a fantastic close-up photo of one of the Caryatids from behind, towering over Athens like a timeless guardian in the Erectheum on the Acropolis, also overlooking the neighboring Lycabetus Hill. 

There will always be trials and tribulations in life, God will carry you through every storm in your life. And give you strenght to make it, even when you feel like you can’t. Let others lead small lives, but not you. Let others argue over small things, but not you. Let others cry over small hurts, but not you. Let others leave their future i someone else’s hands but not you.

Beloved. Today we don’t have time, tomorrow we won’t have the strength, the day after tomorrow we won’t be there, don’t put anything off, live here and now. I am with you, I want to remember and watch over you. Give your heart to God, consciously, of your own initiative, and of your own free will. It belongs to Him. These small gestures help us stay afloat when life seems overwhelming. O, Lord, Your silent support speaks louder than words. It’s love that restores my faith in myself, even in the darkest moments. When I’m lost in the dark, will you stay by my side? Not as a hero, but as a friend. Holding my hand, reminding me that the dawn is near.

In this technological era we look even further. Einstein-Rozen bridges—they argued that space-time can be curved so that the path from one point in space to another is shortened. But negative matter would have to exist to balance the confusion introduced in space-time. Is that Worm whole possibile to imagine? Terraforming Mars by nuking it, subjecting it to a nuclear attack, could occur? Do the nitrogen ice flows on Pluto attest to the geologic vitality of this dwarf planet?

Political and religious views are almost always held passionately. Real love is rare. Because it’s tested – by distance, by miscommunication, by timing, by life. Yet it’s two souls still choose each other, again and again, despite the chaos – that not just love. That’s unbreakable.

In those days all the more so and with greater trust do I offer my prayer to God.

God of eternal power,

I demand Your help;

May you hasten to my rescue,

Do not deliver me into the hands of the wicked!

Confuse their counsels,

Discover their falsehood and betrayal;

Let them be ashamed, let them flee back,

Who seek my innocent soul.

And virtuous men,

Just men,

Let them rejoice, let them do Your most holy

Honesty to Your name. Lord, on every side

I am afflicted;

But do not let me be utterly destroyed,

And do not delay, O my eternal defender!

Everything in this world is temporary; life changes, people come and go.

And seasons never last. So, in every moment you go through, remember that your current situation is not your final destination. Always think well and treat people well, and your life will be easier. If you agree with this, give me a like.

Stanisław Barszczak, Bóg mnie ominie i życiu nie podołam.

W 1745 roku w Como urodził się chłopiec, który nie mówił do czwartego roku życia.

Jego rodzice obawiali się, że nigdy nie będzie się uczył, że nigdy nie będzie „zdolny do szkoły”.

Ale to dziecko miało dar: cichą, cierpliwą i upartą inteligencję. Nazywał się Alessandro Volta.

Jako chłopiec spędzał godziny obserwując niebo, gwiazdy i zjawiska naturalne. W wieku 18 lat postanowił, że jego drogą życiową będzie nauka.

Przyjaciele żartowali z niego: „Nigdy nie zostaniesz naukowcem, jesteś za powolny”. Odpowiedział uśmiechem. Jego powolność była jego siłą: pozwalała mu widzieć tam, gdzie inni nie mogli. W 1775 roku zbudował małe urządzenie zdolne do gromadzenia elektryczności: wieczny elektrofor. To był dopiero początek. Kilka lat później jego imię zaczęło krążyć po całej Europie. W 1799 roku Volta ułożył w stosy krążki cynku i miedzi, rozdzielone szmatkami nasączonymi słoną wodą. Tak narodziła się bateria, pierwszy w historii generator prądu stałego. Po raz pierwszy człowiek miał stabilne źródło elektryczności: koniec z przypadkowymi wyładowaniami, koniec z improwizowanymi eksperymentami, a stała, kontrolowana energia. Wiadomość rozeszła się po całym świecie. Volta jednak zawsze pozostał skromnym człowiekiem: wolał laboratorium od blasku fleszy. Kiedy zmarł w 1827 roku, cały świat wspominał go jako jednego z ojców elektryczności. Dziś jego imię żyje w urządzeniu, którego używamy na co dzień bez zastanowienia: Volcie. Alessandro Volta nauczył nas, że nawet powolność i cisza mogą zrodzić iskrę zdolną rozświetlić przyszłość.

Nasza wizja dla świata to Jezus, który raz na zawsze oddał za nas życie na krzyżu, aby nas zbawić. My jednak umieramy na wiele sposobów: z miłości, z tęsknoty, z rozpaczy, zmęczeniem, z nudów i spięty strachem, będąc nowym graczem na globalnej scenie politycznej, nie mając motocykla. „Ta planetoida nigdy nie była i nie będzie tak blisko naszej planety, jak dzisiaj”, astronomowie zauważyli. Umiera się nie dlatego, by przestać żyć, lecz po to by żyć inaczej. Powracamy czasami do dzieciństwa, zatartej złotej monety, która dźwięczy czysto. Zaraz w następnym tygodniu mass media akcentują pewną sprawą, porównując ją choćby z Drzewem Joshua w Parku Narodowym w Kalifornii. To prawda, niekiedy zachowujemy się niecodziennie i od święta. Toczy się świat ludzki do przodu, wtedy pragniemy zwrócić nasze oczy ku Ziemi Świętej, z podziwem spoglądamy na historię, na Ścianę Płaczu i Wzgórze Świątynne, gdzie wiara nasza i dziedzictwo spotykają się w sercu Jerozolimy. 

