Piętnasta Niedziela Zwykła


Stanisław Barszczak, Jeszcze w sprawie religii w szkołach 


Drodzy uczniowie i nauczyciele 

Konkordat pomiędzy Polską a Stolicą Apostolską stwierdza, że państwo gwarantuje, że szkoły publiczne podstawowe i ponadpodstawowe oraz przedszkola prowadzone przez organy administracji państwowej i samorządowej organizują zgodnie z wolą zainteresowanych naukę religii w ramach planu zajęć szkolnych.

Skąd się wzięła religia w szkole? Które kraje mają konkordat? Szczególnym wyrazem objęcia religią obywateli europejskich państw jest zastosowanie konkordatu, czyli umowy międzynarodowej między Stolicą Apostolską i najwyższymi organami władzy tych państw (Polska, Węgry, Chorwacja, Estonia, Litwa, Słowenia, Albania, Bośnia i Hercegowina, Kazachstan, wszystkie landy RFN).

Od roku szkolnego 2024/2025 oceny klasyfikacyjne z religii i etyki nie są wliczane do średniej rocznych i końcowych ocen klasyfikacyjnych.

Od 1 września 2025 r. uczniowie mają zmniejszoną liczbę lekcji religii w tygodniu. To jest rezultat zmian w rozporządzeniu dotyczącym organizacji religii i zatwierdzony w tym roku. Mimo że zmiany zostały zakwestionowane przez Trybunał Konstytucyjny, wyrok nie został opublikowany w Dzienniku Ustaw, więc władze oświatowe go nie uznają…

Z powodu tymczasowego utrzymania w mocy przepisów konstytucji marcowej 1921. Już w 1945 r. religia utraciła jednak charakter przedmiotu obowiązkowego, a władze stopniowo ograniczały jej obecność w szkołach. Ostatecznie usunięto ją z placówek oświatowych dopiero na mocy ustawy z 15 lipca 1961 roku, stanowiła ona, że szkoły i placówki oświatowo-wychowawcze są instytucjami świeckimi.


Od września w systemie edukacji będą trzy przedmioty nieobowiązkowe: religia, etyka i edukacja zdrowotna, organizowane na życzenie, ale jedynie w stosunku do edukacji zdrowotnej nie przewiduje się łączenia w grupy międzyoddziałowe i międzyklasowe.


W niektórych państwach edukacja religijna jest obowiązkowa (np. Austria, Dania, Finlandia, Grecja, Malta, Szwecja, a także w większości niemieckich landów. Natomiast nauczanie religii odbywa się poza szkołą tylko w nielicznych państwach jak np. we Francji, Bułgarii czy Luksemburgu.

Oponenci edukacji religijnej w szkole są zdania, iż religia głosi, że nastąpi koniec świata. Albowiem wielu chrześcijan wierzy, że świat, jaki znamy, zakończy się w Apokalipsie. Podług tego poglądu w chrześcijaństwie używa się tego słowa w odniesieniu do ostatecznego i całkowitego zniszczenia świata przez Boga. 
Wiara katolicka obwieszcza co innego. Pragniemy zrozumieć świat w tajemnicy Boga. Nauczanie i wierze wspiera inkluzywne uczenie się o różnorodności religijnej, buduje empatię i inspiruje współczucie. Różni się ono od zachęcania uczniów do modlitwy, co może mieć miejsce w domu, w szkole wyznaniowej lub w miejscu kultu.

Kto płaci za lekcje religii? Ogólna zasada finansowania oświaty stwierdza, że choć jest to obowiązek państwa, finansuje go samorząd terytorialny (przede wszystkim) z subwencji. Jeśli zatem edukację religijną zaliczamy do obowiązku oświatowego, za lekcje religii będą płacić samorządy.

Czy w szkole nie ma miejsca dla religii? Ideologie XX wieku poddały w wątpliwość charakter religii jako przedmiotu obowiązkowego w szkołach argumentując, że kościół chciał utrzymywać ludzi w ciemnocie i zacofaniu. Miliony zapłaciły za tę ideologię cenę najwyższą, zostali pozbawieni życia. 


Jako obywatele państwa środka (między faszyzmem a komunizmem) doświadczyliśmy tego, jakie konsekwencje niesie wyparcie religii z życia publicznego. Powinni o tym pamiętać neo- komuniści widząc, co ich poprzednicy wyrządzili w Polsce, zwłaszcza neonaziści i sowieci, i ile Polacy zawdzięczają religii katolickiej. 


Szkoły i uniwersytety nigdy nie były instytucjami przekazywania wiedzy technicznej, zawsze chodziło o wychowanie człowieka, o jego godność opartą na hierarchii wartości, o solidarne więzy narodu ugruntowane w jego tożsamości kulturowej i religijnej. Szkoła nie jest prostą fabryką nauki, lecz instytucją poznawczą, w której ludzie w przeważającej mierze wyrastają z religii katolickiej. Człowiek wychowany w wierze katolickiej odkrywa radość swej wiary i nie popada w fatalistyczne obrazy życia, dorasta do miana osoby myślącej i odpowiedzialnej.


Przykłady z historii pokazują jakie konsekwencje przynosi władza pozbawiona skrupułów, odrzucająca chrześcijańskie korzenie. Ks. Jerzy Popiełuszko i ks. Michał Olszewski cierpieli okrutnie. Jest to chańba dla narodu, że pozbawia się go samostanowienia o sobie.

Następcy faszystowskich i ideologicznych ateistycznych ideologii próbują wypchnąć religię katolicką poza jej odpowiedzialność zachowania szacunku godności każdej osoby ludzkiej. 


Najmilsi. Nie kierujcie się swoimi lękami, lecz nadziejami i marzeniami. Nie myślcie o swoich frustracjach, lecz o swoim niewykorzystanym potencjale.

Bądźcie pobożni. Bądźcie zainspirowani.


____

Stanisław Barszczak, More on Religion in Schools


Dear Students and Teachers
The Concordat between Poland and the Holy See states that the state guarantees that public primary and secondary schools, as well as preschools run by state and local government bodies, organize religious education within the school curriculum in accordance with the wishes of those interested.
Where did religion in school come from? Which countries have a concordat? A particular expression of the inclusion of religion in European citizens is the application of the concordat, an international agreement between the Holy See and the highest authorities of these countries (Poland, Hungary, Croatia, Estonia, Lithuania, Slovenia, Albania, Bosnia and Herzegovina, Kazakhstan, and all German federal states).
Starting in the 2024/2025 school year, grades in religion and ethics will not be included in the average of annual and final grades.
Starting September 1, 2025, students will have a reduced number of religious education classes per week. This is the result of changes to the regulation on the organization of religions, approved this year. Although the changes were challenged by the Constitutional Tribunal, the ruling was not published in the Journal of Laws, so education authorities do not recognize it…
Due to the temporary upholding of the provisions of the March 1921 Constitution, as early as 1945, religion lost its status as a compulsory subject, and the authorities gradually restricted its presence in schools. It was finally removed from educational institutions only by the Act of July 15, 1961, which established that schools and educational and childcare facilities are secular institutions.
Starting in September, the education system will include three optional subjects: religion, ethics, and health education, organized upon request. However, only health education is not planned for inter-class or inter-grade grouping.
In some countries, religious education is compulsory (e.g., Austria, Denmark, Finland, Greece, Malta, Sweden, and most German states). However, religious education takes place outside of school only in a few countries, such as France, Bulgaria, and Luxembourg.Opponents of religious education in schools believe that religion proclaims the end of the world. Many Christians believe that the world as we know it will end in the Apocalypse. According to this view, in Christianity, the word „religion” is used to refer to the final and complete destruction of the world by God.
The Catholic faith proclaims something different. We desire to understand the world in the mystery of God. Teaching about faith supports inclusive learning about religious diversity, builds empathy, and inspires compassion. It differs from encouraging students to pray, which may occur at home, in a religious school, or in a place of worship.Who pays for religious education? The general principle of financing education states that, although it is an obligation, It is financed by the state, primarily by local governments through subsidies. Therefore, if religious education is considered compulsory, local governments will pay for religious education classes.
Is there no place for religion in schools? Twentieth-century ideologies questioned the nature of religion as a compulsory subject in schools, arguing that the Church wanted to keep people ignorant and backward. Millions paid the ultimate price for this ideology, losing their lives.
As citizens of the middle kingdom (between fascism and communism), we have experienced the consequences of forcing religion out of public life. Neo-communists should remember this, seeing what their predecessors did in Poland, especially the neo-Nazis and the Soviets, and how much Poles owe to the Catholic religion.
Schools and universities have never been institutions for imparting technical knowledge; they have always been about educating people, about their dignity based on a hierarchy of values, and about the solidary bonds of the nation grounded in its cultural and religious identity. School is not a simple institution. A factory of science, but a cognitive institution where people predominantly grow up with the Catholic religion. A person raised in the Catholic faith discovers the joy of their faith and does not fall into fatalistic views of life, growing into a thoughtful and responsible person.
Examples from history show the consequences of unscrupulous authorities rejecting Christian roots. Father Jerzy Popiełuszko and Father Michał Olszewski suffered terribly. It is a disgrace to the nation that it is being deprived of its self-determination.The successors of fascist and ideological atheistic ideologies are trying to push the Catholic religion beyond its responsibility to uphold the dignity of every human person.
My dearest ones, be guided not by your fears, but by your hopes and dreams. Think not of your frustrations, but of your untapped potential. Be inspired.

_______

Stanisław Barszczak, Czego się od nas oczekuje, czyli przesłanie ostatnie człowieka na ziemi 

Nic nie wymaże przeszłości. Jest skrucha, jest pokuta i jest przebaczenie. To wszystko, ale i to wystarczy.

Moje przesłanie do was jest takie: udawajcie, że macie wolną wolę. Ważne jest, abyście zachowywali się tak, jakby wasze decyzje miały znaczenie, nawet jeśli wiecie, że tak nie jest. Rzeczywistość nie jest ważna: liczy się wasza wiara, a wiara w kłamstwo to jedyny sposób na uniknięcie śpiączki. Cywilizacja opiera się teraz na samooszukiwaniu. Być może zawsze tak było.

Cztery rzeczy nie wracają: wypowiedziane słowo, pędzona strzała, przeszłe życie i zmarnowana szansa.

Mimo że znam tę podróż i wiem, dokąd ona prowadzi, akceptuję ją i cieszę się z każdej chwili.

Wszechświat zaczął się od ogromnego wstrzymanego oddechu. Kto wie dlaczego, ale niezależnie od przyczyny, cieszę się, że tak się stało, ponieważ zawdzięczam temu swoje istnienie. Wszystkie moje pragnienia i rozmyślania są niczym więcej i niczym mniej niż prądami wirowymi generowanymi przez stopniowe wydychanie naszego wszechświata. I dopóki to wielkie wydychanie się nie zakończy, moje myśli będą żyć dalej.

Bezwarunkowa miłość niczego nie żąda, nawet tego, by ją odwzajemnić.

Wolność nie jest iluzją; to jest całkowicie realne w kontekście świadomości sekwencyjnej. W kontekście świadomości symultanicznej wolność nie ma sensu, ale przymus też nie; to po prostu inny kontekst, ani bardziej, ani mniej ważny od poprzedniego. To jak ta słynna iluzja optyczna, rysunek przedstawiający albo elegancką młodą kobietę z twarzą odwróconą od patrzącego, albo staruchę z brodawkowatym nosem i brodą opuszczoną na klatkę piersiową. Nie ma „poprawnej” interpretacji; obie są równie ważne. Ale nie można widzieć obu jednocześnie.

Podobnie, wiedza o przyszłości była nie do pogodzenia z wolną wolą. To, co umożliwiało mi korzystanie z wolności wyboru, jednocześnie uniemożliwiało mi poznanie przyszłości. I odwrotnie, teraz, gdy znam przyszłość, nigdy nie działałbym wbrew niej, także nie mówiłbym innym tego, co wiem: ci, którzy znają przyszłość, nie mówią o niej. Ci, którzy przeczytali Księgę Wieków, nigdy się do tego nie przyznają.

Ludzie składają się z historii. Nasze wspomnienia nie są bezstronnym zbiorem każdej przeżytej sekundy; są narracją, którą zbudowaliśmy z wybranych momentów. Dlatego nawet gdy doświadczyliśmy tych samych wydarzeń co inne osoby, nigdy nie tworzyliśmy identycznych narracji: kryteria wyboru momentów były dla każdego z nas inne i odzwierciedlały nasze osobowości. Każdy z nas dostrzegał szczegóły, które przyciągały naszą uwagę i pamiętał, co było dla nas ważne, a narracje, które budowaliśmy, kształtowały nasze osobowości. z kolei. Zastanawiałem się jednak, czy gdyby wszyscy wszystko pamiętali, nasze różnice zniknęłyby? Co stałoby się z naszym poczuciem własnej wartości? Wydawało mi się, że idealne wspomnienie nie mogłoby być narracją, tak jak nieedytowane nagranie z kamery monitoringu nie mogłoby być filmem fabularnym. 

Science fiction doskonale nadaje się do zadawania pytań filozoficznych; pytań o naturę rzeczywistości, co to znaczy być człowiekiem, skąd wiemy to, co myślimy, że wiemy.

Nikt z nas nie jest święty, ale wszyscy możemy starać się być lepsi. Za każdym razem, gdy robisz coś hojnego, kształtujesz siebie w kogoś, kto z większym prawdopodobieństwem będzie hojny następnym razem, a to ma znaczenie.

Rozważ cud istnienia i ciesz się, że możesz to zrobić. Czuję, że mam prawo ci to powiedzieć, ponieważ pisząc te słowa, robię to samo.

Pomyśl o kokainie. W swojej naturalnej postaci, w postaci liści koki, jest kusząca, ale nie na tyle, by stać się problemem. Ale jeśli ją uszlachetnisz, oczyścisz, otrzymasz związek, który uderza w twoje receptory przyjemności … pojawia się nienaturalne natężenie Ty. Wtedy to uzależnia.

Piękno przeszło podobny proces dzięki reklamodawcom. Ewolucja dała nam obwód, który reaguje na dobry wygląd – nazwijmy go receptorem przyjemności w naszej korze wzrokowej – i w naszym naturalnym środowisku było to przydatne. Ale weźmy osobę z jedną na milion strukturą skóry i kości, dodajmy profesjonalny makijaż i retusz, a nie patrzymy już na piękno w jego naturalnej formie. Mamy piękno farmaceutycznej jakości, kokainę dobrego wyglądu.

