Stanisław Barszczak, PAN ARENDT
W tej opowieści chciałbym zawrzeć ideały dla polskiej młodzieży. Jutro Dzień Powsinogi – czyli tego który rzuca wszystko. Może się wydawać, że to za wcześnie, ale przed drugim piątkiem nowego roku większość ludzi już porzuciła swoje noworoczne postanowienia. Nigdy nie byliśmy zdania – idei, że zawsze należy dążyć do czytania więcej, ale nie chcemy, abyście rezygnowali przedwcześnie z celu, jakim jest lepsze czytanie. Niezależnie od Waszych ambicji literackich na rok 2026, jestem z Wami, autor.
—
W mojej opowieści przytaczam chlubną kartę z historii Najjaśniejszej Rzeczpospolitej Obojga Narodów, kiedy „Galeony Wojny” przybijały do brzegów Motławy w Gdańsku. Będą tutaj walki polskiej floty wojennej i kaperów z szwedzką flotą i intrygi, ukazujące pirackie życie awanturników na wodach Bałtyku w czasach Zygmunta III Wazy, szczególnie w kontekście oblężenia Gdańska 1625-27. Fabuła koncentruje się na młodej polskiej flocie wojennej i gdańskich kaprach, walczących z flotą szwedzką pod wodzą Gustawa Adolfa. Główni bohaterowie stawiają czoła bitwom morskim, sztormom, stawiając na szali honor i życie w dążeniu do zwycięstwa. Narracja tej opowieści chce oddać brutalność i splendor epoki żaglowców.
W każdym człowieku kryje się bestia, jeśli Boga nie ma, to wszystko jest dozwolone, człowiek niezmiernie lubi czuć się pokrzywdzony, zbyt szeroki jest człowiek, ja bym go zwęził, napisał filozof. Kapitan floty polskiej w bitwie pod Oliwą, z pochodzenia Holender i bohater tej opowieści, kapitan Arendt Dickmann, z pewnością powiedziałby: – Jeżeli Bóg nie istnieje, to ja jestem Bogiem. I zaraz dorzuciłby te słowa: – Ale któż pani powiedział, że ja mam jakąś historię? Nie mam żadnej historii. A jego wybranka pani Eliza oponowałaby mu mówiąc: – Jakże więc pan żył, jeżeli nie ma historii?
Bywają marzyciele, którzy obchodzą rocznice pojawienia się ich fantastycznych wizji.
Mój Boże! Cała chwila rozkoszy! Czyż to mało choćby na całe życie człowiecze? Nasz kapitan zaraz zauważyłby także: – Bóg jest niezbędny, a więc dlatego powinien istnieć. Człowiek jest nieszczęśliwy tylko dlatego, że nie wie, iż może być szczęśliwy. Czytelnik może wybaczy mi śmiałość, gdy będę mówił mu o czasach mej młodości, kiedy gardziłem szczegółami.
Młodość wybiegałem nad Motławą, w pobliżu Żurawia portowego i tutejszych spichlerzy, o których zapewne już słyszeliście. Do naszego miasta przychodziły towary z Lubeki (głównego portu i serca Hanzy), z Hamburga, Bremy, Kilonii, Rygi, Brugii. Porty hanzeatyckie (Gdańsk, Szczecin, Elbląg, Toruń i inne) przewoziły głównie polskie produkty eksportowe, jak zboża, drewno, miód, wosk, skóry, sól, ryby (śledzie), a także węgiel i smołę, importując w zamian przyprawy, luksusowe tkaniny (sukno), miedź, stal, szkło i wina. Handel odbywał się statkami typu koga, a później holk, z wykorzystaniem nowoczesnych jak na owe czasy wspomnianych przeze mnie spichlerzy i żurawi portowych. Codziennie mogłem przechodzić w pobliżu tej wodnej bramy na końcu ulicy Szerokiej i przyglądać się pracy więźniów przy załadunku i rozładunku towaru. Żuraw położony nad Motławą jest największym dźwigiem portowym średniowiecznej Europy, używany do przeładunku i stawiania masztów na statkach. Tutaj zawsze było słońce.
W naszym dzieciństwie chcieliśmy rzeczywistości. Jakkolwiek nie ma rzeczy bardziej niewiarygodnej od rzeczywistości. Świat jak zwykle dzielił się na ludzi wykutych z żelaza i tych ulepionych z krowiego łajna, które potem, dla fasonu oblepiano grubą warstwą wosku. Tak zawsze było, jest i będzie. Królowie nie mają sumień, mają królestwa… I wiernych rycerzy.
—
Rok 1627 to był dziwny rok. „Słońce zaszło w południe”. Od jakiegoś czasu nie przychodziły już towary z Europy, gwar i ruch nad Motławą zamienił się w powszechną ciszę, a ja odczułem smutek dokoła. Im ciemniejsza noc, tym jaśniejsze gwiazdy, Im głębszy smutek, tym bliżej Boga! Wszystko martwe i wszędzie trupy, samotni tylko ludzie, a wokół nich milczenie – oto świat! Zaciągłem się na Galeon „Święty Jerzy”, zgłosiłem się na ochotnika – zechciałem zaznać przygody, żebyś mamo była szczęśliwsza, bogatsza i milsza była ci praca.
W 1627 roku Gdańsk był kluczowym portem Rzeczypospolitej i sceną historycznej Bitwy pod Oliwą (28 listopada), gdzie polska flota odniosła zwycięstwo nad Szwedami, przełamując blokadę, co miało ogromne znaczenie moralne i propagandowe, podnosząc morale i wzmacniając pozycję króla Zygmunta III Wazy. W tym okresie miasto żyło w cieniu wojny polsko-szwedzkiej i blokady, ale zwycięstwo przyniosło chwilowe odprężenie.
Mój Boże! Cała chwila rozkoszy! Czyż to mało choćby na całe życie człowiecze. Anioł nigdy nie upada. Diabeł upada tak nisko, że nigdy się nie podniesie. Człowiek upada i powstaje. Gdańsk nie był Sodomą. Ale mnie się zdarzyło, że obnosiłem uliczkami naszego miasta świadomość niespełnionej miłości. Na czym polega wolność? Czy na tym, aby oddawać się wszystkim możliwym namiętnościom, czy też na tym, aby panować nad sobą i nad swoimi popędami?
„Trudno było zresztą utrzymać w ryzach dzielnych morskich chwatów. Pachołkowie miejscy brali po łbach i pludrach, kiedy mieszali się do spraw żeglarzy, którzy dla swej nieposkromionej fantazji i wigoru potrafili przepędzić przez błoto pysznego miejskiego synka, szczypnąć w wypięty zadek lub wytarmosić za cycki hardą pannę patrycjuszkę, spoglądającą na biedaków tak wyniośle, jak gdyby jej głowę zatknięto na ratuszowej wieży w sąsiedztwie posągu króla Sigismunda Augusta. Albo wystawić na ulicę beczkę wina na imieniny kapitana i zmuszać przechodniów do picia za jego zdrowie pod groźbą pistoletu, opornych zaś oblewać trunkiem. A w razie sprzeciwu maczać tępe miejskie łby w cebrzyku z winem dopóty, dopóki nie skruszeją na tyle, że wreszcie ochotnie wezmą się do spełnienia toastów kwarcianymi szklanicami.”
W Gdańsku mej młodości przeżyłem chwilę niezwykłą, tutaj otwierał się inny, odrębny świat, do niczego niepodobny; tu panowały inne, odrębne prawa, inne obyczaje, inne nawyki i odruchy; tu trwał martwy za życia dom, a w nim życie jak nigdzie i ludzie niezwykli. Ten oto zapomniany zakątek zamierzam tutaj opisać.
—
Dziś już jestem adeptem żeglarstwa na „Świętym Jerzym”, który zwodowano w Pucku przed dwoma laty. Zaraz na początku przeżyłem chrzest bojowy w Bitwie pod Oliwą. To była bitwa morska pomiędzy flotą polską a eskadrą okrętów szwedzkich, stoczona 28 listopada 1627 na redzie Gdańska. To była słynna bitwa morska, w której polska flota pokonała flotę szwedzką, przełamując blokadę Gdańska i odnosząc wielkie moralne zwycięstwo w ramach wojen polsko-szwedzkich. Flagowy galeon „Solen” został wysadzony przez załogę, co dało początek powiedzeniu „słońce zaszło w południe”, a polegli admirałowie – Arend Dickmann i Nils Stiernsköld – zostali pochowani w Gdańsku, a ich wraki spoczywają w Bałtyku.
Podam kluczowe fakty z Bitwy pod Oliwą: Uczestnicy: Flota Rzeczypospolitej Obojga Narodów (dowódca: admirał Arend Dickmann) kontra szwedzka eskadra (admirał Nils Stiernsköld). Przebieg: Mimo przewagi liczebnej Szwedów, polskie okręty odniosły zwycięstwo, zmuszając flotę szwedzką do ucieczki. Znaczenie: Bitwa przełamała szwedzką blokadę portu gdańskiego, była największym sukcesem w historii polskiej marynarki wojennej i podniosła morale. Symbolika: Zatonięcie szwedzkiego galeonu „Solen” (nazwa oznacza „słońce”) dało początek powiedzeniu, że „słońce zaszło w południe”.
Polskie okręty zaatakowały szwedzką flotę w szyku torowym, zaskakując ją. Rezultat: Zwycięstwo Polski, czasowe zdjęcie blokady Gdańska, śmierć adm. Dickmanna, duże straty po stronie szwedzkiej. Znaczenie: Wzrost prestiżu króla Zygmunta III Wazy, dowód na możliwość pokonania Szwedów na morzu, wielkie znaczenie propagandowe.
W Bitwie pod Oliwą brali udział także Jan Storch i Herman Witte. Arendt Dickmann był Holendrem, urodził się w 1572 roku w Delfcie. Od 1608 roku mieszkał w Gdańsku, gdzie był kapitanem i armatorem statku handlowego transportującego zboże i drewno dębowe. Należał do Związku Gdańskich Kapitanów Morskich. W czasie bitwy, 28 listopada 1627, będąc na pokładzie zdobytego już szwedzkiego galeonu „Tigern”, poniósł śmierć na skutek trafienia w nogi przypadkową kulą artyleryjską (wystrzeloną prawdopodobnie z „Pelikanena” lub omyłkowo z „Latającego Jelenia”). Uroczysty pogrzeb na koszt króla miał miejsce 2 grudnia w Gdańsku, w kościele Mariackim. Przed trumną pędzono 33 pary powiązanych jeńców szwedzkich. Trumnie towarzyszyła kompania honorowa piechoty morskiej, królewscy komisarze i rada miasta.
Siły polskie: 4 galeony, 3 pinki, 3 fluity, 179 dział, 1160 żołnierzy i marynarzy. Siły szwedzkie: Dowódca: Nils Göransson Stiernsköld†, 5 galeonów,1 pinasa122 działa700 żołnierzy i marynarzy. Straty po stronie polskiej 47 ludzi. Straty po stronie szwedzkiej: 1 galeon zdobyty,1 galeon zatopiony, 304 ludzi i 46 jeńców.