Czynimy to z wyostrzoną świadomością, że w tym czasie my jeszcze raz musimy udowodnić całemu światu czym jest Polska, którą każdy jeszcze raz ma uczyć się nieustannie kochać na nowo. Potem szczęśliwie realizujemy długo nic, wreszcie przychodzi Wiersz Ostatni: „Tyś mnie kochała, ale nie tak, jak kochać trzeba, i szliśmy razem, ale nie w takt – przebacz. Ja jeszcze długo… Rok albo dwa. Potem zapomnę.Teraz, gdy boli, teraz, gdy trwa, dzwonię podzwonne. A tobie, miła, na co ten dzwon brzmiący z oddali? Miłość niewiel, błahy jej zgon, i idziesz dalej. Cóż mam od życia? – troskę i pieśń (ciebie już nie ma). Muszę im ufać, muszę je nieść, pisać poemat. Cóż mam od życia? – chyba już wiesz, czujna i płocha? – tylko ten smutek, tylko ten wiersz, który mnie kocha. (W.Broniewski)

Jestem outsiderem z formą czystej duszy. Nie śpiewam z powodu zwycięstw – żadnego nie odniosłem, ale z powodu wspólnego słońca, powiewu wiatru, hojności wiosny. Nie dla wygranej, ale z powodu pracy jednego dnia, wykonanej najlepiej jak mogłem, żeby usiąść przy wspólnym stole, nie na podium. Kiedyś Józef Roth napisał do Stefana Zweiga: „Tymczasem musi być już dla Pana jasne, że zmierzamy ku wielkim katastrofom. Pomijając sprawy prywatne – nasza egzystencja literacka i materialna jest przecież zniszczona – wszystko to prowadzi do nowej wojny. Nie daję już ani grosza za nasze życie. Udało się dopuścić, by panowała barbaria. Niech Pan nie robi sobie złudzeń. Rządzi piekło.”

Ale zdarzają się tutaj miłe niespodzianki. Mapa Piri Reisa z 1513 roku przedstawia Antarktydę na setki lat przed jej oficjalnym odkryciem, co zapoczątkowało teorie o zaginionej starożytnej wiedzy. W tym kontekście powiedziałbym, że jestem literaturą, a nawet nią nie jestem. Wpisałem się w istnienie samego siebie, ale świat wciąż czytał jakby kogoś innego. To dlatego Lider Solidarności były prezydent Polski Lech Wałęsa, jest w tournee po USA i Kanadzie teraz. Święty dnia, św. Grzegorz Wielki, papież św. Grzegorz prawdziwie uosabiał cnoty, które się z tym wiążą – jako skuteczny reformator, pokorny sługa i cnotliwy przywódca. Urodzony w szlacheckiej rodzinie, Grzegorz wybrał prostotę życia monastycznego ponad władzę i prestiż. Niespodziewanie powołany na urząd papieski w czasie kryzysu, stał się prawdziwym pasterzem – reformując liturgię, umacniając działalność charytatywną, wykupując więźniów, troszcząc się o ubogich, wysyłając misjonarzy do odległych krajów i przyjmując tytuł „Sługi sług Bożych”. Jego mądrość w dziełach takich jak Reguła Pasterska i promowanie kultu religijnego, w tym śpiewu gregoriańskiego, nadal kieruje Kościołem do dziś. Przypomina nam, że prawdziwa wielkość nie wypływa z pychy, lecz ze służby zakorzenionej w pokorze i miłości do Boga. Święty Grzegorzu Wielki, módl się za nami, abyśmy potrafili przewodzić z współczuciem, żyć z pokorą i służyć z radością.

Patronuje mi Słońce września: Wrócę do Polski, i znów będą wrześnie, będą spadały z drzew grusze i śliwy, w niebo popatrzę i będzie boleśnie: pod słońcem września nie będę szczęśliwy. To słońce stało ponad horyzontem, błogosławiące wrogim samolotom, to słońce biło nas żelaznym frontem, dział hukiem, czołgów złowrogim łoskotem. A czołgi w bagnach wyschniętych nie grzęzły, szły armie, szybsze niźli polski piechur, bomby waliły w kolejowe węzły, płonęły miasta, rzucane w pośpiechu, szli Niemcy… Któż to niegdyś wstrzymał słońce? Czemu nie zgasło nad warszawską bitwą? Ono świeciło – okrutne, palące – w oczy żołnierza, który trwał i wytrwał. Słońce wspaniałe!… Słońce nad Warszawą, nad Westerplatte, nad Helem, nad Kutnem,

wschodzące krwawo, zachodzące krwawo, nie nasycone widokiem okrutnym! I już go odtąd nie ujrzę inaczej niż w krwi oparach, brzemienne przekleństwem, w dymach ze stosu męstwa i rozpaczy, rozpaczą krwawe i promienne męstwem. O słońce! Słońce Września! Miną lata, zdeptany będzie przez Prawo łeb węża, może we wrogu odnajdziemy brata, może sercami będziemy zwyciężać, może tak będzie… Ale słońce Września, dni naszej chwały i krwi, i cierpienia, przeklęte będzie w legendach i pieśniach, aż nowe wzrosną po nas pokolenia.” (W.Broniewski, W wojsku Polskim na wschodzie)

Fatalne dowodzenie w Polsce przyśpieszyło klęskę we wrześniu 1939 roku. Tym bardziej dziś chciałbym spacerować w Central Park, New York City albo wręcz dojść tam do morza, bo to mi wciąż wolno.

Jest piękny wieczór. Chyba już wiecie, że dużo zawdzięczam ziemskiej atmosferze, sprzyjającej człowiekowi. Kochani, inne będzie nocne niebo na Marsie, wręcz bardziej okrutne, z dalekimi galaktykami i gwiazdami, z większą ilością nieznanych punkcików na firmamencie.

Świat przechowuje głębokie lekcje przez wieki. Spotkanie prezydenta Karola Nawrockiego z prezydentem Donaldem Trumpem w pokoju owalnym Białego Domu pozostawia nas z dręczącym pytaniem: Ilu dzisiejszych przywódców potrafiłoby znieść władzę absolutną – i nie zatracić człowieczeństwa? Prawdziwa władza nie leży w panowaniu nad innymi, lecz w panowaniu nad sobą… Bo ostatecznie dziedzictwo to nie ziemia, którą podbijasz – lecz jaźń, którą podbijasz w sobie. Profesjonaliści podejmujący śmiałe ryzyko wspierają rozwój, zapewniając wizjonerskiemu przywództwu podążanie nowymi ścieżkami w dynamicznych warunkach.