Biolodzy nazywają to „bodźcem ponadnormalnym” […] Nasze receptory piękna otrzymują więcej stymulacji, niż były w stanie obsłużyć w ciągu ewolucji; widzimy więcej piękna w ciągu jednego dnia niż nasi przodkowie przez całe życie. W rezultacie piękno powoli rujnuje nasze życie.

Jak? Tak jak każdy narkotyk staje się problemem: zakłócając nasze relacje z innymi ludźmi. Stajemy się niezadowoleni z wyglądu zwykłych ludzi, ponieważ nie mogą się równać z supermodelkami. 

Rozumiem mechanizm mojego myślenia. Dokładnie wiem, skąd wiem, a moje rozumienie jest rekurencyjne. Rozumiem nieskończony regres tego samopoznania, nie poprzez niekończące się posuwanie się krok po kroku, ale poprzez uchwycenie granicy. Natura rekurencyjnego poznania jest dla mnie oczywista. Nowe znaczenie terminu „samoświadomość”.

Fiat logos. Znam swój umysł w kategoriach języka bardziej ekspresyjnego niż jakikolwiek, jaki wcześniej sobie wyobrażałem. Jak Bóg tworzący porządek z chaosu za pomocą wypowiedzi, ja sam się odradzam za pomocą tego języka. Jest on meta-samoopisowy i samoedytujący; nie tylko może opisywać myśl, ale także opisywać i modyfikować własne działania, na wszystkich poziomach. Gödel dałby wszystko, żeby zobaczyć ten język, w którym modyfikacja zdania powoduje zmianę całej gramatyki.

Dzięki temu językowi mogę zobaczyć, jak działa mój umysł. Nie udaję, że widzę, jak aktywują się moje neurony; takie twierdzenia należą do Johna Lilly’ego i jego eksperymentów z LSD z lat sześćdziesiątych. Potrafię jedynie postrzegać gestalty-kształty; widzę, jak formują się, oddziałują na siebie struktury mentalne. Widzę siebie myślącego i widzę równania, które opisują moje myślenie, i widzę, jak rozumiem te równania, i widzę, jak równania opisują ich rozumienie.

Wiem, jak tworzą moje myśli. Te myśli.

To nie przypadek, że „aspiracja” oznacza zarówno nadzieję, jak i akt oddychania.

Dziewczynkom zawsze powtarzano, że ich wartość jest związana z wyglądem; ich osiągnięcia są zawsze wyolbrzymiane, jeśli są ładne, i umniejszane, jeśli nie są. Co gorsza, niektóre dziewczyny dostają przekaz, że mogą przetrwać w życiu, polegając tylko na swoim wyglądzie, i przez to nigdy nie rozwijają swojego umysłu.

Bycie ładnym to zasadniczo cecha pasywna; nawet nad tym, nad czym pracujesz, pracujesz nad byciem pasywnym.

Podoba nam się idea, że zawsze jest ktoś odpowiedzialny za dane wydarzenie, ponieważ pomaga nam to zrozumieć świat. Podoba nam się to tak bardzo, że czasami obwiniamy siebie, tylko po to, żeby mieć kogo winić. Ale nie wszystko jest pod naszą kontrolą, ani nawet pod czyjąkolwiek kontrolą. 

Kobiety pracujące ze zwierzętami słyszą to bez przerwy: że ich miłość do zwierząt musi wynikać z wysublimowanej potrzeby wychowywania dzieci. Ana ma już dość tego stereotypu. Bardzo lubi dzieci, ale nie są one standardem, według którego należy oceniać wszystkie inne osiągnięcia. Opieka nad zwierzętami jest wartościowa sama w sobie, to powołanie, za które nie trzeba przepraszać.

Słyszałem kiedyś dowcip od komika. Brzmiał tak: „Nie jestem pewna, czy jestem gotowa na dzieci. Zapytałem koleżankę, która ma dzieci: »Załóżmy, że mam dzieci. Co jeśli, kiedy dorosną,… Obwiniać mnie za wszystko, co złe w ich życiu? Zaśmiała się i zapytała: „Co masz na myśli, jeśli?”

Skoro już wiesz, jak potoczy się historia, po co mam ci ją czytać?

„Bo chcę to usłyszeć!”

Doświadczenie jest algorytmicznie niekompresowalne.

Ćwicząc pisanie, Jerzy zrozumiał, co miał na myśli Patryk: pisanie nie było tylko sposobem na zapisanie tego, co ktoś powiedział; mogło pomóc ci zdecydować, co powiesz, zanim to powiesz. A słowa nie były tylko fragmentami mówienia; były fragmentami myślenia. Kiedy je zapisywałeś, mogłeś chwycić swoje myśli niczym cegły w dłoniach i ułożyć je w różne układy. Pisanie pozwalało ci spojrzeć na swoje myśli w sposób, w jaki nie mógłbyś, gdybyś po prostu mówił, a widząc je, mogłeś je udoskonalić, wzmocnić i udoskonalić.

Niskie oczekiwania to samospełniająca się przepowiednia. Jeśli mierzymy wysoko, osiągniemy lepsze rezultaty.

Niektórzy ludzie teoretyzują, że inteligentne gatunki wymierają, zanim zdążą rozprzestrzenić się w kosmos. Jeśli mają rację, to cisza nocnego nieba jest ciszą cmentarza.

Wszechświat fizyczny był językiem o idealnie niejednoznacznej gramatyce. Każde zdarzenie fizyczne było wypowiedzią, którą można było rozłożyć na dwa zupełnie różne sposoby. Sposoby, jeden przypadkowy, a drugi teleologiczny, oba ważne, żaden nie dyskwalifikujący, niezależnie od dostępnego kontekstu.

Kiedy po raz pierwszy nauczysz się chodzić, będę codziennie doświadczać asymetrii w naszej relacji. Będziesz nieustannie gdzieś biegać, a za każdym razem, gdy uderzysz w framugę drzwi lub obtrzesz kolano, ból będzie wydawał się mój. To będzie jak wyrośnięcie zbłąkanej kończyny, przedłużenia mnie, którego nerwy czuciowe bez problemu zgłaszają ból, ale którego nerwy ruchowe w ogóle nie przekazują moich poleceń. To takie niesprawiedliwe: urodzę animowaną lalkę voodoo przedstawiającą mnie samego. Nie widziałem tego w umowie, kiedy ją podpisywałem. Czy to było częścią umowy?

Przeszłość i przyszłość są tym samym i nie możemy ich zmienić, możemy je jedynie lepiej poznać.

U podstawy ogromnego filaru, maleńki Babilon, krył się w cieniu. Potem ciemność wspięła się na wieżę, niczym baldachim rozwijający się ku górze. Poruszała się na tyle wolno, że Hillalum miał wrażenie, że może liczyć mijające chwile, ale potem, w miarę jak się zbliżała, przyspieszała, aż przemknęła obok nich szybciej, niż mógł mrugnąć, i znaleźli się w zmierzchu… Po raz pierwszy zrozumiał, czym jest noc: cieniem samej ziemi, rzucanym na niebo.

Bądź cierpliwy. Twoja przyszłość przyjdzie do ciebie i położy się u twoich stóp jak pies, który wie i kocha cię bez względu na to, kim jesteś.

Uszkodzenie mózgu nigdy nie jest dobrym pomysłem, bez względu na to, co mówią twoi przyjaciele.

Różnica polega na tym, że energia cieplna, którą emitujemy, jest formą energii o wysokiej entropii, co oznacza, że jest nieuporządkowana. Energia chemiczna, którą absorbujemy, jest formą energii o niskiej entropii, co oznacza, że jest uporządkowana. W efekcie konsumujemy porządek i generujemy nieporządek; żyjemy, zwiększając nieporządek we wszechświecie. Tylko dlatego, że wszechświat na początku był wysoce uporządkowany, możemy w ogóle istnieć.

Chociaż dawno nie żyję, kiedy to czytasz, odkrywco, składam ci pożegnanie. Rozważaj cud istnienia i ciesz się, że potrafisz to robić. Czuję, że mam prawo ci to powiedzieć, ponieważ pisząc te słowa, robię to samo.

Idea myślenia w trybie językowym, a jednocześnie niefonologicznym, zawsze mnie intrygowała. Miałem przyjaciela, którego rodzice byli głusi; dorastał, używając amerykańskiego języka migowego i powiedział mi, że często myśli w ASL zamiast po angielsku. Zwykłem zastanawiać się, jak to jest, gdy myśli są ręcznie kodowane, gdy rozumuje się za pomocą wewnętrznej pary rąk, a nie wewnętrznego głosu. Z Heptapod B doświadczałem czegoś równie obcego: moje myśli stawały się graficznie kodowane. W ciągu dnia zdarzały się chwile przypominające trans, gdy moje myśli nie były wyrażane wewnętrznym głosem; zamiast tego, oczami wyobraźni widziałem semagramy, wyrastające niczym szron na szybie. 

Seks nie jest tym, co czyni związek realnym; to gotowość do uświęcenia wysiłku dla jego utrzymania.

Błędne jest przekonanie, że w trakcie ewolucji ludzie poświęcili sprawność fizyczną w zamian za inteligencję: władanie ciałem jest aktywnością umysłową.

…poprzez akt czytania moich słów, wzorce, które kształtują Twoje myśli, stają się imitacją wzorców, które kiedyś kształtowały moje. I w ten sposób żyję na nowo, poprzez Ciebie.

Prawdziwe piękno to to, co widzisz oczami miłości.

Kiedy mówimy, używamy oddechu w płucach, aby nadać naszym myślom fizyczną formę. Dźwięki, które wydajemy, są jednocześnie naszymi intencjami i naszą siłą życiową.

Życzę Ci wszystkiego dobrego, odkrywco, ale zastanawiam się: Czy czeka Cię ten sam los, który spotkał mnie? Mogę sobie tylko wyobrazić, że tak musi być, że dążenie do równowagi nie jest cechą specyficzną dla naszego wszechświata, lecz wrodzoną wszystkim wszechświatom. Być może to tylko ograniczenie mojego myślenia, a wasz lud odkrył źródło presji, które jest prawdziwie wieczne. Ale moje spekulacje są już wystarczająco fantazyjne. Założę, że pewnego dnia wasze myśli również ustaną, choć nie mogę pojąć, jak odległa może to być przyszłość. Wasze życie skończy się tak jak nasze, tak jak musi skończyć się życie każdego z nas. Nieważne, ile to potrwa, w końcu równowaga zostanie osiągnięta. Mam nadzieję, że nie smuci was ta świadomość. Mam nadzieję, że wasza wyprawa była czymś więcej niż poszukiwaniem innych wszechświatów, które mogłyby posłużyć za zbiorniki. Mam nadzieję, że motywowało was pragnienie wiedzy, tęsknota za tym, co może powstać z wydechu wszechświata. Bo nawet jeśli długość życia wszechświata jest policzalna, różnorodność życia, która w nim powstaje, nie. Budynki, które wznieśliśmy, sztuka, muzyka i wiersze, które skomponowaliśmy, samo życie, które wiedliśmy: żadnego z nich nie dało się przewidzieć, bo żadne z nich nie było nieuniknione. Nasz wszechświat mógł osiągnąć równowagę, wydając jedynie cichy syk. Fakt, że zrodził taką pełnię, jest cudem, który dorównuje jedynie twojemu wszechświatowi, który dał początek tobie.

Życie z tobą będzie jak celowanie w ruchomy cel; zawsze będziesz dalej, niż się spodziewam.

Przywdziewali nowe ubrania, albowiem pozwolono im zobaczyć tak wiele i błagali o wybaczenie za pragnienie zobaczenia więcej.

W Principia Mathematica Bertrand Russell i Alfred Whitehead podjęli próbę stworzenia solidnych podstaw matematyki, wykorzystując logikę formalną jako podstawę. Wyszli od tego, co uważali za aksjomaty, i wykorzystali je do wyprowadzenia twierdzeń o rosnącej złożoności. Na stronie 362 ustalili wystarczająco dużo, aby udowodnić, że „1 + 1 = 2”.

Podobnie, wiedza o przyszłości była nie do pogodzenia z wolną wolą. To, co umożliwiało mi korzystanie z wolności wyboru, jednocześnie uniemożliwiało mi poznanie przyszłości. I odwrotnie, teraz, gdy znam przyszłość, nigdy nie działałbym wbrew tej przyszłości, także nie mówiłbym innym tego, co wiem: ci, którzy znają przyszłość, o niej nie mówią. Ci, którzy przeczytali Księgę Wieków, nigdy się do tego nie przyznają.

Moja podróż w przeszłość niczego nie zmieniła, ale to, czego się nauczyłem, zmieniło wszystko i zrozumiałem, że nie mogło być inaczej. Jeśli nasze życie jest opowieścią, którą opowiada Allah, to jesteśmy zarówno odbiorcami, jak i aktorami, zatem  przeżywając te opowieści, otrzymujemy z nich lekcje.

Jeśli chcesz stworzyć zdrowy rozsądek, który wynika z dwudziestu lat życia na świecie, musisz poświęcić temu zadaniu dwadzieścia lat. Nie da się zgromadzić równoważnego zbioru heurystyk w krótszym czasie; doświadczenie jest algorytmem. Całkowicie niekompresowalnym.

Promień światła musi wiedzieć, gdzie ostatecznie trafi, zanim będzie mógł wybrać kierunek, w którym zacznie się poruszać.

Zasada Fermata brzmi dziwnie, ponieważ opisuje zachowanie światła w kategoriach celowych. Brzmi to jak przykazanie do promienia światła: „Zminimalizuj lub zmaksymalizuj czas potrzebny na dotarcie do celu.”

Każda decyzja, którą podejmujesz, wpływa na Twój charakter i kształtuje Twoją osobowość.

Gdybyś mógł zobaczyć całe swoje życie przed sobą, czy zmieniłbyś coś w nim?

W większości przypadków musimy trochę zapomnieć, zanim będziemy mogli wybaczyć; kiedy ból przestaje być świeży, zniewaga staje się łatwiejsza do wybaczenia, co z kolei sprawia, że jest mniej pamiętna i tak dalej. To ta psychologiczna pętla sprzężenia zwrotnego, Sprawia, że początkowo irytujące przewinienia wydają się wybaczalne z perspektywy czasu.

Aby umysł mógł w pełni wykorzystać swój potencjał, potrzebuje rozwoju w innych umysłach.

