
Moje życie jest jak powieść
(przebój wyśpiewany przez Nanę Mouskouri – La moitié de mon roman)
Już jako dziecko, kiedy była jesień,
Wiatr moją duszą poruszał
Ten wiatr, który szybko
Przesuwa ciemne chmury w jasnym świetle księżyca
Który zatapia miłość nocy
w poranku
I delikatnie obdarowuje wiosną
Z ciepłym majowym powietrzem
Moje życie jest jak powieść
Jest wiele pięknych godzin
O których nie mogę już dziś powiedzieć
Czy są prawdziwe czy wymyślone
Treść, którą pisze los
Wypełnia kilka setek cienkich stron
Co pozostaje jako wspomnienie
To są te wielkie małe rzeczy
Dotyczą tylko mnie
I są tak prawdziwe jak powieść
Ryzykujesz i przegrywasz
Zakochujesz się i żegnasz, gdy odchodzisz
Później wiesz więcej
Ten rozdział nie był dobrym pomysłem
Nigdy nie jest za późno
I nic się jeszcze nie skończyło
W książce, w której to jest napisane
Większość stron jest nadal pusta
Moje życie jest jak powieść
Jest wiele pięknych godzin
O których dziś nie mogę już powiedzieć
Czy są prawdziwe czy zmyślone
Treść, którą pisze los
Wypełnia kilka setek cienkich stron
Co pozostaje jako wspomnienie
To są te wielkie małe rzeczy
Dotyczą tylko mnie
I są tak prawdziwe jak powieść
Lalala……
(tłum. Stanisław Barszczak)
____
See,https://youtu.be/eFNMEudTzpo?si=lzCIWbYH__oRYOTJ
Stanisław Barszczak, Carpe diem, czyli w następnym dniu zrób coś dobrego
Dziś rano czuć atmosferę wiejskiego domku!
Nikt nie kocha musicali bardziej niż Riley Morris — jej marzeniem jest zostać reżyserką na Broadwayu. Ale kiedy wiosenny spektakl zostaje odwołany, Riley musi znaleźć sposób, aby go przywrócić. Łatwiej powiedzieć niż zrobić — utknęła w pracy w sklepie z grami swojego ojca. W miejscu, które znaczy dla niego więcej niż jego rodzina. Riley nie może tracić czasu na beznadziejną pracę, kiedy cała jej przyszłość opiera się na zrobieniu sobie nazwiska. Dlatego przekonuje swojego współpracownika Nathana Wheelera — faceta o rozwichrzonych włosach i okularach, którego ledwo zna ze szkoły — aby jej pomógł. W zamian pomoże mu wzbudzić zazdrość u swojej zauroczonej dziewczyny-graczki. Poza tym nie zaszkodzi pokazać jej egoistycznemu byłemu, Paulowi, co traci bez niej. Wkrótce Riley i Nathan zostaną „parą” i ludzie zdają się w to wierzyć. Ale sprzedanie podstępu oznacza dołączenie do gry fabularnej Nathana. Ku zaskoczeniu Riley gra jest niemal zabawna. A co jeszcze bardziej zaskakujące, flirtowanie z Nathanem nie wymaga aż tak dużo aktorstwa, jak myślała. (por. Dungeons and Drama autorstwa Kristy Boyce)
Ludzie chcą zaznać trochę radości, dlatego przyspieszają bieg wypadków. Na potwierdzenie tej tezy znalazłem poparcie w refleksji Johna Steinbecka: „Jest znacznie ciemniej, gdy światło gaśnie, niż byłoby, gdyby nigdy nie zaświeciło” — która mówi o bolesnej goryczy straty po głębokim połączeniu, radości lub nadziei.
Kiedy doświadczamy czegoś pięknego — miłości, przyjaźni, sensu lub jasności — rozświetla to nasz świat, sprawiając, że życie wydaje się pełniejsze i bogatsze. Ale jeśli to światło zniknie, nie po prostu wrócimy do ciemności; pozostaniemy ze wspomnieniem jasności, które pogłębi cień. Kontrast między tym, co było, a tym, czego już nie ma, nasila poczucie nieobecności. Światło ukształtowało nasze oczekiwania, a jego brak odczuwa się jak zdradę lub pozbawienie, a nie tylko pustkę.
Na poziomie osobistym myśl pisarza odzwierciedla żal, który następuje po głębokich związkach, ból po stracie kogoś, kto wniósł światło do naszego świata. Ciemność, która następuje później, to nie ignorancja — to świadomość wyostrzona przez pamięć. To świadomość, co znaczyło być rozgrzanym czymś rzadkim, a teraz żyć bez tego. W szerszej skali dotyczy to utraty niewinności, śmierci ideałów lub rozczarowania czymś, co kiedyś było czczone. W każdym przypadku ból nie wynika z tego, że nigdy nie zaznaliśmy radości — ale z tego, że jej dotknęliśmy, a następnie zostaliśmy zmuszeni do jej odpuszczenia. Jednak w spostrzeżeniach noblisty jest cicha cześć. Szanuje światło — jakkolwiek ulotne — za jego moc transformacji.
Pogłębiona ciemność jest miarą tego, jak bardzo to światło miało znaczenie. W ten sposób ta myśl staje się czymś więcej niż tylko wyrazem smutku; staje się hołdem dla cenności tego, co zostało utracone. Sugeruje, że nawet w żałobie jesteśmy kształtowani przez piękno tego, co kiedyś trzymaliśmy — i chociaż możemy czuć ciężar jego nieobecności, jego obecność utrzymuje się w cieniu, który pozostawiło…
Albowiem dzisiaj zakwitły tulipany, zakwitły bzy, będą kwitnąć inne kwiaty, jakkolwiek Ty już tego nie zobaczysz!
W wierszu pt. „DZIŚ” Kazimierz Przerwa – Tetmajer zapisał:
Dawniej się trzeba był zużyć, przeżyć
by przestać kochać, podziwiać i wierzyć;
dziś – pierwsze nasze myśli są zwątpieniem,
nudą, szyderstwem, wstrętem i przeczeniem.
Dzieci krytyki, wiedzy i rozwagi,
cudzych doświadczeń mając pełną głowę,
choćby nam dano skrzydła Ikarowe,
nie mielibyśmy do lotu odwagi.
My nie tracimy nic, bośmy od razu
nic nie przynieśli – i tylko nam bywa
tak źle, że na złe takie brak wyrazu,
a serce pęka w nas i we krwi pływa.
Prawdziwą tragedią starzenia się nie jest to, że się starzejemy — natomiast to, że nasza dusza pozostaje młoda. W starzeniu się kryje się ciche piękno, i mądrość się pogłębia, wspomnienia mnożą, a mimo to w nas często żyje ten sam ciekawy, nieokiełznany duch młodości. Świat może oczekiwać, że będziemy „zachowywać się stosownie do wieku”, ale nasze serca wciąż marzą, wciąż długo trwają, wciąż się śmieją, jakbyśmy mieli dwadzieścia lat. Wiek to tylko liczba. Dusza nie liczy świec, za to liczy chwile, które sprawiają, że czujemy się żywi. Tymczasem nigdy nie przestawaj żyć z młodym sercem.
Tutaj chciałbym się wam pochwalić, iż w mym dojrzewaniu do nieba, w tym codziennym wędrowaniu do domu Ojca, Padre Pio wspiera mnie nadzwyczaj często, albowiem mi podpowiada nieustannie: Nigdy nie trać nadziei, nawet w najtrudniejszych momentach walczysz. (I tyle! uwaga autora tekstu) Będę cię chronić…
_____
Stanisław Barszczak, Carpe diem, or the next day do something good
This morning you can feel the atmosphere of a country cottage!
No one loves musicals more than Riley Morris – her dream is to become a Broadway director. But when the spring show is canceled, Riley has to find a way to bring it back. Easier said than done – she’s stuck working at her father’s game store. In a place that means more to him than his family. Riley can’t waste time on a hopeless job when her entire future depends on making a name for herself. So she convinces her co-worker Nathan Wheeler – a guy with wild hair and glasses whom she barely knows from school – to help her. In return, she’ll help him make his smitten gamer girlfriend jealous. Plus, it wouldn’t hurt to show her selfish ex, Paul, what he’s missing out on without her. Soon, Riley and Nathan become a „couple,” and people seem to believe it. But selling the ruse means joining Nathan’s role-playing game. To Riley’s surprise, the game is almost funny. And even more surprisingly, flirting with Nathan doesn’t require as much acting as she thought. (cf. Dungeons and Drama by Kristy Boyce)
People want to experience some joy, so they speed things up. I found support for this in John Steinbeck’s reflection: “It’s much darker when the light goes out than if it had never shone”—which speaks to the painful bitterness of loss after a deep connection, joy, or hope.
When we experience something beautiful—love, friendship, meaning, or clarity—it illuminates our world, making life seem fuller and richer. But if that light goes out, we don’t simply return to darkness; we are left with a memory of brightness that deepens the shadow. The contrast between what was and what is gone intensifies the sense of absence. Light has shaped our expectations, and its absence feels like a betrayal or a deprivation, not just emptiness.
On a personal level, the writer’s thought reflects the grief that follows deep relationships, the pain of losing someone who brought light into our world. The darkness that follows is not ignorance—it is an awareness sharpened by memory. It is an awareness of what it meant to be warmed by something rare and now to live without it. On a larger scale, it is about the loss of innocence, the death of ideals, or the disappointment of something once revered. In each case, the pain is not that we never knew joy—but that we touched it and were then forced to let it go. Yet there is a quiet reverence in the Nobel Prize winner’s observation. He honors light—however fleeting—for its transformative power.
The deepening darkness is a measure of how much that light mattered. In this way, the thought becomes more than an expression of sadness; it becomes a tribute to the preciousness of what was lost. It suggests that even in mourning we are shaped by the beauty of what we once held—and while we may feel the weight of its absence, its presence lingers in the shadow it leaves behind…
For today the tulips have bloomed, the lilacs have bloomed, other flowers will bloom, although you will never see them!
In his poem „TODAY” Kazimierz Przerwa-Tetmajer wrote:
In the past, one had to wear oneself out, survive
to stop loving, admiring, and believing;
today, our first thoughts are doubt,
boredom, mockery, disgust, and denial.
Children of criticism, knowledge, and prudence,
with a head full of other people’s experiences,
even if we were given Icarus’ wings,
we would not have the courage to fly.
We lose nothing, because we brought nothing at once—and it is only us
that it is so bad that in the worst cases there is such a lack of expression,
and our hearts break within us and flow in our blood.
The real tragedy of aging is not that we grow old – but that our souls remain young. There is a quiet beauty in aging, and wisdom deepens, and memories multiply, and yet the same curious, untamed spirit of youth often lives within us. The world may expect us to “act our age,” but our hearts still dream, still last, still laugh, as if we were twenty. Age is just a number. The soul does not count candles, but it counts the moments that make us feel alive. In the meantime, never stop living with a young heart.
Here I would like to boast to you that in my maturation towards heaven, in this daily journey to the Father’s house, Padre Pio supports me extraordinarily often, because he constantly tells me: Never lose hope, even in the most difficult moments you fight. (And that’s it! Author’s note) I will protect you…
____
Stanisław Barszczak, Miasto Marzeń – Nowy Jork, od wschodu do zachodu słońca.
