https://youtu.be/DKY6Y-JehLI?si=E7xISTUIhEqApta3
Stanisław Barszczak, Są i będą w Polsce i świecie przyzwoici ludzie
Dziecko wobec wojny jest zawsze ofiarą. Stąd z zadowoleniem, ale także z niedowierzaniem przyjmuję informację z Białego Domu. Otóż Donald Trump ogłasza: zakończyliśmy wojnę w Strefie Gazy. Gaza i Izrael świętują zawieszenie broni. Setki osób na ulicach. W tym kontekście chciałbym wam wyjawić, iż nie jestem w stanie rozeznać czy w naszej dobie nie toczy się najgorsza wojna faszystowska, której okrutne zbrodnie odsłonił nam wiek dwudziesty. Rok jubileuszowy nadziei 2025 w kościele Rzymsko-katolickim, wlał do mojego wnętrza otuchę na to, że już nigdy nie będziemy oddzielani rasą, krwią od najwspanialszych a humanistycznych wartości. Świat tymczasem dalej idzie naprzód przeważnie swoim krokiem i przejmuje systemy społeczne z przeszłości.
I tak faszysta był określeniem wyznawcy faszyzmu, czyli zwolennika skrajnie narodowej ideologii oraz totalitarnej formy rządów. Faszyzm to pogląd, że nie wolno zdradzać narodu, wspierany także idealizacją narodu. To właśnie brak zdradzania narodu prowadzi do dyktatury, a wraz z idealizacją narodu do faszystowskiej dyktatury. Faszyzm we Włoszech łączył w sobie elementy korporacjonizmu, totalitaryzmu, nacjonalizmu, militaryzmu i antykomunizmu. Cechy charakterystyczne państwa faszystowskiego: Istnienie systemu monopartyjnej dyktatury, na której czele stał wódz; Stosowanie terroru; Zastępowanie związków zawodowych korporacjami, które miały działać tak, aby nie przysparzać problemów nowej władzy. Faszyzm jest systemem rządów, który kartelizuje sektor prywatny; stosuje centralne planowanie w gospodarce, aby subsydiować producentów; wprowadza państwo policyjne jako źródło porządku; odmawia jednostkom fundamentalnych praw i wolności i czyni władzę wykonawczą niczym nieograniczonym władcą społeczeństwa.
W trzecim tysiącleciu chrześcijańskiej ery chcemy kierować się prawami i wolnościami przysługującymi jednostkom w cywilizowanych społeczeństwach. Tutaj nie wystarczy rozpoznać wspomniane prawa i obowiązki osoby, należałoby także nimi osobiście zabłysnąć dla kontynuacji i korekty następnych generacji ludzi. W związku z tym musimy nauczyć się wymagać od siebie i podjąć własną i tylko sobie przypisaną drogę życia. Może się zdarzy, że jeśli zdecydujesz się podążać autentyczną ścieżką, dotarcie do niej może zająć Ci więcej czasu. Ale Twoje działania będą miały wpływ na kolejne pokolenia i uniwersalne błogosławieństwa będą trwać wiecznie. Kiedy podążasz ścieżką prawdy, podróż może zająć więcej czasu, niż się spodziewasz, ale Twój rozwój i wpływ ukształtują przyszłe pokolenia. – Nie ograniczaj się do marzeń. – Stwórz silne fundamenty, aby budować na wielką skalę. – A potem ruszaj i zacznij działać. Twoje wybory zawsze kształtują Twoją rzeczywistość. W Warszawie trwa XIX Konkurs Chopinowski.
Adam Kałduński, wspaniałe Preludia, jak emocjonalnie zagrane. Dla mnie to była muzyczna podróż przez ludzkie emocje – od jasności po mrok, od pokoju po rozpacz. Pan Adam pozwolił mi dopisać moją własną treść, która wyraża moje doświadczenia życiowe. Uczta, ogromny ładunek emocjonalny, estetyczny. Było tu wszystko, spokój, radość, namietność, ból, napięcie, rozpacz, kulminacja i wyciszenie. Polonez już na bazie poprzednich uczuć, w dreszczach i łzach… wspaniały. To był cudowny występ. Jestem oczarowany i pełen emocji. Jeśli wybierzesz, powiedzmy, Miłość, wiedz że ona nigdy się nie kończy, nawet po pożegnaniu. Zdecyduj więc, kim chcesz być. Udowodnij to sobie małymi zwycięstwami. Dotrzymuj obietnic, gdy nikt nie patrzy. W ten sposób budujesz pewność siebie, zaufanie do siebie, samodyscyplinę i szacunek do siebie. Każde Twoje działanie to głos na to, kim się stajesz. Nikt w historii nie zakończył tylu wojen, co ja, ale pewnie znajdą jakiś powód, by nie przyznać mi Pokojowej Nagrody Nobla – powiedział prezydent USA Donald Trump… Jeśli wybierzesz Miłość, wiedz że ona nigdy się nie kończy, nawet po pożegnaniu. Jeśli stałeś się turystą z wyboru, ciesz się wyjątkową przygodą pełną słońca, piasku i niezapomnianych wrażeń w najpiękniejszych miejscach na świecie. Zawsze idź naprzód, nawet za Madonną tego, co się nie zdarzyło. Nie ma przeszłości tak zrujnowanej, historii tak skompromitowanej, by nie mogła jej dotknąć łaska Boga.
____
Stanisław Barszczak, There are and will always be decent people in Poland and the world
A child in the face of war is always a victim. Therefore, I receive the news from the White House with satisfaction, but also with disbelief. Donald Trump announces: we have ended the war in the Gaza Strip. Gaza and Israel are celebrating a ceasefire. Hundreds of people are in the streets. In this context, I would like to reveal to you that I am unable to discern whether the worst fascist war, whose cruel crimes the twentieth century revealed to us, is not being waged in our time. The Jubilee Year of Hope 2025 in the Roman Catholic Church has instilled within me the hope that we will never again be separated by race or blood from the most magnificent humanist values. Meanwhile, the world continues to move forward, mostly at its own pace, adopting the social systems of the past.
Thus, „fascist” was the term for a follower of fascism, that is, a supporter of an extreme nationalist ideology and a totalitarian form of government. Fascism is the belief that one must not betray the nation, supported by the idealization of the nation. It is precisely this failure to betray the nation that leads to dictatorship, and with the idealization of the nation, to fascist dictatorship. Fascism in Italy combined elements of corporatism, totalitarianism, nationalism, militarism, and anti-communism. Characteristic features of a fascist state: The existence of a single-party dictatorship system headed by a leader; the use of terror; the replacement of trade unions with corporations, which were supposed to operate in a way that would not cause problems for the new government. Fascism is a system of government that cartelizes the private sector; uses central planning in the economy to subsidize producers; introduces a police state as a source of order; denies individuals fundamental rights and freedoms and makes the executive branch the unfettered ruler of society.
In the third millennium of the Christian era, we aspire to be guided by the rights and freedoms enjoyed by individuals in civilized societies. Here, it’s not enough to recognize the aforementioned rights and obligations of a person; it would also be necessary to personally demonstrate them for the continuation and correction of future generations. Therefore, we must learn to demand of ourselves and embrace our own, uniquely our own, path in life. It may be that if you choose to follow an authentic path, reaching it may take you longer. But your actions will influence subsequent generations, and the universal blessings will endure forever. When you follow the path of truth, the journey may take longer than you expect, but your development and influence will shape future generations. – Don’t limit yourself to dreams. – Create strong foundations to build on a grand scale. – And then set out and take action. Your choices always shape your reality. The 19th Chopin Competition is underway in Warsaw.
Adam Kałduński, magnificent Preludes, so emotionally performed. For me, it was a musical journey through human emotions—from light to darkness, from peace to despair. Mr. Adam allowed me to add my own content, expressing my life experiences. A feast, a tremendous emotional and aesthetic charge. It had everything here: peace, joy, passion, pain, tension, despair, climax, and stillness. A polonaise already built on previous feelings, filled with shivers and tears… magnificent. It was a wonderful performance. I am enchanted and filled with emotion. If you choose, say, Love, know that it never ends, even after saying goodbye. So decide who you want to be. Prove it to yourself with small victories. Keep your promises when no one is watching. This is how you build self-confidence, self-trust, self-discipline, and self-respect. Every action you take is a vote for who you are becoming. „No one in history has ended as many wars as I have, but they’ll probably find some reason not to award me the Nobel Peace Prize,” said US President Donald Trump. „If you choose Love, know that it never ends, even after saying goodbye. If you have become a tourist by choice, enjoy a unique adventure full of sun, sand, and unforgettable experiences in the most beautiful places in the world. Always move forward, even for the Madonna of what never happened.” There is no past so ruined, no history so compromised, that it cannot be touched by the grace of God.
Stanisław Barszczak, Three Funerals and the Palace on the Water (The Last Years of King Stanisław August Poniatowski)
I don’t want to engage in pointless debates here on various topics of our lives. However, since I’ve noticed the multitude of everyday problems our compatriots face, and I also dislike the title of „Iroquois of Europe,” which has been bestowed upon us Poles for two hundred and fifty years, I intend to periodically reveal to my readers the specific problems of our nation. Today, I’ll talk about the tragic last king of the Polish-Lithuanian Commonwealth, Stanisław Poniatowski, whom I would rank alongside Casimir the Great and Sigismund Augustus.
Stanisław August Poniatowski is one of the most controversial kings of Poland. On the one hand, he is accused of being the Tsarina’s lover, who became Polish ruler solely at the behest of Russia. He also joined the Targowica Confederation, thus destroying the fruits of the Great Sejm. On the other hand, he was the principal author of the Constitution of May 3rd and one of the greatest reformers in Polish history. We will take a closer look at this controversial yet fascinating figure of the last king.
Stanisław August Poniatowski ascended the Polish throne on November 25, 1764, on the name day of Empress Catherine. He was an educated man, fluent in French, German, and English. Thanks to his travels in his youth, he became acquainted with Dutch art, as well as French literature and philosophy. What did King Stanisław August accomplish? The first ministry of education in Poland, the Commission of National Education, was established, which reformed the school system. During the Four-Year Sejm (1788-1792), Poniatowski and the reformists undertook a fundamental battle for political reform. The most important achievement was the adoption of the constitution on May 3, 1791.
The king began to rule the Polish-Lithuanian Commonwealth with Russian support. But his very first decisions revealed a certain independence from St. Petersburg, as Catherine the Great communicated in letters to a trusted ambassador.
Did he seek the abolition of serfdom? There is no evidence that Stanisław August Poniatowski wanted to abolish serfdom, although he was a supporter of the reforms from the outset. At that time, social and political forces were not yet ready for such radical land reform. Many magnates and nobility still benefited from the serf system, and their opposition prevented significant social reforms, such as the abolition of serfdom. It was not until the Great Sejm of 1791 that reforms were attempted, intended to increase the power of the bourgeoisie and develop the economy, but the issue of serfdom remained largely unresolved. Why is King Stanisław August Poniatowski considered a patron of the arts? To this end, he brought renowned painters, decorators, sculptors, and architects from Italy, Germany, and France to Poland, and also planned to establish an academy of fine arts on the Vistula River, which would enable the high-quality education of his compatriots and thus contribute to the development of national art.
As a patron of culture and art, the king fostered intellectual and artistic events. Dinners with King Stanisław August Poniatowski at Łazienki Park (known as Thursday Dinners) were artistic events combining culinary feasts with discussions on literary, scientific, and artistic topics, held in an atmosphere conducive to refined conversation. In the summer, the meetings were held at the Palace on the Isle in the Royal Łazienki Park, where the intellectual and artistic elites of the era were invited. Thursday Dinners – initiated by Adam Kazimierz Czartoryski and organized by King Stanisław August Poniatowski, modeled on Parisian literary salons – were exquisite gatherings of Polish intellectuals. However, Kajetan Węgierski disagreed. „And learned dinners? Do you know the name? Where half don’t talk and half doze, In which the king must replace all his needs with money, Wit, knowledge, wine, and meat.”
It was an atmosphere conducive to conversations about art, literature, and philosophy, although the first courses were often silent, with conversations focusing on the words of the king, who was a patron of classical art. The meetings were intended to „feed the spirit rather than the body,” which was their main, timeless goal, creating something of a cultural institution.
As mentioned, the first chef in Europe, Paul Tremo, was responsible for the culinary arrangements. Hunted game, stewed hazel grouse, lamb, and broth with dumplings reigned supreme on the king’s tables. The king also enjoyed borscht.
In other words, these were afternoon literary and scholarly feasts. The first meetings took place in 1770 and were a continuation of similar gatherings organized by Adam Kazimierz Czartoryski at the Blue Palace during the early reign of Stanisław August. Thursday dinners were held regularly every week and lasted three to four hours. They were usually held at the Royal Castle (according to tradition, in the Council Chamber, also known as the Dining Room in the 1808 inventory), and in the Łazienki Park in the summer. The purpose of the meetings was
Conversations on topics related to art and science, and discussions of literary works.
These were modeled on Parisian literary salons, but unlike them, the dinners gathered exclusively men. This facilitated a more relaxed conversation than that typical of salons, as well as the reading of frivolous poems (sometimes placed as dessert prints under guests’ napkins). From 1771, the unofficial press organ of the Thursday dinners was the weekly „Zabawy Przyjemne i Pożyteczne” (Pleasant and Useful Amusements), which published some of the works read at the dinners. Unpublished works were bound in separate collections (codexes). These were the so-called Stanisław Poniatowski’s litteraria; some of them were published by S. Tomkiewicz in Z wieku Stanisława Augusta, vol. 1-2, Kraków 1882. The king, passionate about literature and art, attached great importance to these weekly meetings, organizing them regularly until approximately 1777. The king also organized Wednesday dinners, attended by humanists, including publicists, educators, and dignitaries and political activists associated with the court. The dinners ended with a blank letter being brought into the hall and handed to the king when the conversation no longer made sense.
The best period for the dinners was the years of coexistence with „Zabawy Przyjemne i Pożyteczne” (Pleasant and Useful Amusements). Pleasant and Useful,” the later period signaled a slow but inexorable decline in their quality. At the time, they were ridiculed by Węgierski’s poems (Organy, II verses 32-34, IV verses 21-26; To the Prince of Hungary), and interrupted several times – the greatest crisis occurred in 1782, when even Trembecki stopped attending the table, I. Potocki was absent, and in Warsaw it was said that the wise dinner had been canceled (S. K. Potocki: Banialuka, v. 112) – they even expired shortly before the Four-Year Sejm (despite this, scientific and literary meetings were held at the king’s house during the Sejm and even during the Grodno years). In 1771, on Thursdays, the idea arose to establish the Society of Friends of the Few (from among the dinner participants), which would publish in sheets the History of Ancient States (vol. 1, Warsaw 1772). Less than a year later, on June 11, 1772, J. P. (probably I. Potocki?) read in this group a project entitled „On the Establishment of Order in the Science of Civil Law and on the Establishment of an Assembly of Legal Men,” and shortly thereafter, part 2 of the project „On Political and Fundamental Rights.” In July 1774, Ignacy Krasicki presented the first edition of „Myszeida,” and six years later, „The Chocim War” (July 1780). A. Naruszewicz, the informal head of the Society (according to Wybicki), read most of the poems to the audience (he later became a lecturer in History). He was also the author of „History of Jan Karol Chodkiewicz,” the first idea for which had first occurred at one of the Thursday meetings. Other dinner participants also read their works there, including Stanisław Trembecki, Wojciech Jakubowski, and Celestyn Czaplic. Sometimes Stanisław August himself suggested topics, and even even plans for compositions (concerning an ode on the abolition of the Jesuit Order). This group also discussed the first drafts of the so-called Zamoyski Code.
In 1780, Ignacy Krasicki came to Warsaw from Lidzbark Warmiński, bringing with him the manuscript of one of the first Polish encyclopedias – the Collection of Necessary Information. He presented it to the dinner participants, who discussed its contents, made improvements, and raised publishing issues. The printing was commissioned to the Warsaw printer and publisher Michał Gröll, who announced a subscription for the Collection of Necessary Information on May 20, 1780. The first volume was published in late 1781, and the second at the end of 1782.
The first chef in Europe, Paul Tremo, was responsible for the culinary design. The king’s tables were filled with hunted game, stewed hazel grouse, lamb, and broth with dumplings. The king also enjoyed borscht. As a hunting enthusiast, the court’s table also featured plenty of game. In a single quarter of 1765, the following were consumed: 16 roe deer, 89 hares, 20 capercaillies, 223 black grouse, 1 bustard, 191 hazel grouse, 898 partridges, 135 wild ducks, 5 woodcock, 338 snipe, 12 plovers, 23 quail, and 3 thrushes. Wincenty Krasiński’s literary Thursday dinners, developed in the early 19th century from the tradition of Stanisław August’s Thursdays.
The guest list for Thursday dinners was not constant; moreover, it changed from season to season. A single banquet typically included around 10-12 guests. Portraits of the most frequent or distinguished guests were painted by L. Marteau at the king’s request, which later adorned the Yellow Room (12 portraits were lithographed by K. Minter in 1829).
As you can see, these dinners were not just meals, but above all, gatherings that cultivated the development of art and science, promoting the ideas of the Enlightenment. The gatherings were attended by the cream of the intellectual and artistic elite. Notable guests included: Franciszek Bohomolec, Joachim Litawor Chreptowicz, Celestyn Czaplic, Jędrzej Gawroński, Wojciech Jakubowski, Hugo Kołłątaj, Stanisław Konarski (writer), Ignacy Krasicki, Sebastian Lachowski, Michał Jerzy Wandalin Mniszech, Andrzej Mokronowski, Ignacy Nagurczewski, Adam Tadeusz Naruszewicz, Andrzej Ignacy Ogiński, Jacek Bartłomiej Ogrodzki, Jacek Bartłomiej Ogrodzki, Grzegorz Piramowicz, Walerian Piwnicki, Stanisław Poniatowski (Treasurer of Lithuania), Antoni Maria Portalupi, Ignacy Potocki, Wojciech Strzelecki, Krzysztof Hilary Szembek, Piotr Hiacynt Śliwicki, Jan Śniadecki, Jędrzej Śniadecki, Stanisław Trembecki, Karol Wyrwicz. Occasionally invited: Marcello Bacciarelli, Józef Bielawski (poet), Wojciech Bogusławski, Mateusz Czarnek, Adam Kazimierz Czartoryski, Franciszek Karpiński, Antoni Kossakowski (castellan of Livonia), Feliks Franciszek Łoyko, Ludwik Marteau, Dominik Merlini, Kazimierz Nestor Sapieha, Wincenty Skrzetuski, Franciszek Smuglewicz, Michał Stadnicki, Józef Szymanowski (poet), Zygmunt Vogel, Tomasz Kajetan Węgierski, Franciszek Ksawery Woyna, Józef Wybicki, Franciszek Zabłocki, Andrzej Hieronim Zamoyski.
I intend to now tell the story of the last years of the last Polish monarch. It is the story of a man torn between the ambitions of a reformer and geopolitical constraints, entangled in political connections that influenced the fate of the First Polish Republic. On May 3, 1791, Stanisław August Poniatowski was a triumphant figure, the man who would put the Polish-Lithuanian Commonwealth back on its feet. The king’s swearing-in of the constitution was warmly welcomed by the nation. Less than four years later, he was considered one of the greatest traitors. How did this happen?
Did Stanisław August Poniatowski rightly become a symbol of the state’s decline? How should his accession to the Targowica Confederation be understood? When did he leave Warsaw and where did he go? Why did Poniatowski abdicate on Empress Catherine’s name day? Did Tsar Paul I truly extend special protection to him?
Toward the end of King Stanisław Poniatowski’s reign, Catherine the Great included Osip Igelström (born May 7, 1737, died February 18, 1817) in the modern history of the Polish-Lithuanian Commonwealth. He was a baron, then a count, and a Russian diplomat of Swedish descent. At the end of 1792, he became commander-in-chief of the Russian army stationed in Poland. Following the dismissal of Jakob Sievers in December 1793, he also headed Russian diplomacy in Poland. On December 28, 1793, Catherine II appointed him envoy extraordinary and minister plenipotentiary to the Polish-Lithuanian Commonwealth, combining de facto civil and military authority in Poland. His decision to reduce the size of the Polish army by half was the direct cause of the Kościuszko Uprising.
As a result of the Second Partition, the Polish state was reduced by more than half. A significant portion of the nobility found itself under Prussian or Russian rule and submitted to the new government. Many individuals, both noblemen and burghers, sought privileges and benefits directly from the courts of the partitioning powers. The burghers had no rights. But others could not come to terms with the partition and either withdrew completely from public life or joined those supporting the idea of organizing a nationwide uprising. The nobility in the truncated and Russian-dominated Polish-Lithuanian Commonwealth was also divided. Some cooperated with the Russian ambassador and general Osip Igelström, but many were ready to take up arms.
To prevent future attempts to strengthen the Polish state, Catherine decided in 1792 to carry out a second partition of the country with Prussia, whose new ruler, Frederick William II, sought to compensate for losses suffered in the fight against revolutionary France.
Irredentist (un-liberated) sentiments also prevailed among Poles who left the country after 1792. Former patriotic activists, Ignacy Potocki, Hugo Kołłątaj, and Tadeusz Kościuszko, were particularly active. In their opinion, the division of the country was the fault of Stanisław August Poniatowski, who, instead of continuing the war with Russia in the summer of 1792, joined the Targowica Confederation. While in exile in Saxony, they had been preparing an insurrection since late 1792. They believed that the war with Russia would succeed if, in addition to the nobility, the townspeople and peasants also joined the uprising.
Whether the citizens of the Polish-Lithuanian Commonwealth had become lazy and fallen into social lethargy? We don’t know. In March 1794, the Kościuszko Uprising broke out. Kościuszko’s „Połaniec Universal” was more radical than the Constitution of May 3rd. The course of events accelerated, and executions were taking place in Warsaw. Szymon Marcin Kossakowski was the leader of the Targowica Confederation in Lithuania, along with his brother Józef Kazimierz. During the Kościuszko Uprising, he was sentenced to death for treason and hanged in Vilnius on April 25, 1794, which was consistent with the sentence of death in absentia. Józef Kazimierz Kossakowski was a ‚counselor’ from the Senate in the Targowica Confederation. Like his brothers, he was a prominent member of the Targowica Confederation. During the Kościuszko insurrection, on May 9, 1794, he was hanged in Warsaw. On the eve of the Warsaw execution on May 8, 1794, someone even fired shots at the king.
At this point, I would like to cite the poem „Melancholy of Those Standing by the Wall” by Julian Tuwim: „The city also has sadness, also has contemplation: There are strange people in it, standing by the wall. They stand with their heads bowed to the side, perhaps they are tired, perhaps they are dreaming of a miracle.
They stand motionless, staring at a single point, Gray, like the grayness of the city center. They look dully, glassy, as if without memory… Never wake them: these are holy people. Holy, even though they slumber mindlessly by the fence. They know nothing, but I know it.”
The Battle of Szczekociny had a great impact on the collapse of the insurgents’ morale; For example, Ensign Stanisław Świstacki, the hero of the Battle of Racławice, broke down and deserted. After the defeat at Szczekociny, the operational initiative passed to the Prussian and Russian armies, and Austria abandoned even the pretense of neutrality.
On November 4th, Suvorov launched an assault on Warsaw, massacring the population of Praga, including some 20,000 civilians. After the city’s surrender, he sent a three-word message to the Tsarina, which, thanks to its succinctness, became legendary in Russian historiography: „Ura! Warsaw is ours!” (Ура! Варшава наша!), to which Catherine II replied equally succinctly: „Ura! Field Marshal Suvorov!” (Urah! Fieldmarshal Suvorov!), announcing his promotion to the rank of field marshal. Russian historians blame undisciplined Cossack troops for the massacre, while Suvorov himself ordered the destruction of the bridges (ostensibly to prevent the massacre from spreading to Warsaw’s left bank), but in reality, allowing it to happen to his advantage hastened Warsaw’s capitulation. On November 5th, Warsaw capitulated, effectively marking the end of the Polish-Lithuanian Commonwealth. On January 7th, 1795, after attending Holy Mass and in the presence of Alexander Suvorov, the executioner of Warsaw, the king left Warsaw for Grodno.
Allow me a small amendment, or perhaps a digression, here. „You have no right to live” – these were the words heard by Pakhshan Azizi, a Kurdish humanitarian and human rights activist. She was sentenced to death by Iran’s Revolutionary Court after a grossly unfair trial. Her only „crime” was providing aid to displaced women and children in Syria and fighting for human rights. Pakhshan was held in prison for several months without contact with her family or lawyer, tortured and intimidated. She received repeated death threats during interrogations. The Iranian Supreme Court rejected the request for a judicial review, meaning her execution could occur at any time!
I would like to sign this appeal and demand a stay of Pakhshan’s execution! Let us all demand the overturning of the conviction and her immediate and unconditional release. By issuing the death sentence, these people consider themselves greater than God. Life belongs to God, and only He has the right to terminate it, to take it away. No authority on earth has such a right, and if they do so, they are encroaching on God’s authority. So, dear Iranian authorities, this woman’s life does not belong to any of you, because you are all mortals too, and God will also claim your lives. You will answer for taking away God’s authority and for the gravest crimes, such as taking human life.
My dearest. Royal events unfolded very quickly. „Our distance is our approach,” King Stanisław Poniatowski wrote to the Poles in his act of abdication. On November 17, 1796, Catherine II died. She was born Sophie Friederike Auguste von Anhalt-Zerbst in 1729 in Szczecin. Her mother, Joanna von Czartoryski, was of Polish descent, meaning Catherine carried the heritage of a noble Polish family. But please do not draw any major comparisons here with her nostalgia for the Polish-Lithuanian Commonwealth, as Szczecin was then part of Prussia. On February 17, 1797, King Stanisław Poniatowski traveled to St. Petersburg. There, he took up residence in the Marble Palace, built by Catherine II for Orlov, the Tsarina’s lover. Grigory Orlov was a favorite and lover of Empress Catherine II the Great, who aided her in her coup d’état overthrowing Tsar Peter III in 1762. During his forced exile, the king requested the release of political prisoners. After Catherine’s death in 1796, King Stanisław Poniatowski was still present at the coronation of Paul I in Moscow in 1797. At that time, the new tsar was preparing a residence for Stanisław on Stone Island, which the king managed to see; the servants’ quarters were not yet ready.
During his stay in St. Petersburg, the king attended a children’s ball on February 5, 1798, and little Isabella Mniszechówna was there. Furthermore, the king wrote bulletins to Warsaw, yearning to understand—and even know—what was happening there. On February 10, 1798, the heir to the Russian throne, Michael, was born. On February 12, 1798, the king died suddenly. The day before, the king drank broth prepared by court chef Paul Tremo. Lorenzo Litta, the nuncio, he granted the king Last Rites in the evening.
Stanisław Poniatowski (August from November 25, 1764) experienced the end of his reign and his country. He spent the last year of his life in St. Petersburg, treated kindly by the new Tsar Paul I, who (unjustifiably) suspected he was his son. He died on February 12, 1798, and was buried in St. Catherine’s Church in St. Petersburg. Mourning in the Empire on Polish lands lasted four weeks. The Russians placed the Prussian Order of the Black Eagle, the Order of Alexander Nevsky, and a golden sword on the embalmed body, and Paul I himself crowned the king. The Tsar’s Guard stood by King Stanisław Poniatowski’s bedroom in the Marble Palace, and 18,000 cavalrymen from the Tsarist army participated in the funeral procession through the city.
The mortal remains of King Stanisław August Poniatowski rest in the crypt of the Archcathedral of St. John the Baptist in Warsaw; it is fitting that his third symbolic funeral, after St. Petersburg and Wolczyn, took place there on February 14, 1995. As previously mentioned, after his death in St. Petersburg in 1798, the king was buried in St. Catherine’s Church, from where his remains were transferred to his family estate in Wołczyn in 1938, and then to Warsaw in 1990. By decision of the Soviet authorities, the king’s body, exhumed in 1938, was transferred to his family estate in Wołczyn, where he was then buried. The Russians did not want the king, and neither did the Polish authorities. After World War II, Wołczyn found itself outside Poland, and in 1990, from the destroyed chapel in Wołczyn, where for some time there was a chemical warehouse, the king’s symbolic ashes were brought to Warsaw – since then they have been resting in the Warsaw Co-Cathedral.
_______
Stanisław Barszczak, Trzy pogrzeby i Pałac na wodzie (ostatnie lata króla Stanisława Augusta Poniatowskiego)
Nie chciałbym prowadzić tutaj pustych debat na różne tematy naszego życia. Ponieważ jednak zauważyłem mnogość codziennych problemów rodaków, nadto nie podoba mi się tytuł Irokezów Europy, którym od dwustu pięćdziesięciu lat obdarza się nas Polaków, przeto zamierzyłem odsłaniać co jakiś czas przed moimi Czytelnikami, konkretne bolączki naszej nacji. Dzisiaj o tragicznym ostatnim królu Rzeczypospolitej Stanisławie Poniatowskim, którego postawiłbym w jednym szeregu z Kazimierzem Wielkim i Zygmuntem Augustem.
Stanisław August Poniatowski jest jednym z najbardziej kontrowersyjnych królów Polski. Z jednej strony zarzuca się mu, że był kochankiem carycy, który został polskim władcą tylko i wyłącznie z woli Rosji. Dołączył też do Targowicy i tym samym zniszczył owoce Sejmu Wielkiego. Z drugiej strony, był głównym autorem Konstytucji 3 Maja i jednym z największych reformatorów w historii Polski. Przyjrzymy się wnikliwie tej kontrowersyjnej, acz pasjonującej postaci ostatniego króla.
Stanisław August Poniatowski zasiadł na polskim tronie w dniu 25 listopada 1764, w imieniny carycy Katarzyny. Był on człowiekiem wykształconym, posługiwał się językiem francuskim, niemieckim i angielskim. Dzięki odbytym w młodości podróżą zapoznał się ze sztuką holenderską, a także z literaturą i filozofią francuską. Czego dokonał król Stanisław August? Powstało pierwsze ministerstwo oświaty w Polsce – Komisja Edukacji Narodowej, która dokonała reformy szkolnictwa. Podczas Sejmu Czteroletniego (1788-1792) Poniatowski oraz obóz reformatorski podjęli zasadniczą batalię o reformę ustrojową państwa. Najważniejszym osiągnięciem było uchwalenie 3 maja 1791 r. konstytucji.
Król zaczął panować w Rzeczpospolitej przy udziale Rosjan. Ale już pierwsze decyzje ukazały pewną jego niezależność od Petersburga, o czym informowała w listach do zaufanego ambasadora Katarzyna Wielka.
Czy zabiegał o zniesienie pańszczyzny?Nie ma dowodów na to, by Stanisław August Poniatowski chciał znieść pańszczyznę, choć był od początku zwolennikiem reform. W tamtym czasie społeczne i polityczne siły nie były jeszcze gotowe na tak radykalną reformę rolną. Wielu magnatów i szlachty wciąż czerpało korzyści z systemu pańszczyźnianego, a ich sprzeciw uniemożliwiał znaczące reformy społeczne, takie jak zniesienie pańszczyzny. Dopiero podczas Sejmu Wielkiego w 1791 roku podjęto próby reform, które miały zwiększyć znaczenie mieszczaństwa i rozwijać gospodarkę, ale kwestia pańszczyzny pozostała w dużej mierze nierozwiązana. Dlaczego król Stanisław August Poniatowski jest uważany za mecenasa sztuki? W tym celu sprowadził do Polski uznanych malarzy, dekoratorów, rzeźbiarzy i architektów z Włoch, Niemiec i Francji, a także planował stworzyć nad Wisłą akademię sztuk pięknych, która umożliwiłaby kształcenie rodaków na wysokim poziomie i tym samym przyczyniła się do rozwoju sztuki narodowej.
Jako mecenas kultury i sztuki król zatroszczył się o wydarzenia intelektualno-artystyczne. Obiady u króla Stanisława Augusta Poniatowskiego w Łazienkach (zwane Obiadami Czwartkowymi) były takimi wydarzeniami artystycznymi, łączącymi biesiadę kulinarną z dyskusjami na tematy literackie, naukowe i artystyczne, odbywającymi się w atmosferze sprzyjającej wyrafinowanym rozmowom. Latem spotkania odbywały się w Pałacu na Wyspie w Łazienkach Królewskich, gdzie zapraszano elity intelektualne i artystyczne epoki. Obiady czwartkowe – powstałe z inicjatywy Adama Kazimierza Czartoryskiego i organizowane przez króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, na wzór paryskich salonów literackich, to wyborne spotkania intelektualistów polskich. Jakkolwiek Kajetan Węgierski był odmiennego zdania. „A uczone obiady? znasz to może imię?Gdzie połowa nie gada a połowa drzymie, W których król wszystkie musi zastąpić ekspensa, Dowcipu, wiadomości, i wina, i mięsa.”
Była to atmosfera sprzyjająca rozmowom o sztuce, literaturze i filozofii, choć przy pierwszych daniach często panowała cisza, a rozmowy skupiały się na słowach króla, który był mecenasem sztuki klasycznej. Spotkania miały „karmić bardziej ducha niż ciało”, co było ich głównym, ponadczasowym celem, tworząc coś na kształt instytucji kulturalnej.
Za oprawę kulinarną jak wspomniałem odpowiadał pierwszy kuchmistrz w Europie, Paul Tremo. Na stołach króla królowała polowana dziczyzna, duszone jarząbki, baranina czy rosół z uszkami. Król lubił też polski barszcz.
Innymi słowy były to popołudniowe biesiady literacko-naukowe. Pierwsze spotkania odbyły się w 1770 i były kontynuacją zebrań o podobnym charakterze, organizowanych przez Adama Kazimierza Czartoryskiego w Pałacu Błękitnym w początkowym okresie panowania Stanisława Augusta. Obiady czwartkowe organizowane były regularnie co tydzień i trwały od 3 do 4 godzin. Przeważnie odbywały się na Zamku Królewskim (według tradycji w Sali Rady, w inwentarzu z roku 1808 zwanej też Jadalną), latem W Łazienkach. Celem spotkań były rozmowy na tematy związane ze sztuką, nauką, omawianie dzieł literackich.
Wzorowano się na paryskich salonach literackich,jednak w odróżnieniu od nich– obiady gromadziły wyłącznie mężczyzn. Okoliczność ta ułatwiała swobodniejszą od obowiązującej w salonach konwersację oraz lekturę frywolnych wierszy (wkładanych czasami w postaci druczkówdesertowych pod serwety gości).
Od 1771 nieoficjalnym organem prasowym obiadów czwartkowych był tygodnik „Zabawy Przyjemne i Pożyteczne, w którym publikowano część utworów czytanych na obiadach. Utwory niepublikowane oprawiano w osobne zbiory (kodeksy). Były to tzw. litteraria Stanisława Poniatowskiego; część z nich ogłosił S. Tomkiewicz Z wieku Stanisława Augusta, t. 1-2, Kraków 1882. Król rozmiłowany w literaturze i sztuce, przywiązywał do tych cotygodniowych spotkań ogromną wagę, organizując je regularnie mniej więcej do 1777 roku. Król organizował również obiady środowe, na które przybywali humaniści, m.in. publicyści, pedagodzy oraz związani z dworem dostojnicy i działacze polityczni. Obiady kończyły się poprzez wniesienie na salę i podanie królowi pustego w środku listu, gdy rozmowa nie miała już sensu.
Najlepszym okresem obiadów były lata koegzystencji z „Zabawami Przyjemnymi i Pożytecznymi”, późniejszy okres sygnalizował powolny, lecz nieubłagany spadek ich poziomu. Były wówczas ośmieszane wierszami Węgierskiego (Organy, II w. 32-34, IV w. 21-26; Do ks. Węgierskiego), kilkukrotnie przerywane – największy kryzys nastąpił w roku 1782, kiedy przestał bywać u stołu nawet Trembecki, zabrakło w nich I. Potockiego, a w Warszawie mawiano, iż mądry obiad skasowano (S. K. Potocki: Banialuka, w. 112) – wygasły nawet na krótko przed Sejmem Czteroletnim (mimo tego w czasie Sejmu, i jeszcze w latach grodzieńskich odbywały się u króla spotkania naukowe i literackie).
W roku 1771 na czwartkach pojawił się zamysł utworzenia Towarzystwa Przyjaciół Kilku (spośród uczestników obiadów), wydającego arkuszami Historię państw starożytnych (t. 1, Warszawa 1772). Niespełna rok później, 11 czerwca 1772 czytał w tym gronie J. P. (prawdopodobnie I. Potocki?) projekt pn. O ustanowieniu porządku w nauce prawa cywilnego i o założeniu zgromadzenia prawnych ludzi, a wkrótce potem cz. 2 projektu O prawach politycznych i prawach fundamentalnych. W lipcu roku 1774 Ignacy Krasicki przedstawił pierwszą redakcję Myszeidy, a dokładnie 6 lat później Wojnę chocimską(lipiec 1780). Najwięcej wierszy czytywał zebranym (będąc potem lektorem Historii..) A. Naruszewicz, będący nieformalnymnaczelnikiem Towarzystwa (według Wybickiego). Był także autorem Historii Jana Karola Chodkiewicza, której pierwszy zamysł zaświtał na jednym z posiedzeń czwartkowych. Także inni uczestnicy obiadów czytali tam swe utwory – byli wśród nich m.in.: Stanisław Trembecki, Wojciech Jakubowski i Celestyn Czaplic. Czasem nawet sam Stanisław August podsuwał innym tematy, a nawet wręcz plany utworów (dot. ody na zniesienie zakonu jezuitów). W tymże gronie miano także omawiać pierwsze projekty tzw. Kodeksu Zamoyskiego.
W 1780 roku do Warszawy z Lidzbarka Warmińskiego przyjechał Ignacy Krasicki przywożąc ze sobą manuskrypt jednej z pierwszych polskich encyklopedii – Zbioru potrzebniejszych wiadomości. Zaprezentował go uczestnikom obiadów, którzy omówili zawartość tej publikacji, a także wnieśli udoskonalenia oraz poruszyli problematykę wydawniczą. Druk zlecony został warszawskiemu drukarzowi i wydawcy Michałowi Gröllowi, który 20 maja 1780 roku ogłosił subskrypcję na Zbiór potrzebniejszych wiadomości. Tom pierwszy ukazał się pod koniec 1781 r., a drugi przy końcu 1782.
Za oprawę kulinarną odpowiadał pierwszy kuchmistrz w Europie, Paul Tremo. Na stołach króla królowała polowana dziczyzna, duszone jarząbki, baranina czy rosół z uszkami. Król lubił też barszcz. Jako że król był amatorem polowań, na dworskim stole nie brakowało także dziczyzny. W ciągu jednego kwartału 1765 roku zjadano: 16 saren, 89 zajęcy, 20 głuszców, 223 cietrzewie, 1 dropia, 191 jarząbków, 898 kuropatw, 135 kaczek dzikich, 5 słonek, 338 bekasów, 12 siewek, 23 przepiórek i 3 drozdy. Z tradycji czwartków Stanisława Augusta wyrosły w początkach wieku XIX, czwartkowe obiady literackie Wincentego Krasińskiego. W obiadach czwartkowych skład gości nie był stały, ponadto zmieniał się w różnych okresach. W pojedynczym przyjęciu brało udział zwykle około 10-12 biesiadników. Portrety gości najczęstszych lub najwybitniejszych malował z polecenia króla L. Marteau, które stanowiły potem ozdobę Sali Żółtej (12 portretów w roku 1829 litografował K. Minter).
Jak Państwo widzą obiady te nie były tylko posiłkami, ale przede wszystkim spotkaniami kultywującymi rozwój sztuki i nauki, promującymi idee Oświecenia. W spotkaniach uczestniczyła śmietanka intelektualna i artystyczna. Wybitniejsi biesiadnicy: Franciszek Bohomolec, Joachim Litawor Chreptowicz, Celestyn Czaplic, Jędrzej Gawroński, Wojciech Jakubowski, Hugo Kołłątaj, Stanisław Konarski (pisarz), Ignacy Krasicki, Sebastian Lachowski, Michał Jerzy Wandalin Mniszech, Andrzej Mokronowski, Ignacy Nagurczewski, Adam Tadeusz Naruszewicz, Andrzej Ignacy Ogiński, Jacek Bartłomiej Ogrodzki, Jacek Bartłomiej Ogrodzki, Grzegorz Piramowicz, Walerian Piwnicki, Stanisław Poniatowski (podskarbi litewski), Antoni Maria Portalupi, Ignacy Potocki, Wojciech Strzelecki, Krzysztof Hilary Szembek, Piotr Hiacynt Śliwicki, Jan Śniadecki, Jędrzej Śniadecki, Stanisław Trembecki, Karol Wyrwicz. Zapraszani sporadycznie: Marcello Bacciarelli, Józef Bielawski (poeta), Wojciech Bogusławski, Mateusz Czarnek, Adam Kazimierz Czartoryski, Franciszek Karpiński, Antoni Kossakowski (kasztelan_inflancki), Feliks Franciszek Łoyko, Ludwik Marteau, Ludwik Marteau, Dominik Merlini, Kazimierz Nestor Sapieha, Wincenty Skrzetuski, Franciszek Smuglewicz, Michał Stadnicki, Józef Szymanowski (poeta), Zygmunt Vogel, Tomasz Kajetan Węgierski, Franciszek Ksawery Woyna, Józef Wybicki, Franciszek Zabłocki, Andrzej Hieronim Zamoyski.
Zamierzyłem opowiedzieć teraz o ostatnich latach ostatniego polskiego monarchy. To historia człowieka rozdartego między ambicjami reformatora a geopolitycznymi ograniczeniami, uwikłanego w polityczne zależności, które wpłynęły na losy I Rzeczypospolitej. 3 maja 1791 roku Stanisław August Poniatowski był triumfatorem, człowiekiem dzięki któremu Rzeczpospolita Obojga Narodów miała znowu stanąć na nogi. Zaprzysiężenie konstytucji przez króla zostało serdecznie przyjęte przez naród. Po niecałych czterech latach zaliczany był do największych zdrajców. Jak do tego doszło? Czy Stanisław August Poniatowski słusznie stał się symbolem upadku państwa? Jak rozumieć jego przystąpienie do konfederacji targowickiej? Kiedy opuścił Warszawę i dokąd się udał? Dlaczego Poniatowski abdykował w dniu imienin imperatorowej Katarzyny? Czy car Paweł I rzeczywiście otoczył go szczególną opieką?
Pod koniec panowania Króla Stanisława Poniatowskiego w najnowszą historię Rzeczpospolitej Katarzyna Wielka wpisała Osipa Igelströma (ur. 7 maja 1737 r., zm. 18 lutego 1817 r.) Był baronem, potem hrabią, to rosyjski dyplomata pochodzenia szwedzkiego. Pod koniec 1792 roku został wodzem naczelnym armii rosyjskiej, stacjonującej w Polsce. Po dymisji Jakoba Sieversa w grudniu 1793 r., stanął również na czele rosyjskiej dyplomacji w Polsce. 28 grudnia 1793 roku Katarzyna II mianowała go posłem nadzwyczajnym i ministrem pełnomocnym w Rzeczypospolitej, łącząc w jego rękach faktyczną władzę cywilną i wojskową w Polsce. Jego decyzja o zmniejszeniu liczebności polskiego wojska o połowę była bezpośrednią przyczyną wybuchu Insurekcji kościuszkowskiej.
