Królewski alchemik

Świętych Piotra i Pawła

Dzisiaj uroczystość świętego zastępuje liturgię niedzielną. Ale miejsce świętych apostołów Piotra i Pawła jest zupełnie wyjątkowe. Obaj są filarami Kościoła. Są nierozłączni i przez wieki liturgia rzymska nigdy nie celebrowała jednego bez święta drugiego w pobliżu. Kiedy biskupi świata przybywają do Rzymu, aby w ten sposób zaznaczyć swoją jedność, przybywają jako pielgrzymi, z wizytą „ad limina”, co oznacza do grobu dwóch apostołów.
Zamiast komentować teksty dzisiejszej liturgii, postanowiliśmy rozważyć niektóre aspekty tych dwóch osobowości, które są „filarami” Kościoła.

DWIE DROGI WIARY
Piotr szukał swojej drogi i to z Janem Chrzcicielem spotkał Jezusa na brzegach Jordanu, już naznaczonych oczekiwaniem na Mesjasza, którego Jan przedstawił się jako Poprzednika. „Inny przyjdzie…” A gdy został powołany, poszedł za Jezusem, ponieważ jego brat Andrzej go prowadził.
Przez trzy lata dzielił codzienne życie Syna Bożego wśród ludzi. Mówiąc prościej, Piotr doświadczył Wcielenia. Obudził tego Jezusa, gdy łódź kołysała się na burzy i na wietrze jeziora. Podziwiał Go podczas tego czy innego uzdrowienia i w dniu rozmnożenia chlebów.

Słyszał kazanie o chlebie życia, tak jak słyszał Chrystusa mówiącego do Ojca wieczorem Wielkiego Czwartku. Olśniewając Przemienieniem, dostrzegł rzeczywistość tego cieśli, któremu się oddał: Mesjasza, który wypełnia Prawo i Proroków, a nawet więcej: „To jest mój umiłowany Syn, Jego słuchajcie!”
To nie powstrzymało go od złości na Jezusa, gdy ten ostatni ogłosił, że jego wejście do Jerozolimy będzie wejściem na Kalwarię. „To niemożliwe…” i Jezus nazwał go nawet „Szatanem”, dodając: „Zejdź mi z oczu”, aby Piotr poszedł za nim, tak jak został wezwany nad jezioro.
Piotr zaniesie swoje potrójne zaparcie się na dziedziniec Kajfasza, ale także swoje potrójne wyznanie miłości na brzegi jeziora, uprzywilejowane miejsce, w którym mieszkał przez tyle lat. „Czy miłujesz mnie bardziej niż ci?” I odtąd będzie odczuwał wynikające z tego żądanie: „Bądź pasterzem. Umacniaj swoich braci!”
Podróż Pawła była zupełnie inna od drogi do Damaszku, gdzie został powalony i oślepiony. Piotr usłyszał, jak Pan powiedział do niego: „A ty za kogo mnie uważasz?” To Paweł zadaje pytanie nieznajomemu, który go powala: „Kim ty jesteś?”

Ten, z którym walczył, objawia mu się jako zmartwychwstały, żyjący we wspólnocie pierwszych uczniów. „Ja jestem Jezus, którego ty prześladujesz”. Paweł nigdy nie poznał Jezusa, wcielonego Syna Bożego. Przemienienie na Taborze jest dla niego objawieniem drogi do Damaszku.
A ta tajemnica Wcielenia Jezusa w Kościele, Mistycznym Ciele Chrystusa, objawiona w ten sposób, będzie samym sercem całego przepowiadania Apostoła. Paweł doświadcza Zmartwychwstania Pana w rzeczywistości kościelnej.

DWIE OSOBOWOŚCI
Piotr jest majsterkowiczem, realistą, który potrafi naprawiać rozdarte sieci i obserwować niebo, aby zdecydować, czy zarzucić sieci. Nie waha się zwrócić na to uwagi Jezusowi, gdy ten każe mu je zarzucić po bezowocnej nocy. „Ale skoro tak mówisz…”, mimo że jesteś cieślą, który wie więcej o drewnie niż o prądach jeziora.
Piotr jest porywczym, niemal bezmyślnym człowiekiem. Zbyt szybko oskarża wieśniaków, którzy odrzucają Jezusa, lub wyciąga miecz w Ogrodzie Oliwnym. Nie ocenia własnej siły, gdy oznajmia: „Nawet jeśli wszyscy inni cię opuszczą, nie ja”. Nadal waha się w poranek wielkanocny, mimo że widział pusty grób.
I to na nim Jezus będzie liczył pierwsze kroki swojego Kościoła. To tylko pokazuje, że nawet jeśli mamy swoje ograniczenia i słabości, Pan wie, jak je wykorzystać i pokonać, gdy nas wybierze.

Paweł jest zupełnie inny. Jest faryzeuszem; studiował Prawo i Proroków. Podczas gdy oddaje się całkowicie Chrystusowi, który pokonał go raz na zawsze, on również zna swoje słabości. „Wystarczy ci mojej łaski” – powiedział mu Jezus. I w swojej słabości wychwala moc Boga.

Jest wykonawcą. Wyrusza na drogi imperium. Wszystkie te podróże mają na celu wypełnienie prośby Chrystusa: „Idźcie i nauczajcie wszystkie narody”. Można nawet powiedzieć, że Piotr został poruszony przez Ducha, gdy nawrócił setnika Korneliusza. I że Paweł pozwolił, by go prowadził, jak lubił powtarzać Rzymianom.
W swojej ewangelicznej perspektywie chciał odwiedzić chrześcijan w Rzymie i wykorzystał swoje aresztowanie w Jerozolimie, by zostać tam zabranym przez straże cesarskie.

TO SAME ŚWIADECTWO
I moglibyśmy tak dalej. Musimy czytać listy św. Pawła i św. Piotra, dając im twarz i biorąc pod uwagę psychologię obu. Chrystus i Duch ukształtowali ich, wyrzeźbili, że tak powiem. Ich wewnętrzna podróż przez wydarzenia ich życia przebija przez te teksty, które są dla nas tak wieloma duchowymi odkryciami.
Jakikolwiek jest nasz charakter, nasz temperament, nasze istnienie, musimy się od nich uczyć tego, co każdy wyraża na swój sposób: „Niech każdy z was używa tego szczególnego daru, który otrzymał od Boga, dla dobra innych” (1 P 4:10) „Zechciał bowiem (Bóg), aby Chrystus Jezus okazał przeze mnie, jako największego grzesznika, wszelką cierpliwość dla tych, którzy w niego wierzą.”

____

Santi Pietro e Paolo (Omelia)
Oggi la festa dei santi sostituisce la liturgia domenicale. Ma il posto dei santi apostoli Pietro e Paolo è del tutto unico. Entrambi sono pilastri della Chiesa. Sono inseparabili e per secoli la liturgia romana non ha mai celebrato l’uno senza la festa dell’altro. Quando i vescovi del mondo vengono a Roma per celebrare la loro unità, lo fanno come pellegrini, in visita „ad limina”, cioè alla tomba dei due apostoli.
Invece di commentare i testi della liturgia odierna, abbiamo deciso di considerare alcuni aspetti di queste due personalità che sono i „pilastri” della Chiesa.

DUE VIE DI FEDE
Pietro cercò la sua strada e fu con Giovanni Battista che incontrò Gesù sulle rive del Giordano, già segnato dall’attesa del Messia, di cui Giovanni si presentò come il Precursore. „Un altro verrà…” E quando fu chiamato, seguì Gesù, guidato da suo fratello Andrea.
Per tre anni condivise la vita quotidiana del Figlio di Dio tra la gente. In parole più semplici, Pietro sperimentò l’Incarnazione. Svegliò questo Gesù mentre la barca era scossa dalla tempesta e dal vento del lago. Lo ammirò durante questa o quella guarigione e nel giorno della moltiplicazione dei pani.
Ascoltò il sermone sul pane della vita, proprio come aveva sentito Cristo parlare al Padre la sera del Giovedì Santo. Abbagliato dalla Trasfigurazione, vide la realtà di questo falegname a cui si era donato: il Messia che adempie la Legge e i Profeti, e ancora di più: „Questi è il mio Figlio prediletto, ascoltatelo!”
Questo non gli impedì di arrabbiarsi con Gesù quando questi annunciò che il suo ingresso a Gerusalemme sarebbe stato un ingresso al Calvario. „È impossibile…” e Gesù lo chiamò persino „Satana”, aggiungendo: „Vai dietro a me”, affinché Pietro lo seguisse, come era stato chiamato al lago. Pietro porterà il suo triplice rinnegamento nel cortile di Caifa, ma anche la sua triplice confessione d’amore sulle rive del lago, il luogo privilegiato in cui aveva vissuto per tanti anni. „Mi ami più di costoro?” E da allora in poi sentirà la richiesta che ne deriva: „Sii pastore. Conferma i tuoi fratelli!”.
Il viaggio di Paolo fu completamente diverso dalla via di Damasco, dove fu colpito e accecato. Pietro sentì il Signore dirgli: „Chi dite che io sia?”. È Paolo a chiedere allo straniero che lo colpisce: „Chi sei?”.
Colui contro cui aveva combattuto gli viene rivelato come il Risorto, vivente nella comunità dei primi discepoli. „Io sono Gesù, che tu perseguiti”. Paolo non incontrò mai Gesù, il Figlio di Dio incarnato. La Trasfigurazione sul Tabor è per lui la rivelazione della via di Damasco.
E questo mistero dell’Incarnazione di Gesù nella Chiesa, Corpo Mistico di Cristo, così rivelato, sarà il cuore stesso di tutta la predicazione dell’Apostolo. Paolo vive la Resurrezione del Signore nella realtà della Chiesa.

DUE PERSONALITÀ
Pietro è un tuttofare, un realista, che sa riparare reti rotte e osservare il cielo per decidere se gettarle. Non esita a farlo notare a Gesù quando gli viene detto di gettarle dopo una notte infruttuosa. „Ma se tu lo dici…”, anche se sei un falegname che sa più di legno che di correnti di un lago.
Pietro è un uomo impulsivo, quasi sconsiderato. È troppo veloce ad accusare i contadini che rifiutano Gesù, o a sguainare la spada nell’Orto degli Ulivi. Non giudica le proprie forze quando dichiara: „Anche se tutti ti abbandonassero, io no”. Esita ancora la mattina di Pasqua, nonostante abbia visto il sepolcro vuoto.
Ed è su di lui che Gesù conterà i primi passi della sua Chiesa. Questo dimostra che, anche se abbiamo i nostri limiti e le nostre debolezze, il Signore sa come usarli e superarli quando ci sceglie.
Paolo è completamente diverso. È un fariseo; ha studiato la Legge e i Profeti. Pur donandosi completamente a Cristo, che lo ha sconfitto una volta per tutte, conosce anche le sue debolezze. „Ti basta la mia grazia”, ​​gli disse Gesù. E nella sua debolezza loda la potenza di Dio.
È uno che opera. Si mette in cammino per le strade dell’impero. Tutti questi viaggi sono volti a realizzare la richiesta di Cristo: „Andate e ammaestrate tutte le nazioni”. Si potrebbe persino dire che Pietro fu mosso dallo Spirito quando convertì il centurione Cornelio. E che Paolo si lasciò guidare da esso, come amava dire ai Romani.
Nella sua prospettiva evangelica, voleva visitare i cristiani a Roma e approfittò del suo arresto a Gerusalemme per essere condotto lì dalle guardie imperiali.