Najmilsi
Pielgrzymka daje impuls nadziei, przyczynia się do pokonywania izolacji i do stanięcia w prawdzie. Są grzechy, ale jest z nami Pan Jezus. Kościół jest w drodze. Nie siedźmy w wygodnych fotelach. Idźmy. Kochamy człowieka, nie idee. W trakcie szóstej podróży do Ameryki powtórnie pielgrzymuję do świętego Stanisława w Nowym Jorku, mego patrona z chrztu. Parafia św. Stanisława Biskupa i Męczennika w Nowym Jorku to parafia rzymskokatolicka położona w Nowym Jorku, na Manhattanie, w stanie Nowy Jork, Stany Zjednoczone. Jest ona wieloetniczną parafią na Manhattanie, z mszą św. w j. polskim dla polskich imigrantów. Nadzór klerycki sprawują paulini. Ustanowiona w 1872 roku, pod wezwaniem św. Stanisława że Szczepanowa. A przy okazji uprawiam zwiedzanie Nowego Jorku samodzielnie, todoskonały sposób na niezależną i spersonalizowaną podróż.Możesz dostosować plan do własnych zainteresowań, uniknąć tłumów w czasie zwiedzania z grupą i cieszyć się miejscem w swoim tempie.Ważne jest jednak, aby wcześniej zaplanować trasę, sprawdzić otwarte godziny muzeów i atrakcji oraz kupić bilety online, aby uniknąć długich kolejek. A co zwiedzić: Central Park: Idealne miejsce na spacer, piknik lub wypoczynek w zieleni. Brooklyn Bridge:Spacer po moście z widokiem na miasto. Empire State Building:Widok z najwyższego piętra. Statua Wolności: Możesz wybrać rejs statkiem i zobaczyć ją z bliska. Times Square: Najbardziej znany plac w Nowym Jorku. Muzea: Met, MoMA, American Museum of Natural History – wybór należy do Ciebie. High Line: Park na zadaszonych torach kolejowych. Darmowe atrakcje:Rejs promem na Staten Island, spacer po Central Parku, zwiedzanie Grand Central Terminal. Jutro 08 czerwca 2025, w liturgii kościoła UROCZYSTOŚĆ ZSTĄPIENIA DUCHA ŚWIĘTEGO, także Odpust w parafii Świętego Ducha w Ząbkowicach, obecnie dzielnicy Dąbrowy Górniczej, kiedyś – miasteczku mego dzieciństwa. Uroczystość Pięćdziesiątnicy obchodzona jest pięćdziesiąt dni po Wielkanocy. Jest to święto, w którym wspominamy dar Ducha Świętego, który obala zamieszanie Babel (patrz Rdz 11,9). W Jezusie, który umarł, zmartwychwstał i wstąpił do nieba, narody ponownie rozumieją się nawzajem za pomocą jednego języka, języka miłości. W pierwszej połowie III wieku Tertulian i Orygenes mówili już o Pięćdziesiątnicy jako o święcie następującym po Wniebowstąpieniu. Jak zaświadcza pielgrzym Egeria, Pięćdziesiątnica była świętem, które obchodzono już w Jerozolimie w IV wieku. I jako taka zaproponowała temat odnowy, że przyjście Ducha działa w sercach mężczyzn i kobiet. Pierwsze pielgrzymki chrześcijańskie pojawiły się w IV wieku, wtedy również zrodziła się tradycja pielgrzymowania. Początkowo drogi pątników wiodły do Ziemi Świętej, do miejsc związanych z wydarzeniami biblijnymi. Najstarszym zachowanym opisem pielgrzymki jest opowiadanie pielgrzyma z Bordeaux („Itinerarium Burdigalense”) z ok. 337 r. Anonimowy autor, człowiek wykształcony, oczytany w Piśmie Świętym, od 333 r. pokonał z Bordeaux do Ziemi Świętej jeszcze za panowania Konstantyna Wielkiego 4500 km. Na tej trasie wymienia 137 zajazdów, w których się zatrzymał i prawie 200 punktów zmian zwierząt pociągowych. Co ważne, opisuje ówczesny wygląd Jerozolimy, w którym dzięki cesarzowi i jego matce powstawały bazylika Grobu Pańskiego i Zmartwychwstania oraz bazylika na górze Syjon i inne. Około 50 lat później na pielgrzymkę z Półwyspu Iberyjskiego do Ziemi Świętej wyruszyła Egeria. Była osobą zamożną, skoro mogła pozwolić sobie na trzyletnią podróż i opłatę przewodników. Z życzliwością odnosili się do niej duchowni i władze rzymskie, bo wzbudzała szacunek z uwagi na swoją pobożność i trud. Niestety zachowała się tylko część jej dzieła „Pielgrzymka do miejsc świętych”, zawierająca opis podróży z lat 381–384 oraz wiele cennych informacji z zakresu topografii biblijnej. Miejsca święte zwiedzała z Pismem Świętym w ręku. Prawdopodobnie najpierw przybyła do Jerozolimy i stamtąd wyruszała w opisane cztery podróże. Oprócz Palestyny odwiedziła Egipt, Syrię, Mezopotamię i miasto Konstantynopol. W drugiej części dzieła skrupulatnie opisała liturgię jerozolimską, odnotowała szczegółowy program nabożeństw. Dzięki niej wiemy, że np. liturgia Wielkiego Tygodnia w Jerozolimie słynęła nie tylko z obszernych modlitw, ale wymagała wielkiego wysiłku fizycznego, na który składały się długie procesje, post i czuwania nocne. Pięćdziesiątnica ma swoje korzenie w Święcie Tygodni obchodzonym przez naród żydowski. Było to doroczne święto rolnicze otaczające pierwsze plony wiosennych zbiorów i celebrujące zbiory roku. Później, zostało to powiązane z objawieniem Boga Mojżeszowi, Dziesięcioma Przykazaniami. Następnie, dla chrześcijan, stało się to momentem, w którym Chrystus, powróciwszy do chwały Ojca, stał się obecny w sercach mężczyzn i kobiet poprzez swojego Ducha, prawo dane przez Boga wypisane w ich sercach: „Nowe i ostateczne Przymierze nie opiera się już na prawie zapisanym na dwóch kamiennych tablicach, ale na działaniu Ducha Bożego, który wszystko czyni nowym i wyrytym w sercach z ciała” (Papież Franciszek). Wraz z Pięćdziesiątnicą narodził się Kościół i rozpoczęła się jego misja ewangelizacyjna. Uczciwość i integralność są fundamentem zaufania. Kiedy działamy z autentycznością i przejrzystością, budujemy silne relacje i zyskujemy szacunek innych. Bycie prawdomównym, nawet gdy jest trudne, pokazuje, że cenimy i szanujemy ludzi wokół nas. Starajmy się być uczciwi i autentyczni we wszystkich naszych interakcjach i obserwujmy, jak to zmienia nasze życie i życie ludzi wokół nas. Ktoś, kogo kochałem, dał mi kiedyś pudełko pełne ciemności. Zajęło mi lata, aby zrozumieć, że to również było darem. Twój wiek mierzy się w latach, ale Twoja dusza nosi w sobie coś głębszego. Odkryjmy, ile naprawdę ma lat. Uwolnienie się od łańcuchów naszej przeszłości nie oznacza zaprzeczania jej wpływowi, ale raczej wzniesienie się ponad niego. Chodzi o uznanie, skąd pochodzimy, ale nie pozwolenie, aby nas definiowało. Możemy szanować nasze korzenie, jednocześnie wytyczając własną ścieżkę. Skupiając się na naszym rozwoju i przyjmując naszą prawdę, możemy zmienić nasze życie i stać się osobą, którą zawsze chcieliśmy być. Nie żyj połową życia i nie umieraj połową śmierci Jeśli wybierasz milczenie, to bądź cicho Kiedy mówisz, rób to, dopóki nie skończysz Jeśli akceptujesz, to wyraź to bez ogródek Nie maskuj tego Jeśli odmawiasz, to bądź jasny ponieważ dwuznaczna odmowa jest tylko słabą akceptacją Nie akceptuj połowy rozwiązania Nie wierz w półprawdy Nie śnij o połowie snu Nie fantazjuj o pół nadziejach Połowa drogi nie zaprowadzi cię nigdzie Jesteś całością, która istnieje, aby żyć życiem a nie połową życia. Tak napisał Khalil Gibran, poeta z Libanu. Przyznaję, że wciąż jeszcze zniewalam duszę w ciele, a to za sprawą zbytniej dyscypliny wewnętrznej od lat niemowlęcych. Tym samym nie dawałem zadowalającego przykładu chrześcijańskiego życia według nauki Pana Jezusa. Nie byłem rozpoznawalnym dzieckiem Bożym w podarowanym mi przez Opatrzność czasie. Harmonię Bożą nabyłem stosunkowo późno. I tak wreszcie uzewnętrzniła się jedna z zabliźnionych ran mego życia. Osoba pracująca powinna mieć również czas na doładowanie baterii, spędzanie czasu z rodziną, zabawę, czytanie, słuchanie muzyki, uprawianie sportu. Kiedy jakaś aktywność nie pozostawia miejsca na ulgę, na regenerujący odpoczynek, staje się niewolnictwem. Niewolnictwo osoby, to tylko jedna z wielu zabliźniajacych się ran życia, do których nawiązywała pierwsza moja książka o tym samym tytule, mianowicie „Zabliźniona rana” (Wydanie pierwsze, 2004). Wśród innych ran upatrywałbym ranę losu, nadużycie przemocy, segregacji społecznej – tworzenie grup wzajemnej adoracji, niezdrowe otwarcie na świat cywilizacji technicznej z współczesnymi ludzkimi wyborami i kontynuację sztafety pokoleń. Bóg nas umiłował. Musimy tylko znaleźć w sobie pokorę, aby pozwolić się kochać. Mam 64 lata i czuję się żywy! Wiek to tylko liczba, ale mądrość to skarb, który przychodzi z czasem. I wiesz co? Jestem wciąż wystarczająco młody, by marzyć o wielkich rzeczach, by rzucać swoje aspiracje w powietrze i patrzeć, jak stają się rzeczywistością!Życie to podróż, a nie cel. Doceniajmy każdy dzień, wdychajmy piękno i korzystajmy z każdej chwili. Nasze marzenia są wciąż w zasięgu ręki, a nasz potencjał jest nieograniczony. Żyjmy w teraźniejszości i sprawmy, by każdy dzień się liczył! Dochodzimy do sedna sprawy: nigdy nie opuściłem Polski – nigdy nie opuściłem domów, ulic i dzielnic mojego dzieciństwa. W poszukiwaniu melancholijnej duszy swojego rodzinnego miasta zawsze pragnąłem odkrywać nowe symbole – zderzenia i przeplatania się kultur, nadzwyczajnych a ludzkich wartości. Co można u nas robić w czasie czerwcowego weekendu? Co tylko Wam się zamarzy! Spacery w zamkowym parku, kawa w ogródku letnim z widokiem na dziedziniec, a może piknik na trawie z książką i ciszą w tle? Zabierz ze sobą bliskich, zwolnij tempo i poczuj lato! Czasem mniej, znaczy więcej. Nie chodzi o liczbę gości, ale o ich bliskość. O smak, który pamiętasz, i miejsce, do którego chce się wracać. Albowiem w Zaczarowanym Dziedzińcu rodzinnego miasta tworzymy kameralne przyjęcia z duszą – na chrzciny, komunie, urodziny, rocznice i ważne chwile. Tutaj Pyszna, domowa kuchnia, Przytulna sala z kominkiem, Ogród i balkon w tle, Możliwość animacji dla dzieci. Bez pośpiechu. Bez hałasu. Z sercem. (W internecie udostępniłem najnowsze ujęcia New York City, The City of Dreams – od wschodu do zachodu słońca. Aby uzyskać więcej filmów z Nowego Jorku, rozważ obserwowanie mnie na Instagramie, YouTube, Facebooku, autor)
___
Stanisław Barszczak, City of Dreams – New York, from sunrise to sunset.