Doświadczaliśmy zdarzeń w określonej kolejności i postrzegaliśmy ich związek jako przyczynę i skutek. Doświadczaliśmy wszystkich zdarzeń naraz i dostrzegaliśmy cel leżący u ich podstaw. Cel minimalizujący, maksymalizujący.

Działalność człowieka doprowadziła mój gatunek na skraj wyginięcia, ale nie winię ich za to. Nie zrobili tego złośliwie. Po prostu nie zwracali na to uwagi. A ludzie tworzą tak piękne mity; ileż mają wyobraźni. Może Dlatego ich aspiracje są tak ogromne. Spójrz na Arecibo. Każdy gatunek, który potrafi coś takiego zbudować, musi mieć w sobie wielkość. Mój gatunek prawdopodobnie niedługo tu nie pobędzie; prawdopodobnie umrzemy przedwcześnie i dołączymy do Wielkiej Ciszy. Ale zanim odejdziemy, wysyłamy ludzkości wiadomość. Mamy tylko nadzieję, że teleskop w Arecibo pozwoli im ją usłyszeć. Ta wiadomość brzmi: Bądźcie grzeczni. Kocham was.

Znajome było daleko, a dziwaczne było na wyciągnięcie ręki.

Życie z tobą będzie jak celowanie w ruchomy cel; zawsze będziesz dalej, niż się spodziewam.

Fizyka dopuszcza piękną unifikację, nie tylko na poziomie sił fundamentalnych, ale także biorąc pod uwagę jego zakres i implikacje. Klasyfikacje takie jak „optyka” czy „termodynamika” to tylko kaftany bezpieczeństwa, uniemożliwiające fizykom dostrzeżenie niezliczonych punktów stycznych.

Wychowywanie dziecka stawia cię w głębokim, nieuniknionym, codziennym kontakcie z kilkoma dość trudnymi kwestiami: Czym jest miłość i jak ją zdobyć? Dlaczego świat zawiera zło, ból i stratę? Jak możemy odkryć godność i tolerancję? Kto sprawuje władzę i dlaczego? Jaki jest najlepszy sposób rozwiązywania konfliktów? Jeśli chcemy powierzyć sztucznej inteligencji jakiekolwiek poważne obowiązki, będzie ona potrzebowała dobrych odpowiedzi na te pytania. Nie stanie się to poprzez załadowanie dzieł Kanta do pamięci komputera; będzie to wymagało odpowiednika dobrego rodzicielstwa.

Zbieg okoliczności i intencja to dwie strony medalu gobelinu, panie. Możesz uznać jeden za przyjemniejszy do oglądania, ale nie możesz powiedzieć, że jeden jest prawdziwy, a drugi fałszywy.

To nie przypadek, że „aspiracja” oznacza zarówno nadzieję, jak i akt oddychania.

Chce im powiedzieć, że Blue Gamma miała więcej racji, niż sama wiedziała: doświadczenie to nie tylko najlepszy nauczyciel; to jedyny nauczyciel. Jeśli czegoś się nauczyła, wychowując Jaxa, to tego, że nie ma dróg na skróty; jeśli chcesz stworzyć zdrowy rozsądek, który wynika z dwudziestu lat życia na świecie, musisz poświęcić temu zadaniu dwadzieścia lat. Nie da się zgromadzić równoważnego zbioru heurystyk w krótszym czasie; doświadczenie jest algorytmiczne nieściśliwy.

Według mitologii hinduskiej wszechświat został stworzony dźwiękiem: „om”. Jest to sylaba, która zawiera w sobie wszystko, co kiedykolwiek istniało i wszystko, co będzie istnieć. Kiedy teleskop Arecibo jest skierowany w przestrzeń między gwiazdami, słyszy słaby szum. Astronomowie nazywają to mikrofalowym promieniowaniem tła. To szczątkowe promieniowanie Wielkiego Wybuchu, eksplozji, która stworzyła wszechświat czternaście miliardów lat temu. Można to jednak również postrzegać jako ledwo słyszalny pogłos pierwotnego „om”. Ta sylaba była tak dźwięczna, że nocne niebo będzie wibrować tak długo, jak długo istnieje wszechświat. Kiedy Arecibo nie słucha niczego innego, słyszy głos stworzenia.

I myślę, że odkryłem prawdziwą korzyść z pamięci cyfrowej. Nie chodzi o to, żeby udowodnić, że miałeś rację, ale o to, żeby przyznać się do błędu.

Zwykle nie myślimy o tym w ten sposób, ale pisanie to technologia, co oznacza, że osoba piśmienna to ktoś, kogo procesy myślowe są technologicznie pośredniczone. Staliśmy się poznawczymi cyborgami, gdy tylko staliśmy się biegli w czytaniu, a konsekwencje tego były głębokie.

Nie jestem pewien, czy jestem gotowy na dzieci. Zapytałem znajomego, który ma dzieci: „Załóżmy, że mam dzieci. Co jeśli, kiedy dorosną, będą mnie obwiniać za wszystko, co jest nie tak w ich życiu?” Magda zaśmiała się i powiedziała: „Co masz na myśli mówiąc: jeśli?”.

My, ludzie, możemy nie być odpowiedzią na pytanie „dlaczego”, ale będę wciąż szukać odpowiedzi na pytanie „jak”. To poszukiwanie jest moim celem; nie dlatego, że Ty to dla mnie wybrałeś, Panie, ale dlatego, że ja sama to wybrałem. Amen.

Czy oglądając sportowców olimpijskich na zawodach, Twoja samoocena spada? Oczywiście, że nie. Wręcz przeciwnie, czujesz podziw i zachwyt; jesteś zainspirowany, że istnieją tak wyjątkowe jednostki. Dlaczego więc nie możemy czuć tego samego w stosunku do piękna?

Zawsze pojawiały się argumenty wskazujące na to, że wolna wola to iluzja – niektóre oparte na twardych podstawach fizyki, inne na czystej logice. Większość ludzi zgadza się, że te argumenty są niepodważalne, ale nikt tak naprawdę nie akceptuje tego wniosku. Doświadczenie wolnej woli jest zbyt potężne, by jakikolwiek argument mógł je obalić.

Pragmatyzm jest o wiele bardziej pomocny dla zbawiciela niż estetyzm.

Niektórzy kochankowie rozstają się przy pierwszej poważnej kłótni; niektórzy rodzice robią dla swoich dzieci tak mało, jak tylko mogą; niektórzy właściciele zwierząt domowych ignorują swoje pupile, gdy stają się uciążliwe. We wszystkich tych przypadkach ludzie nie chcą się wysilać. Prawdziwa relacja, czy to z ukochaną osobą, dzieckiem, czy zwierzęciem, wymaga… chęć zrównoważenia pragnień i potrzeb drugiej strony z własnymi.

Od początku znałem swój cel i odpowiednio wybrałem drogę. Ale czy dążę do skrajności radości, czy bólu? Czy osiągnę minimum, czy maksimum?

Niezależnie od tego, czego się uczę, dostrzegam wzorce. Widzę gestalt, melodię w nutach, we wszystkim: matematyce i nauce, sztuce i muzyce, psychologii i socjologii. Czytając teksty, myślę tylko o tym, że autorzy mozolnie podążają od jednego punktu do drugiego, szukając powiązań, których nie dostrzegają. Są jak tłum ludzi niezdolnych do czytania nut, wpatrujących się w zapis nutowy sonaty Bacha, próbujących wyjaśnić, jak jedna nuta prowadzi do drugiej. Choć te wzorce są wspaniałe, rozbudzają mój apetyt na więcej. Są inne wzorce czekające na odkrycie, gestalty o zupełnie innej skali. Jeśli chodzi o nie, sam jestem ślepy; wszystkie moje sonaty to w porównaniu z nimi tylko odizolowane punkty danych. Nie mam pojęcia, jaką formę mogą przybrać takie kształty, ale to przyjdzie z czasem. Chcę je znaleźć i zrozumieć. Pragnę tego bardziej niż czegokolwiek innego, czego pragnąłem wcześniej.

To zabawne: kiedy jesteś spokojny, wydajesz się promieniować światłem, a gdyby ktoś miał namalować twój portret w ten sposób, nalegałbym, żeby uwzględnił aureolę. Ale kiedy jesteś nieszczęśliwy, stajesz się klaksonem, stworzonym do emitowania dźwięku; twój portret mógłby wtedy być po prostu dzwonkiem alarmowym.

Oczywiście piękno było wykorzystywane jako narzędzie ucisku, ale eliminacja piękna nie jest rozwiązaniem; nie można wyzwolić ludzi, zawężając zakres z ich doświadczeń.

Pomyśl o kokainie. W swojej naturalnej postaci, w postaci liści koki, jest kusząca, ale nie na tyle, by stać się problemem. Ale jeśli ją uszlachetnisz, oczyścisz, otrzymasz związek, który uderza w receptory przyjemności z nienaturalną intensywnością. Wtedy staje się uzależniająca.

Piękno przeszło podobny proces dzięki reklamodawcom. Ewolucja dała nam obwód, który reaguje na ładny wygląd – nazwijmy go receptorem przyjemności dla naszej kory wzrokowej – i w naszym naturalnym środowisku jego posiadanie było przydatne. Ale weźmy osobę z jedną na milion strukturą skóry i kości, dodajmy 

„Nauka to nie tylko poszukiwanie prawdy” – Patryk powiedział. „To poszukiwanie celu”.

Odpowiedź była prosta. Chodziło o różnicę między współczuciem a empatią. 

Zwykle nie myślimy o tym w ten sposób, ale pisanie to technologia, co oznacza, że osoba piśmienna to ktoś, czyje procesy myślowe są technologicznie pośredniczone.

Science fiction i fantasy to bardzo blisko spokrewnione gatunki i wiele osób twierdzi, że są tak do siebie zbliżone, że tak naprawdę nie ma między nimi znaczącego rozróżnienia. Myślę jednak, że istnieje użyteczne rozróżnienie między magią a nauką. Można na to spojrzeć z perspektywy tego, czy dane zjawisko można wyprodukować masowo.

Będziesz robić to, co cię uszczęśliwia, i to będzie wszystko, o co poproszę.

Po raz pierwszy poznał noc taką, jaka jest: cieniem samej ziemi, rzucanym na niebo.

A potem będą chwile, kiedy zobaczę, że się śmiejesz. Jak wtedy, gdy będziesz się bawił ze szczeniakiem sąsiada, wkładając ręce przez siatkę oddzielającą nasze podwórka, i będziesz się śmiał tak głośno, że zaczniesz czkać. Szczeniak wbiegnie do domu sąsiada, a twój śmiech stopniowo ucichnie, pozwalając ci złapać oddech. Potem szczeniak wróci do ogrodzenia, żeby znowu polizać twoje palce, a ty znowu zaczniesz piszczeć i się śmiać. To będzie najwspanialszy dźwięk, jaki mógłbym sobie wyobrazić, dźwięk, który sprawia, że czuję się jak fontanna albo źródło.

Poszczególne osoby są tragicznie jak marionetki, niezależnie poruszające się, ale spętane siecią, której wolą nie widzieć; mogłyby się oprzeć, gdyby chciały, ale tak niewielu z nich to robi. 

To nie przypadek, że „aspiracja” oznacza zarówno nadzieję, jak i akt oddychania. Kiedy mówimy, używamy oddechu w płucach, aby nadać naszym myślom fizyczną formę. Dźwięki, które wydajemy, są jednocześnie naszymi intencjami i naszą siłą życiową. Mówię, więc jestem.

Dojrzałość oznacza dostrzeganie różnic, ale uświadomienie sobie, że nie mają one znaczenia. Nie ma technologicznego skrótu.

Patryk zrozumiał, że życie jest niezasłużonym darem, że nawet najbardziej cnotliwi nie są godni chwały śmiertelnego świata. Dla niego zagadka została rozwiązana, ponieważ zrozumiał, że wszystko w życiu jest miłością, nawet ból, a zwłaszcza ból.

Mój nowy język nabiera kształtów. Jest zorientowany na gestalt, co sprawia, że doskonale nadaje się do myślenia, ale jest niepraktyczny w piśmie czy mowie. Nie zostałby zapisany w formie słów ułożonych liniowo, ale jako gigantyczny ideogram, który można by przyswoić jako całość.

Zwykle nie myślimy o tym w ten sposób, ale pisanie jest technologią, co oznacza, że osoba piśmienna to ktoś, kogo procesy myślowe są technologicznie pośredniczone. Staliśmy się poznawczymi cyborgami, gdy tylko staliśmy się biegli w czytaniu, a konsekwencje tego były głębokie.

Zanim dana kultura zacznie używać pisma, gdy jej wiedza jest przekazywana wyłącznie ustnie, może ona bardzo łatwo zrewidować swoją historię. Nie jest to celowe, ale jest nieuniknione; na całym świecie bardowie i grioci dostosowywali swój materiał do odbiorców, stopniowo dostosowując przeszłość do potrzeb teraźniejszości. Idea, że relacje z przeszłości nie powinny się zmieniać, jest wynikiem szacunku kultur piśmiennych do słowa pisanego. Antropolodzy powiedzą ci, że kultury ustne rozumieją przeszłość inaczej; dla nich ich historie nie muszą być dokładne, a raczej muszą potwierdzać rozumienie samej siebie przez daną społeczność. Nie byłoby więc prawdą twierdzenie, że ich historie są niewiarygodne; ich Historie robią to, co do nich należy.

W tej chwili każdy z nas jest prywatną kulturą mówioną. Przepisujemy swoją przeszłość, aby odpowiadała naszym potrzebom i wspierała historię, którą o sobie opowiadamy. Dzięki naszym wspomnieniom wszyscy jesteśmy…

Zanim dana kultura przyjmie pismo, a jej wiedza jest przekazywana wyłącznie ustnie, może ona bardzo łatwo zrewidować swoją historię. Nie jest to celowe, ale nieuniknione; na całym świecie bardowie i grajki dostosowywali swój materiał do odbiorców, stopniowo dostosowując przeszłość do potrzeb teraźniejszości. Przekonanie, że relacje z przeszłości nie powinny się zmieniać, wynika z szacunku kultur piśmiennych do słowa pisanego. Antropolodzy powiedzą, że kultury oralne rozumieją przeszłość inaczej; ich historie nie muszą być dokładne, lecz potwierdzać rozumienie siebie przez daną społeczność. Nie byłoby więc prawdą stwierdzenie, że ich historie są niewiarygodne; ich historie robią to, co powinny.