W wyniku drugiego rozbioru państwo polskie zmniejszyło się o ponad połowę. Znaczna część szlachty znalazła się pod panowaniem Prus lub Rosji i podporządkowała się nowej władzy. Wiele osób, zarówno przedstawicieli szlachty, jak i mieszczan, zabiegało o przywileje i korzyści bezpośrednio na dworach państw zaborczych. Mieszczanie nie mieli żadnych praw. Ale też inni nie mogli pogodzić się z rozbiorem i albo całkowicie wycofali się z życia publicznego, albo dołączyli do osób popierających pomysł zorganizowania ogólnonarodowego powstania. Szlachta w okrojonej i zdominowanej przez Rosję Rzeczpospolitej również była podzielona. Część współpracowała z ambasadorem i generałem wojsk rosyjskich Osipem Igelströmem, ale wiele osób było gotowych do podjęcia walki zbrojnej.
Aby zapobiec przyszłym próbom wzmocnienia państwa polskiego, Katarzyna zdecydowała się w 1792 r. na dokonanie drugiego rozbioru kraju z Prusami, których nowy władca, Fryderyk Wilhelm II, pragnął zrekompensować sobie straty poniesione w walce z rewolucyjną Francją. Irredentystyczne (nie-wyzwolone) nastroje panowały również wśród Polaków, którzy po 1792 r. wyjechali z kraju. Do szczególnie aktywnych zaliczali się byli działacze stronnictwa patriotycznego: Ignacy Potocki, Hugo Kołłątaj oraz Tadeusz Kościuszko. Ich zdaniem do podziału kraju doszło z winy Stanisława Augusta Poniatowskiego, który zamiast kontynuować walkę w wojnie z Rosją latem 1792 r., przystąpił do konfederacji targowickiej. Przebywając na emigracji w Saksonii, już od końca 1792 r. przygotowywali insurekcję. Uważali, że wojna z Rosją powiedzie się, jeśli do powstania przystąpią, poza szlachtą, również mieszczanie i chłopi.
Czy obywatele Rzeczpospolitej rozleniwili się, popadli w społeczny letarg. Tego nie wiemy. W marcu bowiem 1794 wybucha Insurekcja Kościuszki. „Uniwersal połaniecki” Kościuszki jest radykalniejszy od konstytucji 3 maja. Bieg wydarzeń przyspiesza, w Warszawie mają miejsce egzekucje. Szymon Marcin Kossakowski był przywódcą konfederacji targowickiej na Litwie wraz z bratem Józefem Kazimierzem.W czasie powstania kościuszkowskiego został skazany na śmierć za zdradę i powieszony w Wilnie 25 kwietnia 1794 roku, co było zgodne z wyrokiem zaocznej kary śmierci. Józef Kazimierz Kossakowski był ‚konsyliarzem’ z Senatu w konfederacji targowickiej.Podobnie jak jego bracia, był prominentnym członkiem konfederacji targowickiej. Podczas insurekcji kościuszkowskiej, 9 maja 1794 roku, został powieszony w Warszawie. W przeddzień egzekucji warszawskiej 8 maja 1794 nawet do króla ktoś oddał strzały.
W tym miejscu chciałbym przywołać wiersz „Melancholia stojących przy ścianie” Juliana Tuwima: „Miasto też ma smutek, też ma zadumanie: Są w nim dziwni ludzie, co stoją przy ścianie. Stoją z pochyloną na bok głową ludzie, Może są zmęczeni, może śnią o cudzie.
Stoją nieruchomi, w jeden punkt wpatrzeni,
Szarzy, jak szarzyzna śródmiejskiej przestrzeni. Patrzą tępo, szkliście, jakby bez pamięci… Nie budźcie ich nigdy: to są ludzie święci. Święci, chociaż drzemią bezmyślnie pod płotem. Oni nic nie wiedzą, ale ja wiem o tem.”
Bitwa pod Szczekocinami miała wielkie znaczenie dla upadku morale powstańców; przykładowo, chorąży Stanisław Świstacki, bohater spod Racławic, załamał się i zdezerterował. Po klęsce pod Szczekocinami inicjatywa operacyjna przeszła w ręce armii Prus i Rosji, a Austria zaprzestała nawet udawania dotychczasowej neutralności.
4 listopada Suworow przypuścił szturm na Warszawę, dopuszczając się rzezi ludności Pragi z około 20. tysiącami zabitych cywilów. Po kapitulacji miasta wysłał składający się z trzech słów meldunek do carycy, który dzięki swej lapidarności przeszedł do legendy w rosyjskiej historiografii: „Ura! Warszawa nasza!” (Ура! Варшава наша!), na co Katarzyna II odpowiedziała równie lapidarnie: „Ura! Feldmarszałek Suworow!” (Ура! Фельдмаршал Суворов!), co było oznajmieniem awansu do stopnia feldmarszałka. Rosyjscy historycy obciążają odpowiedzialnością za rzeź niezdyscyplinowane oddziały kozackie, zaś sam Suworow miał nakazać zniszczenie mostów (rzekomo aby zapobiec przeniesieniu masakry na lewobrzeżną Warszawę), lecz w istocie dopuszczenie do niej korzystnie dla niego przyspieszyło kapitulację Warszawy. 5 listopada Warszawa skapitulowała i był to faktycznie koniec Rzeczpospolitej. 7 stycznia 1795 roku po wysłuchaniu Świętej mszy i w obecności kata Warszawy Aleksandra Suworowa król opuszcza Warszawę i udaje się do Grodna.
Pozwólcie mi na małą nowelizację albo też dygresję tutaj. „Nie masz prawa żyć” – te słowa usłyszała Pakhshan Azizi, kurdyjska działaczka humanitarna i obrończyni praw człowieka. Została skazana na śmierć przez irański Sąd Rewolucyjny po rażąco niesprawiedliwym procesie. Jej jedyną „winą” było niesienie pomocy kobietom i dzieciom wysiedlonym w Syrii oraz walka o prawa człowieka. Pakhshan przez kilka miesięcy była przetrzymywana w więzieniu bez kontaktu z rodziną i prawnikiem, torturowana i zastraszana. Wielokrotnie podczas przesłuchań grożono jej śmiercią. Irański Sąd Najwyższy odrzucił wniosek o rewizję sądową, co oznacza, że jej egzekucja może nastąpić w każdej chwili‼
Chciałbym podpisać apel i żądać wstrzymania egzekucji Pakhshan! Domagajmy się razem uchylenia wyroku skazującego oraz natychmiastowego i bezwarunkowego uwolnienia. Wydając wyrok śmierci, ci ludzie uważają siebie za więcej niż Boga. Życie należy do Boga i tylko On ma prawo je przerwać, odebrać. Żadna władza na ziemi nie ma takiego prawa i jeżeli to robi, to wchodzi w kompetencje Boga. Więc drogie władze Iranu, życie tej kobiety nie należy do żadnego z Was, bo wszyscy też jesteście śmiertelnikami i o wasze życie Bóg też upomni się. Odpowiecie za odbieranie kompetencji Bogu oraz za najcięższe zbrodnie, jakimi są odebranie życia ludziom.
Najmilsi. ‚Królewskie wypadki’ potoczyły się bardzo szybko. „Nasze oddalenie jest naszym przybliżeniem,” w akcie abdykacji pisał król Stanisław Poniatowski pod adresem Polaków. 17 listopada 1796 zmarła Katarzyna II, która przyszła na świat jako Sophie Friederike Auguste von Anhalt-Zerbst w 1729 roku w Szczecinie. Jej matka, Joanna von Czartoryski, była z pochodzenia Polką, co oznacza, że Katarzyna nosiła dziedzictwo szlacheckiej rodziny polskiej. Ale proszę tutaj nie robić większych porównań z jej nostalgią do Rzeczpospolitej, bo wtedy Szczecin był w Prusach. 17 lutego 1797 król Stanisław Poniatowski udał się do Petersburga. Tam zamieszkał w Pałacu Marmurowym, wybudowanym przez Katarzynę II dla Orłowa, kochanka carycy. Grigorij Orłow był faworytem i kochankiem carycy Katarzyny II Wielkiej, który pomógł jej w zamachu stanu obalając cara Piotra III w 1762 roku. W czasie wymuszonej emigracji król poprosił o uwolnienie więźniów politycznych. Po śmierci w 1796 roku Katarzyny, król Stanisław Poniatowski był jeszcze na koronacji Pawła I w Moskwie w 1797 roku. W tym czasie nowy car przygotowywał rezydencję dla Stanisława na Wyspie kamiennej, którą zdążył obejrzeć król, jeszcze nie były gotowe pokoje dla służby.
W czasie pobytu w Petersburgu król w dniu 5 lutego 1798 był na balu dla dzieci, mała Izabela Mniszchówna była tam. Poza tym król pisał biuletyny do Warszawy, pragnął zrozumienia – nadto wiedzieć co tam się dzieje. 10 lutego 1798 narodził się następca tronu Rosji Michał. 12 lutego 1798 nagle król umiera. W przeddzień król wypił bulion, który przygotował nadworny kucharz Paweł Tremo. Lorenzo Litta, nuncjusz udzielił królowi ostatniego namaszczenia wieczorem.
Stanisław Poniatowski (August od 25 listopada 1764) przeżył koniec swego panowania i swego kraju. Ostatni rok życia spędził w Petersburgu, życzliwie traktowany przez nowego cara Pawła I, który (bezzasadnie) podejrzewał, że jest jego synem. Zmarł 12 lutego 1798 roku i został pochowany w kościele Świętej Katarzyny w Petersburgu. Żałoba w Cesarstwie na ziemiach polskich trwała cztery tygodnie. Przy zabalsamowanym ciele Rosjanie położyli order pruski czarnego orła, order Aleksandra Newskiego, złoty miecz, koronę królowi nałożył sam Paweł I. Stała gwardia carska przy sypialni króla Stanisława Poniatowskiego w pałacu marmurowym, a w żałobnym pochodzie przez miasto brało udział 18 tysięcy kawalerzystów armii carskiej naprawdę.
Doczesne szczątki króla Stanisława Augusta Poniatowskiego spoczywają w krypcie warszawskiej Archikatedry św. Jana Chrzciciela, słusznie tam odbył się jego trzeci symboliczny pogrzeb w dniu 14 lutego 1995 roku. Wcześniej, jak mówiłem, po śmierci w Petersburgu 1798 roku, króla pochowano w kościele św. Katarzyny, skąd szczątki przeniesiono do jego rodzinnej posiadłości w Wołczynie w 1938 roku, a następnie do Warszawy w 1990 roku.Na mocy decyzji władz radzieckich, ciało króla, ekshumowane w 1938 roku, zostało przeniesione do jego rodzinnej posiadłości w Wołczynie, gdzie wówczas był pochówek. Rosjanie nie chcieli króla, a władze polskie również. Po II wojnie światowej Wołczyn znalazł się poza granicami Polski, a w 1990 roku symboliczne prochy króla, ze zniszczonej wołczyńskiej kaplicy, gdzie przez pewien czas był magazyn chemikaliów, sprowadzono do Warszawy – odtąd spoczywają w warszawskiej konkatedrze.
______
Stanisław Barszczak, Polska będzie ostatnią twierdzą wolności
Zapytałem Boga: dlaczego rzeczesz mi wzbudzając wodę? Bóg odpowiedział: bo twoi przeciwnicy nie umieją pływać.
28 września 1939 roku o godzinie 13.15 w budynku fabryki Skody na Rakowcu gen. Tadeusz Kutrzeba (w imieniu gen. Rómmla – dowódcy Armii „Warszawa”) i gen. Johannes Blaskowitz podpisali umowę o kapitulacji Warszawy. W polskiej delegacji był m.in. prezydent Stefan Starzyński.
A oto jak widział ówczesną kapitulację Warszawy Jan Sztaudynger
Wyschnijcie oczy, dość już łez,
Nie zmyjesz łzą niesławy.
O serce, weź na siebie trud,
Kapitulację Warszawy.
Cóż książę, ty przeczułeś te dnie, jedziesz nagi,
Twój most przedzielił Cię od zbawicielki Pragi,
Jedziesz nagi jak każdy, co głowę z pogromu ocala,
Znasz odwrót. I znasz wierność, którą kryje fala.
Jam miał różany krzew rosnący czerwono,
Nie czas żałować róż, kiedy lasy płoną,
Ale jak kazać sercu, które kocha róże,
Żałuję róż, chociaż mi dom zwaliły burze.
Żałuję Świętokrzyskiej, gdzie pod pachą z księgą
Chodziłem Wisłą Tamkę związując jak wstęgą
I żałuję pomników, co się z sercem zrosły,
Tu Szopen w śmiesznym cieniu wierzby domorosłej,
Tu Zygmunt, nowy słupnik, stoi na kolumnie,
Tak jakoś po królewsku, dostojnie i dumnie,
Tu Kopernik odkrycie robi nader smutne,
Że ziemia jest od nieba daleko okrutnie.
Tu Mickiewicz zbłąkany w uliczny ruch błędny,
Zdaje się zastanawiać do nieba którędy
Pójść na przełaj od serca…
Wszechświat nie ma obowiązku, aby cokolwiek dla ciebie znaczyło (miało sens).
Jeśli kiedykolwiek zastanawialiście się, jak wyglądała stolica Królestwa Polskiego w latach 80. XV wieku – oto ona. Było to jedno z najlepiej ufortyfikowanych miast w Europie. Brama Floriańska z Barbakanem przetrwała do dziś, ale jej szyja łącząca obie budowle zaginęła.
Einstein zapłacił za swój rozwód Nagrodą Nobla. „Jeśli zgodzisz się rozwieść ze mną, to pieniądze z Nagrody Nobla, jaką mogę otrzymać, całą sumę przekażę tobie.” Jedyne znaczenie gestu Einsteina objawiło się później.Miało być złoto, ale jest siatkowy brązowy medal Polaków w pojedynku z Czechami, i to ma już nowy sens. Kochani, cieszmy się z naszych sukcesów i zaakceptujmy rzeczywistość.
Najstraszliwsza samotność to nie ta, która wynika z bycia samemu, ale z niezrozumienia. To samotność stojąca w zatłoczonym pokoju, otoczona ludźmi, którzy cię nie widzą, nie słyszą, nie znają prawdziwej istoty tego, kim jesteś. I w tej samotności czujesz się, jakbyś bladł, znikał w tle, aż staniesz się niczym więcej niż duchem, cieniem swojego dawnego ja.
Sami tworzymy swoje szczęście,
same cierpienie.
Tworzymy świat, który jest spokojny,
albo taki, który jest nękany przemocą.
Jeśli chcemy, aby na tym świecie panował pokój,
musimy najpierw stworzyć dla siebie ścieżkę pokoju. Pokój zaczyna się od Nas.
Brak przemocy opiera się na płaszczu
zbiorowego Zrozumienia i Współczucia.
Jeśli „ja” zrozumie, że „Inny”
również cierpi,
że każdy z nas jest produktem warunków
i doświadczeń życiowych,
wtedy przemoc ustanie.
Podlewanie nasion uważności w innych
jest formą aktywizmu społecznego i politycznego.
Pokój na świecie jest zawsze jednym wspólnym
uważnym oddechem.
Daj mi, Panie, mój Boże, umysł, abym Cię poznał, serce, abym Cię szukał, mądrość, abym Cię odnalazł, postępowanie, aby Ci się podobało, wierną wytrwałość w oczekiwaniu na Ciebie i nadzieję, że w końcu będę mógł Cię objąć.
Zakończę apelem jasnogórskim do wierzącego narodu polskiego. Matka Boska Częstochowska będzie ostatnią twierdzą wolności. Czarna Madonna już czuwa. Wyjście już wszystko odpokutowali. Za wami wstawia się Czarna Madonna. Wam się już nic złego nie stanie, mówiła niemiecka stygmatyczka Teresa Neumann w 1948 roku do polskich oficerów. Polska przetrwa każdą burzę, bo jest pod opieką Matki Bożej, a język polski na być narzędziem głoszenia najmądrzejszych prawd i najsprawiedliwszych ustaw. To nie tylko mistyka, to duchowa misja narodu. To nie bajka, to słowa kobiety, która przez dekady nie jadła nic poza Eucharystią, nosiła stygmaty i miała wizję przyszłości. Polska nie zginie, bo jest ostatnią redutą wiary, prawdy i sprawiedliwości. Gdy zachód tonie w relatywizmie, my mamy Jasną Górę, dumę i siłę. Czarna Madonna chodzi po polskiej ziemi. To znak że nie jesteśmy sami. To nie czas na wstyd, to czas na dumę. Polacy obudźcie się, niech ten przekaz idzie dalej, udostępnij kanał i stań po stronie prawdy.
Wdzięczny za natchnienie ksiądz Stanisław i niech Bóg wam wszystkim błogosławi.
_____
Stanisław Barszczak, Poland will be the last fortress of freedom
I asked God: Why do you say to me, raising water? God replied: Because your opponents cannot swim.
On September 28, 1939, at 1:15 PM, in the Skoda factory building in Rakowiec, General Tadeusz Kutrzeba (on behalf of General Rómmel, commander of the „Warsaw” Army) and General Johannes Blaskowitz signed the agreement on the surrender of Warsaw. The Polish delegation included President Stefan Starzyński.
And this is how Jan Sztaudynger saw the surrender of Warsaw at that time:
Dry your eyes, enough tears,
You cannot wash away the shame with a tear.
Oh heart, take upon yourself the burden,
The surrender of Warsaw.
Well, prince, you foresaw these days, you ride naked,
Your bridge has separated you from the savior of Prague,
You ride naked like everyone who saves their head from a massacre,
You know the retreat. And you know the loyalty that the waves conceal.
I had a rose bush growing red,
It’s not time to regret roses when the forests are burning,
But how can I tell a heart that loves roses,
I regret roses, even though storms have destroyed my house.
I miss Świętokrzyska Street, where, with a book under my arm,
I walked along the Vistula River, tying it like a ribbon,
And I miss the monuments that have become fused with the heart,
Here Chopin in the comical shade of a home-grown willow,
Here Sigismund, a new columnar, stands on a column,
Somehow regally, majestically, and proudly,
Here Copernicus makes a profoundly sad discovery,
That earth is cruelly far from heaven.
Here Mickiewicz, lost in the errant traffic,
Seems to be wondering which way to heaven
To go cross-country from the heart…
The universe is under no obligation to make it mean anything to you (make sense).
If you’ve ever wondered what the capital of the Kingdom of Poland looked like in the 1480s – here it is. It was one of the best-fortified cities in Europe. The Florian Gate with the Barbican still stands today, but its neck connecting the two structures has disappeared.
Einstein paid for his divorce with the Nobel Prize. „If you agree to divorce me, I will give you the entire sum of the Nobel Prize money I can receive.” The sole meaning of Einstein’s gesture later became apparent.It was supposed to be gold, but the Poles won the bronze medal in volleyball against the Czechs, and that has a whole new meaning. Dear friends, let’s celebrate our successes and accept reality.
The most terrible loneliness is not that of being alone, but of being misunderstood. It is the loneliness of standing in a crowded room, surrounded by people who don’t see you, don’t hear you, don’t know the true essence of who you are. And in that loneliness, you feel as if you are fading, fading into the background, until you become nothing more than a ghost, a shadow of your former self.
We create our own happiness,
our own suffering.
We create a world that is peaceful,
or one that is plagued by violence.
If we want peace to reign in this world,
we must first forge a path of peace for ourselves. Peace begins with us.
Nonviolence rests on the mantle of collective Understanding and Compassion.
If „I” understands that „the Other” also suffers,
that each of us is a product of our circumstances and life experiences,
then violence will cease.
Watering the seeds of mindfulness in others
is a form of social and political activism.
Peace in the world is always one shared
mindful breath.
Give me, Lord, my God, a mind to know You, a heart to seek You, wisdom to find You, conduct pleasing to You, faithful perseverance in waiting for You, and the hope that I will finally be able to embrace You.
I will conclude with the appeal of Jasna Góra to the believing Polish nation. Our Lady of Częstochowa will be the last stronghold of freedom. The Black Madonna is already watching. The Exodus has already atoned for everything. The Black Madonna intercedes for you. „No harm will come to you again,” said the German stigmatic Teresa Neumann to Polish officers in 1948. „Poland will weather any storm because it is under the protection of the Mother of God, and the Polish language will be a tool for proclaiming the wisest truths and the most just laws. This is not just mysticism, it is the spiritual mission of the nation. This is not a fairy tale; these are the words of a woman who for decades ate nothing but the Eucharist, bore stigmata, and had a vision of the future. Poland will not perish because it is the last redoubt of faith, truth, and justice. While the West drowns in relativism, we have Jasna Góra, pride and strength. The Black Madonna walks on Polish soil. This is a sign that we are not alone. This is not a time for shame, it is a time for pride. Poles, wake up, let this message spread, share the channel, and stand on the side of truth.”
Thankful for your inspiration, Father Stanisław, and may God bless you all.
Stanisław Barszczak, Literatura i społeczeństwo
Dzisiaj wspomnijmy o spotkaniach trzech francuskich przyjaciół De Lagasnerie, Eribon, Louis, albowiem przyjaźń zaczyna się od trojga. Jak przejść od przyjaźni do bycia przyjaciółmi? Dla Geoffroya De Lagasnerie, Didiera Eribona i Édouarda Louisa to nie tylko figura retoryczna, a w języku francuskim brakuje przymiotnika opisującego kogoś, kto jest przyjacielem. „Kim jestem? Czy jestem ‚ami-reux’ (*w przyjaźni) z Édouardem Louisem?” – żartuje Geoffroy De Lagasnerie przed wypełnioną po brzegi salą Henry Le Boeuf Hall, gdy wraca pamięcią do pamiętnego spotkania, które zapoczątkowało ich sezon 2024-2025.
Według Geoffroya De Lagasnerie, tym, co odróżnia przyjaźń od miłości, jest forma bezwarunkowej wolności. W tradycyjnym małżeństwie miłość postrzega świat zewnętrzny jako zagrożenie dla pary. „Gdzie jest mój partner, z kim przebywa i dlaczego wraca późno do domu?” To wszystko troski, które dręczą małżeńską intymność. Przyjaźń natomiast jest nastawiona na zewnątrz i pragnie nowych relacji, rzadko wiążąc się z zazdrością, zaborczością czy podejrzliwością. Przyjaźń uwalnia nas od domowych ograniczeń i zachęca do leniuchowania, przesiadywania w barach do białego rana w poszukiwaniu nowych partnerów.
Trio sugeruje, że przyjaźń daje szansę na odświeżenie naszych relacji emocjonalnych: dbanie o to, by były one przyjazne, może czasem je uratować.
Z politycznej i socjologicznej perspektywy Geoffroya De Lagasnerie, to właśnie ta wolność sprawia, że przyjaźń staje się swego rodzaju „deklaracją niepodległości w odpowiedzi na instytucje społeczne i ich konwencjonalny model szczęścia”. Przyjaźń staje się zatem rodzajem emocjonalnego anarchizmu; stanowi „krąg, w którym opieramy się wrogości świata społecznego”. Odrzuca wyłączność pary wraz z kulturą binarności, która leży u podstaw świata społecznego. „Przyjaźń jest dokładnym przeciwieństwem dwojga. Przyjaźń zaczyna się od trojga”.
„Jeśli przyjmiesz przyjaźń jako sposób na życie, myślisz o swoim życiu jako o życiu spotkań, które kręci się wokół spotkania z drugą osobą”. Jeśli chodzi o przyjaźń jako sposób na życie połączony z życiem rodzinnym, trójka śmieje się i odpowiada donośnym „nie”. „My troje jesteśmy antyrodziną”. Jak przyjaźń staje się autentycznym sposobem na życie? Odpowiedzią trójki jest relacyjność. Doświadczanie przyjaźni w ten sposób oznacza rekonfigurację naszej egzystencji, w której nasze życie nie kręci się już wokół Jaźni, ale wokół relacji z drugą osobą. Przyjaźń staje się transformacją dokonaną przez kolektyw, w której jednostka przekształca się w istotę zasadniczo relacyjną. „Jeśli Édouard się rozpada, ja też” – ilustruje Geoffroy De Lagasnerie. Ta nowa jakość jest zaangażowana w wymagające i głęboko etyczne praktyki, takie jak hojność i bycie dla innych.
Édouard Louis zachęca nas do refleksji nad dylematem, z jakim borykają się dezerterzy klasowi, a Didier Eribon przypomina, że ta podróż jest naznaczona nieustannymi zerwaniami, w tym emocjonalnymi. Édouard Louis zwraca uwagę, że kwestia relacji – z kim się mieszka, dzieli łóżko lub z kim się ma związek – jest głęboko zakorzeniona w polityce. Przemoc świata społecznego powoduje u dezertera pęknięcia nie tylko osobiste, ale także socjologiczne, nawet jeśli chodzi o relacje intymne. „Kiedy stajesz się dezerterem klasowym, zmieniają się nie tylko twoje odczucia dotyczące twojego pochodzenia; transformuje się twoja zdolność odczuwania. Zmienia się nasza podmiotowość. Stajesz się obcy we własnym otoczeniu, niezdolny do mówienia tym samym językiem, co ci, z którymi dorastałeś”.
Trzech artystów podkreśla, że intymność wykracza daleko poza seksualność, a relacyjność – głęboko polityczna – ma o wiele większą siłę wywrotową. Geoffroy De Lagasnerie wyjaśnia: „Kiedy zalegalizowano małżeństwa homoseksualne, tym, co niepokoiło francuską skrajną prawicę, nie była seksualność między dwoma mężczyznami za zamkniętymi drzwiami, ale dostęp do małżeństwa i drobne przejawy uczuć, które wyrażali publicznie.”
„Literatura często opowiadała o subiektywnych rozstaniach (złamane serce, żałoba, zdrady…). Ja staram się mówić o rozstaniach obiektywnych, w nieco socjologicznym sensie”.
(See, Édouard Louis
Pisarz, osąd i poszukiwanie uznania)
Według naszych artystów, pisarz, który żyje przyjaźnią, pisze już nie z potrzeby uznania, ale z potrzeby spotkania innych. Geoffroy powiedział nam już: przyjaźń jako sposób na życie jest darem niezależności i uwalnia pisarza od literackich ram. „Myślę, że właśnie w ten sposób my trzej możemy tworzyć dzieła, które zacierają granice literackich rejestrów i gatunków”.
Najmilsi. Piszemy również po to, by być czytanym. Czyż ostatecznie każda publikacja nie dąży ostatecznie do uznania krytyki?
Édouard odpowiada z rozbrajającą szczerością: „Wielu pisarzy marzy o zdobyciu nagrody literackiej. Osobiście uważam, że to wstyd. Bo to tak, jakby poddać swoje dzieło pod sąd, którego prawomocności się nie uznaje”. Nasze trio po raz kolejny proponuje postać Przyjaciela, aby zastąpić ławę przysięgłych. Podczas gdy środowisko literackie i akademickie wbijają do głowy, że obiektywność i prawdziwość osądu wynikają z dystansu wobec ocenianego dzieła, trio podkreśla, że „prawda wymaga uczuciowości”.
Najsprawiedliwsza i najprawdziwsza krytyka pochodzi od Przyjaciela, który cię zna, ponieważ moralne wymogi przyjaźni dotyczą prawdomówności. Opinia przyjaciela jest wymagająca, ale hojna, ponieważ, jak zauważa Didier Eribon, przyjaciel to ktoś, kto chce, aby druga osoba robiła to, co on, najlepiej, jak potrafi. I oboje o tym wiedzą.
Dzięki tej łączącej ich przyjaźni, trio zaprasza nas do przemyślenia i dekonstrukcji tradycyjnego wizerunku autora: autor nie jest udręczoną duszą, która spędza wieczory samotnie przed kominkiem, paląc fajkę i nosząc sweter pełen dziur. Być pisarzem to wędrować po mieście w poszukiwaniu odnowy, wyjeżdżać z kaprysu, gdy zajdzie taka potrzeba, nawiązywać rozmowy z bywalcami lokalnych barów, śmiać się, wychodzić, stawiać czoła zimnu, by każdego ranka przynieść ciepłe croissanty.
To spotkanie artystów dało nam trzy odrębne głosy, z których każdy badał przyjaźń z połączenia różnych perspektyw: socjologii, literatury i życia osobistego.
Didier Eribon przypomina nam, że „Sartre i Beauvoir to nie tylko Sartre i Beauvoir”. Byli też Madeleine Gobeil-Noël, Claude Lanzmann, przez pewien czas Camus i inni. Wielcy twórcy nie działali w pojedynkę. Pary artystyczne i literackie, które odcisnęły swoje piętno na ich dyscyplinie, nie mogą być odizolowane od konstelacji myślicieli, którzy się wokół nich kręcili i inspirowali ich dzieła.
Na tym chyba polega przyjaźń: na namacalnej czułości odczuwanej przez publiczność, gdy głos Geoffroya staje się ochrypły i szuka schronienia w uśmiechu Édouarda Louisa. Édouard, będąc przyjacielem, mówi: „Ta anegdota zawsze doprowadza Geoffroya do łez, więc dokończę ją za niego”. To również Didier kładzie dłoń na ramieniu Geoffroya, gestem, który zdaje się mówić „jestem tutaj” zamiast „weź się w garść”. Albo moment, gdy Didier zaczyna czytać, a Édouard przechodzi przez scenę, by poprawić mikrofon, po czym odwraca się do nas, zaintrygowany i z uśmiechem: „Obiecałem mu, że to zrobię”.
To właśnie w tych scenach z 1800 milczącymi świadkami (publiki) możemy w pełni zrozumieć głębię intymności między naszymi artystami – gośćmi i rzeczywistością tej przyjaźni jako sposobu na życie. Chciałbym od siebie powiedzieć, że zawsze marzyłem o takich spotkaniach w Polsce za miedzą, pragnę zauważyć, iż w ten sposób niejako moglibyśmy doświadczyć jedynej atmosfery wszelkiego trio, i tak jak nasi artyści weszlibyśmy do imponującej sali Henry’ego Le Boeufa, aby spotkać się z Geoffroyem De Lagasnerie, Didierem Eribonem i Édouardem Louisem. Jakkolwiek wyszlibyśmy znając Geoffroya, Didiera i Édouarda. „Królewskie trio współczesnej literatury francuskiej” naprawdę nas by wciągnęło, oferując nam niezwykle nieformalną, głęboko intymną i serdeczną rozmowę, pomimo niekończących się braw, które witały ich na scenie.
_____
Stanisław Barszczak, Literature and Society
Today, let’s remember the meetings of three French friends: De Lagasnerie, Eribon, and Louis, because friendship begins with three. How do you move from friendship to being friends? For Geoffroy De Lagasnerie, Didier Eribon, and Édouard Louis, it’s not just a figure of speech, and the French language lacks an adjective to describe someone who is a friend. „Who am I? Am I ‚ami-reux’ (*in friendship) with Édouard Louis?” Geoffroy De Lagasnerie jokes before a packed Henry Le Boeuf Hall, recalling the fateful meeting that launched their 2024-2025 season.
According to Geoffroy De Lagasnerie, what distinguishes friendship from love is a form of unconditional freedom. In a traditional marriage, love perceives the outside world as a threat to the couple. “Where is my partner, who is he with, and why is he home late?” These are all concerns that plague marital intimacy. Friendship, on the other hand, is outward-looking and yearns for new relationships, rarely involving jealousy, possessiveness, or suspicion. Friendship liberates us from the constraints of home and encourages us to laze around, hanging out in bars until dawn, searching for new partners.
The trio suggests that friendship offers a chance to refresh our emotional relationships: keeping them friendly can sometimes save them.
From the political and sociological perspective of Geoffroy De Lagasnerie, it is precisely this freedom that makes friendship a kind of “declaration of independence in response to social institutions and their conventional models of happiness.” Friendship thus becomes a kind of emotional anarchism; it constitutes “a circle in which we resist the hostility of the social world.” It rejects the exclusivity of the couple, along with the culture of binary that underlies the social world. “Friendship is the exact opposite of two. Friendship begins with three.”
“If you embrace friendship as a way of life, you think of your life as a life of encounters that revolves around the encounter with the other.” Regarding friendship as a way of life combined with family life, the three laugh and respond with a resounding “no.” “We three are the anti-family.” How does friendship become an authentic way of life? The three’s answer is relationality. Experiencing friendship in this way means reconfiguring our existence, in which our lives no longer revolve around the Self, but around the relationship with the other. Friendship becomes a collective transformation, in which the individual transforms into a fundamentally relational being. “If Édouard falls apart, so do I,” illustrates Geoffroy De Lagasnerie. This new quality is engaged in demanding and deeply ethical practices, such as generosity and being there for others.
Édouard Louis invites us to reflect on the dilemma faced by class deserters, and Didier Eribon reminds us that this journey is marked by constant ruptures, including emotional ones. Édouard Louis points out that the question of relationships—who one lives with, shares a bed with, or has a relationship with—is deeply rooted in politics. The violence of the social world fractures the deserter not only personally but also sociologically, even in intimate relationships. „When you become a class deserter, not only your feelings about your origins change; your capacity for feeling transforms. Our subjectivity changes. You become a stranger in your own environment, unable to speak the same language as those you grew up with.”
The three artists emphasize that intimacy goes far beyond sexuality, and that relationality—deeply political—has a far greater subversive power. Geoffroy De Lagasnerie explains: „When same-sex marriage was legalized, what worried the French far-right wasn’t the sexuality between two men behind closed doors, but rather the access to marriage and the small expressions of affection they expressed publicly.”
„Literature has often told the story of subjective separations (heartbreak, mourning, betrayals…). I try to speak of objective separations, in a somewhat sociological sense.”
(See, Édouard Louis, The Writer, Judgment, and the Search for Recognition)
According to our artists, a writer who lives by friendship no longer writes out of a need for recognition, but out of a need to meet others. Geoffroy already told us: friendship as a way of life is the gift of independence and frees the writer from literary constraints. „I think that’s precisely how the three of us can create works that blur the boundaries of literary registers and genres.”
My dearest. We also write to be read. After all, doesn’t every publication ultimately strive for critical acclaim?
Édouard responds with disarming honesty: „Many writers dream of winning a literary award. Personally, I think it’s a shame. It’s like submitting your work to a court of law whose legitimacy you don’t recognize.” Our trio once again proposes The figure of the Friend is used to replace the jury. While the literary and academic communities insist that objectivity and truthfulness of judgment stem from distance from the work being assessed, the trio emphasizes that „truth requires feeling.”
The fairest and truest criticism comes from a Friend who knows you, because the moral demands of friendship revolve around truthfulness. The friend’s opinion is demanding but generous, because, as Didier Eribon notes, a friend is someone who wants the other person to do what they do, to the best of their ability. And they both know it.
Through this friendship, the trio invites us to rethink and deconstruct the traditional image of the author: the author is not a tortured soul who spends evenings alone in front of the fireplace, smoking a pipe, and wearing a sweater full of holes. Being a writer means wandering the city in search of renewal, leaving on a whim when necessary, striking up conversations with the local bargoers, laughing, going out, braving the cold to bring warm croissants each morning.
This gathering of artists offered us three distinct voices, each exploring friendship from a combination of perspectives: sociology, literature, and personal life.
Didier Eribon reminds us that „Sartre and Beauvoir are not just Sartre and Beauvoir.” There was also Madeleine Gobeil-Noël, Claude Lanzmann, for a time Camus, and others. Great creators did not work alone. The artistic and literary couples who left their mark on their discipline cannot be isolated from the constellation of thinkers who revolved around them and inspired their work.
This is perhaps what friendship is all about: the palpable tenderness felt by the audience as Geoffroy’s voice grows hoarse and seeks refuge in Édouard Louis’s smile. Édouard, being a friend, says, „This anecdote always brings Geoffroy to tears, so I’ll finish it for him.” It’s also Didier who places his hand on Geoffroy’s shoulder, a gesture that seems to say, „I’m here,” rather than „get a grip.” Or the moment when Didier begins reading and Édouard crosses the stage to adjust his microphone, then turns to us, intrigued and smiling, „I promised him I would.”
It’s in these scenes with 1,800 silent witnesses (the audience) that we can fully understand the depth of intimacy between our artist-guests and the reality of this friendship as a way of life. I’d like to say that I’ve always dreamed of such meetings in Poland, across the border. I’d like to point out that in this way we could experience the unique atmosphere of any trio, and, like our artists, we would enter the impressive Henry Le Boeuf hall to meet Geoffroy De Lagasnerie, Didier Eribon, and Édouard Louis. However, we would leave knowing Geoffroy, Didier, and Édouard. The „royal trio of contemporary French literature” would truly captivate us, offering us an unusually informal, deeply intimate, and heartfelt conversation, despite the endless applause that greeted them on stage.
_____
Stanisław Barszczak, Letteratura e Società
Oggi, ricordiamo gli incontri di tre amici francesi: De Lagasnerie, Eribon e Louis, perché l’amicizia inizia con tre. Come si passa dall’amicizia all’essere amici? Per Geoffroy De Lagasnerie, Didier Eribon ed Édouard Louis, non è solo un modo di dire, e la lingua francese non ha un aggettivo per descrivere qualcuno che è amico. „Chi sono? Sono ‚ami-reux’ (*in amicizia) con Édouard Louis?” scherza Geoffroy De Lagasnerie davanti a una sala Henry Le Boeuf gremita, ricordando il fatidico incontro che ha dato il via alla loro stagione 2024-2025.
Secondo Geoffroy De Lagasnerie, ciò che distingue l’amicizia dall’amore è una forma di libertà incondizionata. In un matrimonio tradizionale, l’amore percepisce il mondo esterno come una minaccia per la coppia. „Dov’è il mio compagno, con chi è e perché torna a casa tardi?”. Sono tutte preoccupazioni che affliggono l’intimità coniugale. L’amicizia, d’altra parte, è rivolta verso l’esterno e desidera nuove relazioni, raramente implicando gelosia, possessività o sospetto. L’amicizia ci libera dai vincoli domestici e ci incoraggia a oziare, frequentando bar fino all’alba, alla ricerca di nuovi partner.
Il trio suggerisce che l’amicizia offre l’opportunità di rinnovare le nostre relazioni emotive: mantenerle amichevoli a volte può salvarle.
Dalla prospettiva politica e sociologica di Geoffroy De Lagasnerie, è proprio questa libertà che rende l’amicizia una sorta di „dichiarazione di indipendenza in risposta alle istituzioni sociali e ai loro modelli convenzionali di felicità”. L’amicizia diventa così una sorta di anarchismo emotivo; costituisce „un cerchio in cui resistiamo all’ostilità del mondo sociale”. Rifiuta l’esclusività della coppia, insieme alla cultura binaria che è alla base del mondo sociale. „L’amicizia è l’esatto opposto di due. L’amicizia inizia con tre”.
„Se accogli l’amicizia come uno stile di vita, pensi alla tua vita come a una vita di incontri che ruotano attorno all’incontro con l’altro”. Riguardo all’amicizia come stile di vita combinato con la vita familiare, i tre ridono e rispondono con un sonoro „no”. „Noi tre siamo l’anti-famiglia”. Come può l’amicizia diventare un autentico stile di vita? La risposta dei tre è la relazionalità. Vivere l’amicizia in questo modo significa riconfigurare la nostra esistenza, in cui le nostre vite non ruotano più attorno al Sé, ma attorno alla relazione con l’altro. L’amicizia diventa una trasformazione collettiva, in cui l’individuo si trasforma in un essere fondamentalmente relazionale. „Se Édouard crolla, crollo anch’io”, illustra Geoffroy De Lagasnerie. Questa nuova qualità si esprime in pratiche esigenti e profondamente etiche, come la generosità e l’essere presenti per gli altri.
Édouard Louis ci invita a riflettere sul dilemma affrontato dai disertori di classe, e Didier Eribon ci ricorda che questo percorso è segnato da continue rotture, anche emotive. Édouard Louis sottolinea che la questione delle relazioni – con chi si vive, con chi si condivide il letto o con chi si ha una relazione – è profondamente radicata nella politica. La violenza del mondo sociale frattura il disertore non solo a livello personale, ma anche sociologico, persino nelle relazioni intime. „Quando si diventa disertori di classe, non cambiano solo i sentimenti riguardo alle proprie origini; si trasforma anche la capacità di provare emozioni. La nostra soggettività cambia. Si diventa estranei nel proprio ambiente, incapaci di parlare la stessa lingua di coloro con cui si è cresciuti.”
I tre artisti sottolineano che l’intimità va ben oltre la sessualità e che la relazionalità – profondamente politica – ha un potere sovversivo ben maggiore. Geoffroy De Lagasnerie spiega: „Quando il matrimonio tra persone dello stesso sesso fu legalizzato, ciò che preoccupava l’estrema destra francese non era la sessualità tra due uomini a porte chiuse, ma piuttosto l’accesso al matrimonio e le piccole espressioni di affetto che esprimevano pubblicamente.”
„La letteratura ha spesso raccontato la storia di separazioni soggettive (crepacuore, lutto, tradimenti…). Io cerco di parlare di separazioni oggettive, in un senso in qualche modo sociologico.”
(Vedi Édouard Louis
Lo scrittore, il giudizio e la ricerca del riconoscimento)
Secondo i nostri artisti, uno scrittore che vive di amicizia non scrive più per bisogno di riconoscimento, ma per bisogno di incontrare gli altri. Geoffroy ce lo aveva già detto: l’amicizia come stile di vita è il dono dell’indipendenza e libera lo scrittore dai vincoli letterari. „Penso che sia proprio così che noi tre possiamo creare opere che confondono i confini dei registri e dei generi letterari.”
Miei cari. Scriviamo anche per essere letti. Dopotutto, ogni pubblicazione non aspira forse in ultima analisi al successo della critica?
Édouard risponde con disarmante onestà: „Molti scrittori sognano di vincere un premio letterario. Personalmente, penso che sia un peccato. È come sottoporre il proprio lavoro a un tribunale di cui non si riconosce la legittimità”. Il nostro trio ripropone La figura dell’Amico viene utilizzata per sostituire la giuria. Mentre la comunità letteraria e accademica insiste sul fatto che l’obiettività e la veridicità del giudizio derivino dalla distanza dall’opera valutata, il trio sottolinea che „la verità richiede sentimento”.
La critica più giusta e sincera proviene da un Amico che ti conosce, perché le esigenze morali dell’amicizia ruotano attorno alla sincerità. Il parere dell’amico è esigente ma generoso, perché, come osserva Didier Eribon, un amico è qualcuno che desidera che l’altro faccia ciò che fa, al meglio delle sue capacità. Ed entrambi lo sanno.
Attraverso questa amicizia, il trio ci invita a ripensare e decostruire l’immagine tradizionale dell’autore: l’autore non è un’anima tormentata che trascorre le serate da solo davanti al camino, fumando la pipa e indossando un maglione pieno di buchi. Essere uno scrittore significa vagare per la città in cerca di rinnovamento, andarsene per capriccio quando necessario, attaccare bottone con i frequentatori dei bar locali, ridere, uscire, sfidare il freddo per portare croissant caldi ogni mattina.
Questo incontro di artisti ci ha offerto tre voci distinte, ciascuna delle quali esplorava l’amicizia da una combinazione di prospettive: sociologia, letteratura e vita personale.
Didier Eribon ci ricorda che „Sartre e Beauvoir non sono solo Sartre e Beauvoir”. C’erano anche Madeleine Gobeil-Noël, Claude Lanzmann, per un certo periodo Camus e altri. I grandi creatori non lavoravano da soli. Le coppie artistiche e letterarie che hanno lasciato il segno nella loro disciplina non possono essere isolate dalla costellazione di pensatori che ruotavano attorno a loro e ne ispiravano l’opera.
Forse è proprio questo il significato dell’amicizia: la palpabile tenerezza percepita dal pubblico mentre la voce di Geoffroy si fa roca e cerca rifugio nel sorriso di Édouard Louis. Édouard, da amico, dice: „Questo aneddoto fa sempre piangere Geoffroy, quindi lo finirò per lui”. È sempre Didier che posa la mano sulla spalla di Geoffroy, un gesto che sembra dire „Sono qui”, piuttosto che „dai una mossa”. O il momento in cui Didier inizia a leggere ed Édouard attraversa il palco per sistemare il microfono, poi si volta verso di noi, incuriosito e sorridente: „Gliel’ho promesso”.