____

Stanisław Barszczak, God will pass me by and I won’t be able to cope with life.

In 1745, a boy was born in Como who didn’t speak until he was four.

His parents feared he would never learn, that he would never be „able to go to school.”

But this child had a gift: a quiet, patient, and persistent intelligence. His name was Alessandro Volta.

As a boy, he spent hours observing the sky, the stars, and natural phenomena. At 18, he decided that science would be his life path.

His friends joked: „You’ll never be a scientist, you’re too slow.” He responded with a smile. His slowness was his strength: it allowed him to see where others couldn’t. In 1775, he built a small device capable of storing electricity: the eternal electrophorus. This was only the beginning. A few years later, his name began to spread throughout Europe. In 1799, Volta stacked discs of zinc and copper, separated by cloths soaked in salt water. Thus was born the battery, the first direct current generator in history. For the first time, humanity had a stable source of electricity: no more random discharges, no more improvised experiments, but instead, constant, controlled energy. The news spread around the world. Volta, however, always remained a humble man: he preferred the laboratory to the spotlight. When he died in 1827, the entire world remembered him as one of the fathers of electricity. Today, his name lives on in a device we use every day without hesitation: the Volta. Alessandro Volta taught us that even slowness and silence can create a spark capable of illuminating the future.

Our vision for the world is Jesus, who gave his life for us once and for all on the cross, to save us. Yet we die in many ways: of love, of longing, of despair, of fatigue, of boredom, and tense with fear, being a new player on the global political stage, without a motorcycle. „This asteroid has never been and never will be as close to our planet as it is today,” astronomers have observed. Dying isn’t about ceasing to live, but about living differently. Sometimes we return to childhood, to a worn gold coin that rings clear. The very next week, the media highlights a certain issue, comparing it, for example, to the Joshua Tree in California National Park. It’s true, sometimes we behave unusually and solemnly. The human world moves forward, and then we long to turn our eyes to the Holy Land, gazing with admiration at history, at the Western Wall and the Temple Mount, where our faith and heritage meet in the heart of Jerusalem. We do this with a keen awareness that at this time we must once again prove to the whole world what Poland is, which everyone must learn to love again and again. Then we happily accomplish nothing for a long time, and finally the Last Poem arrives: „You loved me, but not as one should love, and we walked together, but not in time – forgive me. I’ll still be here for a long time… A year or two. Then I’ll forget. Now that it hurts, now that it lasts, I’m ringing the death knell. And for you, my dear, what’s the purpose of this distant bell? Love is small, its death trivial, and you move on. What do I get from life? – care and song (you’re gone). I have to trust them, I have to carry them, write a poem. What do I get from life? – you probably already know, vigilant and flighty? – only this sadness, only this poem that loves me. (W. Broniewski)

I am an outsider with a form of pure soul. I don’t sing because of victories – I didn’t win any, but because of the shared sun, the breath of wind, the bounty of spring. Not for the victory, but because of one day’s work, done as best I could, to sit at a shared table, not for podium. Joseph Roth once wrote to Stefan Zweig: „Meanwhile, it must be clear to you by now that we are heading towards great catastrophes. Leaving aside private matters—our literary and material existence is, after all, destroyed—all this leads to a new war. I no longer give a penny for our lives. We have managed to allow barbarism to reign. Don’t delude yourself. Hell rules.”

But there are pleasant surprises here. The 1513 Piri Reis map shows Antarctica cencuries before its official discovery sparking theories of lost ancient knowledge. In this context, I would say, I am literature, and I am not even that. I wrote myself into existence, but the world kept reading someone else. That’s why Solidarity leader Lech Wałęsa is on tour in the US and Canada right now. The saint of the day, St. Gregory the Great, Pope St. Gregory truly embodied the virtues that come with this—as an effective reformer, a humble servant, and a virtuous leader. Born into a noble family, Gregory chose the simplicity of monastic life over power and prestige. Unexpectedly called to the papacy during a time of crisis, he became a true shepherd—reforming the liturgy, strengthening charitable work, ransoming prisoners, caring for the poor, sending missionaries to distant lands, and assuming the title „Servant of the Servants of God.” His wisdom in works such as The principles of the Pastoral Rule and the promotion of religious worship, including Gregorian chant, continue to guide the Church today. It reminds us that true greatness does not stem from pride, but from service rooted in humility and love for God. Saint Gregory the Great, pray for us, that we may lead with compassion, live with humility, and serve with joy.

The September Sun is my patron: I will return to Poland, and once again it will be September, pear and plum trees will fall from the trees, I will look at the sky and it will be painful: under the September sun, I will not be happy. That sun stood above the horizon, blessing enemy planes, that sun beat upon us with an iron front, the roar of guns, the ominous clatter of tanks. And tanks didn’t get bogged down in the dry swamps, armies advanced, faster than Polish infantrymen, bombs struck railway junctions, cities burned, thrown in haste, the Germans advanced… Who once held back the sun? Why didn’t it extinguish over the Warsaw battle? It shone—cruel, burning—in the eyes of the soldier who endured and persevered. A magnificent sun!… The sun over Warsaw, over Westerplatte, over Hel, over Kutno, rising bloodily, setting bloodily, unsatisfied with the cruel sight! And from now on I will see it only in bloody fumes, pregnant with a curse, in the smoke from the pyre of courage and despair, bloody with despair and radiant with courage. Oh sun! The sun of September! Years will pass, the serpent’s head will be trampled by the Law, perhaps we will find a brother in the enemy, perhaps we will triumph with our hearts, perhaps it will be so… But the sun of September, the days of our glory and blood and suffering, will be cursed in legends and songs, until new generations rise after us.” (W. Broniewski, In the Polish Army in the East)

The disastrous command in Poland hastened the defeat in September 1939. Even more so today, I would like to walk in Central Park, New York City, or even walk to the sea there, because that is still allowed to me.

It’s a beautiful evening. I think you already know that I owe much to Earth’s atmosphere, favorable to humanity. Dear friends, the night sky on Mars will be different, even crueler, with distant galaxies and stars, with more unknown points in the firmament.

