Stanisław Barszczak, Chwalmy Boga sercem
Nie mogłem odłożyć tej zawiłej opowieści. „Nie masz prawa żyć” – te słowa usłyszała Pakhshan Azizi, kurdyjska działaczka humanitarna i obrończyni praw człowieka. Została skazana na śmierć przez irański Sąd Rewolucyjny po rażąco niesprawiedliwym procesie. Jej jedyną „winą” było niesienie pomocy kobietom i dzieciom wysiedlonym w Syrii oraz walka o prawa człowieka.
Pakhshan przez kilka miesięcy była przetrzymywana w więzieniu bez kontaktu z rodziną i prawnikiem, torturowana i zastraszana. Wielokrotnie podczas przesłuchań grożono jej śmiercią. Irański Sąd Najwyższy odrzucił wniosek o rewizję sądową, co oznacza, że jej egzekucja może nastąpić w każdej chwili! Podpisz apel i żądaj uwolnienia Pakhshan Azizi!
Zaglądamy do Budapesztu. Właściwie nie ma co komentować – w tym mieście konsekwentnie odbudowuje się dawne budynki, przywracając im historyczny charakter. Klasyczna architektura zawsze wygrywa tam z deweloperskimi projektami. Zupełnie inaczej niż w Gdańsku, gdzie dziedzictwo jest często pomijane na rzecz „dziadostwa”.
Nasz Adam Mickiewicz pisał:
„Gdy tu mój trup…”
Gdy tu mój trup w pośrodku was zasiada,
W oczy zagląda i głośno zagada,
Dusza wówczas daleka, ach, daleka!
Błąka się i narzeka, ach, narzeka!
Jest u mnie kraj, ojczyzna myśli mojéj,
I liczne mam serca mego rodzeństwo,
Piękniejszy kraj, niż ten, co w oczach stoi,
Rodzina milsza, niż całe krewieństwo.
Tam wpośród prac i trosk i wśród zabawy
Uciekam ja. Tam siedzę pod jodłami,
Tam leżę śród bujnej i wonnej trawy,
Tam pędzę za wróblami i muszkami.
Tam widzę, jako z ganku biała stąpa,
Jak ku nam w las śród łąk zielonych leci,
I pośród zbóż jak w toni wód się kąpa,
I ku nam z gór jako jutrzenka zaświeci…
A Juliusz Słowacki śle następny list „Do matki”:
Zadrży ci nieraz serce, miła matko moja,
Widząc powracających i ułaskawionych.
Kląć będziesz, że tak twarda była na mnie zbroja
I tak wielkie wytrwanie w zamiarach szalonych.
Wiem, żebym ci wróceniem moim lat przysporzył;-
Mów, kiedy cię spytają, czy twój syn powraca,
Że syn twój na sztandarach jak pies się położył
I choć wołasz, nie idzie – oczy tylko zwraca.
Oczy zwraca ku tobie… więcej nic nie może,
Tylko spojrzeniem tobie smutek swój tłumaczy;
Lecz woli konający – nie iść na obrożę,
Lecz woli zamiast hańby – choć czarę rozpaczy!
Przebaczże mu, o moja ty piastunko droga,
Że się tak zaprzepaścił i tak zaczeluścił;
Przebacz… bo gdyby nie to, że opuścić Boga
Trzeba by – toby ciebie pewno nie opuścił.
Z kolei Cyprian Norwid zdążył zauważyć w poemacie pt.
„Słowianin”:
Jak Słowianin, gdy brak mu naśladować kogo,
Duma, w szerokim polu, czekając na siebie –
Gdy z dala jadą kupcy gdzieś żelazną – drogą,
Drżą telegramy w drutach i balon na niebie;
Jak Słowiani, co chadzał już wszystkiemu w tropy,
Oczekiwa na siebie – samego, bez wiedzy –
Tak – bywa smętnym życie!… wieszczowie, koledzy,
Zacni szlachcice, Żydy, przekupnie i chłopy!
Tak jest i kamień także sterczący na miedzy,
Co sługiwał był w różnych szturmach na okopy;
Dziewanna żółta przy nim i mysz polna ruda –
On sterczy, wieść go zowie kością wielgo-luda
(Co sam sobie w jasniejszą alegorię zamień!) –
Atoli nie wiadomo, czy to kość? czy kamień?(koniec poematu)
Tylko grzech pierworodny może wyjaśnić niemal sprzeczny charakter natury ludzkiej, który sprawia, że człowiek dąży do wyższych rzeczy, a jednocześnie ulega niższym. Jedynym powodem, dla którego szukamy szlachetniejszych rzeczy Bożych, jest to, że kiedyś je posiadaliśmy; szukamy, ponieważ kiedyś je znaleźliśmy.
Bytom od końca XIX wieku miał powszechnie granitowe chodniki oprawione w bazaltowe kostki. To są materiały kosztowne, ale praktycznie niezużywalne, a jednak 95% takich chodników zniknęło z Bytomia. Co się z nimi stało, kiedy to się stało. Oto zagadki… Dawniej księża do umierających szli ulicami niosąc przed sobą Najświętszy Sakrament, przed którym przechodnie przyklękali.
Człowiek-świat w rezultacie rzucił kurz w swoje własne oczy, a następnie wyłupił sobie oczy, tak że nie może już znaleźć bramy, która prowadzi z powrotem do domu. Powiedziano mu, że religia jest opium i wiecznym celem, tylko teologicznym folklorem, i że jeśli pozbędzie się swoich zobowiązań i zmartwień, będzie mógł stworzyć raj na tym świecie. „Głupi człowiek” tak zrobił, ale zamiast znaleźć swoje materialne życie wzbogacone, odkrywa, że staje się ono coraz bardziej niepewne z każdym dniem bez pocieszenia w postaci jakiejkolwiek nadziei poza grobem.
W historii życia Chrystusa była piękna monotonia; trzydzieści lat posłuszeństwa – nie jeden rok; trzy lata nauczania – nie jeden rok; trzy godziny odkupienia – nie jedna godzina. I tak jak żył, nauczał, a całą Jego mądrość można było podsumować słowami: „zrób to jeszcze raz”. Była monotonia poświęcenia – „bierz swój krzyż codziennie i naśladuj mnie”; monotonia dobroci – „jeśli cię ktoś uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi”; monotonia miłosierdzia – „jak często powinniśmy przebaczać? Aż siedem razy? Tak, aż siedemdziesiąt siedem razy”; monotonia ofiarnej zamyślenia – „czyń to na moją pamiątkę”; monotonia modlitwy – „i modlił się po raz trzeci”. To chciałby nam powiedzieć dzisiaj Arcybiskup Fulton Sheen.
Stanisław Barszczak, Praise God with your heart
I couldn’t put this complicated story down. “You have no right to live” – these were the words heard by Pakhshan Azizi, a Kurdish humanitarian and human rights activist. She was sentenced to death by the Iranian Revolutionary Court after a grossly unfair trial. Her only “crime” was providing assistance to women and children displaced in Syria and fighting for human rights.
Pakhshan was held in prison for several months without contact with her family and lawyer, tortured and intimidated. She was repeatedly threatened with death during interrogations. The Iranian Supreme Court rejected the request for a judicial review, which means that her execution could take place at any time! Sign the appeal and demand the release of Pakhshan Azizi!
We are visiting Budapest. There is really nothing to comment on – in this city, old buildings are consistently being rebuilt, restoring their historical character. Classical architecture always wins there over development projects. Completely different from Gdańsk, where heritage is often ignored in favour of „trash”.
Our Adam Mickiewicz wrote:
„When my corpse is here…”
When my corpse sits here in your midst, It looks into your eyes and speaks loudly, Then the soul is distant, oh, distant!
It wanders and complains, oh, it complains!
There is a country with me, the homeland of my thoughts, And I have many siblings’ hearts,
A more beautiful country than the one that stands in my eyes,
A family nicer than all blood relations.
There, amidst work and worries and fun, I escape. There I sit under the fir trees, There I lie among the lush and fragrant grass, There I run after sparrows and flies.
There I see, as from the porch a white one steps, As towards us into the forest among green meadows, And among the grains as in the depths of waters it bathes, And towards us from the mountains it shines like the dawn…
And Juliusz Słowacki sends another letter „To Mother”:
Your heart will sometimes tremble, my dear mother,
Seeing those returning and pardoned.
You will curse that my armor was so strong against me
And such great perseverance in my mad intentions.
I know that I would gain you years with my return;- Tell me, when they ask you if your son is returning, That your son has lain down on the banners like a dog And although you call, he does not go – he only turns his eyes.
He turns his eyes towards you… he can do nothing more, Only with a look does he explain his sadness to you; But the dying man prefers – not to go on a collar, But instead of disgrace – he prefers – even a cup of despair!
Forgive him, oh my dear nurse,
For having so wasted himself and so deeply fallen into the abyss; Forgive… because if it were not for the fact that he had to abandon God, He would have to – he would certainly not have abandoned you.
In turn, Cyprian Norwid managed to notice in the poem entitled
„Slavic”:
Like a Slav, when he lacks someone to imitate, Pride, in a wide field, waiting for himself – When merchants are riding somewhere far away on an iron – road, Telegrams tremble in wires and a balloon in the sky;
Like Slavs, who have already followed the trail of everything,
Waiting for himself – alone, without knowledge – Yes – life can be sad!… bards, colleagues, Noble noblemen, Jews, merchants and peasants!
So it is, and the stone also sticking out in the middle,
Which served in various assaults on the trenches;
A yellow mullein by it and a red field mouse –
It sticks out, the news calls it the bone of a „great -man”
(Which you yourself turn into a clearer allegory!) –
But it is not known whether it is bone? or stone? (end of poem)
Only original sin can explain the almost contradictory nature of human nature, which makes man strive for higher things and at the same time succumb to lower ones. The only reason we seek the nobler things of God is that we once possessed them; we seek because we once found them.
Since the end of the 19th century, Bytom has commonly had granite pavements set in basalt cubes. These are expensive materials, but practically indestructible, and yet 95% of such pavements have disappeared from Bytom. What happened to them when they did. Here are the riddles… In the old days, priests went to the dying through the streets carrying the Blessed Sacrament before them, before which passersby knelt.
The man-world in effect threw dust into his own eyes, and then gouged out his own eyes, so that he could no longer find the gate that led back home. He was told that religion was an opium and an eternal goal, only theological folklore, and that if he got rid of his obligations and worries, he could create a paradise in this world. The „foolish man” did so, but instead of finding his material life enriched, he found it to become more uncertain with each passing day, without the consolation of any hope beyond the grave.
There was a beautiful monotony in the story of Christ’s life; thirty years of obedience – not one year; three years of teaching – not one year; three hours of redemption – not one hour. And as He lived, so He taught, and all His wisdom could be summed up in the words, „do it again.” There was the monotony of sacrifice – “take up your cross daily and follow me”; the monotony of kindness – “if someone hits you on the right cheek, turn to him the other also”; the monotony of mercy – “how often should we forgive? As many as seven times? Yes, as many as seventy times”; the monotony of sacrificial contemplation – “do this in remembrance of me”; the monotony of prayer – “and he prayed the third time.” This is what Archbishop Fulton Sheen would like to tell us today.
____
Stanisław Barszczak, Malowany ptak
Wybaczcie mi, lecz mój angielski jest bardzo skromny. Na potwierdzenie tej tezy posłużę się tekstem Ludwika Begleya: „Zawsze robiłem to, co trzeba było zrobić i zazwyczaj dostawałem to, czego chciałem. Myślę, że jestem mniej pewny siebie, gdy piszę po angielsku, niż gdybym pisał w swoim pierwszym języku. Muszę testować każde zdanie wielokrotnie, aby upewnić się, że jest poprawne, że nie wprowadziłem jakiegoś elementu, który nie jest angielski.”
A teraz o czym chciałbym z wami mówić… Załoga musi spróbować przetrwać na starożytnej, opuszczonej planecie w najnowszej powieści grozy S.A. Barnes, cenionej autorki „Martwej ciszy”. Opuszczona planeta. Ukryta przeszłość. Śmiertelne niebezpieczeństwo.
Psycholog dr Ophelia Bray poświęciła swoje życie badaniu i zapobieganiu zespołowi Eckharta-Reisera (ERS) — najsłynniejszemu przypadkowi, który doprowadził do brutalnych morderstw dwudziestu dziewięciu osób. To dla niej sprawa osobista i kiedy zostaje przydzielona do małej załogi eksploracyjnej, która niedawno przeżyła tragiczną śmierć kolegi, chce pomóc. Ale kiedy zaczynają osiedlać się na opuszczonej planecie, staje się jasne, że załoga coś ukrywa.
A towarzysze załogi Ofelii są o wiele bardziej zainteresowani badaniem niesamowitej, starożytnej planety i rozwikłaniem tajemnicy stojącej za pospiesznym wyjazdem poprzednich kolonizatorów niż otwarciem się przed nią.
Aż do momentu odkrycia, że ich pilot został brutalnie zamordowany. Czy to początek najgorszego koszmaru Ofelii – fali przemocy i pogorszenia stanu psychicznego ze strony ERS? A może czegoś jeszcze bardziej złowrogiego?
Przerażona, że historia się powtórzy, Ofelia i załoga muszą współpracować, aby dowiedzieć się, co się dzieje. Ale zaufanie jest trudne do zdobycia… a członkowie załogi nie są jedynymi, którzy mają sekrety…
Najmilsi. Za dwa miesiące w Polsce wyborynowego prezydenta Rzeczpospolitej Polski. W tym Wielkim Poście wybierzmy mądrze. Bolesław Ostrowski zmarł, był ostatnim polskim żołnierzem walczącym pod Arnhem. W życiu popełniamy dwa wielkie błędy: milczymy, gdy powinniśmy mówić, i mówimy, gdy powinniśmy milczeć.
W „Prośbie” Julia Hartwig modliła się:
Daj odpoczynek
naszym zawiściom
naszej pogardzie pretensjom
że nie dosyć wyniósł nas los
daj nam widzenie czyste
niepodejrzliwe
przypomnij słodycz dzieciństwa
żyjącego przygodą dnia
ulżyj winom których nie śmiemy
wypowiedzieć głośno
spraw aby to co nas przekracza
nie upokarzało nas
lecz budziło wdzięczność i zachwyt
wynagródź tych którzy dali
nam radość
i oczyszczający ból swoją sztuką…”
Święta Siostra Faustyna w dniu
15.III.1937:
Dziś weszłam w gorzkość Męki Pana Jezusa; cierpiałam czysto duchowo, poznałam, jak straszny jest grzech. Dał mi poznać całą odrazę do grzechu. Wewnętrznie w głębi mej duszy poznałam, jak straszny jest grzech, chociażby, najmniejszy, i bardzo dręczył duszę Jezusa. Wolałabym tysiąc piekieł cierpieć, niż popełnić chociażby najmniejszy grzech powszedni. (Dz 1016) Przytaczam tutaj to, co jest w Dzienniczku zapisane zaraz po tym wyznaniu:
Powiedział mi Pan: pragnę się udzielać duszom i napełniać je Swoją miłością. ale
mało jest dusz, któreby chciały przyjąć wszystkie łaski, które im miłość Moja przeznaczyła.
