Zaczarowany księżyc Gabriela

Stanisław Barszczak, Juxta crucem tecum stare

Weź życie w swoje ręce – w końcu jest ono twoje. Nie jesteś tu, aby spełniać oczekiwania innych. Nie żyj życiem swojej matki, nie żyj życiem swojego ojca, żyj po swojemu. Nie ma złych wyborów – są tylko inne. Jakąkolwiek podejmiesz decyzję, życie zawsze będzie inne niż wtedy, gdybyś zdecydował się na drugą opcję…

Jestem na wpół martwy i na wpół żywy,  złapany między życiem, które powinienem wieść, aśmiercią, którą potajemnie ćwiczę. Jeszcze odwiedzam Niemcy. Zamek Eltz -Burg Eltz, słynny średniowieczny zamek w Niemczech. Zamek położony jest na wzgórzach nad Mozelą, między Koblencją a Trewirem. Jest to jeden z niewielu zamków w regionie Eifel, który nigdy nie został zniszczony.

Poeta z powołania, Twój anioł z wyboru! Nie mam obowiązku spełniać oczekiwań innych. To ich błąd, a nie moja wada. Ludzie oceniają innych jak książki – większość osób widzi okładkę, ale tak naprawdę nie ma pojęcia o tym, co kryje się w środku. Myślę, że jeśli nie zrobię na tej ziemi nic więcej, niż sprawię, że ktoś poczuje się choć odrobinę bardziej kochany w chwili, gdy czuł się zupełnie samotny – to wypełniłem swoje zadanie.

Ślepe posłuszeństwo wobec autorytetów jest największym wrogiem prawdy. Nie martw się, zostanę z tobą. Tej zimy poczuj świeże górskie powietrze, odetchnij głęboko i znajdź spokój – w około 30 hotelach Vitalpina w Południowym Tyrolu. Zafunduj sobie chwilę wytchnienia! Chwile, których nie planujesz, czuj czujesz. Przyjedź po spokój – zostań dla historii, które zabierzesz ze sobą. Albo daj sie oczarować najciekawszym miastom i  wybierz się w niezapomnianą podróż.

„Ile razem dróg przebytych? Ile ścieżek przedeptanych? Ile deszczów, ile śniegów wiszących nad latarniami? Ile listów, ile rozstań, ciężkich godzin w miastach wielu? I znów upór, żeby powstać i znów iść, i dojść do celu. Ile w trudzie nieustannym wspólnych zmartwień, wspólnych dążeń? Ile chlebów rozkrajanych? Pocałunków? Schodów? Książek? Ile lat nad strof stworzeniem? Ile krzyku w poematy? Ile chwilę przy Beethovenie? Przy Corellim? Przy Scarlattim? Twe oczy jak piękne świece,     a w sercu źródło promienia. Więc ja chciałbym twoje serce ocalić od zapomnienia.” 

Czego się boisz? Kiedyś  straciłaś wszystko … A ja dałem ci więcej, niż mógłabyś sobie wyobrazić.

Z miłością, Bóg.

______

Stanisław Barszczak, Juxta crucem tecum stare

Take life into your own hands – after all, it’s yours. You’re not here to live up to others’ expectations. Don’t live your mother’s life, don’t live your father’s life, live your own way. There are no wrong choices – only different ones. Whatever decision you make, life will always be different than if you had chosen the other option…

I am half-dead and half-alive, caught between the life I should lead and the death I secretly practice. I’m still visiting Germany. Eltz Castle – Burg Eltz is a famous medieval castle in Germany. The castle is located in the hills above the Moselle River, between Koblenz and Trier. It is one of the few castles in the Eifel region that has never been destroyed.

A poet by vocation, your angel by choice! I have no obligation to live up to others’ expectations. That’s their fault, not mine. People judge others like books – most see the cover, but have no idea what’s inside. I believe that if I do nothing more on this earth than make someone feel even a little more loved in a moment of utter loneliness, then I have fulfilled my mission.

Blind obedience to authority is the greatest enemy of truth. Don’t worry, I’ll stay with you. This winter, feel the fresh mountain air, take a deep breath, and find peace – at approximately 30 Vitalpina hotels in South Tyrol. Treat yourself to a moment of respite! You feel the moments you didn’t plan for. Come for peace – stay for the stories you’ll take with you. Or let yourself be enchanted by the most interesting cities and embark on an unforgettable journey.

„How many roads have we traveled together? How many paths have we trodden? How many rains, how many snows hanging over the lampposts? How many letters, how many partings, hard hours in many cities? And again the stubbornness to get up and go again, and reach the goal. How many shared worries, shared strivings in constant toil? How many breads have we sliced? Kisses? Stairs? Books? How many years over the verses of creation? How many cries into poems? How many moments with Beethoven? With Corelli? With Scarlatti? Your eyes are like beautiful candles, and in your heart the source of a ray. So I would like to save your heart from oblivion.”

What are you afraid of? You once lost everything… And I gave you more than you could have imagined. With love, God.

_______

Stanisław Barszczak, Człowiek w holocenie

Najmilsi. Rządzi nami technologia, czyli talent do takiego organizowania świata, że ​​nie musimy go doświadczać. Czas nas nie zmienia. On nas po prostu rozwija. A teraz rządzi nami technologia… talent do takiego organizowania świata, że ​​nie musimy go doświadczać. Prosiliśmy o pracowników. Dostaliśmy ludzi. To właśnie te rozczarowujące historie, które nie mają właściwego zakończenia, a zatem i właściwego znaczenia, brzmią prawdziwie.

Holocen to najmłodsza epoka geologiczna, która rozpoczęła się około 11 700 lat temu po ustąpieniu ostatniego zlodowacenia i trwa do dziś. Okres ten charakteryzuje się stosunkowo stabilnym klimatem w porównaniu do poprzedniego plejstoceńskiego zlodowacenia i jest jedynym okresem, w którym na Ziemi dominuje jeden gatunek – człowiek, którego działalność zaczęła w znaczący sposób wpływać na środowisko. 

Żyjemy w epoce reprodukcji. Większości tego, co składa się na nasz osobisty obraz świata, nigdy nie widzieliśmy na własne oczy – a raczej widzieliśmy go na własne oczy, ale nie na miejscu: nasza wiedza dociera do nas z dystansu, jesteśmy telewidzami, telesłuchaczami, telewiedzącymi.

Możesz ująć w słowa wszystko, z wyjątkiem własnego życia. Kiedy podróżujemy, jesteśmy jak film w momencie ekspozycji; ale to pamięć go wywoła.
                                                                            Nie jestem stylistą. 

Wszystko wydarzyło się dokładnie tak, jak zamierzałem, a nie powinno. Przyjaciele muszą się wzajemnie rozumieć. Bracia są zawsze braćmi. Dlaczego jesteś silniejszy od prawdy? Nie znoszę, gdy ktoś mi mówi, co mam czuć; wtedy, nawet jeśli rozumiem, co jest mówione, czuję się jak ślepiec.

Często zastanawiałem się, co ludzie mają na myśli, mówiąc o jakimś doświadczeniu. Jestem technologiem i jestem przyzwyczajony do widzenia rzeczy takimi, jakie są. Widzę wszystko, o czym mówią, bardzo wyraźnie; w końcu nie jestem ślepy. Widzę księżyc nad  Ząbkowicami, miasteczkiem z górnej młodości – może jest wyraźniejszy niż kiedykolwiek indziej, ale wciąż jest to obliczalna masa krążąca wokół naszej planety, przykład grawitacji, ciekawy, ale w jakim sensie doświadczenie? Widzę poszarpane skały, odcinające się czernią w świetle księżyca; być może rzeczywiście wyglądają jak poszarpane grzbiety prehistorycznych potworów, ale wiem, że to skały, kamień, prawdopodobnie wulkaniczne, trzeba by je zbadać, żeby się upewnić. Czemu miałbym się bać? Nie ma już żadnych prehistorycznych potworów. Czemu miałbym je sobie wyobrażać? Jednakże nie widzę też żadnych kamiennych aniołów; ani demonów; widzę to, co widzę – zwykłe kształty powstałe w wyniku erozji, a także mój długi cień na piasku, ale żadnych duchów. Po co się tak unosić? Nie widzę też żadnego potopu, tylko piasek oświetlony księżycem i uformowany w kształt wody przez wiatr, co mnie nie dziwi; nie wydaje mi się to fantastyczne, ale całkowicie wytłumaczalne. 

Nie wiem, jak wyglądają dusze potępionych; może jak czarne agawy na pustyni nocą. Widzę agawy, roślinę, która… kwitnie tylko raz i umiera. Co więcej, wiem (jakkolwiek bym na to nie patrzył w tej chwili), że nie jestem ostatnim ani pierwszym człowiekiem na ziemi; i nie wzrusza mnie sama myśl, że jestem ostatnim człowiekiem, bo to nieprawda. Po co wpadać w histerię? Góry to góry, nawet jeśli w pewnym świetle mogą wyglądać jak coś innego, ale to Morskie oko, a my nie stoimy w królestwie umarłych, lecz nad schroniskiem, jakieś sześćdziesiąt metrów od najbliższej drogi – szlaku, co jest nieprzyjemne, ale w jakim sensie jest to doświadczenie. Nie mogę też zmusić się do usłyszenia czegoś przypominającego wieczność; nie słyszę niczego poza sypkim piaskiem przy każdym kroku. Dlaczego miałbym doświadczać czegoś, czego nie ma?

Ktoś zadał pytanie Walterowi: a co z kobietami w życiu?Jedynym możliwym warunkiem jest dla mnie bycie samemu, bo nie chcę unieszczęśliwiać kobiety, a kobiety mają tendencję do bycia nieszczęśliwymi. Bycie samemu nie zawsze jest fajne, nie zawsze można być w formie. Co więcej, nauczyłem się z doświadczenia, że ​​jeśli nie jesteś w formie, kobiety też nie pozostają w formie; jak tylko się znudzą, zaczynają narzekać, że nie masz uczuć.

Tylko ludzie potrafią rozpoznać katastrofy, pod warunkiem, że je przeżyją; natura nie rozpoznaje katastrof.

Najważniejsze to stanąć w obliczu światła, cieszyć się (jak nasze dziecko) ze świadomości, że można zginąć w świetle nad janowcem, asfaltem i morzem, stanąć w obliczu czasu, a raczej wieczności – w chwili. Być wiecznym oznacza istnieć. Społeczeństwo potrzebuje sławnych ludzi; pytanie brzmi, kogo wybierze do tej roli. Każda krytyka jego wyboru jest w domyśle krytyką tego społeczeństwa.Są różne sposoby, żeby zamordować człowieka, a przynajmniej jego duszę, i żadna policja na świecie tego nie zauważy. Wtedy wystarczy jedno słowo, chwila szczerości. Potem wystarczy uśmiech. Chciałbym zobaczyć człowieka, którego nie da się zabić uśmiechem ani milczeniem… 

Ach, ta tęsknota za bielą, ta tęsknota za prostymi włosami, to całe życie dążenie do bycia innym niż to, czym się jest, ta wielka trudność w zaakceptowaniu siebie, wiedziałem to i widziałem tylko własną tęsknotę z zewnątrz, widziałem absurdalność naszej tęsknoty za tym, by być innymi niż to, czym jesteśmy.

Przyczyna i skutek nigdy nie są rozdzielone między dwie osoby. Każdy człowiek prędzej czy później wymyśla historię, którą uważa za swoje życie, za wszelką cenę, lub serię historii, które wzmacnia nazwiskami i datami, aby można było powiedzieć, że ich prawdziwość jest niepodważalna. Niemniej jednak każda historia jest zmyślona i dlatego, moim zdaniem, może zostać zmieniona w dowolnym momencie. 

Zawsze najwięcej szkody wyrządzają moraliści. Nie ma nic trudniejszego niż zaakceptowanie siebie. I właśnie pisać to czytać siebie.Żart to trzecie najlepsze przebranie. Drugie najlepsze: sentymentalizm. Ale najlepszym i najbezpieczniejszym przebraniem jest wciąż surowa, naga prawda. O dziwo, nikt w nią nie wierzy.

Zadziwiające jest, że osoby, które kochamy najbardziej, to te, których najmniej potrafimy opisać. Każdy, kto nie angażuje się w politykę, już zajął stanowisko, którego stara się uniknąć: służy partii rządzącej. Osoba, która nie zajmuje się polityką, dokonała już wyboru politycznego, którego tak bardzo chciała sobie oszczędzić. Ale widać to jest potrzebne, nasza wina, usprawiedliwia wiele w życiu innych ludzi.

Jesteś w Barcelonie. Główną atrakcją będzie Sagrada Familia. Miej Barcelona pass jeżeli chcesz odwiedzić Sagrada Familia i Park Güell. Ale odwiedź też Dzielnicę gotycką, Katedrę w Barcelonie, Promenadę Las Ramblas, Teatr muzyczny Gran Teatre del Liceu, Plażę La Barceloneta, Park Montjuïc na wzgórzu, Narodowe Muzeum Sztuki Katalonii (MNAC). Wizyta w Barcelonie nie będzie kompletna bez odwiedzenia raju dla smakoszy, Bazar La Boqueria. Spójrz na proletariuszkę stworzenia, pomnik kobiety – Katalonki, pielgrzymując do Opactwa Matki Bożej w Montserrat.

Chaosem nazywamy każdy porządek, który powoduje zamieszanie w naszych umysłach. Chodź – powiedziałem.  Jesteśmy małżeństwem, Walterze -Leonie, nowoczesnym małżeństwem. Nie dotykaj mnie.

Ale tam, gdzie taka potrzeba przetrwa, a pragnienie rozkwitnie, potrzebujący pozostają cichą ofiarą pragnienia. Ta nierównowaga kształtuje relacje międzyludzkie odkąd istnieją społeczeństwa.

Ci, którym czegoś brakuje, często są zmuszeni do naginania, kompromisu lub oddawania części siebie tym, którzy mają moc dawania lub odmawiania. Tymczasem ci, którymi kieruje pragnienie, żądza, ambicja lub chciwość, uczą się wykorzystywać tę słabość, czasami nawet nie dostrzegając jej okrucieństwa. Ta dynamika utrzymuje się, ponieważ potrzeba jest pilna, a pragnienie nieustępliwe, a między nimi kryje się cicha, nierówna negocjacja, która definiuje znaczną część naszej rzeczywistości społecznej.


Świat zwariował. Dziś bynajmniej zabił kolejne dziecko znów. Wyobraź sobie poetę, który wychodzi z lasu po wojnie i mówi: „od teraz żadnych ozdobników, tylko prawda”. To świat Tadeusza Różewicza, czytaj go. Zwróć uwagę na Pana Bzowskiego Wojciecha Młynarskiego, pieśni wielkiego barda Trzeciej Rzeczpospolitej są bardzo miłe.

I odpędź czarne myśli. Zostaw przeszłość za sobą, pozwól przyszłości nadejść, i ciesz się chwilą obecną… to właśnie tu toczy się prawdziwe życie. Bądź tym, który pielęgnuje i buduje. Bądź tym, który ma zrozumienie i wybaczające serce, tym, który szuka w ludziach tego, co najlepsze. Przede wszystkim… pozostawiaj ludzi lepszymi, niż ich zastałeś.

Poddaj się urokowi Hymnu wieczornego 

Stanisława Barańczaka:

„Ponad głowami i ponad słowami

Ponad domami i ponad dymami

Ponad dachami ponad oddechami

Zapada noc

Nad zmaganiami i nad zmęczeniami

Nad rozkoszami i nad rozpaczami

Nad mdłymi dniami i nad złymi snami

Zapada noc

Nad drżeniem ziemi i nad drżeniem dłoni

Nad pulsem miasta i nad pulsem skroni

Nad biciem serca i nad biciem w dzwony

Zapada noc

Nad potem życia i potem agonii

Nad łzami wściekłych i łzami bezbronnych

Nad krwią kochanków i nad krwią zranionych

Zapada noc

I nad poddaniem się i nad niezgodą

I nad ugodą czyjąś z samym sobą

Ponad niewolą i ponad swobodą

Zapada noc

Nad gwiazdą wiatrem i chmurą deszczową

Nad światłem gazem i bieżącą wodą

Nad nim nade mną nad nami nad tobą

Zapada noc

Wszędzie Nad stołem Nad lampą nad garnkiem

Nad snem Nad łyżką Nad schylonym karkiem

Nad bielą łóżka Nad bielą tej kartki

Zapada noc

I powiedz czemu I powiedz czy wszędzie

i wciąż tak samo i zawsze już będzie

nad dachy fabryk kościołów i więzień

zapada noc

Powiedz dlaczego jej dłoń coraz cięższa

i coraz bardziej brakuje powietrza

kiedy nad nami ciemna i zwycieska

zapada noc

Dlaczego dławi nas Dlaczego śnimy

oblani potem że się nie zbudzimy

że wiecznie będzie nad lata i zimy

zapadać noc

Nikt nie odpowie Nad ziemią na miastem

nad tym pokojem nad ciałem twym własnym

głuchym spokojem i milczącym kłamstwem

zapada noc

Nad mdłymi dniami i nad złymi snami

Nad rozkoszami i nad rozpaczami

Nad zmaganiami i nad zmęczeniami

Zapada noc

Ponad dachami ponad oddechami

Ponad domami i ponad dymami

Ponad głowami i ponad słowami

Zapada noc

Zapada noc

Zapada noc”

A jeśli jutro w poszukiwania słońca i nowej przygody wstaniesz znów, co mam ci życzyć? Żadnego stresu, podróżuj ze spokojem ducha. Zarejestruj się już dziś i znajdź kochającą opiekunkę domową, która zadba o bezpieczeństwo i szczęście Twoich zwierząt w domu, podczas gdy Ty będziesz w podróży!
Licentia poetica by #Staniskaw

Stanisław Barszczak, Człowiek w holocenie
Najmilsi. Rządzi nami technologia, czyli talent do takiego organizowania świata, że nie musimy go doświadczać. Czas nas nie zmienia. On nas po prostu rozwija. A teraz rządzi nami technologia… talent do takiego organizowania świata, że nie musimy go doświadczać. Prosiliśmy o pracowników. Dostaliśmy ludzi. To właśnie te rozczarowujące historie, które nie mają właściwego zakończenia, a zatem i właściwego znaczenia, brzmią prawdziwie.
Holocen to najmłodsza epoka geologiczna, która rozpoczęła się około 11 700 lat temu po ustąpieniu ostatniego zlodowacenia i trwa do dziś. Okres ten charakteryzuje się stosunkowo stabilnym klimatem w porównaniu do poprzedniego plejstoceńskiego zlodowacenia i jest jedynym okresem, w którym na Ziemi dominuje jeden gatunek – człowiek, którego działalność zaczęła w znaczący sposób wpływać na środowisko. 
Żyjemy w epoce reprodukcji. Większości tego, co składa się na nasz osobisty obraz świata, nigdy nie widzieliśmy na własne oczy – a raczej widzieliśmy go na własne oczy, ale nie na miejscu: nasza wiedza dociera do nas z dystansu, jesteśmy telewidzami, telesłuchaczami, telewiedzącymi.
Możesz ująć w słowa wszystko, z wyjątkiem własnego życia. Kiedy podróżujemy, jesteśmy jak film w momencie ekspozycji; ale to pamięć go wywoła.
Nie jestem stylistą. Wszystko wydarzyło się dokładnie tak, jak zamierzałem, a nie powinno. Przyjaciele muszą się wzajemnie rozumieć. Bracia są zawsze braćmi. Dlaczego jesteś silniejszy od prawdy? Nie znoszę, gdy ktoś mi mówi, co mam czuć; wtedy, nawet jeśli rozumiem, co jest mówione, czuję się jak ślepiec.
Często zastanawiałem się, co ludzie mają na myśli, mówiąc o jakimś doświadczeniu. Jestem technologiem i jestem przyzwyczajony do widzenia rzeczy takimi, jakie są. Widzę wszystko, o czym mówią, bardzo wyraźnie; w końcu nie jestem ślepy. Widzę księżyc nad Ząbkowicami, miasteczkiem z górnej młodości – może jest wyraźniejszy niż kiedykolwiek indziej, ale wciąż jest to obliczalna masa krążąca wokół naszej planety, przykład grawitacji, ciekawy, ale w jakim sensie doświadczenie? Widzę poszarpane skały, odcinające się czernią w świetle księżyca; być może rzeczywiście wyglądają jak poszarpane grzbiety prehistorycznych potworów, ale wiem, że to skały, kamień, prawdopodobnie wulkaniczne, trzeba by je zbadać, żeby się upewnić. Czemu miałbym się bać? Nie ma już żadnych prehistorycznych potworów. Czemu miałbym je sobie wyobrażać? Jednakże nie widzę też żadnych kamiennych aniołów; ani demonów; widzę to, co widzę – zwykłe kształty powstałe w wyniku erozji, a także mój długi cień na piasku, ale żadnych duchów. Po co się tak unosić? Nie widzę też żadnego potopu, tylko piasek oświetlony księżycem i uformowany w kształt wody przez wiatr, co mnie nie dziwi; nie wydaje mi się to fantastyczne, ale całkowicie wytłumaczalne. 
Nie wiem, jak wyglądają dusze potępionych; może jak czarne agawy na pustyni nocą. Widzę agawy, roślinę, która… kwitnie tylko raz i umiera. Co więcej, wiem (jakkolwiek bym na to nie patrzył w tej chwili), że nie jestem ostatnim ani pierwszym człowiekiem na ziemi; i nie wzrusza mnie sama myśl, że jestem ostatnim człowiekiem, bo to nieprawda. Po co wpadać w histerię? Góry to góry, nawet jeśli w pewnym świetle mogą wyglądać jak coś innego, ale to Morskie oko, a my nie stoimy w królestwie umarłych, lecz nad schroniskiem, jakieś sześćdziesiąt metrów od najbliższej drogi – szlaku, co jest nieprzyjemne, ale w jakim sensie jest to doświadczenie. Nie mogę też zmusić się do usłyszenia czegoś przypominającego wieczność; nie słyszę niczego poza sypkim piaskiem przy każdym kroku. Dlaczego miałbym doświadczać czegoś, czego nie ma?
Ktoś zadał pytanie Walterowi: a co z kobietami w życiu?Jedynym możliwym warunkiem jest dla mnie bycie samemu, bo nie chcę unieszczęśliwiać kobiety, a kobiety mają tendencję do bycia nieszczęśliwymi. Bycie samemu nie zawsze jest fajne, nie zawsze można być w formie. Co więcej, nauczyłem się z doświadczenia, że jeśli nie jesteś w formie, kobiety też nie pozostają w formie; jak tylko się znudzą, zaczynają narzekać, że nie masz uczuć.
Tylko ludzie potrafią rozpoznać katastrofy, pod warunkiem, że je przeżyją; natura nie rozpoznaje katastrof.Najważniejsze to stanąć w obliczu światła, cieszyć się (jak nasze dziecko) ze świadomości, że można zginąć w świetle nad janowcem, asfaltem i morzem, stanąć w obliczu czasu, a raczej wieczności – w chwili. Być wiecznym oznacza istnieć. Społeczeństwo potrzebuje sławnych ludzi; pytanie brzmi, kogo wybierze do tej roli. Każda krytyka jego wyboru jest w domyśle krytyką tego społeczeństwa.
Są różne sposoby, żeby zamordować człowieka, a przynajmniej jego duszę, i żadna policja na świecie tego nie zauważy. Wtedy wystarczy jedno słowo, chwila szczerości. Potem wystarczy uśmiech. Chciałbym zobaczyć człowieka, którego nie da się zabić uśmiechem ani milczeniem… Ach, ta tęsknota za bielą, ta tęsknota za prostymi włosami, to całe życie dążenie do bycia innym niż to, czym się jest, ta wielka trudność w zaakceptowaniu siebie, wiedziałem to i widziałem tylko własną tęsknotę z zewnątrz, widziałem absurdalność naszej tęsknoty za tym, by być innymi niż to, czym jesteśmy.
Przyczyna i skutek nigdy nie są rozdzielone między dwie osoby. Każdy człowiek prędzej czy później wymyśla historię, którą uważa za swoje życie, za wszelką cenę, lub serię historii, które wzmacnia nazwiskami i datami, aby można było powiedzieć, że ich prawdziwość jest niepodważalna. Niemniej jednak każda historia jest zmyślona i dlatego, moim zdaniem, może zostać zmieniona w dowolnym momencie. Zawsze najwięcej szkody wyrządzają moraliści. Nie ma nic trudniejszego niż zaakceptowanie siebie. I właśnie pisać to czytać siebie.Żart to trzecie najlepsze przebranie. Drugie najlepsze: sentymentalizm. Ale najlepszym i najbezpieczniejszym przebraniem jest wciąż surowa, naga prawda. O dziwo, nikt w nią nie wierzy.
Zadziwiające jest, że osoby, które kochamy najbardziej, to te, których najmniej potrafimy opisać. Każdy, kto nie angażuje się w politykę, już zajął stanowisko, którego stara się uniknąć: służy partii rządzącej. Osoba, która nie zajmuje się polityką, dokonała już wyboru politycznego, którego tak bardzo chciała sobie oszczędzić. Ale widać to jest potrzebne, nasza wina, usprawiedliwia wiele w życiu innych ludzi.
Jesteś w Barcelonie. Główną atrakcją będzie Sagrada Familia. Miej Barcelona pass jeżeli chcesz odwiedzić Sagrada Familia i Park Güell. Ale odwiedź też Dzielnicę gotycką, Katedrę w Barcelonie, Promenadę Las Ramblas, Teatr muzyczny Gran Teatre del Liceu, Plażę La Barceloneta, Park Montjuïc na wzgórzu, Narodowe Muzeum Sztuki Katalonii (MNAC). Wizyta w Barcelonie nie będzie kompletna bez odwiedzenia raju dla smakoszy, Bazar La Boqueria. Spójrz na proletariuszkę stworzenia, pomnik kobiety – Katalonki, pielgrzymując do Opactwa Matki Bożej w Montserrat.
Chaosem nazywamy każdy porządek, który powoduje zamieszanie w naszych umysłach. Chodź – powiedziałem. Jesteśmy małżeństwem, Walterze -Leonie, nowoczesnym małżeństwem. Nie dotykaj mnie.
Ale tam, gdzie taka potrzeba przetrwa, a pragnienie rozkwitnie, potrzebujący pozostają cichą ofiarą pragnienia. Ta nierównowaga kształtuje relacje międzyludzkie odkąd istnieją społeczeństwa.
Ci, którym czegoś brakuje, często są zmuszeni do naginania, kompromisu lub oddawania części siebie tym, którzy mają moc dawania lub odmawiania. Tymczasem ci, którymi kieruje pragnienie, żądza, ambicja lub chciwość, uczą się wykorzystywać tę słabość, czasami nawet nie dostrzegając jej okrucieństwa. Ta dynamika utrzymuje się, ponieważ potrzeba jest pilna, a pragnienie nieustępliwe, a między nimi kryje się cicha, nierówna negocjacja, która definiuje znaczną część naszej rzeczywistości społecznej.
Świat zwariował. Dziś bynajmniej zabił kolejne dziecko znów. Wyobraź sobie poetę, który wychodzi z lasu po wojnie i mówi: „od teraz żadnych ozdobników, tylko prawda”. To świat Tadeusza Różewicza, czytaj go. Zwróć uwagę na Pana Bzowskiego Wojciecha Młynarskiego, pieśni wielkiego barda Trzeciej Rzeczpospolitej są bardzo miłe.I odpędź czarne myśli. Zostaw przeszłość za sobą, pozwól przyszłości nadejść, i ciesz się chwilą obecną… to właśnie tu toczy się prawdziwe życie. Bądź tym, który pielęgnuje i buduje. Bądź tym, który ma zrozumienie i wybaczające serce, tym, który szuka w ludziach tego, co najlepsze. Przede wszystkim… pozostawiaj ludzi lepszymi, niż ich zastałeś.
Poddaj się urokowi Hymnu wieczornego Stanisława Barańczaka:”Ponad głowami i ponad słowamiPonad domami i ponad dymamiPonad dachami ponad oddechamiZapada nocNad zmaganiami i nad zmęczeniamiNad rozkoszami i nad rozpaczamiNad mdłymi dniami i nad złymi snamiZapada nocNad drżeniem ziemi i nad drżeniem dłoniNad pulsem miasta i nad pulsem skroniNad biciem serca i nad biciem w dzwonyZapada nocNad potem życia i potem agoniiNad łzami wściekłych i łzami bezbronnychNad krwią kochanków i nad krwią zranionychZapada nocI nad poddaniem się i nad niezgodąI nad ugodą czyjąś z samym sobąPonad niewolą i ponad swobodąZapada nocNad gwiazdą wiatrem i chmurą deszczowąNad światłem gazem i bieżącą wodąNad nim nade mną nad nami nad tobąZapada nocWszędzie Nad stołem Nad lampą nad garnkiemNad snem Nad łyżką Nad schylonym karkiemNad bielą łóżka Nad bielą tej kartkiZapada nocI powiedz czemu I powiedz czy wszędziei wciąż tak samo i zawsze już będzienad dachy fabryk kościołów i więzieńzapada nocPowiedz dlaczego jej dłoń coraz cięższai coraz bardziej brakuje powietrzakiedy nad nami ciemna i zwycieskazapada nocDlaczego dławi nas Dlaczego śnimyoblani potem że się nie zbudzimyże wiecznie będzie nad lata i zimyzapadać nocNikt nie odpowie Nad ziemią na miastemnad tym pokojem nad ciałem twym własnymgłuchym spokojem i milczącym kłamstwemzapada nocNad mdłymi dniami i nad złymi snamiNad rozkoszami i nad rozpaczamiNad zmaganiami i nad zmęczeniamiZapada nocPonad dachami ponad oddechamiPonad domami i ponad dymamiPonad głowami i ponad słowamiZapada nocZapada nocZapada noc”
A jeśli jutro w poszukiwania słońca i nowej przygody wstaniesz znów, co mam ci życzyć? Żadnego stresu, podróżuj ze spokojem ducha. Zarejestruj się już dziś i znajdź kochającą opiekunkę domową, która zadba o bezpieczeństwo i szczęście Twoich zwierząt w domu, podczas gdy Ty będziesz w podróży!

