Stanisław Barszczak, Z jednego gniazda
20 lat temu poszedł do Ojca
Jan Paweł II. Teraz z okna
Niebia wstawia się dla nas.
Artysta Słowianin z polskich Wadowic zaczerpnął z polskiego romantyzmu najwięcej, ale także z filozofii europejskiego oświecenia i atmosfery Soboru Watykańskiego II. Christian Andersen zapisał: „Pięć ziaren grochu leżało w jednym strąku. Wszystkie były zielone, więc zdawało im się, że cały świat powinien być zielony. To bardzo naturalne.” Sekundował mu papież z Krakowa, gdy mówił: „Ja bym z takim papieżem nie wytrzymał”.
W 2024 roku ponad 320 tysięcy osób opuściło Kościół w Niemczech. Krwotok wiernych zwalnia. Liczba katolików w Niemczech wynosi obecnie 19,8 miliona. Wydaje się, że miłość Jana Pawła do Benedykta rośnie wciąż.
Ale mamy również inny obraz. Księżyc dla wszystkich. Turystyka kosmiczna robi ogromny krok naprzód dzięki Moon World Resorts, które planuje budowę kurortów w kształcie kopuły, inspirowanych księżycem, zaczynając od Dubaju. Te 622-metrowe kule zapewnią luksusowe wrażenia, oferując replikę powierzchni księżyca, restauracje, spa, a nawet centrum kongresowe – wszystko z krzywizną przypominającą księżyc. Co jest najważniejsze? Goście będą mogli doświadczyć, jak to jest chodzić po księżycu.
Współzałożyciel Michael R. Henderson, który wyobraża sobie księżyc jako uniwersalną „markę”, uważa, że projekt przekształci turystykę kosmiczną. Dzięki planowanym lokalizacjom na całym świecie, w tym w Ameryce Północnej i Europie, kurorty będą bardziej przystępne cenowo niż podróże kosmiczne – spacer po powierzchni księżyca będzie kosztował zaledwie 500 USD.
Dzięki 5 miliardom dolarów inwestycji w Dubaju, jakie Moon World Resorts zamierza otworzyć się do 2027 roku, oferując podróżnym futurystyczne, niepowtarzalne będą jedyne w swoim rodzaju wrażenia.
Poświęcenie komuś lub czemuś całej naszej uwagi, bez żadnych uprzedzeń czy planów, jest istotą miłości. Miałem olbrzymie szczęście, że spotkałem papieża z Polski. Nie marzyłem o takim szczęściu wówczas, kiedy byłem tylko brzydkim kaczątkiem.
Urodziłem się z otwartą raną i kolorami z niej wylewającymi się. Nie nazywajcie mnie odważnym ani męczennikiem; jestem po prostu mężczyzną, który nauczył się kochać nawet pośród bólu. Jestem pędzlem, jestem krzykiem, jestem złamanym ciałem i płonącym duchem. Maluję siebie, ponieważ jestem jedyną rzeczą, którą znam, z wściekłością, z czułością. A jeśli komuś się to nie podoba, niech na mnie nie patrzy, ponieważ nie przyszedłem, żeby się dopasować, przyszedłem, żeby być.
Wybaczyłem błędy, które były rzeczywiście niemal niewybaczalne. Próbowałem zastąpić ludzi, którzy byli niezastąpieni i zapomnieć o tych, których nie dało się zapomnieć. Działałem impulsywnie, rozczarowywałem się ludźmi, kiedy myślałem, że to nigdy nie będzie możliwe. Ale rozczarowywałem też tych, których kocham. Śmiałem się w nieodpowiednich sytuacjach. Poznałem przyjaciół, którzy teraz będą przyjaciółmi na całe życie. Nie raz krzyczałem i skakałem z radości. Kochałem i byłem kochany. Ale byłem też odrzucany i kochany bez odwzajemniania miłości. Żyłem tylko dla miłości i składałem śluby wiecznej miłości. Wiele, wiele razy złamano mi serce!
Płakałem, słuchając muzyki i oglądając stare zdjęcia. Dzwoniłem do kogoś, żeby usłyszeć jego głos po drugiej stronie. Zakochiwałem się z pasją. Czasami myślałem, że umrę, bo tak bardzo za kimś tęskniłem. Innym razem bardzo bałem się, że mogę stracić kogoś bardzo wyjątkowego (co i tak się stało). Ale żyłem! I nadal żyję każdego dnia. Nie przechodzę przez życie i ty też nie powinieneś, żyj! Najlepszą rzeczą w życiu jest podążanie za wszystkimi swoimi planami i marzeniami, obejmowanie życia i życie każdego dnia z pasją, przegrywanie i zachowywanie wiary oraz wygrywanie, będąc wdzięcznym. Wszystko to dlatego, że świat należy do tych, którzy odważą się dążyć do tego, czego chcą. I dlatego, że życie jest naprawdę za krótkie, żeby być nieistotnym.
Czas leczy rany. „Dalekie wybrzeża ciszy zaczynają się tuż za progiem, nie przefruniesz tamtędy jak ptak. Musisz stanąć i patrzeć coraz głębiej i głębiej,” pisał polski geniusz, święty Jan Paweł od poezji, przyszły papież,
który zachęca nas nieustannie ku modlitwie do Ducha świętego. Albowiem z tym ostatnim możemy wszystkiemu podołać, będziemy konie kraść!
Wiele jest dusz artystów, które otrzymawszy dar wiary, żyją w doskonałej symbiozie z ludzkością, której potrafią wiele dać, zarówno duchowo, jak i materialnie, przemieniając tych, którzy otrzymują to dobro, które z czasem staje się wymianą dobra!
(in English)
Stanisław Barszczak, From One Nest
20 years ago, John Paul II went to the Father. Now from the window
of Heaven he intercedes for us.
The Slavic artist from the Polish city of Wadowice drew the most from Polish Romanticism, but also from the philosophy of the European Enlightenment and the atmosphere of the Second Vatican Council. Christian Andersen wrote: „Five peas lay in one pod. They were all green, so it seemed to them that the whole world should be green. It is very natural.” The Pope from Krakow seconded him when he said: „I would not stand such a pope.”
In 2024, over 320,000 people left the Church in Germany. The hemorrhage of the faithful is slowing down. The number of Catholics in Germany currently stands at 19.8 million. It seems that John Paul’s love for Benedict is still growing.
But we also have another image. The moon for everyone. Space tourism is taking a giant leap forward with Moon World Resorts, which is planning to build lunar-themed dome-shaped resorts starting in Dubai. The 622-meter-tall spheres will provide a luxurious experience, featuring a replica of the lunar surface, restaurants, spas and even a convention center — all with a lunar-like curve. Most importantly, guests will be able to experience what it’s like to walk on the moon.
Co-founder Michael R. Henderson, who envisions the moon as a universal “brand,” believes the project will transform space tourism. With planned locations around the world, including North America and Europe, the resorts will be more affordable than space travel — a walk on the lunar surface will cost just $500.
Thanks to a $5 billion investment in Dubai, Moon World Resorts is set to open by 2027, offering travelers a futuristic, one-of-a-kind experience.
Giving someone or something our full attention, without any preconceptions or agendas, is the essence of love. I was incredibly lucky to meet a Polish pope. I would not have dreamed of such happiness when I was just an ugly duckling.
I was born with an open wound and colors pouring from it. Don’t call me brave or a martyr; I am simply a man who learned to love even in the midst of pain. I am a brush, I am a cry, I am a broken body and a burning spirit. I paint myself because I am the only thing I know, with rage, with tenderness. And if someone doesn’t like it, don’t look at me, because I didn’t come to fit in, I came to be.
I have forgiven mistakes that were truly almost unforgivable. I have tried to replace people who were irreplaceable and forget those who could not be forgotten. I have acted impulsively, I have disappointed myself with people when I thought it would never be possible. But I also disappointed the people I love. I laughed in the wrong situations. I made friends who will now be friends for life. I screamed and jumped for joy many times. I loved and was loved. But I was also rejected and loved without love being returned. I lived only for love and took vows of eternal love. Many, many times my heart was broken! I cried listening to music and looking at old photos. I called someone just to hear their voice on the other end. I fell in love passionately. Sometimes I thought I would die because I missed someone so much. Other times I was so scared that I might lose someone very special (which I did). But I lived! And I still live every day. I don’t go through life and neither should you, live! The best thing in life is following all your plans and dreams, embracing life and living every day with passion, losing and keeping faith and winning by being grateful. All this because the world belongs to those who dare to pursue what they want. And because life is really too short to be irrelevant.
Time heals wounds. „The distant shores of silence begin just beyond the threshold, you won’t fly there like a bird. You have to stop and look deeper and deeper,” wrote the Polish genius, Saint John Paul of poetry, the future pope,
who constantly encourages us to pray to the Holy Spirit. Because with the latter we can cope with everything, we will steal horses!
There are many souls of artists who, having received the gift of faith, live in perfect symbiosis with humanity, to which they are able to give much, both spiritually and materially, transforming those who receive this good, which in time becomes an exchange of good!
___
Niedziela, 6 kwietnia 2025
- Niedziela Wielkiego Postu
Odniesienia biblijne:
Księga Izajasza: 43. 16 do 21: „Nie myśl o przeszłości. Oto Ja czynię nowy świat”.
Psalm 125: „Przychodzi, przychodzi z radością, przynosi snopy”.
List św. Pawła do Filipian: 3,8-14: Biegnę zapominając o tym, co za mną, a zmierzając ku celowi, pędzę naprzód.
Ewangelia według św. Jana: 8,1-11: „Idź i nie grzesz odtąd”.
Pierwsze czytanie, podobnie jak drugie, w tę niedzielę skupia się na nietypowym zaleceniu Pisma Świętego, którego prawdziwe znaczenie musimy jednak
zrozumieć w świetle tekstu św. Pawła do Filipian i ewangelicznego epizodu o cudzołożnej kobiecie. Nie pamiętaj przeszłości… Zapominając o tym, co już za nami.
Święty Paweł nigdy nie powinniśmy zapominać o tej „sprawiedliwości, która pochodzi od Boga i opiera się na wierze”. (Filipian 3.9) I dla Chrystusa to „odtąd” przypomina tej kobiecie, której wewnętrzna skrucha jest nieznana, że do jej przeszłości nie może i nie wolno jej powracać.
W obu przypadkach zapomnienie przeszłości wiąże się z koniecznością spełnienia kilku warunków. Po pierwsze, nie zapomnij o błogosławieństwach Boga. Nie obciążajmy się więc nostalgicznym i pełnym lęku powrotem do poczucia winy. A powinniśmy zwracać się ku przyszłości w wierze i nadziei zrodzonej z tej wiary.
KULT PAMIĘCI
Stary Testament wzywa Lud Boży do pamiętania o potężnych dziełach Boga na przestrzeni dziejów, o tym, jak wyprowadził go z Egiptu potężną ręką i wyciągniętym ramieniem oraz jak zawarł z tym ludem „o twardym karku” przymierze bez zastrzeżeń.
Prorocy przychodzą, aby przypomnieć tym, którzy w swoim codziennym życiu mają tendencję do zapominania o tym, o wielkości i wymaganiach tego przymierza, a zwłaszcza o królu, który powinien być jego gwarantem.
Podobnie św. Paweł przypomina chrześcijaninowi, od jakiej bezbożności i bałwochwalstwa Pan go wybawił: „Pamiętajcie, że niegdyś byliście bez Chrystusa… teraz jesteście światłością w Panu”. (Efezjan 2:12 i nast.) Jednak pamięć nie zawsze wiąże się z mrokiem przeszłości. Albowiem ożywia także entuzjazm dawnego neofity, którego entuzjazm i zapał musimy stale na nowo odkrywać: „Mam przeciwko tobie twoją dawną gorliwość, którą porzuciłeś. Nawróć się i dopełnij dzieł dawnych czasów”. (Objawienie 2:4 i 5)
Do tego właśnie zaprasza Jezus cudzołożną kobietę, która rzuciła się u Jego stóp, a której On objawia, by zaczęła postępować w nowy sposób.
Pamięć skupia się na zbawieniu dokonanym przez Boga, na nadziei, którą przeżywa wspólnota, na radości wyzwolenia.
GDY PAMIĘĆ SIĘ ZABLOKUJE
Czytania tej niedzieli mówią nam jednocześnie, że Boga nie można ograniczyć do przeszłości. Życie duchowe jest związane z teraźniejszością i zwrócone ku przyszłości.
To nie jest krok wstecz. „Oto ja tworzę nowy świat. Już kiełkuje. Czyż nie widzisz tego?” (Izajasz 43.19) Bo ta przeszłość to nie tylko przeszłość niedawna i bolesna, z której wyłonił się Lud, to także przeszłość wszystkiego, co Bóg uczynił od czasu stworzenia.
Bóg nie zamyka nas w nostalgicznym wspomnieniu. On jest twórcą. Biblijne wyrażenie „jego potężne ramię” jest wyrażeniem często używanym przez proroków i psalmy. On robi i będzie robił coś nowego, w porównaniu z czym jego przeszłe działania będą wydawać się nieistotne. To od nas zależy, czy będziemy kreatywni.
U Świętego Pawła jest tak samo. Nie musimy skupiać się tylko na jednym wyrażeniu: „Zapomnieć o tym, co za nami”. Ale musimy wziąć pod uwagę to, co przyniosła nam przeszłość i jak nas ukształtowała. W tym liście do Filipian, jak w wielu innych, przypomina on swoją poprzednią sytuację, ponieważ jest to fundament, którego nie można zaniedbać: „Hebrajczyk, syn Hebrajczyka. Dla Prawa faryzeusz. Dla sprawiedliwości, która jest w Prawie, nienaganny”. (Filipian 3.6)
Jednocześnie przypomina im o decydującym momencie ich historii, o drodze do Damaszku, gdzie w Chrystusie Jezusie wszystko się zmieniło. Skoro Chrystus przyszedł szukać Go tak daleko, jak mogłoby całe Jego życie nie być próbą udzielenia odpowiedzi? Próbować pojąć, odkąd został pojęty, iść drogą dnia dzisiejszego, po drodze do Damaszku, aż do momentu, gdy uświadomi sobie to, co usłyszał, ponieważ ponad swoją ślepotą pewnego dnia będzie mógł zobaczyć Boga twarzą w twarz. W tym kontekście powinniśmy ponownie przeczytać rozdziały 11 i 12 Drugiego Listu do Koryntian.
To jest jedna z charakterystycznych cech wszystkich świętych, która zadziwia nas, przeciętnych ludzi. Myślimy, że zrobiliśmy dużo, czasami wręcz za dużo. Święci myślą odwrotnie. Święty Tomasz z Akwinu pod koniec swego życia, po napisaniu tysięcy stron teologii, zawołał po dostrzeżeniu, w wewnętrznej wizji, innej rzeczywistości: „Nie mogę dalej pisać, ponieważ wszystko, co napisałem, wydaje mi się słomą”. Ta słomka to dwa wielkie dzieła ‚Summa
przeciwko poganom’ i ‚Summa Teologiczna’
NAPIĘCIE DZIŚ I POCZUCIE PRZYSZŁOŚCI
Poznanie Chrystusa jest dynamicznym doświadczeniem, które wzywa do wyzbycia się siebie i wyznacza ścieżkę. Życie z Nim jest życiem w szczególnej zażyłości, ponieważ jest już doświadczeniem zmartwychwstania: „Idźcie i od tej chwili…”
Siła ta objawia się najpierw poprzez trudności, cierpienie i śmierć. Droga zmartwychwstania jest przede wszystkim drogą prawdziwej wiedzy, która najpierw rozpoznaje swoje ograniczenia i znosi je z bólem. Wszyscy święci przeżyli „noc wiary”, ale ich wiara jednocześnie mówiła im, że przyjście krzyża do ich życia było także pierwszym znakiem zmartwychwstania. Prześladowany człowiek z Rosji powiedział: „U stóp Krzyża wierzę w Zmartwychwstałego”.
Pozostaje tylko żyć tym „odtąd” zgodnie z otrzymanym wybawieniem, w tej przyszłości, którą Bóg otworzył przed narodem żydowskim. Wyzwolenie, jakie chrzest Chrystusa zapewnia chrześcijanom Filipa, i słowo Jezusa, które wzywa kobietę cudzołożną, by żyła, one sprawiają chęć uzgodnienia wybawienia dzisiaj odnośnie tego jak mamy według nich żyć.
Psalm mówi nam wyraźnie, czym będzie już nasze doświadczenie nawrócenia: „Idźcie, idźcie płacząc: siejcie ziarno. Przychodzi, przychodzi z radością: przynosi snopy”.
Miłość, miłosierdzie Chrystusa zaprowadziła nas od Krzyża do Zmartwychwstania: „Niech Twoja łaska, Panie, sprawi, abyśmy z radością naśladowali miłość Chrystusa, który oddał swoje życie za cały świat”. (Modlitwa na rozpoczęcie mszy)
Sonntag, 6. April 2025
- Fastensonntag
Biblische Referenzen:
Buch Jesaja 43, 16 bis 21: „Denkt nicht an die Vergangenheit. Siehe, ich mache eine neue Welt.“
Psalm 125: „Er kommt, er kommt mit Freude und bringt Garben.“
Brief des Heiligen Paulus an die Philipper: 3:8-14: Ich laufe und vergesse, was hinter mir liegt, und strebe nach dem Ziel.
Das Evangelium nach Johannes 8,1-11: „Geh und sündige nicht mehr.“
Die erste Lesung konzentriert sich wie die zweite an diesem Sonntag auf eine ungewöhnliche Empfehlung der Heiligen Schrift, deren wahre Bedeutung wir dennoch verstehen müssen.
im Lichte des Textes des Paulusbriefs an die Philipper und der Episode der Ehebrecherin im Evangelium verstehen. Erinnern Sie sich nicht an die Vergangenheit … Vergessen Sie, was bereits hinter uns liegt.
Der heilige Paulus sagt, wir sollten diese „Gerechtigkeit, die von Gott kommt und auf Glauben beruht“, niemals vergessen. (Philipper 3:9) Und für Christus ist dieses „von nun an“ eine Erinnerung an diese Frau, deren innere Reue unbekannt ist, dass sie nicht in ihre Vergangenheit zurückkehren kann und darf.
In beiden Fällen müssen mehrere Bedingungen erfüllt sein, um die Vergangenheit zu vergessen. Erstens: Vergessen Sie nicht den Segen Gottes. Belasten wir uns also nicht mit einer nostalgischen und ängstlichen Rückkehr zur Schuld. Und wir sollten der Zukunft mit Glauben und der Hoffnung entgegenblicken, die aus diesem Glauben erwächst.
KULT DER ERINNERUNG
Das Alte Testament ruft das Volk Gottes dazu auf, sich an die mächtigen Taten Gottes im Laufe der Geschichte zu erinnern, daran, wie er es mit starker Hand und ausgestrecktem Arm aus Ägypten führte und wie er mit diesem „halsstarrigen“ Volk vorbehaltlos einen Bund schloss.
Die Propheten erinnern diejenigen, die dies in ihrem täglichen Leben eher vergessen, an die Größe und die Anforderungen dieses Bundes und insbesondere an den König, der sein Garant sein sollte.
In ähnlicher Weise erinnert der heilige Paulus den Christen daran, vor welcher Gottlosigkeit und Abgötterei der Herr ihn gerettet hat: „Denkt daran, dass ihr einst ohne Christus wart … jetzt seid ihr Licht im Herrn.“ (Epheser 2:12 ff.) Aber die Erinnerung ist nicht immer mit der Dunkelheit der Vergangenheit verbunden. Denn es weckt auch die Begeisterung des alten Neulings wieder, dessen Begeisterung und Inbrunst wir immer wieder neu entdecken müssen: „Ich habe deinen früheren Eifer gegen dich, den du aufgegeben hast. Bekehre dich und erfülle die Werke von früher.“ (Offenbarung 2:4 und 5)
Genau dazu fordert Jesus die Ehebrecherin auf, die sich ihm zu Füßen warf und die er als Frau offenbart, damit sie beginnt, sich anders zu verhalten.
Im Mittelpunkt der Erinnerung steht die von Gott vollbrachte Erlösung, die von der Gemeinschaft erlebte Hoffnung und die Freude über die Befreiung.
WENN DER SPEICHER BLOCKIERT
Die Lesungen dieses Sonntags sagen uns zugleich, dass Gott nicht auf die Vergangenheit beschränkt sein kann. Das spirituelle Leben ist mit der Gegenwart verbunden und auf die Zukunft ausgerichtet.
Dies ist kein Rückschritt. „Siehe, ich erschaffe eine neue Welt. Sie sprießt bereits. Siehst du das nicht?“ (Jesaja 43:19) Denn diese Vergangenheit ist nicht nur die jüngste und schmerzhafte Vergangenheit, aus der das Volk hervorging, sondern auch die Vergangenheit von allem, was Gott seit der Schöpfung getan hat.
Gott sperrt uns nicht in nostalgische Erinnerungen ein. Er ist der Schöpfer. Die biblische Wendung „sein mächtiger Arm“ ist ein Ausdruck, der in den Propheten und Psalmen häufig verwendet wird. Er tut und wird weiterhin etwas Neues tun, im Vergleich dazu werden seine bisherigen Taten unbedeutend erscheinen. Es liegt an uns, kreativ zu sein.
In Saint Paul’s ist es dasselbe. Wir müssen uns nicht nur auf einen Satz konzentrieren: „Vergiss, was hinter uns liegt.“ Aber wir müssen berücksichtigen, was uns die Vergangenheit gebracht hat und wie sie uns geprägt hat. In diesem Brief an die Philipper, wie auch in vielen anderen, erinnert er sich an seine frühere Situation, denn sie ist eine Grundlage, die nicht vernachlässigt werden kann: „Ein Hebräer, der Sohn eines Hebräers. Was das Gesetz betrifft, ein Pharisäer. Was die Gerechtigkeit betrifft, die im Gesetz ist, untadelig.“ (Philipper 3:6)
Gleichzeitig erinnert es sie an einen entscheidenden Moment in ihrer Geschichte, den Weg nach Damaskus, wo sich in Jesus Christus alles änderte. Wenn Christus so weit gekommen ist, um ihn zu suchen, wie könnte dann sein ganzes Leben nicht ein Versuch sein, eine Antwort zu geben? Er versucht zu verstehen, da er verstanden wurde, und geht den Weg von heute, auf der Straße nach Damaskus, bis er versteht, was er gehört hat, denn jenseits seiner Blindheit wird er eines Tages Gott von Angesicht zu Angesicht sehen können. In diesem Zusammenhang sollten wir die Kapitel 11 und 12 des zweiten Korintherbriefs noch einmal lesen.
Dies ist eines der charakteristischen Merkmale aller Heiligen, das uns Durchschnittsmenschen in Erstaunen versetzt. Wir meinen, wir haben viel getan, manchmal sogar zu viel. Heilige denken das Gegenteil. Der heilige Thomas von Aquin rief am Ende seines Lebens, nachdem er Tausende von Seiten theologischer Schriften geschrieben hatte, aus, als er in einer inneren Vision eine andere Realität wahrnahm: „Ich kann nicht mehr schreiben, denn alles, was ich geschrieben habe, erscheint mir wie Stroh.“ Dieser Strohhalm ist zwei große Werke von ‚Summa
gegen die Heiden‘ und ‚Summa Theologica‘
DIE SPANNUNG VON HEUTE UND DAS GEFÜHL DER ZUKUNFT
Christus kennenzulernen ist eine dynamische Erfahrung, die uns zur Selbstentäußerung aufruft und uns einen Weg weist. Das Leben mit Ihm ist ein Leben der besonderen künstlerischen Intimität, denn es ist bereits eine Erfahrung der Auferstehung: „Geh, und von nun an…“
Diese Kraft manifestiert sich zunächst durch Not, Leid und Tod. Der Weg der Auferstehung ist vor allem der Weg der wahren Erkenntnis, die zuerst ihre Grenzen erkennt und sie unter Schmerzen erträgt. Alle Heiligen erlebten eine „Nacht des Glaubens“, doch ihr Glaube sagte ihnen gleichzeitig, dass die Ankunft des Kreuzes in ihrem Leben auch das erste Zeichen der Auferstehung war. Ein verfolgter Mann aus Russland sagte: „Am Fuße des Kreuzes glaube ich an den Auferstandenen.“
Es bleibt nur noch, dieses „von nun an“ im Einklang mit der empfangenen Erlösung in dieser Zukunft zu leben, die Gott dem jüdischen Volk eröffnet hat. Die Befreiung, die die Taufe Christi den Christen Philipps bringt, und das Wort Jesu, das die Ehebrecherin zum Leben aufruft, ermöglichen es, sich heute auf die Befreiung zu einigen, wie wir ihnen zufolge leben sollen.
Der Psalm sagt uns deutlich, wie unsere Erfahrung der Bekehrung aussehen wird: „Geht, geht weinend, sät den Samen. Er kommt, er kommt mit Freude, er bringt Garben.“
Die Liebe und Barmherzigkeit Christi haben uns vom Kreuz zur Auferstehung geführt: „Deine Gnade, Herr, lasse uns freudig die Liebe Christi nachahmen, der sein Leben für die ganze Welt hingegeben hat.“ (Gebet zu Beginn der Messe)
Sunday, April 6, 2025
5th Sunday of Lent
Biblical references:
Isaiah: 43. 16 to 21: “Do not think about the past. Behold, I am making a new world.”
Psalm 125: “He comes, he comes with joy, bringing sheaves.”
Letter of St. Paul to the Philippians: 3:8-14: I run, forgetting what is behind, and pressing forward toward the goal.
Gospel of St. John: 8:1-11: “Go, and from now on do not sin.”
The first reading, like the second, this Sunday focuses on an unusual recommendation of Sacred Scripture, the true meaning of which we must understand in the light of the text of St. Paul to the Philippians and the Gospel episode of the adulterous woman. Do not remember the past… Forgetting what is behind us.
Saint Paul must never forget this “righteousness that comes from God and is based on faith.” (Philippians 3:9) And for Christ this “henceforth” reminds this woman, whose interior repentance is unknown, that she cannot and must not return to her past.
In both cases, forgetting the past involves the necessity of fulfilling several conditions. First, do not forget the blessings of God. Let us not burden ourselves, therefore, with a nostalgic and fearful return to a sense of guilt. Instead, we must turn to the future in faith and hope born of this faith.
THE CULT OF MEMORY
The Old Testament calls the People of God to remember the mighty works of God throughout history, how he led them out of Egypt with a mighty hand and an outstretched arm, and how he made with this “stiff-necked” people a covenant without reservation.
The prophets come to remind those who in their daily lives tend to forget this, the greatness and demands of this covenant, and especially the king who should be its guarantor.
Similarly, St. Paul reminds the Christian from what impiety and idolatry the Lord has saved him: “Remember that once you were without Christ… now you are light in the Lord.” (Ephesians 2:12ff.) However, remembrance is not always linked to the darkness of the past. For it also revives the enthusiasm of the old neophyte, whose enthusiasm and fervor we must constantly rediscover: “I have against you your former zeal, which you have abandoned. Turn and fulfill the works of old.” (Revelation 2:4 and 5)
It is to this that Jesus invites the adulterous woman who threw herself at his feet, and to whom he reveals that she should begin to act in a new way.
Memory focuses on the salvation accomplished by God, on the hope experienced by the community, on the joy of liberation.
WHEN MEMORY BLOCKS
This Sunday’s readings tell us at the same time that God cannot be limited to the past. Spiritual life is connected to the present and turned towards the future.
This is not a step backward. „Behold, I am creating a new world. It is already sprouting. Do you not see it?” (Isaiah 43:19) Because this past is not only the recent and painful past from which the People emerged, it is also the past of everything that God has done since creation.
God does not lock us in a nostalgic memory. He is the creator. The biblical expression „his mighty arm” is an expression often used by the prophets and the psalms. He is doing and will do something new, in comparison to which his past actions will seem insignificant. It is up to us to be creative.
It is the same with Saint Paul. We do not have to focus on just one phrase: “Forget what is behind.” But we must consider what the past has brought us and how it has shaped us. In this letter to the Philippians, as in many others, he recalls his previous situation, because it is a foundation that cannot be neglected: “A Hebrew, the son of a Hebrew. As for the law, a Pharisee. As for the righteousness that is in the law, blameless.” (Philippians 3:6) At the same time, he reminds them of the decisive moment in their history, the road to Damascus, where in Christ Jesus everything changed. If Christ came to seek Him so far away, how could his whole life not be an attempt to give an answer? Trying to understand, since he was understood, to walk the path of today, on the road to Damascus, until he realizes what he has heard, because beyond his blindness he will one day be able to see God face to face. In this context, we should reread chapters 11 and 12 of the Second Letter to the Corinthians.
This is one of the characteristic features of all the saints, which amazes us, the average people. We think that we have done a lot, sometimes even too much. The saints think the opposite. Saint Thomas Aquinas, at the end of his life, after writing thousands of pages of theology, exclaimed after perceiving, in an inner vision, another reality: „I can no longer write, because everything I have written seems to me like straw.” This straw is the two great works ‚Summa Contra Pagans’ and ‚Summa Theologiae’.
THE TENSION OF TODAY AND THE SENSE OF THE FUTURE
Knowing Christ is a dynamic experience that calls for the emptiness of self and marks a path. Life with Him is life in a special ing familiarity, because it is already an experience of resurrection: “Go, and from now on…”
This power is first revealed through difficulties, suffering, and death. The path of resurrection is above all a path of true knowledge, which first recognizes its limitations and endures them with pain. All the saints experienced a “night of faith,” but at the same time their faith told them that the coming of the cross into their lives was also the first sign of resurrection. The persecuted man from Russia said: “At the foot of the Cross I believe in the Risen One.”
All that remains is to live this “from now on” in accordance with the salvation received, in that future that God has opened up to the Jewish people. The liberation that Christ’s baptism guarantees to the Christians of Philip, and the word of Jesus that calls the adulterous woman to live, give rise to the desire to agree on salvation today regarding how we are to live according to them.
The Psalm tells us clearly what our experience of conversion will be: „Go, go weeping: sow the seed. It comes, it comes with joy: it brings sheaves.” The love, the mercy of Christ led us from the Cross to the Resurrection: „May your grace, O Lord, make us joyfully imitate the love of Christ, who gave his life for the whole world.” (Prayer at the beginning of the Mass)
____
Stanisław Barszczak,
Memory of a survivor
(letter to the young)
Young people walk in parks in spring. But in the evening they can sit down to read a text in which I talk about the relay of generations. And there are strong moments that I did not expect. However, I did not intend to repeat myself or even more so to agitate for anyone two months before the election of a new president in Poland, but I wanted to surround each of you with prayer. Generation after generation is passing away. This is rather a diary of a handful of survivors. A sixty-year-old who signs his name Leon is trying to paint the paths of his generation. Whether he will succeed, I do not know. But a normal thing happened to him… Many have passed away, and those who are still here are called old people. We were born in the sixties.
We grew up in the seventies.
We studied and were together in the eighties.
We got married or not and discovered the world, then there was a great adventure in the nineties.
We settled in the 2000s. We became wiser in 2010. And we are moving on strongly. It is 2025. We are facing presidential elections in May. On July 18-20, 2025, the royal coronation in Gniezno. (sic) It turns out that we have gone through six different decades. Two different centuries… two different millennia, we are „whole”. We have gone from a telephone with an operator to long-distance calls, payphones and video calls all over the world. We have gone from slides on YouTube, vinyl to online music, from handwritten letters to emails and WhatsApp. Live games on the radio, black and white TV, color TV, then HD 3D. We went to a video rental store, and now we watch Netflix. We got to know the first computers, punch cards, disks and now we have gigabytes and megabytes on our smartphones. Throughout our childhood we wore shorts, then trousers or mini-skirts, Oxfords, Clarks, Palestinian scarves, blue overalls. We avoided infantile paralysis, meningitis, poliomyelitis, tuberculosis, swine flu. We did rollerblading, tricycles, bicycles, mopeds, petrol or diesel, and now we ride hybrids or electric cars. We played with toddlers, we „horses” and moved checkers, 1000 thresholds and monopoly, now candy crush on our smartphones. And we read… a lot. And the religion of our schoolmates was not a subject…
Once we drank tap water and lemonade and milk in glass bottles, and vegetables on the plate were always fresh, today we get meals. Yes, we have been through a lot, but what a beautiful life we had! They can describe us as „former generations”; people who were born in this world of the 60s, who had an analog childhood and a digital adulthood. We should add the biological revolution that we witnessed. In 1960, biology was very descriptive. We witnessed the event of Molecular Biology: the discovery of the molecules of life: DNA, RNA, etc. When you see everything that comes from it: gene therapy, gene imprinting and all new technologies, the progress is significant, before the eyes of the fil
as if we „saw it all”! Our generation has literally lived and witnessed more than any other in every dimension of life. Here is our generation that has literally adapted to „CHANGE”.
Big congratulations to all members of a very special generation that will be UNREPEATABLE.
That we have survived it. This was another of our fears: that life will not turn out like literature.
How often do we tell the story of our lives? How often do we adapt it, embellish it, make cunning cuts? And the longer life lasts, the fewer there are around us who question our story, remind us that our life is not our life but the story we have told about our life. Told to others, but mostly to ourselves. History is the certainty that arises when the imperfections of memory meet the imperfections of documentation. What you ultimately remember is not always what you witnessed. It seems to me that this may be one of the differences between youth and age: when we are young, we invent futures for ourselves; when we are old, we invent pasts for others. Being stupid, selfish, and having good health are the three conditions for happiness—though if stupidity is lacking, the others are useless. Women plot when they are weak, they lie out of fear. Men plot when they are strong, they lie out of arrogance. I certainly believe that we all suffer from everyday harm. Yes, of course, we were pretentious—what else is youth good for? Sometimes I think the purpose of life is to reconcile us to its ultimate loss by wearing us down, by proving, no matter how long it takes, that life is not what it seems. When you are young – when I was young – you want your emotions to be like the ones you read about in books. You want them to turn your life upside down, to create and define a new reality. Later, I think, you want them to do something softer, something more practical: you want them to support your life as it is and as it has become. You want them to tell you that everything is all right. And is there anything wrong with that? Someone said: I know this much: that there is objective time, but also subjective time, the kind you wear on the inside of your wrist, next to where your pulse is. And this personal time, which is real time, is measured in relation to memory.
Does character develop over time? In novels, of course it does: otherwise there wouldn’t be much of a story. But in life? Sometimes I wonder. Our attitudes and opinions change, we develop new habits and quirks; but it’s something different, more like decoration. Perhaps character is like intelligence, except that the peak of character comes a little later: say between the ages of twenty and thirty. And then we’re left with what we have. We’re alone. If so, that would explain many lives, wouldn’t it? And also—if that is not too lofty a word—our tragedy. I remember a period in my late adolescence when my mind was drunk on images of adventurism. That is how it will be when I grow up. I will go there, I will do this, I will discover that, I will love her and then her, her and her. I will live as people in novels live and have lived. Of which I was not sure, only that passion and danger, ecstasy and despair (but then still more ecstasy) would be present. But… who said that about “the smallness of life that art magnifies”? There was a moment in my late twenties when I admitted that my adventurism had long since faded. I would never do the things I had dreamed of doing in my adolescence. Instead, I would mow the lawn, go on vacations, have my own life. But time… how time first grounds us and then confuses us. We thought we were mature when in reality we were only safe. We imagined ourselves responsible, but we were only cowards. What we called realism turned out to be a way of avoiding things rather than facing them. Time…give us enough time, and our best-reasoned decisions will seem shaky, our certainties capricious.
Women were raised to believe that men were the answer. They weren’t. They weren’t even one of the questions. History is not the lies of the victors, as I once lightly assured my parish priest; I know that now. It is rather the memories of the survivors, most of whom are neither victors nor vanquished. I wanted life to be easy on me, and I succeeded—and how pathetically so. When you read a great book, you don’t escape from life; you dive deeper into it. It may be a superficial escape—to other countries, customs, speech patterns—but you actually deepen your understanding of the subtleties, paradoxes, joys, pains, and truths of life. Reading and life are not separate, but symbiotic. A writer must be universal in sympathy and outcast by nature: only then can he see clearly. Some men are barely adults: they want women to understand them and to that end they tell them all their secrets; and then, when they are properly understood, they hate their women for understanding them.
I thought about the things that had happened to me over the years and how little I had made happen.
What did I know about life, I who had lived so carefully? Who had neither won nor lost, but had let life happen to me? Who had ordinary ambitions and was too quick to be satisfied not to realize them? Who had avoided being hurt and called it the ability to survive? Who had paid the bills, been on good terms with everyone as far as possible, for whom ecstasy and despair soon became just words read in novels? Whose self-criticism had never really hurt? Well, there was plenty to think about as I endured a particular kind of remorse: a wound infected, having finally fallen victim to someone who always thought he knew how to avoid being hurt—and was hurt because of it.
The more you learn, the less you fear. “Learn” not in the sense of academic study, but in the practical sense of life.
When we fall in love, we hope—both selfishly and altruistically—that we will finally, truly be seen: judged and accepted. Of course, love doesn’t always bring approval: being seen can just as easily lead to a thumbs down and a season in hell. There’s remorse. A feeling that’s more complicated, congealed, and primal. The main characteristic of which is that nothing can be done about it: too much time has passed, too much damage has been done to fix it. You’re bringing together two people who weren’t brought together before. Sometimes it’s like the first attempt to harness a hydrogen balloon to a fire balloon: would you rather crash and burn, or burn and crash?
But sometimes it works, something new is created, and the world changes. Then, at some point, sooner or later, for one reason or another, one of them is taken away. And what is taken away is greater than the sum of what was there. It may not be mathematically possible, but it is emotionally possible. Maybe love is necessary because it is unnecessary.
Childhood memories are dreams that stay with you when you wake up. Later in life you expect a little rest, don’t you? You think you deserve it. I did. But then you start to understand that the reward for merit is not a matter of life.
Moreover, when you are young, you think you can foresee the probable pains and dark moments that age may bring. You imagine yourself lonely, divorced, widowed; children drifting away from you, friends dying. You imagine a loss of status, a loss of desire. You can go on and consider your own approaching death, which, no matter what company you gather, you can only face alone. But all this is looking into the future. You cannot look into the future and then imagine yourself looking back from the point of view of the future. Exploring the new emotions that time brings. Discovering, for example, that as the number of witnesses to your life diminishes, there is less confirmation and therefore less certainty about who you are or were. Even if you have been diligent in keeping records—in words, sounds, images—you may discover that you have engaged in the wrong kind of record-keeping. When you are young, you prefer the common months, the fullness of the seasons. As you grow older, you learn to like the transitional periods, the months that cannot make up their minds. Perhaps this is a way of acknowledging that things will never be the same again. Every love story is a potential grief story. You can deal with the brain, as I say; looks reasonable, while the heart, the human heart, I’m afraid, looks like a fucking mess.
In my opinion, I had resigned myself to the realities of life and submitted to its needs: if this, then that, and so the years passed. In my opinion, I had given up on life, given up analyzing it, accepted it as it was. And so for the first time I began to feel a more general remorse – a feeling somewhere between self-pity and self-hatred – concerning my whole life. Everything. I had lost the friends of my youth. I had lost my mother’s love. I had abandoned the ambitions I had nurtured.
Nature is so precise that it hurts exactly as much as it is worth, so I think that in a way one relishes the pain of everyday art, which belongs to everyone and no one. Art belongs to all times and no time. Art belongs to those who make it and to those who enjoy it. Art no longer belongs to the people and the party any more than it once did to the aristocracy and the patron. Art is the whisper of history, heard above the noise of time. Art does not exist for art’s sake: it exists for people. Mystification is easy; clarity is the hardest thing of all. Because love is the meeting point of truth and magic. Truth, as in photography; magic, as in ballooning.
Would you rather love more and suffer more; or love less and suffer less? That, I think, is ultimately the only real question.
Of course I didn’t really like traveling. I liked the idea of traveling and the memory of traveling, but not the traveling itself.
After a series of events, what is left but repetition and diminishing plans? Who wants to go on living? The eccentric, the religious, the artistic (sometimes); those with a false sense of self-worth. Soft cheeses fall apart; hard cheeses harden. Both go moldy.
There is a German word, Sehnsucht, which has no equivalent in English; it means „longing for something.” It has romantic and mystical connotations, like the “unquenchable yearning” in the human heart, because “we don’t know what.” It seems rather Germanic to be able to define that which cannot be defined. A longing for something—or, in our case, for someone.
Everything you think of is true: you can be sure of it. Poetry is as precise a subject as geometry. We live with such easy assumptions, don’t we? For example, that memory equals events plus time. But it is all so much stranger. Who said that memory is what we thought we had forgotten? And it should be obvious to us that time does not act as a fixer, but rather as a solvent. But it is not convenient—it is not useful—to believe in this; it does not help us to go on; so we ignore it. One of the problems is that the heart is not heart-shaped.
But I have been thinking about the issue of nostalgia, and whether I suffer from it. I certainly do not get sentimental about some childhood trifle; I also don’t want to deceive myself sentimentally about something that wasn’t true at the time — old-school love and all that. But If nostalgia means a strong memory of strong emotions—and a regret that such emotions are no longer present in our lives—then I plead guilty.
More than one colleague had a better mind and a more rigorous temperament than I did; he thought logically and then acted on the conclusion of logical thinking. Whereas most of us, I suspect, do the opposite: we make an instinctive decision and then build an infrastructure of reasoning to justify it. And we call the result common sense. Life… is a bit like reading. … If all your answers to a book have already been replicated and expanded by a professional critic, what is the point of reading it? Only that it is yours. Similarly, why live your life? Because it is yours. But what if such an answer gradually fades into the obsolescence of history.
Memory is identity. You are what you did; what you did is in your memory; what you remember defines who you are; when you forget your life, you cease to exist, even before you die. Life seemed even more of a guessing game than usual. Loving humanity is like loving a raindrop or the Milky Way. You say you love humanity? Are you sure you are not pampering yourself with easy self-love, seeking approval, making sure you are on the right side?
We live, we die, we are remembered, we are forgotten. Pride makes us yearn for the solution of things—the goal, the ultimate cause; but the better telescopes become, the more stars appear.
I liked the railroads themselves, though I disliked the way they flattered people with the illusion of progress. What was the point of scientific progress without moral progress? The railroads would simply allow more people to move around, meet, and be stupid together.
In those days, we imagined ourselves held in some kind of pen, waiting to be released into our lives. And when that moment came, our lives—and time itself—accelerated. How were we to know that our lives had begun anyway, that some benefit had already been gained and some harm had already been done? Moreover, that our release would come only in a larger pen, the boundaries of which would be imperceptible at first. Most of us have only one story to tell. I do not mean that only one thing happens to us in our lives: there are countless events that we turn into countless stories. But there is only one that matters, only one that is ultimately worth telling.
Love may not lead where we think or hope, but regardless of the outcome it should be a call to seriousness and truth. If it does not—if it is not moral in its operation—then love is nothing more than an excessive form of pleasure.
I love you. For starters, we had better put these words on a high shelf; in a square box behind glass that we have to break with our elbows; in the bank. We should not leave them lying around the house like tubes of vitamin C. If the words are too easily accessible, we will use them without thinking; we will not be able to resist. Oh, we say we won’t, but we will. We’ll get drunk, or lonely, or, most likely, we’ll just be full of hope, and the words will be lost, used up, soiled. We think we might be in love, and we try the words to see if they’re right? How can we know what we think until we hear what we’re saying? Come on; that won’t work. They’re great words; we have to make sure we deserve them. Listen to them again: “I love you.”
At the beginning of life, the world is divided into those who have had sex and those who haven’t. Later on, into those who have known love and those who haven’t. Later still—at least if we’re lucky (or unlucky)—it’s divided into those who have mourned and those who haven’t. These divisions are absolute; they’re tropes we cross. Of course, there’s another way to put it; there’s always one. There’s accumulation. There’s responsibility. And then there’s anxiety. There is great anxiety.
You are approaching the end of life – no, not life itself, but something else: the end of all the possibilities of change in this life. You are allowed a long moment of pause, enough time to ask yourself: what else did I do wrong? When you are in your twenties, even if you are confused and uncertain about your goals and intentions, you have a strong sense of what life itself is and who you are in life and who you can become. Later… later there is more uncertainty, more overlap, more regressing, more false memories. Then you remember your short life in its entirety. Later the memory becomes fragments and patches. It is easy not to be a writer. Most people are not writers, and not much happens to them. Perhaps this was one of the tragedies that life had planned for us: our destiny is to become in old age what , who we would have despised most in our youth. The best life for a writer is one that helps him write the best books he can.
You can define the network of veins on your own body. Some freckles I once loved are now closer to liver spots. But they are still eyes into which we look, aren’t they? That’s where we found the other and continue to find them. Novels tell us the most truth about life: what it is, how we live it, what it can be for, how we like it and value it, and how we lose it. Has my life grown or has it simply been enriched? There has been addition and subtraction in my life, but how much multiplication? The history of the world? Just voices echoing in the darkness; images that burn for a few centuries and then fade; stories, old stories that sometimes seem to overlap; strange connections, impudent connections. Here we lie in our hospital bed of the present (what nice clean sheets we get these days) with a bubble of daily news pouring into our arm. We think we know who we are, even though we don’t quite know why we’re here, or how long we’ll be forced to stay. And while we worry and write in bandaged uncertainty—are we voluntary patients?—we invent. We invent a story to cover up the facts we don’t know or can’t accept; we keep a few true facts and spin a new story around them. Our panic and our pain are only soothed by the comforting fictional plot; we call it history.
Whores. Essential in the 19th century for catching syphilis, without which no one could claim to be a genius. If a man doesn’t know what he wants to do, he has to find out what he should do. If desire has become complicated, hold on tight to duty. Do you lose the world at first glance? Of course you do. That’s what the world is for: to lose in the right circumstances.
Perhaps the world develops not by maturing, but by being in a state of permanent adolescence, of exciting discovery… life is a gift given without asking for it; that the thinking person has a philosophical duty to investigate both the nature of life and the conditions that go with it; and that if that person decides to give up an unsought gift, it is a moral and human duty to act on the consequences of that decision.
Wisdom consists partly in no longer pretending, in rejecting artifice. There is nothing wrong with being a genius who can fascinate the young. Rather, there is something wrong with the young who cannot be fascinated by genius.
How rarely do our emotions meet with the object they seem to deserve? How hopelessly we signal; how dark the sky; how big the waves. We are all lost at sea, carried between hope and despair, welcoming something that may never come to save us.
There are two basic kinds of loneliness: that of not finding someone to love and that of losing someone you loved. The first kind is worse. Nothing can compare with the loneliness of the soul in adolescence. When you are young, you think that the old complain about the worsening of life because it makes it easier for them to die without regret. When you are old, you lose patience with the way the young applaud the most insignificant improvements… while remaining unaware of the barbarity of the world. I do not say that things have gotten worse; I simply say that the young would not notice if they had. The old days were good because then we were young and unaware of how unaware the young can be.
You must write from your feelings, make sure that those feelings are true, and let everything else hang in the balance. When a line is good, it ceases to belong to any school. A line of prose must be as unchangeable as a line of poetry. I have always believed that you are what you are and that you should not pretend to be someone else. But my aunt always corrected me and explained to me—you are what you pretend to be. The best thing to do is to start life in a cheerful and open state of mind, believing in others, being optimistic, being honest with everyone about everything. And then, as one begins to understand things and people better, to develop a sense of irony. The natural progression of human life is from optimism to pessimism; and a sense of irony helps to temper pessimism, helps to create balance, harmony. Perhaps love can never be captured in a definition; it can only be captured in a story.
You can’t love someone without imaginative sympathy, without beginning to see the world from a different point of view. You can’t be a good lover, a good artist, or a good politician without this ability. Being a hero would be so much easier than being a coward. To be a hero, you had to be brave only for a moment—when you pulled out a gun, threw a bomb, pressed the detonator, dealt with a tyrant and yourself. But being a coward meant starting a career that lasted a lifetime. You never you could relax. You had to anticipate the next occasion when you would have to justify yourself, hesitate, flinch, learn anew the taste of rubber boots and the state of your fallen, miserable character. Being a coward required stubbornness, perseverance, a refusal to change – which made it, in a sense, a kind of courage.
It’s strange that when you’re young you have no obligation to the future; but when you’re old you have an obligation to the past. You realize how compassion and antagonism can coexist. You discover how many seemingly incompatible emotions can grow side by side in the same human heart… Because at some point everyone wants to escape from their life. That’s probably the only thing that unites people. In my opinion, most people steal a lot of who they are. If they didn’t, they’d be worthless objects. Everyone has their own love story. Everyone. It may have been a flop, it may have fizzled out, it may have never started, it may have all taken place in the mind, but that doesn’t mean it’s important. Sometimes it makes it more real. Sometimes you see a couple who seem bored with each other and you can’t imagine that they have anything in common, or why they’re still living together. But that’s not just habit, complacency, convention or anything like that. It’s because they had a love story once. Everyone has one. It’s the only story.
You have to be responsible for your own happiness – you can’t expect it to come through the door like a package. I don’t wonder some people prefer books. Books give meaning to life. The only problem is that the life that gives meaning is other people’s lives, never your own. A writer has little control over personal temperament, none over historical moment, and is only partially responsible for his own aesthetic.
Life has always refused to be simple. Art is the whisper of history, heard above the noise of time. Reading is a skill of the majority, but an art of the minority. Art does not exist for art’s sake: it exists for people.
Studies of cancer patients show that the attitude of mind has very little influence on the clinical outcome. We may say that we are fighting cancer, but the cancer is only fighting us; we may think that we have defeated it when it has gone only to regenerate. It is all just the universe doing its thing, and we are what is being done to it. And it is perhaps the same with grief. We imagine that we have fought it, been purposeful, overcome the sadness, washed the rust from our soul, when all that has happened is that the sadness has moved somewhere else, changed its focus.
First love repairs life forever: this is what I have discovered over the years. It may not surpass subsequent loves, but they will always be affected by its existence. For me, death is the terrifying fact that defines life; if you are not constantly aware of it, you cannot begin to understand what life is all about; if you do not know and feel that the days of wine and roses are limited, that the wine mutates and the roses turn brown in their stinking water before they are all thrown away forever—including the jug—there is no context for such pleasures and interests as appear on the way to the grave. It is one of the things in life. We are all simply looking for a safe place. And if you do not find it, you must learn to pass the time.
When we are young and sensitive, we are also the most painful; but when the blood begins to flow slower, when we feel less sharp, when we are more armed and have learned to bear pain, we tread more carefully. Tertullian said of the Christian faith that it is true because it is impossible. Perhaps love is necessary because it is unnecessary. Religion falls, the icon remains; the narrative is forgotten, but its representation continues to attract. Memory is an act of will, as is forgetting.
The strong cannot refrain from confrontation; the weaker can’t help but avoid it. In those years before cell phones, email, and Skype, travelers relied on a primitive communication system known as the postcard. Other methods—long-distance phone calls, the telegram—were marked “For Emergency Use Only.” So my parents waved me off into the unknown, and their news of me would be limited to “Yes, he arrived safely,” “Last we heard, he was in Niechorze,” and “We expect him back in a few weeks.” I’m not saying that this was necessarily better, much less character-building; it was just that in my case, it probably helped that my mother didn’t have access to a button, pouring out her worries and weather forecasts from a glass factory far away, warning me about floods, epidemics, and psychopaths. Sometimes I wondered if my mother didn’t see me as a reflection of herself. A younger, more American version of herself, whose sole purpose was to fulfill her dreams, to achieve more than she had managed to achieve. But I loved her; we were happy; I miss her. She didn’t love me; we were unhappy; I miss her.
In life, every ending is the beginning of another story. What is the easiest, most convenient thing for a writer to do? Congratulate the society in which he lives: admire its biceps, applaud its progress, fondly tease it with its stupidities. And you can’t be angry with me. You have to think of me as an incomplete person. We wander, we let life happen to us, we gradually build up a store of memories. Our attitudes and opinions change, we develop new habits and eccentricities; but that’s something different, more like decoration. Perhaps character is like intelligence, except that character peaks a little later. And then we’re left with what we have. We’re alone. If so, that would explain many lives, wouldn’t it?
I always liked this time of day, when people closed their shops, put the city to bed for the night, went home to do normal things with their normal families. I wonder if they could enjoy normality, know how wonderful it was, or was it as invisible to them as air? Sometimes I got so angry at how easy life normal people lead that I just wanted to walk down the street shaking them and screaming into their soft, smug faces.
Don’t underestimate common human decency – I would say – „There is more heaven in a man who serves a cold drink to a hot, tired beggar than in fifty moral philosophers.
That’s what love is all about, isn’t it? When you find someone who sees you in a way no one else sees you, who understands you and makes you feel like you can’t be whole without them, it wraps you in a vice and makes you forget how to live without them.
This is where the word ends, where I wanted to invite everyone to this strange adventure that life offers everyone, to experience the world, not to run away from it.
Stanisław Barszczak, Wspomnienie Ocalałego
(list do młodych)
Młodzi ludzie spacerują w parkach na wiosnę. Ale wieczorem mogą zasiąść do lektury tekstu, w którym mówię o sztafecie pokoleń. I są mocne momenty, których ja nie oczekiwałem. Bynamniej nie zamierzałem się powtarzać ani tym bardziej agitować za nikim na dwa miesiące przed wyborem nowego prezydenta w Polsce, lecz pragnąłem otoczyć każdego z was modlitwą. Odchodzi generacja za generacją. To jest raczej pamiętnik garstki ocalałych. Sześćdziesieciolatek, który podpisuje się imieniem Leon próbuje namalować obrać drogi jego generacji. Czy mu się to powiedzie, nie wiem. Ale przydarzyła mu się normalna rzecz… Wielu odeszło, a ci, którzy jeszcze tu są, są nazwani starymi ludźmi. Urodziliśmy się w latach sześćdziesiątych.
Dorastaliśmy w latach siedemdziesiątych.
Studiowaliśmy i byliśmy razem w latach osiemdziesiatych.
Pobraliśmy się czy nie i odkryliśmy świat, potem była wielka przygoda w latach dziewięćdziesiątych.
Zadomowiliśmy się w latach 2000. Staliśmy się mądrzejsi w 2010 roku. I idziemy mocno dalej. Mamy rok 2025. Czekają nas wybory prezydenckie w maju. W dniach 18-20 lipca 2025
koronacja królewska w Gnieźnie. (sic) Okazuje się, że przeszliśmy przez sześć różnych dekad. Dwa różne stulecia…dwa różne milenia, my jesteśmy „calsi”. Przeszliśmy od telefonu z operatorem do rozmów długodystansowych, budek płatnych i wideorozmowy na całym świecie. Przeszliśmy od slajdów na YouTube, winyli do muzyki online, od ręcznie pisanych listow do e-maili i WhatsAppa. Gry na żywo w radiu, czarno-biały telewizor, kolorowy telewizor, potem HD 3D. Poszliśmy do wypożyczalni wideo, a teraz oglądamy Netflix.