LA STESSA TESTIMONIANZA
E potremmo continuare all’infinito. Dobbiamo leggere le lettere di San Paolo e di San Giovanni e di Pietro, dando loro un volto e tenendo conto della psicologia di entrambi. Cristo e lo Spirito li hanno plasmati, scolpiti, per così dire. Il loro viaggio interiore attraverso gli eventi della loro vita traspare da questi testi, che sono per noi tante scoperte spirituali. Qualunque sia il nostro carattere, il nostro temperamento, il nostro essere, dobbiamo imparare da loro ciò che ciascuno esprime a modo suo:

„Ciascuno di voi metta a frutto il dono speciale che Dio gli ha dato per il bene degli altri” (1 Pietro 4:10). “Perché Cristo Gesù ha voluto mostrare in me, il più grande dei peccatori, ogni pazienza verso quelli che credono in lui”.

____

Feast of the Saints Peter and Paul

Today, the feast of the saint replaces the Sunday liturgy. But the place of the holy apostles Peter and Paul is completely unique. Both are pillars of the Church. They are inseparable and for centuries the Roman liturgy has never celebrated one without the feast of the other nearby. When the bishops of the world come to Rome to thus mark their unity, they come as pilgrims, on a visit „ad limina”, which means to the tomb of the two apostles.

Instead of commenting on the texts of today’s liturgy, we have decided to consider some aspects of these two personalities who are the „pillars” of the Church.

TWO WAYS OF FAITH
Peter sought his way and it was with John the Baptist that he met Jesus on the banks of the Jordan, already marked by the expectation of the Messiah, of whom John presented himself as the Forerunner. „Another will come…” And when he was called, he followed Jesus, because his brother Andrew led him.

For three years he shared the daily life of the Son of God among the people. In simpler terms, Peter experienced the Incarnation. He woke up this Jesus while the boat was rocked by the storm and the wind of the lake. He admired Him during this or that healing and on the day of the multiplication of the loaves.

He heard the sermon on the bread of life, just as he heard Christ speaking to the Father on the evening of Holy Thursday. Dazzled by the Transfiguration, he saw the reality of this carpenter to whom he had given himself: the Messiah who fulfills the Law and the Prophets, and even more: „This is my beloved Son, listen to him!”

This did not stop him from being angry with Jesus when the latter announced that his entry into Jerusalem would be an entry to Calvary. „It is impossible…” and Jesus even called him „Satan”, adding: „Get behind me”, so that Peter would follow him, as he had been called to the lake.
Peter will carry his triple denial to the courtyard of Caiaphas, but also his triple confession of love to the shores of the lake, the privileged place where he had lived for so many years. “Do you love me more than these?” And from then on he will feel the resulting demand: “Be a shepherd. Strengthen your brothers!”
Paul’s journey was completely different from the road to Damascus, where he was struck down and blinded. Peter heard the Lord say to him, “Who do you say that I am?” It is Paul who asks the stranger who strikes him down, “Who are you?”

The one he fought against is revealed to him as the risen one, living in the community of the first disciples. “I am Jesus, whom you are persecuting.” Paul never met Jesus, the incarnate Son of God. The Transfiguration on Tabor is for him the revelation of the road to Damascus.
And this mystery of the Incarnation of Jesus in the Church, the Mystical Body of Christ, revealed in this way, will be the very heart of the entire preaching of the Apostle. Paul experiences the Resurrection of the Lord in the reality of the Church.

TWO PERSONALITIES
Peter is a handyman, a realist, who knows how to mend torn nets and observe the sky in order to decide whether to cast the nets. He does not hesitate to point this out to Jesus when he is told to cast them after a fruitless night. „But if you say so …”, even though you are a carpenter who knows more about wood than the currents of a lake.

Peter is an impulsive, almost thoughtless man. He is too quick to accuse the peasants who reject Jesus, or to draw his sword in the Garden of Olives. He does not judge his own strength when he declares: „Even if all others abandon you, not I.” He still hesitates on Easter morning, despite having seen the empty tomb.

And it is on him that Jesus will count the first steps of his Church. This just goes to show that even if we have our limitations and weaknesses, the Lord knows how to use them and overcome them when He chooses us.

Paul is completely different. He is a Pharisee; he studied the Law and the Prophets. While he gives himself completely to Christ, who defeated him once and for all, he also knows his weaknesses. “My grace is sufficient for you,” Jesus told him. And in his weakness he praises the power of God.

He is a doer. He sets out on the roads of the empire. All these journeys are aimed at fulfilling Christ’s request: “Go and teach all nations.” One could even say that Peter was moved by the Spirit when he converted the centurion Cornelius. And that Paul allowed himself to be led by it, as he liked to tell the Romans.

In his evangelical perspective, he wanted to visit the Christians in Rome and used his arrest in Jerusalem to be taken there by the imperial guards.

THE SAME TESTIMONY
And we could go on and on. We need to read the letters of St. Paul and St. John. Peter, giving them a face and considering the psychology of both. Christ and the Spirit shaped them, sculpted them, so to speak. Their inner journey through the events of their lives shines through these texts, which are so many spiritual revelations for us. Whatever our character, our temperament, our being, we must learn from them what each expresses in his own way: „Let each of you use the special gift that God has given you for the good of others” (1 Pet. 4:10) „For Christ Jesus was willing to show in me, the greatest of sinners, all patience for those who believe in him.”

____

(Głównym bohaterem opowieści jest chłopiec imieniem Ziutek, który za sprawą tajemniczej bramki poboru opłat udaje się w podróż. Podczas tej wyprawy trafimy razem z nim do Libii i innych tajemniczych krain, dzięki którym Ziutek odkryje, że życie nie jest nudne, a zdobywanie wiedzy wojskowej może być fascynujące, autor)

Stanisław Barszczak, Sułkowski i inni (dla młodzieży)

Wprowadzenie

To są ludzie, jakich dotąd świat nie widział, i nauka, o jakiej dotąd świat nie słyszał. Oni są ważną częścią polskiej, tej ziemi. Życie Polaków, my go nie odrodzim choćby dlatego, że w czasach Nerona człowiek jest jako motyl: żyje w słońcu łaski, a przy pierwszym chłodnym powiewie ginie? Mój pożar Troi nie dość świeci, mój ogień nie dość parzy. Myślałem jednak, że gdy wyrównam Homerowi, to wystarczy. Pewna nieśmiałość i małe rozumienie o sobie przeszkadzały mi zawsze. Oto, gdy rzeźbiarz chce stworzyć postać boga, szuka sobie wzoru, jam zaś nie miał wzoru. Nie widziałem nigdy płonącego miasta i dlatego w opisie moim brak prawdy. Życie samo w sobie byłoby niezłe, gdyby nie Miedzianobrody. Dzięki jemu człowiek czasem brzydzi się samym sobą. Próżno uważać walkę o jego łaski za jakiś wyścig cyrkowy, za jakąś grę, za jakieś zapasy, w których zwycięstwo schlebia miłości własnej. Przez jakie okno wygląda dziecko XXI wieku? Przez jakie okno wyglądał Józef Sułkowski?

I

Ta historia prawdopodobnie zaczęła się z stryjem, ordynatem rydzyńskim księciem Augustem Sułkowskim, którego Józef był wychowankiem. Ale po kolei, chciałbym bowiem opowiedzieć wam jedyną historię. Urodzony na Węgrzech w miejscowość Raab 18 stycznia 1773, Ziutek Sułkowski był synem grafa Teodora Sułkowskiego, pułkownika wojsk cesarskich, i Węgierki Julii Quelisk. Wychowany przez stryja, w dniu 1 stycznia 1783 roku rozpoczął, jako kadet, służbę w 10 Regimencie Pieszym Koronnym. 1 kwietnia 1784 roku awansował tam na podchorążego, następnie 29 grudnia tegoż roku na chorążego. 15 maja 1786 roku awansował na porucznika, a 16 czerwca 1791 roku na kapitana. Mimo arystokratycznego pochodzenia Konstytucję 3 maja uważał za „nieśmiałą, niepełną, zbyt ustępliwą wobec kastowych uprzedzeń i wstecznych wyobrażeń szlachty”. Uczestniczył w wojnie polsko-rosyjskiej w 1792 roku, jako jeden z pierwszych został odznaczony nowo ustanowionym orderem Virtuti Militari za męstwo okazane podczas obrony przeprawy mostowej podczas bitwy pod Zelwą. Generał Michał Zabiełło tak pisał o nim do króla: Kapitan Sułkowski na czele strzelców służył… Pełen brawury i zdolności. W ostatniej rozprawie… zatrzymał i odrzucił od mostu więcej niż 400 kozaków trzydziestoma strzelcami. Zawsze się naraża. Oficer ten młody, bardzo świetny na wojnie i daje największe nadzieje. Po zakończeniu wojny polsko-rosyjskiej w 1792 wyjechał do Francji, gdzie od rewolucyjnego rządu francuskiego otrzymał misję dyplomatyczną do Turcji. Misji tej jednak nie wypełnił, gdyż dowiedziawszy się o wybuchu insurekcji kościuszkowskiej w 1794 roku, przekradł się z powrotem do kraju, aby stanąć do walki. Przybył za późno, gdyż powstanie już upadało. Po krótkim udziale w ostatnich walkach ponownie wyjechał do Francji. Od 1793 r. nazywany obywatelem Republiki Francuskiej. We Francji udało mu się wstąpić do armii francuskiej w stopniu kapitana i otrzymać przydział do generała Berthiera w północnych Włoszech. Traktowany z nieufnością, przez pierwsze miesiące służby w Armii Włoch był odsuwany od pracy sztabowej i wysyłany do walki. Wyróżniwszy się walecznością podczas ataku na czele trzystu grenadierów na redutę San Giorgio i zdolnościami taktycznymi w czasie kampanii włoskiej w 1796 roku, Sułkowski został zauważony przez Napoleona, który mianował go swoim adiutantem. W bitwie pod Arcole został poważnie ranny, ratując życie Napoleona. Po zakończeniu kampanii włoskiej powrócił do Paryża, gdzie zajął się organizowaniem biblioteki wojskowej dla Bonapartego. Wszedł w spór z Janem Henrykiem Dąbrowskim na tle listy obsady oficerskiej Legionów Polskich we Włoszech, w którym Napoleon wziął stronę Dąbrowskiego. Chcąc odzyskać utraconą pozycję u Napoleona, odrzucił ofertę nowego wodza Armii Włoch, generała André Massény, który zamierzał mianować go szefem swojego sztabu głównego. W 1798 roku otrzymał nominację na brygadiera i wyruszył z Napoleonem na wyprawę do Egiptu. Po drodze do Egiptu Sułkowski jako jeden z pierwszych wdarł się na mury twierdzy na Malcie. Brał udział w kilku bitwach (m.in. podczas oblężenia Aleksandrii i w bitwie pod piramidami), odnosząc rany. Za odwagę wykazaną podczas bitwy pod Salkeyeh Napoleon awansował go z szefa szwadronu na szefa brygady, co oznaczało zamianę szlifów kapitana na dystynkcje pułkownika. Po podleczeniu ran Sułkowski został przydzielony przez Napoleona do zadań cywilnych w Instytucie Egipskim; zajmował się organizacją sądów i oświatą. Zginął 22 października 1798 roku, gdy wracając ze zwiadu, na przedmieściach Kairu został zaatakowany przez oddział powstańczy. Aby uczcić jego pamięć, Napoleon nazwał imieniem Sułkowskiego jeden z fortów pod Kairem. Jego nazwisko też zostało wpisane na kolumnie południowej Łuku Triumfalnego w Paryżu. Nazwę Przylądek Sułkowskiego (ros. Мыс Сулковского) nosi północny cypel Wyspy Miedzianej należącej do Wysp Komandorskich, na wschód od Kamczatki, na Morzu Beringa. W swym raporcie dla Dyrektoriatu Napoleon Bonaparte napisał: Mój adiutant Sułkowski, przeprowadzając rankiem 1 Brumaire’a rozpoznanie ruchów nieprzyjacielskich w okolicach Kairu, został w drodze powrotnej napadnięty przez całą ludność przedmieścia. Po poślizgnięciu się konia Sułkowski poniósł okrutną śmierć. Był to oficer największych nadziei.