Admirałem polskiej floty był wówczas Wilhelm Appelmann, lecz z powodu choroby nie mógł wziąć udziału w bitwie i komisarze królewscy wyznaczyli przed bitwą nowe kolektywne dowództwo nad polskimi siłami. Dowództwo nad okrętami i funkcję admirała otrzymał Arend Dickmann, dowódcą piechoty morskiej został kapitan Jan Storch, a dowódcą artylerii okrętowej kapitan Herman Witte. Tym trzem dowódcom dodano radę wojenną, z którą mieli wspólnie opracować plan bitwy i podjąć decyzję o ataku. Okrętem admiralskim był galeon „Święty Jerzy”.
Polskie okręty:
1 eskadra:Święty Jerzy (Sankt Georg) – galeon, 31 dział, 400 t; Latający Jeleń (Fliegender Hirsch) – galeon, 20 dział, 300 t; Panna Wodna (Meerweib) – pinka, 12 dział, 160 t;
Czarny Kruk (Schwarzer Rabe) – fluita, 16 dział, 260 t; Żółty Lew – pinka, 10 dział, 120 t;
2 eskadra: Wodnik (Meerman) – galeon, 17 dział, 200 t; Król Dawid (König David) – galeon, 31 dział, 400 t; Arka Noego – pinka, 16 dział, 180 t; Biały Lew – fluita, 8 dział, 200 t; Płomień (Feuerblase) – fluita, 18 dział, 240 t; Razem: 10 okrętów, 179 dział, 1160 żołnierzy i marynarzy.
There is nothing more difficult in the world than honesty, and nothing easier than flattery. God, in His grace, gave hysteria to a woman. I’m not sure what Admiral Arendt Dickmann heard from the Swede. „Oh, my brother, forgive me, how could I have been so vile, take the land that belongs to me, I ask only for love. I was too young. But it is a fact that those innocent eyes scratched my soul like a razor. It seems to me that God has given too little time, allotted only twenty-four hours to the day, so that there is often no time for even sleep, let alone for penance. The scope given to man is too great!” And the battle between Satan and God is beautiful when the battlefield is our hearts. I would like to see the Admirals of this battle in love. It’s interesting and amusing how much can sometimes be expressed by the gaze of a shy and pathologically reserved person who falls in love, precisely when that person would rather sink into the ground than express anything with words or looks. For even sinful love is the love of God. But tomorrow, tomorrow, everything will end! The only freedom is to conquer oneself. Therefore, even if someone were to prove to me that truth lies outside of Christ, I would rather remain with Christ than with the truth.
Szwedzkie okręty: Tigern – galeon, 22 działa, 320 t (zdobyty); Solen – galeon, 20 dział, 300 t (zatopiony); Pelikanen – galeon, 20 dział, 200 t; Manem – galeon, 26 dział, 300 t; Enhörningen – galeon, 18 dział, 240 t; Papegojan – pinasa, 16 dział, 180 t;
Despite the military situation, it had significant propaganda significance and had a positive impact on morale, proving that the Polish fleet could defeat the Swedish one. It also strengthened the royal authority’s position among the Gdańsk burghers. The material effect of the concluded battle was the temporary lifting of the Swedish blockade of the port of Gdańsk.
Razem: 6 okrętów, 122 działa, 700 żołnierzy i marynarzy.
—
W przeddzień bitwy admirał Dickmann ani myślał się wywijać, unikać czy uciekać. Po prostu chwilowo miał wszystko w tej części ciała, którą tylko błaźni śmieli pokazywać swym panom i władcom. Wiedział, że umiera, ale to jakoś nie docierało do niego. Wiedział, że ginie za tę jedyną, wielką Rzeczpospolitą… Za Rzeczpospolitą, której poświęcił wszystko, co tylko miał. Teraz obok szopy z wdziękiem stada buhajów przebiegła kompania rozwścieczonych herbowych brytanów. A w środku jak w najlepszej karczmie rozgorzała dyskusja. Pierwszy stanął Jan Kunicki szlachcic, zarazem diabeł wcielony. Nie patrz zbyt często w lustro, bo zobaczysz diabła, zakołatało w jego głowie. Prawda – często powtarzali tak przesądni ludzie. Kunicki nie musiał przesiadywać przed zwierciadłem, aby ujrzeć czarta. Od kiedy tylko pamiętał, zawsze miał go w sobie. – Cnocie, nie fortunie, ufać należy zawsze – rzekł szlachcic. – Albowiem czasem się taki kąsek zdarzy, który gębę poparzy, panie bracie. – Cóż mi mówisz, bracie, że car którego uwolniłem w jednej z bitew, zaprowadzi nam tu jakąś utopię? Ustrój powszechnej szczęśliwości jak chciał Tomasz Morus, gdzie wszyscy będą chodzić w siermięgach, dziewki staną się równie szpetne i bez cycków, a wino będzie smakować jak woda. Ja się z takiej wyspy szczęśliwości wypisuję, bo lubię popić, pochędożyć, a wolnym czasie rozwalić parę łbów. Ot i cała filozofia.
– Wykonywanie obrotów i prowadzenie konia w szyku nie jest niczym trudnym. O ile oczywiście siedzi się w kulbace równie zdecydowanie co na babie i dosiada wierzchowca, który dobrze znosi bliskość innych koni. Nikomu nic nie jest pisane. A choćby było, tedy my, wolni obywatele Rzeczypospolitej, powinniśmy owinąć kule, którymi wystrzelimy w łeb Fortuny, w papier, na którym spisano boskie wyroki.
Kunicki uderzył ku panu Hubertowi Wierzgalskiemu. – A może to był rebus? Zabawka w rodzaju tych, gdzie należało zamiast znaków podłożyć imię nowej meretrycy królewicza Władysława, dodać do tego długość końskiej pyty ulubionego rumaka Biskupa Krakowskiego, a wszystko pomnożyć przez liczbę wieżyc na zamku w Gostyninie, aby otrzymać nazwę nocnika z którego co rano sługa burmistrza Gdańskiego wylewał smrodliwą zawartość wprost na głowę przechodniów.
Wierzgalski nie cierpiał rebusów. Pan Hubert jakby kaper i obwieś. Ale sakiewkę miał ciężką jak worek grzechów sodomity i pewnie dlatego lekką ręką rozrzucał talary i dukaty. Kaper czyli prywatny żeglarz lub armator, który na podstawie specjalnego pozwolenia (listu kaperskiego) od władcy lub miasta prowadził legalne działania wojenne na morzu, napadając na statki wroga w zamian za łup. Było to legalne piractwo, popularne od średniowiecza, szczególnie na Bałtyku.
– Panie szyper! – Pan Wierzgalski zwrócił się do Kunickiego – Jak wy chcecie tędy przejść? Na skrzydłach aniołów? Obawiam się, że jesteśmy w kompanii tak zacnych łotrów i obwiesiów, że cherubiny prędzej nasrają nam na głowy, niż użyczą rąk i pleców. Ja wybieram walkę i śmierć zamiast poniżenia i hańby. Ten wybór jest polski.
– Nasz naród od wieków płacił najwyższą cenę za prawo do mówienia i modlenia się po polsku. Dzięki temu przetrwał. Gdzie są Irlandczycy? Zginęła Burgundia, Normandia. Jest wiele narodów nic nieznaczących, bo poddali się jak niewolnicy i przyjęli język prześladowców. Na tym poświęceniu i daninie krwi zasadza się wielkość Polaków.
– Rzeczpospolita musi być jak ten lew między wilkami. Póki jest silny, boją się go kundle pruskie, cesarskie, szwedzkie i moskiewskie. Ale gdy pada, wtedy najmniejszy wilczek ze zgrai rzuci się mu do gardła. A my wokoło samych wrogów mamy!
– A ja pragnień w życiu nie mam wiele. Dobry wierzchowiec, piękna dziewka. Uczucia, sława, przyjacieleI raj, gdy śmierć mnie porwie krewka.
Wierzgalski znowu wychylił nową porcję gdańskiej wódki. I nawet mnie mrugnął okiem. Zdawać by się mogło, że jego podgolona łepetyna jest mocniejsza niż żelazny czerep armatniego granatu. Ot, co znaczyła wielowiekowa tradycja szlacheckiego narodu.
Potem mówi Świrski. – Nie rozumiesz tego, pludraku – pokiwał głową Świrski ku Kunickiemu – Ot, myślisz, że to jakieś nasze domowe sprawy, porachunki i zawiści. Prawda. Kogo w Paryżu, w Wiedniu czy Sewilli obchodzi los Rzeczypospolitej? Kto wie, gdzie leży Ukraina? Kto wie, co to są Kozacy i szlachta polska? Nikt. Jeśli jednak nadejdzie czas, że wy, nic nie wiedząc, spróbujecie nas osądzać i decydować o naszej przyszłości, tedy powiadam ci – gorze nam!
– Nie wiem jak to jest z Moskalami ale ja nie mam zamiaru słuchać tak mocnych słów. Jestem szlachcicem, wolnym człowiekiem, który wybiera królów i obala tyranów. A jako obywatel mający głos na elekcji mam prawo oczekiwać, aby nasz król był ojcem, a nie tyranem. A już najmniej przypominał despotę i złotego cielca, któremu biją czołem niewolnicy.
– Z cnót kardynalnych polskich i ziemiańskich – szabli, mocnej głowy i rączego wierzchowca – ta ostatnia była równie ważna co dwie pozostałe. Co też, niestety, rodziło pytanie, cóż pozostanie z Rzeczypospolitej i Polaków wtedy, kiedy ich konie i szable przestaną bić wrogów na bitewnych polach? Chyba tylko picie i wspominanie dawnych zwycięstw…
– Nie może tak być, że Polacy, rozumiesz, sami Polacy wydali na mnie wyrok śmierci, jak na zbrodniarza, za to, że walczę… o Polskę.
– Łaska pańska na pstrym koniu jeździ, ale fantazja kozacka na dzikim wilku. – A niby czym się różni przyrodzenie szlachcica od chłopskiego? Bo do pańskiej kuśki mówisz jaśnie oświecony panie, a do plebejskiej: ty chamie?! – Nie mówię, jeśli gębę mam zajętą czymś innym.
– Wieki temu – rzekł Świrski – pradziadowie wasi uczynili coś, co zadziwiło świat. Oto zagrożeni. przez Krzyżaków, przyjęli do piersi swojej Litwinów. W Horodle i Krewie dali swe własne herby szczerozłote,krwią sarmackich przodków oblane, ludowi, który ledwie z pogaństwa wyrósł. Dali mu wolność, jakiej jeszcze nie znał.A w zamian za gest tak wspaniałomyślny, starłszy w proch psich synów teutońskich, Bóg dał im wielką Rzeczpospolitą. A wszystko dlatego, że dokonali czegoś, czego nie uczyniłaby żadna nacja na świecie. Bądźcie godnymi swych pradziadów albo gińcie! Wybierajcie, jaśnie oświeceni panowie.