W tej chwili każdy z nas jest prywatną kulturą oralną. Przerabiamy swoją przeszłość, aby odpowiadała naszym potrzebom i wspierała historię, którą opowiadamy o sobie. W naszych wspomnieniach wszyscy jesteśmy winni wigowskiej interpretacji naszych osobistych historii, postrzegając nasze dawne „ja” jako kroki w kierunku naszego wspaniałego, obecnego „ja”.

Perspektywa życia bez ingerencji, życia w świecie, w którym nieoczekiwane zyski i nieszczęścia nigdy nie były celowe, nie przerażała go.

W tej chwili każdy z nas jest prywatną kulturą ustną. Przepisujemy naszą przeszłość, aby odpowiadała naszym potrzebom i wspierała historię, którą o sobie opowiadamy. W naszych wspomnieniach wszyscy jesteśmy winni wigowskiej interpretacji naszych osobistych historii, postrzegając nasze dawne „ja” jako kroki w kierunku naszego wspaniałego, obecnego „ja”.

Ona, podobnie jak wiele innych osób, zawsze uważała, że matematyka nie czerpie swojego znaczenia ze wszechświata, lecz raczej narzuca mu pewne znaczenie.

Kochać kogoś oznacza poświęcać się dla niego.

Podzielenie liczby przez zero nie daje w rezultacie nieskończenie dużej liczby. Dzieje się tak, ponieważ dzielenie jest definiowane jako odwrotność mnożenia; jeśli podzielisz przez zero, a następnie pomnożysz przez zero, powinieneś odzyskać liczbę, od której zacząłeś. Jednak mnożenie nieskończoności przez zero daje tylko zero, a nie jakąkolwiek inną liczbę. Nie ma niczego, co pomnożone przez zero dałoby wynik różny od zera; dlatego wynik dzielenia przez zero jest dosłownie „niezdefiniowany”. 

Ponieważ są inni ludzie, którym hojność przychodzi łatwo i bez wysiłku. I jest im łatwo, ponieważ w przeszłości podejmowali wiele drobnych decyzji, by być hojnymi. Mnie było ciężko, ponieważ w przeszłości podejmowałem wiele drobnych decyzji, by być samolubnym. Więc to ja jestem powodem, dla którego trudno mi być hojnym.

Doświadczenie to nie tylko najlepszy nauczyciel; to jedyny nauczyciel.

Cisza nocnego nieba to cisza cmentarza. To zaboli.

Bo nawet jeśli wszechświat ma długość życia, to różnorodność życia, która w nim powstaje, nie. Budynki, które wznieśliśmy, sztuka, muzyka i wiersze, które skomponowaliśmy, samo życie, które wiedliśmy: żadnego z nich nie dało się przewidzieć, ponieważ żadne z nich nie było nieuniknione. Nasz wszechświat mógł osiągnąć równowagę, nie dopuszczając niczego więcej niż cichego syku. Fakt, że zrodził taką pełnię, jest cudem, który dorównuje jedynie twojemu wszechświatowi, który dał początek tobie. Chociaż dawno nie żyję, kiedy to czytasz, odkrywco, składam ci pożegnanie. Rozważ cud istnienia i raduj się, że potrafisz to zrobić. Czuję, że mam prawo ci to powiedzieć, ponieważ pisząc te słowa, robię to samo. 

Wyszedłem w świat zewnętrzny, aby na nowo przyjrzeć się społeczeństwu. Znany mi kiedyś język migowy emocji został zastąpiony matrycą powiązanych ze sobą równań. Linie sił skręcają się i wydłużają między ludźmi, przedmiotami, instytucjami i ideami. Jednostki są tragicznie jak marionetki, niezależnie ożywione, ale spętane siecią, której wolą nie widzieć; mogłyby się oprzeć, gdyby chciały, ale tak niewielu z nich to robi. 

Poświęciłem życie badaniu cudownego mechanizmu, jakim jest wszechświat, i to dało mi poczucie spełnienia. Zawsze zakładałem, że oznacza to, że działam poprawnie i w symbiozie z moim kosmicznym „ja”.

wasz stryj Stanisław 

______

Stanisław Barszczak, What Is Expected of Us, or the Last Message of Man on Earth

Nothing will erase the past. There is repentance, there is penance, and there is forgiveness. That’s all, but that’s enough.

My message to you is this: pretend you have free will. It’s important to behave as if your decisions matter, even if you know they don’t. Reality isn’t important: what matters is your faith, and believing a lie is the only way to avoid a coma. Civilization now relies on self-deception. Perhaps it always has been.

Four things don’t return: a spoken word, a speeding arrow, a past life, and a wasted opportunity.

Even though I know this journey and where it leads, I accept it and enjoy every moment.

The universe began with a vast, held breath. Who knows why, but regardless of the reason, I’m glad it happened, because I owe my existence to it. All my desires and thoughts are nothing more and nothing less than eddy currents generated by the gradual exhalation of our universe. And until this great exhalation is complete, my thoughts will live on.

Unconditional love demands nothing, not even reciprocation.

Freedom is not an illusion; it is entirely real in the context of sequential consciousness. In the context of simultaneous consciousness, freedom makes no sense, but neither does coercion; it is simply a different context, neither more nor less valid than the previous one. It is like that famous optical illusion, a drawing depicting either an elegant young woman with her face turned away from the viewer, or an old woman with a wart-nose and chin drooping on her chest. There is no „correct” interpretation; both are equally valid. But one cannot see both simultaneously.

Similarly, knowledge of the future was incompatible with free will. What enabled me to exercise freedom of choice simultaneously prevented me from knowing the future. Conversely, now that I know the future, I would never act against it, nor would I tell others what I know: those who know the future don’t speak of it. Those who have read the Book of Ages will never admit it.

People are made up of stories. Our memories aren’t an impartial collection of every second we’ve experienced; they’re narratives we’ve constructed from selected moments. Therefore, even when we experienced the same events as others, we never created identical narratives: the criteria for selecting moments were different for each of us and reflected our personalities. Each of us noticed details that caught our attention and remembered what was important to us, and the narratives we constructed shaped our personalities, in turn. But I wondered if everyone remembered everything, would our differences disappear? What would happen to our self-esteem? It seemed to me that a perfect memory couldn’t be a narrative, any more than unedited surveillance camera footage could be a feature film.

Science fiction is perfect for asking philosophical questions: questions about the nature of reality, what it means to be human, how we know what we think we know.

None of us are saints, but we can all strive to be better. Every time you do something generous, you shape yourself into someone who is more likely to be generous next time, and that matters.

Consider the miracle of existence and be glad you can do it. I feel I have the right to tell you this because, as I write these words, I am doing the same.

Think of cocaine. In its natural form, as coca leaves, it is tempting, but not enough to become a problem. But refine it, purify it, and you get a compound that hits your pleasure receptors… an unnatural intensity of you appears. Then it becomes addictive.

Beauty has undergone a similar process thanks to advertisers. Evolution gave us a circuit that responds to good looks—let’s call it the pleasure receptor in our visual cortex—and in our natural environment, it was useful. But take a person with a one-in-a-million skin and bone structure, add professional makeup and retouching, and we no longer perceive beauty in its natural form. We have pharmaceutical-grade beauty, the cocaine of good looks.

Biologists call this „supernormal stimulus” […] Our beauty receptors receive more stimulation than they could handle throughout evolution; we see more beauty in a single day than our ancestors did in a lifetime. As a result, beauty slowly ruins our lives.

How? Like any drug, it becomes a problem: by disrupting our relationships with others. We become dissatisfied with the appearance of ordinary people because they can’t compare to supermodels.

I understand the mechanism of my thinking. I know exactly how I know, and my understanding is recursive. I understand the infinite regress of this self-knowledge, not through endless progress, step by step, but by grasping the limit. Nature The nature of recursive cognition is obvious to me. A new meaning for the term „self-awareness.”

Fiat logos. I know my mind in terms of a language more expressive than any I had previously imagined. Like God creating order out of chaos through utterance, I recreate myself through this language. It is meta-self-descriptive and self-editing; it can not only describe thought but also describe and modify its own actions, at all levels. Gödel would have given anything to see this language, in which modifying a sentence changes the entire grammar.

Through this language, I can see how my mind works. I don’t pretend to see my neurons firing; such claims belong to John Lilly and his LSD experiments of the 1960s. I can only perceive gestalts—shapes; I see how mental structures form and interact. I see myself thinking, and I see the equations that describe my thinking, and I see how I understand those equations, and I see how the equations describe their understanding.

I know how my thoughts are created. These thoughts.

It’s no coincidence that „aspiring” means both hope and the act of breathing.

Girls have always been told that their worth is tied to their appearance; their achievements are always exaggerated if they are pretty and diminished if they are not. Worse still, some girls get the message that they can survive in life relying solely on their appearance, and thus never develop their minds.

Being pretty is essentially a passive quality; even what you work on, you work on being passive.

We like the idea that there is always someone responsible for an event because it helps us understand the world. We like it so much that sometimes we blame ourselves, just to have someone to blame. But not everything is under our control, or even under anyone’s control.

Women who work with animals hear this all the time: that their love for animals must stem from a sublime need to raise children. Ana is tired of this stereotype. She loves children, but they are not the standard by which all other achievements should be measured. Caring for animals is valuable in itself, a calling for which one should not apologize.

I once heard a joke from a comedian. It went like this: „I’m not sure I’m ready for children. I asked a friend who has children, ‚Suppose I have children. What if, when they grow up,… Blame me for everything bad in their lives?’ She laughed and asked, „What do you mean, if?”

If you already know how the story will unfold, why should I read it to you?

„Because I want to hear it!”

Experience is algorithmically incompressible.

Practicing writing, Jerzy understood what Patryk meant: writing wasn’t just a way to write down what someone said; It could help you decide what to say before you said it. And words weren’t just fragments of speaking; they were fragments of thinking. When you wrote them down, you could hold your thoughts like bricks in your hands and arrange them into different patterns. Writing allowed you to see your thoughts in a way you couldn’t if you simply spoke, and by seeing them, you could refine, strengthen, and perfect them.

Low expectations are a self-fulfilling prophecy. If we aim high, we will achieve better results.

Some people theorize that intelligent species die out before they can spread into space. If they are correct, then the silence of the night sky is the silence of a graveyard.

The physical universe was a language with a perfectly ambiguous grammar. Every physical event was an utterance that could be resolved in two entirely different ways. Ways, one accidental, the other teleological, both valid, neither disqualifying, regardless of the available context.

When you first learn to walk, I will experience the asymmetry in our relationship daily. You will be constantly running, and every time you hit a doorframe or scrape your knee, the pain will seem like mine. It will be like growing a stray limb, an extension of myself whose sensory nerves easily report pain, but whose motor nerves fail to transmit my commands at all. It’s so unfair: I will give birth to an animated voodoo doll of myself. I didn’t see this in the contract when I signed it. Was that part of the deal?

The past and the future are the same, and we cannot change them, only know them better.

At the base of the enormous pillar, tiny Babylon hid in shadow. Then darkness climbed the tower, like a canopy unfurling upward. She moved slowly enough that Hillalum felt he could count the passing moments, but then, as she approached, she quickened until she flew past them faster than he could blink, and they found themselves in twilight… For the first time, he understood what night was: the shadow of the earth itself, cast across the sky.

Be patient. Your future will come to you and lie at your feet. Like a dog who knows and loves you no matter who you are.

Brain damage is never a good idea, no matter what your friends say.

The difference is that the thermal energy we emit is a form of high-entropy energy, meaning it is disordered. The chemical energy we absorb is a form of low-entropy energy, meaning it is ordered. In effect, we consume order and generate disorder; we live by increasing the disorder in the universe. It is only because the universe was initially highly ordered that we are able to exist at all.

Although I have been dead for a long time, as you read this, explorer, I bid you farewell. Contemplate the miracle of existence and be glad that you can do so. I feel I have the right to tell you this, because as I write these words, I am doing the same.

The idea of thinking in a linguistic yet non-phonological mode has always intrigued me. I had a friend whose parents were deaf; He grew up using American Sign Language and told me he often thought in ASL instead of English. I used to wonder what it was like to have thoughts manually encoded, to reason with an inner pair of hands rather than an inner voice. With Heptapod B, I experienced something equally alien: my thoughts became graphically encoded. There were trance-like moments throughout the day when my thoughts weren’t expressed by an inner voice; instead, in my mind’s eye, I saw semagrams growing like frost on a window.

Sex isn’t what makes a relationship real; it’s the willingness to sacrifice effort to maintain it.

It’s a misconception that, throughout evolution, humans sacrificed physical prowess for intelligence: wielding a body is a mental activity.

…through the act of reading my words, the patterns that shape your thoughts become an imitation of the patterns that once shaped mine. And so I live anew, through you.

True beauty is what you see through the eyes of love.

When we speak, we use the breath in our lungs to give physical form to our thoughts. The sounds we make are both our intentions and our life force.

I wish you well, explorer, but I wonder: Will you suffer the same fate as me? I can only imagine that this must be so, that the pursuit of balance is not unique to our universe but inherent to all universes. Perhaps this is simply a limitation of my thinking, and your people have discovered a source of pressure that is truly eternal. But my speculations are already fanciful enough. I will assume that one day your thoughts will cease as well, though I cannot fathom how distant that may be. Your lives will end as ours, as each of our lives must. No matter how long it takes, balance will eventually be achieved. I hope this realization does not sadden you. I hope your journey was more than a search for other universes to serve as reservoirs. I hope you were motivated by a thirst for knowledge, a longing for what might arise from the universe’s exhalation. For even if the universe’s lifespan is quantifiable, the diversity of life that arises within it is not. The buildings we have built, the art, music, and poems we have composed, the very lives we have lived: none of them could have been predicted, because none of them were inevitable. Our universe could have achieved equilibrium with only a faint hiss. That it gave birth to such wholeness is a miracle, matched only by your universe, which gave birth to you.

Life with you will be like aiming at a moving target; you will always be further than I expect.

They donned new clothes because they were allowed to see so much and begged forgiveness for wanting to see more.

In Principia Mathematica, Bertrand Russell and Alfred Whitehead attempted to establish a solid foundation for mathematics, using formal logic as their foundation. They started with what they considered axioms and used them to derive theorems of increasing complexity. On page 362, they established enough to prove that „1 + 1 = 2.”