II

Józef Sułkowski był jednym z nas. Egipt stał się ukoronowaniem jego kariery w armii cesarskiej. Nigdy nie zapomniał słów pewnego Egipcjanina: – Ramzes II – wielki faraon, panie. Dużo budował. Dużo walczył, panie. Ramzes II był all right. Tymczasem smutny urzędnik konsulatu zajął się jego bagażem. Był to jakiś dziwny typ. Mimo gorąca nosił grubą jesionkę, a szyję otuloną miał ciepłym szalem. Po odebraniu waliz od celników zagadnął Józefa niespodziewanie: – A słyszał pan o kozaku Jemielianie Pugaczowie z Uralu? – Skąd? Przeraził się. – Nie mam wiadomości na ten temat. Gdzie Ural, a gdzie Egipt? – W Egipcie? A tak, w Egipcie takie wieści są niepotrzebne – skrzywił się płaczliwe Józef. – Bardzo przepraszam, to moje roztargnienie! Ale widzicie, ja jestem w Egipcie dopiero od kilku dni. Przedtem przez trzy lata pracowałem w bibliotece wojskowej. We Francji, tam w ogóle było życie. A tu… – i smutny człowieczek beznadziejnie machnął ręką. Józef od razu poszedł spać. Od dłuższego czasu czuł się zawsze przeziębiony. Tymczasem wspomniał minione lata z rozrzewnieniem. Wiele słyszał o tym, że po buncie w Siemionowskim pułku gwardii rosyjskiej rozgniewany i przestraszony cesarz całą gwardię pieszą przegnał z Petersburga na Litwę. W wyniku tego posunięcia Wilno zaroiło się od buńczucznych, pięknie wystrojonych i często utytułowanych oficerów gwardyjskich. Akademicy od pierwszej chwili ustosunkowywali się od przybyszów bardzo niechętnie. Trzeba przyznać, że jedną z głównych przyczyn tej niechęci było ogromne powodzenie, jakimi niektórzy gwardziści cieszyli się u wileńskich panien. „Młodzież akademicka zażalona, że znaczna część płci pięknej zaczęła się skłaniać więcej do oficerów niż do nich, umyśliła wymówić to pannom publicznie – wspomina jeden z Filaretów – Nie pomnę z czyjej inicjatywy uprojektowano w tym celu maskaradową maskę, która składała się ze czterech osób: z krawca, niosącego pod pachą gwardyjski mundur, od którego guziki i hafty na zewnątrz świeciły, i trzech biegnących panien, do których długich nosów przyczepione trzy-łokciowej długości sznurki drogimi końcami były przymocowane do haftów i guzików mundurowych; na plecach krawca papier z napisem: „Za mundurem panny sznurem”. Prześliczne byłyby biografie szwoleżerów 1 Pułku Gwardii Cesarskiej opowiedziane na tle epoki wojen napoleońskich, może kiedyś ten temat jeszcze poruszę z wami. A dzisiaj opowiem wam o Ziutku, kadecie, który Warszawę pokochał w jej magicznym wymiarze.

III

Był to chłopiec, który nie wiedział, co ma ze sobą począć. Nie wiedział tego nigdy, a nie tylko chwilami. Kiedy był w szkole, chciał się z niej wyrwać, a gdy tylko mu się to udawało, natychmiast pragnął do niej wrócić. W drodze do szkoły myślał o powrocie do domu, a kiedy do niego wracał, robiło mu się w nim ciasno. Zawsze i wszędzie marzył o tym, żeby się znaleźć gdzie indziej, a gdy udawało mu się tam dotrzeć, nie rozumiał, po co w ogóle ruszał się z miejsca. Właściwie nic go nie ciekawiło, a już najmniej ciekawiły go szkolne obowiązki. – Mam wrażenie, że prawie wszystko jest stratą czasu – stwierdził pewnego dnia, wracając w ponurym nastroju ze szkoły. – Po co mam się uczyć rozwiązywania bezużytecznych zadań, odejmować buraki od buraków albo dowiadywać się, gdzie leży Etiopia, albo jak się pisze „wrzesień”. A ponieważ nikt się nie pofatygował, żeby z nim to przedyskutować, Ziutek uznał poszukiwanie wiedzy za największą stratę czasu. I gdy wraz ze swoimi niewesołymi myślami spieszył przed siebie (choć bowiem nigdy nie pragnął znaleźć się tam, dokąd zmierzał, lubił jak najprędzej docierać do celu), zdumiewał się, że świat – taki niby ogromny – wydaje się czasem mały i pusty. – A najgorsze – dodał ze smutkiem – że zupełnie nie mam co robić, nigdzie mi się nie chce iść i niczego oglądać. Tę ostatnią myśl podkreślił tak głębokim westchnieniem, że ćwierkający nieopodal wróbel umilkł i czmychnął do gniazda, do rodziny. Ziutek szybko mijał stojące wzdłuż ulicy budynki i pełne klientów sklepy, nie zatrzymując się ani nie podnosząc wzroku, toteż w parę minut dotarł do domu, przebiegł przez hol, skoczył na schody (pierwsze piętro, drugie, trzecie, i czwarte i – hop! – za próg), otworzył drzwi mieszkania, popędził do swojego pokoju, zupełnie zniechęcony padł na fotel i cicho mruknął: – Kolejne długie popołudnie. Omiótł posępnym spojrzeniem wszystkie swoje rzeczy. Książki, których nie chciało mu się czytać, narzędzia, którymi nie nauczył się posługiwać, pojazd którym nie jeździł od kilku miesięcy (a może lat?) oraz setki innych zabawek i gier, kijów i piłek, okruchów i strzępków porozrzucanych po pokoju. I nagle pod ścianą, tuż obok gramofonu zobaczył coś, czego na pewno nigdy nie widział. Kto mógł podrzucić taką wielgachną paczkę, i to bardzo dziwną? Nie całkiem kwadratową, ale na pewno nie okrągłą? Co się tyczy rozmiarów, paczka wydawała się większa niż większość dużych paczek umiarkowanej wielkości, jakie Ziutek w życiu widział. Z boku przytwierdzono jaskrawoniebieską kopertę z krótkim napisem: „Dla Ziutka, który ma mnóstwo czasu”. Jeżeli dostaliście kiedyś niespodziewaną paczkę, to oczywiście potraficie sobie wyobrazić zdumienie i ekscytację Ziutka. A jeżeli nigdy takiej paczki nie dostaliście, to uważajcie, bo pewnego dnia możecie ją dostać. – Dziś raczej nie mam urodzin – zastanawiał się chłopiec. – Do Gwiazdki jest jeszcze chyba parę miesięcy, a ja ostatnio nie byłem grzeczny, ani szczególnie, ani w ogóle. – Nawet sam przed sobą musiał to przyznać. – Prezent pewnie i tak mi się nie spodoba, ale skoro nie wiem, skąd przybył, nie mam jak go odesłać. Dość długo się nad tym zastanawiał, nim rozciął kopertę, a i wtedy zrobił to tylko z uprzejmości. „Autentyczna bramka do poboru myta” – brzmiały pierwsze słowa, a niżej napisano: „Łatwa do złożenia w domu, przeznaczona dla tych, co nigdy nie podróżowali po odległych krajach”. – Od czego odległych? – zadał sobie pytanie Ziutek, czytając dalej. Niniejsza paczka zawiera, co następuje: Jedną (1) autentyczną bramkę do poboru myta, którą należy zmontować zgodnie z instrukcją. Trzy (3) znaki ostrzegawcze do zastosowania w sposób ostrzegawczy. Rozmaite monety do płacenia myta. Jedną (1) mapę, aktualną i starannie narysowaną przez mistrzów kartografii, przedstawiającą rysy krajobrazu, zarówno naturalne, jak i będące dziełem człowieka. U dołu wydrukowano drobnymi literami ostatnie zdanie: „Nie gwarantujemy efektów, lecz jeśli klient nie uzyska pełnej satysfakcji, zmarnowany czas zostanie mu zwrócony”. Posłuszny instrukcji, która kazała mu tu naciąć, tam podnieść, a jeszcze gdzie indziej zagiąć i podwinąć, Ziutek wkrótce bramkę rozpakował i umieścił na stelażu. Wstawił okna i przytwierdził dach z wystającymi na boki okapami, po czym zawiesił pojemnik na monety. Całość mocno przypominała bramki- łuki, które widywał podczas rodzinnych wycieczek, ale oczywiście była dużo mniejsza, no i fioletowa. „Dziwny prezent” – pomyślał chłopiec. – „Mogli chociaż przysłać z nim autostradę, bo bez niej jest bardzo niepraktyczny”. Nie miał jednak akurat w tamtej chwili żadnego innego pomysłu na zabawę, więc ustawił trzy znaki ostrzegawcze: Zwolnij przed bramką, odlicz pieniądze, pamiętaj o celu podróży. A potem wolno rozwinął mapę. Była ona rzeczywiście piękna, wielobarwna, przedstawiała zaś główne drogi, rzeki i morza, miasta i miasteczka, góry i doliny, skrzyżowania i objazdy oraz miejsca godne uwagi ze względu na ich urodę i znaczenie historyczne. Sęk w tym, że Ziutek nigdy nie słyszał o żadnym z tych miejsc i nawet ich nazwy brzmiały nader osobliwie. – Chyba nie istnieje taki kraj – stwierdził, uważnie przestudiowawszy mapę. – Ale mniejsza o to. Zamknął oczy i dotknął mapy palcem. – Libia – przeczytał pomału, kiedy zobaczył, w co trafił jego palec. – Niech będzie, równie dobrze mogę pojechać tam, jak gdzie indziej. Przeszedł przez pokój i starannie wytarł wakat (jego wiejski pojazd konny) z kurzu. Wziął mapę i książkę przepisów, wskoczył do pojazdu i z braku lepszych zajęć wolno podjechał do bramki. Kiedy wrzucił monetę i przejechał przez bramkę, pomyślał melancholijnie: „Oby to była ciekawa zabawa, bo inaczej czeka mnie okropnie nudne popołudnie”. Zanim się połapał, już pędził nieznaną wiejską drogą, a gdy się obejrzał za siebie, nie zobaczył bramki, swojego pokoju ani nawet domu. To, co zaczęło się na niby, stało się nieodparcie rzeczywiste. „Jaka dziwna rzecz mnie spotkała – pomyślał Ziutek (i wy pewnie też tak teraz myślicie). – To dużo poważniejsza zabawa, niż mi się zdawało, skoro jadę drogą, której nigdy nie widziałem, do miejsca, o którym nigdy nie słyszałem, a to wszystko z powodu bramki, która wzięła się znikąd. Bardzo się cieszę, że trafiła się piękna pogoda, w sam raz na podróż” – stwierdził optymistycznie, bo tylko to jedno nie ulegało wątpliwości. Słońce skrzyło, niebo było bezchmurne, a wszystkie kolory wydawały się soczyste i jaskrawe jak nigdy. Kwiaty lśniły jak świeżo umyte i wypolerowane, a wysokie drzewa wzdłuż drogi mieniły się srebrzystą zielenią. Witamy w Libii – oznajmiły starannie wypisane litery na tablicy, która wisiała na przydrożnym domku. Informacji, przepowiedni i rad życzliwie udzielamy, zaparkuj i zatrąb. Ledwie Ziutek nacisnął klakson, z domku wybiegł człowieczek w długim płaszczu, mówiąc najszybciej, jak potrafił, i powtarzając wszystko po kilka razy: – Ho, ho, ho, ho, ho! Witaj, witaj, witaj, witaj w Libii, w Libii, w Libii. Niewielu gości miewamy ostatnimi czasy; ostatnio mamy doprawdy niewielu gości. Czym mogę służyć? Jestem furmanem. Tak to przynajmniej usłyszał Ziutek. – Czy to właściwa droga do Libii? – zapytał Ziutek, nieco przytłoczony tak wylewnym powitaniem… Po chwili niczym na jawie ujrzał Kasię z udanego dzieciństwa, która brnęła przez szare przestworza Warszawy w stronę Belwederu. Krople, pierwszego wiosennego deszczu, melodyjnie uderzały o krawężnik. Kosmyki włosów dziewczyny niemiłosiernie lepiły jej się do twarzy, niszcząc przy tym cały urok nowej fryzury. Zwolniła kroku. Zawsze, jak tylko mogła, odwlekała przybycie do domu. Lekkie pokapywanie deszczu zamieniło się w trudny do zniesienia łomot.