The world preserves profound lessons for centuries. The meeting between President Karol Nawrocki and President Donald Trump in the Oval Room of the White House leaves us with a tormenting question: How many of today’s leaders could endure absolute power—and not lose their humanity? True power lies not in mastering others, but in mastering yourself… Because ultimately, legacy is not the land you conquer—but the self you conquer within yourself. Professionals who take bold risks foster growth, ensuring visionary leadership forges new paths in dynamic environments.

Stanisław Barszczak, Moje Nieskazitelne Życie

Kiedyś Tadeusz Różewicz wspominał Złote Góry. Pierwszy raz zobaczyłem góry w dwudziestym szóstym roku życia. Ja zobaczyłem góry dwanaście lat wcześniej, bo w czternastym roku życia. Był to Beskid Żywiecki. Nie śmiałem się

nie krzyczałem w ich obliczu mówiłem szeptem. Kiedy wróciłem do domu chciałem opowiedzieć matce jak wyglądają góry. Trudne to były opowieści, w nocy wszystko wygląda inaczej i góry i słowa. Matka milczała, może usnęła zmęczona. W chmurach rósł księżyc złota góra biednych ludzi. Minęły lata, na powrót zobaczyłem krajobraz górzysty w całej krasie, gdy miałem lat czterdzieści jeden, wtedy ukazały mi się na szlaku orlich gniazd, zaledwie w Olsztyńskich górkach. Nie wiadomo skąd u mnie od dziecka szalone ambicje, by sięgnąć nieba, z pewnością mam to po ojcu. Tak zawsze sobie tłumaczyłem potem moje odwiedziny – wojaże w szerokim świecie.

Spotkanie z Kościołem Katolickim zaplanowało niejako moją drogę – podróż za darmo. Wyjazdy za granicę wymagały logistycznego przygotowania. W sukurs przyszedł mi współczesny rozwój techniki. Odtąd internet sugerował loty, hotele i wiele więcej. Odkrył ukryte perełki i przekazał niezbędne wskazówki, aby przeżyć niezapomnianą przygodę; Tak się stało gdy później mogłem cieszyć się udaną wspinaczką w polskich Tatrach na ojczyste Rysy czy widokiem Alp w Chamonix-Mont-Blanc a w pielgrzymce do Lourd francuskich Pirenejów. Brèche de Roland (2804 m n.p.m.) przełęcz w Pirenejach Centralnych na granicy francusko-hiszpańskiej w formie potężnej, naturalnego pochodzenia szczerby szerokiej na 40 i głębokiej na 100 m, wytworzonej w grani skalnej wieńczącej górną część doliny Gavarnie, która jest znana dzięki rozpowszechnionej legendzie o Rolandzie i opisującej ją Pieśni o Rolandzie. Według jednej z wersji legendy zrozpaczony Roland (ocalały po klęsce w bitwie w wąwozie Rencevaux) chciał zniszczyć swój cudowny miecz Durandal, uderzając nim w skały. Niestety, miecz nie uległ zniszczeniu, za to w skalnym murze powstała ogromna szczerba – dzisiejsza Brèche de Roland. 

Kościół odsłaniał przede mną wielkość Boga w dziejach, wreszcie przyszły osobiste zapędy w góry świata, wtedy mogłem rozpoznawać wielkość Boga ostatecznie w sercu i duszy każdego człowieka. Wytarzałem się także w złotej jesieni polskiego Babiego lata. 

Nadeszła wiekopomna chwila ludzkiej odpowiedzi na pytanie: dlaczego więc Bóg stworzył świat? Bóg stworzył świat z mniej więcej tego samego powodu, dla którego nam trudno zachować tajemnicę! Dobre rzeczy trudno zachować. Róża jest dobra i zdradza swój sekret w zapachu. Słońce jest dobre i zdradza swój sekret w świetle i cieple. Człowiek jest dobry i zdradza sekret swojej dobroci językiem myśli. Lecz Bóg jest nieskończenie Dobry, a zatem nieskończenie Kochający. Dlaczego zatem nie mógł, wolnym impulsem swojej miłości, pozwolić miłości się wylać i powołać do istnienia nowe światy? Bóg nie mógł zachować, by tak rzec, tajemnicy swojej Miłości – a jej wypowiedzenie było stworzeniem. Miłość się wylała. Wieczność poruszyła się i rzekła do czasu: „Rozpocznij”. Wszechmoc poruszyła się i rzekła do nicości: „Bądź”. Światło poruszyło się i rzekło do ciemności: „Bądź Światłem”. Z czubków palców Boga wyrosły planety i światy, prorokował Arcybiskup Fulton Sheen.

W tych dniach sierpniowych odwiedzam Imperium Wielkich Moraw, po raz kolejny będę zdobywał Wiedeń. Naddunajska stolica Austrii to miasto pełne zabytków i miejsc związanych z kulturą. Atmosferę Wiednia tworzą dawne cesarskie rezydencje, cenne kolekcje sztuki, szeroka oferta kulturalno-artystyczna oraz liczne kawiarnie i dorożki. W mieście tworzyli słynni klasycy wiedeńscy – Joseph Haydn, Wolfgang Amadeusz Mozart i Ludwig van Beethoven. Wywodzi się stąd słynna dynastia Straussów, która przez większość XIX wieku kształtowała muzyczny świat Wiednia – w mieście urodził się Johann Strauss oraz jego synowie – Johann, Josef i Edward. W karnawale w mieście odbywają się wystawne bale i słynne koncerty noworoczne Filharmoników Wiedeńskich. Można tu odnaleźć miejsca związane z twórczością Gustava Klimta, jednego z najważniejszych austriackich malarzy i przedstawicieli wiedeńskiej secesji. Najważniejsze atrakcje Wiednia: Belweder, Pałac Schonbrunn, Stare Miasto, Wiedeńska Opera Narodowa, Hofburg, Prater, Kościół św. Karola Boromeusza, Katedra św. Szczepana.