Similarly, knowledge of the future was incompatible with free will. What enabled me to exercise freedom of choice simultaneously prevented me from knowing the future. Conversely, now that I know the future, I would never act against it, nor would I tell others what I know: those who know the future do not speak of it. Those who have read the Book of Ages will never admit it.

My journey into the past changed nothing, but what I learned changed everything, and I understood that it could not have been otherwise. If our lives are stories told by Allah, then we are both audiences and actors, so by living these stories, we learn from them.

If you want to create the common sense that comes from twenty years of living in the world, you must devote yourself to this task twenty years have passed since this task. It’s impossible to accumulate an equivalent set of heuristics in a shorter time; experience is an algorithm. Completely incompressible.

A ray of light must know where it will ultimately end up before it can choose its direction.

Fermat’s Principle sounds strange because it describes the behavior of light in purposeful terms. It sounds like a commandment to a ray of light: „Minimize or maximize the time it takes to reach its destination.”

Every decision you make influences your character and shapes your personality.

If you could see your entire life before you, would you change anything about it?

In most cases, we have to forget a little before we can forgive; when the pain is no longer fresh, the offense becomes easier to forgive, which in turn makes it less memorable, and so on. It’s this psychological feedback loop that makes initially irritating offenses seem forgivable in retrospect.

For a mind to reach its full potential, it needs to develop in other minds.

We experienced events in a specific order and perceived their relationship as cause and effect. We experienced all events simultaneously and saw the underlying purpose. A goal of minimization, a goal of maximization.

Human activity brought my species to the brink of extinction, but I don’t blame them. They didn’t do it maliciously. They simply didn’t pay attention. And humans create such beautiful myths; they have such imagination. Perhaps that’s why their aspirations are so grand. Look at Arecibo. Any species that can build something like that must have greatness within itself. My species probably won’t be here for long; we’ll probably die prematurely and join the Great Silence. But before we go, we’re sending humanity a message. We only hope the Arecibo telescope lets them hear it. That message is: Be good. I love you.

The familiar was far away, and the strange was within reach.

Life with you will be like aiming at a moving target; You will always be further along than I expect.

Physics allows for a beautiful unification, not only at the level of fundamental forces, but also in terms of its scope and implications. Classifications like „optics” or „thermodynamics” are merely straitjackets, preventing physicists from seeing countless points of convergence.

Raising a child puts you in deep, inescapable, daily contact with some rather difficult questions: What is love and how can we achieve it? Why does the world contain evil, pain, and loss? How can we discover dignity and tolerance? Who holds power and why? What is the best way to resolve conflict? If we want to entrust artificial intelligence with any serious responsibilities, it will need good answers to these questions. This won’t happen by loading Kant’s works into a computer’s memory; it will require the equivalent of good parenting.

Coincidence and intention are two sides of a tapestry, sir. You may find one more pleasing to look at, but you can’t say one is true and the other false.

It’s no coincidence that „aspiration” means both hope and the act of breathing.

She wants to tell them that Blue Gamma was more right than she knew: experience isn’t just the best teacher; it’s the only teacher. If she’d learned anything from raising Jax, it was that there are no shortcuts; if you want to create the common sense that comes from twenty years of living in the world, you have to devote twenty years to the task. It’s impossible to accumulate an equivalent set of heuristics in a shorter time; experience is algorithmically incompressible.

According to Hindu mythology, the universe was created with the sound „om.” It’s a syllable that encapsulates everything that has ever existed and everything that will exist. When the Arecibo telescope is pointed into the space between the stars, it hears a faint hum. Astronomers call this the cosmic microwave background radiation. It’s the residual radiation of the Big Bang, the explosion that created the universe fourteen billion years ago. But it can also be perceived as the faint reverberation of the primordial „om.” That syllable was so resonant that the night sky will vibrate as long as the universe exists. When Arecibo listens to nothing else, it hears the voice of creation.

And I think I’ve discovered the true benefit of digital memory. It’s not about proving you were right, but about admitting you were wrong.

We don’t usually think of it this way, but writing is technology, which means a literate person is someone whose thought processes are technologically mediated. We became cognitive cyborgs as soon as we became proficient in reading, and the consequences were profound.

I’m not sure I’m ready for children. I asked a friend who has children: „Suppose I have children. What if, when they grow up, Will they blame me for everything that’s wrong with their lives?” Magda laughed and said, „What do you mean, ‚if?'”

We humans may not be the answer to the question „why,” but I will continue to seek the answer to the question „how.” This search is my purpose; not because You chose it for me, Lord, but because I chose it myself. Amen.

Does watching Olympic athletes compete make your self-esteem plummet? Of course not. On the contrary, you feel awe and wonder; you are inspired that such exceptional individuals exist. So why can’t we feel the same way about beauty?

There have always been arguments suggesting that free will is an illusion—some based on solid physics, others on pure logic. Most people agree that these arguments are irrefutable, but no one truly accepts this conclusion. The experience of free will is too powerful for any argument to refute.

Pragmatism is far more helpful to a savior than aestheticism.

Some lovers break up at the first serious argument; some parents do as little as possible for their children; some pet owners ignore their pets when they become a nuisance. In all these cases, people don’t want to make the effort. A true relationship, whether with a loved one, a child, or an animal, requires… a willingness to balance the other person’s desires and needs with your own.

I knew my goal from the beginning and chose my path accordingly. But am I striving for the extremes of joy or pain? Will I achieve the minimum or the maximum?

Regardless of what I learn, I see patterns. I see gestalt, melody in the notes, in everything: mathematics and science, art and music, psychology and sociology. When I read texts, I think only of the authors laboriously moving from one point to another, searching for connections they don’t see. They’re like a crowd of people unable to read music, staring at the score of a Bach sonata, trying to explain how one note leads to another. While these patterns are wonderful, they whet my appetite for more. There are other patterns waiting to be discovered, gestalts on a completely different scale. I’m blind to them; all my sonatas are just isolated data points compared to them. I have no idea what form such shapes might take, but that will come with time. I want to find them and understand them. I want that more than anything I’ve ever wanted before.

It’s funny: when you’re calm, you seem to radiate light, and if someone were to paint your portrait like that, I’d insist they include a halo. But when you’re unhappy, you become a horn, designed to emit sound; your portrait could simply be a wake-up call.

Of course, beauty has been used as a tool of oppression, but eliminating beauty is not the solution; You can’t liberate people by narrowing their experience.

Think of cocaine. In its natural form, as coca leaves, it’s tempting, but not enough to become a problem. But refine it, purify it, and you get a compound that hits pleasure receptors with unnatural intensity. Then it becomes addictive.

Beauty has undergone a similar process thanks to advertisers. Evolution gave us a circuit that responds to good looks – let’s call it the pleasure receptor for our visual cortex – and in our natural environment, having it was useful. But take a person with a one-in-a-million skin-and-bone structure, and add…

„Science isn’t just about the search for truth,” Patrick said. „It’s about the search for purpose.”

The answer was simple. It was about the difference between compassion and empathy.

We don’t usually think of it this way, but writing is a technology, which means that a literate person is someone whose thought processes are technologically mediated.

Science fiction and fantasy are very closely related genres, and many people argue that they are so closely related that there’s really no meaningful distinction between them. However, I think there’s a useful distinction between magic and science. You can look at it from the perspective of whether a given phenomenon can be mass-produced.

You will do what makes you happy, and that will be all I ask.

For the first time, he experienced night for what it is: a shadow of the earth itself, cast across the sky.

And then there will be moments when I see you laughing. Like when you’re playing with the neighbor’s puppy, putting your hands through the fence between our yards, and you laugh so hard you start hiccupping. The puppy will run into the neighbor’s house, and your laughter will gradually subside, allowing you to catch your breath. Then the puppy will return to the fence to lick your fingers again, and you’ll start squealing and laughing again. It will be the most wonderful sound I could imagine, a sound that makes me feel like a fountain or a spring.

Individuals are tragically Like puppets, independently moving but bound by a web they prefer not to see; they could resist if they wanted to, but so few do.

It’s no coincidence that „aspiration” means both hope and the act of breathing. When we speak, we use the breath in our lungs to give physical form to our thoughts. The sounds we make are simultaneously our intentions and our life force. I speak, therefore I am.

Maturity means recognizing differences but realizing that they don’t matter. There is no technological shortcut.

Patryk understood that life is an undeserved gift, that even the most virtuous are not worthy of the glory of the mortal world. For him, the puzzle was solved because he understood that everything in life is love, even pain, especially pain.

My new language is taking shape. It is gestalt-oriented, which makes it perfect for thought but impractical for writing or speaking. It wouldn’t be written down as linear words, but as a giant ideogram that could be absorbed as a whole.

We don’t usually think of it this way, but writing is a technology, meaning that a literate person is someone whose thought processes are technologically mediated. We became cognitive cyborgs as soon as we became proficient at reading, and the consequences were profound.

Before a culture adopts writing, when its knowledge is transmitted solely orally, it can easily revise its history. This isn’t intentional, but it is inevitable; across the world, bards and griots adapted their material to their audiences, gradually adapting the past to the needs of the present. The idea that accounts of the past should remain constant stems from literate cultures’ reverence for the written word. Anthropologists will tell you that oral cultures understand the past differently; for them, their histories don’t have to be accurate, but rather they have to confirm the community’s understanding of itself. So it wouldn’t be true to say their stories are unreliable; their Stories do their job.

Right now, each of us is a private oral culture. We rewrite our past to suit our needs and support the story we tell about ourselves. Thanks to our memories, we are all…

Before a culture adopts writing and its knowledge is transmitted solely orally, it can easily revise its history. This isn’t intentional, but inevitable; across the world, bards and musicians adapted their material to their audiences, gradually adapting the past to the needs of the present. The belief that accounts of the past should remain unchanged stems from literate cultures’ reverence for the written word. Anthropologists will say that oral cultures understand the past differently; their stories don’t have to be accurate, but rather confirm the community’s understanding of themselves. So it wouldn’t be true to say their stories are unreliable; their stories do what they should.

Right now, each of us is a private oral culture. We remake our past to suit our needs and support the story we tell about ourselves. In our memories, we are all guilty of a Whig interpretation of our personal histories, seeing our past selves as steps toward our glorious present selves.

The prospect of a life without interference, of living in a world where windfalls and misfortunes were never intentional, did not frighten him.

In this moment, each of us is a private oral culture. We rewrite our past to suit our needs and support the story we tell about ourselves. In our memories, we are all guilty of a Whig interpretation of our personal histories, seeing our past selves as steps toward our glorious present selves.

She, like many others, has always believed that mathematics does not derive its meaning from the universe but rather imposes a meaning on it.

To love someone is to sacrifice for them.

Dividing a number by zero does not result in an infinitely large number. This is because division is defined as the inverse of multiplication; if you divide by zero and then multiply by zero, you should get back the number you started with. However, multiplying infinity by zero only gives zero, not any other number. There is nothing that, when multiplied by zero, gives a result other than zero; therefore, the result of division by zero is literally „undefined.”

Because there are other people for whom generosity comes easily and effortlessly. And it’s easy for them because they’ve made many small decisions to be generous in the past. It’s been hard for me because I’ve made many small decisions to be selfish in the past. So I’m the reason I find it hard to be generous.

Experience isn’t just the best teacher; it’s the only teacher.

The silence of the night sky is the silence of the cemetery. This will hurt.

Because even if the universe has a lifespan, the diversity of life that arises within it does not. The buildings we have built, the art, music, and poems we have composed, the very lives we have lived: none of them could have been predicted, because none of them were inevitable. Our universe could have achieved equilibrium, allowing nothing more than a quiet hiss. That it gave birth to such wholeness is a miracle, rivaled only by your universe, which gave birth to you. Though I am long gone, as you read this, explorer, I bid you farewell. Consider the miracle of existence and rejoice that you can do this. I feel I have the right to say this to you, because in writing these words, I do the same.

I have gone out into the outside world to reconsider society. The sign language of emotions I once knew has been replaced by a matrix of interconnected equations. Lines of force twist and stretch between people, objects, institutions, and ideas. Individuals are tragically like puppets, independently animated but bound by a web they prefer not to see; they could resist if they wanted to, but so few do.

I have dedicated my life to exploring the wondrous mechanism that is the universe, and it has given me a sense of fulfillment. I always assumed this meant I was functioning correctly and in symbiosis with my cosmic self.

Your Uncle Stanisław

______

Stanisław Barszczak, Love and the Poor

Every night, when endless boredom overwhelms us, when empty thoughts fill us with emptiness, our hearts empty, a pub or someone’s café spits us out onto the city, we gaze through the eyes of a child at a billiards parlor, we wander aimlessly after the gate closes.

There comes a pounding, sometimes for half an hour, before the sleepy caretaker finally deigns to wake up.

And the thought: finally, we will wander to some other door, which leads to „Better” or even „Different.”

There is no beauty if within it lies the wrongdoing of a person. There is no truth that ignores this wrongdoing. There is no goodness that allows it.

At the end of time, we will be judged on our record with the poor. For this guilt, a moment of eternal truth visits us now. When your heart is pure and sincere, God wants to ensure that everything is going according to your plan.

Enjoy the little things, because one day you may look back and realize they were big things, like a mother’s word.

Small smiles, a soft light, a phone call from a friend – these are the hidden treasures of life. Don’t miss them. One day you’ll realize they were everything.

_______

The Fifteenth Sunday in Ordinary Time,
falling on July 13, 2025, focuses on mercy and compassion, especially through the parable of the Good Samaritan. This Sunday, the Bible readings encourage us to recognize God’s presence in His Word and in our neighbor and to put into practice the commandments of love for God and neighbor.

Here are some key points for this Sunday: Mercy and Compassion:
The story of the Good Samaritan highlights the importance of mercy and compassion toward those in need, especially the most vulnerable.                                                      Love for Our Neighbors:
The parable of the Good Samaritan is a call to action, encouraging us to love our neighbors as ourselves, transcending social barriers and prejudices.
The importance of practice:
The readings remind us that love for God and neighbor is revealed in actions, not just words.                                                       The Presence of God: The Fifteenth Sunday in Ordinary Time invites us to recognize God’s presence in our daily lives, in His Word, and in the people we encounter. In short, this Sunday is an invitation to live the Gospel in all its depth, to practice mercy, compassion, and love for neighbor, and to recognize God’s presence in our lives.

_______

Stanisław Barszczak, Miłość i biedni

Co noc, gdy już nas nuda bezbrzeżna ogarnia, gdy czczość jałową w myśli, w sercu pustkę mamy, wypluwa nas na miasto knajpa, kawiarnia czyjaś, oczami dziecka patrzymy na salon bilardowy, tak błądzimy bez celu po zamknięciu bramy.