W myśl starego przysłowia: Zrobiono Ci krzywdę, to ją pomścij, nie możesz zapomnieć, to się upij, Wierzgalski pił węgrzyna. Strasznie i na umór, jakby to opisał jakiś cudak z Francji albo Hiszpanii, czyli zwyczajnie – polską miarą.
– Ja nawet carowi mogę wygarnąć wszystko, krzyknął nagle.
– Zważ, carze, że ci, którzy są prostolinijni, ale szczerzy, pozostają wierni do końca. A ci, którym łatwo przychodzi zginanie karków, mogą bić pokłony przed każdym. Dziś przed tobą, jutro – przed twoim największym wrogiem.
– Armio polska, ty na straży pokoju stoisz jak przed laty. A pokój to słoneczny, tylko w oknach kraty. Osamotnieni żołnierze niczyi. Dziś twą dłoń pomocną czujemy na szyi! Tu notariusz gdański poprawił długą, postrzępioną perukę, przypominającą smętny zad starego barana, który miał nieszczęście znaleźć się na drodze bandy szkockich górali i został przez nich pomylony z nadobną owieczką.
– Kroniki spisują skrybowie. Zawsze zależni od książąt i możnych. Sto lat minie i nie dojdziesz, czy bohaterowie byli tchórzami, a mędrcy głupcami – mruknął Wierzgalski, gdy Świrski klął jeszcze – jak pobożny Anglik miotał bluzgi na wszystkich świętych i Hiszpanów, wiele miejsca i uwagi poświęcając w szczególności jezuitom i dominikanom.
– Patrzcie, chłopcy! Nasz orzeł jest nietknięty. On żyje! To i Polska będzie żyła! Nasze było Westerplatte i do nas powróci!
– Panie Boże Wszechmogący, czy jak ci tam… – zaczął. – Odpuść mi niegodnemu, a i racz przyjąć do piekła dusze tych oto hultajów. Sam widzisz, żem nie ze złej woli, jeno w obronie koniecznej to uczynił. Zresztą, szelmy to byli i ladaca. Niewiele, Panie, miałbyś z nich pociechy.
—
Późnym popołudniem progi karczmy przekroczył nasz admirał. – Armia Rzeczypospolitej – mruknął- nie jest bandą najmitów, którym aby gębę zatkać talarami, a będzie i diabłu służyć. To nie są płatni zbóje, kondotierzy włoscy, czy gartende knechte, którzy łupią, palą i mordują po równi swoich i wroga. Ciężki dla chłopków i mieszczan jest żołnierz polski, jednak często bez żołdu i strawy ojczyzny broni.
– Różnimy się. Wasza ścieżka – admirał Arendt odetchnął głęboko – prowadzi wprost do piekła, moi bracia. I bodajbyście nie wyjrzeli z niego, póki świat jest światem, woda wodą, a niebo – niebem. Oto ja, Arendt Dickmann, oświadczam dziś wyraźnie, że w rzyci mam całego Russa, Newtona, pisma Foxa, Woolmana i Baxtera, który twierdził ponad wiek temu, że wszyscy ludzie są tacy sami. Dziś oto życie obala jego tezę, gdyż śmiem twierdzić, że zgoła różnimy się między sobą. Skończyłem, bo i tak za dużo tego mądrego na wasze durne łby! Idźcie do czarnego diabła i jasnej cholery!
Tu admirał skończył przemowę, docierając tym samym do ostatecznej i niepodważalnej prawdy traktującej o tym, iż natura ludzka jest ułomna, a cogito nie zawsze równa się ergo sum.
Wtedy zabrał głos pan Wierzgalski. – My, szlachta polska, zawsze dotrzymujemy słowa. – Właśnie, po co walczysz, admirale? – Żeby doczekać tej cholernej ofensywy! – A może dla siebie samego, bo Cię pociąga wojenna przygoda ? – W takim razie po co bym siedział tutaj ? Na Zachodzie dostałbym komendę, wikt i opierunek. – Więc po co? – Żeby dawać nadzieję, że Polska nie zginęła. Nie wiem tylko, czy nadzieja jest warta wszystkich spalonych, rozstrzelanych wiosek, sierot i trupów? – Jeśli nadzieja jest wszystkim, co nam pozostało, warto jej bronić za każdą cenę.
– W czasach, w których żyłem nawet wrogowie nie używali takich określeń. Wiesz,dlaczego, wojowniku? Bo kto nie szanuje wroga, umniejsza samego siebie. Jeśli polegnie, tym większa hańba, bo przegra z kimś, kto niewiele jest wart. Jeśli zwycięży, cóż z tego za chwała, skoro walczył z godnym pogardy przeciwnikiem?
– Naprawdę chciałbyś do nich dołączyć, Wierzgalski? – zapytał admirał. Być może przegramy wojnę. Ale nawet jeśli nasza walka pójdzie na marne, to przynajmniej za sto lat nasze wnuki będą mogły dumnie i z honorem nosić mundur żołnierza armii polskiej. – Ta bitwa to pewna śmierć. – Pewna śmierć lepsza niż życie w niepewności.
I kontynuował swą tyradę Admirał: – Jak mówił ksiądz, mój ojciec duchowy: paść może i naród wielki, zniszczeć tylko nikczemny! A póki żyje chociaż jeden Polak, póty jesteśmy cierniem w oku wrogów, kamieniem w trybach ich maszyny.
Tu Wierzgalski rzecze: – Car poświęci swoich braci, byle tylko zniszczyć Polskę. Ale to oczywiście ślepa uliczka, bo Polaków może złamać tylko jedno: gdyby ich wszystkich pozabijać. A Kunicki skwitował: – Do diabła! Klnąc już nie jak szewc, ale jak cała ulica Szewska.
—
W obozie Szwedów noc była niespokojna. – Nie chcę bronić Polaczków – Admirał szwedzki mówił do swoich żołnierzy – jednak mimo że tutaj Polski nie było, ciągle szprechają po swojemu i są zagrożeniem, może właśnie przez ten ich, jak pan powiedział, hunor. Nie są jak Schlesier, Czesi, inne pozostałości słowiańskie, z którymi każdy, z przeproszeniem, zrobi to, co z durną krową. Spośród naszych wrogów są najsprytniejsi i najbardziej niespokojni. Właśnie przez owe porywy szaleństwa. Nie mają go przecież Żydzi, którzy w porównaniu z nami są jak zwykłe pluskwy.
– My na żołdzie Gustawa Adolfa: – Tu, w lesie, była wolność – tam, w mieście, okupacja. Byle do wiosny…I mówił dalej: – Będziecie musieli uznać innych siłę, moc i wiarę. Albo zginiecie. Wy nie wiecie, ile prawdy bożej kryje się w tym zwykłym ludzie.- Niezdarni łapciarze, naród niewolników – skwitował admirał obcej armii – Ciekawe, czym podbijecie Rzeczpospolitą? Hordą strzelców? Jazdą dworiańską przeciw husarii? Ty chyba nie pamiętasz, że w Koronie co dwór, to twierdza. Nic ich nie złamie, nic ich nie zniszczy, bo każdy szlachcic ma szablę przy boku, a każdy wójt we wsi samopał. W tym jest siła Rzeczpospolitej, że jak byle powiat wsiądzie na koń, to może stawać niczym zbrojny pułk.
Wtedy Panna nadobna weszła na te słowa … Dekolty i kolory tych szaty były zaś tak bezwstydne i kurewskie, że wianuszek jakiejś cnotliwej panny zwiądłby od przypadkowego dotknięcia. Ktoś z grupy admirała zauważył: – Ja zawsze mówię każdej: waćpannna, twe piersi są niby sarny skaczące, twe oblicze jakoby widok wschodzącego wiosennego poranka, a twa myśl na wylot jakoby szabla mnie przeszywa. One to lubią. A zwłaszcza słuchać, jakie są mądre he he. Może dlatego, że naprawdę są głupie.
—
Nie spałem całą noc. Nastał 28 listopad 1627, ujrzeliśmy Galeony, rozgorzała bitwa. Nawałnica stali spadła jak trąba powietrzna na szeregi żagli (…) Białe płaszcze żołnierzy zasłały pomost całunem. I przeciął świat na pół jednym pociągnięciem spustu. On, kapral zawodowy Edward Szamlewski, pierwszy rozpętał piekło nowej wojny. Kiedyś w jakiejś głupiej izbie, jeszcze nim zaczął służbę, wyczytał, że na wojnie w pierwszym starciu nie sposób zastrzelić ubranego wprawdzie we wrogi mundur, ale przecież – człowieka. Te bzdury nie dotyczyły jednak polskiego strzelania do Szwabów i Rosjan. Ale teraz najemnego Niemca z grupy Gdańszczan, Szamlewski wziął na cel z zimną krwią.
Szwedzi rąbali raz z razem w bezsilnej złości, jakby całą wściekłość o wojnę, o atak, o zaklinowanie armaty chcieli wyładować na galeonach, na redzie Nowego Portu. Strzelcy zlali się z bronią w całość, cała placówka działała jak jedna doskonała maszyna wojenna – ani jednego zbędnego rozkazu. Ciągły ogień i likwidowanie celów wskazanych przez admirała. Tak minęła pierwsza seria – i koniec, zaczęła się wojna; droga bez końca i powrotu. Nagle zapadła cisza, niesamowity spokój, szok pola walki, kiedy wszystko zaczyna się dziać jakby z dala, a człowiek, mając ręce ciężkie niczym z ołowiu, reaguje na strzały z wielkim opóżnieniem.
—
Do bitwy doszło, gdy patrolująca Zatokę Gdańską szwedzka eskadra płynąca od Helu w kierunku Redłowa, dostrzegła na redzie Gdańska polskie okręty. Szwedzi płynęli w dwóch grupach – w pierwszej grupie okręt admiralski „Tigern” i okręt wiceadmiralski „Pelikanen” (dowódca wiceadmirał Fritz), a w drugiej grupie pozostałe okręty z „Solenem” na czele. Bitwa szybko podzieliła się na dwa starcia: szwedzkiego okrętu admiralskiego „Tigern” z polskim okrętem admiralskim „Rycerz Święty Jerzy” (walka między tymi dwoma okrętami zapoczątkowała całą bitwę) i pinką „Panna Wodna” oraz polskiego „Wodnika” ze szwedzkim „Solenem”. Po oddaniu salw z dział pokładowych doszło do abordażu. Do walki włączyła się również Panna Wodna, która ostrzelała Tigerna od rufy. W końcu po zaciętej walce szwedzki okręt „Tigern” został zdobyty przez żołnierzy polskich.
Walka ze znacznie większym „Solenem” była bardziej zacięta, a załoga zaatakowanego galeonu skutecznie opierała się załodze Wodnika. Gdy z pomocą Wodnikowi nadpłynęła fluita Biały Lew, Polacy uzyskali przewagę i wdarli się na pokład. Widząc beznadziejność sytuacji szyper szwedzkiego okrętu pobiegł do komory prochowej i doprowadził do wybuchu. Znaczna część walczących Polaków i Szwedów zdołała przeskoczyć na pokład Wodnika, reszta zginęła wraz z wysadzonym okrętem. Pozostała część szwedzkiej floty ratowała się ucieczką na pełne morze, natomiast zwycięskie okręty polskie wraz ze zdobytym Tigernem odpłynęły do bazy w Wisłoujściu.