Poznaliśmy pierwsze komputery, karty do uderzeń, dyski a teraz mamy gigabajty i megabajty na naszych smartfonach. Przez całe dzieciństwo nosiliśmy szorty, potem spodnie lub mini-spódniczki, Oxfordy, Clarks, palestyńskie szaliki, niebieskie kombinezony. Uniknęliśmy paraliżu dziecięcego, zapalenia opon mózgowych, zapalenia poliomyelitis, gruźlicy, świńskiej grypy. Robiliśmy rolki, trójkołowe, rower, motorower, benzyna czy diesel, a teraz jeździmy hybrydami lub elektrykami. Bawiliśmy się z maluchami, my „konie” i ruszalismy warcabami, 1000 progów i monopol, teraz cukierkowy crush na naszych smartfonach. I czytamy… dużo. A religia naszych kolegów ze szkoły nie była przedmiotem…
Kiedyś piliśmy wodę z kranu a lemoniadę i mleko w szklanych butelkach, a warzywa na talerzu zawsze były świeże, dzisiaj dostajemy posiłki. Tak, wiele przeszliśmy, ale jakie mieliśmy piękne życie! Mogą nas opisać jako „byłe roczniki”; ludzi, którzy urodzili się w tym świecie lat 60, którzy mieli analogowe dzieciństwo i cyfrową dorosłość. Powinniśmy dodać rewolucję biologiczną, której byliśmy świadkami. W 1960 roku biologia była bardzo opisowa. Byliśmy świadkami wydarzenia Biologii Molekularnej: odkryto cząsteczki życia: DNA, RNA itp. Kiedy widzisz wszystko, co z tego wynika: terapię genową, odciski genowe i całe nowe technologie postęp jest znaczny, przed oczami fil
tak jakbyśmy „widzieli to wszystko”! Nasze pokolenie dosłownie przeżyło i było świadkiem więcej niż jakikolwiek inne w każdym wymiarze życia. Oto nasze pokolenie, które dosłownie przystosowało się do „ZMIANY”.
Wielkie gratulacje dla wszystkich członków bardzo wyjątkowego pokolenia, które będzie NIEPOWTARZALNE.
Żeśmy to przeszli. To był kolejny z naszych lęków: że życie nie okaże się takie jak literatura.
Jak często opowiadamy historię naszego życia? Jak często ją dostosowujemy, upiększamy, robimy chytre cięcia? A im dłużej trwa życie, tym mniej jest wokół nas tych, którzy kwestionują naszą opowieść, przypominają nam, że nasze życie nie jest naszym życiem, tylko historią, którą opowiedzieliśmy o naszym życiu. Opowiedzianą innym, ale – głównie – sobie. Historia to pewność, która powstaje w momencie, gdy niedoskonałości pamięci spotykają się z niedoskonałościami dokumentacji. To, co ostatecznie zapamiętasz, nie zawsze jest tym samym, czego byłeś świadkiem. Wydaje mi się, że to może być jedna z różnic między młodością a wiekiem: kiedy jesteśmy młodzi, wymyślamy sobie różne przyszłości; kiedy jesteśmy starzy, wymyślamy innym różne przeszłości. Bycie głupim, samolubnym i posiadanie dobrego zdrowia to trzy warunki szczęścia – choć jeśli brakuje głupoty, pozostałe są bezużyteczne. Kobiety knują, gdy są słabe, kłamią ze strachu. Mężczyźni knują, gdy są silni, kłamią z arogancji. Z pewnością wierzę, że wszyscy cierpimy z powodu codziennych szkód.
Tak, oczywiście, byliśmy pretensjonalni – czemu innemu służy młodość? Czasami myślę, że celem życia jest pogodzenie nas z jego ostateczną stratą poprzez wyczerpanie nas, poprzez udowodnienie, bez względu na to, jak długo to potrwa, że życie nie jest takie, jakie się wydaje. Kiedy jesteś młody – kiedy ja byłem młody – chcesz, aby twoje emocje były takie, jak te, o których czytasz w książkach. Chcesz, aby wywróciły twoje życie do góry nogami, stworzyły i zdefiniowały nową rzeczywistość. Później, myślę, chcesz, aby zrobiły coś łagodniejszego, coś bardziej praktycznego: chcesz, aby wspierały twoje życie takie, jakie jest i jakie się stało. Chcesz, aby mówiły ci, że wszystko jest w porządku. I czy jest w tym coś złego? Ktoś powiedział: Wiem tyle: że istnieje czas obiektywny, ale także czas subiektywny, taki, który nosi się na wewnętrznej stronie nadgarstka, obok miejsca, gdzie znajduje się puls. I ten osobisty czas, który jest prawdziwym czasem, jest mierzony w relacji do pamięci.
Czy charakter rozwija się z czasem? W powieściach oczywiście, że tak: w przeciwnym razie nie byłoby zbyt wiele historii. Ale w życiu? Czasami się zastanawiam. Nasze postawy i opinie się zmieniają, rozwijamy nowe nawyki i dziwactwa; ale to coś innego, bardziej jak dekoracja. Być może charakter przypomina inteligencję, z tą różnicą, że szczyt charakteru następuje nieco później: powiedzmy między dwudziestym a trzydziestym rokiem życia. A potem zostajemy z tym, co mamy. Jesteśmy sami. Jeśli tak, to wyjaśniałoby to wiele żyć, prawda? A także – jeśli to nie jest zbyt wzniosłe słowo – naszą tragedię. Pamiętam okres późnej adolescencji, kiedy mój umysł upijał się obrazami awanturnictwa. Tak będzie, kiedy dorosnę. Pójdę tam, zrobię to, odkryję tamto, pokocham ją, a potem ją, ją i ją. Będę żył tak, jak żyją i żyli ludzie w powieściach. Których nie byłem pewien, tylko że namiętność i niebezpieczeństwo, ekstaza i rozpacz (ale potem jeszcze więcej ekstazy) będą obecne. Jednak… kto powiedział to o „małości życia, którą sztuka wyolbrzymia”? Był taki moment pod koniec moich dwudziestych lat, kiedy przyznałem, że moja awanturniczość dawno już wygasła. Nigdy nie zrobiłbym tych rzeczy, o których marzyłem w okresie adolescencji. Zamiast tego kosiłem trawnik, jeździłem na wakacje, miałem swoje życie.
Ale czas… jak czas najpierw nas uziemia, a potem wprawia w zakłopotanie. Myśleliśmy, że jesteśmy dojrzali, podczas gdy tak naprawdę byliśmy tylko bezpieczni. Wyobrażaliśmy sobie, że jesteśmy odpowiedzialni, ale byliśmy tylko tchórzami. To, co nazywaliśmy realizmem, okazało się sposobem na unikanie rzeczy, zamiast stawiać im czoła. Czas…dajcie nam wystarczająco dużo czasu, a nasze najlepiej uzasadnione decyzje będą wydawać się chwiejne, a nasze pewniki kapryśne.
Kobiety były wychowywane w przekonaniu, że mężczyźni są odpowiedzią. Nie byli. Nie byli nawet jednym z pytań. Historia to nie kłamstwa zwycięzców, jak kiedyś lekko zapewniłem o tym mego ksiedza proboszcza; teraz to wiem. To raczej wspomnienia ocalałych, z których większość nie jest ani zwycięzcami, ani pokonanymi. Chciałem, żeby życie mnie za bardzo nie dręczyło i mi się udało — i jakże to było żałosne. Kiedy czytasz świetną książkę, nie uciekasz od życia, zanurzasz się w nie głębiej. Może to być powierzchowna ucieczka — do innych krajów, obyczajów, wzorców mowy — ale w zasadzie pogłębiasz swoje zrozumienie subtelności, paradoksów, radości, bólu i prawd życia. Czytanie i życie nie są od siebie oddzielone, ale symbiotyczne. Pisarz musi być uniwersalny w sympatii i wyrzutkiem z natury: tylko wtedy może widzieć jasno. Niektórzy mężczyźni są ledwie dorośli: chcą, aby kobiety ich rozumiały i w tym celu zdradzają im wszystkie swoje sekrety; a potem, gdy są właściwie zrozumiani, nienawidzą swoich kobiet za to, że je rozumieją.
Myślałem o rzeczach, które przydarzyły mi się na przestrzeni lat i o tym, jak niewiele sprawiłem, żeby się wydarzyło.
Co ja wiedziałem o życiu, ja, który żyłem tak ostrożnie? Którym nie wygrał ani nie przegrał, ale pozwolił, żeby życie mi się przytrafiło? Którym miał zwykłe ambicje i zbyt szybko się zadowalałem, żeby ich nie zrealizować? Którym unikał zranienia i nazywał to zdolnością do przetrwania? Którym płacił rachunki, utrzymywałem dobre stosunki ze wszystkimi, o ile było to możliwe, dla którego ekstaza i rozpacz wkrótce stały się tylko słowami przeczytanymi w powieściach? Którego samokrytycyzm nigdy tak naprawdę nie zadał bólu? Cóż, było nad czym rozmyślać, podczas gdy znosiłem szczególny rodzaj wyrzutów sumienia: zranienie zarażone, w końcu padłem ofiarą kogoś, kto zawsze myślał, że wie, jak uniknąć zranienia — i został zraniony właśnie z tego powodu.
Im więcej się uczysz, tym mniej się boisz. „Ucz się” nie w sensie akademickich studiów, ale w praktycznym rozumieniu życia.
Kiedy się zakochujemy, mamy nadzieję — zarówno egoistycznie, jak i altruistycznie — że zostaniemy w końcu, naprawdę zauważeni: osądzeni i zaakceptowani. Oczywiście, miłość nie zawsze przynosi aprobatę: bycie widzianym może równie dobrze prowadzić do kciuka w dół i sezonu w piekle. Są wyrzuty sumienia. Uczucie, które jest bardziej skomplikowane, skrzepłe i pierwotne. Którego główną cechą jest to, że nic nie można z tym zrobić: minęło zbyt wiele czasu, wyrządzono zbyt wiele szkód, aby można było to naprawić. Łączysz dwie osoby, których wcześniej nie łączono. Czasami jest to jak pierwsza próba zaprzęgnięcia balonu wodorowego do balonu ogniowego: wolisz rozbić się i spalić, czy spalić i rozbić?
Ale czasami to działa, powstaje coś nowego, a świat się zmienia. Potem, w pewnym momencie, prędzej czy później, z tego czy innego powodu, jedno z nich zostaje zabrane. A to, co zostaje zabrane, jest większe niż suma tego, co tam było. Może to nie być matematycznie możliwe, ale jest możliwe emocjonalnie. Być może miłość jest niezbędna, ponieważ jest niepotrzebna.
Wspomnienia z dzieciństwa to marzenia, które pozostają z tobą po przebudzeniu. Później w życiu oczekujesz odrobiny odpoczynku, prawda? Myślisz, że na to zasługujesz. Ja tak uważałem. Ale potem zaczynasz rozumieć, że nagroda za zasługi nie jest sprawą życia.
Ponadto, gdy jesteś młody, myślisz, że potrafisz przewidzieć prawdopodobne bóle i ponure chwile, które może przynieść wiek. Wyobrażasz sobie, że jesteś samotny, rozwiedziony, owdowiały; dzieci oddalają się od ciebie, przyjaciele umierają. Wyobrażasz sobie utratę statusu, utratę pożądania. Możesz pójść dalej i rozważyć swoją nadchodzącą śmierć, z którą, bez względu na to, jakie towarzystwo możesz zebrać, możesz zmierzyć się tylko sam. Ale to wszystko jest patrzeniem w przyszłość. Nie potrafisz spojrzeć w przyszłość, a następnie wyobrazić sobie, że patrzysz wstecz z punktu widzenia przyszłości. Poznając nowe emocje, które przynosi czas. Odkrywając na przykład, że wraz ze zmniejszaniem się liczby świadków twojego życia, jest mniej potwierdzeń, a zatem mniej pewności, co do tego, kim jesteś lub byłeś. Nawet jeśli pilnie prowadziłeś zapisy – w słowach, dźwiękach, obrazach – możesz odkryć, że zająłeś się niewłaściwym rodzajem prowadzenia zapisów. Kiedy jesteś młody, wolisz pospolite miesiące, pełnię pór roku. Kiedy dorastasz, uczysz się lubić okresy przejściowe, miesiące, które nie mogą się zdecydować. Być może jest to sposób na przyznanie, że rzeczy nigdy nie będą już takie same. Każda historia miłosna jest potencjalną historią żałoby.
Możesz sobie poradzić z mózgiem, jak mówię; wygląda rozsądnie, podczas gdy serce, ludzkie serce, obawiam się, wygląda jak pieprzony bałagan.
Moim zdaniem, pogodziłem się z realiami życia i podporządkowałem się jego potrzebom: jeśli to, to tamto, i tak mijały lata. Według mnie, zrezygnowałem z życia, zrezygnowałem z jego analizowania, przyjąłem je takim, jakie było. I tak po raz pierwszy zacząłem odczuwać bardziej ogólne wyrzuty sumienia – uczucie gdzieś pomiędzy litowaniem nad sobą a nienawiścią do siebie – dotyczące całego mojego życia. Wszystkiego. Straciłem przyjaciół z młodości. Straciłem miłość matki. Porzuciłem ambicje, które pielęgnowałem.
Natura jest tak dokładna, że boli dokładnie tyle, ile jest warta, więc myślę, że w pewnym sensie człowiek rozkoszuje się bólem codziennej sztuki, która do wszystkich i do nikogo. Sztuka należy do wszystkich czasów i do żadnego czasu. Sztuka należy do tych, którzy ją tworzą i do tych, którzy sie nią delektują. Sztuka nie należy już do ludu i partii bardziej niż kiedyś do arystokracji i mecenasa. Sztuka jest szeptem historii, słyszanym ponad hałasem czasu. Sztuka nie istnieje dla samej sztuki: istnieje dla ludzi. Mistyfikacja jest prosta; jasność jest najtrudniejszą rzeczą ze wszystkich. Ponieważ miłość jest punktem spotkania prawdy i magii. Prawda, jak w fotografii; magia, jak w balonowaniu.
Czy wolałbyś kochać bardziej i cierpieć bardziej; czy kochać mniej i cierpieć mniej? To jest, myślę, ostatecznie, jedyne prawdziwe pytanie.
Oczywiście, że tak naprawdę nie lubiłem podróży. Podobała mi się idea podróży i pamięć o podróży, ale nie sama podróż.
Po szeregu wydarzeń, co pozostaje oprócz powtarzalności i zmniejszania się planów? Kto chce dalej żyć? Ekscentrycy, religijni, artystyczni (czasami); ci, którzy mają fałszywe poczucie własnej wartości. Miękkie sery się rozpadają; twarde sery twardnieją. Oba pleśnieją.
Istnieje niemieckie słowo Sehnsucht, które nie ma odpowiednika w języku angielskim; oznacza ono „tęsknotę za czymś”. Ma ono romantyczne i mistyczne konotacje, niczym „nieutulone pragnienie” w ludzkim sercu, ponieważ „nie wiemy, czego”. Wydaje się, że to raczej niemieckie, aby móc określić to, czego nie da się określić. Tęsknota za czymś – lub, w naszym przypadku, za kimś.
Wszystko, co wymyślisz, jest prawdą: możesz być tego pewien. Poezja jest przedmiotem tak precyzyjnym jak geometria. Żyjemy z takimi łatwymi założeniami, prawda? Na przykład, że pamięć równa się wydarzeniom plus czas. Ale to wszystko jest o wiele dziwniejsze. Kto powiedział, że pamięć to to, co myśleliśmy, że zapomnieliśmy? I powinno być dla nas oczywiste, że czas nie działa jako utrwalacz, raczej jako rozpuszczalnik. Ale nie jest to wygodne – nie jest to przydatne – wierzyć w to; nie pomaga nam żyć dalej; więc ignorujemy to. Jednym z problemów jest to, że serce nie ma kształtu serca.
Ale rozmyślałem nad kwestią nostalgii i czy cierpię na nią. Na pewno nie rozczulam się na wspomnienie jakiegoś dziecięcego drobiazgu; nie chcę też oszukiwać się sentymentalnie na temat czegoś, co w tamtym czasie nie było prawdą — miłości do starej szkoły i tak dalej. Ale jeśli nostalgia oznacza silne wspomnienie silnych emocji — i żal, że takie uczucia nie są już obecne w naszym życiu — to przyznaję się do winy.
Niejeden kolega czy koleżanka miał lepszy umysł i bardziej rygorystyczny temperament niż ja; myślał logicznie, a następnie działał zgodnie z wnioskiem logicznego myślenia. Podczas gdy większość z nas, podejrzewam, robi odwrotnie: podejmujemy instynktowną decyzję, a następnie budujemy infrastrukturę rozumowania, aby ją uzasadnić. I nazywamy wynik zdrowym rozsądkiem. Życie… jest trochę jak czytanie. … Jeśli wszystkie twoje odpowiedzi na książkę zostały już powielone i rozszerzone przez profesjonalnego krytyka, to jaki sens ma twoje czytanie? Tylko to, że jest twoje. Podobnie, po co żyć swoim życiem? Ponieważ jest twoje. Ale co, jeśli taka odpowiedź stopniowo odchodzi do lamusa historii.
Pamięć to tożsamość. Jesteś tym, co zrobiłeś; to, co zrobiłeś, jest w twojej pamięci; to, co pamiętasz, definiuje, kim jesteś; kiedy zapominasz o swoim życiu, przestajesz istnieć, nawet przed śmiercią. Życie wydawało się jeszcze bardziej grą w zgadywanie niż zwykle. Kochanie ludzkości znaczy tyle samo, co kochanie kropli deszczu lub Drogi Mlecznej. Mówisz, że kochasz ludzkość? Czy jesteś pewien, że nie rozpieszczasz się łatwym samouwielbieniem, nie szukasz aprobaty, nie upewniasz się, że jesteś po właściwej stronie?
Żyjemy, umieramy, jesteśmy pamiętani, jesteśmy zapomniani. Duma sprawia, że tęsknimy za rozwiązaniem rzeczy – celem, ostateczną przyczyną; ale im lepsze stają się teleskopy, tym więcej gwiazd się pojawia.
Lubiałem kolei jako taką, choć nie lubiłem sposobu, w jaki schlebiała ludziom iluzją postępu. Jaki był sens postępu naukowego bez postępu moralnego? Kolej po prostu pozwoliłaby większej liczbie ludzi przemieszczać się, spotykać i wspólnie być głupimi.
W tamtych czasach wyobrażaliśmy sobie, że jesteśmy przetrzymywani w jakimś rodzaju kojca, czekając na uwolnienie w naszym życiu. A gdy nadszedł ten moment, nasze życie — i sam czas — przyspieszały. Skąd mieliśmy wiedzieć, że nasze życie w każdym razie się zaczęło, że jakaś korzyść już została uzyskana, a jakaś szkoda już wyrządzona? Ponadto, że nasze uwolnienie nastąpi tylko w większym kojcu, którego granice będą na początku niezauważalne. Większość z nas ma tylko jedną historię do opowiedzenia. Nie mam na myśli, że w naszym życiu przytrafia się nam tylko jedna rzecz: jest niezliczona ilość wydarzeń, które zamieniamy w niezliczone historie. Ale jest tylko jedna, która ma znaczenie, tylko jedna, którą ostatecznie warto opowiedzieć.
Miłość może nie prowadzić tam, gdzie myślimy lub mamy nadzieję, ale niezależnie od wyniku powinna być wezwaniem do powagi i prawdy. Jeśli tak nie jest – jeśli nie jest moralna w swoim działaniu – to miłość jest niczym więcej niż przesadną formą przyjemności.
Kocham cię. Na początek lepiej połóżmy te słowa na wysokiej półce; w kwadratowym pudełku za szkłem, które musimy rozbić łokciem; w banku. Nie powinniśmy zostawiać ich leżących po domu jak tubki witaminy C. Jeśli słowa będą zbyt łatwo dostępne, użyjemy ich bez zastanowienia; nie będziemy w stanie się oprzeć. Och, mówimy, że nie będziemy, ale tak będzie. Upijemy się, albo poczujemy się samotni, albo – co najbardziej prawdopodobne – będziemy po prostu pełni nadziei, a słowa przepadną, zostaną zużyte, zbrukane. Myślimy, że możemy być zakochani i próbujemy słów, żeby sprawdzić, czy są odpowiednie? Skąd możemy wiedzieć, co myślimy, dopóki nie usłyszymy, co mówimy? Daj spokój; to nie przejdzie. To wspaniałe słowa; musimy upewnić się, że na nie zasługujemy. Posłuchaj ich jeszcze raz: „Kocham cię.”
Na początku życia świat dzieli się na tych, którzy uprawiali seks i na tych, którzy nie uprawiali. Później na tych, którzy poznali miłość i na tych, którzy jej nie poznali. Jeszcze później — przynajmniej jeśli mamy szczęście (lub pecha) — dzieli się na tych, którzy przeżyli żałobę i na tych, którzy jej nie przeżyli. Te podziały są absolutne; to tropiki, które przekraczamy. Oczywiście, można to ująć inaczej; zawsze można. Jest akumulacja. Jest odpowiedzialność. A poza tym jest niepokój. Jest wielki niepokój.
Zbliżasz się do końca życia – nie, nie samego życia, ale czegoś innego: końca wszelkich prawdopodobieństw zmiany w tym życiu. Masz prawo do długiej chwili przerwy, czasu wystarczającego, aby zadać sobie pytanie: co jeszcze zrobiłem źle? Kiedy masz dwadzieścia kilka lat, nawet jeśli jesteś zdezorientowany i niepewny swoich celów i zamierzeń, masz silne poczucie tego, czym jest samo życie i kim jesteś w życiu i kim możesz się stać. Później… później jest więcej niepewności, więcej nakładania się, więcej cofania się, więcej fałszywych wspomnień. Wtedy pamiętasz swoje krótkie życie w całości. Później wspomnienie staje się strzępkami i łatami. Łatwo jest nie być pisarzem. Większość ludzi nie jest pisarzami i niewiele im się wydarza. Być może to była jedna z tragedii, jakie życie dla nas zaplanowało: naszym przeznaczeniem jest stać się na starość tym, kim w młodości najbardziej byśmy gardzili. Najlepsze życie dla pisarza to takie, które pomaga mu pisać najlepsze książki, jakie potrafi.
Możesz zdefiniować sieć żyłek na własnym ciele. Niektóre piegi, które kiedyś kochałem, są teraz bliżej plam wątrobowych. Ale to nadal oczy, w które patrzymy, prawda? To tam znaleźliśmy drugą osobę i nadal ją znajdujemy. Powieści mówią nam najwięcej prawdy o życiu: czym ono jest, jak je przeżywamy, do czego może służyć, jak je lubimy i cenimy, i jak je tracimy. Czy moje życie się rozwinęło, czy też po prostu wzbogaciło? W moim życiu było dodawanie i odejmowanie, ale ile mnożenia? Historia świata? Tylko głosy odbijające się echem w ciemności; obrazy, które płoną przez kilka stuleci, a potem bledną; historie, stare historie, które czasami wydają się na siebie nachodzić; dziwne powiązania, bezczelne połączenia. Leżymy tutaj w naszym szpitalnym łóżku teraźniejszości (jakie ładne czyste prześcieradła dostajemy w dzisiejszych czasach) z bańką codziennych wiadomości wlewaną do naszego ramienia. Myślimy, że wiemy, kim jesteśmy, chociaż nie do końca wiemy, dlaczego tu jesteśmy, ani jak długo będziemy zmuszeni zostać. I podczas gdy martwimy się i piszemy w zabandażowanej niepewności – czy jesteśmy dobrowolnymi pacjentami? – zmyślamy. Wymyślamy historię, aby ukryć fakty, których nie znamy lub nie możemy zaakceptować; zachowujemy kilka prawdziwych faktów i snujemy wokół nich nową historię. Nasza panika i nasz ból są łagodzone jedynie przez kojącą zmyśloną fabułę; nazywamy to historią.
Dziwki. Niezbędne w XIX wieku do zarażenia się kiłą, bez której nikt nie mógł twierdzić, że jest geniuszem. Jeśli człowiek nie wie, co chce zrobić, musi dowiedzieć się, co powinien zrobić. Jeśli pragnienie stało się skomplikowane, trzymaj się mocno obowiązku. Tracisz świat na pierwszy rzut oka? Oczywiście, że tak. Po to jest świat: żeby tracić w odpowiednich okolicznościach.
Być może świat rozwija się nie przez dojrzewanie, ale przez bycie w stanie permanentnej adolescencji, ekscytującego odkrywania…życie jest darem danym bez proszenia o nie; że myśląca osoba ma filozoficzny obowiązek zbadania zarówno natury życia, jak i warunków, które się z nim wiążą; i że jeśli ta osoba zdecyduje się zrezygnować z daru, o który nikt nie prosi, to moralnym i ludzkim obowiązkiem jest podjęcie działań zgodnie z konsekwencjami tej decyzji.
Mądrość polega częściowo na tym, aby już nie udawać, na odrzuceniu sztuczności. Nie ma nic złego w byciu geniuszem, który potrafi fascynować młodych. Raczej jest coś złego w młodych, którzy nie potrafią być zafascynowani geniuszem.
Jak rzadko nasze emocje spotykają obiekt, na który wydają się zasługiwać? Jak beznadziejnie sygnalizujemy; jak ciemne jest niebo; jak wielkie są fale. Wszyscy jesteśmy zagubieni na morzu, uniesieni między nadzieją a rozpaczą, witając coś, co może nigdy nie nadejść, aby nas uratować.
Istnieją dwa podstawowe rodzaje samotności: ta wynikająca z braku znalezienia kogoś do kochania i ta wynikająca z straty kogoś, kogo się kochało. Pierwszy rodzaj jest gorszy. Nic nie może się równać z samotnością duszy w okresie dojrzewania. Kiedy jesteś młody, myślisz, że starzy narzekają na pogarszanie się życia, ponieważ ułatwia im to śmierć bez żalu. Kiedy jesteś stary, tracisz cierpliwość do sposobu, w jaki młodzi oklaskują najbardziej nieistotne ulepszenia… pozostając nieświadomymi barbarzyństwa świata. Nie mówię, że sprawy się pogorszyły; po prostu mówię, że młodzi by tego nie zauważyli, gdyby tak było. Stare czasy były dobre, ponieważ wtedy byliśmy młodzi i nieświadomi tego, jak nieświadomi mogą być młodzi.
Musisz pisać zgodnie ze swoimi uczuciami, upewnić się, że te uczucia są prawdziwe i pozwolić, aby wszystko inne zawisło. Kiedy wers jest dobry, przestaje należeć do jakiejkolwiek szkoły. Wers prozy musi być tak niezmienny jak wers poezji. Zawsze uważałem, że jesteś tym, kim jesteś i nie powinieneś udawać kogoś innego. Ale ciotka zawsze mnie poprawiała i tłumaczyła – jesteś tym, kim udajesz. Najlepiej jest zacząć życie w radosnym i otwartym stanie umysłu, wierząc w innych, będąc optymistą, będąc szczerym ze wszystkimi o wszystkim. A potem, gdy człowiek zaczyna lepiej rozumieć rzeczy i ludzi, rozwijać poczucie ironii. Naturalny rozwój ludzkiego życia to przejście od optymizmu do pesymizmu; a poczucie ironii pomaga złagodzić pesymizm, pomaga stworzyć równowagę, harmonię. Być może miłości nigdy nie da się ująć w definicji; można ją ująć tylko w opowieści.
Nie możesz kochać kogoś bez wyobrażeniowej sympatii, bez rozpoczęcia patrzenia na świat z innego punktu widzenia. Nie możesz być dobrym kochankiem, dobrym artystą lub dobrym politykiem bez tej zdolności. Bycie bohaterem byłoby o wiele łatwiejsze niż bycie tchórzem. Aby być bohaterem, trzeba było być odważnym tylko przez chwilę – kiedy wyciągałeś broń, rzucałeś bombę, naciskałeś detonator, rozprawiałeś się z tyranem i z samym sobą. Ale bycie tchórzem oznaczało rozpoczęcie kariery, która trwała całe życie. Nigdy nie mogłeś się zrelaksować. Musiałeś przewidzieć następną okazję, kiedy będziesz musiał usprawiedliwiać siebie, wahać się, wzdrygać, na nowo poznawać smak gumowych butów i stan swojego upadłego, nędznego charakteru. Bycie tchórzem wymagało uporu, wytrwałości, odmowy zmiany – co czyniło to, w pewnym sensie, rodzajem odwagi.
Dziwne, że gdy jest się młodym, nie ma się obowiązku wobec przyszłości; ale gdy się jest starym, ma się obowiązek wobec przeszłości. Zdajesz sobie sprawę, jak współczucie i antagonizm mogą współistnieć. Odkrywasz, jak wiele pozornie niekompatybilnych emocji może rozwijać się obok siebie w tym samym ludzkim sercu… Ponieważ w pewnym momencie każdy chce uciec od swojego życia. To chyba jedyna rzecz, która łączy ludzi. Moim zdaniem większość ludzi kradnie wiele z tego, kim są. Gdyby tego nie robili, byliby marnymi przedmiotami. Każdy ma swoją historię miłosną. Każdy. Być może to była klapa, mogło się to skończyć fiaskiem, mogło się to nigdy nie zacząć, mogło to wszystko mieć miejsce w umyśle, ale to nie znaczy, że jest to coś ważnego. Czasami sprawia, że jest to bardziej realne. Czasami widzisz parę, która wydaje się być znudzona sobą i nie wyobrażasz sobie, że mają ze sobą cokolwiek wspólnego, ani dlaczego nadal mieszkają razem. Ale to nie jest tylko przyzwyczajenie, samozadowolenie, konwenanse czy coś w tym stylu. To dlatego, że kiedyś mieli swoją historię miłosną. Każdy ją ma. To jedyna historia.
Musisz być odpowiedzialny za swoje własne szczęście – nie możesz oczekiwać, że przyjdzie przez drzwi jak paczka. Nie dziwię się, że niektórzy ludzie wolą książki. Książki nadają sens życiu. Jedyny problem polega na tym, że życie, które nadają sens, to życie innych ludzi, nigdy twoje. Pisarz ma niewielką kontrolę nad osobistym temperamentem, żadnej nad momentem historycznym i tylko częściowo odpowiada za swoją estetykę.
Życie zawsze odmawiało prostoty. Sztuka to szept historii, słyszany ponad hałasem czasu. Czytanie jest umiejętnością większości, ale sztuką mniejszości. Sztuka nie istnieje dla sztuki: istnieje dla ludzi.
Badania pacjentów onkologicznych pokazują, że nastawienie umysłu ma bardzo niewielki wpływ na wynik kliniczny. Możemy mówić, że walczymy z rakiem, ale rak walczy tylko z nami; możemy myśleć, że go pokonaliśmy, gdy odszedł tylko po to, by się zregenerować. To wszystko jest po prostu wszechświatem, który robi swoje, a my jesteśmy tym, co jest mu robione. I tak samo jest być może z żalem. Wyobrażamy sobie, że walczyliśmy z tym, byliśmy celowi, przezwyciężyliśmy smutek, zmyliśmy rdzę z naszej duszy, podczas gdy wszystko, co się stało, to smutek przeniósł się gdzie indziej, zmienił swoje zainteresowanie.
Pierwsza miłość naprawia życie na zawsze: to odkryłem przez lata. Może nie przewyższa kolejnych miłości, ale zawsze będą one dotknięte jej istnieniem. Dla mnie śmierć jest przerażającym faktem, który definiuje życie; jeśli nie jesteś stale tego świadomy, nie możesz zacząć rozumieć, o co chodzi w życiu; jeśli nie wiesz i nie czujesz, że dni wina i róż są ograniczone, że wino się zmutuje, a róże zbrązowieją w swojej śmierdzącej wodzie, zanim wszystkie zostaną wyrzucone na zawsze — łącznie z dzbanem — nie ma żadnego kontekstu dla takich przyjemności i zainteresowań, które pojawiają się na drodze do grobu. To jedna z rzeczy w życiu. Wszyscy po prostu szukamy bezpiecznego miejsca. A jeśli go nie znajdziesz, musisz nauczyć się, jak zabić czas.
Kiedy jesteśmy młodzi i wrażliwi, jesteśmy również najbardziej bolesni; natomiast kiedy krew zaczyna płynąć wolniej, kiedy czujemy się mniej ostro, kiedy jesteśmy bardziej uzbrojeni i nauczyliśmy się znosić ból, stąpamy ostrożniej.
Tertulian powiedział o wierze chrześcijańskiej, że jest prawdziwa, ponieważ jest niemożliwa. Być może miłość jest niezbędna, ponieważ jest niepotrzebna. Religia upada, ikona pozostaje; narracja zostaje zapomniana, ale jej przedstawienie nadal przyciąga.
Pamięć jest aktem woli, podobnie jak zapominanie.
Silni nie mogą powstrzymać się od konfrontacji; słabsi nie mogą powstrzymać się od unikania.
W tamtych latach przed telefonami komórkowymi, pocztą elektroniczną i Skypem podróżni polegali na prymitywnym systemie komunikacji znanym jako pocztówka. Inne metody — międzymiastowe rozmowy telefoniczne, telegram — były oznaczone jako „Tylko do użytku w nagłych wypadkach”. Więc moi rodzice machnęli ręką, żegnając mnie w nieznane, a ich wiadomości o mnie ograniczałyby się do „Tak, dotarł bezpiecznie”, „Ostatni raz słyszeliśmy, że był w Niechorzu” i „Spodziewamy się go z powrotem za kilka tygodni”. Nie twierdzę, że to było koniecznie lepsze, a tym bardziej kształtujące charakter; po prostu w moim przypadku prawdopodobnie pomogło to, że mama nie miała dostępu do guzika, w fabryce szkła wylewała z siebie niepokoje i prognozy pogody na dalekie odległości, ostrzegała mnie przed powodziami, epidemiami i psychopatami. Czasami zastanawiałam się, czy moja matka nie postrzega mnie jako swojego odbicia. Młodszej, bardziej amerykańskiej wersji siebie, której jedynym celem było spełnianie marzeń, osiągnięcie więcej, niż udało jej się osiągnąć. Ale kochałem ją; byliśmy szczęśliwi; tęsknię za nią. Ona mnie nie kochała; byliśmy nieszczęśliwi; tęsknię za nią.
W życiu każde zakończenie jest początkiem kolejnej historii. Co jest najłatwiejszą, najwygodniejszą rzeczą do zrobienia dla pisarza? Pogratulować społeczeństwu, w którym żyje: podziwiać jego bicepsy, oklaskiwać jego postęp, czule drażnić je jego głupotami. A ty nie możesz się na mnie złościć. Musisz myśleć o mnie jako o osobie niekompletnej. Błąkamy się, pozwalamy życiu się nam przytrafiać, stopniowo budujemy zapas wspomnień. Nasze postawy i opinie się zmieniają, rozwijamy nowe nawyki i dziwactwa; ale to coś innego, bardziej jak dekoracja. Być może charakter przypomina inteligencję, z tą różnicą, że charakter osiąga szczyt nieco później. A potem zostajemy z tym, co mamy. Jesteśmy sami. Jeśli tak, to by wyjaśniło wiele żyć, prawda?
Zawsze lubiłem tę porę dnia, kiedy ludzie zamykali swoje sklepy, kładli miasto spać na noc, wracali do domu, żeby robić normalne rzeczy ze swoimi normalnymi rodzinami. Zastanawiam się, czy mogli cieszyć się normalnością, wiedzieć, jak to było wspaniałe, czy też było to dla nich niewidoczne jak powietrze? Czasami wkurzałem się tak bardzo na to, jak łatwe życie prowadzą normalni ludzie, że chciałem po prostu iść ulicą, potrząsając nimi i krzycząc w ich rozmiękłe, zadowolone z siebie twarze.
Nie lekceważcie zwykłej ludzkiej przyzwoitości – powiedziałbym – „Więcej nieba jest w facecie, który podaje zimny napój gorącemu, zmęczonemu żebrakowi, niż w pięćdziesięciu filozofach moralności.
O to właśnie chodzi w miłości, prawda? Kiedy znajdziesz kogoś, kto widzi cię w sposób, w jaki nikt inny cię nie widzi, kto cię rozumie i sprawia, że czujesz, że nie możesz być całością bez niego, to oplata cię w imadło i sprawia, że zapominasz, jak żyć bez niego.
W tym miejscu kończy się to słowo, w którym chciałem właśnie zaprosić każdego do tej dziwnej przygody, jaką życie każdemu oferuje, by doświadczać świata, a nie uciekać od niego.
____
Stanisław Barszczak, W poszukiwaniu wiary mędrca
(to mój felieton o samolotach, pociągach, windach i poczekalniach, ~Stanisław Barszczak)
Ktokolwiek próbuje pomóc motylowi wyjść z kokonu, zabija go. Ktokolwiek próbuje pomóc pąkowi wyjść z nasienia, niszczy go. Ktokolwiek próbuje obudzić świadomość w kimś, kto nie jest gotowy, wprowadza go w zakłopotanie. „Są pewne rzeczy, którym nie można pomóc, muszą się wydarzyć od wewnątrz”.
Jane Grey w przededniu egzekucji 457 lat temu napisała:
„Jeśli moje winy zasługują na karę, to przynajmniej moja młodość i moja nieostrożność były godne usprawiedliwienia. Bóg i potomstwo okażą mi łaskę.”
Najlepsze argumenty na świecie nie zmienią czyjegoś zdania. Jedyne, co mogą zrobić, coś zamienić w dobrą historię… Dzisiaj mamy już ‚dobrą historię’. Tym bardziej musimy zmieniać świat na święty.
To, co zrobisz z drzewa, powinno być co najmniej tak cudowne, jak to, co ściąłeś.
To nie jest nasz świat z drzewami. To świat drzew, do którego dopiero co przybyli ludzie.
Ale ludzie nie mają pojęcia, czym jest czas. Myślą, że to linia, wirująca od trzech sekund za nimi, a następnie znikająca równie szybko w trzech sekundach mgły tuż przed nimi. Nie widzą, że czas to jeden rozprzestrzeniający się pierścień owinięty wokół drugiego, na zewnątrz i na zewnątrz, aż do najcieńszej skóry. Teraz najwięcej zależy od ogromnej masy wszystkiego, co już umarło.
Ludzie nie są gatunkiem szczytowym, za jaki się uważają. Inne stworzenia — większe, mniejsze, wolniejsze, szybsze, starsze, młodsze, potężniejsze — wydają rozkazy, tworzą powietrze i jedzą światło słoneczne. Bez nich nic.
Ty i drzewo na twoim podwórku pochodzicie od wspólnego przodka. Półtora miliarda lat temu rozstaliście się. Ale nawet teraz, po ogromnej podróży w różnych kierunkach, to drzewo i ty nadal dzielicie jedną czwartą waszych genów. . . .
Odkryliśmy, że drzewa mogą się komunikować, przez powietrze i przez korzenie. Zdrowy rozsądek nas zrugał. Odkryliśmy, że drzewa dbają o siebie nawzajem. Nauka zbiorowa odrzuciła ten pomysł. Obcy odkryli, że nasiona pamiętają pory roku swojego dzieciństwa i odpowiednio tworzą pąki. Obcy odkryli, że drzewa wyczuwają obecność innych pobliskich istot żywych. Że drzewo uczy się oszczędzać wodę. Że drzewa karmią swoje młode i synchronizują swoje maszty i zasoby brzegowe, ostrzegają krewnych i wysyłają sygnały do os, aby przyszły i uratowały je przed atakami.
Oto kilka informacji od osób z zewnątrz, możesz poczekać, aż zostaną potwierdzone. Las wie różne rzeczy. Podłącza się pod ziemię. Tam na dole są mózgi, takie, których nasz mózg nie jest w stanie zobaczyć. Plastyczność korzeni, rozwiązywanie problemów i podejmowanie decyzji. Synapsy grzybów. Jak inaczej chcesz to nazwać? Połącz wystarczająco dużo drzew, a las stanie się świadomy.
Powiedzmy, że planeta rodzi się o północy i działa przez jeden dzień. Najpierw nie ma nic. Dwie godziny są tracone na lawę i meteoryty. Życie nie pojawia się do trzeciej lub czwartej nad ranem. Nawet wtedy są to tylko najprostsze, samokopiujące się kawałki. Od świtu do późnego poranka — milion milionów lat rozgałęzień — nie istnieje nic więcej niż chude i proste komórki. Potem jest wszystko. Coś dzikiego dzieje się niedługo po południu. Jeden rodzaj prostej komórki zniewala kilka innych. Jądra otrzymują błony. Komórki rozwijają organelle. To, co kiedyś było samotnym obozowiskiem, rozrasta się w miasto. Dzień jest w dwóch trzecich zakończony, gdy zwierzęta i rośliny rozstają się. A martwa natura to tylko pojedyncze komórki. Zmierzch zapada, zanim rozwinie się życie złożone. Każda duża istota żywa jest spóźnialska, pojawiająca się po zmroku. Godzina dziewiąta wieczorem przynosi meduzy i robaki. Później tej samej godziny nadchodzi wybuch — kręgosłupy, chrząstki, eksplozja form ciała. Z jednej chwili na drugą niezliczone nowe łodygi i gałązki w rozprzestrzeniającej się koronie pękają i uciekają. Rośliny wychodzą na ląd tuż przed dziesiątą. Potem owady, które natychmiast wzbijają się w powietrze. Chwilę później czworonogi wypełzają z przypływowego mułu, nosząc na skórze i w jelitach całe światy wcześniejszych stworzeń. Do jedenastej dinozaury wystrzeliwują swój pasek, opuszczając ssaki i ptaki rządzą przez godzinę. Gdzieś w ciągu tych ostatnich sześćdziesięciu minut, wysoko w filogenetycznym baldachimie, życie staje się świadome. Istoty zaczynają spekulować. Zwierzęta zaczynają uczyć swoje dzieci o przeszłości i przyszłości. Zwierzęta uczą się odprawiać rytuały. Anatomicznie współczesny człowiek pojawia się cztery sekundy przed północą. Pierwsze malowidła jaskiniowe pojawiają się trzy sekundy później. A w tysięcznej części sekundy życie rozwiązuje tajemnicę DNA i zaczyna mapować samo drzewo życia. Do północy większość globu zostaje przekształcona w uprawy rzędowe w celu pielęgnacji i karmienia jednego gatunku. I wtedy drzewo życia znów staje się czymś innym. Wtedy gigantyczny pień zaczyna się chwiać.
Istnieje sto tysięcy gatunków miłości, wymyślonych osobno, każdy bardziej pomysłowy od poprzedniego, a każdy z nich wciąż coś tworzy.
Życie ma sposób na rozmawianie z przyszłością. Nazywa się to pamięcią. Nazywa się genami.
Jest takie chińskie powiedzenie. „Kiedy jest najlepszy czas na posadzenie drzewa? Dwadzieścia lat temu”.
Chiński inżynier się uśmiecha. „Dobre”. „Kiedy jest następny najlepszy czas? Teraz”.
„Ach! Okay!” Uśmiech staje się prawdziwy. Do dziś niczego nie zasadził. Ale teraz, ten drugi najlepszy czas, jest długi i wszystko zmienia.
Co przekazuje prawo i dlaczego ludzie, jedyni na całej planecie, powinni je mieć? Zło to odmowa widzenia siebie w innych.
Miłość to drzewo z gałęziami na zawsze, korzeniami w wieczności i pniem nigdzie
Grecy mieli słowo, xenia — gościnna przyjaźń — nakaz opieki nad podróżującymi nieznajomymi, otwierania drzwi każdemu, kto tam jest, ponieważ każdy przechodzący, daleko od domu, może być Bogiem. Owidiusz opowiada historię dwóch nieśmiertelnych, którzy przybyli na Ziemię w przebraniu, aby oczyścić chory świat. Nikt nie wpuściłby ich, oprócz jednej podstarzałej pary – Baucis i Philemon. A ich nagrodą za otwarcie drzwi dla obcych było życie po śmierci jako drzewa — dąb i lipa — ogromne, pełne wdzięku i splecione. To, o co dbamy, upodobnimy się do siebie. A to, do czego jesteśmy podobni, będzie nas trzymać, gdy już nie będziemy sobą.
Słowa Buddy: Drzewo to cudowna rzecz, która daje schronienie, pożywienie i ochronę wszystkim żywym istotom. Oferuje nawet cień drwalom, którzy je niszczą.
Nikt nie widzi drzew. Widzimy owoce, widzimy orzechy (w naszej erze – własne, podkr. autora), widzimy drewno, widzimy cień. Widzimy ozdoby lub ładne jesienne liście. Przeszkody blokujące drogę lub niszczące stok narciarski. Ciemne, groźne miejsca, które należy oczyścić. Widzimy gałęzie, które zaraz zmiażdżą nasz dach. Widzimy uprawę towarową. Ale drzewa — drzewa są niewidzialne.
Wielka prawda mnie ogarnia: Drzewa padają z spektakularnym łoskotem. Ale sadzenie jest ciche, a wzrost niewidoczny.
Wszystkie podwórka cywilizowane są takie same. Każde dzikie podwórko jest dzikie na swój sposób, w tym momencie Antoni, szpakowaty pan w sile wieku wszedł z ogrodu do kuchni.
Są cztery dobre rzeczy, które warto praktykować. Bycie miłym dla wszystkiego, co żyje. Pozostawanie zrównoważonym i stabilnym. Czuć się szczęśliwym z każdym stworzeniem, które jest szczęśliwe. I pamiętać, że każde cierpienie jest również twoje.
To takie proste, tak oczywiste. Wykładniczy wzrost wewnątrz skończonego systemu prowadzi do załamania. Ale ludzie tego nie widzą. Więc autorytet ludzi jest bankrutem.
Życzliwość może oczekiwać czegoś w zamian, ale to nie czyni jej mniej życzliwą.
Coś się świeci, prawda tak oczywista, że słowa same się dyktują. Spieniężamy miliard lat obligacji oszczędnościowych planety i trwonimy je na różne błyskotki.
Drzewa od dawna próbują się do nas dodzwonić. Ale mówią na częstotliwościach zbyt niskich, aby ludzie mogli je usłyszeć.
Kiedy jesteś pewien, na co patrzysz, spójrz uważniej.
Życie się ugotuje; morza się podniosą. Płuca planety zostaną wyrwane. A prawo pozwoli na to, ponieważ krzywda nigdy nie była wystarczająco nieuchronna. Nieuchronna, z prędkością ludzi, jest za późno. Prawo musi osądzać nieuchronność z prędkością drzew.
Dowiedzieliśmy się trochę o kilku z nich (prawach), w izolacji. Ale nic nie jest mniej odizolowane ani bardziej społeczne niż drzewo.
Nasiono, które wyląduje do góry nogami w ziemi, będzie się toczyć — zapuszczać korzenie i łodygi — w wielkim zakręcie, aż się wyprostuje. Za to ludzkie dziecko może wiedzieć, że jest skierowane w złym kierunku i nadal uważać, że warto spróbować.
Ziemia będzie monetyzowana, dopóki wszystkie drzewa nie będą rosły w liniach prostych, trzy osoby będą właścicielami wszystkich siedmiu kontynentów, a każdy duży organizm wyhodowany, aby go zabić.
Drzewa wiedzą, kiedy jesteśmy blisko. Chemia ich korzeni i zapach liści wydzielają zmiany, gdy jesteśmy w pobliżu… gdy czujesz się dobrze po spacerze w lesie, może się okazać, że pewne gatunki cię przekupują.
Na Ziemi żyły dwa rodzaje ludzi: ci, którzy potrafili wykonywać obliczenia i postępować zgodnie z nauką, i ci, którzy byli szczęśliwsi ze swoimi własnymi prawdami. Ale w codziennej praktyce naszych serc, bez względu na to, do jakich szkół chodziliśmy, wszyscy żyliśmy tak, jakby jutro miało być klonem teraźniejszości.
To zabawne w kapitalizmie: pieniądze, które tracisz, zwalniając, są zawsze ważniejsze od pieniędzy, które już zarobiłeś.
Ludzie noszą w sobie odziedziczone zachowania i uprzedzenia, prowizoryczne pozostałości z wcześniejszych etapów ewolucji, które podążają za własnymi przestarzałymi zasadami. To, co wydaje się nieprzewidywalne, irracjonalne, jest w rzeczywistości strategiami stworzonymi dawno temu w celu rozwiązania innych rodzajów problemów. Wszyscy jesteśmy uwięzieni w ciałach przebiegłych, wspinających się po szczeblach kariery oportunistów, ukształtowanych tak, aby przetrwać na sawannie, kontrolując się nawzajem.
To, na czym nam zależy, stanie się podobne. A to, do czego jesteśmy podobni, będzie nas trzymać, gdy już nie będziemy sobą.
Liść trawy jest niczym innym, jak podróżą gwiazd.
Drzewo jest przejściem między ziemią a niebem.
Historia ludzkości to historia coraz bardziej zdezorientowanego głodu.
Jeśli chcesz, żeby ktoś ci pomógł, przekonaj go, że już ci pomógł, nie mówiąc nic. Ludzie będą ciężko pracować, żeby chronić swoje dziedzictwo.
Pewnego dnia będziesz musiał odłożyć zniszczony tom i otworzyć go na tym fragmencie w prawym dolnym rogu, dziesięć stron od końca, który napełnia cię tak słodkim i okrutnym bólem.
Życie samo w sobie jest zaburzeniem ze spektrum, w którym każdy z nas wibrował na jakiejś unikalnej częstotliwości w ciągłej tęczy.
Nie tworzymy rzeczywistości. Unikamy jej. Grabiąc kapitał naturalny i ukrywając koszty. Ale rachunek nadchodzi i nie będziemy w stanie zapłacić.
Miłość do drzew wylewa się z niej — ich wdzięk, ich giętkie eksperymenty, ciągła różnorodność i zaskoczenie. Te powolne, rozważne stworzenia z ich rozbudowanym słownictwem, każde charakterystyczne, kształtujące się nawzajem, hodujące ptaki, pochłaniające węgiel, oczyszczające wodę, filtrujące trucizny z ziemi, stabilizujące mikroklimat. Połącz wystarczająco dużo żywych istot, przez powietrze i pod ziemią, a skończysz z czymś, co ma intencje.
Dwa rodzaje ludzi. Mają ze sobą wiele wspólnego, astronomię i dzieciństwo. Obie są podróżami na ogromne odległości. Obie poszukują faktów poza ich zasięgiem. Obaj teoretyzują dziko i pozwalają możliwościom mnożyć się bez ograniczeń. Obaj są upokorzeni co kilka tygodni. Obaj działają z niewiedzy. Obaj są zdezorientowani czasem. Obaj ciągle zaczynają.
Czas mija, jak mówi powieściopisarz. Najbardziej użyteczna sztuczka fikcji dla naszej naprawy i odświeżenia: pokonanie czasu. Stulecie rodzinnej sagi i jazda ruchomymi schodami mogą zająć tyle samo stron. Fikcja ustala dowolny współczynnik konwersji, a następnie zmienia go w sylabie. Matka narratora niesie swoje dziecko po schodach, a czytelnik podąża za nią przez kilka dni. Ale I wojna światowa mija w akapicie, po fragmencie lektury. Autor potrzebował 125 stron, aby przejść od Święta Pracy do wakacji świątecznych. W sześciu kolejnych słowach oto wiosna.
Zadaniem smaku było rozrzedzenie szalonego potoku ludzkiej kreatywności do poziomu, który można opanować. Ale zadaniem apetytu nigdy nie miała być zadowolona ze smaku.
Nauka nie polega na kontroli. Chodzi o kultywowanie nieustannego stanu zdziwienia w obliczu czegoś, co na zawsze staje się o krok bogatsze i subtelniejsze niż nasza najnowsza teoria na ten temat. Chodzi o szacunek, nie o mistrzostwo.
W rzeczywistości jeden z nich coraz bardziej przekonuje się, że największą wadą gatunku jest jego przytłaczająca skłonność do mylenia zgody z prawdą. Największy wpływ na to, w co ciało uwierzy lub nie, ma to, co pobliskie ciała transmitują na publicznym paśmie. Zbierz trzy osoby w pokoju, a zdecydują, że prawo grawitacji jest złe i powinno zostać uchylone, ponieważ jeden z ich wujków upił się i spadł z dachu.
Naprawdę lubię uczyć się budowania zdań, które są równe stanom umysłu.
Pan Antoni zostawił otwartą książkę w salonie i mimo zmęczenia powrócił na aleję od ogrodu. Teraz siedzi na ziemi, opierając się o sosnę. Jej kora mocno naciska na jego plecy, tak mocno jak życie. Jej igły pachną powietrzem, a siła brzęczy w sercu lasu. Jej uszy dostrajają się do najniższych częstotliwości. Drzewo mówi rzeczy, słowami przed słowami.
Tylko siedź cicho, czekaj i słuchaj, a świat się otworzy.
– Kiedy kupisz powieść w piżamie, nie ma odwrotu, Pan Antoni mówi sobie.
Informacje mogą poruszać się z prędkością światła, ale znaczenie rozprzestrzenia się z prędkością ciemności.
Tak to musi wyglądać. Będą katastrofy. Katastrofalne niepowodzenia i rzezie. Ale życie zmierza dokądś. Chce poznać siebie; chce mocy wyboru. Chce rozwiązań problemów, których nic żywego jeszcze nie potrafi rozwiązać, i jest gotowe użyć nawet śmierci, aby je znaleźć.
Pan Antoni mógłby synowi opowiedzieć o prostej maszynie, która nie potrzebuje paliwa i niewielkiej konserwacji, która stale pochłania węgiel, wzbogaca glebę, chłodzi grunt, oczyszcza powietrze i łatwo skaluje się do dowolnych rozmiarów. Technologia, która kopiuje samą siebie, a nawet zrzuca jedzenie za darmo. Urządzenie tak piękne, że jest tematem wierszy. Gdyby lasy można było opatentować, dostałaby owację na stojąco.
Aby rozwiązać przyszłość, musimy uratować przeszłość. Moja prosta zasada jest taka: gdy ścinasz drzewo, to co z niego zrobisz powinno być co najmniej tak cudowne, jak to, co ścinasz.
Życie to coś, co musimy przestać poprawiać. Mój chłopiec był kieszonkowym wszechświatem, którego nigdy nie mogłem pojąć. Każdy z nas jest eksperymentem i nawet nie wiemy, co ten eksperyment testuje.
Może szczęście jest jak wirus. Może to jeden z tych robaków, które siedzą przez długi czas, więc nawet nie wiemy, że jesteśmy zarażeni.
Fenomenalne, być tak małą, słabą, krótko żyjącą istotą na planecie, której pozostały miliardy lat do przeżycia. Słońce i woda to pytania, na które warto odpowiadać bez końca.
Drzewa są sercem ekologii i muszą stać się sercem ludzkiej polityki.