Dochodzi do łomotania, czasem półgodzinnego, nim wreszcie stróż zaspany obudzić się raczy. I myśl: zabłądzić w końcu przed drzwi jakieś inne, co prowadzą do „Lepiej” lub choćby „Inaczej”.

Nie ma piękna, jeśli w nim leży krzywda człowieka. Nie ma prawdy, która tę krzywdę pomija. Nie ma dobra, które na nią pozwala.

Przy końcu czasów będziemy sądzeni z naszego raportu z biednymi. Dla tej winy już teraz odwiedza nas moment wieczystej prawdy. Kiedy twoje serce jest czyste i szczere, Bóg chce się upewnić, że wszystko układa się po twojej myśli.

Ciesz się małymi rzeczami, bo pewnego dnia możesz spojrzeć wstecz i uświadomić sobie, że to były wielkie rzeczy, jak słowo matki.

Drobne uśmiechy, delikatne światło, telefon od przyjaciela – to ukryte skarby życia. Nie przegap ich. Pewnego dnia zrozumiesz, że były wszystkim.

________

Stanisław Barszczak, Henryka ‚bez atu’

Mnie w głowie się nie mieści, jak można każdej zasady, choćby od wieków nie wiem jak uświęconej, nie obejrzeć z obydwu stron, nie rozłożyć jej na części, cząsteczki, atomy, słowem, póty nie rozkładać, póki się nie rozsypie w proch i nie da się już złożyć z powrotem.
Karolince w głowie się nie mieści, jak można na zasadę, uznaną za dobrą i uświęconą zarówno przez religię jak i przez ogół ludzi, patrzeć inaczej niż jako na obowiązujące prawo.


A teraz już łatwo mi będzie określić stan mego umysłu. Oto: nie wiem, nie wiem, nie wiem! Nie może być nic bardziej gnębiącego dla człowieka, który prawdziwie kocha, niż to poczucie, że przynosi zło i szkodzi istocie kochanej.


Wrosłem już silnie w ziemię śląską i byle wiatr nie potrafi mną zachwiać. W ogóle jednak zdaje mi się, że jestem człowiekiem – być może trochę popsutym – ale porządnym, choć prawdę mówiąc, poniekąd zawieszonym w powietrzu. Nie mam także celu, bym z pasją ostatnią życie mógł poświęcić. Tutaj pojawia się złudzenie tego rodzaju, w którym osobiste wrażenia poczytuje się za przedmiotowy stan rzeczy. A nie ma nic straszniejszego, jak cierpieć biernie…

Skądinąd zrozumiałem, że miłość, która chce być tylko duchem, zostanie tylko cieniem; bynajmniej ogołocona zupełnie z ducha, staje się tylko upodleniem.


Są twarze, które wydają się jak przekład z muzyki lub poezji na ludzkie rysy. W twarzyczce Karolinki czytam, ona nie sili się na wyszukiwanie własnych norm, bierze je gotowe z religii i ogólnych pojęć moralnych, ale przejmuje się nimi tak silnie, że stają się one jej własnymi, bo wchodzą w jej krew. Im to różnicowanie zła i dobra jest prostsze, tym jest pewniejsze i bardziej nieubłagane. W tym kodeksie etycznym okoliczności łagodzące nie istnieją.

Jest to kodeks „zacnego Bartłomieja i uczciwej Magdy”, tak prosty, że podobni do mnie przestają go rozumieć. Nam się wydaje, że życie, że dusze ludzkie są już zbyt złożone, żeby mogły się w nim pomieścić. I rzeczywiście, może niepodobna nam się w nim pomieścić. Na nieszczęście, nie wynaleźliśmy nic innego i dlatego bujamy jak zabłąkane ptaki – w pustce i w trwodze.

Teraz patrzę nieustannie z podziwem na sceptyczny świat Karolinki. Ta estetyczna wrażliwość daje mi tyle samo uciech ile przykrości, ale wyświadczała i wyświadcza mi ona jedną wielką przysługę, mianowicie: chroni od cynizmu, czyli od ostatecznego zepsucia, i zastępuje mi poniekąd zasady moralne. Nie popełniłbym wielu uczynków nie tyle może dlatego, że są złe, ile dlatego, że są szpetne.


Karolinka miała oczy trochę zaspane, a w sobie jakiś ciepło snu, kiedy poczęła opowiadać o śmierci córki w ten szczególny sposób, w którym żal miesza się z zupełnym zgodzeniem się na to, co zaszło.

W tobie jest moje życie, mówię ci to nie w żądnej egzaltacji, ale jak człowiek, który umie patrzeć w siebie i który wie dobrze, co jest złudzenie, a co prawda, wobec Karolinki zebrałem się kiedyś na odwagę słowną. Gdy o tym myślę, uderza mnie w nas tysiące sprzeczności. Oto uważamy się za wykwit cywilizacji, za ostatni szczebel, a straciliśmy wiarę w siebie. Tylko najgłupsi spomiędzy nas wierzą jeszcze w rację naszego bytu. W życiu szukamy instynktownie świątecznych stron, rozkoszy i szczęścia, a nie wierzymy także i w szczęście. Pesymizm nasz jest wprawdzie nikły i lekki jak dym hawańskich cygar, niemniej jednak przesłania nam on dalsze widnokręgi. W tych przesłonach, w tym dymie, tworzymy świat oddzielny, oderwany od ogromu wszechżycia, zamknięty w sobie – trochę czczy i senny. W tym morzu zła, głupstw, niepewności i zwątpień, jakim jest istnienie, jedna rzecz jest warta życia, niewątpliwa, mocna jak śmierć – to miłość. Nic nie ma poza nią… w końcu zawyrokowałem.

Będzie jak musi być! Chwilami jednak miewam półjasne przeczucie jakiegoś ogromnego niebezpieczeństwa, które grozi całej kulturze. Fala, która nas spłucze z powierzchni ziemi, zabierze więcej niż ta, która spłukała świat pudrowanych peruk i żabotów. Prawda, że i tamtym ludziom, gdy ginęli, wydawało się, że wraz z nimi ginie cała cywilizacja.

Nie masz, jak sama przyznajesz, dość siły odpowiedzieć na pytania pierwszej dla mnie wagi – a miałaś jej dosyć, by podkopać moją ufność w naukę, która mi na nie odpowiadała nie tylko stanowczo, ale w sposób kojący i słodki. I nie mów, że ponieważ nie przesądzasz nic, więc pozwalasz mi wierzyć we wszystko.
Nieprawda! Metodą twoją, duszą twoją, istotą twoją – jest zwątpienie i krytyka. Tę swoją naukową metodę, ten sceptycyzm, tę krytykę tak wszczepiłaś w moją duszę, że stała się ona moją naturą.


W takim życiu próżniaczym i światowym, jakie prowadzimy my wszyscy, którzy nie stawiamy sobie żadnych wysokich celów, nie wysługujemy się żadnej idei, a jednocześnie nie potrzebujemy na chleb pracować, kobieta nie schodzi ze sceny: ciągle się na nią patrzy, ustawicznie się wedle niej zabiega, ale też się diabelnie z nią oswaja, tak że w końcu liczy się ją do grzechów powszednich żywota.


Wy chcecie, żebyśmy dla was istnieli, nie wy dla nas. Następnie kochacie lepiej dzieci niż męża, Karolince powiedziałem ostatnio. Dola jego jest dolą satelity. Widziałem to, obserwowałem nieraz – takie jesteście powszechnie; gdzieniegdzie tylko świecą wyjątki, jak diamenty wśród osypiska.
Nie! – moje księżniczki – pozwólcie uwielbiać się z daleka. Odsunąć raz na zawsze na drugi plan wszystkie cele, wszystkie ideały, płonąć codziennie
jak kadzidło na ołtarzu żony – i do tego własnej żony, o panie moje – to dla człowieka trochę za mało! Moja samowiedza pyta mnie wprawdzie zaraz: Właściwie, co ty masz lepszego do roboty? Jakie zamiary, jakie cele? Jeśli kto, to ty stworzony jesteś na ofiarę całopalną. Ale nie – do licha! W małżeństwie trzeba tak zmienić życie, tyle wyrzec się ze swoich
przyzwyczajeń, wygód, upodobań, nałogów, że chyba istotna i wielka miłość może to opłacić… Mnie się to nie trafi. Ożenienie się jest tak bajecznym aktem wiary w kobietę i woli, że się na nie nigdy nie zdobędę.

Widziałem dziewczęta, dalibóg, prawie skrzydlate, pełne szlachetnych porywów, wrażliwe na wszystko, co piękne i niepospolite, które nie tylko wychodziły za mąż za cymbałów najpośledniejszego gatunku, ale na drugi dzień po ślubie przechodziły na ich życiową wiarę, na ich płaskość, na ich egoizm, próżność, ciasnotę i małość. Co więcej, niektóre czyniły to chełpliwie, jakby w ich oczach owe dawne ideały tak samo nadawały się po ślubie do wyrzucenia przez okno, jak ich mirtowy wianek. I były przekonane, że w ten właśnie sposób stają się dobrymi żonami, nie zdając sobie sprawy, że każda z nich poświęca poloty duszy skłonnościom małpy. Miłość do cudzej żony, jeśli jest pozorną, jest podłością; jeśli jest rzeczywistą, jest jednym z największych nieszczęść, jakie człowieka spotkać może.


Posiadam serce kalekie, ale zdolne do kochania. Istne metamorfozy Owidiusza i na świecie, i we mnie. Mróz zelżał, pogoda się skończyła, ciemności panują egipskie. Nie mogę lepiej opisać tego, co się dzieje na dworze, jak gdy powiem, że czas jest zgniły. Jednak to jest okropny klimat. W Rzymie, w czasie największej niepogody, jeszcze dziesięć razy na dzień pokaże się słońce; tu zaś od dwóch dni należałoby w pokojach od rana do wieczora lampy palić. Ta czarna i ciężka wilgoć przenika do myśli, maluje je na czarno i zarazem przygniata. Na mnie działa to fatalnie.


Uczepiwszy się za jakąś miłość, jak za gałąź rosnącą nad otchłanią, wisimy w powietrzu, tym bardziej narażeni na skręcenie karku, że najczęściej wybieramy miłość nieprawą. Kobieta nie jest w rzeczywistości taką, jaką się ogółowi ludzi przedstawia, ale taką, jaką ją widzi zakochany w niej mężczyzna, że zatem bezwzględna jej doskonałość jest w stosunku prostym do siły miłości, jaką potrafiła wzbudzić.


Wedle praw życia, musi coś w człowieku wyrosnąć; otóż strzeż się Henryku, żeby w tobie nie wyrosło jakieś licho, które ciebie pierwszego otruje, zabrała głos Karolinka.


Pogoda, mróz! Śnieg skrzypiał pod płozami i skrzył się na polach. Pod zachód słońca te ogromne białe płaszczyzny nabrały odblasku zupełnie fioletowego. W lipach pod Pawłowem tłukły się z wielkim krakaniem stada wron. Zima, mocna zima u nas – to jednak piękna rzecz.



Tkliwość wyrasta tak szybko na gruncie pociągu zmysłów jak trawa po ciepłym deszczu… My wszyscy ludzie, należący do pewnej sfery społecznej, nie żyjemy naprawdę życiem rzeczywistym i realnym. Pod nami coś się dzieje, coś się staje, jest walka o byt, o kawałek chleba, jest życie realne, pełne mrówczej pracy, zwierzęcych potrzeb, apetytów, namiętności, codziennych wysileń – życie ogromnie dotykalne, pełne zgiełku, które huczy i przewala się jak morze – a my siadamy sobie oto wiecznie na jakichś tarasach, rozprawiamy o sztuce, literaturze, miłości, kobiecie, obcy temu życiu, dalecy od niego, wymazujący z siedmiu dni tygodnia sześć powszednich. My, nie wiedząc o tym, mamy zamiłowania, nerwy i dusze dobre na święto. Pogrążeni w błogim dyletantyzmie, jakby w letniej kąpieli, żyjemy wpół na jawie, wpół we śnie.


Właściwie dlaczego ja tak postępuję, jakby poza egoizmem i rozdrażnionymi nerwami nie było we mnie nic więcej? A jeśli nie ma nic więcej, czemu moja autoanaliza nie wykryje mi tego niewątpliwie? Posiadam odwagę do wyprowadzania ostatecznych wniosków i nie taję przed sobą prawdy, a jednak ten wniosek stale odrzucam. Dlaczego? Bo mam niezachwianą pewność, że jestem lepszy od moich postępków. Przyczyną ich jest jakaś nieudolność życiowa, płynąca po części z rasy, po części z choroby wieku, którego jestem dzieckiem – z tego właśnie przeanalizowania się, które nie pozwala nam nigdy pójść za pierwszym, prostym porywem natury ludzkiej, ale krytykuje wszystko aż do zupełnego ubezwładnienia duszy.


Zły duch mego życia nie przewidział tylko jednej rzeczy. Oto człowiek bardzo przyciśnięty i bardzo nieszczęśliwy daleko mniej sobie robi z siebie niż człowiek szczęśliwy. Wobec tego zawistny los staje się do pewnego stopnia bezbronny. Byłem i jestem w takim usposobieniu, że gdyby na przykład zagniewana Fortuna przyszła do mnie we własnej osobie i powiedziała mi: Pal cię licho! – odpowiedziałbym jej: Dobrze! pal mnie licho!.

Co do mnie, należę widocznie do starej szkoły, bo nie umiem się poznać na dzisiejszej grze, polegającej na sile, to jest na wybijaniu zębów fortepianom. Słuchając ostatnim razem laureatów konkursu Chopinowskiego, pomyślałem w duchu, że gdyby fortepian był człowiekiem, który uwiódł siostrę, nie mogłaby go walić zawzięciej (…) Utwory Chopina mają wielkie powodzenie w całym świecie muzycznym i uchodzą za głębokie, prawdopodobnie dlatego, że gdy się je słyszy raz dziesiąty, człowiek mówi sobie: Może za jedenastym coś zrozumiem.