Zyskaj gorące korzyści na lato. Jeżeli nie masz jeszcze planów na jesień skontaktuj się z nami – a nim się obejrzysz, znajdziesz się w słoweńskiej Dolinie Soczy, gdzie przeżyjesz z nami dziką, orzeźwiającą przygodę, która pozwoli Ci poczuć się jak nowo narodzony. Albowiem zaraz przyjdzie magiczna zima. Co oznacza „Sposób, w jaki kruk na mnie spadł” w wierszu Roberta Frosta pt. ‚Pył śniegu’? „Sposób w jaki kruk strącił na mnie pył śniegu z choiny dał mojemu sercu zmianę nastroju i ocalił część dnia, którego żałowałem.” Wiersz nie był zbyt krótki, ale ma istotne znaczenie. Wiersz opowiada o osobie, która straciła wszelkie nadzieje i teraz jest smutna. Spadający pył z choiny zmienił jej nastrój i uratował część dnia, którego żałowała. Negatywne rzeczy, takie jak wrona czy choina, zmieniły jej smutek w radosny. Natknął mnie myślą tętniącą życiem, żebym odtąd rozmawiał z sobą dobrze do starości.

Dziś napisałem ten tekst. Słowa płyną w tę pełną ciężaru pauzę.

Spotkanie z Kościołem Katolickim zaplanowało moją drogę – podróż za darmo. Sugeruje loty, hotele i wiele więcej. Odkryj ukryte perełki i poznaj niezbędne wskazówki, aby przeżyć niezapomnianą przygodę! Dziś podążam za moimi wspomnieniami z dzieciństwa. W dniach dawno minionego dzieciństwa, mój cichy, zamglony umysł często się zatrzymuje, a z serca wyrywają się lamenty, że już nie jestem taki szczęśliwy! Oświecony brzaskiem życia, wiosna śmiała się ze mnie wszędzie! Żaden kwiat nie zakwitł na próżno – struga była moją melodią.

Nieznany bolesnym uczuciom, pędząc nieszkodliwie, błogo i swobodnie u boku wesołych towarzyszy zabaw, mój dziecięcy maj minął. Lecz obrazy jego czystych radości stale odciskały się w moim sercu, a mrok życia łagodnieje dla mnie, myślę o nich z bólem tęsknoty.

Dlatego z radością wracam na twoje pola, cicha mała wiosko, z dala od zgiełku świata, bo w tobie spotykam ślady tego czasu, którego żaden smutek jeszcze nie zeszpecił. Każde miejsce wita mnie znów uśmiechem,

gdzie zatraciłem się w radosnej zabawie, a wciąż, słodkie jak syrenie pieśni; czysty potoku, twój szept dzwoni mi w uszach. Złote czasy, kiedy ja, niczym pszczoła, znalazłem miód w najmniejszym kwiecie! Gdzie dziecięca, bezchmurna twarz, nie była jeszcze spowita welonem melancholii. Złote czasy – w twojej pamięci często, w cichej samotności,

będę opiewał, chwile wspomnień, łzy – poświęcone twojemu wczesnemu szczęściu. Gdyby tylko wieczór moich dni mógł być łagodny i przyjazny jak poranek; och, wtedy zniósłbym milczącą skargę, jaka bywa teraz zaledwie parnym słońcem południa.

____

Stanisław Barszczak, My Immaculate Life

Tadeusz Różewicz once recalled the Golden Mountains. I saw the mountains for the first time when I was twenty-six. I saw them twelve years earlier, when I was fourteen. It was the Żywiec Beskids. I didn’t laugh, I didn’t scream in their presence, I spoke in whispers. When I returned home, I wanted to tell my mother what the mountains looked like. They were difficult stories; at night, everything looks different, both mountains and words. My mother was silent, perhaps she had fallen asleep, exhausted. The moon rose in the clouds, a golden mountain of poor people. Years passed, and I saw the mountainous landscape in all its glory again when I was forty-one. Then they appeared to me on the Trail of Eagles’ Nests, only in the Olsztyn hills. It’s unclear where I’ve had this crazy ambition to reach the sky since childhood; I certainly got it from my father. That’s how I always explained my visits to myself later – journeys in the wide world.

My encounter with the Catholic Church, in a way, planned my journey – a free trip. Traveling abroad required logistical preparation. Modern technological advancements came to my aid. From then on, the internet suggested flights, hotels, and much more. It uncovered hidden gems and provided essential tips for an unforgettable adventure. This is what happened when I later enjoyed a successful climb in the Polish Tatras to my native Rysy, a view of the Alps in Chamonix-Mont-Blanc, and during my pilgrimage to Lourdes, the French Pyrenees. The Brèche de Roland (2,804 m a.s.l.), a mountain pass in the Central Pyrenees on the French-Spanish border, is a massive, naturally occurring gap, 40 m wide and 100 m deep, formed in a rock ridge crowning the upper part of the Gavarnie Valley, which is known thanks to the widespread legend of Roland and the Song of Roland describing it. According to one version of the legend, a distraught Roland (survivor of the defeat in the Battle of Rencevaux Gorge) tried to destroy his miraculous sword, Durandal, by striking it against the rocks. Unfortunately, the sword was not destroyed, but a huge crack appeared in the rock wall – today’s Brèche de Roland.

The Church revealed to me the greatness of God in history, and finally, came my personal aspirations to the mountains of the world. Then I could recognize the greatness of God ultimately in the heart and soul of every person. I also wallowed in the golden autumn of Polish Indian summer. The momentous moment of humanity’s answer to the question had arrived: why, then, did God create the world? God created the world for much the same reason we find it hard to keep a secret! Good things are hard to keep. A rose is good and reveals its secret in its fragrance. The sun is good and reveals its secret in light and warmth. Man is good and reveals the secret of his goodness through the language of thought. But God is infinitely Good, and therefore infinitely Loving. Why, then, could he not, by the free impulse of his love, allow love to overflow and call new worlds into being? God could not, so to speak, preserve the mystery of his Love—and its utterance was creation. Love overflowed. Eternity moved and said to time, „Begin.” Omnipotence moved and said to nothingness, „Be.” Light moved and said to darkness, „Be Light.” From the tips of God’s fingers grew planets and worlds, prophesied Archbishop Fulton Sheen.