È in queste scene con 1.800 testimoni silenziosi (il pubblico) che possiamo comprendere appieno la profondità dell’intimità tra i nostri artisti-ospiti e la realtà di questa amicizia come stile di vita. Vorrei dire che ho sempre sognato incontri del genere in Polonia, oltre confine. Vorrei sottolineare che in questo modo potremmo vivere l’atmosfera unica di qualsiasi trio e, come i nostri artisti, entreremmo nell’imponente sala Henry Le Boeuf per incontrare Geoffroy De Lagasnerie, Didier Eribon ed Édouard Louis. Tuttavia, ne usciremmo conoscendo Geoffroy, Didier ed Édouard. Il „trio reale della letteratura francese contemporanea” ci ha davvero conquistato, offrendoci una conversazione insolitamente informale, profondamente intima e sentita, nonostante gli infiniti applausi che li hanno accolti sul palco.
______
Stanisław Barszczak, Književnost i društvo
Danas se prisjetimo susreta trojice francuskih prijatelja: De Lagasneriea, Eribona i Louisa, jer prijateljstvo počinje s troje. Kako prijeći iz prijateljstva u prijateljstvo? Za Geoffroya De Lagasneriea, Didiera Eribona i Édouarda Louisa to nije samo figurativni izraz, a francuskom jeziku nedostaje pridjev kojim bi se opisao netko tko je prijatelj. „Tko sam ja? Jesam li ‚ami-reux’ (*u prijateljstvu) s Édouardom Louisom?”, šali se Geoffroy De Lagasnerie pred punom dvoranom Henry Le Boeuf, prisjećajući se sudbonosnog susreta koji je pokrenuo njihovu sezonu 2024.-2025.
Prema Geoffroyu De Lagasnerieu, ono što razlikuje prijateljstvo od ljubavi jest oblik bezuvjetne slobode. U tradicionalnom braku ljubav vanjski svijet doživljava kao prijetnju paru. „Gdje je moj partner, s kim je i zašto kasno dolazi kući?” Sve su to brige koje muče bračnu intimnost. Prijateljstvo je, s druge strane, okrenuto prema van i žudi za novim vezama, rijetko uključuje ljubomoru, posesivnost ili sumnjičavost. Prijateljstvo nas oslobađa kućnih ograničenja i potiče nas da se izležavamo, družimo se u barovima do zore, tražeći nove partnere.
Trio sugerira da prijateljstvo nudi priliku za osvježenje naših emocionalnih odnosa: održavanje prijateljstva u njima ponekad ih može spasiti.
Iz političke i sociološke perspektive Geoffroya De Lagasneriea, upravo ta sloboda čini prijateljstvo svojevrsnom „deklaracijom neovisnosti kao odgovorom na društvene institucije i njihove konvencionalne modele sreće“. Prijateljstvo tako postaje vrsta emocionalnog anarhizma; ono predstavlja „krug u kojem se opiremo neprijateljstvu društvenog svijeta“. Odbacuje isključivost para, zajedno s kulturom binarnosti koja je temelj društvenog svijeta. „Prijateljstvo je potpuna suprotnost od dvoje. Prijateljstvo počinje s troje.“
„Ako prihvatite prijateljstvo kao način života, svoj život smatrate životom susreta koji se vrti oko susreta s drugim.“ Promatrajući prijateljstvo kao način života u kombinaciji s obiteljskim životom, njih troje se smiju i odgovaraju odlučnim „ne“. „Nas troje smo protiv obitelji.“ Kako prijateljstvo postaje autentičan način života? Odgovor troje je odnosnost. Doživljavanje prijateljstva na ovaj način znači rekonfiguraciju našeg postojanja, u kojem se naši životi više ne vrte oko Sebstva, već oko odnosa s drugim. Prijateljstvo postaje kolektivna transformacija, u kojoj se pojedinac transformira u fundamentalno relacijsko biće. „Ako se Édouard raspadne, raspadam se i ja“, ilustrira Geoffroy De Lagasnerie. Ova nova kvaliteta bavi se zahtjevnim i duboko etičkim praksama, poput velikodušnosti i pružanja podrške drugima.
Édouard Louis nas poziva da razmislimo o dilemi s kojom se suočavaju klasni dezerteri, a Didier Eribon nas podsjeća da je ovo putovanje obilježeno stalnim prekidima, uključujući i emocionalne. Édouard Louis ističe da je pitanje odnosa – s kim se živi, dijeli krevet ili ima vezu – duboko ukorijenjeno u politici. Nasilje društvenog svijeta slama dezertera ne samo osobno već i sociološki, čak i u intimnim vezama. „Kada postanete klasni dezerter, ne mijenjaju se samo vaši osjećaji o vašem podrijetlu; vaša sposobnost osjećanja se transformira. Naša subjektivnost se mijenja. Postajete stranac u vlastitom okruženju, nesposobni govoriti istim jezikom kao oni s kojima ste odrasli.“
Tri umjetnika naglašavaju da intimnost nadilazi seksualnost i da relacijska povezanost – duboko politička – ima daleko veću subverzivnu moć. Geoffroy De Lagasnerie objašnjava: „Kada je istospolni brak legaliziran, ono što je brinulo francusku krajnju desnicu nije bila seksualnost između dva muškarca iza zatvorenih vrata, već pristup braku i mali izrazi naklonosti koje su javno izražavali.“
„Književnost je često pričala priču o subjektivnim razdvajanjima (slomljeno srce, žalovanje, izdaje…). Pokušavam govoriti o objektivnim razdvajanjima, u donekle sociološkom smislu.“
(Vidi, Édouard Louis
Pisac, sud i potraga za priznanjem)
Prema našim umjetnicima, pisac koji živi od prijateljstva više ne piše iz potrebe za priznanjem, već iz potrebe da upozna druge. Geoffroy nam je već rekao: prijateljstvo kao način života dar je neovisnosti i oslobađa pisca književnih ograničenja. „Mislim da upravo tako nas troje možemo stvarati djela koja brišu granice književnih registara i žanrova.“
Dragi moji. I mi pišemo da bismo bili čitani. Uostalom, ne teži li svaka publikacija u konačnici kritičkom priznanju?
Édouard odgovara s razoružavajućom iskrenošću: „Mnogi pisci sanjaju o osvajanju književne nagrade. Osobno mislim da je to šteta. To je kao da svoje djelo predate sudu čiju legitimnost ne priznajete.“ Naš trio još jednom predlaže Figura Prijatelja koristi se kao zamjena za porotu. Dok književna i akademska zajednica inzistira na tome da objektivnost i istinitost prosudbe proizlaze iz distance od djela koje se ocjenjuje, trojac naglašava da „istina zahtijeva osjećaj”.
Najpravednija i najistinitija kritika dolazi od Prijatelja koji vas poznaje, jer se moralni zahtjevi prijateljstva vrte oko istinitosti. Mišljenje prijatelja je zahtjevno, ali velikodušno, jer, kako Didier Eribon primjećuje, prijatelj je netko tko želi da druga osoba radi ono što i on radi, najbolje što može. I oboje to znaju.
Kroz ovo prijateljstvo, trojac nas poziva da preispitamo i dekonstruiramo tradicionalnu sliku autora: autor nije mučena duša koja provodi večeri sama ispred kamina, pušeći lulu i noseći pulover pun rupa. Biti pisac znači lutati gradom u potrazi za obnovom, odlaziti iz hira kada je to potrebno, započinjati razgovore s lokalnim posjetiteljima bara, smijati se, izlaziti, prkositi hladnoći kako bi svako jutro donijeli tople kroasane.
Ovo okupljanje umjetnika ponudilo nam je tri različita glasa, svaki istražujući prijateljstvo iz kombinacije perspektiva: sociologije, književnosti i osobnog života.
Didier Eribon podsjeća nas da „Sartre i Beauvoir nisu samo Sartre i Beauvoir”. Tu su bili i Madeleine Gobeil-Noël, Claude Lanzmann, neko vrijeme Camus i drugi. Veliki stvaratelji nisu radili sami. Umjetnički i književni parovi koji su ostavili trag na svojoj disciplini ne mogu se izolirati od konstelacije mislilaca koji su se vrtjeli oko njih i inspirirali njihov rad.
Možda je to ono što prijateljstvo znači: opipljiva nježnost koju publika osjeća dok Geoffroyev glas postaje promukao i traži utočište u osmijehu Édouarda Louisa. Édouard, budući da je prijatelj, kaže: „Ova anegdota uvijek rasplače Geoffroya, pa ću je ja završiti umjesto njega.” Također je Didier taj koji stavlja ruku na Geoffroyevo rame, gesta koja kao da govori: „Ovdje sam”, a ne „saberi se”. Ili trenutak kada Didier počinje čitati, a Édouard prelazi pozornicu kako bi namjestio mikrofon, a zatim se okreće prema nama, zaintrigiran i smiješeći se: „Obećao sam mu da hoću.“
Upravo u tim scenama s 1800 nijemih svjedoka (publike) možemo u potpunosti razumjeti dubinu intimnosti između naših umjetnika-gostova i stvarnost ovog prijateljstva kao načina života. Želio bih reći da sam oduvijek sanjao o takvim susretima u Poljskoj, preko granice. Želio bih istaknuti da bismo na taj način mogli doživjeti jedinstvenu atmosferu bilo kojeg trija i, poput naših umjetnika, ušli bismo u impresivnu dvoranu Henry Le Boeuf kako bismo upoznali Geoffroya De Lagasneriea, Didiera Eribona i Édouarda Louisa. Međutim, otišli bismo poznavajući Geoffroya, Didiera i Édouarda. „Kraljevski trio suvremene francuske književnosti“ istinski bi nas očario, nudeći nam neobično neformalan, duboko intiman i iskren razgovor, unatoč beskrajnom pljesku koji ih je dočekao na pozornici.
______
Stanisław Barszczak, Littérature et Société
Aujourd’hui, souvenons-nous de la rencontre de trois amis français : De Lagasnerie, Eribon et Louis, car l’amitié commence à trois. Comment passe-t-on de l’amitié à l’amitié ? Pour Geoffroy De Lagasnerie, Didier Eribon et Édouard Louis, ce n’est pas qu’une simple figure de style, et la langue française manque d’adjectif pour décrire quelqu’un qui est ami. « Qui suis-je ? Suis-je ami-reux d’Édouard Louis ? » plaisante Geoffroy De Lagasnerie devant une salle Henry Le Bœuf comble, évoquant cette rencontre décisive qui a lancé leur saison 2024-2025.
Selon Geoffroy De Lagasnerie, ce qui distingue l’amitié de l’amour est une forme de liberté inconditionnelle. Dans un mariage traditionnel, l’amour perçoit le monde extérieur comme une menace pour le couple. « Où est mon partenaire, avec qui est-il et pourquoi rentre-t-il tard ? » Ce sont autant de préoccupations qui minent l’intimité conjugale. L’amitié, en revanche, est tournée vers l’extérieur et aspire à de nouvelles relations, rarement marquées par la jalousie, la possessivité ou la suspicion. Elle nous libère des contraintes du foyer et nous encourage à flâner, à traîner dans les bars jusqu’à l’aube, à la recherche de nouveaux partenaires.
Le trio suggère que l’amitié offre une chance de renouveler nos relations affectives : les maintenir amicales peut parfois les sauver.
Du point de vue politico-sociologique de Geoffroy De Lagasnerie, c’est précisément cette liberté qui fait de l’amitié une sorte de « déclaration d’indépendance face aux institutions sociales et à leurs modèles conventionnels de bonheur ». L’amitié devient ainsi une forme d’anarchisme émotionnel ; elle constitue « un cercle où l’on résiste à l’hostilité du monde social ». Elle rejette l’exclusivité du couple, ainsi que la culture binaire qui sous-tend le monde social. « L’amitié est l’exact opposé de deux. L’amitié commence à trois.» « Si vous adoptez l’amitié comme un mode de vie, vous envisagez votre vie comme une vie de rencontres, centrée sur la rencontre avec l’autre. » Considérant l’amitié comme un mode de vie combiné à la vie familiale, les trois hommes rient et répondent par un « non » retentissant. « Nous trois, nous sommes l’anti-famille. » Comment l’amitié devient-elle un mode de vie authentique ? Leur réponse est la relationnalité. Vivre l’amitié de cette manière implique de reconfigurer notre existence, où nos vies ne tournent plus autour de soi, mais autour de la relation à l’autre. L’amitié devient une transformation collective, où l’individu se transforme en un être fondamentalement relationnel. « Si Édouard s’effondre, moi aussi », illustre Geoffroy De Lagasnerie. Cette nouvelle qualité s’engage dans des pratiques exigeantes et profondément éthiques, telles que la générosité et l’altruisme.
Édouard Louis nous invite à réfléchir au dilemme des déserteurs de classe, et Didier Eribon nous rappelle que ce cheminement est jalonné de ruptures constantes, notamment émotionnelles. Édouard Louis souligne que la question des relations – avec qui vivre, partager un lit ou entretenir une relation – est profondément ancrée dans la politique. La violence du monde social fracture le déserteur non seulement personnellement, mais aussi sociologiquement, même dans ses relations intimes. « Lorsqu’on déserte une classe sociale, ce ne sont pas seulement ses sentiments envers ses origines qui changent ; c’est aussi sa capacité à ressentir qui se transforme. Notre subjectivité se transforme. On devient étranger à son propre environnement, incapable de parler le même langage que ceux avec qui on a grandi.»
Les trois artistes soulignent que l’intimité va bien au-delà de la sexualité et que la relationnalité, profondément politique, a un pouvoir subversif bien plus grand. Geoffroy De Lagasnerie explique : « Lorsque le mariage homosexuel a été légalisé, ce qui inquiétait l’extrême droite française n’était pas la sexualité entre deux hommes à huis clos, mais plutôt l’accès au mariage et les petites marques d’affection qu’ils exprimaient publiquement.»
La littérature a souvent raconté l’histoire de séparations subjectives (déchirures, deuils, trahisons…). J’essaie de parler de séparations objectives, dans un sens quelque peu sociologique.
(Voir Édouard Louis
L’Écrivain, le Jugement et la Quête de Reconnaissance)
Selon nos artistes, un écrivain qui vit d’amitié n’écrit plus par besoin de reconnaissance, mais par besoin de rencontrer les autres. Geoffroy nous l’a déjà dit : l’amitié comme mode de vie est le don de l’indépendance et libère l’écrivain des contraintes littéraires. « Je pense que c’est précisément ainsi que nous pouvons créer, tous les trois, des œuvres qui brouillent les frontières des registres et des genres littéraires.»
Ma chère. Nous écrivons aussi pour être lus. Toute publication ne vise-t-elle pas, au final, la reconnaissance critique ?
Édouard répond avec une honnêteté désarmante : « Beaucoup d’écrivains rêvent de remporter un prix littéraire. Personnellement, je trouve cela dommage. C’est comme soumettre son œuvre à un tribunal dont on ne reconnaît pas la légitimité.» Notre trio vous propose une fois de plus
une figure de l’Ami est utilisée pour remplacer le jury. Alors que les milieux littéraires et universitaires insistent sur le fait que l’objectivité et la véracité du jugement découlent de la distance par rapport à l’œuvre évaluée, le trio souligne que « la vérité exige du sentiment ».
La critique la plus juste et la plus sincère vient d’un Ami qui vous connaît, car les exigences morales de l’amitié reposent sur la véracité. L’avis de l’ami est exigeant mais généreux, car, comme le souligne Didier Eribon, un ami est quelqu’un qui souhaite que l’autre fasse ce qu’il fait, du mieux qu’il peut. Et ils le savent tous deux.
À travers cette amitié, le trio nous invite à repenser et à déconstruire l’image traditionnelle de l’auteur : l’auteur n’est pas une âme torturée qui passe ses soirées seul devant la cheminée, fumant la pipe et portant un pull troué. Être écrivain, c’est errer en ville en quête de ressourcement, partir sur un coup de tête quand c’est nécessaire, engager la conversation avec les clients du bar, rire, sortir, braver le froid pour apporter des croissants chauds chaque matin.
Ce rassemblement d’artistes nous a offert trois voix distinctes, chacune explorant l’amitié sous différents angles : la sociologie, la littérature et la vie personnelle.
Didier Eribon nous rappelle que « Sartre et Beauvoir ne sont pas que Sartre et Beauvoir ». Il y avait aussi Madeleine Gobeil-Noël, Claude Lanzmann, Camus pendant un temps, et d’autres. Les grands créateurs n’ont pas travaillé seuls. Les couples d’artistes et de littéraires qui ont marqué leur discipline ne peuvent être isolés de la constellation de penseurs qui gravitaient autour d’eux et inspiraient leur œuvre.
C’est peut-être là tout l’enjeu de l’amitié : cette tendresse palpable ressentie par le public lorsque la voix de Geoffroy s’enroue et se réfugie dans le sourire d’Édouard Louis. Édouard, en ami, dit : « Cette anecdote fait toujours pleurer Geoffroy, alors je vais la terminer pour lui.» C’est aussi Didier qui pose la main sur l’épaule de Geoffroy, un geste qui semble dire : « Je suis là » plutôt que « Ressaisis-toi ». Ou le moment où Didier commence sa lecture et qu’Édouard traverse la scène pour ajuster son micro, puis se tourne vers nous, intrigué et souriant : « Je le lui avais promis. »
C’est dans ces scènes avec 1 800 témoins silencieux (le public) que nous pouvons pleinement saisir la profondeur de l’intimité entre nos artistes invités et la réalité de cette amitié comme mode de vie. J’aimerais dire que j’ai toujours rêvé de telles rencontres en Pologne, de l’autre côté de la frontière. Je tiens à souligner que nous pourrions ainsi ressentir l’atmosphère unique de tout trio et, comme nos artistes, nous entrerions dans l’impressionnante salle Henry Le Bœuf pour rencontrer Geoffroy De Lagasnerie, Didier Eribon et Édouard Louis. Cependant, nous en ressortirions en connaissant Geoffroy, Didier et Édouard. Le « trio royal de la littérature française contemporaine » nous captiverait véritablement, nous offrant une conversation inhabituellement informelle, profondément intime et sincère, malgré les applaudissements incessants qui les accueillent sur scène.
_____
Stanisław Barszczak, Literatur und Gesellschaft
Erinnern wir uns heute an die Begegnungen dreier französischer Freunde: De Lagasnerie, Eribon und Louis, denn Freundschaft beginnt mit dreien. Wie wird aus Freundschaft eine Freundschaft? Für Geoffroy De Lagasnerie, Didier Eribon und Édouard Louis ist Freundschaft nicht nur eine Redewendung, und der französischen Sprache fehlt ein Adjektiv, um jemanden zu beschreiben, der befreundet ist. „Wer bin ich? Bin ich ‚ami-reux‘ (*in Freundschaft) mit Édouard Louis?“, scherzt Geoffroy De Lagasnerie vor der voll besetzten Henry Le Boeuf Hall und erinnert sich an das schicksalhafte Treffen, das ihre Saison 2024/2025 einläutete.
Laut Geoffroy De Lagasnerie unterscheidet sich Freundschaft von Liebe durch eine Form bedingungsloser Freiheit. In einer traditionellen Ehe nimmt die Liebe die Außenwelt als Bedrohung für das Paar wahr. „Wo ist mein Partner, mit wem ist er zusammen und warum kommt er spät nach Hause?“ All diese Sorgen belasten die eheliche Intimität. Freundschaft hingegen ist nach außen gerichtet und sehnt sich nach neuen Beziehungen, selten mit Eifersucht, Besitzgier oder Misstrauen. Freundschaft befreit uns von den Zwängen des Zuhauses und ermutigt uns, zu faulenzen, bis zum Morgengrauen in Bars abzuhängen und nach neuen Partnern zu suchen.
Das Trio schlägt vor, dass Freundschaft eine Chance bietet, unsere emotionalen Beziehungen zu erneuern: Sie freundschaftlich zu halten, kann sie manchmal retten.
Aus der politischen und soziologischen Perspektive von Geoffroy De Lagasnerie ist es genau diese Freiheit, die Freundschaft zu einer Art „Unabhängigkeitserklärung als Reaktion auf gesellschaftliche Institutionen und ihre konventionellen Glücksmodelle“ macht. Freundschaft wird so zu einer Art emotionalem Anarchismus; sie bildet „einen Kreis, in dem wir uns der Feindseligkeit der sozialen Welt widersetzen“. Sie lehnt die Exklusivität des Paares ab, ebenso wie die Kultur der Binärität, die der sozialen Welt zugrunde liegt. „Freundschaft ist das genaue Gegenteil von zwei. Freundschaft beginnt mit drei.“
„Wenn man Freundschaft als Lebensform betrachtet, betrachtet man sein Leben als ein Leben voller Begegnungen, das sich um die Begegnung mit dem anderen dreht.“ Die drei lachen und antworten mit einem klaren „Nein“, wenn sie Freundschaft als Lebensform in Verbindung mit Familienleben betrachten. „Wir drei sind die Anti-Familie.“ Wie wird Freundschaft zu einer authentischen Lebensform? Die Antwort der drei lautet: Relationalität. Freundschaft auf diese Weise zu erleben bedeutet, unsere Existenz neu zu gestalten, in der sich unser Leben nicht mehr um das Selbst, sondern um die Beziehung zum anderen dreht. Freundschaft wird zu einer kollektiven Transformation, in der sich der Einzelne in ein grundlegend relationales Wesen verwandelt. „Wenn Édouard zusammenbricht, tue ich es auch“, veranschaulicht Geoffroy De Lagasnerie. Diese neue Qualität drückt sich in anspruchsvollen und zutiefst ethischen Praktiken aus, wie Großzügigkeit und Für-andere-Dasein.
Édouard Louis lädt uns ein, über das Dilemma von Klassendeserteuren nachzudenken, und Didier Eribon erinnert uns daran, dass dieser Weg von ständigen Brüchen, auch emotionalen, geprägt ist. Édouard Louis weist darauf hin, dass die Frage nach Beziehungen – mit wem man zusammenlebt, das Bett teilt oder eine Beziehung hat – tief in der Politik verwurzelt ist. Die Gewalt der sozialen Welt zerbricht den Deserteur nicht nur persönlich, sondern auch soziologisch, selbst in intimen Beziehungen. „Wenn man zum Klassendeserteur wird, verändern sich nicht nur die Gefühle gegenüber der eigenen Herkunft; auch die eigene Fähigkeit zu fühlen verändert sich. Unsere Subjektivität verändert sich. Man wird zu einem Fremden in seiner eigenen Umgebung und kann nicht mehr dieselbe Sprache sprechen wie die Menschen, mit denen man aufgewachsen ist.“
Die drei Künstler betonen, dass Intimität weit über Sexualität hinausgeht und dass Relationalität – zutiefst politisch – eine weitaus größere subversive Kraft besitzt. Geoffroy De Lagasnerie erklärt: „Als die gleichgeschlechtliche Ehe legalisiert wurde, beunruhigte die französische extreme Rechte nicht die Sexualität zwischen zwei Männern hinter verschlossenen Türen, sondern vielmehr der Zugang zur Ehe und die kleinen Liebesbekundungen, die sie öffentlich zum Ausdruck brachten.“
„Die Literatur hat oft die Geschichte subjektiver Trennungen erzählt (Liebeskummer, Trauer, Verrat …). Ich versuche, von objektiven Trennungen zu sprechen, in einem etwas soziologischen Sinne.“
(Siehe Édouard Louis
Der Schriftsteller, das Urteil und die Suche nach Anerkennung)
Laut unseren Künstlern schreibt ein Schriftsteller, der von Freundschaft lebt, nicht mehr aus dem Bedürfnis nach Anerkennung, sondern aus dem Bedürfnis, andere zu treffen. Geoffroy sagte uns bereits: Freundschaft als Lebensform ist das Geschenk der Unabhängigkeit und befreit den Schriftsteller von literarischen Zwängen. „Ich denke, genau so können wir drei Werke schaffen, die die Grenzen literarischer Register und Genres verwischen.“
Meine Liebe. Wir schreiben auch, um gelesen zu werden. Strebt nicht jede Publikation letztlich nach kritischer Anerkennung? Édouard antwortet mit entwaffnender Ehrlichkeit: „Viele Schriftsteller träumen davon, einen Literaturpreis zu gewinnen. Ich persönlich finde das schade. Es ist, als würde man seine Arbeit einem Gericht vorlegen, dessen Legitimität man nicht anerkennt.“ Unser Trio schlägt erneut eine Figur des Freundes ersetzt die Jury. Während die literarische und akademische Gemeinschaft darauf beharrt, dass Objektivität und Wahrhaftigkeit des Urteils aus der Distanz zum bewerteten Werk resultieren, betont das Trio, dass „Wahrheit Gefühl erfordert“.
Die fairste und wahrhaftigste Kritik kommt von einem Freund, der einen kennt, denn die moralischen Anforderungen der Freundschaft drehen sich um Wahrhaftigkeit. Die Meinung des Freundes ist anspruchsvoll, aber großzügig, denn, wie Didier Eribon bemerkt, ist ein Freund jemand, der möchte, dass der andere das, was er tut, nach bestem Wissen und Gewissen tut. Und beide wissen das.
Durch diese Freundschaft lädt uns das Trio ein, das traditionelle Bild des Autors zu überdenken und zu dekonstruieren: Der Autor ist keine gequälte Seele, die Abende allein vor dem Kamin verbringt, Pfeife raucht und einen löchrigen Pullover trägt. Schriftsteller zu sein bedeutet, auf der Suche nach Erneuerung durch die Stadt zu ziehen, spontan aufzubrechen, wenn nötig, Gespräche mit den Leuten in den Bars zu führen, zu lachen, auszugehen und der Kälte zu trotzen, um sich jeden Morgen warme Croissants zu holen.
Diese Künstlerversammlung bot uns drei unterschiedliche Stimmen, die Freundschaft aus einer Kombination verschiedener Perspektiven erkundeten: Soziologie, Literatur und Privatleben.
Didier Eribon erinnert uns daran, dass „Sartre und Beauvoir nicht nur Sartre und Beauvoir sind“. Da waren auch Madeleine Gobeil-Noël, Claude Lanzmann, zeitweise Camus und andere. Große Schöpfer arbeiteten nicht allein. Die Künstler- und Literaturpaare, die ihre Disziplin prägten, können nicht von der Konstellation der Denker isoliert werden, die sie umgaben und ihr Werk inspirierten.
Vielleicht ist es genau das, was Freundschaft ausmacht: die spürbare Zärtlichkeit, die das Publikum spürt, wenn Geoffroys Stimme heiser wird und in Édouard Louis’ Lächeln Zuflucht sucht. Édouard, ein Freund, sagt: „Diese Anekdote rührt Geoffroy immer zu Tränen, deshalb werde ich sie für ihn zu Ende erzählen.“ Es ist auch Didier, der Geoffroy die Hand auf die Schulter legt – eine Geste, die eher „Ich bin da“ als „Reiß dich zusammen“ zu sagen scheint. Oder der Moment, als Didier zu lesen beginnt und Édouard die Bühne überquert, um sein Mikrofon einzustellen, und sich dann fasziniert und lächelnd zu uns umdreht: „Ich habe es ihm versprochen.“
In diesen Szenen mit 1.800 stummen Zeugen (dem Publikum) können wir die tiefe Vertrautheit zwischen unseren Künstlergästen und die Realität dieser Freundschaft als Lebensform voll und ganz verstehen. Ich möchte sagen, dass ich immer von solchen Treffen in Polen, jenseits der Grenze, geträumt habe. Ich möchte betonen, dass wir auf diese Weise die einzigartige Atmosphäre eines jeden Trios erleben könnten, und wie unsere Künstler würden wir den beeindruckenden Henry-Le-Boeuf-Saal betreten, um Geoffroy De Lagasnerie, Didier Eribon und Édouard Louis zu treffen. Wir würden ihn jedoch mit Geoffroy, Didier und Édouard verlassen. Das „königliche Trio der zeitgenössischen französischen Literatur“ würde uns wahrlich fesseln und uns trotz des endlosen Applauses, der sie auf der Bühne begrüßte, ein ungewöhnlich informelles, zutiefst intimes und herzliches Gespräch bieten.
_____
Stanisław Barszczak, Literatura y Sociedad
Hoy recordemos el encuentro de tres amigos franceses: De Lagasnerie, Eribon y Louis, porque la amistad empieza con tres. ¿Cómo se pasa de la amistad a la amistad? Para Geoffroy De Lagasnerie, Didier Eribon y Édouard Louis, no es solo una figura retórica, y el francés carece de un adjetivo para describir a alguien que es amigo. „¿Quién soy? ¿Soy ‚ami-reux’ (*amistad) con Édouard Louis?”, bromea Geoffroy De Lagasnerie ante una abarrotada Sala Henry Le Boeuf, recordando el trascendental encuentro que dio inicio a su temporada 2024-2025.
Según Geoffroy De Lagasnerie, lo que distingue la amistad del amor es una forma de libertad incondicional. En un matrimonio tradicional, el amor percibe el mundo exterior como una amenaza para la pareja. „¿Dónde está mi pareja, con quién está y por qué llega tarde a casa?” Todas estas son preocupaciones que plagan la intimidad marital. La amistad, en cambio, se abre al exterior y anhela nuevas relaciones, rara vez implica celos, posesividad o sospecha. La amistad nos libera de las ataduras del hogar y nos anima a holgazanear, a pasar el rato en bares hasta el amanecer, buscando nuevas parejas.
El trío sugiere que la amistad ofrece una oportunidad para renovar nuestras relaciones emocionales: mantenerlas amistosas a veces puede salvarlas.
Desde la perspectiva política y sociológica de Geoffroy De Lagasnerie, es precisamente esta libertad la que convierte la amistad en una especie de «declaración de independencia en respuesta a las instituciones sociales y sus modelos convencionales de felicidad». La amistad se convierte así en una especie de anarquismo emocional; constituye «un círculo en el que resistimos la hostilidad del mundo social». Rechaza la exclusividad de la pareja, junto con la cultura binaria que subyace en el mundo social. «La amistad es exactamente lo opuesto a dos. La amistad comienza con tres».
Si abrazas la amistad como forma de vida, concibes tu vida como una vida de encuentros que gira en torno al encuentro con el otro. Al considerar la amistad como una forma de vida combinada con la vida familiar, los tres ríen y responden con un rotundo „no”. „Nosotros tres somos la antifamilia”. ¿Cómo se convierte la amistad en una auténtica forma de vida? La respuesta de los tres es la relacionalidad. Experimentar la amistad de esta manera significa reconfigurar nuestra existencia, en la que nuestras vidas ya no giran en torno al yo, sino a la relación con el otro. La amistad se convierte en una transformación colectiva, en la que el individuo se transforma en un ser fundamentalmente relacional. „Si Édouard se derrumba, yo también”, ilustra Geoffroy De Lagasnerie. Esta nueva cualidad implica prácticas exigentes y profundamente éticas, como la generosidad y la disposición a ayudar a los demás.
Édouard Louis nos invita a reflexionar sobre el dilema al que se enfrentan los desertores de clase, y Didier Eribon nos recuerda que este camino está marcado por constantes rupturas, incluidas las emocionales. Édouard Louis señala que la cuestión de las relaciones —con quién se vive, con quién se comparte la cama o con quién se tiene una relación— está profundamente arraigada en la política. La violencia del mundo social fractura al desertor no solo a nivel personal, sino también sociológico, incluso en las relaciones íntimas. «Cuando te conviertes en un desertor de clase, no solo cambian tus sentimientos sobre tus orígenes; tu capacidad de sentir se transforma. Nuestra subjetividad cambia. Te conviertes en un extraño en tu propio entorno, incapaz de hablar el mismo idioma que aquellos con quienes creciste».
Los tres artistas enfatizan que la intimidad va mucho más allá de la sexualidad, y que la relacionalidad —profundamente política— tiene un poder subversivo mucho mayor. Geoffroy De Lagasnerie explica: «Cuando se legalizó el matrimonio entre personas del mismo sexo, lo que preocupaba a la extrema derecha francesa no era la sexualidad entre dos hombres a puerta cerrada, sino más bien el acceso al matrimonio y las pequeñas expresiones de afecto que expresaban públicamente». La literatura ha narrado a menudo la historia de separaciones subjetivas (desamor, duelo, traiciones…). Intento hablar de separaciones objetivas, en un sentido un tanto sociológico.
(Véase Édouard Louis
El escritor, el juicio y la búsqueda de reconocimiento)
Según nuestros artistas, un escritor que vive de la amistad ya no escribe por necesidad de reconocimiento, sino por necesidad de conocer a otros. Geoffroy ya nos lo dijo: la amistad como forma de vida es el don de la independencia y libera al escritor de las ataduras literarias. «Creo que así es precisamente como los tres podemos crear obras que difuminan los límites de los registros y géneros literarios».
Querida. También escribimos para ser leídos. ¿Acaso toda publicación no aspira, en última instancia, a la aclamación de la crítica?
Édouard responde con una honestidad desarmante: «Muchos escritores sueñan con ganar un premio literario. Personalmente, creo que es una pena. Es como presentar tu obra ante un tribunal cuya legitimidad desconoces». Nuestro trío vuelve a proponer una figura del Amigo se utiliza para sustituir al jurado. Mientras que las comunidades literaria y académica insisten en que la objetividad y la veracidad del juicio se basan en la distancia con respecto a la obra evaluada, el trío enfatiza que «la verdad requiere sentimiento».
La crítica más justa y sincera proviene de un Amigo que te conoce, porque las exigencias morales de la amistad giran en torno a la veracidad. La opinión del amigo es exigente pero generosa, porque, como señala Didier Eribon, un amigo es alguien que desea que la otra persona haga lo que él hace, lo mejor que pueda. Y ambos lo saben.
A través de esta amistad, el trío nos invita a repensar y deconstruir la imagen tradicional del autor: el autor no es un alma torturada que pasa las tardes solo frente a la chimenea, fumando en pipa y con un suéter lleno de agujeros. Ser escritor significa vagar por la ciudad en busca de renovación, salir por capricho cuando es necesario, entablar conversaciones con los clientes del bar, reír, salir, desafiar el frío para llevar croissants calientes cada mañana.
Este encuentro de artistas nos ofreció tres voces distintas, cada una explorando la amistad desde una combinación de perspectivas: sociología, literatura y vida personal.
Didier Eribon nos recuerda que «Sartre y Beauvoir no son solo Sartre y Beauvoir». También estuvieron Madeleine Gobeil-Noël, Claude Lanzmann, durante un tiempo Camus, y otros. Los grandes creadores no trabajaron solos. Las parejas artísticas y literarias que dejaron huella en su disciplina no pueden aislarse de la constelación de pensadores que giraron en torno a ellas e inspiraron su obra.
Quizás esto sea la amistad: la ternura palpable que siente el público cuando la voz de Geoffroy se vuelve ronca y busca refugio en la sonrisa de Édouard Louis. Édouard, como amigo, dice: «Esta anécdota siempre hace llorar a Geoffroy, así que la terminaré por él». También es Didier quien pone la mano en el hombro de Geoffroy, un gesto que parece decir „Estoy aquí”, en lugar de „Tranquilízate”. O el momento en que Didier empieza a leer y Édouard cruza el escenario para ajustar su micrófono, y luego se vuelve hacia nosotros, intrigado y sonriente, „Le prometí que lo haría”.
Es en estas escenas con 1800 testigos silenciosos (el público) que podemos comprender plenamente la profunda intimidad entre nuestros artistas invitados y la realidad de esta amistad como forma de vida. Me gustaría decir que siempre he soñado con encuentros como este en Polonia, al otro lado de la frontera. Me gustaría señalar que de esta manera podríamos experimentar la atmósfera única de cualquier trío y, al igual que nuestros artistas, entraríamos en la impresionante sala Henry Le Boeuf para encontrarnos con Geoffroy De Lagasnerie, Didier Eribon y Édouard Louis. Sin embargo, nos iríamos sabiendo quiénes eran Geoffroy, Didier y Édouard. El „trío real de la literatura francesa contemporánea” realmente nos cautivaría, ofreciéndonos una conversación inusualmente informal, profundamente íntima y sentida, a pesar de los interminables aplausos con que los recibieron en el escenario.
_____
Stanisław Barszczak, Λογοτεχνία και Κοινωνία
Σήμερα, ας θυμηθούμε τις συναντήσεις τριών Γάλλων φίλων: του De Lagasnerie, του Eribon και του Louis, επειδή η φιλία ξεκινά με τρεις. Πώς μεταβαίνετε από τη φιλία στο να είστε φίλοι; Για τους Geoffroy De Lagasnerie, Didier Eribon και Édouard Louis, δεν είναι απλώς ένα σχήμα λόγου, και η γαλλική γλώσσα δεν διαθέτει επίθετο για να περιγράψει κάποιον που είναι φίλος. «Ποιος είμαι; Είμαι ‚ami-reux’ (*σε φιλία) με τον Édouard Louis;» αστειεύεται ο Geoffroy De Lagasnerie μπροστά σε μια κατάμεστη αίθουσα Henry Le Boeuf, θυμούμενος τη μοιραία συνάντηση που ξεκίνησε τη σεζόν 2024-2025.
Σύμφωνα με τον Geoffroy De Lagasnerie, αυτό που διακρίνει τη φιλία από την αγάπη είναι μια μορφή άνευ όρων ελευθερίας. Σε έναν παραδοσιακό γάμο, η αγάπη αντιλαμβάνεται τον έξω κόσμο ως απειλή για το ζευγάρι. «Πού είναι ο σύντροφός μου, με ποιον είναι και γιατί γυρίζει αργά στο σπίτι;» Αυτές είναι όλες ανησυχίες που βασανίζουν την συζυγική οικειότητα. Η φιλία, από την άλλη πλευρά, είναι εξωστρεφής και λαχταρά νέες σχέσεις, σπάνια εμπλέκοντας ζήλια, κτητικότητα ή καχυποψία. Η φιλία μας απελευθερώνει από τους περιορισμούς του σπιτιού και μας ενθαρρύνει να χαλαρώνουμε, να χαλαρώνουμε σε μπαρ μέχρι το ξημέρωμα, αναζητώντας νέους συντρόφους.
Το τρίο υποστηρίζει ότι η φιλία προσφέρει μια ευκαιρία να ανανεώσουμε τις συναισθηματικές μας σχέσεις: το να τις διατηρούμε φιλικές μπορεί μερικές φορές να τις σώσει.
Από την πολιτική και κοινωνιολογική οπτική γωνία του Geoffroy De Lagasnerie, ακριβώς αυτή η ελευθερία καθιστά τη φιλία ένα είδος «διακήρυξης ανεξαρτησίας σε απάντηση στους κοινωνικούς θεσμούς και τα συμβατικά τους μοντέλα ευτυχίας». Η φιλία γίνεται έτσι ένα είδος συναισθηματικού αναρχισμού. Συνιστά «έναν κύκλο στον οποίο αντιστεκόμαστε στην εχθρότητα του κοινωνικού κόσμου». Απορρίπτει την αποκλειστικότητα του ζευγαριού, μαζί με την κουλτούρα του δυαδικού συστήματος που αποτελεί τη βάση του κοινωνικού κόσμου. «Η φιλία είναι το ακριβώς αντίθετο του δύο. Η φιλία ξεκινά με τρία».
«Αν αγκαλιάσεις τη φιλία ως τρόπο ζωής, σκέφτεσαι τη ζωή σου ως μια ζωή συναντήσεων που περιστρέφεται γύρω από τη συνάντηση με τον άλλον». Θεωρώντας τη φιλία ως τρόπο ζωής σε συνδυασμό με την οικογενειακή ζωή, οι τρεις γελούν και απαντούν με ένα ηχηρό «όχι». «Εμείς οι τρεις είμαστε οι αντι-οικογενειακοί». Πώς γίνεται η φιλία ένας αυθεντικός τρόπος ζωής; Η απάντηση των τριών είναι η σχεσιακή ζωή. Το να βιώνουμε τη φιλία με αυτόν τον τρόπο σημαίνει αναδιαμόρφωση της ύπαρξής μας, στην οποία η ζωή μας δεν περιστρέφεται πλέον γύρω από τον Εαυτό, αλλά γύρω από τη σχέση με τον άλλον. Η φιλία γίνεται ένας συλλογικός μετασχηματισμός, στον οποίο το άτομο μεταμορφώνεται σε ένα θεμελιωδώς σχεσιακό ον. «Αν ο Εντουάρ καταρρεύσει, καταρρέω κι εγώ», εξηγεί ο Ζοφρουά Ντε Λαγκασνερί. Αυτή η νέα ποιότητα εμπλέκεται σε απαιτητικές και βαθιά ηθικές πρακτικές, όπως η γενναιοδωρία και η παροχή βοήθειας στους άλλους.
Ο Εντουάρ Λουί μας προσκαλεί να αναλογιστούμε το δίλημμα που αντιμετωπίζουν οι λιποτάκτες της τάξης, και ο Ντιντιέ Εριμπόν μας υπενθυμίζει ότι αυτό το ταξίδι χαρακτηρίζεται από συνεχείς ρήξεις, συμπεριλαμβανομένων και των συναισθηματικών. Ο Εντουάρ Λουί επισημαίνει ότι το ζήτημα των σχέσεων – με ποιον ζει κανείς, με ποιον μοιράζεται το κρεβάτι ή με ποιον έχει σχέση – είναι βαθιά ριζωμένο στην πολιτική. Η βία του κοινωνικού κόσμου διασπά τον λιποτάκτη όχι μόνο προσωπικά αλλά και κοινωνιολογικά, ακόμη και σε στενές σχέσεις. «Όταν γίνεσαι λιποτάκτης της τάξης, όχι μόνο τα συναισθήματά σου για την καταγωγή σου αλλάζουν. Η ικανότητά σου να νιώθεις μεταμορφώνεται. Η υποκειμενικότητά μας αλλάζει. Γίνεσαι ξένος στο δικό σου περιβάλλον, ανίκανος να μιλήσεις την ίδια γλώσσα με εκείνους με τους οποίους μεγάλωσες».
Οι τρεις καλλιτέχνες τονίζουν ότι η οικειότητα υπερβαίνει κατά πολύ τη σεξουαλικότητα και ότι η σχεσιακή σχέση -βαθιά πολιτική- έχει πολύ μεγαλύτερη ανατρεπτική δύναμη. Ο Geoffroy De Lagasnerie εξηγεί: «Όταν νομιμοποιήθηκε ο γάμος ομοφυλοφίλων, αυτό που ανησυχούσε τη γαλλική ακροδεξιά δεν ήταν η σεξουαλικότητα μεταξύ δύο ανδρών πίσω από κλειστές πόρτες, αλλά μάλλον η πρόσβαση στον γάμο και οι μικρές εκφράσεις στοργής που εξέφραζαν δημόσια».
«Η λογοτεχνία έχει συχνά αφηγηθεί την ιστορία υποκειμενικών χωρισμών (θλίψη, πένθος, προδοσίες…). Προσπαθώ να μιλήσω για αντικειμενικούς χωρισμούς, με μια κάπως κοινωνιολογική έννοια». (Βλέπε, Édouard Louis
Ο Συγγραφέας, η Κρίση και η Αναζήτηση της Αναγνώρισης)
Σύμφωνα με τους καλλιτέχνες μας, ένας συγγραφέας που ζει με τη φιλία δεν γράφει πλέον από ανάγκη για αναγνώριση, αλλά από ανάγκη να γνωρίσει άλλους. Ο Geoffroy μας έχει ήδη πει: η φιλία ως τρόπος ζωής είναι το δώρο της ανεξαρτησίας και απελευθερώνει τον συγγραφέα από τους λογοτεχνικούς περιορισμούς. «Νομίζω ότι ακριβώς έτσι μπορούμε οι τρεις μας να δημιουργήσουμε έργα που θολώνουν τα όρια των λογοτεχνικών μητρώων και ειδών».