Nikt nie jest doskonały, lubił mawiać synowi. Ale, człowieku, wszyscy tak pięknie zawodzimy.
Potwierdzenie innych: choroba, na którą umrze cała rasa.
Wylesianie: większy czynnik zmieniający klimat niż cały transport razem wzięty.
Oto, co jest z jabłkiem: utkwiło w gardle. To pakiet: pożądanie i zrozumienie. Nieśmiertelność i śmierć. Słodki miąższ z nasionami cyjanku. To uderzenie w głowę, które rodzi całe nauki. Złocisty, pyszny dysonans, rodzaj daru wrzuconego na ucztę weselną, która prowadzi do niekończącej się wojny. To owoc, który utrzymuje bogów przy życiu. Pierwsza, najgorsza zbrodnia, ale szczęśliwy zbieg okoliczności. Błogosławiony czas, w którym zabrano to jabłko.
Przegapiasz połowę i więcej. Zawsze jest tyle samo tego, co pod ziemią, co nad nią. To jest problem z ludźmi, ich główny problem. Życie biegnie obok nich, niewidzialne.
Posłuchaj głęboko: większość życia dzieje się na skałach milion razy mniejszych niż nasza.
Czy możesz uwierzyć, gdzie właśnie byliśmy? Och, ta planeta była dobra, a my również byliśmy dobrzy – tak dobrzy jak palenie słońca, żądło deszczu i zapach żywej gleby – wszechobecna pieśń niekończących się rozwiązań, która podpisywała powietrze zmieniającego się świata, który według wszelkich obliczeń nigdy nie powinien był istnieć.
Jeśli trzymasz sadzonkę w dłoni, gdy przybywa Mesjasz, najpierw ją zasadź, a potem wyjdź i powitaj Mesjasza.
Bądź wdzięczny za wszystko, co wciąż tnie. Dysonans to piękno, którego znajomość jeszcze nie zniszczyła.
Wszyscy razem podróżujemy Drogą Mleczną, drzewa i ludzie. Podczas każdego spaceru z naturą otrzymujemy o wiele więcej, niż szukamy. Najwyraźniejszą drogą do wszechświata jest leśna dzicz.
Ułamek uncji bukwicy waży teraz więcej niż ona. Ale gleba waży dokładnie tyle samo, co kiedyś, minus uncja lub dwie. Nie ma innego wyjaśnienia: prawie cała masa drzewa pochodzi z samego powietrza.
Z czasem każda wiara zostanie przerośnięta. Pierwsza lekcja wszechświata brzmi: nigdy nie rozumuj na podstawie tylko jednego przypadku. Chyba że masz tylko jeden przypadek. W takim przypadku: znajdź inny.
Muzyka przewiduje przeszłość, przywołuje przyszłość. Od czasu do czasu różnica zanika, a w jednym prostym darze krążącego dźwięku ucho rozwiązuje zagmatwany kryptogram. Jeden trwały rytm, obecny i zawsze, i jesteś wolny. Ale kilka taktów więcej i płaszcz czasu znów się wokół ciebie zamknie.
Przypadek był tylko porządkiem, którego jeszcze nie dostrzegłeś.
Na stole w salonie leżały słowniki, informatory, encyklopedia muzyczna PWN, tomiki poezji Gałczyńskiego.
Pan Antoni uległ popołudniowej sjeście, podczas której wspominał ostatnią podróż do Włoch.
W drodze powrotnej na południe, do ukochanej Italii, wystukał wszystkie sztuczki radzenia sobie z gniewem, które przekazali mu na szkoleniu zawodowym. Te odtwarzały się na przedniej szybie porsche, jak slajdy Powerpoint. Numer jeden: Nie chodzi o ciebie. Numer dwa: Twój plan nie jest planem świata. Numer trzy: Umysł może zamienić piekło w niebo, piekło w niebo.
Ci, którzy kontemplują piękno ziemi, znajdują rezerwy siły, które przetrwają tak długo, jak trwa życie.
Dziewięć to wiek wielkiej przemiany. Może ludzkość była dziewięcioletnia, jeszcze nie dorosła, a już nie mała, spostrzegł się mędrzec pozornie panując nad sytuacją, ale zawsze na granicy wściekłości.
Syn Pana Antoniego Iwan uwielbiał bibliotekę ojca. Uwielbiał odkładać książki na półkę online i mieć je na sobie, owinięte jego imieniem, gdy po nie przychodził. Uwielbiał życzliwość, jaką dawały regały, ich mapę znanego świata. Uwielbiał bufet „jesz ile chcesz” w postaci pożyczania. Uwielbiał historie wypożyczeń wytłoczone na okładce każdej książki, zapis nieznajomych, którzy je wypożyczali przed nim. Biblioteka była najlepszym lochowym eksplorowaniem, jakie można sobie wyobrazić: darmowy łup za znalezienie, połączony z radością z awansowania na wyższy poziom.
Bibliotekarz to zawód usługowy. Pracownik stacji benzynowej umysłu.
Nie możesz wrócić do czegoś, co odeszło. Być człowiekiem to mylić satysfakcjonującą historię z historią znaczącą i mylić życie z czymś ogromnym z dwoma nogami. Nie: życie jest mobilizowane na o wiele większą skalę, a świat zawodzi dokładnie ponieważ żadna powieść nie może sprawić, by rywalizacja o świat wydawała się tak fascynująca, jak zmagania kilku zagubionych osób.
Dałeś mi coś, czego nigdy nie mogłem sobie wyobrazić, zanim cię poznałem, kontynuował lekturę Augustyna po sjeście Pan Antoni. To tak, jakbym miał słowo książka, a ty włożyłeś mi jedno słowo w ręce. Miałem światową „grę”, a ty nauczyłeś mnie, jak w nią grać. Miałem słowo „życie”, a potem przyszedłeś i powiedziałeś: „Och! Masz na myśli to…
Nie ma pewności. Jedyne niezawodne rzeczy to pokora i patrzenie. Kontrola zabija, połączenie leczy.
Poranek był wspaniały, jeden z tych krystalicznych, suchych, błękitnych, jesiennych dni, kiedy temperatura utrzymuje się dokładnie na oczekiwanym poziomie.
Kłopoty tworzą inteligencję? Pan Antoni potwierdziłby, że tak. Kryzys, zmiana i przewrót. Jego głos stał się smutny i cudowny. Wtedy nigdy nie znajdziemy nikogo mądrzejszego od nas.
Przez chwilę patrzenie wydawało się czymś, co ci się przytrafia każdego dnia, a nie czymś, co robisz. Można to wyrazić inaczej: Czy jesteś tym, za kogo cię uważam? Czy jestem tym, za kogo mnie uważasz?
Spójrzcie. Dzicz zniknęła. Lasy uległy chemicznie podtrzymywanej hodowli leśnej. Cztery miliardy lat ewolucji i na tym sprawa się zakończy. Politycznie, praktycznie, emocjonalnie, intelektualnie: ludzie są wszystkim, co się liczy, ostatnim słowem. Nie możesz powstrzymać ludzkiego głodu. Nie możesz go nawet spowolnić. Samo utrzymanie stałego poziomu kosztuje więcej, niż rasa może sobie pozwolić.
Czytanie mądrości z biblioteki może być ostatnim skrytym zachowaniem, które nie jest ani patologiczne, ani ścigane. To z pewnością ostatnie schronienie przed epidemią w czasie rzeczywistym. Ponieważ strumień narracji przelewa się przez brzegi rzeczywistości. Historia obdziera czytelnika, trzymając go w miejscu, do którego czas nie może dotrzeć. Siła książki leży w jej zdolności do wymazywania nas, rozszerzania się lub kurczenia bez ograniczeń, krążenia wewnątrz siebie bez początku i końca, rzucania wyzwania naszym wyimaginowanym harmonogramom i wystawiania nas na bardziej podstawowe tykanie. Strony, które czytamy, są teraźniejszością, rozwijającą się daleko poza publiczną areną. Dopóki w nich pozostajemy, teraźniejszość okazuje się najbardziej łysym z wynalazków.
Pan Antoni kupił stary mikroskop na pchlim targu w Weronie. Długimi wieczorami, naśladując nauki przyrodnicze, rozstawiał się na dziedzińcu i badał lokalne okazy. Bezsensowna przyjemność, pozbawiona końcówek. Stary contadino z naprzeciwka, od dawna przekonany, że jesteśmy szaleni, nie mógł się oprzeć, żeby nie podejść i nie spojrzeć.
Pokazał mu, gdzie ma umieścić oko. Przyglądał mu się, myśląc, że tak właśnie przywiązujemy się do istnienia. Patrzymy przez rurkę świadomości i widzimy rój na końcu lunety, biorąc to, na co tam natrafiamy, za pełne pole widzenia.
Starzec podniósł oko z soczewki mikroskopu, płacząc.
Mam osiemdziesiąt osiem lat i nigdy nie wiedziałem, co jest w kropli wody.
Najlepszym i najłatwiejszym sposobem, aby las powrócił na jakąkolwiek wykarczowaną działkę, jest nic nie robić — zupełnie nic i robić to krócej, niż mogłoby się wydawać.
Świat jest eksperymentem w wymyślaniu ważności, a przekonanie go co do tego jest
jedynym obowiązkiem. Co się przydarza? Ślepy na rośliny. Klątwa Adama. Widzimy tylko rzeczy, które wyglądają jak my.
Drzewa psadają z spektakularnym łoskotem. Sadzenie odbywa się w ciszy, a wzrost jest niewidoczny.
Pan Antoni również kocha swój własny gatunek — podstępny i samolubny, uwięziony w zamkniętych ciałach, ślepy na inteligencję wokół siebie — a jednak wybrany przez stworzenie, aby wiedzieć.
To jest nauka, i jest warta milion razy więcej niż cokolwiek, co ktokolwiek mógłby ci kiedykolwiek przysiąc.
Jak niestosownie nazywać tę planetę Ziemią, kiedy wyraźnie jest to Ocean.
Bynajmniej jest nadzieja, że drzewo, jeśli upadnie, wypuści pędy ponownie, a jego delikatne gałęzie nie ustaną. Choć korzeń starzeje się w ziemi, a pień obumiera w ziemi, na zapach wody wypuści pąki i wypuści gałęzie. Ale człowiek, człowiek marnieje, umiera i oddaje ducha, a gdzie on jest?
Synapsy w ruchu mają tendencję do pozostawania w ruchu. Synapsy w spoczynku mają tendencję do pozostawania w spoczynku.
Świat był większy, dziwniejszy, bogatszy i bardziej dziki, niż miałem prawo prosić.
Muzyka to system proporcji w służbie duchowego impulsu.
Zygzakuj, gdy myślą, że będziesz zygzakiem.
Muzyka nie polegała na uczeniu się, jak kochać. Chodziło o uczenie się, czego się wyzbyć i kiedy się wyzbyć. Nawet najwspanialszy utwór skończyłby jako strata uboczna w niekończącej się wojnie o gust.
Będzie kochał tę muzykę na śmierć. Za kilka lat będzie prychał na jej sentyment i wyśmiewał jej poruszające progresje. Kiedy już tak pokochasz, jedyną bezpieczną przystanią będzie uraza.
Utrata wielkiej biblioteki w wyniku pożaru to tragedia. Tak sie stało z Aleksandrą. Ale ukryte wprowadzanie tysięcy niemożliwych do wyśledzenia błędów do wiarygodnych książek, błędów wychwytywanych i bez końca rozpowszechnianych przez niestrudzonych badaczy, to koszmar nie do zmierzenia.
Własność i mistrzostwo: nic innego się nie liczy. Ziemia będzie monetyzowana, dopóki wszystkie drzewa nie będą rosły w liniach prostych, trzy osoby nie będą właścicielami wszystkich siedmiu kontynentów, a każdy duży organizm nie zostanie wyhodowany, by go uśmiercić.
W tym cotygodniowym ekstatycznym dotrzymywaniu wiary i składaniu świadectwa Pan Antoni zakochał się w śpiewaniu. Śpiewanie było czymś, co mogło nadać sens osobie. Śpiewanie mogło nadać życiu więcej sensu, niż życie musiało mieć na początku.
Mowa zaskakiwała jego maszynę. Pan Antoni tworzył wszystkie dobrze sformułowane zdania. Ale były puste i wypchane — niczym seksowne biustonosze do nauki języka. Oddzielał rzeczowniki od czasowników, ale bezcielesny nie znał różnicy między rzeczą a procesem, poza tym, jak działały w zdaniach. Jego predykaty były ślubami ze strzelbą. Jego pomysły były tak dekoracyjne jak belki z półdrewnianego drewna, które nie dźwigały żadnego ciężaru budowlanego.
Opierał się metaforze. Poczuł irytację synowskich obciążonych wektorów, gdy dostosowywały się, próbując dostosować się do jego najnowszego kaprysu. – Synu, jesteś wystarczająco głodny, aby zjeść konia. Słowo od przyjaciela ściska ci żołądek w supeł. Zakłopotanie cię kurczy, zdumienie uderza cię na śmierć. Czy cud nie był wystarczający? Dlaczego ludzie muszą mówić wszystko w magazynie mowy, z wyjątkiem tego, co mają na myśli?
Drzewa stoją w sercu ekologii i muszą stanąć w sercu ludzkiej polityki. Ktoś powiedział: Drzewa są niekończącym się wysiłkiem Ziemi, aby przemówić do słuchającego nieba. Ale ludzie — o mój Boże — ludzie! Ludzie mogliby być niebem, do którego Ziemia próbuje przemówić. „Gdybyśmy mogli zobaczyć zieleń, zobaczylibyśmy coś, co staje się coraz ciekawsze, im bliżej jesteśmy. Gdybyśmy mogli zobaczyć, co robi zieleń, nigdy nie bylibyśmy samotni ani znudzeni. Gdybyśmy mogli zrozumieć zieleń, nauczylibyśmy się, jak uprawiać całą potrzebną nam żywność w warstwach trzywarstwowych, na jednej trzeciej powierzchni gruntu, którego potrzebujemy teraz, z roślinami, które chroniłyby się nawzajem przed szkodnikami i stresem. Gdybyśmy wiedzieli, czego chce zieleń, nie musielibyśmy wybierać między interesami Ziemi a naszymi. Byłyby takie same!”
Kolejne kliknięcie przenosi go do następnego slajdu, gigantycznego żłobkowanego pnia pokrytego czerwoną korą, która faluje jak mięśnie. Widzieć zieleń to rozumieć intencje Ziemi. Więc rozważ to. To drzewo rośnie od Kolumbii do Kostaryki. Jako sadzonka wygląda jak kawałek splecionego konopi. Ale jeśli znajdzie dziurę w baldachimie, sadzonka wystrzeliwuje w górę w gigantyczną łodygę z rozszerzającymi się przyporami. Odwraca się, by spojrzeć na obraz przez ramię. To dzwon ogromnej anielskiej trąby, wbity w Ziemię. Tyle cudów, tyle okropnego piękna. Jak mogła opuścić tak idealne miejsce? „Czy wiesz, że każde drzewo liściaste na Ziemi ma kwiaty? Wiele dojrzałych gatunków kwitnie przynajmniej raz w roku. Ale to drzewo, kwitnie tylko raz. Teraz załóżmy, że mógłbyś uprawiać seks tylko raz w całym swoim życiu…” W te i inne słowa Pan Antoni ubierał każde spotkanie z Iwanem.
Pokój się śmieje. Pan Antoni nie słyszy, ale czuje ich nerwy. Jego kręta ścieżka przez las znów się kręci. Nie wiedzą, dokąd zmierza ich przewodnik. Jak stworzenie może przetrwać, poświęcając wszystko na jednonocny seks? Działanie tego drzewa jest tak szybkie i zdecydowane, że go to zadziwia. Widzisz, w ciągu roku od pierwszego kwitnienia umiera. Podnosi wzrok. Pokój wypełnia się ostrożnymi uśmiechami na dziwność tej rzeczy, natury. Jednak jego słuchacze nie potrafią jeszcze powiązać jej chaotycznego przemówienia z czymkolwiek, co przypominałoby remont domu. Okazuje się, że drzewo może oddać więcej niż tylko pożywienie i lekarstwa. Korona lasu deszczowego jest gęsta, a nasiona przenoszone przez wiatr nigdy nie lądują daleko od rodzica. Potomstwo drzewa deszczowe Tichitali, które pojawia się raz w życiu, kiełkuje od razu, w cieniu gigantów, którzy mają zamknięte słońce. Są skazane na zagładę, chyba że stare drzewo upadnie. Umierająca matka otwiera dziurę w koronie, a jej gnijący pień wzbogaca glebę dla nowych sadzonek. Nazwijmy to ostateczną rodzicielską ofiarą. Popularna nazwa tego samobójczego drzewa.
Jagody mogą konkurować o zjedzenie bardziej niż zwierzęta o jagody.
Tato, bardzo chciałbym zejść z krawędzi zdrowego rozsądku, twoim kosztem, i stać się certyfikowanym bezrobotnym, w tym momencie Pan Antoni przywołał w pamięci głos syna.
Drzewo to cudowna rzecz, która daje schronienie, pożywienie i ochronę wszystkim żywym istotom. Oferuje nawet cień drwalom, którzy je niszczą.
Co dziwne Iwanie, w medycynie pracy nie ma nazwy na przymus diagnozowania ludzi, Pan Antoni zdawał się wręcz kontynuować rozmowę z jego wysportowanym synem, ani w tym ani żadnym przyszłym życiu… A jednak widzi syna, gdziekolwiek spojrzy. Takie jest życie. Bywa, że martwi utrzymują żywych przy życiu.
Isstnieje totalna dezorientacja, która staje się status quo, a nikt nie zdaje sobie z tego sprawy.
Najeźdźcy mają historię.
Wczoraj w trzęsieniu ziemi w Myanmar straciło życie tysiąc osób, a tysiące zostało rannych. Aby rozwiązać problem przyszłości, musimy ocalić przeszłość. Moja prosta zasada jest taka: gdy ścinasz drzewo, to co z tego otrzymasz, powinno być co najmniej tak wspaniałe, jak to, co ściąłeś. Nawet najlepsze argumenty na świecie nie zmienią niczyjego zdania. Jedyne, co potrafią, to stworzyć piękną i dobrą historię. Dzięki szalonemu rozwojowi techniki jesteśmy świadkami pięknej historii, ale nie do końca uświadomionej. Tym bardziej więc musimy przekształcić to, co jest i co się nam przydarza na tym świecie, w święte świętych, uczynić nasze własne relacje z naturą i między nami świętymi.
_____
Stanisław Barszczak, In Search of the Wise Man’s Faith
(This is my column about planes, trains, elevators and waiting rooms, ~Stanisław Barszczak)
Anyone who tries to help a butterfly emerge from its cocoon kills it. Anyone who tries to help a bud emerge from its seed destroys it. Anyone who tries to awaken consciousness in someone who is not ready confuses them. „There are some things that cannot be helped, they must happen from within.”
Jane Grey wrote on the eve of her execution 457 years ago:
„If my sins deserve punishment, then at least my youth and my imprudence were worthy of justification. God and my posterity will show me grace.”
The best arguments in the world will not change someone’s mind. The only thing they can do is turn something into a good story… Today we already have a ‚good story.’ All the more reason we must change the world into a holy one.
What you make of a tree should be at least as wonderful as what you cut down.
This is not our world with trees. This is a world of trees that humans have just arrived in.
But humans have no idea what time is. They think it’s a line, spinning for three seconds behind them, then disappearing just as quickly into three seconds of mist just ahead. They don’t see that time is one expanding ring wrapped around another, outward and outward, down to the thinnest skin. Now, most of all depends on the vast mass of everything that has already died.
Humans are not the pinnacle species they think they are. Other creatures—bigger, smaller, slower, faster, older, younger, more powerful—give orders, create air, and eat sunlight. Without them, nothing.
You and the tree in your backyard descend from a common ancestor. You parted ways a billion and a half years ago. But even now, after a vast journey in different directions, that tree and you still share a quarter of your genes.
We discovered that trees can communicate, through the air and through their roots. Common sense has scolded us. We discovered that trees take care of each other. Collective science has rejected that idea. Aliens have discovered that seeds remember the seasons of their childhood and bud accordingly. Aliens have discovered that trees sense the presence of other living things nearby. That a tree learns to conserve water. That trees feed their young and synchronize their masts and shoreline resources, warn relatives and send signals to wasps to come and save them from attacks.
Here is some insider information, you can wait until it is confirmed. The forest knows things. It plugs itself underground. There are brains down there, ones our brains can’t see. Root plasticity, problem-solving and decision-making. Fungal synapses. What else do you want to call it? Connect enough trees and the forest becomes sentient.
Let’s say a planet is born at midnight and lives for a day. At first, there is nothing. Two hours are lost in lava and meteorites. Life does not appear until three or four in the morning. Even then it is only the simplest, self-copying bits. From dawn to late morning—a million million years of branching—there is nothing but lean, simple cells. Then there is everything. Something wild happens shortly after noon. One kind of simple cell enslaves several others. Nuclei receive membranes. Cells develop organelles. What was once a lonely camp grows into a city. The day is two-thirds over when animals and plants part ways. And still life is only single cells. Twilight falls before complex life develops. Every large living thing is a latecomer, appearing after dark. Nine o’clock in the evening brings jellyfish and worms. Later in the same hour comes the explosion—spines, cartilage, an explosion of body form. From one moment to the next, countless new stems and twigs in the spreading crown snap and escape. Plants come ashore just before ten. Then insects, which immediately take to the air. A moment later, quadrupeds crawl out of the tidal mud, carrying on their skin and in their guts the entire worlds of earlier creatures. By eleven, dinosaurs shoot their belt, abandoning mammals, and birds rule for an hour. Somewhere in those last sixty minutes, high in the phylogenetic canopy, life becomes sentient. Creatures begin to speculate. Animals begin to teach their children about the past and the future. Animals learn to perform rituals. Anatomically modern humans appear four seconds before midnight. The first cave paintings appear three seconds later. And in a thousandth of a second, life solves the mystery of DNA and begins to map the tree of life itself. By midnight, most of the globe has been transformed into row crops to nurture and feed one species. And then the tree of life becomes something else again. Then the giant trunk begins to wobble.
There are a hundred thousand species of love, invented individuals
separately, each more ingenious than the last, and each still creating something.
Life has a way of talking to the future. It’s called memory. It’s called genes.
There’s a Chinese saying. „When is the best time to plant a tree? Twenty years ago.” The Chinese engineer smiles. „Good.” „When is the next best time? Now.”
„Ah! Okay!” The smile becomes real. He hasn’t planted anything to this day. But now, this second best time, is long and changes everything.
What does the law convey and why should people, the only ones on the entire planet, have it? Evil is the refusal to see ourselves in others.
Love is a tree with branches forever, roots in eternity and a trunk nowhere
The Greeks had a word, xenia — hospitable friendship — an order to take care of traveling strangers, to open the door to anyone who is there, because anyone passing by, far from home, can be God. Ovid tells the story of two immortals who came to Earth in disguise to cleanse a sick world. No one would let them in except one elderly couple, Baucis and Philemon. And their reward for opening the door to strangers was to live after death as trees—an oak and a lime—huge, graceful, and intertwined. What we take care of will become like us. And what we are like will hold us together when we are no longer ourselves.
Buddha’s words: A tree is a wondrous thing that gives shelter, food, and protection to all living things. It even offers shade to the lumberjacks who destroy it.
No one sees the tree. We see the fruit, we see the nuts (in our era – author’s emphasis), we see the wood, we see the shade. We see the ornaments or the pretty autumn leaves. The obstacles that block the way or destroy the ski slope. The dark, menacing places that need to be cleared. We see the branches that are about to crush our roof. We see the commercial crop. But the trees – the trees are invisible.
A great truth overwhelms me: The trees fall with a spectacular crash. But the planting is silent, and the growth is invisible.
All civilized yards are the same. Every wild yard is wild in its own way, at this moment Anthony, a gray-haired gentleman in the prime of life, entered the kitchen from the garden.
There are four good things worth practicing. Being kind to everything that lives. Remaining balanced and stable. Feeling happy with every creature that is happy. And remembering that every suffering is also yours.
It is so simple, so obvious. Exponential growth within a finite system leads to collapse. But people do not see this. So the authority of people is bankrupt.
Kindness may expect something in return, but that does not make it less kind.
Something shines, a truth so obvious that the words dictate themselves. We are cashing in a billion years of the planet’s savings bonds and squandering them on trinkets.
Trees have been trying to call us for a long time. But they speak on frequencies too low for humans to hear.
When you are sure what you are looking at, look closer.
Life will boil; the seas will rise. The lungs of the planet will be torn out. And the law will allow it, because the harm was never sufficiently inevitable. Inevitable, at the speed of humans, is too late. The law must judge inevitability at the speed of trees.
We have learned a little about a few of them (laws), in isolation. But nothing is less isolated or more social than a tree.
A seed that lands upside down in the ground will roll—sowing roots and stems—in a great turn until it straightens out. But a human child may know that it is pointing in the wrong direction and still think it is worth trying.
Earth will be monetized until all trees grow in straight lines, three people own all seven continents, and every large organism is bred to kill it.
Trees know when we are near. The chemistry of their roots and the smell of their leaves give off changes when we are near… when you feel good after a walk in the forest, you may find that certain species are bribing you.
There have been two kinds of people on Earth: those who could do the math and follow the science, and those who were happier with their own truths. But in the daily practice of our hearts, no matter what schools we went to, we all lived as if tomorrow was a clone of today.
That’s the funny thing about capitalism: the money you lose by firing people is always more important than the money you’ve already made.
People carry with them inherited behaviors and prejudices, provisional holdovers from earlier stages of evolution that follow their own outdated rules. What seem unpredictable, irrational, are in fact strategies created long ago to solve other kinds of problems. We are all trapped in the bodies of cunning, career-climbing opportunists, shaped to survive on the savannah by controlling each other.
What we care about will become similar. And what we are similar to will hold us when we are no longer ourselves.
A leaf of grass is nothing more than a journey of stars.
A tree is a passage between earth and sky.
The history of humanity is the history of increasingly disoriented hunger.
If you want someone to help you, convince them that they have already helped you without saying anything. People will work hard to protect their heritage.
One day you will have to put aside the worn volume and open it to that fragment in the lower right corner, ten pages from the end, that fills you with such sweet and cruel pain.
Life itself is a spectrum disturbance, in which each of us vibrates at some unique frequency in a continuous rainbow.
We do not create reality. We avoid it. By plundering natural capital and hiding the costs. But the bill will come and we will not be able to pay.
Her love of trees spills out of her—their grace, their flexible experiments, their constant variety and surprise. Those slow, deliberate creatures with their extensive vocabularies, each distinctive, shaping each other, raising birds, absorbing carbon, purifying water, filtering poisons from the earth, stabilizing microclimates. Put enough living things together, through the air and underground, and you end up with something with intention.
Two kinds of people. They have much in common, astronomy and childhood. Both are journeys across vast distances. Both seek facts beyond their reach. Both theorize wildly and let possibilities multiply without limit. Both are humbled every few weeks. Both operate from ignorance. Both are bewildered by time. Both are always starting.
Time passes, as the novelist says. Fiction’s most useful trick for our repair and refreshment: conquering time. A century of family saga and an escalator ride can take up as many pages. Fiction sets an arbitrary conversion factor and then changes it in syllables. The narrator’s mother carries her child up the stairs, and the reader follows her for days. But World War I passes in a paragraph, a reading fragment later. It took the author 125 pages to get from Labor Day to Christmas vacation. In six more words, here’s spring.
The job of taste was to dilute the mad rush of human creativity to a manageable level. But the job of appetite was never to be satisfied with taste.
Science isn’t about control. It’s about cultivating a constant state of wonder in the face of something that is forever one step richer and more subtle than our latest theory on the subject. It’s about respect, not mastery.
In fact, one of them is increasingly convinced that the genre’s greatest flaw is its overwhelming tendency to confuse agreement with truth. What a body believes or disbelieves has the greatest influence on what nearby bodies broadcast on the public spectrum. Get three people in a room and they decide that the law of gravity is evil and should be repealed because one of their uncles got drunk and fell off the roof.
I really like learning to construct sentences that are equal to states of mind.
Mr. Anthony left his book open in the living room and, despite his tiredness, returned to the alley from the garden. Now he sits on the ground, leaning against a pine tree. Its bark presses hard against his back, as hard as life. Its needles smell of the air, and its power buzzes in the heart of the forest. Its ears are tuned to the lowest frequencies. The tree says things, words before words.
Just sit quietly, wait and listen, and the world will open up.
– When you buy a novel in your pajamas, there is no turning back, Mr. Anthony tells himself.
Information can travel at the speed of light, but meaning spreads at the speed of darkness.
That’s how it has to be. There will be disasters. Catastrophic failures and massacres. But life is going somewhere. It wants to know itself; it wants the power to choose. He wants solutions to problems that nothing living can solve yet, and is willing to use death to find them.
Mr. Anthony could tell his son about a simple machine that needs no fuel and little maintenance, that constantly absorbs carbon, enriches the soil, cools the ground, purifies the air, and easily scales to any size. Technology that copies itself and even drops food for free. A device so beautiful that it is the subject of poems. If forests could be patented, it would get a standing ovation.
To solve the future, we must save the past. My simple rule is this: when you cut down a tree, what you make from it should be at least as wonderful as what you cut down.
Life is something we have to stop improving. My boy was a pocket universe that I could never understand. Each of us is an experiment, and we don’t even know what the experiment is testing.
Maybe happiness is like a virus. Maybe it’s one of those bugs that sits around for a long time so we don’t even know we’re infected.
It’s phenomenal to be so small and weak, a short-lived creature on a planet with billions of years left to live. Sun and water are questions worth answering endlessly.
Trees are the heart of ecology and must become the heart of human politics.
No one is perfect, he liked to tell his son. But, man, we all fail so beautifully.
Confirmation of others: a disease that will kill an entire race.
Deforestation: a bigger factor in changing the climate than all shipping combined.
This is the thing about an apple: stuck in your throat. It’s a package: desire and understanding. Immortality and death. Sweet pulp with cyanide seeds. It’s a blow to the head that gives birth to entire sciences. A golden, delicious dissonance, a kind of gift thrown into a wedding feast that leads to endless war. It’s the fruit that keeps the gods alive. The first, worst crime, but a lucky coincidence. Blessed is the time when that apple was taken.
You miss half and more. There is always as much below the earth as above it. That is the problem with people, their main problem. Life runs alongside them, invisible.
Listen deeply: most life happens on rocks a million times smaller than ours.
Can you believe where we were? Oh, this planet was good, and we were good too – as good as the burning sun, the sting of the rain, and the smell of living soil – the omnipresent song of endless solutions that signed the air of a changing world that by all accounts should never have existed.
If you are holding a seedling in your hand when the Messiah arrives, first plant it, then go out and greet the Messiah.
Be grateful for everything that still cuts. Dissonance is a beauty that familiarity has not yet destroyed.
We all travel the Milky Way together, trees and people. On every walk in nature, we receive much more than we seek. The clearest path to the universe is the forest wilderness.
A fraction of an ounce of the beech tree now weighs more than it did. But the soil weighs exactly as much as it used to, minus an ounce or two. There is no other explanation: almost the entire mass of the tree comes from the air itself.
In time, every belief will be outgrown. The first lesson of the universe is: never reason on the basis of just one case. Unless you have just one case. In that case: find another.
Music predicts the past, evokes the future. Every now and then the difference disappears, and in one simple gift of circulating sound the ear solves the tangled cryptogram. One lasting rhythm, present and always, and you are free. But a few more bars and the cloak of time will close around you again.
Chance was just an order that you had not yet noticed.
On the table in the living room were dictionaries, reference books, the PWN music encyclopedia, volumes of Gałczyński’s poetry.
Mr. Antoni succumbed to an afternoon siesta, during which he recalled his last trip to Italy.
On the way back south to his beloved Italy, he rattled off all the anger management tricks they had taught him in his professional training. They played out on the Porsche’s windshield like PowerPoint slides. Number one: It’s not about you. Number two: Your plan is not the world’s plan. Number three: The mind can turn hell into heaven, hell into heaven.
Those who contemplate the beauty of the earth find reserves of strength that will last as long as life lasts.
Nine is an age of great transformation. Maybe humanity was nine, not yet an adult, and no longer small, the sage realized, seemingly in control but always on the verge of rage.
Mr. Anton’s son Ivan loved his father’s library. He loved putting books back on the online shelf and having them wrapped in his name when he came to get them. He loved the friendliness of the shelves, their map of the known world. He loved the all-you-can-eat buffet of borrowing. He loved the loan histories embossed on the cover of each book, the record of strangers who had checked them out before him. The library was the best dungeon crawling imaginable: free loot for finding, combined with the joy of leveling up.
A librarian is a service profession. A gas station attendant of the mind.
You can’t go back to something that’s gone. To be human is to confuse a satisfying story with a meaningful story, and to confuse life with something vast with two legs. No: life is mobilized on a much grander scale, and the world fails precisely because no novel can make the competition for the world seem as fascinating as the struggles of a few lost people.
You gave me something I could never have imagined before I met you, continued reading Augustine after his siesta, Mr. Antoni. It’s as if I had the word book, and you put one word in my hands. I had the world’s “game,” and you taught me how to play it. I had the word “life” and then you came along and said, “Oh! You mean this…
There is no certainty. The only sure things are humility and seeing. Control kills, connection heals.
Morning It was magnificent, one of those crystal clear, dry, blue autumn days when the temperature is exactly at the expected level.
Troubles create intelligence? Mr. Anthony would have confirmed that it is. Crisis, change, and upheaval. His voice became sad and wonderful. Then we will never find anyone wiser than us.
For a moment, looking seemed to be something that happens to you every day, not something you do. Another way to put it is: Are you who I think you are? Am I who you think I am?
Look. The wilderness has disappeared. The forests have succumbed to chemically maintained forestry. Four billion years of evolution and that is the end of it. Politically, practically, emotionally, intellectually: humans are all that matters, the final word. You cannot stop human hunger. You cannot even slow it down. Just maintaining a constant level costs more than the race can afford.
Reading wisdom from the library may be the last secretive behavior that is neither pathological nor prosecuted. It is certainly the last refuge from the epidemic in real time. Because the stream of narrative overflows the shores of reality. The story strips the reader, holding him in a place where time cannot reach. The power of the book lies in its ability to erase us, to expand or contract without limit, to circulate within itself without beginning or end, to challenge our imaginary schedules and expose us to more basic ticking. The pages we read are the present, unfolding far beyond the public arena. As long as we remain in them, the present proves to be the baldest of inventions.
Mr. Antoni bought an old microscope at a Verona flea market. In the long evenings, imitating natural science, he would set up in the courtyard and examine local specimens. A senseless pleasure, without endings. The old contadino across the street, long convinced that we were mad, could not resist approaching and taking a look.
He showed him where to place the eye. He watched it, thinking that this was how we attach ourselves to existence. We look through the tube of consciousness and see a swarm at the end of the telescope, taking what we find there for the full field of vision.
The old man raised his eye from the microscope lens, weeping.
I am eighty-eight years old and I have never known what is in a drop of water.
The best and easiest way to make the forest return to any cleared plot is to do nothing—nothing at all, and to do it in a shorter time than it might seem.
The world is an experiment in inventing importance, and convincing it of this is
the only duty. What happens? Blind to plants. Adam’s curse. We see only things that look like us.
The trees grow with a spectacular clatter. Planting is done in silence, and growth is invisible.
Mr. Anthony also loves his own species—insidious and selfish, imprisoned in closed bodies, blind to the intelligence around him—yet chosen by creation to know.
This is science, and it is worth a million times more than anything that any one could ever swear to you.
How improper to call this planet Earth, when it is plainly Ocean.
There is at least hope that the tree, if it falls, will sprout again, and its tender branches will not cease. Though the root grows old in the earth, and the trunk dies in the ground, at the scent of water it will bud and put out branches. But man, man wastes away, dies, and gives up the ghost, and where is he?
Synapses in motion tend to remain in motion. Synapses in repose tend to remain in repose.
The world was larger, stranger, richer, and wilder than I had any right to ask for.
Music is a system of proportions in the service of the spiritual impulse.
Zag when they think you will zag.
Music was not about learning how to love. It was about learning what to get rid of and when to get rid of it. Even the most magnificent piece would end up as collateral damage in an endless war of taste.
He would love this music to death. In a few years he would snort at its sentimentality and mock its moving progressions. Once you have loved it so much, the only safe haven would be resentment.
The loss of a great library to fire is a tragedy. It happened to Alexandra. But the covert introduction of thousands of untraceable errors into reliable books, errors caught and endlessly circulated by tireless researchers, is an unfathomable nightmare.
Ownership and mastery: nothing else matters. The earth will be monetized until all trees grow in straight lines, three people own all seven continents, and every large organism is bred to be killed.
In this weekly ecstatic keeping of faith and bearing witness, Mr. Anthony fell in love with singing. Singing was something that could give meaning to a person. Singing could give life more
sense than life must have had in the beginning.
Speech surprised his machine. Mr. Anthony produced all the well-formed sentences. But they were empty and stuffed—like sexy bras for learning a language. He separated nouns from verbs, but the incorporeal one knew no difference between thing and process, except how they worked in sentences. His predicates were shotgun weddings. His ideas were as decorative as half-timbered beams that bore no structural weight.
He resisted the metaphor. He felt the irritation of the filial encumbered vectors as they adjusted, trying to accommodate his latest whim. “Son, you are hungry enough to eat a horse. A word from a friend twists your stomach into a knot. Embarrassment tightens you, amazement strikes you dead. Wasn’t the miracle enough? Why must people say everything in the storehouse of speech except what they mean?”
Trees are at the heart of ecology and must be at the heart of human politics. Someone said: Trees are the Earth’s endless effort to speak to a listening sky. But people—oh my God—people! People could be the sky to which the Earth is trying to speak. If we could see green, we would see something that becomes more and more interesting the closer we get. If we could see what green is doing, we would never be lonely or bored. If we could understand green, we would learn how to grow all the food we need in three-layer layers, on a third of the land we need now, with plants that would protect each other from pests and stress. If we knew what green wanted, we wouldn’t have to choose between the interests of the Earth and ours. They would be the same!
Another click takes him to the next slide, a giant fluted trunk covered in red bark that rippled like muscles. To see green is to understand the intentions of the Earth. So consider this. This tree grows from Colombia to Costa Rica. As a seedling, it looks like a piece of braided hemp. But if it finds a hole in the canopy, the seedling shoots up into a giant stem with expanding buttresses. He turns to look at the image over his shoulder. It is the bell of a huge angelic trumpet, driven into the Earth. So many wonders, so much terrible beauty. How could it leave such a perfect place? „Do you know that every deciduous tree on Earth has flowers? Many mature species bloom at least once a year. But this tree blooms only once. Now suppose you could have sex only once in your entire life…” In these and other words, Mr. Anthony dressed every meeting with Ivan.
The room laughs. Mr. Anthony does not hear, but he feels their nerves. His winding path through the forest turns again. They do not know where their guide is going. How can a creature survive, sacrificing everything for one-night sex? The action of this tree is so quick and decisive that it amazes him. You see, within a year of its first flowering, it dies. He looks up. The room fills with cautious smiles at the strangeness of this thing, nature. But his listeners can’t yet connect her rambling speech to anything resembling a home renovation. It turns out that a tree can give back more than just food and medicine. The rainforest canopy is dense, and wind-borne seeds never land far from their parent. The once-in-a-lifetime offspring of the Tichitali rain tree sprout immediately, in the shadow of giants who keep the sun out. They are doomed unless the old tree falls. The dying mother opens a hole in the crown, and her rotting trunk enriches the soil for new seedlings. Let’s call this the ultimate parental sacrifice. The popular name for this suicidal tree.
Berries can compete for food more than animals compete for berries.
Dad, I’d really like to step off the edge of sanity, at your expense, and become certified unemployed, at which point Mr. Anthony recalled his son’s voice.
A tree is a wonderful thing that provides shelter, food and protection to all living things. It even offers shade to the lumberjacks who destroy it.
Oddly enough, Ivan, there is no name in occupational medicine for the compulsion to diagnose people, Mr. Anthony seemed to continue talking to his athletic son, neither in this life nor in any future one… And yet he sees his son wherever he looks. Such is life. Sometimes the dead keep the living alive.
There is total disorientation that becomes the status quo, and no one realizes it. Invaders have a history (See, Vladimir Putin).
Yesterday, a thousand people died in the earthquake in Myanmar, and thousands were injured. In order to solve the problem of the future, we must save the past. My simple rule is this: when you cut down a tree, what you get from it should be at least as wonderful as what you cut down. Even the best arguments in the world will not change anyone’s mind. The only thing they can do is create a beautiful and good story. Thanks to the crazy he development of technology we are witnesses to a beautiful history, but not fully conscious. All the more reason for us to transform what is and what happens to us in this world into the holy of holies, to make our own relationships with nature and with each other holy.
(some ideas taken from Richard Powers’ books, emphasis by the author of the column)
____
Stanisław Barszczak, Atonement
I did not yet know anything about the meaninglessness and futility of so-called works of life, but at the age of sixteen or seventeen, thanks to my mother’s constant closeness, I gained an understanding of the tragedy of artistic and spiritual efforts in general. But the world strangely opened up then to solidarity and the Pope from Poland.
Today I only collect relics from that era. There really is nothing left but storms and churches. I keep thinking how late it has become to give life some meaning. Our whole life, if you look at it carefully, is just a miserable calendar of events, from which the last page has finally been torn off. We run away from one, throw ourselves into another and in this way we destroy ourselves (…). We are forever withdrawing, only to finally give up.
Everyone is different, everyone lives differently, dies differently. The catastrophe begins with a person getting out of bed. And then everyday life sets in, sometimes the greatest genius stumbles over the foot of the greatest clown. Eventually, various ideas come to mind. Usually, unfortunately, pathetic ones. In the meantime, I console myself, the most weakened body can be saved by a strong mind or a strong soul, or by both together.
Sixty years ago, writers prophesied: At the turn of the millennium, humanity will no longer be able to think at all, and the process of stupefaction initiated by photography, the result of which is that moving images have become a worldwide habit, will reach its peak. Therefore, it will be completely logical if those who live from thinking and thanks to thinking commit suicide before the turn of the millennium. These words have not come true, thank God.
So-called idleness is completely unimaginable for a spiritual person, a spiritual person is most active when, so to speak, he does nothing. Man does not like freedom, everything else is a lie, he does not know what to do with freedom, he has just obtained it, he is already busy opening chests of drawers with clothes and underwear, tidying up old papers, documents, letters, he goes to the garden, digs it up or runs completely senselessly and purposelessly in any direction and calls it a walk. And where there are children, they are brought up for the famous killing of time, teasing them, scolding them and slapping them so that they cause chaos, which in fact is salvation.
And what could be more terrible than a walk on Saturday afternoon, than visiting relatives or friends, when one satisfies one’s own curiosity and spoils relations with said relatives and friends. And if people read, then in reality they are tormenting themselves with the punishment they have imposed on themselves, and there is nothing funnier than sports, this most beloved alibi for the absolute thoughtlessness of individual people. The weekend is murder for the individual and death for every family.
On Saturday, after work is done, the individual, and therefore everyone, is left completely alone, because people really and truly live their whole lives only by work, they really only have their occupation, nothing more. No person can replace another’s occupation, they do not perish even when they lose the most important, most important, most beloved person, but when their work or occupation is taken away from them, they wither and soon die.
The world is a community of dying. People valued themselves too little and that is why one day, centuries ago, they began to pass themselves off as certificates and titles in order to be able to look themselves in the eye. The mother always pushes the new person out of herself like animal litter and always treats and destroys him like an animal; we are not dealing with people, but with the animal spawn of mothers, which mothers, because of all their animalistic unconsciousness, destroy and annihilate their spawn in the first months and especially in the first years of life, but the mothers are not to blame, because no one has enlightened them, because the interests of societies lie elsewhere than in enlightenment, societies do not think of enlightenment at all, and governments always, in every case, in every country and every state entity, are interested in not enlightening societies, because if they enlightened their own societies, they would very quickly be destroyed by the societies they enlightened; for centuries no one has enlightened societies, and many more centuries will pass during which no one will enlighten them, because enlightening societies would mean their annihilation, so we are dealing with unenlightened parents of lifelong unenlightened children, who will remain unenlightened people forever and will be condemned to complete ignorance for life.
This. what is essential in a man becomes visible only at the moment when we must recognize him as lost to us, at the moment when that man is already saying goodbye to us. Suddenly, he can be seen in everything, in that which in him is an exclusive preparation for final death, his truth can be recognized.
I have simply always owed my momentary victories to the boundless fear of defeat during the act. I often read and discover that what I have read is beautiful. It talks about people who are unhappy. I think Goethe said that whoever knows Rome well will never be unhappy again. So sometimes I write a feuilleton from Rome or from Poland to the contemporary world. And reading, preparing a text, is for me the most bearable of all abominations.
My aunt has gone to her eternal rest, my friends are leaving, who in my case have been the devil for thousands of years, while without them only God would exist. Thanks to them I get to know the whole perfect spectacle, and not just the miserable, mendacious rest, the farce.
I am only able to exist because I oppose myself and in fact I am always against myself. And I keep writing, only to say that from the first moment man escapes from life, which he has known from the first moment, because he knows it, into death, which he does not know. Here I dare say that whoever does not know pre-hell (hell) is a naive, incompetent person. If I felt even the slightest shame, I could not write at all, only a shameless person writes, only a shameless person is capable of grabbing sentences, taking them out of a package and throwing them out quite simply, only an absolute shameless person is authentic.
Now, in spring, I can no longer understand the language of the fields, the dead look at me
with wide eyes and only the river gives an account of heaven… For years of my youth I lived among minds, books and words, which were nothing more than books and writings, in the mustiness of a moldy and dried-up history. But I have become convinced that the world does not repeat itself, and this is thanks to changes in life for what is better, and what is not always modern. I have visited the great cities of the world, a great city, as they say, does not come to anyone’s aid, on the contrary, it constantly tries to get rid of the unfortunates who have come to it in pursuit of a career, to destroy, to annihilate.
We are mistaken in thinking that we are in the truth, and vice versa. Absurdity is the only possible path. I believe because it is absurd, Quia ut absurdum, Anselm of Canterbury said about Christianity. Do you know, sister, brother, that even your sleep kills the face of the sea, the plague-ridden face of a soulless summer… Terrible things demand laughter! After all, everything is laughable when a person thinks about death. I long for solitude all the time, and yet I am alone. I cannot stand solitude, and I talk about it constantly.
Before, it used to happen that everything in me dried up like a riverbed, everything in me became like a dried-up stream of blood. I almost suffocated among hundreds of other, unfortunately mostly absolutely barren minds, because let’s not kid ourselves, the minds we most often have at hand are boring, there is no greater use for them than the company of overgrown potatoes, ‚duck’ heads stuck in pathetic bodies. We hate people, and yet we want to be with them, because only with people and only among people do we have a chance to continue living and not go mad. We don’t last long in solitude, we think we can be alone, we think we can be abandoned, we convince ourselves that we can continue living on our own, I would say, but these are just brain delusions. We think we can do without people, we even believe that we can do without one, single person, and we also imagine that we have only one chance, only when we are alone with ourselves, but these are brain delusions.
Without people we do not have the slightest chance of survival, no matter how many great spirits and old masters we take as companions, they will not replace any human being, after all it is above all these so-called great spirits and so-called old masters who will leave us to ourselves, finally we understand that it was the great spirits and old masters who only mocked us and did so in the most vile way in the world, finally we will find that our relationship with all these great spirits, all these old masters was always based only on mockery. All art in general is nothing more than the art of survival, let us not lose sight of this, it is in sum one, constantly renewed, also moving reason, attempt to cope with this world, in all its disgust, and this, as we know, can only be achieved by constantly resorting to lies and deceit, hypocrisy and self-deception. These images are full of lies and deceit, full of hypocrisy and self-deception, there is nothing else in them, not counting their often brilliant dexterity. All these images are also an expression of the absolute helplessness of man, his inability to cope with himself and with what surrounds him throughout his life.
Life is nothing more than serving a sentence, you have to endure this sentence. For life. The world is a prison with little freedom of movement. Hopes turn out to be an illusion. The moment you are released, you enter the same prison again. You are a prisoner, nothing more.
It does not matter that with age thinking becomes a mechanism of tormenting associations. Man a thinker has the duty to interfere in the course of events from time to time.
Life is a process that is lost, no matter what you do or who you are. But let’s move forward.
Apropos my book entitled When You Are Old. When you get older, you don’t benefit from it, because you understand even more things, and you also get older. All this is not very pleasant. Our Nobel Prize winner Wisława Szymborska once wrote a poem about herself as a teenage girl.
„Me – teenage?
If suddenly, here, now, she stood before me,
would I greet her as a close person,
even though she is foreign and distant to me?
Shed a tear, kiss her on the forehead
for the sole reason
that we have the same date of birth?
The conversation does not flow.
On her poor watch
the time is still unstable and cheap.
On mine it is much more expensive and precise.
Nothing to say goodbye to, a cursory smile
and no emotion.
Only when he disappears
and leaves his scarf in a hurry.
A scarf made of real wool,
in colorful stripes
by our mother
crocheted for her.
I still keep it.”
(End of poem)
In the third millennium the world can do the most for human civilization, I think. Do you know that throughout my life I have devoted more and more interest to old and very old people, not to young people, because I was young myself. Everything comes with age, I have always thought and drawn the greatest benefits from it, I do not hesitate to say that I have derived the greatest profits from it. Old age has always attracted my curiosity, not youth, which I knew quite directly, as it seems to me…
Besides, young-old, these concepts need to be refreshed. After all, we do not have to be together with someone to feel more connected to them than to anyone else in the world. A funeral can be the beginning of the only friendship.
It is known, however, that the art of funerals, especially in the countryside, is the highest art.
And the crimes that are committed in educational institutions on charges everywhere in the world are always committed in the name of some extraordinary personality, regardless of whether that personality is called Hitler or Jesus and so on. In the name of this praised, adored one, the most serious crimes are committed against adolescents, and there will always be praised, adored, extraordinary personalities, regardless of their nature, and the most serious educational crimes committed against adolescent humanity, as well as education.
Violent crimes are rare in the idyllic Valley in Montana. So when twenty-eight-year-old Eli March is falsely accused of attempted murder and assaulting a police officer, rumors spread like wildfire in the small community. Eli soon painfully realizes that the promise of a fair trial is just… A rumor about justice.
As you know, I write… Did you have a specific goal in mind when you started writing? Was there a specific message or meaning you wanted to convey to your readers when they finished reading it? Or is there a specific theme to this or that story?
„When You’re Old,” honestly, was a book I had to write. I had been through a lot of hard times and had faced a lot of loss in my life, and I felt helpless in the world. So I put the characters in a similar situation, but I made them more powerful than I felt. I gave them permission to not only feel rage and grief and all the emotions we suppress, but I also encouraged their dark impulses. I gave them a world where they could act out to the most insane degree. In life, someone can be a monster, just because they’re here. It was empowering, fun, sexy and exciting, and I hope it will be the same for readers.
When I read, I love collecting quotes – whether they’re funny, culinary, or have personal meaning to me… Men have always been allowed in fiction and in life to just be who they are, no matter how dark or scary that might be. But with a woman, we expect an answer, a reason.
I love Christmas because everyone wears masks all the time. But one night a year, they do it openly… The hidden parts of the world are revealed, if only for one night. And the things that are really dark , are a little less lonely. We are who we are, after all. And I am a dead Bunny, I am a fly, I am a wolf, and I am often the worst nightmare of every wise man.
Archbishop Fulton Sheen, my favorite witness of Jesus, said: “Seven centuries before it was foretold that our Lord would be so wounded for our sins that ‘we should think of Him as a leper, and as one smitten by God and suffering.’ The time has come for the fulfillment of that prophecy. Omnipotence is tied to the pillar at the hour of His death, as He was wrapped in swaddling clothes at the hour of His birth. The scourging at the pillar must have been terrible, for whenever our Lord foretold His suffering, He always referred especially to His scourging, as if to emphasize the outrage of His suffering. St. Peter, after the Resurrection, recalling how he stood in the outer court listening to the thongs falling on His body, and yet hearing that our Lord did not complain, wrote: ‘When they reviled Him, He reviled not; when He suffered, He threatened not.’ The scourging is an act of satisfaction for excessive punishment. „The body is for the Lord.” In the only satisfaction for self-indulgence, His body, as the second Ark of the Covenant, is exposed to the eyes of blasphemers, as the Bride of souls now becomes the plaything of mockers. How many stripes He received, no one knows. The prophet foretold that He would be so scourged that the bones of His body would be numbered. We are saved by other stars and stripes than those on the flag; namely, by the stars and stripes of Christ, by whose stars we are illuminated—by whose stripes we are healed.” (Archbishop Fulton Sheen)
There is no finished painting, no finished book, no finished piece of music, I suppose, that is the truth. None of these world-famous masterpieces, no matter whose, are truly whole and perfect. And that calms me down. That is what makes me happy, in fact. I am just convinced over and over again that the Whole does not exist, that there is no finite perfection, that we are capable of living on. Readers can find out more about me, they can sign up for the mailing list on my website!
Author’s page on WordPress.com:
S Barszczak: books, biography, latest updates on Facebook, I wish you entry into my literary chaos. Thank you very much!! I appreciate your support very much!!
Stanisław Barszczak, Zadośćuczynienie
Nie wiedziałem jeszcze nic o bezsensowności i bezskuteczności tak zwanych dzieł życia, ale w wieku szesnastu czy siedemnastu lat zyskałem jednak dzięki nieustannej bliskości matki pojęcie o tragizmie w ogóle artystycznych i duchowych usiłowań. Ale świat jednak przedziwnie otworzył się wtedy na solidarność i papieża z Polski.
Dziś z tamtej epoki zbieram zaledwie relikwie. Już naprawdę nie ma nic oprócz burzy i kościołów. Cały czas myślę jak późno się zrobiło nadać życiu jakiś sens. Całe nasze życie, jeśli przyjrzeć mu się dokładnie, jest tylko marnym kalendarzem zdarzeń, z którego została wreszcie zerwana ostatnia kartka. Uciekamy od jednego, rzucamy się w drugie rzeczy i w ten sposób się niszczymy. Wiecznie tylko się usuwamy, po to by w końcu dać za wygraną.
Każdy jest inny, każdy żyje inaczej, inaczej umiera. Katastrofa zaczyna się od tego, że człowiek wstaje z łóżka. A potem nastaje codzienność, bywa wtedy, że największy geniusz potyka się o nogę
największego błazna. W końcu przychodzą nam do głowy różne pomysły. Na ogół niestety żałosne. Tymczasem pocieszam się, najbardziej osłabione ciało może zostać uratowane przez silny umysł albo silną duszę, albo przez nie razem.