Już po faktycznym zakończeniu bitwy, od zabłąkanej kuli wystrzelonej prawdopodobnie z wycofujących się szwedzkich okrętów zginął polski admirał Arendt Dickmann – zwany współcześnie polskim Nelsonem, natomiast szwedzki wiceadmirał Nils Stiernsköld zmarł wkrótce na skutek odniesionych ran. Obu admirałów pochowano z najwyższymi honorami w gdańskiej bazylice Mariackiej.
Sprawozdanie z przebiegu bitwy dla Zygmunta III Wazy sporządził Wolfgang von der Oelsnitz z Komisji Okrętów Królewskich, który dostarczył też królowi zdobyczne bandery szwedzkie oraz rapier Nilsa Stiernskölda.
—
Młody przyjacielu. Czy wiesz, że pierwsze globalne imperium w historii nie powstało wyłącznie dzięki dyplomacji, ale także dzięki rykowi armat na galeonach, które łączyły cztery kontynenty? W XVI i XVII wieku Flota Hiszpańskich Indii utworzyła szlak handlowy, który był obiektem zazdrości i celem wszystkich europejskich mocarstw. Statki te nie tylko przewoziły przyprawy i jedwabie, ale także pociągały za sznurki światowej gospodarki, łącząc Manilę z Acapulco i Veracruz z Sewillą w sieci tak rozległej, że słońce nigdy nie zachodziło nad ich żaglami.
Życie na pokładzie tych drewnianych olbrzymów było testem ekstremalnej wytrzymałości, gdzie żeglarze stawiali czoła sztormom, szkorbutowi i ciągłemu zagrożeniu ze strony piratów i korsarzy na Karaibach. Każda podróż była hazardem z losem, chronionym przez skomplikowany system konwojów, który przekształcał ocean w pływające pole bitwy. Galeony zostały zaprojektowane jako niezdobyte fortece, zdolne do przeciwstawiania się atakom i oddawania ognia z niszczycielską siłą, zapewniając, że bogactwa Nowego Świata finansowały splendor złotej ery.
Ta morska dominacja zmusiła rywalizujące narody do opracowania nowych technologii i strategii morskich, zapoczątkowując wyścig zbrojeń, który na zawsze zmienił inżynierię. Szczątki statków, które nie ukończyły swoich podróży, spoczywają teraz na dnie morza, strzegąc sekretów epoki niezrównanych eksploracji i konfliktów. Czy uważasz, że dzisiejsza globalizacja byłaby możliwa bez tych wczesnych szlaków transoceanicznych, czy też zajęłoby nam wieki, aby się połączyć? Podziel się swoją opinią i tym postem ze znajomymi, którzy kochają żeglarstwo i przygody.
Śmierć i chwała! Bitwy wojennych galeonów, salwy całoburtowe, kaperskie rajdy i abordaże na pokładach tonących okrętów, niszczycielskie sztormy. Smak morskiej wody i krwi. Gorycz porażki i słodki zapach zwycięstwa… Świat żaglowców, morskich awanturników, kaszubskich piratów, kaprów i kapitanów XVII-wiecznej Rzeczypospolitej. Gdańsk, rok 1627. Szwedzi atakują ujście Wisły, ich okręty rozpoczynają blokadę miasta. Do walki z eskadrami Gustawa Adolfa staje młoda polska flota wojenna Zygmunta III Wazy wspierana przez kaprów na służbie królewskiej.
—
– Wygląda na to, że właśnie przeżyliśmy pierwszy dzień wojny – powiedział Wierzgalski. – A ile ich jeszcze na drodze do zwycięstwa? Cholerny świat! Gdy to mówił jego kompani byli rozdygotani. Niemcy najemni pruli do składnicy jak do tarczy, pokrywając ogniem cekaemów wszystkie otwarte place, wszystkie widoczne budynki. Wyjść poza osłonę burty znaczyło znaleźć się pod ostrzałem. A armata, która mogła to zmienić, stała bezczynnie, zaklinowana!
W pierwszych godzinach bitwy zdecydowanie łatwiej strzelało się do sylwetek; pociągnąć za spust, patrząc wrogowi w oczy, to jeszcze bariera nie do przekroczenia. W przypadku Polaków mijało to jednak szybciej niż u innych żołnierzy najemnych. Nie zapomnę wczorajszych słów Admirała Dickmanna. – Ślubowałem bronić Polski za wszelką cenę. Co innego pozostaje, skoro wszystko stracone? Chcesz mi wyrzucać to, co zrobiłem? Posłuchaj, przez dwadzieścia lat budowaliśmy dom, a teraz przychodzi Szwed i zaczyna go rozwalać. Możemy stać z boku; zaszyć się w mysiej dziurze i patrzeć, jak walą się ściany, płonie dach. Czekać, kiedy się do nas dobierze, bo na pewno w końcu to zrobi. Nie kupimy sobie wiele czasu bezczynnością. Albo po prostu nie możemy dać mu satysfakcji, że pozostanie bezkarny. Nie wjedzie do nas jak do innych. Pokażmy mu, że na polskiej ziemi nikt nie będzie witał go podniesionymi rękoma. A chociażby nawet zwyciężył, to upuścimy mu krwi. Nie będzie łatwo… – To Szwedzi są pod Oliwą? My tu sami bijemy się cały dzień, a tam pozwolono zająć pas Polski? Jak to się mogło stać?
Wieczorem medytowałem nad tym, co się wydarzyło, czy dobrze użyliśmy broni palnej (armaty, muszkiety) na odległość oraz broni białej (szable, rapier, piki, topory, halabardy) podczas walk na pokładach. Jednakże kluczowe były artyleria okrętowa i, po stronie szwedzkiej, sabotaż (wysadzenie „Solena” w powietrze) oraz działania okrętów, w tym zdobycie flagowego „Tigerna”.
Myślałem, że dobry dowódca raczej skłania żołnierzy, żeby podążali za nim, a nie gna ich przed sobą. W uszach brzmią mi słowa admirała:
– Posłuchajcie, jeśli każdy Polak zrobi tyle, co my, to Polska już wojny nie przegra. Cały naród polski z podziwem i troską będzie śledził bohaterską obronę redy w Gdańsku. Niechże bohaterom tym, którzy z jawnym zaparciem trwają na posterunku, towarzyszy świadomość, że wszystkie serca polskie żywym biją ku nim tętnem i wiarą, że zwycięsko przetrwać zdołają napór wrogiej nawałnicy, laurem świeżym okrywając znane z dziejów i tradycji męstwo żołnierza polskiego.
Kapitan Arendt Dickmann, późniejszy admirał i zwycięzca w bitwie pod Oliwą, rzuca wyzwanie Fortunie stawiając na jedną kartę honor i doświadczenie. A kto dziś pamięta Arenda Dickmanna? To polski admirał, co z Szwedem się bił. Razem z szlachcicami i buntownikami z tureckich galer, wyrusza w morze by posłać na dno złowrogiego Lewiatana z północy napadającego na statki z Gdańska. I przekonać się czy opowieści o bestii z podmorskich otchłani są prawdą, czy tylko podstępną intrygą szwedzkich korsarzy.
On mawiał: Naszym celem jest walka, bezlitosna i nieustanna. Celem podtrzymania obecności armii polskiej w kraju. Siła w męstwie, nadzieja w zwycięstwie! Osądzony, pozbawiony dowództwa, czci i honoru Dickmann przejdzie przez piekło własnej niewiary. Zdesperowany uczyni wszystko, by zerwać z oblicza Lewiatana maskę tajemnicy i na zawsze posłać go na dno morza. A potem – już jako królewski admirał – poprowadzić polskie galeony wojenne do ostatecznego boju ze Szwedami pod Oliwą, wstrząsając sumieniem dumnego Gdańska. Sześć szwedzkich okrętów na walkę czekało, A każdy z nich większy od naszych dwóch. Choć siły nierówne, bo dział było mało, To w polskich załogach bojowy był duch. Oliwska szanta.
—
Nagle zrobiło się jasno, mimo że „Słońce zaszło w południe”, i oto Admirał Szwecji, który wyszedł z swoimi, wszedł w jasny promień zachodzącego słońca, śmiało i z podniesionym czołem patrząc w oblicza Polaków. Ja już tego nie słyszałem, a wtedy Kunicki mu powiedział: – Jam jest pan kapitan Śmierć, Każdy śmiertelnik musi oddać mi cześć, Wszystkich ich wyduszę, zginą z moich rąk, Kto śmie się sprzeciwić, zazna srogich mąk! Przyjmij wyrok z pokorą, niechaj kara będzie lekarstwem na twą zgniłą duszę! Tu Świrski coś jeszcze szepnął mi do ucha: – „A jak już na paliku nożętami zacznie fikać, tedy ja mu na jego bandurze taką dumkę zagram na dwa serca, że z palem w dupie do piekła poleci.” A na to pan Wierzgalski: – Prawo polskie jest jak pajęczyna. Bąk się przebije, a na muchę wina. Honor, mój synu, to coś, co sam sobie dajesz i tylko sam możesz sobie go odebrać.
—
Na czwarty dzień byliśmy w kościele mariackim, właśnie złożyli admirałów w krypcie Bożej świątyni i maryjnej fortecy. Admirał szwedzki miał mówił co innego przed bitwą. Jeśli czytaliście moje zapiski, to pewnie nienawidzicie mnie z całego serca. I bardzo dobrze, Polaczki. Nam, nie zależy na tym, żebyśmy się komuś podobali, żeby nas lubili i podziwiali, wystarczy, że wszyscy się nas boją. Nawet po takiej klęsce jesteśmy ważniejsi od was, bo Car i Król wasz chcą poznać nasze sekrety, metody i sposoby działania. – Bo zawsze jakoś tak się składa, że każdy polski bohater, to martwy bohater. – Herb to nie wszystko – rzekł na to Wierzgalski. – Trzeba mieć dobrze tu. – Wskazał na głowę. – I tu. – Położył dłoń na sercu. – To prawda, kontynuował. Świat zabije wszystkich, których miłujesz. A na koniec złamie i ciebie. – Uśmiechnął się zimno. – Bo świat się zmienił, ale ty ciągle tego nie chcesz dostrzec. Wygrywa siła, nie honor.
Naród polski zawsze był wszystkiego tego ciekawy, dlatego ośmieliłem się wyjawić w końcu moje notatki. Gdyby Polacy przez kolejne sto lat tylko czekali, już byśmy się stali Niemcami albo Rosjanami… Historia naszego przetrwania to nieustanne zrywy, a nawet klęski, które przypominają nam, że jesteśmy obywatelami tej ziemi. Los dał nam kiepskie karty, więc musimy poświęcać każdego asa, który się trafi, żeby nie wypaść z gry.