Αγαπημένοι μου. Γράφουμε επίσης για να μας διαβάσουν. Δεν επιδιώκει τελικά κάθε έκδοση την κριτική αναγνώριση;
Ο Édouard απαντά με αφοπλιστική ειλικρίνεια: «Πολλοί συγγραφείς ονειρεύονται να κερδίσουν ένα λογοτεχνικό βραβείο. Προσωπικά, νομίζω ότι είναι κρίμα. Είναι σαν να υποβάλλεις το έργο σου σε ένα δικαστήριο του οποίου τη νομιμότητα δεν αναγνωρίζεις». Το τρίο μας προτείνει για άλλη μια φορά ένα μορφή του Φίλου χρησιμοποιείται για να αντικαταστήσει την κριτική επιτροπή. Ενώ οι λογοτεχνικές και ακαδημαϊκές κοινότητες επιμένουν ότι η αντικειμενικότητα και η ειλικρίνεια της κρίσης πηγάζουν από την απόσταση από το έργο που αξιολογείται, η τριάδα τονίζει ότι «η αλήθεια απαιτεί συναίσθημα».
Η πιο δίκαιη και αληθινή κριτική προέρχεται από έναν Φίλο που σε γνωρίζει, επειδή οι ηθικές απαιτήσεις της φιλίας περιστρέφονται γύρω από την ειλικρίνεια. Η γνώμη του φίλου είναι απαιτητική αλλά γενναιόδωρη, επειδή, όπως σημειώνει ο Ντιντιέ Εριμπόν, φίλος είναι κάποιος που θέλει ο άλλος να κάνει αυτό που κάνει, στο μέγιστο των δυνατοτήτων του. Και το γνωρίζουν και οι δύο.
Μέσα από αυτή τη φιλία, η τριάδα μας προσκαλεί να ξανασκεφτούμε και να αποδομήσουμε την παραδοσιακή εικόνα του συγγραφέα: ο συγγραφέας δεν είναι μια βασανισμένη ψυχή που περνάει τα βράδια μόνη μπροστά στο τζάκι, καπνίζοντας μια πίπα και φορώντας ένα πουλόβερ γεμάτο τρύπες. Το να είσαι συγγραφέας σημαίνει να περιπλανιέσαι στην πόλη αναζητώντας ανανέωση, να φεύγεις απότομα όταν χρειάζεται, να ξεκινάς συζητήσεις με τους ντόπιους μπάρμαν, να γελάς, να βγαίνεις έξω, να αψηφάς το κρύο για να φέρνεις ζεστά κρουασάν κάθε πρωί.
Αυτή η συγκέντρωση καλλιτεχνών μας προσέφερε τρεις ξεχωριστές φωνές, καθεμία από τις οποίες εξερευνά τη φιλία από έναν συνδυασμό προοπτικών: κοινωνιολογία, λογοτεχνία και προσωπική ζωή.
Ο Ντιντιέ Εριμπόν μας υπενθυμίζει ότι «ο Σαρτρ και η Μπωβουάρ δεν είναι απλώς Σαρτρ και Μπωβουάρ». Υπήρχαν επίσης η Μαντλέν Γκομπέιγ-Νοέλ, ο Κλοντ Λανζμάν, για ένα διάστημα ο Καμύ και άλλοι. Οι μεγάλοι δημιουργοί δεν εργάστηκαν μόνοι τους. Τα καλλιτεχνικά και λογοτεχνικά ζευγάρια που άφησαν το στίγμα τους στον κλάδο τους δεν μπορούν να απομονωθούν από τον αστερισμό των στοχαστών που περιστρέφονταν γύρω τους και ενέπνευσαν το έργο τους.
Αυτό ίσως είναι το νόημα της φιλίας: η απτή τρυφερότητα που νιώθει το κοινό καθώς η φωνή του Ζεφρουά βραχνιάζει και αναζητά καταφύγιο στο χαμόγελο του Εντουάρ Λουί. Ο Εντουάρ, όντας φίλος, λέει: «Αυτή η ιστορία πάντα κάνει τον Ζεφρουά να κλαίει, οπότε θα την τελειώσω γι’ αυτόν». Είναι επίσης ο Ντιντιέ που βάζει το χέρι του στον ώμο του Ζεφρουά, μια χειρονομία που μοιάζει να λέει, «Είμαι εδώ», αντί να «πιάσε μια λαβή». Ή τη στιγμή που ο Ντιντιέ αρχίζει να διαβάζει και ο Εντουάρ διασχίζει τη σκηνή για να ρυθμίσει το μικρόφωνό του, και μετά γυρίζει προς το μέρος μας, ενθουσιασμένος και χαμογελαστός, «Του το υποσχέθηκα ότι θα το κάνω».
Σε αυτές τις σκηνές με τους 1.800 σιωπηλούς μάρτυρες (το κοινό) μπορούμε να κατανοήσουμε πλήρως το βάθος της οικειότητας μεταξύ των καλλιτεχνών-καλεσμένων μας και την πραγματικότητα αυτής της φιλίας ως τρόπου ζωής. Θα ήθελα να πω ότι πάντα ονειρευόμουν τέτοιες συναντήσεις στην Πολωνία, πέρα από τα σύνορα. Θα ήθελα να επισημάνω ότι με αυτόν τον τρόπο θα μπορούσαμε να βιώσουμε τη μοναδική ατμόσφαιρα οποιουδήποτε τρίο και, όπως οι καλλιτέχνες μας, θα μπαίναμε στην εντυπωσιακή αίθουσα Henry Le Boeuf για να συναντήσουμε τους Geoffroy De Lagasnerie, Didier Eribon και Édouard Louis. Ωστόσο, θα φεύγαμε γνωρίζοντας τους Geoffroy, Didier και Édouard. Το «βασιλικό τρίο της σύγχρονης γαλλικής λογοτεχνίας» θα μας γοήτευε πραγματικά, προσφέροντάς μας μια ασυνήθιστα άτυπη, βαθιά οικεία και εγκάρδια συζήτηση, παρά τα ατελείωτα χειροκροτήματα που τους υποδέχονταν στη σκηνή.
_____
Stanisław Barszczak, Literatura e Sociedade
Hoje, vamos relembrar os encontros de três amigos franceses: De Lagasnerie, Eribon e Louis, porque a amizade começa com três. Como se passa da amizade para a amizade? Para Geoffroy De Lagasnerie, Didier Eribon e Édouard Louis, não é apenas uma figura de linguagem, e a língua francesa carece de um adjetivo para descrever alguém que é amigo. „Quem sou eu? Sou ‚ami-reux’ (*amigo) de Édouard Louis?”, brinca Geoffroy De Lagasnerie diante do lotado Henry Le Boeuf Hall, relembrando o fatídico encontro que deu início à temporada 2024-2025.
De acordo com Geoffroy De Lagasnerie, o que distingue a amizade do amor é uma forma de liberdade incondicional. Em um casamento tradicional, o amor percebe o mundo exterior como uma ameaça ao casal. „Onde está meu parceiro, com quem ele está e por que ele chega tarde em casa?” Todas essas são preocupações que assolam a intimidade conjugal. A amizade, por outro lado, é voltada para o exterior e anseia por novos relacionamentos, raramente envolvendo ciúme, possessividade ou desconfiança. A amizade nos liberta das restrições do lar e nos encoraja a preguiçar, frequentando bares até o amanhecer, em busca de novos parceiros.
O trio sugere que a amizade oferece uma chance de renovar nossos relacionamentos emocionais: mantê-los amigáveis às vezes pode salvá-los.
Da perspectiva política e sociológica de Geoffroy De Lagasnerie, é precisamente essa liberdade que torna a amizade uma espécie de „declaração de independência em resposta às instituições sociais e seus modelos convencionais de felicidade”. A amizade torna-se, assim, uma espécie de anarquismo emocional; constitui „um círculo no qual resistimos à hostilidade do mundo social”. Ela rejeita a exclusividade do casal, juntamente com a cultura binária que subjaz ao mundo social. „A amizade é exatamente o oposto de dois. A amizade começa com três.”
“Se você abraça a amizade como um modo de vida, você pensa na sua vida como uma vida de encontros que gira em torno do encontro com o outro.” Considerando a amizade como um modo de vida combinado com a vida familiar, os três riem e respondem com um sonoro “não”. “Nós três somos a antifamília.” Como a amizade se torna um modo de vida autêntico? A resposta dos três é a relacionalidade. Vivenciar a amizade dessa forma significa reconfigurar nossa existência, na qual nossas vidas não giram mais em torno do Eu, mas em torno da relação com o outro. A amizade se torna uma transformação coletiva, na qual o indivíduo se transforma em um ser fundamentalmente relacional. “Se Édouard se desintegra, eu também me desintegro”, ilustra Geoffroy De Lagasnerie. Essa nova qualidade está engajada em práticas exigentes e profundamente éticas, como a generosidade e a disponibilidade para os outros.
Édouard Louis nos convida a refletir sobre o dilema enfrentado pelos desertores de classe, e Didier Eribon nos lembra que essa jornada é marcada por rupturas constantes, inclusive emocionais. Édouard Louis ressalta que a questão dos relacionamentos — com quem se vive, com quem se divide a cama ou com quem se tem um relacionamento — está profundamente enraizada na política. A violência do mundo social fratura o desertor não apenas pessoalmente, mas também sociologicamente, mesmo em relacionamentos íntimos. „Quando você se torna um desertor de classe, não apenas seus sentimentos sobre suas origens mudam; sua capacidade de sentir se transforma. Nossa subjetividade muda. Você se torna um estranho em seu próprio ambiente, incapaz de falar a mesma língua daqueles com quem cresceu.”
Os três artistas enfatizam que a intimidade vai muito além da sexualidade e que a relacionalidade — profundamente política — tem um poder subversivo muito maior. Geoffroy De Lagasnerie explica: „Quando o casamento entre pessoas do mesmo sexo foi legalizado, o que preocupava a extrema direita francesa não era a sexualidade entre dois homens a portas fechadas, mas sim o acesso ao casamento e as pequenas expressões de afeto que eles expressavam publicamente.”
„A literatura frequentemente conta a história de separações subjetivas (desgostos, luto, traições…). Tento falar de separações objetivas, num sentido um tanto sociológico.”
(Veja, Édouard Louis
O Escritor, o Julgamento e a Busca por Reconhecimento)
Segundo nossos artistas, um escritor que vive da amizade não escreve mais por necessidade de reconhecimento, mas por necessidade de conhecer outras pessoas. Geoffroy já nos dizia: a amizade como modo de vida é o dom da independência e liberta o escritor das restrições literárias. „Acho que é exatamente assim que nós três podemos criar obras que borram as fronteiras dos registros e gêneros literários.”
Minha querida. Também escrevemos para ser lidos. Toda publicação não busca, em última análise, a aclamação da crítica?
Édouard responde com uma honestidade desarmante: „Muitos escritores sonham em ganhar um prêmio literário. Pessoalmente, acho uma pena. É como submeter seu trabalho a um tribunal cuja legitimidade você não reconhece.” Nosso trio mais uma vez propõe uma figura do Amigo é usada para substituir o júri. Enquanto as comunidades literária e acadêmica insistem que a objetividade e a veracidade do julgamento decorrem do distanciamento da obra avaliada, o trio enfatiza que „a verdade requer sentimento”.
A crítica mais justa e verdadeira vem de um Amigo que nos conhece, porque as exigências morais da amizade giram em torno da veracidade. A opinião do amigo é exigente, mas generosa, porque, como observa Didier Eribon, um amigo é alguém que deseja que a outra pessoa faça o que ele faz, da melhor maneira possível. E ambos sabem disso.
Por meio dessa amizade, o trio nos convida a repensar e desconstruir a imagem tradicional do autor: o autor não é uma alma torturada que passa as noites sozinho em frente à lareira, fumando cachimbo e vestindo um suéter cheio de buracos. Ser escritor é vagar pela cidade em busca de renovação, sair por impulso quando necessário, puxar conversa com os frequentadores de bares locais, rir, sair, enfrentar o frio para trazer croissants quentinhos todas as manhãs.
Este encontro de artistas nos ofereceu três vozes distintas, cada uma explorando a amizade a partir de uma combinação de perspectivas: sociologia, literatura e vida pessoal.
Didier Eribon nos lembra que „Sartre e Beauvoir não são apenas Sartre e Beauvoir”. Havia também Madeleine Gobeil-Noël, Claude Lanzmann, por um tempo Camus e outros. Grandes criadores não trabalharam sozinhos. Os casais artísticos e literários que deixaram sua marca em sua disciplina não podem ser isolados da constelação de pensadores que giraram em torno deles e inspiraram suas obras.
Talvez seja disso que se trata a amizade: a ternura palpável sentida pelo público enquanto a voz de Geoffroy fica rouca e busca refúgio no sorriso de Édouard Louis. Édouard, sendo um amigo, diz: „Esta anedota sempre leva Geoffroy às lágrimas, então vou terminá-la para ele”. É também Didier quem coloca a mão no ombro de Geoffroy, um gesto que parece dizer „Estou aqui”, em vez de „Se recomponha”. Ou o momento em que Didier começa a ler e Édouard atravessa o palco para ajustar o microfone e, em seguida, se vira para nós, intrigado e sorrindo: „Prometi a ele que faria isso”.
É nessas cenas com 1.800 testemunhas silenciosas (a plateia) que podemos compreender plenamente a profundidade da intimidade entre nossos artistas convidados e a realidade dessa amizade como modo de vida. Gostaria de dizer que sempre sonhei com encontros assim na Polônia, do outro lado da fronteira. Gostaria de salientar que, dessa forma, poderíamos vivenciar a atmosfera única de qualquer trio e, como nossos artistas, entraríamos na impressionante sala Henry Le Boeuf para conhecer Geoffroy De Lagasnerie, Didier Eribon e Édouard Louis. No entanto, sairíamos conhecendo Geoffroy, Didier e Édouard. O „trio real da literatura francesa contemporânea” realmente nos cativaria, oferecendo-nos uma conversa incomumente informal, profundamente íntima e sincera, apesar dos aplausos intermináveis que os saudavam no palco.
Stanisław Barszczak, Upadek Babel
/Przewodnik po Wieży Babel/
/Jaki jest styl pisania Stanisława Barszczaka? Jego pełen wdzięku, płynny styl pisania, perfekcyjne metafory oraz dowcip i inwencja sprawiają, że każda strona to prawdziwa przyjemność z czytania. Połączenie osobliwego codziennego świata z czarującym stylem naprawdę zachęca czytelników do uruchomienia wyobraźni, a może nawet do stworzenia własnych ilustracji. To nie jest jak czytanie staroangielskiego czy Szekspira. To jest tak bezwysiłkowo dobre. Czytanie kolejnego tekstu i zwiedzanie wieży Babel jest jak podróż do wnętrza Ziemi albo wędrówka po Krainie Czarów/
Są historie o których zapomnieć nie wolno, właśnie dlatego stworzyłem tę opowieść… Jak nazywa się dziś Babilon? Irak. Babilon był starożytnym miastem położonym nad dolnym Eufratem w południowej Mezopotamii, w obrębie dzisiejszej Hilla w Iraku, około 85 kilometrów (53 mile) na południe od współczesnego Bagdadu. Jak brzmiała dawna nazwa Iraku? Mezopotamia
Irak, kraj w południowo-zachodniej Azji. W starożytności ziemie, które obecnie stanowią Irak, znane były jako Mezopotamia („Kraj Między Rzekami”), region, którego rozległe równiny aluwialne dały początek jednym z najwcześniejszych cywilizacji świata, w tym Sumeru, Akadu, Babilonii i Asyrii.
Kiedy Chińczycy postanowili żyć w pokoju, zbudowali Wielki Mur Chiński. Myśleli, że nikt nie zdoła się na niego wspiąć ze względu na jego wysokość… Jednak w ciągu 100 lat po jego budowie Chińczycy byli najeżdżani trzykrotnie.
Wrogowie nigdy nie musieli wspinać się ani przebijać przez mur. Ponieważ zawsze przekupywali strażników i przedostawali się przez bramy. Chińczycy zbudowali wysokie i grube mury; Ale nie potrafili ukształtować charakteru strażników muru. W związku z tym budowanie ludzkiego charakteru jest inne i ważne… Wyprzedza budowanie wszystkiego innego. Tego właśnie potrzebuje dziś nowe pokolenie.
Jak powiedział pewien orientalista: Jeśli chcesz zniszczyć cywilizację narodu, są trzy sposoby: Zniszczyć strukturę rodziny, Zniszczyć system edukacji, Umniejszyć i poniżyć ich wzorce i punkty odniesienia. Zniszczyć rodzinę; Umniejszyć i zdegradować macierzyństwo. Zniszczyć system edukacji; Nie przywiązywać wagi do wychowawców i nauczycieli i obniżać ich reputację w społeczeństwie, aby uczniowie nimi gardzili i umniejszali. Umniejszać reputację wzorców do naśladowania. Podstępnie działać, aby zniszczyć uczonych i naukowców, aby byli podejrzliwi i nikt ich nie słuchał ani za nimi nie podążał… Gdy traci się świadomą matkę, traci się oddanych nauczycieli, a wzorce do naśladowania są dyskredytowane. Kto będzie uczył młodych ludzi wartości ludzkich…?
Dlaczego Wieża Babel jest tak sławna?
Historia Wieży Babel zwięźle wyjaśnia różnice językowe i kulturowe na całym świecie, posługując się ramami, które byłyby łatwe do zrozumienia w tamtych czasach. Innym sposobem rozumienia historii Wieży Babel jest potraktowanie jej jako demonstracji mocy Boga.
Pomieszanie języków (łac. confusio linguarum) będące skutkiem budowy Wieży Babel tłumaczy rozdrobnienie ludzkich języków: Bóg zaniepokoił się, że ludzie dopuścili się bluźnierstwa, budując wieżę, aby uniknąć drugiego potopu, dlatego stworzył wiele języków, sprawiając, że …
Wieża Babel uczy nas, jak ważne jest budowanie naszego życia na fundamencie Boga. On jest naszą mocną wieżą bezpieczeństwa (Przysłów 18:10). Dlaczego Bóg pomieszał języki?
W tym celu postanowili uczynić się wielkimi, budując wielkie miasto z ogromną wieżą – i pozornie nie uznając Boga. Aby uchronić ludzkość przed zbytnią potęgą i popadnięciem w powszechny grzech, który stał się przyczyną potopu, Bóg pomieszał języki i rozproszył ludzkość po całym świecie.
Tekst autora stanowi luźny zapis rozmowy Senlina z Lidią, jego narzeczoną. Nikt nie wie jak i kiedy Senlin pojawił się na świecie. Obdarzony uczuciami Senlin nie wierzył w taki rodzaj miłości: nagły, samolubny i nienasycony. Miłość, jak ją często przedstawiali poeci, była niczym ślepa żądza w pompatycznej peruce. Wierzył, że prawdziwa miłość jest raczej jak edukacja: głęboka, subtelna i nigdy kompletna.
Każdy z nas jest wielością. Nie jestem tym samym człowiekiem, którym byłem dziś rano, ani tym samym człowiekiem wczorajszym. Jestem tłumem siebie samego ustawionym w kolejce przez czas. Jesteśmy, drogi czytelniku, tłumem w tłumie.
Nawet piękno słabnie wraz z nauką. Lepiej patrzeć niż się gapić.
Nie powinniśmy być zmuszeni do gratulowania sobie nawzajem zachowania z podstawową ludzką godnością.
Łatwiej zaakceptować to, kim się stałeś, niż przypomnieć sobie, kim byłeś.
Nigdy nie pozwól, aby sztywny plan podróży zniechęcił cię do nieoczekiwanej przygody.
Mężczyzna lub kobieta, którzy rzadko się gubią, rzadko odkrywają coś nowego.
Jestem podejrzliwy wobec ludzi, którzy są pewni siebie.
Nauka zaczyna się od porażki.
Wiem tylko, że ostatecznie marzenia nie mają znaczenia, ale żal też nie. Nie jesteśmy tym, czego chcemy ani czego sobie życzymy. Jesteśmy tylko tym, co robimy.
Bogaci „uczą się lekcji”. Biedni popełniają przestępstwa. „Błędy” są powszechnie uważane za cechę klasy średniej.
Historia to list miłosny do tyranów, spisany krwią schwytanych, zapomnianych, wymazanych!
Nie jest cynicznym przyznanie, że przeszłość została zamieniona w fikcję. To opowieść, a nie fakt. Rzeczywistość została wymazana. Całe epoki zostały dodane i usunięte. Wojny zostały wyolbrzymione, a ludzkie zmagania zepchnięte na margines. Złoczyńcy zostali przebrani za bohaterów. Hojni, ambitni, niedoskonali mężczyźni i kobiety zostali pozbawieni wad lub cnót i zamienieni w figurki moralności lub zepsucia. Całe społeczeństwa zostały naznaczone motywacją, wizją i spokojem ducha tam, gdzie ich nie było. Cierpienie zostało przekształcone w szlachetną ofiarę!
Lustra nie są tak uczciwe, jak mogłoby się wydawać. Można je okraść, targować się z nimi i zawsze można znaleźć pochlebny punkt widzenia. Naprawdę, nic tak nie odzwierciedla uczciwego stanu rzeczy, jak wyraz twarzy dawno niewidzianego przyjaciela.
Odpowiada mi Lidia . Wolę być nikim w centrum wszystkiego niż nadętym, kimś na krawędzi wszystkiego. Powiedziała to w swój zwykły, nieostrożny sposób. I nieumyślnie opisała go dokładnie: nadęty ktoś na krawędzi wszystkiego.
Liczę na chciwość i egoizm, siły tak niezawodne jak grawitacja.
Moje poczucie bytu, moja tożsamość, jakkolwiek chcesz to nazwać, nie tkwi w moich częściach. Żyje w mojej przeszłości, w ciągłości moich obecnych myśli i w moich nadziejach na przyszłość. Bardziej boję się utraty pamięci niż kończyny.
Uniemożliwiłeś mi przeczytanie książki w spokoju. Kiedy cię nie ma, Po prostu wpatruj się w słowa, aż odpadną ze strony, tworząc kałużę na moich kolanach. Zamiast czytać, siedzę i wspominam godziny spędzone w Twoim towarzystwie, i jestem bardziej oczarowany tą historią niż czymkolwiek, co autor nabazgrał. Nigdy w życiu nie byłem samotny, ale Ty sprawiłaś, że jestem samotny. Kiedy Cię nie ma, jestem pogrążoną w smutku ruiną. Myślałem, że całkiem dobrze rozumiem świat. Ale Ty sprawiłaś, że znów wszystko stało się tajemnicze. I to jest niepokojące, przerażające i cudowne, i chcę, żeby tak trwało. Chcę poznać wszystkie Twoje tajemnice.
Wszechświat oddycha nierówno. Ciało umiera. Grzyb rośnie. Glina się rozprzestrzenia. Korzenie drzew. Las płonie. Chmura pęka. Powódź tonie. Powódź – aluwium zasila pola. W środku, na zewnątrz. W środku, na zewnątrz. Nie ma stagnacji, nie ma bezruchu. Źródło wszelkiej nędzy tkwi w naszym uporze, by jutro było takie jak dziś. Ale gdyby tak było, gdyby kiedykolwiek tak było, oznaczałoby to koniec wszystkiego.
Czasami koło skrzypi nie dlatego, że jest uszkodzone, ale dlatego, że dźwiga największy ciężar.
Tłum dobrze robi dwie rzeczy: nic nierobienie i rewolucję.
Tradycja bibliotek chwalenia się liczbą tomów w swoich zbiorach jest dobrze ugruntowana, ale z pewnością to nie katalogowanie tworzy bibliotekę, lecz jej rozpowszechnianie. Może biblioteki powinny rozwodzić się nad tym, ile tomów jest wypożyczonych, tłoczyć się na nocnych stolikach, krążyć wśród stosów na kominku i obciążać portfele. Owszem, przedzieranie się przez regały biblioteczne i odkrywanie braku względem poszukiwanego tomu jest nieco irytujące, ale kiedy gniew opada, czyż nie czuje się poczucia wspólnoty? Luki w bibliotece są jak ślady stóp na piasku; pokazują nam, gdzie inni już byli; upewniają nas, że nie jesteśmy sami.
Podstawowa lekcja kierunku świata jest taka: ruch, a właściwie wszelki postęp, nawet upływ czasu, jest iluzją. Życie to powtarzanie bezruchu.
Cieszę się, że twoje samozadowolenie dało ci trochę ruchu, ale zapominasz: nie jesteśmy tak uporządkowaną, rozsądną i humanitarną rasą. Nasze myśli nie stoją w gramatycznych szeregach, nasze serca nie tworzą równań, nasze sumienia nie mają dostępu do historyków szepczących nam odpowiedzi.
Nie masz przyjaciół. Senlin zaśmiał się, zaskakując Lidię. Tak mówią wszyscy moi przyjaciele.
Możemy chować się za przekleństwami i wymówkami, ale to nie zmienia faktu, że wielu cierpi i umiera. Być może nie jesteśmy odpowiedzialni za zbrodnie naszych ojców, ale nie łudźcie się, jesteśmy beneficjentami tych zbrodni, co czyni nas odpowiedzialnymi wobec ich ofiar.
Jedynym wydarzeniem, na którym na pewno będę obecny, jest mój pogrzeb i mam nadzieję, że dotrę bardzo, bardzo późno.
Będę czuł się bardzo słaby, a ty będziesz czuł się bardzo głupio. Ale tak jest zawsze na początku. Nauka zaczyna się od porażki.
Każda ważna podróż, którą podjąłem, zaczynała się tak samo: od zgniecionych prześcieradeł, zwiniętej w kulkę poduszki, rozrzuconych książek i ani chwili snu.
Nieuchronnie, nieodmiennie, w końcu odkryjesz, że nie jesteś przygotowany do podjęcia świadomego wyboru. W razie wątpliwości powiedz: Tak. Tak to wieczny paszport. Tak to wieczna moneta.
Z podporządkowaniem przychodzi pewność. Wolność jest pełna ryzyka.
Miłość, jak często przedstawiali ją poeci, była niczym innym jak ślepą żądzą w pompatycznej peruce.
Wolę być niczym w centrum wszystkiego niż nadętym kimś na krawędzi wszystkiego.
Powodem, dla którego studiujemy i uczymy się, powodem, dla którego bierzemy tylko to, czego potrzebujemy, jest to, że wszyscy otrzymaliśmy wielki dar – dar cywilizacji, dar zrozumienia, dar panowania nad naszym otoczeniem – i jeśli nadużyjemy tych darów, jeśli weźmiemy je za pewnik, najbardziej ucierpią nasi synowie i córki. Nie ma nic złego w korzystaniu z owoców pracy naszych przodków. Powinniśmy delektować się tym deserem. Ale ten przywilej nie zwalnia nas z odpowiedzialności bycia wiernymi strażnikami świata, który zostawiamy naszym dzieciom.
Plotki były teatrem niewykształconych. Każdy z nas jest tłumem. Nie jestem tym samym człowiekiem, którym byłem dziś rano, ani tym samym człowiekiem wczorajszym. Jestem tłumem siebie samego ustawionym w kolejce przez czas. Jesteśmy, drogi czytelniku, tłumem w tłumie.
Tym właśnie jest nadzieja. Upór. Odmowa poddania się.
Przekupstwo wygrywa więcej kłótni niż rozum.
Kiedy masz o sobie niskie mniemanie, opinia innych o tobie staje się ważniejsza niż twoja własna.
Senlin bez trudu rozpoznał, którzy tragarze widząc go zajęli się nim. Najciężej pracujący poruszali się powoli, rozważnie, podczas gdy leniwi wydawali się wiecznie rześcy i pełni entuzjazmu.
Nie odcinaj sobie ręki, żeby nakarmić psa. Masz tylko dwie ręce, a świat jest pełen psów.
„Dom” to przesada, która zyskuje na znaczeniu dzięki odległości.
Ludzkość wkroczy w ciemność, śpiewając pieśni i opowiadając historie, bo tacy właśnie jesteśmy i co robimy opisuje nas najlepiej.
Chusteczka to uniwersalne narzędzie doświadczonego podróżnika. Może być środkiem dezynfekującym, pokrowcem na siedzenie, maską przeciwpyłową, garotą, bandażem, kneblem lub białą flagą. Można czuć się dobrze przygotowanym, mając ją przy sobie.
Nigdy nie potrafiłem utożsamić się z postaciami, które przeżywają osobistą tragedię, a potem od razu wychodzą z niej zahartowane i przygotowane do dalszej podróży. To po prostu wydaje się nieszczere. Kiedy doświadczam niepowodzeń, nie podnoszę się z popiołów ze wszystkimi odpowiedziami. Miotam się. Upadam. Cofam się o krok i znów upadam. Myślę, że rozwijanie siły i mądrości wymaga czasu i praktyki.
Czy kiedykolwiek chciałeś cofnąć się w czasie? Ja tak. Chciałbym odnaleźć siebie, kiedy byłem młodszy, beztroski, pewny siebie, szczęśliwy – idealnie, całkowicie szczęśliwy. Ale nigdy do końca usatysfakcjonowany. Chciałbym znaleźć tego głupca i po prostu go zbić na ulicy. Brałem tak wiele za pewnik.
Oczywiście, że mam plan – powiedziałem, klaszcząc w dłonie. Umrzemy.
Często najprostszym sposobem na otwarcie drzwi jest zapukanie do nich.
Starzeję się w towarzystwie młodzieńczych duchów.
Tylko ludzie, którzy kładą się wcześnie spać, wierzą w szczęśliwe zakończenia. My, nocne marki, rozumiemy, że szczęście nie tkwi w finałach. Znajduje się w oczekiwaniu, w hulankach i w wyeksploatowanych powitaniach. Zakończenia są zawsze smutne.
Tak, słyszałem, że ludzie z uszkodzeniami mózgu są całkiem szczęśliwi. A ja zawsze tego dla ciebie pragnąłem, Lidio: żebyś była szczęśliwa, bez względu na to, ile ciosów w głowę to będzie wymagało.
Porażka jest niedoskonała, ale absolutnie niezrównana. Prawdziwa porażka jest lepsza od nieskazitelnego potencjału.
Wiosna jest szara, ponura i deszczowa przez trzy lub cztery tygodnie, podczas których topnieje śnieg. Rowy zamieniają się w strumienie, a wszystko, co posiadasz, jest wilgotne jak brzuch żaby. Aż pewnego ranka wychodzisz na zewnątrz, świeci słońce, nad rowami wyrosła koniczyna, drzewa mają ostre liście, niczym dziesięć tysięcy zielonych grotów strzał, a powietrze pachnie jak… – i tu musiałem się naszukać frazy – jak pokój pełen dostojnych dam i jeden mokry pies.
Nie możemy wywyższyć człowieka, poniżając siebie, tak jak nie możemy uratować zatopionego statku, osuszając morze.
Jeśli prawo jest podatne na zmiany, panie Senlin, jeśli się ugina i dostosowuje do człowieka, to człowiek stanie się stanowczy w swoich wadach. Prawo istnieje po to, by nadawać kształt ludzkim ideałom. Kiedy się nad tym zastanowić, czyż miłosierdzie nie służy niegodziwcom kosztem prawa?
Prawdziwe spiski są nieelastyczne i podatne na wykrycie, ale wyimaginowane intrygi nieustannie ewoluują i w rezultacie są niezniszczalne. Innymi słowy, spiski są nietrwałe, paranoja nie.
Wspaniałe w żalach jest to, że nigdy nie jest za późno, żeby je mieć.
Lidia musiała na nowo odkryć strach i, gdzieś w jego wnętrzu, życie.
Miała szeroki, zdziwiony wyraz twarzy, jakby motyl usiadł jej na czubku nosa.
Coś w Senlinie zdawało się pękać i za tą barierą, o której istnieniu nie wiedział, odkrył pustkę, która zdawała się wołać o eksplorację, nieobecność, która pragnęła zostać wypełniona. To było jak odkrycie nowej podłogi w domu, w którym mieszkał całe życie.
Nie marnuj ograniczonych zasobów swojej cierpliwości na tych, którzy uważają nieszczęście za rywalizację. Rozrzutnicy użalający się nad sobą zawsze są skąpi, gdy nadchodzi czas na empatię.
Niektóre przyjaźnie rozwijają się jak kwiaty w ogrodzie: są sumiennie pielęgnowane, zasadzone i pielęgnowane. Ziemia wokół nich jest wolna od konkurencji. Potem, po kilku tygodniach i miesiącach stopniowego wzrostu i mozolnego przycinania, rozkwita kwiat. Takie pielęgnowane przyjaźnie są przyjemne i wygodne, choć nie trwałe. Inne przyjaźnie zdają się rodzić spontanicznie, niczym jajko w gnieździe lub pieg na ramieniu, i często są one zagadkowe, ponieważ obie strony zastanawiają się, jak właściwie doszło do tego nieoczekiwanego uczucia.
Dlaczego nazywamy nieuczciwą osobę dwulicową? Czy naprawdę tak uczciwie jest nosić tę samą twarz dzień w dzień, niezależnie od nastroju, stanu czy okoliczności? Nie jesteśmy zegarami! Miej twarz na każdą okazję, powiadam! Bądź szczery: Noś maskę.
Jestem zły, bo połączyliśmy nasz ludzki geniusz z budynkiem misternej Wieży i wypełniliśmy ją tymi samymi tyranami, którzy nękali naszą rasę, odkąd wypełzliśmy z morza. Dlaczego nasza innowacja nigdy nie sięga naszego sumienia?
Każdy z nas jest wielością. Nie jestem tym samym człowiekiem, którym byłem dziś rano, ani tym samym człowiekiem wczorajszym. Jestem tłumem siebie samego ustawionym w kolejce przez czas. Jesteśmy, drogi czytelniku, tłumem w tłumie.
Takie są ludzkie drogi i prawa dróg w Ogrodach Jedwabnych, Lidio.
Wy, intelektualiści, zawsze jesteście zaskoczeni, odkrywając, jak kruche jest wasze ciało. Umysł jest tak wytrzymały, tak odległy. Ale mięśnie i kości są tak proste jak słoma. Rozplatają się i pękają. A im bardziej się łamią, tym bardziej umysł się kurczy. Na chwilę przed upadkiem w śmierć, wielki intelekt zostaje zredukowany do milczącego jądra. Umysł jest niczym więcej niż drzwiami do ciemności.
Pamięć nie jest jak pudełko z papierami – łatwe do przeglądania, porządkowania i czytania. Nie, wspomnienia gromadzą się jak liście na leśnej ściółce. Są nieregularne i kruche. Kruszą się i łamią przy oględzinach. Im głębiej się zagłębisz, tym bardziej zamieniają się w ziemię.
Wszyscy mamy słabości. Nie każdy ma mocne strony.
Nie jest cyniczne przyznanie, że przeszłość została zamieniona w fikcję. To opowieść, a nie fakt. Rzeczywistość została wymazana. Całe epoki zostały dodane lub usunięte. Wojny zostały wyolbrzymione, a ludzkie zmagania zepchnięte na margines. Złoczyńcy zostali przebrani za bohaterów. Hojni, ambitni, niedoskonali mężczyźni i kobiety zostali pozbawieni wad lub cnót i zamienieni w figurki moralności lub zepsucia. Całe społeczeństwa zostały naznaczone motywami, wizjami i spokojem ducha, których tam nie było. Cierpienie przekształcono w szlachetne poświęcenie! Czy wiesz, dlaczego historia Wieży jest tak burzliwa? Ponieważ zbyt wielu potężnych mężczyzn walczy o pióro, walczy o spisanie swojej historii nad naszymi zwłokami. Wiedzą, co jest stawką: nieśmiertelność, charakter cywilizacji i wpływy ponad wiekami. Walczą o to, kto będzie mógł wprowadzić w błąd nasze wnuki.
Ale Senlin wiedział, że choć tyrani mają wiele mocnych stron, ich słabości są generalnie takie same. Byli łatwowierni. Dla tyrana nie istniały żadne panujące fakty, żadne uniwersalne systemy dociekań, żadne udowodnione prawdy. Ponieważ woleli własną racjonalizację od rozumu, ich dogmat a nie dyskurs, głównymi środkami, jakimi tyran testował uczciwość i lojalność innego człowieka, były przysięgi i intuicja. Ponieważ jednak tyrani nie mieli innego wyboru, jak tylko uczyć wszystkich dokładnie tego, co chcieli usłyszeć, łatwo było ich schlebiać i oszukiwać.
Czasami trudno było odróżnić niepodległość od uwięzienia. Te dwie rzeczy mogły być do siebie bardzo podobne.
Luki też są częścią zestawu. Nie da się ich zastąpić. Wiem, jak każdy element został uszkodzony lub zgubiony. Sam stłukłem talerz, gdy miałem dziewięć lat. Teraz jestem nieśmiertelną częścią wzoru. Zajmę się swoimi lukami…
Lidia poczuła, jak ptaki jej niepokoju znów ucichły. Odkrycie na nowo, że może być pomocna i dodawać otuchy innym, złagodziło jej poczucie, że wpadła w kolejną pułapkę. Być może świat nie był zawalony zapadniami. Być może nie wszyscy byli fałszywi, a tym bardziej wszystko fałszywe.
A Senlin zrozumiał, że oskarżenia rzucane w gniewie opierają się na dowodach emocjonalnych, a nie na istocie faktów, i jako takie są niepodważalne.
Jedynym lekarstwem na dnę moczanową jest umiar; jedynym lekarstwem na nadmiar jest jałmużna.
Człowiek może gnić jak jajko: jego skorupka tego nie zdradza, ale wszystko, co w nim jest, zgniło…
Jeśli kłamiesz wystarczająco głośno i długo, w końcu staje się to prawdą.
Jednak to, co na początku było nieznośne, z czasem stawało się oczyszczające. Opowiadając swoją historię, odkrył, że wyrobił sobie określone poglądy na temat własnych motywów i decyzji. Wydawało się, że te poglądy uformowały się w eterze emocji i snów, w tej wełnistej mgle, która leżała poza zasięgiem wzroku świadomego umysłu. Nie były to wielkie objawienia, lecz raczej małe epifanie, których doznaje się i rozkoszuje przy porannej filiżance herbaty.
Nie ufam słodkim koktajlom i radosnym mężczyznom z tego samego powodu: trudno ocenić, jak niebezpieczni są, dopóki cię nie uderzą w ucho.
Ale nierozumienie niczego lub bardzo niewiele ze świata i brak chęci zrozumienia więcej niż się już rozumie, cóż, to prowokuje poczucie wyższości. To, co było przywilejem, staje się prawem. A to, moim zdaniem, jest niebezpieczne.
Ci, którzy twierdzą, że są gotowi na wszystko, są przeładowani i niezmiennie nieprzygotowani na jedyną przeszkodę, z którą w końcu musi się zmierzyć każdy poszukiwacz przygód – rozczarowanie.
To, co jest trucizną dla prostych, może być trucizną dla mądrych.
Może powinien zawrócić. Może to było lekkomyślne. Ale do czego w końcu miał wracać? Do zamętu? Ignorancji? Nieuchronnego ześlizgnięcia się w życie pełne przemocy? Z pewnością lepiej było iść naprzód ku ruinie niż cofać się ku rozkładowi.
Irena zmierzyła kapitana i pierwszego oficera wzrokiem, przyglądając się rozciętej wardze Edyty, krwawym plamom na jej podartym szaliku i koszuli kapitana, procy, która przytrzymywała jej potężne ramię przy piersi, krwawej ranie na jego czole, lśniącemu pyłowi, który oszronił ich od kapelusza do buta, i silnemu zapachowi dymu unoszącemu się z ich ubrań. „Jak było w zoo?” – zapytała.
Nie musimy stawać się towarzystwem, w którym przebywamy. Możemy mieć nadzieję na lepsze i lgnąć do tych, którzy podzielają naszą nadzieję.
Przy okrągłym stole kolorów, pomarańczowy króluje. Pomarańczowy jest wzniosły. Pomarańczowy płonie. A naprzeciwko Lady Orange siedzi Sir Purple. Pytam was, czy istnieje kolor bardziej wulgarny? Samo to słowo wyłania się niczym z toalety. Fioletowy. Chlup. Wszystko to śliwki, plamy wątrobowe i plamy atramentu. Jeśli kiedykolwiek wypowiem słowo pochwały dla tego nędznego odcienia, proszę, wyrwij mi pióro i przebij mnie nim.
Senlin nie kochał niczego bardziej na świecie niż ciepłego paleniska, przy którym mógł usiąść, i dobrej książki, w którą mógł wlać cały swój umysł. Podczas gdy wieczorna burza trzęsła okiennicami, a kieliszek porto rozgrzewał się w jego dłoni.
Senlin czytał do późnych godzin nocnych. Szczególnie upodobały mu się stare opowieści, eposy, w których bohaterowie wyruszali na jakąś niemożliwą i szlachetną misję, stawiając czoła niebezpieczeństwom na swojej drodze z fatalistyczną odwagą. Ludzie często ginęli po drodze, zabijani w brutalny i nienaturalny sposób; byli rozszarpywani przez machiny wojenne, tratowani przez rumaki i ćwiartowani przez bezdusznych wrogów. Ich śmierć była chełpliwa i liryczna, i zawsze, zawsze bardziej romantyczna niż prawdziwa. Śmierć nie była końcem. Była elipsą. W scenie przed nim nie było romansu. Nie było tu żadnych elips. Ciała leżały na ziemi jak połamane wykrzykniki.
Łatwo oceniać życie, którego się nie prowadzi.
Gdyby jedna maszyna mogła wykonać pracę tak wielu ludzi, co pozostałoby tym ludziom? Czy za tysiąc lat, gdy ostatnią ludzką pracę przejmie automat, oznaczałoby to wyzwolenie, czy zniewolenie rasy?
Nie musimy stawać się towarzystwem, w którym przebywamy. Możemy mieć nadzieję na lepsze i lgnąć do tych, którzy podzielają naszą nadzieję.
Ludzkość ruszy w tę ostateczną ciemność, śpiewając ballady, opowiadając historie i ozdabiając mury leniuchującymi nagimi postaciami, bo tacy właśnie naprawdę jesteśmy: istotami, które dopiero zaczęły wierzyć w ulotne piękno nas samych, akurat w momencie, gdy sedno sprawy stanie się dyskusyjne.
Senlin był jednym z tych zadufanych w sobie intelektualistów, którzy za dużo mówili, za mało słuchali i nigdy nie zmieniali swoich opinii.
Moje poczucie bytu, moja tożsamość, jakkolwiek chcesz to nazwać, nie tkwi w moich częściach. Żyje w mojej przeszłości, w ciągłości moich obecnych myśli i w moich nadziejach na przyszłość. Bardziej boję się utraty pamięci niż kończyny.
Piosenki są emocjonalne. Lepiej grać szczere błędy niż bezduszną perfekcję.
Lidia ze smutkiem rozważała swoje możliwości. Myślę, że ludzkość osiągnęła szczyt na łyżce, prawda? Łyżka może służyć jako widelec, nóż, chochla… Tak naprawdę wystarczy dobra łyżka. Powiem ci jeszcze raz: jeśli kiedykolwiek będziesz jadł rybę łyżeczką, pojawię się znikąd, gdziekolwiek będziesz na świecie, wyrwę ci łyżkę z ręki i walnę cię nią w głowę!
Pielgrzymi powinni pamiętać, że głównymi konsumentami owiec nie są wilki, ale pasterze.
Czasami, aby w pełni cieszyć się daną sceną, musimy najpierw nieco się oddalić.
Senlin wydawał się ambitnym chwastem rosnącym w głębokim cieniu starych drzew.