In these August days, I am visiting the Empire of Great Moravia; once again, I will conquer Vienna. The capital of Austria on the Danube is a city full of monuments and cultural sites. Vienna’s atmosphere is created by former imperial residences, valuable art collections, a wide range of cultural and artistic activities, and numerous cafés and horse-drawn carriages. The city was the birthplace of renowned Viennese classicists, including Joseph Haydn, Wolfgang Amadeus Mozart, and Ludwig van Beethoven. The renowned Strauss dynasty, which shaped Vienna’s musical landscape for most of the 19th century, originated here – Johann Strauss and his sons, Johann, Josef, and Edward, were born here. During Carnival, the city hosts lavish balls and the famous New Year’s concerts of the Vienna Philharmonic. Here, you can find sites associated with the work of Gustav Klimt, one of the most important Austrian painters and representatives of the Viennese Secession. Vienna’s top attractions include Belvedere Palace, Schönbrunn Palace, the Old Town, the Vienna State Opera, the Hofburg Palace, the Prater, St. Charles’ Church, and St. Stephen’s Cathedral.

Get hot summer benefits. If you don’t have any plans for autumn yet, contact us – and before you know it, you’ll be in the Slovenian Soča Valley, where you’ll experience a wild, refreshing adventure with us that will make you feel like a new person. For the magical winter is about to arrive. What does „The Way the Raven Fell on Me” mean in Robert Frost’s poem ‚A Dust of Snow’? „The way the raven fell on me a dust of snow from the pine gave my heart a change of mood and saved part of the day I regretted.” The poem wasn’t very short, but it has a significant meaning. The poem tells the story of a person who has lost all hope and now She’s sad. The falling dust from the pine tree changed her mood and saved part of the day she regretted. Negative things, like the crow or the pine tree, turned her sadness into joy. It struck me with a vibrant thought, so that from now on I would speak well to myself until I was old.

Today I wrote this text. The words flow into this heavy pause. An encounter with the Catholic Church planned my path – free travel. It suggests flights, hotels, and much more. Discover hidden gems and learn essential tips for an unforgettable adventure! Today I follow my childhood memories. In the days of my long-gone childhood, my quiet, foggy mind often pauses, and laments break from my heart that I’m no longer so happy! Enlightened by the dawn of life, spring laughed at me everywhere! Not a single flower bloomed in vain -the stream was my melody. Unknown to painful feelings, floating harmlessly, blissfully, and freely alongside cheerful playmates, my childhood May has passed. But images of its pure joys have constantly imprinted themselves on my heart, and the darkness of life softens for me; I think of them with a pang of longing.

Therefore, I return with joy to your fields, quiet little village, far from the world’s bustle, for in you I encounter traces of that time that no sadness has yet marred. Every place greets me with a smile again, where I lost myself in joyful play, and still, sweet as siren songs; pure stream, your whisper rings in my ears. Golden times when I, like a bee, found honey in the smallest flower! Where a child’s cloudless face was not yet shrouded in melancholy. Golden times – often in your memory, in quiet solitude, I will sing, moments of remembrance, tears – dedicated to your early happiness. If only the evening of my days could be as gentle and friendly as the morning; oh, then I would endure the silent complaint that is now but the sultry midday sun.