Sześćdziesiąt lat temu pisarze prorokowali: Na przełomie tysiacleci ludzkość nie będzie już wcale potrafiła myśleć, a zapoczątkowany przez fotografię proces ogłupiania, czego skutkiem jest to, że ruchome obrazy stały się ogólnoświatowym przyzwyczajeniem, osiągnie punkt szczytowy. Toteż będzie zupełnie logiczne, jeśli ci, którzy żyją z myślenia i dzięki myśleniu popełnią samobójstwo jeszcze przed przełomem tysiącleci. Nie spełniły się te słowa, dzięki Bogu.
Tak zwane nieróbstwo jest dla człowieka duchowego w ogóle niewyobrażalne, człowiek duchowy jest najbardziej aktywny wtedy, gdy, by tak rzec – nic nie robi. Człowiek nie lubi wolności, wszystko inne to kłamstwo, nie wie co począć z wolnością, ledwie ją uzyskuje, już zajmuje się otwieraniem komód z ubraniami i bielizną, porządkowaniem starych papierów, dokumentów, listów, idzie do ogrodu, okopuje go albo biegnie całkiem bez sensu i celu w byle jakim kierunku i nazywa to spacerem. A tam, gdzie są dzieci, wychowuje się je dla osławionego zabicia czasu, drażniąc je, łając i policzkując, żeby powodowały chaos, który w istocie rzeczy jest ocaleniem.
A cóż może być straszniejsze niż spacer w sobotnie popołudnie, niż wizyty u krewnych lub znajomych, kiedy to zaspokaja się własną ciekawość i psuje stosunki z tymiż krewnymi i znajomymi. Jeśli zaś ludzie czytają, to w rzeczywistości się zadręczają nałożoną sobie samym karą, i nie ma nic śmieszniejszego niż sport, to najulubieńsze alibi dla absolutnej bezmyślności poszczególnych ludzi. Weekend jest zabójstwem dla jednostki i śmiercią dla każdej rodziny.
W sobotę, po zakończeniu pracy, poszczególny człowiek, a więc każdy, zostaje zupełnie sam, ponieważ ludzie tak naprawdę i rzeczywiście żyją przez całe życie jedynie pracą, tak naprawdę mają tylko swoje zajęcie, nic więcej. Żaden człowiek nie może drugiemu zastąpić zajęcia, nie ginie on nawet wtedy, gdy straci najistotniejszego, najważniejszego, najukochańszego człowieka, ale kiedy odebrać mu pracę czy zajęcie, usycha i niebawem umiera.
Wspólnotą umierania jest świat.
Ludzie zbyt nisko cenili samych siebie i dlatego pewnego dnia, już przed wiekami zaczęli podawać się za świadectwa i tytuły, by móc sobie samym spojrzeć w oczy. Matka zawsze zawsze wypycha z siebie nowego człowieka niczym zwierzęcy pomiot i zawsze traktuje go i niszczy jak zwierzę; nie mamy do czynienia z ludźmi, lecz ze zwierzęcymi pomiotami matek, które to matki z powodu całej animalistycznej nieświadomości niszczą i unicestwiają swoje pomioty już w pierwszych miesiącach, a przede wszystkim w pierwszych latach życia, jednakże matki nie ponoszą winy, ponieważ nikt ich nie oświecił, w interesie społeczeństw leży bowiem co innego niż oświecanie, społeczeństwa w ogóle nie myślą o oświecaniu, a rządy zawsze, w każdym przypadku, w każdym kraju i każdym tworze państwowym są zainteresowany tym, aby nie oświecać społeczeństw, gdyby bowiem oświecały własne społeczeństwa, zostałyby bardzo szybko zniszczone przez oświecone przez siebie społeczeństwa; całe stulecia nikt nie oświecał społeczeństw, i minie jeszcze wiele wieków, przez które nikt ich nie będzie oświecał, ponieważ oświecenie społeczeństw oznaczałoby ich unicestwienie, mamy więc do czynienia z nieoświeconymi rodzicami dożywotnio nieoświeconych dzieci, które na zawsze pozostaną nieoświeconymi ludźmi i dożywotnio będą skazane na całkowitą niewiedzę.
To. co istotne w człowieku, uwidacznia się dopiero w chwili, kiedy musimy uznać go za straconego dla siebie, w chwili, gdy ów człowiek już się z nami żegna. Naraz można go we wszystkim ujrzeć w tym, co w nim jest wyłącznym przygotowaniem na ostateczną śmierć, można rozpoznać jego prawdę.
Zwycięstwa chwilowe zawdzięczałem po prostu zawsze bezgranicznemu w trakcie czynu lękowi przed porażką. Często czytam i odkrywam, że to, co przeczytałem, jest piękne.Mówi się tam o ludziach, który są nieszczęśliwi. Chyba Goethe powiedział zaś, że kto poznał dobrze Rzym, nigdy już nie będzie nieszczęśliwym. Więc piszę czasem felieton z Rzymu albo z Polski do współczesnego świata. A czytanie, przygotowywanie tekstu, jest dla mnie jeszcze najznośniejszą ze wszystkich obrzydliwości.
Odeszła na wieczny spoczynek Ciotka, odchodzą znajomi, którzy tworzą w moim przypadku od tysiącleci diabła, gdy tymczasem bez nich istniałby tylko Pan Bóg. Dzięki nim poznaję całe doskonałe widowisko, a nie tylko nędzną, zakłamaną resztę, czyli farsę.
Tylko dlatego zdolny jestem istnieć, że przeciwstawiam się sobie i faktycznie jestem zawsze przeciw sobie. I piszę wciąż, tylko po to, żeby powiedzieć, że człowiek od pierwszej chwili ucieka z życia, które od pierwszej chwili zna, dlatego że je zna, w śmierć, której nie zna. Tutaj śmiem twierdzić, że kto nie zna przedpiekła (piekła), jest człowiekiem naiwnym, niekompetentnym. Gdybym odczuwał choćby najmniejszy wstyd, nie mógłbym w ogóle pisać, pisze tylko bezwstydnik, tylko bezwstydnik zdolny jest chwytać zdania, wyjmować je z paczki i rzucać całkiem po prostu, tylko absolutny bezwstydnik jest autentyczny.
Teraz, wiosną, nie potrafię już zrozumieć mowy pól, zmarli przyglądają mi się
rozszerzonymi oczyma
i tylko rzeka zdaje sprawę z nieba… Przez lata młodości żyłem pośród umysłów, książek i słów, niebędących niczym więcej jak tylko książkami i pismami, w stęchliźnie spleśniałej i zasuszonej historii. Ale przekonałem się, że świat się nie powtarza, a to dzięki zmianom w życiu na to, co lepsze, a co nie zawsze jest nowoczesne. Odwiedziłem wielkie miasta świata, wielkie miasto nikomu, jak to się mówi, nie przychodzi z pomocą, wręcz przeciwnie , nieustannie stara się pozbyć nieszczęśników przybyłych do niego w pogoni za karierą, zniszczyć, unicestwić.
Jesteśmy w błędzie, sądząc, że jesteśmy w prawdzie, i odwrotnie. Absurdalność to jedyna możliwa droga. Wierzę, ponieważ to absurd, Quia ut absurdum, mawiał o chrześcijaństwie Anzelm z Canterbury. Czy wiesz siostro, bracie, że nawet sen twój uśmierca twarz morza, twarz zadżumioną bezdusznego lata… Rzeczy straszne domagają się śmiechu! Przecież wszystko jest śmiechu warte, kiedy człowiek pomyśli o śmierci. Przez cały czas tęsknię do samotności, a przecież jestem sam. Nie znoszę samotności a nieustannie o niej mówię.
Wczesniej bywało, że wszystko wysychało we mnie jak łożysko rzeki, wszystko we mnie stawało się jak wyschnięty potok krwi. Prawie się dusiłem pośród setek innych, w olbrzymiej większości niestety absolutnie jałowych głów, nie oszukujmy się bowiem, umysły, które mamy najczęściej pod ręką, są nudne, nie ma z nich większego pożytku niż z towarzystwa przerośniętych ziemniaków, ‚kaczych’ łbów wetkniętych w żałosne ciała.
Nienawidzimy ludzi, a mimo to chcemy być razem z nimi, ponieważ tylko z ludźmi i tylko pośród ludzi mamy szansę żyć dalej i nie oszaleć. W samotności nie wytrzymujemy zbyt długo, sądzimy, że możemy być sami, sądzimy, że możemy zostać opuszczeni, wmawiamy sobie, że możemy sami dalej żyć, powiedziałbym, ale to tylko rojenia mózgu. Sądzimy, że obędziemy się bez ludzi, wierzymy wręcz, że obędziemy się nawet bez jednego, jedynego człowieka, i uroiliśmy też sobie, że mamy tylko jedną szansę, tylko wtedy, kiedy jesteśmy sami z sobą, ale to są rojenia mózgu. Bez ludzi nie mamy najmniejszej szansy przetrwania, choćbyśmy sobie nie wiem ilu wielkich duchem i dawnych mistrzów wzięli za towarzyszy, oni nie zastąpią żadnej istoty ludzkiej, w końcu to właśnie przede wszystkim ci tak zwani wielcy duchem i tak zwani dawni mistrzowie zostawią nas samym sobie, w końcu pojmujemy, że właśnie wielcy duchem i dawni mistrzowie z nas tylko szydzili i to najnikczemniej w świecie, w końcu stwierdzimy, że nasz związek ze wszystkimi tymi wielkimi duchem, wszystkimi tymi dawnymi mistrzami oparty był zawsze tylko na szyderstwie. Cała sztuka w ogóle nie jest niczym innym jak sztuką przetrwania, nie traćmy tego sz oczu, jest ona w sumie jedną, nieustannie ponawianą, poruszającą również rozum, próbą uporania się z tym światem, w całej jego obrzydliwości, a tego, jak wiadomo, dokonać można, jedynie ustawicznie uciekając się do kłamstwa i zakłamania, obłudy i oszukiwania samego siebie. Te obrazy pełne są kłamstwa i zakłamania, pełne obłudy i oszukiwania samego siebie, niczego poza tym w nich nie ma, nie licząc ich jakże często genialnej zręczności. Wszystkie te obrazy są ponadto wyrazem absolutnej bezradności człowieka, niemożności uporania się przez niego z sobą i z tym, co przez całe życie go otacza.
Życie nie jest niczym innym jak odsiadywaniem kary, musisz wytrzymać tę odsiadkę. Dożywotnio. Świat jest więzieniem z niewieką swobodą ruchów. Nadzieje okazują się ułudą. W chwili kiedy cię zwalniają, wkraczasz znowu do takiego samego więzienia. Jesteś więźniem, nikim więcej.
To nic, że z wiekiem myślenie staje się mechanizmem udręki skojarzeń. Człowiek myślący ma od czasu do czasu obowiązek ingerowania w bieg wydarzeń.
Życie to proces, który się przegrywa, bez względu na to, co się robi i kim się jest. Ale idźmy naprzód.
A propos mojej książki pt. Kiedy będziesz stary. Kiedy się starzejesz, nie odnosisz z tego korzyści, ponieważ rozumiesz jeszcze więcej rzeczy, a także się starzejesz. To wszystko nie jest zbyt przyjemne. Nasza noblistka Wisława Szymborska kiedyś napisała wiersz o sobie jako kilkunastoletniej dziewczynce.
„Ja – kilkunastoletnia?
Gdyby nagle, tu, teraz, stanęła przede mną,
czy miałabym ją witać jak osobę bliską,
chociaż jest dla mnie obca i daleka?
Uronić łezkę, pocałować w czółko
z tej wyłącznie przyczyny,
że mamy jednakową datę urodzenia?
Rozmowa się nie klei.
Na jej biednym zegarku
czas chwiejny jeszcze i tani.
Na moim dużo droższy i dokładny.
Na pożegnanie nic, zdawkowy uśmiech
i żadnego wzruszenia.
Dopiero kiedy znika
i zostawia w pośpiechu swój szalik.
Szalik z prawdziwej wełny,
w kolorowe paski
przez naszą matkę
zrobiony dla niej szydełkiem.
Przechowuję go jeszcze.”
(skróciłem wiersz, podkr.autora)
W trzecim tysiącleciu świat może zrobić najwięcej dla cywilizacji ludzkiej, uważam.
Czy wy wiecie, że przez całe życie coraz więcej zainteresowania poświęcałem ludziom starym i bardzo starym, a nie młodym, bo młodzieżą byłem przecież sam, kiedy byłem młody. Wszystko przychodzi z wiekiem, myślałem zawsze i ciągnąłem z tego jak największe korzyści, nie waham się powiedzieć, że czerpałem z tego największe profity. Starość przyciągała zawsze moją ciekawość, nie młodość, którą znałem przecież zupełnie bezpośrednio, jak mi się zdaje…
Zresztą młody-stary, te pojęcia trzeba odświeżyć. Nie musimy przecież być z kimś razem, żeby czuć się z nim związanym bardziej niż z kimkolwiek w świecie. Pogrzeb może być początkiem jedynej przyjaźni.
Wiadomo jednak, że sztuka pogrzebowa, zwłaszcza na wsi, jest najwyższą sztuką.
Przestępstwa zaś, które wszędzie na całym świecie popełnia się w zakładach wychowawczych na podopiecznych, są zawsze popełniane w imię jakiejś niepospolitej osobowości, bez względu na to, czy ta osobowość nazywa się Hitler czy Jezus i tak dalej. W imię owego opiewanego, wielbionego popełnia się najcięższe zbrodnie na dorastających ludziach, a zawsze będą istnieć opiewane, wielbione, niepospolite osobowości wszystko jedno jakiej naturyi najcięższe zbrodnie wychowawcze popełniane na dorastającej ludzkości, a także wychowanie.
Przestępstwa z użyciem przemocy zdarzają się rzadko w idyllicznej Dolinie w Montanie. Kiedy więc dwudziestoośmioletni Eli March zostaje fałszywie oskarżony o usiłowanie morderstwa i napaść na policjanta, plotki rozprzestrzeniają się lotem błyskawicy w małej społeczności. Wkrótce Eli boleśnie zdaje sobie sprawę, że obietnica sprawiedliwego procesu jest tylko… Plotką o sprawiedliwości.
Jak wiecie piszę… Czy miałeś szczególny konkretny cel, kiedy zacząłeś pisać? Czy była jakaś konkretna wiadomość lub znaczenie, które chciałeś przekazać czytelnikom, kiedy skończą ją czytać? A może jest jakiś konkretny motyw przewodni tej czy innej historii?
„Kiedy będziesz stary”, szczerze mówiąc, to była książka, którą musiałem napisać. Przeżywałem ciężkie chwile i mierzyłem się z wieloma stratami w swoim życiu, czułem się bezradny na świecie. Więc umieściłem bohaterów w podobnej sytuacji, ale sprawiłem, że byli potężniejsi, niż ja czułem. Dałem im pozwolenie nie tylko na odczuwanie wściekłości, żalu i wszystkich emocji, które w sobie tłumimy, ale także zachęcałem do mrocznych impulsów. Dałem im świat, w którym mogli działać w najbardziej szalonym stopniu. W życiu ktoś może być potworem, po prostu dlatego, że jest tutaj. To było wzmacniające, zabawne, seksowne i ekscytujące, i mam nadzieję, że tak samo będzie z czytelnikami.
Kiedy czytam, uwielbiam zbierać cytaty – czy to dlatego, że są zabawne, kulinarne, czy mają dla mnie osobiste znaczenie… Mężczyznom zawsze pozwalano w fikcji i w życiu być po prostu tym, kim są, bez względu na to, jak mroczne lub przerażające to może być. Ale w przypadku kobiety oczekujemy odpowiedzi, powodu.
Uwielbiam Święta, ponieważ cały czas wszyscy noszą maski. Ale jednej nocy w roku robią to otwarcie… Ukryte części świata zostają odsłonięte, choćby na jedną noc. A te rzeczy, które są naprawdę mroczne, są trochę mniej samotne. Jesteśmy tym, kim jesteśmy, po wszystkim. A ja jestem martwym Króliczkiem, jestem muchą, jestem wilkiem i jestem niejednokrotnie najgorszym koszmarem każdego mądrego człowieka.
Arcybiskup Fulton Sheen, mój ulubiony świadek Jezusa, powiedział:
„Siedem wieków wcześniej przepowiedziano, że nasz Pan będzie tak zraniony za nasze grzechy, że ‚pomyślelibyśmy o Nim jak o trędowatym i jak o uderzonym przez Boga i cierpiącym’. Nadszedł czas na wypełnienie się tej przepowiedni. Wszechmoc jest przywiązana do filaru w godzinie Jego śmierci, tak jak był owinięty w pieluszki w godzinie Swoich narodzin. Biczowanie przy filarze musiało być straszne, ponieważ kiedykolwiek nasz Pan przepowiadał Swoją mękę, zawsze odnosił się szczególnie do swojego biczowania, jakby chciał podkreślić oburzenie Swojego cierpienia. Święty Piotr, po Zmartwychwstaniu, przypominając sobie, jak stał na dziedzińcu zewnętrznym słuchając spadających na Jego ciało rzemieni, a mimo to słyszał, że nasz Pan nie narzeka, napisał: ‚Ģdy Mu złorzeczono, nie złorzeczył; gdy cierpiał, nie groził’. Biczowanie jest aktem zadośćuczynienia za nadmierny kult ciała. ‚Ciało jest dla Pana’. Przez jedyne zadośćuczynienie za pobłażanie sobie, Jego ciało, jako druga Arka Przymierza, zostaje ujawnione oczom bluźnierców, jak Oblubienica dusz staje się teraz zabawką szyderców. Ile uderzeń otrzymał, nikt nie wie. Prorok przepowiedział, że zostanie tak wychłostany, że kości Jego ciała zostaną policzone. Jesteśmy zbawieni przez inne gwiazdy i pasy niż te na fladze; mianowicie przez gwiazdy i pasy Chrystusa, przez którego gwiazdy jesteśmy oświetleni – przez którego pasy jesteśmy uzdrowieni.” (Arcybiskup Fulton Sheen)
Nie istnieje żaden skończony obraz, żadna skończona książka, żaden skończony utwór muzyczny, mniemam, taka jest prawda. Żadne z tych arcydzieł światowej sławy, obojętne czyje, nie jest w rzeczy samej całe i doskonałe. I to mnie uspokaja. To mnie w gruncie rzeczy uszczęśliwia. Tylko wciąż na nowo przekonuję się, że Całość nie istnieje, że nie ma skończonej perfekcji, jesteśmy w stanie żyć dalej. Czytelnicy mogą dowiedzieć się o mnie więcej, mogą zapisać się na listę mailingową na mojej stronie internetowej!
Strona autora na WordPress.com:
S Barszczak: książki, biografia, najnowsze aktualizacje na Facebooku, życzę wejścia w mój literacki chaos. Dziękuję bardzo!! Bardzo doceniam wsparcie…
____
Stanisław Barszczak, Truancy is not my path, Hołownia is taking a leave of absence for the campaign.
Regarding Polexit, Marshal Szymon Hołownia informed about his idea in January. – I intend to prepare a bill that will complicate the process of a possible Polexit – he said then. At the beginning of February, the bill was submitted to the Sejm.
– This is a very necessary bill. Even if politicians declare today that they do not plan to postulate Poland’s exit from the EU, what if they change their minds tomorrow? Today, the procedure for leaving the EU can be initiated by a simple majority vote, with half of the MPs present. For Polexit, 116 MPs are enough. Hołownia has a plan, a „double referendum” on the table. In practice, 116 MPs in the chamber are enough to be able to vote on such a fundamental matter. We believe that there should be more safety valves and that is why we want to fill this gap by changing the regulations – explains Paweł Śliz, head of the Polska 2050 club, in an interview with Interia. Marshal Hołownia also wonders whether if a similar safeguard in the form of a double referendum had been in place in Great Britain, Brexit might not have happened. The draft of the aforementioned act would consist in the fact that formally the first decision would concern submitting a draft decision to the president on leaving the EU, and the second one would concern the ratification of such an agreement. „Truancy is not my path”, so I will say that I feel like a Holocaust survivor in Polish reality. No one will defend us if we do not defend ourselves. This Lent, the Editor-in-Chief of „Niedziela”, Rev. Dr. Jarosław Grabowski, encourages the ability to distinguish good from evil. „Someone may say – he writes – It may be sad, but good or evil should be sought first and foremost in oneself… striving to be good requires effort, and evil is an easy task, giving up oneself.” (see No. 11, 2025) Unfortunately, it happened, the Sejm decided to adopt a resolution on the East Shield. The resolution of the European Parliament of March 12 on strengthening the EU’s defense was supported. American soldiers are to leave Ukraine, while British soldiers may find themselves in Ukraine. Restless on the border with Germany. This year, Poles should choose „together or separately”, whether alone or with the European Union. Meanwhile, despite our wealth, we are lagging behind, when it comes to defense, the Member States do not want to pay more than 2 percent of GDP to the EU treasury. How far will our civic tolerance go? I am not able to say, because we all make mistakes. Different behaviors, different relationships have taken over the modern world. And this would be another of our fears: that Life will not turn out to be like Literature. As you know, I have become a „pen-doctor”. Here I would like to say to the Poland of tomorrow, in a merely amateur way. How often do we tell the story of our lives? How often do we adapt it, embellish it, make sly cuts? And the longer life lasts, the fewer there are around us who question our story, remind us that our life is not our life, but the story we have told about our life. Told to others, but – mainly – to ourselves. Too much certainty all around! History is a certainty that arises when the imperfections of memory meet the imperfections of documentation. What you ultimately remember is not always the same as what you witnessed. It seems to me that this may be one of the differences between youth and age: when we are young, we invent a different future for ourselves; when we are old, we invent a different past for others. Books say: she did it because. Life says: she did it. Books are a place where things are explained to you; life is a place where things are not explained. I am not surprised that some people prefer books.
Books give meaning to life. The only problem is that the life they give meaning to is the life of others, never your own. Women plot when they are weak, they lie from fear. Men plot when they are strong, they lie from arrogance. Being stupid, selfish, and having good health are the three conditions of happiness – though if stupidity is lacking, the others are useless. The greatest patriotism is „telling” your country when it is dishonorable, stupid, malicious. I certainly believe that we all suffer wrongs, in one way or another. How could we not, except in a world of ideal parents, siblings, neighbors, companions? And then there is the question on which so much depends, how we respond to wrongs: whether we approve of them or suppress them, and how they affect our relationships with others. Most often we pass over the heart of the matter in silence. Some acknowledge wrongs and try to alleviate them; some spend their lives trying to help others who have been wronged; and there are those whose main concern is to avoid further harm to themselves, at all costs. And they are the ruthless ones to watch out for. We live in a time that holds us and shapes us – but I have never felt that I understood it well. And I do not mean theories about how time bends and retracts, or can exist where and elsewhere in parallel versions. No, I mean the ordinary, everyday time that clocks and watches assure us passes regularly: the tick-tock, the clock click. Is there anything more probable than the second hand? And yet the slightest pleasure or pain is enough to teach us the malleability of time. Some emotions speed up, others slow down; sometimes time seems to disappear—until the final point when it really does disappear, never to return. Yes, of course we were pretentious—what else is youth for? Sometimes I think the purpose of life is to reconcile us to its ultimate loss by wearing us out, by proving, however long it takes, that life is not what it seems. When you are young—when I was young—you want your emotions to be like the ones you read about in books. You want them to turn your life upside down, to create and define a new reality. Later, I think, you want them to do something softer, something more practical: you want them to support your life as it is and has become. You want them to tell you that everything is all right. And is there anything wrong with that? Does character develop over time? In novels, of course: otherwise there wouldn’t be much of a story. But in life? Sometimes I wonder. Our attitudes and opinions change, we develop new habits and quirks; but that’s different, more like decoration. Perhaps character is like intelligence, except that the peak of character comes a little later: say, between the ages of twenty and thirty. And then we’re left with what we have. We’re alone. If so, that would explain many lives, wouldn’t it? And also—if that’s not too lofty a word—our tragedy. I know this much: there’s objective time, but also subjective time, the kind you wear on the inside of your wrist, next to where your pulse is. And that personal time, which is real time, is measured in your relation to memory. I remember a period in my late adolescence when my mind was drunk on images of adventure. That’s how it would be when I grew up. I would go there, I would do this, I would discover that, I would love her, and then her, her, and her. I would live as people in novels live and have lived. Which I wasn’t sure of, only that passion and danger, ecstasy and despair (but then even more ecstasy) would be present. But… who said that about „the smallness of life that art magnifies”? There was a moment in my late twenties when I admitted that my adventurousness had long since faded. I would never do the things I had dreamed of doing as a teenager. Instead, I would mow the lawn, go on vacations, have my own life. But time… how time first grounds us, then confuses us. We thought we were mature when we were only safe. We imagined we were responsible, but we were only cowards. What we called realism turned out to be a way of avoiding things, rather than facing them. Our time… give us enough time and our best-reasoned decisions will seem shaky, our certainties capricious. It seems that we are grieving. And you come out of it, it is true. After a year, after five. But you don’t come out of it like a train coming out of a tunnel, tearing through the hills towards the sun and that fast, rattling descent to the canal; you come out of it like a seagull coming out of an oil slick. You are rubbed and feathered for life. Women have been brought up to believe that men are the answer. They were not. They were not even one of the questions. History is not the lies of the victors, I would assure you; I know that now. It is rather the memories of the survivors, most of whom are neither victors nor vanquished. I wanted life not to occupy my mind too much, and I succeeded—and how pathetically so. When you read a great book, you don’t escape from life but immerse yourself more deeply in it. It may be a superficial escape—to other countries, customs, speech patterns—but you actually deepen your understanding of the subtleties, paradoxes, joys, pains, and truths of life. Reading and life are not separate but symbiotic. A writer must be universal in sympathy and outcast in nature: only then can he see clearly. A friend who is no longer with us was afraid of me as many men are afraid of women: because their mistresses (or wives) understand them. Some men are barely adults: they want women to understand them and to that end they tell them all their secrets; and then, when they are properly understood, they hate their women for understanding them. I thought of the things that had happened to me over the years and how little I had made happen. What did I know about life, I who had lived so carefully? Who neither won nor lost, but just let life happen to him? Who had ordinary ambitions and was too quick to be satisfied not to achieve them? Who avoided getting hurt and called it the ability to survive? Who paid the bills, got on well with everyone as far as possible, for whom ecstasy and despair soon became just words once read in novels? Someone whose self-criticisms never really hurt? Well, there was much to ponder, while I endured a special kind of remorse: after all, I too had fallen victim, as it were, to someone who always thought he knew how to avoid getting hurt—and had been hurt precisely because of it. This is one of the central problems of history. The question of subjective and objective interpretation, the fact that we must know the historian’s history in order to understand the version that is presented to us. The more you learn, the less you fear. „Learn” not in the sense of academic study, but in the practical sense of life. When we fall in love, we hope—both selfishly and altruistically—that we will finally, truly be seen: judged and accepted. Of course, love doesn’t always bring approval: being seen can just as easily lead to a thumbs down and a season in hell. My shame reveals a sense of guilt, because I’ve felt something rarer in my life and stronger than all the rest, namely remorse. A feeling that is more complicated, congealed, and primal. The main characteristic of which is that nothing can be done about it: too much time has passed, too much damage has been done to fix it. You’re connecting two people who haven’t been connected before. Sometimes it’s like the first attempt to harness a hydrogen balloon to a fire balloon: would you rather crash and burn, or burn and crash? But sometimes it works, something new is created, and the world changes. Then, at some point, sooner or later, for one reason or another, one of them is taken away. And what is taken away is greater than the sum of what was there. It may not be mathematically possible, but it is emotionally possible. I miss God. Perhaps love is necessary because it is unnecessary. And childhood memories are dreams that stay with you when you wake up. Later in life you expect a little rest, don’t you? You think you deserve it. I did. But then you begin to understand that the reward of merit is not a matter of life. Moreover, when you are young you think you can foresee the probable pains and glooms that age may bring. You imagine yourself alone, divorced, widowed; children moving away from you, friends dying. You imagine the loss of status, the loss of desire – and desire. You can go on and contemplate your approaching death, which, no matter what company you may gather, you can only face alone. But all this is looking into the future. You cannot look into the future and then imagine yourself looking back from the point of view of the future. Learning the new emotions that time brings. Discovering, for example, that as the number of witnesses to your life diminishes, there is less confirmation and therefore less certainty about who you are or were. Even if you have been diligently keeping records—in words, sounds, images—you may discover that you have been doing the wrong kind of record-keeping. When you are young, you prefer the common months, the fullness of the seasons. As you grow older, you learn to like the transitions, the months that can’t make up their minds. Perhaps this is a way of acknowledging that things will never be the same again. Every love story is a potential grief story. You can deal with the brain, as I say; it looks reasonable, while the heart, the human heart, I’m afraid, looks like a fucking mess.
When you read a great book, you don’t escape life, you dive deeper into it. In my opinion, I have come to terms with the realities of life and surrendered to its needs: if this, then that, and so the years have passed. I gave up on life, gave up analyzing it, accepted it as it was. And so for the first time I began to feel a more general pang of conscience—a feeling somewhere between self-pity and self-hatred—about my whole life. Everything. I lost the friends of my youth. I lost. I abandoned the ambitions I had cherished. Nature is so precise that it hurts exactly as much as it is worth, so I think that in a sense one delights in pain. If it made no sense, it would not matter. But there is also Art, which belongs to everyone and to no one. Art belongs to all times and to no time. Art belongs to those who make it and to those who savor it. Art no longer belongs to the people and the party any more than it once did to the aristocracy and the patron. Art is the whisper of history, heard above the noise of time. Art does not exist for art’s sake: it exists for the people. Mystification is simple; clarity is the hardest thing of all. Love is the meeting point of truth and magic. Truth, as in photography; magic, as in ballooning. What is history? – History is the lies of the victors, I answered a little too quickly. – Yes, I was afraid you would say that. Well, as long as you remember that it is also the self-delusion of the vanquished… Would you rather love more and suffer more; or love less and suffer less? That, I think, is ultimately the only real question. Of course, many of us have not really liked traveling. We liked the idea of traveling and the memory of traveling, but not the traveling itself. Is despair bad? Isn’t it the natural state of life after a certain age? … After a series of events, what is left but repetition and diminishment? Who wants to go on living? Eccentrics, religious, artistic (sometimes); those with a false sense of self-worth. Soft cheeses fall apart; hard cheeses harden. Both go moldy. Look at our parents – were they the stuff of Literature? At best they could aspire to the condition of observers and bystanders, part of the social background against which real, true, important things could happen. Like what? The things that Literature was about: Love, sex, morality, friendship, happiness, suffering, betrayal, adultery, good and evil, heroes and villains, guilt and innocence, ambition, power, justice, revolution, war, fathers and sons, mothers and daughters, the individual versus society, success and failure, murder, suicide, death, God.
There is a German word Sehnsucht that has no equivalent in English; it means „longing for something.” It has romantic and mystical connotations; C.S. Lewis defined it as „the unquenchable desire” in the human heart, because „we know not what.” It seems rather German to be able to define that which cannot be defined. Longing for something – or, in our case, someone.
Anything you can think of is true: you can be sure of that. Poetry is as precise a subject as geometry. We live with such easy assumptions, don’t we? For example, that memory equals events plus time. But this is much stranger. Who said that memory is what we thought we had forgotten? And it should be obvious to us that time does not act as a fixer, but as a solvent. But it is not convenient—it is not useful—to believe in it; it does not help us to go on; so we ignore it. One of the problems is that the heart is not heart-shaped. But I have also been thinking about the issue of nostalgia, and whether I suffer from it. I certainly do not get sentimental about some childhood trifle; nor do I want to deceive myself sentimentally about something that was not true at the time–love of the old school and so on. But if nostalgia means strong recollection of strong emotions–and regret that such emotions are no longer present in our lives–then I plead guilty. Life…is a bit like reading. … If all your responses to a book or fact have already been replicated and expanded by a professional critic, what is the point of reading it? Only that it is yours. Similarly, why live your life? Because it is yours. But what if that response gradually becomes less and less convincing?
______
Stanisław Barszczak, „Wagary to nie moja droga, Hołownia bierze urlop na kampanię”
W kwestii Polexitu o swoim pomyśle marszałek Szymon Hołownia informował już w styczniu. – Zamierzam przygotować projekt ustawy, który skomplikuje proces ewentualnego Polexitu – mówił wtedy. Na początku lutego projekt trafił do Sejmu.
– To bardzo potrzebny projekt. Nawet jeśli dzisiaj politycy deklarują, że nie mają w planach stawiania postulatu wyjścia Polski z Unii, to co, jeśli jutro zmienią zdanie? Dzisiaj można wszcząć procedurę o wyjściu z Unii zwykłą większością głosów, przy obecności połowy posłów. Do Polexitu wystarczy 116 posłów. Hołownia ma plan, na stole „podwójne referendum”. W praktyce więc wystarczy 116 posłów na sali, by móc przegłosować tak fundamentalną sprawę. Uważamy, że powinno być więcej wentyli bezpieczeństwa i dlatego chcemy wypełnić tę lukę zmianą przepisów – wyjaśnia w rozmowie z Interią Paweł Śliz, szef klubu Polska 2050. Marszałek Hołownia zastanawia się również, czy gdyby podobne zabezpieczenie w postaci podwójnego referendum funkcjonowało w Wielkiej Brytanii, to być może nie doszłoby do Brexitu. Projekt wspomnianej ustawy polegałby na tym, że formalnie pierwsza decyzja dotyczyłaby przedłożenia prezydentowi projektu decyzji o wystąpieniu z Unii, a druga ratyfikacji takiej umowy. „Wagary to nie moja droga”, więc powiem, że czuję się jak ocalony z holokaustu w polskiej rzeczywistości. Nikt nas nie obroni, jeśli sami się nie obronimy. W tym Wielkim Poście Redaktor naczelny „Niedzieli” Ks. Dr Jarosław Grabowski zachęca do umiejętności rozróżniania dobra od zła. „Ktoś może rzec – pisze – Może to przykre, ale dobra lub zła należy szukać przede wszystkim w sobie… dążenie do bycia dobrym wymaga wysiłku, a zło jest łatwizną, rezygnacją z siebie.”(por. Nr 11, 2025) Niestety stało się, Sejm zdecydował o przyjęciu uchwały ws. Tarczy Wschód. Poparto rezolucję Parlamentu Europejskiego z 12 marca ws. wzmocnienia obronności UE. Amerykańscy żołnierze mają opuścić Ukrainę, za to brytyjscy żołnierze mogą znaleźć się w Ukrainie. Niespokojnie na granicy z Niemcami. W tym roku Polak powinien wybrać „razem czy osobno”, czy sami czy z Europejską Unią. Tymczasem mimo bogactwa zostajemy w tyle, odnośnie obrony Państwa członkowskie nie chcą płacić do skarbca Unii więcej jak 2 procent PKB. Jak daleko posunięć się nasza tolerancja obywatelska? Nie jestem w stanie powiedzieć, albowiem wszyscy popełniamy błędy. Inne zachowania, odmienne relacje opanowały świat współczesny. I to byłby kolejny z naszych lęków: że Życie nie okaże się takie jak Literatura. Jak wiecie zostałem „gryzipiórkiem”. Tutaj chciałbym powiedzieć Polsce jutra zaledwie po amatorsku. Jak często opowiadamy historię naszego życia? Jak często ją dostosowujemy, upiększamy, robimy chytre cięcia? A im dłużej trwa życie, tym mniej jest wokół nas tych, którzy kwestionują naszą opowieść, przypominają nam, że nasze życie nie jest naszym życiem, tylko historią, którą opowiedzieliśmy o naszym życiu. Opowiedzianą innym, ale — głównie — sobie. Za dużo pewności dokoła! Historia to pewność, która powstaje w momencie, gdy niedoskonałości pamięci spotykają się z niedoskonałościami dokumentacji. To, co ostatecznie zapamiętasz, nie zawsze jest tym samym, czego byłeś świadkiem. Wydaje mi się, że to może być jedna z różnic między młodością a wiekiem: kiedy jesteśmy młodzi, wymyślamy sobie inną przyszłość; kiedy jesteśmy starzy, wymyślamy sobie inną przeszłość dla innych. Książki mówią: ona zrobiła to, ponieważ. Życie mówi: ona zrobiła to. Książki są miejscem, w którym rzeczy są ci wyjaśniane; życie jest miejscem, w którym rzeczy nie są wyjaśnianie. Nie dziwię się, że niektórzy ludzie wolą książki.
Książki nadają sens życiu. Jedyny problem polega na tym, że życie, któremu nadają sens, to życie innych ludzi, nigdy twoje własne. Kobiety knują, gdy są słabe, kłamią ze strachu. Mężczyźni knują, gdy są silni, kłamią z arogancji. Bycie głupim, samolubnym i posiadanie dobrego zdrowia to trzy warunki szczęścia – choć jeśli brakuje głupoty, pozostałe są bezużyteczne. Największym patriotyzmem jest „mówienie” swojemu krajowi, kiedy zachowuje się niehonorowo, głupio, złośliwie. Z pewnością wierzę, że wszyscy cierpimy z powodu szkód, w ten czy inny sposób. Jak moglibyśmy tego nie robić, chyba że w świecie idealnych rodziców, rodzeństwa, sąsiadów, towarzyszy? A potem pojawia się pytanie, od którego tak wiele zależy, jak reagujemy na krzywdę: czy ją aprobujemy, czy tłumimy, i jak wpływa to na nasze relacje z innymi. Najczęściej przemilczamy istotę sprawy. Niektórzy przyznają się do krzywdy i starają się ją złagodzić; niektórzy spędzają życie, próbując pomóc innym, którzy zostali skrzywdzeni; a są tacy, których głównym zmartwieniem jest unikanie dalszych krzywd dla siebie, za wszelką cenę. I to oni są bezwzględni i na nich należy uważać. Żyjemy w czasie, który nas trzyma i kształtuje – ale nigdy nie czułem, że rozumiem go dobrze. I nie mam na myśli teorii o tym, jak ten czas się wygina i cofa, lub może istnieć gdzie indziej w równoległych wersjach. Nie, mam na myśli zwykły, codzienny czas, o którym zegary i zegarki zapewniają nas, że mija regularnie: tyk-tak, zegarowy klik. Czy jest coś bardziej prawdopodobnego niż sekundnik? A jednak wystarczy najmniejsza przyjemność lub ból, aby nauczyć nas plastyczności czasu. Niektóre emocje przyspieszają, inne spowalniają; czasami wydaje się, że czas znika – aż do ostatecznego punktu, kiedy naprawdę znika, by nigdy nie powrócić. Tak, oczywiście byliśmy pretensjonalni – po co jeszcze jest młodość? Czasami myślę, że celem życia jest pogodzenie nas z jego ostateczną stratą poprzez wyczerpanie nas, poprzez udowodnienie, bez względu na to, jak długo to potrwa, że życie nie jest takie, jakie się wydaje.
Kiedy jesteś młody – kiedy ja byłem młody – chcesz, aby twoje emocje były takie, jak te, o których czytasz w książkach. Chcesz, aby wywróciły twoje życie do góry nogami, stworzyły i zdefiniowały nową rzeczywistość. Później, myślę, chcesz, aby zrobiły coś łagodniejszego, coś bardziej praktycznego: chcesz, aby wspierały twoje życie takie, jakie jest i stało się. Chcesz, aby mówiły ci, że wszystko jest w porządku. I czy jest w tym coś złego? Czy charakter rozwija się z czasem? W powieściach oczywiście, że tak: w przeciwnym razie nie byłoby zbyt wiele historii. Ale w życiu? Czasami się zastanawiam. Nasze nastawienia i opinie się zmieniają, rozwijamy nowe nawyki i dziwactwa; ale to coś innego, bardziej jak dekoracja. Być może charakter przypomina inteligencję, z tą różnicą, że szczyt charakteru następuje nieco później: powiedzmy między dwudziestym a trzydziestym rokiem życia. A potem zostajemy z tym, co mamy. Jesteśmy sami. Jeśli tak, to wyjaśniałoby to wiele żyć, prawda? A także — jeśli to nie jest zbyt wzniosłe słowo — naszą tragedię. Wiem tyle: istnieje czas obiektywny, ale także czas subiektywny, taki, który nosisz na wewnętrznej stronie nadgarstka, obok miejsca, gdzie znajduje się puls. A ten osobisty czas, który jest prawdziwym czasem, jest mierzony w twoim stosunku do pamięci. Pamiętam okres późnej adolescencji, kiedy mój umysł upijał się obrazami przygód. Tak będzie, kiedy dorosnę. Pójdę tam, zrobię to, odkryję tamto, pokocham ją, a potem ją, ją i ją. Będę żył tak, jak żyją i żyli ludzie w powieściach. Których nie byłem pewien, tylko że namiętność i niebezpieczeństwo, ekstaza i rozpacz (ale potem jeszcze więcej ekstazy) będą obecne. Jednak… kto powiedział to o „małości życia, którą sztuka wyolbrzymia”? Był taki moment pod koniec moich dwudziestych lat, kiedy przyznałem, że moja awanturniczość dawno już wygasła. Nigdy nie zrobiłbym tych rzeczy, o których marzyłem w okresie dojrzewania. Zamiast tego kosiłem trawnik, jeździłem na wakacje, miałem swoje życie. Ale czas… jak czas najpierw nas uziemia, a potem wprawia w zakłopotanie. Myśleliśmy, że jesteśmy dojrzali, podczas gdy byliśmy tylko bezpieczni. Wyobrażaliśmy sobie, że jesteśmy odpowiedzialni, ale byliśmy tylko tchórzami. To, co nazywaliśmy realizmem, okazało się sposobem na unikanie rzeczy, zamiast stawiać im czoła. Czasie nasz… daj nam wystarczająco dużo czasu, a nasze najlepiej uzasadnione decyzje będą wydawać się chwiejne, a nasze pewniki kapryśne. Wydaje się, że jesteśmy w żałobie. I wychodzisz z tego, to prawda. Po roku, po pięciu. Ale nie wychodzisz z tego jak pociąg wyjeżdżający z tunelu, przebijający się przez wzgórza ku słońcu i temu szybkiemu, grzechoczącemu zjazdowi do kanału; wychodzisz z tego jak mewa wychodząca z plamy oleju. Jesteś wytarzany i upierzony na całe życie. Kobiety zostały wychowane w przekonaniu, że mężczyźni są odpowiedzią. Nie były nią. Nie były nawet jednym z pytań.
Historia to nie kłamstwa zwycięzców, zapewniłbym was; teraz to wiem. To raczej wspomnienia ocalałych, z których większość nie jest ani zwycięzcami, ani pokonanymi.
Chciałem, żeby życie nie zaprzątało mi za bardzo głowy i mi się udało — i jakże to było żałosne. Kiedy czytasz świetną książkę, nie uciekasz od życia, ale zanurzasz się w nie głębiej. Może to być powierzchowna ucieczka – do innych krajów, obyczajów, wzorców mowy – ale w istocie pogłębiasz swoje zrozumienie subtelności, paradoksów, radości, bólu i prawd życia. Czytanie i życie nie są oddzielne, ale symbiotyczne.
Pisarz musi być uniwersalny w sympatii i wyrzutkiem z natury: tylko wtedy może widzieć wyraźnie. Przyjaciel, którego już nie ma pośród nas, bał się mnie tak, jak wielu mężczyzn boi się kobiet: ponieważ ich kochanki (lub żony) je rozumieją. Niektórzy mężczyźni są ledwie dorosłymi: chcą, aby kobiety ich rozumiały i w tym celu zdradzają im wszystkie swoje sekrety; a potem, gdy są właściwie zrozumiani, nienawidzą swoich kobiet za to, że je rozumieją.
Pomyślałem o rzeczach, które przydarzyły mi się przez lata i o tym, jak niewiele sprawiłem, by się wydarzyło. Co ja wiedziałem o życiu, ja, który żyłem tak ostrożnie? Który nie wygrał ani nie przegrał, tylko pozwolił, by życie mu się przytrafiło? Który miał zwykłe ambicje i zbyt szybko się zadowalał, by ich nie zrealizować? Który unikał zranienia i nazywał to zdolnością do przetrwania? Kto płacił rachunki, utrzymywał dobre stosunki ze wszystkimi, o ile było to możliwe, dla kogo ekstaza i rozpacz wkrótce stały się tylko słowami, które kiedyś czytano w powieściach? Ktoś, czyje samokrytyki nigdy tak naprawdę nie zadawały bólu? Cóż, było nad czym rozmyślać, podczas gdy ja znosiłem szczególny rodzaj wyrzutów sumienia: w końcu również padłem niejako ofiarą kogoś, kto zawsze myślał, że wie, jak uniknąć zranienia — i został zraniony właśnie z tego powodu. To jest jeden z centralnych problemów historii. Kwestia subiektywnej i obiektywnej interpretacji, fakt, że musimy znać historię historyka, aby zrozumieć wersję, która jest nam przedstawiana.
Im więcej się uczysz, tym mniej się boisz. „Ucz się” nie w sensie akademickich studiów, ale w praktycznym rozumieniu życia.
Kiedy się zakochujemy, mamy nadzieję — zarówno egoistycznie, jak i altruistycznie — że zostaniemy w końcu, naprawdę zauważeni: osądzeni i zaakceptowani. Oczywiście, miłość nie zawsze przynosi aprobatę: bycie widzianym może równie dobrze prowadzić do kciuka skierowanego w dół i sezonu w piekle. Mój wstyd ujawnia się poczucie winy, bo oto poczułem coś rzadszego w moim życiu i silniejszego od wszelkiej reszty, mianowicie wyrzuty sumienia. Uczucie, które jest bardziej skomplikowane, skrzepłe i pierwotne. Którego główną cechą jest to, że nic nie można z tym zrobić: minęło zbyt wiele czasu, wyrządzono zbyt wiele szkód, aby można było to naprawić. Łączysz dwie osoby, których wcześniej nie łączono. Czasami jest to jak pierwsza próba zaprzęgnięcia balonu wodorowego do balonu ogniowego: wolisz rozbić się i spalić, czy spalić i rozbić?
Ale czasami to działa, powstaje coś nowego, a świat się zmienia. Potem, w pewnym momencie, prędzej czy później, z tego czy innego powodu, jedno z nich zostaje zabrane. A to, co zostaje zabrane, jest większe niż suma tego, co tam było. Może to nie być matematycznie możliwe, ale jest możliwe emocjonalnie. Tęsknię za Bogiem. Być może miłość jest niezbędna, ponieważ jest niepotrzebna. A wspomnienia z dzieciństwa to marzenia, które pozostają z tobą po przebudzeniu. Później w życiu oczekujesz odrobiny odpoczynku, prawda? Myślisz, że na to zasługujesz. Ja tak uważałem. Ale potem zaczynasz rozumieć, że nagroda za zasługi nie jest sprawą życia.
Ponadto, gdy jesteś młody, myślisz, że potrafisz przewidzieć prawdopodobne bóle i ponure chwile, które może przynieść wiek. Wyobrażasz sobie, że jesteś samotny, rozwiedziony, owdowiały; dzieci oddalają się od ciebie, przyjaciele umierają. Wyobrażasz sobie utratę statusu, utratę pożądania – i pożądania. Możesz pójść dalej i rozważyć swoją nadchodzącą śmierć, z którą, bez względu na to, jakie towarzystwo możesz zebrać, możesz zmierzyć się tylko sam. Ale to wszystko jest patrzeniem w przyszłość. Nie potrafisz spojrzeć w przyszłość, a następnie wyobrazić sobie, że patrzysz wstecz z punktu widzenia przyszłości. Poznając nowe emocje, które przynosi czas. Odkrywając na przykład, że wraz ze zmniejszaniem się liczby świadków twojego życia, jest mniej potwierdzeń, a zatem mniej pewności, co do tego, kim jesteś lub byłeś. Nawet jeśli pilnie prowadziłeś zapisy – w słowach, dźwiękach, obrazach – możesz odkryć, że zająłeś się niewłaściwym rodzajem prowadzenia zapisów. Kiedy jesteś młody, wolisz pospolite miesiące, pełnię pór roku. Kiedy dorastasz, uczysz się lubić okresy przejściowe, miesiące, które nie mogą się zdecydować. Być może jest to sposób na przyznanie, że rzeczy nigdy nie będą już takie same. Każda historia miłosna jest potencjalną historią żałoby.
Możesz sobie poradzić z mózgiem, jak mówię; wygląda rozsądnie, podczas gdy serce, ludzkie serce, obawiam się, wygląda jak pieprzony bałagan.
Kiedy czytasz świetną książkę, nie uciekasz od życia, zanurzasz się w nie głębiej. Moim zdaniem, pogodziłem się z realiami życia i podporządkowałem się jego potrzebom: jeśli to, to tamto, i tak mijały lata. Zrezygnowałem z życia, zrezygnowałem z jego analizowania, przyjąłem je takim, jakie było. I tak po raz pierwszy zacząłem odczuwać bardziej ogólne wyrzuty sumienia – uczucie gdzieś pomiędzy litowaniem nad sobą a nienawiścią do siebie – dotyczące całego mojego życia. Wszystkiego. Straciłem przyjaciół z młodości. Straciłem. Porzuciłem ambicje, które pielęgnowałem. Natura jest tak dokładna, że boli dokładnie tyle, ile jest warta, więc myślę, że w pewnym sensie człowiek rozkoszuje się bólem. Gdyby nie miało to sensu, nie miałoby to znaczenia. Ale istnieje także Sztuka, która należy do wszystkich i do nikogo. Sztuka należy do wszystkich czasów i do żadnego czasu. Sztuka należy do tych, którzy ją tworzą i do tych, którzy ją delektują. Sztuka nie należy już do ludu i partii bardziej niż kiedyś do arystokracji i mecenasa. Sztuka jest szeptem historii, słyszanym ponad hałasem czasu. Sztuka nie istnieje dla samej sztuki: istnieje dla ludzi. Mistyfikacja jest prosta; jasność jest najtrudniejszą rzeczą ze wszystkich. Miłość jest punktem spotkania prawdy i magii. Prawda, jak w fotografii; magia, jak w balonowaniu. Czym jest historia? – Historia to kłamstwa zwycięzców, odpowiedziałem trochę za szybko. – Tak, bałem się, że to powiesz. Cóż, dopóki pamiętasz, że to także samozłudzenia pokonanych… Czy wolałbyś kochać bardziej i cierpieć bardziej; czy kochać mniej i cierpieć mniej? To jest, myślę, ostatecznie, jedyne prawdziwe pytanie. Oczywiście, że tak naprawdę niejeden z nas nie lubił podróży. Podobała mu się idea podróży i pamięć o podróży, ale nie sama podróż.
Czy rozpacz jest zła? Czy nie jest to naturalny stan życia po osiągnięciu pewnego wieku? … Po szeregu wydarzeń, co pozostaje oprócz powtarzalności i zmniejszania się? Kto chce dalej żyć? Ekscentrycy, religijni, artystyczni (czasami); ci, którzy mają fałszywe poczucie własnej wartości. Miękkie sery się rozpadają; twarde sery twardnieją. Oba pleśnieją. Spójrzcie na naszych rodziców — czy byli materiałem Literatury? W najlepszym razie mogliby aspirować do kondycji obserwatorów i osób postronnych, części tła społecznego, na którym mogłyby się wydarzyć prawdziwe, prawdziwe, ważne rzeczy. Na przykład czego? Rzeczy, o których była Literatura: Miłość, seks, moralność, przyjaźń, szczęście, cierpienie, zdrada, cudzołóstwo, dobro i zło, bohaterowie i złoczyńcy, wina i niewinność, ambicja, władza, sprawiedliwość, rewolucja, wojna, ojcowie i synowie, matki i córki, jednostka kontra społeczeństwo, sukces i porażka, morderstwo, samobójstwo, śmierć, Bóg.
Istnieje niemieckie słowo Sehnsucht, które nie ma odpowiednika w języku angielskim; oznacza ono „tęsknotę za czymś”. Ma ono romantyczne i mistyczne konotacje; C.S. Lewis zdefiniował je jako „nieutulone pragnienie” w ludzkim sercu, ponieważ „nie wiemy, czego”. Wydaje się, że to raczej niemieckie, aby móc określić to, czego nie da się określić. Tęsknota za czymś – lub, w naszym przypadku, za kimś.
Wszystko, co wymyślisz, jest prawdą: możesz być tego pewien. Poezja jest przedmiotem tak precyzyjnym jak geometria. Żyjemy z takimi łatwymi założeniami, prawda? Na przykład, że pamięć równa się wydarzeniom plus czas. Ale to wszystko jest o wiele dziwniejsze. Kto powiedział, że pamięć to to, co myśleliśmy, że zapomnieliśmy? I powinno być dla nas oczywiste, że czas nie działa jako utrwalacz, raczej jako rozpuszczalnik. Ale nie jest to wygodne — nie jest to przydatne — wierzyć w to; nie
pomaga nam żyć dalej; więc ignorujemy to. Jednym z problemów jest to, że serce nie ma kształtu serca. Ale rozmyślałem też nad kwestią nostalgii i czy cierpię na nią. Na pewno nie rozczulam się na wspomnienie jakiegoś dziecięcego drobiazgu; nie chcę też oszukiwać się sentymentalnie na temat czegoś, co w tamtym czasie nie było prawdą — miłości do starej szkoły i tak dalej. Ale jeśli nostalgia oznacza silne wspomnienie silnych emocji — i żal, że takie uczucia nie są już obecne w naszym życiu — to przyznaję się do winy. Życie… jest trochę jak czytanie. … Jeśli wszystkie Twoje odpowiedzi na książkę czy fakt zostały już powielone i rozszerzone przez profesjonalnego krytyka, to jaki sens ma Twoje czytanie? Tylko to, że jest Twoje. Podobnie, po co żyć swoim życiem? Ponieważ jest Twoje. Ale co jeśli taka odpowiedź stopniowo staje się coraz mniej przekonująca?
(I supported my text with the thoughts of Julian Barnes, author’s emphasis ~Stanisław Barszczak)
___
Stanisław Barszczak, The Painted Bird
As you know my English is very modest. To confirm this thesis, I will use a text by Ludwik Begley:
„I have always done whatever needed to be done, and have usually gotten my way. I think I am less self-assured when I write English than I would be if I were writing in my first language. I have to test each sentence over and over to be sure that it’s right, that I haven’t introduced some element that isn’t English/…/I have no interest in writing confessions, in deliberately baring myself to my readers. I prefer to remain behind a screen.”
And now what today would I like to talk to you about… The crew must try to survive on an ancient, abandoned planet in the latest horror novel by S.A. Barnes, the acclaimed author of „Dead Silence”. A desolate planet. A hidden past. Mortal danger. Psychologist Dr. Ophelia Bray has dedicated her life to the study and prevention of Eckhart-Reiser Syndrome (ERS) – the most famous case that led to the brutal murders of twenty-nine people. It’s personal for her, and when she’s assigned to a small exploration crew that recently suffered the tragic death of a colleague, she wants to help. But as they begin to settle on the abandoned planet, it becomes clear that the crew is hiding something.