Licentia poetica by #Stanislaw Barszczak
_____

Stanisław Barszczak, Humans in the Holocene

My dearest. We are ruled by technology, or the talent for organizing the world so that we don’t have to experience it. Time doesn’t change us. It simply develops us. And now we are ruled by technology… the talent for organizing the world so that we don’t have to experience it. We asked for workers. We got people. It is precisely these disappointing stories, which lack a proper ending, and therefore a proper meaning, that ring true.

The Holocene is the youngest geological epoch, beginning approximately 11,700 years ago after the retreat of the last ice age and continuing to this day. This period is characterized by a relatively stable climate compared to the preceding Pleistocene ice age, and is the only period in which a single species dominates the Earth—humans—whose activities have begun to significantly impact the environment.

We live in an age of reproduction. We have never seen most of what makes up our personal picture of the world with our own eyes—or rather, we have seen it with our own eyes, but in a different place: our knowledge comes to us from a distance; we are television viewers, television listeners, television knowers.

You can put anything into words, except your own life. When we travel, we are like a film at the moment of exposure; but it is memory that will evoke it.

I am not a stylist. Everything happened exactly as I intended, and it shouldn’t. Friends must understand each other. Brothers are always brothers. Why are you stronger than the truth? I hate being told how to feel; then, even if I understand what is being said, I feel blind.

I have often wondered what people mean when they talk about an experience. I am a technologist and I am accustomed to seeing things as they are. I see everything they say very clearly; after all, I am not blind. I see the moon over Ząbkowice, the town of my upper youth—perhaps it’s clearer than ever before, but it’s still a calculable mass orbiting our planet, an example of gravity, an interesting experience, but in what sense? I see jagged rocks, silhouetted black in the moonlight; perhaps they do look like the jagged spines of prehistoric monsters, but I know they’re rocks, stone, probably volcanic; they’d have to be examined to be sure. Why should I be afraid? There are no prehistoric monsters anymore. Why should I imagine them? However, I don’t see any stone angels either; or demons; I see what I see—ordinary shapes created by erosion, and my long shadow on the sand, but no ghosts. Why float like that? I don’t see any flood either, only sand illuminated by the moon and shaped into water by the wind, which doesn’t surprise me; it doesn’t seem fantastic to me, but it’s entirely explicable.

I don’t know what the souls of the damned look like; Perhaps like black agaves in the desert at night. I see agaves, a plant that… blooms only once and then dies. Moreover, I know (however I look at it at the moment) that I am neither the last nor the first human on earth; and the mere thought of being the last human doesn’t move me, because it’s not true. Why get hysterical? Mountains are mountains, even if in a certain light they might look like something else, but this is Morskie Oko, and we’re not standing in the realm of the dead, but above a shelter, about sixty meters from the nearest road—a trail—which is unpleasant, but in what sense is it an experience? I also can’t bring myself to hear anything resembling eternity; I hear nothing but the loose sand with every step. Why should I experience something that isn’t there?

Someone asked Walter: What about women in life? The only possible condition for me is to be alone, because I don’t want to make a woman unhappy, and women tend to be unhappy. Being alone isn’t always fun, you can’t always be in shape. Moreover, I’ve learned from experience that if you’re not in shape, women don’t stay in shape either; as soon as they get bored, they start complaining that you have no feelings.

Only humans can recognize disasters, provided they survive them; nature doesn’t recognize disasters.

The most important thing is to face the light, to rejoice (like our child) in the knowledge that you can perish in the light over gorse, asphalt, and sea, to face time, or rather eternity—in a moment. To be eternal means to exist. Society needs famous people; the question is who it chooses for this role. Any criticism of his choice is implicitly a criticism of that society.

There are many ways to murder a person, or at least their soul, and no police in the world will notice. Then one word, a moment of sincerity, is enough. Then a smile is enough. I would like to see a man who cannot be killed by a smile or silence… Oh, this longing for whiteness, this longing for straight hair, this lifelong striving to be different from what you are, There is this great difficulty in accepting ourselves. I knew this, and I only saw my own longing from the outside, the absurdity of our longing to be other than what we are.
Cause and effect are never separated between two people. Sooner or later, every person invents a story they consider their life, at any cost, or a series of stories, which they reinforce with names and dates so that their truth can be said to be unquestionable. Nevertheless, every story is made up and therefore, in my opinion, can be changed at any time. Moralists always do the most harm. Nothing is more difficult than accepting oneself. And to write is to read oneself.
A joke is the third best disguise. The second best: sentimentality. But the best and safest disguise is still the raw, naked truth. Strangely enough, no one believes it.
It’s surprising that the people we love most are those we are least able to describe. Anyone who doesn’t engage in politics has already taken the position they’re trying to avoid: serving the ruling party. A person who doesn’t engage in politics has already made the political choice they so desperately wanted to avoid. But it’s clearly necessary; it’s our fault; it justifies many things in other people’s lives.
You’re in Barcelona. The main attraction will be the Sagrada Familia. Get a Barcelona Pass if you want to visit the Sagrada Familia and Park Güell. But also visit the Gothic Quarter, Barcelona Cathedral, Las Ramblas, the Gran Teatre del Liceu, La Barceloneta Beach, Montjuïc Park on the hill, and the National Art Museum of Catalonia (MNAC). A visit to Barcelona wouldn’t be complete without visiting the gourmet paradise of La Boqueria Market. Gaze at the proletarian of creation, the statue of a Catalan woman, on a pilgrimage to the Abbey of Our Lady of Montserrat.
Chaos is what we call any order that creates confusion in our minds. „Come,” I said. „We are a married couple, Walter-Leon, a modern married couple. Don’t touch me.”
But where such need persists and desire flourishes, those in need remain the silent victims of desire. This imbalance has shaped human relationships for as long as societies have existed.
Those lacking something are often forced to bend, compromise, or surrender part of themselves to those with the power to give or withhold. Meanwhile, those driven by desire, lust, ambition, or greed learn to exploit this weakness, sometimes without even recognizing its cruelty. This dynamic persists because need is urgent and desire is relentless, and between them lies a silent, unequal negotiation that defines much of our social reality.
The world has gone mad. Today, it has certainly killed another child again. Imagine a poet emerging from the forest after a war and saying, „From now on, no embellishments, only truth.” This is the world of Tadeusz Różewicz, read it. Pay attention to Wojciech Młynarski’s „Pan Bzowski”; the songs of the great bard of the Third Polish Republic are very pleasant.
And chase away dark thoughts. Leave the past behind, let the future come, and enjoy the present moment… this is where true life unfolds. Be one who nurtures and builds. Be one with an understanding and forgiving heart, one who seeks the best in people. Above all… leave people better than you found them.
Surrender to the charm of the Evening Hymn by Stanisław Barańczak:”Over heads and over wordsOver houses and over smokeOver roofs and over breathsNight fallsOver struggles and over fatigueOver pleasures and over despairOver dull days and bad dreamsNight fallsOver the trembling of the earth and over the trembling of the handsOver the pulse of the city and over the pulse of the templesOver the beating of the heart and over the tolling of bellsNight fallsOver the sweat of life and the sweat of agonyOver the tears of the furious and the tears of the defenselessOver the blood of lovers and the blood of the woundedNight fallsAnd over surrender and over discordAnd over one’s agreement with oneselfOver captivity and over freedomNight fallsOver the star, the wind, and the rain cloudOver the light, the gas, and the running waterOver him above me above us above youNight is fallingEverywhere Above the table Above the lamp above the potOver the dream Above the spoon Above the bowed neckOver the whiteness of the bed Above the whiteness of this pageNight is fallingAnd tell me why And tell me if everywhereand still the same and always will beOver the roofs of factories, churches and prisonsNight is fallingTell me why her hand is getting heavierand there is more and more lack of airWhen the dark and victorious night is falling above usWhy does it choke usWhy do we dreamDrenched in sweat that we won’t wake upThat it will forever be night above summers and wintersNo one will answerOver the earth above the cityOver this peace above your own bodyDeaf peace and silent liesNight is fallingOver the dull days and bad dreamsOver the pleasures and despairsOver the struggles and fatiguesNight is fallingOver the roofs above breathsAbove the houses and above the smokeAbove the heads and above In the words ofNight is fallingNight is fallingNight is falling”
And if you wake up tomorrow in search of sunshine and a new adventure, what can I wish you? No stress, travel with peace of mind. Register today and find a loving pet sitter who will ensure the safety and happiness of your pets at home while you travel!
Poetic license by #StaStanisław Barszczak, Human in the Holocene
My dearest. We are ruled by technology, or the talent for organizing the world so that we don’t have to experience it. Time doesn’t change us. It simply develops us. And now we are ruled by technology… the talent for organizing the world so that we don’t have to experience it. We asked for workers. We got people. It is these disappointing stories, which have no proper ending, and therefore no proper meaning, that ring true.
The Holocene is the youngest geological epoch, beginning approximately 11,700 years ago after the retreat of the last ice age and continuing to this day. This period is characterized by A relatively stable climate compared to the previous Pleistocene glaciation, it is the only period in which a single species dominates the Earth – humans, whose activities have begun to significantly impact the environment.
We live in an age of reproduction. Most of what constitutes our personal picture of the world we have never seen with our own eyes – or rather, we have seen it with our own eyes, but in a different place: our knowledge comes to us from a distance; we are television viewers, television listeners, television knowers.
You can put anything into words, except your own life. When we travel, we are like a film at the moment of exposure; but it is memory that will trigger it.
I am not a stylist. Everything happened exactly as I intended, and it shouldn’t. Friends must understand each other. Brothers are always brothers. Why are you stronger than the truth? I hate being told how to feel; then, even if I understand what is being said, I feel blind.
I have often wondered what people mean when they talk about an experience. I am I’m a technologist and I’m used to seeing things as they are. I see everything they say very clearly; I’m not blind, after all. I see the moon over Ząbkowice, the town of my upper youth—perhaps it’s clearer than ever before, but it’s still a calculable mass orbiting our planet, an example of gravity, interesting, but in what sense an experience? I see jagged rocks, silhouetted black in the moonlight; perhaps they really do look like the jagged spines of prehistoric monsters, but I know they’re rocks, stone, probably volcanic; they’d have to be examined to be sure. Why should I be afraid? There are no prehistoric monsters anymore. Why should I imagine them? However, I don’t see any stone angels either; or demons; I see what I see—ordinary shapes formed by erosion, and my long shadow on the sand, but no ghosts. Why float like that? I don’t see any flood either, only sand illuminated by the moon and shaped into the shape of water by the wind, which It doesn’t surprise me; it doesn’t seem fantastic to me, but it’s entirely explainable.
I don’t know what the souls of the damned look like; maybe like black agaves in the desert at night. I see agaves, a plant that… blooms only once and then dies. What’s more, I know (however I look at it at the moment) that I’m not the last or the first human on earth; and the very thought of being the last human doesn’t move me, because it’s not true. Why get hysterical? Mountains are mountains, even if in a certain light they might look like something else, but this is Morskie Oko, and we’re not standing in the realm of the dead, but above a shelter, about sixty meters from the nearest road—a trail—which is unpleasant, but in what sense is it an experience? I also can’t bring myself to hear anything resembling eternity; I hear nothing but loose sand with every step. Why should I experience something that isn’t there?
Someone asked Walter: What about women in life? The only possible condition for me is being alone, Because I don’t want to make women unhappy, and women tend to be unhappy. Being alone isn’t always fun, you can’t always be in shape. What’s more, I’ve learned from experience that if you’re not in shape, women don’t stay in shape either; as soon as they get bored, they start complaining that you have no feelings.
Only humans can recognize disasters, provided they survive them; nature doesn’t recognize disasters.
The most important thing is to face the light, to rejoice (like our child) in the knowledge that you can perish in the light over the gorse, the asphalt, and the sea, to face time, or rather eternity—in a moment. To be eternal means to exist. Society needs famous people; the question is who it will choose for this role. Any criticism of his choice is implicitly a criticism of this society.
There are different ways to murder A person, or at least their soul, and no police force in the world will notice. Then one word, a moment of sincerity, is enough. Then a smile is enough. I would like to see a person who cannot be killed by a smile or silence… Oh, this longing for whiteness, this longing for straight hair, this lifelong striving to be other than what one is, this great difficulty in accepting oneself. I knew it, and I only saw my own longing from the outside, I saw the absurdity of our longing to be other than what we are.
Cause and effect are never shared between two people. Sooner or later, every person invents a story they consider their life, at any cost, or a series of stories they reinforce with names and dates so that their truth can be said to be undeniable. Nevertheless, every story is made up and therefore, in my opinion, can be changed at any time. Moralists always do the most harm. Nothing is more difficult than accepting oneself. And to write is to read oneself. A joke is the third best disguise. The second best: sentimentality. But the best and safest disguise is still the raw, naked truth. Strangely enough, no one believes it.
It’s surprising that the people we love the most are the ones we can least describe. Anyone who isn’t involved in politics has already taken the position they’re trying to avoid: serving the ruling party. A person who isn’t involved in politics has already made the political choice they so desperately wanted to avoid. But it’s clearly necessary; it’s our fault; it justifies many things in other people’s lives.
You’re in Barcelona. The main attraction will be the Sagrada Familia. Get your Barcelona Pass if you want to visit the Sagrada Familia and Park Güell. But also visit the Gothic Quarter, Barcelona Cathedral, Las Ramblas, the Gran Teatre del Liceu, La Barceloneta Beach, Montjuïc Park, and the National Art Museum of Catalonia (MNAC). A visit to Barcelona wouldn’t be complete without a visit to the gourmet paradise of La Boqueria Market. Gaze upon the proletarian of creation, the statue of a Catalan woman, on a pilgrimage to the Abbey of Our Lady of Montserrat.
We call chaos any order that creates confusion in our minds. „Come,” I said. „We are married, Walter-Leon, a modern married couple. Don’t touch me.”
But where such need persists and desire flourishes, those in need remain the silent victims of desire. This imbalance has shaped human relationships for as long as societies have existed.
Those lacking something are often forced to bend, compromise, or surrender part of themselves to those with the power to give or withhold. Meanwhile, those driven by desire, lust, ambition, or greed learn to exploit this weakness, sometimes without even realizing its cruelty. This dynamic persists because need is urgent and desire is relentless, and between them lies a quiet, unequal negotiation that defines much of our social reality.
The world has gone mad. Today, it has certainly killed another child again. Imagine a poet emerging from the forest after the war and saying, „From now on, no embellishments, only truth.” This is the world of Tadeusz Różewicz; read him. Pay attention to Wojciech Młynarski’s „Pan Bzowski”; the songs of the great bard of the Third Polish Republic are very pleasant.
And banish dark thoughts. Leave the past behind, let the future come, and enjoy the present moment… this is where true life unfolds. Be one who nurtures and builds. Be one with an understanding and forgiving heart, one who seeks the best in people. Above all… leave people better than you found them.
Surrender to the charm of the Evening Hymn by Stanisław Barańczak:”Over heads and over wordsOver houses and over smokeOver roofs and over breathsNight fallsOver struggles and over fatigueOver pleasures and over despairOver dull days and bad dreamsNight fallsOver the trembling of the earth and over the trembling of the handsOver the pulse of the city and over the pulse of the templesOver the beating of the heart and over the tolling of bellsNight fallsOver the sweat of life and the sweat of agonyOver the tears of the furious and the tears of the defenselessOver the blood of lovers and the blood of the woundedNight fallsAnd over surrender and over discordAnd over one’s agreement with oneselfOver captivity and over freedomNight fallsOver the star, the wind, and the rain cloudOver the light, the gas, and the running waterOver him above me above us above youNight is fallingEverywhere Above the table Above the lamp above the potOver the dream Above the spoon Above the bent neckOver the whiteness of the bed Above the whiteness of this pageNight is fallingAnd tell me why And tell me if everywhereand still the same and always will beover the roofs of factories churches and prisonsNight is fallingTell me why her hand is getting heavierand there is more and more lack of airwhen above us dark and victoriousnight is fallingWhy does it choke us Why do we dreamdrenched in sweat that we won’t wake upthat 

Night will fall forever over summers and winters.

No one will answer. Over the earth, over the city,

over this peace, over your own body,

over the deafening peace and silent lies.

Night falls.

Over the dull days and bad dreams.

Over the pleasures and the despairs.

Over the struggles and the fatigues.

Night falls.

Over the roofs, over the breaths.

Over the houses and over the smoke.

Over the heads and over the words.

Night falls.

Night falls.

And if tomorrow you rise again in search of the sun and a new adventure, what can I wish you? No stress, travel with peace of mind. Register today and find a loving pet sitter who will ensure the safety and happiness of your pets at home while you travel!

Licentia poetica by #Stanislaw Barszczak

________

Stanisław Barszczak, Edukacja zdrowotna 

Brak księży to „wielkie nieszczęście” dla Kościoła katolickiego, powiedział Leon XIV. Italia jest krajem, który wszyscy pragną ujrzeć, a ujrzawszy choćby przelotnie nie oddaliby tego widoku za widoki reszty świata: Alleghe, Val Tropia, Matera, Cinque terre…Kochani, jeszcze nim będziemy szeptem… słuchać możemy wiatru, zanim czas nas dogoni. Bierzmy wzory z Włoch, które mają nieco inne osiągnięcia aniżeli Polska. W 2024 roku Włochy odniosły znaczące sukcesy, między innymi medale na Letnich Igrzyskach Olimpijskich w Paryżu, gdzie zdobyto m.in. złoto w kolarstwie i srebrny medal w pływaniu. W siatkówce Sir Safety Perugia z Kamilem Semeniukiem zdobyła Superpuchar Włoch, a we Włoszech odbyły się turnieje tenisowe Internazionali d’Italia w Rzymie. Letnie Igrzyska Olimpijskie w Paryżu (2024). Włochy zdobyły wiele medali, w tym złoto dla Chiary Consonni i Vittorii Guazzini (kolarstwo) oraz złoto dla reprezentacji kobiet w zawodach drużynowych. Zdobyto również srebro w pływaniu dla Filippo Ganny i Federico Nilo Maldiniego. Siatkówka – Kamil Semeniuk wraz z drużyną Sir Safety Perugia triumfował w Superpucharze Włoch, pokonując Itas Trentino. Tenis – W Rzymie odbyły się prestiżowe turnieje ATP i WTA z cyklu Internazionali d’Italia, na których zagrały światowe gwiazdy tenisa. Obniżenie cen energii przyczyniło się do stabilizacji, a nawet obniżenia inflacji w kraju. Ożywienie gospodarcze po pandemii COVID-19, wspierane przez fundusze z UE, było kluczowym czynnikiem wzrostu w latach 2021-2023, choć długoterminowe perspektywy są wciąż ograniczone przez bariery strukturalne i potrzebę głębszych reform. Prognozy na przyszłość: Dalsze umiarkowane wzrosty PKB są prognozowane na lata 2025 i kolejne, wspierane głównie przez ożywienie konsumpcji i inwestycji.

Inwestycje związane z Unijnym Planem Odbudowy (RRF) wspierają wzrost gospodarczy w kraju, napędzając krajowy popyt. Najmilsi. Twórzmy niezapomniane chwile dzięki atrakcjom wakacyjnym i pięknym ludziom. Piękno jest wieczną radością. Piękno jest prawdą, prawda pięknem. Słyszane melodie są słodkie, ale te niesłyszane są słodsze. Z jesienią zbliża się pora mgieł i łagodnego urodzaju. Dzisiaj w kościele świętujemy wspomnienie Świętego Józefa Kalasantego. Już w młodości gromadził rówieśników, odprawiał z nimi modlitwy i uczył prawd wiary. Zostawszy kapłanem założył Zakon Pijarów, którego celem jest prowadzenie szkół. Jasna gwiazdo, obym był tak niezłomny jak ty.

_____

Stanisław Barszczak, Health Education

The lack of priests is a „great misfortune” for the Catholic Church, said Leo XIV. Italy is a country everyone longs to see, and having glimpsed it, they wouldn’t trade it for the sights of the rest of the world: Alleghe, Val Tropia, Matera, Cinque Terre… Beloved, even before we are whispering… we can listen to the wind before time catches up with us. Let us follow the example of Italy, which has slightly different achievements than Poland. In 2024, Italy achieved significant successes, including medals at the Summer Olympics in Paris, where they won, among other things, gold in cycling and silver in swimming. In volleyball, Sir Safety Perugia, with Kamil Semeniuk, won the Italian Super Cup, and Italy hosted the Internazionali d’Italia tennis tournaments in Rome. Summer Olympics in Paris (2024). Italy won numerous medals, including gold for Chiara Consonni and Vittoria Guazzini (cycling) and gold for the women’s national team in the team event. Filippo Ganna and Federico Nilo Maldini also won silver in swimming. Volleyball – Kamil Semeniuk and the Sir Safety Perugia team triumphed in the Italian Super Cup, defeating Itas Trentino. Tennis – Rome hosted the prestigious ATP and WTA tournaments of the Internazionali d’Italia series, featuring world tennis stars. Lower energy prices contributed to stabilizing and even lowering inflation in the country. Economic recovery from the COVID-19 pandemic, supported by EU funds, was a key factor in growth in 2021-2023, although long-term prospects are still limited by structural barriers and the need for deeper reforms. Future Outlook: Further moderate GDP growth is forecast for 2025 and beyond, supported mainly by a recovery in consumption and investment. Investments related to the EU Recovery Plan (RRF) support the country’s economic growth, fueling domestic demand. Dearest. Let us create unforgettable moments through holiday attractions and beautiful people. Beauty is eternal joy. Beauty is truth, truth is beauty. Heard melodies are sweet, but unheard ones are sweeter. With autumn comes the season of mists and gentle harvests. Today in church, we celebrate the feast of Saint Joseph of Calasanz. Even in his youth, he gathered his peers, prayed with them, and taught them the truths of faith. After becoming a priest, he founded the Piarist Order, whose goal was to run schools. Bright star, may I be as steadfast as you.

____

Stanisław Barszczak, Zaczarowany księżyc Gabriela

Zamknij oczy i zobacz, Władziu.

Myślisz, że uciekasz i wpadasz na siebie. Najdłuższa droga dookoła jest najkrótszą drogą do domu.

A potem poprosiłem go oczami, żeby zapytał ponownie „tak”, a potem on zapytał, czy odpowiem mu „tak”, a jego serce biło jak szalone, wtedy powiedziałem, że tak, odpowiem „tak”.

Jego serce tańczyło najwięcej na jej ruchach jak korek na fali. Słyszał, co Nory oczy mówiły mu spod kaptura i wiedział, że w jakiejś mglistej przeszłości, czy to za życia, czy w marzeniach, słyszał już ich opowieść. 