Dearest
Pilgrimage gives an impulse of hope, contributes to overcoming isolation and to standing in truth. There are sins, but the Lord Jesus is with us. The Church is on the way. Let’s not sit in comfortable armchairs. Let’s go. We love people, not ideas. During my sixth journey to America, I am making a second pilgrimage to St. Stanislaus in New York, my baptismal patron. The Parish of St. Stanislaus Bishop and Martyr in New York is a Roman Catholic parish located in New York City, Manhattan, New York State, United States. It is a multi-ethnic parish in Manhattan, with mass in Polish for Polish immigrants. The clerical supervision is provided by the Pauline Fathers. Established in 1872, under the patronage of St. Stanislaus of Szczepanów. And by the way, I do my own sightseeing in New York, which is a great way to travel independently and individually. You can tailor your itinerary to your interests, avoid the crowds when visiting with a group, and enjoy the place at your own pace. However, it is important to plan your route in advance, check the opening hours of museums and attractions, and buy tickets online to avoid long lines. What to see: Central Park: Perfect place for a walk, a picnic, or relaxing in the greenery. Brooklyn Bridge: Walk across the bridge with a view of the city. Empire State Building: View from the top floor. Statue of Liberty: You can take a boat trip and see it up close. Times Square: The most famous square in New York. Museums: Met, MoMA, American Museum of Natural History – the choice is yours. High Line: A park on covered railway tracks. Free attractions: Take a ferry to Staten Island, walk through Central Park, visit Grand Central Terminal. Tomorrow, June 8, 2025, in the church liturgy, the Feast of the Descent of the Holy Spirit, also Indulgence in the parish of the Holy Spirit in Ząbkowice, currently a district of Dąbrowa Górnicza, once – the town of my childhood. The Feast of Pentecost is celebrated fifty days after Easter. It is a feast in which we remember the gift of the Holy Spirit who overthrows the confusion of Babel (see Gen. 11:9). In Jesus, who died, rose again and ascended to heaven, the nations again understand each other using one language, the language of love. In the first half of the 3rd century, Tertullian and Origen already spoke of Pentecost as a feast following the Ascension. As the pilgrim Egeria testifies, Pentecost was a feast that was already celebrated in Jerusalem in the 4th century. And as such, it proposed the theme of renewal, that the coming of the Spirit works in the hearts of men and women. The first Christian pilgrimages appeared in the 4th century, which was also when the tradition of pilgrimage was born. Initially, the pilgrims’ paths led to the Holy Land, to places associated with biblical events. The oldest preserved description of a pilgrimage is the story of a pilgrim from Bordeaux („Itinerarium Burdigalense”) from around 337. The anonymous author, an educated man, well-read in the Holy Scriptures, covered 4,500 km from Bordeaux to the Holy Land during the reign of Constantine the Great from 333. On this route, he lists 137 inns where he stopped and almost 200 points where draft animals changed. Importantly, he describes the appearance of Jerusalem at that time, where, thanks to the emperor and his mother, the Basilica of the Holy Sepulcher and the Resurrection, as well as the Basilica on Mount Zion and others were built. About 50 years later, Egeria set off on a pilgrimage from the Iberian Peninsula to the Holy Land. She was a wealthy person, since she could afford a three-year journey and the cost of guides. The clergy and Roman authorities treated her with kindness, because she commanded respect due to her piety and hard work. Unfortunately, only part of her work „Pilgrimage to the Holy Places” has survived, containing a description of the journey from the years 381-384 and much valuable information on biblical topography. She visited the holy places with the Holy Scripture in her hand. She probably first arrived in Jerusalem and from there set off on the four journeys described. In addition to Palestine, she visited Egypt, Syria, Mesopotamia and the city of Constantinople. In the second part of the work, she meticulously described the liturgy in Jerusalem, noting a detailed program of services. Thanks to her, we know that, for example, the liturgy of Holy Week in Jerusalem was famous not only for extensive prayers, but also required great physical effort, which consisted of long processions, fasting and night vigils. Pentecost has its roots in the Feast of Weeks celebrated by the Jewish people. It was an annual agricultural festival surrounding the first fruits of the spring harvest and celebrating the harvest of the year. Later, it became associated with God’s revelation to Moses, the Ten Commandments. Then, for Christians, it became the moment when Christ, having returned to the glory of the Father, became present in the hearts of men and women through his Spirit, the law given by God written on their hearts: „The new and final covenant, it is no longer based on the law written on two tablets of stone, but on the action of the Spirit of God, who makes all things new and is engraved in hearts of flesh” (Pope Francis). With Pentecost, the Church was born and her evangelizing mission began. Honesty and integrity are the foundation of trust. When we act with authenticity and transparency, we build strong relationships and earn the respect of others. Being truthful, even when it is difficult, shows that we value and respect the people around us. Let us strive to be honest and authentic in all our interactions and see how this changes our lives and the lives of those around us. Someone I loved once gave me a box full of darkness. It took me years to understand that this too was a gift. Your age is measured in years, but your soul carries something deeper. Let us discover how old it really is. Freeing ourselves from the chains of our past does not mean denying its influence, but rather rising above it. It is about Acknowledging where we come from, but not allowing it to define us. We can honor our roots while carving our own path. By focusing on our growth and embracing our truth, we can transform our lives and become the person we always wanted to be. Don’t live half a life and die half a death If you choose silence, then be silent When you speak, do it until you’re done If you accept, then be clear If you refuse, then be clear because an ambiguous refusal is only weak acceptance Don’t accept half a solution Don’t believe half truths Don’t dream half a dream Don’t fantasize about half hopes Half a journey will get you nowhere You are a whole being who exists to live life, not half a life. So wrote Khalil Gibran, a poet from Lebanon. I admit that I still enslave my soul in my body, due to too much inner discipline from my infancy. In doing so, I have not been a satisfactory example of Christian living according to the teachings of the Lord Jesus. I was not a recognizable child of God in the time given to me by Providence. I acquired divine harmony relatively late. And so finally one of the healed wounds of my life surfaced. A working person should also have time to recharge their batteries, spend time with their family, have fun, read, listen to music, play sports. When some activity leaves no room for relief, for regenerative rest, it becomes slavery. Slavery of the person is just one of many healed wounds of life, to which my first book of the same title, „The Healed Wound” (First Edition, 2004) referred. Among other wounds, I would see the wound of fate, the abuse of violence, social segregation – the creation of mutual admiration groups, unhealthy openness to the world of technical civilization with contemporary human choices and the continuation of the relay race of generations. God loved us. We just have to find humility in ourselves to allow ourselves to be loved. I am 64 years old and I feel alive! Age is just a number, but wisdom is a treasure that comes with time. And you know what? I am still young enough to dream big, to throw my aspirations in the air and watch them become reality! Life is a journey, not a destination. Let’s appreciate every day, breathe in the beauty and seize every moment. Our dreams are still within reach, and our potential is limitless. Let’s live in the present and make every day count! Let’s get to the heart of the matter: I have never left Poland – I have never left the houses, streets and neighborhoods of my childhood. In my search for the melancholic soul of my hometown, I have always wanted to discover new symbols – the clash and intertwining of cultures, extraordinary and human values. What can you do here during a June weekend? Whatever you dream of! Walks in the castle park, coffee in the summer garden overlooking the courtyard, or maybe a picnic on the grass with a book and silence in the background? Take your loved ones with you, slow down pace and feel the summer! Sometimes less is more. It’s not about the number of guests, but about their proximity. About the taste you remember and the place you want to come back to. Because in the Enchanted Courtyard of the hometown we create intimate parties with soul – for christenings, communions, birthdays, anniversaries and important moments. Here Delicious, home cooking, Cozy room with fireplace, Garden and balcony in the background, Possibility of animation for children. No rush. No noise. With heart.
____
Stanisław Barszczak, Bądźcie gotowi przyjąć wizję innych
Jest coś świętego w pamiętaniu… Przypomina mi to…iż Żyłem Kochałem I czułem to wszystko Nic grubszego niż ostrze noża nie oddziela szczęścia od melancholii. Cokolwiek się stanie, pozostań przy życiu. Nie umieraj, zanim umrzesz. Nie trać siebie, nie trać nadziei, nie trać kierunku. Pozostań przy życiu, z samym sobą, z każdą komórką swojego ciała, z każdym włóknem swojej skóry. Pozostań przy życiu, ucz się, studiuj, myśl, czytaj, buduj, wymyślaj, twórz, mów, pisz, marz, projektuj. Pozostań przy życiu, pozostań przy życiu w sobie, pozostań przy życiu również na zewnątrz, wypełnij się kolorami świata, wypełnij się pokojem, wypełnij się nadzieją. Pozostań przy życiu radością. Jest tylko jedna rzecz, której nie powinieneś marnować w życiu, a jest nią samo życie… Przepadam za młodzieżą, jeszcze chciałbym pokazać rozwój osobisty własnego bohatera, wśród jego ośmiu kuzynów… „Żegnaj Panie Chips”Jamesa Hiltona, powieść uchwyca nostalgię dni szkolnych, radości i smutki dorastania oraz głęboki wpływ oddanego nauczyciela. Oczami pana Chippinga powieść ta zabiera nas w podróż pełną wzruszających momentów i ponadczasowych lekcji. Przywołuje niewinność i urok życia szkolnego. Celebruje rolę nauczycieli jako mentorów i kształtujących życie. Pozostawia czytelników z ciepłym poczuciem nostalgii i refleksji. Za nami wybory prezydenckie. To początek czegoś nowego… Czego się spodziewasz w tym roku? zapytałem młodzieńca. Czy zamierzasz spróbować osiągnąć jakieś cele lub ambicje? Zarobić dużo pieniędzy? Ulepszyć siebie? Cóż, powiedziałem od siebie. Chodzi o to, że w głębi duszy jestem bardzo prostą duszą. I mogę nie mieć racji, kiedy to mówię… ale zawsze uważałem, że najważniejszą rzeczą w życiu – przynajmniej dla mnie – jest miłość. Kochać i być kochanym. Więc chociaż osiąganie celów, zarabianie pieniędzy i doskonalenie siebie to wspaniałe rzeczy, o których warto marzyć… nie mogę oprzeć się wrażeniu, że bez miłości byłyby to naprawdę bardzo puste marzenia. Więc jakie są twoje nadzieje na nadchodzący rok to… Czy na miłość po prostu. Z miłości i dla regularnego spaceru po parku – Stumilowym Lesie z najlepszym przyjacielem, z czynem – grabieniem w liści i gadaniem, jakbyśmy nie mieli żadnych zmartwień na świecie. Czy to nie brzmi idealnie. Spróbujmy. I tak dwaj przyjaciele jakimi moglibyśmy być, założyliby buty i nieprzemakalne kurtki i wyszli do Stumilowego Lasu, aby zgarniać liście i gadać, jakby nie mieli żadnych zmartwień na świecie. W ten weekend sięgnąłem do poezji Williama Butlera Yeatsa. Rozłożyłem moje marzenia pod twoimi stopami; Stąpaj ostrożnie, bo stąpasz po moich marzeniach, Istnieje inny świat, ale jest w tym. Zanim się zestarzejemy i umrzemy. Świat jest pełen magicznych rzeczy, cierpliwie czekających, aż nasze zmysły staną się ostrzejsze.