And Ofelia’s crewmates are far more interested in exploring the incredible, ancient planet and unraveling the mystery behind the previous colonists’ hasty departure than in opening up to her.
That is, until they discover that their pilot has been brutally murdered. Is this the beginning of Ofelia’s worst nightmare—a wave of violence and mental deterioration from the ERS? Or something even more sinister?
Fearing that history will repeat itself, Ofelia and the crew must work together to find out what’s happening. But trust is hard to earn… and the crew aren’t the only ones with secrets…
My dears. In two months, Poland will be electing a new president of the Republic of Poland. Let’s choose wisely this Lent. Boleslaw Ostrowski died, he was the last Polish soldier fighting for Arnhem.
In life we make two great mistakes: remaining silent when we should speak, and speaking when we should be silent.
In „Request” Julia Hartwig prayed:
„Give rest
to our envy
to our contempt, our pretensions
that fate has not elevated us enough
to give us a pure vision
unsuspicious
remind us of the sweetness of childhood
living the adventure of the day
relieve the sins that we dare not
say out loud
make that what exceeds us
does not humiliate us
but arouse gratitude and delight
reward those who gave us
joy
and purifying pain with their art…”
Saint Sister Faustina on
15.III.1937:
Today I entered into the bitterness of the Passion of the Lord Jesus; I suffered purely spiritually, I learned how terrible sin is. He let me know the full aversion to sin. Inwardly, in the depths of my soul, I learned how terrible sin is, even the smallest, and it tormented Jesus’ soul very much. I would rather suffer a thousand hells than commit even the smallest sin daily. (Diary 1016) I am quoting here what is written in the Diary immediately after this confession:
The Lord told me: I desire to impart Myself to souls and fill them with My love. but
there are few souls who would like to accept all the graces that My love has destined for them.
My grace does not perish; if the soul for which it is destined does not accept it, another soul takes it. (Diary 1017)
Today marks a year since the polish poet Ernest Bryll is no longer with us. We remember…
Let us be close to each other because they are separating us
And every now and then the earth cracks under our feet
And these scraps (mountains, avalanches, walls)
Of the land on which we stand
Fly away from each other into the darkness with a bang… The poet wrote:
„Let us be close to each other when we are afraid
When any pebble can stir up avalanches
Let us be close to each other when dark mountains
Suddenly push us away with their cold bodies
Let us be faithful to each other when walls grow
Because there is as much of ourselves in us as the warmth
That we will take from someone else
And the other will take from us and hide in himself
Let us be close to each other because they are separating us”
(12th May 1985, Ernest Bryll)
And then, God willing, we will one day sit in a free Poland, as
Adam Asnyk prophesied:
„God willing, we will one day sit in a free Poland free
From golden rye, from rustling forests,
God willing, and a day will come that will never end
For silver ploughs of toilsome torment
Stones will still echo on hammers
And with the hard earth the ploughshare will talk
And from all the stones we will still strike
A golden sheaf of sparks
So when I watch in the spring evening
In the fog-shrouded greyness of the fields,
Someone in my heart is forging with an axe
My homeland.
(Thank you for your cooperation
Father Stanisław)
____
Niedziela, 23 marca 2025
3. Niedziela Wielkiego Postu
Odniesienia biblijne:
Czytanie z Księgi Wyjścia: 3,1 do 15: „Napatrzyłem się na nędzę ludu mojego”.
Psalm 102: „Pan jest miłosierny i łaskawy, nieskory do gniewu i bardzo łaskawy.”
List św. Pawła do Koryntian: 10. 1 do 12: „Miał on być przykładem, abyśmy nie pragnęli zła”.
Ewangelia według św. Łukasza: 13. 1 do 9: „Może w przyszłości przyniesie owoc?”
„Ty jesteś źródłem wszelkiego dobra, Panie, i wszelkie miłosierdzie pochodzi od Ciebie. Powiedziałeś nam, jak uzdrowić się z grzechu poprzez post, modlitwę i obdzielanie się; posłuchajcie wyznania naszej słabości. Jesteśmy świadomi swoich błędów. Wychowuj nas cierpliwie i z miłością.”
Modlitwa rozpoczynająca niedzielną Mszę świętą może nam posłużyć jako punkt odniesienia podczas czytania różnych tekstów Pisma Świętego, które Kościół daje nam do medytacji podczas tej Eucharystii.
POSŁUCHAJMY WYZNANIA NASZYCH SŁABOŚCI
Na słowa Boga skierowane do krzewu, który płonął, ale nie zamieniał się w popiół (znak trwałości Boga, Jego niezniszczalności, Jego wieczności), Mojżesz odpowiedział: „Kimże jestem, Panie, abym mógł pójść naprzeciw faraona?” Pan daje nam odpowiedź, która jest odpowiedzią wiary, o którą nas proszono: „Ja będę z tobą”. (Księga Rodzaju 3:11-12)
Święty Paweł ostrzega Koryntian: „Kto myśli, że stoi mocno, niech uważa, aby nie upadł”. (1 Kor. 12) Jeśli polegamy tylko na własnych siłach, istnieje duże prawdopodobieństwo, że nie będą one w stanie dostarczyć nam rozwiązań. Nie możemy decydować o tym, co wydarzy się w przyszłości, gdyż będzie to miało miejsce poza naszymi życzeniami i pragnieniami. Często nie potrafimy stanąć w ich obliczu sami.
A Jezus przypomina swoim słuchaczom, że nie są lepsi od innych: „Czy myślicie, że ci Galilejczycy byli większymi grzesznikami niż wszyscy inni Galilejczycy?” (Łk 13,2)
Chrystus żąda od nas pokory i realistycznego uświadomienia sobie, że jesteśmy grzesznikami. Chodzi o to, aby uznać tę prawdę i powiedzieć: „grzeszymy”.
POWIEDZIAŁEŚ NAM JAK UZDROWIĆ SIĘ Z GRZECHU
W tym celu konieczne jest odczytanie na nowo historii naszych ojców w wierze, aby zaczerpnąć z ich doświadczeń, jak żyli z Bogiem i w Bogu, to znaczy z Jego czułości i Jego wymagań.
JEGO CZUŁOŚĆ
„Słyszałem jego wołanie… Znam jego cierpienie… Przyszedłem, aby go wyzwolić”. (Księga Rodzaju 3.7 i 8) Jednak Bóg nigdy nie działa bez dobrowolnej współpracy człowieka. Potrzebne jest działanie Mojżesza połączone ze swoim własnym: „Oto ja cię posyłam do faraona; Ty wyprowadzisz mój lud z Egiptu”. (Księga Rodzaju 3:10)
Jeśli będziemy czytać przeszłość w ten sposób, aby przynieść pożytek teraźniejszości, nie będziemy zaskoczeni: „Te wydarzenia miały służyć jako przykład dla nas”. (Koryntian 10.11) Grecki zapis św. Łukasza jest bardziej precyzyjny: te wydarzenia są dla nas „typowe”. „Typicos”, cechy tego, co przydarza się także nam.
A Chrystus wyraża Bożą czułość w zakończeniu przypowieści o niepłodnym drzewie figowym: „Zostaw je jeszcze na ten rok… może w przyszłości wyda owoc?” (Łukasza 13:9) Bóg jest cierpliwy.
JEGO WYMAGANIE
Cierpliwy, ale wymagający. Jezus przypomina o tym swoim słuchaczom przy okazji dwóch bieżących wydarzeń, kiedy to przypomina im, czego Bóg od nich oczekuje. Wydarzenia te ich niepokoją, ponieważ mają dla nich duże znaczenie. Nie muszą ich interpretować innym.
Bo powiedział im: W waszych oczach oni są grzesznikami. Tak naprawdę, nie więcej niż wy. Nie oceniaj. Musisz odpokutować, albo mówiąc ściśle, zmienić swoje postępowanie na zupełnie inne. I tutaj św. Łukasz jest znowu precyzyjny. Używa czasownika „metanoieiv”, który tłumaczymy jako „nawracać”. Spróbujmy to zrozumieć choćby w sposób przenośny, w kontekście narciarzy. „Dokonać konwersji” oznacza zmienić kierunek nart, obrócić je, obrać zupełnie inny kierunek.
JA JESTEM
Mojżesz, będąc sam na pustyni, obserwuje dziwne zjawisko. Podchodzi i przygląda się uważnie temu zadziwiającemu krzewowi, który płonie, ale nie zamienia się w popiół. W tym momencie słyszy rozkaz, który go zatrzymuje: „Nie podchodź bliżej”. Mimo że nie widzi, może słyszeć, mówić i reagować.
Następnie jesteśmy świadkami bliskiego dialogu między Nim a Bogiem, dialogu zaufania, dialogu wiary, w która mowa już o przyjęciu misję, ale Mojżesz pyta, w jaki sposób będzie mogł ją wyjaśnić i wypełnić. Nie waha się zapytać: „Powiedz mi, jak mam cię nazywać”. To pytanie jest kluczem do wszelkiej komunikacji i wszelkiej wiedzy.
A Bóg odpowiada na to pytanie: „Jestem, który jestem”. Właściwie ten hebrajski termin z Biblii należy przetłumaczyć inaczej, nawet jeśli nie jest to powszechne wyrażenie francuskie: „Jestem”: „bycie”, imiesłów czasu teraźniejszego. Zajmijmy się trochę gramatyką. Cechą charakterystyczną czasownika w imiesłowach czasu teraźniejszego jest to, że występuje on w czasie przeszłym, przyszłym i warunkowym. „Będąc tam, tak zrobiłem. Będąc tutaj, mogę to zrobić. Będąc tam, zrobię to.” Będąc tam, mogłem to zrobić. Obecnie bierzemy udział w tym wydarzeniu, niezależnie od terminu, który zostanie omówiony.
Bóg nie jest żywą istotą chwili czy momentu. On jest Wieczną Obecnością i Aktywnością: Bóg naszych ojców jest z nami na wieki. On jest Tym, który jest, który był i który ma przyjść.
Bóg wyjaśnił, że gdy Mojżesz usłyszał jego pytania, nie rozgniewał się. Psalm tej niedzieli mówi nam po raz kolejny: „Pan jest czuły i miłosierny, nieskory do gniewu i bardzo łaskawy. Jak niebiosa są nad ziemią, tak wielka jest Jego miłość do tych, którzy się Go boją. (Psalm 102)
Święty Paweł przypomina nam, że „wydarzenia te miały być dla nas przykładem”. Musimy zatem na nowo odczytać to spotkanie przy płonącym krzewie, ten niezwykły moment w dziejach relacji Boga z ludźmi, który urzeczywistni się jeszcze pełniej i pełniej w osobie Jezusa, całkowicie człowieka i całkowicie Boga.
W osobie Jezusa, który w Ewangelii św. Łukasza opowiada nam po raz kolejny o czułości cierpliwego Boga wobec naszych słabości i naszych błędów: „Pozostawię je jeszcze na rok, następnie je wykopię i obłożę nawozem. Być może w przyszłości przyniesie to owoce”. (Łukasza 13.9)
Panie nasz i Boże „posłuchaj wyznania naszej słabości. Jesteśmy świadomi swoich błędów. Cierpliwie podnoś nas z miłością.” (Modlitwa na rozpoczęcie Mszy)
____
Sunday, March 23, 2025
3rd Sunday of Lent
Biblical references:
Reading from the Book of Exodus: 3:1 to 15: “I have seen the misery of my people.”
Psalm 102: “The Lord is merciful and gracious, slow to anger and of great kindness.”
Letter of St. Paul to the Corinthians: 10:1 to 12: “He was to be an example, so that we would not desire evil.”
Gospel according to St. Luke: 13:1 to 9: “Perhaps in the future it will bear fruit?”
“You are the source of all good, Lord, and all mercy comes from you. You have told us how to heal from sin through fasting, prayer and sharing; listen to the confession of our weakness. We are aware of our mistakes. Train us patiently and with love.”
The prayer that opens Sunday Mass can serve as a point of reference for us as we read the various texts of Sacred Scripture that the Church offers us to meditate on during this Eucharist.
LET US LISTEN TO THE CONFESSION OF OUR WEAKNESSES
To the words of God addressed to the bush that was burning but was not reduced to ashes (a sign of God’s permanence, his indestructibility, his eternity), Moses replied: “Who am I, Lord, that I should go to meet Pharaoh?” The Lord gives us an answer that is the answer of faith that we are asked to give: “I will be with you.” (Genesis 3:11-12)
Saint Paul warns the Corinthians: “Let him who thinks he stands firm take heed lest he fall.” (1 Cor. 12) If we rely only on our own strength, there is a high probability that it will not be able to provide us with solutions. We cannot decide what will happen in the future, because it will take place beyond our wishes and desires. Often we cannot face them alone.
And Jesus reminds his listeners that they are no better than others: “Do you think that these Galileans were worse sinners than all the other Galileans?” (Luke 13:2)
Christ demands from us humility and a realistic awareness that we are sinners. It is about recognizing this truth and saying: „we sin”.
YOU TOLD US HOW TO HEAL FROM SIN
To do this, it is necessary to reread the stories of our fathers in faith, to draw from their experiences of how they lived with God and in God, that is, from His tenderness and His demands.
HIS TENDERNESS
„I have heard his cry… I know his suffering… I have come to free him.” (Genesis 3:7 and 8) However, God never acts without the voluntary cooperation of man. Moses’ action is needed, combined with his own: „Behold, I am sending you to Pharaoh; you shall bring out my people from Egypt.” (Genesis 3:10)
If we read the past in this way to benefit the present, we will not be surprised: „These events were to serve as examples for us.” (Corinthians 10:11) Greek record St. Luke is more precise: these events are “typical” for us. “Typicos,” characteristics of what also happens to us.
And Christ expresses God’s tenderness at the end of the parable of the barren fig tree: “Leave it alone this year… perhaps it will bear fruit in the future?” (Luke 13:9) God is patient.
HIS REQUIREMENT
Patient, but demanding. Jesus reminds his listeners of this in two current events, when he reminds them of what God expects of them. These events disturb them because they have a great meaning for them. They do not have to interpret them to others.
Because he said to them: In your eyes they are sinners. In reality, no more than you. Do not judge. You must repent, or, to be more precise, change your behavior to something completely different. And here St. Luke is precise again. He uses the verb “metanoieiv,” which we translate as “to convert.” Let us try to understand this even figuratively, in the context of skiers. “To convert” means to change the direction of the skis, to turn them, to take a completely different direction.
I AM
Moses, alone in the desert, observes a strange phenomenon. He approaches and looks closely at this astonishing bush that is burning but does not turn into ashes. At that moment he hears an order that stops him: “Do not come any closer.” Although he cannot see, he can hear, speak and react.
Then we witness a close dialogue between Him and God, a dialogue of trust, a dialogue of faith, which already speaks of accepting the mission, but Moses asks how he will be able to explain it and fulfill it. He does not hesitate to ask: “Tell me what I am to call you.” This question is the key to all communication and all knowledge.
And God answers this question: “I am who I am.” Actually, this Hebrew term from the Bible should be translated differently, even if it is not a common French expression: “I am”: “being,” present participle. Let us deal with a bit of grammar. The characteristic feature of the verb in the present participle is that it occurs in the past, future and conditional tenses. „Being there, I did so. Being here, I can do this. Being there, I will do this.” Being there, I could do that. We are currently taking part in this event, regardless of the term that will be discussed.
God is not a living being of a moment or a moment. He is Eternal Presence and Activity: the God of our fathers is with us forever. He is the One who is, who was, and who is to come.
God explained that when Moses heard his questions, he was not angry. This Sunday’s Psalm tells us once again: „The Lord is tender and merciful, slow to anger and of great kindness. As the heavens are above the earth, so great is his love for those who fear him. (Psalm 102)
Saint Paul reminds us that „these events were to be an example to us.” We must therefore reread this encounter at the burning bush, this extraordinary moment in the history of God’s relationship with men, which will be realized even more fully and completely in the person of Jesus, who is completely man and completely God.
In the person of Jesus, who in the Gospel of St. Luke tells us once again about the tenderness of the patient God towards our weaknesses and our mistakes: „I will let them stand for another year, then I will dig them up and cover them with manure. Perhaps in the future they will bear fruit.” (Luke 13:9)
Our Lord and God, „listen to the confession of our weakness. We are aware of our mistakes. Patiently lift us up with love.” (Prayer at the beginning of Mass)
____
Stanisław Barszczak, Syn marnotrawny
[list ojca do syna]
Drodzy młodzi przyjaciele. Grobowce królewskie w Petrze w Jordanii są oszałamiającym świadectwem starożytnej cywilizacji Nabatejczyków. Grobowce te, wyrzeźbione w różowoczerwonych klifach, zostały zbudowane dla elity regionu w I i II wieku n.e. Godne uwagi budowle obejmują Grobowiec Urnowy, Grobowiec Jedwabny i Grobowiec Koryncki, z których każda ma skomplikowane fasady łączące style architektoniczne hellenistyczne, rzymskie i nabatejskie. Grobowce królewskie są częścią większego cudu archeologicznego Petry, niegdyś tętniącego życiem miasta, które służyło jako główny węzeł handlowy. Ich niezwykłe zachowanie daje wgląd w wielkość i wyrafinowanie władców Petry… Pomyślcie o podróży do Jordanii czy Iranu, moglibyście zobaczyć na przykład grób perskiego króla Dariusza I (Wielkiego) w Naqsh-e Rustam w Iranie. Dariusz Wielki (522-486 p.n.e.), był jednym z największych władców perskich. Rządził imperium perskim w okresie jego największego rozkwitu. Grób jest jednym z czterech grobowców w Naqsh-e Rustam. Uważa się, że inni to perscy władcy Xerses I, Artakserses i Dariusz II. Niestety grobowce już w starożytności zostały okradzione. Na fasadzie grobowca znajduje się napis: „Wielkim bogiem jest Ahuramazda, który stworzył tę ziemię, który stworzył cudowne niebo, który stworzył człowieka, który stworzył szczęście dla człowieka, który uczynił Dariusza królem, jednym królem wielu, jednym panem wielu. Jestem Dariuszem, wielkim królem, królem królów, królem krajów, w których mieszkają ludzie wszelkiego rodzaju, królem na tej wielkiej ziemi daleko i szeroko, synem Hystaspesa, Achemenidem, Persem, synem Persa, Aryjczykiem, mającym aryjskie pochodzenie. Dzięki łasce Ahuramazdy oto kraje, które przejąłem poza Persją; rządziłem nimi; płacili mi daninę; robili to, co im powiedziałem; trzymali się mocno mojego prawa; Media, Elam, Partia, Aria, Baktria, Sogdia, Chorasmia, Drangiana, Arachozja, Sattagydia, Gandara [Gadâra], Indie [Hiduš], pijący haomę Scytowie, Scytowie w spiczastych czapkach, Babilonia, Asyria, Arabia, Egipt, Armenia, Kapadocja, Lidia, Grecy (Yauna), Scytowie za morzem (Sakâ), Tracja, Grecy noszący petasos [Yaunâ], Libijczycy, Nubijczycy, ludzie z Maka i Karowie”. Coraz częściej jako uczniowie szkół możecie wybrać się do Hiszpanii czy Włoch. Nie udajecie się na wakacje niczym synowie marnotrawni, bo jeździcie tam za zaoszczędzone przez was pieniążki. Z pewnością wysłuchaliście już nie raz Ewangelię świętego Łukasza o dwu synach szlachetnego ojca. W tym Wielkim Poście chciałbym, żebyście rozpoznali młodszego syna i nie nazywali go utracjuszem, leniuchem który nie chciał pracować w winnicy ojca i wyruszył po przygodę w daleki świat. Moi przyjaciele. Jeszcze nie czas, aby go zcharakteryzować w pełni i mówić o nim zaledwie jako o synu marnotrawnym. To wiecie, żeże za miesiąc Wielkanoc, a potem będzie już piękny miesiąc maj… Wiosenna zieloność okryje rany poszarpanej ziemi. Pióra, liście, szypułki, osłonią rany, pokrętne badyle i wielorakie odmiany barw ziemi i będą zalecać się oczom ludzkim. Podobnie jak wsysały w siebie wilgoć i zgniliznę, tak sami barwami, kształtem i nieskończoną potęgą swego rozrostu będą chciały wessać w siebie cierpienie dusz, zniszczyć pamięć o tym, co już padło i umarło. Na dobro nowego życia będzie rosło i bujało wszystko – na stratę śmierci. Słowik zaśpiewa nocami nad wodą, w sąsiedztwie wzgórka, pod którym znaleźliście schronienie. W tym czasie ludzkość musi przejrzeć – musi! Głupota średniowieczna wiecznie trwać nie może – to nie podobna! Niektórym również z was, zdaje się, że w całym naszym życiu chodzi tylko o jedno z dwojga: żeby coś MIEĆ albo kimś BYĆ. Tymczasem zawsze na świecie ktoś na kogoś czeka. Wszyscy dorośli byli kiedyś dziećmi, ale niewielu z nich pamięta o tym. Były czasy, gdy chodzenie boso po ciepłej, wydeptanej ziemi było codziennością. Gdy śmiech dzieci niósł się po całej wiosce, a zabawy nie znały granic – patyk mógł być koniem, a garść kamyków skarbem. Domy kryte strzechą, drewniane płoty, zapach świeżo skoszonego siana i pieczonego chleba – to wszystko tworzyło wyjątkowy klimat. Nie było telefonów ani komputerów, ale było coś znacznie cenniejszego – wspólnota. Każdy znał każdego, a sąsiad był jak rodzina. Nadszedł jednak nowy czas, który podarował mam Bóg, nasz Ojciec Najlepszy. Przeważnie nie rozpoznajecie jeszcze etapów Bożego czasu. Jakkolwiek już w domu rodzinnym przejmujecie codzienne informacje z naszej epoki… Ludzie mają zbyt mało czasu, aby cokolwiek poznać. Kupują w sklepach rzeczy gotowe. A ponieważ nie ma magazynów z przyjaciółmi, więc ludzie nie mają przyjaciół. Prawdopodobnie nikt z was nie sięga z pytaniami tak daleko, jak czynią to wasi rodzice. Czy wszystko pozostanie tak samo, kiedy mnie już nie będzie? Czy książki odwykną od dotyku moich rąk, czy suknie zapomną o zapachu mojego ciała… A ludzie? Przez chwilę będą mówić o mnie, będą dziwić się mojej śmierci – zapomną. Nie łudźmy się, przyjacielu, ludzie pogrzebią nas w pamięci równie szybko, jak pogrzebią w ziemi nasze ciała. Nasz ból, nasza miłość, wszystkie nasze pragnienia odejdą razem z nami i nie zostanie po nich nawet puste miejsce. Na ziemi nie ma pustych miejsc. Pamięć to coś naprawdę dziwnego. Szufladki ma wypchane kompletnie nieprzydatnymi, bezsensownymi rzeczami. A człowiek zapomina jedną po drugiej rzeczy te ważne, naprawdę potrzebne. Można odejść na zawsze, by stale być blisko. Ktoś z was zasmucony wspomni tutaj: Nie ma ciebie mamo, a jednak potrzeba mi twoich słów i trzeba twojej pamięci. Pamiętaj o mnie, dobrze? Może będę się mniej bał, może będę usypiał spokojniej… Młodzi przyjaciele. Człowiek jest najwyższą wartością! Nikt, słyszycie, nikt nie ma prawa gubić drugiego człowieka, narażać go, skazywać na cierpienie! Codziennie słyszycie o wojnach na ziemi matce. – Teraz wojna, nie ma dobrych ludzi, rozumiesz? Ktoś odpowie. Ale człowiek tyle jest wart, ile może dać drugiemu człowiekowi. Złe niewątpliwie jest tylko jedno: krzywda bliźniego. Człowiek – jest to rzecz święta, której krzywdzić nikomu nie wolno. Prawdę swą należy mówić głośno, nie schlebiając ani – żal się Boże! – „gwelfom i gibelinom polskim”, ani rzeczom, ani wypadkom, ani stosunkom, ani ideom. Ciąży na nas grzech pierworodny szlachetczyzny. W okresie najnowszych technologii wciąż, my wzbogaceni Polacy, możemy juz poczuć się spragnieni nowego porządku. Zostawiamy miejsca rodzinne i „za chlebem” wyjeżdżamy za granicę. Tutaj moją pociechą będzie zawsze Polska, która odrodziła się z krwi i pracy męczenników po to, żeby na miejscu, gdzie stała ciemnica niewoli, rozpostarło się najjaśniejsze pracowisko postępu, napisał Warszawianin. W życiu każdego człowieka są dwa wielkie dni – pierwszy, w którym się rodzimy i drugi, w którym odkrywamy po co. Ktoś już was napisał: Stale muszę powtarzać: „Bardzo mi przyjemnie…” facetom, z którymi spotkanie wcale mi nie robi przyjemności. Ale jeżeli chcesz, bracie, żyć, musisz te komedie odgrywać… Naprawdę odważnym jest się tylko wtedy, gdy się wie jeszcze przed walką, że się dostanie cięgi, ale mimo to przystępuje się do tej walki – tak czy inaczej – i doprowadza się ją do końca bez względu na przeszkody. Zwycięża się wtedy rzadko, ale przecież czasami się zwycięża. Przyjaciele. Jedną z szkolnych lektur są „Niemcy” Leona Kruczkowskiego. Dramat z 1949 roku ukazuje różne postawy Niemców wobec nazizmu w czasie II wojny światowej. Akcja rozgrywa się w domu niemieckiej rodziny. Profesor Sonnenbruch wybrał wewnętrzną emigrację. Nie popiera Hitlera i nazizmu. Wojna to pokój. Wolność to niewola. Ignorancja to siła. Nie wiem jaka broń będzie użyta w trzeciej wojnie światowej, ale czwarta będzie na kije i kamienie. We mnie jest dwu ludzi, jeden zupełnie rozsądny, drugi wariat. Który zaś zwycięży? Nie wiem. Bracie. Ogień jest zaraźliwy! I jeśli my płoniemy, ty płoniesz razem z nami. Zbrodnia, mój kochany, to tylko nagłe podsumowanie tego, co już nieznacznie robimy codziennie…Ludzie mają wrodzony talent do wybierania właśnie tego, co dla nich najgorsze. Miałem zły dzień. Tydzień. Miesiąc. Rok. Życie. Cholera jasna. Tym bardziej najpiękniejszych chwil w życiu nie zaplanujesz. One przyjdą same. Mieliśmy osiemnaście lat i zaczęliśmy miłować świat i istnienie; kazano nam do tego strzelać. Pierwszy granat, który padł, trafił w nasze serca. „Obejdę świat dookoła, a może zabiję bijące mnie serce – kalejdoskoskie,” potem przemyśliwalem. Od lat sam siebie skazałem na cierpienie, na śmierć pewniejszą niż życie – żeby walczyć! żeby ratować nas wszystkich! żeby sprzeciwiać się złu. Człowiek grający o życie prawie zawsze przychodzi nie w porę. Była w tej pani jakaś cecha otwartości, która nakłaniała do uczuć przyjaznych. Bartosz jeszcze się w nikim nie kochał, ale wiedział, że taka pozycja istnieje i jest w modzie. Przyjacielu, gdzież są twoje szklane domy? Każdy ma swoje miejsce ulubione w dzieciństwie. To jest ojczyzna duszy. Każdy z nich miał gdzieś jakąś „mamę” albo jakiegoś „tatę”. Byli tacy, co mieli nawet babcie, a prawie każdy na postoju w chwili, kiedy sądził, że go nikt nie widzi, ośliniał sekretnie jakąś fotografię – ach! – jej, Kazi albo Zosi. Bartosz nie miał ani jednej Zosi. Nie da się samotnie zmienić świata, nawet jeśli jest się młodym „faraonem” o pozornie nieograniczonej władzy. Nie wystarczy stanowczość i odwaga, by przeciwstawić się zorganizowanej, wrogiej wszelkim zmianom sytuacji. Tam, gdzie – między mężczyzną a kobietą – zjawia się litość, a nawet politowanie, tam już inne uczucia poddają się bez walki, uchodzą niepostrzeżenie jak krew z ukrytej rany… Wszyscy się tutaj sobie podobamy. Prawda, panowie? Trochę mniej, trochę więcej, stosownie do stopnia w hierarchii. Nie, nie jestem [sam]. Jestem taki jak wszyscy na tym głupim, cholernym, zdumiewającym świecie. Niedoskonały. Nawet bardzo. Ale pełny nadziei. Nadal jestem sobą. Dla niemieckiego człowieka sumieniem był drugi niemiecki człowiek, to sobie zapamiętaj. Ale żyjesz w nowej Polsce. Teraz więc zamiast wierzyć, albo nie wierzyć, wymaluj twoją młodość wątpieniem – i niech to będzie twoja religia bez granic. Przeprogramowaliśmy rzeczywistość, język to wirus, religia – system operacyjny, a modlitwy to jedynie wkurzający spam. Religia nie jest ani prawdziwa, ani fałszywa, proponuje tylko pewien sposób życia – który pokaże ci wspaniałego ojca. Może tak być, nadzieja to kłamstwa, które sobie wmawiamy na temat przyszłości. Istotnie najlepsze kłamstwa są w dziewięćdziesięciu procentach prawdziwe. Życie nie jest sprawiedliwe. Zajęło mi to trochę czasu, zanim to zrozumiałem, ale okazuje się, że los zawsze znajdzie sposób, żeby cię rozczarować. Możesz snuć plany, a życie i tak pchnie cię w przeciwnym kierunku. Znajdziesz prawdziwych przyjaciół, a i tak zostaną ci zabrani, nie ważne jak mocno będziesz walczyć, by ich zatrzymać. Kiedy po coś sięgniesz, to się sparzysz. Nie doszukuj się w tym sensu i nie próbuj tego zmieniać. Musisz pogodzić się z rzeczami, na które nie masz wpływu i postarac się przezyć. To twoje jedyne zadanie. Czy wiesz? Że gdy się jest bardzo smutnym, lubi się zachody słońca… Człowiek miewa w życiu takie chwile, że lubi otaczać się przedmiotami, które przypominają smutek. W „Wietrze od morza” mój ulubiony pisarz zapisał: „Nie będzie już przenigdy Prusak niemczył Kaszuby!” W Krainie Smętka żyjecie, w was dojrzewa człowiek – Słowianin. Macie prawo nazywać się Młodszym bratem z Ewangelii, dla następnych pokoleń Polaków nad Wisłą. Wyobraźcie sobie, Mama miała taki okres w życiu, że lubiła smutek. Sama zawsze wesoła pracowała w hucie szkła. Nigdy u nas nie brakowało cukierniczek, kompotierek, artystycznie wykonanych talerzy, owocarek, wazonów. I to mnie uratowało! Taka była Mama, zawsze jeszcze miałem jej fotografią, bym mógł swobodnie patrzeć w jej oczęta… Kobieta pozwoli ze sobą zrobić, co zechcesz, bylebyś jej o tym nie mówił. Poeta pisał: „Trza było skazać na śmierć tę miłość, od której serce pęka, jakby zbielałem w ogniu żelazem wypalić wszystko aż do ostatniego wspomnienia.” Kochani moi przyjaciele. Ani chwili tracić darmo nie wolno! Trzeba rozrywać rany polskie, żeby się nie zabliźniły błoną podłości. Czyż to nie wielkość ducha, aby nie cofnąć ręki przed tym, od czego ludzie uciekają z całej siły? Dziś coraz bardziej rozwijająca się myśl usuwa po trochu wszystkie niedorzeczne fantazje, a na ich miejsce wprowadza kwestie rzeczywiście filozoficznej wartości i każe wróżyć wiele o was jako o myślicielach, już w osiemnastym roku. – A ty jak się masz? – spytał Puchatek. – Nie bardzo się mam – odpowiedział Kłapouchy. – Już nie pamiętam czasów, żebym jakoś się miał. Kochając, marzy się o przyszłości – ja wspominam przeszłość. Szczęście moje mieści się w wyrazie: wolność. Gdybym teraz odebrał sobie życie – nikt nie uroniłby po mnie łzy żalu. Walka z miłością to walka niemal z życiem, bo miłość jest życia rdzeniem. Gdzie ta koja, gdzie ten brzeg? Nie potrzebujecie zmagać się ze światem i ginąć dla wieczności. Ale już jako chłopcy i dziewczęta kochajcie Boga – człowieka. Jezus jest dla was najlepszym przyjacielem. Czy kiedykolwiek wiedziałeś, co naprawdę oznacza modlitwa? Czy kiedykolwiek czułeś jej szept w swoich snach? Czy kiedykolwiek skłoniłeś się z sercem tak lekkim, Że ziemia i niebo połączyły się w zasięgu wzroku? Czy kiedykolwiek odczuwałeś ciężar pokłonu? Dusza uwolniona w głębokim oddaniu? Czy kiedykolwiek dotknąłeś kurzu swoim czołem, I poczułeś, jak spływa miłosierdzie Boga? Czy kiedykolwiek pościłeś z sercem tak czystym, Gdzie głód zamienia się w coś więcej? Czy kiedykolwiek zaznałeś pragnienia dnia, A jednak poczułeś, jak twój duch się wznosi i kołysze? Jeśli nie, to zatrzymaj się, zastanów i zobacz, To nie są tylko rytuały – one cię wyzwalają, czynią wolnymi – Bo w ich istocie, głęboko ukrytej, Leży miłość, która sprawia, że aniołowie płaczą. „Gdybyś kiedy we śnie poczuła, że oczy moje już nie patrzą na ciebie z miłością, wiedz, żem żyć przestał.” Wciąż nie smutny
ksiądz Stanisław
___
Stanisław Barszczak, The Prodigal Son
(letter from a father to his son)
Dear young friends. The Royal Tombs at Petra in Jordan are a stunning testament to the ancient Nabataean civilization. Carved into the rose-red cliffs, the tombs were built for the region’s elite in the 1st and 2nd centuries CE. Notable structures include the Urn Tomb, the Silk Tomb, and the Corinthian Tomb, each with intricate facades that combine Hellenistic, Roman, and Nabataean architectural styles. The Royal Tombs are part of the larger archaeological wonder of Petra, once a bustling city that served as a major trading hub. Their remarkable preservation provides insight into the grandeur and sophistication of Petra’s rulers… Think about traveling to Jordan or Iran, for example, and you might see the tomb of the Persian king Darius I (the Great) at Naqsh-e Rustam in Iran. Darius the Great (522-486 BC), was one of the greatest Persian rulers. He ruled the Persian Empire at its height. The tomb is one of four tombs in Naqsh-e Rustam. The others are believed to be those of the Persian rulers Xerses I, Artaxerses and Darius II. Unfortunately, the tombs were robbed in antiquity. On the facade of the tomb is the inscription: „The great god is Ahuramazda, who created this land, who created the wonderful sky, who created man, who created happiness for man, who made Darius king, one king of many, one lord of many. I am Darius, the great king, king of kings, king of the countries where all kinds of people live, king in this great land far and wide, son of Hystaspes, Achaemenid, Persian, son of Persian, Aryan, having Aryan origins. By the grace of Ahuramazda, these are the countries that I took over outside Persia; I ruled them; they paid me tribute; they did what I told them; they held fast to my law; Media, Elam, Parthia, Aria, Bactria, Sogdia, Chorasmia, Drangiana, Arachosia, Sattagydia, Gandara [Gadâra], India [Hiduš], drinkers of haoma Scythians, Scythians with pointed caps, Babylon, Assyria, Arabia, Egypt, Armenia, Cappadocia, Lydia, Greeks (Yauna), Scythians beyond the sea (Sakâ), Thrace, Greeks wearing petasos [Yaunâ], Libyans, Nubians, people from Maca and Carians”. More and more often, as school children you can go to Spain or Italy. You do not go on vacation like prodigal sons, because you go there with money you have saved. You have certainly listened to the Gospel of Saint Luke more than once about the two sons of a noble father. This Lent I would like you to recognize the younger son and not call him a spendthrift, a lazy person who did not want to work in his father’s vineyard and set off on an adventure into the distant world. My friends. It is not yet time to characterize him fully and speak of him only as a prodigal son. You know that in a month Easter, and then there will already be a beautiful month of May… Spring greenery will cover the wounds of the torn earth. Feathers, leaves, peduncles, will cover the wounds, twisted twigs and various varieties of earth colors and will court human eyes. Just as they sucked moisture and rot into themselves, so with colors, shape and infinite power of their growth they will want to suck into themselves the suffering of souls, destroy the memory of what has already fallen and died. For the sake of new life everything will grow and swing – for the loss of death. The nightingale will sing at night over the water, near the hill under which you found shelter. At that time humanity must see – it must! Medieval stupidity cannot last forever – it is not like that! Some of you, too, it seems that in our whole life only one of two things matters: to HAVE something or to BE someone. Meanwhile, there is always someone waiting for someone in the world. All adults were once children, but few of them remember it. There were times when walking barefoot on warm, trampled earth was an everyday occurrence. When children’s laughter echoed throughout the village, and games knew no bounds – a stick could be a horse, and a handful of pebbles a treasure. Thatched houses, wooden fences, the smell of freshly mown hay and baked bread – all this created a unique atmosphere. There were no phones or computers, but there was something much more valuable – community. Everyone knew everyone, and a neighbor was like family. However, a new time has come, which God, our Best Father, has given us. Most of you do not yet recognize the stages of God’s time. However, already in your family home, you take in everyday information from our era… People have too little time to learn anything. They buy ready-made things in stores. And since there are no stores with friends, people have no friends. Probably none of you reach as far with questions as your parents do. Will everything remain the same when I am gone? Will books become unaccustomed to the touch of my hands, will dresses forget the smell of my body… And people? They will talk about me for a while, they will wonder at my death – they will forget. Let us not delude ourselves.
My friend, people will bury us in memory as quickly as they bury our bodies in the ground. Our pain, our love, all our desires will go with us and not even an empty space will remain. There are no empty spaces on earth. Memory is something really strange. Its drawers are stuffed with completely useless, senseless things. And one by one a person forgets the important things, the really necessary ones. One can leave forever to always be close. One of you will sadly mention here: You are not here, mother, and yet I need your words and I need your memory. Remember me, okay? Maybe I will be less afraid, maybe I will fall asleep more peacefully… Young friends. A person is the highest value! No one, you hear, no one has the right to lose another person, to endanger them, to condemn them to suffering! Every day you hear about wars on mother earth. – Now there is war, there are no good people, do you understand? Someone will answer. But a person is worth as much as he can give to another person. There is only one thing that is undoubtedly evil: harming one’s neighbor. A person is a sacred thing that no one may harm. One should speak one’s truth loudly, without flattering either – God forbid! – „Polish Guelphs and Ghibellines”, or things, or events, or relationships, or ideas. The original sin of nobility weighs on us. In the period of the latest technologies, we, the enriched Poles, can already feel thirsty for a new order. We leave our native places and „for bread” go abroad. Here, my consolation will always be Poland, which was reborn from the blood and work of martyrs so that in the place where the darkness of slavery stood, the brightest workroom of progress would spread, Stephen Zeromski wrote . In the life of every person there are two great days – the first, when we are born and the second, when we discover why. Someone has already written to you: I constantly have to repeat: „I am very pleased…” to guys with whom meeting does not give me any pleasure at all. But if you want to live, brother, you have to play these comedies… You are truly brave only when you know before the fight that you will get a beating, but you still enter this fight – one way or another – and you see it through to the end regardless of the obstacles. You rarely win then, but sometimes you do win. Friends. One of the school readings is „Germany” by Leon Kruczkowski. The drama from 1949 shows the different attitudes of Germans towards Nazism during World War II. The action takes place in the home of a German family. Professor Sonnenbruch chose internal emigration. He does not support Hitler and Nazism. War is peace. Freedom is slavery. Ignorance is strength. I do not know what weapons will be used in the third world war, but the fourth will be with sticks and stones. There are two people in me, one completely sensible, the other a madman. Which one will win? I do not know. Brother. Fire is contagious! And if we burn, you burn with us. Crime, my dear, is just a sudden summary of what we already do every day insignificantly… People have an innate talent for choosing precisely what is worst for them. I had a bad day. A week. A month. A year. Life. Holy shit. All the more so, you can’t plan the most beautiful moments in life. They will come by themselves. We were eighteen years old and we started to love the world and existence; we were told to shoot for it. The first grenade that went off hit our hearts. „I’ll go around the world, or maybe I’ll kill my beating heart – kaleidoscopic,” then I thought about it. For years I had sentenced myself to suffering, to a death more certain than life – to fight! to save us all! to oppose evil. A person playing for life almost always comes at the wrong time. There was a certain openness in this lady that encouraged friendly feelings. Bartosz had not yet fallen in love with anyone, but he knew that such a position existed and was in fashion. Friend, where are your glass houses? Everyone has their favorite place in childhood. It is the homeland of the soul. Each of them had a „mom” or a „dad” somewhere. There were those who even had grandmothers, and almost everyone, at a stopover, when they thought no one was watching, secretly drooled over some photograph – oh! – of her, Kazia or Zosia. Bartosz did not have a single Zosia. You cannot change the world alone, even if you are a young „pharaoh” with seemingly unlimited power. Determination and courage are not enough to oppose an organized situation hostile to any change. Where – between a man and a woman – pity, or even sympathy, appears, other feelings surrender without a fight, escape unnoticed like blood from a hidden wound… We all like each other here. Right, gentlemen? A little less, a little more, according to the rank in the hierarchy. No, I am not [alone]. I am like everyone else in this stupid, bloody, amazing world. Imperfect. Very much so. But full of hope. I am still myself. For a German man, his conscience was another German man, that’s what he
remember. But you live in a new Poland. So now instead of believing or not believing, paint your youth with doubt – and let this be your religion without borders. We have reprogrammed reality, language is a virus, religion – an operating system, and prayers are just annoying spam. Religion is neither true nor false, it only proposes a certain way of life – which will show you a wonderful father. It may be so, hope is the lies we tell ourselves about the future. Indeed, the best lies are ninety percent true. Life is not fair. It took me some time to understand this, but it turns out that fate always finds a way to disappoint you. You can make plans, and life will still push you in the opposite direction. You will find true friends, and they will still be taken from you, no matter how hard you fight to keep them. When you reach for something, you will get burned. Don’t look for meaning in it and don’t try to change it. You have to accept the things you have no influence over and try to survive. That’s your only task. Do you know? That when you’re very sad, you like sunsets… People have moments in their lives when they like to surround themselves with objects that remind them of sadness. In the book „Wiatr od morza” my favorite writer wrote: „A Prussian will never again Germanize Kashubia!” You live in the Land of Smętka, a man is maturing in you – a Slav. You have the right to call yourself the Younger Brother from the Gospel, for the next generations of Poles on the Vistula. Imagine, Mom had a period in her life when she liked sadness. She herself always worked cheerfully in the glassworks. We never lacked sugar bowls, compotes, artistically made plates, fruit bowls, vases. And that saved me! That was Mom, I always had her photograph so I could freely look into her eyes… A woman will let you do whatever you want to her, as long as you don’t tell her about it. The poet wrote: „It was necessary to sentence to death that love, from which the heart breaks, as if I had turned white in the fire with an iron to burn everything to the last memory.” My dear friends. Not a moment should be wasted! We must tear open Polish wounds so that they do not heal with a membrane of meanness. Isn’t it greatness of spirit not to withdraw one’s hand from that from which people run away with all their might? Today, increasingly developing thought gradually removes all absurd fantasies, and in their place introduces issues of truly philosophical value and makes one foretell much about you as thinkers, already in the eighteenth year. – And how are you? – asked Winnie the Pooh. – I am not very well – replied Eeyore. – I can no longer remember a time when I was somehow well. When you love, you dream of the future – I remember the past. My happiness is contained in the word: freedom. If I took my life now – no one would shed a tear of regret for me. The fight with love is almost a fight with life, because love is the core of life. Where is that bunk, where is that shore? You do not need to struggle with the world and perish for eternity. But as boys and girls, love God – man. Jesus is your best friend. Have you ever known what prayer really means? Have you ever felt its whisper in your dreams? Have you ever bowed with a heart so light, That earth and heaven merged in sight? Have you ever felt the weight of obeisance? A soul freed in deep devotion? Have you ever touched the dust with your forehead, And felt God’s mercy flow down? Have you ever fasted with a heart so pure, Where hunger turns into something more? Have you ever experienced the thirst of the day, And yet felt your spirit rise and sway? If not, then stop, think and see, These are not just rituals – they liberate you, make you free – Because in their essence, deeply hidden, Lies love that makes angels cry.
„If ever in a dream you felt that my eyes no longer look at you with love, know that I have ceased to live.” Not yet sad your priest Stanisław
___
(List do młodych na Wielki Post)
Stanisław Barszczak, O miłości czyli o tym, co najbardziej trwałe w życiu ludzkim!
Drodzy młodzi przyjaciele. Czy my jestemy ludzie dobrzy?
– Słuchaj Henri, czy my jesteśmy ludzie dobrzy? – Czemu się głupio pytasz? – Widzisz, przyjacielu, wzbiera we mnie zupełnie niezrozumiała złość na tych ludzi, że przez nich muszę tu być. Nie współczuję im wcale, że idą do gazu. To wypowiedź jednego z Kolumbów ostatniej wojny. W swoich opowiadaniach Tadeusz Borowski, inaczej niż pozostali przedstawiciele pokolenia Kolumbów, opisywał obozy zagłady nie jako niespodziewany wybuch metafizycznego zła, lecz żelazną konsekwencję splotu faszyzmu i kapitalizmu. Jest prawo obozu, że ludzi idących na śmierć oszukuje się do ostatniej chwili. Jest to jedyna dopuszczalna forma litości. Nie ma piękna, jeśli w nim leży krzywda człowieka. Nie ma prawdy, która tę krzywdę pomija.
Co będzie o nas wiedzieć świat, jeśli zwyciężą Niemcy? Powstaną olbrzymie budowle, autostrady, fabryki, niebotyczne pomniki. Pod każdą cegłą będą podłożone nasze ręce, na naszych barkach będą noszone podkłady kolejowe i płyty betonu. Nie ma piękna, jeśli w nim leży krzywda człowieka. Nie ma prawdy, która tę krzywdę pomija. Nie ma dobra, które na nią pozwala. Niekiedy skala reagowania człowieka jest zbyt mała i gdy sięga tragicznego dna, wtedy wyzwala się w śmiechu. Zakładamy podwaliny jakiejś nowej, potwornej cywilizacji. Teraz dopiero poznałem cenę starożytności. Jak potworną zbrodnią są piramidy egipskie, świątynie i greckie posągi! (…) Nie ma piękna, jeśli leży w nim krzywda człowieka… Jakże to jest, że nikt nie krzyknie, nie plunie w twarz, nie rzuci się na pierś? Zdejmujemy czapkę przed esmanami wracającymi spod lasu, jak wyczytają, idziemy z nimi na śmierć – i nic? Głodujemy, mokniemy na deszczu, zabierają nam najbliższych. Widzisz: to mistyka. Oto jest dziwne opętanie człowieka przez człowieka. Oto jest dzika bierność, której nic nie przełamie. A jedyna broń – to nasza liczba, której komory nie pomieszczą. To właśnie nadzieja każe ludziom apatycznie iść do komory gazowej, każe nie ryzykować buntu, pogrąża w martwotę.
Uśmiecham się i myślę, że człowiek zawsze na nowo odnajduje człowieka – przez miłość. I że to jest rzecz najważniejsza i najbardziej trwała w życiu ludzkim. A my tęsknimy do świata, w którym jest miłość drugiego człowieka, spokój od ludzi i odpoczynek od instynktów. Widać takie jest prawo miłości i młodości. Głód jest wtedy prawdziwy, gdy człowiek patrzy na drugiego człowieka jako na obiekt do zjedzenia. Jest prawo obozu, że ludzi idących na śmierć oszukuje się do ostatniej chwili. Jest to jedyna dopuszczalna forma litości. Oszukańczy jest czas pracy, przy którym nie wolno mówić, siadać, odpoczywać. Oszukańcza jest każda szufla ziemi, którą niepełną wrzucamy do rowu. Patrz na to wszystko uważnie i nie trać siły, gdy jest Ci źle. Bo może z tego czasu obozu, z tego czasu oszustw będziemy musieli zdać ludziom żywym relację i stanąć w obronie zmarłych. (…) Bo żywi zawsze mają rację przeciw umarłym.
Jesteśmy niewrażliwi jak drzewa, jak kamienie. I milczymy jak ścinane drzewa, jak rąbane kamienie… Rola nadziei w życiu obozowicza była bardzo ważna: To właśnie nadzieja każe ludziom apatycznie iść do komory gazowej, każe nie ryzykować buntu, pogrąża w martwotę. To nadzieja rwie więzy rodzin, każe matkom wyrzekać się dzieci, żonom sprzedawać się za chleb i mężom zabijać ludzi. To nadzieja każe im walczyć o każdy dzień życia, bo może właśnie ten dzień przyniesie wyzwolenie. Ach, i już nawet nie nadzieja na inny, lepszy świat, ale po prostu na życie, w którym będzie spokój i odpoczynek. Nigdy w dziejach ludzkich nadzieja nie była silniejsza w człowieku, ale nigdy też nie wyrządziła tyle zła, ile w tej wojnie, ile w tym obozie. Nie nauczono nas wyzbywać się nadziei i dlatego giniemy w gazie (…) gdyby nie nadzieja, iż ten inny świat nadejdzie, że wrócą prawa człowieka – żylibyśmy w obozie choć jeden dzień? (…) Nigdy w słowach ludzkich nadzieja nie była silniejsza w człowieku, ale nigdy też nie wyrządziła tyle zła, ile w tej wojnie, ile w tym obozie.
Pożegnanie z Marią jest lekturą szkolną i bardzo dobrze. Tylko tam znajdziesz zdanie traktujące o rozpaczliwej próbie złagodzenia obozowej rzeczywistości przez przebywającego w niej Tadka: Ale to jest nieprawda i groteska, jak cały obóz, jak cały świat. Autor opisuje scenę, gdy więźniowie otrzymali polecenie uprzątnięcia pustych wagonów, z których wynosili martwe dzieci, uduszone i leżące w ludzkich odchodach czytamy: „Wskakuję o środka. Porozrzucane po kątach wśród kału ludzkiego i pogubionych zegarków leżą poduszone, podeptane niemowlęta, nagie potworki o ogromnych głowach i wydętych brzuchach. Wynosi się je jak kurczaki, trzymając po parę w jednej garści”. Porównaj fragment także z tego samego tekstu, opisujący los kalekiej dziewczynki: „Inni niosą dziewczynkę bez nogi; trzymają ją za ręce i za tę jedną, pozostałą nogę. Łzy ciekną jej po twarzy, szepce żałośnie: »Panowie, to boli, boli…« Ciskają ją na auto między trupy. Spali się żywcem wraz z nimi”. „A tu patrz: najpierw jedna wiejska stodoła pomalowana na biało i – duszą w niej ludzi. Potem cztery większe budynki – dwadzieścia tysięcy jak nic. Bez czarów, bez trucizn, bez hipnozy. Paru ludzi kierujących ruchem, żeby tłoku nie było, i ludzie płyną, jak woda z kranu za odkręceniem kurka. Dzieje się to wśród anemicznych drzew zadymionego lasku. Zwykłe ciężarowe samochody podwożą ludzi, wracają jak na taśmie i znów podwożą”. Borowski
opisuje człowieka zlagrowanego, który mimo zakończenia wojny, nie potrafi podjąć na nowo swych obowiązków, boi się dawnego życia. Tadek tłumaczy Ninie, że nie wyjedzie z nią, ponieważ: „Ja tu nie jestem niczym, ale się wybiję. Mam kolegów, którzy mi pomogą, mam książki, od których trudno mi odejść. Tak je zbierałem, rozumiesz? Ja boję się ryzyka, za dużo śmierci widziałem, żeby się dać zabić. Niech inni, po co ja? Boję się przestrzeni, boję się ludzi, bo cóż ja jestem? Jakie mam prawa? (…) Żadnych, żadnych”.
Porównaj fragment niosący to samo znaczenie, a mianowicie opis psychiki człowieka zlagrowanego: „Jakże to jest, że nikt nie krzyknie, nie plunie w twarz, nie rzuci się na pierś? Zdejmujemy czapkę przed esmanami wracającymi spod lasu, jak wyczytają, idziemy z nimi na śmierć i – nic? Głodujemy, mokniemy na deszczu, zabierają nam najbliższych. Widzisz: to mistyka. Oto jest dziwne opętanie człowieka przez człowieka. Oto jest dzika bierność, której nic nie przełamie. A jedyna broń – to nasza liczba, której komory nie pomieszczą”. „Bez czarów, bez trucizn, bez hipnozy. Paru ludzi kierujących ruchem, żeby tłoku nie było, i ludzie płyną jak woda z kranu za odkręceniem kurka”.
Głód jest wtedy prawdziwy, gdy człowiek patrzy na drugiego człowieka jako na obiekt do zjedzenia. Ja już miałem taki głód. Ostatecznie, pomyślałem wtedy gorzko, mordowaliśmy inne narody, czemu więc mają nas oszczędzać? Ale one miały za co umierać: walczyły za wolność. A ty człowieku, za co umierasz? Za faszyzm? Wtedy zapłakałem pierwszy raz w życiu. Wbrew namiętnościom wojny żyliśmy w innym świecie. Może dla tego, który nadejdzie. A to, że teraz tu jesteśmy – to chyba też dla tego świata. Czy myślisz, że gdyby nie nadzieja, iż ten inny świat nadejdzie, że wrócą prawa człowieka – żylibyśmy w obozie choć jeden dzień? To właśnie nadzieja każe ludziom apatycznie iść do komory gazowej, każe nie ryzykować buntu, pogrąża w martwotę. To nadzieja rwie więzy rodzin, każe matkom wyrzekać się dzieci, żonom sprzedawać się za chleb i mężczyznom zabijać ludzi. To nadzieja każe im walczyć. Jak się później dowiedziałem, Marię, jako aryjsko-semickiego mischlinga wywieziono wraz z transportem żydowskim do osławionego obozu nad morzem, zagazowano w komorze krematoryjnej, a ciało jej zapewne przerobiono na mydło. Nie wiem, czy przeżyjemy, ale chciałbym, abyśmy kiedyś umieli nazywać rzeczy ich właściwym imieniem, jak czynią ludzie odważni. Patrz na to wszystko uważnie i nie trać siły, gdy Ci jest źle. Gdyby można było rozumieć cały świat, czuć cały świat, widzieć cały świat, tak jak się rozumie swoje myśli, czuje się swój głód, widzi się okno, bramę za oknem i chmury nad bramą, gdyby można było widzieć wszystko jednocześnie i ostatecznie, wtedy miłość byłaby nie tylko miarą, ale i ostateczną instancją wszystkich rzeczy!!! Niestety, zdani jesteśmy na metodę prób, na samotne, zwodnicze przeżycie. Jakże to niepełna, jakże fałszywa miara rzeczy!