Senlin wiedział, że dom jest czymś ulotnym. Dom był uczuciem przepełnionym wspomnieniami, poczuciem, sensem historii rozszerzony o sympatię, rodzinę i znane rzeczy. Dom był rytuałem, który harmonizował z melodią dnia. Był uzdrowicielem wszelkich upokorzeń i porażek, które trzeba znosić publicznie, ale można je naprawić tylko w ukryciu.
Tłum dobrze robi dwie rzeczy: nic nierobienie i rewolucję.
Bogaci „uczą się lekcji”. Biedni popełniają przestępstwa. „Błędy” są powszechne.
Mit to opowieść o tym, czego nie rozumiemy w sobie.
Oburzenie, podobnie jak dobroczynność, jest słodsze z publicznością.
Myślę, że książki są jak skalpel chirurga. To samo ostrze, które może zabić, gdy używa go głupiec, może uratować życie w odpowiednich rękach.
Ludzkość przyszła na świat z całą fizyczną sprawnością budyniu…
Jeśli kiedykolwiek dojdę do punktu, w którym będę mógł bezczynnie patrzeć, jak dziecko spada ku śmierci, nie sądzę, abym mógł twierdzić, że mam jakiekolwiek priorytety.
Ale gdybym odmówił współpracy z kimś, kogo uznałbym za choć trochę odrażającego, skorumpowanego lub głupiego, nigdy bym z nikim nie współpracował. Nic by się nie udało. Niezdolność do kompromisu nie jest oznaką moralnej prawości – Lidia wypowiedziała to zdanie z wyniosłym naciskiem – to oznaka niedojrzałości. Wiecie, z kim nie da się targować? Z małymi dziećmi i szaleńcami.
Historyk zaczyna od zakończenia, a potem wymyśla przyjemną sprawę.
Nawet piękno słabnie wraz z nauką. Lepiej patrzeć niż się gapić.
Nie jesteśmy tym, czego chcemy lub czego sobie życzymy. Jesteśmy tylko tym, co robimy.
Mogłeś Masz żal do siebie za niedoskonałą radość życia, ale wydaje mi się to niekończącym się obowiązkiem. Nasto niewdzięcznym. Myślę, że gdybyśmy naprawdę wiedzieli, jak dobre było nasze życie, kiedy jeszcze było dobre, balibyśmy się cokolwiek zrobić, cokolwiek zmienić. Nigdy byśmy nie podjęli ryzyka, nie eksplorowali świata ani się nie rozwijali. Możesz albo nienawidzić siebie za to, że nie doceniałeś w pełni swoich szczęśliwych dni, kiedy je miałeś, albo możesz spojrzeć wstecz i poczuć ciepło na ich wspomnienie, prawda?
Czy wiesz, czym jest traktat, Kapitanie? To dokument, który mówi nam, jak zakończy się kolejna wojna.
Będę czuł się bardzo słaby, a ty będziesz czuł się bardzo głupi. Ale tak zawsze jest na początku. Nauka zaczyna się od porażki.
Czy wszyscy byli tak strasznie niezadowoleni z siebie, że nie mogli wymyślić niczego lepszego niż udawanie?
Spędziliśmy życie wspinając się na pobocze góry bez obietnicy zdobycia szczytu.
Człowiek, który nie jest podejrzliwy wobec filozofii, która przemawia do jego natury, jest jak byk pocieszony wyboistą ścieżką prowadzącą do rzeźni.
Niezależnie od stanu Lidii, niezależnie od mojego, znajdę ją i zabiorę do domu.
Wczoraj czytałem w gazecie, że astronomowie wierzą w istnienie planet, które nie poruszają się po szynie wokół gwiazdy, tak jak nasze skały. Nazywają je nomadami. Ci nomadzi błąkają się tam w górze, bez słońca, które by ich ogrzewało, orbity, która by ich prowadziła, i innych światów, które by im towarzyszyły. Po prostu dryfują w ciemnościach – bez celu, zapomniani. Naukowcy sądzą, że galaktyka może być ich pełna. Widzimy tylko gwiazdy, ale nocne niebo to zatłoczony cmentarz…
Spóźnia się pan, dyrektorze. Niemożliwe. Dyrektorzy nie mogą się spóźniać – powiedziałem. Słońce pewnie szybko pędzi w przestrzeniach kosmusu.
Czy czujesz się czasem tak, jakbyśmy prostowali ramy obrazów na ścianach płonącego domu?
Nigdy w życiu nie cieszyłam się na założenie sukienki, więc nie będzie mi jej brakować. Ale zastanawiam się, czy ktoś jeszcze spojrzy mi w oczy, czy też będzie zbyt zajęty gapieniem się na ten… traktor. Bzdura. To nic, czego nie naprawi ładny szalik.
Senlin żałował, że musi recytować swoje dane osobowe, stojąc w sali publicznej. Starał się zachować stoicki spokój, ale wkrótce zaczął mamrotać i jąkać się. Czuł, jak krew napływa mu do twarzy. Był jedynakiem; jego rodzice nie żyli; był dobrze wykształcony i miał dobrą pracę; był żonaty; nie miał dzieci. Przyznanie się do winy tak lakonicznie wprawiło go w zakłopotanie, którego zaledwie z trudem potrafił opisać. Krótko mówiąc, wydawał się taki nijaki, taki nieudany. Może i był nijaki. Ale wcale tego nie czuł.
Senlin odchrząknął i zmarszczył brwi. Lidio, ja… mam trudności z wyrażaniem pewnych… szczerze skrywanych uczuć. Ja… Przełknął ślinę i pokręcił głową. Nie tak chciał, żeby potoczyła się ta przemowa. Czekała cierpliwie, a on zebrał myśli.
Zamiast czytać, siedzę i wspominam godziny spędzone w twoim towarzystwie, i jestem bardziej oczarowany tą historią niż czymkolwiek, co autor nabazgrał. Nigdy w życiu nie byłem samotny, ale ty mnie osamotniłaś. Kiedy cię nie ma, jestem pogrążoną w smutku ruiną. Myślałem, że całkiem dobrze rozumiem świat. Ale ty znów uczyniłaś go tajemniczym. I to jest niepokojące, przerażające i cudowne, i chcę, żeby tak pozostało. Chcę poznać wszystkie twoje tajemnice. A gdybym mógł, dałbym ci sto fortepianów. Dałbym ci…
Każdej wiosny budynek szkoły był malowany na biało niczym panna młoda, a co roku oceaniczne żywioły powoli się rozbierały to.
Uwielbiam dobry skandal. Nie ma nic bardziej pocieszającego niż cmokanie z dezaprobatą na publiczne grzechy drugiej osoby w zaciszu własnej nędzy.
Intymność nie polegała na podtrzymywaniu idealistycznej szarady zalotów; polegała na akceptowaniu i adorowaniu wad.
Chociaż tyrani mieli wiele mocnych stron, ich słabości były generalnie takie same. Byli łatwowierni. Dla tyrana nie istniały żadne obowiązujące fakty, żadne uniwersalne systemy badawcze, żadne dające się udowodnić prawdy. Ponieważ woleli własną racjonalizację od rozumu, ich dogmat W dyskursie głównymi środkami, jakimi tyran dysponował, by sprawdzić uczciwość i lojalność innego człowieka, były przysięgi i intuicja. Ponieważ jednak tyran nie miał innego wyboru, jak tylko uczyć wszystkich dokładnie tego, co chcieli usłyszeć, łatwo było ich oszukać i schlebiać.
Wiem tylko, że ostatecznie marzenia nie mają znaczenia, ale żal też nie. Nie jesteśmy tym, czego chcemy ani czego pragniemy. Jesteśmy tylko tym, co robimy.
Po drugie, powinieneś wiedzieć, że jeśli zdecydujesz się być tyranem, skazujesz się na życie w paranoi i izolacji. Twoje panowanie będzie definiowane przez zdradę, bunt i terror twoich własnych słabnących zdolności. Przeprowadziłem badania historyczne i odkryłem, że najczęstszymi przyczynami śmierci wśród dyktatorów są ścięcie, rozczłonkowanie, wypatroszenie, powieszenie i otrucie. Czy nigdy nie zastanawiałeś się, dlaczego tyrani przeszłości są zawsze anemiczni, impotentni, zdeprawowani, kazirodczy, zdeformowani moczący się w nocy? To dlatego, że ich nekrologi zostały napisane przez ich ofiary, przez tych samych mężczyzn i kobiety, którzy ściągnęli im spodnie i odcięli głowy. Tak będzie z tobą. Będziesz żył w strachu, umrzesz w przemocy, a twoje imię będzie pogardzane przez pokolenia. Rozmyślaj nad swoim losem, młodzieńcze, to wszystko, co mam ci do powiedzenia.
Nic tak nie zagraża delikatnej męskości tyrana, jak szczere namiętności innych mężczyzn
Jestem zagadką w paszczy Sfinksa. Jestem handlarzem niewolników, który przeżuwa żywy łańcuch pokoleń. Jestem rolnikiem martwych nasion, tym, który wypełnia dziury. Kim jestem? Senlin odpowiedział szeptem: „Śmiercią”.
Półmrok zapadającego zmroku w Wieży przyprawił Senlina o dreszcz. Odchrząknął i odwrócił się w stronę Lidii, której sylwetka rysowała się na tle szybko uciekającej linii słońca. „Kto ich pochowa?” Senlin delikatnie pocierał zakurzoną ranę na policzku.
„Sępy” – powiedziała ponuro Lidia. Powinniśmy iść.
Reputacja zrujnowana na pierwszej stronie nigdy nie została przywrócona przez sprostowanie na ostatniej stronie. Gilotyna nie zwraca pieniędzy, prasa też nie.
Jestem prawie pewien, że to właśnie jest nadzieja. Upór. Odmowa poddania się.
Podtekst był oczywisty: Miłość, czysta i wieczna, panowała niepodzielnie. Senlin nie wierzył w taki rodzaj miłości: nagłą, samolubną i nienasyconą. Miłość, jak często przedstawiali ją poeci, była po prostu żądzą w pompatycznej peruce. Wierzył, że prawdziwa miłość jest raczej jak edukacja: jest głęboka, subtelna i nigdy kompletna.
Mężczyźni po prostu nie ufają kobietom. Naprawdę. Powiedzą: „Nie, nie, nie, kobiety są słabe. Są głupie. Potrzebują opieki i wskazówek”. Ale myślę, że w głębi duszy nie mogą zapomnieć, że wyszli z kobiety, byli przez nią pielęgnowani i że ich małe umysły również zostały ukształtowane przez kobietę. Kiedy dorastają, sama myśl o tym sprawia, że czują się nieswojo. Zamiast jednak stawić czoła swojemu strachowi, szukają sposobów, by nad nami dominować i nas zawładnąć, by udowodnić, że jesteśmy słabi, a oni silni.
Przeszłość była pełna pułapek winy, lęku i dezorientacji. Lepiej było dać się rozproszyć życiu innych; lepiej było się ruszać; lepiej było biec.
Uśmiechy są jak blask świec. Potrafią ogrzać i rozweselić najponurszy pokój. Ale mądrze byłoby o tym nie zapominać: nawet najjaśniejsza świeca kryje w sobie poczerniały knot.
Ledwo mogę usiedzieć w biurze, nie krzycząc. Posprzątam je, jak tylko znajdę szmatkę, która nie będzie bardziej brudna. W moim mieszkaniu pachnie jak jaskinia, w której pokolenia serowarów hodowały swoje serowary.
W życiu nigdy nie brakuje szans; człowiek po prostu traci życie.
Jestem po prostu wdzięczny, że jest ktoś w tym domu wariatów, kogo znam i komu mogę zaufać. Ktoś, kto jest niewyczerpanym źródłem otuchy i siły. Trudno mi wyrazić słowami, jak bardzo kocham twoje towarzystwo, twój charakter, twoje…
Spójrz na nich, Lidio. Idą z nim. To tak, jakby nikt im nigdy nie powiedział o podążaniu za obcymi w trawę. A oni nazywają mnie lekkomyślnym.
Administratorzy są nieświadomi i zazwyczaj przeszkadzają; skuteczni pracownicy uczą się z nimi obchodzić. Tak zawsze jest.
Wielkie serce nie jest lekkie. Nawet najcenniejsze brzemię trzeba czasem zrzucić.
Chociaż Senlin był o rok młodszy od Lidii, nie wyglądał na takiego i był nim od czasów dojrzewania, podobny był do człowieka z trudem dążącego do obietnicy emerytury.
Był na samym dnie, w rynsztoku rynsztoka. Nie mógł upaść niżej. Stąd mogła nastąpić tylko śmierć albo zmartwychwstanie, więc niech zmartwychwstanie się rozpocznie!
Przez kilka tygodni nie mówiła mu prawdy, ale w końcu wyznała, że odeszła z nim, ponieważ strach ustąpił jej codziennym podskokom. Jej godziny wypełnione były pewnymi siebie, drobnymi wyczynami i bezzębnymi niebezpieczeństwami. Ona by tego tak nie nazwała, ale Senlin później nadał temu imię: to nuda wygnała ją z domu matki i bezpiecznego domu.
Ptaki nie rozmyślają o cudzie powietrza, a ryby nie zachwycają się prądami, które je niosą. Podejrzewam, że tak jest w przypadku lordów i dam z Wieży. Dla nich złoto stało się niewidzialnym medium życia.
Prawda, gdy w końcu zostanie wypowiedziana, często będzie brzmiała dziwnie, podczas gdy kłamstwo jest tak często znajome.
Potężni ludzie ponoszą porażki równie często, jeśli nie częściej, niż ci, którzy ponieśli porażkę. Wyjątkowe jest to, że się do nich przyznają; biorą i podtrzymują swoje porażki. Przyznają się do swoich rozczarowań; idą dalej!
Senlin zastanawiał się, jak wszystkie jego dawne cnoty stały się wadami. Jego spokój, cierpliwość, zamiłowanie do rozwagi, racjonalizm i bezstronność – wszystko to teraz było wadą. Musiał być pewny siebie i bystry.
Lidia westchnęła, jakby zdmuchnęła świeczkę. Mogę powiedzieć, że tak; mogę nawet chcieć, ale przebaczenie to uczucie, podobnie jak miłość. Jest tajemnicze i trudne do wywołania na zawołanie. Mogę tylko obiecać, że przynajmniej będziemy dla siebie serdeczni, bo wciąż cię lubię, Tom, i chcę, żebyś był ojcem dla Olivet… „Ja też!” „Ale przebaczenie…” Pokręciła głową. „To zajmie trochę czasu. Może trochę; może więcej, niż mamy.
Senlin znalazł się na wolnej przestrzeni. Obudził go lodowaty podmuch wiatru. Kurnik cicho zatrzeszczał; druty dźwięczały jak tamburyn. Niebo miało głęboki indygo, a światło gwiazd malowało Wieżę na kolor lodowca. Noc była równie okrutnie zimna, jak upalny był dzień. Do poranka wciąż brakowało godzin.
To właśnie studiując Sfinksa, uświadamiamy sobie, że wszelki zachwyt jest przyprawiony grozą, wszelka odwaga zabarwiona strachem, wszelka mądrość jest fermentacją głupoty.
Myślę, że większość mężczyzn po prostu nieufnie podchodzi do kobiet.
Kiedy dorastają, sama myśl o tym sprawia, że czują się nieswojo. Zamiast jednak stawić czoła swojemu strachowi, szukają sposobów, by nad nami dominować i nas zawładnąć, by udowodnić, że jesteśmy słabi, a one silne. Powiem wam tak: im bardziej mężczyzna przechwala się swoimi hucznymi eskapadami w damskim buduarze, tym bardziej się boi. Jestem pewien, że zauważyłeś, jak bardzo lubią nadawać nam zdrobniałe przezwiska. Syrena, Skacząca Dama… „Złoty Zegarek?” „Dokładnie, bo potrząsamy nimi do szpiku kości”. „Tchórze”. „Ach, ale nie ma nic bardziej niebezpiecznego niż tchórz!
W końcu pewność pętli jest lepsza niż męka błagania.
Tak, to trochę irytujące przedzierać się przez regały biblioteki, tylko po to, by odkryć brak zamiast poszukiwanego tomu, ale gdy gniew opadnie, czyż nie czuje się poczucia wspólnoty? Luki w bibliotece są jak ślady stóp na piasku: w nas tam, gdzie inni już byli; zapewniają nas, że nie jesteśmy sami.
Niedocenianie gorszych od siebie to początek każdej rewolucji.
Instynkt to paliwo, które rozpala silnik cywilizacji. Pokolenia pracowały nad jego budową i udoskonalaniem. Mam nadzieję, że każdy z was spędzi życie, pracując nad jego utrzymaniem. Bo bez niego bylibyśmy niebezpiecznymi bestiami.
„Książki są pułapkami”. Ale dlaczego tak jest i kogo łapią: autora czy czytelnika? Być może są tylko przechwałkami próżnych umysłów, a to, co uważamy za literaturę, jest w rzeczywistości kultem niesympatycznych postaci. Nienawidzę myśleć, że są jak tama dla pływającego umysłu, pułapka, w którą łatwo wpaść, ale z której rzadko się wydostać: neuroza, dogmat, marzenie. Nie, nie, nie mogę być taki cyniczny! Jeśli książki są pułapkami, niech będą jak terraria: zamknięte i wciąż żywe miniatury świata.
Rozważałem to pytanie: Czy jestem sumą swoich części, czy czymś innym?” „A ty co o tym myślisz?” „Moje poczucie bytu, moja tożsamość, jakkolwiek chcesz to nazwać, nie tkwi w moich częściach. Żyje w mojej przeszłości, w ciągłości moich obecnych myśli i w moich nadziejach na przyszłość. Bardziej boję się utraty wspomnienia niż kończyny.
Mężczyźni są jednakowo opryskliwi i obojętni na moje polecenia, a tak rzadko są trzeźwi, że wciąż nie potrafię odróżnić niesprawnych od letargicznych, imbecyli od pijanych.
Lidia była tak nieczytelna jak książka we śnie.
Dziwne było widzieć tak niewiele luksusu w posiadaniu.
Gdybyśmy mieli tylko ołówki, jedynie tabliczki klinowe, podejrzewam, że byłoby o wiele mniej książek.
Pomyśl o pijaku, który wini butelkę. Pomyśl o dłużniku, który wini swój portfel. Nie możemy podnieść człowieka, poniżając się, tak jak nie możemy uratować zatopionego statku, osuszając morze.
Dla tyrana nie istniały żadne obowiązujące fakty, żadne uniwersalne systemy dociekań, żadne dające się udowodnić prawdy. Ponieważ tyran wolał własną racjonalizację od rozumu, dogmat od dyskursu, głównymi środkami, jakimi dysponował, by sprawdzić uczciwość i lojalność innego człowieka, były przysięgi i intuicja. Ponieważ jednak tyran nie miał innego wyboru, jak tylko uczyć wszystkich dokładnie tego, co chcieli usłyszeć, łatwo było im schlebiać i łatwo ich było oszukać.
Światło też było dziwne. Wylewało się z ulicznej latarni na zewnątrz, przez rozetę w oknie, która wycinała w nim najróżniejsze wspaniałe kolory i kształty. To było jak patrzenie w kalejdoskop. Wszystko było roztrzaskane i piękne.
Równie dobrze mógłby zaproponować, żeby popłynęli na skraj płaskiej ziemi i łowili spadające gwiazdy.
Kwiaty ścienne są nieszkodliwe. To ładne stworzenia, które stoją w kątach z miłym wyrazem twarzy. To tych chwastów ściennych nie znoszę. Narzekają na kominki, smucą się na kanapach i dąsają się nad miskami z ponczem, czekając na pytanie: „Wszystko w porządku? Wyglądasz na taką smutną”. Chwasty będą się utrzymywać godzinami, jeśli im na to pozwolisz. A jedyne, co zdaje się je odstraszać, to szczęście innych ludzi.
Rutyna jest jak białka jaj w cieście: nadaje niewiele smaku, ale wszystko trzyma w kupie.
Lustra nie są tak uczciwe, jak mogłoby się wydawać. Można je okraść, targować się z nimi i zawsze można znaleźć w nich pochlebny punkt widzenia. Naprawdę, nic tak nie odzwierciedla uczciwego stanu rzeczy, jak wyraz twarzy dawno niewidzianego przyjaciela.
Tak czy inaczej, wszyscy zwracamy się do swoich stwórców.
Instynkt można z grubsza podzielić na dwa popędy: pragnienie przetrwania i pragnienie rozmnażania. U ludzi świadomy umysł jest świadomy tych popędów. Zbudowaliśmy społeczeństwo, aby zarządzać naszymi instynktami. W rzeczywistości społeczeństwo tak bardzo osłabia nasze instynkty, że łatwo zapomnieć, że w ogóle je mamy.
Każdy, kto kiedykolwiek sikał, Wpatrzony w teleskop i dostrzegłszy niezbadany bezkres, który się w nim kryje, wie, że zdumienie kończy się dopiero wraz z końcem badania.
Nie pozwól, by mali ludzie wywierali wielkie wrażenie. Nie marnuj swego piękna w lustrach. Nie składaj życzeń, bo życzenia jedynie przeklinają życie, które masz. Nigdy nie zapominaj, że stoisz na końcu długiego szeregu krótkich żyć.
Konserwator-Alchemik spojrzał na niego z beznamiętną intensywnością lufy karabinu.
Jej ojciec namówił ją do małżeństwa z rodziną.
Tradycja bibliotek chwalenia się liczbą tomów w swoich zbiorach jest dobrze ugruntowana, ale z pewnością nie agregacja tworzy bibliotekę; To jest rozpowszechnianie. Może biblioteki powinny rozwodzić się nad tym, ile tomów jest wypożyczonych, tłoczy się na nocnych stolikach, krąży w stosach na kominku i obciąża portfele. Tak, to nieco irytujące przedzierać się przez regały biblioteczne, tylko po to, by odkryć brak zamiast poszukiwanego tomu, ale kiedy gniew opadnie, czyż nie czuje się poczucia wspólnoty? Luki w bibliotece są jak ślady stóp na piasku: pokazują nam, gdzie inni już byli; zapewniają nas, że nie jesteśmy sami.
Odgaduję prawdę, panie konserwatorze, ideał, z którym prawo wydaje się mieć jedynie przelotne zainteresowanie, a pański wydawca zaciętą rywalizację. Mógłby pan relacjonować los robotników fabrycznych, nasz bezsilny gabinet, który najwyraźniej pomylił impas ze stabilnością, albo wiele innych tematów będących przedmiotem zainteresowania publicznego. Zamiast tego czai się pan za latarniami i rzuca się na zwykłych obywateli, jakby miał jakiekolwiek prawo do ich czasu.
Lidia poznawała ciekawą prawdę o cudach: gdy się je ułoży, stają się zwyczajne. W dniach ostatnich mogła obejrzeć dzieło wynajętego przez Senlina wybitnego rzeźbiarza.
Eksploracja domu Sfinksa na zawsze zrujnowała Lidię za niepozorne drzwi. Pewnego dnia, w odległej przyszłości, stanie przed zwykłymi drzwiami w zwykłym hotelu i poczuje niechciany dreszcz oczekiwania. A po otwarciu tych prostych drzwi, które tak wiele obiecywały, a potem tylko zastała schowek na miotły albo sterylną sypialnię, wracała myślami do tych nocy.
Ziemia jest pełna kości samozadowolonych ludzi, ale dobrze by było pamiętać, że to przyczyna, a nie strata, uszlachetnia poświęcenie.
Senlin przypomniał sobie, jak czytał, że spokój jest często objawem szoku. Jeśli niczego innego nie zapamiętasz z tego, co powiedziałem, Lidio, zapamiętaj to: Kiedy ludzkość przestaje aspirować, zaczyna podupadać.
Konserwator sprawiał ogólne wrażenie nieludzko wysokiego, niezdrowo chudego mężczyzny. Jego głowa wydawała się zdecydowanie za wąska w stosunku do ramion, na których siedział. Konserwator miał na sobie zakurzony smoking, który mógłby pomieścić czterech lub pięciu dorosłych mężczyzn, pożółkłą od starości koszulę i różową muszkę, która prawdopodobnie kiedyś była czerwona. Jego skóra miała barwę cętkowanej patyny, ten unikalny odcień zieleni, typowy dla starych miedzianych rur. Jego usta były szerokie i grube i nieco zmarszczone. Górna połowa głowy była pozbawiona oczu i wypolerowana, a Lidii zajęło chwilę, zanim rozpoznała, czym jest – czymś oślepiającym.
Uprzejmość, mądrość i empatia wymagały rozwoju, poświęcenia, gotowości do zmiany, ale zło nigdy
nie dojrzewało. Zło było tak samo niedojrzałe i głupie u kresu swojego istnienia, jak na początku.
Jeśli chodzi o to, żeby powstrzymać nas przed wyjściem, dlaczego po prostu nie zamknąć klatki? Właśnie po to to jest! Jaki sens zostawiać nam wybór?” „Bo jesteśmy niepewni i on o tym wie. Gdybyśmy wyszli przez te drzwi, mogliby nas zatrzymać, zakuć w kajdany i postawić straże na zewnątrz. I wtedy bylibyśmy naprawdę uwięzieni” – powiedział Senlin. „Ale z otwartymi drzwiami pozwalają nam przynajmniej na iluzję wolności. A uwolnić się od tej iluzji jest dość trudno. Myślą, że wolelibyśmy wyimaginowaną wolność od pewnego uwięzienia.”
Lampa u jego łokcia, która oświetlała ich twarze es, sprawił, że oboje wyglądali trochę jak szkielety. Zastanawiał się, czy oni też widzą czaszkę za jego twarzą.
Wiesz, był taki moment, i to nie tak dawno temu, kiedy chciałem zobaczyć świat. Przynajmniej kilka ładnych miejsc. Góry. Może las. Ale teraz po prostu chcę wrócić do domu i… Cóż, nieważne, czego chcę. Takie jest życie, prawda? Nie masz prawa powiedzieć, kiedy masz już dość.
I to jest całkowicie w porządku, moja droga Iz, że boisz się ciemności. Ludzie, którzy mówią ci, żebyś się niczego nie bał, zazwyczaj pierwsi giną w pożeraniu przez tygrysy. Strach pomaga nam się przygotować. Mówię ci, zbierz swoje zapasy, uzbrój się i spraw, żeby ciemność się ciebie bała.
Gdziekolwiek trzeba było dokonać wyboru między człowiekiem rozumu a szaleńcem, świat bez wahania podążał za szaleńcem. Kiedy robisz coś szlachetnego i pięknego, a nikt tego nie zauważa, nie smuć się. Słońce każdego poranka to piękny spektakl, a jednak większość publiczności wciąż śpi. Nie marnuj czasu. Jakkolwiek możesz Lidio, co najwyżej podnieść modlitwę…
Kto mi choć jedną świeczkę zatli na grobie za wszystkie blaski moich Zwiastowań i Wniebowstąpień? I gdzie mój grób? gdzie? W który jak dąb nocą zwalę się i tylko sowy osierocę? Tyle zgiełku. Tyle miast i bram. Farby moje czas jak liście przemieni. Ołtarz mój – samotny jak ja sam – o, jesieni moja, jesieni! Pieniądze? jak ćmy się rozlecą. Sława? nieraz płakał, kto cię miał. Przyjaźń? szukaj jej ze świecą nocą, na wietrze, wśród skał. Wicherek tylko płomyk ośwista i zgasi, i czmychnie sobie. A może właśnie tutaj, w tym Babilonie nareszcie moja przystań? Może tu się nad robotą pochylę i wszystko z siebie dam – i krew, i trzewia – i rozzłocę, rozśpiewam moją biblię, moją biblię z lipowego drzewa – i zaszczepię burzliwe serce w wielkich figur spojrzeniach i ruchach. W odwiecznych gruchach… O, moje życie snycerskie, trzy łódeczki kruche.
/por.Wit Stwosz, Konstanty Ildefons Gałczyński/
Stanisław Barszczak, The Fall of Babel
/A Guide to the Tower of Babel/
/What is Stanisław Barszczak’s writing style? His graceful, fluid style, flawless metaphors, and wit and inventiveness make every page a true pleasure to read. The combination of a quaint, everyday world with a charming style truly encourages readers to use their imaginations, perhaps even create their own illustrations. It’s not like reading Old English or Shakespeare. It’s so effortlessly good. Reading another text and visiting the Tower of Babel is like a journey to the center of the Earth or a wandering through Wonderland./
There are stories that must never be forgotten, which is why I created this story… What is Babylon called today? Iraq. Babylon was an ancient city located on the lower Euphrates River in southern Mesopotamia, in present-day Hillah, Iraq, about 85 kilometers (53 miles) south of modern-day Baghdad. What was the ancient name of Iraq? Mesopotamia
Iraq, a country in Southwest Asia. In ancient times, the lands that now constitute Iraq were known as Mesopotamia („Land Between the Rivers”), a region whose vast alluvial plains gave rise to some of the world’s earliest civilizations, including Sumer, Akkad, Babylon, and Assyria.
When the Chinese decided to live in peace, they built the Great Wall of China. They thought no one could climb it because of its height… However, in the 100 years following its construction, the Chinese were invaded three times.
Enemies never had to climb or breach the wall. Because they always bribed the guards and entered through the gates. The Chinese built high and thick walls; but they failed to shape the character of the wall’s guardians. Therefore, building human character is different and important… It precedes building everything else. This is what the new generation needs today. As one orientalist once said: If you want to destroy a nation’s civilization, there are three ways: Destroy the family structure; Destroy the education system; Belittle and humiliate their role models and reference points. Destroy the family; Belittle and degrade motherhood. Destroy the education system; Disregard educators and teachers and lower their reputation in society, so that students despise and belittle them. Belittle the reputation of role models. Work insidiously to destroy scholars and scientists, so that they become suspicious and no one listens to or follows them. When you lose a conscious mother, you lose dedicated teachers, and role models are discredited. Who will teach young people human values…?
Why is the Tower of Babel so famous?
The story of the Tower of Babel succinctly explains the linguistic and cultural differences around the world, using a framework that would have been easy to understand at the time. Another way to understand the Tower of Babel story is to view it as a demonstration of God’s power.
The confusion of tongues (Latin: confusio linguarum) resulting from the construction of the Tower of Babel explains the fragmentation of human languages: God was concerned that people had blasphemed by building the tower to avoid a second flood, so he created many languages, causing…
The Tower of Babel teaches us the importance of building our lives on the foundation of God. He is our strong tower of security (Proverbs 18:10). Why did God confuse the languages?
To this end, they decided to make themselves great by building a great city with a huge tower—and seemingly not recognizing God. To protect humanity from excessive power and falling into the universal sin that caused the flood, God confused the languages and scattered humanity throughout the world.
The author’s text is a loose transcript of a conversation between Senlin and Lydia, his fiancée. No one knows how or when Senlin came into the world. Senlin, endowed with feelings, didn’t believe in that kind of love: sudden, selfish, and insatiable. Love, as poets often portrayed it, was like blind lust in a pompous wig. He believed that true love is more like an education: deep, subtle, and never complete.
Each of us is a multitude. I am not the same person I was this morning, nor the same person yesterday. I am a crowd of myself lined up through time. We are, dear reader, a crowd within a crowd.
Even beauty fades with learning. It is better to look than to stare.
We should not be forced to congratulate each other for behaving with basic human dignity.
It is easier to accept who you have become than to remember who you were.
Never let a rigid itinerary discourage you from an unexpected adventure.
A man or woman who rarely gets lost rarely discovers anything new.
I am suspicious of people who are confident.
Learning begins with failure.
All I know is that ultimately, dreams don’t matter, but neither do regrets. We are not what we want or what we wish for. We are only what we do.
Rich men The poor „learn their lessons.” The poor commit crimes. „Mistakes” are widely considered a trait of the middle class.
History is a love letter to tyrants, written in the blood of the captured, forgotten, and erased!
It’s not cynical to admit that the past has been turned into fiction. It’s a story, not a fact. Reality has been erased. Entire eras have been added and removed. Wars have been exaggerated, and human struggles have been marginalized. Villains have been disguised as heroes. Generous, ambitious, imperfect men and women have been stripped of their flaws or virtues and transformed into figures of morality or depravity. Entire societies have been imbued with motivation, vision, and peace of mind where none existed. Suffering has been transformed into noble sacrifice!
Mirrors aren’t as honest as they might seem. You can rob them, bargain with them, and you can always find a flattering perspective. Truly, nothing reflects an honest state of affairs like the expression on the face of a long-lost friend.
Lidia replies. I’d rather be a nobody at the center of everything than a stuck-up person on the edge of everything. She said it in her usual, careless way. And she inadvertently described him precisely: a stuck-up person on the edge of everything.
I rely on greed and selfishness, forces as reliable as gravity.
My sense of being, my identity, whatever you want to call it, isn’t in my parts. It lives in my past, in the continuity of my present thoughts, and in my hopes for the future. I fear losing my memory more than losing my limbs.
You’ve made it impossible for me to read a book in peace. When you’re gone, just stare at the words until they fall off the page, forming a puddle in my lap. Instead of reading, I sit and remember the hours spent in your company, and I’m more enchanted by this story than anything the author has ever scribbled. I’ve never been lonely in my life, but you’ve made me lonely. When you’re gone, I’m a grief-stricken ruin. I thought I understood the world quite well. But you’ve made everything mysterious again. And that’s disturbing, terrifying, and wonderful, and I want it to stay that way. I want to know all your secrets.
The universe breathes unevenly. The body dies. The fungus grows. The clay spreads. The tree roots. The forest burns. The cloud bursts. The flood drowns. The flood—alluvium nourishes the fields. Inside, outside. Inside, outside. There is no stagnation, no stillness. The source of all misery lies in our insistence that tomorrow be like today. But if that were the case, if it ever were, it would mean the end of everything.
Sometimes a wheel squeaks not because it’s broken, but because it’s carrying the heaviest load.
A crowd does two things well: doing nothing and revolution.
The tradition of libraries boasting about the number of volumes in their collections is well-established, but it’s certainly not cataloging that makes a library, but its circulation. Perhaps libraries should dwell on how many volumes are checked out, crowding bedside tables, circulating among stacks on the mantelpiece, and burdening wallets. Sure, it’s a bit irritating to wade through the library shelves and discover the missing volume, but when the anger subsides, doesn’t a sense of community come flooding in? Gaps in a library are like footprints in the sand; they show us where others have been; they reassure us that we are not alone.
The fundamental lesson of world direction is this: movement, or rather, all progress, even the passage of time, is an illusion. Life is a repetition of stillness.
I’m glad your complacency has given you some exercise, but you forget: we are not such an orderly, sensible, and humane race. Our thoughts don’t line up in grammatical rows, our hearts don’t create equations, our consciences don’t have access to historians whispering answers to us.
You have no friends. Senlin laughed, surprising Lydia. That’s what all my friends say.
We can hide behind curses and excuses, but that doesn’t change the fact that many suffer and die. We may not be responsible for the crimes of our fathers, but make no mistake, we are the beneficiaries of those crimes, which makes us responsible to their victims.
The only event I will definitely attend is my funeral, and I hope I arrive very, very late.
I will feel very weak, and you will feel very foolish. But that’s always the way it is at the beginning. Learning begins with failure.
Every important journey I’ve undertaken has begun the same way: with rumpled sheets, a balled-up pillow, scattered books, and not a moment’s sleep.
Inevitably, invariably, you’ll eventually discover you’re not prepared to make a conscious choice. When in doubt, say: Yes. Yes is an eternal passport. Yes is an eternal coin.
With submission comes certainty. Freedom is full of risk.
Love, as poets often portrayed it, was nothing more than blind lust in a pompous wig.
I’d rather be nothing at the center of everything than A pompous person on the edge of everything.
The reason we study and learn, the reason we take only what we need, is that we have all been given a great gift—the gift of civilization, the gift of understanding, the gift of mastery over our surroundings—and if we abuse these gifts, if we take them for granted, it will be our sons and daughters who will suffer the most. There is nothing wrong with enjoying the fruits of our ancestors’ labor. We should savor this dessert. But this privilege does not absolve us of the responsibility to be faithful guardians of the world we leave to our children.
Gossip was the theater of the uneducated. Each of us is a crowd. I am not the same person I was this morning, nor the same person I was yesterday. I am a crowd of myself, lined up for time. We are, dear reader, a crowd within a crowd.
This is what hope is. Persistence. Refusal to surrender.
Bribery wins more arguments than reason.
When you have a low opinion of yourself, others’ opinions of you become more important than your own.
Senlin easily recognized which porters, upon seeing him, took care of him. The hardest-working ones moved slowly and deliberately, while the laziest ones seemed perpetually fresh and enthusiastic.
Don’t cut off your hand to feed the dog. You only have two hands, and the world is full of dogs.
„Home” is an exaggeration, made all the more meaningful by distance.
Humanity will enter the darkness, singing songs and telling stories, because that’s who we are, and what we do best describes us.
A handkerchief is the universal tool of the experienced traveler. It can be disinfectant, a seat cover, a dust mask, a garrote, a bandage, a gag, or a white flag. You can feel well-prepared by having one with you. I’ve never been able to identify with characters who experience personal tragedy and then emerge immediately hardened and prepared for the journey ahead. It just seems disingenuous. When I experience setbacks, I don’t rise from the ashes with all the answers. I flounder. I fall. I take a step back and fall again. I think developing strength and wisdom takes time and practice.
Have you ever wanted to go back in time? I have. I’d like to find myself when I was younger, carefree, confident, happy—perfect, completely happy. But never completely satisfied. I’d like to find that fool and just beat him up in the street. I took so much for granted.
Of course I have a plan, I said, clapping my hands. We will die.
Often, the easiest way to open a door is to knock on it.
I grow old in the company of youthful ghosts.
Only people who go to bed early believe in happy endings. We night owls understand that happiness isn’t found in endings. It’s found in anticipation, in revelry, and in worn-out greetings. Endings are always sad.
Yes, I’ve heard that people with brain damage are quite happy. And that’s what I’ve always wanted for you, Lydia: for you to be happy, no matter how many blows to the head it takes.
Failure is imperfect, but absolutely incomparable. True failure is better than pristine potential.
Spring is gray, dreary, and rainy for three or four weeks, during which the snow melts. Ditches turn into streams, and everything you own is as damp as a frog’s belly. Then one morning you step outside, the sun is shining, clover has sprouted over the ditches, the trees have sharp leaves like ten thousand green arrowheads, and the air smells like…—and here I had to search for the phrase——like a room full of stately ladies and one wet dog.
We cannot elevate man by humiliating ourselves, any more than we can save a sunken ship by draining the sea.
If the law is subject to change, Mr. Senlin, if it bends and adapts to man, then man will become resolute in his own shortcomings. The law exists to shape human ideals. When you think about it, doesn’t mercy serve the wicked at the expense of the law?
Real conspiracies are inflexible and susceptible to detection, but imaginary plots constantly evolve and are, as a result, indestructible. In other words, conspiracies are impermanent; paranoia is not.
The wonderful thing about regrets is that it’s never too late to have them.
Lydia must have rediscovered fear and, somewhere within it, life.
She had a wide, surprised expression on her face, as if a butterfly had landed on the tip of her nose.
Something within Senlin seemed to crack, and behind that barrier he hadn’t known existed, he discovered a void that seemed to cry out for exploration, an absence that yearned to be filled. It was like discovering a new floor in the house he’d lived in all his life.
Don’t waste your limited patience on those who consider misfortune a competition. Self-pitying spendthrifts are always stingy when it comes time for empathy.
Some friendships develop Like flowers in a garden: they are diligently tended, planted, and nurtured. The land around them is free from competition. Then, after weeks and months of gradual growth and painstaking pruning, the flower blooms. Such cultivated friendships are pleasant and comfortable, though not lasting. Other friendships seem to spring spontaneously, like an egg in a nest or a freckle on the shoulder, and they are often puzzling, as both parties wonder how this unexpected feeling actually came about.
Why do we call a dishonest person two-faced? Is it really so honest to wear the same face day after day, regardless of mood, state, or circumstance? We are not clocks! Have a face for every occasion, I say! Be honest: Wear a mask.
I am angry because we have combined our human genius with the building of an intricate Tower and filled it with the same tyrants who have plagued our race since we crawled out of the sea. Why does our innovation never reach our conscience?
Each of us is a multitude. I am not the same person I was this morning, nor the same person yesterday. I am a crowd of myself, lined up by time. We are, dear reader, a crowd within a crowd.
Such are the ways of man and the laws of the ways in the Silk Gardens, Lydia.
You intellectuals are always surprised to discover how fragile your body is. The mind is so resilient, so remote. But muscles and bones are as simple as straw. They unravel and break. And the more they break, the more the mind shrinks. In the moment before falling into death, the great intellect is reduced to a silent core. The mind is nothing more than a doorway into darkness.
Memory is not like a box of papers—easy to browse, organize, and read. No, memories accumulate like leaves on the forest floor. They are irregular and fragile. They crumble and break upon inspection. The deeper you delve, the more they crumble into the earth.
We all have weaknesses. Not everyone has strengths.
It’s not cynical to admit that the past has been turned into fiction. It’s a story, not a fact. Reality has been erased. Entire eras have been added or removed. Wars have been exaggerated, and human struggles have been marginalized. Villains have been disguised as heroes. Generous, ambitious, imperfect men and women have been stripped of their flaws or virtues and transformed into figures of morality or depravity. Entire societies have been marked by motives, visions, and peace of mind that were not there. Suffering has been transformed into noble sacrifice! Do you know why the Tower’s history is so turbulent? Because too many powerful men fight for the pen, fighting to write their history over our corpses. They know what is at stake: immortality, the character of civilization, and influence across the ages. They fight over who can mislead our grandchildren.
But Senlin knew that while tyrants had many strengths, their weaknesses were generally the same. They were gullible. For a tyrant, there were no prevailing facts, no universal systems of inquiry, no proven truths. Because they preferred their own rationalization to reason, their dogma to discourse, the tyrant’s primary means of testing another’s honesty and loyalty were oaths and intuition. However, because tyrants had no choice but to teach everyone exactly what they wanted to hear, they were easily flattering and deceiving.
It was sometimes difficult to distinguish independence from imprisonment. The two could be very similar.
Gaps are also part of the set. They cannot be replaced. I know how each piece was damaged or lost. I myself broke a plate when I was nine. Now I am an immortal part of the pattern. I’ll take care of my own loopholes…
Lydia felt the birds of her anxiety fall silent again. The rediscovery that she could be helpful and comforting to others eased her sense of having fallen into another trap. Perhaps the world wasn’t filled with trapdoors. Perhaps not everyone was false, much less everything.
And Senlin understood that accusations made in anger were based on emotional evidence, not the substance of the facts, and as such, were irrefutable.
The only cure for gout is moderation; the only cure for excess is charity.
A person can rot like an egg: their shell doesn’t betray it, but everything inside them has rotted…
If you lie loudly enough and long enough, it eventually becomes the truth.
But what was initially unbearable became cathartic over time. As he told his story, he discovered that he had developed certain views about his own motives and decisions. These views seemed to have formed in the ether of emotions and dreams, in that woolly fog that lay beyond the conscious mind’s reach. These weren’t grand revelations, but rather small epiphanies experienced and savored over a morning cup of tea.
I don’t trust sugary cocktails and cheerful men For the same reason: it’s hard to judge how dangerous they are until they hit you in the ear.
But understanding nothing, or very little, of the world and not wanting to understand more than you already do, well, that provokes a sense of superiority. What was once a privilege becomes a right. And that, in my opinion, is dangerous.
Those who claim to be ready for anything are overloaded and invariably unprepared for the one obstacle every adventurer must eventually face—disappointment.
What is poison to the simple can be poison to the wise.