Zakończenie

Józef Sułkowski uczestniczył w wojnie polsko-rosyjskiej w 1792 roku, jako jeden z pierwszych został odznaczony nowo ustanowionym orderem Virtuti Militari za męstwo okazane podczas obrony przeprawy mostowej podczas bitwy pod Zelwą. Generał Michał Zabiełło tak pisał o nim do króla: Kapitan Sułkowski na czele strzelców służył… Pełen brawury i zdolności. W ostatniej rozprawie… zatrzymał i odrzucił od mostu więcej niż 400 kozaków trzydziestoma strzelcami. Zawsze się naraża. Oficer ten młody, bardzo świetny na wojnie i daje największe nadzieje. Po latach wspomniał kapitana Sułkowskiego w pieśni Julian Ursyn Niemcewicz, od siebie w rozmowie dodając następujący napoleoński epizod. W pierwszy dzień Świąt Bożego Narodzenia dotarły do Warszawy szczątki Korpusu Polskiego, prowadzone przez piątego z kolei dowódcę, generała „Stasia” Potockiego. Z przeszło trzydziesto tysięcznej „reprezentacji narodowego wojska” ocalało zaledwie czterystu żołnierzy. Ta garstka bohaterów, szczególnie ciężko doświadczonych przez straszną kampanię, zdołała dowlec do stolicy czterdzieści armat, ciągnąc je często z braku koni własnymi rękami. Tragiczny oddział pomaszerował wprost do pałacu Pod Blachą, aby zameldować swoje przybycie naczelnemu wodzowi. Poniatowski nie mógł jeszcze chodzić o własnych siłach, kazał więc wynieść się z fotelem na dziedziniec przed pałacem. Tam rozegrała się jedna z najsmutniejszych, a zarazem najpiękniejszych scen w dziejach wojska polskiego. Bosi, obdarci, nieludzko wyczerpani żołnierze, widząc strapienie ulubionego wodza, zaczęli go na wszelkie sposoby pocieszać. Składali u jego stóp poszarpane orły nie istniejących już pułków, mówili mu o uratowanych armatach, zapewniali go o swej niezłomnej wierności i zapale do dalszej walki. „Książę Józef zalał się łzami i słowa przemówić nie mógł” – wspomina naoczny świadek tego spotkania. Kochani młodzi przyjaciele. Życie i brawura Józefa Sułkowskiego jest mi szczególnie bliska. Jest jak „Dom matki” z Związku ulicy Orła Białego 36 w miasteczku z udanego dzieciństwa. Teraz powinienem jeździć do Nałęczowa, na podreperowanie słabego zdrowia. Ale Dom odzyskanego dzieciństwa nigdy nie odejdzie z pamięci niżej podpisanego. Wierzę gorąco, że dzisiaj pójdę późno spać, a wy także ze mną, z uwagi na tę właśnie opowieść.

____

(The main character of the story is a boy named Ziutek, who, thanks to a mysterious toll booth, goes on a journey. During this expedition, we will go with him to Libya and other mysterious lands, thanks to which Ziutek will discover that life is not boring, and that gaining military knowledge can be fascinating, author)

Stanisław Barszczak, Sułkowski and others (for young people)

Introduction

These are people the world has never seen before, and science the world has never heard of. They are an important part of this Polish land. The life of Poles, we will not regenerate it, if only because in the times of Nero, man is like a butterfly: he lives in the sun of grace, and at the first cool breeze he dies? My fire of Troy does not shine enough, my fire does not burn enough. However, I thought that if I equal Homer, it would be enough. A certain shyness and little understanding of myself have always hindered me. Here, when a sculptor wants to create a figure of a god, he looks for a model, and I had no model. I have never seen a burning city, and that is why my description lacks truth. Life itself would be quite good, if not for Bronzebeard. Thanks to him, a person sometimes becomes disgusted with himself. It is vain to consider the fight for his favor as some circus race, some game, some wrestling, in which victory flatters one’s self-love. Through what window does a child of the 21st century look? Through what window does Józef Sułkowski look?

I

This story probably began with his uncle, the Rydzyna entailee, Prince August Sułkowski, whose pupil Józef was. But first things first, because I would like to tell you one story. Born in Hungary in the town of Raab on January 18, 1773, Ziutek Sułkowski was the son of Count Teodor Sułkowski, a colonel in the imperial army, and a Hungarian woman, Julia Quelisk. Raised by his uncle, on 1 January 1783 he began his service as a cadet in the 10th Crown Infantry Regiment. On 1 April 1784 he was promoted to officer cadet, then on 29 December of the same year to ensign. On 15 May 1786 he was promoted to lieutenant, and on 16 June 1791 to captain. Despite his aristocratic origins, he considered the Constitution of 3 May to be „timid, incomplete, too compliant towards caste prejudices and backward ideas of the nobility”. He took part in the Polish-Russian War in 1792, and was one of the first to be awarded the newly established Virtuti Militari order for bravery shown during the defence of the bridge crossing during the Battle of Zelwa. General Michał Zabiełło wrote about him to the king: Captain Sułkowski served at the head of the riflemen… Full of bravado and skill. In the last battle… he stopped and threw back more than 400 Cossacks with thirty riflemen. He always exposes himself. This officer is young, very excellent in war and gives the greatest hope. After the end of the Polish-Russian War in 1792, he left for France, where he received a diplomatic mission to Turkey from the revolutionary French government. However, he did not fulfill this mission, because after learning about the outbreak of the Kościuszko Uprising in 1794, he sneaked back to the country to fight. He arrived too late, because the uprising was already collapsing. After a short participation in the last battles, he left for France again. Since 1793, he was called a citizen of the French Republic. In France, he managed to join the French army in the rank of captain and was assigned to General Berthier in northern Italy. Treated with distrust, during his first months of service in the Army of Italy he was removed from staff work and sent into combat. Having distinguished himself with bravery during the attack at the head of three hundred grenadiers on the San Giorgio redoubt and with tactical skills during the Italian campaign in 1796, Sułkowski was noticed by Napoleon, who appointed him his adjutant. He was seriously wounded in the Battle of Arcole, saving Napoleon’s life. After the end of the Italian campaign he returned to Paris, where he took up organizing a military library for Bonaparte. He entered into a dispute with Jan Henryk Dąbrowski over the officer list of the Polish Legions in Italy, in which Napoleon sided with Dąbrowski. Wanting to regain his lost position with Napoleon, he rejected the offer of the new commander of the Army of Italy, General André Masséna, who intended to appoint him as the head of his general staff. In 1798, he was promoted to brigadier and set off with Napoleon on an expedition to Egypt. On the way to Egypt, Sułkowski was one of the first to scale the walls of the fortress in Malta. He took part in several battles (including the siege of Alexandria and the Battle of the Pyramids), sustaining wounds. For his courage during the Battle of Salkeyeh, Napoleon promoted him from squadron leader to brigadier leader, which meant exchanging his captain’s epaulets for the rank of colonel. After his wounds were healed, Sułkowski was assigned by Napoleon to civilian duties at the Egyptian Institute; he was responsible for organizing courts and education. He died on October 22, 1798, when, returning from a reconnaissance mission, he was attacked by an insurgent unit on the outskirts of Cairo. To honor his memory, Napoleon named one of the forts near Cairo after Sułkowski. His name was also inscribed on the southern column of the Arc de Triomphe in Paris. The name Sułkowski Cape (Russian: Мыс Сулковского) is given to the northern headland of Copper Island, which belongs to the Commander Islands, east of Kamchatka, in the Bering Sea. In his report to the Directory, Napoleon Bonaparte wrote: My adjutant Sułkowski, conducting reconnaissance of enemy movements in the vicinity of Cairo on the morning of 1 Brumaire, was attacked on his way back by the entire population of the suburb. After his horse slipped, Sułkowski suffered a cruel death. He was an officer of the greatest hopes.

II

Joseph Sułkowski was one of us. Egypt became the crowning achievement of his career in the imperial army. He never forgot the words of a certain Egyptian: – Ramses II – the great pharaoh, sir. He built a lot. He fought a lot, sir. Ramses II was all right. In the meantime, the sad consulate official took care of his luggage. He was some kind of strange guy. Despite the heat, he wore a thick coat and had a warm scarf wrapped around his neck. After receiving the bags from the customs officers, he asked Joseph unexpectedly: – Have you heard about the Cossack Yemelyan Pugachev from the Urals? – Where from? He was terrified. – I have no news on that subject. Where are the Urals and where are Egypt? – In Egypt? Oh yes, in Egypt such news is unnecessary – Joseph grimaced tearfully. – I am very sorry, it is my absent-mindedness! But you see, I have only been in Egypt for a few days. Before that, I worked in a military library for three years. In France, there was life there. And here… – and the sad little man waved his hand hopelessly. Joseph went to bed immediately. For a long time he had always felt cold. In the meantime, he recalled the past years with fondness. He had heard a lot about how, after the mutiny in the Semyonovsky regiment of the Russian guard, the angry and frightened emperor had driven the entire infantry guard from Petersburg to Lithuania. As a result of this move, Vilnius was swarming with arrogant, beautifully dressed and often titled guard officers. From the first moment, the academics were very reluctant to accept the newcomers. It must be admitted that one of the main reasons for this reluctance was the great success that some of the guardsmen enjoyed with the young ladies of Vilnius. „The academic youth, complaining that a significant part of the fair sex had begun to lean more towards officers than towards them, decided to publicly say this to the young ladies,” recalls one of the Filaret brothers. „I don’t remember whose initiative was behind the design of the masquerade mask, which consisted of four people: a tailor, carrying a guardsman’s uniform under his arm, from which the buttons and embroidery were shining on the outside, and three running young ladies, to whose long noses three-elbow-long strings were attached with expensive ends to the embroidery and uniform buttons; on the tailor’s back a paper with the inscription: „Behind the uniform of the young lady, a string”. The biographies of the cavalrymen of the 1st Regiment of the Imperial Guard told against the background of the Napoleonic Wars would be lovely, maybe I will discuss this topic with you some other time. And today I will tell you about Ziutek, a cadet who fell in love with Warsaw in its magical dimension.