Łaska moja nie ginie, jeżeli dusza dla której jest przeznaczona nie przyjmuje, to bierze ją inna dusza. (Dz 1017)
Dziś mija rok, odkąd nie ma z nami poety Ernesta Brylla. Pamiętamy…
Bądźmy dla siebie bliscy bo nas rozdzielają
I co chwila nam ziemia pęka pod stopami
A te okrawki (góry, lawiny, mury)
Kraju na którym stoimy
Z hukiem od siebie w ciemność odpływają… Poeta zapisał:
„Bądźmy dla siebie bliscy kiedy się boimy
Gdy byle kamyk może poruszyć lawiny
Bądźmy dla siebie bliscy kiedy ciemne góry
Odpychają nas nagle swoim ciałem zimnym
Bądźmy dla siebie wierni kiedy rosną mury
Bo tyle w nas jest siebie ile ciepła tego
Które weźmiemy od kogoś drugiego
A drugi od nas weźmie i w sobie zatai
Bądźmy dla siebie bliscy bo nas rozdzielają”
(12 V 1985, Ernest Bryll (1935–2024)
A wtedy da Bóg kiedyś zasiąść w Polsce wolnej, jak
Adam Asnyk prorokował:
„Da Bóg kiedyś zasiąść w Polsce wolnej
Od żyta złotej, od lasów szumiącej,
Da Bóg, a przyjdzie dzień nieustający
Dla srebnych pługów udręki mozolnej
Jeszcze oddźwiękną kamienie na młoty
I z trwardym ziemią pogada lemieszem
I z wszystkich jeszcze kamieni wykrzeszem
Iskier snop złoty
Więc gdy wiosennym oglądam wieczorem
W mgły otuloną zagonów szarzyznę,
Ktoś w moim sercu wykuwa toporem
Moją Ojczyznę.
Dziękuję za współpracę
Ksiądz Stanisław
___
Błękit
Pozwólcie mi zacytować wpierw słowa Rainera Marii Rilkego:
„Teraz musimy mroźnych dni zwlekanie przetrwać w oporu zimującej korze, broniąc się ciągle, nieczuli na wianie
głębokich wiatrów, otwartych w przestworze. Mocna jest noc, odległe jej stąpanie, cicha namowa tlącej lampy; może
dasz się pocieszyć: mróz, grudy, zdrętwienie zwiastują już jutrzejsze miękkie tchnienie…”
Najmilsi teraz zima zagościła w
na półkuli północnej, w rodzinnej Europie, lecz także w Petrze jest zima – i tam lepią bałwana. W tym Wielkim Poście chodzi o gruntowne ożywienie nadziei eschatologicznej i ponowne bez reszty zawierzenie Bogu. Ja w tym czasie nieustannie wciąż jeszcze podróżuję, albowiem wolę biednych w rękach Boga, jak bogatych w rękach demona.
A co czytam teraz? Modernistki – Woolf, Mansfield, Lagerlöf, Achmatowa, Södergran, Vogel, Colette, Sagan, Yourcenar, Lispector, Nałkowska… Ale twórczość Rilkego pozostaje piękną, szczególnie Listy do młodego poety (1903), eksploruje tematy refleksji egzystencjalnej, kondycji ludzkiej i poszukiwania sensu. Myśliciel wzywa jednostki do przyjęcia niepewności i złożoności pytań życiowych. Jego przemyślenia na temat życia są pytaniami, nie stanowią natychmiastowych odpowiedzi, odzwierciedlają głęboką akceptację inherentnych tajemnic życia, co głęboko rezonowało z czytelnikami na początku XX wieku i nadal inspiruje ludzi dzisiaj. Jego lata kształtowania były naznaczone osobistymi zmaganiami i poszukiwaniem celu. Większość swojego życia spędził, podróżując po Europie, angażując się w różne kręgi intelektualne i eksplorując różne formy artystyczne. Poezja Rilkego, często medytacyjna i introspektywna, podkreśla znaczenie samotności i samopoznania, sugerując, że prawdziwa mądrość wyłania się nie z odpowiedzi, ale z samej podróży.
Rilke zauważył, że droga do zrozumienia jest stopniowa i czasami niezauważalna. Jego pisarstwo zachęca do przyjęcia niepewności i pełnego życia w teraźniejszości, ufając, że odpowiedzi mogą nadejść później, często w sposób, którego nie można przewidzieć. W kontekście swojej epoki dzieła Rilkego stanowiły przeciwwagę dla racjonalizmu i industrializacji, które dominowały w społeczeństwach europejskich. Dziś jego refleksje na temat życia pytaniami rozbrzmiewają w świecie, który wciąż zmaga się z tymi samymi niepewnościami, przypominając nam, że sama podróż jest tak samo cenna jak każdy cel. Jego mądrość nadal inspiruje nowe pokolenia poszukujące sensu w ciągle zmieniającym się świecie.
Nadto Friedrich Hegel mówił: „Nic wielkiego na świecie nie zostało osiągnięte bez wielkiej pasji”. To wyjątkowe zdanie zawiera ponadczasową prawdę o naturze ludzkich osiągnięć. Hegel, wybitny niemiecki filozof z XVIII wieku, jest najbardziej znany ze swojego wkładu w rozumowanie dialektyczne i eksploracji historii jako rozwoju ludzkiej wolności. Jego filozofia podkreśla rolę ludzkiej woli, ducha i pasji w kształtowaniu świata. Ta idea głęboko rezonuje w kontekście wydarzeń historycznych, przełomów naukowych i ruchów artystycznych, z których wszystkie są napędzane przez namiętne dążenie do wizji lub ideału.
W całej historii wielkie pasje były w centrum wielu rewolucyjnych zmian, czy to w polityce, sztuce czy nauce. Jednym z wyraźnych przykładów jest renesans, okres intensywnej aktywności kulturalnej i intelektualnej, który trwał od XIV do XVII wieku. Postacie takie jak Leonardo da Vinci, Michał Anioł i Galileusz udowodniły, że ogromna osobista pasja, często połączona z nieustającą ciekawością, może prowadzić do głębokich postępów w ich dziedzinach. Osoby te oddawały się swoim rzemiosłom z niezrównanym oddaniem, na zawsze zmieniając bieg historii.
Podobnie rewolucja przemysłowa (od końca XVIII do początku XIX wieku) była napędzana przez namiętną ambicję przedsiębiorców i wynalazców, takich jak James Watt i George Stephenson, których innowacje w zakresie maszyn, transportu i przemysłu przekształciły gospodarki i społeczeństwa na całym świecie. Ich praca położyła podwaliny pod nowoczesną technologię i urbanizację. W nowszej historii ruchy na rzecz praw obywatelskich, równości płci i sprawiedliwości społecznej były również napędzane namiętnym poświęceniem jednostek i grup opowiadających się za godnością i uczciwością człowieka. Te momenty w historii wzmacniają pogląd Hegla, że namiętność jest siłą napędową wielkich osiągnięć ludzkości.
Dzisiaj, w drugą niedzielę Wielkiego Postu, kontemplujemy przemienionego Chrystusa, ukazującego swoją chwałę. Papież Franciszek przypomina nam, że „Piotr i jego towarzysze byli pogrążeni w śnie” i że „gdy się przebudzili, ujrzeli chwałę Jezusa” (Łk 9, 32). Dlatego musimy „obudzić się z naszego wewnętrznego letargu”.
Wchodząc z Jezusem na górę Przemienienia, mogłem znaleźć błękit nieba, budząc siebie równocześnie bliźniego, być w stanie odkryć me pasje na nowo i poczuć a nawet być przekonanym co do tego, drogi Jezu jak powstają Krzyże. Twoja wola jest belką pionową, moja wola jest poprzeczną belką. Gdy kładę moją wolę w poprzek Twojej woli, konstruuję Krzyż. Panie Jezu, po wielokroć zajmowałem się jedynie formowaniem krzyży, okazując nieposłuszeństwo Twemu świętemu prawu i broniąc moich własnych, samolubnych pragnień. Pozwól abym nie budował Ci już więcej krzyży, lecz abym odtąd kładł belkę mojej woli wzdłuż belki Twojej woli, tworząc jarzmo, które zawsze będzie słodkie i ciężar, który zawsze będzie lekki.
Za Kościołem Twoim Jezu teraz wieżowce. I mocno dlatego wierzę, że wrócę do Ciebie choćby jak pielgrzym skonany, Pod krzyżem stanę i zapłaczę, Wrócę do Ciebie i padnę na kolana, Nie raz, nie dwa siebie stracę. Pod Twój krzyż przychodzą pielgrzymi oddać Ci siebie, A Ty patrzysz na nas z ogromną miłością I masz zawsze czas, choć siedzisz w niebie. Mistrzu mój, prowadź mnie, zdany jestem na ciebie jak niemowlę. Choćby się wszystko sprzysięgło przeciw mnie i choćby się ziemia usuwała spod moich stóp, jednak jestem spokojny przy sercu twoim.
Ty patrzysz na mnie z taką litością, Że łzy do oczu się cisną, A ja w konfrontacji z Twoją mądrością Spod krzyża wracam z zagojoną blizną. Ty zawsze masz dla mnie receptę,
Na lepsze życie przepis znasz,
Zawsze jesteś pogadać gotowy, radę dasz. Któryś za Nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami.
___
The Blue sky
Let me first quote Rainer Maria Rilke’s words:
„Now we must endure the frosty days of delay in the resistance of wintering bark, defending ourselves constantly, insensitive to the blow of deep winds, open in space.
The night is strong, its distant tread, the quiet persuasion of the smoldering lamp; perhaps
you will allow yourself to be comforted: frost, clods, numbness already herald tomorrow’s soft breath…”
My dearest, winter has now settled in
the northern hemisphere, in native Europe, but it is also winter in Petra – and there they build a snowman. This Lent is about a fundamental revival of eschatological hope and renewed complete trust in God. During this time I am still constantly traveling, because I prefer the poor in God’s hands to the rich in the hands of the devil.
And what am I reading now? Modernists – Woolf, Mansfield, Lagerlöf, Akhmatova, Södergran, Vogel, Colette, Sagan, Yourcenar, Lispector, Nalkowska… But Rilke’s work remains beautiful, especially Letters to a Young Poet (1903), which explores themes of existential reflection, the human condition, and the search for meaning. The thinker challenges individuals to embrace the uncertainty and complexity of life’s questions. His musings on life are questions, not immediate answers, reflecting a profound acceptance of life’s inherent mysteries, which resonated deeply with readers in the early 20th century and continues to inspire people today. His formative years were marked by personal struggles and a search for purpose. He spent much of his life traveling across Europe, engaging with various intellectual circles, and exploring different artistic forms. Rilke’s poetry, often meditative and introspective, emphasizes the importance of solitude and self-discovery, suggesting that true wisdom emerges not from the answers but from the journey itself.
Rilke observed that the path to understanding is gradual and sometimes imperceptible. His writing encourages us to embrace uncertainty and live fully in the present, trusting that answers may come later, often in ways that cannot be predicted. In the context of his era, Rilke’s works were a counterweight to the rationalism and industrialization that dominated European societies. Today, his reflections on living with questions resonate in a world that continues to grapple with the same uncertainties, reminding us that the journey itself is as valuable as the destination. His wisdom continues to inspire new generations searching for meaning in an ever-changing world.
Friedrich Hegel also famously said, “Nothing great in the world has ever been achieved without great passion.” This extraordinary statement contains a timeless truth about the nature of human achievement. A prominent 18th-century German philosopher, Hegel is best known for his contributions to dialectical reasoning and his exploration of history as the unfolding of human freedom. His philosophy emphasizes the role of human will, spirit, and passion in shaping the world. This idea resonates deeply with historical events, scientific breakthroughs, and artistic movements, all of which are fueled by a passionate pursuit of a vision or ideal.
Throughout history, great passions have been at the center of many revolutionary changes, whether in politics, art, or science. One clear example is the Renaissance, a period of intense cultural and intellectual activity that lasted from the 14th to the 17th century. Figures such as Leonardo da Vinci, Michelangelo, and Galileo Galilei demonstrated that intense personal passion, often coupled with relentless curiosity, could lead to profound advances in their fields. These individuals devoted themselves to their crafts with unparalleled dedication, forever changing the course of history.
Similarly, the Industrial Revolution (from the late 18th to early 19th centuries) was fueled by the passionate ambition of entrepreneurs and inventors such as James Watt and George Stephenson, whose innovations in machinery, transportation, and industry transformed economies and societies around the world. Their work laid the foundations for modern technology and urbanization. In more recent history, movements for civil rights, gender equality, and social justice have also been fueled by passionate dedication by individuals and groups to the cause of human dignity and integrity. These moments in history reinforce Hegel’s view that passion is the driving force behind great human achievements.
Today, on the second Sunday of Lent, we contemplate the transfigured Christ, revealing his glory. Pope Francis reminds us that “Peter and his companions were asleep” and that “when they awoke, they saw the glory of Jesus” (Luke 9:32). Therefore, we must “awaken from our inner slumber.”
By climbing the mountain of Transfiguration with Jesus, I was able to find the blue sky, awakening myself and my neighbor at the same time, being able to rediscover my passions and feel and even be convinced, dear Jesus, how Crosses are made. Your will is the upright beam, my will is the crossbeam. When I place my will across Your will, I construct the Cross. Lord Jesus, many times I have only been concerned with forming crosses, showing disobedience to Your holy law and defending my own, selfish desires. Let me not build You any more crosses, but from now on I will place the beam of my will along the beam of Your will, creating a yoke that will always be sweet and a burden that will always be light.
Behind Your Church, Jesus, now skyscrapers of this world. And that is why I firmly believe that I will return to You even like a tired pilgrim, I will stand under the cross and cry, I will return to You and fall on my knees, I will lose myself not once, not twice. Pilgrims come to Your cross to give themselves to You, And You look at us with great love And You always have time, although You are sitting in heaven. My Master, lead me, I am dependent on You like an infant. Even if everything conspires against me and even if the earth moves from under my feet, I am calm near Your heart. You look at me with such pity, That tears come to my eyes, And in confrontation with Your wisdom, From under the cross I return with a healed scar. You always have a prescription for me, You know the recipe for a better life, You are always ready to talk, you give advice. Who suffered wounds for us, Jesus Christ, have mercy on us.
____
Osądzaj Kościół Katolicki według jego świętych
Życie jest najtrudniejszym egzaminem. Wielu ludzi nie zdaje go, ponieważ próbują naśladować innych, nie zdając sobie sprawy, że każdy ma inny arkusz egzaminacyjny.
Największym zagrożeniem dla naszej planety jest myślenie, że ktoś inny ją uratuje. Nic nie dzieje się przypadkowo, wszystko dzieje się z jakiegoś powodu i z konieczności. Pomyślcie o tym. Cywilizacyjnym zagrożeniem w dzisiejszych mediach jest myślenie, że mamy demokrację, podczas gdy to, co jest teraz robione dla potrzeb chwili, jest przede wszystkim niezrozumieniem podatności na wpływy (porównaj grzech pierworodny naszych rodziców), ale także błędem pokoleniowym, za który kiedyś zapłacimy.
Osądzaj Kościół Katolicki nie według tych, którzy ledwo żyją jego duchem, ale według przykładu dla tych, którzy żyją najbliżej niego. Tutaj na ziemi święci mogą nas zaprowadzić do Jezusa.
„Wolałbym tysiąc krzyży, a każdy krzyż byłby dla mnie nawet lekki i słodki, gdybym nie doświadczał nieustannie tej próby, która sprawia, że czuję się ciągle niepewnie: czy podobam się Panu w moich czynach… Życie w takim stanie jest bardzo bolesne… Akceptuję to, ale wydaje mi się, że akceptowanie, mojego fiat, jest bardzo zimne, próżne!… Jak wielka tajemnica! Panie Jezu, Ty sam musisz się nami zaopiekować”. (AD, s. 93n.)
Św. Padre Pio
Dziękuję bardzo, Twój o. Stanisław
(in English)
Judge the Catholic Church by its saints
Life is the most difficult exam. Many people fail because they try to copy others, not realizing that everyone has a different question paper.
The greatest threat to our planet is thinking that someone else will save it. Nothing happens at random, everything occurs for a reason and out necessity. Think about it. The civilizational threat in today’s media is thinking that we have democracy, when what is being done now for the needs of the moment is first a misunderstanding of the impressionability (compare, the original sin of our parents), but also a generational mistake for which we will pay someday.
Judge the Catholic Church not by those who barely live by its spirit, but by the axample for those who live closest to it. here on earth the saints can lead us to Jesus.