Perhaps he should turn back. Perhaps it was reckless. But what, in the end, was he returning to? To confusion? Ignorance? The inevitable slide into a life of violence? Surely it was better to march forward into ruin than to retreat into decay.
Irena eyed the captain and first officer, taking in Edith’s split lip, the bloodstains on her torn scarf and captain’s shirt, the slingshot that held her powerful arm to her chest, the bloody wound on his forehead, the glistening dust that frosted them from hat to boot, and the strong smell of smoke rising from their clothes. „How was the zoo?” she asked.
We don’t have to become the company we keep. We can hope for the best and cling to those who share our hope.
At the round table of colors, orange reigns supreme. Orange is sublime. Orange burns. And opposite Lady Orange sits Sir Purple. I ask you, is there a color more vulgar? The word itself emerges as if from a toilet. Purple. Slosh. All plums, liver spots, and ink stains. If I ever utter a word of praise for this wretched shade, please snatch my quill and stab me with it.
Senlin loved nothing more in the world than a warm hearth to sit by and a good book to pour his mind into. While the evening storm rattled the shutters, and a glass of port warmed in his hand.
Senlin read late into the night. He was especially fond of old tales, epics in which heroes set out on some impossible and noble quest, facing the dangers along the way with fatalistic courage. Men often perished along the way, brutally and unnaturally slaughtered; torn apart by war machines, trampled by steeds, and quartered by heartless enemies. Their deaths were boastful and lyrical, and always, always more romantic than real. Death was not the end. It was an ellipse. There was no romance in the scene before him. There were no ellipses. Bodies lay on the ground like broken exclamation points.
It’s easy to judge a life you haven’t lived.
If one machine could do the work of so many people, what would be left for those people? A thousand years from now, when the last human labor is taken over by an automaton, would this mean liberation or enslavement of the race?
We don’t have to become the company we keep. We can hope for the better and cling to those who share our hope.
Humanity will march into that final darkness, singing ballads, telling stories, and decorating its walls with languid naked figures, for that is who we truly are: beings who have only just begun to believe in the fleeting beauty of ourselves, just when the heart of the matter becomes questionable.
Senlin was one of those self-righteous intellectuals who talked too much, listened too little, and never changed their minds.
My sense of being, my identity, whatever you want to call it, doesn’t reside in my parts. It lives in my past, in the continuity of my present thoughts, and in my hopes for the future. I fear losing my memory more than losing my limbs.
Songs are emotional. It’s better to play honest mistakes than soulless perfection.
Lydia sadly considered her options. I think humanity has reached its peak on a spoon, right? A spoon can serve as a fork, a knife, a ladle… In fact, a good spoon is enough. I’ll tell you again: if you ever eat fish with a spoon, I’ll appear out of nowhere, wherever you are in the world, snatch the spoon from your hand, and hit you over the head with it!
Pilgrims should remember that the primary consumers of sheep are not wolves, but shepherds.
Sometimes, to fully enjoy a scene, we first have to distance ourselves a bit.
Senlin seemed like an ambitious weed growing in the deep shade of ancient trees.
Senlin knew that home was something fleeting. Home was a feeling filled with memories, a sense, a sense of history, expanded by affection, family, and familiar things. Home was a ritual that harmonized with the melody of the day. It was the healer of all humiliations and failures that must be endured publicly but can only be repaired in secret.
The crowd does two things well: doing nothing and revolution.
The rich „learn lessons.” The poor commit crimes. „Mistakes” are common.
Myth is a story about what we don’t understand within ourselves.
Outrage, like charity, It’s sweeter with an audience.
I think books are like a surgeon’s scalpel. The same blade that can kill when wielded by a fool can save a life in the right hands.
Humanity came into this world with all the physical prowess of a pudding…
If I ever get to the point where I can idly watch a child plummet to its death, I don’t think I can claim to have any priorities.
But if I refused to work with someone I found even the slightest bit repulsive, corrupt, or stupid, I would never work with anyone. Nothing would get done. The inability to compromise is not a sign of moral rectitude—Lidia uttered this sentence with haughty emphasis—”it’s a sign of immaturity. You know who you can’t bargain with? Little children and madmen.”
A historian starts with an ending and then invents a pleasant case.
Even beauty fades with science. Better to look than to stare.
We are not what we want or wish for. We are only what we do.
You might resent yourself for the imperfect joy of life, but it seems like an endless chore. A truly thankless one. I think if we truly knew how good our lives were when they were still good, we would be afraid to do anything, to change anything. We would never take risks, explore the world, or grow. You can either hate yourself for not fully appreciating your happy days when you had them, or you can look back and feel fond memories of them, right?
Do you know what a treaty is, Captain? It’s a document that tells us how the next war will end.
I’ll feel very weak, and you’ll feel very stupid. But that’s always the way it is at the beginning. Learning begins with failure.
Were we all so terribly dissatisfied with ourselves that we couldn’t think of anything better than pretending?
We spent our lives climbing the side of a mountain without the promise of reaching the summit.
A man who isn’t suspicious of a philosophy that appeals to his nature is like a bull comforted by a bumpy path leading to the slaughterhouse.
Regardless of Lydia’s condition, regardless of mine, I will find her and take her home.
Yesterday I read in the newspaper that astronomers believe in the existence of planets that don’t travel on a rail around a star like our rocks. They call them nomads. These nomads wander up there, without a sun to warm them, an orbit to guide them, or other worlds to accompany them. They simply drift in the darkness—aimless, forgotten. Scientists think the galaxy might be full of them. We only see the stars, but the night sky is a crowded graveyard…
„You’re late, Director. Impossible. Directors can’t be late,” I said. The sun must be racing through the expanses of space.
Do you ever feel as if we were straightening picture frames on the walls of a burning house?”
I’ve never looked forward to wearing a dress in my life, so I won’t miss it. But I wonder if anyone will ever look me in the eye again, or if they’ll be too busy staring at that… tractor. Nonsense. It’s nothing a pretty scarf can’t fix.
Senlin regretted having to recite his personal information while standing in a public hall. He tried to remain stoic, but soon he began to mumble and stammer. He felt the blood rush to his face. He was an only child; his parents were dead; he was well-educated and had a good job; he was married; he had no children. The admission of guilt so tersely left him with an embarrassment he could barely describe. In short, he seemed so bland, so unsuccessful. Maybe he was bland. But he didn’t feel it at all.
Senlin cleared his throat and frowned. Lidia, I… have difficulty expressing certain… sincerely hidden feelings. I… He swallowed and shook his head. This wasn’t how he wanted this speech to go. She waited patiently, and he gathered his thoughts.
Instead of reading, I sit and remember the hours spent in your company, and I’m more enchanted by this story than anything the author has scribbled. I’ve never been lonely in my life, but you’ve left me alone. When you’re gone, I’m a grief-stricken ruin. I thought I understood the world quite well. But you’ve made it mysterious again. And that’s disturbing, terrifying, and wonderful, and I want it to stay that way. I want to know all your secrets. And if I could, I’d give you a hundred pianos. I’d give you…
Every spring, the school building was painted white like a bride, and every year, the ocean elements slowly undressed it.
I love a good scandal. There’s nothing more comforting than clucking your lips in disapproval of another person’s public sins from the privacy of your own misery.
Intimacy wasn’t about maintaining an idealistic charade of courtship; it was about accepting and adoring flaws.
While tyrants had many strengths, their weaknesses were generally the same. They were gullible. For a tyrant, there were no binding facts, no universal systems. research, no demonstrable truths. Because they preferred their own rationalization to reason, their dogma. In discourse, the tyrant’s primary means of testing another person’s honesty and loyalty were oaths and intuition. However, because the tyrant had no choice but to teach everyone exactly what they wanted to hear, it was easy to deceive and flatter them.
I only know that ultimately, dreams don’t matter, but neither do regrets. We are not what we want or desire. We are only what we do.
Secondly, you should know that if you choose to be a tyrant, you condemn yourself to a life of paranoia and isolation. Your reign will be defined by betrayal, rebellion, and the terror of your own diminishing abilities. I have conducted historical research and discovered that the most common causes of death among dictators are beheading, dismemberment, disembowelment, hanging, and poisoning. Have you never wondered why the tyrants of the past are always anemic, impotent, depraved, incestuous, deformed, bedwetting? It’s because their obituaries were written by their victims, by the same men and women who pulled down their trousers and severed their heads. So it will be with you. You will live in fear, die in violence, and your name will be scorned for generations. Ponder your fate, young man, that’s all I have to say.
Nothing threatens the delicate masculinity of a tyrant like the sincere passions of other men.
I am the enigma in the Sphinx’s mouth. I am the slave trader who chews the living chain of generations. I am the farmer of dead seeds, the one who fills the holes. Who am I? Senlin whispered back, „Death.”
The dimness of the gathering dusk in the Tower sent a shiver through Senlin’s spine. He cleared his throat and turned to Lydia, silhouetted against the rapidly receding sun. „Who will bury them?” Senlin gently rubbed the dusty wound on his cheek.
„Vultures,” Lydia said grimly. „We should go.”
A reputation ruined on the front page was never restored by a correction on the back. The guillotine doesn’t refund money, and neither does the press.
I’m almost certain this is hope. Stubbornness. Refusal to surrender.
The subtext was obvious: Love, pure and eternal, reigned supreme. Senlin didn’t believe in that kind of love: sudden, selfish, and insatiable. Love, as poets often portrayed it, was simply lust in a pompous wig. He believed that true love was more like education: deep, subtle, and never complete.
Men simply didn’t trust women. They really did. They’ll say, „No, no, no, women are weak. They’re stupid. They need care and guidance.” But I think deep down, they can’t forget that they came from a woman, were nurtured by her, and that their little minds were also shaped by a woman. As they grow up, the very thought of it makes them uncomfortable. But instead of facing their fear, they look for ways to dominate and possess us, to prove that we are weak and they are strong.
The past was full of traps of guilt, fear, and confusion. It was better to be distracted by other people’s lives; it was better to move; it was better to run.
Smiles are like candlelight. They can warm and cheer up the dreariest room. But it would be wise not to forget this: even the brightest candle hides a blackened wick.
I can barely sit in my office without screaming. I’ll clean them up as soon as I find a rag that won’t get any dirtier. My apartment smells like a cave where generations of cheesemakers have cultivated their cheese makers.
Life is never short of opportunities; you simply lose your life.
I’m simply grateful that there’s someone in this madhouse whom I know and whom I can trust. Someone who is an inexhaustible source of encouragement and strength. It’s hard for me to put into words how much I love your company, your character, your…
Look at them, Lidia. They’re going with him. It’s as if no one ever told them about following strangers into the grass. And they call me reckless.
Administrators are oblivious and usually obstructive; effective employees learn to deal with them. That’s always the case.
A big heart isn’t a light one. Even the most precious burdens sometimes have to be shed.
Although Senlin was a year younger than Lydia, he didn’t look like one, and had been since adolescence, like a man struggling to reach the promise of retirement.
He was at rock bottom, in the gutter of the gutter. He couldn’t sink any lower. From here, only death or resurrection could come, so let the resurrection begin!
For several weeks she didn’t tell him the truth, but finally she confessed that she left him because fear had given way to her daily leaps. Her hours were filled with confident, small feats and toothless dangers. She wouldn’t have called it that, but Senlin later gave it a name: it was boredom that drove her from her mother’s house and the safety of her home.
The birds didn’t They contemplate the wonder of the air, and the fish are not captivated by the currents that carry them. I suspect this is true of the lords and ladies of the Tower. For them, gold has become the invisible medium of life.
The truth, when finally spoken, will often sound strange, while a lie is so often familiar.
Powerful men fail just as often, if not more often, than those who have failed. What is special is that they admit to them; they embrace and sustain their failures. They acknowledge their disappointments; they move on!
Senlin wondered how all his former virtues had become flaws. His calmness, patience, love of prudence, rationality, and impartiality—all of these were flaws now. He had to be confident and sharp.
Lydia sighed, as if blowing out a candle. I can say yes; I can even wish it, but forgiveness is a feeling, like love. It’s mysterious and difficult to summon on command. I can only promise that at least we’ll be cordial to each other, because I still like you, Tom, and I want you to be a father to Olivet… „Me too!” „But forgiveness…” She shook her head. „It will take some time. Maybe a little; maybe more than we have.”
Senlin found himself in an open space. An icy gust of wind woke him. The henhouse creaked softly; the wires tinkled like a tambourine. The sky was a deep indigo, and the starlight painted the Tower the color of a glacier. The night was as brutally cold as the day was scorching. Morning was still hours away.
It is in studying the Sphinx that we realize that all wonder is seasoned with awe, all courage tinged with fear, all wisdom a fermentation of foolishness.
I think most men are simply wary of women.
When they grow up, the very thought of it makes them feel uneasy. But instead of facing their fear, they seek ways to dominate and possess us, to prove that we are weak and they are strong. Let me tell you this: the more a man boasts about his grand escapades, in a woman’s boudoir, the more afraid he becomes. I’m sure you’ve noticed how much they like to give us diminutive nicknames. Siren, Jumping Lady… „Golden Watch?” „Exactly, because we shake them to the core.” „Cowards.” „Ah, but there is nothing more dangerous than a coward!
After all, the certainty of a noose is better than the agony of begging.
Yes, it’s a little irritating to wade through the library shelves only to discover a missing volume instead of the one you’re looking for, but once the anger subsides, doesn’t one feel a sense of community? Gaps in the library are like footprints in the sand: within us, where others have already been; they assure us we are not alone.
Underestimating those beneath us is the beginning of every revolution.
Instinct is the fuel that ignites the engine of civilization. Generations have labored to build and refine it. I hope each of you will spend your lives working to maintain it. For without it, we would be dangerous beasts.
„Books are traps.” But why is this so, and who do they trap: the author or the reader? Perhaps they are merely the boasts of vain minds, and what we consider literature is in reality a cult of unsympathetic characters. I hate to think of them as a dam for the floating mind, a trap easy to fall into but rarely escape: neurosis, dogma, daydreaming. No, no, I can’t be that cynical! If books are traps, let them be terrariums: enclosed and still living miniatures of the world.
I’ve been pondering this question: Am I the sum of my parts, or something else? „What do you think?” „My sense of being, my identity, whatever you want to call it, does not reside in my parts. It lives in my past, in the continuity of my present thoughts and in my hopes for the future. I fear losing a memory more than losing a limb.
Men are uniformly rude and indifferent to my commands, and they are so rarely sober that I still cannot distinguish the incapacitated from the lethargic, the imbecile from the drunk.
Lydia was as illegible as a book in a dream.
It was strange to see so few luxuries in possession.
If we had only pencils, only cuneiform tablets, I suspect there would be far fewer books.
Think of a drunk who blames the bottle. Think of a debtor who blames his wallet. We cannot raise a man by humiliating ourselves, any more than we can save a sunken ship by draining the sea.
For a tyrant, there were no binding facts, no universal systems of inquiry, no demonstrable truths. Because The tyrant preferred his own rationalization to reason, dogma to discourse. His primary means of testing another man’s honesty and loyalty were oaths and intuition. However, since the tyrant had no choice but to teach everyone exactly what they wanted to hear, they were easily flattering and easily deceived.
The light was also strange. It poured from the streetlamp outside, through the rose window, which carved all sorts of wonderful colors and shapes. It was like looking into a kaleidoscope. Everything was shattered and beautiful.
He might as well have suggested they sail to the edge of the flat earth and catch shooting stars.
Wallflowers are harmless. They’re pretty creatures that stand in corners with pleasant expressions. It’s the wall weeds I can’t stand. They complain about fireplaces, mope on couches, and sulk over punch bowls, waiting for the question, „Are you okay? You look so sad.” Weeds will linger for hours if you let them. And the only thing that seems to deter them is other people’s happiness.
Routine is like egg whites in a cake: it adds little flavor, but holds everything together.
Mirrors aren’t as honest as they might seem. You can steal from them, bargain with them, and you can always find a flattering perspective in them. Truly, nothing reflects the honest state of affairs like the expression on the face of a long-lost friend.
In one way or another, we all turn to our creators.
Instinct can be roughly divided into two drives: the desire to survive and the desire to reproduce. In humans, the conscious mind is aware of these drives. We have built society to manage our instincts. In fact, society so weakens our instincts that it is easy to forget we even have them.
Anyone who has ever peed, gazing into a telescope and seeing the unfathomable vastness that lies within, knows that wonder ends only when the examination is completed.
Don’t let small people make a great impression. Don’t waste your beauty in mirrors. Don’t make wishes, for wishes only curse the life you have. Never forget that you stand at the end of a long line of short lives.
The Conservator-Alchemist looked at him with the dispassionate intensity of a rifle barrel.
Her father persuaded her to marry into the family.
The tradition of libraries boasting about the number of volumes in their collections is well-established, but aggregation certainly doesn’t make a library; it’s distribution. Perhaps libraries should dwell on how many volumes are checked out, crowding bedside tables, circulating in stacks on the mantelpiece, and weighing down wallets. Yes, it’s a bit irritating to wade through the library shelves only to discover a missing volume instead of the one you’re looking for, but once the anger subsides, doesn’t one feel a sense of community? Gaps in a library are like footprints in the sand: they show us where others have been; they assure us we’re not alone.
I’m guessing the truth, Mr. Conservator, an ideal with which the law seems to have only a passing interest and your publisher a fierce rivalry. You could report on the plight of factory workers, our powerless cabinet that seems to have confused stalemate with stability, or any number of other topics of public concern. Instead, you lurk behind streetlights and pounce on ordinary citizens as if you had any right to their time.
Lydia was learning a curious truth about miracles: when they are arranged, they become ordinary. In the last days, she had been able to see the work of a distinguished sculptor hired by Senlin.
Exploring the Sphinx’s house had forever ruined Lydia behind that unassuming door. One day, in the distant future, she would stand before an ordinary door in an ordinary hotel and feel an unwanted shiver of anticipation. And after opening that simple door that promised so much, only to find only a broom closet or a sterile bedroom, she would think back to those nights.
The earth is littered with the bones of complacent people, but it would be good to remember that it is the cause, not the loss, that ennobles sacrifice.
Senlin recalled reading that calm is often a symptom of shock. If you remember nothing else from what I’ve said, Lydia, remember this: When humanity ceases to aspire, it begins to decline.
The Conservator gave the general impression of an inhumanly tall, unhealthily thin man. His head seemed far too narrow for the shoulders he sat on. The Conservator wore a dusty tuxedo that could have accommodated four or five grown men, a shirt yellowed with age, and a pink bow tie that had probably once been red. His skin was the color of a mottled patina, that unique shade of green typical of old copper pipes. His mouth was wide and thick, and slightly wrinkled. The top half of his head was eyeless and polished, and it took Lydia a moment to recognize it for what it was—something blinding.
Kindness, wisdom, and empathy required development, sacrifice, a willingness to change, but evil never matured. Evil was as immature and foolish at the end of its existence as it was at the beginning.
If the idea is to stop us from leaving, why not just lock the cage? That’s what it’s for! What’s the point of giving us a choice? „Because we’re insecure and he knows it. If we went out that door, they could stop us, handcuff us, and put guards outside. And then we’d truly be trapped,” Senlin said. „But with the doors open, they at least allow us the illusion of freedom. And breaking free from that illusion is quite difficult. They think we’d prefer an imaginary freedom to certain imprisonment.”
The lamp at his elbow, illuminating their faces, made them both look a bit like skeletons. He wondered if they, too, could see the skull behind his face.
You know, there was a time, not so long ago, when I wanted to see the world. At least a few nice places. Mountains. Maybe a forest. But now I just want to go home and… Well, it doesn’t matter what I want. That’s life, right? You don’t get to say when you’ve had enough.
And it’s perfectly fine, my dear Iz, that you’re afraid of the dark. People who tell you not to be afraid of anything are usually the first to die, eaten by tigers. Fear helps us prepare. I tell you, gather your supplies, arm yourself, and make the darkness fear you.
Whenever a choice had to be made between a man of reason and a madman, the world followed the madman without hesitation. When you do something noble and beautiful and no one notices, do not be sad. The sun every morning is a beautiful spectacle, yet most of the audience is still asleep. Don’t waste time. Whatever you can, Lydia, at most raise a prayer…
Who will light even a single candle on my grave for all the splendors of my Annunciations and Ascensions? And where is my grave? Where? Into which, like an oak tree at night, will I collapse and bereave only owls? So much din. So many cities and gates. Time will transform my colors like leaves. My altar—lonely as I am— Oh, my autumn, autumn! Money? Will scatter like moths. Fame? Whoever had you has often cried. Friendship? Seek it with a candle at night, in the wind, among the rocks. The wind only whistles a flame and extinguishes it, then scuttles away. Or perhaps here, in this Babylon, is my haven at last? Perhaps here I will bend over my work and give everything of myself—both blood and viscera—and gild, sing my Bible, my Bible of linden wood—and implant my stormy heart in great figures, glances, and movements. In eternal crashes… Oh, my carved life, three fragile boats.
/cf. Wit Stwosz, Konstanty Ildefons Gałczyński/
——-
Stanisław Barszczak, Pieśń Achillesa
(opowiadanie dla młodzieży)
Mój ojciec był królem i synem królów. I stał się połową mojej duszy, jak mówią poeci. Rozpoznałbym go po samym dotyku, po zapachu; poznałbym go na ślepo, po tym, jak jego oddechy dochodziły, a stopy uderzały o ziemię. Poznałbym go w śmierci, na końcu świata. Jak w ciemności dwa cienie, sięgające przez beznadziejny, ciężki zmierzch. Ich dłonie spotykają się, a światło rozlewa się potokiem niczym sto złotych urn wylewających się ze słońca.
Pamiętam, ojciec mówił:
– Wymień jednego bohatera, który był szczęśliwy.
Zastanawiałem się. – Herakles oszalał i zabił swoją rodzinę; Tezeusz stracił narzeczoną i ojca; dzieci Jazona i jego nowa żona zostały zamordowane przez jego starą żonę; Bellerofont zabił Chimerę, ale został okaleczony upadkiem z grzbietu Pegaza.
– Nie możesz. A siedział prosto, pochylając się do przodu.
– Nie mogę.
– Wiem. Nigdy nie pozwalają ci być sławnym I szczęśliwym. Uniósł brew. – Zdradzę ci sekret.
– Powiedz. Uwielbiałbym, kiedy byłby taki…
– Będę pierwszy. Wziął moją dłoń i przycisnął ją do swojej. Przysięgnij.
– Dlaczego ja?
– Bo ty jesteś powodem. Przysięgam.
– Przysięgam – powiedziałem, zatracony w rumieńcach na jego policzkach, w jego ócz płomieniach.
– Przysięgam – powtórzył jak echo.
Siedzieliśmy tak chwilę, dotykając się dłońmi. Uśmiechnął się szeroko.
– Czuję się, jakbym mógł zjeść cały świat na surowo. Albowiem jestem zrobiony ze wspomnień.
Kiedy On umrze, wszystko, co miękkie, piękne i jasne, zostanie pochowane razem z nim.
Ale w samotnym życiu zdarzają się rzadkie chwile, gdy inna dusza zbliża się do twojej, jak gwiazdy raz do roku muskające ziemię. Takim gwiazdozbiorem był dla mnie.
Byliśmy jak bogowie u zarania świata, a nasza radość była tak jasna, że nie widzieliśmy nic poza sobą.
Zrobiłem to – mówi. Z początku nie rozumiałem go. Ale potem widzę grób i znaki, które zrobił na kamieniu. „Jezus” – głosi napis. W dali inny napis brzmi „Achilles”.
– Idź – mówi ten ostatni. On czeka na ciebie.
Nigdy go nie opuszczę. Tak będzie, zawsze, tak długo, jak mi pozwoli.
Gdybym miał słowa, żeby coś takiego powiedzieć, zrobiłbym to. Ale żadne nie wydawało się wielkie. Wystarczyło, by utrzymać tę narastającą prawdę.
Jakby mnie usłyszał, sięgnął po moją dłoń. Nie musiałem patrzeć; jego palce wryły się w moją pamięć, smukłe i o żyłkach jak płatki kwiatów, silne, szybkie i nigdy się nie mylące.
– Patroklu – powiedział. Zawsze był lepszy ode mnie w słowach.
Uśmiechnął się, a jego twarz była jak słońce.
Pokazał mi swoje blizny, a w zamian pozwolił mi udawać, że ich nie mam.
Nie ma układów między lwem a ludźmi. Zabiję cię i zjem na surowo, jakby powiedział.
Upokorzanie kapłanów wydaje mi się główną rozrywką poetów. Jakby nie było historii, żeby przestać ustawicznie się czołgać i płakać.
Pomyślałem: Nie zniosę tego świata ani chwili dłużej. A potem posłyszałem to: dziecko, stwórz inny…
Achilles patrzył na mnie. – Twoje włosy nigdy nie układają się idealnie, tutaj. Dotknął mojej głowy, tuż za uchem. – Chyba nigdy ci nie mówiłem, jak mi się to podoba.
Poczułem mrowienie na skórze głowy w miejscu, gdzie wcześniej dotykał mnie palcami. – Nie powiedziałeś mi o tym – powiedziałem.
– Powinienem był. Jego dłoń powędrowała w dół do wcięcia w kształcie litery V u podstawy mojej szyi, delikatnie muskając puls. – A co z tym? Czy mówiłem ci, co o tym myślę, tutaj?
– Nie – powiedziałam.
– Więc to na pewno. Jego dłoń przesunęła się po mięśniach mojej klatki piersiowej; skóra pod nią nagrzała się. – Czy ci o tym mówiłem?
– Powiedziałeś już. Oddech mi trochę utknął, gdy mówiłem.
– A co z tego? Jego ręka zatrzymała się na moich biodrach, po czym opuściła się linia mojego uda. – Czy o tym mówiłem?
– Mówiłeś.
– A to? Na pewno bym o tym nie zapomniał. Jego koci uśmiech. Powiedz, że nie.
– Nie.
– Jest też to. Jego ręka była teraz nieustająca. Wiem, że ci o tym mówiłem.
Zamknąłem oczy. – Powiedz mi jeszcze raz – powiedziałem.
On jest bronią, zabójcą. Nie zapominaj o tym. Możesz użyć włóczni jako laski, ale to nie zmieni jej natury.
Wyciągnęliśmy się do siebie, a ja pomyślałem o tym, ile nocy przeleżałem bezsennie, kochając go w milczeniu.
Wymień jednego bohatera, który był szczęśliwy.
Kiedyś myślałem, że bogowie są przeciwieństwem śmierci, ale teraz widzę, że są bardziej martwi niż cokolwiek innego, bo są niezmienni i niczego nie mogą trzymać w dłoniach.
Powszechnie mówi się, że kapłani to delikatne stworzenia, kwiaty, jajka, wszystko, co można zgnieść w chwili nieuwagi. Gdybym kiedykolwiek w to wierzył, już bym nie wierzył.
To, mówię. To i to. Jak wyglądały jego włosy w letnim słońcu. Jego twarz, gdy biegł. Jego oczy, poważne jak u sowy na lekcjach. To i to, i to. Tyle chwil szczęścia, tłoczących się przed nami.
Nigdy go nie opuszczę. Będzie tak, zawsze, tak długo, jak mi na to pozwoli.
Powiedziałbym, że niektórzy ludzie są jak konstelacje, które dotykają ziemi tylko przez chwilę.
Ale być może żaden rodzic nie potrafi naprawdę zobaczyć swojego dziecka. Kiedy patrzymy, widzimy tylko lustro naszych własnych wad.
Achilles pochyla głowę. – To prawda. Ale sława to dziwna rzecz. Niektórzy ludzie zyskują chwałę po śmierci, podczas gdy inni blakną. To, co jest podziwiane w jednym pokoleniu, jest wstrętne w innym. Rozłożył szerokie dłonie. – Nie możemy powiedzieć, kto przetrwa holokaust pamięci. Kto wie? Uśmiecha się. Może pewnego dnia i ja będę sławny. Być może bardziej znany niż ty.
Tylko to: jesteśmy tutaj. To właśnie znaczy pływać w fali, chodzić po ziemi i czuć, jak dotyka twoich stóp. To właśnie znaczy żyć.
Chiron powiedział kiedyś, że narody to najgłupszy ze śmiertelnych wynalazków.
Żaden człowiek nie jest wart więcej niż drugi, skądkolwiek pochodzi.
– A co, jeśli jest twoim przyjacielem? zapytał go Achilles, opierając stopy o ścianę jaskini z różowego kwarcu. A może twoim bratem? Czy powinieneś traktować go tak samo, jak obcego?
– Zadajesz pytanie, o które spierają się filozofowie – powiedział Chiron. – Być może jest dla ciebie więcej wart. Ale obcy jest czyimś przyjacielem i bratem. Więc które życie jest ważniejsze?
Milczeliśmy. Mieliśmy po czternaście lat i te rzeczy były dla nas zbyt trudne. Teraz, gdy mamy dwadzieścia siedem, nadal wydają się zbyt trudne.
Jest połową mojej duszy, jak mawiają poeci. Wkrótce umrze, a jego honor to wszystko, co pozostanie. To jego dziecko, jego najdroższe „ja”. Czy mam go za to ganić? Uratowałem Bryzeidę. Nie mogę uratować ich wszystkich.
Wiem teraz, jak odpowiedziałbym Chironowi. Powiedziałbym: nie ma odpowiedzi. Cokolwiek wybierzesz, jesteś w błędzie.
Tyle lat spędziłem jako dziecko, wpatrując się w jego jasne rysy, szukając myśli, próbując dostrzec wśród nich taką, która nosi moje imię. Ale on był harfą z jedną struną, a nuta, którą grała, była jego wizerunkiem.
– Zawsze byłeś najgorszym z moich dzieci, powiedział. – Pamiętaj, żeby mnie nie zhańbić.
– Mam lepszy pomysł. Zrobię, co zechcę, a kiedy będziesz liczyć swoje dzieci, mnie zostaw…
To jedna rzecz, która łączy bogów i śmiertelników. Kiedy jesteśmy młodzi, myślimy, że jesteśmy pierwszymi, którzy doświadczają każdego uczucia na świecie.
Oczy Achillesa unoszą się. Są przekrwione i martwe. Chciałbym, żeby pozwolił wam wszystkim umrzeć.
Nie ma prawa, które mówi, że bogowie muszą być sprawiedliwi, Achillesie – powiedział Chiron. A może to jest większy żal, po wszystkim, ponad wszystko – by zostać na ziemi, gdy ktoś inny odejdzie. Pomyśl?
Jesteś mądry – powiedział.
– Jeśli tak jest – odparłem – to tylko dlatego, że byłem wystarczająco głupi aby żyć.
Myśl była taka: że całe moje życie było mrokiem i głębią, ale nie byłem częścią tej ciemnej wody. Byłem istotą w jej wnętrzu.
Uśmiechnąłem się, aż zabolały mnie policzki, a skóra głowy swędziała, aż myślałem, że uniesie się z głowy. Język mi uciekł, oszołomiony wolnością. To, to i to, i to, powiedziałem mu. Nie musiałem się obawiać, że mówię za dużo. Nie musiałem się martwić, że jestem za szczupły albo za wolny. To, to i to! Nauczyłem go puszczać kamienie, a on nauczył mnie rzeźbić w drewnie. Czułem każdy nerw w ciele, każde muśnięcie powietrza na skórze.
Złota klatka to wciąż klatka.
– Przyprowadźcie go z powrotem – powiedział im.
Kiedy się urodziłem, słowo określające to, kim byłem, nie istniało.
– Czy nie masz już wspomnień?
Jestem zrobiony ze wspomnień. Mów więc.
– Pójdę – powiedział. Pójdę do Troi.
Różowy blask jego warg, rozpalona zieleń jego oczu. Na jego twarzy nie było ani jednej zmarszczki, nic nie było zmarszczone ani zsiwiałe; wszystko było ostre. Był wiosenny, złoty i promienny. Zazdrosna śmierć wypije jego krew i odmłodnieje… Patrzyła na mnie, jego oczy głębokie jak ziemia.
– Czy pójdziesz ze mną? zapytał.
Niekończący się ból miłości i smutku. Może w innym życiu mógłbym odmówić, wyrwać sobie włosy i krzyczeć, i zmusić go do stanięcia w obliczu wyboru w samotności. Ale nie w tym. Popłynąłby do Troi, a ja poszłabym za nim, nawet w śmierć. – Tak, wyszeptałem. Tak. Ulga odmalowała się na jego twarzy, a on wyciągnął do mnie rękę. Pozwoliłem mu się przytulić, pozwoliłem mu ścisnąć nas na długość rąk, tak blisko, że nic nie mogło się między nami zmieścić.
Łzy napływały i spadały w dół. Nad nami wirowały konstelacje, a księżyc stąpał po swoim zmęczonym torze. Leżeliśmy powaleni i bezsenni, a godziny mijały.
– Uwielbiam to, ale tym razem tego nie powiedzieliśmy. Będą inne chwile na rozmowę, dziś w nocy, jutro i po wszystkie kolejne dni. Puścił moją dłoń.
Kiedy umrę, nakazuję ci zmieszać nasze prochy i pochować nas razem.
Patroklu, mówi, Patroklu. W kółko, aż słychać tylko dźwięk.
Przestałem uważać na śmieszność, na ogon skorpiona ukryty w jego słowach. Powiedział to, co miał na myśli; zdziwiłby się, gdybyś nie wiedział. Niektórzy mogliby to pomylić z prostotą. Ale czyż nie jest rodzajem geniuszu zawsze trafiać w samo serce?
Przywołuję chłopca- młodzieńca, którego znałem. Achillesa, uśmiechającego się szeroko, gdy figi rozmywają się w jego dłoniach. Jego zielone oczy śmieją się w moje. Złap, mówi. Achilles, zarysowany na tle nieba, wiszący na gałęzi nad rzeką. Gęste ciepło jego sennego oddechu na moje ucho. Jeśli musisz iść, pójdę z tobą. Moje lęki zapomniane w złotej przystani jego ramion. Wspomnienia napływają i napływają. On słucha, wpatrując się w słoje kamienia. Wszyscy tam jesteśmy, bogowie i śmiertelni, i chłopiec, który był jednym i drugim.
Nie będę jak ptak hodowany w klatce, pomyślałem, zbyt tępy, by latać, nawet gdy drzwi są otwarte.
Nie możesz wiedzieć, jak bogowie boją się bólu. Nie ma dla nich nic bardziej obcego, więc nic, co bardziej by ich bolało.
Ale ponieważ nic nie wiedziałem, nic nie było poniżej mojego poziomu.
Słusznie jest szukać spokoju dla zmarłych. Oboje wiemy, że nie ma spokoju dla tych, którzy żyją po śmierci.
Był kolejnym nożem, czułem to. Innym rodzajem, ale wciąż nożem. Nie obchodziło mnie to. Pomyślałem: daj mi ostrze. Są rzeczy, za które warto przelać krew.
Możesz nauczyć żmiję jeść z ręki, ale tego nie możesz jej odebrać, jak bardzo lubi gryźć.
Możesz używać włóczni jako laski, ale to nie zmieni jej natury.
Prawda jest taka, że ludzie są okropnymi świniami.
Pogrzebcie nas i zapiszcie nasze imiona na górze. Pozwólcie nam być wolnymi.
Achilles płacze. Tuli mnie i nie chce jeść ani mówić ani słowa poza moim imieniem.
– Idź – mówi. Przyjaciel na ciebie czeka.
Czasami budzę się w ciemności przerażony kruchością mojego życia, jego nikłym oddechem. Obok mnie puls mojego ojca wali mu w gardle; w łóżkach na skórze moich dzieci widać najlżejsze zadrapania. Lekki wietrzyk by je przewrócił, a świat jest pełen nie tylko wietrzyków, ale mnóstwa chorób i kataklizmów, potworów i bólu w tysiącu odmianach. Nie zapominam też o moim ojcu i jemu podobnych, wiszących nad nami, jasnych i ostrych jak miecze, wymierzonych w nasze rozdzierające ciała. Jeśli nie spadną na nas ze złości i złośliwości, to spadną przypadkiem lub z kaprysu. Oddech mi wali w gardle. Jak mogę żyć pod takim ciężarem zagłady? Wstaję wtedy i idę do moich ziół. Tworzę coś, coś przekształcam. Moje czary są tak silne jak zawsze, silniejsze. To też szczęście. Iluż to ma taką moc, swobodę i obronę jak ja? Telemach wychodzi z naszego łóżka, żeby mnie znaleźć. Siedzi ze mną w pachnącej zielenią ciemności, trzymając mnie za rękę. Nasze twarze są teraz pomarszczone, naznaczone wiekiem. Kirke, mówi, wszystko będzie dobrze. To nie słowa wyroczni ani proroka. To słowa, które można by wypowiedzieć do dziecka. Słyszałem, jak mówił je naszym córkom, kiedy kołysał je do snu po koszmarze, kiedy opatrywał ich drobne rany, koił wszystko, co objawiało się piekłem. Jego skóra jest znajoma jak moja pod moimi palcami. Słucham jego oddechu, ciepłego w nocnym powietrzu, i w jakiś sposób czuję pocieszenie. Nie mówi, że nie boli. Nie mówi, że się nie boimy. Tylko to: jesteśmy tutaj. To znaczy płynąć z falą, chodzić po ziemi i czuć, jak dotyka twoich stóp. To znaczy żyć.
Poznam go po śmierci, na końcu świata.
Byłem stary i surowy przez tak długi czas, wyrzeźbiony żalem i latami jak monolit. Ale to był tem kształt, w który zostałem wlany. Nie musiałem go zachowywać.
Zapytałem Kirke kiedyś, jak to zrobiła, jak tak jasno pojmowała świat. Powiedziała mi, że chodzi o to, by pozostać w całkowitym bezruchu i nie okazywać emocji, zostawiając innym przestrzeń do ujawnienia się.
Oczy Achillesa błyszczały w blasku ognia, a jego twarz rysowały migoczące cienie. Poznam to w ciemności lub w przebraniu, powiedziałem sobie. Poznam to nawet w szaleństwie.
Tak właśnie będzie się czuł Achilles, gdy będzie stary. I wtedy sobie przypomniałem: nigdy nie będzie stary.
To było prawie jak strach, w sposobie, w jaki mnie wypełniał, narastał w mojej piersi. To było prawie jak łzy, w tym, jak szybko napływały. Ale to nie było żadne z tych uczuć: radosne tam, gdzie były ciężkie, jasne tam, gdzie były matowe.
To była moja pierwsza lekcja. Pod gładką, znajomą twarzą rzeczy kryje się inna, która tylko czeka, by rozerwać świat na dwoje.
Wtedy zobaczyłem, jak się zmieniłem. Nie przejmowałem się już tym, że przegrywałem, gdy się ścigaliśmy, przegrywałem, gdy dopływaliśmy do skał, przegrywałem, gdy rzucaliśmy włóczniami lub puszczaliśmy kamienie. Bo któż wstydziłby się przegrać z takim pięknem? Wystarczyło patrzeć, jak wygrywa, widzieć błyski podeszew jego stóp, gdy wzbijały piasek, albo unoszenie się i opadanie jego ramion, gdy przedzierał się przez sól. To wystarczyło.
Szalony. Nadal byłbym z tobą. Ale mógłbym spać na zewnątrz, więc nie byłoby to takie oczywiste. Nie muszę uczestniczyć w twoich naradach. Ja…
– Nie… A inni mogą mówić, co chcą. Nadal będę Arystosem Achajonem. Najlepszy z Greków. Twój honor mógłby zostać przez to przyćmiony. Więc jest przyćmiony. Jego szczęka wystrzeliła do przodu, uparty… Są głupcami, jeśli pozwolą, by moja chwała wzrosła lub spadła z tego powodu.
Później, kiedy Agamemnon pytał go, kiedy spotka się z księciem Troi, uśmiechał się swoim najbardziej szczerym, doprowadzającym do szału uśmiechem. Co mi Hektor zrobił?
Kirke, mówi, wszystko będzie dobrze.
To nie słowa wyroczni ani proroka. … Nie ma na myśli, że to nie boli. Nie ma na myśli, że się nie boimy. Tylko to: jesteśmy tutaj. To znaczy płynąć z falą, chodzić po ziemi i czuć, jak dotyka twoich stóp. To znaczy żyć.
Jestem powietrzem i myślą i nic nie mogę zrobić.
Żal był tak wielki, że groził rozerwaniem skóry. Kiedy umrze, wszystko, co szybkie, piękne i jasne, zostanie pochowane razem z nim.
To, co podziwiane w jednym pokoleniu, jest wstrętne w innym. Nie możemy powiedzieć, kto przetrwa holokaust pamięci… Jesteśmy tylko ludźmi, krótkim płomieniem pochodni.
Lecz bogowie rodzą się z nektaru, a ich doskonałość już wybucha z ich palców. Zdobywają więc sławę, udowadniając, co potrafią zniszczyć: niszcząc miasta, wszczynając wojny, siejąc zarazy i potwory. Cały ten dym i aromat unoszą się tak delikatnie z naszych ołtarzy. Pozostawiają po sobie tylko popiół.
Jeśli chodzi o odpowiedź bogini, nie obchodziła mnie. Nie potrzebowałbym jej. Nie planowałem żyć po jego śmierci.
Czarownice nie są takie delikatne.
Wyglądał inaczej we śnie – piękny, ale zimny jak księżyc. Złapałem się na tym, że chciałbym, żeby się obudził, abym mógł zobaczyć, jak powraca życie.
– Ona chce, żebyś był bogiem – powiedziałem mu.
– Wiem. Jego twarz wykrzywiła się z zażenowania, a moje serce mimowolnie się rozjaśniło. To była taka chłopięca odpowiedź. I tak ludzka. Rodzice, wszędzie.
Te sekundy, pół sekundy, kiedy nasze spojrzenia się spotkały, były jedynym momentem w moim dniu, kiedy cokolwiek czułem.
Być może on jest dla ciebie kimś więcej wartym. Ale ten nieznajomy jest czyimś przyjacielem i bratem. Więc które życie jest ważniejsze?
Czy gdy go zabraknie, będę jak Achilles, opłakujący utraconego ukochanego Patroklesa? Próbowałem sobie wyobrazić, jak biegam po plażach, szarpiąc włosy, tuląc strzęp starej tuniki, którą zostawił. Płacząc z bólu po stracie połowy duszy.
Nie mogłem tego dostrzec. Ta świadomość niosła ze sobą ból.
Ale oczywiście nie mogłem umrzeć. Żyłbym dalej, od każdej palącej chwili do następnej. To jest ten żal, który sprawia, że nasz gatunek woli być kamieniami i drzewami niż ciałem.
O mało nie przyszedłem, bo nie chciałem tego opuszczać.
Uśmiechnął się. Teraz wiem, jak sprawić, żebyś wszędzie za mną podążał.
Słońce zaszło za grzbietami Pelionu i byliśmy szczęśliwi.
Kiedy w końcu się odzywa, jego głos jest zmęczony i zrezygnowany. Nie wie też, jak się na mnie gniewać. Jesteśmy jak wilgotne drewno, które nie chce się zapalić.
To był ich ulubiony gorzki żart: ci, którzy walczą z przepowiednią, zaciskają ją sobie jeszcze mocniej na gardle.
To było takie proste. Jeśli chcesz, zrobię to. Jeśli cię to uszczęśliwi, pójdę z tobą. Czy jest taka chwila, że serce pęka?
Wezbrało we mnie poczucie bezpieczeństwa, utknęło mi w gardle. Nigdy go nie opuszczę. Będzie tak zawsze, tak długo, jak mi na to pozwoli.
Później Achilles przysunął się bliżej, by wyszeptać ostatni, senny szept: – Jeśli musisz iść, wiesz, że pójdę z tobą. Spaliśmy.
Myślę: tego będzie mi brakować. Myślę: Wolę się zabić, niż za tym tęsknić. Myślę: ile nam zostało czasu?