III

He was a boy who didn’t know what to do with himself. He never knew, and not just sometimes. When he was at school, he wanted to get out of it, and as soon as he managed to do so, he immediately wanted to go back. On the way to school, he thought about going home, and when he returned, it felt cramped. He always and everywhere dreamed of being somewhere else, and when he managed to get there, he didn’t understand why he moved at all. Actually, nothing interested him, and least of all his school duties. „I have the impression that almost everything is a waste of time,” he said one day, returning from school in a gloomy mood. „Why should I learn to solve useless problems, subtract beets from beets, or find out where Ethiopia is, or how to spell „September.” And since no one bothered to discuss it with him, Ziutek considered the search for knowledge to be the greatest waste of time. And as he hurried ahead with his gloomy thoughts (although he never wanted to be where he was going, he liked to reach his destination as quickly as possible), he was amazed that the world – so seemingly huge – sometimes seemed small and empty. “And the worst thing,” he added sadly, “is that I have absolutely nothing to do, I don’t want to go anywhere or see anything.” He emphasized this last thought with such a deep sigh that a sparrow chirping nearby fell silent and scuttled back to its nest, to its family. Ziutek quickly passed the buildings and shops full of customers along the street, without stopping or looking up, so in a few minutes he reached his house, ran through the hall, jumped on the stairs  (first floor, second, third, and fourth and – hop! – over the threshold), opened the apartment door, rushed to his room, completely discouraged, fell into an armchair and quietly muttered: „Another long afternoon.” He swept a gloomy glance at all his stuff. Books he didn’t feel like reading, tools he didn’t learn how to use, an electric car he hadn’t driven for months (or maybe years?) and hundreds of other toys and games, bats and balls, crumbs and shreds scattered around the room. And suddenly, by the wall, right next to the gramophone, he saw something he had definitely never seen. Who could have dropped off such a huge package, and a very strange one at that? Not quite square, but definitely not round? As for the size, the package seemed larger than most of the large, moderate-sized packages Ziutek had seen in his life. A bright blue envelope with a short inscription was attached to the side: „For Ziutek, who has plenty of time.” If you’ve ever received an unexpected package, you can of course imagine Ziutek’s surprise and excitement. And if you’ve never received a package like this before, watch out, because you might get it one day. „Today is probably not my birthday,” the boy wondered. „There are still a few months to Christmas, and I haven’t been very good lately, not particularly or at all.” He had to admit it even to himself. „I probably won’t like the gift anyway, but since I don’t know where it came from, I have no way of sending it back.” He thought about it for quite some time before he cut open the envelope, and even then he only did it out of politeness. „Authentic toll gate,” were the first words, and below it was written: „Easy to assemble at home, intended for those who have never traveled to distant countries.” „From what distant?” Ziutek asked himself, reading further. This package contains the following: One (1) authentic toll gate, which must be assembled according to the instructions. Three (3) warning signs to be used in a warning manner. Various coins for paying tolls. One (1) map, up-to-date and carefully drawn by masters of cartography, showing the features of the landscape, both natural and man-made. At the bottom, in tiny letters, was the final sentence: „We do not guarantee results, but if the customer is not completely satisfied, the wasted time will be refunded.” Obedient to the instructions, which told him to cut here, lift there, and fold and tuck somewhere else, a little Joseph soon unpacked the gate and placed it on the frame. He put in the windows and attached the roof with eaves protruding to the sides, then hung up the coin container. The whole thing strongly resembled the arched gates he had seen on family trips, but of course it was much smaller, and purple. „A strange gift,” the boy thought. „They could have at least sent a motorway with it, because without it it is very impractical.” However, he had no other idea for fun at that moment, so he set up three warning signs: SLOW DOWN BEFORE THE GATE COUNT OUT YOUR MONEY REMEMBER YOUR DESTINATION And then he slowly unfolded the map. It was indeed beautiful, multi-colored, and it showed main roads, rivers and seas, cities and towns, mountains and valleys, crossroads and detours, and places worthy of note for their beauty and historical significance. The problem was that Ziutek had never heard of any of these places and even their names sounded very strange. „I guess there is no such country,” he said, after carefully studying the map. „But never mind.” He closed his eyes and touched the map with his finger. „Libia” he read slowly when he saw what his finger had hit. „All right, I can just as well go there as anywhere else.” He crossed the room and carefully dusted the vacancy (his horse-drawn village vehicle). He took a map and a rule book, jumped into the vehicle and, for want of anything better to do, slowly drove up to the gate. When he threw in a coin and drove through the gate, he thought melancholy: „I hope this is interesting fun, or I’m in for a terribly boring afternoon.” Before he knew it, he was already racing down an unfamiliar country road, and when he looked back, he couldn’t see the gate, his room or even his house. What had started out as make-believe had become irresistibly real. „What a strange thing has happened to me,” thought Ziutek (and you probably think so too now). „This is much more serious fun than I thought, since I’m driving down a road I’ve never seen, to a place I’ve never heard of, and all because of a gate that came out of nowhere. I’m very glad the weather’s nice and just right for the trip,” he said optimistically, because that was the only thing he could be certain of. The sun was shining, the sky was cloudless, and all the colors seemed as juicy and bright as ever. The flowers shone as if freshly washed and polished, and the tall trees along the road shimmered with silvery green. WELCOME TO LIBYA – announced the carefully written letters on the board that hung on the roadside cottage. WE WILL KINDLY PROVIDE INFORMATION, PROPHESIES AND ADVICE. PARK AND HORN. As soon as Ziutek had pressed the horn, a man in a long coat ran out of the cottage, talking as fast as he could, repeating everything in
several times: – Ho, ho, ho, ho, ho! Welcome, welcome, welcome, welcome to Libya, Libya, Libya. We haven’t had many guests lately; we’ve had very few guests lately. What can I do for you? I’m a coachman. At least that’s how Ziutek heard it. – Is this the right way to Libya? – asked Ziutek, a bit overwhelmed by such an effusive greeting… After a moment, as if in a dream, he saw Kasia from her successful childhood, trudging through the gray expanse of Warsaw toward Belweder. Drops of the first spring rain were melodiously hitting the curb. The girl’s hair clung to her face mercilessly, ruining the charm of her new hairstyle. She slowed down. She always delayed her arrival home as long as she could. The light dripping of rain turned into an unbearable thud.

Conclusion

Joseph Sułkowski took part in the Polish-Russian War in 1792, and was one of the first to be awarded the newly established Virtuti Militari order for bravery shown during the defense of the bridge crossing during the Battle of Zelwa. General Michał Zabiełło wrote about him to the king: Captain Sułkowski served at the head of the riflemen… Full of bravado and skill. In the last battle… he stopped and threw back more than 400 Cossacks with thirty riflemen. He always put himself at risk. This young officer was very good at war and gave the greatest hope. Years later, Julian Ursyn Niemcewicz mentioned Captain Sułkowski in a song, adding the following Napoleonic episode from himself in conversation. On the first day of Christmas, the remains of the Polish Corps reached Warsaw, led by the fifth commander in succession, General „Staś” Potocki. Out of over thirty thousand „national army representatives”, only four hundred soldiers survived. This handful of heroes, particularly hard-pressed by the terrible campaign, managed to drag forty cannons to the capital, often pulling them with their own hands due to the lack of horses. The tragic unit marched straight to the Copper-Roof Palace to report their arrival to the commander-in-chief. Poniatowski could not yet walk on his own, so he ordered them to take him and his armchair to the courtyard in front of the palace. There, one of the saddest and most beautiful scenes in the history of the Polish army took place. Barefoot, ragged, inhumanly exhausted soldiers, seeing the distress of their favorite leader, began to comfort him in every way possible. They laid the tattered eagles of the no longer existing regiments at his feet, told him about the saved cannons, assured him of their unwavering loyalty and enthusiasm for further fighting. „Prince Józef burst into tears and could not say a word,” recalls an eyewitness to this meeting. Dear young friends. The life and bravado of Józef Sułkowski are particularly close to me. It is like the „Mother’s House” from the Union of Orła Białego Street 36 in the town of a successful childhood. Now I should go to Nałęczów to improve my poor health. But the House of Recovered Childhood will never leave the memory of the undersigned. I sincerely believe that I will go to bed late tonight, and you with me, because of this story.

_____

Stanisław Barszczak, Królewski Alchemik

(dla młodzieży)

I

Michał Sędziwój pierwsze nauki pobierał w szkole przyklasztornej w Krakowie. W 1590 roku wstąpił na uniwersytet w Lipsku, a w 1591 r. studiował na uniwersytecie w Wiedniu. W 1593 roku pojawił się w Pradze i wstąpił na służbę cesarza Rudolfa I.

Wkrótce zaczął uczestniczyć w alchemicznych praktykach cesarza i stał się ulubionym i zaufanym przyjacielem, mającym dostęp do władcy o każdej porze dnia i nocy.

Jako dworzanin cesarza wstąpił na uniwersytet w Altdorfie w roku 1595. Sędzimir odwiedzał także uniwerytety w Rostocku, Ingolsztacie i Cambridge, które to wizyty odbyły się w czasie służby u Rudolfa II.

W roku 1594 Sędzimir poślubił Weronikę Stiber. W tym czasie prowadził już bardzo aktywne życie, odwiedzając Hiszpanię, Włochy, Anglię i Francję.

Niezależnie od wymienionego stanowiska na dworze cesarskim, Sędzimir wstąpił także w roku 1595 na służbę u króla polskiego Zygmunta III jako sekretarz królewski. Dwór w Krakowie utrzymywał bardzo przyjazne stosunki z dworem cesarskim w Pradze, ponieważ żoną króla polskiego była Anna ze Styrii, kuzynka Rudolfa II.

W 1595 roku, gdy Sędzimir pokazywał królowi Zygmuntowi swe doświadczenia alchemiczne, nastąpiła eksplozja i część zamku wawelskiego stanęła w płomieniach, co podobno przyspieszyło decyzję króla o przenosinach stolicy do Warszawy.

W roku 1635, na krótko przed śmiercią, Sędziwój pojawił się na dworze cesarskim w Wiedniu. Próbował tam odzyskać swe należności, z racji na wielkie zasługi poczynione przez lata służby dla domu Habsburgów. Michał Sędziwój zmarł prawdopodobnie w czerwcu 1636 roku w Karwarzu i został pochowany w kościele Świętego Ducha w Opawie.

Córka Weronika umierając bezdzietnie w roku 1641 pozostawiła całą fortunę mężowi.