Przyjaciel myślałby o miłości Dopóki gwiazdy nie uciekną A cienie nie zjedzą księżyca. Edukacja to nie napełnianie wiadra, ale rozpalanie ognia. Chodź, o ludzkie dziecko! Do wód i dziczy Z wróżką, ręka w rękę, Bo świat jest bardziej pełen płaczu, niż możesz zrozumieć. Kiedy będziesz stary, siwy i pełen snu, I kiwający głową przy ogniu, weź tę książkę, I powoli czytaj i śnij o łagodnym spojrzeniu, które kiedyś miały twoje oczy, i o ich głębokich cieniach; Ilu kochało twoje chwile radosnej łaski, I kochało twoje piękno miłością fałszywą lub prawdziwą, Lecz jeden człowiek kochał duszę pielgrzyma w tobie, I kochał smutki twojej zmieniającej się twarzy; I pochylając się przy rozżarzonych prętach, Mrucz, trochę smutno, jak Miłość uciekła, I przechadzała się po górach nad głową, I ukryła twarz pośród tłumu gwiazd. Wróżki, przyjdźcie i zabierzcie mnie z tego nudnego świata, Bo chciałbym jechać z wami na wietrze, Biegać po szczycie potarganego przypływu, I tańczyć na górach jak płomień. Gdybym miał haftowane szaty niebios, Utkane ze złotego i srebrnego światła, Niebieskie, przyćmione i ciemne szaty Nocy, światła i półświatła, Rozłożyłbym szaty pod twoimi stopami: Ale ja, będąc biedny, mam tylko swoje sny; Rozłożyłem swoje sny pod twoimi stopami; Stój ostrożnie, bo stąpasz po moich snach. Syrena znalazła pływającego chłopca, Podniosła go dla siebie, Przycisnęła swoje ciało do jego ciała, Śmiała się; i zanurzając się, Zapomniała w okrutnym szczęściu, Że nawet kochankowie toną. Życie to długie przygotowanie do czegoś, co nigdy się nie zdarza. Nigdy nie oddawaj całego serca, bo miłość będzie ledwie warta myślenia dla namiętnych kobiet, skoro wydaje się Pewna, a one nigdy nie marzą odnośnie jej, Że zanika od pocałunku do pocałunku; Bo wszystko, co piękne, jest krótką, marzycielską, miłą rozkoszą. O, nigdy nie oddawaj serca wprost, Bo one, bo wszystkie gładkie usta mogą powiedzieć, Oddały swoje serca sztuce. I kto mógłby zagrać to wystarczająco dobrze, Gdy bywa głuchy, niemy i ślepy z miłości? Ten, który to zrobił, zna cały koszt, Bo oddał całe swoje serce i przegrał. To, co można wyjaśnić, nie jest poezją. Jako Irlandczyk miał trwałe poczucie tragedii, które podtrzymywało go w przejściowych okresach radości. Ale ja, będąc biedny, mam tylko swoje marzenia; Rozłożyłem swoje marzenia pod twoimi stopami; Stąpaj ostrożnie, bo stąpasz po moich marzeniach. Istnieje inny świat, ale jest w tym. WINO wchodzi do ust A miłość wchodzi do oczu; To wszystko, co powinniśmy wiedzieć o prawdzie Zanim się zestarzejemy i umrzemy. Podnoszę kieliszek do ust, Patrzę na ciebie i wzdycham. Z kłótni z innymi tworzymy retorykę; z kłótni z samymi sobą tworzymy poezję. Wyruszmy, opowiadacze historii, i chwyćmy każdą zdobycz, za którą tęskni serce, i nie lękajmy się. Wszystko istnieje, wszystko jest prawdą, a ziemia jest tylko odrobiną pyłu pod naszymi stopami. TA szalona dziewczyna improwizująca swoją muzykę. Jej poezja, tańcząca na brzegu, Jej dusza oddzielona od siebie Wspinaczką, upadła nie wiedząc gdzie, Ukrywając się pośród ładunku parowca, Jej złamane kolano, tę dziewczynę ogłaszam Piękną wzniosłą rzeczą, lub rzeczą Bohatersko utraconą, bohatersko odnalezioną. Bez względu na to, jaka katastrofa się wydarzyła Stała w rozpaczliwej muzyce ranna, i tworzyła w swoim triumfie Tam gdzie leżą bele i kosze Żadnego wspólnego zrozumiałego tak Ale śpiewała, O głodne morza, głodne morze… Kręcąc się i obracając w rozszerzającym się wirze Sokół nie słyszy sokolnika; Wszystko się rozpada; centrum nie może się utrzymać; Czysta anarchia zostaje uwolniona na świecie, Krwawa fala zostaje uwolniona i wszędzie Ceremonia niewinności zostaje zatopiona; Najlepszym brakuje wszelkiego przekonania, podczas gdy najgorsi Są pełni namiętnej intensywności. W snach zaczynają się obowiązki. Ilu kochało twoje chwile radosnej łaski, I kochało twoje piękno miłością fałszywą lub prawdziwą; Wreszcie jeden człowiek pokochał duszę pielgrzyma w tobie, I pokochał smutki twojej zmieniającej się twarzy. …Szukam twarzy, którą miałem, zanim świat został stworzony… Nie czekaj, aż żelazo będzie gorące; lecz rozgrzej je, uderzając w kowadło. Myśl jak mądry człowiek, ale komunikuj się językiem ludu. Nie ma obcych, są tylko przyjaciele, których jeszcze nie spotkałeś. Wszystkie puste dusze skłaniają się ku skrajnym opiniom. Wyspa Jeziora Innisfree Wstanę i pójdę teraz, i pójdę do Innisfree, I tam zbuduję małą chatę, z gliny i plecionki; Będę miał tam dziewięć rzędów fasoli, ul dla pszczół miodnych, I będę żył sam na polanie pełnej hałasu pszczół. I będę miał tam trochę spokoju, bo spokój spada powoli, Spada z zasłon poranka tam, gdzie śpiewa świerszcz; Tam północ jest tylko błyskiem, a południe purpurowym blaskiem, A wieczór pełen skrzydeł makolągwy. Wstanę i pójdę teraz, bo zawsze dniem i nocą Słyszę wodę jeziora uderzającą niskimi dźwiękami o brzeg;
Kiedy stoję na drodze lub na szarych chodnikach, Słyszę to w głębi serca. Przynoszę ci z czcią ręce księgi moich niezliczonych snów. Najlepszym brakuje wszelkiego przekonania, podczas gdy najgorsi są pełni namiętnej intensywności. Najgorszą rzeczą u niektórych mężczyzn jest to, że gdy nie są pijani, są trzeźwi. Wiem, że spotkam swój los gdzieś wśród chmur na niebie; tych, z którymi walczę, a nie nienawidzę, tych, których strzegę, a nie kocham. Każdy głupiec może stoczyć zwycięską bitwę, ale potrzeba charakteru, aby stoczyć bitwę przegraną, i to powinno nas zainspirować; co przypomina mi, że pewnej nocy śniło mi się, że mnie wieszają, ale byłem duszą towarzystwa. Zbyt długa ofiara może zamienić serce w kamień Wino wchodzi przez usta, Miłość, oczy. Podnoszę kieliszek do ust, Patrzę na ciebie, Westchnąłem. Serca nie są darem, ale serca się zdobywa Przez tych, którzy nie są całkowicie piękni. Dzieje się zbyt wiele rzeczy, by nawet najwielkie serce mogło je pomieścić. Możemy sprawić, że nasze umysły będą tak jak spokojna woda, że istoty będą się gromadzić wokół nas, aby mogły zobaczyć, być może, swoje własne obrazy, i tak żyć przez chwilę z jaśniejszym, być może nawet bardziej zaciekłym życiem dzięki naszej ciszy.
Nadzieja i Pamięć mają jedną córkę, a jej imię brzmi Sztuka, a ona zbudowała swój dom daleko od rozpaczliwego pola, gdzie mężczyźni wieszają swoje szaty na rozwidlonych gałęziach, by były sztandarami bitwy. O ukochana córko Nadziei i Pamięci, bądź ze mną przez chwilę. Pomyśl, gdzie zaczyna się i kończy chwała człowieka I powiedz, że moją chwałą było to, że miałem takich przyjaciół. Możemy zacząć żyć dopiero wtedy, gdy pojmiemy życie jako Tragedię (w najlepszym tego słowa znaczeniu, podkr. autora) Potrzeba więcej odwagi, by zbadać ciemne zakamarki własnej duszy niż żołnierzowi walczącemu na polu bitwy A łagodność przyszła ze światła gwiazd i wypełniła mnie do szpiku kości. Jeśli uczynię rzęsy ciemnymi A oczy jaśniejszymi A usta bardziej szkarłatnymi, Albo zapytam, czy wszystko jest w porządku Z lustra przy lustrze, Żadna próżność nie zostanie pokazana: Szukam twarzy, którą miałem Zanim świat został stworzony. Samego siebie muszę przerobić. Szczęście nie jest ani cnotą, ani przyjemnością, ani tym, ani tamtym, ale po prostu wzrostem. Jesteśmy szczęśliwi, gdy rośniemy – wzrastamy. Należy powiedzieć przed snem: Przeżyłem wiele żyć. Byłem niewolnikiem i księciem. Wielu ukochanych siedziało na moich kolanach, a ja siedziałem na kolanach wielu ukochanych. Wszystko, co było, będzie znowu…
Kot i księżyc
Kot chodził tu i tam A księżyc kręcił się jak bąk, A najbliższy krewny księżyca, Pełzający kot, spojrzał w górę. Czarny Minnaloushe wpatrywał się w księżyc, Bo wędrował i zawodził, jak chciał, Czyste zimne światło na niebie Mąciło jego zwierzęcą krew. Minnaloushe biegnie po trawie Podnosząc swoje delikatne stopy. Czy tańczysz, Minnaloushe, czy tańczysz?
Kiedy dwoje bliskich krewnych spotyka się, Co może być lepszego niż wezwanie do tańca? Może księżyc nauczy się, Zmęczony tą dworską modą, Nowego zwrotu w tańcu.
Minnaloushe skrada się przez trawę Z miejsca oświetlonego księżycem do miejsca, Święty księżyc nad głową Przeszedł nową fazę. Czy Minnaloushe wie, że jego źrenice będą przechodzić od zmiany do zmiany, I że od okrągłego do półksiężyca, Od półksiężyca do okrągłego przesuwają się? Minnaloushe skrada się przez trawę Samotny, ważny i mądry, I unosi się ku zmieniającemu się księżycowi Swoimi zmieniającymi się oczami. Bóg rozciąga niebiosa nad nami jak wielkie skrzydła I daje małą rundę czynów i dni, A potem przychodzą rozbite anioły i zastawiają sidła, I wabią ich lekkimi nadziejami i ciężkimi marzeniami, Aż serce nadmucha się dumą i odejdzie Pół drżąc, a pół radując się z pokoju Bożego; I to był jakiś rozbity anioł, ślepy od łez, Który schlebiał sercu Edane wesołymi słowami. Przyjdźcie, wróżki, zabierzcie mnie z tego nudnego domu! Dajcie mi całą wolność, którą utraciłem; Pracujcie, kiedy chcę i próżnujcie, kiedy chcę! Wróżki, przyjdźcie, zabierzcie mnie z tego nudnego świata, Bo chciałbym jechać z wami na wietrze, Biegać na szczycie rozczochranego przypływu, I tańczyć na górach jak płomień. Chciałbym wziąć świat, I rozbić go na kawałki w moich rękach, Aby zobaczyć, jak się uśmiechasz, patrząc, jak się rozpada. Kiedyś mucha tańcząca w promieniu słońca, Albo lekki wiatr wiejący od świtu, Mógłby napełnić twoje serce marzeniami, których nikt inny nie znał, Ale teraz nierozerwalny sakrament, Zmieszał twoje serce, które było najbardziej dumne i zimne, Z moim ciepłym sercem na zawsze; słońce i księżyc Muszą zgasnąć, a niebo zwinąć się jak zwój Ale twój biały duch wciąż chodzi obok mojego ducha. Gdy sen zimowy jest poza moimi plecami, moje włosy stają się cienkie, Moje stopy niepewne. Gdy liście się budzą Moja matka nosi mnie w swoich złotych ramionach; Wkrótce włożę moją kobiecość i poślubię Duchy drewna i wody, ale kto może powiedzieć, Kiedy narodziłem się po raz pierwszy? Wiatr wieje z bram dnia, Wiatr wieje nad samotnymi sercami, A samotne serca zwiędły; Podczas gdy wróżki tańczą w miejscu odosobnionym, Trzęsąc swoimi mleczno-białymi stopami w okręgu, Podrzucając swoje mlecznobiałe ramiona w powietrze; Bo słyszą wiatr śmiejący się, mruczący i śpiewający O krainie, w której nawet starzy są piękni, A nawet mądrzy są weseli językiem; Ale usłyszałem trzcinę Coolaney mówiącą — Gdy jeszcze wiatr się śmiał, szemrał i śpiewał, Samotność serca nadal usycha. Nie bądź niegościnny dla obcych, aby nie byli aniołami w przebraniu. Smakujemy, czujemy i widzimy prawdę. Nie rozumujemy o niej. Ludzie, którzy opierają się na logice, filozofii i racjonalnej ekspozycji, kończą głodzeniem najlepszej części umysłu. Teraz, gdy moja drabina zniknęła, Muszę położyć się tam, gdzie wszystkie moje drabiny się zaczynają, W cuchnącym szmacianym sklepie serca. Chociaż jestem stary w włóczęgostwie Przez puste ziemie i pagórkowate ziemie, Dowiem się, dokąd ona poszła, I pocałuję jej usta i wezmę jej ręce; I przejdę się wśród długiej, nakrapianej trawy, I będę zrywał, dopóki czas i czasy się nie skończą Srebrne jabłka księżyca, Złote jabłka słońca.
Pieśń wędrującego Aengusa
Dlaczego miałbym ją winić za to, że wypełniła moje dni Nędzą, że w końcu nauczyła nieświadomych ludzi najbardziej gwałtownych sposobów,
Że rzuciłaby małe uliczki dla wielkich, Gdyby tylko miały odwagę równą pragnieniu?