Historia, powiedział Władek, to koszmar, z którego próbuję się obudzić.

Powiem ci, co zrobię, a czego nie. Nie będę służył temu, w co już nie wierzę, niezależnie od tego, czy nazywa się moim domem, ojczyzną czy kościołem: i postaram się wyrazić siebie w jakimś sposobie życia lub sztuki tak swobodnie, jak potrafię i tak całkowicie, jak potrafię, używając w obronie jedynej broni, na jaką sobie pozwalam – milczenia, wygnania i przebiegłości.

Zmusiłeś mnie do wyznania moich lęków. Ale powiem ci też, czego się nie boję. Nie boję się być samotnym ani odtrąconym przez kogoś innego, ani zostawić tego, co muszę zostawić. I nie boję się popełnić błędu, nawet wielkiego błędu, błędu na całe życie, a może nawet na wieczność.

Byłem Kwiatem Gór, tak, kiedy włożyłem różę we włosy, jak to robiły andaluzyjskie dziewczęta, czy powinienem nosić czerwoną, tak, i jak pocałował mnie pod mauretańskim murem, i pomyślałem: dobrze, on i ja, i potem poprosiłem go wzrokiem, żeby zapytał ponownie, tak, a potem zapytał, czy mam powiedzieć tak, mój górski kwiecie, i najpierw objąłem go ramionami, tak, i przyciągnąłem go do siebie, żeby mógł poczuć zapach moich piersi, tak, a jego serce biło jak szalone, i tak, powiedziałem, tak, zrobię to.

Miłość kocha kochać, kochać.

Każde życie to wiele dni, dzień po dniu. Przechodzimy przez siebie, spotykając rabusiów, duchy, olbrzymów, starców, młodzieńców, żony, wdowy, szwagrów, ale zawsze spotykając siebie.

Człowiek geniusz nie popełnia błędów. Jego błędy są świadome i stanowią wrota odkryć.

Chciał płakać cicho, ale nie nad sobą: nad słowami, tak pięknymi i smutnymi, jak muzyka.

Myśl jest myślą myśli. Nieobecność, najwyższa forma obecności. Żyć, błądzić, upadać, triumfować, tworzyć życie z życia. Ukazał się Gabrielowi dziki anioł, anioł śmiertelnej młodości i piękna, wysłannik z pięknych dworów życia, by w chwili ekstazy otworzyć przed nim wrota wszelkich dróg błędu i chwały. Dalej, dalej, dalej, dalej!Odkryć sposób życia lub sztuki, dzięki któremu mój duch mógłby wyrazić się w nieskrępowanej wolności.Bądź sprawiedliwy, zanim okażesz hojność.Nora szanowała go tak samo, jak Pocztę Główną – jako coś dużego, bezpiecznego i stałego: i choć znała jego skromne talenty, doceniała jego abstrakcyjną wartość jako mężczyzny. Droga samotna, ostatnia, ukochana, długa, rzeka, mijając Ewę i Adama, od zakrętu brzegu do zakola zatoki, prowadzi nas przez kommodiuszowski wikus recyrkulacji z powrotem do zamku Neuschwanstein i okolic. Pytasz mnie, dlaczego cię nie kocham, ale z pewnością musisz wierzyć, że bardzo cię lubię. Jeśli pragnienie posiadania kogoś całkowicie, głęboki podziw i szacunek dla tej osoby oraz dążenie do zapewnienia jej szczęścia na wszelkie sposoby jest „kochaniem”, to być może moje uczucie do ciebie jest rodzajem miłości. Powiem ci, że twoja dusza wydaje mi się najpiękniejszą i najprostszą duszą na świecie i być może dlatego, że jestem tego tak świadomy, patrząc na ciebie, moja miłość lub uczucie do ciebie traci wiele ze swojej gwałtowności. Co twoje, to moje, a co moje, to moje. Każda więź jest więzią smutku. Moje słowa wydają ci się mroczne. Ciemność jest w naszych duszach, nie sądzisz? Pod osłoną milczenia Nory przycisnął jej ramię mocno do swojego boku; i gdy stali w drzwiach hotelu, poczuł, że uciekli od swojego życia i obowiązków, uciekli od domu i przyjaciół i uciekli razem z dzikie i promienne serca ku nowej przygodzie. Strzeż się rogów byka, końskich kopyt i uśmiechu Anglika. Nora podążała za swoim marzeniem o miłości, za nakazami serca, które mówiły jej, że on jest dla niej wszystkim, jedynym mężczyzną na świecie, bo miłość była dla niej najlepszym przewodnikiem. Cokolwiek by się działo, byłaby dzika, nieskrępowana, wolna. Gdyby się uśmiechnął, dlaczego by się uśmiechnął? Aby zastanowić się nad tym, że każdy, kto wchodzi, wyobraża sobie, że wchodzi pierwszy, podczas gdy zawsze jest ostatnim członem poprzedniego ciągu, nawet jeśli pierwszym członem następnego, każdy wyobraża sobie, że jest pierwszy, ostatni, jedyny i samotny, podczas gdy nie jest ani pierwszy, ani ostatni, ani jedyny, ani samotny w ciągu rozpoczynającym się i powtarzającym się w nieskończoność. Był Gabriel wtedy szczęśliwszy. A może to ja? A może teraz ja? Czasu nie da się cofnąć. Jak trzymanie wody w dłoni. Czy wróciłbyś do tamtych czasów? Dopiero zaczynam. Czy wróciłbyś? Chciałbym, żeby całe to miejsce pływało w różach.Swoim potwornym stylem życia zdawał się przekraczać granice rzeczywistości. Nic go nie poruszało ani nie przemawiało do niego z realnego świata, dopóki nie usłyszał tego w echu wściekłych krzyków w swoim wnętrzu. Choć ich życie było skromne, wierzyli w dobre jedzenie. Fraza, dzień i scena harmonizowały w akordzie. Słowa. Czy to były ich kolory? Pozwolił im jaśnieć i blaknąć, odcień za odcieniem: złoty wschód słońca, rdza i zieleń sadów jabłkowych, lazur fal, szarobrązowe runo chmur. Nie, to nie były ich kolory: to była równowaga i równowaga samej epoki. Czy zatem kochał rytmiczny wzlot i upadek słów bardziej niż ich skojarzenia z legendą i kolorem? A może, będąc tak słabym wzrokiem, jak nieśmiałym umysłem, czerpał mniej przyjemności z odbicia świetlistego, zmysłowego świata przez pryzmat wielobarwnego i bogatego w historie języka niż z kontemplacji wewnętrznego świata indywidualnych emocji, doskonale odzwierciedlonego w przejrzystej, giętkiej, okresowej prozie?Jak delikatne ognie gwiazd, chwile ich wspólnego życia, o których nikt nie wiedział i nigdy się nie dowie, rozbłysły i rozświetliły jego pamięć. Kiedy umrę, Dąbrowa będzie wypisana w moim sercu. bababadalgharaghtakamminarronnkonnbronntonnerronntuonnthunntrovarrhounawnskawntoohoohoordenenthur-nuk!
[Dźwięk symbolizujący grzmot związany z upadkiem Adama i Ewy.]

Kilka lekkich uderzeń w szybę sprawiło, że Władek odwrócił się do okna. Znów zaczął padać śnieg. Sennym wzrokiem obserwował płatki, srebrzyste i ciemne, padające ukośnie w świetle lampy. Nadszedł czas, by wyruszyć w podróż na zachód. Tak, gazety miały rację: tego dnia śnieg był powszechny w Polsce. Padał w każdym zakątku ciemnej, centralnej równiny, na bezdrzewne wzgórza, cicho padał na mokradła Mielna, a dalej na zachód, cicho opadał w ciemne, zbuntowane fale Bałtyku. Padał również w każdym zakątku samotnego cmentarza na wzgórzu, gdzie pochowany był wczorajszy mocarz tych ziem. Gęsto osiadał na krzywych krzyżach i nagrobkach, na włóczniach małej furtki, na jałowych cierniach. Jego dusza omdlała powoli, gdy usłyszał, jak śnieg cicho pada przez wszechświat i cicho pada, niczym upadek ich ostatecznego końca, na wszystkich żywych i umarłych.

Tak towarzysze młodości żyli, śmiali się, kochali i odeszli. Życie jest za krótkie, żeby czytać złą książkę.

Twoje bitwy Gabrielu, także romanse, mnie zainspirowały – nie te oczywiste, materialne bitwy, ale te, które stoczyłeś i wygrałeś z swoim czołem. Swego czasu i ja romansowałem…

Ale moje ciało było jak harfa, a jej słowa i gesty jak palce przesuwające się po drutach.

Dlaczego takie słowa wydają się nudne i zimne? Czy to dlatego, że nie ma słowa wystarczająco czułego, by być twoim imieniem? Mówiłem wybrance.

Jej starożytność w poprzedzaniu i przetrwaniu kolejnych pokoleń tellurycznych: jej nocna dominacja: jej satelitarna zależność: jej świetliste odbicie: jej stałość we wszystkich fazach, wschodzenie i zachodzenie o wyznaczonych porach, wzrost i ubytek: wymuszona niezmienność Jej wygląd: jej nieokreślona odpowiedź na przeczące pytania: jej władza nad wodami wyciekającymi i powracającymi: jej moc rozkochiwania, upokarzania, nadawania piękna, doprowadzania do szaleństwa, podżegania do i wspierania przestępczości: spokojna nieprzeniknioność jej oblicza: groza jej odizolowanej, dominującej, olśniewającej bliskości: jej znaki burzy i spokoju: stymulacja jej światła, jej ruchu i jej obecności: przestroga jej kraterów, jej suchych mórz, jej milczenia: jej blask, gdy widoczny: jej urok, gdy niewidoczny. Morze, morze smarkozielone, morze zaciskające mosznę.

Szekspir jest szczęśliwym terenem łowieckim wszystkich umysłów, które straciły równowagę.

Witaj, o życie! Idę, by po raz milionowy spotkać się z rzeczywistością doświadczenia i wykuć w kuźni mojej duszy niestworzone sumienie mojej rasy.

A jednak jej imię było jak wezwanie dla całej mojej głupiej krwi, Władku.

Jej usta dotknęły mego mózgu, tak jak dotknęły jego ust, jakby były nośnikiem jakiejś niejasnej mowy, a między nimi czuł nieznany i nieśmiały nacisk, mroczniejszy niż omdlenie grzechu, łagodniejszy niż dźwięk czy zapach.

Jeden po drugim wszyscy stawali się cieniami. Lepiej śmiało przejść do tego innego świata, w pełnej krasie jakiejś namiętności, niż blaknąć i ponuro więdnąć ze starości.

Jestem jutrem, albo jakimś przyszłym dniem, tym, co ustanowiłem dzisiaj. Jestem dziś tym, co ustanowiłem wczoraj albo kiedyś wcześniej.

Sekrety, ciche, kamienne, siedzą w ciemnych pałacach naszych serc: sekrety znużone swoją tyranią: tyrani gotowi na detronizację.

Moja słodka mała rozpustna Noro, zrobiłem, jak mi kazałaś, ty brudna dziewczynko, i dwa razy się wyrwałem, kiedy przeczytałem twój list… Dobranoc, moja mała Noro, moja mała, brudna, sprośna ptaszyno! Jest jedno urocze słowo, kochanie, które podkreśliłaś, żebym lepiej się wyrwał. Napisz mi więcej o tym i o sobie, słodko, coraz brudniej, coraz brudniej.

Niebiańskie drzewo pełne gwiazd obwieszone było wilgotnymi, granatowymi owocami.

Następnie gadaliśmy z Norą o sztuce.

Najważniejsze pytanie dotyczące dzieła sztuki brzmi: z jak głębokiego życia ono wypływa.

Byłem sam. Byłem niezauważany, szczęśliwy i bliski dzikiego serca życia. Byłem sam, młody, samowolny i dziki, sam pośród pustkowia dzikiego powietrza, słonawych wód, morskiego żniwa muszli, plątaniny i przyćmionego szarego słońca.

Celem artysty jest tworzenie piękna. Czym jest piękno, to osobne pytanie.

Najpierw czujemy. Potem upadamy. Można umrzeć, gdy świeci słońce… Niech mój kraj umrze za mnie.

Aby się uczyć, trzeba być pokornym. Ale życie jest wielkim nauczycielem.

Chwile ich wspólnego sekretnego życia rozbłysły niczym gwiazdy w jego pamięci.

Bóg stworzył jedzenie; diabeł kucharzy.

Chciałem, żeby przytrafiły mi się prawdziwe przygody. Ale prawdziwe

przygody, pomyślałem, nie przytrafiają się ludziom, którzy pozostają w domu: trzeba ich szukać za granicą.

Bywałem zbyt podekscytowany, by być naprawdę szczęśliwym.

Trzymaj się teraźniejszości, tego, co tu i teraz, przez co cała przyszłość zanurza się w przeszłość.

Co kryje się w imieniu? To pytanie zadajemy sobie w dzieciństwie, kiedy piszemy imię, o którym nam powiedziano, że jest nasze.

Boję się tych wielkich słów, powiedziałem, które czynią nas tak nieszczęśliwymi.

Kiedy rodzi się człowiek… zarzuca się na niego sieci, by powstrzymać go przed ucieczką. Mówisz mi o narodowości, języku, religii. Spróbuję przelecieć przez te sieci.

Pisanie po angielsku to najbardziej pomysłowa tortura, jaką kiedykolwiek wymyślono za grzechy popełnione w poprzednich wcieleniach. Angielska publiczność czytelnicza wyjaśnia dlaczego.

Moje usta są pełne zepsutych zębów, a dusza – zepsutych ambicji.

Mało czytałem i jeszcze mniej zrozumiałem.

Moja Nora… A gdyby ją surowo osądził? Gdyby jej życie było prostym różańcem godzin, jej życie proste i dziwne jak życie ptaka, radosne o poranku, niespokojne przez cały dzień, zmęczone o zachodzie słońca? Jej serce proste i uparte jak serce ptaka?

Jacy jesteśmy teraz, tacy byliśmy kiedyś.

Żyłem w pewnym oddaleniu od swojego ciała, patrząc na swoje czyny z powątpiewaniem. Miałem dziwny autobiograficzny nawyk, który sprawiał, że od czasu do czasu układałem w myślach krótkie zdanie o sobie, zawierające podmiot w trzeciej osobie i czasownik w czasie przeszłym.

Ruchy, które wywołują rewolucje na świecie, rodzą się z marzeń i wizji w sercu chłopa na szczycie góry.

Patrząc w ciemność, ujrzałem siebie jako istotę pędzoną i wyszydzaną przez próżność; a moje oczy płonęły udręką i gniewem.

Jeśli Władek opuści dziś swój dom, zastanie go siedzącego na progu. Jeśli wyruszy dziś w nocy, to ku niemu jego kroki będą podążać. Każde życie to wiele dni, dzień po dniu. Przechodzimy przez siebie, spotykając rabusiów, duchy, olbrzymów, starców, młodzieńców, żony, wdowy, szwagrów. Ale zawsze spotykamy siebie.

Moje serce jest teraz zupełnie spokojne. Wrócę.

Dusza Gabriela omdlała cicho, gdy usłyszał śnieg padający cicho przez wszechświat i padający cicho, niczym upadek ich ostatecznego końca, na wszystkich żywych i umarłych.

Przebudzenie z wizji jest być może równie bolesne, co narodziny.Frontalna muzyka armii idącej naprzeciw wroga stanowiła przyjemny interludium rozmowy z przyjacielem. Nie ma jak starzy przyjaciele.Ta rasa, ten kraj i to życie mnie stworzyły, Władek powiedział. Wyrażę się takim, jakim jestem.Ale żyjemy w sceptycyzmie i, jeśli wolno mi tak powiedzieć, w wieku dręczonym myślami; i czasami obawiam się, że temu nowemu pokoleniu, wykształconemu czy hiperwykształconemu, jakkolwiek by ono było, brakować będzie tych cech człowieczeństwa, gościnności, życzliwego humoru, które należały do dawnych czasów.To był dzień nakrapianych morskich chmur.                                                                          Fraza, dzień i scena harmonizowały w akordzie. Słowa. Czy to były ich kolory? Pozwolił im jaśnieć i blaknąć, odcień za odcieniem: złotemu wschodowi słońca, rdzawo-zielonemu sadowi jabłkowemu, lazurowi fal, szarofrędzlowatemu runu chmur. Nie, nie chodziło o ich kolory: chodziło o równowagę, równowagę samej epoki. Czy zatem kochał rytmiczny wzlot i upadek słów bardziej niż ich skojarzenia z legendą i kolorem? A może to, że będąc tak słabym wzrokiem, jak nieśmiałym umysłem, czerpał mniej przyjemności z odbicia świetlistego, zmysłowego świata przez pryzmat wielobarwnego i bogatego w narracje języka niż z kontemplacji wewnętrznego świata indywidualnych emocji, doskonale odzwierciedlonych w przejrzystej, giętkiej, okresowej prozie?Pielęgniarka kocha nowego aptekarza. Posterunkowy 14 rewiru kocha Mary Kelly. Gerty MacDowell kocha chłopca z rowerem. M. B. kocha pięknego gentlemana. Li Chi Han całuje się z Cha Pu Chow. Słoń Jumbo kocha słonicę Alicję. Stary pan Versace z trąbką w uchu kocha starą panią Versace z wymuszonym okiem. Mężczyzna w brązowym macintoshu kocha zmarłą damę. Jego Królewska Mość Król kocha Jej Królewską Mość Królową. Pani Norman W. Tupper kocha oficera Taylora. Ty kochasz pewną osobę. A ta osoba kocha inną, ponieważ każdy kocha kogoś, ale Bóg kocha wszystkich.Lepiej śmiało przejść do tamtego świata, w pełnej krasie jakiejś namiętności, niż zwiędnąć i ponuro zwiędnąć ze starości.Miłość (rozumiana jako pragnienie dobra dla drugiego) jest w istocie zjawiskiem tak nienaturalnym, że z trudem się powtarza – dusza nie jest w stanie znów stać się dziewicą i nie ma dość energii, by ponownie rzucić się w ocean cudzej duszy.Nie chciał grać. Gabriel chciał spotkać w realnym świecie niematerialny obraz, który jego dusza tak nieustannie widywała. Nie wiedział, gdzie go szukać ani jak, ale przeczucie, które nim kierowało, podpowiadało mu, że ten obraz, bez żadnego jawnego aktu z jego strony, go spotka. Spotykali się cicho, jakby znali się i umówili na schadzkę, być może przy jednej z bram lub w jakimś bardziej sekretnym miejscu. Byli sami, otoczeni ciemnością i ciszą: i w tej chwili najwyższej czułości on ulegał przeobrażeniu. 

Znikał w coś nieuchwytnego pod jej wzrokiem, a potem, za chwilę, ulegał przeobrażeniu. Słabość, nieśmiałość i niedoświadczenie opadały z niego w tej magicznej chwili.Myślał, że jest chory na sercu, jeśli można być chorym w takim miejscu.Gabriel z lubością zajadał się wnętrznościami zwierząt i ptaków. Lubił gęstą zupę z podrobów, orzechowe żołądki ptasie, faszerowane pieczone serce, płaty wątróbki smażone w panierce, smażoną ikrę sztokfisza. Najbardziej lubił grillowane nerki baranie, które nadawały jego podniebieniu delikatny posmak lekko pachnącego moczu.Najbardziej drażniły go bezczelne żarty tych, którzy przedstawiali to wszystko jako żart, udając, że wszystko rozumieją, a w rzeczywistości nic nie wiedzieli.

Czasu nie da się cofnąć – jak trzymanie wody w dłoni.

Nie wiedziałem, czy kiedykolwiek do Nory przemówię, czy też, jeśli już, to jak mógłbym jej powiedzieć o moim zamglonym uwielbieniu. Ale moje ciało było jak harfa, a jej słowa i gesty jak palce przesuwające się po drutach.

Czasami łapał się na tym, że słucha dźwięku własnego głosu. Myślał, że w jej oczach wzniesie się do anielskiej postury; i gdy coraz bardziej przywiązywał żarliwą naturę swojej towarzyszki do siebie, słyszał dziwny, bezosobowy głos, który rozpoznał jako swój własny, upierający się przy nieuleczalnej samotności duszy. Nie możemy się oddać, powiedział: należymy do siebie.

Narkotyki postarzają po podnieceniu psychicznym. A więc letarg. Dlaczego? Reakcja. Całe życie w jedną noc. Stopniowo zmienia charakter.

Dawno, dawno temu, w bardzo dobrych czasach, szedł sobie ulicą jakiś ryk i ten ryk, schodząc ulicą, spotkał sympatycznego małego chłopca o imieniu Tuku…

Sztuka to ludzkie wykorzystanie materii zmysłowej lub zrozumiałej dla osiągnięcia celu estetycznego.

Kiedy czyta się te dziwne strony o kimś, kto dawno odszedł, czuje się jednością z kimś, kto kiedyś… Czas jest, czas był, ale czasu już nie będzie. Ja. I ja teraz.

Cokolwiek innego jest niepewne w tym cuchnącym gnojowisku świata, miłość matki taka nie jest.

Otwórz teraz oczy. Zrobię to. Chwileczkę. Czy wszystko zniknęło od tamtej pory? Jeśli otworzę oczy i na zawsze pozostanę w czarnej adiafanie. Basta! Zobaczę, czy będę w stanie widzieć. Zobacz teraz. Tam cały czas bez ciebie: i na wieki będzie, świat bez końca.

Nie ma herezji ani filozofii tak odrażającej dla Kościoła jako istoty ludzkiej.

Ludzie mogliby znieść ugryzienie wilka, ale tym, co ich naprawdę rozwścieczyłoby, to byłoby ugryzienie owcy.

Nieuchronna modalność widzialnego: przynajmniej to, jeśli nie więcej, przemyślane moimi oczami. Znaki wszystkiego, co tu czytam, ikry i wodorostów, zbliżającego się przypływu, tego zardzewiałego buta. Smarkozielony, niebieskosrebrny, rdza: kolorowe znaki. Granice diafanu. Grzegorz dodaje: w ciałach. Wtedy zdał sobie sprawę z tych ciał, zanim je ubarwił. Jak? Uderzając w nie kinkietem, jasne. Spokojnie. Był łysy i milionerem, maestro koloru, który rozpoznawał. Granica diafanu w. Dlaczego w? Jeśli możesz włożyć przez to pięć palców, to jest niczym brama, jeśli nie drzwi. Zamknij oczy i zobacz.

Władek zamknął oczy, by usłyszeć, jak jego buty miażdżą trzaskający wrak i muszle. Idziesz przez to, jakkolwiek. Ja jestem, krok po kroku. Bardzo krótki odcinek czasu przez bardzo krótkie odcinki przestrzeni. Pięć, sześć: nacheinander. Dokładnie: i to jest nieunikniona modalność słyszalności. Otwórz oczy. Nie. Jezu! Gdybym spadł z klifu, który chrząszczy u jego podstawy, spadłbym przez nebeneinander nieuchronnie. Dobrze radzę sobie w ciemności. Mój jesionowy miecz wisi u mego boku. Stuknij nim: tak. Moje dwie stopy w jego butach są na końcu jego nóg, nebeneinander. Brzmi solidnie: wykute młotem demiurgów. Czy idę ku wieczności wzdłuż plaży Lavigno? 

Rytm się zaczyna, widzisz. Słyszę. Katalektyczny tetrametr jambów maszerujących. Nie, galop źrebaków.

Otwórz teraz oczy. Zrobię to. Chwileczkę. Czy wszystko zniknęło od tamtej pory? Jeśli otworzę i będę na zawsze w czarnym adiafanie. Basta! Zobaczę, czy będę mógł widzieć.

Widzę teraz. Tam cały czas bez ciebie: i na zawsze będzie, świat bez końca. 

Wznosił się niczym ptak, wstrzymał lot, szybki, czysty krzyk, wznieś się, srebrna kulo, skakaj spokojnie, pędząc, podtrzymywany, by nadejść, nie kręć się zbyt długo, długi oddech, oddech, długie życie, wznosząc się wysoko, wysoko, olśniewający, płonący, ukoronowany, wysoko w blasku symbolicznym, wysokim, eterycznego łona, wysoko, wysokiego, rozległego promieniowania wszędzie, wszystko wznoszące się dookoła, wokół wszystkiego, nieskończoności…

Jestem dumny, że jestem emocjonalistą.

W tym, co szczególne, zawarte jest to, co uniwersalne.

Dusza… rodzi się powoli i mrocznie, bardziej tajemniczo niż narodziny ciała. Kiedy dusza człowieka rodzi się w tym kraju, zarzuca się na nią sieci, by powstrzymać ją od ucieczki. Mówisz mi o narodowości, języku, religii. Spróbuję przelecieć przez te sieci.Jego dusza omdlała powoli, gdy usłyszał śnieg padający cicho przez wszechświat i cicho, niczym upadek ich ostatecznego końca, na wszystkich żywych i umarłych.Cóż więc musi oznaczać znoszenie wielorakich mąk piekielnych na zawsze? Na zawsze! Przez całą wieczność! Nie przez rok ani wiek, ale na zawsze. Spróbuj sobie wyobrazić straszliwe znaczenie tego. Często widziałeś piasek na brzegu morza. Jak drobne są jego drobne ziarenka! I ile z tych drobnych ziarenek składa się na małą garść, którą dziecko chwyta w swojej zabawie. Wyobraź sobie teraz górę tego piasku, wysoką na milion mil, sięgającą od ziemi do najdalszych niebios, szeroką na milion mil, sięgającą najodleglejszych przestrzeni i grubą na milion mil, i wyobraź sobie tak ogromną masę niezliczonych cząsteczek piasku mnożonych tak często, jak często występują liście w lesie, krople wody w potężnym oceanie, pióra ptaków, łuski ryb, włosy zwierząt, atomy w bezkresnym powietrzu. I wyobraź sobie, że po upływie każdego miliona lat mały ptaszek przylatuje do tej góry i zabiera w dziobie maleńkie ziarenko tego piasku. Ile milionów stuleci upłynie, zanim ów ptak uniesie choćby metr kwadratowy tej góry, ile eonów wieków, zanim uniesie wszystko? 