Ilu z nas doznałoby przebaczenia, gdyby poznano nasze prawdziwe serca?
Nie miałem prawa go sobie przypisywać, wiem to. Ale w samotnym życiu zdarzają się rzadkie chwile, gdy inna dusza zbliża się do twojej, jak gwiazdy raz w roku muskają ziemię. Taką konstelacją był dla mnie.
Położyłem się i starałem się nie myśleć o mijających minutach. Jeszcze wczoraj mieliśmy ich mnóstwo. Teraz każda była kroplą krwi z serca.
Podobało mu się, jak obsydian odbijał jego światło, jak jego śliskie powierzchnie zapalały się, gdy przechodził. Oczywiście nie zastanawiał się, jak będzie czarno, gdy go zabraknie. Mój ojciec nigdy nie potrafił sobie wyobrazić świata bez siebie.
Ale nie było rany, którą mógłby mi zadać, której ja sam już sobie nie zadałem.
Przesuwam się, nieskończenie drobnym ruchem, w jego stronę. To jak skok z wodospadu. Do tego czasu nie wiem, co zrobię.
– Nie obchodzi ich, czy jesteś dobry. Ledwo obchodzi ich, czy jesteś zły. Jedyne, co sprawia, że słuchają, to siła.
Sam zbiera moje prochy, choć to kobiecy obowiązek. Wkłada je do złotej urny, najpiękniejszej w naszym obozie, i zwraca się do obserwujących Greków.
– Kiedy umrę, nakazałem ci zmieszać nasze prochy i pochować nas razem.
Ostatnia rzecz, o której myślę, to: Achilles.
Poczułem, jak prądy się poruszają. Ziarnka piasku szeleściły o siebie. Jego skrzydła się unosiły. Ciemność wokół nas migotała obłokami jego złoconej krwi. Pod moimi stopami spoczywały kości tysiąca lat. Pomyślałem: Nie zniosę tego świata ani chwili dłużej.
A potem te słowa… dziecko, stwórz inny.
Wtedy dowiedziałem się, że mogę nagiąć świat do swojej woli, jak łuk napina strzałę. Zrobiłbym to tysiąc razy, by utrzymać taką moc w swoich rękach.
Jak gdyby mnie usłyszał, uśmiechnął się, a jego twarz była jak słońce.
Nie ma honoru w zdradzaniu przyjaciół.
Wkroczyłem do tego lasu i moje życie się zaczęło.
W każdej chwili umierali śmiertelnicy, od rozbicia statku i miecza, od dzikich zwierząt i dzikich ludzi, od choroby, zaniedbania i starości. To był ich los, powiedział mi Prometeusz, historia, którą wszyscy dzielili. Nieważne, jak żywi byli za życia, jak błyskotliwi, jak wielkie cuda czynili, obracali się w proch i dym. Tymczasem każdy małostkowy i bezużyteczny bóg wsysał jasne powietrze, aż gwiazdy zgasły.
Całe życie szedłem naprzód, a teraz jestem tutaj. Mam głos śmiertelnika, pozwól mi dokończyć. Podnoszę pełną czarę do ust i piję.
Pozwólcie, że powiem, czym czary nie są: nie są boską mocą, która przychodzi z myślą i mrugnięciem oka. Trzeba to stworzyć i wypracować, zaplanować i wyszukać, wykopać, wysuszyć, posiekać i zmielić, ugotować, opowiedzieć i wyśpiewać. Nawet po tym wszystkim może się nie udać, bo bogowie się nie zdarzają.
Śmiałe działanie i śmiałe maniery to nie to samo.
Nie sądzę, żeby ktokolwiek mógł powiedzieć, co jest w kimś innym.
To zabawne – powiedział – że nawet po tym wszystkim nadal uważasz, że należy ci się nagroda za posłuszeństwo. Myślałem, że nauczysz się tej lekcji w komnatach naszego ojca. Nikt nie skulił się i nie udawał tak jak ty, a jednak wielki Helios nadepnął na ciebie tym szybciej, że już skuliłeś się u jego stóp.
Nieśmiałość niczego nie tworzy.
Wiedział, ale to nie wystarczyło. Smutek był tak wielki, groziło że rozerwie mi skórę. Kiedy umrze, wszystko, co szybkie, piękne i jasne, zostanie pochowane razem z nim.
– To niesprawiedliwe – powiedziałem. To niemożliwe.
– To dwie różne rzeczy – powiedziała moja babcia.
Achilles wydaje dźwięk przypominający duszenie się. Nie ma układów między lwami a ludźmi. Zabiję cię i zjem na surowo. Jego grot włóczni leci w mrocznym wirze, jasnym jak gwiazda wieczorna, by ugodzić w pustkę w gardle Hektora.Ale on był harfą z jedną struną, a nuta, którą grała, należała do niego samego.Gdybym miał słowa, żeby to wypowiedzieć, zrobiłbym to. Ale żadne nie wydawało się wystarczająco mocne, żeby pomieścić tę narastającą prawdę… Jakby mnie usłyszał, wyciągnął rękę do mnie. Nie musiałem patrzeć; jego palce wyryły się w mojej pamięci – smukłe i żyłkowane jak płatki kwiatów, silne, szybkie i nigdy się nie mylące. Patroklu – powiedział. Zawsze lepiej radził sobie ze słowami niż ja.Może po prostu zakładał: gorycz nawyku, chłopca po chłopcu, który uczył się muzyki i medycyny, a potem był wypuszczany na wolność, by mordować.Strach przed porażką był najgorszą rzeczą, jaka mogła się przydarzyć każdemu czarowi.Im większy pomnik, tym większy człowiek. Kamień, który Grecy wyciagają na jego grób, jest ogromny i biały, sięgający nieba. A C H I L L E S, głosi napis. Będzie go reprezentował i przemówi do wszystkich, którzy przeminą: żył i umarł, i znów żyje w pamięci.Nie planowałem żyć po jego śmierci.Kroczyłem w najciemniejszych głębinach. Nie zgadniesz, jakie zaklęcia rzuciłem, jakie trucizny zebrałem, by się przed tobą uchronić, jak twoja moc może odbić się na twojej głowie. Kto wie, co we mnie jest? Dowiesz się?Urazy bogów są tak nieśmiertelne, jak ich ciała.Postarzałem się. Kiedy patrzę w moje polerowane, brązowe lustro, widzę zmarszczki na twarzy. Jestem też gruby, a moja skóra zaczyna wiotczeć. Tnę się ziołami, a blizny zostają. Czasami mi się to podoba. Czasami jestem próżny i niezadowolony. Ale nie pragnę powrotu. Oczywiście moje ciało sięga ziemi. Tam jest jego miejsce.Nic nie mogło przyćmić plamy jego brudnej, śmiertelnej przeciętności…
Tak właśnie śmiertelnicy zdobywali sławę, pomyślałem. Poprzez praktykę i pilność, pielęgnując swoje umiejętności jak ogrody, aż – lśniły w słońcu. I gdy pływaliśmy, bawiliśmy się lub rozmawialiśmy, pojawiało się uczucie. Było niemal jak strach, w sposobie, w jaki mnie wypełniał, narastał w mojej piersi. Było niemal jak łzy, w tym, jak szybko się pojawiał. Ale to nie było żadne z nich – radosne tam, gdzie były ciężkie, jasne tam, gdzie były matowe.Tak właśnie o nas myślę, kiedy wspominam nasze noce w Troi: Achilles i ja obok siebie, uśmiechnięty Feniks i Automedon jąkający się przy puentach żartów, a Bryzeida z tajemniczym spojrzeniem i szybkim, rozlewnym śmiechem.Niekończący się ból miłości i smutku. Może w innym życiu mógłbym odmówić, wyrwać sobie włosy i krzyczeć, i zmusić go do stanięcia w samotności przed swoim wyborem. Ale nie w tym. On popłynie do Troi, a ja pójdę za nim, nawet w śmierć.
Pochylały się ku niemu, niczym kwiaty ku słońcu, chłonąc jego blask. Było tak, jak powiedział Odyseusz: miał dość światła, by uczynić z nich wszystkich bohaterów.Nie bał się kpin, nigdy ich nie zaznał.To i to, i to.Wzrok Priama odnajduje drugie ciało, moje, leżące na łóżku. Waha się przez chwilę. – To jest — twój przyjaciel?
– mówi ostro Achilles. Najukochańszy. Najlepszy z ludzi, a zamordowany przez syna.Nie możemy powiedzieć, kto przetrwa holokaust pamięci.Spośród wszystkich śmiertelników na Ziemi tylko o kilku bogowie kiedykolwiek usłyszą. Rozważmy praktyczne aspekty. Zanim poznamy ich imiona, już nie żyją. Muszą być meteorami, żeby przyciągnąć naszą uwagę. Samym dobrem: jesteś dla nas prochem.Płomienie mnie otaczają i czuję, że oddalam się od życia, rzednę do ledwie słyszalnego dreszczyku w powietrzu. Tęsknię za ciemnością i ciszą podziemnego świata, gdzie mogę odpocząć.Większość ludzi nie zna mnie takim, jakim jestem.
Większość ludzi, z mojego doświadczenia, to głupcy – powiedział.Być może takie rzeczy uchodzą za cnotę wśród bogów. Ale gdzież jest chwała w odbieraniu życia? Umieramy tak łatwo. Czy chcesz go uczynić kolejnym Pyrrusem? Niech opowieści o nim będą czymś więcej.
Zamknąłem oczy. – Powiedz mi jeszcze raz – powiedziałam.Jakkolwiek złoto by lśniło, nie zapominaj o jego ogniu.Wiem teraz, jak odpowiedziałbym Chironowi. Powiedziałbym: nie ma odpowiedzi. Którąkolwiek wybierzesz, jesteś w błędzie.Dźwięk był czysty i słodki jak woda, jasny jak cytryny.
Nie ma prawa, które mówi, że bogowie muszą być sprawiedliwi, Achillesie – powiedział Chiron. A może jednak większym smutkiem jest zostać na ziemi, gdy kogoś innego już nie ma. Myślisz?- Być może – przyznał Achilles.Słuchałem i milczałem. Oczy Achillesa błyszczały w blasku ognia, a jego twarz rysowały się ostro w migoczących cieniach. Poznam to w ciemności lub w przebraniu, powiedziałem sobie. Poznam to nawet w szaleństwie.Nie miałem nic mądrego do powiedzenia, więc powiedziałem coś głupiego.Przypomniałem sobie, co Odyseusz kiedyś o niej powiedział. Że nigdy nie odszedłem, błądziłem, nigdy nie popełniłem błędu. Wtedy byłem zazdrosny. Teraz pomyślałem: co za ciężar. Jaki okropny ciężar na plecach.Lekkie stopy Ariadny przemierzały krąg. Każdy krok był idealny, niczym dar, który sama sobie ofiarowała, a ona uśmiechała się, przyjmując go. Chciałem chwycić ją za ramiona. Cokolwiek zrobisz, chciałem powiedzieć: nie bądź zbyt szczęśliwa. To sprowadzi ogień na twoją głowę.Nic nie powiedziałem i pozwoliłem jej tańczyć.- Zabiłaś go i dokonałaś zemsty. To wystarczy.- Nigdy nie wystarczy – mówi.PO RAZ PIERWSZY od mojej śmierci zapada w niespokojny, drżący sen.Achillesie. Nie mogę znieść widoku twojego smutku.
Jego kończyny drżą i drżą. Daj nam obojgu spokój. Spal mnie i pochowaj. Będę na ciebie czekał w cieniach.Brizeida klęczy przy moim ciele. Przyniosła wodę i ubranie i zmywa krew i brud z mojej skóry. Jej dłonie są delikatne, jakby myła niemowlę, a nie martwe stworzenie. Achilles otwiera namiot, a ich oczy spotykają się nad moim ciałem.
-Odejdź od niego – mówi.
– Już prawie kończę. Nie zasługuje na to, by leżeć w brudzie.
– Nie pozwolę, byś go dotknęła.
Jej oczy są przenikliwe od łez. – Myślisz, że tylko ty go kochałeś?
– Uciekaj. Uciekaj!
– Bardziej ci na nim zależy po śmierci niż za życia. Jej głos jest gorzki z żalu. Jak mogłaś go puścić? Wiedziałaś, że nie potrafi walczyć!
Achilles krzyczy i rozbija miskę. Uciekaj!
Brizeida nawet nie drgnęła. – Zabij mnie. To go nie przywróci. Był wart dziesięciu takich jak ty. Dziesięciu! A ty posłałeś go na śmierć!
Dźwięk, który z niego wydobywa się, jest ledwie ludzki. – Próbowałem go powstrzymać! Mówiłem mu, żeby nie opuszczał plaży!
– To ty go zmusiłeś. Bryzejda podchodzi do niego. – Walczył, żeby cię uratować i twoją ukochaną reputację. Bo nie mógł znieść twojego cierpienia!
Achilles chowa twarz w dłoniach. Ale ona nie ustępuje. Masz… Nigdy na niego nie zasługiwałam. Nie wiem, dlaczego on cię kochał. Dbasz tylko o siebie!
Wzrok Achillesa unosi się, by spotkać się z jej wzrokiem. Boi się, ale się nie cofa. – Mam nadzieję, że Hektor cię zabije.
Oddech chrapie mu w gardle. – Myślisz, że ja nie mam takiej samej nadziei? pyta.Dałem im już wystarczająco dużo. Nie dam im tego.Słodki synu – powiedziałem – masz rację, ten świat jest dzikim i strasznym miejscem, wartym krzyku. Ale teraz jesteś bezpieczny i wszyscy musimy spać. Czy dasz nam trochę spokoju?Jego palce dotknęły strun i wszystkie moje myśli powędrowały przemieszczone. Dźwięk był czysty i słodki jak woda, jasny jak cytryny. Nie przypominał żadnej muzyki, jakiej kiedykolwiek słyszałem. Miał ciepło jak ogień, fakturę i ciężar jak polerowana kość słoniowa. Natychmiast podnosił na duchu i koił.- Powiedz mi, powiedział, kto składa lepsze ofiary, nieszczęśliwy czy szczęśliwy?
– Szczęśliwy, oczywiście.
– Błąd. Szczęśliwy człowiek jest zbyt zajęty swoim życiem. Myśli, że nie jest nikomu dłużny. Ale spraw, by drżał, zabij żonę, okalecz dziecko, a wtedy się odezwie. Będzie głodził swoją rodzinę przez miesiąc, żeby kupić ci jednoroczne, czysto białe cielę. Jeśli go na to stać, kupi ci sto.
– Ale przecież, powiedziałem, w końcu musisz go wynagrodzić. Inaczej przestanie składać ofiary.
– „Och, zdziwiłbym się, jak długo to potrwa. Ale tak, ostatecznie najlepiej mu coś dać. Wtedy znów będzie szczęśliwy. I będziesz mógł zacząć od nowa.- On jest śmiertelnikiem – mówi. „A śmiertelnicy umierają. Jestem śmiertelnikiem!” – krzyczy. Co z tego, że boskość nie może tego zrobić? Co z ciebie?Zacząłem zaskakiwać Achillesa, wołając tych ludzi, gdy szliśmy przez obóz. Zawsze cieszyło mnie, jak w odpowiedzi podnosili rękę, wskazując na bliznę, która dobrze się zagoiła.
Po ich odejściu Achilles kręcił głową. – Nie wiem, jak ty ich wszystkich pamiętasz. Przysięgam, że dla mnie wyglądają tak samo. Śmiałem się i wskazywałem ich ponownie. To Stenelos, woźnica. A to Podarkes, którego brat zginął pierwszy, pamiętasz?Jest ich za wielu – powiedział. Prościej będzie, jeśli zapamiętają tylko mnie.Czy nie masz już żadnych wspomnień? Jestem stworzony ze wspomnień. Wspomnienia przychodzą i odchodzą. Wszyscy tam jesteśmy, bogowie i śmiertelni i chłopiec, który był jednym i drugim.Obserwował mnie, jego oczy głębokie jak ziemia. –
Pójdziesz ze mną? zapytał.
Tak…Nasze usta otworzyły się, a ciepło jego słodkiego gardła wlało się do moich. Nie mogłem myśleć, nie mogłem nic zrobić, tylko chłonąć go, każdy oddech, który napływał, delikatne ruchy jego warg. To był cud.
– Twoja żona to mądra kobieta…Nie potrafię wytłumaczyć, dlaczego mnie poślubiła, ale ponieważ to dla mojego dobra, staram się nie mówić jej o tym.Czarów nie da się nauczyć. Albo się je odkryje, albo nie.Słyszałem, że ludzie mieszkający nad wodospadem przestają go słyszeć – tak nauczyłem się żyć obok rwącego potoku, by go zgubić.Nikt nie jest wart więcej niż inny, skądkolwiek pochodzi.On jest połową mojej duszy, jak mawiają poeci. Wkrótce umrze, a jego honor to wszystko, co pozostanie. A tu jego dziecko, jego najdroższe „ja”.
Nasi ludzie lubili podboje; nie ufali człowiekowi, który sam został podbity.
Stopniowo zacząłem lepiej słuchać: soku płynącego w roślinach, krwi w moich żyłach. Nauczyłem się rozumieć własne intencje, przycinać i dodawać, wyczuwać, gdzie gromadzi się moc i wypowiadać właściwe słowa, by wydobyć ją na powierzchnię. To był moment, dla którego żyłem, kiedy wszystko w końcu stało się jasne i zaklęcie mogło zaśpiewać swoją czystą nutą, dla mnie i tylko dla mnie.
On kiedy się poruszył, było to jak obserwowanie rozlewającej się po jeziorze oliwy, gładkiej i płynnej.Nigdy go nie opuszczę. Tak będzie, zawsze, tak długo, jak mi pozwoli.Przywołuję chłopca, którego znałem. Achillesa, uśmiechającego się szeroko, gdy figi rozmywają się w jego dłoniach. Jego zielone oczy śmieją się do moich. – Złap, mówi. Achilles, zarysowany na tle nieba, wiszący na gałęzi nad rzeką. Gęste ciepło jego sennego oddechu w moim uchu. Jeśli musisz iść, pójdę z tobą. Moje lęki zapomniane w złotej przystani jego ramion.
Wspomnienia przychodzą i przychodzą. Słucha, wpatrując się w słoje kamienia. Wszyscy tam jesteśmy, bogini i śmiertelni, i chłopiec, który był jednym i drugim.Pochowaj nas i zapisz nasze imiona na górze. Pozwól nam być wolnymi.Achilles płacze. Tuli mnie i nie chce jeść, ani mówić ani słowa poza moim imieniem.Jeśli chodzi o odpowiedź bogini, nie obchodziło mnie to. Nie będę jej potrzebować. Nie planowałem żyć po jego śmierci.Wyglądał inaczej we śnie – piękny, ale zimny jak światło księżyca. Przyłapałem się na tym, że chciałbym, żeby się obudził, żebym mógł zobaczyć, jak powraca życie.Te sekundy, pół sekundy, kiedy nasze spojrzenia się spotkały, były jedynym momentem w moim dniu, kiedy cokolwiek czułem.To uczyni cię potężnym. Ale też osłabi. Twoja sprawność w walce przewyższy umiejętności śmiertelnika, ale twoje słabości, twoje wady również się pogłębią.
Masz na myśli, że będę miał problem z obcasem? – zapytałem. – Czy nie mógłbym po prostu, no wiesz, założyć czegoś innego niż sandały? Bez urazy. Załóżmy że jesteśmy wystarczająco mądrzy, by się uczyć i wiedzieć – a jednak niewystarczająco mądrzy, by kontrolować naszą naukę i wiedzę, tak że wykorzystujemy ją do samozniszczenia… Nawet jeśli tak jest, wiedza pozostaje lepsza od ignorancji. Lepiej wiedzieć – nawet jeśli wiedza trwa tylko chwilę poprzedzającą zagładę – niż zyskać życie wieczne za cenę tępego i świńskiego braku zrozumienia wszechświata, który wiruje przed nami niewidzialny w całym swoim cudzie. Taki był wybór Achillesa i taki jest również mój.I przytłoczeni pamięcią obaj mężczyźni ulegli żalowi. Priam płakał swobodnieZa człowiekiem – zabijając Hektora, pulsując, skulony u stóp Achillesa, gdy sam Achilles płakał, teraz za ojcem, teraz znów za Patroklesem. A ich szloch wzmagał się i opadał w całym domu.Myślę: tego będzie mi brakować. Myślę: Wolę się zabić, niż to przegapić. Myślę: ile czasu nam zostało?Dlaczego przyszłaś tu do mnie, kochanie, z tymi wszystkimi instrukcjami? Obiecuję ci, że zrobię wszystko, o co prosisz. Ale podejdź bliżej. Poddajmy się żalowi, choćby na krótko, w swoich ramionach.Być może po prostu przyjął: gorycz nawyku, chłopca po chłopcu szkolonym w muzyce i medycynie, a następnie spuszczanym na wolność, by mordować i zabijać.Briseida klęczy przy moim ciele. Przyniosła wodę i ubranie i zmywa krew i brud z mojej skóry. Jej dłonie są delikatne, jakby myła dziecko, a nie martwą istotę. Achilles otwiera namiot, a ich oczy spotykają się nad moim ciałem.
– Odejdź od niego – mówi.
– Już prawie skończyłam. Nie zasługuje na to, by leżeć w brudzie.
– Nie pozwolę, żebyś go dotknął.
W jej oczach widać łzy. Myślisz, że tylko ty go kochałeś?
Uciekaj. Uciekaj!Achilles krzyczy i rozbija miskę. Uciekaj! Bryzeida nie drgnie. Zabij mnie. To go nie przywróci. Był wart dziesięciu takich jak ty. Dziesięciu! A ty posłałeś go na śmierć! Jezu Chryste, zgwałciłeś Achillesa…
Deski statku wciąż kleiły się od świeżej żywicy. Wychyliliśmy się przez reling, by pomachać na pożegnanie, ciepłe od słońca drewno przywierało do naszych brzuchów. Marynarze podnieśli kotwicę, kwadratową i kredową od muszli, i poluzowali żagle. Następnie zajęli miejsca przy wiosłach, które oplatały łódź niczym rzęsy, czekając na liczenie. Rozbrzmiały bębny, a wiosła uniosły się i opadły, prowadząc nas do Troi.Podobnie jak Achilles, bohater, który zapomniał o pięcie, lub jak Ikar, który lecąc blisko słońca, zapomniał, że jego skrzydła są z wosku, powinniśmy być ostrożni, gdy triumfalne idee wydają się niepodważalne, bo wtedy tym bardziej należy przewidywać ich upadek.Zawsze jest tak, jak było między Achillesem a Homerem: jedna osoba ma doświadczenie, wrażenie, druga je opisuje. Prawdziwy pisarz oddaje słowami jedynie emocje i doświadczenia innych; jest artystą, który potrafi wiele wywnioskować z tego, co sam poczuł. Artyści nie są bynajmniej ludźmi o wielkiej pasji, ale często prezentują się jako tacy, nieświadomie czując, że inni przywiązują większą wagę do pasji, które przedstawiają, jeśli ich własne życie świadczy o ich doświadczeniu w tej dziedzinie. Musimy tylko pozwolić sobie na swobodę, nie panować nad sobą, dać się ponieść. Zaspokoić nasz gniew lub pożądanie, a cały świat natychmiast zawoła: jakiż on namiętny! Ale naprawdę jest coś znaczącego w głęboko gryzącej namiętności, która pochłania i często pożera jednostkę: ktokolwiek tego doświadcza, z pewnością nie opisuje tego w dramatach, muzyce czy powieściach. Artyści są często nieokiełznanymi jednostkami, o ile nie są artystami: ale to co innego.Zraniłeś mnie, Dalekowzroczniaku, najgroźniejszy z bogów; i ukarałbym cię, gdybym miał siłę.Wyglądał na człowieka, który przetrwałby kilka ran, ale tak samo było z Achillesem i Cezarem.Ale ty, Achillesie, Nie ma na świecie człowieka bardziej błogosławionego od ciebie – Nigdy nie było i nigdy nie będzie. Kiedyś, gdy żyłeś, my, Argiwowie, czciliśmy cię jak boga, a teraz tu na dole widzę, Władasz umarłymi z całą swoją mocą. Więc nie smuć się już śmiercią, wielki Achillesie.
Uspokajałem ducha, ale on wybuchnął protestem: Żadnych zwycięskich słów o śmierci, lśniący Odyseuszu! Na Boga, wolałbym służyć na ziemi innemu człowiekowi – Jakiegoś biednego dzierżawcy, który ledwo wiąże koniec z końcem – niż rządzić tu na dole wszystkimi zdychającymi trupami.
W swoim namiocie Achilles smucił się całym swoim jestestwem, a bogowie zobaczyli, że jest już martwym człowiekiem, ofiarą tej części, która kochała – tej części, która była śmiertelna.Mój przyjaciel Patrokles, którego kochałem, nie żyje.Kochałem go bardziej niż jakiegokolwiek innego towarzysza.Kochałem go jak własną głowę, własne życie, siebie.Straciłem go, zabiłem.Mój pierwszy widok legendarnego wojownika był zaskoczeniem. Nie był potężnym olbrzymem jak Ajaks. Jego ciało nie było szerokie i potężne jak u Odyseusza. Wydawał się niski, niemal chłopięcy, jego nagie ramiona i nogi były szczupłe i praktycznie bezwłose. Jego broda była gładko ogolona, a loki długich, czarnych włosów związane srebrnym łańcuchem. Miał na sobie wspaniałą białą jedwabną tunikę, obramowaną fioletowym wzorem w kształcie klucza, przepasaną w talii pasem z przeplatających się złotych półksiężyców… Jego twarz była największym zaskoczeniem. Brzydka, wręcz groteskowa. Wąskie, paciorkowate oczy, usta wykrzywione w wiecznym grymasie, ostry, haczykowaty nos, skóra pokryta bliznami i wżerami… Mały, brzydki chłopiec urodzony, by zostać królem… Młody mężczyzna opętany ogniem, który uciszał śmiech, tłumił drwiny. Jego szczupłe ramiona i nogi były twarde jak żelazo, umięśnione. Jego ciemne oczy były całkowicie pozbawione humoru. Nie miałem wątpliwości, że mógłby pokonać Odyseusza, a nawet potężnego Ajasa, samą siłą woli. Ben BovaWylądował, a broń była już uniesiona, trzymana z zabójczą pewnością siebie, niepodobną do żadnej dziewczyny ani mężczyzny. Największy wojownik swojego pokolenia.Jej usta się zaciskają. – Czy nie masz już żadnych wspomnień?
Jestem zrobiony ze wspomnień. Mów więc.Nie potrafiłabym uczynić go bogiem…Ale ty go stworzyłeś…Poszedł do podziemi, a ja jestem tutaj.Apollon, oburzony traktowaniem swojego przyjaciela Hektora, praktycznie opisuje Achillesa jako brutala i barbarzyńcę. Nie jest nim. Jest człowiekiem kulturalnym i inteligentnym; wie, jak szanować heroldów, jak zabawiać skłóconych przyjaciół. Przewodniczy igrzyskom z niezwykłą kurtuazją i taktem. Jest nie tylko wielkim wojownikiem, ale i wielkim dżentelmenem, a jeśli brakuje mu rycerskości Rolanda, Lancelota czy Beowulfa, to dlatego, że ich rycerskość zabarwiona jest chrześcijańską pokorą, która nie ma pewnego miejsca w galerii cnót homeryckich. Przede wszystkim Achilles to prawdziwy mężczyzna, śmiertelny i omylny, ale wystarczająco szlachetny, by uczynić swoją własną tragedię wielką.Bo ten Hektor, Hektor Homera, który bezczelnie się przechwala, który czasami trzyma się z tyłu, gdy sytuacja jest najgorsza, który ucieka przed Achillesem, jest wciąż bohaterem, który na zawsze zdobywa sympatię i podziw współczesnego czytelnika, o wiele silniej niż kiedykolwiek uczynił to jego zwycięzca. Takie są przypadkowe triumfy Homera.Jej oczy błyszczały jak galaktyki – piękno przewyższające krew Afrodyty.Lwy nie godzą się z ludźmi, wilk nie widzi świata w zgodzie z jagnięciem – są wrogami do końca. Tak samo jest z tobą i ze mną. Przyjaźń między nami jest niemożliwa i nie będzie żadnego rozejmu, dopóki jeden z nas nie upadnie i nie zaleje krwią tarczownika boga bitew.On jest połową mojej duszy, jak mówią poeci. Wkrótce umrze, a jego honor to wszystko, co pozostanie. To jego dziecko, jego najdroższe „ja”. Czy mam go za to ganić? Uratowałem Bryzeidę. Nie mogę uratować ich wszystkich.Chwyta mnie za rękę i opowiada mi o wydarzeniach dnia, o tym, jak jego imię było na ustach wszystkich, o potędze jego nieobecności, wielkiego jak cyklop, kroczącego ciężko wśród żołnierzy. Podniecenie dnia rozgorzało w nim jak płomień w suchej trawie. Po raz pierwszy marzy o zabijaniu: ciosie chwały, jego nieuniknionej włóczni wbijającej się w serce Hektora. Skóra mnie mrowi, gdy to słyszy.- Widzisz? mówi. To początek!
Nie mogę pozbyć się wrażenia, że pod powierzchnią coś pęka.Przysięgnij mi — powiedział. — Przysięgnij mi, że jeśli pójdziesz, nie będziesz z nimi walczył. Zostaniesz z Automedonem w rydwanie i pozwolisz Myrmidonom iść przed sobą.
– Tak. Przycisnąłem dłoń do jego dłoni. „Oczywiście. Nie jestem szalony. Nie chcę ich straszyć, to wszystko.Wiedza napływa do niego, dusząc go. Rozlega się krzyk, który wyrywa mu się z gardła. A potem kolejny, i kolejny. Chwyta włosy w dłonie i wyrywa je z głowy. Złote pasma opadają na zakrwawione ciało. Patrokles, mówi, Patrokles, Patrokles. Raz po raz, aż zostaje tylko dźwięk. Gdzieś Odyseusz klęczy, domagając się jedzenia i picia. Ogarnia go gwałtowna, czerwona wściekłość i omal go tam nie zabija. Ale musiałby mnie puścić. Nie może. Trzyma mnie tak mocno, że czuję ciche bicie jego piersi, niczym skrzydła ćmy. Echo, ostatni urywek ducha wciąż przywiązany do mojego ciała. Męka.Był wart dziesięciu takich jak ty. Dziesięciu! A ty posłałeś go na śmierć!
Bryzejda Płacze, niosąc mnie na nasze łóżko. Moje ciało osuwa się; w namiocie jest ciepło, a zapach wkrótce nadejdzie. Wydaje się, że mu to nie przeszkadza. Trzyma mnie całą noc, przyciskając moje zimne dłonie do swoich ust.Achillesie. Nie mogę znieść widoku twojego smutku.
Jego kończyny drżą i drżą. Daj nam obojgu spokój. Spal mnie i pochowaj. Będę na ciebie czekać w cieniach. Będę – Ale on już się budzi. „Patroklu! Zaczekaj! Jestem tutaj!”Potrząsa ciałem obok siebie. Kiedy nie odpowiadam, znowu płacze.- Przyprowadźcie go z powrotem – powiedział im. Skinęli głowami i zastukali. kładąc włócznie na tarczach z aprobatą.Było jeszcze wiele do powiedzenia, ale tym razem nie powiedzieliśmy tego. Będą inne czasy na rozmowy, dziś wieczorem, jutro i pojutrze.Słusznie jest szukać spokoju dla zmarłych. Oboje wiemy, że nie ma spokoju dla tych, którzy żyją po śmierci.„Nie” – szepcze Achilles.
Trzymasz nas tutaj, Achillesie. Dostałeś wybór i dokonałeś wyboru. Musisz teraz żyć zgodnie z nim.Moja głowa opada na ziemię, a ostatnim obrazem, jaki widzę, jest Hektor, poważnie nachylony nade mną, wijący we mnie włócznię, jakby mieszał w garnku. Ostatnią rzeczą, o której myślę, jest: Achilles.
Achilles płacze. Tuli mnie i nie chce jeść, ani mówić ani słowa poza moim imieniem. Widzę jego twarz jak przez wodę, jak ryba widzi słońce.Achilles słyszy cichy szum jego przelatywania na sekundę przed uderzeniem. Lekko odwraca głowę, jakby chciał go obserwować. Zamyka oczy i czuje, jak ostrze przebija się przez skórę, rozcinając grube mięśnie, wślizgując się między splecione palce żeber. Wreszcie jest jego serce. Krew rozlewa się między łopatkami, ciemna i śliska jak olej. Achilles uśmiecha się, gdy jego twarz uderza o ziemię.Moje życie to moja reputacja — mówi… — To wszystko, co mam. Już niedługo pożyję. Pamięć to wszystko, na co mogę liczyć. — Przełyka ślinę z trudem. — Wiesz o tym. I czy pozwoliłbyś Agamemnonowi ją zniszczyć? Czy pomógłbyś mu ją ode mnie odebrać?
— Nie — mówię. — Ale chciałbym, żeby pamięć była godna tego człowieka. Chciałbym, żebyś był sobą, a nie jakimś tyranem zapamiętanym za swoje okrucieństwo. Są inne sposoby, by Agamemnon zapłacił.
To prawda. Achilles dał Agamemnonowi miecz, na który mógł spaść, a ja powstrzymałem jego rękę.
– Nie ma honoru w zdradzaniu przyjaciół.Jej usta dotknęły moich. Byłam tak zaskoczona, że się nie poruszyłam. Jej usta były miękkie i lekko niepewne. Jej oczy były słodko zamknięte. Z przyzwyczajenia, samoistnie, moje usta się rozchyliły. Minęła chwila, ziemia pod nami, wiatr niósł zapach kwiatów. Potem Bryzelda
cofnęła się, spuszczając wzrok, czekając na osąd. Puls dźwięczał mi w uszach, ale nie tak, jak to przedstawiał Achilles. To było raczej coś w rodzaju zaskoczenia i strachu, że zrobię jej krzywdę. Położyłam dłoń na jej dłoni.Wtedy wiedziała. Wiem, że go kochasz — powiedziała, wahając się chwilę przed każdym słowem. — Wiem. Ale myślałam, że niektórzy mężczyźni mają i żony, i kochanki.
Jej twarz była bardzo mała i tak smutna, że nie mogłem milczeć. — Bryzejdo — powiedziałem — gdybym kiedykolwiek chciał wziąć sobie żonę, to byłabyś to ty.
— Ale ty nie chcesz wziąć sobie żony.— Nie — powiedziałem najdelikatniej, jak potrafiłem.
Patrzę, jak piorun jego triumfu wpada do celu. Jest znawcą bólu. Nic nie mogłoby sprawić Achillesowi większej udręki: zdrada jego najgorszemu wrogowi przez człowieka, którego kocha najmocniej.Zmęczony oddech. – Jesteś lepszym człowiekiem niż ja.Zapadła cisza, a mnie nie obchodziła wilgotna pościel ani to, jak bardzo byłam spocona. Jego oczy były niewzruszone, zielone, nakrapiane złotem. We mnie narastała pewność, utkwiona w gardle. Nigdy go nie opuszczę. Tak będzie, zawsze, tak długo, jak mi na to pozwoli.
Gdybym miał słowa, żeby to powiedzieć, zrobiłbym to. Ale żadne nie wydawało się wystarczająco duże, żeby to wyrazić, żeby pomieścić tę narastającą prawdę.Wykonuję nieskończenie mały ruch w jego stronę. To jak skok z wodospadu. Do tego czasu nie wiem, co zrobię. Pochylam się do przodu i nasze usta niezgrabnie lądują na sobie. Są jak tłuste ciała pszczół, miękkie, okrągłe i oszołomione pyłkiem. Czuję smak jego ust – gorących i słodkich od deserowego miodu. Mój żołądek drży, a pod skórą rozchodzi się ciepła kropla przyjemności. Więcej.Siła mojego pożądania, szybkość, z jaką rozkwita, szokuje mnie; wzdrygam się i odsuwam od niego z przestrachem. Mam chwilę, tylko chwilę, by ujrzeć jego twarz obramowaną popołudniowym światłem, jego lekko rozchylone usta, wciąż w połowie układające się w pocałunek. Jego oczy są szeroko otwarte ze zdziwienia.Nie ma prawa, które nakazywałoby bogom być sprawiedliwymi, Achillesie — powiedział Chiron. — A może jednak większym smutkiem jest zostać na ziemi, gdy ktoś inny odszedł. Myślisz?
W obliczu tego przeznaczenia istnieje tylko jeden świat. Perspektywa godna nas, ta, o której już wspomniano jako o Wyborze Achillesa — lepsze krótkie życie, spokój w czynach i chwale, niż długie życie bez treści. Niebezpieczeństwo jest już tak wielkie dla każdej jednostki, każdej klasy, każdego ludu, że pielęgnowanie jakiejkolwiek iluzji jest godne pożałowania. Czas nie daje się zatrzymać; nie ma mowy o roztropnym odwrocie ani o mądrym wyrzeczeniu. Tylko marzyciele wierzą, że istnieje wyjście.
Do rozwoju należy spełnienie — każda ewolucja ma początek, a każde spełnienie jest końcem. Młodość należy do starości; do powstawania, przemijania; do życia, śmierci. Dla zwierzęcia, związanego naturą swojego myślenia z teraźniejszością, śmierć jest znana lub wyczuwalna jako coś przyszłego, coś, co mu nie zagraża. Zna jedynie strach przed śmiercią w chwili zabicia. Lecz człowiek, którego myśl wyzwoliła się z okowów tu i teraz, wczoraj i jutro, śmiało bada „kiedyś” przeszłości i przyszłości, a od głębi lub płytkości jego natury zależy, czy pokona ten lęk przed końcem, czy nie. Stara grecka legenda – bez której Iliada nie mogłaby powstać – opowiada, jak jego matka postawiła przed Achillesem wybór między długim życiem a krótkim, pełnym czynów i sławy, i jak wybrał to drugie.
Człowiek był i jest zbyt płytki i tchórzliwy, by znieść fakt śmiertelności wszystkiego, co żyje. Owija to w różowy optymizm postępu, obsypuje kwiatami literatury, czołga się za osłoną ideałów, by nie widzieć Nic. Ale nietrwałość, narodziny i przemijanie, są formą wszystkiego, co rzeczywiste – od gwiazd, których przeznaczenie jest dla nas nieobliczalne, aż po ulotne zgromadzenia na naszej planecie. Życie jednostki – czy to zwierzęcia, rośliny, czy człowieka – jest tak samo nietrwałe, jak życie ludów Kultur. Każde stworzenie jest z góry skazane na rozpad, każda myśl, każde odkrycie, każdy czyn – na zapomnienie. Tu, tam i wszędzie jesteśmy świadomi wspaniałych, z góry skazanych na zagładę przebiegów historii. Ruiny „byłych” dzieł martwych Kultur leżą wokół nas. Pycha Prometeusza, który wzniósł rękę ku niebiosom, aby podporządkować boskie moce człowiekowi, niesie ze sobą jego upadek. Co zatem staje się z gadaniną o „nieśmiertelnych osiągnięciach…
Ale oddech życia człowieka nie może powrócić – żadni wojownicy, żaden handel go nie przywróci, kiedy wyślizgnie się z zaciśniętych zębów.
I to byłaby śmierć – śmierć jej samego, nieubłagana korozja jej duszy, aż nawet jej imię zostałoby zapomniane i nic nie pozostałoby poza skorupą człowieka, którym nigdy nie była.
Świat, dla Achillesa, zjednoczył się na nowo wokół nowego centrum…
Powiesz mi, kto cię skrzywdził?
Nie pozwól, by to, co zyskałeś dziś, tak łatwo zaginęło.
Moje lęki zapomniane w złotym porcie jego ramion.
Achilles płacze. Tuli mnie i nie chce jeść, ani mówić ani słowa poza moim imieniem. Widzę jego twarz jak przez wodę, jak ryba widzi słońce. Jego łzy płyną, ale nie mogę ich otrzeć. To jest teraz mój żywioł, półżywot niepogrzebanego ducha.
Nikt nie będzie pamiętał jego chwały, uczciwości ani urody; całe jego złoto obróci się w popiół i ruinę. Ale jego nagrodą jest wieczna sława, która jest zarówno bezcenna, jak i nic nie warta…
Jednak Hektor mu się wymyka, przeciskając się przez rydwany i ludzi z boskim szczęściem. Nikt nie nazywa tchórzostwem, że ucieka. Nie przeżyje, jeśli zostanie złapany. Ma na sobie zbroję Achillesa, nieomylny napierśnik z motywem feniksa, zabrany zza moich zwłok. Mężczyźni wpatrują się w nich; wygląda to niemal tak, jakby Achilles gonił sam siebie.
Wtedy kilka rzeczy wydarzyło się naraz. Achilles – bo to był Achilles – puścił jej dłoń i radośnie rzucił się na mnie, odrzucając mnie siłą swojego uścisku.
– Jest jak krem, taka miękka.
Gdy jej uda cię obejmą, zapomnisz własnego imienia. Do tej pory byłem księciem, oczekiwanym i zapowiadanym. Teraz byłem nieistotny.
W dzikim żalu Achilles zawołał głośno, a jego matka Tetyda go usłyszała… Natychmiast wynurzyła się z wody… za nią nadeszły jej siostry… a lament każdej z nich był cichym szumem wiatru na falach.
Byliśmy jak bogowie u zarania świata, a nasza radość była tak wielka, że nie widzieliśmy niczego poza sobą nawzajem. Jestem zrobiony ze wspomnień…Ale on już się budzi. ‚Patroklu! Zaczekaj! Jestem tutaj!’ Potrząsa ciałem obok siebie. Kiedy nie odpowiadam, znowu płacze… Nie możemy pochować jednego bez drugiego.
Czuję, że mógłbym zjeść świat na surowo. Jestem stworzona ze wspomnień. Kiedy umrze, wszystko, co miękkie, piękne i jasne, zostanie pochowane razem z nim. Byliśmy jak bogowie u zarania świata, a nasza radość była tak jasna, że nie widzieliśmy niczego poza drugim.
Bogowie nam zazdroszczą. Zazdroszczą nam, bo jesteśmy śmiertelni, bo każda chwila może być naszą ostatnią. Wszystko jest piękniejsze, bo jesteśmy skazani na zagładę. Ale nieśmiertelni przędli nasze życia, abyśmy my, nędzni ludzie, żyli…A może jednak większym smutkiem jest zostać na ziemi, gdy ktoś inny odszedł…
Mój ojciec był królem i synem królów. Nie powstał jeden bez drugiego.
W ciemności dwa cienie, przebijające się przez beznadziejny, ciężki zmierzch. Ich dłonie spotykają się, a światło rozlewa się strumieniem niczym sto złotych urn wylewających się ze słońca.
Epilog
Kto nigdy nie popełnił błędu, nigdy nie próbował niczego nowego. Pomylić się to nie upaść. To ruszyć się. Próbować. Żyć. Życie jest jak jazda na rowerze. Aby zachować równowagę, musisz się poruszać. Idź naprzód, nawet jeśli się boisz. Nawet jeśli jesteś zmęczony. Nawet powoli, ale naprzód.
Świat jest niebezpiecznym miejscem, nie przez tych, którzy czynią zło, ale przez tych, którzy patrzą i nic nie robią. Patrzeć bez działania to wybrać, po której stronie się stoi. Staram się postrzegać wszystko, jak cud.
Zachwyt to forma inteligencji. Cud to forma wdzięczności. Dzisiejszym problemem nie jest energia atomowa, lecz serce człowieka.Choć się zestarzałem, moje serce pozostaje młode; nasza dusza zawsze pozostaje w tym samym wieku. Wiem, że to idealny wiek, każdy rok jest wyjątkowy i cenny. Nie żałuj, że się starzejesz, to przywilej, którym nie każdy może się cieszyć. Pozostanie przy życiu z młodym umysłem to sekret, aby żyć szczęśliwie do ostatniego dnia swojego życia.