Czy można by ją uspokoić umysłem, otwartym na szlachetność uczynioną prostą jak ogień, Czy można by ją uspokoić pięknem napiętego łuku, rodzajem, Który nie jest naturalny w takim wieku
Czy można by uczynić ją tak wysoką, samotną i najbardziej surową?
Ale w jaki sposób, dlaczego, co można by zrobić dla niej, będącej tym, kim jest? Czy byłaby inna Troja, którą mogłaby spalić? Literatura jest zawsze osobista, zawsze jest wizją świata jednego człowieka, doświadczeniem jednego człowieka i może być popularna tylko wtedy, gdy ludzie są gotowi przyjąć wizje innych. Serca nie są darem, serca są po to, by na nie zasłużyć. Wszystko istnieje, wszystko jest prawdą, a ziemia to tylko odrobina pyłu pod naszymi stopami. Przeminie wiele lat, zanim człowiek uwierzy w to, co czuje, nawet w to, by wiedzieć, jakie to uczucie, powiedział W.B. Yeats.
Tymczasem czuwaj nade mną, Ojcze Pio, gdy z ufnością zapadam w sen; chroń mnie przed zasadzkami i atakami wroga.
Niech Pan Jezus będzie pochwalony.
____
Stanisław Barszczak, Be prepared to accept the vision of others
There is something sacred in remembering… It reminds me…that I lived, I loved and I felt it all Nothing thicker than a knife blade separates happiness from melancholy. Whatever happens, stay alive. Don’t die before you die. Don’t lose yourself, don’t lose hope, don’t lose direction. Stay alive, with yourself, with every cell of your body, with every fiber of your skin. Stay alive, learn, study, think, read, build, invent, create, speak, write, dream, design. Stay alive, stay alive inside yourself, stay alive outside as well, fill yourself with the colors of the world, fill yourself with peace, fill yourself with hope. Stay alive with joy. There is only one thing you should never waste in life, and that is life itself… I am a big fan of youth, and I would also like to show the personal development of my own hero, among his eight cousins… „Goodbye Mr. Chips” by James Hilton, a novel that captures the nostalgia of school days, the joys and sorrows of growing up, and the profound influence of a dedicated teacher. Through the eyes of Mr. Chipping, this novel takes us on a journey full of touching moments and timeless lessons. It evokes the innocence and charm of school life. It celebrates the role of teachers as mentors and shapers of lives. It leaves readers with a warm sense of nostalgia and reflection. The presidential election is behind us. It is the beginning of something new… What are you expecting this year? I asked the young man. Are you going to try to achieve any goals or ambitions? Make a lot of money? Improve yourself? Well, I said from myself. The thing is, deep down I am a very simple soul. And I may be wrong when I say this… but I’ve always believed that the most important thing in life – at least for me – is love. To love and be loved. So while achieving goals, making money, and improving yourself are wonderful things to dream about… I can’t help but think that without love, they would be very empty dreams indeed. So what are your hopes for the coming year? For love alone. For love and for a regular walk in the park – the Hundred Acre Wood with your best friend, with action – raking leaves and chatting like we don’t have a care in the world. Doesn’t that sound perfect. Let’s try. And so the two friends we could be would put on their boots and waterproofs and go out into the Hundred Acre Wood to rake leaves and chat like we don’t have a care in the world. This weekend I reached for the poetry of William Butler Yeats. I spread my dreams at your feet; Tread carefully, for you tread on my dreams, There is another world, but it is in this one. Before we grow old and die. The world is full of magical things, patiently waiting for our senses to grow sharper. A friend would think of love Until the stars flee And the shadows eat the moon. Education is not filling a bucket, but lighting a fire. Come, O child of man! To the waters and the wilds With the fairy, hand in hand, For the world is full of more crying than you can understand. When you are old, gray, and full of sleep, And nodding your head by the fire, take this book, And read slowly and dream of the gentle look that your eyes once had, and their deep shadows; How many loved your moments of joyful grace, And loved your beauty with a love false or true, But one man loved the pilgrim soul in you, And loved the sorrows of your changing face; And leaning by the glowing rods, Murm, a little sadly, as Love fled, And walked on the mountains overhead, And hid her face amid the crowd of stars. Fairies, come and take me from this dull world, For I would ride with you on the wind, To run on the top of the ruffled tide, And dance on the mountains like a flame. If I had the embroidered garments of heaven, Woven of golden and silver light, The blue, dim and dark garments Of night, light and half-light, I would spread my garments under your feet: But I, being poor, have only my dreams; I have spread my dreams beneath your feet; Step carefully, for you tread on my dreams. The mermaid found a swimming boy, She lifted him up for herself, She pressed her body to his, She laughed; and plunging, Forgot in cruel happiness, That even lovers drown. Life is a long preparation for something that never happens. Never give your whole heart, for love will scarcely be worth thinking to passionate women, since it seems Certain, and they never dream of it, That it fades from kiss to kiss; For all that is beautiful is a short, dreamy, sweet delight. Oh, never give your heart straight, For they, for all smooth lips can say, Have given their hearts to art. And who could play it well enough, When he is deaf, dumb, and blind with love? He who did this knows the full cost, For he gave his whole heart and lost. What can be explained is not poetry. As an Irishman he had a lasting sense of tragedy which sustained him through the intermittent joys. But I, being poor, have only my dreams; I have spread my dreams under your feet; Tread carefully, for you tread on my dreams. There is another world, but it is in this one. Wine enters the mouth And love enters the eyes; This is all we need to know of truth Before we grow old and die. I raise my glass to my lips, I look at you and sigh. From quarrels with others we create rhetoric; from quarrels with ourselves we create poetry. Let us go forth, storytellers, and seize whatever prize the heart longs for, and fear not. All is, all is truth, and the earth is but a speck of dust beneath our feet. This mad girl improvising her music. Her poetry, dancing on the shore, Her soul separated from itself By climbing, fell not knowing where, Hiding amidst the cargo of a steamer, Her broken knee, this girl I declare A beautiful thing sublime, or a thing Heroically lost, heroically found. No matter what disaster happened She stood in desperate music wounded, and created in her triumph Where bales and baskets lie No common intelligible so But she sang, O hungry seas, hungry sea… Turning and turning in the widening eddy The falcon hears not the falconer; All falls apart; the center cannot hold; Pure anarchy is loosed upon the world, A bloody wave is loosed and everywhere The ceremony of innocence is drowned; The best lack all conviction, while the worst Are full of passionate intensity. In dreams, duty begins. How many have loved your moments of joyful grace, And loved your beauty with a love false or true; At last one man loved the pilgrim soul in you, And loved the sorrows of your changing face. …I seek the face I had before the world was made… Do not wait for the iron to be hot; but heat it by striking the anvil. Think like a wise man, but communicate in the language of the people. There are no strangers, only friends you have not yet met. All empty souls lean to extreme opinions. The Island of Lake Innisfree I will rise and go now, and go to Innisfree, And there I will build a little hut, of clay and wattle; There I will have nine rows of beans, a hive for honeybees, And I will live alone in a glade full of the noise of bees. And there I will have some peace, for peace falls slowly, Falls from the curtains of morning where the cricket sings; There the north is only a flash, and the south a purple glow, And the evening full of the linnet’s wings. I will rise and go now, for always day and night I hear the water of the lake striking the shore with low sounds; When I stand on the road or on the gray sidewalks, I hear it in the depths of my heart. I bring to you with reverence the hands of my innumerable dreams. The best lack all conviction, while the worst are full of passionate intensity. The worst thing about some men is that when they are not drunk, they are sober. I know that I will meet my fate somewhere among the clouds in the sky; those I fight and do not hate, those I protect and do not love. Any fool can fight a winning battle, but it takes character to fight a losing battle, and this should inspire us; which reminds me that one night I dreamed that I was being hanged, but I was the life of the party. Sacrifice too long can turn a heart to stone Wine enters through the mouth, Love, the eyes. I raise a glass to my lips, I look at you, I sighed. Hearts are not gifts, but hearts are won By those who are not entirely beautiful. There are too many things happening for even the largest heart to contain. We can make our minds as still water, that beings will gather around us, that they may see, perhaps, their own images, and so live for a while with a brighter, perhaps even fiercer life through our silence. Hope and Memory have one daughter, and her name is Art, and she built her home far from the desperate field, where men hang their garments on the forked branches to be banners of battle. O beloved daughter of Hope and Memory, be with me for a while. Think where the glory of man begins and ends And say that my glory was that I had such friends. We can only begin to live when we understand life as A Tragedy (in the best sense of the word, author’s emphasis) It takes more courage to explore the dark corners of your own soul than it does a soldier fighting on the battlefield And gentleness came from the light of the stars and filled me to the marrow of my bones. If I make my eyelashes dark And my eyes brighter And my lips more scarlet, Or ask if all is well From mirror to mirror, No vanity will be shown: I seek the face I had Before the world was made. I must remake myself. Happiness is neither virtue nor pleasure, neither this nor that, but simply growth. We are happy when we grow – we grow. It is necessary to say before going to sleep: I have lived many lives. I was a slave and a prince. Many loved ones sat on my lap, and I sat on the lap of many loved ones. Everything that was will be again…
The Cat and the Moon
The cat walked here and there And the moon turned like a top, And the closest relative of the moon, The creeping cat, looked up. The black Minnaloushe gazed at the moon, For he wandered and wailed as he wished, The pure cold light in the sky Dirted his animal blood. The Minnaloushe runs across the grass Raising his delicate feet. Do you dance, Minnaloushe, do you dance? When two close relatives meet, What could be better than a call to dance? Perhaps the moon will learn, Weary of this courtly fashion, A new turn in the dance. Minnaloushe creeps through the grass From moonlit place to moonlit place, The holy moon above Has passed a new phase. Does Minnaloushe know that his pupils Will pass from change to change, And that from round to crescent, From crescent to round they move? Minnaloushe creeps through the grass Alone, important and wise, And rises to the changing moon With his changing eyes. God stretches the heavens above us like great wings And gives a little round of deeds and days, And then come the broken angels and set snares, And lure them with light hopes and heavy dreams, Until the heart puffs up with pride and goes Half trembling, half rejoicing in the peace of God; And it was some broken angel, blinded by tears, Who flattered Edane’s heart with cheerful words. Come, fairies, take me from this dull house! Give me all the freedom I have lost; Work when I will and be idle when I will! Fairies, come, take me from this dull world, For I would like to ride with you on the wind, Run on the top of the tousled tide, And dance on the mountains like a flame. I would like to take the world, And break it to pieces in my hands, To see you smile as you watch it fall apart. Once a fly dancing in a sunbeam, Or a gentle wind blowing from the dawn, Could fill your heart with dreams that no other knew, But now an inseparable sacrament, Has mingled your heart that was most proud and cold, With my warm heart forever; sun and moon Must fade, and the sky roll up like a scroll, But your white spirit still walks beside my spirit. When winter’s sleep is behind me, my hair grows thin, My feet are uncertain. When the leaves awaken, My mother bears me in her golden arms; Soon I shall put on my womanhood and marry The spirits of wood and water, but who can say, When I was first born? The wind blows from the gates of day, The wind blows over lonely hearts, And lonely hearts wither; While the fairies dance in a lonely place, Shaking their milky white feet in a circle, Throwing their milky white arms in the air; For they hear the wind laughing, murmuring and singing Of a land where even the old are fair, And even the wise are merry with tongue; But I heard the Coolaney reed say — While the wind still laughed, murmured and sang, The loneliness of the heart still withers. Be not inhospitable to strangers, lest they be angels in disguise. We taste, feel and see the truth. We do not reason about it. People who rely on logic, philosophy and rational exposition end up starving the best part of the mind. Now that my ladder is gone, I must lie down where all my ladders begin, In the stinking rag shop of the heart. Though I am old in wandering Through empty lands and hilly lands, I will learn where she has gone, And kiss her lips and take her hands; And walk among the long speckled grass, And pick until time and times are done The silver apples of the moon, The golden apples of the sun.