Ale ja tam nie byłem, teraz żałuję. Więc tylko powtarzam za Wierzgalskim: – „Może gdybym był ze dwadzieścia lat młodszy, bo wtedy jeszcze wierzyłem w piekło i niebo, a na niewieścią piczę mówiłem: łaskawa pani markizo. Pierdolony polski świat, którego nigdy nie dane mi było oglądać. Do którego nikt nigdy nie zaprosi biednego Ślązaka, choćby miał same medale na piersi i dwie państwowe nagrody na ścianie.”
Zwycięska bitwa została następnie rozpropagowana w Europie przez polski dwór królewski; powstało także powiedzenie, że tego dnia pod Gdańskiem „słońce zaszło w południe” („Solen” znaczy ‘Słońce’). Bitwa nie miała większego znaczenia dla ogólnej sytuacji militarnej, jednakże miała duże znaczenie propagandowe i korzystnie wpłynęła na morale udowadniając, że polska flota może pokonać szwedzką. Wzmocniła też pozycję władzy królewskiej wśród mieszczaństwa gdańskiego. Materialnym efektem zakończonej bitwy było czasowe zdjęcie szwedzkiej blokady portu gdańskiego.
Nie ma nic trudniejszego na świecie niż szczerość i nie ma nic łatwiejszego niż pochlebstwo. Bóg dał kobiecie histerię w łaskawości swojej. Nie jestem pewny, co usłyszał admirał Arendt Dickmann od Szweda. – O, mój bracie, przebacz mi, jak mogłem być taki podły, bierz ziemię, co mi po ziemi, proszę cię tylko o miłość. Byłem zbyt młodym. Ale jest faktem, że te oczęta niewinne drasnęły mi duszę jak brzytwą. Wydaje mi się, że za mało Bóg czasu dał, na dzień tylko dwadzieścia cztery godziny wyznaczył, tak że nie ma nieraz czasu i na wyspanie się, a cóż dopiero na pokutę. Za wielki zakres dany jest człowiekowi! A piękną jest walka szatana z Bogiem, gdy polem bitwy są serca nasze. Chciałbym widzieć Admirałów tej bitwy zakochanych. Ciekawe i zabawne, ile niekiedy może wyrazić spojrzenie człowieka wstydliwego i chorobliwie powściągliwego, który się zakocha i to właśnie wówczas, gdy ów człowiek wolałby się raczej zapaść w ziemię niż cokolwiek wyrazić słowem lub spojrzeniem. Bowiem nawet miłość grzeszna jest miłością Boga. Ale jutro, jutro
wszystko się skończy! Jedyna wolność to zwyciężyć siebie. Dlatego nawet jeśliby mi ktoś udowodnił, że prawda jest poza Chrystusem, wolałbym raczej pozostać z Chrystusem niż z prawdą.
PS.
Tekst stanowi licentia poetica autora opowieści. Wrak „Solena” został odkryty w latach 60. XX wieku, a wydobyte z niego artefakty (działa, monety, przedmioty codziennego użytku) znajdują się w Narodowym Muzeum Morskim w Gdańsku. Trumnę z ciałem admirała Arendta Dickmanna – jak ustalili w 2006 r. dzięki badaniom archiwalnym Stanisława Flis i Jakub Szczepański – złożono przy północnej ścianie prezbiterium w krypcie nr 238, koło kaplicy Ścięcia św. Jana. Płyta nagrobna admirała Arenda Dickmanna w Bazylice Mariackiej w Gdańsku (z 2007 r.). W dniu 2 grudnia 2007 r. ks. Stanisław Bogdanowicz, proboszcz Bazyliki Mariackiej, poświęcił nową płytę nagrobną umieszczoną nad kryptą ze szczątkami Dickmanna, wykonaną dzięki pomocy finansowej Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni, Akademii Obrony Narodowej w Warszawie i Ministerstwa Gospodarki Morskiej.
Galeon „Święty Jerzy” został zatopiony 6 lipca 1628 (spłonął 6 lipca 1628). Dane taktyczno-techniczne: Wyporność 400 ton, Długość 34 metry, Szerokość 7,6 metra, Załoga 50 marynarzy + 100 żołnierzy piechoty morskiej.
Młodym Czytelnikom chciałbym polecić „Galeony Wojny” historyczno-przygodową popularną powieść Jacka Komody, osadzoną w XVII wieku, która nawiązuje wprost do Bitwy pod Oliwą. Pomnik Bitwy pod Oliwą (Oliwa, na Wzgórzu Pachołek) – pomnik, w aktualnej formie powstał w roku 1975 z wykorzystaniem XIX-wiecznej konstrukcji architektonicznej memoriału Królowej pruskiej Luizy (cokół i obelisk wykonane w roku 1889) uzupełnionej współczesnymi tablicami oraz rzeźbą przedstawiającą głowę króla Zygmunta III Wazy umieszczoną na szczycie (obecnie niezachowaną), stan na 2014 r. Walki marynarzy polskich pod Oliwą zostały po 1990 r. upamiętnione na Grobie Nieznanego Żołnierza w Warszawie napisem na jednej z tablic „OLIWA 28 XI 1627″.
______
Stanisław Barszczak, MISTER ARENDT
In this story, I would like to include ideals for Polish youth. Tomorrow is Powsinoga Day (Quitter’s Day)—the day of those who give up everything. It may seem premature, but by the second Friday of the new year, most people have already abandoned their New Year’s resolutions. We have never believed in the idea that one should always strive to read more, but we don’t want you to prematurely give up on the goal of reading better. Regardless of your literary ambitions for 2026, I am with you, author.
—
In my story, I cite a glorious page in the history of the Polish-Lithuanian Commonwealth, when the „Galleons of War” docked on the banks of the Motława River in Gdańsk. The Polish navy and privateers will battle the Swedish fleet, and intrigues will reveal the pirate life of adventurers in the Baltic Sea during the reign of Sigismund III Vasa, particularly in the context of the Siege of Gdańsk of 1625-27. The plot focuses on the young Polish navy and privateers from Gdańsk, fighting the Swedish fleet under the command of Gustavus Adolphus. The main characters face naval battles and storms, risking their honor and lives in pursuit of victory. The narrative of this story aims to convey the brutality and splendor of the age of sailing ships.
In every man lurks a beast; if there is no God, then everything is permitted; man loves to feel wronged; man is too broad; I would narrow him, wrote the philosopher. The captain of the Polish fleet at the Battle of Oliwa, a Dutchman by birth and the hero of this story, Captain Arendt Dickmann, would certainly have said, „If God doesn’t exist, then I am God.” And he would have immediately added, „But who told you I have a story? I have no story.” And his beloved, Mrs. Eliza, would have objected, saying, „How then have you lived if you have no story?”
There are dreamers who celebrate the anniversaries of their fantastic visions. My God! A whole moment of bliss! Is that not enough for even a whole human life? Our captain would also immediately remark, „God is necessary, and therefore he must exist. Man is unhappy only because he doesn’t know he can be happy. Perhaps the reader will forgive my audacity when I tell him about the days of my youth, when I scorned details.
In my youth, I spent my time running along the Motława River, near the Port Crane and the local granaries, which you have probably already heard about. Goods came to our city from Lübeck (the main port and heart of the Hanseatic League), Hamburg, Bremen, Cologne, Riga, and Bruges. The Hanseatic ports (Gdańsk, Szczecin, Elbląg, Toruń, and others) transported mainly Polish exports, such as grain, timber, honey, wax, hides, salt, fish (herring), as well as coal and tar, importing in return spices, luxury fabrics (cloth), copper, steel, glass, and wine. Trade was conducted on cog-type ships, and later on holks, using the then-modern granaries and port cranes I mentioned. Every day I could pass by this water gate at the end of Szeroka Street and watch prisoners at work loading and unloading goods. The crane, located on the Motława River, is the largest port crane in medieval Europe, used for transshipment and erecting masts on ships. Here, there was always sunshine.
In our childhood, we longed for reality. However, nothing is more unbelievable than reality. As usual, the world was divided into people forged from iron and those molded from cow dung, who were then, for style, covered with a thick layer of wax. This is how it always was, is, and will be. Kings have no consciences, they have kingdoms… And faithful knights.
—
The year 1627 was a strange year. „The sun set at noon.” For some time, goods had stopped arriving from Europe, the bustle and activity along the Motława River had turned into a universal silence, and I felt a sadness all around. The darker the night, the brighter the stars, the deeper the sadness, the closer to God! Everything was dead and corpses everywhere, only lonely people, and silence around them – this is the world! I signed up for the Galleon „Święty George” (St. George), volunteered – I wanted to experience adventure, so that, Mom, you would be happier, richer, and your work would be more pleasant.
In 1627, Gdańsk was a key port in the Polish-Lithuanian Commonwealth and the scene of the historic Battle of Oliwa (November 28th), where the Polish fleet won a victory over the Swedes, breaking the blockade. This victory had enormous moral and propaganda significance, boosting morale and strengthening the position of King Sigismund III Vasa. During this period, the city lived in the shadow of the Polish-Swedish War and the blockade, but victory brought a momentary respite.
My God! A whole moment of bliss! Isn’t that enough for a whole human life? An angel never falls. The devil falls so low that he never rises. Man falls and rises. Gdańsk was no Sodom. But I happened to carry the awareness of unrequited love through the streets of our city. What is freedom? Is it about indulging in all possible passions, , or is it about controlling yourself and your impulses?
„It was difficult, however, to keep the brave seafaring men in check. City servants would slap their heads and breeches when they interfered with the affairs of the sailors, who, for their unbridled imagination and vigor, would drive a proud city son through the mud, pinch his protruding rump, or tug at the tits of a haughty patrician girl who looked down on the poor as if her head were stuck on the town hall tower next to the statue of King Sigismund Augustus. Or they would put a barrel of wine out on the street for the captain’s name day and force passersby to drink to his health at gunpoint, while pouring the drink on those who refused. And in case of resistance, they would dip the dull city heads in a bucket of wine until they were so contrite that they finally willingly took up toasting with quart glasses.”
In the Gdańsk of my youth, I experienced an extraordinary moment. Here, a different, distinct world opened up, unlike anything else; here, different, distinct laws prevailed, different customs, different habits and reflexes; here, a house that had been dead in its death persisted, and within it, a life unlike any other, and extraordinary people. I intend to describe this forgotten corner of the world here.
—
Today, I am already a sailing apprentice on the „Święty Jerzy,” launched in Puck two years ago. Right from the start, I experienced my baptism of fire at the Battle of Oliwa. It was a naval battle between the Polish fleet and a squadron of Swedish ships, fought on November 28, 1627, in the roadstead of Gdańsk. It was a famous naval battle in which the Polish fleet defeated the Swedish fleet, breaking the blockade of Gdańsk and achieving a great moral victory in the Polish-Swedish wars. The flagship galleon „Solen” was blown up by its crew, giving rise to the saying „the sun set at noon.” The fallen admirals, Arend Dickmann and Nils Stiernsköld, were buried in Gdańsk, and their wrecks lie in the Baltic Sea.