Syn Sędziwoja Krzysztof zginął w zamęcie wojny trzydziestoletniej.

II

A mogło być tak: Sędziwój prezentuje królowi wyniki swoich doświadczeń. Na tle płomieni wydobywających się z kominka klęczący alchemik pokazuje królowi złotą monetę, którą właśnie wyjął szczypcami z ognia. Uczestnicy wydarzenia bacznie się w nią wpatrują. Król ubrany w szwedzki strój z kapeluszem, lekko pochylił się w kierunku alchemicznego artefaktu. Przy stole nakrytym bogato haftowaną tkaniną, wsparty o modlitewnik, siedzi królewski kapelan. Za królem tłoczą się przejęci wydarzeniem dworzanie, błazen oraz kobieta. Nad skrzynią z kosztownościami pochyla się karzeł.

Wawel płonął. Potężny pożar trawił całe skrzydło królewskiego zamku. Jasne płomienie strzelały wysoko w niebo rozświetlając noc. W oczach Zygmunta odbijał się szalejący żywioł, co rusz było słychać trzask pękających belek stropowych – dach zapadał się grzebiąc komnaty. Wszędzie było słychać rozpaczliwe krzyki ludzi, rżenie koni wyprowadzanych ze stajni, ujadanie psów. Wokół wzgórza zgromadził się już lud krakowski, w trwodze obserwując widowisko. W królu wzbierała panika – jego siedziba obracała się w popiół. Dziedzictwo Jagiellonów zmieniała się w nicość. Intensywnie wpatrywał się w płomienie, które ogarniały zamek. Nagle z ognia wyłoniła się postać. Wysoka, odziana w długą szatę. Mężczyzna o twarzy młodej, ale jakby naznaczonej bólem. Miał gęstą blond czuprynę i jasną długą brodę. Wyciągnął wysoko w górę rękę – triumfował, w dłoni coś kurczowo trzymał. Zygmunta poczuł zimny dreszcz i niemal natychmiast przeszła mu przez głowę podniecająca myśl: „Znalazł to! Mój Boże, znalazł!”. I w tym momencie na wysokiego mężczyznę zwaliła się cała ściana północno-wschodniego skrzydła pałacu.

Król Zygmunt III Waza obudził się cały mokry i przerażony. Dokładnie pamiętał swój sen. Królewski zamek płonął, a jego nadworny alchemik Michał Sędziwój ginął w pożarze. A przecież to właśnie dziś miał mu zaprezentować doniosły eksperyment, dzięki któremu polski król miał poznać tajemnicę „transmutacji”, a może nawet kamienia filozoficznego!

Wawel płonął. Ale czy płonął naprawdę? Co mogłoby się stać, gdyby w marcu 1595 roku nadworny alchemik Zygmunta III Wazy, podczas pokazowego eksperymentu, nie zaprószył ognia i nie wywołał pożaru? Czy monarcha przeniósłby tak chętnie swoją siedzibę poza Kraków? Co jeśli nie wybrałby Warszawy – a ta w XVII wieku i później – nie rozwinęłaby się tak gwałtownie? Kraków nie zubożałby może i nie stał się w XIX wieku nobliwym, acz prowincjonalnym galicyjskim miastem. Czy w takim razie po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku stałby się na powrót stolicą zjednoczonego kraju?

Wawel płonął. Potężny pożar trawił całe skrzydło królewskiego zamku. Jasne płomienie strzelały wysoko w niebo rozświetlając noc. W oczach Zygmunta odbijał się szalejący żywioł, co rusz było słychać trzask pękających belek stropowych – dach zapadał się grzebiąc komnaty. Wszędzie było słychać rozpaczliwe krzyki ludzi, rżenie koni wyprowadzanych ze stajni, ujadanie psów. Wokół wzgórza zgromadził się już lud krakowski, w trwodze obserwując widowisko. W królu wzbierała panika – jego siedziba obracała się w popiół. Dziedzictwo Jagiellonów zmieniała się w nicość. Intensywnie wpatrywał się w płomienie, które ogarniały zamek. Nagle z ognia wyłoniła się postać. Wysoka, odziana w długą szatę. Mężczyzna o twarzy młodej, ale jakby naznaczonej bólem. Miał gęstą blond czuprynę i jasną długą brodę. Wyciągnął wysoko w górę rękę – triumfował, w dłoni coś kurczowo trzymał. Zygmunta poczuł zimny dreszcz i niemal natychmiast przeszła mu przez głowę podniecająca myśl: „Znalazł to! Mój Boże, znalazł!”. I w tym momencie na wysokiego mężczyznę zwaliła się cała ściana północno-wschodniego skrzydła pałacu.

Król Zygmunt III Waza obudził się cały mokry i przerażony. Dokładnie pamiętał swój sen. Królewski zamek płonął, a jego nadworny alchemik Michał Sędziwój ginął w pożarze. A przecież to właśnie dziś miał mu zaprezentować doniosły eksperyment, dzięki któremu polski król miał poznać tajemnicę „transmutacji”, a może nawet kamienia filozoficznego!

– Ech, to tylko mara, zły sen – król przetarł spocone czoło, okrył się cieplej i postanowił przejść się po krużgankach, by zaczerpnąć nieco powietrza. – To mnie otrzeźwi – pomyślał.


III

W roku 2014 Jedna z największych w kraju telewizji przygotowała film na temat domniemanych przyczyn śmierci Michała Sędziwoja i ekshumacji królewskiego alchemika.
Człowiek ten żył w XVI wieku i był nadwornym alchemikiem króla Zygmunta III Wazy. Miał ponoć zadatki na wielkiego odkrywcę, ale był też dyplomatą – łącznikiem polskiego władcy z cesarzem Rudolfem II. Sędziwój zmarł nagle w młodym jeszcze wieku na Wawelu w 1595 roku. Okoliczności jego śmierci były zagadką dla historyków. Z kronik, dokumentów i listów z tamtego okresu wynikało, że naukowca nie dręczyły żadne choroby, nie był też ranny. Współcześni Sędziwoja nie mogli znaleźć przyczyny jego śmierci – uznali, że taka była wola Boża. Większość badaczy skłaniała się ku tezie, że królewski alchemik zmarł z powodu jakiejś nieodkrytej wady serca, która ujawniła się na skutek zmęczenia. Wiadomo bowiem było, że Sędziwój tuż przed śmiercią pracował nad intensywnie nad procesem „transmutacji”.

Minęły 420 lata od tamtego zdarzenia, gdy wylansowano tezę kontrowersyjnego krakowskiego historyka, że Michał Sędziwój nie zmarł z przyczyn naturalnych, ale został otruty. Ów historyk nie wiedział do końca dlaczego ktoś chciał zabić nadwornego alchemika, ale snuł przypuszczenia, że Sędziwój odkrył jakąś tajemnicę – może nawet kamienia filozoficznego. Inną teorią było, że jego śmierć nastąpiła z powodów politycznych. Wiadomo bowiem było, że królewski cyrulik – bo i taką rolę pełnił Sędziwój – był częstym gościem na dworze szalonego cesarza Rudolfa II Habsburga. Może komuś nie podobał się ten sojusz polskiego króla?

Czy na podjęcie decyzji przeniesienia stolicy Polski z Krakowa do Warszawy wpływ miał nieudany eksperyment przeprowadzony przez wybitnego naukowca pochodzącego z Łukowicy? Michał Sędziwój doprowadził do pożaru na Wawelu, co mogło być pretekstem do przeniesienia stolicy.

W 1595 roku do pożaru tzw. Kurzej Stopki na Wawelu doprowadzić miał nieudany eksperyment Michała Sędziwoja. Szkody były bardzo dotkliwe. Kim był utalentowany alchemik?

Michał Sędziwój (Sędzimir), herbu Ostoja, urodził się w 1566 roku w Łukowicy, jako syn Jakuba Sędzimira i Katarzyny z domu Pielesz – Rogowskiej. Na terenie ziemi limanowskiej nie ma żadnych śladów jego działalności. Nie można również ustalić gdzie znajdował się jego rodzinny dom.

Michał Sędziwój to jedna z najbarwniejszych postaci przełomu XVI i w XVII wieku. O badaniach jakie przeprowadzał głośno było w całej Europie. Dyplomata, sekretarz króla Zygmunta III Wazy i przede wszystkim słynny alchemik. W swoim życiu przeprowadził wiele udanych eksperymentów i prac chemicznych, miał ogromny autorytet.

Uznaje się Sędziwoja za odkrywcę i twórcę teorii istnienia tlenu w powietrzu. Najbarwniejsze są jego prace nad wynalezieniem kamienia filozoficznego i próbami zamiany ołowiu w złoto.

– Sędziwój miał mieć swoją pracownię w wieży Kurza Stopka na Wawelu. Według przekazów to nieudany eksperyment alchemiczny spowodował pożar zamku w Krakowie i przyspieszyć decyzję króla o wyjeździe do Warszawy i przeniesieniu stolicy z Krakowa do Warszawy. Po tym wydarzeniu Sędziwój miał przebywać jakiś czas w Nowym Sączu, a następnie osiąść na Śląsku, w dzisiejszym czeskim mieście Karavare.

W roku 1594 Sędzimir poślubił Weronikę Stiber. W tym czasie prowadził już bardzo aktywne życie, odwiedzając Hiszpanię, Włochy, Anglię i Francję.

Niezależnie od wymienionego stanowiska na dworze w Pradze, Sędzimir wstąpił także w roku 1595 na służbę u króla polskiego Zygmunta III jako sekretarz królewski. Dwór w Krakowie utrzymywał bardzo przyjazne stosunki z dworem cesarskim w Pradze, ponieważ żoną króla polskiego była Anna ze Styrii, kuzynka Rudolfa II.

W 1595 roku, gdy Sędzimir pokazywał królowi Zygmuntowi swe doświadczenia alchemiczne, nastąpiła eksplozja i część zamku wawelskiego stanęła w płomieniach, co podobno przyspieszyło decyzję króla o przenosinach stolicy do Warszawy.

W 1597 r. Sędzimir kupił posiadłość Fumberg w Illove od wdowy po kontrowersyjnym alchemiku angielskim Edwardzie Kelley`u, który był współpracownikiem słynnego okultysty Johna Dee.

Będąc zaufanym cesarza Sędzimir zyskał wielu przyjaciół w Czechach i to wśród magnatów, ziemiaństwa i mieszczan praskich. Do wcześniejszych przyjaciół należeli Karol z Zerotina, Zbynek Zajc, Popp i Lobkovitz; do późniejszych – Ludvik Koralek, bogaty mieszczanin praski, lekarz dr Oswald Groll, dr Wenceslaus Lavinius i Karp z Karpsteinu. W ich otoczeniu Sędzimir przeprowadzał różne doświadczenia alchemiczne, które finansował Koralek, jego wielki przyjaciel.

Gdy Koralek umarł w roku 1598, wdowa po nim widząc w Sędzimirze sprawcę jego śmierci, jak i uszczuplenia majątku, wniosła przeciw Sędzimirowi oskarżenie do sądu w Radzie Miejskiej, że wyłudził on wielkie sumy pieniędzy od jej zmarłego męża. Istotnie Sędzimir pożyczył te pieniądze od Koralka, ale była to transakcja przeprowadzona legalnie, tylko że spłata jeszcze wówczas nie była dokonana. Mimo to, z wyroku niechętnych mu radnych miejskich został skazany na karę więzienia w ratuszu praskim.