The Song of Wandering Aengus
Why should I blame her for filling my days With misery, that at last She taught the ignorant the most violent ways, That she would throw the small streets to the great, If only they had courage equal to desire? Could she be soothed by a mind open to nobility made simple as fire, Could she be soothed by the beauty of a drawn bow, a kind, That is not natural at such an age Could she be made so tall, so lonely, and so severe? But how, why, what could be done for her, being what she is? Would there be another Troy that she could burn? Literature is always personal, always one man’s vision of the world, one man’s experience, and it can only be popular if people are willing to accept the visions of others. Hearts are not gifts, hearts are to be earned. Everything exists, everything is true, and the earth is just a speck of dust under our feet. It takes many years before a man believes in what he feels, even to know what it feels like, W.B. Yeats said. In the meantime, watch over me, Padre Pio, as I confidently fall asleep; protect me from the snares and attacks of the enemy.
May the Lord Jesus be praised
(On the internet I shared the latest shots of New York City, The City of Dreams – from sunrise to sunset. For more videos from New York, consider following me on Instagram, YouTube, Facebook, author)
____
| Przeczytaj na blogu lub Reader Tell Me EverythingIn the first decade of June 2025, I visited the United States of America for the sixth time and was in New York for the third time. In this regard, I would like to paraphrase for youa book by Pulitzer Prize winner Elizabeth Strout. In „Tell Me Everything” I combine three characters: writer Lucy Barton, gruff senior Olive Kitteridge, and lawyer Bob Burgess, to reflect on loneliness, building bonds, and the redemptive power of storytelling. This is the story of Bob Burgess, a tall, solidly built man who lives in the town of Newark, New Jersey, and is sixty-five years old at the time of our talk. Every day I could ride the 107 bus from Newark to Manhattan in New York. It took me an hour, and in the afternoon I could walk in the local Weequahic Park. Bob has a big heart, but he doesn’t realize it; like many of us, he does not know himself as well as he thinks, and would never have believed that he had done anything of value in his life worth recording in the annals of history. But he did; as we all did.Fall comes early in Newark. In the second or third week of August, a person driving a car may look up and see the top of a tree turning red in the distance. As it happened, the first such tree in Newark this year was a large maple by the church (Gallilee Baptist church), although it was not yet mid-month. It began to change color on the east side. This seemed strange to long-time residents, who had not remembered that tree changing colors first. By the end of August, the entire maple had not turned red, but had become an orange-yellow color, which could be seen when you turned the corner on Elisabeth Street. Then September came, the summer people returned to where they had come from, and often only a few people walked the streets of Newark. The leaves were generally not vibrantly colored, and people assumed it was because of the lack of rain they had experienced in August—and September.A few years earlier, people coming into Newark from the toll road would have passed a car dealership, a doughnut shop, a small restaurant, and large, run-down wooden houses with bicycle tires, plastic toys, coat racks, and air conditioners that had not been used for years on their porches. One of these houses was occupied by a middle-aged man named Ricky Baraka. He was stout, often drunk, and could be seen leaning over the railing of his side porch, with his pants half down, showing off his ample buttocks, cleft, and so on, to the people who had not seen it before, and those who had not seen it before would have turned their heads and stared in surprise. But then the city council voted to open a new police station on the site, and so Ricky Baraka and the house he lived in were gone; rumor had it that he had settled somewhere near the old fairgrounds in the Weequahic housing project.In the heart of town, you will see a large brick building standing near Elizabeth Street. After the clocks were turned back in November, when it began to get dark earlier, the few passersby and those walking on the sidewalk on the other side could look in the windows of this house, yellow from the lights burning inside, and watch Bob Burgess and his wife, Margaret Estaver, cooking together in the kitchen until they drew the curtains. People knew them, although in a way they did not fully realize the sense of security that this couple gave them living here, in the very center of town. Margaret was a Unitarian minister and had her own congregation. Bob had worked as a lawyer in New York for many years in his youth, but no one ever pointed that out to him, perhaps because he had grown up in Newark City Center, forty-five minutes away; He had returned to Newark Weequahic almost fifteen years ago, when he married Margaret. He occasionally took on criminal cases in Newark City, and it was known that he kept an office there, although he had practically retired from the profession. And then—people whispered—he had experienced a tragedy as a child. He had been playing with the gear shift in the family car when it rolled down the hillside in the Burgesses’ driveway, and the townspeople assumed that it was the car—and therefore Bob—that had killed her father as he took his mail out of the mailbox.Olive Kitteridge, who was ninety and lived in a housing project for the elderly called Maple Tree Apartments, knew this and had always liked Bob Burgess; she thought there was a quiet sadness about him, probably because of that early misfortune. Olive had not liked his wife, Margaret, because Margaret was a minister, and Olive had not liked ministers—except Cooke, who had married her first husband, Henry. A wonderful man, that Reverend Daniel Cooke. Henry Kitteridge was a wonderful man too.The pandemic was a difficult time for Olive – difficult for anyone to bear – but Olive endured it, day after day, in her small apartment in the housing project, but when they banned residents from eating in the dining room and started bringing them food, she thought she was going to go completely crazy. But by the end of the first year, after getting the vaccine and a booster, she was able to go out a little more often, and people would give her rides into town or take her to the park. The real problem was that during the pandemic, Olive’s best friend, Isabelle Goodrow, who lived two doors down, had a bad fall and—to make matters worse—had been moved “across the bridge” to a nursing home in the housing project. Olive visited Isabelle every day and read her the newspaper from cover to cover. But it was hard, then and now.At the end of Newark’s Weequahic Park, high on a cliff above the highway, lived Lucy Barton, who had come with her ex-husband William two years earlier, escaping New York during the pandemic, and they ended up staying in town. This was a mixed bag, partly because of her natural reserve toward New Yorkers, but also because, because of people like Lucy Barton, who had decided to stay, housing prices had skyrocketed, and Newarkers who had hoped to move into a nicer house were now finding they couldn’t afford it. Lucy had grown up in a small town in Illinois, but she had spent her entire adult life in New York, and had never even been to Newark as a summer resident until she moved here with her ex-husband. She was also a novelist, and that brought mixed reactions: most people would have preferred her to go back to New York, but no one had a bad word to say about her, and except for walks along the river with her friend Bob Burgess, she was rarely seen. Although she was noticed occasionally entering the small office she had rented above a bookstore through the back door. Most of the storefronts on Elisabeth Street had signs saying “HELP WANTED” or “HIRING IMMEDIATELY,” and a few restaurants on the waterfront had closed because they couldn’t find workers. What went wrong? There were a lot of theories, but it’s fair to say that most people in Newark didn’t know. They just knew that the world wasn’t what it used to be. And most of the people in Newark were old or getting old, because that’s how the population of New Jersey had been for years. Some said that was the problem: there weren’t enough young people to take the jobs. Others argued that the labor shortage was not unique to Newark but nationwide; some speculated that there was an opioid crisis and that people couldn’t be hired because they couldn’t pass drug tests. Others thought it was the younger generation, like Malcolm Moody’s sixteen-year-old grandson who came to visit for three days and played video games on his iPhone nonstop. What could be done about it? Nothing.And then in October the leaves burst into color, bathing the world in gold. The sun was shining, yellow leaves were flying everywhere, and it was a beautiful sight. The days grew cool, and it rained at night, but in the morning the sun rose again, and all the brilliant beauty of nature gathered around Newark. The low clouds in the sky would suddenly block out the sun, and then just as suddenly they would part and it would be as if someone had turned on a light; the sky would become blue and bright again, and the yellow-orange leaves would fall quietly to the ground.One day in October, Olive Kitteridge had a single thought, but she thought about it for almost a week before she called Bob Burgess. “I have a story to tell this writer, Lucy Barton. Make her come and see me.Olive thought about this story more and more, and decided, as people often do, that if she told it to a writer, it might be used in a book someday. She didn’t know whether Lucy was a famous writer or not, but she decided it didn’t matter. There was always a long line of Lucy’s books waiting at the library, so Olive ordered them from the bookstore, read them from cover to cover, and thought that Lucy might like—and even use—the story she had to tell.So on this autumn day, the yellow leaves of the tree visible through the big glass back door were rustling to the ground as Olive waited for Lucy Barton to arrive. She sat in a chair with headrests, looking at three chickadees at the bird feeder, two big ones and one little one. When she leaned over, she saw a squirrel. She rapped her knuckles hard on the window, and the squirrel scurried away. “Ha,” Olive said, leaning back in her chair. She hated squirrels. They ate her flowers and scared the birds away all the time.She found her glasses on the table next to her, reached for the large cordless phone that was also on the table, and dialed a number. “Isabelle,” she said. “I can’t come over this morning. I’m expecting a visitor. I’ll tell you about it this afternoon when I come in. At once. – Olive hung up and looked around the small apartment.She tried to look at it through the eyes of a writer and decided that everything was fine. It was clean and not cluttered with the nasty junk that many elderly people’s homes were, with countless photographs of grandchildren and suchlike on the countertops. Olive had four grandchildren, but in the bedroom there was only a small photograph of one of them, Little Henry, who wasn’t so little anymore. And on the sideboard in the living room she kept a large photograph of her first husband, Henry, and that was it. She looked at the photograph now and said, “Well, Henry, let’s see if she’s sensitive.