„I would prefer a thousand crosses, and each cross would even be light and sweet to me, if I did not constantly experience this trial, which makes me feel constantly uncertain: whether I please the Lord in my actions… Living in such a state is very painful… I accept it, but it seems to me that accepting, my fiat, is very cold, vain!… What an immense mystery! Lord Jesus, You alone must take care of us.” (AD, p. 93f.)
St. Padre Pio
See you later, your fr Stanisław
—
Niedziela 16 marca 2025
2. Niedziela Wielkiego Postu
Odniesienia biblijne:
Czytanie z Księgi Rodzaju: 15:5. 12 do 18: „Pan przemówił do Abrahama w widzeniu. »
Psalm 26: „Szukam, Panie, Twojego oblicza.”
List św. Pawła do Filipian: 3. 17 do 4. 1: „Jesteśmy obywatelami nieba… oczekujemy Pana Jezusa Chrystusa jako Zbawiciela.”
Ewangelia według św. Łukasza: 9, 28-36: „Oblicze Jego stało się zupełnie inne, a odzienie stało się lśniąco białe.”
Droga wiary Abeahama
W ubiegłą niedzielę widzieliśmy już odejście błąkającego się Aramejczyka, którego Bóg posyła na szlaki ziemi Kanaan. Oto kolejny etap życia w wierze naszego Ojca, którego przesłanie słyszymy dzisiaj: Bóg otwiera przed nim obietnicę, błogosławieństwo dla niego i jego potomków, a dokładniej dla wszystkich, którzy będą w komunii z nim, potomków tak licznych, że staną się ludem.
Opóźnienie, niecierpliwość i wiara
Bóg, autor obietnicy i przymierza, oddaje Abrahamowi w posiadanie Ziemię Obiecaną po tym, jak oderwał go od jego wędrówki po Chaldei. Nie jest to już wiara pierwszego impulsu, jest to wiara wystawiona na próbę zwłoki. Możemy to lepiej zrozumieć, jeśli przeczytamy rozdziały od 12 do 14. Do tego właśnie jesteśmy zaproszeni. Wiara Abrahama jest zwycięska, ale jest też ludzka niecierpliwość: „Jakże to poznam? Czujemy się blisko Abrahama, gdy tracimy wiarę pierwszego impulsu i budzi się w nas niecierpliwość.
On i jego klan wędrowali po krainie Kanaan. Oczywiście, że ma już sojuszników w tym kraju. Kiedy Lot zostaje wzięty do niewoli podczas kampanii prowadzonej przez lokalnych królów, Abrahamowi udaje się zebrać grupę zwolenników, 318, jak podaje Księga Rodzaju. Może uwolnić swojego siostrzeńca i odzyskać jego własność. (Księga Rodzaju 14, 13-16) Ale on jest na cudzej ziemi. Uświadomienie sobie tego faktu następuje powoli, ale „Abraham miał wiarę w Pana.” Przyjmuje jako gwarancję wyłączne zobowiązanie Boga. Chce tylko wiedzieć, czy ma je na własność.
Ci, którzy chcieli uroczyście przypieczętować umowę, zgodnie z tradycją, którą znamy z tamtych czasów, zabijali zwierzę, rozdzielali je na pół i przechodzili w pośrodku zwierzęcia. Jeżeli któraś ze stron umowy złamała złożoną przysięgę, z góry zgadzała się podzielić los ofiary. Dziwne w tym fragmencie Biblii jest to, że między częściami zwierząt przemieszczają się tylko symbole obecności boskiej. A nie Abraham; nie wymaga się od niego niczego poza wiarą.
Przebudzenie do światła
Abraham zapadł w tajemniczy sen. Jest to ospałość podobna do tej, w jakiej znajdował się Adam, gdy Bóg dał mu kobietę jako „odpowiednią dla niego pomoc”. (Rdz 2,21) W obliczu wielkiego dzieła Bożego zdolności ziemskiego człowieka „psychicznego”, jak powiedziałby św. Paweł, są jakby zawieszone.
Tak było z trzema uczniami na górze. Zostają ogarnięci snem, gdy chwała Boża, zbyt silna dla nich, objawia się w przemienionym Jezusie. Nie ujrzą chwały Syna, dopóki sami się nie obudzą, to znaczy, gdy zaczną mieć udział w zmartwychwstaniu swego Pana. Przeczytaj List do Filipian 3:20-21. „On przemieni nasze biedne ciała na obraz ciała swego chwalebnego.”
Przemienienie
Tydzień przed Przemienieniem, według św. Łukasza, Piotr wyznał swoją wiarę w boskość Jezusa: „Ty jesteś Mesjaszem Bożym.” (Łk 9,20) W tym samym czasie Jezus mówił im o swojej męce, śmierci i zmartwychwstaniu.
Zaprasza Jakuba, Piotra i Jana do modlitwy, to znaczy do dzielenia się z Nim tymi chwilami intensywnej bliskości z Ojcem, tym dialogiem, którego nie będą mieli odwagi podjąć w Ogrodzie Oliwnym w chwili jego – ich agonii. Jakub będzie pierwszym, który umrze za Chrystusa. Piotr właśnie wyznał swoją wiarę w Bóstwo, a Jan będzie świadkiem chwały Bożej i światła Bożego: „Widzieliśmy, jak Słowo przyszło w ciele, Słowo, Logos Boży.” Pierwszy rozdział Ewangelii św. Jana należy odczytać na nowo w kontekście Przemienienia.
Jezu, światłość Boga
Oblicze Chrystusa ukazuje im naturalny blask chwały Bożej, który On posiada w sobie i który zachowuje w swoim wcieleniu, chociaż ta chwała Boża jest ukryta pod zasłoną ciała. W Nim boskość zjednoczyła się bez pomieszania z naturą ludzką. Ukazuje im zatem na szczycie góry nie nowe widowisko dotyczące Jego Osoby, ale olśniewające w Nim w tej chwili objawienie ubóstwienia natury ludzkiej (włącznie z ciałem, „twarzą”) i jej zjednoczeniem z boskim blaskiem.
W pełni człowiek, w pełni Bóg
Gdy chwała zajaśniała na twarzy Mojżesza na Synaju, przyszła z zewnątrz (Księga Wyjścia 34,29). Na Taborze to oblicze Chrystusa jest źródłem światła, źródłem boskiego życia, które stało się dostępne
człowiekowi, a która rozprzestrzenia się również na jego ubranie, to znaczy na świat zewnętrzny oraz na produkty ludzkiej działalności i cywilizacji.
Święty Jan wyraża to w pierwszych wersetach swojej Ewangelii: „Słowo Boże było światłością prawdziwą, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi… i oglądaliśmy Jego chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy.” (Jana 1,9 i 14)
„W twoim świetle będziemy oglądać światłość” – śpiewa Psalm 35:10. Kiedy dymiący ogień i płonąca pochodnia przechodziły między częściami zwierząt, które Abraham przygotował (Rdz 15:18), panowała gęsta ciemność. „Boga, nikt go nigdy nie widział. Jedyny Syn, Bóg w łonie Ojca, dał Go poznać.” (Jana 1.18)
Ku Ziemi Obiecanej
Obok Pana znajdują się Mojżesz i Eliasz, Prawo i Prorocy, dwa szczyty Starego Testamentu. Musimy przeczytać tekst św. Łukasza w języku greckim. Ma on zupełnie inne znaczenie. Są w świetle. „Ukazując się w chwale, rozmawiali z Nim o Jego ‚wyjściu’ („exodos” u św. Łukasza), które miało się dokonać w Jerozolimie. „(Łk 9,31), to znaczy o Jego męce, śmierci i zmartwychwstaniu, o których przed tygodniem mówił swoim uczniom, równocześnie mówiąc im o swojej chwale (Łk 9,26).
Na górze Tabor święty Piotr, zachwycony kontemplacją boskiego światła, chciałby zadowolić się ziemskim korzystaniem ze światła. Jezus odwraca go od tego całkowicie ludzkiego pragnienia. Święty Łukasz powie o Piotrze: „On nie wiedział, co mówił.” On jest ‚poza tym miejscem’, żeby użyć powszechnego wyrażenia. Powiedzielibyśmy lepiej, że jest to sprzeczne z zasadniczą rzeczywistością, w której żyją w tej chwili.
Ta niedziela jest w najwyższym stopniu dniem świętowania, dniem ubóstwienia naszej natury ludzkiej i uczestnictwem naszego zniszczalnego ciała w dobrach wiecznych, które są ponad naszą naturą. Przypominając, czym jest nasza Droga, nasze wyjście, poprzez wydarzenia swojej męki i śmierci, Zbawiciel pokazuje nam, że celem Jego przyjścia na świat było właśnie doprowadzenie każdego człowieka do Zmartwychwstania, do swojego Życia. Kontemplacja chwały Bożej nie jest jedynie spektaklem rozgrywającym się na zewnątrz nas. Jest to uczestnictwo całego naszego życia w ubóstwieniu. „Obyśmy zjednoczyli się z Bóstwem Tego, który przyjął nasze człowieczeństwo.” (Modlitwa nad darami Mszy)
„Powiedziałeś nam, Panie, abyśmy słuchali Twojego umiłowanego Syna. Pomóż nam znaleźć w Twoim Słowie pokarm, którego potrzebuje nasza wiara, a nasze spojrzenie będzie wystarczająco czyste, aby rozpoznać Twoją chwałę” (Modlitwa na rozpoczęcie Mszy)
„Panie, za udział w tajemnicach chwały, pragniemy Ci podziękować, że już w tym życiu pozwalasz nam mieć udział w dobrach Twojego Królestwa.” (Modlitwa po komunii)
Na tym polega poszukiwanie światła.
_____
Sunday, March 16, 2025
2nd Sunday of Lent
Biblical references:
Reading from the Book of Genesis: 15:5. 12 to 18: „The Lord spoke to Abraham in a vision. »
Psalm 26: „I seek your face, O Lord.”
Letter of St. Paul to the Philippians: 3:17 to 4:1: „We are citizens of heaven… we await the Lord Jesus Christ as Savior.”
Gospel according to St. Luke: 9:28-36: „His countenance became entirely changed, and his garments became dazzling white.”
Abrahama journey of faith
Last Sunday we saw the departure of the wandering Aramean, whom God sends on the paths of the land of Canaan. Here is the next stage in the life of faith of our Father, whose message we hear today: God opens before him a promise, a blessing for him and his descendants, or more precisely for all who will be in communion with him, descendants so numerous that they will become a people.
Delay, impatience and faith.
God, the author of the promise and the covenant, gives Abraham possession of the Promised Land after having torn him away from his journey in the Chaldeans. This is no longer faith of the first impulse, it is faith put to the test of delay. We can understand this better if we read chapters 12 to 14. This is precisely what we are invited to do. Abraham’s faith is victorious, but there is also human impatience: “How shall I know? We feel close to Abraham when we lose the faith of the first impulse and impatience awakens in us.
He and his clan wandered through the land of Canaan. Of course, he already has allies in that land. When Lot is taken prisoner during a campaign led by local kings, Abraham manages to gather a group of followers, 318, as the Book of Genesis records. He can free his nephew and recover his property. (Genesis 14:13-16) But he is in a foreign land. The realization of this fact comes slowly, but „Abraham had faith in the Lord.” He accepts as a guarantee the exclusive commitment of God. He only wants to know if he has it as his own.
Those who wanted to solemnly seal the agreement, according to the tradition we know from those times, killed an animal, split it in half and walked into the middle of the animal. If one of the parties to the agreement broke the oath, they agreed in advance to share the fate of the victim. The strange thing about this passage of the Bible is that only symbols of the divine presence move between the parts of the animals. And not Abraham; nothing is required of him except faith.
Awakening to the light
Abraham fell into a mysterious sleep. It is a sleep similar to that in which Adam was when God gave him a woman as a „helper suitable for him.” (Gen. 2:21) In the face of God’s great work, the abilities of the earthly „psychic” man, as St. Paul would say, are as if suspended.
This was the case with the three disciples on the mountain. They are overcome by sleep, when the glory of God, too strong for them, is revealed in the transfigured Jesus. They will not see the glory of the Son until they themselves awaken, that is, when they begin to share in the resurrection of their Lord. Read Philippians 3:20-21. „He will transform our poor bodies into the image of his glorious body.”
The transfiguration
A week before the Transfiguration, according to St. Luke, Peter confessed his faith in the divinity of Jesus: „You are the Christ of God.” (Lk 9:20) At the same time, Jesus spoke to them about his suffering, death and resurrection.
He invites James, Peter and John to pray, that is, to share with him those moments of intense closeness to the Father, that dialogue that they would not have the courage to engage in in the Garden of Olives at the moment of his – their agony. James will be the first to die for Christ. Peter has just confessed his faith in the Divinity, and John will be a witness to the glory of God and the light of God: „We have seen the Word come in the flesh, the Word, the Logos of God.” The first chapter of John’s Gospel must be reread in the context of the Transfiguration.
Jesus, light of God
The face of Christ shows them the natural splendor of the glory of God, which he possesses in himself and which he preserves in his incarnation, although this divine glory is hidden under the veil of the flesh. In him, divinity has united itself without confusion with human nature. He therefore shows them on the mountaintop not a new spectacle concerning his Person, but the dazzling revelation in him at that moment of the divinization of human nature (including the body, the „face”) and its union with the divine splendor.
Fully man, fully God
When the glory shone on the face of Moses on Sinai, it came from outside (Exodus 34:29). On Tabor, it is the face of Christ that is the source of light, the source of divine life, which has become accessible
to man, and which also spreads to his clothing, that is, to the external world and to the products of human activity and civilization.
Saint John expresses this in the first verses of his Gospel: „The Word of God was the true light that enlightens every man, when it comes into the world… and we have seen his glory as the only Son from the Father, full of grace and truth.” (John 1:9 and 14)
„In your light we will see the light,” sings Psalm 35:10. When the smoking fire and the flaming torch passed between the parts of the animals that Abraham had prepared (Gen. 15:18), there was thick darkness. “No one has seen God at any time. The only Son, God in the bosom of the Father, made him known.” (John 1:18)
Towards the Promised Land
Next to the Lord are Moses and Elijah, the Law and the Prophets, the two summits of the Old Testament. We must read the text of St. Luke in Greek. It has a completely different meaning. They are in the light. „Appearing in glory, they spoke with him about his ‚going out’ („exodos” in St. Luke), which was to take place in Jerusalem. „(Lk 9:31), that is, about his suffering, death and resurrection, about which he had spoken to his disciples a week earlier, while at the same time speaking to them about his glory (Lk 9:26).
On Mount Tabor, St. Peter, delighted with the contemplation of the divine light, would like to be content with the earthly use of light. Jesus turns him away from this completely human desire. St. Luke will say about Peter: „He did not know what he was talking about.” He is ‚outside this place’, to use a common expression. We would rather say that this contradicts the fundamental reality in which they live at this moment.
This Sunday is, in the highest degree, a day of celebration, a day of the divinization of our human nature and the participation of our perishable body in the eternal goods that are beyond our nature. Reminding us of what our Way is, our exodus, through the events of his passion and death, the Savior shows us that the purpose of his coming into the world was precisely to lead every man to the Resurrection, to his Life. Contemplation of the glory of God is not simply a spectacle that takes place outside of us. It is the participation of our whole life in divinization. „May we be united with the Divinity of Him who took on our humanity.” (Prayer over the gifts of the Mass)
„You have told us, Lord, to listen to your beloved Son. Help us to find in your Word the nourishment our faith needs, and our gaze will be pure enough to recognize your glory.” (Prayer at the beginning of the Mass)
„Lord, for sharing in the mysteries of glory, we want to thank you, that already in this life you allow us to share in the goods of your Kingdom.” (Prayer after Communion)
This is what seeking light is all about.