Pamiętasz, i jak lubiłem Platona. Dziś wiem, że kłamał. Bo w rzeczach ziemskich nie odbija się ideał, ale leży ciężka, krwawa praca człowieka. Poezja! Dla mnie to rzecz tak niepojęta jak słyszenie kształtu albo dotyk dźwięku. (…) Ale tylko poezja umie wiernie pokazać człowieka, pełnego człowieka. Myślę, że ludziom, którzy cierpią niesprawiedliwie, nie wystarczy sama sprawiedliwość. Chcą, żeby winowajcy też ucierpieli niesprawiedliwie. To odczują jako sprawiedliwość. Nie, ludzi nie zabraknie. Spalą się Żydzi, spalą się Polacy, spalą się Rosjanie, przyjdą ludzie z Zachodu i Południa, z kontynentu i wysp. To myśmy budowali piramidy, rwali marmur na świątynie i kamienie na drogi imperialne, to myśmy wiosłowali na galerach i ciągnęli sochy, a oni pisali dialogi i dramaty, usprawiedliwiali ojczyznami swoje intrygi, walczyli o granice i demokracje. Myśmy byli brudni i umierali naprawdę. Oni byli estetyczni i dyskutowali na niby.
Patrz, w jakim oryginalnym świecie żyjemy: jak mało jest w Europie ludzi, którzy nie zabili człowieka! I jak mało jest ludzi, których by inni ludzie nie pragnęli zamordować! A my tęsknimy do świata, w którym jest miłość drugiego człowieka, spokój od ludzi i odpoczynek od instynktów. Widać takie jest prawo miłości i młodości.
Wyzwolili nas od Niemców, ci tędzy dobroduszni chłopcy. Ale któż nas wyzwoli od tych tęgich dobrodusznych chłopców.
I nikt o nas wiedzieć nie będzie. Zakrzyczą nas poeci, adwokaci, filozofowie, księża. Stworzą piękno, dobro i prawdę. Stworzą religię. Godność człowieka naprawdę leży w jego myśli i w jego uczuciu. Kochani młodzi przyjaciele. Cień jak przypływ podpełza do nóg, otacza nas i zacieśnia świat tylko do nas: jesteśmy ty i ja. Gdyby opadły ściany baraków, tysiące ludzi zbitych, stłamszonych na pryczach zawisłoby w powietrzu. Gdyby opadły ściany kościołów, tysiące ludzi zawisłoby w powietrzu!
Nigdy w dziejach ludzkich nadzieja nie była silniejsza w człowieku, ale nigdy tez też nie wyrządziła tyle zła, ile w tej wojnie, ile w tym obozie. Nie nauczono nas wyzbywać się nadziei i dlatego giniemy w gazie. Gdyby oni nie wierzyli w Boga i w życie pozagrobowe, już by dawno rozwalili krematoria.
Czy będę grabił w tym świecie, oszukiwał siebie i innych?
Myślisz, że będziesz umiał żyć? Tymczasem będziesz się bał wiecznie nie wiadomo jakich strachów, albo będziesz grabił oburącz, gdzie się da, bo w co będziesz wierzył? Powtórzę wam, poezja i religia budzą miłość znów. Jedyną drogą do odrodzenia ludzkości jest wszechpotężna miłość. Nienawiść rodzi zło, a tylko miłość ma moc trwałą i rokującą nadzieje człowieka. Tylko przez miłość odrodzi się świat. (por. Tadeusz Borowski, Pozegnanie z Marią, U nas, w Auschwitzu…, Matura na Targowej, Dzień na Harmenzach
Bitwa pod Grunwaldem, Proszę państwa do gazu, Ludzie, którzy szli)
____
(Letter to the Young for Lent)
Stanisław Barszczak, On Love, or on What is Most Enduring in Human Life!
Dear young friends. Are we good people? – Listen, Henri, are we good people? – Why do you ask such stupid questions? – You see, my friend, I am filled with a completely incomprehensible anger at these people, because of them I have to be here. I do not feel sorry for them at all, that they are going to the gas chambers. This is the statement of one of the Columbuses of the last war. In his stories, Tadeusz Borowski, unlike other representatives of the Columbus generation, described the extermination camps not as an unexpected outbreak of metaphysical evil, but as an iron consequence of the intertwining of fascism and capitalism. It is the law of the camp that people going to their deaths are deceived until the very last moment. This is the only permissible form of pity. There is no beauty if there is wrong done to a person. There is no truth that ignores this wrong.
What will the world know about us if the Germans win? There will be huge buildings, highways, factories, and towering monuments. Our hands will be placed under every brick, railroad ties and slabs of concrete will be carried on our shoulders. There is no beauty if there is human wrong in it. There is no truth that ignores this wrong. There is no good that allows it. Sometimes the scale of human reaction is too small and when it reaches tragic bottom, then it is released in laughter. We are laying the foundations of some new, monstrous civilization. Only now have I learned the price of antiquity. What a monstrous crime are the Egyptian pyramids, temples and Greek statues! (…) There is no beauty if there is human wrong in it… How is it that no one shouts, spits in the face, throws themselves on the chest? We take off our hats before the SS men returning from the forest, when they read out, we go with them to their deaths – and nothing? We starve, get soaked in the rain, they take away our loved ones. You see: this is mysticism. This is the strange possession of man by man. This is the wild passivity that nothing can break. And the only weapon is our number, which the chambers cannot contain. It is hope that makes people go apathetically to the gas chamber, makes them not risk rebellion, plunges them into deadness.
I smile and think that man always rediscovers man – through love. And that this is the most important and lasting thing in human life. And we long for a world in which there is love from another person, peace from people and rest from instincts. You can see that this is the law of love and youth. Hunger is real when a person looks at another person as an object to be eaten. It is the law of the camp that people going to their death are deceived until the last moment. This is the only acceptable form of pity. The working hours, during which one is not allowed to speak, sit down or rest, are deceitful. Every shovel of earth that we throw into a ditch, incomplete, is deceitful. Look at all this carefully and do not lose strength when you feel bad. Because maybe we will have to give an account of this time in the camp, of this time of deception to the living and stand up for the dead. (…) Because the living are always right against the dead.
We are as insensitive as trees, as stones. And we are as silent as cut trees, as chopped stones… The role of hope in the life of a camper was very important: It is hope that makes people go apathetically to the gas chamber, tells them not to risk rebellion, plunges them into deadness. It is hope that severs the bonds of families, makes mothers renounce their children, wives sell themselves for bread and husbands kill people. It is hope that makes them fight for every day of their lives, because maybe this very day will bring liberation. Oh, and not even hope for a different, better world, but simply for a life in which there will be peace and rest. Never in human history has hope been stronger in man, but it has also never done as much evil as in this war, as in this camp. We were not taught to give up hope and that is why we are dying in gas (…) if it were not for the hope that this other world will come, that human rights will return – would we live in the camp even for one day? (…) Never in human words has hope been stronger in man, but also never has it done so much harm as in this war, as in this camp. Farewell to Maria is school reading and very good. Only there will you find a sentence dealing with a desperate attempt to soften the reality of the camp by Tadek, who was there: But this is untrue and grotesque, like the entire camp, like the entire world. The author describes the scene when prisoners were ordered to clear up empty wagons from which they were carrying dead children, suffocated and lying in human excrement, we read: “I jump in. Scattered in the corners among human excrement and lost watches lie suffocated, trampled infants, naked monsters with enormous heads and bloated bellies. They are carried out like chickens, a couple in one hand.” Compare the fragment also from the same text, describing the fate of a crippled girl: „Others carry a girl without a leg; they hold her by her hands and by the one remaining leg. Tears run down her face, she whispers mournfully: „Gentlemen, it hurts, it hurts…” They throw her onto the car among the corpses. She’ll burn alive along with them.” „And look: first a village barn painted white and – they suffocate people in it. Then four larger buildings – twenty thousand for nothing. No magic, no poisons, no hypnosis. A few people directing traffic so there’s no crowding, and people flow like water from a tap when you turn on the tap. This happens among the anemic trees of a smoky grove. Ordinary trucks pick people up, go back as if on a conveyor belt and pick them up again.” Borowski describes a man in a concentration camp who, despite the end of the war, is unable to resume his duties, afraid of his old life. Tadek explains to Nina that he won’t leave with her because: „I’m nothing here, but I’ll make a name for myself. I have friends who will help me, I have books that I find it hard to leave. That’s how I collected them, do you understand? I am afraid of risk, I have seen too much death to let myself be killed. Let others, why me? I am afraid of space, I am afraid of people, because what am I? What rights do I have? (…) None, none.”
Compare a fragment that carries the same meaning, namely the description of the psyche of a person in a camp: “How is it that no one shouts, spits in your face, throws themselves on your chest? We take off our hats before the SS men returning from the forest, when they read out, we go with them to our deaths and – nothing? We starve, get soaked in the rain, they take away our loved ones. You see: this is mysticism. This is the strange possession of man by man. This is the wild passivity that nothing can break. And the only weapon – our numbers, which the chambers cannot contain.” “Without magic, without poisons, without hypnosis. A few people directing traffic so that there is no crowding, and people flow like water from a tap when you turn on the tap.”
Hunger is real when a person looks at another person as an object to be eaten. I have had such hunger before. After all, I thought bitterly then, we murdered other nations, so why should they spare us? But they had something to die for: they fought for freedom. And you, man, what are you dying for? For fascism? That’s when I cried for the first time in my life. Despite the passions of war, we lived in a different world. Maybe for the one that will come. And the fact that we are here now – is probably also for this world. Do you think that if it weren’t for the hope that this different world will come, that human rights will return – we would live in a camp even for one day? It is hope that makes people go apathetically to the gas chamber, makes them not risk rebellion, plunges them into deadness. It is hope that severs the bonds of families, makes mothers renounce their children, wives sell themselves for bread and men kill people. It is hope that makes them fight. As I later learned, Maria, as an Aryan-Semitic Mischlinge, was taken with a Jewish transport to the notorious camp by the sea, gassed in the crematorium, and her body was probably made into soap. I don’t know if we’ll survive, but I would like us to be able to call things by their proper names someday, as brave people do. Look at all this carefully and don’t lose your strength when you feel bad. If it were possible to understand the whole world, feel the whole world, see the whole world, just as you understand your thoughts, feel your hunger, see the window, the gate outside the window, and the clouds above the gate, if it were possible to see everything simultaneously and ultimately, then love would be not only the measure, but also the final instance of all things!!! Unfortunately, we are dependent on the method of trials, on a lonely, deceptive experience. How incomplete, how false a measure of things!
Remember, and how I liked Plato. Today I know that he lied. Because in earthly things, the ideal is not reflected, but the hard, bloody work of man lies. Poetry! For me, it is something as incomprehensible as hearing a shape or touching a sound. (…) But only poetry can faithfully show a man, a complete man. I think that justice alone is not enough for people who suffer unjustly. They want the guilty to suffer unjustly. They will feel this as justice. No, there will be no shortage of people. Jews will burn, Poles will burn, Russians will burn, people will come from the West and the South, from the continent and the islands. It was we who built the pyramids, tore marble for temples and stones for imperial roads, it was we who rowed galleys and pulled ploughs, and they wrote dialogues and dramas, justified their intrigues with their homelands, fought for borders and democracy. We were dirty and died for real. They were aesthetic and had pretend discussions. Look at what an original world we live in: how few people there are in Europe who have not killed a man! And how few people there are whom other people would not want to murder! And we long for a world in which there is love for others, peace from people and rest from instincts. Apparently, such is the law of love and youth.
They liberated us from the Germans, those stout, good-natured boys. But who will liberate us from those stout, good-natured boys. And no one will know about us. Poets, lawyers, philosophers, priests will shout us down. They will create beauty, goodness and truth. They will create religion. Dignity man truly lies in his thoughts and in his feelings. Dear young friends. A shadow like a tide creeps up to our feet, surrounds us and narrows the world to just us: we are you and I. If the walls of the barracks were to fall, thousands of people would hang in the air, beaten, crushed on the bunks. If the walls of the churches were to fall, thousands of people would hang in the air!
Never in human history has hope been stronger in man, but also never has it done so much evil as in this war, as in this camp. We have not been taught to give up hope and that is why we are dying in gas. If they did not believe in God and in the afterlife, they would have destroyed the crematoria long ago.
Will I rob in this world, deceive myself and others?
Do you think you will know how to live? In the meantime, you will be eternally afraid of who knows what fears, or you will rob with both hands, wherever you can, because what will you believe in? I will repeat to you, poetry and religion awaken love again. The only way to the rebirth of humanity is omnipotent love. Hatred gives birth to evil, and only love has a lasting power that gives hope to man. Only through love will the world be reborn. (cf. Tadeusz Borowski, Farewell to Mary; Here, in Auschwitz…; Matura on Targowa; Day at Harmenza; Battle of Grunwald; Ladies and Gentlemen, go to the gas; People Who Walked)
____
𝐏𝐑𝐈𝐄𝐒𝐓𝐒 𝐀𝐑𝐄 𝐏𝐄𝐎𝐏𝐋𝐄 𝐓𝐎𝐎
Z racji Międzynarodowego dnia Kobiet chciałbym przekazać wpierw życzenia moje
dla wszystkich niezwykłych kobiet – niech każdy dzień będzie pełen piękna, siły i inspiracji, jak górskie szczyty o świcie. Niech Tatry przypominają Wam, że nie ma rzeczy niemożliwych!
Zaraz też zamierzyłem powiedzieć wam o kapłanach, którzy są również tylko ludźmi.
Potrzeba wyjątkowego mężczyzny, aby odpowiedzieć na Boże powołanie do kapłaństwa. W świecie, który gloryfikuje władzę, przyjemność i pobłażanie sobie, trudno jest zrozumieć odwagę, poświęcenie i wyrzeczenia, jakie są potrzebne, aby obiecać życie w czystości, ubóstwie i posłuszeństwie dla dobra innych.
Niezależnie od tego, czy ludzie uważają się za głupców czy świętych, zawsze wydaje się, że inni nie potrafią w pełni rozpoznać człowieczeństwa księży Kościoła. Zarówno katolicy, jak i niewierzący, albo stawiają duchownym niemożliwie wysokie wymagania, tylko po to, by rozczarować się, gdy zawodzą, albo postrzegają ich jako hipokrytów, którzy mówią prawdę pomimo własnej grzeszności.
Wszyscy musimy pamiętać o jednej rzeczy: księża to ludzie, tacy jak ty i ja.
Mają mocne i słabe strony
Księża nie są robotami; to mężczyźni. Nawet po ukończeniu seminarium i złożeniu ślubów, nadal są mężczyznami z osobistymi mocnymi i słabymi stronami. Zawsze jestem zaskoczony, gdy ludzie mówią rzeczy w rodzaju: „Był taki mądry. Mógł zostać kimkolwiek, ale wybrał kapłaństwo…” lub „Jest taki atrakcyjny. Co za strata!”
Kapłaństwo to nie wyrok więzienia. To nie kara dla odmieńców, którzy nie pasują do idealnego wzorca dobrego męża, ojca, studenta lub pracownika. Jako ludzie Boga powinniśmy celebrować inteligencję, talenty, etykę pracy, a nawet atrakcyjność naszych księży. Te cechy nie są marnowane, ponieważ nie są doświadczane jako mąż lub ojciec; w wyjątkowy, potężny sposób wychwalają dobroć Boga poprzez kapłaństwo.
Popełniają błędy
Kapłani nie są nieomylni. Nie są doskonali. Nie są Bogiem. Musimy sobie o tym przypominać od czasu do czasu, gdy zawieszamy się na błędach, które popełniają, dużych i małych. Chociaż zajmują publiczne stanowisko, aby służyć Panu i jego ludowi, nadal są grzeszni i z pewnością zrobią rzeczy, które nie każdemu się podobają lub z którymi się nie zgadzają. Bądź dla nich wyrozumiały. Wybacz im, gdy cię zawiodą, i idź dalej.
Podobnie nie powinniśmy stawiać księży, których kochamy i z którymi się zgadzamy, na piedestale tak wysoko, że stawiamy ich na miejscu Boga. Równie kuszące jest ubóstwianie pobożnych mężczyzn, jak i skreślanie mężczyzn za to, że nie są pobożni, ponieważ wydaje się, że na świecie pozostało ich tak niewielu. Kiedy już spotkamy takiego, łatwo jest przylgnąć do każdego jego słowa. Musimy jednak walczyć z tym przymusem, uznając, że księża są sługami Boga, a nie samym Bogiem.
Potrzebują naszych modlitw
Pod koniec dnia księża są w drodze do nieba, tak jak reszta z nas. Ale w przeciwieństwie do reszty z nas, ich powołanie jest wystawione na widok publiczny, aby każdy, katolik czy nie, mógł je krytykować. Jestem wdzięczna, że świat nie obserwuje każdego mojego ruchu jako żony i matki pod wnikliwym mikroskopem, którego doświadcza większość księży. Byłabym nieustannie krytykowana i słusznie.
Księża potrzebują naszych modlitw. Dobrzy i ci, w których trudno nam znaleźć dobro. Myśląc o niezliczonych zadaniach, które wykonują każdego dnia, a które pozostają niezauważone – wizyty w szpitalu, działalność społeczna, programy kształcenia ustawicznego, a oprócz odprawiania mszy, spowiadania i zarządzania parafią za niewielkie dochody – to cud, że ktokolwiek w ogóle chciałby zostać kapłaństwem.
A jednak to robią.
Wiedząc o poświęceniu, kpinach i niewdzięczności, których doświadczą ze strony świata, coś nadal skłania mężczyzn na całym świecie do podjęcia się najważniejszej pracy na świecie: niesienia Chrystusa Jego ludowi. Za to jesteśmy im winni nasze modlitwy.
(In English)
On the occasion of International Women’s Day, I would like to first convey my wishes for all extraordinary women – may every day be full of beauty, strength and inspiration, like mountain peaks at dawn. May the Tatra mountains remind you that nothing is impossible!
I also intended to tell you about priests who are also just people.
It takes an exceptional man to answer God’s call to priesthood. In a world that glorifies power, pleasure and self-indulgence, it is difficult to understand the courage, sacrifice and renunciation that are needed to promise a life of chastity, poverty and obedience for the good of others.
Whether people think they are fools or saints, it always seems that others fail to fully recognize the humanity of the Church’s priests. Catholics and non-Catholics alike either hold clergy to impossibly high standards, only to be disappointed when they fail, or they see them as hypocrites who speak the truth despite their own sinfulness.
We all need to remember one thing: priests are people, just like you and me.
They have strengths and weaknesses
Priests are not robots; they are men. Even after they graduate from seminary and take their vows, they are still men with personal strengths and weaknesses. I am always surprised when people say things like, “He was so smart. He could have been anything, but he chose the priesthood…” or “He is so attractive. What a waste!”
Priesthood is not a prison sentence. It is not a punishment for misfits who do not fit the ideal mold of a good husband, father, student, or employee. As men of God, we should celebrate the intelligence, talents, work ethic, and even attractiveness of our priests. These qualities are not wasted because they are not experienced as husbands or fathers; they singularly and powerfully celebrate the goodness of God through the priesthood.
They Make Mistakes
Priests are not infallible. They are not perfect. They are not God. We need to remind ourselves of this from time to time when we get hung up on the mistakes they make, big and small. Even though they are in a public position to serve the Lord and his people, they are still sinful and will certainly do things that not everyone likes or agrees with. Be lenient with them. Forgive them when they disappoint you, and move on.
Likewise, we should not put the priests we love and agree with on a pedestal so high that we put them in the place of God. It is equally tempting to idolize godly men and to write off men for not being godly, because there seem to be so few of them left in the world. Once we meet one, it is easy to cling to his every word. But we must fight this compulsion by recognizing that priests are servants of God, not God himself.
They need our prayers
At the end of the day, priests are on their way to heaven, just like the rest of us. But unlike the rest of us, their calling is on public display for anyone, Catholic or not, to criticize. I am grateful that the world does not watch my every move as a wife and mother under the scrutinizing microscope that most priests experience. I would be criticized constantly, and rightly so.
Priests need our prayers. The good ones and the ones we struggle to find good in. When you think of the countless tasks they perform every day that go unnoticed—hospital visits, community service, continuing education programs, and, on top of celebrating Mass, hearing confessions, and managing a parish on a shoestring—it’s a wonder anyone would ever want to become a priest.
And yet they do.
Knowing the sacrifice, ridicule, and ingratitude they will experience from the world, something still compels men everywhere to do the most important job in the world: bringing Christ to His people. For that, we owe them our prayers.
____
Stanisław Barszczak, Where the World Ends
I am a bush without significance I must climb the eagle’s peak in my life to finally look at it. From here I have undertaken many journeys to the world, I have visited five continents, I wasn’t the easiest. My ingenuity knows no bounds. The only border that keeps me in check will always be the blessings of Jesus of Nazareth, our Lord. I have been to Turkey. Built in 155 AD, the Aspendos Theatre is considered one of the best preserved ancient theatres to have ever existed. Located in a Greco-Roman city in the Antalya Province of Turkey, this extraordinary building is an example of the advanced level of architectural design achieved by ancient civilizations. Its preservation is a testament to the ingenuity and craftsmanship of the era. I have celebrated Holy Mass in very difficult places on the human globe. And I have learned that expecting the world to treat you fairly because you are a good person is a bit like expecting a bull not to attack you because you are a vegetarian. The world does not stop. The European Union is betting on continuing the war in Ukraine. In turn, Republican President Trump is under such pressure to end the war in Ukraine because he wants to focus all his energy on a duel with China for global hegemony. China is the second largest economy on Earth and a country inhabited by almost 1.5 billion people. It is ruled by the Red Emperor. He makes decisions that change the fate of the world. His choices affect Russia, the war in Ukraine, Taiwan. He commands a large army, and Chinese technological programs are supposed to dominate the world. Xi is the greatest enemy of the United States in the fight for global domination – many believe that his ambition is to take the place of the United States, and thus: change the balance of power in the international arena. The so-called lost years of Jesus have disturbed and intrigued theologians for centuries. There is no biblical account of his 18 years. What did he do? Where did he go? No one knows for sure, but of course there are many theories. That Jesus traveled to Kashmir, where he stayed in the community after 80 CE, that he was in England, that he met with the Druids with Joseph of Arimathea. He took all the paths to the modern world, that he one day found himself in America. Here I am reminded of the ability of the 12th century Sultan Saladin to combine military prowess with diplomatic wisdom, an attitude that remains a hallmark of Saladin’s enduring legacy. Dear Ones. We must also act with optimism. “Optimism is a strategy for creating a better future.” – Noam Chomsky In this quote, Noam Chomsky suggests that optimism is not just a hopeful outlook, but a practical approach to creating change. By maintaining an optimism, individuals are more likely to take the necessary actions to improve the future, despite the challenges. It encourages the belief that positive results are possible and motivates people to work towards them, even when current circumstances may seem discouraging. Optimism becomes the driving force of progress and transformation. Spring is coming. Are you up for a winter adventure? Experience skiing fun for the whole family at Alpin Arena Senales or take the cable car to the glacier world of Maso Corto/Val Senales in South Tyrol/Südtirol, Italy. A vacation between glacier, mountain and lake. But remember. The gift of prayer is in the hands of the Savior. The more you let go of the tea from yourself, that is, from your love for yourself and all physical bonds, entering into holy humility, the more God will transmit it to your heart, Saint Pio of Pietrecina said. God wants to have close contact with us. He wants us to talk to Him sincerely. A minute of powerful prayer. This prayer will take about a minute! Pray sincerely and later those you send it to will pray for you! Pray sincerely and later those you send it to will pray for you! When you are reduced to nothing… God is orchestrating something to make you a hero. Father, in the name of Jesus Christ, bless me as I read this prayer. Bless the special person who sent it to me. Open the spiritual door to our lives this day. Keep and release! Give us a double portion of your mind to recover everything the demon has stolen: Emotional health, physical health, finances. Relationships, children, profession, home, marriage. I revoke every plot, plan and strategy that the enemy has put in place against us in the name of Jesus Christ of Nazareth I declare that… Every weapon forged against us will be null and ineffective. For all this is blessed… Our transgressions are paid and revoked; The desires of our hearts are on track according to Your perfect will and Your designs for our lives. In the name of Jesus Christ! Amen! Pray, then send your contacts In a few hours the world will be praying for you, and thanks to you, a multitude of people will be praying to God for each other. Francis, our Pope, is recovering and sends us a message. „I would like to thank you for your prayers , which rise to the Lord from the hearts of many faithful from many parts of the world: I feel all your feelings and your closeness and at this special moment I feel as if „carried” and supported by all the People of God.” Through the intercession of Our Lady of Jasna Góra let us pray for the wisdom of the Polish nation. As if nothing had happened Agnieszka Osiecka The rains are falling, the suns are rising As if nothing had happened The calendar is counting the days of the month As if nothing had happened. Cats are yawning, the clock is purring As if nothing had happened The poet is being carried by old Pegasus As if nothing had happened. And only the world has turned upside down and only, crazy woman, someone shouted and only the Heart has gone mad and wants to sing at the top of its voice it’s you… It was you who crossed my path As if nothing had happened I couldn’t talk to you As if nothing had happened You looked at me, drank coffee As if nothing had happened People said it was friendship As if nothing had happened And only words impatient and a stopped tender gesture and those persistent questions and those smiles full of tears it’s you… It’s you who came to me alone As if nothing had happened You yourself came and stayed As if nothing had happened You’ll leave when Hearts burn As if nothing had happened But I’ll always call you mine For wanting to come As if nothing had happened… Today, while visiting the Athenian Acropolis and offering my services to the goddess Athena, I would also like to sing the freedom of the modern world. Oh, I love you (Mighty God and King of the Universe) Oh, I love you with every breath of my heart, Oh, I love you with tears and flame, You are my life and happiness, and the world — I love you, and I don’t know how many moments or years, How I love you… Oh, I love you for eternity, for eternity, And not through permanence, but through necessity, I love — I don’t know why or how, Like a fish splashes and a bird flies, So I love you! I mark my life with moments of happiness, I rise from nothingness when I see you, I don’t want to see anything, except your faces, I don’t want to see or love anything, But to love you! Oh, I love you with every breath of my heart, Oh, I love you with tears and flame… I would like to invent many sweeter words, I search in vain — and I repeat again: — Oh, I love you! (Cf. Kornel Ujejski (1823 -1897) Poet, social journalist; often called „the last great poet of romanticism”)
——
Stanisław Barszczak, Tam, gdzie się kończy świat
Jestem krzak bez znaczenia Muszę wejść na orli szczyt w mym życiu, by się mu przypatrzyć wreszcie. Stąd przedsiebrałem mnóstwo podróży do świata, odwiedziłem pięć kontynentów. Nie byłem najłatwiejszym. Ma pomysłowość nie zna granic. Jedyną granicą, która mnie trzyma w ryzach, będą zawsze błogosławieństwa Jezusa z Nazaretu, naszego Pana.
Bywałem w Turcji. Zbudowany w 155 r. n.e. teatr w Aspendos jest uznawany za jeden z najlepiej zachowanych starożytnych teatrów, jakie kiedykolwiek istniały. Znajdujący się w grecko-rzymskim mieście w prowincji Antalya w Turcji, ten niezwykły budynek jest przykładem zaawansowanego poziomu projektowania architektonicznego osiągniętego przez starożytne cywilizacje. Jego zachowanie jest świadectwem pomysłowości i kunsztu epoki.
Odprawiałem mszę świętą w bardzo trudnych miejscach ludzkiego globu. I przekonałem się, iż oczekiwanie, że świat będzie traktował Cię uczciwie, ponieważ jesteś dobrą osobą, przypomina trochę oczekiwanie, że byk Cię nie zaatakuje, ponieważ jesteś wegetarianinem.
Świat się nie zatrzymuje. Europejska Unia stawia na kontynuowanie wojny w Ukrainie. Z kolei Prezydent Republikanin Trump ma taką presję na zakończenie wojny w Ukrainie, bo chce skupić wszystkie siły na pojedynku z Chinami o światową hegemonię. Chiny to druga największa gospodarka na ziemi i kraj zamieszkały przez niemal 1,5 miliarda obywateli. Rządzi nimi Czerwony Cesarz.
Podejmuje decyzje, które zmieniają losy świata. Jego wybory wpływają na Rosję, wojnę w Ukrainie, Tajwan. Dowodzi wielką armią, a chińskie programy technologiczne mają zdominować świat. Xi jest największym wrogiem Stanów Zjednoczonych w walce o globalną dominację – wielu sądzi, że jego ambicją jest zajęcie miejsca USA, a co za tym idzie: zmiana układu sił na polu międzynarodowym.
Tak zwane utracone lata Jezusa niepokoją i intrygują teologów od wieków. Nie ma żadnych biblijnych opisów 18 lat jego życia. Co robił? Gdzie poszedł? Nikt nie jest pewien, ale oczywiście istnieje wiele teorii. Że Jezus podróżował do Kaszmiru, tam po 80 roku n.e. przebywał we wspólnocie, że był w Anglii, wraz z Józefem z Arymatei spotkał się z druidami. Podjął wszelkie drogi do współczesnego świata, że pewnego dnia znalazł się w Ameryce. Tu przypomina mi się zdolność dwunastowiecznego sułtana Saladyna do łączenia sprawności militarnej z mądrością dyplomatyczną, ta postawa pozostaje znakiem rozpoznawczym trwałego dziedzictwa Saladyna.
Najmilsi. Trzeba nam działać również z optymizmem. „Optymizm to strategia tworzenia lepszej przyszłości”, powiedział Chomsky. W tym cytacie Noam Chomsky sugeruje, że optymizm to nie tylko pełna nadziei perspektywa, ale praktyczne podejście do tworzenia zmian. Utrzymując optymizm, jednostki są bardziej skłonne do podejmowania niezbędnych działań w celu poprawy przyszłości, pomimo wyzwań. Zachęca do wiary, że pozytywne wyniki są możliwe i motywuje ludzi do pracy nad nimi, nawet gdy obecne okoliczności mogą wydawać się zniechęcające. Optymizm staje się siłą napędową postępu i transformacji.
Wiosna przychodzi. A ty masz ochotę na zimową przygodę? Przeżyj narciarską zabawę dla całej rodziny w Alpin Arena Senales lub wjedź kolejką do świata lodowców Maso Corto/Val Senales w Południowym Tyrolu/Südtirol, Włochy. Wakacje między lodowcem, górą i jeziorem.
Ale pamiętaj. Dar modlitwy jest w rękach Zbawiciela. Im więcej herbaty puścisz od siebie, czyli od swojej miłości do siebie i wszelkich cielesnych więzów, wchodząc w świętą pokorę, tym bardziej Bóg przekaże to twojemu sercu, Święty Pio z Pieltrecina mówił. Bóg chce mieć z nami bliski kontakt. Chce abyśmy szczerze z Nim rozmawiali. Minuta potężnej modlitwy.
Ta modlitwa zajmie około minuty! Módl się szczerze, a później ci, którym ją wyślesz, będą się za Ciebie modlić! Módl się szczerze, a później ci, którym ją wyślesz, będą się za Ciebie modlić!
Kiedy jesteś zredukowany do zera… Bóg organizuje coś, aby uczynić z ciebie bohatera.
Ojcze, w imię Jezusa Chrystusa, pobłogosław mnie, kiedy czytam tę modlitwę. Pobłogosław specjalną osobę, która mi ją przysłała. Otwórz duchowe drzwi do naszego życia tego dnia. Zachowaj i wypuść! Daj nam podwójną część swojego umysłu, aby odzyskać wszystko, co ukradł demon:
Zdrowie emocjonalne, zdrowie fizyczne, finanse.
Związki, dzieci, zawód, mieszkanie, małżeństwo.
Odwołuję wszelki spisek, plan i strategię, którą wróg wprowadził przeciwko nam w imię Jezusa Chrystusa z Nazaretu
Oświadczam, że…
Każda broń wykuta przeciwko nam będzie zerowa i bezskuteczna.
Za to wszystko jest błogosławione…
Nasze przestępstwa są płacone i odwołane;
Pragnienia naszych serc są na drodze zgodnie z Twoją idealną wolą i twoimi projektami na nasze życie.
W imię Jezusa Chrystusa! Amen!
Módl się, a potem wyślij swoje kontakty
Po kilku godzinach świat będzie się za ciebie modlić, a dzięki tobie tłum ludzi będzie się modlił do Boga za siebie nawzajem.
Franciszek, nasz Papież powraca do zdrowia i wysyła nam wiadomość. „Chciałbym podziękować wam za modlitwy, które wznoszą się do Pana z serca wielu wiernych z wielu części świata: czuję wszystkie wasze uczucia i waszą bliskość i w tym szczególnym momencie czuję się jak „niesiony” i wspierany przez cały Lud Boży.”
Przez przyczynę Pani Jasnogórskiej módlmy się o mądrość polskiego narodu.
Jak gdyby nigdy nic
Agnieszka Osiecka
Padają deszcze, wstają słońca
Jak gdyby nigdy nic
Kalendarz liczy dni miesiąca
Jak gdyby nigdy nic.
Ziewają koty, mruczy zegar
Jak gdyby nigdy nic
Poetę wiezie stary Pegaz
Jak gdyby nigdy nic.
I tylko świat na głowie stanął
i tylko, wariatka, krzyknął ktoś
i tylko Serce oszalało
i śpiewać chce na cały głos
to ty…
To ty przebiegłeś moją drogę
Jak gdyby nigdy nic
Ja nie umiałam mówić z tobą
Jak gdyby nigdy nic
Patrzyłeś na mnie, kawę piłeś
Jak gdyby nigdy nic
Mówili ludzie, że to przyjaźń
Jak gdyby nigdy nic
I tylko słowa niecierpliwe
i zatrzymany czuły gest
i te pytania natarczywe
i te uśmiechy pełne łez
to ty…
To ty przyszedłeś do mnie sam
Jak gdyby nigdy nic
Ty sam przyszedłeś i zostałeś
Jak gdyby nigdy nic
Odejdziesz kiedy Serca spłoną
Jak gdyby nigdy nic
Lecz zawsze nazwę cię moim
Za to, że chciałeś przyjść
Jak gdyby nic…
Dzisiaj zwiedzając Ateński Akropol i ofiarując bogini Atenie me usługi, chciałbym zarazem wyśpiewać wolność współczesnego świata.
Ach, kocham ciebie (Boże mocny i królu wszechświata)
Ach, kocham ciebie każdym serca tchnieniem,
Ach, kocham ciebie łzami i płomieniem,
Tyś moje życie i szczęście, i świat —
Kocham, a nie wiem, ile chwil czy lat,
Jak kocham ciebie…
Ach, kocham ciebie na wieczność, na wieczność,
I nie przez stałość, ale przez konieczność,
Kocham — sam nie wiem, dlaczego i jak,
Jak pluska ryba i jak lata ptak,
Tak kocham ciebie!
Chwilami szczęścia moje życie znaczę,
Z nicości wstaję, kiedy cię zobaczę,
Nic nie chcę widzieć, oprócz twoich lic,
Nie chcę widzieć ani kochać nic,
Lecz kochać ciebie!
Ach, kocham ciebie każdym serca tchnieniem,
Ach, kocham ciebie łzami i płomieniem…
Chciałbym wynaleźć wiele słodszych słów,
Na próżno szukam — i powtarzam znów:
— Ach, kocham ciebie!
(Por. Kornel Ujejski (1823 -1897)
Poeta, publicysta społeczny; nazywany często „ostatnim wielkim poetą romantyzmu”)
____
POPE FRANCIS’ LENTEN MESSAGE 2025.
My words do not carry the threat of asteroids or comets. Let them be a prayer. Fryderyk Chopin, not someone from my class, wrote: Bach is like an astronomer who discovers the most magnificent stars. Beethoven embraces the universe with the power of his spirit. But I do not climb that high. I decided long ago that my universe would be the soul and heart of humanity. It may be true that Chopin’s musical universe was not as all-encompassing as Beethoven’s or Bach’s. After all, Chopin never composed a symphony, an opera, a mass, or an oratorio. His universe was largely confined to the 80-plus keys of the piano; virtually every piece he wrote involved the piano, and the vast majority of those pieces were for solo piano, works that truly reflected the deepest inner thoughts and feelings of his listeners. Chopin truly was a poet of the piano.
Poles celebrate his next birthday with waltzes, nocturnes, Fantasia on Polish Themes, we listen to Chopin’s compositions for keyboard instruments arranged by outstanding pianists. Chopin went very far, who can equal him. This is how every mother writes a unique story and does not stop believing her child until the end.
Raffaelli Frese from Switzerland writes:
I hope that your step will be agile and fluid even among the ruins of this uncertain life, I hope that you can carry with you the light of those who never break, may the winds of judgment never bend your sails, and may your strength not be measured in triumphs, but in the courage to be yourself. If the world turned away from you, so that you would find shelter in your heart, and if the shadow of doubt tries to stop you,
may your soul answer with a cry of freedom. I hope that you are eternal in your being, a lighthouse that illuminates even the deepest darkness, because there is no storm that could extinguish the fire that you carry within you. I hope that your step, even if uncertain, will leave traces of determination, and that your gaze, even clouded by tears, is able to see beyond the horizon of difficulties.
I hope that after each fall you will be able to rise, like the dawn that never fails and returns, that you will never cease to be a free song, a voice that resounds loudly in the silence, a spark capable of igniting a new beginning. And if you ever feel the weight of the world on your heart, remember: your being is stronger than any weight. I hope that you can live not to please, but to be your masterpiece, and that every breath you take is an act of rebellion against everything that tries to extinguish you.
To our mothers, I wish the best daughters and sons. Because we only realize the value of those around us in the end! Giving a flower at the right time is better than giving everything you have when it is too late. Saying a kind word at the right time is better than writing a poem after the emotions have died down. There is no point in things that come too late – like kissing apologies on the forehead of the dead. Don’t put off beautiful things… because they may never come back.
Your priest Stanisław
___
POPE FRANCIS’ LENTEN MESSAGE 2025.
Moje słowa nie niosą zagrożenia podobnego asteroidom czy kometom. Niech będą modlitwą. Fryderyk Chopin a nie ktoś z mojej klasy napisał: Bach jest jak astronom, który odkrywa najwspanialsze gwiazdy. Beethoven obejmuje wszechświat mocą swego ducha. Ale ja nie wspinam się tak wysoko. Dawno temu postanowiłem, że mój wszechświat będzie duszą i sercem ludzkości. Być może prawdą jest, że muzyczny wszechświat Chopina nie był tak wszechogarniający jak Beethovena czy Bacha. W końcu Chopin nigdy nie skomponował symfonii, opery, mszy ani oratorium. Jego wszechświat był w dużej mierze ograniczony przez ponad 80 klawiszy fortepianu; praktycznie każdy utwór, który napisał, obejmował fortepian, a zdecydowana większość tych utworów była przeznaczona na fortepian solo, dzieła, które rzeczywiście odzwierciedlały najgłębsze wewnętrzne myśli i uczucia jego słuchaczy. Chopin naprawdę był poetą fortepianu.
Polacy świętują jego następne urodziny walcami, nokturnami, Fantazją na tematy polskie, słuchamy utworów Chopina na instrumenty klawiszowe zaaranżowane przez wybitnych pianistów. Bardzo daleko poszedł Chopin, kto mu dorówna. Tak każda matka pisze jedyną historię i nie przestaje wierzyć dziecku do końca.
Raffaelli Frese z Szwajcarii pisze:
Mam nadzieję, że Twój krok będzie zwinny i płynny nawet wśród ruin tego niepewnego życia, mam nadzieję, że możesz nieść ze sobą światło tych, którzy nigdy się nie łamią, niech wichry sądu nigdy nie zginają twoich żagli, a twoja siła niech nie będzie mierzona triumfami,
ale w odwadze bycia sobą. Gdyby świat odwrócił się od ciebie, abyś znalazł schronienie w swoim sercu, a jeśli cień wątpliwości próbuje cię powstrzymać,
niech Twoja dusza odpowie krzykiem wolności. Mam nadzieję, że jesteś wieczny w swoim bycie, latarnią morską, która rozświetla nawet najgłębszą ciemność, ponieważ nie ma burzy, która mogłaby ugasić ogień, który nosisz w sobie. Mam nadzieję, że Twój krok, nawet jeśli niepewny, pozostawi ślady determinacji, i że Twoje spojrzenie, nawet przesłonięte łzami, jest w stanie dostrzec coś więcej niż tylko horyzont trudności.
Mam nadzieję, że po każdym upadku będziesz w stanie się podnieść, jak świt, który nigdy nie zawodzi i powraca, że nigdy nie przestaniesz być wolną pieśnią, głosem, który głośno rozbrzmiewa w ciszy, iskrą zdolną zapoczątkować nowy początek. A jeśli kiedykolwiek poczujesz ciężar świata na swoim sercu, pamiętaj: twoja istota jest silniejsza niż jakikolwiek ciężar. Mam nadzieję, że możesz żyć nie po to, by zadowolić, ale by być swoim arcydziełem, i niech każdy twój oddech będzie aktem buntu przeciwko wszystkiemu, co próbuje cię ugasić.
Naszym matkom życzę najlepszych córek i synów. Albowiem zdajemy sobie sprawę z wartości tych, którzy nas otaczają, dopiero na końcu! Podarowanie kwiatu we właściwym czasie jest lepsze niż ofiarowanie wszystkiego, co posiadasz, gdy jest już za późno. Powiedzenie miłego słowa we właściwym momencie jest lepsze niż napisanie wiersza po tym, jak emocje opadły. Nie ma sensu z rzeczy, które przychodzą za późno – jak pocałunek przeprosin na czole zmarłego. Nie odkładaj pięknych rzeczy… bo mogą już nigdy nie powrócić.
wasz ksiądz Stanisław
_____
Stanisław Barszczak, Architekt z Przeznaczeniem
Jestem tworzony i odtwarzany nieustannie. Różni ludzie wyciągają ze mnie różne słowa. A ponadto umysł nie jest naczyniem, które należy napełnić, lecz ogniem, który trzeba rozniecić. Chciałbym tedy was rozniecić ogniem Opatrzności. Życie nie jest koniecznie, konieczna jest podróż. Życie jest chwilą wieczności. Z wszystkich ludzkich rzeczy tylko wiedza jest nieśmiertelna. Prawo mówi zbyt cicho. Trudno jest porzucić głęboko rutynowe życie, nawet jeśli go nienawidzisz. Jesteśmy bardziej wrażliwi na zwyczaje jak na naturę. Ale właśnie ten, kto sadzi drzewa, wiedząc, że nigdy nie usiądzie w ich cieniu, ten przynajmniej zaczął rozumieć sens życia. Skądinąd wiem, że uczciwy człowiek zawsze jest dzieckiem. Innymi słowy, jeden zły rozdział nie oznacza, że twoja historia się skończyła, przewróć stronę. W związku z tym chciałbym, żebyśmy byli motylami i przeżyli choć trzy letnie dni, trzy takie dni z tobą, jakie mógłbym wypełnić większą radością, niż pięćdziesiąt zwykłych lat mogłoby kiedykolwiek je pomieścić. Pragnąłbym nie widzieć kolorów, a obrazy zaledwie czarno- białe naszej znajomości. Kiedy zgasi się świece, wszystkie kobiety pięknieją. A ja żyję we własnych marzeniach na sto procent. Ludzie niszczą piękne rzeczy. Wszyscy są architektami Przeznaczenia, Pracującymi w tych murach Czasu; Niektórzy z ogromnymi i wielkimi czynami, Niektórzy z ozdobami rymów. Nic bezużytecznego nie jest, ani niskiego; Każda rzecz na swoim miejscu jest najlepsza; A to, co wydaje się tylko bezczynnym pokazem, Wzmacnia i podtrzymuje resztę. Dla struktury, którą wznosimy, Czas jest wypełniony materiałami; Nasze dni dzisiejsze i wczorajsze Są blokami, z których budujemy znów. Naprawdę wybieraj i kształtuj je; Nie zostawiaj ziejących luk między nimi; Tymbardziej nie myśl, ponieważ żaden człowiek nie widzi, Takie rzeczy pozostaną niewidzialne. W dawnych dniach Sztuki, Budowniczowie pracowali z największą starannością Z każdą minutę i niewidzialną częścią; Bo bogowie widzą wszędzie. Wykonujmy również naszą pracę, Zarówno niewidzialną, jak i widoczną; Uczyń dom, w którym mogą panować Bogowie, Pięknym, całym i czystym. W przeciwnym razie nasze życie jest niekompletne, Stojąc w tych murach Czasu, Na złamanych schodach, gdzie stopy Potykają się, próbując się piąć się w górę. Zbuduj więc dziś, silny i pewny dom, Z mocną i solidną podstawą; Pieknie wznoszący się i bezpieczny On jutro znajdzie swoje miejsce. Tylko w ten sposób możemy sięgnąć Do tych wieżyczek, gdzie oko Widzi świat jako jedną rozległą równinę, I jeden bezgraniczny zasięg nieba. Może będzie taki dzień albo noc – kiedy każdy będzie widział, kim się wydajesz, ale i tak niewielu doświadczy tego, kim naprawdę jesteś. Zachowaj spokój, musisz wierzyć, że to, co nadchodzi, jest lepsze od tego, co minęło! Nie ma róży bez kolców. Tak, ale wiele kolców nie ma też bez róży. Człowiek nie jest stworzony do porażki. Człowieka można zniszczyć, ale nie pokonać. Odważny nie jest ten, który się nie boi, ale ten, który pokonuje strach.
(por. Henry Wadsworth Longfellow, Budowniczowie w tłum. ~sbarszczak)
___
Stanisław Barszczak, Architect with a Purpose
I am created and recreated constantly. Different people draw different words from me. And besides, the mind is not a vessel to be filled, but a fire to be kindled. I would like to kindle you with the fire of Providence. Life is not necessarily, a journey is necessary. Life is a moment of eternity. Of all human things, only knowledge is immortal. The law speaks too quietly. It is difficult to abandon a deeply routine life, even if you hate it. We are more sensitive to customs than to nature. But it is he who plants trees, knowing that he will never sit in their shade, who at least began to understand the meaning of life. I know from the other side that an honest man is always a child. In other words, one bad chapter does not mean that your story is over, turn the page. In this connection, I would like us to be butterflies and experience at least three summer days, three such days with you that I could fill with more joy than fifty ordinary years could ever contain. I would like to see no colors, and only the black and white images of our acquaintance. When the candles are blown out, all women become beautiful. And I live in my own dreams one hundred percent. People destroy beautiful things.
All are architects of Destiny, Working within these walls of Time; Some with vast and great deeds, Some with ornaments of rhymes. Nothing is useless, nor low; Every thing in its place is the best; And what seems only an idle show, Strengthens and sustains the rest. For the structure we raise, Time is filled with materials; Our todays and yesterdays Are the blocks from which we build again. Truly choose and shape them; Leave no gaping gaps between them; All the more so do not think, because no man sees, Such things will remain invisible. In the old days of Art, The Builders worked with the greatest care With every minute and invisible part; For the Gods see everywhere. Let us do our work too, Both invisible and visible; Make the house where the Gods may reign, Beautiful, whole and pure. Otherwise our life is incomplete, Standing within these walls of Time, On broken steps where the feet Tripple, trying to climb upward. Build then today, a strong and sure house, With a strong and solid foundation; Beautifully rising and secure, It will find its place tomorrow. Only thus can we reach To those turrets where the eye Sees the world as one vast plain, And one boundless reach of heaven.
There may be such a day or night – when everyone will see what you seem to be, but few will experience what you really are. Keep calm, you must believe that what is coming is better than what has passed! There is no rose without thorns. Yes, but there are many thorns without a rose. Man is not created for defeat. A man can be destroyed, but not defeated. The brave is not he who is not afraid, but he who conquers fear.
(See, Henry Wadsworth Longfellow, The Builders translated by ~sbarszczak)
____
Let ourselves be seen, coraggio.
Stanisław Barszczak, W oczekiwaniu na empatię i zrozumienie
Miłość nie jest czymś, co dajemy lub otrzymujemy; jest czymś, co pielęgnujemy i rozwijamy, połączenie, które może być pielęgnowane tylko między dwiema osobami, gdy istnieje w każdej z nich — możemy kochać innych tylko tak samo, jak kochamy siebie. Nie miałem żadnych narzędzi, w dorosłe życie wkraczałem z traumą, ze strachem i lękiem, za to bez umiejętności obron własnych interesów. To wszystko tkwiło głęboko zakorzenione w poczuciu wstydu. Całą energię zużywałem na to, żeby się ukrywać i utrzymywać w tajemnicy prawdę o brutalności mojego życia. Takie dysfunkcyjne podejście zabrałem ze sobą w dorosłość. A trzeba umieć się samodzielnie poruszać po bezdrożach i wiedzieć, jak dochować wierności własnym przekonaniom, jak zaufać sobie i przetrwać. To się nazywa prawdziwa przynależność. Bardzo wcześnie zrozum to, że jesteś niedoskonały, jesteś stworzony do walki, ale zasługujesz na miłość i przynależność. Nie jesteśmy najlepszymi wersjami siebie, gdy się boimy. To przygotowuje grunt pod dyskusję na temat tego, jak wdzięczność może służyć jako antidotum na strach. Zaufanie to efekt wrażliwości, który rośnie z czasem i wymaga pracy, uwagi oraz pełnego zaangażowania. Wrażliwość jest miejscem narodzin innowacji, kreatywności i zmian. Prawda i odwaga nie zawsze są komfortowe, ale nigdy nie są słabością. Prawda jest punktem widzenia, ale autentyczności nie da się sfałszować. Autentyczności nie da się odtworzyć ani sfałszować. Albo jesteś prawdziwy, albo nie. Odwaga zaczyna się od pojawienia się i pozwolenia, by nas widziano. Zaufanie to nie wielki gest – to powiększająca się kolekcja kulek. To, na ile siebie znamy i rozumiemy, jest bardzo ważne, ale tak naprawdę, by móc żyć autentycznie, musimy przede wszystkim siebie pokochać. I to właśnie jest najważniejsze. By pokonać wątpliwości, musimy uwierzyć, że jesteśmy kimś w dostatecznym stopniu, i przestać się przejmować oczekiwaniami innych ludzi. Jeśli nie stanąłeś na arenie i nie zostałeś skopany w tyłek, nie jestem zainteresowany twoją opinią. Albo wchodzisz do swojej historii i jesteś jej właścicielem, albo stoisz poza swoją historią i zabiegasz o swoją wartość. Mów do siebie tak, jak mówiłbyś do kogoś, kogo kochasz. Autentyczność to codzienna praktyka rezygnowania z tego, kim myślisz, że powinieneś być, na rzecz bycia tym, kim naprawdę jesteś. Prawdziwa odwaga to bycie sobą w świecie, który chce, żebyś był kimś innym. Musimy kwestionować intencje każdej grupy, która za warunek członkostwa uznaje pogardę wobec innych ludzi. Jakkolwiek potrzebujemy ręki, która podniesie nas z ziemi, gdy zostaniemy znokautowani na ringu… A miłości i poczucia przynależności nie można doświadczyć bez wrażliwości. Let ourselves be seen. Pozwól sobie samym być widzianym. Dogłębnie widzianym. Jako ktoś wrażliwy. Kochać całym sercem. Nawet jeśli nie ma żadnych możliwości spełnienia. Poproszenie o to, czego nam trzeba, wymaga wielkiej odwagi. Odwaga zaczyna się od pokazania się i pozwolenia, by nas widziano. Ponieważ prawdziwa przynależność ma miejsce tylko wtedy, gdy prezentujemy światu nasze autentyczne, niedoskonałe „ja”, nasze poczucie przynależności nigdy nie może być większe niż poziom naszej samoakceptacji. Wrażliwość brzmi jak prawda i wydaje się odwagą. Posiadanie własnej historii może być trudne, ale nie tak trudne, jak spędzenie życia na ucieczce od niej. Akceptowanie naszych słabości jest ryzykowne, ale nie tak niebezpieczne, jak rezygnacja z miłości, przynależności i radości – doświadczeń, które czynią nas najbardziej bezbronnymi. Tylko wtedy, gdy jesteśmy wystarczająco odważni, aby zbadać ciemność, odkryjemy nieskończoną moc naszego światła. Nadzieja jest funkcją zmagań – rozwijamy nadzieję nie w łatwych lub komfortowych czasach, ale w przeciwnościach i dyskomforcie. Nadzieja powstaje, gdy nasze cele, ścieżki i sprawczość są testowane i gdy zmiana jest faktycznie możliwa. Odważ się być wrażliwym: ktoś musi zacząć okazywać wrażliwość, aby inni również czuli się komfortowo . Wspieraj fizjologiczne bezpieczeństwo, odważnie przyznając się do błędów i/lub wątpliwości. Szczęście to jedyna rzecz, która się mnoży, jeśli się ją dzieli… Myśleć to co prawdziwe, czuć to co piękne i kochać co dobre – w tym cel rozumnego życia. Nie wydawaj wyroku, zanim nie wysłuchasz przeciwnej strony. Jesteśmy narodem głodnym większej radości: Ponieważ głodujemy z powodu braku wdzięczności. Wrażliwość to nie wygrana ani przegrana; to odwaga, by się pojawić i być widzianym, gdy nie mamy kontroli nad wynikiem. Wrażliwość to nie słabość; to nasza największa miara odwagi. Obecnie jest zbyt wielu ludzi, którzy zamiast czuć się zranieni, wyładowują swój ból; zamiast przyznać się do bólu, zadają ból innym. Zamiast ryzykować rozczarowanie, wybierają życie w rozczarowaniu. Emocjonalny stoicyzm nie jest twardzielstwem. Postawa buńczuczna nie jest twardzielska. Buńczuczność nie jest twardzielska. Perfekcja jest najdalszą rzeczą na świecie od twardzielskiej. Współczujący ludzie proszą o to, czego potrzebują. Mówią „nie”, gdy tego potrzebują, a gdy mówią „tak”, to tak właśnie myślą. Są współczujący, ponieważ ich granice powstrzymują ich przed uraza. Godność nie ma warunków wstępnych. Dopóki nie będziemy mogli przyjmować z otwartym sercem, nigdy tak naprawdę nie będziemy dawać z otwartym sercem. Kiedy osądzamy otrzymywanie pomocy, świadomie lub nieświadomie osądzamy udzielanie pomocy. Wstyd, obwinianie, brak szacunku, zdrada i powstrzymywanie się od uczuć niszczą korzenie, z których wyrasta miłość. Wrażliwość brzmi jak prawda i wydaje się odwagą. Wrażliwość jest miejscem narodzin miłości, przynależności, radości, odwagi, empatii i kreatywności. Jest źródłem nadziei, empatii, odpowiedzialności i autentyczności. Wstyd niszczy tę część nas, która wierzy, że jesteśmy zdolni do zmiany. Wiara to miejsce tajemnicy, w którym znajdujemy odwagę, by wierzyć w to, czego nie widzimy, i siłę, by uwolnić się od strachu przed niepewnością. Jeśli chcemy większej jasności w naszym celu lub głębszego i bardziej znaczącego życia duchowego, wrażliwość jest ścieżką. Jeśli możemy podzielić się naszą historią z kimś, kto odpowiada empatią i zrozumieniem, wstyd nie przetrwa. Miłość może przetrwać te urazy tylko wtedy, gdy zostaną uznane, uleczone i sporadyczne. Jeśli nie oprzesz się nawykowi, wkrótce stanie się koniecznością. Ludzie są jak witraże. Lśnią i mienią się, gdy świeci słońce, ale gdy zachodzi, ich piękno może się ujawnić tylko wtedy, jeśli sami mają w sobie światło. Tylko jeśli wystarcza nam odwagi, by zbadać ciemność, potrafimy odkryć nieskończoną moc światła. Ciemność nie niszczy światła; ona je definiuje. To nasz strach przed ciemnością rzuca naszą radość w cień. Zrozumienie różnicy między zdrowym dążeniem a perfekcjonizmem jest kluczowe dla odłożenia tarczy i podniesienia swojego życia. Badania pokazują, że perfekcjonizm utrudnia sukces. W rzeczywistości jest to często ścieżka do depresji, lęku, uzależnienia i paraliżu życiowego. Ten ostatni odnosi się do wszystkich szans, które straciliśmy, ponieważ baliśmy się pokazać światu coś, co nie jest w pełni doskonałe. A także do wszystkich marzeń, których poniechaliśmy, bo baliśmy się błędów i tego, że rozczarujemy innych. Dla perfekcjonisty ryzyko jest czymś przerażającym, gdyż może postawić pod znakiem zapytania jego poczucie wartości. Jeśli zamienisz swoją autentyczność na bezpieczeństwo, możesz doświadczyć następujących objawów: lęk, depresja, zaburzenia odżywiania, uzależnienie, wściekłość, obwinianie, uraza i niewytłumaczalny żal. Prawdziwa przynależność to praktyka duchowa wiary w siebie i przynależności do samego siebie w stopniu tak pełnym, że umożliwiającym dzielenie się własnym autentycznym „ja” ze światem i odnajdywanie świętości zarówno w byciu częścią czegoś, jak i w samotnym trwaniu na bezdrożach. Prawdziwa przynależność nie wymaga zmiany tożsamości. wymaga bycia tym, kim się jest. Kochać kogoś namiętnie, wierzyć w coś całym sercem, świętować ulotną chwilę, w pełni angażować się w życie, które nie niesie ze sobą gwarancji – to ryzyko, które wiąże się z wrażliwością i często bólem. Ale uczę się, że rozpoznanie i poddanie się dyskomfortowi wrażliwości uczy nas, jak żyć z radością, wdzięcznością i wdziękiem. Kiedy nie wyznaczamy granic i nie pociągamy ludzi do odpowiedzialności, czujemy się wykorzystywani i źle traktowani. Dlatego czasami atakujemy to, kim są, co jest o wiele bardziej bolesne niż zajęcie się zachowaniem lub wyborem. To, co wiemy, ma znaczenie, ale to, kim jesteśmy, ma większe znaczenie. Niedoskonałości to nie niedoskonałości; to przypomnienia, że wszyscy jesteśmy w tym razem. Teraz widzę, że posiadanie własnej historii i kochanie siebie w tym procesie jest najodważniejszą rzeczą, jaką kiedykolwiek zrobimy. Kto zasłużył na wysłuchanie mojej historii? Jeśli w naszym życiu jest jedna lub dwie osoby, które mogą usiąść z nami i dać nam przestrzeń dla naszych historii wstydu, i kochać nas za nasze mocne strony i zmagania, mamy niesamowite szczęście. Jeśli mamy przyjaciela, małą grupę przyjaciół lub rodzinę, która akceptuje nasze niedoskonałości, słabości i siłę, i napełnia nas poczuciem przynależności, mamy niesamowite szczęście.