(see, The New York Times bestseller, Pulitzer Prize winner Elizabeth Strout’s new novel. The above fragment shows an autumnal Newark, is my poetic license, and is an expression of gratitude to Providence for my happy sojourn in New York City 2025. I have also changed the name of the town from Crosby to Newark. Local attorney Bob Burgess becomes involved in the case of a loner accused of killing his mother. He befriends the esteemed writer Lucy Barton, who lives in a house by the sea with her ex-husband William. Lucy and Bob have long conversations about life—what they dream of, what they regret, how things could have been different. Lucy also meets long-time Newark resident Olive Kitteridge, now a tenant in a senior housing project on the edge of town. They spend afternoons together, sharing stories of forgotten heroes, people with “unrecorded lives.” The empathetic novel Tell Me Everything reminds us, that it is relationships with others that help us stay afloat. As Lucy says, „Love comes in many forms, but it is always love”) —– Wiadomość oryginalna —— Stanisław Barszczak, Opowiedz mi wszystko W pierwszej dekadzie czerwca 2025 odwiedziłem po raz szósty Stany Zjednoczone Ameryki i po raz trzeci bywałem w Nowym Jorku. W związku z tym chciałbym wam sparafrazować książkę laureatki Pulitzera Elizabeth Strout. W „Opowiedz mi wszystko” łączę trzy postacie: pisarkę Lucy Barton, szorstką seniorkę Olive Kitteridge i prawnika Boba Burgessa, by snuć refleksje o samotności, budowaniu więzi oraz odkupieńczej mocy opowiadania historii. To historia Boba Burgessa, wysokiego, solidnie zbudowanego mężczyzny, który mieszka w miasteczku Irvington w stanie New Jersey i w chwili, gdy o nim mówimy, liczy sobie sześćdziesiąt pięć lat. Codziennie mogłem jeździć z Newark na Manhattan w Nowym Jorku autobusem linii 107. To zabierało mi godzinę, a po południu mogłem spacerować w tutejszym Weequahic Park. Bob ma wielkie serce, ale nie zdaje sobie z tego sprawy; jak wielu z nas, nie zna siebie tak dobrze, jak mu się wydaje, i nigdy by nie uwierzył, że dokonał w życiu czegoś wartościowego, co warto zapisać w annałach. Ale dokonał; jak my wszyscy.Jesień nadchodzi w Newark wcześnie. W drugim czy trzecim tygodniu sierpnia osoba jadąca samochodem może spojrzeć w górę i dostrzec w oddali czerwieniejący czubek drzewa. Tak się złożyło, że w tym roku w Newark pierwszym takim drzewem był duży klon przy kościele (Gallilee Baptist church), choć nie nadeszła jeszcze połowa miesiąca. Zaczął zmieniać kolor od wschodniej strony. Wydawało się to dziwne wieloletnim mieszkańcom, ponieważ nie pamiętali, żeby to drzewo zmieniało barwy jako pierwsze. Pod koniec sierpnia cały klon nie poczerwieniał, ale stał się pomarańczowożółty, co można było zobaczyć, gdy się skręciło za róg Elisabeth Street. Potem nadszedł wrzesień, letnicy wrócili tam, skąd przyjechali, a ulicami Newark często spacerowało zaledwie kilka osób. Ogólnie rzecz biorąc, liście nie mieniły się żywymi barwami i ludzie przypuszczali, że to z powodu braku opadów deszczu w sierpniu – i we wrześniu – którego doświadczyły.Kilka lat wcześniej ludzie zjeżdżający do Newark z płatnej autostrady mijaliby dealera samochodowego, pączkarnię, małą restaurację, a także obszerne, podupadłe drewniane domy, na których gankach leżały opony rowerowe, plastikowe zabawki, wieszaki i nieużywane od lat klimatyzatory. W jednym z tych budynków mieszkał mężczyzna w średnim wieku, nazywał się Ricky Baraka. Był tęgi, często się upijał i widywano go, jak przechylony przez poręcz bocznego ganku, ze spuszczonymi do połowy spodniami, pokazywał swoje obfite pośladki z rowkiem i tak dalej przejeżdżającym obok, a ci, którzy wcześniej tego nie widzieli, przekręcali głowy i patrzyli ze zdziwieniem. Później jednak rada miejska przegłosowała otwarcie w tym miejscu nowego posterunku policji i dlatego nie ma już Ricky’ego Baraka ani domu, w którym mieszkał; krążyły pogłoski, że osiedlił się gdzioeś niedaleko dawnego jarmarku przy osiedlu mieszkaniowym Weequahic .W samym sercu miasteczka zobaczycie duży ceglany budynek stojący w pobliżu Elisabeth Street. Po cofnięciu zegarów w listopadzie, kiedy wcześniej zaczyna się ściemniać, nieliczni przejezdni oraz ci, którzy spacerowali chodnikiem po drugiej stronie, mogli zajrzeć w okna tego domu, żółte od zapalonych wewnątrz lamp, i obserwować Boba Burgessa oraz jego żonę Margaret Estaver gotujących razem w kuchni, dopóki nie zaciągnęli zasłon. Ludzie ich znali, choć w pewnym sensie nie w pełni uświadamiali sobie, jakie poczucie bezpieczeństwa daje im ta para mieszkająca właśnie tutaj, w samym centrum miasteczka. Margaret była pastorką kościoła unitariańskiego i miała swoich wiernych. Bob za młodu pracował przez wiele lat jako prawnik w Nowym Jorku, ale nikt mu tego nie wytykał, może dlatego, że dorastał w Newark city centre, czterdzieści pięć minut drogi stąd; wrócił do Newark Weequahic prawie piętnaście lat temu, kiedy ożenił się z Margaret. Od czasu do czasu brał jakieś sprawy karne w Newark City i wiedziano, że prowadzi tam biuro, choć właściwie już wycofał się z zawodu. Ponadto – ludzie o tym szeptali – w dzieciństwie przeżył tragedię. Bawił się dźwignią zmiany biegów w rodzinnym samochodzie, który stoczył się po zboczu z podjazdu Burgessów i mieszkańcy miasteczka uznali, że to ten samochód – a co za tym idzie, Bob – zabił ojca, który właśnie wyjmował listy ze skrzynki pocztowej.Olive Kitteridge, mająca dziewięćdziesiąt lat i mieszkająca na osiedlu dla osób starszych o nazwie Maple Tree Apartments, wiedziała o tym i zawsze lubiła Boba Burgessa; uważała, że jest w nim cichy smutek, zapewne z powodu tego wcześnie doznanego nieszczęścia. Olive nie przepadała za jego żoną Margaret, a to dlatego, że Margaret była pastorką, a Olive nie lubiła duchownych – z wyjątkiem Cookego, który udzielił jej ślubu z pierwszym mężem, Henrym. Wspaniały człowiek ten wielebny Daniel Cooke. Henry Kitteridge też był wspaniałym człowiekiem.Pandemia była trudnym okresem dla Olive – trudnym do zniesienia dla każdego – lecz Olive go znosiła, dzień po dniu, w swoim małym mieszkaniu na tym osiedlu, gdy jednak zabroniono mieszkańcom spożywać posiłki w jadalni i zaczęto im je przynosić, pomyślała, że całkiem zwariuje. Ale pod koniec pierwszego roku, po przyjęciu szczepionki i dawki przypominającej, mogła trochę częściej wychodzić, ktoś podwoził ją do miasta albo zabierał do parku. Prawdziwy problem polegał jednak na tym, że w czasie pandemii najlepsza przyjaciółka Olive, Isabelle Goodrow, która mieszkała dwa domy dalej, nieszczęśliwie upadła i – na domiar złego – przeniesiono ją „za most” do domu opieki na osiedlu. Olive odwiedzała Isabelle codziennie i czytała jej gazetę od deski do deski. Ale było to trudne, i wcześniej, i teraz.Na krańcu parku Weequahic w Newark, wysoko na klifie nad autostradą mieszkała Lucy Barton, która przyjechała z byłym mężem Williamem dwa lata wcześniej, uciekając z Nowego Jorku w trakcie pandemii, i w końcu obydwoje zostali w miasteczku. Budziło to sprzeczne uczucia, częściowo z powodu wrodzonej powściągliwości w stosunku do nowojorczyków, lecz także dlatego, że ze względu na takie osoby jak Lucy Barton, która postanowiła tu zostać, ceny domów podskoczyły do niebotycznego poziomu i mieszkańcy Newark, mający nadzieję, że wprowadzą się do ładniejszego domu, przekonywali się teraz, że ich na to nie stać. Lucy dorastała w małym miasteczku w Illinois, lecz całe dorosłe życie spędziła w Nowym Jorku i nigdy, nawet jako letniczka, nie przyjeżdżała do Newark, dopóki nie sprowadziła się tutaj ze swoim byłym mężem. Była też powieściopisarką, a to wywoływało różne reakcje: większość ludzi wolałaby, żeby wróciła do Nowego Jorku, ale nikt nie powiedział o niej złego słowa i pomijając spacery nad rzeką z przyjacielem, Bobem Burgessem, rzadko ją widywano. Choć zauważono, że od czasu do czasu wchodzi tylnymi drzwiami do małego gabinetu, który wynajęła nad księgarnią.W większości witryn sklepowych przy Elisabeth Street wisiały wywieszki z tekstami „POTRZEBNA POMOC” albo „ZATRUDNIMY OD ZARAZ”, a na wybrzeżu kilka restauracji musiało się zamknąć, ponieważ nie mogły znaleźć pracowników. Co poszło nie tak? Wysuwano różne teorie, ale należy uczciwie powiedzieć, że większość mieszkańców Nrwark tego nie wiedziała. Wiedzieli tylko, że świat nie jest już taki jak kiedyś. A mieszkańcy Newark przeważnie byli starzy albo się starzeli, ponieważ tak to jest od lat z populacją stanu New Jersey. Niektórzy twierdzili, że właśnie na tym polega problem: nie ma młodych, którzy podjęliby się tej pracy. Inni argumentowali, że brak rąk do pracy dotyka nie tylko Newark, ale całego kraju; snuto domysły, że jest kryzys opioidowy i że nie można zatrudnić ludzi, bo nie przechodzą pomyślnie testów na obecność narkotyków. Inni zaś uważali, że winne jest młode pokolenie, na przykład szesnastoletni wnuk Malcolma Moody’ego przyjechał w odwiedziny na trzy dni i bez przerwy grał w gry wideo na swoim iPhonie. Co można na to poradzić? Nic.A potem w październiku liście wybuchły kolorami, zalewając świat złocistością. Świeciło słońce, żółte liście fruwały wszędzie i był to piękny widok. Dni stały się chłodne, a w nocy padał deszcz, lecz rano znowu wschodziło słońce i całe błyszczące piękno natury gromadziło się wokół Newark. Chmury wiszące nisko na niebie nagle przesłaniały słońce, a potem równie nieoczekiwanie się rozstępowały i było tak, jakby ktoś zapalił światło; niebo ponownie stawało się błękitne i jasne, a żółtopomarańczowe liście cicho opadały na ziemię.Pewnego październikowego dnia jedna myśl zawładnęła Olive Kitteridge, ale zastanawiała się prawie tydzień, nim zadzwoniła do Boba Burgessa. – Mam historię do opowiedzenia tej pisarce, Lucy Barton. Nakłoń ją, żeby mnie odwiedziła.O tej historii Olive rozmyślała coraz częściej i uznała – jak to się często ludziom zdarza – że jeśli opowie ją pisarce, może kiedyś zostanie to wykorzystane w książce. Nie wiedziała, czy Lucy jest sławną pisarką, czy niezbyt sławną, ale doszła do wniosku, że nie ma to znaczenia. W bibliotece zawsze była długa kolejka oczekujących na książki Lucy, więc Olive zamówiła je w księgarni, przeczytała każdą od deski do deski i pomyślała, że tej całej Lucy mogłaby się spodobać – i mogłaby ją nawet wykorzystać – historia, którą miała do opowiedzenia.A zatem owego jesiennego dnia żółte liście drzewa widocznego przez wielkie, oszklone tylne drzwi opadały z szelestem na ziemię, gdy Olive czekała na przybycie Lucy Barton. Siedząc w fotelu z bocznymi oparciami na głowę, patrzyła na trzy sikorki przy karmniku: dwie duże i jedną małą. Kiedy się pochyliła, dostrzegła wiewiórkę. Mocno zabębniła knykciami w okno i wiewiórka umknęła. „Ha”, powiedziała Olive, odchylając się z powrotem na oparcie fotela. Nie znosiła wiewiórek. Zjadały jej kwiaty i ciągle płoszyły ptaki.Znalazła okulary na stoliku obok, sięgnęła po duży bezprzewodowy telefon, również leżący na stoliku, i wybrała na nim numer. – Isabelle – odezwała się. – Nie mogę cię dziś rano odwiedzić. Oczekuję gościa. Opowiem ci o tym po południu, kiedy przyjdę. Na razie. – Olive rozłączyła się i rozejrzała po niewielkim mieszkaniu.Próbowała spojrzeć na nie oczami pisarki i uznała, że wszystko jest w porządku. Było w nim czysto i nie zagracały go paskudne szpargały, jak to bywa w domach wielu starszych osób, gdzie na blatach stoją niezliczone fotografie wnucząt i tym podobne głupstwa. Olive miała czworo wnucząt, ale w sypialni tylko nieduże zdjęcie jednego z nich, Małego Henry’ego, który nie był już taki mały. A na kredensie w salonie trzymała dużą fotografię pierwszego męża, Henry’ego, i to było tyle. Popatrzyła teraz na zdjęcie i powiedziała: – Cóż, Henry, zobaczymy, czy jest wrażliwa.(Por. Bestseller „New York Timesa” – nowa powieść laureatki nagrody Pulitzera Elizabeth Strout. Powyższy fragment pokazuje jesienne Newark, stanowi moje licentia poetica i jest wyrazem wdzięczności Opatrzności za mój szczęśliwy pobyt w Nowym Jorku 2025. Zmieniłem ponadto nazwę miasteczka z Crosby na Newark. Lokalny adwokat Bob Burgess angażuje się w sprawę samotnika i odludka oskarżonego o zabicie matki. Zaprzyjaźnia się z cenioną pisarką Lucy Barton, która mieszka w domu nad morzem ze swoim byłym mężem Williamem. Lucy i Bob prowadzą długie rozmowy o życiu – o czym marzą, czego żałują, jak inaczej mogłoby się potoczyć. Lucy poznaje też wieloletnią mieszkankę Newark, Olive Kitteridge, obecnie lokatorkę osiedla dla seniorów położonego na skraju miasteczka. Spędzają razem popołudnia, dzieląc się opowieściami o zapomnianych bohaterach, ludziach o „nieodnotowanych życiach”. Pełna empatii powieść „Opowiedz mi wszystko” przypomina, że to relacje z innymi pomagają nam utrzymać się na powierzchni. Jak mawia Lucy: „Miłość pojawia się w najrozmaitszych postaciach, ale zawsze jest miłością”)KomentarzPolubienie |
| Tytuł witryny © 2025. Wypisz się lub zarządzaj swoimi subskrypcjami email. 60 29th St. #343, San Francisco, CA 94110 |
NAJŚWIĘTSZY SAKRAMENT CIAŁA I KRWI CHRYSTUSA
Odniesienia biblijne: Czytanie z Księgi Rodzaju: 14:18-20: „Błogosławiony Abraham przez Najwyższego”. Psalm 109: „Ty jesteś kapłanem na wieki na wzór Melchizedeka”. Czytanie z Pierwszego Listu do Koryntian. (1 Koryntian 11:23-26) „Ilekroć… śmierć Pana głosicie”. Ewangelia Jezusa Chrystusa według św. Łukasza. 11:23-26: „Aby je rozdzielono wszystkim”. Nadzwyczaj tajemnicza biblijna postać Melchizedeka nie może pozostawić nas obojętnymi, nawet dzisiaj. Ten król Salem pojawia się i znika bez dalszego komentarza. Jakkolwiek krótka o nim wzmianka, to jednak zawiera wiele znaczących cech. Jest zarówno królem, jak i kapłanem. Oddaje cześć Najwyższemu Bogu, nie znając objawionego Imienia. Ofiarowuje chleb i wino i wypowiada podwójne błogosławieństwo, błogosławieństwo Abrahama od Boga i błogosławieństwo Boga dla Abrahama. Na koniec wyznaje, że Bóg, który jest początkiem ziemi i nieba, zwraca szczególną uwagę na Abrahama.