A jednak u kresu tego ogromnego odcinka czasu nie można powiedzieć, że skończyła się nawet jedna chwila wieczności. Po upływie tych wszystkich miliardów i bilionów lat wieczność ledwo się zacznie. A gdyby ta góra znów się podniosła, po tym jak została porwana ziarnko po ziarnku, i gdyby tak podnosiła się i opadała tyle razy, ile jest gwiazd na niebie, atomów w powietrzu, kropli wody w morzu, liści na drzewach, piór na ptakach, łusek na rybach, włosów na zwierzętach – u kresu tych wszystkich niezliczonych wzlotów i upadków tej niezmiernie rozległej góry, nie można by rzec, że dobiegła końca nawet jedna chwila wieczności; nawet wtedy, u kresu takiego okresu, po eonie czasu, o którym sama myśl przyprawia nasz mózg o zawrót głowy, wieczność ledwo by się zaczęła.Dotknij mnie. Łagodne oczy. Łagodna, miękka dłoń. Jestem tu samotny. O, dotknij mnie wkrótce. Jak to słowo znają wszyscy ludzie? Jestem tu cicho, sam. Smutno też. Dotknij, dotknij mnie.Cóż zdziałała modlitwa, skoro Grzegorz wiedział, że jego dusza pożąda własnej zagłady?Wszystko jest niestałe, z wyjątkiem wiary w duszę, która wszystko zmienia i wypełnia ich niestałość światłem.Trup to zepsute mięso. A czym jest ser? Trup z mleka. Chyba wszędzie rozpoznałbym bąka Nory. Chyba mógłbym wyczuć jej bąka w pokoju pełnym pierdzących kobiet.Kiedy nadeszły krótkie zimowe dni, zmierzch zapadał, zanim zdążyliśmy dobrze zjeść obiad. Kiedy spotkaliśmy się na ulicy, domy pociemniały. Przestrzeń nieba nad nami miała barwę nieustannie zmieniającego się fioletu, a ku niej unosiły się słabe latarnie uliczne. Zimne powietrze kłuło nas, a my bawiliśmy się, aż nasze ciała rozbłysły. Nasze krzyki niosły się echem po cichej ulicy. Dopóki coś posiadasz, można ci to odebrać… ale kiedy to dajesz, to już to dałeś. Żaden złodziej ci tego nie odbierze. To jest twoje na zawsze, kiedy to dałeś. Będzie twoje na zawsze. To znaczy dawać. Co w wodzie podziwiał Gabriel, miłośnik wody, czerpiący wodę, wracający na pastwisko?
Jego uniwersalność: jego demokratyczna równość i stałość wobec jego natury w poszukiwaniu własnego poziomu: jego ogrom w oceanie projekcji Merkatora: jego niezbadana głębia w rowie Mariańskim na Pacyfiku przekraczająca 8000 sążni: niepokój jego fal i cząstek powierzchniowych odwiedzających kolejno wszystkie punkty jego wybrzeża: niezależność jego jednostek: zmienność stanów morza: jego hydrostatyczny spokój w ciszy: jego hydrokinetyczna turgor w przypływach i odpływach: jego osiadanie po zniszczeniach: jego jałowość w okołobiegunowych czapach lodowych, arktycznych i antarktycznych: jego znaczenie klimatyczne i handlowe: jego przewaga 3 do 1 nad suchym lądem globu: jego niekwestionowana hegemonia rozciągająca się na ligi kwadratowe na cały region poniżej zwrotnika podrównikowego Koziorożca: wielowiekowa stabilność jego pierwotnego basenu: jego luteofuwolne podłoże: jego zdolność do rozpuszczania i utrzymywania w roztworze wszystkich substancje rozpuszczalne, w tym miliony ton najcenniejszych metali als: powolna erozja półwyspów i wysp, ciągłe powstawanie homotetycznych wysp, półwyspów i opadających przylądków: jego osady aluwialne: jego ciężar, objętość i gęstość: jego niewzruszoność w lagunach i górskich stawach: jego gradacja kolorów w strefach gorących, umiarkowanych i mroźnych: jego rozgałęzienia transportowe w kontynentalnych strumieniach jeziornych i zlewających się rzekach oceanicznych z ich dopływami i prądami transoceanicznymi, prądem Zatokowym, północnymi i południowymi biegami równikowymi: jego gwałtowność w trzęsieniach ziemi, trąbach wodnych, studniach artezyjskich, erupcjach, potokach, wirach, wezbraniach, falach ziemnych, działach wodnych, gejzerach, kataraktach, wirach wodnych, nurtach, powodziach, ulewach, oberwaniach chmur: jego rozległe krzywa pozioma: jej tajemniczość w źródłach i utajonej wilgoci, ujawniona przez instrumenty rabdomantyczne lub higrometryczne i zilustrowana przez studnię przy otworze w murze przy bramie Ashtown, nasycenie powietrza, destylacja rosy: prostota jej składu, dwie części składowe wodoru z jedną częścią składową tlenu: jej właściwości lecznicze: jej wyporność w wodach Morza Martwego: jej wytrwała przenikalność w rynnach, wąwozach, nieodpowiednich tamach, przeciekach na pokładzie statku: jej właściwości oczyszczające, gaszące pragnienie i ogień, odżywiające roślinność: jej nieomylność jako paradygmatu i wzoru: jej metamorfozy jako pary, mgły, chmury, deszczu, śniegu z deszczem, śniegu, gradu: jej siła w sztywnych hydrantach: jej różnorodność form w jeziorach i zatokach, zatokach, zatokach, cieśninach, lagunach, atolach, archipelagach, cieśninach, fiordach, zatokach i pływach Ujścia rzek i odnogi mórz: jego solidność w lodowcach, górach lodowych, krach lodowych; jego potulność w działaniu hydraulicznych kół młyńskich, turbin, dynam, elektrowni, bielarni, garbarni, młynów do strzyżenia; jego użyteczność w kanałach, rzekach, jeśli są żeglowne, pływających i żwirowych dokach; jego potencjał wynikający z opanowania pływów lub cieków wodnych spadających z poziomu na poziom; jego podwodna fauna i flora (anakustyczna, światłowstrętna), liczebnie, jeśli nie dosłownie, mieszkańcy globu; jego wszechobecność jako stanowiącego 90 procent ludzkiego ciała; szkodliwość jego wyziewów w bagnach jeziornych, zaraźliwych torfowiskach, wyblakłej wodzie kwiatowej, stojących stawach w ubywającym księżycu.Myślę o tobie tak często, że nie masz pojęcia. 

Jaki jestem. Jaki jestem. Cały albo wcale. Koniec z bólem. Koniec z przebudzeniem. Nikt nie jest jego właścicielem.W imię Nory, Wszechniesamowitej, Wiecznie Żyjącej, Niosącej Wielość, niech jej wieczór będzie aureolowany, jej śpiew rozśpiewany, jej strumyk niech będzie płynący, nieokiełznany, choć nierówny!Widzisz we mnie – powiedział Grzegorz z ponurym niezadowoleniem – okropny przykład wolnej myśli.Czy wiesz, czym jest perła, a czym opal? Moja dusza, gdy pierwszy raz przyszedłeś do mnie, przechadzając się w te słodkie letnie wieczory, była piękna, lecz z bladą, pozbawioną namiętności urodą perły. Twoja miłość przeszła przeze mnie i teraz czuję, że mój umysł jest czymś w rodzaju opalu, to znaczy pełnym dziwnych, niepewnych odcieni i barw, ciepłych świateł i szybkich cieni, i urywanej muzyki.Jeśli tak jest, pytam stanowczo, skąd bierze się ta takość.Nie czuł jej blisko siebie w ciemności ani nie słyszał jej głosu dotykającego jego ucha. Czekał kilka minut, nasłuchując. Nic nie słyszał: noc była idealnie cicha. Nasłuchiwał ponownie: idealnie cicho. Czuł, że jest sam. 
Jej pokój był ciepły i jasny. Ogromna lalka siedziała z rozstawionymi nogami w obszernym fotelu obok łóżka. Próbował przemówić, żeby wyglądać na swobodnego, obserwując ją, jak rozpina suknię, zauważając dumne, świadome ruchy jej perfumowanej głowy.
Gdy stał w milczeniu na środku pokoju, podeszła do niego i objęła go radośnie i poważnie. Jej okrągłe ramiona mocno go przytrzymały, a on, widząc jej twarz uniesioną ku niemu w poważnym spokoju i czując ciepłe, spokojne unoszenie się i opadanie jej piersi, prawie… Wybuchnął histerycznym płaczem. Łzy radości i ulgi błyszczały w jego zachwyconych oczach, a usta rozchyliły się, choć nie chciały nic powiedzieć.
Przeczesała jego włosy dźwięczną dłonią, nazywając go małym łobuzem.
—Daj mi buziaka — powiedziała.
Jego usta nie chciały się zgiąć, by ją pocałować. Chciał być mocno trzymany w jej ramionach, pieszczony powoli, powoli, powoli. W jej ramionach czuł, że nagle stał się silny, nieustraszony i pewny siebie. Lecz jego usta nie chciały się zgiąć, by ją pocałować.
Nagłym ruchem skłoniła jego głowę i połączyła swoje usta z jego, a on odczytał znaczenie jej ruchów w jej szczerych, uniesionych oczach. To było dla niego zbyt wiele. Zamknął oczy, poddając się jej ciałem i umysłem, nieświadomy niczego na świecie poza mrocznym naciskiem jej delikatnie rozchylonych ust. Naciskały one na jego mózg jak na jego usta, jakby były nośnikiem niejasnej mowy; a między nimi czuł nieznany i nieśmiały ucisk, mroczniejszy niż omdlenie grzechu, łagodniejszy niż dźwięk czy zapach.Głosy mieszają się i stapiają w zamglonej ciszy: ciszy, która jest nieskończona w przestrzeni: i szybko, bezszelestnie dźwięk unosi się nad obszarami cyklów cyklów pokoleń, które przeżyły.Zostawmy teorie i wróćmy do serca.Jej imię cisnęło mi się na usta w dziwnych modlitwach i pochwałach, których sam nie rozumiałem. Moje oczy często były pełne łez (nie wiedziałem dlaczego), a czasem powódź z serca zdawała się wylewać do piersi. Niewiele myślałem o przyszłości. Nie wiedziałem, czy kiedykolwiek z nią porozmawiam, czy nie, a jeśli już, to jak mógłbym jej powiedzieć o moim zakłopotanym uwielbieniu.Sennym wzrokiem Grzegorz obserwował płatki śniegu, srebrzyste i ciemne, padające ukośnie w świetle lampy. Nadszedł czas, by wyruszyć w podróż na zachód.Jestem, krokiem po kroku. Bardzo krótkim odcinkiem czasu przez bardzo krótki odcinek czasu przestrzeni. Nikt by nie pomyślał, że będzie tak pięknym trupem. Mówić o tych rzeczach i próbować zrozumieć ich naturę, a po jej zrozumieniu, powoli, pokornie i nieustannie próbować wyrazić, wydobyć na nowo z grubej ziemi lub tego, co ona rodzi, z dźwięku, kształtu i koloru, które są bramami więziennymi naszej duszy, obraz piękna, które zrozumieliśmy – oto sztuka. Miłość między mężczyzną a kobietą jest niemożliwa, ponieważ nie może być między nimi stosunku płciowego, a przyjaźń między mężczyzną a kobietą jest niemożliwa, ponieważ musi być między nimi stosunek płciowy… ciemność jaśniejąca jasnością, której jasność nie mogła pojąć. Czuł, że lata nie ugasiły jego duszy ani jej duszy. Napisz to, do cholery, napisz to! Do czego innego się nadajesz? Cały dzień ciężko pracowałem nad Ulissesem.
Czy to znaczy, że dużo napisałeś? – Władek zapytał.
Dwa zdania – powiedziałem.
Spojrzałem w bok, ale Władek się nie uśmiechał. Pomyślałem o francuskim powieściopisarzu Gustavie Flaubercie.      – Szukałem akuratnego słowa… Nie – mam już słowa. Szukam idealnego porządku słów w zdaniu. Teraz jestem innym ja. Przeczytaj swój własny nekrolog; mówią, że żyjesz dłużej. Daje ci drugi oddech. Nowe życie. I będziesz za mną tęsknić coraz bardziej, gdy mijają kolejne tygodnie. Pewnego dnia należycie, pewnego dnia prawdziwie, dwa dni na nowo, do kiedy…Najważniejsze pytanie dotyczące dzieła sztuki brzmi: z jak głębokiego życia ono wypływa. Obrazy Moreau to obrazy idei. Najgłębsza poezja Shelleya, słowa Hamleta wprowadzają nasz umysł w kontakt z odwieczną mądrością; platoński świat idei. Cała reszta to spekulacje uczniów dla uczniów. W poemacie‎zawarłem tyle zagadek i łamigłówek, że profesorowie będą się kłócić przez wieki o to, co miałem na myśli, a to jedyny sposób na zapewnienie sobie nieśmiertelności. Pisarz jest kapłanem wiecznej wyobraźni, przemieniającym chleb powszedni doświadczenia w promienne ciało wiecznego życia. Nie ma przeszłości, nie ma przyszłości; wszystko płynie w wiecznej teraźniejszości.Gabriel zapytał siebie, czym jest kobieta stojąca na schodach w cieniu, słuchająca dalekiej muzyki, symbolem czegoś. Gdyby był malarzem, namalowałby ją w takiej właśnie pozycji. Jej niebieski filcowy kapelusz uwydatniałby brąz jej włosów na tle ciemności, a ciemne wstawki spódnicy podkreślałyby kolory jasne. „Odległa Muzyka” – tak nazwałby ten obraz, gdyby był malarzem. Zawsze byliśmy wierni przegranym sprawom… Sukces dla nas to śmierć intelektu i wyobraźni. Obraz Nory na zawsze zapadł mu w duszę i żadne słowo nie przerwało świętej ciszy jego ekstazy. Jej oczy go wzywały, a jego dusza skoczyła na wezwanie. Żyć, błądzić, upadać, triumfować, tworzyć życie z życia! Pogrzebać zmarłych. Powiedzmy, że Robinson Crusoe był wierny życiu. No cóż, Piątek go pogrzebał. Każdy Piątek pogrzebie Czwartek, jeśli się temu przyjrzeć. W niewiedzy, która implikuje wrażenie, które splata wiedzę, która znajduje formę imienia, która pobudza umysły, które przekazują kontakty, które słodzą doznania, które napędzają pożądanie, które przywiązuje się do przywiązania, które dręczy śmierć, która pieprzy narodziny, które pociągają za sobą egzystencję. Zrobiłem, co mogłem, kiedy mi pozwolono. Zawsze myśląc, że jeśli odejdę, wszystko ujdzie. Sto trosk, dziesięcina kłopotów i czy jest ktoś, kto mnie rozumie? Jeden na tysiąc lat nocy? Całe życie żyłem wśród nich, ale teraz zaczynają mnie nienawidzić. I brzydzę się ich małymi, ciepłymi sztuczkami. I brzydzę się ich podłymi, przytulnymi zwrotami. I cała chciwość wylewa się z ich małych dusz. I cała leniwość spływa po ich zuchwałych ciałach. Jakie to wszystko małe! A ja ciągle się sobie zwierzam. I ciągle śpiewam.Było tak wiele różnych nastrojów i wrażeń, które chciał wyrazić w wierszu. Czuł je w sobie. Próbował zważyć swoją duszę, by sprawdzić, czy jest duszą poety. Melancholia była dominującą nutą jego temperamentu, pomyślał, ale była to melancholia złagodzona nawrotami wiary, rezygnacji i prostej radości. Nora stała przed nim na środku rzeki, samotna i nieruchoma, wpatrując się w morze. Wyglądała jak ktoś, kogo magia przemieniła w podobiznę dziwnego i pięknego ptaka morskiego. Jej długie, smukłe, nagie nogi były delikatne jak u żurawia i czyste, z wyjątkiem miejsca, gdzie szmaragdowy ślad wodorostów uformował się niczym znak na ciele. Jej uda, pełniejsze i o delikatnym odcieniu kości słoniowej, były obnażone niemal do bioder, gdzie białe frędzle jej majtek przypominały pióra miękkiego, białego puchu. Jej szaroniebieskie spódnice były odważnie zapięte wokół talii i zapięte na jaskółczy ogon z tyłu. Jej piersi były jak u ptaka, miękkie i lekkie, lekkie i miękkie jak pierś ciemno upierzonego gołębia. Lecz jej długie, jasne włosy były dziewczęce: i dziewczęce, i naznaczone cudem śmiertelnego piękna, jej twarz. 
Jeśli chodzi o mnie, zawsze piszę o Dąbrowie zielonej, bo jeśli mogę dotrzeć do serca Dąbrowy, mogę dotrzeć do serca wszystkich miast świata. W tym, co szczególne, zawarte jest to, co uniwersalne. Kiedy parzę herbatę, parzę herbatę, jak mawiała Nora. A kiedy parzę wodę, parzę wodę. Duma, nadzieja i pożądanie niczym zgniecione zioła w jego sercu wznosiły przed oczyma jego umysłu opary obezwładniającego kadzidła.Jego oczy były zamglone łzami i, patrząc z pokorą w niebo, płakał nad utraconą niewinnością. Jakie szczególne pokrewieństwa, jego zdaniem, łączyły księżyc i kobietę? Tylko święte piwo może rozplątać język… Moje liście opadły ze mnie. Wszystkie. Ale jeden wciąż się trzyma. Poniosę go na sobie. Aby mi przypominał. Uff! Tak miękki liść naszego poranka Tak. Nieś mnie ze sobą, Noro, tak jak robiłaś to przez jarmark zabawek! Gdybym go teraz zobaczył, jak leci na mnie pod białymi skrzydłami, jakby przybył z Arkadii, tonę. Umarłbym u jego stóp, pokornie i niemo, tylko po to, by się umyć. Tak. Tam jest miejsce. Najpierw. Przechodzimy przez trawę ku morzu, uciszamy krzak. Świst! Mewa. Mewy. Z daleka wołają. Nadchodzą, z daleka! Koniec tutaj. Więc my znowu! Spójrz na klucz Żurawi. Do tysiąca ptaków… Droga samotna, ostatnia, ukochana, długa wzdłuż rzeki.
Intelektualna wyobraźnia! Ze mną, albo wcale. Non serviam!Była zimna, jesienna pogoda, ale pomimo chłodu wędrowali po drogach Parku przez prawie trzy godziny. Zgodzili się zerwać; każda więź, powiedział, jest więzią smutku. 
Chciałabym, żeby jakiś mężczyzna mnie kiedyś zabrał, kiedy będzie tam i pocałował w ramiona. Nie ma nic lepszego niż długi i gorący pocałunek, który dociera do duszy i niemal paraliżuje… Uwielbiam kwiaty. Chciałabym, żeby całe miejsce pływało w różach. Boże niebios, nie ma nic lepszego niż natura. Dzikie góry, a potem morze i rwące fale. A potem piękny kraj z polami owsa, pszenicy i wszelkiego rodzaju rzeczy, i całe to piękne bydło, które zrobiłoby dobrze twojemu sercu. Widok rzek, jezior i kwiatów o wszelkich kształtach, zapachach i kolorach… Po tym długim pocałunku o mało nie straciłabym tchu. Tak, powiedziałby, że jestem kwiatem górskim. Tak, więc jesteśmy kwiatami, całe ciało kobiety. Tak… Potem poprosiłabym go wzrokiem, żeby zapytał ponownie, tak. A potem zapytałby, czy mam powiedzieć tak, mój górski kwiecie. Objęłabym go ramionami i przyciągnęłabym do siebie, żeby mógł poczuć moje piersi pachnące. Tak, a jego serce biło jak szalone. I tak, powiedziałam, tak, tak. 
Stary ojcze, stary rzemieślniku, bądź mi teraz i zawsze wiernym.Fala jeszcze czulszej radości wyrwała się z jego serca i popłynęła ciepłą wodą wzdłuż jego tętnic. Niczym delikatne ognie gwiazd, chwile ich wspólnego życia, o których nikt nie wiedział i nigdy nie będzie wiedział, rozbłysły i rozświetliły jego pamięć. Zostawiłem moją książkę, opuściłem mój pokój, bo słyszałem, jak śpiewaszprzez mrok.Nie znoszę przemocy ani nietolerancji w jakiejkolwiek formie. Nigdy niczego nie osiągają ani niczego nie powstrzymują. Rewolucja musi nadejść w odpowiednim czasie. Na pierwszy rzut oka to oczywisty absurd nienawidzić ludzi, bo mieszkają tuż za rogiem i mówią, że tak powiem, innym językiem.Chciał Gabriel spotkać w realnym świecie niematerialny obraz, który jego dusza tak nieustannie widywała.

Władek wskazał kciukiem okno, mówiąc:

— To jest Bóg.

— Krzyk na ulicy, odpowiedział Władek wzruszając ramionami.

— A więc nie zamierzasz zostać protestantem?

— Powiedziałem, że straciłem wiarę, odpowiedział Gabriel, ale nie, że straciłem szacunek do samego siebie. Jakim wyzwoleniem byłoby porzucenie absurdu, który jest logiczny i spójny, i przyjęcie absurdu, który jest nielogiczny i niespójny? 

Droga Noro, nie śpiewaj

Smutnych pieśni o końcu miłości;

Odrzuć smutek i śpiewaj

Jak miłość, która przemija, wystarczy.

Śpiewaj o długim, głębokim śnie

O zmarłych kochankach i o tym, jak

W grobie zaśnie wszelka miłość:

Miłość jest teraz znużona.

Ukazał się Gabrielowi dziki anioł, anioł śmiertelnej młodości i piękna, wysłannik z pięknych dworów życia, aby w chwili ekstazy otworzyć przed nim bramy wszelkich dróg błędu i chwały.

Precz! Precz! Czar broni i głosów: białe ramiona dróg, ich obietnica bliskich uścisków i czarne ramiona wysokich statków, które stoją na tle księżyca, ich opowieść o odległych narodach. Wyciągają się, by powiedzieć: Jesteśmy sami. Chodź. A głosy mówią wraz z nimi: Jesteśmy twoimi krewnymi. A powietrze jest gęste od ich towarzystwa, gdy wołają mnie, swojego krewnego, gotującego się do odejścia, potrząsającego skrzydłami swojej radosnej i straszliwej młodości… Witaj, o życie! Idę, by po raz milionowy spotkać się z rzeczywistością doświadczenia i wykuć w kuźni mojej duszy niestworzone sumienie mojej rasy.

Bolało go, że nie wiedział dobrze, co znaczy polityka i że nie wiedział, gdzie kończy się wszechświat. Czuł się mały i słaby. Kiedy będzie jak ci, którzy zajmują się poezją i retoryką? Mieli donośne głosy i wielkie buty i uczyli się trygonometrii. To było bardzo daleko. Najpierw nadeszły wakacje, potem kolejny semestr, a potem znowu wakacje i znowu kolejny semestr i znowu wakacje. To było jak pociąg wjeżdżający i wyjeżdżający z tuneli, a to było jak hałas chłopców jedzących w refektarzu, kiedy otwierało się i zamykało uszy. Semestr, wakacje; tunel, wyjazd; hałas, stop. Jak daleko to było! Lepiej było iść spać. Tylko modlitwy w kaplicy, a potem łóżko. Zadrżał i ziewnął. Byłoby cudownie w łóżku, gdy prześcieradła trochę się nagrzeją. Najpierw były takie zimne, żeby się w nie włożyć. Zadrżał na myśl, jakie były zimne. Ale potem zrobiły się gorące i wtedy mógłby zasnąć. Cudownie było być zmęczonym. Ziewnął ponownie. Nocne modlitwy, a potem łóżko: zadrżał i chciał ziewnąć. Za kilka minut będzie cudownie. Poczuł, jak ciepłe ciepło unosi się znad zimnych, drżących prześcieradeł, coraz cieplejsze, aż poczuł ciepło w całym ciele, niezwykle ciepłe, a jednak lekko zadrżał i wciąż miał ochotę ziewać.

Takie chwile mijały, a wyniszczające ognie pożądania rozgorzały na nowo. Wiersze płynęły z jego ust, a niewyraźne krzyki i niewypowiedziane, brutalne słowa wyrywały się z jego mózgu, by przeforsować drogę. Krew w nim szalała. Wędrował w górę i w dół po ciemnych, śliskich ulicach, wpatrując się w mrok zaułków i bram, nasłuchując z napięciem każdego dźwięku. Jęczał do siebie jak jakaś zbita z tropu, grasująca bestia.

Chciał zgrzeszyć z inną istotą swojego gatunku, zmusić inną istotę do grzechu z nim i radować się z nią w grzechu. Poczuł, jak jakaś mroczna obecność nieodparcie zbliża się do niego z ciemności, obecność subtelna i szepcząca niczym powódź wypełniająca go całkowicie sobą. Jej szmer oblegał jego uszy niczym szmer snów; jej subtelne strumienie przenikały jego istotę. Dłonie zacisnęły mu się konwulsyjnie, a zęby zacisnęły, gdy cierpiał mękę jej przenikania. Wyciągnął ramiona na ulicę, by mocno uchwycić kruchą, omdlałą postać, która mu się wymykała i go podburzała: i krzyk, który tak długo dusił w gardle, wyrwał się z jego ust. Wyrwał się z niego niczym jęk rozpaczy z piekła cierpiących i zamarł w jęku wściekłej prośby, krzyku o niesprawiedliwe porzucenie, krzyku, który był jedynie echem obscenicznego bazgrołu, który przeczytał na ociekającej ścianie pisuaru. 

Człowiek z Łaską zawsze podrygiwał, skacząc na akkancie swojej radości.