____
Let ourselves be seen. Corragio…
Stanisław Barszczak, Anticipation of empathy and understanding
Love is not something we give or receive; it is something we cultivate and develop, a connection that can only be cultivated between two people when it exists in each of them – we can only love others as much as we love ourselves. I had no tools, I entered adulthood with trauma, fear and anxiety, but without the ability to defend my own interests. All of this was deeply rooted in a sense of shame. I used all my energy to hide and keep the truth about the brutality of my life a secret. I took this dysfunctional approach with me into adulthood. And you have to be able to navigate the wilderness on your own and know how to stay true to your own beliefs, how to trust yourself and survive. This is called true belonging. Understand very early that you are imperfect, you are made to fight, but you deserve love and belonging. We are not our best selves when we are afraid. This sets the stage for a discussion about how gratitude can serve as an antidote to fear. Trust is a product of vulnerability that grows over time and requires work, attention, and full commitment. Vulnerability is the birthplace of innovation, creativity, and change. Truth and courage are not always comfortable, but they are never weakness. Truth is a point of view, but authenticity cannot be faked. Authenticity cannot be replicated or faked. You are either real or you are not. Courage begins with showing up and allowing yourself to be seen. Trust is not a grand gesture—it is an expanding collection of marbles. How much we know and understand ourselves is important, but to truly live authentically, we must first and foremost love ourselves. And that is what is most important. To overcome doubt, we must believe that we are enough and stop caring about other people’s expectations. If you haven’t stood in the arena and gotten your ass kicked, I don’t care. You either step into your story and own it, or you stand outside of your story and claim your worth. Speak to yourself as you would to someone you love. Authenticity is the daily practice of letting go of who you think you should be in favor of being who you truly are. True courage is being yourself in a world that wants you to be someone else. We must question the intentions of any group that makes it a requirement for membership to disregard other people. However, we need a hand to pick us up when we get knocked out in the ring… And love and belonging cannot be experienced without vulnerability. Let ourselves be seen. Let ourselves be seen. Deeply seen. As someone who is vulnerable. To love with all of our hearts. Even when there is no way it can be fulfilled. It takes great courage to ask for what we need. Courage begins with showing up and allowing ourselves to be seen. Because true belonging only happens when we present our authentic, imperfect selves to the world, our sense of belonging can never be greater than our level of self-acceptance. Vulnerability sounds like truth and feels like courage. Owning our story can be hard, but not as hard as spending our lives running away from it. Accepting our weaknesses is risky, but not as dangerous as giving up on love, belonging, and joy—the experiences that make us most vulnerable. Only when we are brave enough to explore the darkness will we discover the infinite power of our light. Hope is a function of struggle—we develop hope not in times of ease or comfort, but in times of adversity and discomfort. Hope is created when our goals, paths, and agency are tested and when change is actually possible. Dare to be vulnerable: someone has to start showing vulnerability so that others can feel comfortable, too. Support physiological safety by boldly admitting mistakes and/or doubts. Happiness is the only thing that multiplies when shared… Thinking what is true, feeling what is beautiful, and loving what is good—including the purpose of a rational life. Don’t pass judgment until you have heard the other side. We are a nation hungry for greater joy: Because we are starving for lack of gratitude. Vulnerability is not winning or losing; it is having the courage to show up and be seen when we have no control over the outcome. Vulnerability is not weakness; it is our greatest measure of courage. There are too many people today who, instead of feeling hurt, vent their pain; instead of admitting their pain, they inflict pain on others. Rather than risk disappointment, they choose to live in disappointment. Emotional stoicism is not toughness. Being cocky is not toughness. Being cocky is not toughness. Compassionate people ask for what they need. They say “no” when they need it, and when they say “yes,” they mean it. They are compassionate because their boundaries prevent them from resenting. Dignity has no prerequisites. Until we can receive with an open heart, we will never truly give with an open heart. When we judge receiving help, we consciously or unconsciously judge giving help. Shame, blame, disrespect, betrayal, and withholding of feeling destroy the roots from which love grows. Vulnerability sounds like truth and feels like courage. Vulnerability is the birthplace of love, belonging, joy, courage, empathy, and creativity. It is the source of hope, empathy, responsibility, and authenticity. Shame destroys the part of us that believes we are capable of change. Faith is a place of mystery where we find the courage to believe in what we cannot see and the strength to free ourselves from the fear of uncertainty. If we want greater clarity in our purpose or a deeper and more meaningful spiritual life, vulnerability is the path. If we can share our story with someone who responds with empathy and understanding, shame will not survive. Love can only survive these hurts when they are acknowledged, healed, and sporadic. If you do not resist the habit, it will soon become a necessity. People are like stained glass. They shine and shimmer when the sun shines, but when it sets, their beauty can only be revealed if they themselves have light within them. Only when we are brave enough to explore the darkness can we discover the infinite power of light. Darkness does not destroy light; it defines it. It is our fear of darkness that casts our joy into the shadow. Understanding the difference between healthy striving and perfectionism is essential to putting down the shield and elevating our lives. Research shows that perfectionism hinders success. In reality, it is often a path to depression, anxiety, addiction, and paralysis. The latter refers to all the opportunities we have lost because we were afraid to show the world something that is not completely perfect. And also to all the dreams we have abandoned because we were afraid of making mistakes and disappointing others. For a perfectionist, risk is terrifying because it can undermine their sense of self-worth. If you trade your authenticity for safety, you may experience the following symptoms: anxiety, depression, eating disorders, addiction, rage, blame, resentment, and inexplicable grief. True belonging is the spiritual practice of believing in and belonging to yourself to such a degree that you are able to share your authentic self with the world and find sacredness in both being part of something and standing alone in the wilderness. True belonging does not require changing your identity. It requires being who you are. Loving someone passionately, believing in something with all your heart, celebrating a fleeting moment, fully committing to a life that carries no guarantees—that’s a risk that comes with vulnerability and often pain. But I’m learning that recognizing and surrendering to the discomfort of vulnerability teaches us how to live with joy, gratitude, and grace. When we don’t set boundaries and hold people accountable, we feel used and mistreated. So sometimes we attack who they are, which is far more painful than addressing a behavior or choice. What we know matters, but who we are matters more. Imperfections aren’t imperfections; they’re reminders that we’re all in this together. I see now that owning our story and loving ourselves in the process is the bravest thing we’ll ever do. Who Deserves to Hear My Story? If we have one or two people in our lives who can sit with us and give us space for our stories of shame, and love us for our strengths and struggles, we are incredibly lucky. If we have a friend, a small group of friends, or family who accept our imperfections, weaknesses, and strengths, and fill us with a sense of belonging, we are incredibly lucky.
_____
Stanisław Barszczak, Aktor tysiąclecia
Daniel Obrychski znów weźmie ślub? „Okazja jest, ludzie są” – Jak patrzę wstecz wydaje mi się, że w moim życiu najważniejsze były związki z kobietami. Było ich kilka: trzy z nich są matkami moich dzieci i jeszcze dwie, bardzo ważne, z którymi dzieci nie miałem – wyznał w rozmowie z „Wprost” Daniel Olbrychski. Kontynuując wątek prywatny, dodał: – Stoi przede mną szansa drugiego ślubu kościelnego. Może, może, chociaż mam wiele pretensji do Kościoła jako instytucji… Ale jest na szczęście kilku nadzwyczajnych kapłanów. Okazja jest, ludzie są, spokojnie mógłbym przed ołtarzem powtórzyć te najważniejsze słowa przysięgi małżeńskiej.
Prezesa Kaczyńskiego nazywa żałosnym szkodnikiem. Ale Aktor ma przewagę nad normalnym człowiekiem. Ta nasza nienormalność w tym wypadku działa na naszą korzyść, bo możemy się wesprzeć wspaniałymi cytatami literatów i wieszczów. Norwid w jednym z ze swoich listów tak rzecze, zacytuję za Panem Danielem Norwida: ‚My pochodzimy ze społeczeństwa jedynego na globie, w którym nie ma ani jednego czymkolwiek bądź wyższego obywatela, który by zelżonym od rodaków albo upoliczkowanym i nawet obitym nie był.” I tu następuje lista: „Zygmunt Krasiński w twarz na ulicy, Mochnacki Maurycy w twarz na ulicy, Zamoyski Władysław kijem na ulicy, Generał Bem kulą z pistoletu jako łotr i sprzedany, Mickiewicz Adam – jako agent moskiewski, Czartoryski Adam Skrzynecki – wszyscy!” Ja sam do tej listy dorzucam Andrzeja Wajdę, Lecha Wałęsę i Donalda Tuska.
Celność tych słów powtarza się w każdym pokoleniu; oto jest społeczeństwo polskie, które cechuje wielki patriotyzm. Ale głupi patriotyzm to jest niepotrzebny patriotyzm, szkodliwy, on nie powinien polegać na biciu się jak goryl w piersi, jaki to jestem silny, wszystkim dołożę i żej nic piękniejszego poza narodem polskim na tym świecie nie ma. Nawet nasza epopeja narodowa „Pan Tadeusz” jest jednym wielkim aktem bolesnego oskarżenia społeczeństwa polskiego, który wprawdzie kończy się ślubem Zosi i Pana Tadeusza, jest „Sto lat, sto lat” i „Jeszcze Polska nie zginęła”, koncert Jankiela i ostatni polonez, gdzie Dąbrowski w pierwszą parę prosi, to się kończy niby radośnie, niby to jest idealizacja Polski, ale tak naprawdę to jest okrutny paszkwil na nasze społeczeństwo.
Potrafimy opluwać i punktować. Czy potrafimy doceniać artystów? Wspomina Pan Daniel: – Bo ja wiem? Czym to się wyraża? Tym, że rozdajemy autografy na ulicy? Z Jankiem Englertem radujemy się jedną rzeczą: że polskie teatry są pełne, bo różnie bywało. W tej chwili w modzie jest zażywanie sztuki, a moda to jest coś bardzo szlachetnego. Dostosowywanie się do kolejnych szokujących czy ryzykownych zmian zawsze się bierze z czegoś racjonalnego, nie tylko z kaprysu. Moda na chodzenie do teatru cieszy mnie nie tylko dlatego, że z tego żyję, że ludzie płacą za bilety i chcą nas oglądać, to jest coś bardzo pozytywnego w głębszym sensie, że po latach szarości i braku wszystkiego na rynku, braku pieniędzy w kieszeniach, nastał radosny okres, kiedy staliśmy się społeczeństwem ‚hurrakonsumpcyjnym’.
Patriotyzm to przede wszystkim człowieczeństwo. Patriota to ktoś, kto potrafi się wzruszyć wierszem czy trenem Jana Kochanowskiego, ktoś, kto jest wrażliwy. Antoni Słonimski w „Ten jest z ojczyzny mojej” pisał: Ten, co o własnym kraju zapomina na wieść, jak krwią opływa naród czeski, bratem się czuje Jugosłowianina, Norwegiem, kiedy cierpi lud norweski – zacznijmy od tego.
Ale patriotyzm różne ma oblicza, bo patriota jakiegoś kraju może być wrogiem kraju innego. Dziś większość społeczeństwa globu jest patriotami Ukrainy. Z kolei statystyki mówią, że 78 proc. Rosjan popiera wojnę w Ukrainie i bandyckie decyzje ich prezydenta, ale tutaj trzeba wziąć zakładkę na zastraszenie i zmanipulowanie tego zniewolonego kraju. Społeczeństwo rosyjskie to jest społeczeństwo niewolników. Pan Daniel pochwala potępienie Rosji i jej polityki towarzyszące niemal całemu światu, równocześnie apelując: „Niech to się nie wyartykułuje pogardą i odwróceniem się plecami od kultury rosyjskiej”.
Czy mam ulubioną kreację jubilata? Tak, rola Kmicica. Bo to moje Ząbkowickie dzieciństwo w Zagłębiu Dąbrowskim. 80. urodziny świętuje mój Aktor Daniel Olbrychski, legenda jednego żywota – aktor teatralny, filmowy i telewizyjny. Jestem wdzięczny Bogu za jego obecność w polskim krajobrazie. Zagrał w blisko 180 produkcjach kinowych i telewizyjnych, takich jak: „Popioły”, „Małżeństwo z rozsądku”, „Bokser”, „Pan Wołodyjowski”, „Krajobraz po bitwie”, „Brzezina”, „Potop”, „Ziemia obiecana”, „Panny z Wilka”, „Pan Tadeusz”, „Zemsta” czy „Kamerdyner”. Ma też w swojej karierze role w filmach zagranicznych, m.in. „Blaszany bębenek”, „Jedni i drudzy”, „Flashback”, „Przekątna gońca” czy „Salt”. Ostatnio można go było oglądać w spektaklach teatralnych: „Berek, czyli upiór w moherze 2”, „Niespodziewany powrót” czy „Przebłyski”. Panie Danielu, najlepsze życzenia.
A teraz takie tam łowickie wspomnienie! Dokładnie 80 lat temu 27 lutego 1945 r. urodził się w Łowiczu Daniel Olbrychski, wybity polski aktor. Tak wspomina swój łowicki watek: „jak był exodus ludności cywilnej (po Powstaniu Warszawskim), rodzice ostali się u kuzynów w dworku w Czerniewie, przyszedł mój czas. W lutym, Niemców już nie było. Bryczką zawieziono mamę do Łowicza i tam przy świecach się rodziłem”.
Ikona polskiego kina, człowiek o nieokiełznanej energii i niepowtarzalnym talencie – Daniel Olbrychski opowiada o życiu, pasjach, starości… a właściwie o tym, jak jej nie zauważa! Mimo blisko osiemdziesięciu lat ten charyzmatyczny aktor pokazuje, że wiek to tylko liczba, a prawdziwa młodość tkwi w sercu i w umyśle. Olbrychski zdradza, jak dba o swoją formę, co daje mu siłę i dlaczego życiowa energia wcale nie maleje z wiekiem.
Czytajcie, inspirujcie się, a jeśli poczujecie niedosyt – sięgnijcie po zbiór szczerych, niezwykle emocjonalnych rozmów z Panem Danielem Olbrychskim, którzy otwarcie mówi o tym, co w życiu najważniejsze – miłości, rodzinie, ojcostwie, przyjaźni, a także walce z trudnościami, takimi jak depresja czy rozczarowanie. W czasach, gdy od mężczyzn oczekuje się często milczenia w sprawach uczuć, mój Aktor łamie stereotypy i inspiruje do głębokiej refleksji.
Nie mam czasu na starość!
Pan Daniel lubi ponarzekać. Jest w Niemczech, Włoszech, Czechach, Węgrzech, nawet w Japonii. A w Polsce dwa epizody, może trzy. Żadnej poważnej roli od 25 lat. I to nie jest sprawa wieku, bo 25 lat temu miałem pięćdziesiąt parę lat, to najlepszy czas dla aktora. Moi koledzy – Depardieu czy De Niro – robili po kilka filmów rocznie. We własnym języku. A ja? Nic. Z okazji 80. urodzin Daniela Olbrychskiego życzymy wspaniałych ról w Polskich produkcjach!
Pan Daniel – telewidzem serialu Ranczo!
Wraz z ‚swoją drugą połową’ – Panią Krystyną, mogą oglądać go w nieskończoność. „Podczas kręcenia ‚Potopu’ w ogóle nie piłem i nie paliłem. Wiedziałem, jaki wysiłek trzeba przetrzymać, w jak doskonałej być kondycji, aby podołać trudom roli. Poza tym każdy katar czy grypa stanowiła niebezpieczeństwo szczególnego rodzaju: chory być mógł operator, nawet reżyser, ale nie główny aktor, bo wtedy z dni zdjęciowych – nici”- wspomina w swojej autobiograficznej opowieści „Anioły wokół głowy”.
80. urodziny obchodzi Pan Daniel – aktor, uznawany za jednego z najwybitniejszych aktorów filmowych i teatralnych jego pokolenia – i mojej generacji, uważam. Debiutował w 1963 rolą w filmie Janusza Nasfetera Ranny w lesie. Urodził się 27 lutego 1945 roku w Łowiczu. Kaziemierz Kutz powiedział o nim, że po roli Kmicica, Rafała Olbromskiego i Pana Młodego z „Wesela” stał się dla Polaków „kawałkiem flagi narodowej”.
Trudno sobie wyobrazić światową kulturę bez jego ról w „Ziemi obiecanej”, „Pannach z Wilka” czy „Krajobrazie po bitwie”. Wielki artysta. Bezkompromisowy demokrata walczący o wartości obywatelskie. Bohater srebrnego ekranu, w tym momencie nie konno a na rowerze. Warto sięgnąć do zbiorów Janusza Rybaka, piłkarza Wisły Puławy.
Chciałbym obejrzeć więcej – o dorobku „niekwestionowanego króla polskiego filmu”! Z tego, co wyczytałem Pan
Daniel Olbrychski uratował samolot lecący do Aten! Nie była to scena z żadnego filmu, choć przerażeni pasażerowie tak początkowo myśleli. Legendarny aktor użył swoich bokserskich umiejętności, wyszkolonych we wczesnej młodości i powalił porywacza! Niebezpieczny mężczyzna pobił na oczach wszystkich stewardessy i próbował dostać się do kabiny pilotów, ale powstrzymał go właśnie nasz filmowy Kmicic! Na pokładzie samolotu leciało 150 pasażerów. Wszyscy zostali uratowani.
Tragiczny aktor Robin Williams kiedyś powiedział: “Kokaina jest sposobem Boga na powiedzenie Ci, że masz za dużo pieniędzy – Kiedyś myślałem, że najgorszą rzeczą w życiu jest być samemu. To nieprawda. Najgorszą rzeczą w życiu jest być z ludźmi, którzy sprawiają, że czujesz się samotny – Mamy wiele do nauczenia i zawsze znajdziemy interesujące rzeczy. Nawet błędy mogą być cudowne – Dzisiaj się nie powtórzy. Przeżywaj intensywnie każdą chwilę – Być swoim własnym nauczycielem. Taka rzecz byłaby lepsza niż cała magia i skarby świata.” Mamy coś bardzo cennego, co rzadko doceniamy: siebie. Dla mej generacji postać Pana Daniela zawsze będzie niepowtarzalna. Życie jest fascynujące. Wie się o nim tak mało – zna się jedynie własną niewielką rólkę – jest się więc jakby aktorem, który ma wygłosić kilka zdań w pierwszym akcie. Każdy z etapów życia przeżywałem tak gwałtownie i tak żywiołowo, iż niektóre z nich w ogóle wymknęły mi się z pamięci. Ot, tylko jakiś przedmiot, jakaś osoba, która wywarła podówczas bardziej znaczący wpływ, szamoczącą się w mych wspomnieniach. Skąd on się właściwie wziął? A ona skąd się wzięła? Szukam. Nie mogę odnaleźc. Dekoracja zniknęła…
Ale w stosunku do Pana Daniela, który nie jest „najgorszym” aktorem, wspomniana dekoracja nie zniknęła, bo chodzi tutaj o wielkiego aktora jednego żywota i o wielkie dekoracje dramatu, któremu na imię Polska. Każdy ma wiele twarzy. Czasem nie wiem, która jest ostatnia. Za którą z nich nie ma już nic oprócz kości…
Prawdopodobnie aktorzy dostają Oscary za to, co dzieci mają w jednym palcu. Ale aktorzy zaś – są tu po to, by wyjąć ci z głowy zbędne części mózgu… Innymi słowy – aby żyć w ten sposób jak Pan Daniel, nie musimy podróżować ani robić niczego niezwykłego. Musimy tylko zwracać uwagę na małe rzeczy.
Ukochany aktor Polaków: Kmicic, Borowiecki, Olbromski, Azja, Gerwazy Rębajło. Tego aktora zna każdy! Debiutował już jako niespełna osiemnastolatek; występował zarówno w filmach najpopularniejszych polskich reżyserów jak i u zagranicznych sław. Jako aktor teatralny zapamiętany najbardziej z roli Hamleta w spektaklu Adama Hanuszkiewicza, Makbeta i Otella w spektaklach telewizyjnych, czy Leara w spektaklu Andrieja Konczałowskiego
Ostatnio oglądamy go w sfinansowanym ze środków Funduszy SKE ZASP spektaklu „Rosa i Abrasza”. Znany ze swojej niebywałej sprawności fizycznej, uprawia wiele dziedzin sportu i nigdy nie korzystał z pomocy kaskaderów na planie filmowym. Do dziś regularnie trenuje boks i jeździ konno. A przy tym patriota z krwi i kości, wielbiciel małych ojczyzn, pokazuje Drohiczyn, który ‚rozciąga się’ po horyzont,
zaledwie 123 km od Warszawy. Panie Danielu – najlepsze życzenia! Wspaniałych nowych ról – prosimy o więcej!
____
Stanisław Barszczak, Actor of the Millennium
Will Daniel Obrychski Get Married Again? „There is an opportunity, there are people”
– Looking back, it seems to me that the most important relationships in my life were with women. There were several of them: three of them are the mothers of my children and two more, very important ones, with whom I did not have children – Daniel Olbrychski confessed in an interview with „Wprost”. Continuing the private thread, he added: – I have a chance for a second church wedding. Maybe, maybe, although I have many complaints about the Church as an institution… But fortunately, there are several extraordinary priests. There is an opportunity, there are people, I could easily repeat these most important words of the marriage vows in front of the altar.
Mr Daniel calls President Kaczyński a pathetic pest. But an Actor has an advantage over a normal person. Our abnormality in this case works to our advantage, because we can support ourselves with wonderful quotes from writers and poets. Norwid says this in one of his letters, I will quote after Mr. Daniel Norwid: ‚We come from the only society on the globe in which there is not a single citizen of any higher standing who has been insulted by his fellow countrymen or slapped or even beaten.’ And here follows the list: ‚Zygmunt Krasiński in the face on the street, Maurycy Mochnacki in the face on the street, Władysław Zamoyski with a stick on the street, General Bem with a bullet from a pistol as a scoundrel and sold out, Adam Mickiewicz – as a Moscow agent, Czartoryski Adam Skrzynecki – everyone!’ I myself add Andrzej Wajda, Lech Wałęsa and Donald Tusk to this list.
The accuracy of these words is repeated in every generation; this is Polish society, which is characterized by great patriotism. But stupid patriotism is unnecessary patriotism, harmful, it should not consist in beating oneself in the chest like a gorilla, how strong I am, I will do everything and that there is nothing more beautiful in this world than the Polish nation. Even our national epic „Pan Tadeusz” is one great act of painful accusation of Polish society, which indeed ends with the wedding of Zosia and Pan Tadeusz, there is „Sto lat, sto lat” and „Jeszcze Polska nie zginęła”, Jankiel’s concert and the last polonaise, where Dąbrowski asks the first couple, it ends supposedly joyfully, it is supposedly an idealization of Poland, but in reality it is a cruel lampoon on our society.
We are capable of spitting and scoring points. Are we capable of appreciating artists? Mr. Daniel recalls: – Because I don’t know? How does it express itself? By signing autographs on the street? Janek Englert and I rejoice in one thing: that Polish theatres are full, because it used to be different. At the moment, enjoying art is in fashion, and fashion is something very noble. Adjusting to subsequent shocking or risky changes always comes from something rational, not just a whim. The fashion for going to the theatre makes me happy not only because I make a living from it, because people pay for tickets and want to watch us, it is something very positive in a deeper sense, that after years of greyness and lack of everything on the market, lack of money in pockets, a joyful period has come, when we have become a ‚hurricane consumerist’ society. Patriotism is, above all, humanity. A patriot is someone who can be moved by a poem or a lament by Jan Kochanowski, someone who is sensitive. Antoni Słonimski wrote in „This is from my homeland”: He who forgets about his own country when he hears how the Czech nation is bathed in blood, feels like a brother to a Yugoslav, a Norwegian, when the Norwegian people are suffering – let’s start with that.
But patriotism has many faces, because a patriot of one country can be an enemy of another country. Today, the majority of the world’s society are patriots of Ukraine. In turn, statistics show that 78 percent of Russians support the war in Ukraine and the criminal decisions of their president, but here we have to take into account the intimidation and manipulation of this enslaved country. Russian society is a society of slaves. Mr. Daniel praises the condemnation of Russia and its policies that is present in almost the entire world, while at the same time appealing: „Let it not be expressed with contempt and turning one’s back on Russian culture”.
Do I have a favorite role of the birthday boy? Yes, the role of Kmicic. Because it is my Ząbkowice village childhood in the Dąbrowa Basin (south Poland). Mr Daniel Olbrychski is celebrating his 80th birthday – a theater, film and television actor. He has starred in almost 180 film and television productions, such as: „Ashes”, „Marriage of Convenience”, „Boxer”, „Pan Wołodyjowski”, „Landscape after the Battle”, „Brzezina”, „The Deluge”, „The Promised Land”, „The Maids of Wilko”, „Pan Tadeusz”, „Revenge” and „The Butler”. He has also had roles in foreign films, including: „The Tin Drum”, „One and Two”, „Flashback”, „The Gońca Diagonal” and „Salt”. He was recently seen in the following theatre performances: „Berek, czyli ghoul w moherze 2”, „Niespodziewany zwrot” and „Przebłyski”. Best wishes
A bit of a Łowicz memory! Exactly 80 years ago, on 27 February 1945, Daniel Olbrychski, an outstanding Polish actor, was born in Łowicz. This is how he remembers his Łowicz thread: „how there was an exodus of civilians (after the Warsaw Uprising), my parents stayed with cousins in the manor house in Czerniewo, my time came. In February, the Germans were gone. My mother was taken to Łowicz in a horse-drawn carriage and there, by candlelight, I was born”.
The icon of Polish cinema, a man of unbridled energy and unique talent – Daniel Olbrychski talks about life, passions, old age… or rather, about how he does not notice it! Despite being almost eighty years old, this charismatic actor shows that age is just a number, and true youth lies in the heart and mind. Olbrychski reveals how he takes care of his fitness, what gives him strength and why life energy does not decrease with age.
Read, get inspired, and if you feel unsatisfied – reach for the collection of honest, extremely emotional conversations with Mr. Daniel Olbrychski, who openly talks about what is most important in life – love, family, fatherhood, friendship, as well as fighting difficulties such as depression or disappointment. In times when men are often expected to remain silent on matters feelings, my Actor breaks stereotypes and inspires deep reflection.
I don’t have time for old age! Mr Daniel likes to complain. He is in Germany, Italy, the Czech Republic, Hungary, even in Japan. And in Poland two episodes, maybe three. No serious role for 25 years. And it is not a matter of age, because 25 years ago I was fifty-something, the best time for an actor. My colleagues – Depardieu or De Niro – made several films a year. In their own language. And me? Nothing. On the occasion of Daniel Olbrychski’s 80th birthday we wish him wonderful roles in Polish productions!
Mr. Daniel is a TV viewer of the series „Ranczo”! Together with ‚his other half’ Mrs Christine, they can watch it endlessly. „During the filming of ‚The Deluge’ I didn’t drink or smoke at all. I knew what effort one had to endure, how well-conditioned one had to be to cope with the hardships of the role. In addition, every cold or flu posed a special kind of danger: the cameraman, even the director, could be ill, but not the main actor, because then the days of filming were over,” he recalls in his autobiographical story „Angels Around the Head”.
Mr. Daniel – a theatre and film actor, is celebrating his 80th birthday. He is considered one of the most outstanding film and theatre actors of his generation. He made his debut in 1963 with a role in Janusz Nasfeter’s film Wounded in the Forest. He was born on 27th February 1945 in Łowicz. Kazimierz Kutz said about him that after playing Kmicic, Rafał Olbromski and the Groom in „The Wedding”, he became „a piece of the national flag” for Poles. It is hard to imagine world culture without his roles in „Ziemia obiecana”, „Panna z Wilka” or „Krajobraz po bitwie”. A great artist. An uncompromising democrat fighting for civic values. A hero of the silver screen, not on a horse but on a bicycle. It is worth reaching for the collection of Janusz Rybak, a footballer of Wisła Puławy.
I would like to see more about the achievements of the „undisputed king of Polish film”! From what I have read, Mr. Daniel Olbrychski saved a plane flying to Athens! It was not a scene from any film, although the terrified passengers initially thought so. The legendary actor used his boxing skills, trained in his early youth, and knocked out the hijacker! The dangerous man beat up the stewardesses in front of everyone and tried to get into the cockpit, but he was stopped by our film Kmicic! There were 150 passengers on board the plane. Everyone was saved.
The tragic actor Robin Williams said, “Cocaine is God’s way of telling you you have too much money – I used to think that the worst thing in life was to be alone. It’s not true. The worst thing in life is to be with people who make you feel lonely – We have much to teach you and we will always find interesting things. Even mistakes can be wonderful – Today will not happen again. Live every moment intensely – Be your own teacher. That would be better than all the magic and treasures in the world.” We have something very precious that we rarely appreciate: ourselves. For my generation, the figure of Mr. Daniel will always be unique. Life is fascinating. You know so little about it – you only know your own small part – so you are like an actor who has to say a few lines in the first act. I have experienced each stage of my life so violently and so vividly that some of them have slipped from my memory altogether. Just some object, some person who had a more significant influence at the time, struggling in my memory. Where did he come from? And where did she come from? I’m looking. I can’t find her. The decoration has disappeared… But in relation to Mr. Daniel, who is not the „worst” actor, the aforementioned decoration has not disappeared, because we are talking about a great actor of one life and about great decorations of a drama whose name is Poland. Everyone has many faces. Sometimes I don’t know which one is the last. For which one there is nothing left but bones… Probably actors get Oscars y for what children have in one finger. But actors – they are here to take unnecessary parts of your brain out of your head… In other words – to live like Mr. Daniel, we don’t have to travel or do anything unusual. We just have to pay attention to the little things.
The beloved actor of Poles: Kmicic, Borowiecki, Olbromski, Azja, Gerwazy Rębajło. Everyone knows this actor! One living legend, I am grateful to God for his presence in the Polish landscape. He made his debut when he was barely eighteen; he appeared in films by the most popular Polish directors as well as in films by foreign celebrities. As a theater actor, he is best remembered for his role as Hamlet in Adam Hanuszkiewicz’s play, Macbeth and Othello in television plays, or (King) Lear in Andriej Konchalovsky’s play.
Recently, we can see him in the play „Rosa and Abrasza” financed by SKE ZASP Funds. Known for his incredible physical fitness, he practices many sports and has never used the help of stuntmen on a film set. He still regularly trains boxing and rides horses. And at the same time, a patriot through and through, a lover of small homelands, he shows Drohiczyn now, which ‚stretches’ to the horizon,
just 123 km from Warsaw city. Mr. Daniel – best wishes! Great new roles – please more!
____
Stanisław Barszczak, Spowolnić czas ludzkości
Ze zrozumieniem odczytałem wiersz pt.
„Życie na poczekaniu” Wisławy Szymborskiej:
„Przedstawienie bez próby
Ciało bez przymiarki
Głowa bez namysłu
Nie znam roli, która gram,
Wiem tylko, że jest moja, niewymienna
O czym jest sztuka zgadywać muszę wprost na scenie
Kiepsko przygotowana do zaszczytu życia
Narzucone mi tempo akcji znoszę z trudem
Improwizuję, choć brzydzę się improwizacją
Potykam się co krok o nieznajomość rzeczy
Mój sposób bycia zatrąca zaściankiem
Moje instynkty to amatorszczyzna
Trema, tłumacząc mnie tym bardziej upokarza.
Nie do cofnięcia słowa i odruchy,
Niedoliczone gwiazdy,
Charakter jak płaszcz w biegu dopinany,
Oto żałosne skutki tej nagłości.
Gdyby choć jedną środę przećwiczyć zawczasu.
Albo choć jeden czwartek raz jeszcze powtórzyć,
A ty już piątek nadchodzi z nieznanym mi scenariuszem
Czy to w porządku?- pytam
Z chrypką w głosie, bo nawet mi się dano odchrząknąć za kulisami.
Złudna jest myśl, że to tylko pobieżny egzamin
Składamy w prowizorycznym pomieszczeniu
Nie, stoję wśród dekoracji i widzę jak są solidne.
Uderza mnie precyzja wszelkich rekwizytów.
Aparatura obrotowa działa od długiej już chwili,
Pozapalane zostały najdalsze nawet mgławice.
Och, nie mam wątpliwości, że to premiera,
I cokolwiek uczynię, zmieni się na zawsze
w to co uczyniłam.”
Wydaje się, że musimy skończyć z powszechną premierą. Za dużo osoby i czynów świata całego. „To życie szybko minie, nie kłóć się z ludźmi, nie krytykuj ich ciała tak bardzo. Nie narzekaj tak bardzo. Nie trać snu z powodu rachunków.”
Einstein do końca swych dni pozostawał przytomny – na końcu nam zostawił znak nie zrozumiałej dla jego pielęgniarki niemieckiej mowy, która nie rozumiała słów mistrza. To były niejako ostatnie słowa geniusza podszywające się pod znakiem pt. Nie rozumiem…
Ale takich znaków bywalec Berna, Berlina i Princeton pozostawił nam więcej, z sławnym równaniem E=mc2 włącznie, że energia równa się masie ciała pomnożonej przez prędkość światła.
Tutaj wyraziłbym się nadto tak: Jeśli osiągniemy prędkość światła, nasz czas spowolni (English, get slowdown).
Co to znaczy… Że wszystko musi być zrobione tak szybko, jak to możliwe – aby spowolnić czas, abyśmy w ciele żyli dłużej…
Wyciągnąłem taki wniosek z stworzonej sytuacji, kiedy najbardziej maksymalną prędkość czasu z Einsteinem nazwaliśmy „prędkością światła”. Prędkość czasu odtąd dla nas wciąż pozostaje równa prędkości światła.
Zadaniem naszym jest osiągnąć szybkość czasu sięgającą zamarzonej szybkości światła!
Ponieważ dwa różne pojazdy z tą samą prędkością będą spoczynkiem dla siebie, teraz marzy mi się otwarte życie z szybkimi doniesieniami mass mediów o dwóch papieżach równocześnie. Oni nie ukradną księżyca. Ale niech będzie głośno wokół nich. Ci ostatni nigdy nie powinni być w szpitalu. Niech tak jeden będzie sobie w Rzymie, a kolejny niech już rezyduje na innym kontynencie.
Wszystko już było. Nasz Pan Jezus Chrystus nie powiedział wszystkiego! Powinniśmy z ludzkim postępem i kosmosem jak najszybciej posunąć się naprzód. Dosyć biedy, głodu, różnych kataklizmów, wojen, nierówności społecznej, wyścigu zbrojeń.
Wtedy nie czyściec czy piekło, ale „raj” każdemu stanie się bliski.
___
Stanisław Barszczak, Slowing Down the Time of Humanity
I read the poem entitled
With understanding „Life on the Wait” by Wisława Szymborska:
„A performance without rehearsal
A body without fitting
A head without reflection
I do not know the role I am playing,
I only know that it is mine, unchangeable
I have to guess what the play is about right on the stage
Poorly prepared for the honor of life
I can hardly bear the pace of action imposed on me
I improvise, although I am disgusted by improvisation
I stumble at every step over my ignorance of the subject
My manner of being smacks of provincialism
My instincts are amateurish
Stage fright, explaining, humiliates me all the more.
Words and reflexes that cannot be taken back,
Uncounted stars,
A character like a coat fastened on the run,
These are the pathetic effects of this suddenness.
If only one Wednesday could be practiced in advance.
Or at least one Thursday repeated once more,
And Friday is already coming with a scenario I do not know
Is that okay?- I ask
With a hoarse voice, because I was even allowed to clear my throat backstage.
The thought that this is just a cursory exam is deceptive
We are assembling in a makeshift room
No, I am standing among the decorations and I can see how solid they are.
I am struck by the precision of all the props.
The rotating apparatus has been working for a long time now,
Even the most distant nebulae have been ignited.
Oh, I have no doubt that this is a premiere,
And whatever I do will change forever
into what I have done.”
It seems that we have to end the universal premiere. Too many people and the actions of the whole world. „This life will pass quickly, don’t argue with people, don’t criticize their bodies so much. Don’t complain so much. Don’t lose sleep over the calculations.”
Einstein remained conscious until the end of his days – at the end he left us a sign of German language that was incomprehensible to his nurse, who did not understand the words of the master. These were, as it were, the last words of a genius disguised as a sign entitled I don’t understand…
But the Bern, Berlin and Princeton regular left us more such signs, including the famous equation E=mc2, that energy equals the mass of the body multiplied by the speed of light.
Here I would also express myself as follows: If we reach the speed of light, our time will slow down (English, get slowdown).
What does it mean… That everything must be done as quickly as possible – to slow down time, so that we live longer in the body…
I drew such a conclusion from the situation created, when Einstein and I called the maximum speed of time „the speed of light”. The speed of time has remained equal to the speed of light for us from now on.
Our task is to achieve a speed of time reaching the frozen speed of light!
Since two different vehicles at the same speed will be at rest for themselves, now I dream of an open life with fast mass media reports about two popes at the same time. They will not steal the moon. But let there be a lot of noise around them. The latter should never be in hospital. Let one be in Rome, and the next one should already reside on another continent.
Everything was already there. Our Lord Jesus Christ did not say everything! We should move forward with human progress and the cosmos as quickly as possible. Enough of poverty, hunger, various cataclysms, wars, social inequality, arms race.
Then not purgatory or hell, but „paradise” will become close to everyone.
_____
Stanisław Barszczak, Wieża Babel
„Wciąż myślisz o nim? – Ależ ja nie płaczę.
– Ja już wszystko? – Nikogo jak ty.
– dolegliwości jesteś szczera. – Bądź spokojny, wyjadę z tego miasta. Bądź spokojny, odejdź stąd. – Masz takie piękne ręce. – To stare dzieje, ostrze ogólne
nie naruszając kości. – Nie ma za co,
moje drogi, nie ma za co. – Nie wiem
nie chcę wiedzieć, która do godziny.”
„Na spakowanie życiowego dobytku dostaliśmy 15 minut. Nie wiadomo, gdzie nas zabierają i dlaczego. Gdy zobaczyliśmy, że bydlęce wagony na stacji kolejowej, stało się jasne, że podróżowało na nieludzką ziemię. Gdy dotarliśmy na tzw. Sybir, dostarczoney na nas przepełnione baraki, pełne wszy i pluskiew, które teraz są dostarczane nam za dom. Codziennie o świecie ruszaliśmy do pracy w lesie. Wielu nie wytrzymało tak ogromnego rozszerzenia. Po wszystkim zabrakło nas na miska zupy, choć bliżej było jej do wody z pozostałościami zgniłych warzyw. Cudem przetrwaliśmy…”
„Wiersz nie zatrzyma kuli. Powieść nie rozbroi bomby. Ale nie jesteśmy bezradni. Możemy śpiewać prawdę i nazywać kłamców”.
Spójrzcie teraz. Zapierające dech w piersiach widoki Księżyca. Lądownik Blue Ghost Firefly wykorzystuje efekt ataku podczas śledzenia orbity księżycowej, wprowadzając go na prawie kołową orbitę księżycową. Film został nakręcony 100 km nad powierzchnią Księżyca, drugą stronę Księżyca w całej jej tajemniczej urodzie. zamkniętą klatkę przypomina, jak daleko zaszli w eksploracji Księżyca…
Podobnie jak wiele kobiet w historii, Artemisia Gentileschi – utalentowana malarka, przez długi czas była marginalizowana…
Możesz mieć wadę, być niespokojnym, a nawet złym, ale nie zapominaj, twoje życie jest największym występkiem na świecie. Tylko ty możesz zapobiec jego porażce. Wielu cię docenia, podziwia i kocha. Pamiętaj, że bycie następstwm to nie kary bez burzy, drogi bez wypadków, pracy bez skutku, następstwa.
„Być może być ofiarą i stać się autorem własnego losu. To pokonywać pustynię, ale być w stanie znalezienia oazy w głębi duszy. To dziękować Bogu każdemu ranka za cud życia. To całować swoje dzieci, przytulać rodziców, przeżywać poetyckie chwile z dostępem, nawet gdy nas ranią… Być aktywnym, który żyje w każdym z nas, żyje swobodnie, radośnie i prosto. To mieć dojrzałość, by móc powiedzieć: ‚Popełniłem błędy’. To mieć, by powiedzieć ‚Przepraszam’. To mieć świadomość, by powiedzieć „Potrzebuję cię”. To mieć zdolność, by powiedzieć „Kocham cię”. Niech twoje życie stanie się ogrodem okazji do szczęścia… niech twoje życie stanie się ogrodem okazji do szczęścia… niech twoje życie stanie się szczęściem, a zimą miłośnikiem mądrości…”
Istotnie „nie kocham ‚pięknych’ ludzi, lecz ‚miłych ludzi’. Ci, którzy mają proste oblicze i pokorne serce.”
____
Stanisław Barszczak, The Tower of Babel
„Do you still think about him? – But I don’t cry.
– I’ve already done everything? – No one like you.
– you’re sincere in your ailments. – Be calm, I’ll leave this city. Be calm, go away from here. – You have such beautiful hands. – This is old history, a general blade
not breaking the bones. – You’re welcome,
my dears, you’re welcome. – I don’t know
I don’t want to know what time it is.”
„We were given 15 minutes to pack our belongings. It is not known where they are taking us and why. When we saw the cattle wagons at the train station, it became clear that we were traveling to an inhuman land. When we reached the so-called Siberia, overcrowded barracks were delivered to us, full of lice and bedbugs, which are now delivered to us for our home. Every day at dawn we set off to work in the forest. Many could not withstand such a huge expansion. After all, we did not have enough for a bowl of soup, although it was closer to water with the remains of rotten vegetables. Miraculously, we survived…”
„A poem will not stop a bullet. A novel will not defuse a bomb. But we are not helpless. We can sing the truth and call out liars.”
Look now. Breathtaking views of the Moon. The Blue Ghost Firefly lander uses the effect of the attack while tracking the lunar orbit, putting it into an almost circular lunar orbit. The film was shot 100 km above the surface of the Moon, the second side of the Moon in all its mysterious beauty. the closed cage reminds us how far they have come in the exploration of the Moon…
Like many women in history, Artemisia Gentileschi – a talented painter, was marginalized for a long time…
You can have a flaw, be restless, even evil, but do not forget, your life is the greatest crime in the world. Only you can prevent its failure. Many appreciate you, admire you and love you. Remember that being a consequence is not punishment without a storm, roads without accidents, work without results, consequences.
„It is possible to be a victim and become the author of your own fate. It is to overcome the desert, but to be able to find an oasis deep in your soul. It is to thank God every morning for the miracle of life. It is to kiss your children, to hug your parents, to experience poetic moments with access, even when they hurt us… To be active, who lives in each of us, lives freely, joyfully and simply. It is to have the maturity to be able to say, ‚I made mistakes.’ It is to have the maturity to say, ‚I am sorry.’ It is to have the awareness to say, ‚I need you.’ It is to have the ability to say, ‚I love you.’ May your life become a garden of opportunities for happiness… may your life become a garden of opportunities for happiness… may your life become happiness, and in winter, a lover of wisdom…”
Indeed, „I do not love ‚beautiful’ people, but ‚nice people.’ Those who have a simple face and a humble heart.”
___
Niedziela 9 marca 2025
- Niedziela Wielkiego Postu
Odniesienia biblijne:
Księga Powtórzonego Prawa: 26. 4 do 10: „Ojciec mój był tułaczem Aramejczykiem…”
Psalm 90: „Bóg mój jest moją twierdzą, w Nim pokładam ufność.”
List św. Pawła do Rzymian. 10. 8 do 13: „Nikt z tych, którzy uwierzyli, nie będzie musiał tego żałować.”
Ewangelia według św. Łukasza.4. 1-13: „Został wystawiony na próbę.”
Każdego roku liturgia Wielkiego Postu wyznacza drogę w etapach pedagogicznych, które są lub powinny być etapami naszego duchowego postępu w świetle paschalnym, wielkopostnego odrodzenia.
NASZA WŁASNA TRASA
Czytanie Starego Testamentu pozwala nam poznać etapy wiary naszych ojców, czy to Abrahama, Mojżesza, czy anonimowego ludu opuszczającego Egipt, by otrzymać objawienie na Synaju i wejść do Ziemi Obiecanej, czy też nieznanego ludu złamanego na drodze wygnania, ale ufającego obietnicy powrotu. Ewangelie pierwszych dwóch niedziel są zawsze poświęcone – jedna Kuszeniu, druga Przemienieniu. Człowieczeństwo Jezusa, który podobnie jak my był poddany pokusom, jest na Taborze ulotną przejrzystością jego prawdziwej ludzko-boskiej osobowości. Poprzez to zestawienie Kościół zachęca nas, byśmy przeżyli ten czas życia Chrystusa, aby otrzymać od Niego, przez Jego krzyż i zmartwychwstanie, pełnię naszego bytu, która została ostatecznie zrealizowana przez łaskę i światło naszego chrztu.
W ŚWIETLE PASCHALNYM
Co prowadzi nas od pierwszego dnia do przeżycia Wielkiego Postu w świetle paschalnym? Pozostałe trzy niedziele mają inny rozkład akcentów, zależnie od roku cyklu liturgicznego. Listy i psalmy, w zależności od niedzieli, są bliskie czytaniu Starego Testamentu lub czytaniu Ewangelii. Poprzez te wybory tekstów Kościół pragnie wprowadzić wiernych do sakramentów zbawienia. Dla katechumenów Wielki Post jest czasem ostatecznego przygotowania do Wigilii Paschalnej, podczas której zostaną odrodzeni w Chrystusie, a dla ochrzczonych jest czasem ponownego odkrycia mocy i świeżości swego chrztu.
„Nie wódź nas na pokuszenie…” – te słowa Jezus kieruje do Ojca w jedynej modlitwie. Taki właśnie sens ma Jego podróż przez pustynię, kiedy „pełen Ducha Świętego opuścił brzegi Jordanu i prowadzony był przez Ducha na pustynię, gdzie diabeł wystawiał Go na próbę przez czterdzieści dni.” (Łk 4,1) Musimy na nowo czytać „Ojcze nasz” w tym czasie próby, w którym nasz Pan w pełni żył każdym ze słów Modlitwy Pańskiej. Test ten pozwala nam udowodnić wiarygodność naszej wiary.
WCHODZĄC W HISTORIĘ ZBAWIENIA
Wybór ludu Izraela, podobnie jak wybór ludu Nowego Przymierza, nie może być dziś postrzegany jako reprezentacja i powielenie sposobów postępowania z przeszłości. To może sprawić, że utkniemy w nostalgicznym impasie. „Mój ojciec był wędrownym Aramejczykiem… (dobrze jest o nim wspominać, ale już nie jest to konieczne)… dziś przynoszę wam pierwociny płodów ziemi.” (Księga Powtórzonego Prawa). Bóg przygotowuje nas również do życia w nowym świecie. Wszystko jest wspomnieniem śmierci i zmartwychwstania Pana Jezusa, a nie tylko przywołaniem, bo ktokolwiek mówi „wspomnienie”, mówi także o teraźniejszości i dniu dzisiejszym. Ta śmierć i to zmartwychwstanie same w sobie są wspomnieniem całej ludzkiej historii, którą Bóg, poprzez historię Izraela, chce uczynić historią świętą. Dzisiaj i w tej chwili musimy zadbać o to, aby historia ludzkości współczesnych ludzi była także historią świętą. Liturgia łacińska każe nam hołdować paschalnym słowom podczas ofiarowania. Pierwociny: „Ten chleb, owoc ziemi i pracy ludzi, Tobie składamy, stanie się chlebem życia.” Liturgia eucharystyczna podkreśla trzy etapy anamnezy: „Głosimy Twoją śmierć, świętujemy Twoje zmartwychwstanie, oczekujemy Twojego przyjścia w chwale. „Tak, wielka jest tajemnica wiary!”
Wielki Post jest nierozerwalnie związany z Męką, Śmiercią i Zmartwychwstaniem. Podobnie jak w przypadku Przemienienia na górze Tabor, namiętność i śmierć stanowią tylko jeden moment w tej historii. Łaską tego odkupieńczego Wcielenia jest Zmartwychwstanie, czyli dostęp do wiecznego przebóstwienia człowieka zbawionego przez Jezusa, Chrystusa, naszego Pana.
JUŻ ODBYWA SIĘ WIGILIA PASCHALNA
„Jeśli w sercu swoim uwierzysz, że Bóg wskrzesił Go z martwych, to będziesz zbawiony!” To wyznanie wiary w zmartwychwstałego Jezusa przynosi sprawiedliwość i zbawienie, ponieważ jest aktem przylgnięcia, włączenia naszej myśli i naszego serca, to znaczy całego naszego jestestwa, w samą istotę Jezusa, zmartwychwstałego. Wyznanie wiary każe nam mówić: „Wierzę w Jezusa Chrystusa”, a nie: „Wierzę dla Jezusa Chrystusa”.
Wiara nie wyznacza teoretycznych ideałów, lecz fakty, których przestrzegania wymaga od nas, abyśmy wyciągnęli konsekwencje z nich w naszym życiu. Ponieważ fakty te są aktami Boga, który stwarza, zbawia i uświęca. Katechumen musi wyznać tę wiarę w noc Paschalną, po czym może przystąpić do przyjęcia chrztu. Osoba ochrzczona odnawia wyznanie wiary każdej nocy wielkanocnej. Wszystkie listy św. Pawła można zrozumieć tylko w świetle tajemnicy paschalnej, która jest przejściem od niewoli do wyzwolenia. „Ja jestem Drogą, Prawdą i Życiem.” (J 14, 6) Przyjdź i idź za mną tą drogą: „Trwajcie w nauce mojej, a poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” (J 8, 31 i 32) „To Słowo jest orędziem wiary, które głosimy.” (Rzymian 10.8)
PODDAJ SIĘ, ABY SIĘ UWOLNIĆ
„Prawda was wyzwoli…” Ewangelia kuszenia nie mówi nic więcej. „Trwajcie w moim słowie. » „Nie wódź nas na pokuszenie…” – Jezus każe nam modlić się do Jego Ojca. Jest to kontynuacja Jego podróży przez pustynię, kiedy „pełen Ducha Świętego opuścił brzegi Jordanu i prowadzony był przez Ducha na pustynię, gdzie diabeł wystawiał Go na próbę przez czterdzieści dni.” (Łk 4,1) W tę niedzielę, jak zwykle, musimy przeczytać na nowo modlitwę „Ojcze nasz”, w tym czasie próby, w którym nasz Pan w pełni przeżył każde ze słów modlitwy Pańskiej.