____
A propos mej książki pt. „Kiedy będziesz stary”(2024) chciałbym tym razem zacytować słowa Viktora Hugo:
” „Starzejesz się”, mówili mi, „nie jesteś już sobą, stajesz się zgorzkniały i samotny”.
Nie, odpowiedziałem; nie starzeję się, staję się mądry.
Przestałem być tym, co podoba się innym, by stać się tym, kim naprawdę chciałbym być. Przestałem szukać akceptacji innych, by zaakceptować siebie. Porzuciłem oszukańcze lustra, które bezlitośnie kłamią.
Nie, nie starzeję się, staję się asertywny, wybiórczy w kwestii miejsc, ludzi, zwyczajów i ideologii.
Porzucam przywiązania, niepotrzebny ból, ludzi, dusze i serca – nie z goryczy, ale po prostu dla mojego dobrego samopoczucia.
Zamieniłem noce imprez na bezsenność wypełnioną nauką. Przestałem żyć historiami i zacząłem je pisać. Porzuciłem narzucone stereotypy. Przestałem używać makijażu, by ukryć moje rany – teraz noszę książkę, która upiększa mój umysł.
Zamieniłem kieliszki do wina na filiżanki do kawy, przestałem idealizować życie i zacząłem żyć.
Nie, nie starzeję się.
Noszę świeżość w duszy i niewinność codziennego odkrywania w sercu.
Trzymam w dłoniach delikatność kokonu, który po otwarciu rozpościera skrzydła w kierunku miejsc niedostępnych dla tych, którzy szukają tylko materialnej błahostki.
Na twarzy mam figlarny uśmiech, gdy obserwuję prostotę natury, a w uszach radosne ćwierkanie ptaków towarzyszy moim krokom.
Nie, nie starzeję się – staję się wybiórczy, inwestuję swój czas w to, co nieuchwytne, przepisuję historię, którą kiedyś mi opowiedziano, odkrywam na nowo światy, ratuję stare książki, których nie skończyłem.
Staję się mądrzejszy. Porzuciłem petardy, które niczego nie uczą. Uczę się mówić o sprawach transcendentnych, kultywuję wiedzę, sieję ideały i kształtuję swoje przeznaczenie.
Nie, nie starzeję się, bo w soboty chodzę wcześniej spać – po prostu niedziele również zasługują na wczesny start, powolną kawę i spokojne czytanie poezji.
To nie wiek sprawia, że człowiek chodzi wolno – to chęć obserwowania tych, którzy spieszą się i potykają w swoim niezadowoleniu.
To nie wiek sprawia, że człowiek czasem milknie – po prostu nie wszystkie słowa muszą odbijać się echem.
Nie, nie starzeję się – w końcu zaczynam żyć tym, co naprawdę ma dla mnie znaczenie.” A więc można nie być starszym…
(w tłum. Stanisław Barszczak)
___
À propos de mon livre intitulé „Quand tu seras vieux” (2024) cette fois j’aimerais citer les mots de Victor Hugo :
” «Tu vieillis», m’ont-ils dit, « tu n’es plus toi-même, tu deviens amer et seul.»
Non, répondis-je ; Je ne vieillis pas, je deviens sage.
J’ai arrêté d’être ce que les autres aimaient pour devenir ce que je voulais vraiment être. J’ai arrêté de rechercher l’approbation des autres pour m’accepter moi-même. J’ai abandonné les miroirs trompeurs qui mentent sans pitié.
Non, je ne vieillis pas, je deviens assertif, sélectif en termes de lieux, de personnes, de coutumes et d’idéologies.
Je laisse tomber les attachements, les douleurs inutiles, les gens, les âmes et les cœurs – non pas par amertume, mais simplement pour mon propre bien-être.
J’ai échangé des nuits de fête contre des nuits blanches remplies d’études. J’ai arrêté de vivre des histoires et j’ai commencé à les écrire. J’ai abandonné les stéréotypes imposés. J’ai arrêté d’utiliser du maquillage pour cacher mes blessures – maintenant je porte un livre pour embellir mon esprit.
J’ai échangé mes verres à vin contre des tasses à café, j’ai arrêté d’idéaliser la vie et j’ai commencé à vivre.
Non, je ne vieillis pas.
Je porte la fraîcheur dans mon âme et l’innocence de la découverte quotidienne dans mon cœur.
Je tiens dans mes mains la délicatesse d’un cocon qui, une fois ouvert, déploie ses ailes vers des lieux inaccessibles à ceux qui ne recherchent que des bagatelles matérielles.
Un sourire malicieux apparaît sur mon visage tandis que j’observe la simplicité de la nature, et le joyeux chant des oiseaux accompagne mes pas dans mes oreilles.
Non, je ne vieillis pas – je deviens sélectif, j’investis mon temps dans l’insaisissable, je réécris l’histoire qu’on m’a racontée, je redécouvre des mondes, je sauve de vieux livres que je n’ai pas terminés.
Je deviens plus intelligent. J’ai abandonné les pétards qui n’apprennent rien. J’apprends à parler de questions transcendantes, à cultiver la connaissance, à semer des idéaux et à façonner mon destin.
Non, je ne vieillis pas parce que je me couche plus tôt le samedi – c’est juste que le dimanche mérite aussi de commencer tôt, de prendre un café lentement et de lire tranquillement de la poésie.
Ce n’est pas l’âge qui fait marcher lentement un homme, c’est le désir d’observer ceux qui se précipitent et trébuchent dans leur mécontentement.
Ce n’est pas l’âge qui rend parfois une personne silencieuse – c’est juste que tous les mots ne doivent pas forcément résonner.
Non, je ne vieillis pas – je commence enfin à vivre ce qui compte vraiment pour moi.”
Il est donc possible de ne pas vieillir…
(traduit par Stanisław Barszczak)
___
A proposito del mio libro intitolato „Quando sarai vecchio” (2024) questa volta vorrei citare le parole di Victor Hugo:
” ‚Stai invecchiando’, mi dicevano, ‚non sei più te stesso, stai diventando amareggiato e solo’.
No, risposi; Non sto invecchiando, sto diventando saggio.
Ho smesso di essere ciò che piaceva agli altri per diventare ciò che volevo veramente essere. Ho smesso di cercare l’approvazione degli altri per accettare me stessa. Ho abbandonato gli specchi ingannevoli che mentono spietatamente.
No, non sto invecchiando, sto diventando assertivo, selettivo nei confronti di luoghi, persone, costumi e ideologie.
Lascio andare gli attaccamenti, il dolore inutile, le persone, le anime e i cuori, non per amarezza, ma semplicemente per il mio benessere.
Ho sostituito le notti di festa con notti insonni passate a studiare. Ho smesso di vivere storie e ho iniziato a scriverle. Ho abbandonato gli stereotipi imposti. Ho smesso di usare il trucco per nascondere le mie ferite: ora porto con me un libro per abbellire la mia mente.
Ho sostituito i bicchieri da vino con le tazze da caffè, ho smesso di idealizzare la vita e ho iniziato a vivere.
No, non sto invecchiando.
Porto con me la freschezza nell’anima e l’innocenza della scoperta quotidiana nel cuore.
Tengo tra le mani la delicatezza di un bozzolo che, una volta aperto, allarga le ali verso luoghi inaccessibili a chi cerca solo inezie materiali.
Un sorriso malizioso appare sul mio viso mentre osservo la semplicità della natura, e il cinguettio allegro degli uccelli accompagna i miei passi nelle mie orecchie.
No, non sto invecchiando: sto diventando selettivo, investendo il mio tempo in ciò che è sfuggente, riscrivendo la storia che mi è stata raccontata una volta, riscoprendo mondi, recuperando vecchi libri che non ho finito.
Sto diventando più intelligente. Ho abbandonato i petardi che non insegnano nulla. Sto imparando a parlare di questioni trascendenti, a coltivare la conoscenza, a seminare ideali e a plasmare il mio destino.
No, non sto invecchiando perché il sabato vado a letto prima, è solo che anche la domenica merita di svegliarsi presto, bere un caffè lentamente e leggere poesie in tutta tranquillità.
Non è l’età a far camminare lentamente un uomo, ma il desiderio di osservare coloro che si affrettano e inciampano nel loro malcontento.
Non è l’età a rendere una persona a volte silenziosa: è solo che non tutte le parole devono risuonare.
No, non sto invecchiando. Sto finalmente iniziando a vivere ciò che conta davvero per me.”
Quindi è possibile non invecchiare…
(tradotto da Stanisław Barszczak)
____
Stanisław Barszczak, Przed sklepem przetwórczym
Nie rozumiem, dlaczego uśmiech człowieka jest uważany za atrakcyjny. Kiedy ktoś się uśmiecha, pokazuje swój szkielet. Człowiek jest przyczyną wszelkiego zła na tym świecie. Jesteśmy swoim własnym wirusem.
Nadawanie dzieciom imion po rodzicach pozbawia je tożsamości, przypomina im, do kogo należą, Ikar zaczął chodzić z tą myślą do sklepu.
Przecież odkąd powstał świat, zjadaliśmy się nawzajem. Jeśli nie symbolicznie, to dosłownie obżeraliśmy się sobą. Przemiana pozwoliła nam być mniej hipokrytycznymi.
Ikar próbował nienawidzić Boga, w Boga nie wierzył. Próbował nienawidzić całej ludzkości za to, że jest tak krucha i ulotna, ale nie mógł i tego kontynuować, ponieważ nienawiść do wszystkich jest tym samym, co nienawiść do nikogo.
Są słowa, które zakrywają świat.
Wiem, że kiedy umrę, ktoś sprzeda moje ciało na czarnym rynku, jeden z moich okropnych dalekich krewnych. Dlatego palę i piję, więc mam gorzki smak i nikt nie czerpie przyjemności z mojej śmierci. Zaledwie ktoś bierze szybki łyk i mówi: „Dziś jestem rzeźnikiem, jutro mogę być bydłem.”
Ikar zastanawiał się do którego boga powinien się modlić, jeśli jego bóg pozwoli na takie rzeczy.
Nikt nie może ich nazwać ludźmi, ponieważ oznaczałoby to nadanie im tożsamości. Nazywają ich produktem, mięsem lub jedzeniem. Poza nim; wolałby nie musieć nazywać ich żadnym imieniem.
Czy to stanowi dla ciebie dylemat moralny? Czy uważasz to za okropne? Ikar pyta ojca. Wcale nie. Człowiek jest złożony, a podłe czyny, sprzeczności i wzniosłości charakterystyczne dla naszego stanu wydają mi się zdumiewające. Nasze istnienie byłoby irytującym odcieniem szarości, gdybyśmy wszyscy byli nieskazitelni.
Ojciec Ikara jest osobą uczciwą, ale pewnego dnia oszalał powtarzając, że jesteśmy najgorszym rodzajem robactwa, niszczącym naszą planetę, głodzącym naszych bliźnich.
Nie bądź idiotą. Nie widzisz, że oni nami kontrolują? Jeśli zjemy się nawzajem, będą kontrolować przeludnienie, ubóstwo, przestępczość. Chcesz, żebym tę myśl kontynuował? Istotnie to oczywiste.
Nikt nie może być niczego pewien. Niech mnie zjedzą, a dostaną ode mnie okropnej niestrawności. W Ikarze, jest w nim coś, co chciałby zniszczyć.
Miał wygląd udomowionego zwierzęcia.
Ile głów muszą zabijać co miesiąc, żeby mógł zapłacić za dom opieki dla swojego ojca? Ilu ludzi muszą zabić, żeby zapomniał, jak położył Leona w swoim łóżeczku, otulił go kołysanką, zaśpiewał mu kołysankę, a następnego dnia zobaczył, że umarł we śnie. Ile serc trzeba schować w pudełkach, żeby ból przeobraził się w coś innego. Ale ból, Ikar przeczuwał, jest jedyną rzeczą, która pozwala mu oddychać. Bez smutku nie ma już nic.
Rano krzyczy, jakby świat nie istniał, krzyczy, jakby słowa rozdzieliły się na dwoje i straciły wszelkie znaczenie, krzyczy, jakby pod tym piekłem był świat inny, taki, z którego nie chciał uciec.
Uważał, że rzeźnia powinna pozostać niezauważona i wtopić się w krajobraz, że nigdy nie powinna być nazywana tym, czym naprawdę jest.
Istota ludzka jest złożona i uważam, że podłe czyny, sprzeczności i wzniosłości charakterystyczne dla naszego stanu są zdumiewające. Nasze istnienie byłoby irytującym odcieniem szarości, gdybyśmy wszyscy byli nieskazitelni, powtarzał. Nauczanie zabijania jest gorsze niż zabijanie.
Mózg ostrzega Ikara, że istnieją słowa, które zakrywają świat. Są słowa, które są wygodne, higieniczne, legalne. I że nienawiść daje nam siłę, by iść naprzód, sprawia, że struktura jest krucha, i splata nici, aby pustka nie wypełniła wszystkiego.
Zawsze wierzył, że w naszym kapitalistycznym, konsumpcyjnym społeczeństwie pożeramy się nawzajem.
Jego krewni nadali ludzkiemu mięsu nazwę „mięso specjalne”. Zamiast po prostu „mięsa” teraz jest „specjalna polędwica”, „specjalne kotlety”, „specjalne nerki”.
Czy nie widzisz, że nie potrafisz myśleć samodzielnie? Jedyne, co robisz, to przestrzegasz narzuconych ci norm. Czy nie widzisz, że to wszystko jest powierzchownym aktem? Czy w ogóle jesteś w stanie coś poczuć, naprawdę to poczuć? Czy kiedykolwiek troszczyłeś się o tatę? Wyrzucał Ikarowi ojciec.
Te słowa są tutaj, zamknięte w sobie. Zamkną się, odrzucą Cię.
Przecież odkąd powstał świat, zjadamy się nawzajem. Jeśli nie symbolicznie, to dosłownie obżeraliśmy się sobą.
Następnego dnia Ikar zauważył: To dostanie jego siostra: urna pełna brudnego piasku z opuszczonego zoo bez nazwy.
Przerażały go ślady potworności w życiu codziennym. Rzeczy, na które patrzymy, ale ich nie widzimy, których prawdziwa istota jest nam nieznana.
Myślał, że chciałby, aby trumna była mniej widoczna; wiedział, że jest biała ze względu na czystość dziecka w środku, ale czy naprawdę jesteśmy tak czyści, gdy przybywamy na ten świat?
Jego krewni, to po prostu seniorzy, ludzie, którzy żyją od wielu lat i być może to ich jedyne osiągnięcie.
Wymawiają słowa, które są tam, zamknięte w pigułce. Gniją za szaleństwem.
Poza bezpieczną przestrzenią kręgu gromadzi się wulgarność. Ada nienawidzi wulgarności, ponieważ tam kryje się nieszczęście. Wie, że nieszczęście jest destrukcyjne i jako takie ulotne.
Ale są chwile, kiedy trzeba dźwigać ciężar świata.
Planeta może wybuchnąć w każdej chwili, powtarzał ojciec Ikarowi. Zobaczysz, Synu, albo rozleci się na kawałki, albo wszyscy umrzemy od jakiejś zarazy.
Jest wibracja, subtelne i kruche ciepło, które sprawia, że żyjąca istota jest szczególnie pyszna. Wyciągasz życie z ust. To przyjemność wiedzieć, że z powodu twoich intencji, twoich działań, ta istota przestała istnieć. To uczucie złożonego i cennego organizmu, który stopniowo wymiera, a także staje się częścią ciebie. Zawsze uważam ten cud za fascynujący. Ta możliwość nierozerwalnej unii.
Wszyscy mówią, że Ikar leciał zbyt blisko słońca, ale on poleciał, wiesz, synu? Potrafił latać. Nie ma znaczenia czy upadniesz, ważne żebyś przez kilka sekund był ptakiem.
Gdybyśmy wszyscy byli nieskazitelni, nasze istnienie byłoby irytującym odcieniem szarości.
Ikar darzy ojca jedynym uczuciem. Miłują się wzajemnie, ponieważ się odpychają.