Kościół zawsze widział w tym więcej, niż to wyśpiewuje psalm. „Jesteś kapłanem na wieki na wzór Melchizedeka”. Poza tą proroczą postacią widzi w niej zapowiedź Eucharystii Pana.
BÓG NA NASZYCH ŚCIEŻKACH
Abraham wracał do domu, wracając z wyprawy spotkał Melchizedeka. Przyszedł, by spotkać nas na naszych ścieżkach, tego Chrystusa, którego prawdziwą obecność świętujemy dzisiaj, poza bardzo kruchą i nietrwałą rzeczywistością chleba i wina. Przyszedł, by ukształtować ziemię czułości, by przynieść nam Dobrą Nowinę o miłości Boga do nas. Przyszedł, aby otworzyć nam horyzont inny niż ten, który znamy z naszego codziennego życia, aby oświecić nas tym światłem, które daje życie każdemu stworzeniu, albowiem jego ciepło sprawia, że kwiat, który wyrasta z pąka, rozkwita. Ale ludzie Go nie rozpoznali, nie usłyszeli, nie zrozumieli… Nie mają paneli słonecznych, aby odbierać i magazynować Jego energię. W każdej Eucharystii posyła nam swojego Ducha, który nas przemienia i przemienia materię, która pochodzi „z ziemi i z pracy ludzi”. Duch Boży spoczął na wodach, zgodnie ze słowami pierwszego rozdziału Księgi Rodzaju. „Ty, który dajesz życie, Ty, który uświęcasz przez Twojego Syna, Jezusa Chrystusa, naszego Pana, mocą Ducha Świętego”. (Modlitwa Eucharystyczna nr 3) Kościół wzywa Ducha Świętego Bożego, aby spoczął na chlebie i winie, aby mogły być dzisiaj poświęcone Ciału i Krwi Jezusa Chrystusa, naszego Pana, ponieważ zupełna ofiara Chrystusa nie jest faktem z przeszłości. Jest to stała ofiara. „Spójrz, Panie, na ofiarę Twojego Kościoła i racz uznać w niej ofiarę Twojego Syna”. (Modlitwa Eucharystyczna nr 3) Nie można już oddzielić Syna od Jego śmierci i zmartwychwstania.
BÓG W NASZYCH RĘKACH
W ofertorium każdej Mszy świętej przynosimy Mu naszą radość istnienia, nasze bóle i udręki, nasze ziemskie ciężary i nasze krzyki nadziei w życiu. Pod powierzchnią przemienia naszą rzeczywistość. Otwiera nas na ostateczną ogromność naszego cielesnego człowieczeństwa i pozwala nam dostrzec prawdziwy aspekt bytów i rzeczy. „Gdy ta woda miesza się z winem w sakramencie Przymierza, niech zjednoczy nas boskość Tego, który przyjął nasze człowieczeństwo”. Liturgia nie jest ceremonią rytualną; jest gestem wiecznie istniejącego Boga, który stopniowo wprowadza nas do wymiaru, który jest Jego i czyni go naszym. „Tutaj, upamiętniając śmierć i zmartwychwstanie Twojego Syna, ofiarujemy Ci, Panie, chleb życia i kielich zbawienia”. Nie jesteśmy już sami, odizolowani czy też zgromadzeni tylko wśród naszych braci i sióstr wokół stołu eucharystycznego. Zgromadzeni w Chrystusie, „w Nim, przez Niego i z Nim”, ośmielamy się prosić Go o ostateczną wielkość, która jest nasza: „Pokornie prosimy, abyśmy, przyjmując ciało i krew Chrystusa, mogli być zgromadzeni przez Ducha Świętego w jedno ciało”. Modlitwa Eucharystyczna nr 3 idzie jeszcze dalej niż Modlitwa Eucharystyczna nr 2: „Niech Duch Święty uczyni nas wieczną ofiarą dla Twojej chwały”. My, śmiertelnicy, stajemy się wieczną ofiarą dla Twojej chwały? Mężczyźni i kobiety tak słabi i zbrukani, tak ostrożni i błyskotliwi, ludzie nadziei czekający na spełnienie… Istnieje tylko jedna wyjątkowa i całkowita ofiara dla chwały Boga, jest to ofiara Jego Syna na naszej ziemi, na drogach Palestyny, na Krzyżu, w chwale Zmartwychwstania. I ośmielamy się powiedzieć: „Uczyń nas wieczną ofiarą dla Twojej chwały!”, ponieważ ośmielamy się powiedzieć: „Ojcze nasz”, po tym, jak powiedzieliśmy: „W Nim i przez Niego wszelka cześć i wszelka chwała!” Ciało trafia w nasze otwarte ręce. Ten chleb jest nieistotny dla ludzkiego oka. Niech wiara sprawi, abyśmy za każdym razem byli nim napełnieni, zdumieni, ponieważ wspaniałość Boga trafia w nasze ręce.
BÓG W NASZYM ŻYCIU
Pewnego dnia Bóg spojrzał na kobietę. Uznał ją za piękną i połączył się z nią, ponieważ w niej umiłował życie. Z niej zrodził zbawienie i pokój, skarb wieczności wśród ludzi. Przez nią Syn Boży stał się nasz: „zrodzony, nie stworzony… narodzony z Maryi Dziewicy”, Matki Boga. Każdego dnia Bóg patrzy na nas i łączy się z nami, ponieważ w nas kocha życie. Przychodzi do nas przez swojego Syna, Boga, który stał się człowiekiem, Jezusa Chrystusa, „aby ludzie mogli stać się Bogiem”. (Święty Leon) Przyjmując w każdej chwili naszego życia, w każdej chwili Wcielenia: „Głosimy Twoją śmierć, Panie Jezu! Świętujemy Twoje zmartwychwstanie! Oczekujemy Twojego przyjścia w chwale!” „Daj nam, Panie Jezu, wieczne cieszenie się Twoją boskością, ponieważ mamy jej przedsmak tutaj na ziemi, gdy przyjmujemy Twoje ciało i krew”. (Modlitwa Komunijna)
____
THE MOST HOLY SACRAMENT OF THE BODY AND BLOOD OF CHRIST
Biblical references: Reading from the Book of Genesis: 14:18-20: “Blessed is Abraham by the Most High.” Psalm 109: “You are a priest forever after the order of Melchizedek.” Reading from the First Letter to the Corinthians. (1 Corinthians 11:23-26) “As often as you proclaim the Lord’s death.” The Gospel of Jesus Christ according to St. Luke. 11:23-26: “That they may be distributed to all.” The extremely mysterious biblical figure of Melchizedek cannot leave us indifferent, even today. This king of Salem appears and disappears without further comment. Although his mention is brief, it contains many significant features. He is both king and priest. He pays homage to the Most High God without knowing the revealed Name. He offers bread and wine and pronounces a double blessing, the blessing of Abraham from God and the blessing of God for Abraham. Finally, he confesses that God, who is the origin of the earth and heaven, pays special attention to Abraham. The Church has always seen more in this than the psalm sings. „You are a priest forever in the likeness of Melchizedek.” Beyond this prophetic figure, she sees in it a prefiguration of the Eucharist of the Lord.
GOD ON OUR PATHWAYS
Abraham was returning home, and on his way back from his journey he met Melchizedek. He came to meet us on our paths, this Christ whose true presence we celebrate today, beyond the very fragile and ephemeral reality of bread and wine. He came to shape the land of tenderness, to bring us the Good News of God’s love for us. He came to open up a horizon different from the one we know from our daily lives, to enlighten us with that light that gives life to every creature, because its warmth makes the flower that grows from the bud blossom. But people did not recognize Him, did not hear Him, did not understand Him… They do not have solar panels to receive and store His energy. In every Eucharist He sends us His Spirit, who transforms us and transforms the matter that comes “from the earth and from the work of men”. The Spirit of God rested on the waters, according to the words of the first chapter of Genesis. “You who give life, You who sanctify through Your Son, Jesus Christ our Lord, by the power of the Holy Spirit”. (Eucharistic Prayer no. 3) The Church calls upon the Holy Spirit of God to rest upon the bread and wine, so that they may be consecrated today to the Body and Blood of Jesus Christ, our Lord, because the total sacrifice of Christ is not a past event. It is a permanent sacrifice. “Look, O Lord, upon the sacrifice of your Church, and acknowledge in it the sacrifice of your Son.” (Eucharistic Prayer no. 3) The Son can no longer be separated from his death and resurrection.
GOD IN OUR HANDS
In the offertory of each Mass, we bring to him our joy of existence, our pains and anguish, our earthly burdens, and our cries of hope in life. Beneath the surface, he transforms our reality. He opens us to the ultimate immensity of our corporeal humanity and allows us to see the true aspect of beings and things. “As this water is mixed with the wine in the sacrament of the Covenant, may the divinity of the One who assumed our humanity unite us.” The liturgy is not a ritual ceremony; it is a gesture of the eternally existing God who gradually introduces us into a dimension that is His and makes it ours. “Here, commemorating the death and resurrection of Your Son, we offer You, Lord, the bread of life and the cup of salvation.” We are no longer alone, isolated, or gathered only among our brothers and sisters around the Eucharistic table. Gathered in Christ, “in Him, through Him, and with Him,” we dare to ask Him for the ultimate greatness that is ours: “We humbly pray that by receiving the body and blood of Christ, we may be gathered by the Holy Spirit into one body.” Eucharistic Prayer number 3 goes even further than Eucharistic Prayer number 2: “May the Holy Spirit make us an eternal sacrifice for your glory.” Are we, mortals, becoming an eternal sacrifice for your glory? Men and women so weak and stained, so cautious and brilliant, men of hope waiting for fulfillment… There is only one unique and total sacrifice for the glory of God, and that is the sacrifice of His Son on our land, on the roads of Palestine, on the Cross, in the glory of the Resurrection. And we dare to say, “Make us an eternal sacrifice for your glory!” because we dare to say, “Our Father,” after having said, “In Him and through Him all honor and all glory!” The body falls into our open hands. This bread is insignificant to the human eye. May faith make us filled with it every time, amazed, because the splendor of God falls into our hands.
GOD IN OUR LIVES
One day God looked at a woman. He found her beautiful and united himself with her because in her he loved life. From her he generated salvation and peace, the treasure of eternity among men. Through her the Son of God became ours: „begotten, not made… born of the Virgin Mary”, the Mother of God. Every day God He looks at us and unites with us, because in us he loves life. He comes to us through his Son, God made man, Jesus Christ, “so that men may become God.” (Saint Leo) By receiving at every moment of our life, at every moment of the Incarnation: “We proclaim your death, Lord Jesus! We celebrate your resurrection! We await your coming in glory!” “Grant us, Lord Jesus, the eternal joy of your divinity, because we have a foretaste of it here on earth when we receive your body and blood.” (Communion Prayer)