Moje ciało było jak harfa, a jej słowa i gesty były jak palce wodzące po drutach.Współczucie to uczucie, które zatrzymuje umysł w obliczu tego, co poważne i stałe w ludzkim cierpieniu, i łączy go z cierpiącym człowiekiem. Przerażenie to uczucie, które zatrzymuje umysł w obliczu tego, co poważne i stałe w ludzkim cierpieniu, i łączy go z ukrytą przyczyną.Gabriel patrzył, jak trzy kieliszki podnoszone są z lady, gdy ojciec Jakub i dwaj kumple pili za wspomnienie swojej przeszłości. Otchłań fortuny lub temperamentu oddzielała go od nich. Jego umysł wydawał się starszy niż ich: zimno oświetlał ich zmagania, szczęście i żale niczym księżyc młodszą ziemię. Żadne życie ani młodość nie budziły się w nim tak, jak budziły się w nich. Nie zaznał ani przyjemności towarzystwa innych, ani wigoru męskiego zdrowia, ani synowskiej czci. Nic nie drgnęło w jego duszy poza zimną, okrutną i pozbawioną miłości żądzą. Jego dzieciństwo umarło lub zostało utracone, a wraz z nim jego dusza zdolna do prostych radości, dryfował pośród życia niczym jałowa skorupa księżyca.
Czyż zbladłeś ze zmęczeniawspinaczką ku niebu i patrzeniem na ziemię, błądząc bez towarzysza…?
Powtarzał sobie wersy z fragmentu Shelleya. Przeplatanie się smutnej ludzkiej nieskuteczności z rozległymi, nieludzkimi cyklami aktywności przeszyło go chłodem i zapomniał o własnym ludzkim i bezskutecznym żalu.Coś nas zawodzi. Najpierw czujemy. Potem upadamy. I niech teraz pada, jeśli chce. Delikatnie lub mocno, jak chce. W każdym razie niech pada, bo nadszedł mój czas. Zrobiłem, co mogłem, kiedy mi na to pozwolono. Zawsze myślę, że jeśli wszystko pójdzie dobrze, to nic. Sto trosk, dziesięcina kłopotów i czy jest ktoś, kto mnie rozumie? Jedna noc na tysiąc lat?Byli młodzi i łatwo ulegali freudyzmowi.W jednym z listów, który wtedy do Nory napisał, powiedział: Dlaczego takie słowa wydają mi się tak nudne i zimne? Czy to dlatego, że nie ma słowa wystarczająco czułego, by być twoim imieniem?Potrafiłem zebrać moje wędrujące myśli. Nie miałem prawie cierpliwości do poważnej pracy życia, która teraz, gdy stanęła między mną a moim pragnieniem, wydawała mi się dziecinną zabawą, brzydką, monotonną dziecinną zabawą. 
Ach tak, znam ich dobrze, kto był pierwszą osobą we wszechświecie, zanim ktokolwiek to wszystko stworzył, kto, ach, oni też nie wiedzą, więc proszę bardzo, mogliby równie dobrze spróbować powstrzymać wschód słońca jutro, słońce świeci dla ciebie, powiedział, tego dnia, gdy leżeliśmy wśród rododendronów w sąsiedztwie zamku Neuschwanstein, w szarym tweedowym garniturze i słomkowym kapeluszu, tego dnia, gdy namówiłam go, żeby mi się oświadczył, tak, najpierw dałam mu kawałek ciasta z moich ust i był rok przestępny, jak teraz, tak, 16 lat temu, Boże, po tym długim pocałunku prawie straciłam oddech, tak, powiedział, że jestem kwiatem góry, tak, więc jesteśmy, kwiaty, całe ciało kobiety, tak, to była jedyna prawdziwa rzecz, jaką powiedział w swoim życiu, a słońce świeci dla ciebie dzisiaj, tak, dlatego go lubiłam, bo widziałam, że rozumie lub czuje, czym jest kobieta i wiedziałam, że zawsze mogę go obejść i dałam mu całą przyjemność, jaką mogłam, prowadząc go, aż poprosił mnie, żebym powiedziała „tak” i nie odpowiedziałem najpierw, tylko spojrzałem na morze i niebo. Myślałam o tylu rzeczach, o których Gabriel nie wiedział, o Mulveyu i panu Stanhope, i Hester, i ojcu, i starym kapitanie Grovesie i marynarzach bawiących się w „wszystkie ptaki latają”, a ja mówię „schyl się i pozmywaj naczynia”, jak mówilito na molo i o wartowniku przed domem gubernatora z tym czymś na białym hełmie, biedaku na wpół upieczonym i Hiszpankach  śmiejących się w szalach i z długimi grzebieniami i aukcjach corano Grecy, Żydzi, Arabowie i diabli wiedzą, kto jeszcze z całej Europy i o ulicznym targu drobiu, wszyscygdakali przed drób i biedne osły zasypiające na wpół, i o niewyraźnych facetach w płaszczach śpiących w cieniu na schodach iwielkich kołach wozów byków i starym zamku, tysiącletnim,tak i o tych przystojnych Maurów, całych w bieli i turbanach jakkrólowie, proszących cię, żebyś usiadł w ich małym sklepiku. Mówiliśmy o zabudowie ze starymi oknami posad, rzucającymi przelotne spojrzenia, kratą ukrytą dla jej kochanka, by całował żelazo i winiarnie półotwarte nocą i okastanietach i nocy, w którą wędrowaliśmy w morze, morze czasami szkarłatne jak ogień. Były wspaniałe zachody słońca i figi w ogrodach, tak, i wszystkie te dziwne małe uliczkii różowe, niebieskie i żółte domy i ogrody różane i jaśminy i pelargonie i kaktusy…

W łonie kobiety słowo staje się ciałem, ale w duchu stwórcy wszelkie ciało, które przemija, staje się słowem, które nie przeminie. To jest postkreacja.

Bóg i religia ponad wszystko! — krzyknął Gabriel. Bóg i religia ponad świat.

Uniósł zaciśniętą pięść i z hukiem uderzył nią w stół.

W oczach Gabriela pojawiły się łzy. Nigdy nie czuł czegoś takiego do żadnej kobiety, ale wiedział, że takie uczucie musi być miłością. Łzy napłynęły mu do oczu jeszcze gęściej, a w półmroku wyobraził sobie, że widzi postać młodego mężczyzny stojącego pod ociekającym wodą drzewem. W pobliżu były inne postacie. Jego dusza dotarła do krainy, w której przebywają niezliczone zastępy umarłych. Był świadomy ich kapryśnej i migotliwej egzystencji, ale nie mógł jej pojąć. Jego własna tożsamość rozpływała się w szarym, nieuchwytnym świecie: sam solidny świat, w którym ci zmarli kiedyś się wychowali i żyli, rozpływał się i kurczył.

Wtedy Nora zamyśliła się po raz ostatni w swoim krótkim, długim życiu i zebrała wszystkie swoje niezliczone myśli w jedną. Odwołała wszystkie swoje zobowiązania. Wspięła się na balustradę; wydała dziecięcy, chmurny okrzyk: Nuee! Nuee! Lekka sukienka załopotała. Zniknęła. I do rzeki, która była strumieniem… spadła łza, pojedyncza łza, najpiękniejsza ze wszystkich łez… bo to była łza skokowa. Lecz rzeka potykała się o nią w locie, pluskając, jakby jej serce było strumieniem: Dlaczego, dlaczego, dlaczego! Och, och! Jestem taka głupia, że płynę, ale nie mogę ustać

Piękno: krągłości, krągłości to piękno. Zgrabne boginie, Wenus, Junona: świat podziwia krągłości.

Artysta, niczym Bóg stworzenia, pozostaje wewnątrz, za, poza lub ponad swoim dziełem, niewidzialny, wyrafinowany, pozbawiony istnienia, obojętny, obcinający paznokcie

I tak, powiedział Grzegorz, zrobię to. Tak.

Większa część życia każdego człowieka przebiega w stanie, którego nie można oddać sensownie za pomocą jawnego języka, oschłej gramatyki i bezsensownej fabuły.

Spotkamy się ponownie, rozstaniemy się jeszcze raz.

Każdemu dupkowi jadącemu po drogach wydaje się, że ma pomysły.

Wymagam od mojego czytelnika, aby całe swoje życie poświęcił czytaniu moich dzieł.

Nigdy przedtem z Norą tak nie rozmawiałem, poza kilkoma przypadkowymi słowami, a jednak jej imię było jak wezwanie dla całej mojej głupiej krwi.

Gabriel wybiegł za barierę i zawołał, żeby poszła za nim. Krzyczano do niego, żeby szedł dalej, ale on nadal ją wołał. Przyciągnęła do niego bladą twarz, biernie, Jak bezbronne zwierzę. Jej oczy nie dawały mu żadnych oznak miłości, pożegnania ani uznania.

Nie możemy zmienić świata, ale możemy zmienić temat.

Ty okrutna istoto, maleńka istoto z sercem wielkości kropki, mawiał Gabriel.

Może to była dawna miłość, po której opłakiwał ją od niepamiętnych czasów. Myślała, że rozumie. Będzie próbowała go zrozumieć, bo mężczyźni są tak różni. Stara miłość czekała, czekała z wyciągniętymi małymi, białymi rączkami, z niebieskimi, błagalnymi oczami. Serce moje! Podążyłaby za swoim marzeniem o miłości, za głosem serca, które podpowiadało jej, że on jest dla niej wszystkim, jedynym mężczyzną na świecie, bo miłość była dla niej najlepszym przewodnikiem. Nic innego się nie liczyło. Cokolwiek by się działo, byłaby dzika, nieskrępowana, wolna.

Bo była jedyną dziewczyną, którą kochali, tak jak jest królewską perłą, którą cenisz, z powodu nocy, kiedy się poznaliśmy, musi być, jak sądzę, i nie na próżno, ukochaną mojego serca, śpiącą w swoim kwietniowym łóżeczku, w swoim singachamerze, ze swoim zielonozłotym cukierkowym gwizdkiem w duecie z szaloną kołdrą, Isobel, jest taka ładna, prawdę mówiąc, oczy dzikiego lasu i pierwiosnkowe włosy, cicho, wszystkie lasy tak dzikie, w fioletach mchu i wawrzynków, jak wszystko tak nieruchome leżało, pod głóg, dziecko drzewa, jak jakiś utracony szczęśliwy liść, jak uspokojony kwiat wijący się, tak bardzo chciałaby wkrótce, bo wkrótce znów będzie, zdobądź mnie, zalecaj się do mnie, poślubij mnie, ach, zmęcz mnie! 

Tak, to na nią patrzył, a w jego spojrzeniu było znaczenie. Jego oczy wbijały się w nią, jakby chciały przeszukać ją na wylot, odczytać jej duszę.

Błędy są bramami odkryć.

Och, Polsko, moja pierwsza i jedyna miłości, gdzie Chrystus i Cezar idą ręka w rękę!

Węszycielu padliny, przedwczesny grabarzu, poszukiwaczu gniazda zła w łonie dobrego słowa, ty, który śpisz na naszym czuwaniu i pościsz dla naszego święta, ty ze swoim wypaczonym rozumem, sprytnie przepowiedziałeś, Jophet w swojej nieobecności, ślepo wpatrując się w twoje liczne oparzenia, oparzenia i pęcherze, liszaje i krosty, przez auspicje tej kruczej chmury, twój cień i przez wróżby gawronów w parlamencie, śmierć z każdą katastrofą, dynamatyzację kolegów, spopielenie zapisów, zrównanie wszystkich zwyczajów z ziemią, powrót mnóstwa słodko-prochowych gnojów do prochu, ale to nigdy nie powstrzymało twojej tępej tępoty (O piekle, nadchodzi nasz pogrzeb! O zarazo, ominie mnie poczta!), że im więcej marchewek siekasz, tym więcej Rzepy kroisz, im więcej obierasz murphiów, im więcej cebuli płaczesz, im więcej wołowiny ubijasz, im więcej baraniny tniesz, im więcej ziemniaków tłuczesz, im mocniejszy ogień rozpalasz i im dłużej łyżką, im mocniej kleisz, z większą ilością tłuszczu na łokciu, tym weselszy dym wydobywa się z twojego nowego irlandzkiego gulaszu.

Wśród nas dorasta nowe pokolenie, pokolenie napędzane nowymi ideami i nowymi zasadami. Podchodzi do tych nowych idei poważnie i entuzjastycznie, a jego entuzjazm, nawet jeśli jest skierowany w niewłaściwym kierunku, jest, jak sądzę, w przeważającej mierze szczery. Żyjemy jednak w sceptycyzmie i, jeśli wolno mi tak powiedzieć, w epoce dręczonej myślami: i czasami obawiam się, że temu nowemu pokoleniu, wykształconemu czy wręcz przeintelektualizowanemu, zabraknie tych cech człowieczeństwa, gościnności i życzliwego humoru, które należały do dawnych czasów.

Nie dbam o to, czy żyję, choćby dzień i noc, byleby moje czyny żyły po mnie.

Niech księżyc żałoby zajdzie i zniknie.

Nad Wisłą.

Noro, my sami, nasze dusze tylko.

Na miejscu umówionym. I czuwaj, czy list, którego pragniesz, nadejdzie. I zostanie wyrzucony na brzeg.

Jeden po drugim wszyscy stawali się cieniami. Lepiej śmiało przejść do tamtego świata, w pełnej krasie jakiejś namiętności, niż zwiędnąć i ponuro zwiędnąć ze starości. Myślał o tym, jak ta, która leżała obok niego, przez tyle lat skrywała w sercu obraz oczu ukochanego, kiedy powiedział jej, że nie chce żyć.

Co czuł Gabriel, będąc sam? Chłód przestrzeni międzygwiezdnej, tysiące stopni poniżej zera albo absolutne zero Fahrenheita, Celsjusza czy Réaumura: zapowiedź zbliżającego się świtu.

Modalność widzialnego: przynajmniej to, jeśli nie więcej, przemyślane moimi oczami. Znaki wszystkiego, co tu czytam, ikry i wodorostów, zbliżającego się przypływu, tego zardzewiałego buta. Smarkozielony, niebieskosrebrny, rdza: kolorowe znaki. Granice diafanu. Gabriel dodaje: w ciałach.

Najgłębsze zdanie, jakie kiedykolwiek napisano, powiedział Gabriel z entuzjazmem, to zdanie na końcu zoologii. Reprodukcja to początek śmierci.

Dlatego niefakty, gdybyśmy je posiadali, są zbyt nieprecyzyjne, by uzasadnić naszą pewność…

Pragnę przytulić w ramionach piękno, które jeszcze nie przyszło na świat. Zamyśleć się nad misami pamięci, gdzie każda wnęka kryje w sobie pustkę. Historia… to koszmar, z którego próbuję się obudzić.

Białe wino jest jak elektryczność. Czerwone wino wygląda i smakuje jak roztopiony stek wołowy.

Nie boję się popełnić błędu, nawet wielkiego błędu, błędu na całe życie, a może i na wieczność.

A gdy już wszystko zostało powiedziane i zrobione, kłamstwa, które człowiek opowiadał o sobie, prawdopodobnie nie mogły się równać z przysłowiowymi kłamstwami, które inni na jego temat wymyślali.

Jestem taki malutki.

W miękkiej, szarej ciszy Gabriel słyszał stukot piłek: a stąd i stamtąd przez ciche powietrze dobiegał dźwięk kijów do krykieta: pick, pack, pock, puck: niczym krople wody w fontannie spadające cicho do pełnej misy.

Jego umysł wydawał się starszy od ich umysłów razem: chłodno oświetlał ich zmagania, szczęście i żale niczym księżyc na młodszej ziemi.

Kiedy dusza człowieka rodzi się w tym kraju, zarzuca się na nią sieci, by powstrzymać ją od ucieczki. Mówisz mi o narodowości, języku, religii. Spróbuję ominąć te sieci.Twój umysł odda dokładnie tyle, ile w niego włożyłeś.Nie było wątpliwości: jeśli chciałeś odnieść sukces, musiałeś odejść. W Dąbrowie zielonej nic nie mogłeś zrobić.Pragnął panować nad jej dziwnym nastrojem.Co było po wszechświecie? 

Nic. Ale czy we wszechświecie było cokolwiek, co pokazywałoby, gdzie się kończył, zanim zaczęła się nicość? 
Nora patrzyła na tę scenę i myślała o życiu; i (jak zawsze, gdy myślał o życiu) zasmucił się. Ogarnęła go łagodna melancholia. Czuł, jak bezużyteczna jest walka z fortuną, będąca brzemieniem mądrości, którą przekazały mu wieki.Anna była, Livia jest, Plurabelle będzie. Rzeczy Północy stworzyły miejsce Południowców, ale ilu pluratorów stworzyło każdego z nich osobiście?Mężczyzn z krwi i kości…

Nie słychać od wód. Ćwierkających wód. Trzepoczących nietoperzy, myszy polne ryczą, mówią. Ho! Czy nie poszedłeś do domu? 

Ho, gadaj, ratuj nas! Moje foos nie będą muczeć. Czuję się tak stary jak tamten wiąz. Opowieść o Shaunie lub Shemie? O wszystkich córkach Liwii. Ciemne jastrzębie nas słyszą. Noc! Noc! Moje ho głowy korytarze. Czuję się tak ciężki jak tamten kamień. Powiedz mi o Johnie lub Shaunie? Kim byli Sem i Shaun, żyjący synowie lub córki? Teraz noc! Powiedz mi, powiedz mi, powiedz mi, tam wiąz! Noc, noc! Istota trzonu lub kamienia. Obok rzek, wód tu i tam. Noc!Emocja tragiczna to w istocie twarz zwrócona w dwie strony, ku przerażeniu i ku litości, które są jej fazami. Widzicie, używam słowa aresztowanie. Mam na myśli to, że emocja tragiczna jest statyczna. A raczej emocja dramatyczna. Uczucia wzbudzane przez niewłaściwą sztukę są kinetyczne, pożądanie lub wstręt. Pożądanie popycha nas do posiadania, do podążania za czymś; wstręt popycha nas do porzucenia, do odejścia od czegoś. Sztuki, które je pobudzają, pornograficzne lub dydaktyczne, są zatem sztukami niewłaściwie. Emocja estetyczna (użyłem ogólnego terminu) jest zatem statyczna. Umysł jest zatrzymany i wzniesiony ponad pożądanie i wstręt.To ciekawe, wiesz – powiedział Władek beznamiętnie – jak bardzo twój umysł jest przesiąknięty religią, w którą, jak twierdzisz, nie wierzysz.Bóg przemawiał do ciebie wieloma głosami, ale ty nie chciałeś go słyszeć.To końskie siki i zgniła słoma, Gabriel pomyślał. To przyjemny zapach do oddychania. Ukoi moje serce. Moje serce jest teraz zupełnie spokojne. Wrócę.
Nora była sama i nieruchoma, wpatrując się w morze; a kiedy poczuła jego obecność i uwielbienie jego oczu, jej oczy zwróciły się ku niemu w cichym cierpieniu jego spojrzenia, bez wstydu i rozwiązłości. – 

Myślę, że umarł za mnie, odpowiedziała.Wyciągnął ze swojego skarbca frazę i wypowiedział ją cicho do siebie:Dzień nakrapianych chmur morskich.Jak Matka pobłażliwa Gabriel powiedział: Mam dziwny umysł i za dużo czytałem. Nieprawda. Mało czytałem i jeszcze mniej zrozumiałem.Myślenie o wszystkim i wszędzie było czymś wielkim. Tylko Bóg 

mógł to zrobić.Jeśli ktoś uważa, że nie jestem boski,Nie dostanie darmowych drinków, kiedy będę robił wino, l

ecz będzie musiał pić wodę i życzyć sobie, żeby była prosta,którą zrobię, kiedy wino znów stanie się wodą.Całował pulchne, łagodne, żółte, pachnące melony jej policzków. 

Barometr jego emocjonalnej natury był nastawiony na szaleństwo.

Zrób mi przysługę Gabryś i zabierz mi ten nóż. Nie mogę patrzeć na jego ostrze. Przypomina mi historię Rzymu.

Wiara leczy tego, kto ma dość losu.

Część z tego jest brzydka, obsceniczna i bestialska, część czysta, święta i duchowa: wszystko to ja.

Dobrą zagadką byłoby przejść przez Dąbrowę, nie mijając pubu.

Czy nie znudziły ci się żarliwe drogi?

Nie mów więcej o zaczarowanych dniach.

Jezus był kawalerem i nigdy nie mieszkał z kobietą. Z pewnością mieszkanie z kobietą to jedna z najtrudniejszych rzeczy, jakie mężczyzna musi zrobić, a on nigdy tego nie zrobił.

To była ciężka praca – ciężkie życie – ale teraz, gdy Nora miała je porzucić, nie uważała je za całkowicie niepożądane.

Bez pióra, atramentu, stołu, miejsca, czasu, ciszy, ochoty…

Czytasz po dwie strony z siedmiu książek każdej nocy, co? Byłem młody. Kłaniałeś się sobie w lustrze, robiąc krok naprzód, by szczerze bić brawo, uderzając twarzą. Hura dla tego cholernego idioty! Hura! Nikt nie widział: nikomu nie mów. Książki, które miałeś napisać z literami jako tytułami. Czytałeś tytułowe F? O tak, ale wolę Q. Tak, ale W jest cudowne. O tak, W. Pamiętasz swoje epifanie na zielonych owalnych kartach, głębokie, kopie, które miały zostać wysłane, gdybyś umarł, do wszystkich wielkich bibliotek świata, w tym do Aleksandrii? Ktoś miał je tam przeczytać po kilku tysiącach lat. Jak Pico della Mirandola. Tak, bardzo jak wieloryb. Kiedy czyta się te dziwne strony o kimś, kto dawno odszedł, czuje się jednością z kimś, kto kiedyś…

Końskość to bycie wszystkim koniem. Czczą strumienie tendencji i eony. Bóg: hałas na ulicy: bardzo wędrowny.

Każdy wyobraża sobie, że jest pierwszym, ostatnim i jedynym samotnym, podczas gdy nie jest ani pierwszym, ani ostatnim, ani jedynym, nie samotnym w serii mającej swój początek i powtarzającej się w nieskończoność.

Język, którym mówimy, jest jego, zanim stał się moim. Jakże różne są słowa dom, Chrystus, piwo, pan, na jego ustach i na moich! Nie mogę wypowiedzieć ani napisać tych słów bez niepokoju ducha. Jego język, tak znajomy i tak obcy, zawsze będzie dla mnie wyuczoną mową. Nie wypowiedziałem ani nie przyjąłem jego słów. Mój głos je powstrzymuje. Moja dusza drży w cieniu jego języka.

Myśli w trumnie wokół mnie, w mumiach, zabalsamowane w przyprawie słów. Tot, bóg bibliotek, bóg-ptak, ukoronowany księżycem. I usłyszałem głos tego egipskiego arcykapłana. W malowanych komnatach wypełnionych książkami z kafelkami. Są nieruchome. Kiedyś żywe w ludzkich mózgach. Nieruchome: lecz swędzenie śmierci w nich tkwi, by opowiedzieć mi do ucha ckliwą historię, by nakłonić mnie do złamania ich woli. 

Czy nikt tego nie rozumie?

Co jest lepszego niż usiąść pod koniec dnia i pić wino z przyjaciółmi lub osobami ich zastępującymi?

Czytał wersety od tyłu, ale to nie była poezja. Następnie przeczytał stronę tytułową od dołu do góry, aż dotarł do swojego imienia. To był on: i ponownie przeczytał stronę w dół. 

Nicość przed nieskończonością. To nie mogła być ściana; ale mogła tam być cienka, cienka linia dookoła wszystkiego. To było bardzo duże, by myśleć o wszystkim i wszędzie. Tylko Bóg mógł to zrobić. Próbował pomyśleć, jak wielka to musi być myśl; ale mógł myśleć tylko o Bogu. Bóg był imieniem Boga, tak jak jego imię brzmiało Gabriel.

Jaki jest wiek duszy człowieka? Tak jak ma ona cnotę kameleona, która zmienia swój odcień przy każdym nowym podejściu, jest wesoła z wesołymi i smutna z przygnębionymi, tak i jej wiek jest zmienny jak jej nastrój. Leopold, siedząc tam, rozmyślając i przeżuwając wspomnienia, nie jest już tym statecznym agentem reklamy i posiadaczem skromnego majątku. Jest młodym Leopoldem, jak w retrospektywnym układzie, zwierciadłem w zwierciadle (hej, presto!), widzi samego siebie. Tę młodą postać z tamtych czasów, przedwcześnie męską, widać, idącą w upalny poranek ze starego domu przy ulicy Piotrkowskiej do liceum, z torbą na książki niczym z bandolierą, a w niej spory kawałek pszennego bochenka, myśl matki. Albo to ta sama postać, sprzed roku lub dwóch, w swoim pierwszym kasku (ach, to był dzień!), już w drodze, pełnoprawny podróżnik dla rodzinnej firmy, wyposażony w księgę zamówień, pachnącą chusteczkę (nie tylko na pokaz), swoją skrzynkę z błyszczącymi drobiazgami (niestety, to już przeszłość!) i dreszcz uległych uśmiechów dla tej czy innej półwytrawnej gospodyni domowej liczącej na palcach lub dla początkującej dziewicy nieśmiało przyznającej się (ale serce? powiedz mi!) do jego wystudiowanych liryków. Zapach, uśmiech, ale coś więcej niż to, ciemne oczy i oleisty adres przynosiły do domu o zmierzchu niejeden rozkaz szefowi firmy siedzącemu z fajką Jakuba po podobnych pracach w ojcowskim ingle (posiłek z makaronu, możesz być pewien, rozgrzewa), czytając przez okrągłe okulary z rogami jakiś papier z Europy sprzed miesiąca. Ale hej, presto, lustro tchnęło, a młody rycerz błędny cofa się, kurczy, do maleńkiej plamki we mgle. Teraz sam jest ojcowski, a ci wokół niego mogą być jego synami. Kto może powiedzieć? Mądry ojciec zna swoje dziecko. Myśli o mżawce przy zamku 

Neuschwanstein, tuż przy tamtejszych składach celnych… Razem słyszą ciężkie kroki straży, gdy dwa cienie w płaszczach przeciwdeszczowych mijają nowy królewski uniwersytet. Nigdy nie zapomni imienia, nigdy nie zapamięta nocy, pierwszej nocy, nocy panny młodej. Są spleceni w najgłębszej ciemności, chętna i chętny, i w jednej chwili (fiat!) światło zaleje świat. Czy serce podskoczyło do serca? Nie, uczciwy czytelniku. W jednej chwili stało się, ale – wstrzymaj się! Cofnij się! Tak być nie może! W przerażeniu biedna dziewczyna ucieka przez mrok. Jest oblubienicą ciemności, córą nocy. Nie śmie zrodzić słonecznozłotego dziecka dnia. Nie, Gabrielu! Imię i pamięć cię nie pocieszą. To młodzieńcze złudzenie twojej siły zostało ci odebrane i na próżno. Żaden syn z twoich lędźwi nie jest z tobą. 

Jak my, albo matka, splatamy i rozplatamy nasze ciała, powiedział Gabriel, z dnia na dzień, ich cząsteczki krążą tam i z powrotem, tak artysta splata i rozplata swój wizerunek. I jak pieprzyk na mojej prawej piersi jest tam, gdzie był, gdy się urodziłem, choć całe moje ciało było utkane z nowej materii raz po raz, tak poprzez ducha niespokojnego ojca wyłania się obraz nieżyjącego syna. W intensywnym momencie wyobraźni, gdy umysł, jak mówi Shelley, jest gasnącym węglem, to, kim byłem, jest tym, kim jestem i tym, czym potencjalnie mogę się stać. Tak więc w przyszłości, siostrze przeszłości, mogę zobaczyć siebie, jak siedzę tu teraz, ale tylko poprzez refleksję nad tym, kim wtedy będę.