Słyszy, jak ojciec uderza nogą w podłogę. Powoli, niemal bezgłośnie, ale wie, że jego siostra Ada osiągnęła swój limit, że nie jest w stanie dalej dyskutować na ten temat, bardziej niż o czymkolwiek innym, ponieważ nie myśli samodzielnie. Dlatego nie może długo uzasadniać swojego stanowiska.
Horror rozrywa monstrualne rany jego kota. To są rzeczy, które podziwiamy, ale nie widzimy, że z powodu naszych żądz nie znamy prawdziwej esencji.
Ikar zawsze zadaje sobie pytanie, jak by było spędzić większość dnia, przechowując ludzkie serca w pudełku. O czym myślą pracownicy? Czy wiedzą, że to, co trzymają w rękach, biło chwilę temu? Czy ich to obchodzi? A potem myśli o tym, że tak naprawdę spędza większość swojego życia, nadzorując grupę ludzi, którzy, wykonując jego rozkazy, podrzynają gardła, patroszą i ćwiartują kobiety i mężczyzn, jakby to było zupełnie naturalne. Można się przyzwyczaić do niemal wszystkiego, z wyjątkiem śmierci dziecka.
Czas dusi się w tym miejscu. Godziny i sekundy przyklejają się do skóry, przebijają ją. Lepiej ignorować jego upływ, choćby to było niemożliwe.
Jasmine, matka Ikara jest w stanie jedynie rozpaczliwie wyciągnąć ramiona w stronę syna.
Z kolei słowa jego siostry są jak pudełka wypełnione czystym papierem.
Czy rozumiesz, że nie masz własnych myśli, że po prostu postępujesz zgodnie z narzuconymi ci zasadami? Czy rozumiesz, że wszystko co robisz jest pustym aktem? Czy naprawdę możesz cokolwiek czuć?
Krewni odgryzają mój mózg, pijąc sok z mojego serca i opowiadają mi bajki na dobranoc, Ikar stwierdził ostatnio.
I używa technicznych słów, aby odnieść się do tego, co jest człowiekiem, ale nigdy nie będzie osobą, w obliczu tego, co zawsze jest produktem.
Ikar ma w sobie aresztowaną urodę. Niepokoi go, że jest coś kobiecego pod brutalną aurą, którą tak bardzo stara się emanować. Jest coś godnego podziwu w jego sztucznej obojętności. Jest w nim coś, co chciałby zniszczyć.
Ikar kocha Adę, wie, że może ją wychować, że to dozwolone. Jest świadomy, że są ludzie, którzy to robią i którzy jedzą żywcem swoją domową głowę, część po części. Mówią, że mięso smakuje lepiej, twierdzą, że jest naprawdę świeże. Dostępne są samouczki, które wyjaśniają, jak, kiedy i gdzie robić cięcia, aby produkt nie umarł przedwcześnie.
Jego krewni zaczęli hodować ludzi jako zwierzęta, aby zaspokoić ogromne zapotrzebowanie na mięso.
Ale to jest niesamowite, że akceptujemy nasze nadmiary, że je normalizujemy, że przyjmujemy naszą pierwotną istotę.
Chciałby popłakać się i przytulić ojca, ale patrzy na ciało, jakby było obce. Teraz jego ojciec jest wolny od szaleństwa, myśli, od tego przerażającego świata i czuje coś w rodzaju ulgi, ale w rzeczywistości kamień w jego piersi staje się większy.
Te głowy zostały wybrane dla rezerwatu zwierzyny łownej. Specjaliści je badają i wybierają te w najlepszej kondycji fizycznej. Myśliwi potrzebują zdobyczy, która będzie dla nich wyzwaniem, chcą gonić za głową, nie interesują ich zwyczajne cele.
Wychodzi Ikar na dwór, aby odwiązać oślicę od drzewa, na którym ją zostawił. Nie zdjął sznura z jej szyi. Oczywiście, myśli, nie wie, że może. Podchodzi do niej, a ona zaczyna drżeć. Patrzy na ziemię. Oddaje mocz. Zabiera ją do stodoły i przywiązuje do drzwi zepsutej i zardzewiałej ciężarówki.
Kiedy dotyka rąk ojca, czuje, że są zamarznięte i nie może powstrzymać się od odsunięcia swoich. Nie czuje nic. Chce tylko płakać i przytulić ojca, ale patrzy na ciało, jakby było obce. Teraz jego ojciec jest wolny od szaleństwa, myśli, od tego przerażającego świata i czuje coś w rodzaju ulgi, ale w rzeczywistości kamień w jego piersi staje się większy.
Podchodzi do okna, które otwiera się na ogród. Koliber unosi się tuż na wysokości jego oczu. Przez kilka sekund ptak wydaje się go obserwować. Chciałby go dotknąć, ale ptak szybko się oddala i znika. Myśli, że nie ma możliwości, aby coś tak pięknego i małego mogło wyrządzić krzywdę. Myśli, że może koliber jest duchem jego ojca, który żegna się z nim.
Wtedy czuje, jak kamień przesuwa się w jego piersi i łzy zaczynają płynąć.
To jest niesamowite, że akceptujemy nasze nadmiary, że je normalizujemy, że obejmujemy naszą pierwotną istotę.
Ludzie zawsze mu się z czegoś zwierzali. Uważa, że to dlatego, że jest dobrym słuchaczem i nie jest zainteresowany mówieniem o sobie.
Odkąd świat się zaczął, zjadaliśmy się nawzajem. Jeśli nie symbolicznie, to dosłownie obżeraliśmy się sobą. Przemiana pozwoliła nam być mniej hipokrytycznymi.
Minęło dużo czasu, odkąd Ikar czuł, że ten dom jest jego domem. To była przestrzeń, w której można spać i jeść. Miejsce złamanych słów i ciszy zamkniętych między ścianami, nagromadzonych smutków, które rozszczepiały powietrze, wydrapywały je, rozszczepiały cząsteczki tlenu. Dom, w którym szaleństwo narastało i czyhało jakby nieuchronne.
Ikar uważa, że matka nigdy nie była zainteresowana macierzyństwem, że zdecydowała się na dzieci, ponieważ posiadanie dzieci to jeden z projektów wpisany w naturalny rozwój życia, tak samo jak organizowanie imprez sportowych, wyjście za mąż, remontowanie domu i jedzenie mięsa.
Tymczasem jego ojciec miał spuszczoną głowę, nikł wśród tych wszystkich ludzi. I choć nie płakał, łzy były tam, za słowami, których nie mógł wypowiedzieć.
Słowa jego siostry znowu kumulują się, jedno na drugim, jak teczki ułożone na teczkach w teczkach.
Potem przyszły kolejne zastrzyki, pigułki, niskiej jakości jaja, toalety i ekrany z nagimi kobietami i presja, by napełnić plastikowy kubek… chrzciny, na które nie przyszli, pytanie „Kiedy więc pojawi się pierwsze dziecko?” powtarzane do znudzenia, sale operacyjne, do których nie miał wstępu, żeby móc trzymać ją za rękę i żeby nie czuła się taka samotna, więcej długów, dzieci innych ludzi, dzieci tych, którzy mogli je wychować, zatrzymanie płynów, wahania nastroju, rozmowy o możliwości adopcji, telefony do banku, przyjęcia urodzinowe dzieci, od których chciał uciec, więcej hormonów, przewlekłe zmęczenie i więcej niezapłodnionych jajeczek, łzy, bolesne słowa, Dni Matki w ciszy, nadzieja na zarodek, lista możliwych imion, Leonardo, jeśli to będzie chłopiec, Aria, jeśli to będzie dziewczynka, testy ciążowe bezradnie wyrzucane do kosza na śmieci, kłótnie, poszukiwanie dawczyni jajeczek, pytania o tożsamość genetyczną, listy z banku, czekanie, strach, akceptacja, że macierzyństwo nie jest kwestią chromosomów, kredyt hipoteczny, ciąża, narodziny, euforia, szczęście, śmierć.
Niepokoi Ikara to, że pod brutalną aurą, którą tak bardzo stara się emanować, kryje się coś kobiecego. W jego sztucznej obojętności jest coś godnego podziwu. Jest w nim coś, co chciałby zniszczyć.
Cenił sobie odpowiedź i nie prosił o wyjaśnienie, ponieważ słowa Sergia – jego ojca, są proste, jasne. To słowa, które nie mają ostrych krawędzi.
Z zakłopotanym wyrazem twarzy i, odgadując myśli Ikara, Sergio mówił, że mężczyzna jest świętym Bartłomiejem, męczennikiem, który został obdarty ze skóry na śmierć, że to barwny szczegół, czyż nie? Kiwa głową, po czym nie mówi już ani słowa, ponieważ uważa, że to zbędny szczegół.
Słowa Jasmine były jak rzeka świateł, powietrzny potok, jak świecące świetliki.
Doktor Gawęda nigdy nie pyta go, jak się czuje lub czy wszystko w porządku, ponieważ widzi w nim tylko odbicie samego siebie, lustro, w którym może opowiadać o swoich osiągnięciach.
Tym razem ze,Z atrzymała się, jak zawsze, gdy znalazła jakiś przedmiot, który był niezmienny, ale wydawał się żywy. Nikt nie mógł być absolutnie pewien, że owalny kawałek ceramiki nie jest żywy. Zawsze było coś, mały szczegół, który dawał jej powód do wątpliwości. Przerażały ją ślady potworności w codziennym życiu. Rzeczy, na które patrzymy, ale ich nie widzimy, których prawdziwa istota jest nam nieznana.
To wszystko jawiło się jej niczym dziewiętnaście pazurów i czarny ptak.
Rozumie bezsilność odczuwaną przez młodego Ikara, który potrzebuje, aby wydarzyło się coś niezwykłego, aby jego dzień był wartościowy, rozumie go. Ikar jest podejrzliwy wobec całej sceny i musi pogodzić się z tym, że nie wykona swojej pracy, bo ewidentnie nie jest skorumpowany, nigdy nie przyjąłby łapówki, albowiem jest uczciwym człowiekiem. Jakkolwiek jest kilka rzeczy, których jeszcze nie rozumie. Ikar tak bardzo przypomina jej siebie samą, gdy była młoda (przed zakładem przetwórczym, z wątpliwościami, z jej dzieckiem, serią codziennych zgonów) i myślała, że przestrzeganie przepisów było tym, co liczyło się najbardziej, gdy w jakimś niedostępnym zakątku umysłu cieszyła się z nowego doświadczenia, z tego przejścia, z tej nowej pracy, z bycia częścią tej historycznej zmiany, z myślenia o zasadach, których ludzie będą musieli przestrzegać długo po tym, jak ona zniknie ze świata, ponieważ przepisy, myślała, są moim dziedzictwem, śladem, który po sobie zostawię. Nigdy by nie pomyślała, że złamie prawo, które ktoś ustanowił.
Ile serc musi zostać schowanych w pudełkach, aby ból przekształcił się w coś innego? Ale ból, Ikar przeczuwa wciąż, jest jedyną rzeczą, która pozwala mu oddychać. Bez smutku nie ma już nic.
Kiedy trochę się uspokaja, wstaje i chwyta matkę za włosy. Jasmine, która teraz może poruszać tylko rękami, próbuje dosięgnąć syna. Chce mówić, krzyczeć, ale nie słychać żadnych dźwięków. Ikar podnosi pałkę, którą przyniósł z kuchni i uderza ją w czoło. Jasmine upada na podłogę, oszołomiona, nieprzytomna.
Ada podskakuje, gdy słyszy głuchy odgłos i patrzy na niego, nic nie rozumiejąc. „Dlaczego?” krzyczy. „Mogła dać nam więcej dzieci.”
Ikar patrzy na matkę tak, jakby widział ją po raz pierwszy i rozumie, że dźwięk nagiego, bezzębnego ciała należącego do brudnej staruszki, dźwięk uderzającego ciała o niebieskie płytki patio, odsłonił dziwną anarchię, chaos zdarzenia zapisujący się w pamięci sąsiadów, którzy patrzą na niego z udawanym współczuciem i pewną serdeczną pogardą. Teraz patrzy na niego policja, która mówi słowami nakazującymi, złamanymi, mechanicznymi – w świecie, który jest opresyjnie cywilizowany i okropny.
– Czy masz moralne dylematy z tym związane? Czy uważasz to za okropne? – Nie ma mowy. Człowiek jest istotą złożoną i jestem oszołomiony podłością, sprzecznościami i wzniosłością naszego stanu. Gdybyśmy wszyscy byli nieskazitelnie nieskazitelni, środowisko byłoby irytująco szare.
– Ale dlaczego nazywasz to okropnym?
– Bo tak jest. Ale to właśnie jest wspaniałe: akceptujemy nasze nadmiary, naturalizujemy je, przyjmujemy naszą pierwotną istotę.
Innym razem Ada chciałaby pokazać Ikarowi wszystkie notatki, jakie zrobiła na marginesach książki Faulknera, opowiedzieć o wszystkich nocach, kiedy chciała przeczytać komuś całe akapity…
Teraz Ikar jest wolny od szaleństwa, od myśli, od tego przerażającego świata i czuje coś w rodzaju ulgi, ale tak naprawdę kamień w jego piersi jest coraz większy. Podchodzi do okna wychodzącego na ogród. Koliber unosi się tuż na wysokości jego oczu. Przez kilka sekund ptak wydaje się go obserwować. Chciałby go dotknąć, ale ptak szybko się porusza i znika. Ikar myśli, że nie ma możliwości, aby coś tak pięknego i małego mogło wyrządzić krzywdę. Myśli, że być może koliber jest duchem jego ojca, który żegna się z nim.
Wtedy czuje, jak kamień przesuwa się w jego piersi i zaczynają płynąć mu łzy.
Nie chciałem uczestniczyć w festynie. Ale intuicyjnie uważam, że każdy z nas jest jak łza, z wieczną doskonałością, którą należy oddać innemu.
Mózg ostrzega Ikara znów, że istnieją słowa, które zakrywają świat.
Uważa, że wszyscy przyjęli kanibalizm jako naturalny. Kanibalizm, kolejne słowo, które może przysporzyć mu poważnych kłopotów.
Jednego wieczoru kiedy wraca do domu, ściska Jasmine i gwiżdże jej do ucha „okay”.
I znowu używa terminów technicznych, aby opisać coś, co jest ludzkie, ale nigdy nie stanie się osobą, coś, co zawsze jest produktem.
To czas dyskursu oficjalnego. Słowa z masłem niezbędnym do modelowania, do spuszczania oczu… jak tusza, przekrojona na pół. Ogłuszacz. Linia rzeźni. Mydło w sprayu. Te słowa pojawiają się w jego głowie i uderzają go. Zniszcz go. Ale to nie są tylko słowa. To krew, gęsty zapach, automatyzacja, brak myśli. Wpadają w nocy, zaskakują go. Kiedy się budzi, jego ciało jest pokryte warstwą potu, ponieważ wie, że czeka go kolejny dzień rzezi ludzi.
Maska pozornego spokoju, przyziemnego spokoju, radości, jednocześnie małej i jasnej, niewiedzy, kiedy ta rzecz, którą mogę obdzierać ze skóry, zostanie zerwana, kiedy ta rzecz, którą nazywam ustami, straci otaczające ją ciało, kiedy te rzeczy, które nazywam oczami, natkną się na czarną ciszę noża.
Ból, Ikar przeczuwa to, jest jedyną rzeczą, która pozwala mu oddychać. Bez smutku nie ma już nic.
Jest coś godnego podziwu w jej sztucznej obojętności. Jest w niej coś, co chciałby złamać.
Nie powinien myśleć o ironii.
Jego spojrzenie jest nieprzejrzyste, jakby za niemożnością wypowiedzenia słów czaiło się szaleństwo.