Sędzimir został zwolniony z więzienia w 1599 roku, w wyniku dyplomatycznej interwencji Zygmunta III i finansowemu poręczycielstwu Zbynka Zajca z Hasenburga. W październiku tego roku wybuchła w Czechach epidemia, której ofiarami padła żona Sędzimira i dwoje z ich czworga dzieci. Sędzimir sprzedał posiadłość Fumberg i z dwojgiem pozostałych dzieci, Weroniką i Krzysztofem, wrócił do Polski.

8 marca 1600 Michał Sędzimir otrzymał szlachectwo, ze zmianą nazwiska na Sendivogius (Sędziwój).

W 1601 r. udał się znowu do Pragi jako kurier dyplomatyczny Zygmunta III w związku ze sprawą Wołoszczyzny. Sędziwój nie zatrzymał się tu jednak długo. Miał pretensję do cesarza z dwóch powodów: że cesarz nie interweniował dostatecznie szybko wtedy, gdy oskarżyła go pani Koralek i że cesarz nie dotrzymał swej obietnicy wynagrodzenia za kilka recept alchemicznych, które mu przekazał.

Gdy Sędziwój opuścił Pragę, cesarz wysłał za nim list wzywający do powrotu. Sędziwój wrócił do Pragi, udając się wkrótce na rozkaz cesarza z misją do Włoch.

W 1604 roku Sędziwój opublikował swój pierwszy traktat De Lapide Philosophorum Tractatus Duodecim, znany od 1608 roku jako Novum Lumen Chymicum

W tym samym roku udał się ponownie do Włoch oraz Francji. W ten sposób został zwabiony na dwór księcia Fryderyka Wirtemberskiego w Stuttgarcie, gdzie został podstępnie uwięziony. Wkrótce zaczęli interweniować Zygmunt III, Rudolf II, niektórzy książęta niemieccy i znaczne osoby. Sprawa stała się głośna. Zaalarmowany tym Fryderyk uwolnił Sędziwoja z więzienia i zrzucił całą sprawę na swego nadwornego alchemika Heinricha Műhlenfelsa. Poddany torturom Műhlenfels przyznał się do zarzucanej mu winy i został skazany na powieszenie. Należy zaznaczyć, że w więzieniu zrabowano Sędziwojowi klejnoty i większą sumę pieniędzy, które miał przy sobie. Skarga wniesiona na dwór Wirtemberskinnie została nigdy rozpatrzona. Gdy książę Fryderyk umarł w 1608 roku, syn jego wyparł się wszelkiej odpowiedzialności za zobowiązania.

W 1607 r. Sędziwój odwiedził Kolonię i tu opublikował swą satyrę na alchemię: Dialogus Mercurii, Alchemistae et Nature.

Po powrocie do Polski Sędziwój objął urząd dworzanina u królowej Konstancji, drugiej żony Zygmunta III. Stał się bliskim współpracownikiem marszałka koronnego Mikołaja Wolskiego

Wspólnie założyli oni wiele kuźni oraz huty żelaza i mosiądzu w Krzepicach, które stały się wielkim ośrodkiem przemysłowym Polski. Z faktu, że w 1614 r. Sędziwój stał się właścicielem wielu domów w Krakowie można wnosić, że współpraca była bardzo lukratywna.

W 1616 r. zaintrygowany pierwszą publikacją Różokrzyżowców, Sędziwój udaje się do NIemiec.
Odwiedza laboratorium Johanna Hartmanna w Marburgu i publikuje w Kolonii swój trzeci traktat:
De Sulphure. Około roku 1619 przerzuca się do służby cesarza Ferdynanda II i zakłada dla niego huty ołowiu na Śląsku.

W 1620 r. wydaje swą córkę za barona Jakuba Eichendorfa, porucznika Kawalerii Cesarskiej, który potem staje się podprefektem księstwa Karniowskiego. W 1624 r. odwiedza Sędziwój Wenecję i Padwę. Mianowany tajnym radcą przez cesarza Ferdynanda II w roku 1626, sprzedał kilka domów w Krakowie i przeniósł się na Morawy.

Pensja tysiąca talarów rocznie, jak również inne wynagrodzenia przyznawane Sędziwojowi, musiały być wypłacane bardzo nieregularnie, skoro w 1630 roku powstała na jego koncie należność od cesarza w wysokości 18000 talarów. Tak wielkie zadłużenie cesarza wobec osoby prywatnej można wytłumaczyć wojną trzydziestoletnią. W roku 1629 powołana została Komisja Egzekucyjna na Śląsku i Morawach, która miała ustalić kary na przeciwników cesarza, wskazując na króla Fryderyka V – elektora palatyna Nadrenii.

14 lutego 1631 r. zamek Karwarz i posiadłość Kąty (Konty) w pobliżu Opawy na Śląsku przeszły na własność Sędziwoja, jako kompensata za długi cesarza. Ta nowa posiadłość, która należała poprzednio do Kaspra Macaka z Ottenburga, stała się źródłem zmartwień dla Sędziwoja. Posiadłość była w runie, sługi zrebeliowane, sąsiedzi nastawieni wrogo. Także wszyscy urzędnicy nie maskowali swojej niechęci do protegowanego cesarza. W dodatku Sędziwój był stale dręczony przez administrację cesarską, która żądała 9000 talarów jako zapłaty za otrzymaną w rozliczeniu nieruchomość.

Jednakże posiadłość ta musiała przynosić dochód, ponieważ w roku 1633 Sędziwój był w stanie kupić teren w Ołomuńcu oraz wybudować tam dom.

W roku 1635, na krótko przed śmiercią, Sędziwój pojawił się na dworze cesarskim w Wiedniu. Próbował tam odzyskać swe należności, z racji na wielkie zasługi poczynione przez lata służby dla domu Habsburgów. Michał Sędziwój zmarł prawdopodobnie w czerwcu 1636 roku w Karwarzu i został pochowanyw kościele Świętego Ducha w Opawie.



Marzec 1595 roku był wyjątkowo nieprzyjemny. Mróz już nie trzymał, ale wszędzie było jeszcze dużo mokrej brei – mieszaniny topniejącego śniegu i błota. A i tak wciąż padał nowy śnieg na przemian z deszczem.

Nie minęła długa chwila, gdy Zygmunt zobaczył, że na dziedzińcu jest jakieś zamieszanie. Kilkoro służby wybiegło z Kurzej Stopki. Ktoś wołał o medyka. Sen, o którym król już prawie nie pamiętał, niebezpiecznie zaczął nabierać ostrości. – Nie będzie żadnego pożaru… – pomyślał. Z dołu zaś dobiegły go wyraźne słowa kanclerza – Sędziwój nie żyje, trzeba zawiadomić króla! – Zygmunt III oparł się o jeden z ozdobnych filarów i gorzko zapłakał.

Uwielbiał Kraków w czasie świąt – cały pustoszał. Z miasta uciekały rzesze studentów, pracownicy korporacji, urzędnicy, ministrowie, posłowie – wszyscy wracali do domów. Wreszcie dało się swobodnie jeździć po stolicy.

_____

Stanisław Barszczak, Royal Alchemist

I

Michał Sędziwój received his first education at a monastery school in Kraków. In 1590 he entered the University of Leipzig, and in 1591 he studied at the University of Vienna. In 1593 he arrived in Prague and entered the service of Emperor Rudolf I.

He soon began to participate in the emperor’s alchemical practices and became a favorite and trusted friend, having access to the ruler at any time of day or night.

As a courtier of the emperor, he entered the University of Altdorf in 1595. Sędzimir also visited the universities of Rostock, Ingolstadt and Cambridge, which visits took place during his service with Rudolf II.

In 1594 Sędzimir married Weronika Stiber. At that time he was already leading a very active life, visiting Spain, Italy, England and France.

Regardless of the aforementioned position at the imperial court, Sędzimir also entered the service of the Polish king Sigismund III as the royal secretary in 1595. The court in Kraków maintained very friendly relations with the imperial court in Prague, because the wife of the Polish king was Anna of Styria, a cousin of Rudolf II.

In 1595, when Sędzimir was showing King Sigismund his alchemical experiments, an explosion occurred and part of the Wawel Castle went up in flames, which supposedly accelerated the king’s decision to move the capital to Warsaw.

In 1635, shortly before his death, Sędziwój appeared at the imperial court in Vienna. There he tried to recover his debts, due to the great merits he had made over the years of service to the Habsburg house. Michał Sędziwój probably died in June 1636 in Karwarze and was buried in the Church of the Holy Spirit in Opava.

Daughter Weronika, dying childless in 1641, left her entire fortune to her husband.

Sędziwój’s son Krzysztof died in the chaos of the Thirty Years’ War.

II

And it could have been like this: Sędziwój presents the king with the results of his experiments. Against the background of flames emerging from the fireplace, the kneeling alchemist shows the king a gold coin that he has just taken out of the fire with tongs. The participants of the event stare at it attentively. The king, dressed in Swedish attire with a hat, leaned slightly towards the alchemical artifact. At a table covered with richly embroidered fabric, the royal chaplain sits, leaning against a prayer book. Behind the king, courtiers, a jester and a woman, all excited by the event, are crowded. A dwarf leans over a chest of valuables.

Wawel was burning. A huge fire was consuming an entire wing of the royal castle. Bright flames shot high into the sky, illuminating the night. Zygmunt’s eyes reflected the raging element, every now and then you could hear the crack of cracking ceiling beams – the roof collapsed, burying the chambers. Everywhere you could hear the desperate cries of people, the neighing of horses being led out of the stables, the baying of dogs. The people of Kraków had already gathered around the hill, watching the spectacle in fear. Panic was rising in the king – his seat was turning into ashes. The legacy of the Jagiellons was changing into nothingness. He stared intently at the flames that were engulfing the castle. Suddenly a figure emerged from the fire. Tall, dressed in a long robe. A man with a young face, but as if marked by pain. He had a thick mane of blond hair and a long, light beard. He stretched his hand high up – he was triumphant, he was clutching something tightly in his hand. Zygmunt felt a cold shiver and almost immediately an exciting thought crossed his mind: „He found it! My God, he found it!” And at that moment the entire wall of the north-eastern wing of the palace collapsed on the tall man.

King Sigismund III Vasa woke up all wet and terrified. He remembered his dream exactly. The royal castle was burning, and his court alchemist Michał Sędziwój was dying in the fire. And yet today he was supposed to present him with a momentous experiment, thanks to which the Polish king would learn the secret of „transmutation”, and maybe even the philosopher’s stone!

Wawel was burning. But was it really burning? What could have happened if in March 1595, the court alchemist of Sigismund III Vasa, during a demonstration experiment, had not started the fire and caused the fire? Would the monarch have so willingly moved his seat outside of Krakow? What if he had not chosen Warsaw – and Warsaw had not developed so rapidly in the 17th century and later? Krakow might not have become impoverished and would not have become a noble, yet provincial Galician city in the 19th century. Would it then become the capital of a united country once it regained independence in 1918?