Here are the key facts from the Battle of Oliwa: Participants: Polish-Lithuanian Commonwealth Fleet (commander: Admiral Arend Dickmann) versus Swedish squadron (Admiral Nils Stiernsköld). Course of Battle: Despite Swedish numerical superiority, the Polish ships won the battle, forcing the Swedish fleet to flee. Significance: The battle broke the Swedish blockade of the port of Gdańsk, was the greatest success in Polish naval history, and boosted morale. Symbolism: The sinking of the Swedish galleon „Solen” (the name means „sun”) gave rise to the saying „the sun set at noon.”
Polish ships attacked the Swedish fleet in a berth formation, taking it by surprise. Result: Polish victory, temporary lifting of the blockade of Gdańsk, death of Admiral Dickmann, heavy Swedish losses. Significance: Increased prestige of King Sigismund III Vasa, proof that defeating the Swedes at sea was possible, and significant propaganda value.
Jan Storch and Hermann Witte also participated in the Battle of Oliwa. Arendt Dickmann was Dutch, born in 1572 in Delft. From 1608, he lived in Gdańsk, where he captained and owned a merchant ship transporting grain and oak timber. He was a member of the Gdańsk Sea Captains’ Association. During the battle, on November 28, 1627, while aboard the captured Swedish galleon „Tigern,” he was killed by a stray artillery shell (probably fired from the „Pelikanen” or, mistakenly, from the „Flying Deer”). A ceremonial funeral, at the king’s expense, took place on December 2 in Gdańsk, at St. Mary’s Church. Thirty-three pairs of Swedish prisoners of war, bound in chains, were herded before the coffin. The coffin was accompanied by an honor guard of marines, royal commissioners, and the city council.
Polish forces: 4 galleons, 3 pinnacles, 3 fluyts, 179 cannons, 1,160 soldiers and sailors. Swedish forces: Commander: Nils Göransson Stiernsköld†, 5 galleons, 1 pinnacle, 122 cannons, 700 soldiers and sailors. Polish losses: 47 men. Swedish losses: 1 galleon captured, 1 galleon sunk, 304 men, and 46 prisoners.
The admiral of the Polish fleet at the time was Wilhelm Appelmann, but due to illness, he was unable to participate in the battle, and the royal commissioners appointed a new collective command of the Polish forces before the battle. Arend Dickmann was given command of the ships and the position of admiral, Captain Jan Storch became the commander of the marines, and Captain Hermann Witte became the commander of the naval artillery. These three commanders were given a war council, with which they were to jointly develop the battle plan and decide on the attack. The admiral’s ship was the galleon „Święty Jerzy.”
Polish ships: 1st squadron: Święty Jerzy (Sankt Georg) – galleon, 31 guns, 400 t; Flying Jeleń (Fliegender Hirsch) – galleon, 20 guns, 300 t; Meerweib – pinkie, 12 guns, 160 t; Black Raven – fluyt, 16 guns, 260 t; Yellow Lion – pinkie, 10 guns, 120 t;
2nd Squadron: Meerman – galleon, 17 guns, 200 t; King David – galleon, 31 guns, 400 t; Noah’s Ark – pinkie, 16 guns, 180 t; White Lion – fluyt, 8 guns, 200 t; Feuerblase – fluyt, 18 guns, 240 t; Total: 10 ships, 179 guns, 1160 men and sailors.
Swedish ships: Tigern – galleon, 22 guns, 320 t (captured); Solen – galleon, 20 guns, 300 t (sunk); Pelikanen – galleon, 20 guns, 200 t; Manem – galleon, 26 guns, 300 t; Enhörningen – galleon, 18 guns, 240 t; Papegojan – pinasa, 16 guns, 180 t; Total: 6 ships, 122 guns, 700 soldiers and sailors.
—
On the eve of the battle, Admiral Dickmann had no intention of evading, avoiding, or fleeing. He simply had everything, temporarily, in that part of his body that only fools dared to show their lords and masters. He knew he was dying, but it somehow didn’t register with him. He knew he was dying for this one, great Republic… For the Republic to which he had devoted everything he had. Now, a company of furious heraldic hounds ran past the shed with the grace of a herd of bulls. And inside, as if in the finest tavern, a discussion raged. First to stand was Jan Kunicki, a nobleman, and the devil incarnate. Don’t look in the mirror too often, or you’ll see the devil, a thought echoed in his head. Truth – superstitious people often repeated this. Kunicki didn’t have to sit in front of a mirror to see the devil. For as long as he could remember, he had always had him within him. „Virtue, not fortune, should always be trusted,” said the nobleman. „Because sometimes a little something comes along that will burn your mouth, my lord.” „What are you telling me, brother, that the Tsar, whom I freed in one of the battles, will bring us some utopia here?” A system of universal happiness, as Thomas More envisioned, where everyone will wear rags, the girls will become equally ugly and breastless, and the wine will taste like water. I’m opting out of such an island of happiness because I like to drink, get laid, and in my free time, smash a few heads. That’s the whole philosophy.
„Making turns and leading a horse in formation isn’t difficult. Provided, of course, you sit in the saddle as firmly as you do on a woman and mount a steed that tolerates the proximity of other horses. Nothing is destined for anyone. And even if it were, we, the free citizens of the Republic, should wrap the bullets we will fire at Fortune’s head in paper on which divine decrees are written.”
Kunicki struck at Mr. Hubert Wierzgalski. „Or maybe it was a rebus?” A toy like those where you had to substitute the name of Prince Władysław’s new queen, add the length of the horse’s tail of the Bishop of Kraków’s favorite steed, and multiply it all by the number of towers in Gostynin Castle to get the name of the chamber pot from which every morning the servant of the mayor of Gdańsk poured its stinking contents directly onto the heads of passersby.
Wierzgalski hated rebuses. Mr. Hubert was like a privateer and a hangman. But his purse was as heavy as a sodomite’s sack of sins, which is probably why he threw away thalers and ducats with such a light hand. A privateer was a private sailor or shipowner who, under special permission (a letter of marque) from a ruler or city, conducted legal warfare at sea, attacking enemy ships in exchange for loot. This was legal piracy, popular since the Middle Ages, especially on the Baltic Sea.
„Mr. Skipper!” Mr. Wierzgalski turned to Kunicki. „How do you intend to get through here?” On the wings of angels? I fear we are in the company of such worthy scoundrels and scoundrels that the cherubim would sooner shit on our heads than lend us their arms and backs. I choose fight and death over humiliation and shame. This choice is Polish.
– For centuries, our nation has paid the ultimate price for the right to speak and pray in Polish. Thanks to this, it survived. Where are the Irish? Burgundy and Normandy perished. There are many nations insignificant because they surrendered like slaves and adopted the language of their oppressors. The greatness of Poles rests on this sacrifice and the tribute of blood.
– The Republic must be like that lion among wolves. As long as it is strong, the Prussian, Imperial, Swedish, and Muscovite mongrels fear it. But when it falls, the smallest wolf cub in the pack will leap for its throat. And we have only enemies around us!
– And I don’t have many desires in life. A good steed, a beautiful girl. Feelings, fame, friends, and paradise when death takes me, the hothead.
Wierzgalski downed another shot of Gdańsk vodka. And he even winked at me. It seemed his shaved head was stronger than the iron head of a cannon grenade. That’s what the centuries-old tradition of a noble nation meant.
Then Świrski speaks. „Don’t you understand, you rascal,” Świrski nodded at Kunicki. „You think these are some of our domestic affairs, quarrels, and envy. True. Who in Paris, Vienna, or Seville cares about the fate of the Republic? Who knows where Ukraine is? Who knows what Cossacks and Polish nobility are? Nobody. However, if the time comes when you, knowing nothing, try to judge us and decide our future, then I tell you – we will suffer!” „I don’t know what it’s like with the Muscovites, but I have no intention of listening to such strong words. I’m a nobleman, a free man who chooses kings and overthrows tyrants. And as a citizen with a vote in the election, I have the right to expect that Our king was a father, not a tyrant. And he least of all resembled a despot and a golden calf that slaves bow to.
„Of the cardinal Polish and landed gentry virtues—the saber, a strong head, and a swift steed—the latter was as important as the other two. Which, unfortunately, raised the question: what will remain of the Republic and the Poles when their horses and sabers stop striking enemies on the battlefields? Perhaps only drinking and reminiscing about past victories…”
„It can’t be that the Poles, you understand, the Poles themselves have pronounced a death sentence on me, as if I were a criminal, for fighting… for Poland.”
„The Lord’s grace rides a colorful horse, but the Cossack imagination rides a wild wolf.”
„And what’s the difference between a nobleman’s and a peasant’s genitals? Because you speak to your hen, my lord, and to a plebeian one, you boor?” „I’m not saying anything if my mind is on something else.”
„Centuries ago,” said Świrski, „your ancestors did something that astonished the world. Threatened by the Teutonic Knights, they welcomed the Lithuanians into their fold. In Horodło and Krewo, they gave their own coats of arms, pure gold, drenched in the blood of Sarmatian ancestors, to a people barely out of paganism. They gave them a freedom they had never known. And in return for such a generous gesture, having crushed the Teutonic dog sons, God gave them the great Polish-Lithuanian Commonwealth. And all because they accomplished something no nation in the world would have done. Be worthy of your ancestors or perish! Choose, enlightened gentlemen.”
As the old proverb goes: „Someone has wronged you, so avenge it; you can’t forget, so get drunk.” Wierzgalski drank Hungarian wine. Terrible and brutal, as if some whimsical figure from France or Spain had described it, in other words, simply – in Polish terms.
„I can even tell the Tsar everything,” he suddenly shouted.
„Consider, Tsar, those who are straightforward yet sincere remain faithful to the end. And those who bow their necks easily can bow before anyone. Today before you, tomorrow – before your greatest enemy.”
„Polish army, you stand guard over peace as you did years ago. And this peace is sunny, only with bars on the windows. Lonely soldiers, nobody’s. Today we feel your helping hand around our necks!” Here the Gdańsk notary adjusted his long, ragged wig, resembling the sad rump of an old ram who had the misfortune to find himself in the path of a band of Scottish highlanders and was mistaken by them for a handsome lamb.”
„Chronicles are written by scribes.” Always dependent on princes and the powerful. A hundred years will pass and you won’t know if the heroes were cowards and the wise men fools,” Wierzgalski muttered, while Świrski was still cursing—like a pious Englishman, he hurled insults at all the saints and Spaniards, devoting much space and attention to the Jesuits and Dominicans in particular.
„Look, boys! Our eagle is untouched. It lives! So Poland will live! Westerplatte was ours and it will return to us!”
„Lord God Almighty, or whatever your name is…” he began. „Forgive me, the unworthy one, and deign to admit the souls of these scoundrels to hell. You see for yourself that I did this not out of malice, but in self-defense. Besides, they were rascals and scoundrels. You wouldn’t have much comfort from them, Lord.”
—
Late in the afternoon, our admiral entered the inn. „The Army of the Republic,” he muttered, „is not a band of mercenaries whose mouths can be filled with thalers and they will serve the devil. These are not hired bandits, Italian condottieri, or gartende knechte, who plunder, burn, and murder their own and the enemy alike. The Polish soldier is a hardship for peasants and townspeople, yet he often defends his homeland without pay or food.”