– Mam na myśli, powiedział Gabriel, że nie byłem sobą takim, jakim jestem teraz, jakim musiałem się stać.

Białe róże i czerwone róże: to były piękne kolory do myślenia. A karty za pierwsze, drugie i trzecie miejsce również były w pięknych kolorach: różowym, kremowym i lawendowym. Lawenda, krem i różowe róże były piękne na myśl. Może dzika róża mogłyby być jak te kolory i przypomniał sobie piosenkę o dzikich kwiatach róży na małym zielonym skwerze. Ale nie można mieć zielonej róży. Ale być może gdzieś na świecie można.

Ale chociaż Bóg miał różne imiona we wszystkich językach świata i Bóg rozumiał, co wszyscy ludzie, którzy

modlili się, mówili w swoich różnych językach, Bóg zawsze pozostawał tym samym Bogiem, a prawdziwym imieniem Boga był Bóg.

Idę, by po raz milionowy spotkać się z rzeczywistością doświadczenia i wykuć w kuźni mojej duszy niestworzone sumienie mojej rasy.

Rzeka, obok Ewy i Adama, od zakrętu brzegu do zakola zatoki, prowadzi nas przez komodiusowy vicus recyrkulacji z powrotem do zamku Neuschwanstein i okolic.

Nowe dziewięć muz, handel, muzyka operowa, miłość, manufaktura, wolność widzenia, głosowanie w plebiscycie, gastronomia, higiena prywatna, nadmorskie koncerty, bezbolesne położnictwo i astronomia dla ludu.

Mglisty wrogość narastał w nim i niczym chmura zaciemnił jego umysł wobec jej nielojalności: a kiedy przeminął niczym chmura, pozostawiając jego umysł znów pogodnym i zobowiązanym wobec niej, uświadomił sobie mgliście i bez żalu pierwsze bezgłośne rozstanie w ich życiu.

Weź to w siebie, radził mu brzuch.

Blask, o którym mówi, to scholastyczne quidditas, istota rzeczy. Najwyższą jakość artysta odczuwa, gdy estetyczny obraz po raz pierwszy powstaje w jego wyobraźni. Umysł w tej tajemniczej chwili Shelley pięknie porównał do gasnącego węgla. Chwila, w której ta najwyższa cecha piękna, czysty blask obrazu estetycznego, zostaje świetliście pojmowana przez umysł, pochłonięty jego całością i zafascynowany jego harmonią, to świetlisty, cichy zastój estetycznej przyjemności, stan duchowy bardzo podobny do schorzenia serca, które włoski fizjolog Luigi Galvani, używając określenia niemal tak pięknego jak u Shelleya, nazwał „urzeczenie serca”.

My, którzy żyjemy pod niebem, my z królestwa koniczyny, my, ludzie z rodu grzechów, często obserwowaliśmy niebo sięgające ponad ziemię.

A ty, kimżeś był? Podpierałeś garnek na podwórku i co w imię tego Łukasza? Czy ty pocierasz ścianę w holu o ścianę z żarem? Napijesz się z pełnego talerza? Tak.

Myśl i fabuła nie są tak ważne, jak niektórzy by je przedstawiali. Celem każdego dzieła sztuki jest przekazywanie emocji; talent to dar przekazywania tych emocji.

Z przyjemnością przejdę do potomności jako człowiek od nożyczek i kleju, bo wydaje mi się to surowym, ale nie niesprawiedliwym określeniem.

Znaj wszystkich ludzi, Władek powiedział, ruiny czasu budują rezydencje wieczności.

Wieczność! O, straszne i straszne słowo. Wieczność! Jakiż ludzki umysł może to pojąć?

Ugryź mój śmiech, wypij moje łzy. Wniknij we mnie, tomy, zaklnij mnie surowo i rozlej omdlewając, po prostu nie obchodzi mnie, co myślą moi przeciwnicy.

Cienie lasu unosiły się cicho przez poranny spokój od wejścia na schody w stronę morza, gdzie patrzył. W głębi lądu i dalej lustro wody bielało, wzgardzone przez lekkoobute, spieszące stopy. Biała pierś mrocznego morza. Splecione akcenty, para po parze. Ręka szarpiąca struny harfy, łącząca ich splecione akordy. Fala bieli połączyły słowa migoczące na mrocznym przypływie.

To jest Bóg… Krzyk na ulicy, odpowiedział Władek. Jak jego własne rzadkie myśli, chemia gwiazd.

Gdybyśmy wszyscy nagle stali się kimś innym.

Zimne powietrze szczypało nas i bawiliśmy się do upadłego, nasze ciała jaśniały.

Koniec, któremu miał służyć, lecz którego nie widział, skłonił go do ucieczki niewidzialną ścieżką, a teraz znów go przywołał, a przed nim otworzyła się nowa przygoda.

Jestem, krok po kroku. Co by się nie stało, Nora byłaby dzika, nieskrępowana, wolna.

Niektórzy ludzie, mówi Gabriel, widzą źdźbło w cudzym oku, ale nie widzą belki we własnym.

Powiedział, że jest słodsza i gęstsza niż krowy, a potem chciał mnie doić do herbaty…

Tym razem nie było dla niego nadziei: to był trzeci cios. Noc po nocy przechodziłem obok domu (były wakacje) i przyglądałem się oświetlonemu kwadratowi okna: i noc po nocy odkrywałem, że jest ono oświetlone w ten sam sposób, słabo i równomiernie. Gdyby nie żył, myślałem, zobaczyłbym odbicie świec na zaciemnionej rolecie, bo wiedziałem, że nad głową trupa należy postawić dwie świece. Często mi mówił: Nie długo pożyję na tym świecie, a ja uważałem jego słowa za czcze. Teraz wiedziałem, że były prawdą. Każdej nocy, patrząc w okno, cicho powtarzałem sobie słowo „paraliż”. Zawsze brzmiało ono dziwnie w moich uszach, jak słowo „gnomon” w Euklidesie i słowo „symonia” w Katechizmie. Ale teraz brzmiało jak imię jakiejś złowrogiej i grzesznej istoty. Napawało mnie strachem, a jednak pragnąłem być bliżej niej i patrzeć na jej śmiercionośne działanie.

No dalej, wy musujące winem, skwierczące ginem, pijackie istoty! No dalej, wy oschłe, o byczych karkach, o chrząszczowatych brwiach, o zarośniętych policzkach, o chytrych mózgach, łasicowate spłuczki, fałszywe alarmy i nadbagaż! No dalej, ty potrójny ekstrakcie hańby! Aleksandrze, któryś wyrwał ku chwale prawie połowę tej planety od Królewca do Władywostoku. Bóstwo to nie żaden kiczowaty numer. Zapewniam cię, że jest uczciwy i ma świetną propozycję biznesową. Jest najwspanialszą rzeczą, jaką kiedykolwiek zrobiono, i nie zapominaj o tym. Krzycz o zbawienie w Królu Jezusie. Będziesz musiał wstać bardzo wcześnie, ty grzeszniku, jeśli chcesz igrać z Wszechmogącym Bogiem. Ani trochę. Ma dla ciebie miksturę na kaszel z mocnym uderzeniem, przyjacielu, w tylnej kieszeni. Tylko spróbuj.

Gabriel wspomina zapomniane piękno i, obejmując Norę ramionami, ściska w ramionach piękno, które dawno zniknęło ze świata. Nie to. Wcale nie. Pragnę przytulić w ramiona piękno, które jeszcze nie przyszło na świat.

Niektórzy poważnie uważają, że intencja mogła być geodezyjna lub, w opinii bardziej przebiegłych, ekonomiczna. Ale pisząc od końca do końca i obracając się, obracając i od końca do końca, uderzając w pisanie, z liniami rozcinających się lektyk i głośnymi opadającymi literami, stare miejsce i powrót z powrotem od tego. Niech powstanie, aż do Hum Lit. Śpij, gdzie w pustkowiu jest mądrość?

Wiele kwiatów rodzi się, by zarumienić się niezauważonym.

Tylko wielkie słowa na zwykłe rzeczy ze względu na brzmienie.

Usta można lepiej zaangażować niż cylinder cuchnącego zielska.

Nie umarł, ale zbladł jak film na słońcu. Zagubił się lub zniknął z istnienia, bo już nie istniał. Jak dziwnie pomyśleć o nim, że zniknął w taki sposób, nie przez śmierć, ale przez zgaśnięcie na słońcu lub przez zagubienie się i zapomnienie gdzieś we wszechświecie!

Pochyl się, jeśli jesteś przytomny, do tej glinianej księgi, cóż za osobliwości śpiewają (proszę, schyl się), w tym telefonie! Czy potrafisz odtworzyć (skoro My i Ty już to wydaliśmy) jej świat?

A potem rakieta wystrzeliła i huknęła na oślep i O! wtedy Rzymska świeca wybuchła i rozległo się westchnienie O! i wszyscy krzyknęli O! O! w zachwycie, a z niej wytrysnął strumień deszczu, złote nitki włosów, które się rozsypały i ach! wszystkie były zielonkawymi, wilgotnymi gwiazdami spadającymi ze złotym blaskiem, O, jakże żywe! O, jakże miękkie, słodkie, miękkie!

Wytrzyj okulary tym, co wiesz.

Pytałeś mnie, co bym zrobił, a czego bym nie zrobił. Powiem ci, co zrobię, a czego nie. Nie będę służył temu, w co już nie wierzę, czy będzie się nazywać moim domem, moją ojczyzną, czy moim kościołem: i postaram się wyrazić siebie w jakimś sposobie życia lub sztuki tak swobodnie, jak potrafię i tak całkowicie, jak potrafię, używając do obrony jedynej broni, na jaką sobie pozwalam – milczenia, wygnania i przebiegłości. 

Kochaj mnie. Kochaj mój parasol.

No cóż, Waldku, powiedział, życzę tobie i twoim bliskim wszelkiej radości życia, stary druhu, i mnóstwa pieniędzy, i obyś nigdy nie umarł, dopóki cię nie zastrzelę. A to życzenie szczerego przyjaciela, starego przyjaciela. Wiesz o tym?

Upadnie. Jeszcze nie upadł, ale spadnie bezszelestnie, w jednej chwili. Nie upaść było zbyt trudno, zbyt trudno: i poczuł cichy upadek swojej duszy, jakby miało to nastąpić w pewnej chwili, upaść, upaść, ale jeszcze nie upaść, wciąż nieupaść, ale zaraz upaść.

To nie mógłby być mur, ale mogłaby istnieć cienka, cienka linia wokół wszystkiego.

Jakie sny miałby, gdyby nie widział. Życie dla niego było snem. Gdzie rodzi się sprawiedliwość w ten sposób?

Pytałeś mnie, co bym zrobił, a czego bym nie zrobił. Nie będę służył temu, w co już nie wierzę, czy będzie to mój dom, moja ojczyzna, czy mój kościół: i postaram się wyrazić siebie w jakimś sposobie życia lub sztuki tak swobodnie, jak potrafię i tak całkowicie, jak potrafię, używając do obrony jedynej broni, na którą sobie pozwalam – milczenia, wygnania i przebiegłości.

Z wolą woli wytrzymać, sprzeciwić się.

I ponieważ żaden człowiek nie zna wszechobecności swojego kopca, ani do jakich procesów zostaniemy przez to wprowadzeni, ani czy zauważyłby krańce wszechświata w podobny sposób, wszystko jest ukryte, gdy chcemy wstecz zobaczyć, z jakiego regionu oddalenia to, czym jest nasza bytność, i co przyniosło mu jego pochodzenie.

Nasze dusze, zawstydzone naszymi grzechami, lgną do nas jeszcze bardziej, jak kobieta do swojego kochanka, im bardziej, tym więcej.

Ufa mi, jej dłoń delikatna, oczy o długich rzęsach. Gdzież ja teraz, do cholery, prowadzę ją poza zasłonę? W nieuniknioną modalność, nieuniknioną wizualność. Ona, ona, ona. Co ona?

Żyć, błądzić, upadać, triumfować, tworzyć życie z życia.

Dlaczego był podwójnie zirytowany?

Bo zapomniał, bo pamiętał, aż dwa razy przypominał sobie, by nie zapomnieć.

Każde życie to wiele dni, dzień po dniu. Przechodzimy przez siebie, spotykając rabusiów, duchy, olbrzymów, starców, młodzieńców, żony, wdowy, szwagrów, ale zawsze spotykając siebie.

Co było po wszechświecie? Nic. Ale czy było coś wokół wszechświata, co pokazywałoby, gdzie kończył się przed miejscem nicości? Się zaczął? To nie mógł być mur; ale mogła istnieć cienka linia wokół wszystkiego.

Bolało go, że nie wiedział dobrze, co oznacza polityka i że nie wiedział, gdzie kończy się wszechświat. Czuł się mały i słaby. Kiedy będzie jak ci, którzy zajmują się poezją i retoryką?

Szkoła i dom zdają się oddalać od nas, tak samo ich wpływ na nas zdawał się słabnąć.

Ostatnią i najstraszniejszą torturą wszystkich tortur tego strasznego miejsca jest wieczność piekła. Wieczność! O, straszne i straszne słowo. Wieczność! Jaki ludzki umysł jest w stanie to pojąć? I pamiętaj, to wieczność bólu. Choć ból piekła nie jest tak straszny, jak jest, to jednak stanie się nieskończony, ponieważ jest przeznaczony, by trwać wiecznie. Ale Choć są wieczne, bywają, jak wiesz, nie do zniesienia intensywne, nieznośnie rozległe. Znoszenie nawet użądlenia owada przez całą wieczność byłoby straszną męką. Co to musi być? Czy zatem znosić rozliczne męki piekła na wieki? Na wieki! Na całą wieczność! Nie przez rok ani przez wieki, ale na wieki. Spróbuj wyobrazić sobie straszliwe znaczenie tego. Często widziałeś piasek na brzegu morza. Jak drobne są jego maleńkie ziarenka! A ile z tych maleńkich ziarenek składa się na małą garść, którą dziecko chwyta w swojej zabawie. Teraz wyobraź sobie górę tego piasku, wysoką na milion mil, sięgającą od ziemi do najdalszych niebios i szeroką na milion mil, rozciągającą się do najodleglejszej przestrzeni i o grubości miliona mil; i wyobraź sobie tak ogromną masę niezliczonych cząsteczek piasku mnożącą się tak często, jak często są liście w lesie, krople wody w potężnym oceanie, pióra na ptakach, łuski na rybach, włosy na zwierzętach, atomy w rozległej przestrzeni powietrza: i wyobraź sobie, że po upływie każdego miliona lat mały ptaszek przylatuje do tej góry i zabiera w dziobie maleńkie ziarenko tego piasku. Ile milionów stuleci upłynie, zanim ten ptak uniesie choćby metr kwadratowy tej góry, ile eonów wieków, zanim uniesie wszystko? A jednak na końcu tego ogromnego odcinka czasu nie można powiedzieć, że skończyła się nawet jedna chwila wieczności. Na końcu tych wszystkich miliardów i bilionów lat wieczność ledwo się zacznie. A gdyby ta góra podniosła się ponownie po tym, jak została cała zabrana, i gdyby ptak przyleciał ponownie i uniósł ją wszystko ziarnko po ziarnku, i gdyby unosiła się i opadała tyle razy, ile jest gwiazd na niebie, atomów w powietrzu, kropli wody w morzu, liści na drzewach, piór na ptakach, łusek na rybach, włosów na zwierzętach, na końcu wszystkich tych niezliczonych wzniesień i opadnięć tej niezmiernie ogromnej góry nie można powiedzieć, że skończyła się ani jedna chwila wieczności; nawet wtedy, u kresu takiego okresu, po eonu, o którym sama myśl przyprawia nasz mózg o zawrót głowy, wieczność ledwo by się zaczęła.

Nigdy nie wymachiwałby kadzielnicą przed tabernakulum jako kapłan. Jego przeznaczeniem było być nieuchwytnym dla społecznych czy religijnych nakazów. Mądrość kapłańskiego apelu nie poruszyła go do głębi. Przeznaczony był do uczenia się własnej mądrości z dala od innych albo do uczenia się mądrości innych, błąkając się po sidłach świata.

Ziarnisty piasek zniknął mu spod stóp. Jego buty znów zdeptały wilgotny, trzeszący maszt, brzytwy, skrzypiące kamyki, które na niezliczonych kamykach trzeszczą, drewno przesiane przez robaka okrętowego, zaginiona Armada. Niezdrowe mielizny czekały, by wessać jego stąpające podeszwy, dyszące w górę ściekowym oddechem, kieszeń wodorostów tliła się w morskim ogniu pod stertą ludzkich popiołów. Płynął nimi, krocząc ostrożnie. Butelka podróżna stanęła, zatłoczona po pas, w lepkim, piaszczystym cieście. Strażnik: wyspa straszliwego pragnienia. Połamane obręcze na brzegu; na lądzie labirynt ciemnych, przebiegłych sieci; dalej kredowe tylne drzwi, a na wyższej plaży sznur do suszenia z dwiema ukrzyżowanymi koszulami, wigwamy brązowych sterników i kapitanów żeglugi wielkiej. Ludzkie muszle.

Tu Gabriel zatrzymał się. Przeszedłem długą drogę ku zaświatom. Czy tam nie idę? Wygląda na to, że nie. Następnie zaśmiał się, by uwolnić umysł z jego więzów.

Noro, dlaczego takie słowa wydają mi się tak nudne i zimne? Czy to dlatego, że nie ma słowa wystarczająco czułego, by być twoim imieniem?

Skłanianie się sofistów ku bocznym ścieżkom apokryfów jest nieustanne. Drogi są ponure, ale prowadzą do miasta.

(tekst nawiązuje do literatury pięknej Jamesa Joyce’a, lecz stanowi licentia poetica autora, Stanisław Barszczak)

____

Stanisław Barszczak, Gabriel’s enchanted Moon


Close your eyes and see, Władek.
You think you’re running away and bumping into yourself. The longest way around is the shortest way home.
And then I asked him with my eyes to ask „yes” again, and then he asked if I would answer „yes,” and his heart was beating like crazy, and then I said yes, I would answer „yes.”
His heart danced with her movements like a cork on a wave. He heard what her eyes were telling him from under the hood, and he knew that in some dim past, whether in life or in dreams, he had already heard their story.
History, Władek said, is a nightmare from which I’m trying to wake up.
I’ll tell you what I will and won’t do. I will not serve what I no longer believe in, whether it calls itself my home, my country, or my church. And I will strive to express myself in some way of life or art as freely and as completely as I can, using in defense the only weapons I allow myself—silence, exile, and cunning.
You forced me to confess my fears. But I will also tell you what I am not afraid of. I am not afraid of being alone, or of being rejected by another, or of leaving behind what I must leave behind. And I am not afraid of making a mistake, even a big mistake, a mistake that will last a lifetime, perhaps even eternity.
I was the Flower of the Mountains, yes, when I put a rose in my hair, like Andalusian girls did, should I wear a red one, yes, and when he kissed me under the Moorish wall, and I thought: good, him and me, and then I asked him with my eyes to ask again, yes, and then he asked if I should say yes, my mountain flower, and first I put my arms around him, yes, and I pulled him close so he could smell my breasts, yes, and his heart was beating like crazy, and yes, I said, yes, I will.
Love loves to love, to love.
Every life is many days, day after day. We pass through each other, encountering robbers, ghosts, giants, old men, young men, wives, widows, brothers-in-law, but always encountering each other.
A man of genius makes no mistakes. His mistakes are conscious and constitute the gateway to discovery.
He wanted to cry silently, but not for himself: for words as beautiful and sad as music. A few light knocks on the glass made Władek turn to the window. Snow began to fall again. With sleepy eyes, he watched the flakes, silver and dark, fall slanting in the lamplight. It was time to set off on his journey west. Yes, the newspapers were right: snow was common in Poland that day. It fell in every corner of the dark, central plain, on the treeless hills, fell silently on the Mielno marshes, and further west, fell silently into the dark, rebellious waves of the Baltic Sea. It also fell in every corner of the lonely cemetery on the hill where yesterday’s mighty ruler of these lands was buried. It settled thickly on the crooked crosses and tombstones, on the spears of the small gate, on the barren thorns. His soul slowly fainted as he heard the snow fall silently across the universe, falling silently, like the fall of their final end, on all the living and the dead.
This is how the companions of youth lived, laughed, loved, and left. Life is too short to read a bad book.
Your battles, Gabriel, and your romances too, inspired me—not the obvious, material battles, but the ones you fought and won with your forehead. I had romances too, once…
But my body was like a harp, and her words and gestures like fingers sliding over wires.
Why do such words seem dull and cold? Is it because there is no word tender enough to be your name? I told my chosen one.
Her antiquity in preceding and surviving successive telluric generations: her nocturnal dominance: her satellite dependence: her luminous reflection: her constancy in all phases, rising and setting at appointed times, growth and decline: enforced immutability. Her appearance: her indefinite answer to negative questions: her power over leaking and returning waters: her power to enamour, humiliate, bestow beauty, drive to madness, incite and support crime: the calm impenetrability of her countenance: the terror of her isolated, dominating, dazzling proximity: her signs of storm and calm: the stimulation of her light, her movement, and her presence: the warning of her craters, her dry seas, her silence: her radiance when visible: her charm when invisible. The sea, the snot-green sea, the sea that tightens the scrotum.
Shakespeare is the happy hunting ground of all minds that have lost their balance.
Hail, O life! I go to encounter the reality of experience for the millionth time and forge in the forge of my soul the uncreated conscience of my race.
And yet her name was like a summons to all my foolish blood, Władek.
Her lips touched my brain as they touched his, as if they were the carrier of some obscure speech, and between them he felt an unknown and timid pressure, darker than the faintness of sin, softer than sound or smell.
One by one, they all became weak. 

It’s better to boldly pass into that other world, in the full glory of some passion, than to fade and wither gloomily with age.

I am tomorrow, or some future day, what I established today. I am today what I established yesterday or sometime before.

Secrets, silent, stony, sit in the dark palaces of our hearts: secrets weary of their tyranny: tyrants ready to be dethroned.

My sweet little licentious Nora, I did as you told me, you dirty girl, and I escaped twice when I read your letter… Goodnight, my little Nora, my little, dirty, lewd bird! There’s one lovely word, „darling,” that you underlined, so I’d better escape. Write me more about this and about yourself, sweetly, ever dirtier, ever dirtier.

The heavenly tree, full of stars, was adorned with moist, pomegranate fruit.

Then Nora and I talked about art.

The most important question about a work of art is: from what depths of life does it spring?

I was alone. I was unnoticed, happy, and close to the wild heart of life. I was alone, young, willful, and wild, alone in the wilderness of wild air, brackish waters, a sea harvest of shells, tangles, and a dim gray sun.

The artist’s goal is to create beauty. What beauty is is a separate question.

First we feel. Then we fall.

One can die while the sun shines…

May my country die for me.

To learn, one must be humble. But life is a great teacher.

Moments of their secret life together shone like stars in his memory.

God created food; the devil created cooks.

I wanted real adventures to happen to me. But real adventures, I thought, don’t happen to people who stay at home: they have to be sought abroad.

I used to be too excited to be truly happy.

Hold on to the present, the here and now, so that all the future sinks into the past.

What’s in a name? This is the question we ask ourselves in childhood, when we write the name we’re told is ours.

I’m afraid of those big words, I said, that make us so unhappy.

When a person is born… nets are thrown around them to keep them from escaping. You tell me about nationality, language, religion. I’ll try to fly through those nets.

Writing in English is the most ingenious torture ever devised for sins committed in past lives. The English reading public explains why.

My mouth is full of rotten teeth, and my soul of rotten ambitions.

I’ve read little and understood even less.

My Nora… What if he judged her harshly? What if her life were a simple rosary of hours, her life simple and strange as a bird’s, joyful in the morning, restless all day, weary at sunset? Her heart simple and stubborn as a bird’s?

What we are now, is what we once were.

I lived somewhat detached from my body, viewing my actions with doubt. I had a strange autobiographical habit that caused me to occasionally compose a short sentence about myself, containing a third-person subject and a past-tense verb.

The movements that spark revolutions in the world are born from dreams and visions in the heart of a peasant on a mountaintop.

Gazing into the darkness, I saw myself driven and mocked by vanity; and my eyes burned with anguish and anger.

If Wladek left his house today, she would find him sitting on the doorstep. If he set out tonight, his steps would follow him. Each life is many days, day after day. We pass through each other, encountering robbers, ghosts, giants, old men, young men, wives, widows, brothers-in-law. But we always meet each other.

My heart is completely at peace now. I will return.

Gabriel’s soul fainted as he heard the snow falling silently across the universe, falling silently, like the fall of their final end, on all the living and the dead.

Waking from a vision is perhaps as painful as birth.

The frontal music of an army marching against the enemy was a pleasant interlude to a conversation with a friend. There’s nothing like old friends.

This race, this country, and this life created me, Vladek said. I’ll express myself as I am.

But we live in skepticism and, if I may say so, in an age tormented by thoughts; And sometimes I fear that this new generation, educated or hyper-educated as it may be, will lack those qualities of humanity, hospitality, and kind humor that belonged to the old days.

It was a day of speckled sea clouds.

The phrase, the day, and the scene harmonized in accord. The words. Were those their colors? He allowed them to brighten and fade, shade by shade: the golden sunrise, the rust-green apple orchard, the azure of the waves, the gray-fringed fleece of clouds. No, it wasn’t their colors: it was the balance, the equilibrium of the era itself. So did he love the rhythmic rise and fall of words more than their associations with legend and color? Or perhaps it was that, being so 

Short stretches of space. Five, six: nacheinander. Exactly: and this is the inevitable modality of audibility. Open your eyes. No. Jesus! If I fell off the cliff that beetles at its base, I would fall through nebeneinander inevitably. I cope well in the dark. My ash sword hangs at my side. Tap it: yes. My two feet in his shoes are at the end of his legs, nebeneinander. It sounds solid: forged by the hammer of the demiurge. Am I walking towards eternity along the beach of Lavigno?

The rhythm begins, you see. I hear. A catalectic tetrameter of marching iambs. No, the gallop of foals.