Wawel was burning. A huge fire was consuming an entire wing of the royal castle. Bright flames shot high into the sky, illuminating the night. Zygmunt’s eyes reflected the raging element, every now and then you could hear the crack of cracking ceiling beams – the roof collapsed, burying the chambers. Everywhere you could hear the desperate cries of people, the neighing of horses being led out of the stables, the baying of dogs. The people of Kraków had already gathered around the hill, watching the spectacle in fear. Panic was rising in the king – his seat was turning into ashes. The legacy of the Jagiellonians was turning into nothingness. He looked at himself intensely at the flames that engulfed the castle. Suddenly, a figure emerged from the fire. Tall, dressed in a long robe. A man with a young face, but as if marked by pain. He had a thick mane of blond hair and a long, light beard. He stretched his hand high up – he was triumphant, he was holding something tightly in his hand. Zygmunt felt a cold shiver and almost immediately an exciting thought crossed his mind: „He found it! My God, he found it!” And at that moment the entire wall of the north-eastern wing of the palace collapsed on the tall man.

King Zygmunt III Waza woke up all wet and terrified. He remembered his dream exactly. The royal castle was burning, and his court alchemist Michał Sędziwój was dying in the fire. And yet today he was supposed to present him with a momentous experiment, thanks to which the Polish king would learn the secret of „transmutation”, and maybe even the philosopher’s stone!

– Oh, it’s just a nightmare, a bad dream – the king wiped his sweaty forehead, wrapped himself warmly and decided to walk through the cloisters to get some air. – This will sober me up – he thought.

III

In 2014, one of the largest television stations in the country prepared a film about the alleged causes of the death of Michał Sędziwój and the exhumation of the royal alchemist.
This man lived in the 16th century and was the court alchemist of King Sigismund III Vasa. He supposedly had the makings of a great discoverer, but he was also a diplomat – the liaison between the Polish ruler and Emperor Rudolf II. Sędziwój died suddenly at a young age in Wawel in 1595. The circumstances of his death were a mystery to historians. Chronicles, documents and letters from that period showed that the scientist was not tormented by any diseases, nor was he injured. Sędziwój’s contemporaries could not find the cause of his death – they assumed that it was God’s will. Most researchers were inclined to the thesis that the royal alchemist died of some undiscovered heart defect, which revealed itself as a result of fatigue. It was known that Sędziwój had been working intensively on the process of „transmutation” just before his death.

420 years have passed since that event, when the thesis of a controversial Krakow historian was promoted, that Michał Sędziwój did not die of natural causes, but was poisoned. The historian did not know exactly why someone wanted to kill the court alchemist, but he speculated that Sędziwój had discovered some secret – perhaps even the philosopher’s stone. Another theory was that his death occurred for political reasons. It was known that the royal barber – because that was also the role Sędziwój played – was a frequent guest at the court of the mad emperor Rudolf II Habsburg. Maybe someone did not like this alliance of the Polish king?

Was the decision to move the capital of Poland from Krakow to Warsaw influenced by an unsuccessful experiment conducted by an outstanding scientist from Łukowica? Michał Sędziwój caused a fire at Wawel, which could have been a pretext to move the capital.

In 1595, Michał Sędziwój’s unsuccessful experiment was supposed to have caused a fire at the so-called Kurza Stopka at Wawel. The damage was very severe. Who was this talented alchemist?

Michał Sędziwój (Sędzimir), of the Ostoja coat of arms, was born in 1566 in Łukowica, the son of Jakub Sędzimir and Katarzyna née Pielesz – Rogowska. There are no traces of his activity in the Limanowa region. It is also impossible to determine where his family home was located.

Michał Sędziwój is one of the most colourful figures of the turn of the 16th and 17th centuries. The research he conducted was widely known throughout Europe. Diplomat, secretary of King Sigismund III Vasa and above all a famous alchemist. In his life he conducted many successful experiments and chemical works, he had great authority.

Sędziwój is considered to be the discoverer and creator of the theory of the existence of oxygen in the air. The most colourful are his works on the invention of the philosopher’s stone and attempts to turn lead into gold.

– Sędziwój was supposed to have his workshop in the Kurza Stopka tower on Wawel. According to the accounts, it was an unsuccessful alchemical experiment that caused the fire in the castle in Kraków and accelerated the king’s decision to leave for Warsaw and move the capital from Kraków to Warsaw. After this event, Sędziwój was supposed to have spent some time in Nowy Sącz, and then settled in Silesia, in the present-day Czech city of Karavare.

In 1594 Sędzimir married Weronika Stiber. At that time he was already leading a very active life, visiting Spain, Italy, England and France.

Apart from his position at the court in Prague, Sędzimir also entered the service of the Polish king Sigismund III as a royal secretary in 1595. The court in Kraków maintained very friendly relations with the imperial court in Prague, because the wife of the Polish king was Anna of Styria, a cousin of Rudolf II.

In 1595, when Sędzimir was showing King Sigismund his alchemical experiments, an explosion occurred and part of the Wawel Castle went up in flames, which is said to have accelerated the king’s decision to move the capital to Warsaw.

In 1597, Sędzimir bought the Fumberg estate in Illove from the widow of the controversial English alchemist Edward Kelley, who had been an associate of the famous occultist John Dee.

Being trusted by the emperor, Sędzimir gained many friends in Bohemia, among the magnates, landed gentry and Prague burghers. His earlier friends included Karol of Zerotin, Zbynek Zajc, Popp and Lobkovitz; his later ones included Ludvik Koralek, a wealthy Prague burgher, the physician Dr. Oswald Groll, Dr. Wenceslaus Lavinius and Karp of Karpstein. In their entourage, Sędzimir conducted various alchemical experiments, which were financed by Koralek, his great friend.

When Koralek died in 1598, his widow, seeing Sędzimir as the culprit of his death and the depletion of his fortune, brought an accusation against Sędzimir in court at the City Council, claiming that he had extorted large sums of money from her deceased husband. Sędzimir had indeed borrowed this money from Koralek, but it was a legally conducted transaction, only that the repayment had not yet been made. Despite this, by the verdict of the city councilors who were hostile to him, he was sentenced to imprisonment in the Prague city hall.

Sędzimir was released from prison in 1599, as a result of the diplomatic intervention of Sigismund III and the financial guarantee of Zbynek Zajc from Hasenburg. In October of that year, an epidemic broke out in Bohemia, the victims of which were Sędzimir’s wife and two of their four children. Sędzimir sold the Fumberg estate and returned to Poland with his two remaining children, Weronika and Krzysztof.

On March 8, 1600, Michał Sędzimir received nobility, changing his surname to Sendivogius (Sędziwój).

In 1601, he went to Prague again as a diplomatic courier of Sigismund III in connection with the Wallachia affair. Sędziwój did not stay here long, however. He had a grudge against the emperor for two reasons: that the emperor had not intervened quickly enough when Mrs. Koralek accused him, and that the emperor had not kept his promise to pay for several alchemical recipes he had given him.

When Sędziwój left Prague, the emperor sent him a letter calling for his return. Sędziwój returned to Prague, soon going on a mission to Italy on the emperor’s orders.

In 1604, Sędziwój published his first treatise De Lapide Philosophorum Tractatus Duodecim, known since 1608 as Novum Lumen Chymicum.

In the same year, he went to Italy and France again. In this way, he was lured to the court of Duke Frederick of Württemberg in Stuttgart, where he was treacherously imprisoned. Soon Sigismund III, Rudolf II, some German princes and important people began to intervene. The case became famous. Alarmed by this, Frederick released Sędziwój from prison and blamed the whole affair on his court alchemist Heinrich Műhlenfels. Tortured, Műhlenfels confessed to the charges and was sentenced to hang. It should be noted that Sędziwój’s jewels and a larger sum of money that he had on him were stolen in prison. The complaint filed at the court of Württemberg was never considered. When Duke Frederick died in 1608, his son denied any responsibility for the obligations.

In 1607, Sędziwój visited Cologne and published his satire on alchemy: Dialogus Mercurii, Alchemistae et Nature.

After returning to Poland, Sędziwój took up the office of courtier to Queen Constance, the second wife of Sigismund III. He became a close associate of Crown Marshal Mikołaj Wolski

Together they founded many forges and iron and brass smelters in Krzepice, which became a major industrial center of Poland. From the fact that in 1614 Sędziwój became the owner of many houses in Kraków, it can be concluded that the cooperation was very lucrative.

Intrigued by the first publication of the Rosicrucians, Sędziwój went to Germany in 1616.
He visited Johann Hartmann’s laboratory in Marburg and published his third treatise in Cologne:
De Sulphure. Around 1619 he transferred to the service of Emperor Ferdinand II and established lead smelters for him in Silesia.

In 1620 he married his daughter to Baron Jacob Eichendorf, a lieutenant of the Imperial Cavalry, who later became sub-prefect of the Duchy of Karniów. In 1624, Sędziwój visited Venice and Padua. Appointed a privy councilor by Emperor Ferdinand II in 1626, he sold several houses in Kraków and moved to Moravia.

The salary of one thousand thalers per year, as well as other remunerations granted to Sędziwój, must have been paid very irregularly, since in 1630 a debt from the emperor amounted to 18,000 thalers on his account. Such a large debt of the emperor to a private person can be explained by the Thirty Years’ War. In 1629, the Execution Commission in Silesia and Moravia was established, which was to determine the penalties for the emperor’s opponents, indicating King Frederick V – Elector Palatine of the Rhineland.

On February 14, 1631, Karwarz Castle and the Kąty (Konty) estate near Opava in Silesia became the property of Sędziwój, as compensation for the emperor’s debts. This new property, which previously belonged to Kasper Macak of Ottenburg , became a source of worry for Sędziwój. The estate was in ruins, the servants rebelled, the neighbors hostile. All the officials did not hide their dislike for the emperor’s protégé. In addition, Sędziwój was constantly harassed by the imperial administration, which demanded 9,000 thalers as payment for the property received in settlement.

However, this estate must have brought income, because in 1633 Sędziwój was able to buy land in Olomouc and build a house there.

In 1635, shortly before his death, Sędziwój appeared at the imperial court in Vienna. There he tried to recover his debts, due to the great merits he had made over the years of service to the Habsburg house. Michał Sędziwój probably died in June 1636 in Karwař and was buried in the Church of the Holy Spirit in Opava.



March 1595 was exceptionally unpleasant. The frost had stopped, but there was still a lot of wet slush everywhere – a mixture of melting snow and mud. And even so, new snow was still falling, alternating with rain.

It wasn’t long before Zygmunt noticed that there was some commotion in the courtyard. Several servants ran out of Kurza Stopka. Someone was calling for a doctor. The dream, which the king had almost forgotten about, began to take on a dangerously sharper focus. – There will be no fire… – he thought. From below, he heard the clear words of the chancellor – Sędziwój is dead, we must inform the king! – Zygmunt III leaned against one of the decorative pillars and wept bitterly.

He loved Kraków during the holidays – it was empty. Crowds of students, corporate employees, officials, ministers, deputies fled the city – everyone was returning home. Finally, it was possible to travel freely around the capital.

Opublikowane przez http://stanislawart.wordpress.com

https://sbarszczak2009.com is the official WordPress.com home for Stanislaw Barszczak, an author of many books, essays, articles. As the best male recording artist of all time, author continues to leave an indelible mark on the world through his art, sacerdotal activism and humanitarian leadership. Father Stanislaw consistently pushes boundaries, spurs conversations and unites us all through his revolutionary work. Subscribe for the latest videos, music, news and updates. Enjoy Stanislaw Barszczak’s groundbreaking YouTube home, live performances, videos and more. I wish you happy reading bye

Dodaj komentarz