Minęło dużo czasu, odkąd czuł, że ten dom jest jego domem. To była przestrzeń, w której można spać i jeść. Miejsce złamanych słów i ciszy zamkniętej między ścianami, nagromadzonego smutku, który rozszczepiał powietrze, rozdrapywał je, rozszczepiał cząsteczki tlenu. Dom, w którym szaleństwo narastało, gdzie czaiło się nieuchronne.
Wyciągasz życie kęsami. To przyjemność wiedzieć, że z powodu twoich intencji, twoich działań, ta istota przestała istnieć. To uczucie złożonego i cennego organizmu, który powoli wygasa, a także staje się częścią ciebie. Na zawsze. Uważam ten cud za fascynujący. Ta możliwość nierozerwalnego związku.
Ikar uważa, że jego ojciec nie patrzy na ludzi, a zamiast tego ich mierzy.
Jedno słowo, aby podsumować i sklasyfikować niezgłębione. Puste słowo. Zmiana, transformacja, zmiana: synonimy, które wydają się oznaczać to samo, chociaż wybór jednego z nich świadczy o odmiennym spojrzeniu na świat.
Ale potem Ikar znów zadaje sobie pytanie, dlaczego wystawia się na to. Odpowiedź jest zawsze taka sama. On wie, dlaczego wykonuje tę pracę. Ponieważ jest najlepszy i płacą mu odpowiednio, ponieważ nie potrafi robić niczego innego i ponieważ zdrowie jego ojca od tego zależy.
„Dzisiaj jestem rzeźnikiem, jutro mogę być bydłem.”
Kiedy w końcu zagwizdał przed nią, matka podskoczyła z radości i klaskała. Pamięta, że od tego dnia wszyscy trzej gwizdali razem, jak niechlujne trio, które mimo wszystko dobrze się bawiło.
Człowiek jest złożony i uważam, że obrzydliwe czyny, sprzeczności i wzniosłości charakterystyczne dla naszego stanu są zdumiewające.
Nie wszyscy są dziadkami, ani nimi nie będą. Są po prostu seniorami, ludźmi, którzy żyją od wielu lat i być może to ich jedyne osiągnięcie.
Słowa siostry Ikara kumulują się, jedno na drugim, jak teczki ułożone na teczkach w teczkach.
Gdybyśmy wszyscy byli nieskazitelni, nasze istnienie byłoby irytującym odcieniem szarości.
W rodzinie Ikara miłują się wzajemnie, ponieważ się odpychają.
Ile serc musi zostać schowanych w pudełkach, żeby ból przeobraził się w coś innego? Ale ból, jak Ikar przeczuwa, jest jedyną rzeczą, która pozwala mu oddychać. Bez smutku nie ma już nic… Ikar mówi dwóm mężczyznom, że zbliżają się do końca procesu rzezi.
Czas dusi się w tym miejscu. Godziny i sekundy przyklejają się do skóry, przebijają ją. Lepiej ignorować upływ czasu, choć to niemożliwe.
Ikar następnego dnia odwiedza rzeźnię znów.
Prawda jest taka, że mięso naprawdę trafia do tych najbardziej potrzebujących, Padlinożerców, którzy już czają się blisko ogrodzenia. Ponieważ wiedzą, że czeka ich uczta. Nie ma znaczenia, czy to stare mięso, dla nich to przysmak, ponieważ jest świeże. Ale problem z Padlinożercami polega na tym, że są marginalizowani, a społeczeństwo uważa ich za bezwartościowych. Dlatego osobie, która została spalona, nie można powiedzieć, że jej ciało zostanie wypatroszone, rozszarpane, pogryzione i pożarte przez wyrzutków, niepożądanych.
Ikar patrzy na siostrę i myśli, że jest w niej coś dziwnego. Potem przygląda się uważniej i zauważa, że ma makijaż, była u fryzjera i ma na sobie obcisłą czarną sukienkę. Nic z tego nie jest przesadne, aby nie okazać całkowitego braku szacunku, ale jest wystarczająco dobrze ubrana, aby dobrze wyglądać wobec tego, co bez wątpienia jest jej wydarzeniem.
Ikar nie może powstrzymać dreszczu, gdy jeden z paznokci mężczyzny-denata muska jego dłoń. Odsuwa go szybko, nie mogąc ukryć obrzydzenia, nie chcąc spojrzeć w oczy, bo boi się, że obecność, byt, który żyje pod skórą mężczyzny, przestanie go drapać i zostanie uwolniony. Czy to dusza istoty, którą zjadłby żywcem, która została uwięziona w nim? Ikar zastanawia się.
Śmierć otacza mnie przez cały dzień, o każdej porze dnia — mówi i wskazuje na zwłoki w lodówce. Wszystko wskazuje na to, że moje przeznaczenie jest tam. Czy myślisz, że nie będziemy musieli za to płacić?
Jak słyszą głosy i jak mogą kontrolować więcej, Ada chce jeść, bo mięso nie mówi…
Potem przyszły kolejne zastrzyki, pigułki, niskiej jakości jaja, toalety i ekrany z nagimi kobietami i presja, by napełnić plastikowy kubek; chrzciny, na które nie przyszli; pytanie „Kiedy pojawi się pierwsze dziecko?” powtarzane do znudzenia, sale operacyjne, do których nie miał wstępu, by móc trzymać ją za rękę, by nie czuła się taka samotna, więcej długów, dzieci innych ludzi, dzieci tych, którzy mogliby widzieć rodziców, zatrzymanie płynów, wahania nastroju, rozmowy o możliwości adopcji, telefony do banku, przyjęcia urodzinowe dzieci, od których chciałby uciec, więcej hormonów, przewlekłe zmęczenie i więcej niezapłodnionych jajeczek, łzy, bolesne słowa, Dni Matki w ciszy, nadzieja na zarodek, lista możliwych imion, Leonardo, gdyby to był chłopiec, Aria, gdyby to była dziewczynka, testy ciążowe bezradnie wyrzucane do kosza na śmieci, kłótnie, poszukiwanie dawczyni jajeczek, pytania o tożsamość genetyczną, listy z banku, czekanie, strach, akceptacja, że macierzyństwo nie jest kwestią chromosomów, kredyt hipoteczny, ciąża, narodziny, euforia, szczęście, śmierć.
Ikara niepokoi, że pod brutalną aurą, którą tak bardzo stara się emanować, kryje się coś kobiecego. Jest coś godnego podziwu w jego sztucznej obojętności. Jest w nim coś, co chciałby zniszczyć.
Wychodzi i kładzie się w trawie pod ciszą świateł na niebie, milionów świateł, zamarzniętych, martwych. Niebo jest zrobione ze szkła, szkła, które jest nieprzezroczyste i twarde. Księżyc wydaje się dziwnym bogiem.
Czas dusi się w tym miejscu. Godziny i sekundy przyklejają się do skóry, przebijają ją. Lepiej ignorować jego upływ, chociaż to niemożliwe.
Jest jedną z tych osób, które nie są stworzone do życia. Jego twarz wygląda jak portret, który wyszedł zupełnie źle, taki, który artysta zgniótł i wrzucił do śmieci. Jest kimś, kto nigdzie nie pasuje. Nie interesuje go kontakt z ludźmi, dlatego przebudował swoje biuro. Najpierw je odizolował, aby tylko jego sekretarka mogła go słyszeć i widzieć. Następnie dodał kolejne drzwi. Drzwi otwierają się na schody, które prowadzą prosto na prywatny parking za zakładem. Pracownicy widują go rzadko lub wcale.
Nie ma nic gorszego niż nie móc zobaczyć siebie.
Czy nie widzisz, że nas kontrolują? Jeśli zjemy się nawzajem. Oni kontrolują przeludnienie, ubóstwo, przestępczość. Chcesz, żebym kontynuował? To oczywiste, wspomniał na słowa ojca.
Maska pozornego spokoju, przyziemnej ciszy, radości, jednocześnie małej i jasnej, niewiedzy, kiedy ta rzecz, którą nazywam skórą, zostanie zerwana, kiedy ta rzecz, którą nazywam ustami, straci otaczające ją ciało, kiedy te rzeczy, które nazywam oczami, natkną się na czarną ciszę noża.
Do jakiego boga powinien się modlić, jeśli jego bóg pozwala na takie rzeczy…
Właśnie wtedy uświadomił sobie, że od wiary w nieistnienie Boga gorsza jest świadomość, że Bóg nas ignoruje.
Cieszmy się z tego okrucieństwa.
Nie jestem pewien, czy nie jestem zauroczony smutną osobą. Kiedy jedna z nich jest smutna, nie pokazuj jej więcej.
Tego dnia Cecylia patrzy na niego i wskazuje na telewizor. Ona się śmieje. On też, nie wiedząc, z czego się śmieje ani dlaczego, ale i tak to robi i przyciąga ją trochę bliżej. Cecylia nie wydaje żadnych dźwięków, ale jej uśmiech wibruje w całym jej ciele i on uważa go za zaraźliwy. Przesuwa dłonią po jej brzuchu. Jest w ósmym miesiącu ciąży.
Jeśli osobę z imieniem i nazwiskiem można legalnie zjeść, a nie jest ona uważana za produkt, co powstrzymuje kogokolwiek przed zjedzeniem kogokolwiek innego?
Strach, który został wyuczony, zakorzeniony, zaakceptowany.
Rząd chce manipulować, to jedyny powód, dla którego istnieje.
Jest w Cecylii coś, co chciałby złamać.
Ikar stoi sparaliżowany w środku nocy pełnej gwiazd. Gwiazdy w całej swojej przerażającej urodzie miażdżą go. Niebo wyglądało jak ocean.
Maska pozornego spokoju, przyziemnej ciszy, radości, jednocześnie małej i jasnej, niewiedzy, kiedy ta rzecz, którą nazywam skórą, zostanie zerwana, kiedy ta rzecz, którą nazywam ustami, straci otaczające ją ciało, kiedy te rzeczy, które nazywam oczami, natkną się na czarną ciszę noża.
W niektórych krajach imigranci zaczęli masowo znikać. Nikt nie może ich nazwać ludźmi, ponieważ oznaczałoby to nadanie im tożsamości. Imigranci, marginalizowani, biedni. Byli prześladowani i ostatecznie wymordowani.
Zawsze trzeba wierzyć w to, co będzie próbowało cię zniszczyć, szczegółem do rozważenia jest to, że stworzenie nie może być wieczne ani potężniejsze od stwórcy.
Czy naprawdę jesteśmy tak czyści, kiedy przybywamy na ten świat?… kogoś, kto został zepsuty, nie da się naprawić…ucząc się szaleństwa.
A co z rządem? Naprawdę nie wierzysz tej bandzie skorumpowanych pijawek, pieprzonych skurwysynów, których mamy w rządzie?
Czy to stanowi dla ciebie dylemat moralny? Czy uważasz to za okropne?
Wcale nie. Człowiek jest złożony, a ja uważam, że obrzydliwe czyny, sprzeczności i wzniosłości charakterystyczne dla naszego stanu są zdumiewające. Nasze istnienie byłoby irytującym odcieniem szarości, gdybyśmy wszyscy byli nieskazitelni.
Ale dlaczego uważasz to za okropne?
Bo tak jest. Ale to jest niesamowite, że akceptujemy nasze ekscesy, że je normalizujemy, że obejmujemy naszą pierwotną istotę.
Zobacz strefę wypoczynkową, w której odpoczywają seniorzy. Siedzą i oglądają telewizję. Tak spędzają większość czasu. Oglądają telewizję i czekają na śmierć.
…za niemożliwością wyrażenia szaleństwa czai się szaleństwo.
Ikar był sam. Tylko intelektualnie, niebiańsko i metafizycznie.
To przyjemność wiedzieć, że z powodu twoich intencji i działań ta istota przestała istnieć.
Może to jest śmierć. Poczekaj i spodziewaj się, że nikt i nic nie przybędzie. Nie mógł znieść tego spojrzenia. Jedno spojrzenie może prowadzić do skrajnej demencji. Jedno spojrzenie może zniszczyć. Albo, co jeszcze nikczemniejsze, może budować. Dzięki swoim małym, platynowym oczom udało mi się stworzyć show poświęcone tylko jemu. Dom, w którym czaiło się szaleństwo i było ono nieuchronne.
Ikar uważa, że będzie powód do niepokoju, kiedy mężczyzna przestanie na niego patrzeć w ten sposób, kiedy nienawiść nie będzie go już trzymać przy życiu. Ponieważ nienawiść daje siłę, by iść dalej; podtrzymuje kruchą strukturę, splata nici, by pustka nie przejęła wszystkiego.
Ikar chciałby móc nienawidzić kogoś za śmierć jego syna. Ale kogo może winić za nagłą śmierć? Próbował nienawidzić Boga, ale w Boga nie wierzy. Próbował nienawidzić całej ludzkości za to, że jest tak krucha i ulotna, ale nie mógł tego kontynuować, ponieważ nienawiść do wszystkich jest tym samym, co nienawiść do nikogo.
Czy naprawdę jesteśmy tak czyści, gdy przychodzimy na ten świat?
Dobro musi być trzykrotnie bardziej cenne, niż Zło.
(Licentia poetica autora, ~Stanisław Barszczak)
____
Stanisław Barszczak, In front of a food processing store
I don’t understand why a human smile is considered attractive. When someone smiles, they show their skeleton. Man is the cause of all evil in this world. We are our own virus.
Naming children after their parents deprives them of their identity, reminds them who they belong to, Icarus started going to the store with this idea.
After all, since the world was created, we have been eating each other. If not symbolically, then literally gorging ourselves on each other. The transformation allowed us to be less hypocritical.
Icarus tried to hate God, he did not believe in God. He tried to hate all of humanity for being so fragile and fleeting, but he could not continue this, because hatred of everyone is the same as hatred of no one.
There are words that cover the world.
I know that when I die, someone will sell my body on the black market, one of my horrible distant relatives. That is why I smoke and drink, so I have a bitter taste and no one takes pleasure in my death. Just one person takes a quick sip and says, „Today I am a butcher, tomorrow I may be cattle.”
Icarus wondered to which god he should pray, if his god allowed such things.
No one can call them human, because that would give them an identity. They call them product, meat, or food. Except him; he would rather not have to call them by any name.
Does this present a moral dilemma for you? Do you think it is horrible? Icarus asks his father. Not at all. Man is complex, and the vile acts, contradictions, and sublimity that are characteristic of our condition seem astonishing to me. Our existence would be an irritating shade of gray if we were all flawless.
Icarus’ father is an honest man, but one day he went crazy, repeating that we are the worst kind of vermin, destroying our planet, starving our fellow man.
Don’t be an idiot. Can’t you see that they control us? If we eat ourselves, each other, they will control overpopulation, poverty, crime. Do you want me to continue this thought? It is obvious, indeed.
No one can be certain of anything. Let them eat me and I will give them terrible indigestion. There is something in Icarus that he would like to destroy.
He had the look of a domesticated animal.
How many heads must they kill every month so that he can pay for a nursing home for his father? How many people must they kill so that he forgets how he laid Leon in his bed, tucked him in with a lullaby, sang him a lullaby, and the next day found himself dead in his sleep. How many hearts must be hidden in boxes so that pain can transform into something else. But pain, Icarus sensed, is the only thing that allows him to breathe. Without sadness, there is nothing.
In the morning he screams as if the world doesn’t exist, he screams as if the words have split in two and lost all meaning, he screams as if there is another world beneath this hell, one he doesn’t want to escape from.
He believed that the slaughterhouse should go unnoticed and blend into the landscape, that it should never be called what it really is.
Human beings are complex, and I find the vile acts, contradictions, and sublimity that are characteristic of our condition astonishing. Our existence would be an irritating shade of gray if we were all flawless, he kept saying. Teaching to kill is worse than killing.
The brain warns Icarus that there are words that cover the world. There are words that are convenient, hygienic, legal. And that hatred gives us the strength to go forward, makes the structure fragile, and weaves the threads so that the void doesn’t fill everything.