Percepcja zgodna z mądrością i pozytywnym nastawieniem pozwala dostrzec piękno w rzeczach. Otwiera serce na głęboką wdzięczność, a umysł skłania się ku głębszemu zrozumieniu. Nawet w mrocznych i ponurych cieniach zaczynasz dostrzegać promieniujące światło, które jest przełomem ku jasności i klarownej refleksji.
_______
Stanisław Barszczak, The Song of Achilles
(a story for young people
My father was a king and the son of kings, he became half my soul, as the poets say. I would recognize him by touch alone, by smell, I would know him blindly, by the way his breaths came and his feet struck the ground. I would know him in death, at the end of the world. Like two shadows in the darkness, reaching through a hopeless, heavy twilight. Their hands meet, and light pours forth in a flood like a hundred golden urns pouring from the sun.
I remember my father saying:
„Name one hero who was happy.”
I wondered. „Heracles went mad and killed his family; Theseus lost his fiancée and father; Jason’s children and his new wife were murdered by his old wife; Bellerophon killed the Chimera but was crippled by a fall from Pegasus’s back.”
„You can’t.” And he sat up straight, leaning forward. „I can’t.”
„I know. They never let you be famous or happy.” He raised an eyebrow. „I’ll tell you a secret.”
„Tell me. I’d love it when he was like this…”
„I’ll be the first.” He took my hand and pressed it to his. Swear.
„Why me?”
„Because you’re the reason. I swear.”
„I swear,” I said, lost in the blush on his cheeks, the flames in his eyes.
„I swear,” he echoed.
We sat there for a moment, our hands touching. He smiled broadly.
„I feel like I could eat the whole world raw. For I am made of memories.
When he dies, everything soft, beautiful, and bright will be buried with him.”
But in a lonely life, there are rare moments when another soul approaches yours, like stars that brush the earth once a year. He was such a constellation to me.
We were like gods at the dawn of the world, and our joy was so bright that we saw nothing but ourselves.
„I did it,” he says. At first I didn’t understand him. But then I see the tomb and the markings he made on the stone. „Jesus,” the inscription reads. In the distance, another inscription reads „Achilles.”
„Go,” the latter says. He is waiting for you.
I will never leave him. It will be this way, always, as long as he allows me.
If I had the words to say such a thing, I would. But none of them seemed great. Just enough to hold this growing truth.
As if he had heard me, he reached for my hand. I didn’t have to look; his fingers were etched in my memory, slender and veined like flower petals, strong, swift, and never wrong.
„Patroclus,” he said. He had always been better at words than I was.
He smiled, his face like the sun.
He showed me his scars, and in return, he let me pretend I didn’t have them.
There are no deals between a lion and humans. I’ll kill you and eat you raw, he’d say.
Humiliating priests seems to me the poets’ chief pastime. As if there were no story to stop me from constantly crawling and crying.
I thought: I can’t stand this world a moment longer. And then I heard this: child, create another…
Achilles looked at me. „Your hair never falls perfectly, here.” He touched my head, just behind my ear. „I don’t think I’ve ever told you how much I like this.”
I felt a tingle on my scalp where his fingers had touched me earlier. „You didn’t tell me that,” I said.
„I should have.” His hand traveled down to the V-shaped indentation at the base of my neck, gently stroking my pulse. „What about this?” Have I told you what I think about this, here?
„No,” I said.
„Then it’s definitely true.” His hand slid over the muscles of my chest; the skin beneath it heated up. „Did I tell you that?”
„You already did.” My breath hitched a little as I spoke.
„So what?” His hand lingered on my hips, then lowered the line of my thigh. „Did I tell you that?”
„You did.”
„And this? I certainly wouldn’t forget that.” His catlike smile. „Tell me no.”
„No.”
„There’s also this.” His hand was unwavering now. „I know I told you that.”
I closed my eyes. „Tell me again,” I said.
He’s a weapon, a killer. Don’t forget that. You can use a spear as a staff, but that doesn’t change its nature.
We stretched out, and I thought about how many nights I’d lain awake, loving him in silence.
Name one hero who was happy.
I used to think gods were the opposite of death, but now I see they’re more dead than anything else, because they’re unchanging and can’t hold anything in their hands.
It’s a common saying that priests are delicate creatures, flowers, eggs, anything that can be crushed in a moment of inattention. If I’d ever believed that, I wouldn’t believe it anymore.
This, I say. This and this. How his hair looked in the summer sun. His face as he ran. His eyes, as serious as an owl’s in class. This and this, and this. So many moments of happiness, crowding before us.
I’ll never leave him. It will be like this, forever, as long as he allows me.
I’d say some people are like constellations that touch the earth only for a moment.
But maybe no parent can fix To see your child. When we look, we see only a mirror of our own flaws.
Achilles bows his head. „True. But fame is a strange thing. Some people gain glory in death, while others fade. What is admired in one generation is abhorred in another.” He spread his broad hands. „We cannot say who will survive the holocaust of memory. Who knows?” He smiles. „Maybe one day I too will be famous. Perhaps more famous than you.”
Only this: we are here. This is what it means to ride the wave, to walk the earth and feel it touch your feet. This is what it means to live.”
Chiron once said that nations are the stupidest of mortal inventions.
No man is worth more than another, wherever he comes from.
„What if he is your friend?” Achilles asked him, resting his feet against the wall of the rose quartz cave. „Or perhaps your brother? Should you treat him the same as a stranger?”
„You’re asking a question that philosophers argue about,” Chiron said. „Perhaps he’s worth more to you. But a stranger is someone’s friend and brother. So which life is more important?”
We were silent. We were fourteen, and these things were too hard for us. Now, at twenty-seven, they still seem too hard.
He is half my soul, as the poets say. He will soon die, and his honor is all that remains. This is his child, his most precious self. Should I blame him for this? I saved Briseis. I can’t save them all.
I know now how I would answer Chiron. I would say: there is no answer. Whichever you choose, you are wrong.
I spent so many years as a child, staring at his pale features, searching for thoughts, trying to discern among them the one that bears my name. But he was a harp with a single string, and the note she played was his image.
„You’ve always been the worst of my children,” he said. „Be careful not to dishonor me.”
„I have a better idea. I’ll do whatever I want, and when you count your children, leave me alone…”
That’s one thing that unites gods and mortals. When we’re young, we think we’re the first to experience every feeling in the world.
Achilles’s eyes lift. They’re bloodshot and dead. „I wish he’d let you all die.”
„There’s no law that says gods must be just, Achilles,” Chiron said. „Or maybe this is a greater regret, after all, above all—to remain on earth when someone else has passed away. Think about it?”
„You’re wise,” he said.
„If that’s so,” I replied, „it’s only because I was foolish enough to live.”
The thought was: that my entire life had been darkness and depth, but I wasn’t part of that dark water. I was a being within it.”
I smiled until my cheeks ached, and my scalp itched until I thought it would lift from my head. My tongue escaped, dazed by freedom. This, this, this, and this, I told him. I didn’t have to worry about talking too much. I didn’t have to worry about being too thin or too slow. This, this, and this! I taught him to cast stones, and he taught me to carve wood. I felt every nerve in my body, every touch of air on my skin.
A gilded cage is still a cage.
„Bring him back,” he told them.
When I was born, the word for who I was didn’t exist.
„Do you have no memories anymore?”
„I am made of memories. Speak then.”
„I will go,” he said. I will go to Troy.
The pink glow of his lips, the fiery green of his eyes. There was not a single wrinkle on his face, nothing was lined or gray; Everything was sharp. He was spring-like, golden, and radiant. Jealous death would drink his blood and rejuvenate him… She looked at me, his eyes deep as the earth.
„Will you come with me?” he asked.
The endless pain of love and sadness. Perhaps in another life I could have refused, torn my hair out and screamed, and forced him to face the choice alone. But not in this one. He would have sailed to Troy, and I would have followed him, even into death. „Yes,” I whispered. „Yes.” Relief washed over his face, and he reached out to me. I let him hug me, let him squeeze us at arm’s length, so close nothing could fit between us.
Tears welled up and fell. The constellations swirled above us, and the moon trod its weary course. We lay prostrate and sleepless, and the hours passed.
„I love it,” but we didn’t say it this time. There will be other times to talk, tonight, tomorrow, and for all the days to come. He released my hand.
When I die, I command you to mix our ashes and bury us together.
Patroclus, he says, Patroclus. Over and over again, until only the sound is heard.
I stopped caring about the ridiculousness, the scorpion tail hidden in his words. He said what he meant; you’d be surprised if you didn’t know. Some might mistake it for simplicity. But isn’t it a kind of genius to always strike right to the heart?
I recall the boy—the youth I knew. Achilles, smiling broadly as figs dissolved in his hands. His green eyes His eyes laugh into mine. Catch him, he says. Achilles, silhouetted against the sky, hanging on a branch above the river. The thick warmth of his sleepy breath on my ear. If you must go, I will go with you. My fears forgotten in the golden haven of his arms. Memories flow and flow. He listens, gazing into the grain of the stone. We are all there, gods and mortals, and the boy who was both.
I will not be like a caged bird, I thought, too dull to fly, even with the door open.
You cannot know how the gods fear pain. Nothing is more alien to them, therefore nothing that would hurt them more.
But since I knew nothing, nothing was beneath me.
It is right to seek peace for the dead. We both know there is no peace for those who live after death.
He was another knife, I felt it. A different kind, but still a knife. I didn’t care. I thought: Give me a blade. There are things worth shedding blood for.
You can teach a viper to eat out of your hand, but you can’t take away how much it loves to bite.
You can use a spear as a staff, but that won’t change its nature.
The truth is, humans are terrible swine.
Bury us and write our names on the mountain. Let us be free.
Achilles weeps. He holds me and refuses to eat or speak a word except my name.
„Go,” he says. My friend is waiting for you.
Sometimes I wake in the dark, terrified by the fragility of my life, by his faint breath. Beside me, my father’s pulse pounds in his throat; in the beds, the slightest scratches are visible on my children’s skin. A slight breeze would knock them over, and the world is filled not only with breezes but with a multitude of diseases and disasters, monsters and pain in a thousand varieties. Nor do I forget my father and those like him, hovering above us, bright and sharp as swords, aimed at our rending flesh. If they don’t fall on us out of malice and spite, they will fall by chance or whim. My breath hitches in my throat. How can I live under such a burden of destruction? Then I rise and go to my herbs. I create something, I transform something. My spells are as strong as ever, stronger. That too is happiness. How many have such power, freedom, and defense as I do? Telemachus emerges from our bed to find me. He sits with me in the green-scented darkness, holding my hand. Our faces are now wrinkled, marked by age. Circe, he says, everything will be alright. These are not the words of an oracle or a prophet. These are words one might speak to a child. I heard him say it to our daughters when he rocked them to sleep after a nightmare, when he bandaged their small wounds, soothing all that seemed like hell. His skin is familiar, like mine, beneath my fingers. I listen to his breath, warm in the night air, and somehow I feel comfort. He doesn’t say it doesn’t hurt. He doesn’t say we’re not afraid. Just this: we are here. It means to ride the tide, to walk the earth and feel it touch your feet. It means to live.
I will know him after death, at the end of the world.
I was old and austere for so long, carved by grief and years like a monolith. But that was the shape I was poured into. I didn’t have to maintain it.
I once asked Circe how she did it, how she understood the world so clearly. She told me it was about remaining completely still and showing no emotion, leaving room for others to reveal themselves.
Achilles’s eyes gleamed in the firelight, and his face was etched with flickering shadows. I’ll know it in darkness or disguise, I told myself. I’ll know it even in madness.
This is how Achilles will feel when he’s old. And then I remembered: he’ll never be old.
It was almost like fear, in the way it filled me, swelling in my chest. It was almost like tears, in the way they came quickly. But it wasn’t any of those feelings: joyful where they were heavy, bright where they were dull.
This was my first lesson. Beneath the smooth, familiar face of things lies another, waiting to tear the world in two.
Then I saw how I had changed. I no longer cared that I lost when we raced, lost when we reached the rocks, lost when we threw spears or dropped stones. Because who would be ashamed to lose to such beauty? Just watching him win, seeing the glint of his soles as they kicked up sand, or the rise and fall of his shoulders as he tore through the salt. That was enough.
Crazy.
I would still be with you. But I could sleep outside, so it wouldn’t be so obvious. I don’t have to participate in your councils. I…No… And others can say what they want. I’ll still be Aristos Achaeus. The best of the Greeks. Your honor could be tarnished by that. So it is.
His jaw shot forward, stubborn… They’re fools if they let my glory rise or fall because of that.
Later, when Agamemnon asked him when he would meet the Prince of Troy, he smiled his most sincere, maddening smile.
Laughter. What has Hector done to me?
Cyrce, she says, everything will be alright.
These are not the words of an oracle or a prophet. … He doesn’t mean that it doesn’t hurt. He doesn’t mean that we’re not afraid. Only this: we are here. It means to ride the wave, to walk the earth and feel it touch your feet. It means to live.
I am air and thought, and I can do nothing.
The grief was so great that it threatened to tear the skin. When it dies, everything swift, beautiful, and bright will be buried with it.
What is admired in one generation is abhorrent in another. We cannot say who will survive the holocaust of memory… We are only men, the brief flame of a torch.
But gods are born from nectar, and their perfection already bursts from their fingers. So they gain fame by proving what they can destroy: by destroying cities, starting wars, sowing plagues and monsters. All that smoke and aroma drift so delicately from our altars. They leave only ash behind.
As for the goddess’s answer, I didn’t care. I wouldn’t need it. I didn’t plan on living after his death.
Witches aren’t that delicate.
He looked different in his sleep—beautiful, yet cold, like the moon. I found myself wishing he’d wake up so I could see life return.
„She wants you to be a god,” I told him.
„I know.” His face twisted with embarrassment, and my heart involuntarily lit up. It was such a boyish answer. And so human. Parents, everywhere.
Those seconds, half a second, when our eyes met were the only time in my day I felt anything.
Perhaps he’s worth more to you. But this stranger is someone’s friend and brother. So which life is more important?
When he’s gone, will I be like Achilles, mourning his lost beloved Patroklos? I tried to imagine running along the beaches, tearing at my hair, clutching the scrap of an old tunic he’d left behind. Weeping with the pain of losing half my soul.
I couldn’t see it. The knowledge brought with it pain.
But of course I couldn’t die. I would live on, from each burning moment to the next. This is the grief that makes our species prefer to be stones and trees than flesh.
I almost came because I didn’t want to leave this.
He smiled. Now I know how to make you follow me everywhere.
The sun set behind the ridges of Pelion, and we were happy.
When he finally speaks, his voice is tired and resigned. He doesn’t know how to be angry with me either. We are like damp wood that refuses to ignite.
It was their favorite bitter joke: those who fight the prophecy tighten their grip on it.
It was so simple. If you want, I will. If it makes you happy, I will go with you. Is there ever a moment when your heart breaks?
A sense of security welled up within me, lodged in my throat. I will never leave him. It will always be this way, as long as he allows me.
Then Achilles leaned closer to whisper one last, sleepy whisper: „If you must go, you know I will go with you. We slept.”
I think: I will miss this. I think: I would rather kill myself than miss this. I think: how much time do we have left?
How many of us would find forgiveness if our true hearts were known?
I had no right to claim it, I know that. But in a lonely life, there are rare moments when another soul approaches yours, like the stars touching the earth once a year. He was such a constellation to me.
I lay down and tried not to think about the minutes passing. Just yesterday we had had plenty of them. Now each one was a drop of heartblood.
He liked how the obsidian reflected his light, how its slick surfaces lit up as he passed. Of course, he didn’t consider how dark it would be when he was gone. My father could never imagine a world without him.
But there was no wound he could inflict on me that I hadn’t already inflicted on myself.
I move, infinitesimally small, toward him. It’s like jumping off a waterfall. Until then, I don’t know what I’ll do.
„They don’t care if you’re good. They barely care if you’re bad. The only thing that makes them listen is strength.”
He collects my ashes himself, though it’s a woman’s duty. He places them in a golden urn, the most beautiful in our camp, and turns to the watching Greeks. „When I die, I commanded you to mix our ashes and bury us together.”
The last thing on my mind was: Achilles.
I felt the currents shift. Grains of sand rustled against each other. His wings rose. The darkness around us shimmered with clouds of his gilded blood. Beneath my feet lay the bones of a thousand years. I thought: I cannot bear this world a moment longer.
And then those words… child, create another.
Then I knew I could bend the world to my will, as a bow bends an arrow. I would do it a thousand times to hold such power in my hands.
As if he heard me, he smiled, his face like the sun.
There is no honor in betraying friends.
I entered that forest, and my Life began.
At every moment, mortals were dying, from shipwreck and sword, from wild animals and savage men, from disease, neglect, and old age. This was their fate, Prometheus told me, a story they all shared. No matter how alive they were in life, how brilliant, how great miracles they performed, they turned to dust and smoke. Meanwhile, every petty and useless god sucked in the bright air until the stars faded.
All my life I have moved forward, and now I am here. I have a mortal voice; let me finish. I raise the full cup to my lips and drink.
Let me tell you what magic is not: it is not divine power that comes with a thought and the blink of an eye. It must be created and worked out, planned and sought out, dug up, dried, chopped and ground, cooked, told and sung. Even after all this, it can still fail, for gods do not exist.
Bold action and bold manners are not the same.
I don’t think anyone can tell what’s in someone else.
It’s funny,” he said, „that even after all this, you still think you deserve a reward for obedience. I thought you’d learn that lesson in our father’s chambers. No one cowered and pretended like you did, yet the great Helios stepped on you all the faster because you were already cowering at his feet.
Shyness creates nothing.
He knew, but it wasn’t enough. The sadness was so great, it threatened to tear my skin. When he dies, everything swift, beautiful, and bright will be buried with him.
„It’s not fair,” I said. „It’s impossible.”
„They’re two different things,” my grandmother said.
Achilles makes a choking sound. There are no deals between lions and men. I’ll kill you and eat you raw.” His spearhead flies in a dark swirl, bright as the evening star, to strike the hollow in Hector’s throat.
But he was a harp with a single string, and the note it played belonged to him alone.
If I had the words to say this, I would. But none seemed strong enough to contain this growing truth… As if he had heard me, he reached out to me. I didn’t have to look; his fingers were etched in my memory—slender and veined like flower petals, strong, swift, and never wrong. „Patrokul,” he said. He was always better with words than I was.
Perhaps he was simply assuming: the bitterness of habit, boy after boy who learned music and medicine, then was set free to murder.
The fear of failure was the worst thing that could happen to any spell.
The greater the monument, the greater the man. The stone the Greeks are rolling out for his grave is enormous and white, reaching for the sky. „A C H I L L E S,” the inscription reads. It will represent him and speak to all who pass away: he lived and died, and lives again in memory.
I didn’t plan to live after his death.
I walked in the darkest depths. You won’t guess what spells I cast, what poisons I collected to protect myself from you, how your power might rebound on your head. Who knows what’s inside me? You will find out?
The grudges of the gods are as immortal as their bodies.
I have aged. When I look into my polished bronze mirror, I see wrinkles on my face. I am also fat, and my skin is beginning to sag. I cut myself with herbs, and the scars remain. Sometimes I like it. Sometimes I am vain and dissatisfied. But I have no desire to return. Of course, my body reaches the earth. That’s where it belongs.
Nothing could eclipse the stain of his grimy, mortal mediocrity… This was how mortals earned fame, I thought. Through practice and diligence, cultivating their skills like gardens until they gleamed in the sun.
And whenever we swam, played, or talked, a feeling would arise. It was almost like fear, in the way it filled me, swelling in my chest. It was almost like tears, in the way they came quickly. But it was neither—joyful where they were heavy, bright where they were dull.
This is how I think of us when I remember our nights in Troy: Achilles and I side by side, Phoenix smiling and Automedon stuttering at the punchlines of jokes, and Briseis with her mysterious gaze and quick, expansive laughter.
The endless pain of love and sorrow. Perhaps in another life I could have refused, torn out my hair and screamed, and forced him to face his choice alone. But not in this. He will sail to Troy, and I will follow him, even into death.
They leaned toward him like flowers to the sun, absorbing its radiance. It was as Odysseus said: he had enough light to make them all heroes.
He wasn’t afraid of mockery; he had never known it.
This and that, and that.
Priam’s gaze finds the other body, mine, lying on the bed. He hesitates for a moment. „This is——your friend?” Achilles says sharply. The most beloved. The best of men, yet murdered by his son.
We cannot say who will survive the holocaust of memory.
Of all the mortals on Earth, only a few will the gods ever hear of. Consider the practicalities. Aspects. Before we know their names, they are already dead. They must be meteors to attract our attention. Only good: you are dust to us.
The flames surround me, and I feel myself drifting away from life, thinning to a barely audible shiver in the air. I long for the darkness and silence of the underworld, where I can rest.
Most people don’t know me for who I am. Most people, in my experience, are fools,” he said.
Perhaps such things are considered virtue among the gods. But where is the glory in taking life? We die so easily. Do you want to make him another Pyrrhus? Let the stories about him be something more.
I closed my eyes. „Tell me again,” I said.
However gold may gleam, do not forget his fire.
I know now how I would answer Chiron. I would say: there is no answer. Whichever one you choose, you are wrong.
The sound was pure and sweet as water, bright as lemons.
„There is no law that says the gods must be just, Achilles,” Chiron said. „But perhaps it is a greater sadness to remain on earth when someone else is gone. Do you think so?””Perhaps,” Achilles admitted.I listened and remained silent. Achilles’s eyes glittered in the firelight, his face sharp in the flickering shadows. I will know it in darkness or in disguise, I told myself. I will know it even in madness.
I had nothing wise to say, so I said something foolish.
I remembered what Odysseus had once said about her. That I had never left, never strayed, never made a mistake. I had been jealous then. Now I thought: what a burden. What a terrible burden on my back.”
Ariadne’s light feet paced the circle. Each step was perfect, like a gift she had given herself, and she smiled as she accepted it. I wanted to grab her by the shoulders. Whatever you do, I wanted to say: don’t be too happy. It will bring fire to your head.
I said nothing and let her dance.
„You killed him and took your revenge. That’s enough.””It will never be enough,” she says.FOR THE FIRST TIME since my death, she falls into a restless, shuddering sleep.
Achilles. I can’t bear the sight of your sadness. His limbs tremble and shiver. Leave us both alone. Burn me and bury me. I will wait for you in the shadows.
Briseis kneels by my body. She has brought water and clothes and washes the blood and dirt from my skin. Her hands are gentle, as if she were washing a baby, not a dead creature. Achilles opens the tent, and their eyes meet over my body.
„Get away from him,” she says.
„I’m almost finished. He doesn’t deserve to lie in filth.”
„I won’t let you touch him.”
Her eyes are piercing with tears. – Do you think you’re the only one who loved him?
Run. Run!
– You care more about him in death than in life. Her voice is bitter with regret. How could you let him go? You knew he couldn’t fight!
Achilles screams and shatters the bowl. Run!”
Briseis doesn’t even flinch. – Kill me. It won’t bring him back. He was worth ten like you. Ten! And you sent him to his death!
The sound that escapes him is barely human. – I tried to stop him! I told him not to leave the beach!
„You forced him.” Briseis approaches him. „He fought to save you and your beloved reputation. Because he couldn’t bear your suffering!”
Achilles buries his face in his hands. But she won’t budge. You have… I never deserved him. I don’t know why he loved you. You only care about yourself!
Achilles’s gaze lifts to meet hers. He’s afraid, but he doesn’t back down. – I hope Hector kills you.
His breath catches in his throat. – Do you think I don’t have the same hope? he asks.
I’ve given them enough. I won’t give them that.
– Sweet son, I said, you’re right, this world is a wild and terrible place, worth screaming at. But you’re safe now, and we all must sleep. Will you give us some peace?
His fingers touched the strings, and all my thoughts wandered, dislocated. The sound was pure and sweet as water, bright as lemons. It was unlike any music I’d ever heard. It had the warmth of fire, the texture and weight of polished ivory. It instantly lifted and soothed.
– Tell me, he said, who makes better sacrifices, the unhappy one or the happy one?
The happy one, of course.
A mistake. A happy man is too busy with his life. He thinks he owes no one. But make him tremble, kill his wife, mutilate his child, and then he’ll speak up. He’ll starve his family for a month to buy you a one-year-old, pure white calf. If he can afford it, he’ll buy you a hundred.
But, I said, you have to reward him eventually. Otherwise, he’ll stop making sacrifices.
Oh, I’d be surprised how long it takes. But yes, ultimately, it’s best to give him something. Then he’ll be happy again. And you can start over.
– He’s mortal, he says. And mortals die. I’m mortal!” he shouts. „So what if divinity can’t do it? So what if you?
I began to surprise Achilles by calling out to these men as we walked through the camp. It always delighted me when they raised their hand in response, pointing to the scar that had healed well. After they left, Achilles shook his head. „I don’t know how you remember them all. I swear they look the same to me.” I laughed and pointed them out again. That’s Sthenelus, the charioteer. And that’s Podarkes, whose brother died first, remember?
„There are too many of them,” he said. „It would be easier if they only remembered me.”
„Do you have no memories left? I’m made of memories. Memories come and go. We’re all there, gods and mortals, and the boy who was both.”
He watched me, his eyes deep as the earth. „Will you come with me?” he asked.
„Yes…”
Our mouths opened, and the warmth of his sweet throat poured into mine. I couldn’t think, couldn’t do anything but absorb him, every breath that came, the gentle movements of his lips. It was a miracle.
„Your wife is a wise woman…”
I can’t explain why she married me, but because it’s for my own good, I try not to tell her.
You can’t learn magic. You either discover it or you don’t.
I’ve heard that people living by a waterfall stop hearing it—that’s how I learned to live next to a rushing stream, only to lose it.
No one is worth more than another, wherever they come from.
He is half my soul, as the poets say. Soon he will die, and his honor is all that remains. And here is his child, his dearest self.
Our people reveled in conquest; they distrusted a man who had himself been conquered.
Gradually, I began to listen better: to the sap flowing in the plants, the blood in my veins. I learned to understand my own intentions, to trim and add, to sense where the power gathered and to speak the right words to bring it to the surface. This was the moment I lived for, when everything finally became clear and the spell could sing its pure note, for me and only me.
When he moved, it was like watching oil spread across a lake, smooth and liquid.
I will never leave him. This will be, always, as long as he allows me.
I summon the boy I knew. Achilles, smiling broadly as figs blur in his hands. His green eyes laugh at mine. „Catch,” he says. Achilles, silhouetted against the sky, hanging on a branch above the river. The thick warmth of his sleepy breath in my ear. If you must go, I will go with you. My fears forgotten in the golden haven of his arms. Memories come and go. He listens, staring into the grain of the stone. We are all there, goddess and mortal, and the boy who was both.
Bury us and write our names on the mountain. Let us be free.
Achilles weeps. He holds me and refuses to eat, or speak a word beyond my name.
As for the goddess’s answer, I didn’t care. I wouldn’t need her. I didn’t plan to live after his death.
He looked different in his dream—beautiful, yet cold as moonlight. I found myself wishing he would wake up so I could see life return.
Those seconds, half a second, when our eyes met were the only time in my day I felt anything.
It will make you powerful. But it will also weaken you. Your fighting prowess will surpass that of a mortal, but your weaknesses, your flaws, will also deepen.
You mean I’ll have trouble with my heel? I asked. „Couldn’t I just, you know, wear something other than sandals? No offense.”
Suppose we’re wise enough to learn and know—and yet not wise enough to control our learning and knowledge so that we use it to self-destruct… Even so, knowledge remains preferable to ignorance. Better to know—even if knowledge lasts only a moment before destruction—than to gain eternal life at the price of a dull and filthy lack of understanding of the universe that swirls before us, invisible in all its wonder. That was Achilles’s choice, and so is mine.
And, overwhelmed by memory, both men succumbed to grief. Priam wept freely.
For the man—killing Hector, throbbing, crouched at Achilles’ feet, as Achilles himself wept, now for his father, now again for Patroclus. And their sobbing rose and fell throughout the house.
I think: I will miss this. I think: I’d rather kill myself than miss this. I think: how much time do we have left?
Why did you come to me, my love, with all these instructions? I promise you I’ll do everything you ask. But come closer. Let’s surrender to grief, even if only briefly, in each other’s arms.
Perhaps he simply accepted: the bitterness of habit, boy after boy trained in music and medicine, then set free to murder and kill.
Briseida kneels beside my body. She’s brought water and clothes and washes the blood and dirt from my skin. Her hands are gentle, as if she were washing a child, not a dead creature. Achilles opens the tent, and their eyes meet
They linger over my body.
„Get away from him,” she says.
„I’m almost done. He doesn’t deserve to lie in filth.”
„I won’t let you touch him.”
Tears welled up in her eyes. Do you think you were the only one who loved him? Run. Run!
Achilles screams and smashes the bowl. Run!
Briseis won’t budge. Kill me. It won’t bring him back. He was worth ten like you. Ten! And you sent him to his death!
Jesus Christ, you raped Achilles…
The ship’s planks were still sticky with fresh sap. We leaned over the railing to wave goodbye, the sun-warm wood clinging to our bellies. The sailors raised the anchor, square and chalky with shells, and loosened the sails. Then they took their places at the oars, which draped the boat like eyelashes, waiting to be counted. Drums rang out, and the oars rose and fell, guiding us to Troy.
Like Achilles, the hero who forgot his heel, or like Icarus, who, flying close to the sun, forgot that his wings were made of wax, we should be cautious when triumphant ideas seem unassailable, for then we should anticipate their downfall all the more.
It is always as it was between Achilles and Homer: one person has an experience, an impression, the other describes it. A true writer conveys only the emotions and experiences of others; he is an artist who can infer much from what he himself has felt. Artists are by no means people of great passion, but they often present themselves as such, unconsciously sensing that others attach greater importance to the passions they portray if their own lives bear witness to their experience in this field. We need only allow ourselves freedom, not to control ourselves, to let ourselves be carried away. Satisfy our anger or desire, and the whole world will immediately exclaim: how passionate he is! But there is truly something significant in the deeply gnawing passion that consumes and often devours the individual: whoever experiences this certainly does not describe it in dramas, music, or novels. Artists are often untamed individuals, unless they are artists: but that is a different matter.
You wounded me, Farsighted One, most dangerous of gods; and I would punish you if I had the strength.
He looked like a man who could withstand several wounds, but so were Achilles and Caesar.
But you, Achilles, there is no man in the world more blessed than you—never was, and never will be. Once, when you were alive, we Argives worshiped you as a god, and now, down here, I see, you rule the dead with all your might. So don’t grieve over death, great Achilles.
I soothed the spirit, but it burst into protest: No more triumphant words about death, shining Odysseus! By God, I would rather serve another man on earth—some poor sharecropper barely making ends meet—than rule all the dying corpses down here.
In his tent, Achilles grieved with his whole being, and the gods saw that he was already a dead man, a victim of the part that loved—the part that was mortal.
My friend Patrokles, whom I loved, is dead.
I loved him more than any other companion.
I loved him like my own head, my own life, myself.
I lost him, I killed him.
My first sight of the legendary warrior was a surprise. He was not a mighty giant like Ajax. His body wasn’t broad and powerful like Odysseus’s. He appeared short, almost boyish, his bare arms and legs slim and practically hairless. His beard was clean-shaven, and the locks of his long black hair were bound with a silver chain. He wore a magnificent white silk tunic, framed with a purple key-shaped pattern, and belted at the waist with a belt of interwoven gold crescents… His face was the greatest surprise. Ugly, even grotesque. Narrow, beady eyes, a mouth twisted in a perpetual grimace, a sharp, hooked nose, skin covered with scars and pits… A small, ugly boy born to be king… A young man possessed by a fire that silenced laughter, stifled mockery. His slender arms and legs were as hard as iron, muscular. His dark eyes were utterly devoid of humor. I had no doubt he could defeat Odysseus, even the mighty Ajax, by sheer force of will. Ben Bova
He landed, his weapon already raised, held with a deadly confidence unlike any girl or man. The greatest warrior of his generation.
Her lips tighten. „Do you have no memories left? I am made of memories. Speak then.”
I could not make him a god…
But you created him…
He went to the underworld, and I am here.
Apollon, outraged by the treatment of his friend Hector, practically describes Achilles as a brute and a barbarian. He is not. He is a cultured and intelligent man; he knows how to respect heralds, how to entertain quarreling friends. He presides over the games with extraordinary courtesy and tact. He is not only a great warrior, but also a great gentleman, and if
If he lacks the chivalry of Roland, Lancelot, or Beowulf, it is because their chivalry is tinged with Christian humility, which has no secure place in the Homeric virtues. Above all, Achilles is a true man, mortal and fallible, yet noble enough to make his own tragedy great.
Because this Hector, Homer’s Hector, who brags brazenly, who sometimes holds back when the going gets tough, who flees from Achilles, is still a hero who forever wins the sympathy and admiration of the modern reader, far more powerfully than his conqueror ever did. Such are Homer’s accidental triumphs.
Her eyes sparkled like galaxies—a beauty surpassing Aphrodite’s blood.
Lions do not reconcile with humans, a wolf does not see the world in harmony with a lamb—they are enemies to the end. The same is true of you and me. Friendship between us is impossible, and there will be no truce until one of us falls and drenches the shieldbearer of the god of battles in blood.
He is half my soul, as the poets say. Soon he will die, and his honor is all that remains. This is his child, his most precious self. Should I rebuke him for this? I saved Briseis. I cannot save them all.
He takes my hand and tells me of the day’s events, of how his name was on everyone’s lips, of the power of his absence, towering as a Cyclops, striding heavily among the soldiers. The excitement of the day has flared within him like a flame in the dry grass. For the first time, he dreams of killing: the blow of glory, his inevitable spear piercing Hector’s heart. My skin tingles at the sound of it.
„See?” he says. „This is the beginning!”
I can’t shake the feeling that something is breaking beneath the surface. „Swear to me,” he said. „Swear to me that if you go, you won’t fight them. You’ll stay with Automedon in the chariot and let the Myrmidons go before you.”
„Yes.” I pressed my hand against his. „Of course. I’m not mad. I don’t want to scare them, that’s all.”
Knowledge surges through him, choking him. A scream rips from his throat. Then another, and another. He grabs his hair in his hands and rips it from his head. Golden strands fall over his bloody body. Patrokles, he says, Patrokles, Patrokles. Over and over again, until only the sound remains. Somewhere, Odysseus kneels, demanding food and drink. A violent, red rage seizes him and nearly kills him there. But he would have to let go. He can’t. He holds me so tightly that I feel the silent beating of his chest, like the wings of a moth. An echo, the last fragment of his spirit still attached to my body. Torment.
He was worth ten like you. Ten! And you sent him to his death!
Briseis cries, carrying me to our bed. My body slumps; the tent is warm, and the scent will soon come. It seems That it doesn’t bother him. He holds me all night, pressing my cold hands to his lips.
Achilles. I can’t bear the sight of your sadness. His limbs tremble and shiver. Leave us both alone. Burn me and bury me. I will wait for you in the shadows. I will—But he is already waking. „Patroc! Wait! I am here!”
He shakes the body beside him. When I don’t respond, he cries again.
„Bring him back,” he told them. They nodded and knocked, placing their spears on their shields in agreement.
There was much more to say, but we didn’t say it this time. There will be other times to talk, tonight, tomorrow, and the day after.
It is right to seek peace for the dead. We both know there is no peace for those who live after death.
„No,” Achilles whispers.
You keep us here, Achilles. You were given a choice, and you made your choice. You must live by it now.
My head falls to the ground, and the last image I see is Hector, leaning gravely over me, swirling his spear at me as if stirring a pot. The last thing I think of is: Achilles.
Achilles is crying. He hugs me and refuses to eat, or say a word beyond my name. I see his face as if through water, like a fish seeing the sun.
Achilles hears the faint sound of his flight a second before impact. He turns his head slightly, as if to observe him. He closes his eyes and feels the blade pierce his skin, slicing through thick muscle, sliding between the intertwined fingers of his ribs. Finally, there is his heart. Blood spills between his shoulder blades, dark and slick as oil. Achilles smiles as his face hits the ground.
„My life is my reputation,” he says… „It’s all I have. I won’t live long. Memory is all I can hope for.” He swallows hard. „You know that. And would you let Agamemnon destroy her? Would you help him take her from me?”
„No,” I say. „But I want the memory to be worthy of this man. I want you to be yourself, not some tyrant remembered for his cruelty. There are other ways to make Agamemnon pay.”
It’s true. Achilles gave Agamemnon a sword to fall on, and I stayed his hand.
„There is no honor in betraying friends.”
Her lips touched mine. I was so surprised I didn’t move. Her lips were soft and slightly uncertain. Her eyes were sweetly closed. Out of habit, of their own accord, my mouth parted. A moment passed, the earth beneath us, the breeze carrying the scent of flowers. Then Briselda stepped back, lowering her gaze, waiting for judgment. My pulse rang in my ears, but not in the way Achilles had portrayed. It was more like surprise and fear that I would hurt her. I placed my hand on hers.
Then she knew.
„I know you love him,” she said, hesitating a moment before each word. „I know. But I thought some men had both wives and lovers.” Her face was very small and so sad that I couldn’t keep silent. „Briseida,” I said, „if I ever wanted to take a wife, it would be you.”
„But you don’t want to take a wife.”
„No,” I said as gently as I could.
I watch the bolt of his triumph fall to its mark. He is a connoisseur of pain. Nothing could cause Achilles greater torment: betrayal by the man he loves most to his worst enemy.
A weary breath. „You are a better man than me.”
Silence fell, and I didn’t care about the damp sheets or how sweaty I was. His eyes were unwavering, green, flecked with gold. A certainty grew within me, lodged in my throat. I will never leave him. It will be like this, always, as long as he allows me.
If I had the words to say it, I would. But none seemed large enough to express it, to contain this growing truth.
I make an infinitesimal move toward him. It’s like jumping off a waterfall. Until then, I don’t know what I’ll do. I lean forward, and our lips land awkwardly on each other. They are like the fat bodies of bees, soft, round, and dazed with pollen. I taste his lips—hot and sweet with dessert honey. My stomach quivers, and a warm drop of pleasure spreads beneath my skin. More.
The strength of my desire, the speed with which it blossoms, shocks me; I shudder and pull away from him in fear. I have a moment, just a moment, to see his face framed by the afternoon light, his slightly parted lips still halfway into a kiss. His eyes are wide with surprise.
There is no law that commands the gods to be just, Achilles,” Chiron said. „Or perhaps it is a greater sadness to remain on earth when another has departed. Do you think?
In the face of this destiny, there is only one world. A perspective worthy of us, the one already mentioned as Achilles’ Choice—better a short life, peaceful in deeds and glory, than a long life without meaning. The danger is already so great for every individual, every class, every people that cultivating any illusion is regrettable. Time cannot be stopped; there is no question of prudent retreat or wise renunciation. Only dreamers believe there is a way out.
Fulfillment belongs to development—every evolution has a beginning, and every fulfillment is an end. Youth belongs to old age; to creation, transience; to life, death. For an animal, bound by the nature of its thinking to the present, death is known or sensed as something future, something that does not threaten it. It knows only the fear of death at the moment of killing. But man, whose thought has freed itself from the shackles of the here and now, yesterday and tomorrow, boldly explores the „someday” of the past and the future, and whether or not it overcomes this fear of the end depends on the depth or shallowness of its nature. An ancient Greek legend—without which the Iliad could not have been written—tells how his mother presented Achilles with a choice between a long life and a short one, full of deeds and fame, and how he chose the latter.
Man was, and is, too shallow and cowardly to bear the fact of mortality for all living things. He wraps it in the rosy optimism of progress, showers it with the flowers of literature, and crawls behind the veil of ideals, so as not to see anything. But impermanence, birth, and transience are the form of everything real—from the stars, whose fate is incalculable to us, to the fleeting gatherings on our planet. The life of an individual—whether animal, plant, or human—is as impermanent as the life of the peoples of the Cultures. Every creature is doomed to decay, every thought, every discovery, every deed to oblivion. Here, there, and everywhere, we are aware of the magnificent, doomed courses of history. The ruins of the „former” works of dead Cultures lie all around us. The hubris of Prometheus, who raised his hand to the heavens to subjugate divine powers to man, brings with it his downfall. What then becomes of the talk of „immortal achievements…”
But the breath of man’s life cannot return—no warriors, no trade can bring it back once it slips from clenched teeth.
And that would be death—the death of herself, the inexorable corrosion of her soul, until even her name is forgotten and nothing remains but the shell of a man he never was.
The world, for Achilles, has reunited around a new center…
Will you tell me who wronged you?
Don’t let what you gained today be so easily lost.
My fears forgotten in the golden harbor of his arms.
Achilles weeps. He hugs me and refuses to eat, or speak a word except my name. I see his face as if through water, like a fish sees the sun. His tears flow, but I cannot wipe them away. This is my element now, the half-life of an unburied spirit.
No one will remember his glory, honesty, or beauty; all his gold will turn to ash and ruin. But his reward is eternal fame, which is both priceless and worthless…
Yet Hector eludes him, pushing through chariots and people with divine felicity. No one calls his flight cowardly. He won’t survive if caught. He’s wearing Achilles’ armor, the unmistakable phoenix breastplate, taken from behind my corpse. The men stare at them; it’s almost as if Achilles is chasing himself.
Then several things happened at once. Achilles—for it was Achilles—released her hand and joyfully threw himself at me, flinging me away with the force of his grip.
„She’s like cream, so soft.”
When her thighs encircle you, you’ll forget your own name. Until now, I was a prince, expected and heralded. Now I was insignificant.
In wild grief, Achilles cried out loudly, and his mother, Thetis, heard him… She immediately emerged from the water… behind her came her sisters… and each of their laments was the soft sound of wind on the waves.
We were like gods at the dawn of the world, and our joy was so great that we saw nothing but each other. I am made of memories… But he is already waking up. ‚Patrok! Wait! I am here!’ He shakes the body beside him. When I don’t answer, he cries again… We cannot bury one without the other.
I feel like I could eat the world raw. I am made of memories. When he dies, everything soft, beautiful, and bright will be buried with him. We were like gods at the dawn of the world, and our joy was so bright that we saw nothing but the other.
The gods envy us. They envy us because we are mortal, because every moment could be our last. Everything is more beautiful because we are doomed. But the immortals spun our lives so that we, wretched humans, might live… And perhaps it is a greater sadness to remain on earth when another has passed away…
My father was king and son of kings. One did not come into being without the other. In the darkness, two shadows pierce the hopeless, heavy twilight. Their hands meet, and light spills forth like a hundred golden urns pouring from the sun.
Epilogue
He who has never made a mistake has never tried anything new. To make a mistake is not to fall. It is to move. To try. To live. Life is like riding a bicycle. To keep your balance, you must keep moving. Keep moving, even when you are afraid. Even when you are tired. Even slowly, but still.
The world is a dangerous place, not because of those who do evil, but because of those who watch and do nothing. To look without acting is to choose which side you stand on. I try to see everything as a miracle.
Wonder is a form of intelligence. Wonder is a form of gratitude. Today’s problem is not nuclear power, but the human heart.
Though I have grown old, my heart remains young; our souls always remain the same age. I know this is the perfect age, each year unique and precious. Don’t regret growing older; it’s a privilege not everyone enjoys. Staying alive with a youthful mind is the secret to living happily until the last day of your life.
Perception aligned with wisdom and a positive attitude allows you to see beauty in things. It opens your heart to deep gratitude, and your mind leans toward deeper understanding. Even in dark and dreary shadows, you begin to see a radiant light, a breakthrough toward clarity and lucid reflection.