Nie bezwolne podporządkowanie, ale ukazanie dowodu w teście, w jedynej próbie, której poddajemy urządzenia nawigacyjne, jedyne leki, aby sprawdzić ich niezawodność. „Zaprowadziłem was na pustynię, abyście usłyszeli głos waszego i mojego serca.” Anonimowy mistyk średniowiecza streszcza w ten sposób, na czym polegała pokusa Chrystusa, który słuchał tylko jednego głosu – Słowa Bożego. „Gdzie jest twój skarb, tam będzie twoje serce” – powiedział Jezus do swoich uczniów. Jednakże w tradycji biblijnej serce nie jest jedyną uczuciowością, lecz podstawowym ukierunkowaniem całego ludzkiego życia. Chrystus ma tylko jedną wizję życia – wizję Boga. „Tylko Jemu będziesz oddawał cześć”. „Kochać Boga całym swoim sercem, całym swoim życiem i całą swoją mocą.” Poddanie naszego istnienia temu znakowi wiary oznacza nawiązanie autentycznej i niezachwianej relacji z Ojcem. Demon „odejdzie aż do wyznaczonego czasu.” (Łk 4,13) W chwili męki Jezus zostanie dotknięty pokusą, ale decyzja pozostanie ta sama: „Ojcze mój, jeśli to możliwe, oddal ode Mnie ten kielich boleści”. Ależ nie! nie moja wola, ale niech będzie jaka jest Twoja wola!” (Mateusza 26.42 – Łukasza 22.42)
Nie sposób wyczerpać w kilku słowach bogactwa tekstów tej niedzieli, jeśli będziemy je po kolei omawiać. Choć jesteśmy bezsilni i ograniczeni, by włączyć się w tajemnicę, w którą jesteśmy wciągnięci przez wiarę, w modlitwie rozpoczynającej tę pierwszą niedzielę Wielkiego Postu zwracamy się do Boga: „Spraw, Boże wszechmogący, abyśmy przez cały Wielki Post postępowali w poznaniu Jezusa Chrystusa i otwierali się na Jego światło poprzez coraz bardziej wierne życie.” Bo żyjąc Jezusem Chrystusem możemy „narodzić się z Nim” (to wiemy), w Jego życiu.
Sunday, March 9, 2025
1st Sunday of Lent
Biblical References:
Deuteronomy: 26. 4 to 10: “My father was a wandering Aramean…”
Psalm 90: “My God is my fortress, in whom I trust.”
Romans 10. 8 to 13: “None of those who believe will regret it.”
Gospel of Luke 4. 1-13: „He was put to the test.”
Each year the Lenten liturgy marks the way in pedagogical stages that are or should be stages of our spiritual progress in the light of Easter, of Lenten rebirth.
OUR OWN ROUTE
Reading the Old Testament allows us to know the stages of the faith of our fathers, whether Abraham, Moses, or the anonymous people leaving Egypt to receive the revelation on Sinai and enter the Promised Land, or the unknown people broken on the path of exile but trusting in the promise of return. The Gospels of the first two Sundays are always dedicated – one to the Temptation, the other to the Transfiguration. The humanity of Jesus, who like us was subject to temptations, is on Tabor a fleeting transparency of his true human-divine personality. Through this juxtaposition, the Church invites us to live this period of Christ’s life, to receive from Him, through His Cross and Resurrection, the fullness of our being, which was finally realized by the grace and light of our baptism.
IN THE LIGHT OF EASTER
What leads us from the first day to experience Lent in the light of Easter? The remaining three Sundays have a different distribution of emphasis, depending on the year of the liturgical cycle. The letters and psalms, depending on the Sunday, are close to the reading of the Old Testament or the reading of the Gospel. Through these choices of texts, the Church wants to introduce the faithful to the sacraments of salvation. For catechumens, Lent is a time of final preparation for the Easter Vigil, during which they will be reborn in Christ, and for the baptized, it is a time of rediscovering the power and freshness of their baptism.
„Lead us not into temptation…” – these words Jesus addresses to the Father in a single prayer. This is the meaning of His journey through the desert, when „he left the banks of the Jordan, full of the Holy Spirit, and was led by the Spirit into the desert, where the devil tested him for forty days.” (Luke 4:1) We need to reread the „Our Father” in this time of trial, in which our Lord lived fully every word of the Lord’s Prayer. This test allows us to prove the credibility of our faith.
ENTERING THE HISTORY OF SALVATION
The choice of the people of Israel, like the choice of the people of the New Covenant, cannot be seen today as a representation and repetition of past behaviors. This can cause us to get stuck in a nostalgic impasse. „My father was a wandering Aramean… (it is good to remember him, but it is no longer necessary)… today I bring you the firstfruits of the earth.” (Deuteronomy). God is also preparing us for life in the new world. Everything is a remembrance of the death and resurrection of the Lord Jesus, and not just a recollection, because whoever says “remembrance” also speaks of the present and of today. This death and resurrection are in themselves a remembrance of the whole of human history, which God, through the history of Israel, wants to make a sacred history. Today and at this moment we must ensure that the history of humanity of the people of today is also a sacred history. The Latin liturgy makes us pay homage to the paschal words during the offering. Firstfruits: “This bread, the fruit of the earth and of the work of men, we offer to you, will become the bread of life.” The Eucharistic liturgy emphasizes the three stages of anamnesis: “We proclaim your death, we celebrate your resurrection, we await your coming in glory. “Yes, great is the mystery of faith!” Lent is inextricably linked to the Passion, Death and Resurrection. As in the case of the Transfiguration on Mount Tabor, passion and death constitute only one moment in this history. The grace of this redemptive Incarnation is the Resurrection, that is, access to the eternal divinization of man saved by Jesus, Christ, our Lord.
THE EASTER VIGIL IS ALREADY TAKING PLACE
„If you believe in your heart that God raised him from the dead, you will be saved!” This profession of faith in the risen Jesus brings justice and salvation, because it is an act of adherence, of inserting our mind and our heart, that is, our whole being, into the very essence of Jesus, the risen one. The profession of faith makes us say: „I believe in Jesus Christ,” and not: „I believe for Jesus Christ.”
Faith does not define theoretical ideals, but facts, the observance of which requires us to draw the consequences from them in our lives. Because these facts are acts of God who creates, saves and sanctifies. The catechumen must profess this faith on Easter night, after which he can proceed to receive baptism. The baptized person renews the profession of faith every Easter night. All of St. Paul’s letters can only be understood in the light of the paschal mystery, which is the passage from slavery to liberation. „I am the Way, the Truth and the Life.” (John 14:6) Come and follow me on this path: „Abide in my teaching, and you will know the truth, and the truth will make you free” (John 8:31 and 32) „This Word is the message of faith that we preach.” (Romans 10:8)
SURRENDER TO BE FREE
„The truth will make you free…” The Gospel of temptation says nothing more. „Abide in my word. » „Lead us not into temptation…” – Jesus tells us to pray to His Father. It is a continuation of his journey through the desert, when „he left the banks of the Jordan, full of the Holy Spirit, and was led by the Spirit into the desert, where the devil tested him for forty days.” (Lk 4:1) This Sunday, as usual, we must reread the prayer „Our Father,” in this time of trial, in which our Lord lived to the full every word of the Lord’s Prayer. Not a passive submission, but the presentation of the proof in the test, in the only test to which we subject navigation devices, the only medicines, to test their reliability. „I led you into the desert to hear the voice of your heart and my heart.” An anonymous medieval mystic thus summarizes the temptation of Christ, who listened to only one voice, the Word of God. „Where your treasure is, there will your heart be,” Jesus said to his disciples. However, in the biblical tradition, the heart is not the only affectivity, but the fundamental orientation of all human life. Christ has only one vision of life – the vision of God. “Him alone shall you worship.” “To love God with all your heart, with all your life, and with all your strength.” Submitting our existence to this sign of faith means establishing an authentic and unwavering relationship with the Father. The demon “will depart until an appointed time.” (Luke 4:13) At the moment of the Passion, Jesus will be touched by temptation, but the decision will remain the same: “My Father, if it is possible, take this cup of sorrow away from me.” But no! Not my will, but your will be done!” (Matthew 26:42 – Luke 22:42)
It is impossible to exhaust the richness of this Sunday’s texts in a few words, if we discuss them one by one. Although we are powerless and limited to join in the mystery into which we are drawn by faith, in the prayer that begins this first Sunday of Lent we turn to God: „Make it so, Almighty God, that throughout Lent we may advance in the knowledge of Jesus Christ and open ourselves to his light through an ever more faithful life.” Because by living Jesus Christ we can be „born with him” (we already know it), in his life.
____
Stanisław Barszczak, Psalm burz i ruin
Pośród nienawiści odkryłem, że jest we mnie niezwyciężona miłość. Pośród prób i błędów odkryłem, że jest we mnie niezwyciężony uśmiech. Pośród chaosu odkryłem, że jest we mnie niezwyciężony spokój. Pośród zimy odkryłem, że jest we mnie niezwyciężone lato. I nie musisz biegać. Nie musisz walczyć. Wszystko, co musisz zrobić, to stanąć wobec autorytetu jutra.
Wtedy zrozumiesz, że wszystkie historie zawierają wątek prawdy, o czym warto powiedzieć znów. Nie lekceważ siły, jakiej potrzeba, aby być miłym w świecie tak okrutnym jak nasz. Życie nie jest zasłużone. Dane jest żywe. Jeśli możesz znaleźć jedną rzecz, która sprawia, że warto zobaczyć kolejny dzień – zrobiłeś wszystko, co mogłeś.
Nic dobrego nie może wyjść z miejsca, które nie chce zobaczyć bólu ludzi, na którym zostało zbudowane. Przeszłość pochłania mało odważnych i tych – na tyle naiwnych, aby o tym zapomnieć.
Jeśli kiedykolwiek znajdziesz kogoś, kto czuje się tak naturalny, jak oddychanie – nie zostawiaj go. Ponieważ jeśli to zrobisz, poczujesz się tak, jakbyś łapał powietrze w każdej chwili. Istnieją wybory, których dokonujesz w życiu, których nie można cofnąć i których nie można pochować. Można je tylko przenosić, a ty albo uginasz się pod ich ciężarem, albo rośniesz wystarczająco silny, aby im nie ulec.
Historia kończy się tam, gdzie się kończy, a nie chwilę wcześniej. Jeśli jesteś niezadowolony z tego zakończenia – zrób nowe. Królowe idą do doradców po poradę, nie idą po zezwolenie. Dlatego niewolnicy zasługują na zapamiętanie, tak samo jak królowe. I to mnie uszczęśliwia.
Własna biografia mi mówi, że bez względu na to, jak mocno świat mnie naciska, we mnie jest coś silniejszego, coś lepszego – zatem nie pozwól, aby błędy twojej przeszłości dyktowały twoją przyszłość. Mój umysł stał się właśnie taki, w oparciu o który trwam będąc najsilniejszą osobą.
(In English)
Stanisław Barszczak, Psalm of Storms and Ruins
In the midst of hatred, I discovered that there is an invincible love within me. In the midst of trial and error, I discovered that there is an invincible smile within me. In the midst of chaos, I discovered that there is an invincible peace within me. In the midst of winter, I discovered that there is an invincible summer within me. And you don’t have to run. You don’t have to fight. All you have to do is stand before the authority of tomorrow.
Then you will understand that all stories contain a thread of truth, which is worth telling again. Don’t underestimate the strength it takes to be kind in a world as cruel as ours. Life is not earned. It is given. If you can find one thing that makes it worth seeing another day, you have done everything you could.
Nothing good can come from a place that refuses to see the pain of the people it was built on. The past devours the few who are brave and naive enough to forget it. If you ever find someone who feels as natural as breathing, don’t leave them. Because if you do, you’ll feel like you’re gasping for air every moment. There are choices you make in life that can’t be undone and can’t be buried. They can only be carried forward, and you either buckle under their weight or grow strong enough to resist them.
A story ends where it ends, not a moment before. If you’re unhappy with that ending, make a new one. Queens go to counselors for advice, they don’t go for permission. That’s why slaves deserve to be remembered, just like queens. And that makes me happy.
My own biography tells me that no matter how hard the world pushes me, there’s something stronger, something better inside me – so don’t let the mistakes of your past dictate your future. My mind has become the one that I rely on to be the strongest person I can be.
____
There are many reluctant young readers who haven’t yet found books that make them laugh.
Fikcyjny wywiad ze Stanisławem Barszczakiem, autorem „Merkurego”.
Wielu młodych czytelników jest opornych na czytanie i nie znalazło jeszcze książek, które by ich rozbawiły. Trochę brokatu może odmienić cały dzień. Ludzie nie lubią klaunów. Klauni nie są normalnymi ludźmi. Nasze nianie są przegrane. A czasem, gdy jesteś bardzo pomieszany w środku, robisz rzeczy, o których wiesz, że nie powinieneś. Czasami dorośli nie zachowują się odpowiednio do swojego wieku. Czy nie możemy być przyjaciółmi? Nienawidzę twoich wnętrzności, frankowiczu. Czy nasze wnętrzności nie mogą być przyjaciółmi?
Zacznijmy od przykładowego akapitu z oszałamiającej literackiej (również tajemniczej) sagi rodzinnej Stanisława Barszczaka.
Wiosna przebijała się pąkami bzu i pędami żonkili, ale zima trwale nie ustępowała. Kępy brudnego śniegu przylegały do krawężników, schodów ganku i parkingów. W Merkurym przestało działać ogrzewanie, a Marianna zadrżała. Tim był owinięty na tylnym siedzeniu; dostrzegła go w lusterku wstecznym. Potem jej oko wychwyciło coś innego za nią – kogoś utykającego z zaspy śnieżnej na skrzyżowaniu. Marianna zwolniła i się zatrzymała. Uff. Dobra robota.
Główną bohaterką tej powieści osadzonej w polskich Tatrach jest Marianna, którą poznajemy, gdy ma 17 lat. Wyjechałeś ze swojego rodzinnego miasta w Zagłębiu, aby pójść na studia mniej więcej w tym wieku. Jak to było pisać tę książkę i „zamieszkiwać” postać Marianny w miejscu (i czasie) podobnym do tego, w którym się wychowałaś? I jak bardzo Twoja prawdziwa rodzina jest podobna do znalezionej rodziny Marianny.
Marianna jest dla mnie naprawdę wyjątkową postacią. Kiedy ją tworzyłem, wziąłem cechy, które najbardziej kocham w napotkanych w życiu najlepszych kobietach i umieściłam je w jej charakterze. Jej gotowość do wkraczania w czyjś bałagan, jej umiejętność mówienia prawdy w tak kochający sposób i jej pragnienie zbudowania firmy z własnym kreatywnym piętnem – to cechy, które naprawdę podziwiam u moich najstarszych znajomych. Marianna pokazuje, jak moim zdaniem wygląda prawdziwa odporność. To nie jest perfekcja, nędza czy samotność – po prostu przejawia się w wielkodusznym, niedoskonałym człowieku, który stwarza się dla ludzi w swoim życiu.
Rodzina Marcinów w powieści jest podobna do mojej, ponieważ oboje jesteśmy rodziną wywodzącą się z arystokracji – co oznacza, że oba domy były pełne wspaniałych gawędziarzy, odważnych serc i mnóstwa dżinsów poplamionych długopisem i krwią ludzką. Dom, w którym wyobrażałem sobie, że mieszkają Marcinowie, został zainspirowany starym wiktoriańskim domem, których przykłady mieliśmy w miasteczku mego dzieciństwa. Zawsze kochałem te domy i nie wyobrażałem sobie żadnego innego miejsca, w którym mogłaby mieszkać rodzina lekarzy. Postacie pochodzą z mojej wyobraźni, ale więź, którą czują ze sobą – czasami zbyt bliska intymność, jaką mają ze sobą – to coś, z czym może utożsamić się każdy członek mojej dalszej rodziny. Jeśli chodzi o sedno sprawy, powiedziałbym, że obie rodziny dbają o to samo – o bezpieczeństwo ludzi pod dachami i na nich.
Moja nie dokończona opowieść rozgrywa się głównie w fikcyjnym miasteczku Merkury. Jak zabrałem się za budowę tego miejsca? Kiedyś zakupiłem w mieście magazyn „Wieczór”, który zaledwie wyszedł z druku i jeszcze pachniał świeżością. Pamiętam, że nie wycinałem zdjęć z magazynu? Merkury jest mocno inspirowane moim rodzinnym miastem, o którym również pisałem we wczesnych książkach i w moich wspomnieniach, choćby w „Historii żółtej ciżemki”. Kiedy zaczynałem pisać pierwsze strony tej historii wiedziałem, że musi się ona rozgrywać w Merkury – miejscu, które znam, kocham i które opuściłem. Więc większość wczesnych „badań” pochodziła z moich własnych wspomnień, a następnie wyrównałem je z informacjami z lat 90-tych i rozmowami z znajomymi. To było naprawdę wyjątkowe móc podzielić się z nimi częścią tego planu, zwłaszcza że tak wiele w opowieści dotyczy tego, co znaczy przynależeć i jak sami sobie rościmy prawo do domu.
Nie wyobrażałem sobie mojego rodzinnego miasta z żadnych widoków lotniczych, dopóki nie zacząłem umieszczać postaci na dachach dość wcześnie w procesie pisania tej historii na nowo, a najfajniejszą rzeczą było wyobrażenie sobie tego miejsca na nowo z zupełnie nowej perspektywy. Udało mi się znaleźć kilka filmów lotniczych z mojego rodzinnego miasta, które pomogły mi wypełnić krajobraz tego, co te postacie znajdują, gdy są wyżej niż wszyscy inni.
Nazwałbym tę książkę literacką sagą rodzinną; jest w niej jednak również dużo romansu — trochę gorącego! Jaka jest moja najlepsza rada dotycząca pisania romansów lub seksu, które pogłębiają charakter i rozwijają fabułę?
Powiedziałbym, że moja najlepsza rada brzmi, że seks nigdy nie jest tylko seksem. Zakochiwanie się jest jedną z najbardziej monumentalnych rzeczy, jakich doświadczamy jako ludzie – pokazuje nas w najlepszym i najgorszym wydaniu – i myślę, że naprawdę ważne jest, aby odzwierciedlać to w literaturze. Kiedy piszę sceny romantyczne, zawsze rozważam, co każda postać ryzykuje w bardzo wyjątkowy sposób – czy dzieli się czymś, czego nikt inny nie wie? Czy mówi jedno, a myśli co innego? Co jest takiego w zakochiwaniu się (lub odkochiwaniu się), co zmienia sposób, w jaki postrzegają siebie? Jakie wydarzenia z przeszłości ukształtowały sposób, w jaki dana osoba podchodzi do najbardziej intymnych chwil. Te sceny są świetnym sposobem na pokazanie, czego dana postać głęboko pragnie i czego się boi, niezależnie od tego, czy jest tego świadoma, czy nie. A kiedy cała ta soczysta historia zderza się z kimś innym, kto jest równie skomplikowany – to fikcyjne złoto!
Podobnie jak w innych opowieściach, w Merkury eksploruję głębokie przyjaźnie kobiet. Czy możesz opowiedzieć, jak rozwinąłeś przyjaźń na stronie między Marianną i Janiną? Kiedy piszesz, czy robisz studia postaci, zarysowujesz historię ze szczegółowymi informacjami – takimi, które nie trafiają do książki?
Głównie to, co robię, kiedy buduję relacje między postaciami, to DUŻO o tym myślę. Piszę wiele wersji roboczych przez długi okres czasu i wyrzucam dużo materiału, zwykle dlatego, że w ten sposób poznaję postacie. Sceny zaczynają się jako szkice i stają się bardziej szczegółowe, gdy dowiaduję się, kim są postacie. Wiele scen między Janiną i Marianną przez długi czas wydawało mi się bardzo banalne, gdy pracowałem, i musiałem do nich wracać i je przerabiać, aby były głębsze, dzięki czemu wydawały się zasłużone i prawdziwe.
Jestem bardzo niecierpliwą osobą (co za okropna cecha dla pisarza!), więc studia postaci zawsze wydają mi się odwracać uwagę od prawdziwego żaru historii, nad którą pracuję. Jedyne, co zazwyczaj robię poza samym pisaniem szkicu, to tworzenie playlisty dla każdej książki, którą piszę, i dołączanie piosenek dla każdej z postaci. Pomaga mi to śledzić ich psychikę, ich nastroje, ich sekrety. Można dowiedzieć się wiele o osobie, jeśli wie się, jakich piosenek słucha, gdy jest sama.
W tej powieści poruszasz temat demencji. Jakiego rodzaju badania były tam zaangażowane? Ponieważ akcja książki rozgrywa się głównie w latach 90., czy musiałeś przeprowadzić jakieś inne, historyczne badania dla prawdopodobieństwa?
Miałem członka rodziny z pewną formą demencji (choć w innych okolicznościach niż w książce), więc wykorzystałem to jako podstawę do zbudowania jej w powieści. Postanowiłem nie przeprowadzać zbyt wielu badań klinicznych, ponieważ chciałem przedstawić to z perspektywy rodziny, która nie jest pewna, co się dzieje. Tak często nie otrzymujemy odpowiedzi, których szukamy w prawdziwym życiu, jeśli chodzi o diagnozy medyczne, i dla mnie było naprawdę ważne, aby dać tej prawdzie dużo miejsca w powieści.
Macierzyństwo jest przedstawione w tej powieści w bardzo realny, a czasami rozdzierający serce sposób. Teściowa Marianny mówi: „To życie jest bezlitosne dla matek”. Masz dużo materiału z twojego duszpasterstwa. Jak zmieniła się Twoja praktyka pisarska (i produkt) odkąd zostałeś wyłączony z życiu na parafii? I, na zakończenie, jaka jest Twoja ulubiona powieść do eksplorowania tematów macierzyństwa?
Największą różnicą w mojej praktyce pisarskiej jest to, że muszę dostosowywać godziny pracy do harmonogramu moich zajęć liturgicznych. Teraz jest OGROMNIE łatwiej, choć rzadko udaje mi się zrobić to, co chciałbym zrobić w ciągu jednego dnia. Pamiętam, jak musiałem wykrawać porcje czasy z duszpasterstwa, a moje sesje pisania były tak krótkie, że myślałem, że nigdy nie skończę kolejnej opowieści, nad którą pracowałem, a która okazała się być ważna. Czasami moje sesje pisania dawały tylko kilkaset słów. Musiałem nauczyć się mówić do siebie i mówić: „Może nikt tego nigdy nie zobaczy, ale nadal chciałbym spróbować”. I powtarzałem to sobie w kółko, gdy pojawiały się moje codzienne frustracje. I książka została ukończona! Poza tym duszpasterstwo nadal mnie inspiruje.
Duża część fabuły Merkury koncentruje się wokół kościoła rodziny – ale niekoniecznie wokół nabożeństw. Bez spoilerów, ale czy możesz opowiedzieć, jak religia, wiara i przekonania działają w świecie tej powieści – a może także w twoim życiu?
Moja wiara jest ogromną częścią mojego życia i mojego procesu twórczego. Myślę, że pisanie książek jest dla mnie formą modlitwy. To, co w tym kocham, to to, że strona staje się miejscem moich nieocenzurowanych myśli, moich pytań, moich frustracji i – co najważniejsze – rzeczy, które kocham i uważam, że warto o nie walczyć. Wydaje się, że to ciche miejsce, w którym mogę spotkać Boga bez osądu, gdzie nie muszę być żadną inną wersją siebie, tylko tą prawdziwą. Ponadto, dużo słucham, kiedy piszę, co daje mi dużo spokoju.
W tej konkretnej historii wiele postaci ma pojęcie, czym jest „religia”, ale wszyscy pragną wiary. Wiary w Boga, który kocha ich takimi, jacy są, i wiary w siebie nawzajem. Lubię myśleć, że każdy z nich spotyka Boga w nieoczekiwanie znaczący sposób w książce i zazwyczaj dzieje się tak, gdy uczą się kochać siebie nawzajem.
Dla tych z nas, którzy nie są tylko czytelnikami, ale także pisarzami, jaki jest pański ulubiony generatywny temat przewodni na dzień pisania, gdy po prostu nie ma pan słów?
Ja zdecydowanie polecam zacząć od wspomnienia z dzieciństwa, którego nie możesz wyrzucić z głowy. Spróbuj opowiedzieć je sobie z perspektywy osoby dorosłej (którą możesz zinterpretować w dowolny sposób). Ja zacząłem czytać Merkury właśnie w ten sposób – scena otwierająca historię to moje wspomnienie z meczu małej ligi tenisa stołowego, kiedy miałem około dziewięciu lat. To ćwiczenie pokazało, jak postać Wyderki po raz pierwszy ożyła.
Opowiedz nam, jak zareagowano na Merkury podczas twoich wizyt w bibliotekach, księgarniach itp.? To było naprawdę wspaniałe. Kiedy moje pierwsze książki ukazały się wiosną 2004 r., nie było otwartych sklepów, więc możliwość odwiedzania bibliotek i księgarni była najlepszą rzeczą w wydawaniu Merkury. Moją ulubioną rzeczą jest słuchanie o ulubionych postaciach czytelników i o tym, jak widzieli siebie w historii. Uwielbiam, kiedy dzieje się to w książce, którą czytam, więc zapewnienie tego doświadczenia innym czytelnikom to prawdziwy dar.
Co teraz piszesz i czytasz? A jakie są ostatnio ulubione książki dla dzieci?
Uwielbiam to pytanie! W tym roku staram się nie spieszyć i czytać dłuższe książki (które nazywam „wielkimi”), więc teraz czytam dwie — „Żelazny Płomień” Rebekki Yarros i „Na wschód od Edenu” Johna Steinbecka. Obie bardzo mi się podobają. Uwielbiam patrzeć, jak je czytają polscy telewidzowie!
Jeśli chodzi o pisanie, teraz pracuję nad powieścią o prawdziwej historii zaginięcia słynnego piosenkarza country. Nie wiem, czy to będzie moja następna książka, czy nie, ale sama praca sprawia mi ogromną przyjemność. ~ksiądz Stanisław
Stanisław Barszczak z Częstochowy jest autorem 14 książek i mnóstwa wspomnień, które zostały „opowiedziane językiem tak żarzącym się jak tlący się węgiel”. Jego najnowsza książka „Kiedy będziesz stary” została wydana przez Wydawnictwo Allegro w Borowiance koło Częstochowy. Teksty Stanisława Barszczaka ukazały się w wielu czasopismach naukowych. Możesz go znaleźć na facebooku. Wielkie podziękowania dla Stanisława Barszczaka za podzielenie się swoimi spostrzeżeniami i czasem – a także rekomendacjami książek. Wiem, że nie mogę się doczekać, aby przeczytać, co nowego u jego bohaterów!
Podoba Ci się ten wywiad? Skomentuj poniżej lub na mojej stronie na Facebooku. I proszę podziel się tym ze znajomymi i sieciami społecznościowymi. Chcesz więcej? Obserwuj pracę autora. ~Stanisław Barszczak
Wprowadź swój adres e-mail, aby subskrybować tego bloga i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail. Udostępnij to dzisiaj: Twitter Facebook…
_____
Niedziela 20 lutego 2025
7. Niedziela zwykła
Odniesienia biblijne: Czytanie z Pierwszej Księgi Samuela: 26,7-23: „Nie chciałem bowiem podnieść ręki na króla, który otrzymał namaszczenie od Pana”. Psalm 102: „Pan wieńczy cię miłością i zmiłowaniem”. Święty Paweł. 1 List do Koryntian: 15.45-49: „Chrystus stał się istotą duchową, która daje życie”. Ewangelia według św. Łukasza: 6, 27-38: „Będziecie synami Najwyższego, bo On dobry jest dla niewdzięcznych i złych”.
Jest to wezwanie do świętości, które dane nam jest usłyszeć dzisiaj; świętości, która nie opiera się na rygorze naszego osobistego życia, ale na adekwatności naszej odpowiedzi na miłość, jaką Bóg ma dla nas. To jest Boży sposób, w jaki powinniśmy kochać wszystkich naszych braci, wszystkich naszych wrogów, wszystkich niewdzięcznych i wszystkich złych. „Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny”. Jeśli chcemy stać się, zgodnie z wyrażeniem ofiarowania, „uczestnikami Bóstwa Tego, który przyjął nasze człowieczeństwo”, musimy w pełni uczestniczyć w miłości Boga. Całkowicie… „dobrze zapakowana miara”. „Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski”. (Ewangelia wg św. Mateusza 5,48). „Bądźcie świętymi, bo Ja Pan, Bóg wasz, jestem święty”. (Księga Kapłańska 19:2) „Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny”.
SZANUJ BLIŹNIEGO, KTÓREGO NAZNACZYŁ BÓG
Biblijny epizod o Dawidzie i Saulu kończy się słowami: „Ten, który otrzymał namaszczenie Boże”. (1 Sam. 2.23) Dla nas jest to sprawa wszystkich ludzi, a nie tylko jednego. Bóg kocha wszystkich z tą samą nieskończoną intensywnością. To jest godność, namaszczenie, którym Bóg obdarza każdego człowieka. Musimy to rozpoznać, żyjąc miłością Boga. Nie do nas należy przypisywanie mu tej godności i mówienie, że inny człowiek jest mniej ludzki ode mnie i mniej godny miłości, której Bóg ode mnie oczekuje. Ani pochodzenie, ani rasa, ani klasa społeczna, ani słabość, ani ułomność, ani wady nie są miarą miłości, którą każdy z nas otrzymał od Boga i którą powinniśmy dzielić się z „drugim”, który jest naszym bliźnim i bratem. Dawid jest w konflikcie z Saulem, który chce go zabić. Uciekał, ale to nie brutalna i rozgniewana siła Saula zwyciężyła. To bojaźń Boża, gdyż Dawid nie boi się broni Saula. Dzięki namaszczeniu, jakie otrzymał Saul, Dawid nie popadł w cykl nienawiści i zemsty: Ty mnie nienawidzisz, ja ciebie nienawidzę; Ty zabijasz mnie, ja zabijam ciebie. Liczy na Pana, który każdemu wynagrodzi według jego wierności. Duma i miłosierdzie nie mogą współistnieć. Od nas zależy, czy przełożymy to na nasze codzienne życie. Nie musimy wpadać w cykl pogardy, nienawiści i zemsty. „Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty.” (Księga Kapłańska 19.2)
UNIWERSALNA CZUŁOŚĆ
Psalm Dawida jest pieśnią pochwalną, która w tym samym rejestrze wyraża wdzięczność za dobrodziejstwa Pana, dobrodziejstwa, które mają charakter duchowy. Kładzie się nacisk na odpuszczenie grzechów. Wielkość Boga i Jego miłość do ludzi objawiają się tutaj w szczególności, poprzez kilka zdań, w których psalmista powtarza słowa czułości i litości, czułości i miłosierdzia. Odpowiedź człowieka musi odzwierciedlać postawę Boga i dlatego musi być także reakcją całej jego istoty. Musimy przeczytać ten psalm w całości: „On wydaje wyroki na wszystkich uciśnionych… On zna nasze najgłębsze wnętrze… Jego miłość trwa od wieków na wieki… Błogosławcie Pana, którzy spełniacie Jego słowo, którzy spełniacie Jego wolę”. Warto również zauważyć, że psalm zaczyna się od „ja”, a następnie przechodzi do „my”. Psalmista wie, że należy do ludu Przymierza: „Objawił dobrodziejstwa swoje Mojżeszowi i synom izraelskim”. (werset 7) Ale czułość nie jest przeznaczona tylko dla Izraela, jest przeznaczona dla wszystkich ludzi, a „wojska niebieskie” są zaproszone, by przyłączyły się do całej ludzkości: „Błogosławcie wszystkim jego dziełom na każdym miejscu jego królestwa”. (wers 22)
IDENTYFIKOWANY Z CHRYSTUSEM
„On wieńczy cię miłością” – śpiewamy w psalmie. Święty Paweł mówi nam, na czym to polega. Tego czytania Listu do Koryntian nie można oddzielić od innych fragmentów, w których przypomina nam się o naturze nowego człowieka w Jezusie Chrystusie. Jesteśmy jednocześnie istotą cielesną i duchową, która otrzymała życie w pełni: „Ludzie należą do ziemi, ludzie należą do nieba”. Lub, jeśli dosłownie będziemy trzymać się greckiego tekstu napisanego przez samego apostoła: „Wzięci z ziemi, a następnie rządzeni przez Ducha, jesteśmy ikoną gliny, a także ikoną niebios”. (1 Kor. 15. 48 i 49) Na początku św. Paweł wydawał się przeciwstawiać ciało i ducha, w tajemnicy zmartwychwstania. W rzeczywistości nie ma sprzeciwu. Od tej pory ludzkość będzie upodobniona do uwielbionego Chrystusa. Cytaty z tej niedzieli należy umieścić w kontekście: jesteśmy teraz w „erze chrześcijańskiej”, „erze zmartwychwstania”, ponieważ nowy Adam jest „duchem dającym życie”, „twórcą życia” (pneuma zoôopoïoun po grecku).
MIŁOŚĆ BEZ GRANIC
Musimy po raz kolejny przypomnieć, że św. Łukasz był uczniem św. Pawła i przez lata słyszał, jak on mówił to, co dziś przypomina Koryntianom. Błogosławieństwa należy odczytywać zgodnie z „nową naturą ludzką”, zgodnie z nowym człowiekiem, który jest „ikoną Tego, który przychodzi z nieba” (1 Kor 15, 49). „Będziecie synami Boga Najwyższego, bądźcie miłosierni, jak Ojciec jest miłosierny”. Od działania przechodzimy do bycia. Z pewnością dzieło nawracania nigdy nie zostanie ukończone. Znamy swoje ograniczenia i ludzkie słabości, ale dając „miarę pełną, natłoczoną”, dajemy naszemu życiu i naszym braciom taką miarę, jaką Bóg stosuje wobec nas. Gest wzięcia naczynia w ręce i mocnego potrząsania nim, tak że ziarno osiada przy każdym uderzeniu, jest gestem Boga wobec nas. Czasami wydaje nam się to surowe i brutalne; ale to jest warunkiem, aby miara była pełna i całkowita. „Przebacz, a będzie ci przebaczone, dawaj, a otrzymasz…”
Dwie modlitwy liturgiczne, rozpoczynające i kończące Mszę świętą tej niedzieli, są niezwykle bogate, wykraczając poza rzymską prostotę słów: „Prosimy Cię, Boże wszechmogący, spraw, abyśmy mogli zebrać wszelkie owoce zbawienia – tajemnice eucharystii są już ich obietnicą i zadatkiem”. (modlitwa po komunii). Ta przeżyta Eucharystia jest w istocie obietnicą pochodzącą od Boga, od nas zależy, czy zbierzemy ją całą, wszystkie jej owoce… „dostosowując nasze słowa i nasze czyny do Twojej woli, w niestrudzonym poszukiwaniu dóbr duchowych”. (Modlitwa na rozpoczęcie mszy)
—–
Sunday 20 February 2025
7th Sunday in Ordinary Time
Biblical references: Reading from the First Book of Samuel: 26:7-23: “For I would not raise my hand against the king, who had received the anointing of the Lord.” Psalm 102: “The Lord crowns you with love and mercy.” St. Paul. 1 Corinthians: 15:45-49: “Christ became a spirit who gives life.” Gospel according to St. Luke: 6:27-38: “You will be sons of the Most High, for he is kind to the ungrateful and the evil.”
This is the call to holiness that we are given to hear today; a holiness that is not based on the rigor of our personal lives, but on the adequacy of our response to the love that God has for us. This is God’s way of loving all our brothers, all our enemies, all the ungrateful and all the evil. “Be merciful, as your Father is merciful.” If we want to become, according to the expression of the offering, “partakers of the divinity of the One who took on our humanity,” we must participate fully in the love of God. Completely… “a well-packaged measure.” “Be perfect, therefore, as your heavenly Father is perfect.” (Matthew 5:48). “Be holy, for I, the Lord your God, am holy.” (Leviticus 19:2). “Be merciful, as your Father is merciful.”
RESPECT THE OTHER WHOM GOD HAS MARKED
The biblical episode of David and Saul ends with the words: “He who has received the anointing of God.” (1 Sam. 2:23) For us, this is a matter for all people, not just one. God loves everyone with the same infinite intensity. This is the dignity, the anointing that God bestows upon each person. We must recognize this by living God’s love. It is not up to us to attribute this dignity to them and to say that another person is less human than me and less worthy of the love that God expects from me. Neither origin, nor race, nor social class, nor weakness, nor frailty, nor defects are the measure of the love that each of us has received from God and that we must share with the „other” who is our neighbor and brother. David is in conflict with Saul, who wants to kill him. He flees, but it is not the brutal and angry force of Saul that wins. It is the fear of God, because David is not afraid of Saul’s weapons. Thanks to the anointing that Saul received, David did not fall into the cycle of hatred and revenge: You hate me, I hate you; you kill me, I kill you. He counts on the Lord, who will reward each according to his faithfulness. Pride and mercy cannot coexist. It is up to us to translate this into our daily lives. We do not have to fall into the cycle of contempt, hatred and revenge. “Be holy, for I am holy.” (Leviticus 19:2)
UNIVERSAL TENDERNESS
David’s psalm is a song of praise that, in the same register, expresses gratitude for the Lord’s benefits, benefits that are spiritual in nature. The emphasis is on the forgiveness of sins. The greatness of God and his love for humanity are revealed here in particular through several sentences in which the psalmist repeats words of tenderness and pity, tenderness and mercy. The human response must reflect God’s attitude and therefore must also be the response of his whole being. We must read this psalm in its entirety: “He judges all who are oppressed… He knows our inmost being… His love endures from everlasting to everlasting… Bless the Lord, you who do his word, who do his will.” It is also worth noting that the psalm begins with “I” and then moves on to “we.” The psalmist knows that he belongs to the people of the Covenant: “He revealed his benefits to Moses and to the children of Israel.” (verse 7) But tenderness is not just for Israel, it is for all people, and the “hosts of heaven” are invited to join with all humanity: “Bless all his works in every place of his kingdom.” (verse 22)
IDENTIFIED WITH CHRIST
“He crowns you with love,” we sing in the psalm. Saint Paul tells us what this consists of. This reading of the Letter to the Corinthians cannot be separated from other passages in which we are reminded of the nature of the new man in Jesus Christ. We are at once a corporeal and spiritual being who has received life in its fullness: “People belong to the earth, people belong to heaven.” Or, if we stick literally to the Greek text written by the apostle himself: “Taken from the earth and then governed by the Spirit, we are an icon of clay and also an icon of heaven.” (1 Cor. 15:48 and 49) At first, St. Paul seemed to oppose the body and the spirit, in the mystery of the resurrection. In reality, there is no opposition. From now on, humanity will be like the glorified Christ. The quotes from this Sunday must be placed in context: we are now in the „Christian era”, the „era of resurrection”, because the new Adam is the „life-giving spirit”, the „creator of life” (pneuma zoôopoïoun in Greek). LOVE WITHOUT LIMITS We must recall once again that St. Luke was a disciple of Paul and for years he heard him say what he reminds the Corinthians of today. The Beatitudes should be read in accordance with the „new human nature”, in accordance with the new man who is „the icon of the One who comes from heaven” (1 Cor 15:49). „You will be sons of the Most High God; be merciful, as the Father is merciful”. We move from action to being. The work of conversion will certainly never be completed. We know our limitations and human weaknesses, but by giving „a measure that is full and pressed down”, we give our lives and our brothers the measure that God applies to us. The gesture of taking the vessel in the hand and shaking it hard, so that the grain settles with each blow, is God’s gesture towards us. Sometimes it seems harsh and brutal to us; but this is the condition for the measure to be full and complete. “Forgive and you will be forgiven, give and you will receive…”
The two liturgical prayers that begin and end this Sunday’s Mass are incredibly rich, going beyond the Roman simplicity of the words: “We pray you, almighty God, grant that we may gather all the fruits of salvation – the mysteries of the Eucharist are already their promise and pledge.” (prayer after communion). This Eucharist experienced is in fact a promise that comes from God, it is up to us to gather it all, all its fruits… “adapting our words and our actions to your will, in the tireless search for spiritual goods.” (Prayer at the beginning of Mass)
___
Niedziela, 30 marca 2025
- Niedziela Wielkiego Postu, Laetare
Odniesienia biblijne:
Księga Jozuego: 5.10 do 12: „Jedli plon tej ziemi”.
Psalm 33: „Biedny człowiek woła, a Pan go słyszy”.
2 List św. Pawła do Koryntian: 5,17-21: „Dał nam zadanie dokonania tego pojednania”.
Ewangelia według św. Łukasza: 15. 1-32: „Kiedy ten syn twój przybył, twój brat, który umarł…”
Czytania na tę niedzielę podane są nam w perspektywie wielkanocnej i w tym kontekście powinniśmy je czytać.
BÓG JEST WIERNY
Pielgrzymka przez pustynię dobiegła końca. Z powodu braku wierności i wiary Mojżesz umarł wraz z całym pokoleniem tych, którzy wyszli z Egiptu.
Właśnie przekroczono rzekę Jordan, a wydarzenie to postrzegano jako drugie przekroczenie rzeki, pierwsze nastąpiło przez Morze Czerwone. Nie opuszczamy już niewoli egipskiej, wkraczamy do Ziemi Obiecanej. Podobnie jak w momencie przejścia przez Morze, ludzie przechodzą przez wody Jordanu, które się zatrzymują. Ale są różnice. Obecność Boga nie jest już podobna do obłoku, lecz przebywa w Arce Przymierza zapieczętowanej na Synaju.
Poprzedni rozdział Księgi Jozuego oddaje pełnię znaczenia dzisiejszej perykopy. „Pan, Bóg wasz, wysuszył wody Jordanu przed wami” – rzekł do nich Jozue – „(podobnie) jak Pan, Bóg wasz, uczynił z Morzem Czerwonym”. (Jozuego 4:23)
To prawda, że Mojżesza już z nami nie ma, ale Bóg jest obecny, tak samo potężny i miłosierny dzisiaj jak wczoraj. Nie ma więc mowy o pielęgnowaniu choćby odrobiny nostalgii za czasami starożytnymi. Z drugiej strony ludzie muszą być świadomi swojego nastawienia: nie byli wierni Bogu; Spędzili czas „szemrając” na pustyni. Bóg jednak jest wierny. Był, będzie.
ŚWIĘTO PASACHY
Po przekroczeniu Jordanu Jozue wzniósł pomnik (Jozuego 4:20). Pomnik składał się z dwunastu stojących kamieni, po jednym na każde plemię. Funkcją każdego pomnika jest świadectwo, a nie pamięć o przeszłości. Przeszłość jest nadal prawdą, ale nie jest nieaktualna, bo spełnia się w teraźniejszości. Wierność Boga nie jest tylko wspomnieniem, jest teraźniejszą rzeczywistością. Lojalność ludzi musi odpowiedzieć na tę wierność natychmiast.
Ale dla nas nie chodzi tylko o upamiętnienie tej lojalności poprzez stawianie pamiątkowych kamieni. Musimy to także świętować. Ponieważ uroczystość ta jeszcze bardziej podkreśla znaczenie pomnika. Dlatego odkupieńcze i wyzwalające działanie Boga, który wyzwala swój lud z Egiptu, będzie obchodzone każdego roku podczas święta Paschy według rytuału podkreślającego jego znaczenie.
Obrzędy te, przywołujące na myśl akt założycielski wyzwolonego ludu, są dziś przenoszone z nadzieją i wiarą. Mówimy to podczas każdej Eucharystii: „W tym życiu, w którym spodziewamy się szczęścia, które obiecujesz, i przyjścia Jezusa Chrystusa, naszego Zbawiciela.”
Święty Paweł mówi to do Koryntian, mówiąc o prawdziwej Paschii, która jest samą Paschą Chrystusa: „Stary świat przeminął, a oto narodził się nowy świat”. (2 Kor. 5.17)
POCHODZENIE SAKRAMENTÓW
Odkupieńcze dzieło Boga w Chrystusie osiąga swój szczyt w czasie Wielkanocy, w dniach Męki i Zmartwychwstania, w momencie, gdy „Bóg utożsamił Go dla nas z grzechem ludzkim”. (2 Kor. 5.21)
Tradycja chrześcijańska uważa, że chrzest jest faktycznym przejściem przez Morze Czerwone i Jordan. To wejście do Ziemi Obiecanej, do rodziny Bożej. Ale tak jak naród hebrajski co roku odnawiał Paschę w Egipcie: „Jedli przaśny chleb i pieczone kłosy”. Podobnie Eucharystia następuje bezpośrednio po przyjęciu chrztu, gdy dotyczy dorosłych katechumenów w obrządku Kościoła katolickiego obrządku łacińskiego, nawet w przypadku małego dziecka w obrządku Kościoła katolickiego obrządku wschodniego, który zachowały Kościoły prawosławne. A Eucharystia ta nie jest tylko na jeden dzień. Dzieje się tak codziennie, w każdej mszy.
„Błogosławiony jesteś, Panie, który dajesz nam ten chleb, owoc ziemi i pracy ludzi” – każe nam mówić liturgia ofiarowania. Po przybyciu do Ziemi Obiecanej manna zesłana bezpośrednio przez Boga przestaje spadać. „Jedli plony tej ziemi” (Jozuego 5:12). To już nie jest pożywienie na udrękę, które Bóg cudownie zapewnia na pustyni, aby Lud nie umarł. To jest początek nowego życia. „Stary świat odszedł. Nowy świat już się narodził”. (2 Kor. 5. 17) Jest to chleb Życia, wino wiecznego Królestwa.
POWRÓT SYNA
Liturgia opowiada nam o powrocie syna marnotrawnego do rodziny i do kraju, gdzie czeka na niego jego ojciec. Kiedy naród hebrajski powraca do ziemi, którą dał im Bóg. Ponieważ musimy wejść do Ziemi Obiecanej, którą jest Królestwo Boże. Możemy czytać tę przypowieść na różne sposoby, z których każdy wyłania się ze słów i opisów, jakie Chrystus nam ofiarowuje. odnośnik tego wydarzenia, którego każdy szczegół sam wybrał i którego rzecznikiem stał się św. Łukasz.
Możemy zrozumieć znaczenie dostępu pogan do rzeczywistości, której od dawna doświadczali wierni Żydzi. Faryzeusze rozumieją to w ten sposób. Mają postawę syna, który zawsze siedział w domu i nie rozumie entuzjazmu ojca wobec tego, kto wraca po długiej nieobecności.
Istnieje temat nieskończonego Bożego miłosierdzia, bliski świętemu Łukaszowi, który pochodził ze świata pogańskiego. Miłosierdzie to opiewane jest w psalmach jako cecha Boża. „On jest czułością i litością.” Niech więc biedni, jak chłopiec siedzący obok świń, które były lepiej od niego karmione, niech się radują: „Niech ubodzy mnie słuchają i cieszą się… gdy biedny woła, Pan go słyszy”. (Psalm 33) „Mój syn, który był umarły, powrócił do życia”, woła Ojciec, jak wielka jest radość naszego Ojca niebieskiego z jednego grzesznika, który czyni pokutę.
Możemy przeanalizować całą przypowieść pod kątem wolności ojca w stosunku do każdego z dwóch synów. Jest ktoś, dla kogo wolność jest bardziej atrakcyjna. Jest ktoś, dla kogo wierność wysusza wszelką miłość. Ojciec organizuje ucztę. W całej Ewangelii święto związane jest z intymnością, z komunią. Nie możemy zapomnieć, że ta komunia realizuje się w pełni podczas posiłku eucharystycznego. Pojednanie nie polega na usunięciu sporu między Bogiem a człowiekiem, lecz na przywróceniu relacji komunii.
A Jezus pcrzypomina nam o tym ustami Ojca. Przebywając w domu, najstarszy syn odsunął się od ojca. Mówi do niego: „Twój syn…”, a ojciec przypomina mu, że ta bliska relacja jest niezatarta: „Twój brat…”
Miłość Boga jest tam cała. Ojcowskie powitanie zatrzymuje słowa Tego, który nigdy nie przestał być jego synem. Biorąc go w ramiona i biorąc na serce, powstrzymuje go od wyrażenia upokorzenia, w które się zaangażował. Przerywa mu tymi słowami: „Już nie jestem godzien nazywać się twoim synem”. – „Już nie nazywam was sługami” – powie Jezus wieczorem Wielkiego Czwartku. „Lecz przyjaciółmi, tymi, których kocham”.
Ojciec syna marnotrawnego, przejmując słowo syna w locie, przywraca mu jego tożsamość: „Mój syn powrócił”. Sam, ze swoimi ograniczonymi i pogarszającymi się zasobami, syn marnotrawny zostaje zmuszony do samotności i nędzy. Wraz ze swoim ojcem na nowo odkrywa swoją godność jako człowieka i syna we wspólnym świętowaniu, gdzie wszystko jest obfitością i radością. Podobnie jak my, na nowo odkrywamy pełnię naszego życia z Bogiem, pojednani z naszym Ojcem i z naszymi braćmi.
Ten czas Wielkiego Postu jest rzeczywiście czasem podążania ku Ojcu. „Powiem mu…” Pozostawmy grzech za sobą. „Stary świat przeminął. Narodził się nowy świat. Wszystko to pochodzi od Boga”. (2 Kor. 5.17)
I tak jest do dziś.
Sunday, March 30, 2025
4th Sunday of Lent, Laetare
Biblical references:
Joshua: 5:10 to 12: “They ate the produce of the land.”
Psalm 33: “The poor man cries out, and the Lord hears him.”
2 Corinthians: 5:17-21: “He has given us the task of making this reconciliation.”
Luke: 15:1-32: “When this son of yours came, your brother who was dead…”
The readings for this Sunday are given to us in the perspective of Easter, and it is in this context that we should read them.
GOD IS FAITHFUL
The pilgrimage through the desert has come to an end. Because of the lack of faithfulness and faith, Moses died along with the entire generation of those who left Egypt.
The Jordan River has just been crossed, and this event was seen as the second crossing of the river, the first being through the Red Sea. We are no longer leaving Egyptian slavery, we are entering the Promised Land. As in the moment of crossing the Sea, people pass through the waters of the Jordan, which stop. But there are differences. God’s presence is no longer like a cloud, but is in the Ark of the Covenant sealed on Sinai.
The previous chapter of the Book of Joshua captures the full meaning of today’s pericope. “The Lord your God dried up the waters of the Jordan before you,” Joshua said to them, “(as) the Lord your God did to the Red Sea.” (Joshua 4:23)
It is true that Moses is no longer with us, but God is present, as powerful and merciful today as he was yesterday. So there is no question of cultivating even a modicum of nostalgia for ancient times. On the other hand, people must be aware of their attitudes: they were not faithful to God; they spent their time “murmuring” in the wilderness. But God is faithful. He was, He will be.
THE FEAST OF PASSOVER
After crossing the Jordan, Joshua erected a monument (Joshua 4:20). The monument consisted of twelve standing stones, one for each tribe. The function of each monument is to bear witness, not to commemorate the past. The past is still true, but it is not out of date, because it is fulfilled in the present. God’s faithfulness is not just a memory, it is a present reality. The loyalty of people must respond to this faithfulness immediately.
But for us it is not only about commemorating this loyalty by erecting commemorative stones. We must also celebrate it. Because this celebration further emphasizes the importance of the monument. Therefore, the redemptive and liberating action of God who frees his people from Egypt will be celebrated each year during the feast of Passover according to a ritual that emphasizes its importance.
These rites, which recall the founding act of the liberated people, are carried forward today with hope and faith. We say this at every Eucharist: „In this life, in which we hope for the happiness that you promise, and the coming of Jesus Christ our Savior.”
Saint Paul says this to the Corinthians, speaking of the true Passover, which is the very Passover of Christ: „The old world has passed away, and behold, a new world has been born.” (2 Cor. 5:17)
THE ORIGIN OF THE SACRAMENTS
The redemptive work of God in Christ reaches its culmination at Easter, in the days of the Passion and Resurrection, at the moment when „God identified him for us with human sin.” (2 Cor. 5:21)
Christian tradition considers baptism to be the actual crossing of the Red Sea and the Jordan. It is the entry into the Promised Land, into the family of God. But just as the Hebrew people renewed the Passover in Egypt every year: “They ate unleavened bread and baked ears of corn.” Similarly, the Eucharist immediately follows baptism when it concerns adult catechumens in the rite of the Latin Rite of the Catholic Church, even in the case of a small child in the rite of the Eastern Rite of the Catholic Church, which the Orthodox Churches have preserved. And this Eucharist is not just for one day. It happens every day, in every Mass.
“Blessed are you, Lord, who gives us this bread, the fruit of the earth and the labor of men,” the liturgy of the offertory tells us to say. After arriving in the Promised Land, the manna sent directly by God stops falling. “They ate the produce of the land” (Joshua 5:12). This is no longer food for torment, which God miraculously provides in the desert so that the People do not die. This is the beginning of new life. “The old world has passed away. The new world has already been born.” (2 Cor. 5:17) This is the bread of Life, the wine of the eternal Kingdom.
THE RETURN OF THE SON
The liturgy tells us of the return of the prodigal son to his family and to the land where his father is waiting for him. When the Hebrew people return to the land that God gave them. Because we must enter the Promised Land, which is the Kingdom of God. We can read this parable in different ways, each of which emerges from the words and descriptions that Christ offers us. the reference of this event, every detail of which he himself chose and for which St. Luke became the spokesman.
We can understand the significance of the access of the Gentiles to the reality that faithful Jews had long experienced. The Pharisees understand it this way. They have the attitude of a son who always stayed at home and does not understand the enthusiasm o father for the one who returns after a long n absence.
There is a theme of God’s infinite mercy, close to Saint Luke, who came from a pagan world. This mercy is sung in the psalms as a characteristic of God. „He is tenderness and compassion.” So let the poor, like the boy sitting next to the pigs that were better fed than he, rejoice: „Let the poor listen to me and be glad … when the poor cry, the Lord hears him.” (Psalm 33) „My son, who was dead, is alive again,” the Father exclaims, how great is the joy of our heavenly Father in one sinner who does penance.
We can analyze the entire parable in terms of the father’s freedom in relation to each of the two sons. There is someone for whom freedom is more attractive. There is someone for whom fidelity dries up all love. The father organizes a feast. Throughout the Gospel, the feast is associated with intimacy, with communion. We cannot forget that this communion is fully realized during the Eucharistic meal. Reconciliation does not consist in eliminating the conflict between God and man, but in restoring the relationship of communion.
And Jesus reminds us of this through the lips of the Father. While at home, the eldest son distanced himself from his father. He says to him: “Your son…” and the father reminds him that this close relationship is indelible: “Your brother…”
God’s love is there in its entirety. The fatherly greeting stops the words of the One who has never ceased to be his son. Taking him in his arms and taking him to his heart, he stops him from expressing the humiliation in which he has engaged. He interrupts him with these words: “I am no longer worthy to be called your son.” – “I no longer call you servants,” Jesus will say on the evening of Holy Thursday. “But friends, those whom I love.”
The father of the prodigal son, taking up the words of his son in flight, restores his identity to him: “My son has returned.” Alone, with his limited and diminishing resources, the prodigal son is reduced to solitude and misery. Together with his father, he rediscovers his dignity as a man and as a son in a shared celebration where everything is abundance and joy. Like us, we rediscover the fullness of our life with God, reconciled with our Father and with our brothers.
This Lenten season is truly a time to walk toward the Father. “I will say to him…” Let us leave sin behind. “The old world has passed away; a new world has been born. All these things are from God.” (2 Cor. 5:17)
And so it is to this day…