He had always believed that in our capitalist, consumerist society we eat each other.
His relatives gave human flesh the name „special meat.” Instead of simply „meat,” it is now „special tenderloin,” „special cutlets,” „special kidneys.”
Don’t you see that you are incapable of thinking for yourself? All you do is follow the norms imposed on you. Don’t you see that all this is a superficial act? Are you even capable of feeling anything, really feeling it? Did you ever care about your father? Icarus’ father reproached him.
These words are here, locked up in themselves. They will lock themselves up, they will reject you.
After all, since the creation of the world, we have been eating each other. If not symbolically, then literally gorging ourselves on each other.
The next day, Icarus observed: This is what his sister will get: an urn full of dirty sand from an abandoned zoo with no name.
He was horrified by the traces of monstrosity in everyday life. Things we look at but don’t see, whose true essence is unknown to us.
He thought he wanted the coffin to be less visible; he knew it was white because of the purity of the child inside, but are we really that pure when we come into this world?
His relatives are simply seniors, people who have lived for many years and perhaps this is their only achievement.
They speak the words that are there, encapsulated in a pill. They rot behind madness.
Outside the safe space of the circle, vulgarity accumulates. Ada hates vulgarity , because that is where misfortune lies. He knows that misfortune is destructive and as such fleeting.
But there are times when one must bear the weight of the world.
The planet could explode at any moment, the father used to tell Icarus. You will see, Son, either it will fall to pieces or we will all die of some plague.
There is a vibration, a subtle and fragile heat that makes a living being particularly delicious. You draw life from your mouth. It is a pleasure to know that because of your intentions, your actions, this being has ceased to exist. It is the feeling of a complex and precious organism that gradually dies out and also becomes part of you. I always find this miracle fascinating. This possibility of an indissoluble union.
Everyone says that Icarus flew too close to the sun, but he flew, you know, Son? He could fly. It does not matter if you fall, the important thing is that for a few seconds you are a bird.
If we were all flawless, our existence would be an annoying shade of gray.
Icarus has only one feeling for his father. They love each other because they repel each other.
He hears his father’s foot hitting the floor. Slowly, almost silently, but he knows that his sister Ada has reached her limit, that she is no longer able to discuss this topic, more than anything else, because she does not think for herself. Therefore, he cannot argue for her position for long.
Horror rips through the monstrous wounds of his cat. These are the things we admire, but we do not see that because of our desires we do not know the true essence.
Icarus always asks himself what it would be like to spend most of his day storing human hearts in a box. What are the workers thinking? Do they know that what they hold in their hands was beating a moment ago? Do they care? And then he thinks about how he actually spends most of his life supervising a group of people who, following his orders, slit throats, disembowel and quarter men and women as if it were completely natural. You can get used to almost anything, except the death of a child.
Time suffocates in this place. Hours and seconds stick to the skin, pierce it. Better to ignore its passage, even if it were impossible.
Jasmine, Icarus’ mother, can only reach out her arms desperately toward her son.
His sister’s words, on the other hand, are like boxes filled with blank paper.
Do you understand that you have no thoughts of your own, that you simply follow the rules imposed on you? Do you understand that everything you do is an empty act? Can you really feel anything?
My relatives are biting off my brain, drinking the juice from my heart and telling me bedtime stories, Icarus has recently concluded.
And he uses technical words to refer to what is human but will never be a person, in the face of what is always a product.
Icarus has an arrested beauty about him. He is disturbed by the fact that there is something feminine beneath the brutal aura that he tries so hard to exude. There is something admirable in his artificial indifference. There is something in him that he would like to destroy.
Icarus loves Ada, he knows that he can raise her, that it is allowed. He is aware that there are people who do this and who eat their domestic head alive, part by part. They say that the meat tastes better, they say that it is really fresh. There are tutorials that explain how, when and where to make the cuts so that the product does not die prematurely.
His relatives began to breed humans as animals to satisfy the enormous demand for meat.
But it is amazing that we accept our excesses, that we normalize them, that we embrace our original essence.
He would like to cry and hug his father, but he looks at the body as if it were alien. Now his father is free from madness, from his thoughts, from this terrifying world, and he feels a kind of relief, but in reality the stone in his chest grows larger.
These heads were chosen for a game reserve. Specialists examine them and choose those in the best physical condition. Hunters need prey that will be a challenge for them, they want to chase the head, they are not interested in ordinary goals.
Icarus goes outside to untie the donkey from the tree where he left her. He has not removed the rope from her neck. Of course, he thinks, he does not know that he can. He goes to her, and she begins to tremble. He looks at the ground. He urinates. He takes her to the barn and ties her to the door of a broken and rusty truck.
When he touches his father’s hands, he feels that they are frozen and he cannot stop himself from moving his own away. He feels nothing. He just wants to cry and hug his father, but he looks at the body as if it were alien. Now his father is free from madness, from his thoughts, from this terrifying world, and he feels something like relief, but in reality the stone in his chest grows larger.
He goes to the window that opens onto the garden. A hummingbird hovers just above his eye level. For a few seconds the bird seems to watch him. He wants to touch him, but the bird quickly moves away and disappears. He thinks that there is no way something so beautiful and small could do harm. He thinks that maybe the hummingbird is the spirit of his father, saying goodbye to him.
Then he feels a stone shift in his chest and tears begin to flow.
It is amazing that we accept our excesses, that we normalize them, that we embrace our original essence.
People have always confided in him. He thinks it is because he is a good listener and is not interested in talking about himself.
Since the world began, we have been eating each other. If not symbolically, then literally. The transformation has allowed us to be less hypocritical.
It has been a long time since Icarus felt that this house was his home. It was a space where one could sleep and eat. A place of broken words and silences locked between walls, of accumulated sorrows that split the air, clawed it out, split the oxygen molecules. A house where madness grew and lurked as if inevitable.
Ikar believes that his mother was never interested in motherhood, that she decided to have children because having children is one of the projects inscribed in the natural development of life, just like organizing sports events, getting married, renovating the house and eating meat.
Meanwhile, his father had his head down, disappearing among all these people. And although he did not cry, the tears were there, behind the words he could not say.
His sister’s words are piling up again, one on top of the other, like folders stacked on top of folders on top of folders.
Then came more injections, pills, low-quality eggs, toilets and screens with naked women and the pressure to fill a plastic cup… the christenings they did not attend, the question „So when will the first child appear?” repeated ad nauseam, operating rooms he was not allowed in so he could hold her hand and so she would not feel so alone, more debt, other people’s children, children of those who could have raised them, fluid retention, mood swings, conversations about the possibility of adoption, phone calls to the bank, birthday parties of children he wanted to escape, more hormones, chronic fatigue and more unfertilized eggs, tears, hurtful words, Mother’s Days in silence, hope for an embryo, a list of possible names, Leonardo if it’s a boy, Aria if it’s a girl, pregnancy tests helplessly thrown into the trash, arguments, searching for an egg donor, questions about genetic identity, letters from the bank, waiting, fear, accepting that motherhood is not a matter of chromosomes, a mortgage, pregnancy, birth, euphoria, happiness, death.
What worries Icarus is that beneath the brutal aura he tries so hard to project, there is something feminine. There is something admirable in his artificial indifference. There is something in him that he would like to destroy.
He valued the answer and did not ask for an explanation, because the words of Sergio – his father, are simple, clear. They are words that have no sharp edges.
With a puzzled expression on his face and, guessing Icarus’s thoughts, Sergio said that the man was Saint Bartholomew, a martyr who had been flayed to death, that this was a colorful detail, wasn’t it? He nodded, then said nothing more, because he thought it was an unnecessary detail.
Jasmine’s words were like a river of lights, a stream of air, like glowing fireflies.
Doctor Gossiping never asked him how he felt or if everything was all right, because he saw in him only a reflection of himself, a mirror in which he could talk about his achievements.
This time, Ze,Z stopped, as she always did when she found some object that was unchanging but seemed alive. No one could be absolutely certain that the oval piece of pottery was not alive. There was always something, a small detail, that gave her reason to doubt. She was terrified by traces of monstrosity in everyday life. Things that we look at but do not see, whose true essence is unknown to us.
All this seemed to her like nineteen claws and a black bird.
She understands the helplessness felt by young Icarus, who needs something extraordinary to happen to make his day worthwhile, she understands him. Icarus is suspicious of the whole scene and has to accept that he will not do his job, because he is clearly not corrupt, he would never accept a bribe, because he is an honest man. However, there are some things he does not yet understand. Icarus reminds her so much of herself when she was young (before the processing plant, with her doubts, with her child, the series of daily deaths) and she thought that following the rules was what mattered most, when in some hidden corner of her mind she was happy about this new experience, this transition, this new job, being part of this historic change, thinking about the rules that people would have to follow long after she was gone from the world, because the rules, she thought, were my legacy, the trace I would leave behind. She would never have thought that she would break a law that someone had made.
How many hearts must be hidden in boxes for the pain to transform into something else? But pain, Ikar still senses, is the only thing that allows him to breathe. Without sadness, there is nothing.
When she calms down a bit, she stands up and grabs her mother by the hair. Jasmine, who can now only move her hands, tries to reach her son. She wants to speak, to scream, but there is no sound. Ikar picks up the baton he brought from the kitchen and hits her on the forehead. Jasmine falls to the floor, dazed, unconscious.
Ada jumps when she hears a dull sound and looks at it, uncomprehending. „Why?” she screams. „She could have given us more children.”
Icarus looks at his mother as if he were seeing her for the first time and understands that the sound of the naked, toothless body belonging to the dirty old woman, the sound of the body hitting the blue tiles of the patio, has revealed a strange anarchy, the chaos of the event recorded in the memory of the neighbors, who look at him with feigned sympathy and a certain cordial contempt. Now the police are looking at him, speaking in commanding, broken, mechanical words – in a world that is oppressively civilized and horrible.
– Do you have moral dilemmas about this? Do you think it is horrible? – No way. Man is a complex being and I am stunned by the meanness, contradictions and sublimity of our condition. If we were all impeccably impeccable, the environment would be irritatingly gray.
– But why do you call it horrible?
– Because it is. But that is what is wonderful: we accept our excesses, naturalize them, accept our original essence.
Another time Ada would like to show Icarus all the notes she made in the margins of Faulkner’s book, tell him about all the nights when she wanted to read whole paragraphs to someone…
Now Icarus is free from madness, from thoughts, from this terrifying world, and he feels a kind of relief, but in reality the stone in his chest is growing larger. He goes to the window overlooking the garden. A hummingbird hovers just at eye level. For a few seconds the bird seems to watch him. He would like to touch it, but the bird moves quickly and disappears. Icarus thinks that there is no way that something so beautiful and small could do harm. He thinks that perhaps the hummingbird is the spirit of his father, saying goodbye to him.
Then he feels the stone shift in his chest and his tears begin to flow.
I did not want to participate in the festival. But intuitively I think that each of us is like a tear, with eternal perfection that must be given to another.
The brain warns Icarus again that there are words that cover the world.
He thinks that everyone has accepted cannibalism as natural. Cannibalism, another word that could get him into serious trouble.
One evening when he returns home, he hugs Jasmine and whistles „okay” in her ear.
And again he uses technical terms to describe something that is human but will never become a person, something that is always a product.
This is the time of official discourse. Words with the butter necessary for modeling, for lowering the eyes… like a carcass, cut in half. Stunner. Slaughter line. Spray soap. These words appear in his head and hit him. Destroy him. But they are not just words. They are blood, a thick smell, automation, lack of thought. They come in the night, startling him. When he wakes up, his body is covered in a layer of sweat, because he knows that another day of human slaughter awaits him.
The mask of apparent peace, of earthy peace, of joy, at once small and bright, of not knowing when this thing I can flay will be torn off, when this thing I call lips will lose the body that surrounds it, when these things I call eyes will stumble upon the black silence of the knife.
Pain, Icarus senses, is the only thing that allows him to breathe. Without sadness, there is nothing left.
There is something admirable in her artificial indifference. There is something in her that he would like to break.
He should not think of irony.
His gaze is opaque, as if madness lurked behind the inability to say words.
It had been a long time since he had felt that this house was his home. It was a space where one could sleep and eat. A place of broken words and a silence enclosed between walls, of accumulated sadness that split the air, scratched it, split the molecules of oxygen. A house where madness grew, where the inevitable lurked.
You draw life out in bites. It is a pleasure to know that because of your intentions, your actions, this being has ceased to exist. That feeling of a complex and precious organism that slowly fades away and also becomes part of you. Forever. I find this miracle fascinating. This possibility of an inseparable bond.
Icarus believes that his father does not look at people, but instead measures them.
One word to sum up and classify the unfathomable. An empty word. Change, transformation, change: synonyms that seem to mean the same thing, although choosing one of them indicates a different view of the world.
But then Icarus asks himself again why he exposes himself to this. The answer is always the same. He knows why he does this job. Because he is the best
and they pay him accordingly, because he can do nothing else and because his father’s health depends on it.
„Today I am a butcher, tomorrow I may be cattle.”
When he finally whistled in front of her, her mother jumped for joy and clapped. She remembers that from that day on, the three of them whistled together, like a slovenly trio that, despite everything, had a good time.
Man is complex, and I find the disgusting acts, contradictions, and sublimity that are characteristic of our condition astonishing.
Not everyone is a grandfather, nor will they be. They are simply senior citizens, people who have lived for many years and perhaps this is their only achievement.
Icarus’s sister’s words pile up, one on top of the other, like folders stacked on folders on folders.
If we were all flawless, our existence would be an irritating shade of gray.
In Icarus’s family, they love each other because they repel each other.
How many hearts must be hidden in boxes for the pain to transform into something else? But pain, as Icarus senses, is the only thing that allows him to breathe. Without sadness, there is nothing left… Icarus tells the two men that they are nearing the end of the slaughter process.
Time suffocates in this place. Hours and seconds stick to the skin, pierce it. It is better to ignore the passage of time, although it is impossible.
The next day, Icarus visits the slaughterhouse again.
The truth is that the meat really does go to those most in need, the Scavengers, who are already lurking close to the fence. Because they know that a feast awaits them. It does not matter if it is old meat, for them it is a delicacy because it is fresh. But the problem with the Scavengers is that they are marginalized, and society considers them worthless. Therefore, a person who has been burned cannot be told that their body will be disembowelled, torn apart, bitten and devoured by outcasts, undesirables.
Icarus looks at his sister and thinks that there is something strange about her. Then he looks more closely and notices that she has makeup on, has been to the hairdresser, and is wearing a tight black dress. None of this is over the top, so as not to show complete disrespect, but she is well-dressed enough to look good for what is undoubtedly her event.
Icarus cannot suppress a shiver as one of the deceased man’s fingernails brushes his hand. He quickly pulls it away, unable to hide his disgust, not wanting to meet his eyes, for fear that the presence, the being that lives under the man’s skin, will stop scratching him and will be released. Is this the soul of the being he would eat alive, that has been trapped inside him? Icarus wonders.
Death surrounds me all day, at all hours of the day, he says, pointing to the corpse in the refrigerator. Everything points to my destiny being there. Do you think we won’t have to pay for it?
As they hear voices and as they can control more, Ada wants to eat because meat doesn’t speak…
Then came more injections, pills, low-quality eggs, toilets and screens with naked women and pressure to fill a plastic cup; christenings they didn’t go to; the question „When will the first baby come?” repeated ad nauseam, operating rooms he was not allowed in so he could hold her hand so she would not feel so alone, more debt, other people’s children, children of those who could see their parents, fluid retention, mood swings, conversations about the possibility of adoption, phone calls to the bank, birthday parties of children he would like to escape, more hormones, chronic fatigue and more unfertilized eggs, tears, hurtful words, Mother’s Days in silence, hope for an embryo, a list of possible names, Leonardo if it were a boy, Aria if it were a girl, pregnancy tests helplessly thrown into the trash, arguments, searching for an egg donor, questions about genetic identity, letters from the bank, waiting, fear, accepting that motherhood is not a matter of chromosomes, a mortgage, pregnancy, birth, euphoria, happiness, death.