_____

Moje opowieści nie są zaledwie „moralne”, choć bardzo bym tego chciał – ale są pozytywne w swej wymowie. Nigdy się nie zmieniamy – w związku z tym powiedziałbym – jesteśmy tacy sami, jak ci, którymi byliśmy w przeszłości, którzy żyją nadal aż po wieczne czasy. W Polsce po 1980 roku żyliśmy – jak mi się wydawało – w tragicznej epoce. Ojca, wiesz, nie miałem, matka zawsze była wszystkim dla mnie. Ciężko pracując w Hucie Szkła jako sprzątaczka, prowadziła mnie z kwiatami w ręce „po robocie” do znajomych (na imieniny), a ja trzymałem się jej spódnicy zawsze. Potem chciałem do końca jej nieba przychylić, chyba jednak ze szkodą dla siebie. Brakowało mi odpowiedniej postawy. Czy to moja wina? Nie powiem nie. Nigdy nie miałem zamiłowania do wielkich spraw. Wciąż tęskniłem nie tyle za ciszą, ile za pokojem – zawsze uważałem tak. Byłem sobą, bywałem leniuszkiem. Ale już mamy 2022 rok i wojnę w Ukrainie. Cóż, wojna nijak nie zmienia mojego stosunku do źdźbła trawy…w okresach kataklizmu albo wielkiego strapienia jedyne wyjście to znaleźć jakąś ostoję, aby zachować równowagę i nie stoczyć się w przepaść. Trzymam się Kościoła Powszechnego, jestem księdzem. A tutaj w każdej chwili trzeba być gotowym do drogi i każdy pokój, w którym się wylądowało, traktować jak przystań tymczasową. Są takie tajemnicze istoty – zawsze te same – które trzymają straż na wszystkich rozstajach naszego życia i do końca naszych dni. Taka istotą pozostawała zawsze moja Mama, która wcześniej przeżyła okupację Hitlera „po służbach,” najmowała się do pracy w gospodarstwie w pobliżu Przemyśla. Okno w jej pokoju było najchętniej zamknięte, ale wspominała, że pewnej nocy słyszała jak spadały gazety, coś leciało z szafy. Czy istnieli ci sympatyczni, kojący głupcy w białych strojach przerzucający i kolportujący gazety, „i nie tylko” w erze powojennej. Raz zauważyła: nie jestem w stanie tego powiedzieć, ale znaczyło to, że ziemia nadal się kręci i że mamy przed sobą jeszcze kilka godzin wytchnienia – zrozumiałem to po latach. Po przebudzeniu w jej pokoju uświadomiła sobie, że potrzebowała piętnastu lat, by przejść na drugą stronę jezdni. Ale zaraz wezwała księdza, by jej poświęcił mieszkanie. Ten ostatni przyszedł, pobłogosławił dom, wtedy „jak ręką odjął,” już nic „nie tłukło się” w pokoju. Po śmierci Mamy (siedemnaście lat temu) zostałem sam z Jezusem. Chciałem świadectwa. Do czegóż bowiem mogłem aspirować w tym małym kraju, jakim jest Polska? Handel antykami? Praca kolportera książek? Kariera literata, gaduły i zmarzlucha? Poprzednio byłem niczym magnes zbierający wokół siebie żelazne opiłki. Tak minęły czasy seminarium i pierwsze lata gorliwego kapłaństwa. Ale wreszcie zacząłem myśleć na poważnie o sobie, to mogło być po wakacjach 1990 roku. W 1995 roku, w poszukiwaniu kąta dla spisywania pamiętnika, zakupiłem dom w miejscu, w którym wspólnie z Mamą spędziłem szczęśliwe dzieciństwo. Istnieją dwa rodzaje ludzi: ci, co piszą książki i ci, o których pisze się książki i którzy nie muszą ich czytać. Przeżywają je. W Ząbkowicach zacząłem pisać „na dobre” i kolportować moje pierwsze pisane na maszynie elaboraty po całej Archidiecezji. Tak się zaczęła historia poszukiwania tożsamości, korzeni, równowagi w świecie współczesnej moderny, składanym z fragmentów wspomnień na poły rzeczywistych, na poły zaledwie rękopisu z epoki. Element po elemencie czytelnik ów świat poznaje, odkrywa jego cząstki, które stopniowo pozwalają sobie uświadomić, jak nieznośnie tytułowy bohater czuje się w swym bycie. Misternie skonstruowana opowieść, nierzadko poetycka i wieloznaczna. Cóż jeszcze powiedzieć? Dzisiaj nie wystarczy żyć emocjami, i zanosić do domu nasze emocje, ale trzeba przynieść do domu przede wszystkim czyny dnia dzisiejszego, miłość braterską, pieścić miłość ku drugim. Co zrobiliście temu najmniejszemu, to mnieście uczynili, to Jezus mówił. Jedyna rzecz o której wiem, że jest istotna to to, że Jezus umarł (wł. Gesù è morto) i zmartwychwstał „dla mnie,” o tym pisał i mówił święty Paweł. Kto widzi mnie, widzi i Ojca mego, to są słowa Jezusa. Jeśli we mnie wierzyć będziecie, będzie czynić rzeczy większe ode mnie, powiedział On. Mamy wprowadzać emocje nasze w czyn, to jest miłość – przynieść do domu nie emocje, ale owoce naszych czynów podarowanych na rzecz bliźniego. Dzisiaj dzień naszej matki, czczonej zwłaszcza w jej cudownym obrazie na Jasnej Górze w Częstochowie, królowej Polski i Pani naszych serc, która strzeże Polskiej korony. Ja jestem tobą, kochana mamo. Małe serce, które mam, na długo przed dniem dzisiejszym podarowałem Tobie. A w tym sercu róży kwiat, Mamo, Mamo, żyj wieczne 100 lat! Przyjmij Kochana Mamusiu te oto z serca płynące życzenia: Dużo zdrowia, szczęścia i uśmiechu wiele, niech Ci się spełni każde Twoje skryte marzenie! I niech będzie pochwalony Twój Syn Jezus Chrystus w każdym majowym kwiatku.

Stanisław Barszczak, Poland, is she waiting for such love?

Dearest. If you tear this Poland apart, what will remain… ash or diamond? Only Poland is important now. My homeland, I realize that there are accounts of wrongs in the homeland, a foreign hand will not erase them. But we must go forward with the living, reach for new life. The Republic of Poland is a secular state, neutral in matters of religion and beliefs. The state and state organizational units do not subsidize or subsidize churches and other religious associations. Exceptions to this principle are regulated by acts or regulations issued on their basis. Among the 15 Churches and religious associations whose relations with the state are regulated by law, the most well-known are: the Catholic Church, the Greek Catholic Church, the Orthodox Church, the Evangelical-Augsburg Church, the Jewish religious community, the Muslim association, the Pentecostal Church. More than 7 percent of the population does not belong to any religion. And I often bathe in the quiet affairs of this era, where I try to grow into everyday tasks. I personally became interested in the Church of Jesus Christ of Latter-day Saints. As you know, being suspicious of everyone is tiring, you have to trust someone, because you need someone to relax with. I wouldn’t want to cover up everyone’s sun. Poland, my homeland, is she waiting for such love? A country with a thousand-year history and known throughout the world for its culture of tolerance.

We have to want democracy and we have to be able to take risks. It doesn’t matter that in the end, the only thing that matters is being true to your own path. In our era it is important that Europe now has to play a leading role, because as the Christians unfortunately we cannot be relied on for everything at the moment. We must consistently support the Ukrainians, until the very end. And we cannot succumb to various Russian propaganda temptations. We have to act in a world where Christians themselves have no idea what the interests of their own country are. President D. Trump understands Americans, his people, to some extent, but he completely lacks the concept of state sovereignty. For every Pole, the concept of a state is important, at least sensible. We are now dealing with people for whom dominant in human civilization American statehood has no significance. They act in such a way that it is beneficial for themselves, for their families, for their friends, for some companies. However, there is no action by Trump that indicates that he thinks in terms of raison d’état. Without this, he does not understand why Ukrainians are fighting. He does not understand why it is better for Ukrainians to have a Ukrainian state than a Russian one. Putin’s power is that he can always change the theater of influence. From Ukraine to Syria, from Syria back to Ukraine. But he won’t change the theater until he has to. He has to be forced to do so. If there are one, two, three more degrees of pressure from the Europeans, I expect Russia will not be able to fight this war. So let us try to look at the war between Ukraine and Russia not as the unknown and forgotten years of our neighbor, but as a struggle for the sovereignty of the homeland of tomorrow’s human globe.