Bywałem na koncercie Beethovenowskim. I jak żyję, nie słyszałem tak granego kompozytora i nie odczułem go tak dokładnie. Jam nie muzyk, ale przypuszczam, że i muzycy nie wiedzieli dotąd, ile się w sonacie księżycowej mieści. Miało się poczucie, że staje się coś mistycznego, widzenie jakiejś zaświatowej pustki, przeraźliwie smutnej, bez kształtów, wpółrozwidnionej przez światło księżyca – wśród której krzyczy, łka i wyrywa sobie włosy beznadziejna rozpacz. Było to i straszne, i przejmujące, bo działo się jakby już z drugiej strony życia, a zarazem nieprzeparcie pociągające, gdyż, co do mnie przynajmniej, nigdy muzyka nie zetknęła mnie tak blisko z czymś absolutnym. Nie będąc więcej od innych ludzi wrażliwym, miałem niemal halucynację. Wydało mi się, że w tej pustce, w tym bezkształcie, w tym zagrobowym mroku szukam kogoś droższego mi niż świat cały, bez którego żyć nie umiem, nie mogę, nie będę, a szukam z tym przekonaniem, że muszę to czynić przez wieczność całą i że nigdy go nie odnajdę… Żaden ze składowych czynników dzisiejszej cywilizacji nie pociągnął mnie i nie wypełnił mi duszy, z tej prostej przyczyny, że ta cywilizacja jest mdlejąca i przesiąknięta sceptycyzmem. Jeśli ona sama czuje, że się kończy, i wątpi o sobie, trudno wymagać, abym ja w nią uwierzył i poświęcił jej życie.


Oto ja Karolinki, żyłem szybko i przeszedłem już swój zenit. Teraz idzie droga ku dołowi, skąd wieje chłód i mrok.
Tysiące temu lat wiedziano już na świecie, że dobrym i moralnym jest tylko to, co potęguje życie, a pustka i nicość leżą w królestwie zła. Teraz trochę ulgi przynosi mi jedynie myśl, że tak potomkowie rodów przeżytych jak i najbujniejszych skończą na tym, że ich zasypią ziemią… To mi zmniejsza różnicę między mną a tak zwanymi dzielnymi ludźmi.


Każdy garbus rad by się pozbyć swego garbu – jeno że nie może, bo garbatym już był w łonie matki. Tak samo moje garby spowodowało nienormalne łono cywilizacji i epoki, która mnie na świat wydała. W tej erze można nawet kochać i nie lubić. Ale trzeba umrzeć!

Śmierć jest taką otchłanią, że choć wiemy, iż trzeba do niej zstąpić, to jednak ilekroć zstąpi ktoś z naszych bliskich i kochanych, nam, pozostałym na brzegu, dusza się rozdziera z trwogi, żalu, rozpaczy.

W tej erze oto miłość nasza jest miłością po prostu skóry, nie duszy. Jeśli nawet trafia na istotę bardzo wrażliwą, wytwarza w najlepszym razie w jej głowie jakiś świat oderwany, bezcielesny, niemający najmniejszego związku z życiem praktycznym. Prawie żadnej z naszych kobiet nie przyjdzie do głowy, żeby pojęcia, zaczerpnięte z książek, mogły być stosowane do osobistego postępowania.


Zupełnie szczery ból dyktuje mi te słowa.

Jest to prawie rzecz nie do uwierzenia, żeby człowiek, który posiada tyle co ja warunków do szczęścia, nie tylko nie był szczęśliwy, ale po prostu nie wiedział, dlaczego żyje. Potrafię dużo wyrozumieć; nie rzucam pawich krzyków, gdy usłyszę coś przeciwnego moim poglądom albo coś zgoła nowego. Być może, iż takie uwzględnianie wszelkiego rodzaju zasad prowadzi do pewnej obojętności na wszystkie i odbiera energię w działaniu, ale już nie potrafiłbym być innym. Jestem też istotą w wysokim stopniu świadomą siebie. Czasem posyła się do diabła to drugie „ja”, badające i krytykujące pierwsze – nie pozwalające oddać się całkowicie żadnemu wrażeniu, żadnemu działaniu, żadnemu uczuciu, żadnej rozkoszy, żadnej namiętności. Być może, iż samowiedza jest znamieniem wyższego rozwoju umysłowego, ale zarazem jest czymś osłabiającym niezmiernie odczuwanie. Nosić w sobie wiecznie czujną krytykę siebie samego jest to odłączyć od całości potrzebną na to część ducha, a więc życie i jego wrażenia odczuwać nie całością, lecz tylko pozostałą resztą. Jest to równie męczące, jak dla ptaka byłoby męczące latanie jednym skrzydłem. Prócz tego zbyt rozwinięta samowiedza odbiera także zdolność do czynu. Gdyby nie ona, Hamlet zaraz w pierwszym akcie byłby na wylot przewiercił stryjaszka i z całym spokojem objął po nim sukcesję.


Tak oto kontynuuję z Tobą Karolinko wieczory wieczystej woli. Dzięki gazetom zanikł ten zmysł, na mocy którego ludzie odróżniali prawdę od fałszu, zanikło poczucie słuszności, poczucie prawa i bezprawia, zło stało się bezczelnym, krzywda poczęła przemawiać językiem sprawiedliwości, słowem – ogólna dusza ludzka stała się niemoralna i oślepła.

Wola ludzka kończy się tam – gdzie zaczyna się miłość… Jak już wiesz, 

zacząłem swoim zwyczajem zgłębiać się, rozmyślać, przez co przefilozofowałem własne i cudze szczęście. Często myślę, że trzymałem szczęście za oba skrzydła i pozwoliłem mu odlecieć. Bom stawiał znaki zapytania i filozofowałem tam, gdzie inni tylko kochają. Skutek był taki, żem nie wyfilozofował nic, a wyjałowiłem sobie serce.

Chory wiek mamy, w którym tylko osły mają jeszcze jakąś wolę, bo gdy ktoś posiada choć trochę rozumu, to go zaraz użyje do zwątpienia o wszystkim i przekonania siebie samego, że naprawdę nie warto chcieć czegokolwiek. 


Z życia musi coś wyrosnąć, bacz, żeby nie wyrosło coś takiego, co by się stało nieszczęściem dla ciebie i twoich bliskich, powtórzyła Karolinka.

Stara historia, że kto się nadto nad sobą zacieka, ten w końcu nie zgadza się na siebie, a kto się na siebie nie zgadza, ten nie jest zdolny do żadnych postanowień.

Ludzie zabrali mi miłość, czas wysuszył nienawiść; że zaś człowiek żyjąc musi czuć – czuję przeto, jak umiem, żyję tym, co mi zostało. Muszę także wyznać, że nie przesyci się szczęściem, kto tak czuje i żyje, prowadziłem tak moją myśl.

Pragnąłem odwiedzić Państwa Lenarcików. Lubię ich ogromnie, bo dopiero u nich przekonywam się, że szczęście może być rzeczą nie tylko książkową, ale zupełnie realną. On przy tym jest bystry człowiek, wrażliwy jak skrzypce stradivariusa i posiada zupełną świadomość swego szczęścia. Chce go i ma. Tego mu zazdroszczę.

Człowiek bardzo a bardzo biedny żyje okruszkami i zbierając je uśmiecha się z wdzięcznością poprzez łzy. Człowiek jest jak morze: ma swoje przypływy i odpływy. Z czym nie można walczyć, z tym trzeba się pogodzić. Ja ze wszystkich zadań życiowych nie rozwiązałem żadnego, jestem niczym; sceptycyzm trawi mnie, nie jestem szczęśliwy, a czuję się znużony.

Ktoś powiedział, że jeśli się mężczyzna myli, to mówi, że dwa razy dwa jest pięć – błąd może być sprostowany; kobieta zaś, myląc się, twierdzi, że dwa razy dwa jest lampa, i wtedy choć głową o mur bij. Otóż przede wszystkim w logice Polek może wypaść, że dwa razy dwa nie jest cztery, ale lampa, miłość, nienawiść, kot, łzy, obowiązki, wróbel, pogarda – zgoła nic nie potrafisz przewidzieć , niczego obrachować, przeciw niczemu się ubezpieczyć.

Każda walka nuży, a cóż dopiero walka o osobę ukochaną… Kobieta, która umie słuchać, posiada jeden więcej sposób podobania się, bo pochlebia przez to miłości własnej mężczyzny.

Kochać można swoją drogą, a widzieć złe strony swoją drogą. Kto nie umie świecić z wytrwałością słońca, może przynajmniej zabłysnąć, jak meteor, zauważyła Karolinka.

Miłość źle sobie ludzie wyobrażają z zawiązanemi oczami. Przeciwnie: nic, żaden najdrobniejszy szczegół nie uchodzi jej wzroku; ona wszystko w istocie ukochanej widzi, wszystko zauważy – tylko wszystko stapia swym płomieniem w jedno wielkie i proste: kocham!

Nie ma na świecie bardziej zużytego wyrazu, jak miłość, dlatego aż przykro go powtarzać, ale tobie, w cztery oczy, powiem: miłość w znaczeniu ogólnem, miłość w znaczeniu szczegółowem – i wobec tego precz z krytyką! Tak! to są życiowe kanony. Moja filozofia polega na tem, żeby nad nimi nie filozofować – i niech mnie licho porwie, jeśli się z tego powodu uważam za głupszego od innych. Z tem, życie jest coś warte; bez tego, nie warte torby sieczki.

Oddzielić pożądanie od kochania jest takiem samem niepodobieństwem, jak oddzielić myślenie od bytu. Nawet uczucia religijne, najidealniejsze ze wszystkich, objawiają się przez słowa, klęczenie, całowanie rzeczy świętych; jam zaś chciał, żeby miłość do kobiety wyrzekła się wszelkiego wcielenia, wszelkiego związku z ziemią i istniała na świecie w sposób zaświatowy.

Tylko takie usta, które już piły ze źródła zwątpień, można przekonać, że zabroniony pocałunek nie jest grzechem.

Zakochane serce mężczyzny umie podsycać swoje uczucie nawet tem, co wypada na niekorzyść kobiety kochanej.

W tym morzu zła, głupstw, niepewności i zwątpień, jakim jest istnienie, jedna rzecz jest warta życia, niewątpliwa, mocna jak śmierć – to miłość. Nic nie ma poza nią…

Z życia przychodzi wszelkie zło, ze sztuki płynie tylko szczęście. Rzymska vacanza rozproszyła skupienie mego uczucia. Z drugiej strony rzeczywiście, w tej pustej a płaskiej okolicy jak nasza oko nie ma na czym spocząć, i trzeba się chyba tu urodzić, żeby znaleźć w niej jakikolwiek urok. Karolinko, to wręcz ci powiem,

najchętniej zawsze kobieta wprowadza ład i porządek w ludzki świat uczuć i emocji, niezależnie od tego czy to jest na wsi czy w mieście. A nawet, kto wie zresztą, czy kiedykolwiek bywa za późno i czy uczciwe i czyste serce kobiece nie posiada zawsze daru wskrzeszania zmarłych.


(Tekst powstał na podstawie powieści Henryka Sienkiewicza „Bez dogmatu”; dla młodych czytelników imiona bohaterów powieści noblisty zostały zmienione – licencja poetycka autora, Stanisław Barszczak)

_______


Stanisław Barszczak, Henry has the most tricks in cards

I can’t fathom how any principle, no matter how sacred it has been for centuries, can be viewed from both sides, dismantled into its parts, molecules, atoms – in short, can’t be dismantled until it crumbles into dust and can no longer be put back together. Karolina can’t fathom how a principle, recognized as good and sacred by both religion and the general public, can be viewed as anything other than a binding law.

And now it will be easy for me to define my state of mind. Here it is: I don’t know, I don’t know, I don’t know! Nothing can be more oppressive for a person who truly loves than this feeling that they bring evil and harm to the beloved.

I have already firmly rooted myself in the Silesian land, and not a single wind can shake me. Overall, however, I feel like a human being – perhaps a little spoiled – but decent, though, truth be told, somewhat suspended in mid-air. I also have no goal in which I could passionately sacrifice my last life. Here, the kind of illusion that takes personal impressions as objective states of affairs arises. And there is nothing more terrible than suffering passively.

From somewhere, I understood that love that wants to be only a spirit will remain only a shadow; by no means completely stripped of spirit, it becomes only degradation.

There are faces that seem like translations from music or poetry into human features. I read in Karolinka’s face that she doesn’t try to find her own norms, taking them ready-made from religion and general moral concepts, but she is so deeply moved by them that they become her own, because they enter her very blood. The simpler this differentiation between evil and good, the more certain and inexorable it is. In this ethical code, extenuating circumstances do not exist.

It is the code of „honest Bartholomew and honest Magdalena” so simple that those like me cease to understand it. We think that life, that human souls, are already too complex to fit within it. And indeed, perhaps we cannot fit within it. Unfortunately, we have not invented anything else, and so we wander like lost birds – in emptiness and fear.

Now I constantly gaze with admiration at a little Caroline’s skeptical world. This aesthetic sensitivity gives me as much pleasure as pain, but it has done and continues to do me one great favor: it protects me from cynicism, that is, from ultimate corruption, and in a sense replaces moral principles for me. I would not commit many deeds not so much because they are evil, but because they are ugly.

Karolinka’s eyes were a little bleary, and within her there was a certain warmth of sleep as she began to recount her daughter’s death in that special way in which grief is mingled with complete acceptance of what had happened.

My life is in you. I tell you this not with any eager exaltation, but as a person who knows how to look within and who knows well what illusion is. And it’s true, I once summoned the courage to speak in Karolinka’s presence. When I think about this, I’m struck by a thousand contradictions. We consider ourselves the epitome of civilization, the last stage, yet we’ve lost faith in ourselves. Only the most foolish among us still believe in the reason for our existence. We instinctively seek the festive aspects of life, pleasure, and happiness, but we don’t believe in happiness either. Our pessimism is faint and light, like the smoke of Havana cigars, but it nevertheless obscures our horizons. In these veils, in this smoke, we create a separate world, detached from the vastness of all life, closed in on itself – a bit empty and sleepy. In this sea of ​​evil, follies, uncertainties, and doubts that is existence, one thing is worth living, undoubted, strong as death – it’s love. There is nothing beyond it… I have finally made my decision.

It will be as it must be! At times, however, I have a half-clear premonition of some immense danger that threatens the entire culture. The wave that will wash us away from the face of the earth will take away more than the one that washed away the world of powdered wigs and ruffles. It’s true that even those people, when they perished, felt that their entire civilization was perishing with them.