Open your eyes now. I’ll do it. Wait a minute. Has everything disappeared since then? If I open it, I’ll be forever in black adiaphane. Enough! I’ll see if I can see.

I see now. There all the time without you: and forever will be, a world without end.

It rose like a bird, suspended in flight, a swift, pure cry, rise, silver bullet, leap calmly, rushing, sustained, to come, do not spin too long, a long breath, a breath, a long life, rising high, high, dazzling, blazing, crowned, high in the radiance of the symbolic, high, ethereal womb, high, high, vast radiance everywhere, everything rising around, around everything, infinity…

I am proud to be an emotionalist.

In the particular lies the universal.

The soul… is born slowly and darkly, more mysterious to us than the birth of the body. When a human soul is born in this land, nets are thrown around it to keep it from escaping. You speak to me of nationality, language, religion. I will try to fly through these nets.

His soul slowly fainted as he heard the snow falling silently across the universe, silently, like the fall of their final end, upon all the living and the dead.

What then must it mean to endure the manifold torments of hell forever? Forever! For all eternity! Not for a year or a century, but forever. Try to imagine the terrible significance of this. You have often seen the sand on the seashore. How fine its tiny grains are! And how many of these tiny grains make up the small handful a child grasps in his play. Now imagine a mountain of this sand, a million miles high, reaching from the earth to the farthest heavens, a million miles wide, reaching into the most distant spaces, and a million miles thick. And imagine such a vast mass of countless sand particles multiplied as frequently as leaves in a forest, drops of water in a mighty ocean, bird feathers, fish scales, animal hairs, atoms in the vast air. And imagine that after every million years, a tiny bird flies to this mountain and carries a tiny grain of sand in its beak. How many millions of centuries will pass before this bird lifts even a square meter of this mountain, how many eons of ages before it lifts everything?

And yet, at the end of this immense stretch of time, not a single moment of eternity can be said to have ended. After all these billions and trillions of years, eternity will barely begin. And what if this mountain were to rise again, after being carried away grain by grain, and if it rose and fell as many times as there are stars in the sky, atoms in the air, drops of water in the sea, leaves on trees, feathers on birds, scales on fish, hairs on animals—at the end of all these countless rises and falls of this immensely vast mountain, not a single moment of eternity could be said to have ended; Even then, at the end of such a period, after an eon of time the mere thought of which makes our brains dizzy, eternity would barely have begun.

Touch me. Gentle eyes. A gentle, soft hand. I am lonely here. Oh, touch me soon. How does this word seem familiar to all people? I am quiet here, alone. Sad too. Touch, touch me.

What good did prayer do when Grzegorz knew his soul longed for its own destruction?

Everything is unstable, except faith in the soul, which changes everything and fills their inconstancy with light.

A corpse is rotten meat. And what is cheese? A corpse made of milk.

I think I would recognize Nora’s fart anywhere. I think I could smell her fart in a room full of farting women.

When the short winter days arrived, dusk fell before we had a chance to properly eat dinner. When we met on the street, the houses were dark. The expanse of sky above us was a constantly shifting purple, and toward it floated faint streetlamps. The cold air stung us, and we played until our bodies glowed. Our screams echoed through the quiet street.

As long as you own something, it can be taken away… but when you give it, you’ve already given it. No thief can take it away from you. It’s yours forever, once you’ve given it. It will be yours forever. That’s what giving means.

What did Gregory, the water lover, drawing water, returning to his pasture, admire about water?

Its universality: its democratic equality and constancy to his nature in search of its own level: its vastness in the ocean of Mercator’s projection: its incomparable

the explored depth in the Mariana Trench in the Pacific exceeding 8000 fathoms; the restlessness of its waves and surface particles visiting successively all points of its coast; the independence of its units; the variability of the sea states; its hydrostatic calm in the silence; its hydrokinetic turgor in the tides; its subsidence after destruction; its aridity in the circumpolar, Arctic, and Antarctic ice caps; its climatic and commercial importance; its 3 to 1 predominance over the dry land of the globe; its undisputed hegemony extending for square leagues over the entire region below the Tropic of Capricorn; the centuries-long stability of its original basin; its luteof-free substratum; its capacity to dissolve and hold in solution all soluble substances, including millions of tons of the most valuable metals; and the slow erosion of peninsulas and islands, the continuous formation of homothetic islands, peninsulas, and sloping capes; its sediments alluvial: its weight, volume, and density: its immovability in lagoons and mountain ponds: its gradation of colors in hot, temperate, and frigid zones: its transportation branches in continental lake streams and confluent ocean rivers with their tributaries and transoceanic currents, the Gulf Stream, the north and south equatorial courses: its violence in earthquakes, waterspouts, artesian wells, eruptions, torrents, eddies, surges, earth waves, watersheds, geysers, cataracts, whirlpools, currents, floods, downpours, cloudbursts: its extensive horizontal curve: its mystery in springs and latent moisture, revealed by rhabdomantic or hygrometric instruments and illustrated by the well at the opening in the wall at Ashtown gate, the saturation of air, distillation dew: the simplicity of its composition, two constituent parts of hydrogen with one constituent part of oxygen: its healing properties: its buoyancy in the waters of the Dead Sea: its tenacious permeability in gutters, ravines, inadequate dams, leaks on board ship: its purifying, thirst- and fire-quenching properties, nourishing vegetation: its infallibility as a paradigm and pattern: its metamorphoses as steam, fog, cloud, rain, sleet, snow, hail: its strength in rigid hydrants: its variety of forms in lakes and bays, bays, gulfs, straits, lagoons, atolls, archipelagos, straits, fjords, bays and tides. Mouths of rivers and arms of the seas: its solidity in glaciers, icebergs, ice floes; Its docility in the operation of hydraulic mill wheels, turbines, dynamos, power plants, bleacheries, tanneries, and shearing mills; its utility in canals, rivers, if navigable, floating and gravel docks; its potential to master tides or watercourses falling from level to level; its underwater fauna and flora (anacoustic, photophobic), the numerically, if not literally, inhabitants of the globe; its ubiquity as 90 percent of the human body; the noxiousness of its exhalations in lake swamps, pestilential peat bogs, faded floral water, stagnant ponds under a waning moon.

I think of you so often you have no idea. A thought is a thought of a thought.

Absence, the highest form of presence.

To live, to wander, to fall, to triumph, to create life from life. A wild angel appeared to Gregory, an angel of mortal youth and beauty, an envoy from the beautiful courts of life, to open for him in a moment of ecstasy the gates of all paths to error and glory. Onward, onward, onward, onward!

To discover a way of life or art through which my spirit could express itself in unfettered freedom.

Be just before you show generosity.

Nora respected him as she did the General Post Office—as something large, secure, and permanent: and though she knew his modest talents, she appreciated his abstract value as a man.

The lonely, last, beloved, long road, the river, passing Eve and Adam, from the bend of the shore to the bend of the bay, leads us through a Commodian wick of recirculation back to Neuschwanstein Castle and its surroundings.

You ask me why I don’t love you, but surely you must believe that I like you very much. If the desire to possess someone completely, to deeply admire and respect them, and to strive to ensure their happiness in every way is „love,” then perhaps my feeling for you is a kind of love. I tell you, your soul seems to me the most beautiful and simplest soul in the world, and perhaps because I am so aware of this, looking at you, my love or affection for you loses much of its fierceness.

What is yours is mine, and what is mine is mine.

Every bond is a bond of sadness.

My words seem dark to you. Darkness is in our souls, don’t you think?

Under Nora’s cover of silence, he pressed her arm tightly to his side; and as they stood in the hotel doorway, he felt they had escaped from their lives and responsibilities, had escaped from their homes.

and friends, and fled together with wild and radiant hearts to a new adventure.

Beware the bull’s horns, the horse’s hooves, and the Englishman’s smile.

Nora followed her dream of love, the dictates of her heart that told her he was everything to her, the only man in the world, because love was her best guide. Whatever happened, she would be wild, uninhibited, free.

If he had smiled, why would he have smiled? To reflect on the fact that everyone who enters imagines they are first, while they are always the last member of the previous sequence, even if the first member of the next; everyone imagines they are first, last, unique, and alone, while they are neither first, nor last, nor unique, nor alone in a sequence that begins and repeats itself endlessly.

Grzegorz was happier then. Or maybe it’s me? Or maybe it’s me now? Time cannot be turned back. Like holding water in your hand. Would you go back to those times? I’m just getting started. Would you come back?

I wish this whole place were awash in roses.

With his monstrous lifestyle, he seemed to transcend reality. Nothing moved him or spoke to him from the real world until he heard it in the echo of the furious cries within.

Though their lives were modest, they believed in good food.

Phrase, day, and scene harmonized in harmony. Words. Were these their colors? He allowed them to glow and fade, shade by shade: the golden sunrise, the rust and green of apple orchards, the azure of waves, the gray-brown fleece of clouds. No, these were not their colors: these were the balance and equilibrium of the era itself. Did he, then, love the rhythmic rise and fall of words more than their associations with legend and color? Or perhaps, being as weak-sighted as he was timid, he derived less pleasure from reflecting the luminous, sensual world through the prism of a multicolored and story-rich language than from contemplating the inner world of individual emotions, perfectly reflected in lucid, supple, periodic prose?

Like delicate starfires, moments of their shared life, which no one knew and never would know, flared and illuminated his memory.

When I die, Dąbrowa will be inscribed on my heart.

bababadalgharaghtakamminarronnkonnbronntonnerronntuonnthunntrovarrhounawnskawntoohoohoordenenthur-nuk!

[A sound symbolizing the thunder associated with the fall of Adam and Eve.]

As I am. As I am. Whole or not at all.

No more pain. No more awakening. No one owns it.

In the name of Nora, the All-Uncanny, the Ever-Living, the Bearer of Multiplicity, may her evening be haloed, her song melodious, her stream flowing, untamed, though uneven!

You see in me,” said Grzegorz with grim dissatisfaction, “a terrible example of free thought.”

Do you know what a pearl is and what an opal is? My soul, when you first came to me, strolling on those sweet summer evenings, was beautiful, but with the pale, passionless beauty of a pearl. Your love has passed through me, and now I feel that my mind is something like opal, that is, full of strange, uncertain shades and colors, warm lights and quick shadows, and broken music.

If this is so, I ask firmly where this suchness comes from.

He did not feel her near him in the darkness, nor did he hear her voice touch his ear. He waited a few minutes, listening. He heard nothing: the night was perfectly silent. He listened again: perfectly silent. He felt alone.

Her room was warm and bright. A huge doll sat with splayed legs in a spacious armchair beside the bed. He tried to speak, trying to appear at ease, watching her unbutton her dress, noticing the proud, deliberate movements of her perfumed head.

As he stood silently in the middle of the room, she approached him and embraced him joyfully and solemnly. Her round arms held him tightly, and he, seeing her face lifted to his in solemn calm and feeling the warm, peaceful rise and fall of her breasts, almost… burst into hysterical sobs. Tears of joy and relief glistened in his rapt eyes, and his lips parted, though they refused to speak.

She ran a resonant hand through his hair, calling him a little rascal.

“Give me a kiss,” she said.

His lips refused to bend to kiss her. He wanted to be held tightly in her arms, caressed slowly, slowly, slowly. In her arms, he felt suddenly strong, fearless, and confident. But his lips refused to bend to kiss her.

With a sudden movement, she inclined his head and connected her lips with his, and he read the meaning of her movements in her sincere, uplifted eyes. It was too much for him. He closed his eyes, surrendering body and mind to her, unaware of anything in the world except the dark pressure of her gently parted lips. They pressed against his brain as against his own, as if they were the vehicle of an unclear speech; and between them he felt an unknown and timid pressure, darker than the fainting of sin, Sin, softer than sound or scent.

Voices mingle and merge in a misty silence: a silence that is infinite in space: and swiftly, silently, sound floats over the realms of cycles, cycles of generations that have survived.
Let us leave theories and return to the heart.
Her name pressed to my lips in strange prayers and praises that I myself did not understand. My eyes often filled with tears (I did not know why), and sometimes a flood from my heart seemed to pour into my chest. I thought little of the future. I did not know whether I would ever speak to her or not, and if so, how I could tell her of my perplexed adoration.
With sleepy eyes, Grzegorz watched the snowflakes, silver and dark, falling slantingly in the lamplight. It was time to set out on a journey west.
I am, step by step. A very short stretch of time, through a very short stretch of spacetime.
No one would have thought he would be such a beautiful corpse.
To speak of these things and try to understand their nature, and after understanding it, slowly, humbly, and constantly try to express, to extract anew from the thick earth or what it gives birth to, from the sound, shape, and color that are the prison gates of our soul, the image of beauty we have understood—that is art.
Love between a man and a woman is impossible because there can be no sexual intercourse between them, and friendship between a man and a woman is impossible because there must be sexual intercourse between them… a darkness shining with a brightness that the brightness could not comprehend.
He felt that the years had not extinguished his soul or hers.
Write it, damn it, write it! What else are you good for?
I worked hard all day on Ulysses.
Does that mean you wrote a lot? Wladek asked.
Two sentences, Gabriel said.
He glanced away, but Wladek wasn’t smiling. He thought of the French novelist Gustave Flaubert. „I was looking for the right word,” Gabriel concluded. „No—I already have the words. I’m looking for the perfect order of words in a sentence.”
Now I’m a different me.
Read your own obituary; they say you live longer. It gives you a second wind. A new life.
And you’ll miss me more and more as the weeks pass. One day properly, one day truly, two days anew, until when…”
The most important question about a work of art is: from what depth of life does it spring. Moreau’s paintings are images of ideas. Shelley’s deepest poetry, Hamlet’s words, bring our minds into contact with eternal wisdom; the Platonic world of ideas. All the rest is speculation by students for students. In the poem,‎I included so many riddles and puzzles that professors will argue for centuries about what I meant, and that’s the only way to ensure immortality.
The writer is the priest of eternal imagination, transforming the daily bread of experience into the radiant body of eternal life.
There is no past, no future; everything flows in the eternal present.
Gabriel asked himself what the woman standing on the steps in the shadows, listening to distant music, was, a symbol of something. If he were a painter, he would have painted her in precisely that position. Her blue felt hat would have highlighted the brown of her hair against the darkness, and the dark panels of her skirt would have accentuated the bright colors. „Distant Music”—that’s what he would have called this painting if he were a painter.
We have always been faithful to lost causes… Success for us is the death of intellect and imagination.
The image of Nora was forever etched in his soul, and no word broke the sacred silence of his ecstasy. Her eyes called to him, and his soul leaped at the call. To live, to wander, to fall, to triumph, to create life from life!
To bury the dead. Let’s say Robinson Crusoe was faithful to life. Well, Friday buried him. Every Friday will bury Thursday, if you look at it.
In the ignorance that implies impression, that weaves knowledge, that finds form in a name, that stimulates minds, that transmits contacts, that sweetens sensations, that fuels desire, that clings to attachment, that torments death, that fucks birth, that drags existence along.
I did what I could when I was allowed. Always thinking that if I left, all would be gone. A hundred cares, a tenth of troubles, and is there anyone who understands me? One in a thousand years of night? I lived among them all my life, but now they begin to hate me. And I abhor their little, warm tricks. And I abhor their mean, cozy phrases. And all their greed pours from their little souls. And all their laziness flows down their audacious bodies. How small it all is! And I keep confiding in myself. And I keep singing.
There were so many different moods and sensations he wanted to express in a poem. He felt them within himself. He tried to weigh his soul to see if it was the soul of a poet. Melancholy was the dominant note of his temperament, he thought, but it was a melancholy tempered by bouts of faith, resignation, and simple joy.
Nora stood before him in the middle of the river, alone and still, gazing out at the sea. She looked like someone transformed by magic into the likeness of a strange and beautiful seabird. Her long, slender, bare legs were as delicate as a crane’s and pure, except for where an emerald seaweed mark had formed like a mark on her flesh. Her thighs, fuller and a delicate ivory, were bare almost to her hips, where the white fringes of her panties resembled feathers of soft, white down. Her gray-blue skirts were boldly buttoned around her waist and fastened with a swallowtail at the back. Her breasts were birdlike, soft and light, light and soft as the breast of a dark-plumed dove. But her long, fair hair was girlish: both girlish and marked by the wonder of mortal beauty, her face.
As for me, I always write about Dąbrowa Zielone, because if I can reach the heart of Dąbrowa, I can reach the heart of all the cities in the world. In the particular lies the universal.
When I brew tea, I brew tea, as Nora used to say. And when I brew water, I brew water.
Pride, hope, and desire, like crushed herbs in his heart, rose vapors of overwhelming incense before his mind’s eye.
His eyes were clouded with tears, and, looking humbly at the sky, he wept for his lost innocence.
What special kinship, in his opinion, united the moon and woman?
Only holy beer can untangle the tongue…
My leaves have fallen from me. All of them. But one still clings. I will carry it on me. To remind me. Phew! Such a soft leaf of our morning. Yes. Carry me with you, Nora, as you did through the toy fair! If I saw it now, flying at me under white wings, as if it had come from Arcadia, I would drown. I would die at his feet, humble and silent, just to wash myself. Yes. There is a place. First. We cross the grass toward the sea, quieting the bush. Swish! A seagull. Seagulls. They call from afar. They come, from afar! The end is here. So here we are again! Look at the Crane Key. To a thousand birds… The lonely, last, beloved path, long along the river.
Intellectual imagination! With me, or not at all. Non serviam!
It was cold, autumn weather, but despite the chill, they wandered the Park’s paths for almost three hours. They agreed to break off; every bond, he said, is a bond of sadness.
I wish some man would take me someday, when he’s there, and kiss me on the shoulders. There’s nothing better than a long, hot kiss that reaches the soul and almost paralyzes… I love flowers. I wish the whole place was awash in roses. God of heaven, there’s nothing better than nature. Wild mountains, then the sea and rushing waves. And then a beautiful land with fields of oats, wheat, and all sorts of things, and all that beautiful cattle that would do your heart good. The sight of rivers, lakes, and flowers of every shape, scent, and color… After that long kiss, I almost lost my breath. Yes, he would say I was a mountain flower. Yes, so we are flowers, the whole body of a woman. Yes… Then I would ask him with my eyes to ask again, yes. And then he would ask if I should say yes, my mountain flower. I would wrap my arms around him and pull him close, so he could feel my fragrant breasts. Yes, and his heart beat like crazy. And yes, I said, yes, yes.
Old father, old craftsman, be faithful to me now and always.
A wave of even more tender joy burst from his heart and flowed like warm water along his arteries. Like the delicate fires of the stars, moments of their life together, moments no one knew and never would, flared and illuminated his memory.
I left my book, I left my room, because I heard you singingthrough the darkness.
I can’t stand violence or intolerance in any form. They never achieve anything or stop anything. The revolution must come at the right time. At first glance, it seems patently absurd to hate people because they live just around the corner and speak, so to speak, a different language.
Gabriel wanted to encounter in the real world the immaterial image his soul so constantly saw.
Wladek jerked his thumb toward the window, saying,”This is God.””A shout in the street,” Wladek replied, shrugging.
„So you’re not going to become a Protestant?”
„I said I’d lost my faith,” Gabriel replied, „but not that I’d lost my self-respect.” What liberation would it be to abandon the absurdity that is logical and coherent and embrace the absurdity that is illogical and incoherent?
Dear Nora, do not singSad songs about the end of love;Reject sadness and singHow love, which passes, is enough.
Sing of the long, deep sleepOf dead lovers and howIn the grave all love will sleep:Love is now weary.
A wild angel appeared to Gabriel, an angel of mortal youth and beauty, an emissary from the beautiful courts of life, to open for him in a moment of ecstasy the gates of all paths of error and glory.
Away! Away! The spell of weapons and voices: the white arms of the paths, their promise of close embraces, and the black arms of tall ships, That stand against the moon, their tale of distant nations. They stretch to say: We are alone. Come. And voices say with them: We are your kin. And the air is thick with their company as they call to me, their kin, preparing to depart, shaking the wings of his joyful and terrible youth… Hail, O life! I go to encounter the reality of experience for the millionth time and forge in the forge of my soul the uncreated conscience of my race.
It pained him that he didn’t truly know what politics meant, that he didn’t know where the universe ended. He felt small and weak. When would he be like those who practiced poetry and rhetoric? They had loud voices and big boots, and they studied trigonometry. It was a long way off. First came summer vacation, then another semester, then another vacation, and another semester, and another vacation. It was like a train coming in and out of the tunnels, and it was like the noise of boys eating in the refectory, opening and closing your ears. Term, vacation; tunnel, departure; noise, stop. How far it was! It was better to go to sleep. Just prayers in the chapel, and then bed. He shivered and yawned. It would be wonderful in bed, once the sheets warmed up a bit. At first they were too cold to crawl into. He shivered at the thought of how cold they were. But then they grew warm, and then he could fall asleep. It was wonderful to be tired. He yawned again. Night prayers, and then bed: he shivered and wanted to yawn. In a few minutes, it would be wonderful. He felt a warm warmth rising from the cold, shivering sheets, warmer and warmer, until he felt warmth throughout his entire body, incredibly warm, yet he shivered slightly and still wanted to yawn.
Such moments passed, and the destructive fires of desire flared anew. Poems flowed from his lips, while indistinct screams and unspoken, brutal words tore from his brain to force their way. His blood raged. He wandered up and down the dark, slippery streets, peering into the gloom of alleyways and doorways, listening intently for every sound. He groaned to himself like some bewildered, prowling beast.
He wanted to sin with another of his own kind, to force another to sin with him, and to rejoice with it in sin. He felt a dark presence drawing irresistibly toward him from the darkness, a presence subtle and whispering like a flood, filling him completely. Its murmurs surrounded his ears like the murmur of dreams; its subtle streams permeated his being. His hands clenched convulsively, and his teeth clenched as he suffered the agony of her penetration. He stretched out his arms into the street to grasp tightly the frail, languid figure that eluded him and incited him: and the cry that had been choked in his throat for so long burst from his lips. It escaped him like a moan of despair from the hell of suffering and died in a wail of furious pleading, a cry of unjust abandonment, a cry that was merely an echo of the obscene scrawl he had read on the dripping wall of the urinal.
The Man of Grace always quivered, leaping on the accordion of his joy.
My body was like a harp, and her words and gestures were like fingers tracing wires.
Compassion is a feeling that stops the mind in the face of what is serious and permanent in human suffering and unites it with the suffering person. Terror is an emotion that freezes the mind in the face of what is grave and constant in human suffering, and connects it with its hidden cause.
Gabriel watched three glasses being lifted from the counter as Father Jacob and two companions drank to the memory of their past. An abyss of fortune or temperament separated him from them. His mind seemed older than theirs: it coldly illuminated their struggles, happiness, and regrets like the moon illuminates the younger earth. No life or youth awakened in him as it awakened in them. He knew neither the pleasure of others’ company, nor the vigor of manly health, nor filial reverence. Nothing stirred in his soul but cold, cruel, and loveless lust. His childhood had died or been lost, and with it, his soul, capable of simple joys, drifted through life like the barren shell of the moon.
Have you turned pale with fatigue
of climbing heavenward and gazing at the earth, wandering without a companion…?
He repeated lines from Shelley’s passage to himself. The interweaving of sad human inefficiency with vast, inhuman cycles of activity chilled him, and he forgot his own human and futile grief.
Something fails us. First we feel. Then we fall. And now let it rain if it will. Softly or hard, as it will. Anyway, let it rain, for my time has come. I did what I could when I was allowed to. I always think that if everything goes well, it’s nothing. A hundred cares, a tenth of troubles, and is there anyone who understands me? One night in a thousand years?
They were young and easily susceptible to Freudianism.
In one of the letters he wrote to Nora at the time, he said: Why do such words seem so dull and cold to me? Is it because there is no word enough? tender enough to be your name?
I managed to gather my wandering thoughts. I had almost no patience for the serious work of life, which, now that it stood between me and my desire, seemed like child’s play, an ugly, monotonous child’s play.
Oh yes, I know them well, who was the first person in the universe, before anyone created it all, who, oh, they don’t know either, so go ahead, they might as well try to stop the sun from rising tomorrow, the sun shines for you, he said, that day as we lay among the rhododendrons near Neuschwanstein Castle, in a gray tweed suit and a straw hat, the day I persuaded him to propose to me, yes, first I gave him a piece of cake from my lips and it was leap year, like now, yes, 16 years ago, God, after that long kiss I almost lost my breath, yes, he said I was a mountain flower, yes, so here we are, flowers, the whole body of a woman, yes, that was the only true thing he ever said in his life, and the sun shines for you today, yes, that’s why I liked him, because I saw that he understood or felt what a woman was and I knew I could always get around him and I gave him all the pleasure I could, leading him on until he asked me to say yes and no I answered first, just looked at the sea and sky. I thought of so many things Gregory didn’t know, of Mulvey and Mr. Stanhope and Hester and Father and old Captain Groves and the sailors playing „all birds fly” and I say „bend down and wash the dishes,” as they used to say on the pier, and the sentry in front of the governor’s house with that thing on his white helmet, the poor half-baked man, and the Spanish women laughing in their shawls and long combs, and the auctions every morning, Greeks, Jews, Arabs, and heaven knows who else from all over Europe, and the street poultry market, everyone clucking at the poultry, and the poor donkeys half asleep, and the dim men in cloaks sleeping in the shade on the steps, and the great wheels of the bullock carts, and the old castle, a thousand years old, and those handsome Moors, all in white and turbans like kings, Asking you to sit in their little shop. We spoke of the buildings with their old windows, casting fleeting glances, the latticework hidden for her lover to kiss, and the wineries half-open at night, and of castanets, and the night we wandered out to sea, the sea sometimes crimson as fire. There were magnificent sunsets and fig trees in gardens, yes, and all those strange little streets,and pink, blue, and yellow houses and rose gardens and jasmine and geraniums and cacti…
In a woman’s womb, the word becomes flesh, but in the spirit of the creator, all flesh that passes becomes the word that will not pass. This is post-creation.
God and religion above all!” Gabriel shouted. God and religion above the world.
He raised his clenched fist and slammed it on the table with a bang.
Tears welled in Gabriel’s eyes. He had never felt this way about any woman, but he knew such a feeling must be love. Tears welled up in his eyes, and in the twilight, he imagined he saw the figure of a young man standing beneath a dripping tree. Other figures were nearby. His soul had reached a realm where countless hosts of the dead dwell. He was aware of their capricious and flickering existence, but he couldn’t fathom it. His own identity was fading away in a gray, intangible world: the very solid world in which these dead had once grown up and lived was melting and shrinking.
Then Nora fell into a deep thought for the last time in her short, long life and gathered all her countless thoughts into one. She canceled all her commitments. She climbed onto the railing; she uttered a childish, cloudy cry: „Nuh! Nuh!” Her light dress fluttered. She disappeared. And into the river that was a stream… a tear fell, a single tear, the most beautiful of all tears… for it was a leaping tear. But the river tripped over her in flight, splashing as if her heart were a stream: Why, why, why! Oh, oh! I am so foolish that I flow, but I cannot stand.
Beauty: curves, curves are beauty. Graceful goddesses, Venus, Juno: the world admires curves.
The artist, like the God of creation, remains within, behind, beyond, or above his work, invisible, refined, devoid of existence, indifferent, clipping his nails.
And so, said Gregory, I will do it. Yes.
The greater part of every human life passes in a state that cannot be meaningfully conveyed through explicit language, dry grammar, and senseless plot.
We will meet again, we will part once more.
Every asshole driving on the road thinks they have ideas.
I demand of my reader that they dedicate their entire lives to reading my work.
I had never spoken to Nora like this before, beyond a few random words, and yet her name was like a summons to all my stupid blood.
Gabriel ran out the barrier and called for her to follow him. They were shouting at him to come 

She continued, but he still called her. She pulled her pale face toward him, passively, like a defenseless animal. Her eyes gave him no sign of love, farewell, or recognition.