Poland, is she waiting for such love?
My homeland, are you that hot starry night that brings memories. the scent of love and our bodies, in kisses and dreams. now I wander idly in thoughts, so distant, but so full of you. because our hearts are best seen when the smiling moon wanders the sky. I search but I don’t find you on my planet of small life. but you will be an always present, unforgettable handful of immense happiness. now I can only write about how I could immerse myself in distant memories. I met you when I wasn’t looking for any love in my life and I lost you when I loved you the most. Don’t regret the lost days, after all you had the whole world in your hands. Now open wide the door to the love you’ve been waiting for for years. take it like a precious gift, treat it like destiny. you’ve walked so many paths, hug it in your arms, let it come to you. show how much you care about it, what your heart feels. don’t make it wait too long, because every day is more happiness. I dedicate this written verdict to you as a symbol of our love and longing like the ocean.

____

Stanisław Barszczak, Polska, czyż czeka na taką miłość?

Najdrożsi. Jeśli rozedrzecie tę Polskę, co pozostanie… popiół czy diament? Teraz liczy się tylko Polska. Ojczyzno moja, zdaję sobie sprawę, że w niej są rachunki krzywd, obca ręka ich nie zmaże. Ale musimy iść naprzód z żywymi, sięgać po nowe życie. Rzeczpospolita Polska jest państwem świeckim, neutralnym w sprawach religii i przekonań. Państwo i państwowe jednostki organizacyjne nie dotują ani nie subsydiują kościołów i innych związków wyznaniowych. Wyjątki od tej zasady regulują ustawy lub rozporządzenia wydane na ich podstawie. Spośród 15 kościołów i związków wyznaniowych, których stosunki z państwem są regulowane przez prawo, najbardziej znane to: Kościół katolicki, Kościół greckokatolicki, Kościół prawosławny, Kościół ewangelicko-augsburski, żydowska wspólnota wyznaniowa, związek muzułmański, Kościół zielonoświątkowy. Ponad 7 proc. ludności nie należy do żadnej religii. I często kąpię się w cichych sprawach tej epoki, gdzie staram się wrastać w codzienne zadania. Osobiście zainteresowałem się Kościołem Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich. Jak wiadomo, podejrzliwość wobec wszystkich jest męcząca, trzeba komuś zaufać, bo potrzebujesz kogoś, z kim możesz się zrelaksować. Nie chciałbym zasłaniać słońca wszystkim.
Polska, moja ojczyzna, czyż czeka na taką miłość? Kraj o tysiącletniej historii i znany na całym świecie ze swojej kultury tolerancji.

Musimy chcieć demokracji i musimy umieć podejmować ryzyko. Nieważne, że na końcu liczy się tylko wierność własnej drodze. W naszej epoce ważne jest, aby Europa odgrywała teraz wiodącą rolę, ponieważ jako chrześcijanie niestety nie możemy być w tej chwili we wszystkim pewni. Musimy konsekwentnie wspierać Ukraińców, do samego końca. I nie możemy ulegać różnym pokusom rosyjskiej propagandy. Musimy działać w świecie, w którym sami chrześcijanie nie mają pojęcia, jakie są interesy ich własnego kraju. Prezydent D. Trump rozumie Amerykanów, swój naród, do pewnego stopnia, ale zupełnie nie rozumie pojęcia suwerenności państwowej. Dla każdego Polaka pojęcie państwa jest ważne, przynajmniej sensowne. Mamy teraz do czynienia z ludźmi, dla których dominująca w ludzkiej cywilizacji amerykańska państwowość nie ma żadnego znaczenia. Postępują w taki sposób, że jest to korzystne dla nich samych, dla ich rodzin, dla ich przyjaciół, dla niektórych firm. Jednak nie ma żadnego działania Trumpa, które wskazywałoby, że myśli w kategoriach racji stanu. Bez tego nie rozumie, dlaczego Ukraińcy walczą. Nie rozumie, dlaczego dla Ukraińców lepiej jest mieć państwo ukraińskie niż rosyjskie. Siła Putina polega na tym, że zawsze może zmienić teatr wpływów. Z Ukrainy do Syrii, z Syrii z powrotem na Ukrainę. Ale nie zmieni teatru, dopóki nie będzie musiał. Musi zostać do tego zmuszony. Jeśli będzie jeden, dwa, trzy stopnie nacisku ze strony Europejczyków, spodziewam się, że Rosja nie będzie w stanie stoczyć tej wojny. Spróbujmy więc spojrzeć na wojnę między Ukrainą a Rosją nie jako na nieznane i zapomniane lata naszego sąsiada, ale jako na walkę o suwerenność ojczyzny jutrzejszego ludzkiego globu.

Polsko, moja ojczyzno, czy jesteś tą gorącą, gwiaździstą nocą, która przywołuje wspomnienia. zapach miłości i naszych ciał, w pocałunkach i marzeniach. teraz błądzę bezczynnie myślami, tak odległymi, ale tak pełnymi ciebie. ponieważ nasze serca najlepiej widać, gdy uśmiechnięty księżyc wędruje po niebie. szukam, ale nie znajduję cię na mojej planecie małego życia. ale będziesz zawsze obecną, niezapomnianą garstką ogromnego szczęścia. teraz mogę pisać tylko o tym, jak mogłam zanurzyć się w odległych wspomnieniach. Spotkałam cię, gdy nie szukałam żadnej miłości w swoim życiu i straciłam cię, gdy kochałam cię najbardziej. Nie żałuj straconych dni, przecież miałaś cały świat w swoich rękach. Teraz otwórz szeroko drzwi do miłości, na którą czekałaś latami. weź ją jak cenny dar, traktuj jak przeznaczenie. przebyłaś tyle ścieżek, przytul w ramionach, pozwól temu przyjść do ciebie. pokaż jak bardzo ci na tym zależy, co czuje twoje serce. nie każ mu czekać zbyt długo, bo każdy dzień to więcej szczęścia. Dedykuję ci ten pisemny werdykt jako symbol naszej miłości i tęsknoty jak ocean.