Ikara is disturbed that beneath the brutal aura she tries so hard to exude, there is something feminine. There is something admirable in his artificial indifference. There is something in him that he would like to destroy.
He goes out and lies down in the grass under the silence of the lights in the sky, millions of lights, frozen, dead. The sky is made of glass, glass that is opaque and hard. The moon seems like a strange god.
Time suffocates in this place. Hours and seconds stick to the skin, pierce it. It is better to ignore its passage, although it is impossible.
He is one of those people who are not made for life. His face looks like a portrait that came out completely wrong, one that the artist crumpled and threw in the trash. He is someone who does not fit in anywhere. He is not interested in human contact, so he has rebuilt his office. First he isolated it so that only his secretary can hear and see him. Then he added another door. The door opens onto a staircase that leads straight to the private parking lot behind the plant. The employees see him rarely or not at all.
There is nothing worse than not being able to see yourself.
Can’t you see that they control us? If we eat each other. They control overpopulation, poverty, crime. Do you want me to continue? It’s obvious, he remembered his father’s words.
The mask of apparent peace, of earthy silence, of joy, both small and bright, of not knowing when this thing I call skin will be torn off, when this thing I call mouth will lose the body that surrounds it, when these things I call eyes will stumble upon the black silence of the knife.
To what god should he pray, if his god allows such things…
It was then that he realized that worse than believing in the nonexistence of God is the knowledge that God ignores us.
Let’s rejoice in this cruelty.
I’m not sure if I’m not infatuated with a sad person. When one of them is sad, don’t show her anymore.
That day, Cecilia looks at him and points at the TV. She laughs. He laughs too, not knowing what she’s laughing at or why, but he does it anyway, pulling her a little closer. Cecilia doesn’t make a sound, but her smile vibrates through her body, and he finds it contagious. He runs his hand over her stomach. She’s eight months pregnant.
If a person with a name and a surname can be legally eaten, and they’re not considered a product, what stops anyone from eating anyone else?
Fear that’s been learned, ingrained, accepted.
The government wants to manipulate, that’s the only reason it exists.
There’s something in Cecilia that it wants to break.
Icarus stands paralyzed in the middle of a starry night. The stars, in all their terrifying beauty, crush him. The sky looked like an ocean.
The mask of apparent peace, of earthy silence, of joy, at once small and bright, of not knowing when this thing I call skin will be torn off, when this thing I call mouth will lose the body that surrounds it, when these things I call eyes will stumble upon the black silence of the knife.
In some countries, immigrants have begun to disappear en masse. No one can call them human because that would mean giving them an identity. Immigrants, marginalized, poor. They were persecuted and ultimately exterminated.
You always have to believe in what will try to destroy you, a detail to consider is that creation cannot be eternal or more powerful than the creator.
Are we really that pure when we come into this world?… someone who has been corrupted cannot be fixed… by learning madness.
And what about the government? Do you really not believe this bunch of corrupt leeches, fucking sons of bitches we have in government?
Does this present a moral dilemma for you? Do you find it awful?
Not at all. Man is complex, and I find the gross acts, contradictions, and sublimity that characterize our condition astonishing. Our existence would be an irritating shade of gray if we were all flawless.
But why do you find it awful?
Because it is. But it is amazing that we accept our excesses, that we normalize them, that we embrace our primal essence.
Look at the lounge area where seniors relax. They sit and watch TV. That is how they spend most of their time. They watch TV and wait for death.
Behind the impossibility of expressing madness lurks madness.
Icarus was alone. Only intellectually, heavenly, and metaphysically.
It is a pleasure to know that because of your intentions and actions this being ceased to exist.
Maybe that is death. Wait and expect that no one and nothing will come. He could not bear that look. One look can lead to extreme dementia. One look can destroy. Or, even more vile, it can build. With his small, platinum eyes, I managed to create a show dedicated only to him. A house where madness lurked and was inevitable.
Icarus thinks that there will be cause for concern when the man stops looking at him in this way, when hatred will no longer keep him alive. Because hatred gives strength to go on; it sustains a fragile structure, weaves the threads so that emptiness does not take over everything.
Icarus would like to be able to hate someone for the death of his son. But who can he blame for his sudden death? He tried to hate God, but he does not believe in God. He tried to hate all humanity for being so fragile and fleeting, but he could not continue, because hating everyone is the same as hating no one.
Are we really that pure when we come into this world?
Good must be three times more valuable than Evil.
(Poetic licence by ~Stanisław Barszczak)
____
Stanisław Barszczak, Choroba na konformizm
Wypowiedzi przebywajacego w klinice Gemelli papieża Franciszka odzwierciedlają głębokie zaangażowanie w podstawowe wartości Ewangelii, podkreślając miłosierdzie, sprawiedliwość społeczną i godność każdego człowieka. Jego nauki stanowią wyzwanie dla wiernych, aby aktywnie angażowali się w sprawy świata, promując kulturę spotkania i solidarności. Te głębokie spostrzeżenia nadal inspirują wielu do życia wiarą w sposób odpowiadający potrzebom innych i wyzwaniom współczesnego społeczeństwa. 130 lat temu Mark Twain, właściwie Samuel Langhorne Clemens – amerykański pisarz pochodzenia szkockiego, satyryk, humorysta przekazał nam interesujące spostrzeżenia: „Jesteśmy dyskretnymi owcami; czekamy, aby zobaczyć, jak idzie stado, a potem idziemy razem z nim. Mamy dwie opinie: jedną prywatną, której boimy się wyrazić; i drugą – tę, którą wykorzystujemy – którą zmuszamy się nosić… aż przyzwyczajenie sprawi, że poczujemy się w niej komfortowo, a zwyczaj jej obrony sprawi, że ją pokochamy, uwielbimy i zapomnimy, jak żałośnie ją zdobyliśmy. Konformizm — naturalny instynkt biernego poddawania się temu niejasnemu czemuś uznawanemu za autorytet. Są tacy, którzy chcieliby nas błędnie nauczyć, że tkwienie w rutynie jest konsekwencją – i cnotą; a wydostanie się z koleiny jest niekonsekwencją – i wadą… Lojalność wobec skamieniałych opinii nigdy jeszcze nie zerwała łańcucha ani nie uwolniła ludzkiej duszy na tym świecie — i nigdy tego nie zrobi. Jesteśmy niczym innym, jak echem. Nie mamy własnych opinii, jesteśmy tylko kompostem złożonym z zepsutych dziedziczeń, moralnych i fizycznych. Naszą naturą jest konformizm; to siła, której niewielu potrafi się skutecznie oprzeć. Gdzie jest jej siedziba? Wrodzony wymóg samoakceptacji. W moralności, zachowaniu i przekonaniach przyjmujemy kolor naszego otoczenia i stowarzyszeń, a jest to kolor, który można bezpiecznie zmyć”. Na tym tle rewolucyjne okazują się osiągnięcia papieża Franciszka, który wygłosił wiele głębokich stwierdzeń w trakcie swojego pontyfikatu, odzwierciedlając swoje zaangażowanie na rzecz miłosierdzia, sprawiedliwości społecznej i godności każdego ludzkiego życia. Często wzywał do Kościoła, który jest „szpitalem polowym” dla rannych, podkreślając potrzebę współczucia i zrozumienia dla tych, którzy cierpią. „Kościół nie jest muzeum dla świętych, ale szpitalem dla grzeszników,” powiedział. W swojej encyklice ‚Laudato Si’ papież Franciszek zajmuje się kwestiami środowiskowymi i moralnym obowiązkiem troski o planetę. Łączy obawy ekologiczne ze sprawiedliwością społeczną, podkreślając, że biedni są często najbardziej dotknięci degradacją środowiska. „Musimy wzmocnić przekonanie, że jesteśmy jedną rodziną ludzką. Nie ma granic ani barier, ludzkich, społecznych czy politycznych, które mogłyby nam przeszkodzić we wspólnej pracy,” napisał. Papież Franciszek konsekwentnie wypowiadał się przeciwko kulturze jednorazowości, opowiadając się za ochroną najbardziej bezbronnych, w tym nienarodzonych, starszych i marginalizowanych. „Nie możemy myśleć o sobie jako o kulturze ‚wyrzucania’, w której niektóre życia są uważane za bardziej wartościowe niż inne”. Zajął się kwestiami nierówności i potrzebą bardziej sprawiedliwego społeczeństwa, wzywając wiernych do wspierania ubogich i marginalizowanych. „Godność osoby ludzkiej to nie tylko kwestia praw jednostki, ale także odpowiedzialności społecznej”. Papież Franciszek wzywał do dialogu między różnymi kulturami i religiami, promując pokój i zrozumienie w świecie często naznaczonym konfliktami. „Dobry katolik wtrąca się do polityki, dając z siebie wszystko, aby rządzący mogli rządzić dobrze”. Często zachęca do ducha radości i nadziei, namawiając chrześcijan do życia wiarą z entuzjazmem i pozytywnością. „Radość jest znakiem, że żyjemy naszą wiarą autentycznie”. Papież Franciszek nie pojechał do rodzinnej Argentyny, za to uznał istotną rolę kobiet w Kościele i społeczeństwie, opowiadając się za ich większym zaangażowaniem w procesy decyzyjne. „Geniusz kobiecy jest potrzebny wszędzie tam, gdzie podejmujemy ważne decyzje”. Mówił obszernie o rodzinie jako kamieniu węgielnym społeczeństwa, podkreślając potrzebę wsparcia i zrozumienia w życiu rodzinnym. „Rodzina jest pierwszym miejscem, w którym uczymy się kochać i być kochanym”. W snach Papież Franciszek nawiedza teraz z pewnością Katedrę św. Marcina, Plaza de Mayo, Avenida 9 lipca w Buenos Aires, sanktuaria maryjne na całym świecie z Lujan w rodzinnej Argentynie, Watykan, ONZ, ZEA, Strasbourg. W licznych pielgrzymkach bowiem zawędrował nawet do Iraku, który jest miejscem narodzin wielu znaczących osiągnięć historycznych, które mają wpływ na dzisiejsze życie na całym świecie – od najwcześniejszego znanego systemu pisma i innowacji w dziedzinie nawadniania, przez ważne osiągnięcia w rolnictwie, takie jak wynalezienie pierwszego koła i pierwszego pługa… Teraz Franciszek, nasz papież, spoczywając na szpitalnym łóżku wzywa Boga. Jezus czuje jego i nasze cierpienie. Albowiem Chrystus wziął na siebie grzechy świata, co byłoby najczęstszym wołaniem tych, którzy są w niebezpieczeństwie, cierpieniu i bólu. Modlimy się o szczęśliwy powrót do zdrowia dla Franciszka, by był z nami jak najdłużej. Ojcze Pio, zawsze Ci dziękujemy za całą Twoją pomoc i wstawiennictwo we wszystkich naszych prośbach, intencjach i modlitwach. Dziękujemy Ci Święty Ojcze Pio za Twoje nieustające błogosławieństwa i przewodnictwo w naszym codziennym życiu. Z wielką pokorą prosimy Świętego Ojca Pio, aby nas zawsze chronił od wszelkiego rodzaju nieszczęść i od wszelkiego zła i niesprawiedliwości. Prosimy Cię, Święty Ojcze Pio, uchroń nas od konformizmu świata, od wszelkich chorób, nowych i starych, aby nie wyrządziły krzywdy nam i naszym rodzinom. Pokornie prosimy o to przez Chrystusa, Pana naszego.
____
Stanisław Barszczak, Conformism disease
The statements of Pope Francis, while residing in the Gemelli Clinic, reflect a deep commitment to the fundamental values of the Gospel, emphasizing mercy, social justice, and the dignity of every human being. His teachings challenge the faithful to actively engage in the affairs of the world, promoting a culture of encounter and solidarity. These profound insights continue to inspire many to live their faith in a way that responds to the needs of others and the challenges of contemporary society. 130 years ago, Mark Twain, born Samuel Langhorne Clemens – an American writer of Scottish origin, satirist, humorist, gave us some interesting observations: „We are discreet sheep; we wait to see how the flock goes, and then we go with it. We have two opinions: one private, which we are afraid to express; and the other – the one we use – which we force ourselves to carry… until habit makes us feel comfortable in it, and the habit of defending it makes us love it, adore it, and forget how pitifully we acquired it. Conformity—the natural instinct of passive submission to that obscure something recognized as authority. There are those who would teach us wrongly that being stuck in a rut is a consequence-and a virtue; and that getting out of a rut is an inconsistency-and a vice…. Loyalty to petrified opinions has never broken the chain or freed the human soul in this world-and never will. We are but echoes. We have no opinions of our own, we are only the compost of corrupt heredities, moral and physical. Our nature is conformity; it is a force that few can successfully resist. Where is its seat? The innate requirement for self-acceptance. In morals, behavior, and beliefs we adopt the color of our surroundings and associations, and it is a color that can be safely washed away.” Against this backdrop, the achievements of Pope Francis have proven revolutionary, with many profound statements made during his pontificate, reflecting his commitment to mercy, social justice and the dignity of every human life. He has often called for the Church to be a “field hospital” for the wounded, emphasizing the need for compassion and understanding for those who suffer. “The Church is not a museum for saints, but a hospital for sinners,” he said. In his encyclical Laudato Si, Pope Francis addresses environmental issues and the moral obligation to care for the planet. He combines ecological concerns with social justice, emphasizing that the poor are often the hardest hit by environmental degradation. “We must reinforce the conviction that we are one human family. There are no borders or barriers, human, social or political, that can prevent us from working together,” he wrote. Pope Francis has consistently spoken out against the culture of disposables, advocating for the protection of the most vulnerable, including the unborn, the elderly and the marginalized. “We cannot think of ourselves as a ‘throwaway’ culture, where some lives are considered more valuable than others.” He addressed issues of inequality and the need for a more just society, calling on the faithful to support the poor and marginalized. “The dignity of the human person is not just a matter of individual rights, but also of social responsibility.” Pope Francis has called for dialogue between different cultures and religions, promoting peace and understanding in a world often marked by conflict. “A good Catholic intervenes in politics, giving everything so that those in power can govern well.” He often encourages a spirit of joy and hope, urging Christians to live their faith with enthusiasm and positivity. “Joy is a sign that we are living our faith authentically.” Pope Francis did not travel to his native Argentina, but he did recognize the important role of women in the Church and society, advocating for their greater involvement in decision-making. “The genius of women is needed wherever we make important decisions.” He spoke at length about the family as the cornerstone of society, emphasizing the need for support and understanding in family life. “The family is the first place where we learn to love and be loved.” In his dreams, Pope Francis now certainly visits the Cathedral of St. Martin, the Plaza de Mayo, the Avenida de la 9 de Julio in Buenos Aires, Marian shrines around the world from Lujan in his native Argentina, the Vatican, the UN, the UAE, Strasbourg. In fact, he has even made numerous pilgrimages to Iraq, the birthplace of many significant historical achievements that have an impact on life today around the world—from the earliest known writing system and innovations in irrigation, through important agricultural achievements such as the invention of the first wheel and the first plow… Now Francis, our Pope, rests in a hospital bed, calling on God. Jesus feels his suffering and ours. For Christ took upon himself the sins of the world, which would be the most frequent cry of those who are in danger, suffering and pain. We pray for the happy recovery of Francis, that he may be with us as long as possible. Through the mediation of Padre Pio we always thank Jesus our Lord for all help and intercession in all our requests, intentions and prayers. We thank you, Saint Padre Pio, for your constant blessings and guidance in our daily lives. With great humility we ask Saint Padre Pio to always protect us from all kinds of misfortunes and from all evil and injustice. We ask you, Saint Padre Pio, protect us from the conformism of the world, from all diseases, new and old, so that they do not harm us and our families. We humbly ask this through Christ, our Lord.