We can’t change the world, but we can change the subject.

You cruel creature, tiny creature with a heart the size of a dot, Gabriel used to say.

Perhaps this was an old love, for which he had mourned her since time immemorial. She thought she understood. She would try to understand him, because men are so different. The old love waited, waited with outstretched little white hands, with blue, pleading eyes. My heart! She would follow her dream of love, the voice of her heart, which told her that he was everything to her, the only man in the world, because love was her best guide. Nothing else mattered. Whatever happened, she would be wild, uninhibited, free.

Because she was the only girl they loved, as she is the royal pearl you treasure, because of the night we met, she must be, I think, and not in vain, the beloved of my heart, sleeping in her April bed, in her singalong, with her green-gold candy whistle in duet with the crazy duvet. Isobel, she is so pretty, to tell the truth, wild forest eyes and primrose hair, quiet, all the forests so wild, in the purple of moss and daphne, how everything lay so still, under the hawthorn, the child of the tree, like some lost happy leaf, like a quiet flower, writhing, so eagerly wishing soon, because soon it will be again, conquer me, woo me, marry me, oh, wear me out!

Yes, it was her he was looking at, and there was meaning in his gaze. His eyes pierced hers, as if they wanted to search her through, to read her soul.

Mistakes are the gateways to discovery.

Oh, Poland, my first and only love, where Christ and Caesar walk hand in hand!

Sniffer of carrion, premature grave digger, seeker of the nest of evil in the bosom of a good word, you who sleep in our vigil and fast for our feast, you with your perverted mind, you cleverly foretold, Jophet in your absence, blindly gazing at your many burns, scalds and blisters, lichens and pustules, through the auspices of that raven cloud, your shadow, and through the omens of the rooks in parliament, death with every catastrophe, dynamatization of colleagues, incineration of records, razing of all customs to the ground, the return of a multitude of sweet-powdered dung to the dust, but that never stopped your dull dullness (Oh hell, our funeral is coming! Oh plague, I will miss the post!), that the more carrots you chop, the more turnips you slice, the more Murphys you peel, the more onions you cry, the more The more beef you slaughter, the more lamb you cut, the more potatoes you mash, the stronger the fire you build, the longer you spoon, the harder you stick, the more fat you put on your elbow, the more cheerful the smoke rises from your new Irish stew.

A new generation is growing up among us, a generation fueled by new ideas and new principles. It approaches these new ideas seriously and enthusiastically, and its enthusiasm, even if misdirected, is, I believe, overwhelmingly sincere. However, we live in a skeptical and, if I may say so, thought-torn age: and sometimes I fear that this new generation, educated or even over-intellectualized, will lack those qualities of humanity, hospitality, and kind humor that belonged to the old days.

I care not whether I live, even day or night, as long as my actions live after me. Let the moon of mourning set and disappear.

Over the Vistula.

Nora, we are alone, our souls only.

At the appointed place. And watch if the letter you desire arrives. And is washed ashore.

One by one, everyone became shadows. Better to boldly pass into the other world, in the full glory of some passion, than to wither and fade gloomily with age. He thought of how the woman who lay beside him had for so many years hidden in her heart the image of her beloved’s eyes when he told her he didn’t want to live.

What did Gabriel feel, alone? The cold of interstellar space, thousands of degrees below zero, or the absolute zero of Fahrenheit, Celsius, or Réaumur: a harbinger of the approaching dawn.

The modality of the visible: at least this, if not more, conceived through my eyes. Signs of everything I read here, spawn and seaweed, the approaching tide, that rusty boot. Snot-green, blue-silver, rust: colorful signs. The boundaries of the diaphane. Gabriel adds: in bodies.

The most profound sentence ever written, Gabriel said enthusiastically, is the one at the end of zoology. Reproduction is the beginning of death.

Therefore, non-facts, if we possessed them, are too imprecise to justify our certainty…

I long to embrace beauty not yet born. To contemplate the bowls of memory, where every recess conceals an emptiness. History… is a nightmare from which I try to awaken.

White wine is like electricity. Red wine

It looks and tastes like a melted beefsteak.

I’m not afraid to make a mistake, even a big mistake, a mistake for life, perhaps even eternity.

And when all was said and done, the lies a person told about themselves probably couldn’t compare to the proverbial lies others made up about them.

I’m so tiny.

In the soft, gray silence, Gabriel heard the clatter of balls: and from here and there, through the still air, came the sound of cricket bats: pick, pack, pock, puck: like drops of water in a fountain falling silently into a full bowl.

His mind seemed older than theirs combined: it coolly illuminated their struggles, happiness, and regrets like the moon on a younger earth.

When a man’s soul is born in this land, nets are thrown around it to keep it from escaping. You speak to me of nationality, language, religion. I will try to avoid these nets.

Your mind will give back exactly what you put into it.

There was no doubt: if you wanted to succeed, you had to leave. In the Green Oak, you could do nothing.

He longed to control her strange mood.

What was after the universe? Nothing. But was there anything in the universe to show where it ended, before nothingness began?

Nora looked at the scene and thought about life; and (as always when he thought about life) he grew sad. A gentle melancholy took hold of him. He felt the futility of fighting fortune, burdened by the wisdom the ages had bestowed upon him.

Anna was, Livia is, Plurabelle will be. The things of the North created the place of the Southerners, but how many plurators created each of them personally?

Men of flesh and blood…

No sound from the waters. The chirping of the waters. Bats flutter, field mice roar, they say. Ho! Haven’t you gone home? Ho, talk, save us! My foos won’t moo. I feel as old as that elm. A tale of Shaun or Shem? Of all the daughters of Livia. The dark hawks hear us. Night! Night! My ho heads, the corridors. I feel as heavy as that stone. Tell me of John or Shaun? Who were Shem and Shaun, living sons or daughters? Now night! Tell me, tell me, tell me, there elm! Night, night! The essence of a shaft or a stone. Beside rivers, waters here and there. Night!

Tragic emotion is essentially a face turned in two directions, towards terror and towards pity, which are its phases. You see, I use the word arrest. I mean that tragic emotion is static. Or rather, a dramatic emotion. The feelings aroused by inappropriate art are kinetic, desire or disgust. Desire drives us to possess, to pursue something; disgust drives us to abandon, to move away from something. Art that stimulates it, whether pornographic or didactic, is therefore inappropriate art. Aesthetic emotion (I used the general term) is therefore static. The mind is arrested and raised above desire and disgust.

It’s interesting, you know,” Wladek said dispassionately, „how deeply your mind is saturated with the religion you claim not to believe in.

God spoke to you in many voices, but you refused to hear him.

It’s horse piss and rotten straw, Gabriel thought. It’s a pleasant smell to breathe. It will soothe my heart. My heart is completely calm now. I will return.

Nora was alone and still, staring out at the sea; And when she felt his presence and the adoration in his eyes, hers turned to him in the silent suffering of his gaze, without shame or licentiousness. „I think he died for me,” she replied.

He pulled a phrase from his treasure chest and spoke it quietly to himself:

The Day of the Dappled Sea Clouds.

As the indulgent Mother Gabriel said: I have a strange mind and I’ve read too much. Not true. I’ve read little and understood even less.

Thinking about everything and everywhere was a great thing. Only God could do that.

If anyone thinks I’m not divine,

They won’t get free drinks when I make wine, but will have to drink water and wish for it to be simple,

which I will make when the wine becomes water again.

He kissed the plump, tender, yellow, fragrant melons of her cheeks. The barometer of his emotional nature was set to madness.

Do me a favor, Gabriel, and take this knife away from me. I can’t look at its blade. It reminds me of Roman history.

Faith heals those who are fed up with fate.

Some of it is ugly, obscene, and brutal, some pure, holy, and spiritual: all of it is me.

It would be a good riddle to walk through Dąbrowa without passing a pub.

Aren’t you tired of the fervent ways?

Speak no more of enchanted days.

Jesus was a bachelor and never lived with a woman. Surely living with a woman is one of the hardest things a man has to do, and he never did.

It was hard work—a hard life—but now that Nora was about to abandon it, she didn’t consider it entirely undesirable.

Without pen, ink, table, space, time, silence, desire…

You read two pages from seven books every night, eh? I was young. You bowed to yourself in the mirror, taking a step toward…Forward, to sincerely applaud, slapping your face. Hurray for that damn idiot! Hurray! No one saw: don’t tell anyone. The books you were supposed to write with letters as titles. Have you read the title F? Oh yes, but I prefer Q. Yes, but W is wonderful. Oh yes, W. Remember your epiphanies on green oval pages, deep, copies that were to be sent, if you died, to all the great libraries of the world, including Alexandria? Someone was supposed to read them there after several thousand years. Like Pico della Mirandola. Yes, very much like a whale. When you read these strange pages about someone long gone, you feel one with someone who once…
Horsehood is being all horses. They worship the streams of tendencies and eons. God: noise on the street: very wandering.
Everyone imagines themselves to be the first, the last, and the only lonely one, while they are neither the first, nor the last, nor the only, nor the only, not lonely in a series that begins and repeats itself endlessly.
The language we speak is his before it became mine. How different are the words „home,” „Christ,” „beer,” „lord,” on his lips and on mine! I cannot speak or write these words without a wave of disquiet. His language, so familiar and so alien, will always be a learned language for me. I neither spoke nor accepted his words. My voice holds them back. My soul trembles in the shadow of his tongue.
Thoughts in the coffin around me, in the mummies, embalmed in the spice of words. Thoth, the god of libraries, the bird god, crowned with the moon. And I heard the voice of that Egyptian high priest. In painted chambers filled with tiled books. They are still. Once alive in human brains. Still: but the itch of death lingers within them, to tell me a sob story in my ear, to tempt me to break their will.
Does no one understand this?
What’s better than sitting down at the end of the day and drinking wine with friends, or their surrogates?
He read the verses backwards, but it wasn’t poetry. Then he read the title page from bottom to top until he reached his name. It was him: and he read the page down again.
Nothingness before infinity. It couldn’t be a wall; but there could be a thin, thin line around everything. It was very big to think about everything, everywhere. Only God could do that. He tried to think how big a thought it must be; but he could only think about God. God was God’s name, just as his name was Gabriel.
What is the age of a human soul? Just as she possesses a chameleon-like quality that changes its hue with each new encounter, cheerful with the cheerful and sad with the despondent, so too is her age as changeable as her mood. Leopold, sitting there, reflecting and ruminating on memories, is no longer the staid advertising agent and owner of a modest fortune. He is the young Leopold, as if in a retrospective setting, mirror within a mirror (hey presto!), seeing himself. This young figure from that time, prematurely manly, can be seen walking on a hot morning from the old house on Piotrkowska Street to the high school, carrying a bookbag like a bandolier, and in it a large piece of wheat loaf, the mother’s thought. Or maybe it’s the same figure from a year or two ago, in his first hard hat (oh, that was a day!), already on his way, a full-fledged traveler for the family business, equipped with an order book, a scented handkerchief (not just for show), his box of shiny trinkets (alas, that’s a thing of the past!), and a shiver of submissive smiles for this or that half-baked housewife counting on her fingers or for the budding virgin shyly admitting (but what about the heart? Tell me!) to his studied lyricism. The scent, the smile, but something more than that, the dark eyes and the oily address, brought home more than one order at dusk to the company boss, sitting with a Jacob’s pipe after similar chores in his father’s Ingle (a pasta meal, you can be sure, warms you up), reading through round, horned glasses some paper from Europe from a month ago. But hey, presto, the mirror has breathed, and the young knight errant retreats, shrinks, to a tiny speck in the fog. Now he himself is a father, and those around him may be his sons. Who can say? A wise father knows his child. He thinks of the drizzle at Neuschwanstein Castle, right by the customs warehouses there… Together they hear the heavy footsteps of the guards as two shadows in raincoats pass the new royal university. He will never forget the name, never remember the night, the first night, the night of the bride. They are entwined in the deepest darkness, eager and willing, and in an instant (fiat!) light floods the world. Did heart leap to heart? No, honest reader. In an instant it happened, but—hold on! Back off! This cannot be! In terror, the poor girl flees through the darkness. She is the bride of darkness, the daughter of night. She dares not give birth to the sun-gold child of day. No, Gabriel! Name and memory will not comfort you. This youthful illusion of your strength has been taken from you, and in vain. No son from your loins is with you.
Like us, or your mother, „We weave and unweave our bodies,” Gabriel said, „day by day, their molecules flowing back and forth, just as the artist weaves and unweaves his image. And just as the mole on my right breast is where it was when I was born, though my whole body has been woven from new matter again and again, so through the spirit of the restless father emerges the image of the dead son. In an intense moment of imagination, when the mind, as Shelley says, is a fading ember, who I was is who I am and what I potentially can become. So in the future, sister of the past, I can see myself sitting here now, but only by reflecting on who I will be then.”
„I mean,” Gabriel said, „I wasn’t myself as I am now, as I had to become.”
White roses and red roses: these were beautiful colors to think about. And the first, second, and third place cards were also in beautiful colors: pink, cream, and lavender. Lavender, cream, and pink roses were beautiful to think of. Perhaps a wild rose could be like those colors, and he remembered a song about wild roses in a small green square. But you can’t have a green rose. But perhaps somewhere in the world you can.
But even though God had different names in all the languages of the world, and God understood what all the people who prayed said in their different tongues, God always remained the same God, and God’s true name was God.
I go to encounter the reality of experience for the millionth time and forge in the forge of my soul the uncreated conscience of my race.
The river, past Eve and Adam, from the bend of the shore to the bend of the bay, leads us through the Commodian vicus of recirculation back to Neuschwanstein Castle and its surroundings.
The new nine muses, commerce, opera music, love, manufacturing, freedom of sight, plebiscite voting, gastronomy, private hygiene, seaside concerts, painless obstetrics, and astronomy for the people.
A vague hostility grew within him and, like a cloud, darkened his mind at her disloyalty: and when it passed like a cloud, leaving his mind serene and beholden to her again, he became dimly and without regret aware of the first silent parting of their lives.
Take it in, his belly advised him.
The radiance he speaks of is scholastic quidditas, the essence of things. The artist experiences the highest quality when an aesthetic image first arises in his imagination. Shelley beautifully compared the mind in that mysterious moment to a dying coal. The moment in which this supreme quality of beauty, the pure radiance of an aesthetic image, is luminously apprehended by the mind, absorbed in its entirety and fascinated by its harmony, is a luminous, silent stasis of aesthetic pleasure, a spiritual state very similar to the heart condition that the Italian physiologist Luigi Galvani, using a term almost as beautiful as Shelley’s, called „the captivation of the heart.”
We who live under the sky, we from the kingdom of clover, we from the race of sin, have often observed the sky reaching beyond the earth.
And who were you? You propped up a pot in the yard, and what in the name of this Luke? Are you rubbing the wall in the hall against the embers? Will you drink from a full plate? Yes.
Intention and plot are not as important as some would make them out to be. The purpose of every work of art is to convey emotion; talent is the gift of conveying that emotion.
I will gladly go down in history as a man of scissors and glue, for it seems to me a harsh but not unfair description.
Know all men, Władek said, the ruins of time build the mansions of eternity.
Eternity! Oh, terrible and terrible word. Eternity! What human mind can comprehend this?
Bite my laughter, drink my tears. Penetrate me, tomes, curse me harshly and pour me out in a swoon, I simply don’t care what my adversaries think.
The shadows of the forest floated silently through the morning calm from the entrance to the stairs towards the sea where he gazed. Inland and beyond, the water surface whitened, scorned by lightly shod, hurrying feet. The white breast of the dark sea. Intertwined accents, pair by pair. A hand plucking harp strings, connecting their intertwined chords. A wave of whiteness connected words shimmering on the dark tide. „This is God…” A cry in the street, Vladek replied. Like his own rare thoughts, the chemistry of stars.
If we all suddenly became someone else.
The cold air bit us, and we partied until we dropped, our bodies glowing.
The end he was meant to serve but couldn’t see had sent him fleeing along an invisible path, and now it had beckoned him again, and a new adventure had opened before him.
I am, step by step. Whatever happened, Nora would be wild, unfettered, free.
Some people, Gabriel says, see the speck in another’s eye, but not the beam in their own.
He said she was sweeter and denser than cows, and then he wanted to milk me for tea…
This time there was no hope for him: it was the third blow. Night after night I walked past the house (it was vacation) and stared at the illuminated square of the window: And night after night, I discovered it lit in the same way, dimly and evenly. If he were dead, I thought, I would see the reflection of the candles on the darkened blinds, for I knew two candles should be placed above a corpse’s head. He often told me, „I won’t live long in this world,” and I considered his words empty. Now I knew they were true. Every night, looking out the window, I silently repeated the word „paralysis” to myself. It always sounded strange to me, like the word „gnomon” in Euclid and the word „simony” in the Catechism. But now it sounded like the name of some sinister and sinful being. It filled me with fear, yet I longed to be closer to it and watch its deadly work.
Come on, you wine-sparkling, gin-sizzling, drunken creatures! Come on, you dry, bull-necked, beetle-browed, stubbly-cheeked, cunning-brained, weasel-like flushes, false alarms, and excess baggage! Come on, you triple-extract of shame! Alexander, who snatched almost half of this planet from Königsberg to Vladivostok for glory. The deity is no cheapskate. I assure you, he’s honest and has a brilliant business proposition. He’s the greatest thing ever made, and don’t forget it. Shout for salvation in King Jesus. You’ll have to get up very early, you sinner, if you want to mess with Almighty God. Not at all. He’s got a cough mixture with a powerful kick for you, my friend, in his back pocket. Just try it.
Gabriel remembers the forgotten beauty and, wrapping his arms around Nora, embraces the beauty long since vanished from the world. Not that. Not at all. I long to embrace a beauty yet unborn.
Some seriously believe the intention might have been geodesic, or, in the more cunning view, economical. But writing from end to end and turning, turning, and from end to end, striking the writing, with lines of dissecting litters and loud falling letters, the old place and returning back from it. Let it rise, all the way to Hum Lit. Sleep, where in the wilderness is wisdom?
Many flowers are born to blush unnoticed.
Only great words for ordinary things because of their sound.
The mouth can be better engaged than a cylinder of stinking weed.
He did not die, but he faded like a film in the sun. He was lost or vanished from existence because he no longer existed. How strange to think of him, vanishing in such a way, not by death, but by fading in the sun or by being lost and forgotten somewhere in the universe!
Lean, if you’re conscious, into this clay book, what strange things sing (please lean), in this telephone! Can you recreate (since we and you have already published it) its world?
And then the rocket shot out and boomed blindly, and Oh! Then the Roman candle exploded, and a sigh of Oh! resounded, and everyone shouted Oh! Oh! in delight, and from it gushed a stream of rain, golden threads of hair that scattered, and oh! They were all greenish, damp stars falling with a golden glow, Oh, so alive! Oh, so soft, sweet, soft!
Wipe your glasses with what you know.
You asked me what I would do and what I wouldn’t do. I’ll tell you what I will do and what I won’t. I will not serve what I no longer believe in, whether it be called my home, my fatherland, or my church: and I will try to express myself in some way of life or art as freely as I can and as completely as I can, using for defense the only weapons I allow myself—silence, exile, and cunning.
Love me. Love my umbrella.
Well, Waldek, he said, I wish you and yours every joy in life, old friend, and plenty of money, and may you never die until I shoot you. And that is the wish of a sincere friend, an old friend. Do you know that?
He will fall. He hasn’t fallen yet, but he will fall silently, in an instant. Not to fall was too hard, too hard: and he felt the silent fall of his soul, as if it were to happen at some point, to fall, to fall, but not yet to fall, still not to fall, but to fall soon.
It couldn’t be a wall, but there could be a thin, thin line around everything.
What dreams would he have if he could not see? Life for him was a dream. Where does justice arise in this way?
You asked me what I would do and what I would not do. I will not serve what I no longer believe in, whether it be my home, my homeland, or my church: and I will try to express myself in some way of life or art as freely as I can and as completely as I can, using for defense the only weapons I allow myself—silence, exile, and cunning.
With the will to endure, to resist.
And since no man knows the omnipresence of his mound, nor what processes we will be introduced to by it, nor whether he would perceive the ends of the universe in a similar way, everything is hidden when we want to see back from what region of remoteness what our existence is, and what it is with h

is origins carried with him.

Our souls, ashamed of our sins, cling to us even more, like a woman to her lover, the more, the more.

She trusts me, her hand delicate, her eyes long-lashed. Where the hell am I now, leading her beyond the veil? Into the inevitable modality, the inevitable visuality. She, she, she. What is she?

To live, to wander, to fall, to triumph, to create life from life.

Why was he doubly irritated?

Because he forgot, because he remembered, twice reminding himself not to forget.

Every life is many days, day after day. We pass through each other, encountering robbers, ghosts, giants, old men, young men, wives, widows, brothers-in-law, but always encountering each other.

What was there after the universe? Nothing. But was there anything around the universe that showed where it ended before the place of nothingness? Did it begin? It couldn’t be a wall; but there could be a thin line around everything.

It pained him that he didn’t know exactly what politics meant, that he didn’t know where the universe ended. He felt small and weak. When would he be like those who practice poetry and rhetoric?

School and home seem to recede from us, just as their influence on us seemed to weaken.

The last and most terrible torture of all tortures in this terrible place is the eternity of hell. Eternity! Oh, the terrible and terrible word. Eternity! What human mind can comprehend this? And remember, it is an eternity of pain. Though the pain of hell is not as terrible as it is, it will nevertheless become infinite, for it is destined to last forever. But though they are eternal, they can be, as you know, unbearably intense, unbearably vast. To endure even an insect sting for all eternity would be a terrible torment. What must this be? Should one endure the manifold torments of hell forever? Forever! For all eternity! Not for a year, nor for centuries, but for ever. Try to imagine the terrible significance of this. You have often seen sand on the seashore. How fine its tiny grains are! And how many of these tiny grains make up the small handful that a child grasps in his play. Now imagine a mountain of this sand, a million miles high, reaching from the earth to the farthest heavens, a million miles wide, stretching into the most distant space, and a million miles thick; and imagine such a vast mass of countless particles of sand multiplying as often as there are leaves in a forest, drops of water in a mighty ocean, feathers on birds, scales on fish, hairs on animals, atoms in the vast expanse of air: and imagine that after every million years, a little bird flies to this mountain and carries in its beak a tiny grain of this sand. How many millions of centuries will pass before this bird lifts even a square meter of this mountain, how many eons of centuries before it lifts everything? And yet, at the end of this immense stretch of time, not a single moment of eternity can be said to have ended. At the end of all these billions and trillions of years, eternity will have barely begun. And if this mountain were to rise again after being completely carried away, and if a bird were to fly back and lift it all, grain by grain, and if it rose and fell as many times as there are stars in the sky, atoms in the air, drops of water in the sea, leaves on trees, feathers on birds, scales on fish, hairs on animals—at the end of all these countless ascents and descents of this immense mountain, not a single moment of eternity can be said to have ended; even then, at the end of such a period, after an eon the mere thought of which makes our brains dizzy, eternity would barely have begun.

He would never have waved a censer before the tabernacle as a priest. His destiny was to be elusive to social or religious dictates. The wisdom of the priestly appeal did not move him deeply. He was destined to learn his own wisdom apart from others, or to learn the wisdom of others while wandering the snares of the world.

The gritty sand vanished from beneath his feet. His boots again trampled the damp, creaking mast, the razor blades, the creaking pebbles that creaked on countless pebbles, the wood sifted by the shipworm, the lost Armada. Unhealthy shallows waited to suck in his treading soles, panting upward with sewage breath, a pocket of seaweed smoldering in seafire beneath a pile of human ashes. He navigated them, treading carefully. The travel bottle stopped, packed waist-deep in the sticky, sandy dough. Guardian: an island of terrible thirst. Broken hoops on the shore; on land, a labyrinth of dark, cunning nets; beyond, a chalk back door, and on the higher beach, a drying line with two crucified shirts, the wigwams of bronze helmsmen and captains of great seafaring. Human shells.

Here Gabriel stopped. I’ve come a long way to the afterlife. Am I not going there? It seems not. Then he laughed, to free his mind from its bonds.

Nora, why do such words seem so dull and cold to me? Is it because there is no word enough? 

So tender, to be your name?

The sophists’ inclination toward the byways of the apocrypha is constant. The roads are bleak, but they lead to the city.

(The text refers to James Joyce’s fiction, but it is a poetical license on the part of the author, Stanisław Barszczak)

Opublikowane przez http://stanislawart.wordpress.com

https://sbarszczak2009.com is the official WordPress.com home for Stanislaw Barszczak, an author of many books, essays, articles. As the best male recording artist of all time, author continues to leave an indelible mark on the world through his art, sacerdotal activism and humanitarian leadership. Father Stanislaw consistently pushes boundaries, spurs conversations and unites us all through his revolutionary work. Subscribe for the latest videos, music, news and updates. Enjoy Stanislaw Barszczak’s groundbreaking YouTube home, live performances, videos and more. I wish you happy reading bye

Dodaj komentarz