„We differ. Your path,” Admiral Arendt took a deep breath, „leads straight to hell, my brothers. And may you never emerge from it, as long as the world is world, water is water, and heaven is heaven. I, Arendt Dickmann, declare today clearly that I hold in my heart all of Russ, Newton, the writings of Fox, Woolman, and Baxter, who claimed over a century ago that all men are the same.” Today, life refutes his thesis, for I dare say we are completely different from each other. I’m done, because there’s already too much of this clever stuff for your stupid heads! Go to the devil and be damned!
Then the admiral ended his speech, thus reaching the ultimate and indisputable truth that human nature is flawed, and cogito does not always equal ergo sum.
Then Mr. Wierzgalski spoke. „We, the Polish nobility, always keep our word.” „Exactly, why are you fighting, Admiral?” „To see that damned offensive!” „Or perhaps for yourself, because you’re drawn to a war adventure?” „Then why would I stay here? In the West, I’d get a command, room, and board.” „So why?” „To give hope that Poland hasn’t perished.” I just don’t know if hope is worth all the burned and shot villages, orphans, and corpses? – If hope is all we have left, it’s worth defending at any cost.
– In the times I lived in, even enemies didn’t use such terms. Do you know why, warrior? Because who doesn’t respects the enemy, diminishes himself. If he falls, the greater the shame, for he loses to someone of little worth. If he wins, what glory is there, since he fought a contemptible opponent?
„You really would like to join them, Wierzgalski?” asked the Admiral. „We may lose the war. But even if our fight is in vain, at least in a hundred years our grandchildren will be able to proudly and honorably wear the uniform of a Polish soldier.” „This battle is certain death.” „Certain death is better than a life of uncertainty.”
And the Admiral continued his tirade: „As Father, my spiritual father, said: even a great nation can fall, only a vile one can destroy! And as long as even a single Pole lives, we are a thorn in the side of our enemies, a stone in the gears of their machine.”
Here Wierzgalski said: „The Tsar will sacrifice his brothers, if only to destroy Poland.” But this is, of course, a dead end, because only one thing can break the Poles: killing them all. And Kunicki replied: „Damn it!” Swearing not like a cobbler anymore, but like the entire Szewska Street.
—
The night was restless in the Swedish camp. „I don’t want to defend the Poles,” the Swedish Admiral said to his soldiers, „but even though Poland wasn’t here, they still talk their own talk and are a threat, perhaps precisely because of their, as you said, hunor. They’re not like Schlesier, the Czechs, or other Slavic remnants, to whom everyone, with all due respect, would do what they would to a stupid cow. Among our enemies, they are the most cunning and the most restless. Precisely because of these outbursts of madness. After all, the Jews don’t have it; compared to us, they’re like common bedbugs.”
– We in Gustavus Adolphus’ pay: „Here, in the forest, there was freedom—there, in the city, occupation.” Until spring… And he continued: „You will have to acknowledge the strength, power, and faith of others. Or you will perish. You do not know how much divine truth lies hidden in these ordinary people.” „Clumsy pawnbrokers, a nation of slaves,” the admiral of the foreign army concluded. „I wonder how you will conquer the Republic? With a horde of riflemen? With courtiers’ cavalry against hussars? You surely don’t remember that in the Crown, every court is a fortress. Nothing will break them, nothing will destroy them, because every nobleman has a saber at his side, and every village head has his own firearm. This is the strength of the Republic; if any district mounts a horse, it can stand like an armed regiment.”
Then the fair maiden entered at these words… The necklines and colors of those garments were so shameless and whorish that a casual touch would have wilted the crown of any virtuous maiden. Someone from the admiral’s group remarked: „I always tell everyone: Miss, your breasts are like leaping deer, your face like the sight of a spring morning, and your thoughts pierce me like a saber. They like that. And especially to hear how smart they are, he he. Maybe because they really are stupid.”
—
I didn’t sleep all night. November 28, 1627, arrived, we saw the Galleons, the battle raged. A storm of steel fell like a whirlwind on the ranks of sails (…) The white coats of the soldiers covered the bridge with a shroud. And he cut the world in half with a single pull of the trigger. He, professional corporal Edward Szamlewski, was the first to unleash the hell of a new war. Once, in some stupid room, before he began his service, he read that in war, in the first encounter, it’s impossible to shoot someone dressed in an enemy uniform, but still a human being.” This nonsense, however, didn’t concern the Polish firing on the Swabians and Russians. But now Szamlewski took aim coldly at a German mercenary from a group of Gdańsk soldiers.
The Swedes hacked away in helpless rage, as if they wanted to unleash all their rage about the war, about the attack, about the cannon being jammed on the galleons in the roadstead of Nowy Port. The gunners and their weapons merged into one, the entire outpost operating like one perfect war machine—not a single superfluous order. Continuous fire and the elimination of targets designated by the admiral. Thus passed the first burst—and that was it, the war had begun; a journey without end or return. Suddenly, silence fell, an eerie stillness, the shock of the battlefield, when everything begins to happen as if from afar, and a man, with his hands as heavy as lead, reacts to the shots with a great delay.
—
The battle broke out when a Swedish squadron patrolling the Bay of Gdańsk, sailing from Hel towards Redłowo, spotted Polish ships in the Gdańsk roadstead. The Swedes sailed in two groups – the first group comprised the admiral’s ship „Tigern” and the vice-admiral’s ship „Pelikanen” (commander: Vice-Admiral Fritz), and the second group included the remaining ships, led by the „Solen.” The battle quickly split into two engagements: the Swedish admiral’s ship „Tigern” against the Polish admiral’s ship „Rycerz Święty Jerzy” (the fight between these two ships initiated the entire battle) and the pinka „Panna Wodna,” and the Polish „Wodnik” against the Swedish „Solen.” After firing salvos from the deck guns, a boarding operation took place. The „Panna Wodna” also joined the fight, firing from the stern of the Tiger. Finally, after a fierce battle, the Swedish ship Tigern was captured by Polish troops.
The battle with the much larger Solen was more intense, , and the crew of the attacked galleon successfully resisted the crew of the Wodnik. When the fluit Biały Lew arrived to help the Wodnik, the Poles gained the upper hand and boarded it. Seeing the hopelessness of the situation, the Swedish ship’s skipper ran to the gunpowder chamber and caused the explosion. A significant portion of the fighting Poles and Swedes managed to jump aboard the Wodnik, while the rest perished with the blown-up ship. The remainder of the Swedish fleet escaped to the open sea, while the victorious Polish ships, including the captured Tigern, sailed back to the base in Wisłoujście.
After the battle effectively ended, Polish Admiral Arendt Dickmann – known today as the Polish Nelson – was killed by a stray bullet, likely fired from the retreating Swedish ships. Swedish Vice Admiral Nils Stiernsköld soon died of his wounds. Both admirals were buried with the highest honors in St. Mary’s Basilica in Gdańsk. A report on the battle was prepared for Sigismund III Vasa by Wolfgang von der Oelsnitz of the Royal Ships Commission, who also provided the king with captured Swedish flags and Nils Stiernsköld’s rapier.
—
Young friend. Did you know that the first global empire in history arose not solely through diplomacy, but also through the roar of cannons on galleons that connected four continents? In the 16th and 17th centuries, the Spanish India Fleet established a trade route that was the envy and goal of all European powers. These ships not only carried spices and silks but also pulled the strings of the global economy, connecting Manila with Acapulco and Veracruz with Seville in a network so vast that the sun never set on their sails.
Life aboard these wooden giants was a test of extreme endurance, with sailors facing storms, scurvy, and the constant threat of pirates and privateers in the Caribbean. Each voyage was a gamble with fate, protected by a complex convoy system that transformed the ocean into a floating battlefield. Galleons were designed as impregnable fortresses, capable of withstanding attacks and returning fire with devastating force, ensuring that the riches of the New World financed the splendor of a golden age.
This maritime dominance forced rival nations to develop new technologies and naval strategies, igniting an arms race that forever changed engineering. The remains of ships that never completed their voyages now rest on the seabed, guarding the secrets of an era of unparalleled exploration and conflict. Do you think today’s globalization would have been possible without these early transoceanic routes, or would it have taken centuries for us to connect? Share your opinion and this post with friends who love sailing and adventure.
Death and glory! Battles of war galleons, full-bore salvos, privateer raids and boardings aboard sinking ships, devastating storms. The taste of seawater and blood. The bitterness of defeat and the sweet smell of victory… The world of sailing ships, sea adventurers, Kashubian pirates, privateers, and captains of the 17th-century Polish-Lithuanian Commonwealth. Gdańsk, 1627. The Swedes attack the mouth of the Vistula, their ships begin a blockade of the city. The young Polish navy of Sigismund III Vasa, supported by privateers in royal service, joins the fight against Gustavus Adolphus’s squadrons.
—
„It seems we’ve just survived the first day of war,” said Wierzgalski. „And how many more are on the road to victory? Damn world!” As he spoke, his companions trembled. The German mercenaries were charging at the depot like a shield, covering every open space, every visible building with machine gun fire. To step outside the protection of the side meant coming under fire. And the gun that could have changed that stood idle, wedged in!
In the first hours of the battle, it was definitely easier to shoot at silhouettes; pulling the trigger while looking the enemy in the eye was still an insurmountable barrier. However, in the case of the Poles, this wore off more quickly than with other mercenaries. I will never forget Admiral Dickmann’s words yesterday: „I vowed to defend Poland at all costs. What else is left, now that everything is lost? Do you want to blame me for what I did? Listen, we spent twenty years building a house, and now a Swede comes and starts tearing it down. We can stand by; hide in a mouse hole and watch the walls crumble, the roof burn. Wait until he gets to us, because he surely will eventually. We won’t buy ourselves much time by inaction.” Or we simply can’t give him the satisfaction of going unpunished. He won’t enter our country like he did others. Let’s show him that on Polish soil, no one will welcome him with raised hands. And even if he wins, we’ll still bleed him. It won’t be easy… „Are the Swedes at Oliwa? We’ve been fighting here all day, and they were allowed to occupy a strip of Poland? How could this have happened?”
In the evening, I pondered over what had happened, whether we had used our weapons correctly. Firearms (cannons, muskets) at range and melee weapons (sabres, rapiers, pikes, axes, halberds) during the battles on deck. However, the key elements were naval artillery and, on the Swedish side, sabotage (the blowing up of the „Solen”) and the actions of ships, including the capture of the flagship „Tigern.”
I thought that a good commander encouraged soldiers to follow him rather than drive them ahead. The admiral’s words ring in my ears:
„Listen, if every Pole does as much as we did, Poland will not lose the war. The entire Polish nation will follow the heroic defense of the Gdańsk roadstead with admiration and concern. May these heroes, who with open determination remain at their post, be accompanied by the knowledge that all Polish hearts are beating for them with a living heartbeat and faith that they will triumphantly survive the onslaught of the enemy onslaught, covering with fresh laurels the valor of the Polish soldier, known from history and tradition.”