You don’t have, as you yourself admit, the strength to answer questions of primary importance to me – and you had enough to undermine my trust in science, which answered them not only decisively but also soothingly and sweetly. And don’t say that because you don’t prejudge anything, you allow me to believe everything. That’s not true! Your method, your soul, your essence – is doubt and criticism. You have so implanted this scientific method of yours, this skepticism, this criticism, into my soul that it has become my nature.

In this idle and worldly life, which all of us lead, who set no high goals for ourselves, serve no ideal, and yet have no need to work for bread, woman doesn’t leave the scene: she is constantly looked at, constantly pursued, but also devilishly accustomed to her, so that in the end she is counted among the venial sins of life.

You want us to exist for you, not you for us. Then you love your children better than your husband, I told Karolina recently. His fate is that of a satellite. I’ve seen it, I’ve observed it many times – you are universally like that; only here and there do exceptions shine, like diamonds among the scree.

No! – my princesses – allow us to adore each other from afar. To once and for all put all goals, all ideals, to burn daily like incense on the altar of one’s wife – and one’s own wife at that, oh my lord – is a bit too little for a man! My self-knowledge immediately asks me: Actually, what do you have better to do? What intentions, what goals? If anyone, you are created for a burnt offering. But no – damn it! In marriage, one must change one’s life so much, renounce so many of one’s habits, comforts, preferences, addictions, that perhaps a true and great love can pay for it… I won’t be able to do it. Marriage is such a fabulous act of faith in a woman and her will that I will never bring myself to do it.

I have seen girls, truly, almost winged, full of noble impulses, sensitive to everything beautiful and extraordinary, who not only married the lowest sort of duffers, but the day after the wedding, embraced their lifelong faith, their shallowness, their selfishness, vanity, narrow-mindedness, and pettiness. Moreover, some did so boastfully, as if, in their eyes, those old ideals were as fit to be thrown out the window after marriage as their myrtle wreath. And they were convinced that in this way they were becoming good wives, unaware that each of them was sacrificing the élan of their soul to the inclinations of a monkey. Love for another’s wife, if it is only apparent, is base; If it is real, it is one of the greatest misfortunes a person can befall.

I have a crippled heart, but capable of love. True Ovidian metamorphoses, both in the world and in me. The frost has subsided, the weather has ended, and Egyptian darkness reigns. I can’t describe what’s happening outside better than to say that time is rotten. But this is a terrible climate. In Rome, during the worst of the weather, the sun will still appear ten times a day; here, for the past two days, lamps have to be lit in the rooms from morning to night. This black, heavy dampness seeps into our thoughts, paints them black and simultaneously crushes them. It has a disastrous effect on me.

Having clung to some love, as to a branch growing over an abyss, we hang suspended in midair, all the more vulnerable to breaking our necks because we most often choose unrighteous love. A woman is not, in reality, as she is presented to the masses, but as she is seen by the man who is in love with her, so her absolute perfection is in direct proportion to the power of love she has been able to arouse.

According to the laws of life, something must grow within a person; so, Henryk, beware, lest some evil grow within you, which will poison you first, Karolinka spoke up.

The weather, the frost! The snow crunched under the runners and sparkled in the fields. Towards sunset, those vast white plains took on a completely purple reflection. In the linden trees near Pavlov village, flocks of crows thronged with loud cawing. Winter, a strong winter here – it is a beautiful thing after all.

Tenderness grows so quickly on the soil of the senses, like grass after a warm rain… All of us, belonging to a certain social sphere, do not truly live a real and tangible life. Something is happening beneath us, something is happening, there is a struggle for existence, for a piece of bread. There is real life, full of ant-like labor, animal needs, appetites, passions, daily exertions – a life immensely tangible, full of noise that roars and rolls like the sea – and yet we sit eternally on some terraces, discussing art, literature, love, women, alien to this life, far from it, erasing six of the ordinary days of the week from the seven. We, unaware of this, have passions, nerves, and souls fit for a holiday. Immersed in blissful dilettantism, as if in a lukewarm bath, we live half awake, half asleep.

Why do I act this way, as if there were nothing more within me than selfishness and irritated nerves? And if there is nothing more, why doesn’t my self-analysis undoubtedly reveal it to me? I possess the courage to draw definitive conclusions and do not conceal the truth from myself, yet I constantly reject this conclusion. Why? Because I am unshakably certain that I am better than my actions. Their cause is a certain incompetence in life, stemming partly from my race, partly from the disease of the age of which I am a child—from that very self-analysis that never allows us to follow the first, simple impulse of human nature, but criticizes everything to the point of complete incapacitation of the soul.

The evil spirit of my life failed to foresee only one thing. A very oppressed and very unhappy person makes far less of himself than a happy one. In this regard, envious fate becomes, to a certain extent, defenseless. I was and am in such a state that if, for example, angry Fortuna herself came to me and said, „Fire you, damn you!” – I would have replied, „Fine! Fire me, damn you!”

As for me, I clearly belong to the old school, because I can’t understand today’s game, which relies on force, that is, on knocking out pianos’ teeth. Listening to the Chopin Competition winners last time, I thought to myself that if the piano were a person who seduced her sister, she couldn’t have beaten him more fiercely (…) Chopin’s works are very popular throughout the musical world and are considered profound, probably because when you hear them for the tenth time, you say to yourself, „Maybe I’ll understand something on the eleventh.”

I’ve been to a Beethoven concert. And in my life, I’ve never heard the composer played like that or felt him so deeply. I’m not a musician, but I suspect that musicians haven’t yet realized how much there is to the Moonlight Sonata. One had the sense that something mystical was happening, a vision of some otherworldly void, terribly sad, formless, half-illuminated by the moonlight—in the midst of which hopeless despair screams, sobs, and tears its hair. It was both terrifying and gripping, because it seemed to be happening on the other side of life, and at the same time irresistibly compelling, because, for me at least, music had never brought me so close to something absolute. Not being more sensitive than other people, I was almost hallucinating. It seemed to me that in this emptiness, this formlessness, this sepulchral darkness, I was searching for someone dearer to me than the entire world, without whom I could not, could not, would not live, and I searched with the conviction that I must do so for all eternity and that I would never find him. None of the constituent factors of today’s civilization attracted me or filled my soul, for the simple reason that this civilization is faint and permeated with skepticism. If she feels herself dying and doubts herself, it’s hard to expect me to believe in her and dedicate my life to her.

Here I am, Karolinka. I lived quickly and have already passed my zenith. Now the path leads downward, from where cold and darkness blow.

Thousands of years ago, the world already knew that only that which intensifies life is good and moral, and that emptiness and nothingness lie in the kingdom of evil. Now, the only relief I get is the thought that the descendants of both the most outlived and the most thriving families will end up buried under the earth… This narrows the gap between me and so-called brave people.

Every hunchback would love to get rid of his hump – only he can’t, because he was already a hunchback in his mother’s womb. Similarly, my hump was caused by the abnormal womb of the civilization and era that gave birth to me. In this era, one can even love and dislike. But one must die!

Death is such an abyss that, although we know we must descend into it, whenever one of our loved ones descends, we, the ones left on the shore, are torn apart by fear, grief, and despair.

In this era, our love is simply a love of skin, not soul. Even if it encounters a very sensitive being, it creates, at best, a detached, disembodied world in their mind, bearing no connection whatsoever to practical life. Almost none of our women would consider that concepts drawn from books could be applied to personal conduct.

A completely sincere pain dictates these words. It is almost unbelievable that a person who possesses as many conditions for happiness as I do not only wouldn’t be happy but simply didn’t know why he was alive. I can understand a great deal; I don’t utter peacock cries when I hear something contrary to my views or something completely new. Perhaps such consideration of all kinds of principles leads to a certain indifference to all of them and saps energy in action, but I couldn’t be any other. I am also a being with a high degree of self-awareness. Sometimes this second „I” is sent to the devil, examining and criticizing the first—preventing one from fully surrendering to any impression, any action, any feeling, any pleasure, any passion. Self-knowledge may be a hallmark of higher intellectual development, but at the same time it is something that immensely weakens feeling. To carry within oneself an eternally vigilant criticism of oneself is to separate from the whole the part of the spirit necessary for this, and thus to experience life and its impressions not as a whole, but only as the remaining remnant. This is as tiring as flying with one wing would be tiring for a bird. Moreover, overdeveloped self-awareness also robs one of the capacity for action. Were it not for it, Hamlet would have drilled his uncle through and through in the very first act and calmly assumed his succession. And so, Karolinka, I continue with you the evenings of eternal will. Thanks to newspapers, the sense by which people distinguished truth from falsehood has disappeared, the sense of right and wrong has disappeared, evil has become brazen, injustice has begun to speak the language of justice, in a word – the general human soul has become immoral and blind.

Human will ends where love begins… As you already know, I began, as is my habit, to delve into it, to ponder, and in doing so, I philosophized my own and other people’s happiness. I often think I held happiness by both wings and let it fly away. Because I questioned it and philosophized where others only love. The result was that I philosophized nothing and barren my heart.

We have a sick age, in which only donkeys still have any will, because if someone has even a modicum of reason, they will immediately use it to doubt everything and convince themselves that it’s really not worth wanting anything.

Something must grow out of life; be careful not to let something grow that would become a misfortune for you and your loved ones, Karolinka repeated.

The old story is that whoever obsesses over themselves ultimately refuses to accept themselves, and whoever refuses to accept themselves is incapable of any resolutions.

People have taken my love from me, time has dried up my hatred; and since a person living must feel – I feel, therefore, as best I can, I live with what is left to me. I must also confess that happiness will never be sated for those who feel and live this way; this is how I guided my thoughts.

I longed to visit the Lenarciks. I like them immensely, because only with them do I realize that happiness can be not just a thing found in books, but completely real. He is also a clever man, sensitive as a Stradivarius violin, and is completely aware of his happiness. He wants it and has it. I envy him for that.

A very, very poor person lives in crumbs, and collecting them, smiles gratefully through tears. A person is like the sea: it has its ebbs and flows. What one cannot fight, one must accept. Of all life’s tasks, I have solved none; I am nothing; Skepticism consumes me, I’m not happy, and I feel weary.

Someone said that if a man is wrong, he says that two times two is five—the error can be corrected; while a woman, being wrong, claims that two times two is a lamp, and then at least beat her head against the wall. Well, above all, in Polish women’s logic, it can turn out that two times two isn’t four, but a lamp, love, hatred, a cat, tears, duties, a sparrow, contempt—you can’t foresee anything, calculate anything, insure yourself against anything.

Every fight is tiring, let alone a fight for a loved one… A woman who knows how to listen has one more way of pleasing, because it flatters a man’s self-love.

You can love in your own way, and see the bad side in your own way. Whoever can’t shine with the persistence of the sun can at least shine like a meteor, Karolinka observed.

People have a false idea of ​​love when blindfolded. On the contrary: nothing, not even the smallest detail, escapes her gaze; she sees everything in the essence of her beloved, notices everything—only she fuses everything with her flame into one great and simple word: I love!

There is no more worn-out word in the world than love, which is why it hurts to repeat it, but I will say to you, face to face: love in the general sense, love in the specific sense—and therefore, down with criticism! Yes! These are the canons of life. My philosophy is not to philosophize about them—and damn me if I consider myself stupider than others because of it. With this, life is worth something; without it, it’s not worth a bag of chaff.

Separating desire from love is as impossible as separating thought from being. Even religious feelings, the most ideal of all, are revealed through words, kneeling, and kissing holy things; I, however, wanted love for a woman to renounce all incarnation, all connection with the earth, and exist in the world in a beyond-the-world manner.

Only lips that have already drunk from the source of doubt can be convinced that a forbidden kiss is not a sin.

A man’s heart in love knows how to fuel its feelings even with what is detrimental to the woman he loves.

In this sea of ​​evil, follies, uncertainties, and doubts that is existence, one thing is worth living, undoubted, strong as death -love. There is nothing beyond it…

From life comes all evil, from art flows only happiness. The Roman vacation had dispersed the focus of my feelings. On the other hand, in this empty and flat region like ours, there is nowhere for the eye to rest, and one must probably be born here to find any charm in it. Karolinka, I’ll tell you this:

A woman is always most eager to bring order and harmony to the human world of feelings and emotions, regardless of whether it’s in the countryside or in the city. And even then, who knows, is it ever too late, and whether an honest and pure woman’s heart doesn’t always possess the gift of raising the dead?

(This text is based on Henryk Sienkiewicz’s novel „Without Dogma”; for young readers, the names of the characters in the Nobel laureate’s novel have been changed, the author’s poetic license, Stanisław Barszczak)

________

Piętnasta Niedziela Zwykła,
przypadająca 13 lipca 2025 roku, koncentruje się na miłosierdziu i współczuciu, szczególnie poprzez przypowieść o miłosiernym Samarytaninie. W tę niedzielę czytania biblijne zachęcają nas do dostrzegania obecności Boga w Jego Słowie i w naszym bliźnim oraz do wprowadzania w życie przykazań miłości Boga i bliźniego.
Oto kilka kluczowych punktów na tę niedzielę:
Miłosierdzie i współczucie:
Historia miłosiernego Samarytanina podkreśla znaczenie miłosierdzia i współczucia wobec potrzebujących, zwłaszcza tych najsłabszych.
Miłość bliźniego:
Przypowieść o miłosiernym Samarytaninie to wezwanie do działania, zachęcające nas do kochania bliźniego jak siebie samego, przekraczając bariery społeczne i uprzedzenia.
Znaczenie praktyki:
Czytania przypominają nam, że miłość Boga i bliźniego objawia się w czynach, a nie tylko w słowach. Obecność Boga: Piętnasta Niedziela Zwykła zaprasza nas do dostrzegania obecności Boga w naszym codziennym życiu, w Jego Słowie i w ludziach, których spotykamy. Krótko mówiąc, ta niedziela jest zaproszeniem do życia Ewangelią w całej jej głębi, praktykowania miłosierdzia, współczucia i miłości bliźniego oraz dostrzegania obecności Boga w naszym życiu.

Opublikowane przez http://stanislawart.wordpress.com

https://sbarszczak2009.com is the official WordPress.com home for Stanislaw Barszczak, an author of many books, essays, articles. As the best male recording artist of all time, author continues to leave an indelible mark on the world through his art, sacerdotal activism and humanitarian leadership. Father Stanislaw consistently pushes boundaries, spurs conversations and unites us all through his revolutionary work. Subscribe for the latest videos, music, news and updates. Enjoy Stanislaw Barszczak’s groundbreaking YouTube home, live performances, videos and more. I wish you happy reading bye

Dodaj komentarz