Captain Arendt Dickmann, later admiral and victor of the Battle of Oliwa, challenges Fortune, betting honor and experience on a single card. And who today remembers Arendt Dickmann? He was a Polish admiral who fought against the Swedes. Together with noblemen and mutineers from Turkish galleys, he sets out to sea to send to the bottom the sinister Leviathan from the north, attacking ships from Gdańsk. And to find out whether the tales of the beast from the undersea abyss are true or just a cunning plot by Swedish corsairs.
He used to say: Our goal is to fight, mercilessly and ceaselessly. To maintain the presence of the Polish army in the country. Strength in courage, hope in victory! Judged, stripped of his command, honor, and glory, Dickmann will undergo the hell of his own disbelief. Desperate, he will do anything to tear the mask of mystery from Leviathan’s face and send it to the bottom of the sea forever. And then – as royal admiral – he led Polish war galleons into the final battle against the Swedes at Oliwa, shocking the conscience of proud Gdańsk. Six Swedish ships awaited the fight, each larger than our two. Although the forces were unequal, for there were few cannons, the Polish crews had fighting spirit. The Oliwa shanty exists.
—
Suddenly, it became light, even though „the sun had set at noon,” and the Swedish Admiral, who had emerged with his men, entered the bright ray of the setting sun, boldly and with a raised brow, gazing into the faces of the Poles. I heard no more, and then Kunicki said to him: „I am Captain Death. Every mortal must pay me homage. I will strangle them all, they will perish at my hands. Whoever dares to oppose will experience terrible torment! Accept the verdict with humility; let punishment be the cure for your rotten soul!” Świrski whispered something else in my ear: „And when he starts kicking his ass with his knives, I’ll play such a double-hearted strum on his bandura that he’ll fly to hell with a stake up his ass.” Mr. Wierzgalski replied: „Polish law is like a spider’s web. A gadfly can get through, but a fly can get through. Honor, my son, is something you give yourself, and only you can take it away.”
—
On the fourth day, we were in St. Mary’s Church; they had just laid the admirals in the crypt of the Church of God and the Marian fortress. The Swedish admiral had said something different before the battle. If you’ve read my notes, you probably hate me with all your heart. And that’s fine, Poles. We don’t care about anyone liking us, being liked and admired; it’s enough that everyone fears us. Even after such a defeat, we are more important than you, because your Tsar and King want to know our secrets, methods, and methods of operation. „Because it always happens that every Polish hero is a dead hero.” „A coat of arms isn’t everything,” Wierzgalski replied. „You have to be good here.” He pointed to his head. „And here.” He placed his hand on his heart. „It’s true,” he continued. „The world will kill everyone you love. And in the end, it will break you too.” He smiled coldly. „Because the world has changed, but you still refuse to see it. Strength wins, not honor.”
The Polish nation has always been curious about all this, which is why I’ve finally dared to reveal here also my notes. If Poles had just waited another hundred years, we would already have become Germans or Russians… The history of our survival is one of constant upsurges, even defeats, reminding us that we are citizens of this land. Fate has dealt us poor cards, so we must sacrifice every ace we come across to stay in the game.
But I wasn’t there, and now I regret it. So I just repeat what Wierzgalski said: „Maybe if I were twenty years younger, because back then I still believed in hell and heaven, and when I saw a woman’s cunt, I said, ‚Gracious Lady Marquise.’ The fucking Polish world I never got to see. To which no one would ever invite a poor Silesian, even if he had only medals on his chest and two state awards on his wall.”
The victorious battle was then popularized throughout Europe by the Polish royal court; a saying also arose that „the sun set at noon” near Gdańsk that day („Solen” means „Sun”). The battle had little significance for the general public,
despite the military situation, it had significant propaganda significance and had a positive impact on morale, proving that the Polish fleet could defeat the Swedish one. It also strengthened the royal authority’s position among the Gdańsk burghers. The material effect of the concluded battle was the temporary lifting of the Swedish blockade of the port of Gdańsk.
There is nothing more difficult in the world than honesty, and nothing easier than flattery. God, in His grace, gave hysteria to a woman. I’m not sure what Admiral Arendt Dickmann heard from the Swede. „Oh, my brother, forgive me, how could I have been so vile, take the land that belongs to me, I ask only for love. I was too young. But it is a fact that those innocent eyes scratched my soul like a razor. It seems to me that God has given too little time, allotted only twenty-four hours to the day, so that there is often no time for even sleep, let alone for penance. The scope given to man is too great!” And the battle between Satan and God is beautiful when the battlefield is our hearts. I would like to see the Admirals of this battle in love. It’s interesting and amusing how much can sometimes be expressed by the gaze of a shy and pathologically reserved person who falls in love, precisely when that person would rather sink into the ground than express anything with words or looks. For even sinful love is the love of God. But tomorrow, tomorrow, everything will end! The only freedom is to conquer oneself. Therefore, even if someone were to prove to me that truth lies outside of Christ, I would rather remain with Christ than with the truth.
PS.
The text represents the author’s poetic license. The wreck of the „Solena” was discovered in the 1960s, and the artifacts recovered from it (cannons, coins, everyday objects) are housed in the National Maritime Museum in Gdańsk. The coffin containing Admiral Arendt Dickmann’s body – as Stanisława Flis and Jakub Szczepański determined in 2006 thanks to archival research – was placed against the northern wall of the chancel in crypt no. 238, near the Chapel of the Beheading of St. John. Admiral Arendt Dickmann’s tombstone in St. Mary’s Basilica in Gdańsk (from 2007). On December 2, 2007, Father Stanisław Bogdanowicz, parish priest of St. Mary’s Basilica, consecrated a new tombstone placed above the crypt containing Dickmann’s remains, constructed with financial support from the Naval Academy in Gdynia, the National Defense University in Warsaw, and the Ministry of Maritime Economy. The galleon „Święty Jerzy” was sunk on July 6, 1628 (it burned down on July 6, 1628). Tactical and technical data: Displacement 400 tons, Length 34 meters, Beam 7.6 meters, Crew 50 sailors + 100 marines.
For young readers, I would recommend „Galleons of War,” a popular historical adventure novel by Jacek Komoda, set in the 17th century and directly referencing the Battle of Oliwa. The Battle of Oliwa Monument (Oliwa, on Pachołek Hill) – the monument, in its current form, was built in 1975 using the 19th-century architectural structure of the memorial to Queen Louise of Prussia (pedestal and obelisk made in 1889) supplemented with contemporary plaques and a sculpture representing the head of King Sigismund III Vasa placed on the top (currently not preserved), state as of 2014. The battles of Polish sailors at Oliwa were commemorated after 1990 at the Tomb of the Unknown Soldier in Warsaw with an inscription on one of the plaques reading „OLIWA 28 XI 1627”.
________
________
Stanisław Barszczak, The Sarmatian Feast
Pericles argued that when democracy was to prevail, the interests of the majority should be forced through. Poland is not a democracy, but an oligarchy, some say now: democracy is a society where the interests of the majority prevail. If you think that in Poland the interests of the majority prevail, then you can also believe that we have a democracy, but as soon as I think about the inadequate attracting of a worker to work by a financier, about destroying my pension for whims and tinsel, because I am not personally used for the good of society, when I think again about unemployment insurance, about health insurance, I cannot say that the interests of the majority win. We are a parliamentary system in which the interests of at best 20 percent of citizens take precedence. Let’s look at taxes, which are not flexible, because although they favor the majority, they are not evenly paid to them in relation to earnings, satisfaction and the need for a qualified job, because the world market economy is suddenly weak (we block outlets), and man himself is neglected. Often there is no gray citizen sickness fund. And job creation can backfire – however we may be operators of the newest computer. Similarly, and perhaps above all, it is still in the Church of tomorrow. So it is a fairy tale to say that in Poland the interests of the majority prevail. Because I predict what will happen in Europe in a dozen or so years, people are not serious about me. Economics will crash the European Union. Nigeria will overtake us soon. And what will be built in the center of Europe? Probably not the Sarmatian Republic … Thus, I believe that democracy is a bad system. A man who does something good here will immediately lose popularity, I suppose. This statement does not negate the words „the just shall live by faith,” at the same time it does not deprive the citizen of his free will. Work and you will push yourself, you will not lose. I also believe in the wisdom of a constitutional society. What do you say to this free Pole? Do you understand democracy as much as I do? Do you also think that the Republic of Poland is not a democracy? I am giving it to you for consideration during the evening meal.
Stanisław Barszczak, Uczta sarmacka
Perykles przekonywał, że kiedy ma zwyciężyć demokracja, należy przeforsować interesy większości. Polska nie jest demokracją, ale oligarchią, niektórzy mówią teraz: demokracja to społeczeństwo, w którym przeważają interesy większości. Jeśli myślisz, że w Polsce przeważają interesy większości, to możesz też wierzyć, że mamy demokrację, ale jak tylko pomyślę o nieadekwatnym przyciągnięciu pracownika do pracy przez finansistę, o niszczeniu mojej emerytury dla kaprysów i blichtru, bo nie jestem w pełni wykorzystywany dla dobra społeczeństwa, kiedy znów myślę o ubezpieczeniu na wypadek bezrobocia, o ubezpieczeniu zdrowotnym, nie mogę powiedzieć, że wygrywają interesy większości. Jesteśmy systemem parlamentarnym, w którym interesy co najwyżej 20 proc. obywateli mają pierwszeństwo. Przyjrzyjmy się podatkom, które nie są elastyczne, bo choć faworyzują większość, to nie są im płacone równo w stosunku do zarobków, satysfakcji i potrzeby wykwalifikowanej pracy, bo światowa gospodarka rynkowa nagle słabnie (blokujemy rynki zbytu), a sam człowiek jest zaniedbywany. Często nie ma kasy chorych szarych obywateli. A tworzenie miejsc pracy może przynieść odwrotny skutek – jednak możemy być operatorami najnowszego komputera. Podobnie, a może przede wszystkim, nadal jest w Kościele jutra. A więc bajką jest powiedzieć, że w Polsce przeważają interesy większości. Ponieważ przewiduję, co wydarzy się w Europie za kilkanaście lat, ludzie nie traktują mnie poważnie. Ekonomia rozbije Unię Europejską. Wkrótce dogoni nas Nigeria. A co powstanie w centrum Europy? Chyba nie Republika Sarmacka… Tak więc uważam, że demokracja to zły system. Przypuszczam, że człowiek, który zrobi tu coś dobrego, natychmiast straci popularność. Stwierdzenie to nie neguje słów „sprawiedliwy z wiary żyć będzie”, a jednocześnie nie pozbawia obywatela wolnej woli. Pracuj, będziesz się zmuszać, lecz nie przegrasz. Wierzę także w mądrość społeczeństwa konstytucyjnego. Co powiesz temu wolnemu Polakowi? Czy rozumiesz demokrację tak samo jak ja? Czy Ty też uważasz, że Rzeczpospolita Polska nie jest demokracją? Podaję to wam pod rozwagę w czasie codziennej kolacji.